Tylko ja i tory przede mną

Z Alek­san­drą Płu­są, pierw­szą ko­bie­tą ma­szy­ni­stą w PKP In­ter­ci­ty, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

Dla­cze­go wy­bra­ła Pa­ni za­wód ma­szy­ni­sty?

– Do­ra­sta­łam w ko­le­jo­wej at­mos­fe­rze. Mój ta­ta jest ma­szy­ni­stą od po­nad 35 lat. Za­wsze fa­scy­no­wa­ła mnie je­go pra­ca, w któ­rej każ­dy dzień wy­da­wał się in­ny. Gdy wra­cał ze służ­by, wy­py­ty­wa­łam o wszyst­kie szcze­gó­ły. In­te­re­so­wa­ły mnie też lo­ko­mo­ty­wy. Bar­dzo lu­bię pro­wa­dzić róż­ne po­jaz­dy. Sie­dze­nie za kół­kiem sa­mo­cho­du za­wsze spra­wia­ło mi ogrom­ną przy­jem­ność.

foto_01-03_09-2017

W dro­dze do speł­nie­nia ma­rzeń po­ko­na­ła Pa­ni wie­lu kan­dy­da­tów. W re­kru­ta­cji bra­ło udział ty­siąc osób, ma­szy­ni­sta­mi zo­sta­ło osiem­dzie­się­ciu. Jak wy­glą­da na­uka za­wo­du?

– Naj­pierw jest dwu­mie­sięcz­ne szko­le­nie z za­sad funk­cjo­no­wa­nia ko­lei i prze­pi­sów ru­chu. Koń­czy się eg­za­mi­nem, po któ­rym moż­na uzy­skać li­cen­cję ma­szy­ni­sty. Ko­lej­nym eta­pem jest szko­le­nie, któ­re trwa do pół­to­ra ro­ku. Zdo­by­wa się m.in. wie­dzę z za­kre­su bu­do­wy ma­szyn ko­le­jo­wych. Póź­niej, pod okiem in­struk­to­ra, uczy się ob­słu­gi ta­bo­ru, w tym tak­że lo­ko­mo­tyw spa­li­no­wych. Na ko­niec jest eg­za­min, po któ­rym uzy­sku­je się świa­dec­two ma­szy­ni­sty. Po­zwa­la ono na pra­cę w za­wo­dzie i upraw­nia do pro­wa­dze­nia da­ne­go ty­pu po­jaz­du na wy­bra­nych tra­sach.

Jak na co dzień wy­glą­da pra­ca ma­szy­ni­sty?

– Każ­dy dzień jest in­ny, choć wy­ko­nu­je się mniej wię­cej te sa­me czyn­no­ści. Jed­ne­go dnia ra­no je­stem w Ło­dzi, a po po­łu­dniu w Kra­ko­wie. Ko­lej­ne­go w Po­zna­niu, a na­stęp­ne­go w War­sza­wie. Zmie­nia­ją się miej­sca i lu­dzie. Za­wsze znaj­dzie się ktoś, z kim mo­gę po­roz­ma­wiać o bie­żą­cych wy­da­rze­niach. Po­zwa­la to spoj­rzeć na wie­le spraw z róż­nej per­spek­ty­wy. Jed­no jest nie­zmien­ne. W cza­sie jaz­dy mu­szę być ca­ły czas bar­dzo skon­cen­tro­wa­na, gdyż ja­ko ma­szy­ni­sta od­po­wia­dam za bez­pie­czeń­stwo pa­sa­że­rów.

Co w tej pra­cy jest naj­trud­niej­sze?

– Pra­ca jest bar­dzo nie­re­gu­lar­na. Nie trwa od po­nie­dział­ku do piąt­ku od 8.00 do 16.00. Cza­sa­mi służ­ba wy­pa­da w week­en­dy i świę­ta. Po­cią­gi wy­jeż­dża­ją w tra­sę bez wzglę­du na wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne. Jest to uciąż­li­we, ale wszyst­ko da się po­ukła­dać i zna­leźć czas dla ro­dzi­ny, na pa­sje i roz­wój. Ostat­nio wró­ci­łam na stu­dia na kie­run­ku trans­port.

Co spra­wia Pa­ni naj­więk­szą ra­dość?

– Ma­rzy­łam, by zo­stać ma­szy­ni­stą. Gdy pro­wa­dzę po­ciąg, je­stem tyl­ko ja i to­ry przede mną.

Jak się Pa­ni pra­cu­je z sa­my­mi męż­czy­zna­mi?

– Na po­cząt­ku moż­na by­ło wy­czuć lek­ki dy­stans. Po ja­kimś cza­sie uda­ło mi się zy­skać sza­cu­nek ko­le­gów, głów­nie za od­wa­gę. Za­sko­czy­łam ich tym, że zła­ma­ny pa­zno­kieć czy po­bru­dze­nie sma­rem nie są mi strasz­ne. Po­za tym do­syć du­żo wiem o elek­tro­tech­ni­ce. Pod­czas kur­su zo­sta­łam po­wo­ła­na na sta­ro­stę gru­py. My­ślę, że prze­tar­łam szla­ki przy­szłym ko­le­żan­kom. Gdy zo­sta­łam ma­szy­ni­stą, na po­cząt­ku my­lo­no mnie z dru­ży­ną kon­duk­tor­ską, ale rów­nież wśród za­ło­gi szyb­ko uda­ło mi się zdo­być uzna­nie. Ko­le­dzy przy­zna­li, że po­tra­fię ich „po­sta­wić do pio­nu”.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

JA mam rację!

Nie ustę­pu­jesz w dys­ku­sjach ani na krok? Two­je za­wsze mu­si być na wierz­chu? Sztu­ka nie po­le­ga na tym, że­by za wszel­ką ce­nę udo­wad­niać dru­giej stro­nie błąd. Ale na tym, by wy­słu­chać jej zda­nia i zro­zu­mieć jej punkt wi­dze­nia.

Wie­lu z nas są­dzi, że ma ra­cję we wszyst­kim – od po­my­słów na re­for­mę szkol­nic­twa po me­dy­cy­nę. Tym­cza­sem my­lą się na­wet eks­per­ci. Na po­cząt­ku XX wie­ku fran­cu­ski mar­sza­łek Fer­di­nand Foch na­zwał sa­mo­lo­ty za­baw­ka­mi bez zna­cze­nia dla woj­ska. Zaś Bry­tyj­czyk Wil­liam Pre­ece z rów­ną mo­cą za­pew­niał, że „Ame­ry­ka­nie po­trze­bu­ją te­le­fo­nu, my nie. Ma­my mnó­stwo po­słań­ców”.

Mó­wi się, że umie­jęt­ność przy­zna­wa­nia się do wła­snych błę­dów to ce­cha lu­dzi wiel­kich. Dla­cze­go tak bar­dzo lu­bi­my mieć ra­cję?

foto_01-02_09-2017

Eks­pert od wszyst­kie­go

Maj­ka jest zwa­rio­wa­ną, in­te­li­gent­ną na­sto­lat­ką. Osią­ga suk­ce­sy w spo­rcie, świet­nie się uczy, jest prze­wod­ni­czą­cą sa­mo­rzą­du. Umie­jęt­nie or­ga­ni­zu­je róż­ne pro­jek­ty w szko­le. Jest do­ce­nia­na. Jed­nak ma po­czu­cie osa­mot­nie­nia, nie­zro­zu­mie­nia i po­raż­ki w re­la­cjach z bli­ski­mi. Za­uwa­ży­ła też, że jej ko­le­dzy z kla­sy i dru­ży­ny trak­tu­ją ją z dy­stan­sem, jak­by się jej oba­wia­li. Maj­ka jest oso­bą, któ­ra zna się nie­mal na wszyst­kim. Każ­de­mu mo­że do­ra­dzić w róż­nych kwe­stiach, uwa­ża się za eks­pert­kę w każ­dej dzie­dzi­nie. Są­dzi, że za­wsze wie le­piej. Nie mo­że tyl­ko zro­zu­mieć, dla­cze­go oto­cze­nie te­go nie do­ce­nia.

Oso­by po­dob­ne do Maj­ki z im­pe­tem prą do przo­du w po­go­ni za suk­ce­sa­mi, tak jak­by cią­gle chcia­ły udo­wod­nić, że są cze­goś war­te. Nie­pew­ne swo­jej war­to­ści, dzię­ki suk­ce­som na­uko­wym i spor­to­wym chcą prze­ko­nać oto­cze­nie (i sie­bie), że du­żo zna­czą, że mo­gą zro­bić coś na­praw­dę do­brze. Do­kucz­li­wa nie­pew­ność i brak po­czu­cia wła­snej war­to­ści ka­żą Maj­ce ry­wa­li­zo­wać z in­ny­mi, ści­gać się i usta­wiać na wyż­szej po­zy­cji. Maj­ka bar­dzo ner­wo­wo re­agu­je na od­mien­ne zda­nie. Czu­je się wte­dy za­gro­żo­na i na­tych­miast mu­si udo­wod­nić roz­mów­cy, że ma ra­cję.

Twier­dza nie do zdo­by­cia

Do­brze jest znać swo­ją war­tość i umieć ar­ty­ku­ło­wać po­glą­dy. Ce­ni­my prze­cież lu­dzi, któ­rzy ma­ją wła­sne zda­nie. Po­strze­ga­my ich ja­ko sil­nych, od­waż­nych, bez­kom­pro­mi­so­wych. Mo­że dla­te­go, kie­dy ustę­pu­je­my w dys­ku­sji lub przy­zna­je­my ko­muś ra­cję, bo­imy się, że na­sze za­cho­wa­nie zo­sta­nie od­czy­ta­ne ja­ko sła­bość, któ­rą bę­dzie moż­na póź­niej wy­ko­rzy­stać. Bro­ni­my więc swo­je­go zda­nia. Jak twier­dzy. Czy to spra­wa cech cha­rak­te­ru? Kom­plek­sów? A mo­że wy­cho­wa­nia? Za­pew­ne wszyst­kie­go po tro­chu. Ale rów­nież trud­nych prze­żyć, fru­stra­cji, nie­speł­nio­nych ma­rzeń, nad­mier­nych am­bi­cji, nie­ła­twe­go dzie­ciń­stwa. Lu­bi­my czuć się lep­si. Od­czu­wa­my po­trze­bę, aby prze­ko­nać do na­sze­go zda­nia in­nych. Dla­cze­go? Po­nie­waż nie wy­star­cza nam świa­do­mość wła­snej nie­omyl­no­ści – mu­si­my ogło­sić ją świa­tu. To da­je nam po­czu­cie by­cia kimś waż­nym.

Nie za wszel­ką ce­nę

Ja­kie są owo­ce prze­ko­na­nia o tym, że za­wsze mam ra­cję? Trwa­nie w błę­dzie i po­wie­la­nie ko­lej­nych. Nisz­cze­nie re­la­cji i za­ufa­nia. Dla­te­go, na­wet je­śli je­steś prze­ko­na­ny, że masz ra­cję, trak­tuj roz­mów­cę z sza­cun­kiem i po­zwól mu na wy­po­wiedź. Nie prze­ry­waj. Słu­chaj. Nie oce­niaj. Nie ata­kuj. Na­rzu­ca­nie wła­sne­go zda­nia i udo­wad­nia­nie swo­jej wyż­szo­ści nie sprzy­ja­ją re­ali­za­cji po­trze­by bli­sko­ści, przy­jaź­ni i mi­ło­ści. Chy­ba, że dla ko­goś li­czy się tyl­ko bu­do­wa­nie wła­sne­go ja. Nie war­to psuć re­la­cji w ten spo­sób. War­to za to wy­tę­żyć umysł i dys­ku­to­wać w umie­jęt­ny spo­sób.

Ży­je­my w świe­cie, w któ­rym na­sze mu­si być na wierz­chu. Każ­da wy­mia­na po­glą­dów to w po­wszech­nym mnie­ma­niu gra o su­mie ze­ro­wej, w któ­rej zwy­cię­stwo jed­nych przy­no­si uj­mę dru­gim. Dla­te­go ni­gdy dość po­wta­rza­nia, że moż­na róż­nić się pięk­nie.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Lider doskonały

Po­trzeb­ne: ener­gia, chęć do pra­cy i po­mysł na ini­cja­ty­wę w oko­li­cy. Re­zul­tat przej­dzie two­je naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia.

Aka­de­mia Li­de­rów dzia­ła w ra­mach Fun­da­cji Świę­te­go Mi­ko­ła­ja. – Jest skie­ro­wa­na do mło­dzie­ży w wie­ku 16–19 lat, chcą­cej roz­wi­jać się i zmie­niać swo­je lo­kal­ne śro­do­wi­sko – wy­ja­śnia Ka­ro­li­na Ka­zu­ła, od­po­wie­dzial­na za pu­blic re­la­tions w Fun­da­cji Świę­te­go Mi­ko­ła­ja. Każ­dy chęt­ny mo­że zgło­sić pro­jekt spo­łecz­ny lub hi­sto­rycz­ny, któ­ry zak­ty­wi­zu­je miesz­kań­ców. – Wie­my, że ta­kie od­dol­ne ini­cja­ty­wy prze­kła­da­ją się na to, jak się ży­je lu­dziom i jak do­brze się oni zna­ją – mó­wi Ka­ro­li­na.

Od środ­ka

Wy­bra­ne oso­by za­pra­sza­ne są na bez­płat­ne dzie­się­cio­dnio­we wy­jaz­do­we warsz­ta­ty w wa­ka­cje. Do­wia­du­ją się na nich, jak zre­ali­zo­wać pro­jekt. Pro­fe­sjo­nal­ni tu­to­rzy i tre­ne­rzy uczą m.in. po­zy­ski­wa­nia part­ne­rów i fun­du­szy, za­rzą­dza­nia ze­spo­łem wo­lon­ta­riu­szy, two­rze­nia har­mo­no­gra­mów i bu­dże­tów. Po­tem przy­cho­dzi czas na wdro­że­nie po­my­słów. Fi­nał to gru­dnio­we spo­tka­nie wszyst­kich uczest­ni­ków. Pre­zen­tu­ją efek­ty dzia­łań, mó­wią o suk­ce­sach, po­raż­kach i za­sko­cze­niach. Zna­jo­mo­ści z Aka­de­mii prze­ra­dza­ją się w trwa­łe przy­jaź­nie.

foto_01-01_09-2017

Do­bry start

Kin­ga Ra­dom­ska z ko­le­żan­ką w ra­mach Aka­de­mii Li­de­rów zre­ali­zo­wa­ła w Mał­ki­ni Gór­nej pro­jekt spo­łecz­ny „Start do przy­szło­ści”. Prze­pro­wa­dzi­ła dla gim­na­zja­li­stów warsz­ta­ty do­radz­twa edu­ka­cyj­no-za­wo­do­we­go, po­łą­czo­ne z wy­jaz­dem do du­żej fir­my. Zor­ga­ni­zo­wa­ła też dwa in­spi­ru­ją­ce spo­tka­nia. Stu­dent­ka dzien­ni­kar­stwa opo­wia­da­ła o swo­jej pa­sji i pra­cy. Stu­dent in­for­ma­ty­ki dzie­lił się do­świad­cze­niem pro­wa­dze­nia wła­snej fir­my. Ce­lem by­ło po­ka­za­nie mło­dzie­ży przy­kła­do­wych ście­żek ka­rie­ry. Uczest­ni­cy warsz­ta­tów do­wie­dzie­li się, ja­kich wy­bo­rów do­ko­ny­wać, aby w do­ro­słym ży­ciu zdo­być wy­ma­rzo­ną pra­cę. Po­zna­li tak­że moż­li­wo­ści roz­wo­ju za­wo­do­we­go. Dziew­czy­ny prze­wi­dzia­ły też część dla przed­szko­la­ków, któ­rym stra­ża­cy opo­wie­dzie­li o swo­im za­wo­dzie. – Dzię­ki Aka­de­mii do­wie­dzia­łam się, jak za­rzą­dzać pro­jek­tem i jak po­zy­skać środ­ki na je­go re­ali­za­cję. Mo­głam uczyć się od eks­per­tów i wy­mie­nić się do­świad­cze­niem z po­zo­sta­ły­mi uczest­ni­ka­mi. By­ło bar­dzo du­żo prak­tycz­nej wie­dzy. To by­ło nie­sa­mo­wi­te – opo­wia­da Kin­ga.

Suk­ces hi­sto­rii

Ma­te­usz Wró­blew­ski, uczeń szko­ły śred­niej, stwo­rzył pro­jekt hi­sto­rycz­ny „Pa­mięć w lu­dziach i przez lu­dzi utrwa­lo­na, czy­li hi­sto­ria wo­jen­na Brod­ni­cy”. Chciał, by miesz­kań­cy do­wie­dzie­li się o lo­kal­nych wy­da­rze­niach z II woj­ny świa­to­wej. Cel osią­gnął po­przez grę miej­ską „Kryp­to­nim Pa­mięć”. – To by­ła pierw­sza te­go ty­pu ini­cja­ty­wa w Brod­ni­cy. Chcia­łem prze­ka­zać wie­dzę hi­sto­rycz­ną w cie­ka­wy spo­sób. Po­łą­czy­łem przy­jem­ne z po­ży­tecz­nym – tłu­ma­czy Ma­te­usz. Uda­ło się. Zgło­si­ło się 17 ze­spo­łów. Uczest­ni­cy po­ko­ny­wa­li wy­zna­czo­ną tra­sę, za­trzy­mu­jąc się w róż­nych punk­tach, zwią­za­nych z wy­da­rze­nia­mi wo­jen­ny­mi i lo­kal­ny­mi bo­ha­te­ra­mi. Pod­czas gry trze­ba by­ło wy­ko­ny­wać prze­róż­ne za­da­nia, np. de­ko­do­wa­nie mel­dun­ków nada­wa­nych te­le­gra­fem. Pla­no­wa­na jest dru­ga edy­cja wy­da­rze­nia. Ma­te­usz zno­wu zaj­mie się or­ga­ni­za­cją. My­śli już o trze­ciej edy­cji – ro­we­ro­wej grze miej­skiej.

Miej­sce dla cie­bie

Wszy­scy uczest­ni­cy Aka­de­mii Li­de­rów to lu­dzie z ogrom­nym po­ten­cja­łem, by w przy­szło­ści zo­stać lo­kal­ny­mi li­de­ra­mi. Do tej po­ry wy­da­li to­mik po­ezji, zor­ga­ni­zo­wa­li pik­ni­ki dla miesz­kań­ców, udzie­li­li po­mo­cy se­nio­rom i nie­peł­no­spraw­nym. A ty, ja­ki masz po­mysł? Na zgło­sze­nie jest czas do 15 ma­ja. Nie wa­haj się. – To przy­go­da ży­cia – za­chę­ca Ma­te­usz.

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak 09/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Wi­taj­cie! W tym nu­me­rze „Dro­gi” zaj­mu­je­my się hej­tin­giem. Sło­wo to po­cho­dzi od an­giel­skie­go cza­sow­ni­ka „ha­te” i ozna­cza nie­na­wiść. Tłu­ma­czo­ne jest ja­ko kry­ty­ko­wać, mi­nu­so­wać, nie­na­wi­dzić. Nie­któ­rzy na­zy­wa­ją hejt mo­wą nie­na­wi­ści. Hej­ting zwy­kle ob­ja­wia się ne­ga­tyw­ny­mi ko­men­ta­rza­mi bez me­ry­to­rycz­ne­go uza­sad­nie­nia. Wy­star­czy wejść do in­ter­ne­tu, by prze­ko­nać się, że (po­zor­na!) ano­ni­mo­wość w sie­ci nie sprzy­ja roz­wo­jo­wi kul­tu­ry oso­bi­stej ani po­sza­no­wa­niu cu­dzej god­no­ści.

Hej­ter­stwo sta­je się co­raz po­wszech­niej­szym zja­wi­skiem. Nie­mal każ­dy wła­ści­ciel blo­ga, ka­na­łu na YouTu­bie czy kon­ta na Fa­ce­bo­oku zde­rzył się z hej­tem. Wła­ści­wie trud­no jest okre­ślić za­sięg hej­tin­gu – hej­te­rzy ata­ku­ją ab­so­lut­nie wszyst­ko, co się da. Upodo­ba­nie do ko­mu­ni­ka­cji peł­nej wro­go­ści i za­wi­ści nie zna żad­nych ba­rier: ani wie­ku, ani płci, ani wy­kształ­ce­nia.

Hej­te­rzy pi­szą nie­na­wist­ne ko­men­ta­rze, ośmie­sza­ją in­nych, umiesz­cza­ją ob­raź­li­we wpi­sy, zdję­cia i fil­my oraz prze­róż­ne zło­śli­wo­ści. Dla­cze­go? W przy­pad­ku każ­de­go hej­te­ra przy­czy­na bę­dzie in­na. Że­by hej­to­wać, trze­ba mieć na­praw­dę moc­ną „mo­ty­wa­cję”. Ko­niecz­na jest chęć zra­nie­nia, uprzy­krze­nia ko­muś ży­cia. Każ­dy ma pra­wo nie zga­dzać się ze zda­niem ko­goś in­ne­go, ale czy trze­ba od ra­zu za­mie­niać kry­ty­kę w per­so­nal­ny atak? Moż­na nie lu­bić ja­kie­goś autora/celebryty/ po­li­ty­ka, ale sa­mo „nie­lu­bie­nie” nie jest jesz­cze hej­tem. Je­śli ko­goś po pro­stu nie lu­bisz, to go uni­kasz, praw­da?

O ile kon­struk­tyw­na kry­ty­ka, wy­mia­na opi­nii, po­glą­dów, spo­strze­żeń i do­świad­czeń jest zwy­kle mi­le wi­dzia­na i ce­nio­na, o ty­le pro­stac­ki hejt trze­ba tę­pić bez­li­to­śnie. Re­aguj­my na in­ter­ne­to­wą nie­na­wiść. W ja­ki spo­sób? – prze­czy­ta­cie na str. 7. Na­sze mil­czą­ce przy­zwo­le­nie bę­dzie utwier­dze­niem dla tych, któ­rzy przed kom­pu­te­rem sia­da­ją głów­nie po to, by szy­dzić, ob­ra­żać i drę­czyć in­nych. Pa­mię­taj­cie też, że w sie­ci nic nie gi­nie. Je­den „nie­win­ny” hejt, któ­ry dziś wy­sła­li­ście w świat, mo­że zo­stać od­ko­pa­ny po 20 la­tach, gdy już bę­dzie­cie sza­no­wa­ny­mi politykami/profesorami/przedsiębiorcami. I mo­że być wam głu­pio!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go