W obronie życia i rozumu

W trak­cie (nie)sławnego „czar­ne­go pro­te­stu” pa­dło wie­le słów, opi­su­ją­cych abor­cję ja­ko coś nie­szko­dli­we­go, nie­kie­dy ko­niecz­ne­go. Coś, co po­win­no być praw­nie do­zwo­lo­ne. Pro­blem w tym, że więk­szość przed­sta­wio­nych ar­gu­men­tów by­ła nie­praw­dzi­wa i zwy­czaj­nie nie­lo­gicz­na. Prze­ciw­sta­wia­jąc się im, trze­ba wy­stą­pić nie tyl­ko w obro­nie ży­cia, ale rów­nież w obro­nie ro­zu­mu.

Mo­je cia­ło – mój wy­bór!

Do­kład­nie tak! Ty­le, że dziec­ko w cie­le ko­bie­ty nie jest jej cia­łem. Choć­by dla­te­go, że ko­bie­ta nie ma czte­rech rąk, czte­rech nóg i dwóch bi­ją­cych serc. Każ­dy ma pra­wo do de­cy­do­wa­nia o wła­snym cie­le. Dla­te­go nikt nie mo­że de­cy­do­wać za dziec­ko o je­go cie­le.

Każ­de dziec­ko po­win­no być chcia­ne i ko­cha­ne!

Peł­na zgo­da! Dla­te­go na­ucz­my się chcieć dzie­ci i ko­chać je jesz­cze bar­dziej! A jak brzmi roz­wi­nię­cie te­go zda­nia w wer­sji za­pre­zen­to­wa­nej przez zwo­len­ni­ków abor­cji? Każ­de nie­chcia­ne dziec­ko po­win­no być mar­twym dziec­kiem.

foto_01-03_06-2017

Płód to nie dziec­ko, tyl­ko zle­pek ko­mó­rek!

Zlep­kiem ko­mó­rek jest każ­dy z nas. Oczy­wi­ście dziec­ko nie­na­ro­dzo­ne po­cząt­ko­wo nie wy­glą­da jak ukształ­to­wa­ny czło­wiek, ale do­kład­nie na tej sa­mej za­sa­dzie no­wo­ro­dek nie wy­glą­da jak na­sto­la­tek, a na­sto­la­tek jak sta­ru­szek. Na­ukow­cy ja­ko po­czą­tek ludz­kie­go ży­cia wska­zu­ją mo­ment po­czę­cia. Obroń­cy ży­cia kie­ru­ją się na­uką – w prze­ci­wień­stwie do zwo­len­ni­ków abor­cji, któ­rzy twier­dzą, że po­czą­tek ludz­kie­go ży­cia to kwe­stia „wia­ry”.

Żą­da­my bez­piecz­nej abor­cji!

Nie­moż­li­we. W cza­sie abor­cji gi­nie przy­naj­mniej po­ło­wa pa­cjen­tów. Za­bi­ja­nie nie mo­że być bez­piecz­ne. Oprócz śmier­ci dziec­ka, w wy­ni­ku le­gal­nej abor­cji mo­że dojść rów­nież do śmier­ci mat­ki – kil­ka­set przy­pad­ków ko­biet, któ­re zmar­ły w wy­ni­ku le­gal­nej i „bez­piecz­nej” abor­cji zo­sta­ło udo­ku­men­to­wa­nych na stro­nie: www.safeandlegal.com Set­ki ty­się­cy ko­biet cier­pią też z po­wo­du syn­dro­mu po­sta­bor­cyj­ne­go. Część z nich boi się o tym mó­wić w oba­wie przed wy­śmia­niem i nie­zro­zu­mie­niem.

Obroń­ców ży­cia ob­cho­dzą tyl­ko pło­dy, a dzie­ci na­ro­dzo­ne już nie!

Wie­cie, jak wy­glą­da ma­pa do­mów sa­mot­nej mat­ki i ośrod­ków po­mo­cy, pro­wa­dzo­nych przez or­ga­ni­za­cje fe­mi­ni­stycz­ne w Pol­sce? Jest cał­ko­wi­cie pu­sta. Zwo­len­ni­cy abor­cji ofe­ru­ją ko­bie­cie po­moc tyl­ko w jed­nym „wy­bo­rze” – abor­cji. Ko­ściół ka­to­lic­ki i or­ga­ni­za­cje pro li­fe pro­wa­dzą w ska­li Pol­ski bar­dzo wie­le ini­cja­tyw, fun­da­cji i ośrod­ków wspar­cia, ofe­ru­ją­cych po­moc przed i po uro­dze­niu dziec­ka.

Nie chcesz abor­cji? To jej so­bie nie rób, ale nie za­bra­niaj in­nym!

Nie jeź­dzisz po al­ko­ho­lu? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Nie chcesz mieć nie­wol­ni­ka? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Nie bi­jesz żo­ny? W po­rząd­ku, ale nie za­bra­niaj in­nym. Brzmi sła­bo. Tak jak pro­po­zy­cja nie­wtrą­ca­nia się w spra­wę abor­cji.

Po co ro­dzić cho­re dziec­ko, któ­re mo­że szyb­ko umrzeć?

Trze­ba za­bić, bo mo­że umrzeć – oto kwin­te­sen­cja pro­abor­cyj­nej lo­gi­ki. Le­piej za­bić, po­zwo­lić umrzeć w sa­mot­no­ści, bez mi­ło­ści i bez środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych niż w czu­łych ra­mio­nach ro­dzi­ców i po­da­niem środ­ków uśmie­rza­ją­cych ból.

Abor­cja to kwe­stia prze­ko­nań re­li­gij­nych, któ­re po­win­ny być pry­wat­ną spra­wą!

To sa­mo moż­na po­wie­dzieć o przy­ka­za­niach „nie za­bi­jaj” al­bo „nie krad­nij”. Są wy­ra­żo­ne w De­ka­lo­gu, więc mo­że po­win­ni­śmy je usu­nąć z pra­wa świec­kie­go? Gdy­bym by­ła ate­ist­ką, któ­ra nie wie­rzy w ży­cie po śmier­ci, chy­ba jesz­cze moc­niej dzia­ła­ła­bym prze­ciw­ko abor­cji – po­nie­waż wie­rzy­ła­bym wte­dy, że jest ona osta­tecz­nym znisz­cze­niem, po któ­rym nie ma nic, żad­nej na­dziei.

 

Ewa Rej­man

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Mieć kogo kochać

Py­ta­no nas, czy moż­na po­ko­chać cu­dze dziec­ko. Ja­kie cu­dze? On jest nasz.

Za­wsze mó­wi­li­śmy, że chce­my mieć tro­je dzie­ci. O Zu­zię sta­ra­li­śmy się trzy la­ta, o ko­lej­ne dziec­ko – pięć-sześć lat, za­nim pod­ję­li­śmy de­cy­zję, że bę­dzie to dro­ga ad­op­cji. Po­tem trze­ba by­ło roz­po­cząć pro­ces ad­op­cyj­ny, któ­ry tro­chę trwa. Od zło­że­nia pa­pie­rów do roz­po­czę­cia przy­go­to­wa­nia mi­nął rok. Pra­cow­ni­cy biu­ra ad­op­cyj­ne­go przy­cho­dzą do do­mu, oce­nia­ją wa­run­ki. Mie­li­śmy wte­dy je­den po­kój z kuch­nią. Po­ka­za­li­śmy do­ku­men­ty, że ma­my dział­kę i pla­ny bu­do­wy do­mu. To prze­wa­ży­ło. Póź­niej by­ły roz­mo­wy z psy­cho­lo­ga­mi. Za­da­wa­li nie­wy­god­ne, bar­dzo oso­bi­ste py­ta­nia, np. co na­mi kie­ro­wa­ło, czy współ­ży­je­my? Co je­śli w trak­cie pro­ce­su ad­op­cyj­ne­go po­cznie się bio­lo­gicz­ne dziec­ko? Bę­dą bliź­nia­ki – po­wie­dzie­li­śmy. Póź­niej trze­ba przejść szko­le­nie. Na wol­ne miej­sce cze­ka­li­śmy pra­wie rok. Szko­le­nie mie­li­śmy na wy­jeź­dzie. Oprócz dwóch -trzech go­dzin wy­kła­dów był czas na za­ba­wę z dzieć­mi z do­mu dziec­ka. Po wszyst­kim do­sta­je się tzw. kwa­li­fi­ka­cję ro­dzi­ny ad­op­cyj­nej. I cze­ka na sy­gnał z ośrod­ka, że jest dziec­ko.

Te­le­fon w związ­ku z Mać­kiem za­dzwo­nił w paź­dzier­ni­ku. On miał wte­dy dzie­więć mie­się­cy. Na­wet nie ma­rzy­li­śmy o ta­kim ma­lu­chu. Mo­je pierw­sze sko­ja­rze­nie: ma brą­zo­we oczy tak jak Grze­siek. Jak­by Ma­ciek na nas cze­kał. Pa­ni z po­go­to­wia opie­kuń­cze­go po­wie­dzia­ła nam póź­niej: jak zo­ba­czy­łam mę­ża, od ra­zu wie­dzia­łam, że to dziec­ko dla pań­stwa.

Spo­ty­ka­li­śmy się cza­sem z re­ak­cja­mi, że do­ko­nu­je­my he­ro­icz­ne­go czy­nu. A my po pro­stu chcie­li­śmy mieć ko­go ko­chać. Czło­wiek ma w so­bie po­kła­dy mi­ło­ści, któ­ry­mi chce się po­dzie­lić. Ła­pię się na my­śli: dla­cze­go nie pa­mię­tam po­ro­du? Więź przy­szła z cza­sem, trze­ba ją by­ło zbu­do­wać. Py­ta­no nas, czy moż­na po­ko­chać cu­dze dziec­ko. Ja­kie cu­dze? On jest nasz.

Aga­ta i Grze­gorz, ro­dzi­ce Zu­zi i Mać­ka

foto_01-02_06-2017

Tra­fi­ło mi się su­per

By­łam w do­mu dziec­ka oko­ło dwóch lat. Pa­mię­tam bia­ły po­kój z łóż­ka­mi sto­ją­cy­mi rzę­dem i wpa­da­ją­ce słoń­ce. Mo­głam mieć pół­to­ra ro­ku.

Moi ro­dzi­ce ni­gdy mi nie da­li od­czuć, że je­stem „in­na”. Gdy­by mi nie po­wie­dzie­li, że je­stem ad­op­to­wa­na, to ja bym nie wie­dzia­ła. Oni po pro­stu by­li. Tra­fi­ło mi się su­per, naj­cu­dow­niej­si ro­dzi­ce pod słoń­cem. Da­li mi du­żo cie­pła, du­żo wspar­cia. Za­wsze mo­głam na nich li­czyć. Mo­że na­wet za bar­dzo mnie roz­piesz­cza­li, przez to, że nie chcie­li, że­bym się czu­ła gor­sza.

By­łam jesz­cze ma­ła, kie­dy mi po­wie­dzie­li, że je­stem ad­op­to­wa­na. Mia­łam ta­ki etap, że za­da­wa­łam mnó­stwo py­tań: gdzie ja by­łam, czy by­łam w brzusz­ku... Od­po­wia­da­li mi naj­pierw w for­mie baj­ki: ma­ma i ta­ta mi­sio chcie­li mieć ma­łe mi­siąt­ko, ale nie mo­gli. Pew­ne­go ra­zu po­szli do la­su, zna­leź­li ma­łe mi­siąt­ko i wzię­li je...

Zda­rza­ły się sy­tu­acje, kie­dy lu­dzie trak­to­wa­li mnie ina­czej. Są­siad­ka, skon­flik­to­wa­na z mo­imi ro­dzi­ca­mi, po­wie­dzia­ła mi: ty to je­steś przy­błę­da! Al­bo jed­na z ku­zy­nek, że­by mi do­ku­czyć, po­wie­dzia­ła: ty nie je­steś na­sza! Mia­łam wte­dy mo­że osiem lat, ale pa­mię­tam do tej po­ry. To bo­la­ło. In­ny ku­zyn od­mó­wił zo­sta­nia oj­cem chrzest­nym mo­je­go dziec­ka.

Strasz­nie chcia­łam się cze­goś do­wie­dzieć o swo­jej bio­lo­gicz­nej ro­dzi­nie. Nie da­wa­ło mi spo­ko­ju, że ich nie znam. Nie­waż­ne, ja­ką masz ro­dzi­nę ad­op­cyj­ną, za­wsze cię cią­gnie... Wiel­ki ukłon w stro­nę mo­ich ro­dzi­ców, że mie­li do te­go cier­pli­wość. Mu­sia­łam mieć skoń­czo­ne 18 lat. Do­wie­dzia­łam się, że mam dwóch bra­ci. O pierw­szym bra­cie wiem, po­nie­waż prze­by­wa w ośrod­ku. Jest upo­śle­dzo­ny. Dru­gie­go nie uda­ło mi się od­na­leźć. Pol­skie pra­wo nie ze­zwa­la na ujaw­nie­nie da­nych w ta­kiej sy­tu­acji – on mo­że nie wie­dzieć, że jest ad­op­to­wa­ny, i mo­że się ni­gdy nie do­wie­dzieć. Spo­tka­nie z bio­lo­gicz­ną mat­ką naj­chęt­niej bym wy­ka­so­wa­ła, to jed­no z mo­ich naj­bar­dziej trau­ma­tycz­nych prze­żyć. A spo­tka­nie z bra­tem by­ło jed­nym z naj­cu­dow­niej­szych.

Mo­ni­ka

 

Wy­słu­cha­ła: Mag­da Urlich

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Nie wolno osądzać

O abor­cji, cier­pie­niu i po­trze­bie prze­ba­cze­nia z Ju­sty­ną Ga­jos roz­ma­wia Mag­da­le­na Urlich. Ju­sty­na pra­cu­je w Fun­da­cji „Je­den z Nas” i jest ko­or­dy­na­tor­ką Po­rad­ni Bio­etycz­nej w Kra­ko­wie.

Fe­mi­nist­ki mó­wią, że ich cia­ło to ich spra­wa. Dla­cze­go nie moż­na się zgo­dzić z ta­kim stwier­dze­niem?

– W świe­tle ak­tu­al­nej wie­dzy na­uko­wej ży­cie no­we­go czło­wie­ka roz­po­czy­na się w mo­men­cie po­łą­cze­nia się mę­skiej i żeń­skiej ko­mór­ki roz­rod­czej. W chwi­li za­płod­nie­nia zo­sta­je okre­ślo­ny uni­kal­ny ze­staw ludz­kich ge­nów – okre­ślo­na zo­sta­je płeć dziec­ka, ko­lor skó­ry, oczu, wło­sów, je­go pre­dys­po­zy­cje. Od te­go mo­men­tu na­stę­pu­je eks­plo­zja no­we­go ży­cia. W ło­nie mat­ki roz­wi­ja się no­wy, wy­jąt­ko­wy i nie­po­wta­rzal­ny czło­wiek. To pierw­szy i pod­sta­wo­wy po­wód, dla któ­re­go nie moż­na się zgo­dzić ze stwier­dze­niem: „mo­je cia­ło, mo­ja spra­wa”, ma­ją­cym uspra­wie­dli­wić abor­cję.

foto_01-01_06-2017

To te­mat, któ­ry bu­dzi skraj­ne emo­cje, tak­że w obroń­cach ży­cia. Ja­kim ję­zy­kiem mó­wić o abor­cji, aby na­zwać zło złem, a jed­no­cze­śnie nie rzu­cać ka­mie­nia­mi?

– O abor­cji na­le­ży mó­wić praw­dę, że jest ona prze­rwa­niem ży­cia, za­bój­stwem nie­win­ne­go dziec­ka. Ma ona ne­ga­tyw­ne kon­se­kwen­cje dla mat­ki, oj­ca, bli­skich i ca­łe­go spo­łe­czeń­stwa. Tę praw­dę moż­na jed­nak róż­nie przed­sta­wiać. Uwa­żam, że o abor­cji na­le­ży roz­ma­wiać rze­czo­wo i me­ry­to­rycz­nie, od­wo­łu­jąc się do fak­tów na­uko­wych na jej te­mat. Ni­gdy nie wol­no nam ni­ko­go osą­dzać ani oce­niać. Trze­ba po­ka­zy­wać pięk­no ludz­kie­go ży­cia od sa­me­go po­czę­cia a rów­no­le­gle edu­ko­wać, np. o eta­pach roz­wo­ju dziec­ka w okre­sie pre­na­tal­nym.

Ma­my do czy­nie­nia z umniej­sza­niem te­go, czym jest abor­cja. Mó­wi się o niej „za­bieg”. Po­rów­nu­je do za­bie­gu u den­ty­sty. Jak to wy­glą­da w rze­czy­wi­sto­ści?

– To nie tyl­ko umniej­sza­nie, ale i od­wra­ca­nie uwa­gi od te­go, czym jest abor­cja. Przede wszyst­kim ma kon­se­kwen­cje dla dziec­ka – od­bie­ra mu ży­cie. Po­za tym po­cią­ga za so­bą po­waż­ne kon­se­kwen­cje zdro­wot­ne u ko­biet, m.in. sta­ny za­pal­ne, zro­sty, po­ro­nie­nia, przed­wcze­sne po­ro­dy, nie­płod­ność. Są też kon­se­kwen­cje psy­chicz­ne, tzw. syn­drom po­abor­cyj­ny – cier­pie­nie z po­wo­du utra­ty dziec­ka, lęk, ból, po­czu­cie wi­ny, pust­ki, roz­pacz, my­śli sa­mo­bój­cze, de­pre­sja. A tak­że du­cho­we, ta­kie jak po­czu­cie utra­ty we­wnętrz­ne­go po­ko­ju, ra­do­ści z ży­cia, pro­ble­my z po­wro­tem do re­la­cji z Bo­giem. Czy na­praw­dę mo­że­my mó­wić o „za­bie­gu”, któ­ry po­wo­du­je tyl­ko „skut­ki ubocz­ne”?

Cze­go naj­bar­dziej po­trze­bu­ją ko­bie­ty z do­świad­cze­niem abor­cji?

– Ko­bie­ta jest dru­gą po dziec­ku ofia­rą abor­cji. Ko­bie­ty czę­sto wy­zna­ją, że utra­ci­ły pew­ność sie­bie, po­czu­cie wła­snej war­to­ści, ma­ją trud­no­ści w re­la­cjach oso­bi­stych. Czu­ją, że za­gu­bi­ły swo­ją toż­sa­mość i wia­rę w lu­dzi. Po­trze­bu­ją do­świad­czyć prze­ba­cze­nia i uzdro­wie­nia. W Pol­sce oso­by po do­świad­cze­niu abor­cji mo­gą sko­rzy­stać m.in. z pro­gra­mu i re­ko­lek­cji Win­ni­ca Ra­che­li.

Jak moż­na po­móc ko­bie­cie, któ­ra stoi przed de­cy­zją: uro­dzić dziec­ko... czy nie?

– Nie­zwy­kle waż­ną ro­lę od­gry­wa­ją tu­taj męż­czyź­ni. Nie­któ­rzy są zda­nia, że gdy­by każ­dy z nich sta­nął na wy­so­ko­ści za­da­nia i przy­jął od­po­wie­dzial­ność za ko­bie­tę oraz ich wspól­nie po­czę­te dziec­ko, na świe­cie w ogó­le nie by­ło­by abor­cji. Mat­ka sto­ją­ca przed tym dy­le­ma­tem czę­sto jest pod pre­sją oto­cze­nia, sa­mot­na lub od­rzu­co­na przez part­ne­ra i ro­dzi­nę. Przede wszyst­kim trze­ba być przy ko­bie­cie, to­wa­rzy­szyć jej, za­pew­nić po­moc w za­leż­no­ści od kon­kret­nej sy­tu­acji, pod­trzy­my­wać w de­cy­zji uro­dze­nia dziec­ka. Nie moż­na jej zo­sta­wić sa­mej. Na­le­ży też wska­zać moż­li­wość od­da­nia dziec­ka do ad­op­cji, któ­ra oca­li mu ży­cie. Oso­by, któ­re sto­ją przed ta­kim dy­le­ma­tem, mo­gą rów­nież sko­rzy­stać z po­ra­dy i roz­mo­wy, któ­rą ofe­ru­je Po­rad­nia Bio­etycz­na (wię­cej na: www.poradniabioetyczna.pl).

 

Ko­ściół ka­to­lic­ki po­ma­ga po­przez pro­wa­dze­nie: te­le­fo­nów za­ufa­nia, do­mów sa­mot­nych ma­tek, po­rad­ni ży­cia ro­dzin­ne­go czy or­ga­ni­zo­wa­nie dnia ży­cia. Ja­sno­gór­ski Te­le­fon Za­ufa­nia: 34 365 22 55 czyn­ny co­dzien­nie 20.00–24.00 In­for­ma­cje o do­mach sa­mot­nych ma­tek, oknach ży­cia itp. na: www.pro-life.pl

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Wstępniak 06/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Mo­ab to hi­sto­rycz­na kra­ina nad Mo­rzem Mar­twym, na te­re­nie dzi­siej­szej Jor­da­nii. W sta­ro­żyt­no­ści miesz­ka­li tam Mo­abi­ci, lud pod­bi­ty przez woj­ska izra­el­skie. To na­ród, któ­ry po­wstał z ka­zi­rod­cze­go związ­ku Lo­ta z je­go dwo­ma cór­ka­mi. Ży­dom nie wol­no by­ło wcho­dzić w żad­ne re­la­cje z Mo­abi­ta­mi a na­wet się z ni­mi kon­tak­to­wać. Mo­ab był po­twor­nym miej­scem do ży­cia. Do­wo­dem na to jest głów­ne bó­stwo, któ­re­mu od­da­wa­no tam cześć – Ke­mosz. Wie­rzo­no, że bo­żek nie­ustan­nie chce ludz­kie­go ży­cia, naj­le­piej świe­że­go i nie­win­ne­go. Dla­te­go skła­da­no mu w ofie­rze ma­lut­kie dzie­ci, nie­mow­lę­ta. Był wiecz­nie nie­za­spo­ko­jo­ny, cią­gle po­trze­ba by­ło no­wych do­staw „po­kar­mu”. Ry­tu­al­nym mor­der­stwom nie by­ło koń­ca. Po­wie­dzieć o Mo­abie, że był kra­iną okrut­nej śmier­ci to ma­ło.

Cze­mu o tym pi­szę? Prze­cież to ta­kie okrut­ne i tak od­le­głe od na­sze­go świa­ta. Mam jed­nak prze­ko­na­nie, że te sło­wa opi­su­ją to, gdzie i jak ży­je­my w XXI w. I nie cho­dzi mi o fakt, że na świe­cie są woj­ny, w któ­rych śmierć po­no­szą tak­że ma­łe dzie­ci. Że w wie­lu kra­jach pa­nu­je głód, któ­re­go ofia­ra­mi są naj­mniej­si. Cho­dzi mi o prze­ra­ża­ją­cą ska­lę abor­cji. WHO po­da­je, że rocz­nie na ca­łym świe­cie wy­ko­nu­je się 56 mi­lio­nów abor­cji! W UE rocz­nie prze­pro­wa­dza się po­nad mi­lion za­bie­gów prze­rwa­nia cią­ży. Te da­ne są prze­ra­ża­ją­ce. Abor­cja jest jak współ­cze­sny Ke­mosz.

W tym nu­me­rze „Dro­gi” po­dej­mu­je­my te­mat obro­ny ży­cia czło­wie­ka. Pu­bli­ku­je­my świa­dec­twa mał­żeństw, któ­re nie mo­gły zo­stać bio­lo­gicz­ny­mi ro­dzi­ca­mi, któ­rych dzie­ci uro­dzi­ły się cho­re lub zmar­ły wkrót­ce po na­ro­dze­niu. Przy­po­mi­na­my, że ży­cie każ­de­go z nas roz­po­czę­ło się w chwi­li po­czę­cia. Po­ka­zu­je­my, jak prze­bie­gał nasz roz­wój pło­do­wy. Za­chę­ca­my tak­że do włą­cze­nia się w ak­cje pro-li­fe, któ­rych jest wie­le w ca­łej Pol­sce.

Po­pa­trz­my na przy­kład Je­zu­sa i Ma­ryi. Mat­ka Bo­ża, mi­mo bar­dzo trud­nych oko­licz­no­ści i wa­run­ków ma­te­rial­nych, zde­cy­do­wa­ła się na uro­dze­nie dziec­ka. Mó­wi o tym prze­pięk­na pio­sen­ka:

Ma­rio, czy już wiesz, kim oka­że się Twój syn, Twój ma­ły chło­piec?

Ma­rio, czy Ty wiesz, że te stóp­ki dwie po wo­dzie bę­dą kro­czyć?

Czy Ty wiesz, że ta ma­ła dłoń po­wstrzy­ma wiel­ki wiatr?

Że da­łaś ży­cie Te­mu, kto To­bie ży­cie da?

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go