Uzdrowić wojenną traumę

Od wy­bu­chu II woj­ny świa­to­wej mi­nę­ło 77 lat. 1. wrze­śnia słu­cha­my wy­ją­cych sy­ren, 17. wspo­mi­na­my atak bol­sze­wi­ków. Ja­ka jest na­sza pa­mięć o tam­tych wy­da­rze­niach? I czy na pew­no wszyst­kie na­le­żą do prze­szło­ści? Te­mat II woj­ny świa­to­wej od ja­kie­goś cza­su jest co­raz bar­dziej obec­ny w kul­tu­rze. Po­wsta­ją fil­my, se­ria­le, re­kon­struk­cje.

Tak jak by­śmy po­trze­bo­wa­li na no­wo usły­szeć i opo­wie­dzieć te hi­sto­rie. We­dług psy­cho­lo­gów zaj­mu­ją­cych się za­bu­rze­nia­mi po­wsta­ły­mi po trau­ma­tycz­nym stre­sie jest to je­den z eta­pów „uzdra­wia­nia” trau­my. Bo prze­ży­cia wo­jen­ne, z cią­głym lę­kiem, sy­tu­acja­mi za­gro­że­nia i do­świad­cze­niem okru­cieństw to trau­ma dla ca­łej spo­łecz­no­ści. I być mo­że spra­wa nie tyl­ko na­szych dziad­ków czy pra­dziad­ków.

foto_01-01_18-2016

Bli­ska woj­na

Oka­zu­je się, że te­mat II woj­ny świa­to­wej wciąż jest bli­ski wie­lu oso­bom. Krzy­siek (16 lat) przez dwa la­ta uczył się w szko­le za­gra­ni­cą. Stwier­dza jed­nak: – Wła­ści­wie to ja je­stem bar­dzo pa­trio­tycz­ny, i mia­łem wie­lu ko­le­gów, któ­rzy są pa­trio­tycz­ni. I do­da­je: – Wszyst­ko, co wiem o II woj­nie świa­to­wej po­cho­dzi z ksią­żek, ze szko­ły, z in­ter­ne­tu i od ro­dzi­ny, zna­jo­mych. Naj­wię­cej to z opo­wie­ści ta­ty – na te­ma­ty, któ­re mia­łem aku­rat w szko­le. Dla Krzyś­ka naj­bar­dziej po­ru­sza­ją­cą z wo­jen­nych hi­sto­rii jest po­wsta­nie war­szaw­skie. Dla­cze­go? – Bo ta­cy mło­dzi lu­dzie wal­czy­li tyl­ko po to, że­by­śmy mo­gli te­raz roz­ma­wiać po pol­sku.

Ka­mi­la (20 lat) uwa­ża, że wszy­scy po­win­ni­śmy znać tę część na­szej hi­sto­rii. – Mło­dzież sta­ra się zna­leźć wzor­ce w po­sta­wach mło­dych lu­dzi z cza­sów woj­ny, któ­rzy mu­sie­li wy­ka­zać się od­wa­gą dla do­bra oj­czy­zny – za­uwa­ża. Co ją naj­bar­dziej po­ru­sza? – Bar­dzo in­te­re­su­ją mnie lo­sy lu­dzi, któ­rzy prze­ży­wa­li pie­kło obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, nie po­tra­fię przejść obo­jęt­nie obok ich cier­pie­nia. Czy­tam na ten te­mat du­żo ksią­żek i oglą­dam fil­my, cie­ka­wią mnie miej­sca zwią­za­ne z ty­mi wy­da­rze­nia­mi.

Dla Mać­ka (21 lat) waż­na jest pa­mięć o tych, któ­rzy wal­czy­li: – Dzię­ki nim nasz kraj jest wol­ny, a my bez­piecz­ni. Bar­dzo mnie in­te­re­su­je te­ma­ty­ka II woj­ny świa­to­wej. Naj­bar­dziej Ho­lo­kaust, front wschod­ni i bi­twa o An­glię. Kie­dyś du­żo o tym czy­ta­łem – mó­wi.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Jola Tęcza-Ćwierz

Dr Wan­da Pół­taw­ska przez 4 la­ta by­ła więź­niar­ką obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Ra­vens­brück. Jej wspo­mnie­nia z tam­te­go cza­su prze­peł­nia ból, roz­pacz, tę­sk­no­ta za nor­mal­nym ży­ciem i wol­no­ścią. Po uwol­nie­niu w 1945 ro­ku pró­bo­wa­ła bez­sku­tecz­nie za­po­mnieć o nie­wo­li, eks­pe­ry­men­tach me­dycz­nych, ja­kim ją pod­da­wa­no, gło­dzie i stra­chu. Jed­nak to, co prze­ży­ła wciąż wra­ca­ło we śnie, wy­wo­łu­jąc dal­sze cier­pie­nie. Do­pie­ro, gdy dr Pół­taw­ska opi­sa­ła w pa­mięt­ni­ku swo­je prze­ży­cia (opu­bli­ko­wa­ne po la­tach w książ­ce „I bo­ję się snów”) – kosz­ma­ry sen­ne ustą­pi­ły. Prze­ra­ża­ją­ce wspo­mnie­nia, któ­re nie zo­sta­ły uzdro­wio­ne i prze­pra­co­wa­ne mo­gą stać się ba­ga­żem ob­cią­ża­ją­cym na­stęp­ne po­ko­le­nia. Cza­sem do­pie­ro gło­śne na­zwa­nie cier­pie­nia po­zwa­la je oswo­ić, ja­koś się z nim po­go­dzić. W tym nu­me­rze „Dro­gi” po­dej­mu­je­my trud­ny te­mat ra­dze­nia so­bie przez nas wszyst­kich z wo­jen­ną trau­mą.

Ci, któ­rzy prze­ży­li II woj­nę świa­to­wą opo­wia­da­ją, że naj­gor­szy był strach i nie­pew­ność, co przy­nie­sie ju­tro. Lu­dzie zni­ka­li na­gle pod­czas ła­pa­nek, pa­no­wał głód i bie­da. Woj­na wy­wró­ci­ła do gó­ry no­ga­mi zna­ny świat. To, co jesz­cze wczo­raj by­ło pew­ni­kiem, dzi­siaj nie mia­ło już ra­cji by­tu. Na­su­wa­ją się py­ta­nia: dla­cze­go i ja­kim pra­wem za­bra­no lu­dziom mło­dość, ro­dzi­nę, pra­cę, ma­ją­tek, ra­dość ży­cia, da­jąc w za­mian cier­pie­nie, ból, strach, a przede wszyst­kim śmierć?

Świat jest po­grą­żo­ny w woj­nie, bo za­tra­cił po­kój – po­wie­dział pa­pież Fran­ci­szek w sa­mo­lo­cie pod­czas po­dró­ży do Pol­ski. Wo­bec de­struk­cyj­nej si­ły woj­ny czło­wiek jest cał­ko­wi­cie bez­bron­ny. Dla­te­go pa­mię­taj­my, że woj­na i po­kój ro­dzą się w gło­wie, w ser­cu, w tym co i jak mó­wi­my, a przede wszyst­kim... w sto­sun­ku do dru­gie­go czło­wie­ka.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Daj się przeczytać!

Wie­lu z nas z sen­ty­men­tem spo­glą­da na pa­miąt­ki otrzy­ma­ne w dniu Pierw­szej Ko­mu­nii Świę­tej. By­wa, że naj­cen­niej­sza z nich gi­nie gdzieś na re­ga­le pod war­stwą ku­rzu…

Pi­smo Świę­te ma chy­ba każ­dy z nas. A do­świad­cze­nie mo­dli­twy Pi­smem Świę­tym? To już pew­nie nie. Ale gło­wa do gó­ry – każ­dy czas jest do­bry, że­by od­kryć w Bi­blii to, cze­go nie wi­dać tam na pierw­szy rzut oka.

Tu­taj bi­je Ser­ce Bo­ga

Prze­cięt­ny uczeń wie, że Bi­blia jest dość sta­ra i skła­da się z wie­lu ksiąg. Ina­czej po­dej­dzie­my do spra­wy, gdy uświa­do­mi­my so­bie, że jest ona Sło­wem Bo­ga, li­stem na­pi­sa­nym spe­cjal­nie do mnie, hi­sto­rią zba­wie­nia i… mo­je­go wła­sne­go ży­cia. Po­za tym, że Pi­smo Świę­te jest świa­to­wym be­st­sel­le­rem prze­tłu­ma­czo­nym na nie­zli­czo­ną licz­bę ję­zy­ków – jest jed­no­cze­śnie cią­gle ak­tu­al­nym, ży­wym i na­praw­dę dzia­ła­ją­cym cu­da gło­sem sa­me­go Bo­ga. Ty­le że bez wia­ry ni­gdy nie uda się wziąć jej do rę­ki ina­czej, niż zwy­kłą książ­kę. Ale… ty je­steś wie­rzą­cy, praw­da? Więc – do dzie­ła!

foto_01-03_17-2016

Od cze­go za­cząć?

Ta­kie chwi­le z frag­men­tem Bi­blii na­zy­wa się czę­sto roz­my­śla­niem. Trze­ba jed­nak wie­dzieć, że me­tod mo­dli­twy Pi­smem jest bar­dzo wie­le. Nie war­to się na­wet po­ry­wać na wy­mie­nia­nie ich w jed­nym ar­ty­ku­le: od­sy­ła­my więc do ka­pła­nów, osób za­kon­nych al­bo do spraw­dzo­nych por­ta­li re­li­gij­nych. Mo­dli­tew­ny kon­takt z Pi­smem Świę­tym za­czy­na­my – jak to za­wsze z mo­dli­twą by­wa – od chwi­li ci­szy. Usiądź wy­god­nie, wy­cisz się. Mo­żesz uca­ło­wać Bi­blię – jak ka­płan na Mszy św. Za­proś do ser­ca Du­cha Świę­te­go. Po­proś, że­by Sło­wo, któ­re bę­dziesz czy­tał, do­sta­ło się do two­je­go wnę­trza. Duch Świę­ty tak dzia­ła. On bar­dzo do­brze zna two­je wnę­trze, a przy tym do­sko­na­le zna Sło­wo Bo­ga. Jest prze­cież Je­go Au­to­rem. On sam za­apli­ku­je two­jej du­szy ożyw­czą daw­kę Bo­że­go Gło­su. Przy­stąp do czy­ta­nia. Ja­ki frag­ment wy­brać? Naj­le­piej Ewan­ge­lię z da­ne­go dnia (na­mia­ry znaj­dziesz w in­ter­ne­cie i w wie­lu ka­len­da­rzach). War­to też mo­dlić się tek­sta­mi ulu­bio­nych Psal­mów, sło­wa­mi Li­stów al­bo in­nych ksiąg czy­ta­nych w ko­ście­le. Po prze­czy­ta­niu frag­men­tu – prze­śledź go jesz­cze raz, ty­le że wol­niej i do­kład­niej. Spró­buj so­bie wy­obra­zić to, co czy­tasz, i po­czuć w ser­cu, któ­re zda­nie naj­bar­dziej cię in­try­gu­je. I tak za­czy­na się two­ja roz­mo­wa z Bo­giem – o Je­go Sło­wie. Ty czy­tasz Sło­wo, a Ono – czy­ta cie­bie… Za­czy­nasz czuć, że ten świę­ty tekst „ja­koś” w cie­bie tra­fił, że cie­bie do­ty­czy, że do cze­goś cię po­cią­ga. Po­sta­raj się wte­dy py­tać Bo­ga, co kon­kret­nie chce ci po­wie­dzieć. I w ci­szy cze­kaj na od­po­wiedź, któ­ra nie­raz przy­cho­dzi do­pie­ro po ja­kimś cza­sie! Nie bój się więc „nie­uda­nych” roz­my­ślań. Spo­koj­nie – Sło­wo i tak zo­sta­ło już w to­bie po­sia­ne. I sa­mo się o cie­bie upo­mni! Czę­sto w naj­mniej spo­dzie­wa­nej chwi­li usły­szysz je w ser­cu i wpły­nie na two­je de­cy­zje. I tak dasz się pro­wa­dzić Sło­wu Bo­ga.

Wier­ność… i ma­łe dro­go­wska­zy

Nie­sły­cha­nie owoc­na jest mo­dli­twa Bi­blią każ­de­go dnia. War­to po­świę­cać na nią mi­ni­mum kwa­drans dzien­nie. Za ta­ką wier­ność Bóg hoj­nie wy­na­gra­dza. Oczy­wi­ście Pi­smo Świę­te moż­na (a na­wet trze­ba!) czy­tać też „nor­mal­nie” – bez głęb­szej mo­dli­twy. Ostat­nio jed­no wy­daw­nic­two za­mie­ści­ło w Bi­blii tzw. „rocz­ny cykl” – na każ­dy dzień wy­zna­czo­ne są kon­kret­ne roz­dzia­ły ksiąg, obok jest miej­sce na „od­ha­cze­nie” lek­tu­ry i tak… w rok prze­czy­tasz ca­łą Bi­blię! Zo­ba­czysz, jak czy­ta­nie Pi­sma zmie­nia prze­ży­wa­nie wia­ry. Świet­ne są też wy­da­wa­ne co­rocz­nie se­rie z tek­sta­mi Ewan­ge­lii na każ­dy dzień wraz z roz­wa­ża­nia­mi i go­to­wy­mi mo­dli­twa­mi opar­ty­mi na da­nych frag­men­tach. To cen­na po­moc, zwłasz­cza u po­cząt­ków przy­go­dy z Pi­smem Świę­tym! W ro­ku ŚDM pa­mię­taj, że nie tyl­ko „bło­go­sła­wie­ni mi­ło­sier­ni”, ale tak­że: „bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy słu­cha­ją Sło­wa Bo­że­go i za­cho­wu­ją je”.

 

ks. To­masz Pod­lew­ski

Planeta Amadeusz

No­wy obiekt w cy­ber­świe­cie

Po­my­śleć, że jesz­cze kil­ka dni te­mu za­słu­cha­ny w fa­le Bał­ty­ku sie­dzia­łem na pla­ży. Dziś szum mo­rza za­stą­pił… głos wy­cho­waw­cy, a punk­tem ob­ser­wa­cyj­nym stał się pro­sto­kąt – kla­so­wa ta­bli­ca. Mar­na per­spek­ty­wa… choć na­uczy­cie­le twier­dzą, że sku­pia­nie na niej uwa­gi zwięk­sza wi­do­ki na przy­szłość! Po­czą­tek szko­ły to dla mnie trud­ny czas. Nie­ste­ty, ży­cie skła­da się nie tyl­ko z przy­jem­no­ści. Jest zmien­ne jak mor­ska fa­la: od eu­fo­rii po me­lan­cho­lię. Skraj­ne uczu­cia na­pę­dza­ją jed­nak do dzia­ła­nia. Ktoś za­czy­na śpie­wać pio­sen­ki, in­ny od­kry­wa ta­lent do po­brzę­ki­wa­nia na gi­ta­rze lub po­sta­na­wia zo­stać al­pi­ni­stą. Ja w swym koń­co­wo­wa­ka­cyj­nym roz­złosz­cze­niu za­czą­łem pi­sać. To bę­dzie mo­je an­ti­do­tum na rów­na­nia, róż­nicz­ki, wy­kre­sy, nie­zro­zu­mia­łe de­fi­ni­cje, ob­ce sło­wa; na róż­ne ukła­dy – od­de­cho­we, krwio­no­śne i te naj­trud­niej­sze – kla­so­we! Mu­si­cie wie­dzieć, że ja in­te­re­su­ję się tyl­ko jed­nym ukła­dem – sło­necz­nym. Po­nad rok od­kła­da­nia kie­szon­ko­we­go i wresz­cie go mam – te­le­skop! Wie­czo­ra­mi oglą­dam księ­życ, gwiaz­dy i pla­ne­ty. A dziś stwo­rzy­łem wła­sną! Wła­śnie wkro­czy­li­ście na jej ob­szar. No­wy obiekt w cy­ber­świe­cie na­zwa­łem: „Pla­ne­ta Ama­de­usz” – to mój blog. Dla­cze­go Ama­de­usz? Tak mam na imię. No cóż, mój ta­ta nad wszyst­ko ko­cha Mo­zar­ta. Szko­da, że na przy­kład nie Vi­val­die­go… Zde­cy­do­wa­nie wo­lał­bym być Ant­kiem!

foto_01-02_17-2016

Nie mo­ja baj­ka

Po zrzu­ce­niu ga­lo­wych ubrań za­czę­li­śmy w kla­sie wy­glą­dać zu­peł­nie nor­mal­nie. Nie­ste­ty wszyst­ko in­ne też wró­ci­ło do nor­my. Ze­non Pie­tru­cha – „szkol­ny Le­wan­dow­ski”, bo­żysz­cze dziew­czyn, idol chło­pa­ków, przy­wi­tał mnie tra­dy­cyj­nym: „Cześć fra­je­rze”. Gnę­bi mnie od cza­su mo­je­go „po­pi­su” w ubie­gło­rocz­nych roz­gryw­kach mię­dzysz­kol­nych. Zresz­tą wca­le mu się nie dzi­wię…

Ni­gdy nie fa­scy­no­wa­ło mnie bie­ga­nie za pił­ką (kil­ka zbęd­nych ki­lo­gra­mów tro­chę mi w tym prze­szka­dza). Zmu­sza­ny do ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej przez ro­dzi­ców (ma­ma jest le­ka­rzem) przy­cho­dzi­łem na SKS-y. Ku me­mu zdu­mie­niu tre­ner wy­sta­wił mnie na bram­ce w bar­dzo waż­nym me­czu dru­ży­ny szkol­nej. Ka­pi­ta­nem był oczy­wi­ście Ze­nek. Szło nam nie­źle aż do mo­men­tu, w któ­rym zbli­ża­ją­ca się z za­wrot­ną pręd­ko­ścią pił­ka prze­le­cia­ła cen­tral­nie mię­dzy mo­imi no­ga­mi i za­czę­ła tur­lać się do na­szej bram­ki. Przez mo­je ga­pio­stwo stra­ci­li­śmy go­la i tym spo­so­bem od­pa­dli­śmy z roz­gry­wek. Gra w pił­kę to nie jest mo­ja baj­ka – za­wsze wo­la­łem gwiaz­dy na nie­bie od tych na bo­isku. Za­miast, jak moi kum­ple, zbie­rać na­klej­ki ze spor­to­wy­mi ido­la­mi, ku­po­wa­łem al­bu­my o astro­no­mii i ko­smo­sie.

Uczeń – ter­mi­na­tor

Ma­ma ka­za­ła mi dziś iść do den­ty­sty, dziu­ra w piąt­ce się po­więk­sza... Jed­nak sta­now­czo od­mó­wi­łem. Na geo­gra­fię trze­ba po­wtó­rzyć ob­sza­ry upraw i cho­wu zwie­rząt na świe­cie, z che­mii na za­da­nie trze­ba okre­ślić stop­nie utle­nie­nia kil­ku pier­wiast­ków na pod­sta­wie kon­fi­gu­ra­cji elek­tro­no­wej po­wło­ki wa­len­cyj­nej. Co­kol­wiek to zna­czy… I cze­ka­ją na mnie Cier­pie­nia mło­de­go Wer­te­ra. W związ­ku z tym po­sta­no­wi­łem so­bie oszczę­dzić cier­pień wła­snych. Den­ty­sta nie za­jąc, nie uciek­nie! Ja na­to­miast ucie­kam do na­uki, wra­cam wkrót­ce. Za­glą­daj­cie na mo­ją pla­ne­tę!

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

Nietypowe szkoły

Zdo­by­wa­nie wie­dzy to żmud­na pra­ca czy fa­scy­nu­ją­ca przy­go­da? Są szko­ły, w któ­rych zde­cy­do­wa­nie to dru­gie!

Wia­do­mo, że naj­wię­cej za­le­ży od na­uczy­cie­li i ich spo­so­bu pro­wa­dze­nia za­jęć. Jed­nak w nie­któ­rych szko­łach ca­ły pro­gram ma sprzy­jać te­mu, by by­ło bar­dziej twór­czo, a na­uka sta­wa­ła się pa­sją. Zna­cie ta­kie nie­ty­po­we szko­ły?

Szko­ły Mon­tes­so­ri

Szko­ły te­go ty­pu pra­cu­ją we­dług me­to­dy wy­cho­waw­czej, któ­rej au­tor­ką jest Ma­ria Mon­tes­so­ri – wło­ska le­kar­ka. Za­uwa­ży­ła ona, że każ­de dziec­ko po­win­no roz­wi­jać się w swo­bod­ny spo­sób. Na­uczy­ciel ma ob­ser­wo­wać i wspo­ma­gać ucznia, da­jąc mu du­żo wol­no­ści. W szko­łach Mon­tes­so­ri kła­dzie się na­cisk na wszech­stron­ny roz­wój oso­bo­wo­ści. Sty­mu­lu­je się uczniów do twór­czych dzia­łań. Na przy­kład w Ka­to­lic­kiej Szko­le Pod­sta­wo­wej im. Świę­tej Ro­dzi­ny z Na­za­re­tu w Kra­ko­wie świe­tli­ca sta­no­wi pra­cow­nię ar­ty­stycz­ną. Dzie­ci zaj­mu­ją się ma­lar­stwem, gra­fi­ką, ce­ra­mi­ką, w pra­cow­ni tka­nin moż­na szyć i ha­fto­wać. Każ­da sa­la lek­cyj­na wy­po­sa­żo­na jest w ogrom­ną licz­bę „po­mo­cy roz­wo­jo­wych” – na pół­kach pię­trzą się ma­te­ria­ły edu­ka­cyj­ne. W szko­łach Mon­tes­so­ri kła­dzie się na­cisk na in­dy­wi­du­al­ny roz­wój dziec­ka, za­ra­ża mi­ło­ścią do na­uki, roz­bu­dza za­in­te­re­so­wa­nia, uczy ży­cia. Swo­bo­da po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji i wol­ność mo­ty­wu­ją do dzia­ła­nia i my­śle­nia, są pod­sta­wą roz­wo­ju ucznia. Dla­te­go w szko­łach Mon­tes­so­ri nie tłu­mi się spon­ta­nicz­nej ak­tyw­no­ści dziec­ka. Co cie­ka­we w kla­sie znaj­du­ją się ucznio­wie w róż­nym wie­ku i na róż­nym po­zio­mie in­te­lek­tu­al­nym, a w szko­le pod­sta­wo­wej nie ma za­dań do­mo­wych!

foto_01-01_17-2016

Za­da­niem szkół Mon­tes­so­ri jest, naj­ogól­niej rzecz uj­mu­jąc, wy­cho­wy­wa­nie dzie­ci szczę­śli­wych i sa­mo­dziel­nych. Ide­al­ny ab­sol­went tej szko­ły to czło­wiek wie­rzą­cy we wła­sne moż­li­wo­ści, re­ali­zu­ją­cy kon­se­kwent­nie po­sta­wio­ne ce­le, od­po­wie­dzial­ny, z uf­no­ścią pa­trzą­cy na świat, ak­tyw­ny spo­łecz­nie, a przede wszyst­kim nie­za­leż­ny!

Pla­ców­ki „Ster­ni­ka”

Ster­nik jest sto­wa­rzy­sze­niem, pod skrzy­dła­mi któ­re­go dzia­ła­ją pla­ców­ki oświa­to­we kła­dą­ce na­cisk na wła­ści­we wy­cho­wa­nie mło­dych lu­dzi. Na pierw­szym miej­scu sta­wia się tu współ­pra­cę na­uczy­cie­li z ro­dzi­ca­mi, szko­ła ma ona być „prze­dłu­że­niem ro­dzi­ny”. W szko­łach pod egi­dą Ster­ni­ka uczy się em­pa­tii i wza­jem­ne­go sza­cun­ku. Na­uczy­cie­le sta­ra­ją się roz­wi­nąć ta­len­ty uczniów tak, by kie­dyś mo­gły słu­żyć in­nym. Wy­cho­wan­ko­wie ma­ją w przy­szło­ści być uczci­wy­mi ludź­mi, cie­szą­cy­mi się do­brą opi­nią wśród są­sia­dów, pra­cow­ni­ków. Nie są to szko­ły wy­zna­nio­we (pro­wa­dzo­ne przez in­sty­tu­cje ko­ściel­ne), ale edu­ka­cja w nich ukie­run­ko­wa­na jest na war­to­ści chrze­ści­jań­skie. Ucznio­wie mo­gą ko­rzy­stać z in­dy­wi­du­al­nej opie­ki du­cho­wej ka­pła­na. Mo­del wy­cho­waw­czy re­ali­zo­wa­ny w pla­ców­kach Ster­ni­ka sto­so­wa­ny jest w 38 kra­jach świa­ta. Ogó­łem dzia­ła po­nad 500 szkół pro­mu­ją­cych ten styl edu­ka­cji.

A mo­że w do­mu?

Ist­nie­je rów­nież coś ta­kie­go, jak edu­ka­cja do­mo­wa. Dzie­ci edu­ko­wa­ne do­mo­wo nie cho­dzą do „nor­mal­nej” szko­ły, lecz uczą się sa­me z po­mo­cą i pod kie­run­kiem swo­ich ro­dzi­ców lub opie­ku­nów. Na­uka czę­sto uzu­peł­nia­na jest „wy­jaz­da­mi w te­ren”, po­dró­ża­mi i uczest­nic­twem w do­dat­ko­wych za­ję­ciach. Edu­ka­cja do­mo­wa jest do­pusz­czo­na w pol­skim sys­te­mie praw­nym. Trud­no osza­co­wać, ile dzie­ci w Pol­sce uczy się w do­mu. Okre­śla­jąc ogól­nie – kil­ka­set, lecz licz­ba ro­dzin, któ­re de­cy­du­ją się na tę for­mę edu­ka­cji, sta­le ro­śnie. Szko­ła pod Ża­gla­mi Zu­peł­nie nie­ty­po­wą szko­łą jest Szko­ła pod Ża­gla­mi. Na­uka w tej szko­le trwa tyl­ko mie­siąc, w do­dat­ku jest pro­wa­dzo­na w dość spe­cy­ficz­nych wa­run­kach – pod­czas rej­su mor­skie­go. Nie za­stę­pu­je tra­dy­cyj­nej szko­ły – jej za­da­niem jest po­sze­rze­nie wie­dzy mło­dych lu­dzi i roz­bu­dze­nie w nich pa­sji. Adep­ci szko­ły bio­rą udział w in­te­re­su­ją­cych lek­cjach, po­zna­ją miej­sca istot­ne dla cy­wi­li­za­cji eu­ro­pej­skiej i eg­zo­tycz­ne kul­tu­ry. Kon­wer­su­ją z miesz­kań­ca­mi róż­nych kra­jów, szli­fu­jąc ję­zy­ki ob­ce. Jed­nym z wy­cho­waw­ców Szko­ły pod Ża­gla­mi, jak in­for­mu­ją jej or­ga­ni­za­to­rzy, jest mo­rze. Po­tra­fi być sro­gie, ale jest świet­nym na­uczy­cie­lem od­po­wie­dzial­no­ści i współ­dzia­ła­nia. Z oka­zji po­cząt­ku ro­ku szkol­ne­go „Dro­ga” ży­czy wam tyl­ko rów­nie in­te­re­su­ją­cych pe­da­go­gów. Oby­ście dzię­ki nim w przy­szło­ści wy­pły­nę­li na sze­ro­kie wo­dy!

 

Iwo­na Biń­czyc­ka-Ko­łacz

 

Wstępniak

Jola Tęcza-ĆwierzPa­try­cja by­ła naj­lep­sza ze wszyst­kich przed­mio­tów. Wy­gry­wa­ła kon­kur­sy i olim­pia­dy. Świet­na z na­uk ści­słych i hu­ma­ni­stycz­nych. Jed­no­cze­śnie bar­dzo mi­ła, ko­le­żeń­ska i po­moc­na. Na za­koń­cze­nie szko­ły do­sta­ła na­wet spe­cjal­ną na­gro­dę dy­rek­to­ra. Po la­tach oka­za­ło się jed­nak, że do­bre wy­ni­ki w szko­le nie mia­ły prze­ło­że­nia na rze­czy­wi­stość. Ina­czej by­ło z Prze­mkiem. Kie­dy przy­szedł do na­szej kla­sy nie umiał na­wet pły­wać. Śmia­li­śmy się z nie­go, bo był nie­zdar­ny i ta­ki za­gu­bio­ny. A po­tem po­szedł na kurs ra­tow­nic­twa me­dycz­ne­go i zo­stał ra­tow­ni­kiem. Kie­dy pew­ne­go ra­zu w kla­sie za­sła­bła ko­le­żan­ka i nikt nie umiał jej po­móc, tyl­ko on za­cho­wał spo­kój i wie­dział, jak się za­cho­wać.

Cza­sem my­śli­my z za­zdro­ścią: jej to do­brze, uczy się bły­ska­wicz­nie, a ja ślę­czę go­dzi­na­mi nad książ­ką i ra­no ni­cze­go nie pa­mię­tam. Al­bo: chciał­bym cho­ciaż raz na me­czu ko­szy­ków­ki rzu­cić za trzy punk­ty, jak Mar­cin, któ­ry tra­fia raz za ra­zem. W tym mo­men­cie przy­po­mi­na mi się cy­tat z wier­sza ks. Twar­dow­skie­go: „gdy­by każ­dy miał to sa­mo – nikt ni­ko­mu nie był­by po­trzeb­ny”.

Po­dob­nie jest z na­mi. Ktoś jest świet­ny z ułam­ków, in­ny do­sta­je sa­me szóst­ki z dyk­tand, trze­ci od ra­zu ła­pie an­giel­skie słów­ka an­giel­skie. Jed­ni gra­ją na gi­ta­rze, in­ni zna­ko­mi­cie orien­tu­ją się w te­re­nie al­bo po­tra­fią zro­bić coś z ni­cze­go. Każ­dy coś ma, mu­si tyl­ko to coś w so­bie od­kryć i do­sko­na­lić, by te­go nie zmar­no­wać. Pa­try­cja nie koń­czy­ła żad­nej kla­sy ina­czej, jak tyl­ko z wy­róż­nie­niem. I co? I nic. W do­ro­słym ży­ciu nie­wie­le z te­go wy­ni­kło. Zo­sta­ły jej tyl­ko… świa­dec­twa z pa­skiem w szu­fla­dzie. A ty dla ko­go się uczysz? Co cię po­py­cha i na­pę­dza? Oce­ny czy pa­sja? Mo­ty­wa­cja to pew­ne­go ro­dza­ju si­ła psy­chicz­na, któ­ra nie­ja­ko „zmu­sza” czy pro­wo­ku­je nas do roz­po­czę­cia da­nej czyn­no­ści i jej kon­ty­nu­owa­nia. Jak mó­wi Li­sa Ni­chols: „Je­steś pro­jek­tan­tem swo­je­go prze­zna­cze­nia. Je­steś je­go au­to­rem. Sam pi­szesz hi­sto­rię. Pió­ro tkwi w Two­im rę­ku, a wy­nik za­le­ży od te­go, co wy­bie­rzesz”. Nie po­zwól więc, by oce­ny by­ły dla cie­bie waż­niej­sze niż wie­dza i umie­jęt­no­ści. Roz­wi­jaj w so­bie cie­ka­wość i chęć po­zna­nia, a zo­ba­czysz, że na­uka jest fa­scy­nu­ją­ca. Od­kryj jej atrak­cyj­ność i daj się po­nieść no­wej pa­sji!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Na tropie przyrody

Wśród le­śnych ostę­pów moż­na tu spo­tkać za­cza­jo­ne­go ry­sia, po­tęż­ne­go żu­bra i groź­ne­go wil­ka. Gę­ste bo­ry kry­ją miej­sca, któ­re czło­wiek rzad­ko oglą­da. Na szczę­ście mo­że­my tam zaj­rzeć – dzię­ki fo­to­gra­fiom pa­na Wal­de­ma­ra Bzu­ry.

Oca­lić od za­po­mnie­nia

Kra­ina Ty­sią­ca Je­zior, so­sno­we la­sy Pusz­czy Pi­skiej, ża­glów­ki na Mi­ko­łaj­kach i szlak ka­ja­ko­wy na Kru­ty­ni. W pej­zaż stwo­rzo­ny przez na­tu­rę wpi­sa­ły się tak­że dzie­ła czło­wie­ka: ma­łe ka­plicz­ki, sank­tu­arium w Świę­tej Lip­ce, ma­low­ni­cze wsie, za­byt­ko­we cmen­ta­rze. Do­bra fo­to­gra­fia po­tra­fi od­dać du­cha tej kra­iny, zwłasz­cza je­śli jej au­to­rem jest ar­ty­sta, a do ta­kich na­le­ży nie­wąt­pli­wie Wal­de­mar Bzu­ra. Z za­wo­du jest le­śni­kiem, pra­cu­je w Ma­zur­skim Par­ku Kra­jo­bra­zo­wym. Od lat utrwa­la na zdję­ciach urze­ka­ją­ce pięk­no przy­ro­dy ma­zur­skiej kra­iny. Po­przez swo­je zdję­cia sta­ra się po­ka­zać uro­dę kra­jo­bra­zu, flo­ry i fau­ny. Ma na­dzie­ję, że je­go fo­to­gra­fie wpły­ną na po­głę­bie­nie wraż­li­wo­ści na pięk­no na­tu­ry oraz przy­czy­nią się do za­cho­wa­nia jej w nie­na­ru­szo­nym sta­nie. Tym bar­dziej, że Ma­zu­ry to wciąż naj­mniej znisz­czo­ny przez cy­wi­li­za­cję re­gion Pol­ski. Cie­ka­wa je­stem, co spra­wi­ło, że po­świę­cił tej czę­ści na­sze­go kra­ju ca­łą swo­ją za­wo­do­wą uwa­gę? – Uro­dzi­łem się w Mrą­go­wie, na Ma­zu­rach – opo­wia­da pan Wal­de­mar. – Za­czą­łem „ba­wić się” apa­ra­tem, pra­cu­jąc w Ma­zur­skim Par­ku Kra­jo­bra­zo­wym. Po­my­śla­łem, że war­to by­ło­by uwiecz­nić te miej­sca, któ­re już za­ni­ka­ją, chcia­łem po­ka­zać je in­nym. To rze­czy­wi­ście te­ren, gdzie wciąż moż­na do­strzec krą­żą­ce­go po nie­bie or­ła, si­wą cza­plę bro­dzą­cą wśród si­to­wia czy pa­są­ce się żu­bry i je­le­nie. Pa­mię­tam z dzie­ciń­stwa rol­ni­ków, któ­rzy upra­wia­li po­la le­żą­ce nad brze­ga­mi Kru­ty­ni... Dziś nikt już zie­mi nie upra­wia. Bar­dzo chcia­łem swo­imi zdję­cia­mi oca­lić od za­po­mnie­nia te kra­jo­bra­zy i miej­sca – stwier­dza.

foto_01-03_sierpien-2016

Fo­to­gra­ficz­ne ło­wy

Próż­no by szu­kać dru­gie­go ta­kie­go fo­to­gra­fi­ka. Pan Wal­de­mar z ogrom­nym za­pa­łem i wy­trwa­ło­ścią, a tak­że z praw­dzi­wym ar­ty­zmem utrwa­la wy­jąt­ko­wość ma­zur­skiej flo­ry i fau­ny. Jest znaw­cą za­cho­wań pta­ków i zwie­rząt, dzię­ki cze­mu mógł je pod­pa­trzeć w sy­tu­acjach, ja­kich ni­gdy nie uj­rzy zwy­kły tu­ry­sta. Zwłasz­cza, że gdy ten jesz­cze smacz­nie śpi, pan Wal­de­mar już wy­ru­sza na fo­to­gra­ficz­ne ło­wy. Wsta­je, gdy jest jesz­cze ciem­no, a przej­mu­ją­cy chłód i wil­goć da­ją się we zna­ki. Do­bre świa­tło po­ja­wia się nie­spo­dzie­wa­nie, wy­na­gra­dza­jąc tru­dy wę­drów­ki i nie­do­spa­nia. Pierw­sze pro­mie­nie słoń­ca za­wsze ma­ją w so­bie coś nie­sa­mo­wi­te­go, ja­kąś po­tęż­ną daw­kę ener­gii. Wy­ła­nia­ją się po­wo­li i swym cie­płym bla­skiem stop­nio­wo oświe­tla­ją czub­ki drzew, łą­ki i je­zio­ra. De­li­kat­nie od­bi­ja­ją się w wo­dzie, two­rząc grę świa­teł, i z każ­dą chwi­lą świe­cą co­raz moc­niej, da­jąc dłu­gie cie­nie. Pan Wal­de­mar go­dzi­na­mi pod­glą­da ży­cie zwie­rząt w ich na­tu­ral­nym śro­do­wi­sku. O czym trze­ba pa­mię­tać, fo­to­gra­fu­jąc przy­ro­dę? – To do­syć trud­ny te­mat, po­nie­waż przy­ro­da ży­je – mó­wi fo­to­graf. – Zwie­rzę­ta czy pta­ki są bar­dzo pło­chli­we i trud­no im zro­bić zdję­cie. Trze­ba się za­cza­ić w cza­tow­ni lub na­mio­cie. War­to rów­nież mieć świa­do­mość upły­wa­ją­ce­go cza­su. Kie­dyś wy­bra­łem się, aby ro­bić zdję­cia stor­czy­ka, przy­jeż­dżam, pa­trzę, a on już prze­kwitł. I zno­wu trze­ba cze­kać rok. Dla­te­go z pew­no­ścią po­ma­ga zna­jo­mość kon­kret­nych ga­tun­ków ro­ślin i zwie­rząt. Waż­ne są rów­nież od­po­wied­nie obiek­ty­wy do apa­ra­tu, któ­re po­zwa­la­ją na wy­ko­ny­wa­nie zbli­żeń. Aby hob­by­stycz­nie i ama­tor­sko wy­ko­ny­wać zdję­cia przy­rod­ni­cze, pej­za­żo­we, wy­star­czy zwy­kły apa­rat, a na­wet te­le­fon ko­mór­ko­wy. Zdję­cia prze­zna­czo­ne do pu­bli­ka­cji np. w al­bu­mach przy­rod­ni­czych wy­ma­ga­ją już pro­fe­sjo­nal­ne­go sprzę­tu – opo­wia­da pan Wal­de­mar.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Przeżyła aborcję

Me­lis­sa Ohden mia­ła się ni­gdy nie uro­dzić. Mia­ła umrzeć w ło­nie mat­ki, po­pa­rzo­na roz­two­rem so­li. Jed­nak prze­ży­ła nie­uda­ną abor­cję, a te­raz jest szczę­śli­wą żo­ną, ma­mą i dzia­łacz­ką pro-li­fe.

Ma­ma Me­lis­sy mia­ła 19 lat, kie­dy za­szła w cią­żę. Jej ro­dzi­ce bar­dzo moc­no na­ci­ska­li, aby zgo­dzi­ła się do­ko­nać abor­cji. Po kil­ku dniach od wstrzyk­nię­cia roz­two­ru so­li do ma­ci­cy Me­lis­sa za­czę­ła się ro­dzić. W tym cza­sie w szpi­ta­lu dy­żur pie­lę­gniar­ski peł­ni­ła jej bab­cia. Kie­dy zo­ba­czy­ła, że dziew­czyn­ka uro­dzi­ła się ży­wa, odło­ży­ła ją i po­zo­sta­wi­ła bez po­mo­cy, aby umar­ła. Ży­cie Me­lis­sy ura­to­wa­ły dwie in­ne pie­lę­gniar­ki, któ­re nie mo­gły znieść wi­do­ku sa­mot­nie umie­ra­ją­ce­go ma­leń­stwa.

foto_01-02_sierpien-2016

Pierw­sze dni by­ły wal­ką o prze­trwa­nie. Me­lis­sa – je­śli­by prze­ży­ła – mia­ła być cięż­ko upo­śle­dzo­na, nie­wi­do­ma, głu­cha. Po dwóch mie­sią­cach tra­fi­ła do ro­dzi­ny ad­op­cyj­nej, gdzie do­świad­czy­ła tro­skli­wej opie­ki i mi­ło­ści. Uda­ło jej się prze­zwy­cię­żyć kło­po­ty fi­zycz­ne i obec­nie jest w peł­ni zdro­wą, do­ro­słą ko­bie­tą. Wie­dzia­ła, że zo­sta­ła ad­op­to­wa­na, ale nie mia­ła po­ję­cia o oko­licz­no­ściach swo­ich na­ro­dzin.

Kie­dy jej ad­op­cyj­na sio­stra za­szła w cią­żę i pla­no­wa­ła do­ko­nać abor­cji, bo­jąc się, że nie po­ra­dzi so­bie z dziec­kiem pod­czas stu­diów, ro­dzi­ce zde­cy­do­wa­li się opo­wie­dzieć hi­sto­rię Me­lis­sy. Jej sio­stra od­stą­pi­ła od za­mia­ru za­bi­cia swo­je­go dziec­ka. Me­lis­sa czu­ła po­cząt­ko­wo żal i złość, ale po raz ko­lej­ny otrzy­ma­na mi­łość po­zwo­li­ła jej w du­żej czę­ści prze­zwy­cię­żyć te uczu­cia. Ko­niecz­nie chcia­ła od­na­leźć swo­ich bio­lo­gicz­nych ro­dzi­ców. Naj­pierw tyl­ko po to, aby spoj­rzeć im w oczy i za­py­tać: „dla­cze­go”? Póź­niej tak­że po to, aby po­wie­dzieć, że im prze­ba­czy­ła.

Na po­szu­ki­wa­niach spę­dzi­ła ko­lej­ne szes­na­ście lat swo­je­go ży­cia. Do­wie­dzia­ła się, że jej oj­ciec miesz­ka w tym sa­mym mie­ście, co ona. Na­pi­sa­ła do nie­go list, ale ni­gdy nie otrzy­ma­ła od­po­wie­dzi. Wkrót­ce jej oj­ciec zmarł. Pró­bo­wa­ła skon­tak­to­wać się rów­nież ze swo­ją mat­ką, naj­pierw po­przez dziad­ków, tych sa­mych, któ­rzy tak bar­dzo na­le­ga­li na abor­cję. Od­po­wie­dzie­li na jej list, ale nie chcie­li po­zwo­lić jej na kon­takt z cór­ką. Wy­sła­li Me­lis­sie je­dy­nie jej zdję­cie. Po pew­nym cza­sie prze­sta­li od­po­wia­dać na wia­do­mo­ści.

Me­lis­sa wy­szła za mąż i bar­dzo chcia­ła uro­dzić dziec­ko, ale w ir­ra­cjo­nal­ny spo­sób ba­ła się, że­by nie oka­zać się w czym­kol­wiek po­dob­ną do swo­jej mat­ki. Po­mo­gła jej wia­ra w Bo­ga i w to, że On stwo­rzył ją w kon­kret­nym ce­lu. Swo­ją pierw­szą có­recz­kę – Oli­vię – uro­dzi­ła w tym sa­mym szpi­ta­lu, w któ­rym wie­le lat wcze­śniej mia­ła zo­stać za­bi­ta.

Me­lis­sa Ohden za­ło­ży­ła or­ga­ni­za­cję wpie­ra­ją­cą oso­by, któ­re prze­ży­ły abor­cję. W tej chwi­li sku­pio­nych jest w niej oko­ło dwu­stu osób, a to za­le­d­wie ma­leń­ka część oca­la­łych z te­go pro­ce­de­ru. W wie­lu sta­nach USA abor­cja jest le­gal­na aż do dzie­wią­te­go mie­sią­ca cią­ży. Pie­lę­gniar­ka Jill Sta­nek, któ­ra ujaw­nia­ła, co dzie­je się z dzieć­mi, któ­re prze­ży­wa­ją, zo­sta­ła zwol­nio­na z pra­cy.

– Kie­dy Ba­rack Oba­ma był se­na­to­rem sta­nu Il­lo­no­is, za­gło­so­wał prze­ciw­ko pod­sta­wo­wej, kon­sty­tu­cyj­nej ochro­nie dzie­ci, któ­re prze­ży­ły abor­cję. Nie raz, tyl­ko czte­ry ra­zy. Wiem, że ży­ję dziś dzię­ki ła­sce Bo­ga i chcia­ła­bym tyl­ko za­dać Ame­ry­ka­nom py­ta­nie: czy ta­kie kie­row­nic­two po­su­nie nas na­przód? Przy­wódz­two, któ­re po­zby­wa się naj­mniej­szych i naj­słab­szych po­śród nas? – py­ta Me­lis­sa Ohden.

In­ny wiel­ki obroń­ca ży­cia – prof. Jérôme Le­jeu­ne – po­wie­dział kie­dyś, że mia­rą ja­ko­ści da­nej cy­wi­li­za­cji jest spo­sób, w ja­ki trak­tu­je ona swo­ich naj­słab­szych człon­ków. Nie ma in­ne­go kry­te­rium.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Zrobiliśmy raban

Po­nad dwa mi­lio­ny piel­grzy­mów z ca­łe­go świa­ta, dzie­więt­na­ście ty­się­cy wo­lon­ta­riu­szy, po­nad ośmiu­set kar­dy­na­łów i bi­sku­pów, a przede wszyst­kim on – Pa­pież Fran­ci­szek – przez ostat­nie dni lip­ca pod­czas Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży zro­bi­li w Kra­ko­wie wiel­ki Bo­ży ra­ban.

Już na ty­dzień przed po­cząt­kiem Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży w Kra­ko­wie za­czę­ło się ro­bić gwar­nie i ra­do­śnie – na­wet z naj­od­le­glej­szych krań­ców świa­ta przy­by­li wo­lon­ta­riu­sze, któ­rzy pod­czas róż­ne­go ro­dza­ju szko­leń przy­go­to­wy­wa­li się do cze­ka­ją­cej ich służ­by. Kra­ko­wia­nie i go­ście mo­gli po­czuć przed­smak zbli­ża­ją­cej się wiel­kiej im­pre­zy, uczest­ni­cząc na przy­kład w Mer­cy Fe­sti­va­lu od­by­wa­ją­cym się na kra­kow­skim ryn­ku. Choć ofi­cjal­nie ŚDM roz­po­czę­ły się już w ostat­ni wto­rek lip­ca, wszy­scy cze­ka­li na naj­waż­niej­sze­go piel­grzy­ma z Wa­ty­ka­nu, któ­ry przy­był dwa dni póź­niej.

foto_01-01_sierpien-2016

Czas wstać z ka­na­py

O tym, że był to czas wy­cze­ki­wa­ny rów­nież przez Oj­ca Świę­te­go, świad­czą sło­wa, z któ­ry­mi zwró­cił się do mło­dzie­ży pod­czas czwart­ko­we­go po­wi­ta­nia na Bło­niach: – Dro­dzy mło­dzi! Dzień do­bry! Wresz­cie się spo­ty­ka­my! – Prze­strzegł na­stęp­nie mło­dych przed rzu­ca­niem ręcz­ni­ka za­nim w ogó­le roz­pocz­ną wal­kę. Pod­kre­ślał, że nie moż­na iść na eme­ry­tu­rę w wie­ku 23–24 lat. Po­dob­ne prze­sła­nie po­pły­nę­ło z Je­go ust pod­czas so­bot­nie­go czu­wa­nia na Cam­pus Mi­se­ri­cor­diae. Pa­pież, po­słu­gu­jąc się me­ta­fo­rą ka­na­py, da­wał do zro­zu­mie­nia, że nie przy­szli­śmy na świat, że­by we­ge­to­wać, ale by zo­sta­wić po so­bie ja­kiś ślad. – „Ka­na­pa-szczę­ście” jest praw­do­po­dob­nie ci­chym pa­ra­li­żem, któ­ry mo­że nas znisz­czyć naj­bar­dziej; bo po tro­chu. Nie zda­jąc so­bie z te­go spra­wy, sta­je­my się ospa­li, ogłu­pia­li, otu­ma­nie­ni, pod­czas gdy in­ni – mo­że bar­dziej ży­wi, ale nie lep­si – de­cy­du­ją o na­szej przy­szło­ści – mó­wił Pa­pież.

Przy jed­nym sto­le z Fran­cisz­kiem

Oj­ciec Świę­ty pod­czas ŚDM spo­ty­kał się z mło­dy­mi nie tyl­ko na uro­czy­sto­ściach ko­ściel­nych. Z trzy­na­sto­ma oso­ba­mi – wśród któ­rych by­ło po dwóch przed­sta­wi­cie­li każ­de­go kon­ty­nen­tu i tro­je Po­la­ków – Pa­pież… zjadł obiad! Pró­bu­jąc fi­let z in­dy­ka, na­sze tra­dy­cyj­ne pie­ro­gi, a tak­że ser­nik z bezą przy­go­to­wa­ny przez sio­stry ser­can­ki, od­po­wia­dał na py­ta­nia swo­ich go­ści. – Za­py­ta­łam go, ja­kie jest je­go prze­sła­nie dla mło­dych lu­dzi i po­wie­dział: nie pod­da­wać się i nie tra­cić wia­ry, szcze­gól­nie w tych trud­nych cza­sach dla mło­dych ka­to­li­ków. Że­by iść uli­cą i być so­bą – mó­wi­ła póź­niej na kon­fe­ren­cji pra­so­wej Fa­ti­ma Leung-Wai, wo­lon­ta­riusz­ka z No­wej Ze­lan­dii, któ­ra wraz z sio­strą i bra­tem od sied­miu mie­się­cy by­ła za­an­ga­żo­wa­na w przy­go­to­wa­nia do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży.

Słyn­na spon­ta­nicz­ność

Oprócz bar­dzo szcze­gó­ło­wo do­pra­co­wy­wa­nych punk­tów pro­gra­mu wy­da­rzeń cen­tral­nych, zda­rza­ły się – jak to z Pa­pie­żem Fran­cisz­kiem by­wa – mo­men­ty spon­ta­nicz­ne. Jo­seph Gul­li­ford, wo­lon­ta­riusz z An­glii, zo­stał na przy­kład – ja­ko je­den z kil­ku przed­sta­wi­cie­li mło­dzie­ży – za­pro­szo­ny przed nie­dziel­ną Mszą św. do pa­pa­mo­bi­le! – Być bli­sko Pa­pie­ża by­ło jak by­cie z ko­cha­ją­cym oj­cem lub dziad­kiem – wspo­mi­nał na dru­gi dzień. – Oj­ciec Świę­ty ła­mie ba­rie­ry i wpro­wa­dza coś nad­zwy­czaj­ne­go w zwy­czaj­ny spo­sób – do­dał.

Ma­ciek

Pa­pież za­sko­czył wszyst­kich tak­że pod­czas swo­je­go pierw­sze­go prze­mó­wie­nia w oknie pa­pie­skim. Zwra­ca­jąc się do roz­śpie­wa­nej ra­do­snej mło­dzie­ży, za­po­wie­dział, że mu­si im opo­wie­dzieć o czymś smut­nym. Dzię­ki te­mu świat usły­szał o Mać­ku Cie­śli – 27-let­nim gra­fi­ku, któ­ry za­pro­jek­to­wał m.in. ŚDM-owe ba­ne­ry zdo­bią­ce ca­łe mia­sto, czy or­na­ty, w któ­rych księ­ża od­pra­wia­li Msze świę­te pod­czas ŚDM.

Mło­de­mu twór­cy nie da­ne by­ło uczest­ni­czyć w ŚDM i zo­ba­czyć swo­je­go dzie­ła – po wal­ce z no­wo­two­rem zmarł 2 lip­ca br. Pa­pież Fran­ci­szek za­ape­lo­wał o mo­dli­twę w in­ten­cji Mać­ka i do­dał: – Po­dzię­kuj­my Pa­nu, że da­je nam ta­kich lu­dzi. – Ale pod­kre­ślił tak­że: – Bądź­cie szczę­śli­wi i ra­do­śni! To jest obo­wią­zek idą­cych za Je­zu­sem.

Anio­ły w nie­bie­skich ko­szul­kach

Wie­lu wo­lon­ta­riu­szy an­ga­żo­wa­ło się w przy­go­to­wa­nie Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży nie tyl­ko przez dwa ty­go­dnie lip­ca, ale przez rok, dwa czy na­wet trzy la­ta. To z ni­mi, z kil­ku­na­sto­ma ty­sią­ca­mi wo­lon­ta­riu­szy spo­tkał się Oj­ciec Świę­ty w nie­dziel­ne po­po­łu­dnie, tuż przed swo­im od­lo­tem do Rzy­mu. Da­wał im wska­zów­ki, co ma­ją ro­bić, że­by być na­dzie­ją przy­szło­ści.

Wie­lu z nich od nie­dziel­nej Mszy św. na Cam­pus Mi­se­ri­cor­diae zna już je­den z punk­tów tej swo­jej przy­szło­ści – ko­lej­ne Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży w Pa­na­mie.

 

Ma­rian­na Gur­ba

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Jola Tęcza-ĆwierzWa­ka­cje w peł­ni. Dni mi­ja­ją je­den za dru­gim i trud­no je od­róż­nić. Po­wta­rzasz te sa­me czyn­no­ści i wiesz, że ju­tro też nic nie zmie­ni. Je­śli po­tra­fisz prze­wi­dzieć, co bę­dziesz ro­bić za ty­dzień o tej sa­mej po­rze – strzeż się, ru­ty­na za­wład­nę­ła Two­im ży­ciem! Wa­ka­cje to do­bry czas na wal­kę z nu­dą i prze­wi­dy­wal­no­ścią, któ­ra za­bi­ja chęć i ra­dość ży­cia. He­ra­klit ma­wiał, że kto nie dą­ży do rze­czy nie­moż­li­wych, ni­gdy ich nie osią­ga. Jak nie dać się ru­ty­nie? Kil­ka rad znaj­dziesz na str. 7. Za­ry­zy­kuj! Od­rzuć strach i zrób coś sza­lo­ne­go: mo­że pod­glą­da­nie pa­ją­ków al­bo skok na bun­gee? Moż­li­wo­ści jest wie­le. Czy masz ja­kieś ma­rze­nie, któ­re wciąż od­kła­dasz na póź­niej? To do­bry czas, by je speł­nić. A je­śli to za du­żo, na po­czą­tek zrób coś, cze­go nie ro­bi­łeś już daw­no: wy­bierz się na wy­ciecz­kę w nie­zna­ne miej­sce, ode­rwij się od zna­nych, bez­piecz­nych miejsc i spró­buj cze­goś no­we­go. Po­trak­tuj to jak obu­dze­nie się ze snu, któ­ry choć po­trzeb­ny, trwa już zbyt dłu­go.

Je­śli już zde­cy­du­jesz się na po­bud­kę, roz­pocz­nij kon­kret­ne dzia­ła­nia, któ­re uchro­nią Cię przed po­wro­tem ru­ty­ny. Po­myśl, co naj­bar­dziej Cię po­cią­ga. Ma­lar­stwo? Kup po­trzeb­ne rze­czy i ru­szaj w ple­ner. Ta­niec? Znajdź od­po­wied­ni kurs i za­cznij na­ukę. A mo­że war­to zro­bić coś po­ży­tecz­ne­go dla in­nych? Obok pu­bli­ku­je­my apel Pol­skiej Fe­de­ra­cji Ru­chów Obro­ny Ży­cia, któ­ra wal­czy o pra­wo do ży­cia dla KAŻDEGO dziec­ka. Trwa ak­cja zbie­ra­nia pod­pi­sów. Za­an­ga­żuj się, to bar­dzo waż­na spra­wa!

Re­cep­tę na wyj­ście z ru­ty­ny już masz. Tyl­ko od Cie­bie za­le­ży, co z nią zro­bisz. Czy wy­bie­rzesz złud­ne po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i nud­ne po­wta­rza­nie co­dzien­nych czyn­no­ści, czy po­dej­miesz wy­zwa­nie i za­ry­zy­ku­jesz. Po­wo­dze­nia!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Trzy podróże do Armenii

To ide­al­ny cel, je­śli lu­bi­cie po­dró­żo­wać nie tyl­ko w prze­strze­ni, ale i w cza­sie. A je­śli je­ste­ście na to go­to­wi, mo­że przy­da­rzyć wam się naj­bar­dziej nie­zwy­kła po­dróż – do wła­sne­go ser­ca.

Po­ło­że­nie: Azja za­chod­nia, po­łu­dnio­wy Kau­kaz Po­wierzch­nia: 29 800 km2 (jak wo­je­wódz­two Wiel­ko­pol­skie) Sto­li­ca: Ery­wań Lud­ność: 3 mln na te­re­nie Ar­me­nii, 7 mln w dia­spo­rze Wy­zna­nie: chrze­ści­jań­stwo (Or­miań­ski Ko­ściół Apo­stol­ski – po­nad 92%) Wa­lu­ta: dram (AMD). 100 dram to ok. 80 gro­szy

Dla­cze­go Ar­me­nia? Ku­si­ły nas ukry­te wśród wzgórz sta­re klasz­to­ry, gó­ry i wi­do­ki znad je­zio­ra Se­wan. Chcie­li­śmy spo­tkać go­ścin­nych, otwar­tych lu­dzi, bo tak mó­wią o Or­mia­nach ci, któ­rzy ich po­zna­li. Chcie­li­śmy zo­ba­czyć ten pięk­ny kraj, za­nim sta­nie się ko­mer­cyj­ną ba­zą dla bo­ga­tych tu­ry­stów ze Wcho­du i z Za­cho­du. Czy się uda­ło?

foto_01-01_lipiec-2016

Pierw­szy krok

Pierw­sze dni spę­dzi­li­śmy w sto­li­cy, Ery­wa­niu. To ró­żo­we mia­sto – więk­szość bu­dyn­ków zbu­do­wa­nych jest z ró­żo­we­go tu­fu, w tym naj­bar­dziej re­pre­zen­ta­cyj­ne na Pla­cu Re­pu­bli­ki. Na uli­cach w cen­trum moż­na po­czuć się pra­wie swoj­sko, wi­dząc zna­ne i w Pol­sce mar­ki skle­pów. Mia­sto tęt­ni ży­ciem, tak­że wie­czo­ra­mi. Wi­dać wie­lu mło­dych lu­dzi, spa­ce­ru­ją­ce ro­dzi­ny. Wszy­scy ubra­ni bar­dzo ele­ganc­ko. Przed wy­jaz­dem czy­ta­li­śmy, że męż­czyź­ni w Ar­me­nii nie no­szą krót­kich spode­nek – to praw­da! Nie jest to żad­na ga­fa, gdy fa­cet po­ka­że no­gi, ale na 100 proc. bę­dzie to tu­ry­sta.

Ery­wań le­ży w do­li­nie rze­ki Hraz­dan i wspi­na się na ota­cza­ją­ce ją wzgó­rza. Więk­szość kra­jo­bra­zu sta­no­wią blo­ko­wi­ska. Jed­no ze zbo­czy za­bu­do­wa­no mo­nu­men­tal­ny­mi scho­da­mi i fon­tan­na­mi. To Ka­ska­da. Na ze­wnątrz po­sta­wio­no rzeź­by i in­sta­la­cje ar­ty­stów z ca­łe­go świa­ta, we­wnątrz znaj­du­ją się ga­le­rie sztu­ki. Na szczy­cie stoi re­likt prze­szło­ści, po­mnik ku czci Ar­mii Czer­wo­nej, ale naj­waż­niej­szy jest tu wi­dok. Na Ara­rat, gó­rę-sym­bol. To tu za­trzy­ma­ła się Ar­ka No­ego! Dziś świę­ta gó­ra Or­mian le­ży po­za gra­ni­ca­mi pań­stwa. Moż­na jed­nak wspiąć się na sam szczyt Ka­ska­dy i po­dzi­wiać wy­ła­nia­ją­cy się zza mgły ma­syw. Tak jak w nie­dziel­ne po­po­łu­dnia ro­bi wie­lu Or­mian, wpa­tru­jąc się z tę­sk­no­tą w dal.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Twój niezbędnik

Je­dziesz na ŚDM? Pod­po­wia­da­my, co ci się przy­da, by ra­do­śnie prze­żyć ten czas!

ŚDM to przede wszyst­kim do­ła­do­wa­nie du­cho­wych aku­mu­la­to­rów. Nie mo­żesz jed­nak za­po­mnieć o po­trze­bach cia­ła. Spa­kuj się z na­szym nie­zbęd­ni­kiem! Bę­dziesz przy­go­to­wa­ny na wszel­kie nie­spo­dzian­ki, by w spo­ko­ju cie­szyć się spo­tka­niem z Bo­ży­mi za­pa­leń­ca­mi z ca­łe­go świa­ta.

W du­cho­wej łącz­no­ści

Bi­blia jest naj­waż­niej­sza, więc w pierw­szej ko­lej­no­ści spa­kuj ją do ple­ca­ka lub ścią­gnij na smart­fo­na. Miej na uwa­dze, że przez kil­ka dni nie­ustan­nie to­wa­rzy­szyć ci bę­dzie Sło­wo Bo­że. Po­wi­nie­neś mieć moż­li­wość, by w do­wol­nej chwi­li po nie się­gnąć. Je­go roz­wa­ża­nie po­mo­że ci się wy­ci­szyć w cza­sie, kie­dy cią­gle coś się bę­dzie dzia­ło, i skon­cen­tro­wać na Tym, któ­ry jest naj­waż­niej­szy. To dla Nie­go przy­jeż­dżasz na ŚDM. Dla wspa­nia­łych lu­dzi też, ale przede wszyst­kim dla Nie­go. To On jest w cen­trum.

foto_01-03_lipiec-2016

Deszcz, upał i as­fal­tów­ka

W cza­sie kil­ku dni prze­mie­rzysz wie­le ki­lo­me­trów. Ko­niecz­nie za­bierz ze so­bą wy­god­ne bu­ty. Pa­mię­taj rów­nież o za­bra­niu pla­strów, któ­ry­mi za­kle­isz ewen­tu­al­ne ob­tar­cia. Ap­te­ki mo­gą być ob­le­ga­ne, więc weź ze so­bą na wszel­ki wy­pa­dek wap­no. Po­mo­że, je­śli ma­sze­ru­jąc ty­le ki­lo­me­trów po as­fal­cie, do­sta­niesz as­fal­tów­ki (wy­syp­ki spo­wo­do­wa­nej uczu­le­niem na as­falt).

W pod­ręcz­nym ple­ca­ku miej ze so­bą kil­ka rze­czy. Pe­le­ry­na przy­da ci się na wy­pa­dek desz­czu. Pa­ra­sol nie jest do­brym roz­wią­za­niem. Wy­obraź so­bie, że bę­dziesz go trzy­mać przez kil­ka go­dzin w rę­ce. Chust­ka na gło­wę (opcjo­nal­nie ka­pe­lusz) bę­dzie ko­niecz­na na wy­pa­dek upa­łu. Rów­nie waż­na jest wo­da. Noś ze so­bą du­żą bu­tel­kę wo­dy nie­ga­zo­wa­nej i nie za­po­mi­naj jej pić. Przy bar­dzo wy­so­kich tem­pe­ra­tu­rach mu­sisz wy­pić ok. 3 li­trów wo­dy dzien­nie. La­tar­ka po­mo­że ci od­na­leźć w środ­ku no­cy swo­ją ka­ri­ma­tę i śpi­wór w gąsz­czu in­nych po­słań, gdy przyj­dzie ci no­co­wać np. w sa­li gim­na­stycz­nej, a ty bę­dziesz aku­rat wra­cać o tej po­rze na miej­sce noc­le­gu. Miej też za­wsze przy so­bie ja­kiś do­wód toż­sa­mo­ści. I oczy­wi­ście te­le­fon z wgra­ną apli­ka­cją „Piel­grzym”, któ­ra jest mo­bil­nym prze­wod­ni­kiem, ma­pą i in­for­ma­to­rem w jed­nym.

Wy­śpij się!

Po bo­ga­tym w wie­le wy­da­rzeń pro­gra­mie, o któ­ry za­dba­li or­ga­ni­za­to­rzy, przyj­dzie ci tro­chę po­spać. A przy­naj­mniej spró­bo­wać, bo mno­gość i in­ten­syw­ność wra­żeń mo­że sku­tecz­nie utrud­nić za­śnię­cie. Je­śli je­steś za­re­je­stro­wa­nym uczest­ni­kiem, któ­ry wy­brał pa­kiet z noc­le­giem, bę­dziesz no­co­wać u ro­dzi­ny (ale nie­ko­niecz­nie na łóż­ku) lub ra­zem z wie­lo­ma in­ny­mi oso­ba­mi w du­żym po­miesz­cze­niu, np. w szkol­nej sa­li gim­na­stycz­nej. Przy­da­dzą ci się za­tem ka­ri­ma­ta i śpi­wór.

Je­śli na­le­żysz do osób, któ­re w cza­sie snu po­trze­bu­ją ci­szy, to roz­waż za­bra­nie sto­pe­rów do uszu. Wiem, nie są zbyt kom­for­to­we w uży­ciu, ale spra­wią, że dzię­ki nim zła­piesz chwi­lę tak po­trzeb­ne­go noc­ne­go od­po­czyn­ku. Przy­da­dzą ci się szcze­gól­nie, gdy bę­dziesz no­co­wać w ogrom­nej sa­li gim­na­stycz­nej. Ale nie­ko­niecz­nie. Kra­ków zna­ny jest z te­go, że ży­cie tęt­ni w nim tak­że no­cą, szcze­gól­nie la­tem. Wy­obraź so­bie, co bę­dzie się dzia­ło, gdy zja­dą do nie­go wszy­scy uczest­ni­cy ŚDM. Bę­dzie na pew­no cie­ka­wie, ale też… gło­śno.

Pol­ska, je­stem z Pol­ski!”

Mi­ło bę­dzie, je­śli za­ło­żysz ubra­nie w na­ro­do­wych bar­wach. Uła­twi ci to na­wią­zy­wa­nie mię­dzy­na­ro­do­wych kon­tak­tów. Fla­ga Pol­ski też jest jak naj­bar­dziej na miej­scu.

Po­myśl rów­nież o dro­bia­zgu, któ­ry jest cha­rak­te­ry­stycz­ny dla na­sze­go kra­ju. Na ko­niec ŚDM wy­mie­nisz się nim np. z Ma­le­zyj­czy­kiem. To jed­na z mi­łych, nie­for­mal­nych tra­dy­cji.

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Bagaż, który nie ciąży

Co za­pa­ko­wać na ŚDM oprócz wy­god­nych bu­tów? O du­cho­wym ekwi­pun­ku, któ­ry nie wa­ży ani ki­lo­gra­ma, opo­wia­da ks. Pa­weł Ku­ba­ni z Kra­ko­wa w roz­mo­wie z Mar­ci­nem No­wa­kiem.

Prze­spa­łeś przy­go­to­wa­nia do ŚDM? Jesz­cze nie jest za póź­no, by za­cząć lub wró­cić do lek­tu­ry Dzien­nicz­ka, prze­czy­tać któ­rąś z Ewan­ge­lii, trwać na mo­dli­twie i być w kon­tak­cie sa­kra­men­tal­nym z Je­zu­sem.

Już nie mie­sią­ce, ale za­le­d­wie kil­ka ty­go­dni dzie­li nas od naj­więk­sze­go fe­sti­wa­lu wia­ry, mło­do­ści i mo­dli­twy. Po czym mo­gę po­znać, czy do­brze się przy­go­to­wa­łem do Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży?

– Mia­łem wiel­kie szczę­ście uczest­ni­czyć w pra­wie wszyst­kich edy­cjach ŚDM. Oprócz Ma­ni­li, De­nver i Lo­re­to by­łem z mło­dy­mi ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej na wszyst­kich spo­tka­niach. Za­wsze przy­go­to­wy­wa­li­śmy się po­rząd­nie. Przede wszyst­kim re­ali­zo­wa­li­śmy te­mat spo­tka­nia, po­chy­la­jąc się nad Sło­wem Bo­żym, z któ­re­go wy­bra­ny był te­mat prze­wod­ni. To waż­ne, aby w nie­go wejść, bo on po­ka­zu­je kie­ru­nek przy­go­to­wa­nia du­cho­we­go. Ja­dąc na ko­lej­ne Dni, wie­dzie­li­śmy, że tą tre­ścią trze­ba wy­peł­nić czas i swo­je świa­dec­two dla mło­dych, któ­rych spo­tka­my. Tak jest i dziś. Mi­ło­sier­dzie to te­mat, któ­ry to­wa­rzy­szy nam od pierw­szych chwil, kie­dy tyl­ko pa­pież wy­brał go ja­ko wio­dą­cy. Więc dziś trze­ba za­dać so­bie py­ta­nie: czy mo­je przy­go­to­wa­nie w róż­nych wy­mia­rach mo­je­go ży­cia opar­ło się o ta­kie roz­wa­ża­nia?

foto_01-02_lipiec-2016

Z na­szej son­dy (wię­cej na str. 8) wy­ni­ka, że wie­lu z nas się do te­go przy­ło­ży­ło. A je­śli prze­spa­łem ostat­nie mie­sią­ce i la­ta? Czy jest szan­sa na eks­pre­so­we przy­go­to­wa­nie w pi­guł­ce? Co mo­gę zro­bić, je­śli obu­dzi­łem się do­pie­ro te­raz?

– My­ślę, że nie jest za póź­no na przy­go­to­wa­nie, na­wet je­śli ktoś „za­spał”. Dla­cze­go? Bo te­mat ŚDM jest nam bar­dzo bli­ski. Nam, Po­la­kom, chy­ba naj­ła­twiej go zgłę­bić. Ewan­ge­lię mi­ło­sier­dzia w na­szej oj­czyź­nie gło­si się w spo­sób szcze­gól­ny. Pan Je­zus po­wie­dział do s. Fau­sty­ny: „Pol­skę szcze­gól­nie umi­ło­wa­łem”. To zo­bo­wią­zu­je. Jesz­cze nie jest za póź­no, by za­cząć lub wró­cić do lek­tu­ry Dzien­nicz­ka, prze­czy­tać któ­rąś z Ewan­ge­lii, trwać na mo­dli­twie i być w kon­tak­cie sa­kra­men­tal­nym z Je­zu­sem.

Ja­ki „du­cho­wy ba­gaż” za­brać ze so­bą na ŚDM, czy­li co oprócz na­mio­tu, le­gi­ty­ma­cji i wy­god­nych bu­tów?

– Wy­god­ne bu­ty – jak naj­bar­dziej – oraz śpi­wór i ka­ri­ma­ta, bo czu­wa­nie z Oj­cem Świę­tym od­bę­dzie się w ho­te­lu wie­lo­gwiazd­ko­wym na Cam­pus Mi­se­ri­cor­diae. Trze­ba też za­brać ze so­bą du­żo uprzej­mo­ści i cier­pli­wo­ści, bo to piel­grzym­ka w do­słow­nym te­go sło­wa zna­cze­niu. Du­cho­wym ba­ga­żem, któ­ry wca­le nie cią­ży, jest świa­dec­two wia­ry. Kie­dyś we Fran­cji miesz­ka­li­śmy u ro­dzi­ny nie­wie­rzą­cej. Wi­dzia­łem, jak nas „pod­glą­da­li”. Pa­trzy­li ukrad­kiem, jak się mo­dli­my i za­cho­wu­je­my wo­bec sie­bie. Wie­lu mło­dych przy­je­dzie do Pol­ski, by nas zo­ba­czyć. Bę­dą pa­trzeć na na­szą kul­tu­rę, za­cho­wa­nie, wia­rę i spo­sób by­cia. Nie mo­że­my ich za­wieść. To ba­gaż, któ­ry kosz­tu­je nie­wie­le, a któ­ry mo­że być naj­pięk­niej­szym da­rem dla na­szych mło­dych przy­ja­ciół z ca­łe­go świa­ta.

Du­że wy­zwa­nie… A jak na­stro­ić swo­je ser­ce, aby po ŚDM nasz „du­cho­wy ba­gaż” był więk­szy? Jak prze­ży­wać Dni, aby za­czerp­nąć z nich jak naj­wię­cej?

– Wspo­mnia­łem o du­cho­wym przy­go­to­wa­niu. Wia­do­mo, trze­ba je­chać na ŚDM w sta­nie ła­ski uświę­ca­ją­cej. Ko­niecz­nie! Ina­czej so­bie te­go nie wy­obra­żam! Choć pew­nie bę­dą i ta­cy, któ­rzy do koń­ca bę­dą my­śleć, że ŚDM to tyl­ko do­bra za­ba­wa, faj­ne świę­to mło­do­ści itp. Wi­dzie­li­śmy ta­kich, któ­rzy w cza­sie Mszy św. na pla­ży Co­pa­ca­ba­na w Rio ką­pa­li się w mo­rzu… Ich wy­bór. Ale do­brze na­stro­jo­ne ser­ce to ser­ce wy­peł­nio­ne ła­ską Pa­na Je­zu­sa. Do­pie­ro gdy ma­my ta­kie na­sta­wie­nie, mo­że­my wyjść ze spo­tka­nia za­do­wo­le­ni i speł­nie­ni, że da­li­śmy z sie­bie wszyst­ko. Pa­mię­tam, że pro­boszcz nie­miec­kiej pa­ra­fii, w któ­rej miesz­ka­li­śmy, był za­chwy­co­ny, że wszy­scy na­si uczest­ni­cy by­li co­dzien­nie na Mszy św. i przyj­mo­wa­li Pa­na Je­zu­sa w Ko­mu­nii św. To jest sed­no, to jest naj­waż­niej­sze. In­ne rze­czy i trud­no­ści – a i one się po­ja­wią – sta­ją się wte­dy ma­ło war­te.

Pa­pież Fran­ci­szek za­chę­ca nas, aby­śmy nie by­li tyl­ko kon­su­men­ta­mi i nie przy­cho­dzi­li na go­to­we. Czy w tym mo­men­cie moż­na jesz­cze po­móc w przy­go­to­wa­niach?

– Na­szą roz­mo­wę mo­gli­by­śmy za­koń­czyć ape­lem o włą­cze­nie się w mia­rę moż­li­wo­ści w przy­go­to­wa­nie te­go spo­tka­nia. W ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej po­nad 30 tys. wo­lon­ta­riu­szy pa­ra­fial­nych już od daw­na przy­go­to­wu­je noc­le­gi, szko­ły, do­my pry­wat­ne, wy­ży­wie­nie, trans­port, pro­gram dla tych, któ­rzy za­miesz­ka­ją w ich pa­ra­fiach. Moż­na się więc za­in­te­re­so­wać, do ja­kiej pra­cy przy­da­ła­by się do­dat­ko­wa pa­ra rąk. Pa­ra­fial­ny wo­lon­ta­riat to świet­na spra­wa z punk­tu wi­dze­nia na­wią­zy­wa­nia no­wych re­la­cji. Na fi­nal­ne spo­tka­nie z pa­pie­żem w To­ron­to szli­śmy w to­wa­rzy­stwie tych, któ­rzy w pa­ra­fii to­wa­rzy­szy­li nam przez ca­ły czas. Przy­jaź­nie i zna­jo­mo­ści tam za­wią­za­ne trwa­ją do dziś. Lu­dzie sta­ją się dla sie­bie na­wza­jem da­rem mi­ło­sier­dzia. Na­wet naj­mniej­szy gest bar­dzo się li­czy.

Ma Ksiądz bar­dzo bo­ga­te ŚDM-owie do­świad­cze­nie. Z per­spek­ty­wy wie­lu spo­tkań na świe­cie i w die­ce­zjach, co Księ­dza zda­niem jest w nich naj­waż­niej­sze­go?

– Za każ­dym ra­zem by­ło ina­czej. Oczy­wi­ście, naj­waż­niej­sze jest du­cho­we prze­ży­cie i wy­nie­sie­nie z ŚDM tre­ści, któ­re za­pa­da­ją głę­bo­ko w pa­mięć i ser­ce. Ha­sło, hymn, at­mos­fe­ra po­zo­sta­ją na… ca­łe ży­cie. Tym się po pro­stu ży­je. Wie­lu uczest­ni­ków sta­je się po­tem am­ba­sa­do­ra­mi ŚDM, prze­ka­zu­jąc treść i prze­sła­nie in­nym. Kon­kret­nym owo­cem Dni jest też po­czu­cie Ko­ścio­ła ja­ko wspól­no­ty. Do­świad­cze­nie mło­de­go Ko­ścio­ła. W Syd­ney na­po­tka­ny na uli­cy czło­wiek po­wie­dział nam: „Ty­le do­bre­go, ile zro­bi­li­ście tu dla Ko­ścio­ła swo­ją kil­ku­dnio­wą obec­no­ścią, Ko­ściół nie miał przez sto lat”. I o to prze­cież cho­dzi – aby po­ka­zać świa­tu, że Ko­ściół to ży­wa wspól­no­ta zmar­twych­wsta­łe­go Je­zu­sa Chry­stu­sa.

I kla­sycz­ne py­ta­nie o po­ko­le­nie JP2. Ist­nie­je?

– Świę­te­mu Ja­no­wi Paw­ło­wi II uda­ło się za­po­cząt­ko­wać po­ko­le­nie „eś­de­emow­ców”. Chy­ba się do nie­go za­li­czam, bo mi­mo wie­ku, już się za­sta­na­wiam, gdzie bę­dzie ko­lej­ne spo­tka­nie.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę!

 

Wstępniak

Jola Tęcza-ĆwierzZa do­brych cza­sów – wspo­mi­nał kie­dyś Jan Pa­weł II – li­czy­łem wa­ka­cje we­dług ilo­ści ognisk, we­dług ilo­ści no­cy prze­spa­nych pod na­mio­tem. Je­że­li by­ła ich od­po­wied­nia ilość, wte­dy by­ły też do­bre wa­ka­cje.

To praw­da. Wa­ka­cje moż­na mieć al­bo je prze­żyć. Wszyst­ko za­le­ży od te­go, co zro­bi­my z cza­sem. Moż­na po­je­chać w eg­zo­tycz­ne kra­je, spać w luk­su­so­wych ho­te­lach i ką­pać się wśród raf ko­ra­lo­wych. Ale co z te­go? Naj­dłu­żej pa­mię­ta się te wa­ka­cje zwy­czaj­ne, z ludź­mi, z któ­ry­mi war­to się do­brze zmę­czyć, że­by zo­ba­czyć ra­zem coś pięk­ne­go.

Ja rów­nież, kie­dy słoń­ce moc­no świe­ci w re­dak­cyj­ne okno, od ra­zu wy­łą­czy­ła­bym kom­pu­ter, po­szła na zie­lo­ną traw­kę i po­ło­ży­ła się na pach­ną­cej łą­ce. No, ale jesz­cze nie mo­gę. Mu­szę skoń­czyć pi­sa­nie, a po­tem... szy­ku­ję się na Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży!

Cy­to­wa­ny na po­cząt­ku Pa­pież-Po­lak już w dniu in­au­gu­ra­cji pon­ty­fi­ka­tu, w swo­im pierw­szym prze­mó­wie­niu z okna Pa­ła­cu Apo­stol­skie­go za­wo­łał do nas: „Wy je­ste­ście przy­szło­ścią świa­ta! Wy je­ste­ście na­dzie­ją Ko­ścio­ła! Wy je­ste­ście mo­ją na­dzie­ją!”. Ogrom­ne zna­cze­nie mia­ły dla nie­go spo­tka­nia z mło­dy­mi ludź­mi. W koń­cu był ini­cja­to­rem i po­my­sło­daw­cą ŚDM. To on stwo­rzył nam prze­strzeń, gdzie łą­czy się mło­dzież ca­łe­go świa­ta.

Te­ma­tem „pol­skich” ŚDM bę­dzie mi­ło­sier­dzie. Pa­pież Fran­ci­szek od po­cząt­ku swe­go pon­ty­fi­ka­tu pod­kre­śla, że to ono zmie­nia świat. W swo­ich roz­mo­wach z mło­dy­mi, po­przez kie­ro­wa­ne do nich orę­dzia, prze­mó­wie­nia i prze­sła­nia, „po­py­cha” nas do od­kry­wa­nia mi­ło­sier­dzia ja­ko re­wo­lu­cyj­nej si­ły i „wzo­ru na szczę­ście”. ŚDM w Ro­ku Mi­ło­sier­dzia od­bę­dą się w mie­ście, któ­re jest na­zy­wa­ne je­go sto­li­cą.

Dzię­ki ŚDM na­ro­dzi­ła się no­wa ge­ne­ra­cja mło­dych, któ­rzy chcą na­le­żeć do Chry­stu­sa i do Ko­ścio­ła. Mło­dzi ca­łe­go świa­ta są świa­dec­twem, że wia­ra jest moż­li­wa tak­że dziś.
Za­chę­cam Was go­rą­co do udzia­łu w ŚDM! Pro­po­nu­ję rów­nież udział w na­szym wa­ka­cyj­nym kon­kur­sie. Do wy­bo­ru dwie ka­te­go­rie: Zo­stań bo­ha­te­rem! oraz ŚDM w Two­ich oczach (szcze­gó­ły na str. …) Na­gro­dy cze­ka­ją! Ży­czę wam pięk­nych, sło­necz­nych i ra­do­śnie prze­ży­tych wa­ka­cji! Do zo­ba­cze­nia w sierp­niu!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go

Nagie fakty o zakochaniu

Je­śli za­ko­cha­nie to dla cie­bie ma­gia, li­ry­ka, ta­jem­ni­cza „che­mia” – nie czy­taj. Bo już nic nie bę­dzie ta­kie sa­mo.

Kie­dy czu­jesz mo­ty­le w brzu­chu, ko­ła­ta­nie ser­ca, kie­dy cią­gle my­ślisz o „tej” oso­bie, wiedz, że coś się dzie­je. Ten stan emo­cjo­nal­ne­go za­an­ga­żo­wa­nia to za­ko­cha­nie. Czy wiesz, co wte­dy dzie­je się w two­im mó­zgu?

Ana­li­za da­nych

Kie­dy spo­ty­kasz no­wą oso­bę, twój mózg in­ten­syw­nie zbie­ra da­ne. Ro­bi to za po­mo­cą na­rzą­dów zmy­słów. Każ­dy z nich ma zna­cze­nie. Wzrok nie tyl­ko re­je­stru­je wy­gląd ze­wnętrz­ny dru­giej oso­by. W 2004 r na­ukow­cy (Alva­rez i Jaf­fe) prze­pro­wa­dzi­li eks­pe­ry­ment, któ­ry po­ka­zał, że pa­ry czę­sto do­bie­ra­ją się na za­sa­dzie fi­zycz­ne­go po­do­bień­stwa w ry­sach twa­rzy! Nasz mózg zbie­ra da­ne wzro­ko­we, słu­cho­we, do­ty­ko­we... i to, co po­wie mu nos. Choć nie zda­jesz so­bie te­go spra­wy, zna­cze­nie te­go ostat­nie­go jest bar­dzo du­że. To on ma do czy­nie­nia z ta­jem­ni­czy­mi fe­ro­mo­na­mi, któ­rych skład i do­kład­ne funk­cje nie są jesz­cze zna­ne. Są to sub­stan­cje wy­dzie­la­ne przez skó­rę i od­dech. Ba­da­cze przy­pusz­cza­ją, że za­wie­ra­ją in­for­ma­cje o ge­nach. Praw­do­po­dob­nie ma­ją klu­czo­wy wpływ na to, czy da­na oso­ba bę­dzie po­strze­ga­na ja­ko atrak­cyj­na.

Oprócz te­go na to, czy się za­ko­chasz, ma­ją wpływ do­dat­ko­we czyn­ni­ki. Jest na to więk­sza szan­sa, je­śli spo­tka­niu oso­by bę­dą to­wa­rzy­szyć sil­ne emo­cje (nie­zwią­za­ne bez­po­śred­nio z nią). Je­śli prze­ży­wasz strach, ra­dość czy eks­cy­ta­cję (np. wa­ka­cyj­ną przy­go­dą), jest więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że rów­nież w no­wą re­la­cję za­an­ga­żu­jesz się emo­cjo­nal­nie.

foto_01-03_12-2016

Spraw­cy za­mie­sza­nia

Gdy mózg w ułam­ki se­kund wy­ko­nał już ana­li­tycz­ną pra­cę, po­dej­mu­je de­cy­zję. Je­śli jest po­zy­tyw­na dla two­jej po­ten­cjal­nej sym­pa­tii... to wte­dy za­czy­na się dziać – zo­bacz opis wy­żej. Ru­sza mó­zgo­wa fa­bry­ka hor­mo­nów i moż­na śmia­ło po­wie­dzieć, że pod ich wpły­wem nie je­steś do koń­ca tą sa­mą oso­bą co za­wsze. Któ­re z nich ma­ją w tym swój udział? I co z to­bą ro­bią?

Za­czy­na 2-fe­ny­lo­ety­lo­ami­na (PEA). Od­po­wia­da za szyb­ki rytm ser­ca, za­ró­żo­wio­ne po­licz­ki, błysz­czą­ce oczy. I uru­cha­mia bu­rzę ko­lej­nych hor­mo­nów i neu­ro­prze­kaź­ni­ków. Na­stęp­na jest do­pa­mi­na. To hor­mon, któ­ry za­kła­da ci ró­żo­we oku­la­ry. Po pro­stu nie wi­dzisz jego/jej wad, w ogó­le o tym nie my­ślisz! Do­pa­mi­na spra­wia też, że „ca­ła (ca­ły) je­steś w skow­ron­kach”. Ak­ty­wu­je ona w mó­zgu układ na­gro­dy – kon­takt z „tą” oso­bą zwięk­sza po­ziom do­pa­mi­ny, a co za tym idzie – po­ziom two­jej eu­fo­rii. Na do­kład­kę do­sta­jesz zwięk­szo­ny po­ziom no­ra­dre­na­li­ny, któ­ra oprócz zwięk­sze­nia ci­śnie­nia po­pra­wia two­ją wy­dol­ność fi­zycz­ną. Je­śli czu­jesz, że mo­żesz te­raz gó­ry prze­no­sić, to wła­śnie dzię­ki niej.

Wia­do­mo jed­nak, że nie za­wsze jest tak ko­lo­ro­wo. Brak kon­tak­tu z obiek­tem two­ich uczuć mo­żesz przy­pła­cić apa­tią, pro­ble­ma­mi z kon­cen­tra­cją, po­nu­ry­mi my­śla­mi. Za twój stan od­po­wie­dzial­na jest se­ro­to­ni­na, a ra­czej spa­dek jej ilo­ści. Kon­takt z nim/nią na no­wo uru­cha­mia fa­bry­kę szczę­ścia. Ak­tyw­ność two­je­go mó­zgu jest zbli­żo­na do te­go, jak funk­cjo­nu­je mózg ko­ka­ini­sty.

Czy­sta bio­lo­gia?

Cho­ciaż ro­ze­bra­li­śmy stan za­ko­cha­nia na czyn­ni­ki pierw­sze, i tak, gdy cię do­pad­nie, nic nie po­ra­dzisz na to, co się dzie­je. Jest jed­nak coś, na co za­wsze masz wpływ. Cho­dzi o to, co zro­bisz. Po­pły­niesz na fa­li hor­mo­nów, czy ogar­niesz się na ty­le, by za­wsze mieć na wzglę­dzie do­bro swo­je i dru­giej oso­by?

Oczy­wi­ście ży­czę ci roz­sąd­ku. Gdy­by cię jed­nak za­wo­dził, za­wsze mo­żesz po­my­śleć: Stop! To tyl­ko ta zwa­rio­wa­na do­pa­mi­na!

 

Mag­da­le­na Urlich