Nie daj się zwieść okładce

Stoi przed lu­strem. Po ko­lei przy­mie­rza ubra­nia, że­by wy­brać coś na uro­dzi­no­wą im­pre­zę ko­le­żan­ki. „Ma­mo, je­stem za gru­ba. Nic na mnie nie pa­su­je!”. W koń­cu wy­bie­ra ciuch, w któ­rym – jak mó­wi ma­ma – wy­glą­da bar­dzo ko­rzyst­nie i „wy­strza­ło­wo”. Na­kła­da wy­ra­zi­sty ma­ki­jaż, sta­ran­nie do­bie­ra bi­żu­te­rię i per­fu­my. Mi­mo to jest nie­za­do­wo­lo­na, roz­cza­ro­wa­na, sfru­stro­wa­na, że nie wy­glą­da ide­al­nie. IDEALNIE. Co to wła­ści­wie zna­czy?

Cze­ka­jąc na przy­stan­ku au­to­bu­so­wym, sta­je obok kio­sku i prze­glą­da okład­ki ma­ga­zy­nów. Pięk­ne dziew­czy­ny w bi­ki­ni, zgrab­ne, z nie­na­gan­ną ce­rą i fi­gu­rą bez gra­ma tłusz­czu, ład­nie za­ry­so­wa­ny­mi mię­śnia­mi. Mięk­kie, lśnią­ce wło­sy fa­la­mi opa­da­ją na opa­lo­ne ple­cy. Uśmiech, któ­re­go nie po­wsty­dzi­ła­by się Ju­lia Ro­berts, z pięk­ny­mi, rów­ny­mi rzę­da­mi bie­lut­kich zę­bów. „One to ma­ją szczę­ście” – my­śli. „Dla­cze­go ta­kim jak ja los nie sprzy­ja? W czym je­stem gor­sza? Czy je­stem za głu­pia, za sła­ba na to, że­by tak wy­glą­dać? Mu­szę bar­dziej się po­sta­rać, wziąć się za sie­bie moc­niej!”. Nad­jeż­dża au­to­bus, wsia­da.

foto_01-03_04-2017

Na przy­ję­ciu wszyst­kie dziew­czy­ny wy­glą­da­ją po­dob­nie – oce­nia, jak się ubra­ły, któ­ra ma do­dat­ko­we ki­lo­gra­my, nie­do­pa­so­wa­ne ko­lo­ry, ob­gry­zio­ne pa­znok­cie. Na­gle się orien­tu­je, że nie po­ma­lo­wa­ła pa­znok­ci. Na pew­no wszy­scy za­uwa­żą i póź­niej bę­dą jej to wy­po­mi­nać, ob­ga­dy­wać ją drwią­co za ple­ca­mi… Przez więk­szość cza­su pró­bu­je ukryć dło­nie. Wno­szą tort, jest mnó­stwo prze­ką­sek. Le­d­wo skub­nie cia­sta, pi­je tyl­ko wo­dę i zie­lo­ną her­ba­tę, bo „nie chce, że­by jej po­szło w bocz­ki”. Wresz­cie nad­cho­dzi ko­niec wie­czo­ru, wra­ca do do­mu i wy­czer­pa­na rzu­ca się na łóż­ko. „Chy­ba nie po­szło aż tak źle! Kaś­ka wy­glą­da­ła go­rzej. Mia­łam luź­ną tu­ni­kę, na pew­no nie wi­dać tej fał­dy na brzu­chu, prze­cież go wcią­ga­łam ca­ły czas”.

Ozna­cze­ni łat­ką

Pu­ści­łam wo­dze fan­ta­zji. Przy­pusz­czam jed­nak, że to nie jest hi­sto­ria cał­kiem z kra­iny ba­jek. Do­sko­na­le zda­ję so­bie spra­wę z te­go, że mo­del­ki i mo­de­le z okła­dek w rze­czy­wi­sto­ści tak nie wy­glą­da­ją. To gra­fi­cy usu­nę­li ze zdjęć zmarszcz­ki, trą­dzik, tkan­kę tłusz­czo­wą; do­da­li blask w oczach i po­łysk wło­sów. Wy­bie­li­li zę­by, pod­kre­śli­li mię­śnie i ta­lię. I ja to wiem. I Ty to wiesz. I oni też to wie­dzą! Łą­czy nas jed­na rzecz – mi­mo tej wie­dzy ja­kimś cu­dem uwie­rzy­li­śmy, że jest ina­czej. Że ide­ał jest moż­li­wy i obo­wią­zu­ją­cy dla każ­de­go. Ba, na­wet ocze­ki­wa­ny. A je­śli go nie osią­ga­my, zo­sta­je­my ze­pchnię­ci na mar­gi­nes i ozna­cze­ni łat­ką: „nie­udacz­nik”.

Uro­da to nie sy­no­nim pięk­na

Ży­cie z ta­kim prze­ko­na­niem mo­że być udrę­ką. Za­miast cie­szyć się i być szczę­śli­wym, cią­gle pró­bu­je­my scho­wać sa­mych sie­bie pod na­szym ima­ge, któ­ry sta­ran­nie przy­go­to­wa­li­śmy dla in­nych. Spo­łe­czeń­stwo uczy nas, że nie­do­sko­na­ło­ści w wy­glą­dzie wy­ni­ka­ją z wad cha­rak­te­ru – je­ste­śmy za sła­bi, że­by „wziąć się za sie­bie”. Prze­sta­je­my wie­rzyć, że za­słu­gu­je­my na sza­cu­nek, mi­łość. Że je­ste­śmy kimś wię­cej.

Prze­cież je­ste­śmy „kimś wię­cej”! Ja, ty, lu­dzie z okła­dek… Wa­da cia­ła to nie wa­da cha­rak­te­ru. Uro­da to nie sy­no­nim pięk­na! Pięk­no się­ga głę­biej, aż do du­szy. Je­go praw­dzi­wym źró­dłem jest Bóg. Uro­da prze­mi­nie, w koń­cu bio­lo­gii nie da się oszu­kać (choć chi­rur­dzy pla­stycz­ni pró­bu­ją). Dla­te­go to „śro­dek” trze­ba bar­dziej pie­lę­gno­wać niż cia­ło.

Mo­żesz nie być za­do­wo­lo­ny ze swo­je­go wy­glą­du. Mi­mo to po­le­cam sku­tecz­ną, choć dłu­go­trwa­łą te­ra­pię: stań każ­de­go ran­ka przed lu­strem i po­wiedz trzy ra­zy: „je­stem pięk­ny i god­ny mi­ło­ści!”. W koń­cu w to uwie­rzysz. Za­miast me­dial­ne­go kłam­stwa, diet cud i co­raz now­szych spo­so­bów na po­pra­wę wy­glą­du, za­cznij przy­swa­jać so­bie sło­wa pio­sen­ki Pio­tra Pał­ki: „Je­ste­śmy pięk­ni Two­im pięk­nem, Pa­nie”.

 

Sa­ra Ry­now­ska

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Nadzwyczajnie sprawny

Cóż, je­stem jed­nym z wie­lu lu­dzi, któ­rzy ma­ją się cał­kiem nie­źle, mi­mo że mia­ło ich nie być na tym świe­cie.

Dzi­siaj wia­ra w Bo­ga jest tym, do cze­go lu­dzie wsty­dzą się przy­zna­wać, co od­rzu­ca­ją z uwa­gi na to, że tak wy­god­niej, że wszy­scy in­ni od­rzu­ca­ją re­li­gię. Ate­izm zy­skał po­pu­lar­ność.

Choć­by na youtu­be dzia­ła wie­lu twór­ców, któ­rzy de­kla­ru­ją się ja­ko oso­by nie­wie­rzą­ce. A mło­dzi są w tych lu­dzi wpa­trze­ni i pre­cy­zyj­nie ko­piu­ją ich za­cho­wa­nia. Te­le­wi­zja i in­ter­net rów­nież nie szczę­dzą nam ate­istycz­ne­go a na­wet an­ty­re­li­gij­ne­go prze­ka­zu (by­cie ate­istą a wro­giem re­li­gii to nie to sa­mo). Co więc z mo­ją wia­rą?

Trud­no mó­wić o wie­rze w Bo­ga ko­muś, kto wie, że Bóg ist­nie­je. Wiem, że On jest, ale bę­dę uży­wał wo­bec Nie­go sło­wa „wia­ra”, bo… tak się przy­ję­ło.

Je­stem nie­peł­no­spraw­ny, mam prze­pu­kli­nę opo­no­wo-rdze­nio­wą. Wie­lu lu­dziom nie­peł­no­spraw­ność ko­ja­rzy się z czymś zde­cy­do­wa­nie i wy­łącz­nie przy­krym, mnie jed­nak nie­peł­no­spraw­ność da­ła w ży­ciu du­żo do­bre­go. Mię­dzy in­ny­mi spra­wi­ła, że te­raz je­stem tak bli­sko z Bo­giem.

foto_01-02_04-2017

Kie­dy przy­sze­dłem na świat, le­ka­rze pro­gno­zo­wa­li, że do koń­ca ży­cia bę­dę spa­ra­li­żo­wa­ny. Tym­cza­sem cho­dzę, je­stem pra­wie cał­ko­wi­cie spraw­ny ru­cho­wo. Je­stem po­dob­no nad­zwy­czaj­nie spraw­ny jak na swój stan zdro­wia. To nie jest nor­mal­ne. Oczy­wi­ście przez la­ta mu­sia­łem ćwi­czyć – na­dal mu­szę – jeź­dzić na re­ha­bi­li­ta­cję, ma­sa­że i in­ne za­bie­gi, mia­łem dwie ope­ra­cje…

Bóg po­ma­ga

Bóg mi po­mógł. Sa­mo­dziel­nie jak i po­przez lu­dzi. Każ­dy mo­że po­wie­dzieć, że po­ma­ga­nie lu­dziom to pra­ca re­ha­bi­li­tan­tów, oni nie ro­bią swo­jej ro­bo­ty z mi­ło­sier­dzia, tyl­ko dla­te­go, że po pro­stu ma­ją z te­go pie­nią­dze. Każ­dy mo­że po­wie­dzieć, że to lu­dzie mi po­mo­gli, a nie ja­kiś tam Bóg. Tak, po­ma­ga­li mi lu­dzie, tak, bra­li za to pie­nią­dze (ale nie ode mnie, ja mia­łem bez­płat­ne le­cze­nie). Ale bez mi­ło­sier­dzia nie da się po­ma­gać lu­dziom. A mi­ło­sier­dzie to Bóg, bo to On nam ze­słał wszyst­kie do­bre emo­cje. Do­bre emo­cje, któ­re wy­ko­rzy­sty­wać mo­gą na­wet oso­by nie­ma­ją­ce z Bo­giem po dro­dze. Sza­nu­ję pra­cę re­ha­bi­li­tan­tów, dla mnie to lu­dzie świę­ci za ży­cia. Sza­nu­ję też Bo­ga, bo na­tchnął ich do przy­wra­ca­nia in­nym zdro­wia i spraw­no­ści. By­cie le­ka­rzem to po­wo­ła­nie. Śmiem twier­dzić, że w lu­dziach zaj­mu­ją­cych się me­dy­cy­ną jest naj­wię­cej Bo­ga. Są go­to­wi po­móc każ­de­mu, bez­wa­run­ko­wo.

Bóg ist­nie­je

Bóg ist­nie­je. Cza­sem do mnie mó­wi. Sły­szę Je­go sło­wa w pod­świa­do­mo­ści. Wszyst­kie mo­je prze­czu­cia to Je­go głos. Do­pin­go­wał mnie w ćwi­cze­niach, mo­ty­wo­wał w trud­nych chwi­lach, bym nie prze­sta­wał dbać o swo­je zdro­wie. Po­kie­ro­wał ca­łym mo­im ży­ciem. Roz­pa­lił we mnie mi­łość do gim­na­sty­ki, za­mi­ło­wa­nie do ksią­żek, do pi­sa­nia. Ni­gdy nie do­ra­dził mi ni­cze­go złe­go. Nie­po­wo­dze­nia w mo­im ży­ciu po­wsta­wa­ły z chwi­lą, kie­dy igno­ro­wa­łem Je­go ra­dy.

Cóż, je­stem jed­nym z wie­lu lu­dzi, któ­rzy ma­ją się cał­kiem nie­źle, mi­mo że mia­ło ich nie być na tym świe­cie. Je­stem do­wo­dem na to, że Bóg dzia­ła! Pew­nie po­my­ślisz te­raz, że dzia­ła nie­zbyt sku­tecz­nie, sko­ro uro­dzi­łem się nie­peł­no­praw­ny. We wszyst­kim jest me­to­da.

Kie­dyś zro­bio­no ba­da­nia, któ­re do­wio­dły, że lu­dzie nie­peł­no­spraw­ni fi­zycz­nie są du­żo le­piej roz­wi­nię­ci emo­cjo­nal­nie i umy­sło­wo od lu­dzi peł­no­spraw­nych. Nie chcę się prze­chwa­lać, ale tak jest. Bóg cza­sem mu­si czło­wie­ko­wi coś ode­brać, by dać mu wię­cej cze­goś in­ne­go. Lu­dzie nie­peł­no­spraw­ni są po­trzeb­ni! To nie są bied­ne istot­ki, po­krzyw­dzo­ne przez los, któ­rych nic w ży­ciu nie cze­ka, bo uro­dzi­ły się słab­sze! Nie­peł­no­spraw­ni na­praw­dę są war­to­ścio­wi. Są na tym świe­cie po coś. Mo­że po to, by cza­sem po­móc peł­no­spraw­nym zro­zu­mieć pew­ne rze­czy?

 

To­masz So­cha

 

Pi­sze­cie opo­wia­da­nia al­bo wier­sze do szu­fla­dy? Ta stro­na jest dla Was. Dziel­cie się swo­ją twór­czo­ścią! Naj­cie­kaw­sze pra­ce opu­bli­ku­je­my. Pisz­cie na: redakcja@droga.com.pl

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Z Bogiem na 100 procent

Wan­ted: na­sto­lat­ko­wie
Na­gro­da: wiel­ka
Zle­ce­nio­daw­ca: Bóg

Ab­ba Youth to cha­ry­zma­tycz­na gru­pa mło­dzie­żo­wa, bę­dą­ca czę­ścią Wspól­no­ty Mo­dli­tew­no-Ewan­ge­li­za­cyj­nej Ab­ba. Na­le­żą do niej oso­by w wie­ku 12–18 lat. Od­naj­dą się tu wszy­scy, któ­rzy pra­gną po­zna­wać Bo­ga, od­dać Mu swo­je ży­cie i dzień za dniem iść za Nim. Gru­pa dzia­ła przy pa­ra­fii Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go w War­sza­wie.

– Po­wsta­ła, po­nie­waż wie­rzy­my, że Bóg chce do­trzeć do mło­dych lu­dzi – mó­wi Agniesz­ka Le­cyk, któ­ra wraz z mę­żem Krzysz­to­fem za­ło­ży­ła i pro­wa­dzi wspól­no­tę. – Czu­li­śmy, że na­sto­lat­ko­wie są tro­chę po­mi­nię­ci w Ko­ście­le. Stwo­rzy­li­śmy gru­pę dla tych, któ­rzy po­szu­ku­ją cze­goś wię­cej niż nie­dziel­ne chrze­ści­jań­stwo z obo­wiąz­ku. Na­sto­lat­ko­wie, tak jak wszy­scy, po­trze­bu­ją bi­blij­nych tre­ści, ale po­da­nych we współ­cze­snej, atrak­cyj­nej for­mie. I krót­szych na­uczań niż star­si. To ostat­nie nie za­wsze nam się uda­je – koń­czy z uśmie­chem. – Mie­li­śmy z Krzyś­kiem sil­ne prze­ko­na­nie, że chce­my stwo­rzyć miej­sce, gdzie bę­dzie­my otwar­cie opo­wia­dać o Bo­gu. Po­ka­zy­wać, że roz­wój po­le­ga na po­zna­wa­niu Go i ży­ciu z Nim – tłu­ma­czy Agniesz­ka. Człon­ko­wie Youtha uczest­ni­czą w obo­zach i spo­tka­niach ca­łej wspól­no­ty, ra­zem z do­ro­sły­mi z Ab­by i ich dzieć­mi. Gdy wy­ro­sną z gru­py mło­dzie­żo­wej, do­łą­czą do do­ro­słej czę­ści wspól­no­ty i nie bę­dą czu­li się tam ob­co.

foto_01-01_04-2017

Nic po łeb­kach

Spo­tka­nia od­by­wa­ją się co ty­dzień. Prze­wod­nim te­ma­tem jest „Ży­cie z Bo­giem na 100 pro­cent”. Do­ty­czy to każ­dej dzie­dzi­ny ży­cia: oso­bi­stej re­la­cji z Bo­giem i uwiel­bie­nia, by­cia uczniem Je­zu­sa, ewan­ge­li­za­cji, czy­li wy­cho­dze­nia do in­nych z Do­brą No­wi­ną o Je­zu­sie, słu­że­nia oraz by­cia ra­zem we wspól­no­cie i w Ko­ście­le. Każ­de spo­tka­nie za­czy­na się tzw. fu­nem, czy­li pół­go­dzin­ną za­ba­wą, któ­ra po­zwa­la się le­piej po­znać i po­czuć się swo­bod­nie. Po­tem jest uwiel­bie­nie – wspól­na mo­dli­twa, na­ucza­nie na pod­sta­wie Bi­blii i czas na bu­do­wa­nie re­la­cji przy do­brym je­dze­niu. Oso­by, któ­re po okre­sie by­cia sym­pa­ty­ka­mi zde­cy­du­ją się zo­stać jej człon­ka­mi, raz na dwa ty­go­dnie spo­ty­ka­ją się w ma­łych, sta­łych gru­pach. To czas wzro­stu, roz­mo­wy na te­ma­ty zwią­za­ne z co­dzien­nym ży­ciem, mo­dli­twy za sie­bie na­wza­jem, wspól­ne­go oma­wia­nia ksią­żek i na­ucza­nia. Każ­dy peł­no­praw­ny czło­nek zo­sta­je za­pro­szo­ny do współ­two­rze­nia spo­tkań. Gru­pa dzia­ła tyl­ko w War­sza­wie, ale utrzy­mu­je kon­tak­ty z in­ny­mi wspól­no­ta­mi z Pol­ski.

Mó­wić ję­zy­ka­mi

W czym się prze­ja­wia aspekt cha­ry­zma­tycz­ny gru­py? – Je­ste­śmy czę­ścią sze­ro­ko ro­zu­mia­nej Od­no­wy Cha­ry­zma­tycz­nej. Mo­dli­my się za cho­rych, o uzdro­wie­nie i… ję­zy­ka­mi. Sta­ra­my się to ro­bić w po­sza­no­wa­niu osób, któ­re przy­cho­dzą do nas po raz pierw­szy i mo­gły­by być tym prze­ra­żo­ne – tłu­ma­czy Agniesz­ka. Gdy na­sto­lat­ko­wie od­kry­wa­ją, że po na­wró­ce­niu wy­peł­nia ich Duch Świę­ty, któ­ry mo­że re­al­nie przez nich dzia­łać, czu­ją ogrom­ną mo­ty­wa­cję do dal­sze­go wzro­stu du­cho­we­go. Chcą żyć tak jak ucznio­wie w Dzie­jach Apo­stol­skich.

Bóg w McDo­nal­dzie

Wi­zją wspól­no­ty jest pro­wa­dze­nie lu­dzi do po­zna­nia Bo­ga oso­bi­ście, ja­ko Ta­ty. – Prze­ko­nu­je­my się o tym, że Bóg nie chce być tyl­ko do­dat­kiem do ży­cia, któ­ry po­ja­wia się w nie­dzie­lę i zni­ka po go­dzi­nie Mszy św. Jest Oso­bą, któ­ra chce być z na­mi ca­ły czas: w szko­le, pod­czas roz­mów z ro­dzi­ca­mi i w McDo­nal­dzie – wy­ja­śnia Agniesz­ka. – To On da­je si­ły do zmia­ny świa­ta. Spra­wia, że je­ste­śmy Je­go świad­ka­mi i przy­pro­wa­dza­my do Nie­go in­ne oso­by. Dzie­je Apo­stol­skie na­dal trwa­ją – pu­en­tu­je.
Wię­cej: abba.org.pl

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Wstępniak 04/2017

Jola Tęcza-Ćwierz

Woj­na do­mo­wa od wie­lu wie­ków trwa. Woj­na na ge­sty, woj­na na sło­wa. To każ­dy z do­mu na wy­ryw­ki zna. Co dzień od no­wa – łu­bu­du, bum, bum, gruch! Po­wo­dy są śmiesz­ne dość i nie­war­te na­wet gry. A ca­ły dom trzę­sie się i w po­sa­dach swo­ich drży” – to sło­wa pio­sen­ki z kul­to­we­go se­ria­lu „Woj­na do­mo­wa” o pro­ble­mach wy­cho­waw­czych ro­dzi­ców i ich zbun­to­wa­nych dzie­ci. Se­rial emi­to­wa­no w la­tach 60. XX w. Mi­mo że dziś cza­sy są zu­peł­nie in­ne, nie zmie­ni­ła się na­sza trud­ność w do­ga­dy­wa­niu się z ro­dzi­ca­mi. A ro­dzi­com z na­mi. Po pro­stu nie od­bie­ra­my na tych sa­mych fa­lach. Róż­ni­ca po­ko­leń, róż­ne spoj­rze­nie na świat, in­ny styl ży­cia – to wszyst­ko spra­wia, że cza­sem na­sza ko­mu­ni­ka­cja wy­glą­da, jak by­śmy po­ro­zu­mie­wa­li się w róż­nych ję­zy­kach.

W tym nu­me­rze „Dro­gi” pró­bu­je­my po­ka­zać, że ro­dzic to też czło­wiek. Sa­ma ja­ko na­sto­lat­ka prze­ko­na­łam się, że war­to wy­słu­chać opi­nii ro­dzi­ców. Czę­sto się oka­zy­wa­ło, że na­sze punk­ty wi­dze­nia by­ły zbli­żo­ne i w grun­cie rze­czy nie by­ło mię­dzy na­mi tak du­żej róż­ni­cy zdań, jak mi się wy­da­wa­ło. Dla­te­go za­miast my­śleć, że Twoi ro­dzi­ce są nie na cza­sie, na­do­pie­kuń­czy i prze­wraż­li­wie­ni, spró­buj spoj­rzeć na pro­blem ich ocza­mi.

Jak do­ga­dać się z ro­dzi­ca­mi? Roz­ma­wiaj. Naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest prze­dys­ku­to­wa­nie pro­ble­mu. Mo­że cza­sem war­to im uświa­do­mić (de­li­kat­nie!), że nie ma­ją ra­cji. Dla­te­go nie pod­da­waj się od ra­zu. Waż­ne, aby nie dać się po­nieść emo­cjom. Je­śli wi­dzisz, że któ­reś z ro­dzi­ców (lub Ty) pod­no­si głos i jest zde­ner­wo­wa­ne, po pro­stu zrób­cie chwi­lę prze­rwy lub spró­buj­cie się wza­jem­nie uspo­ko­ić. Prze­cież Wam wszyst­kim za­le­ży na osią­gnię­ciu po­ro­zu­mie­nia. W woj­nie do­mo­wej nie ma wy­gra­nych, po­nie­waż na­wet je­śli któ­raś ze stron od­nie­sie zwy­cię­stwo, je­go kosz­ty są za­zwy­czaj wy­so­kie. Ma­ma i ta­ta to dla więk­szo­ści z Was naj­waż­niej­sze oso­by w ży­ciu. Oby tak da­lej by­ło! Za­dbaj, aby re­la­cje z ni­mi by­ły szcze­re i opar­te na za­ufa­niu.

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go