Modlitwa w ciszy

Nie jest zwy­kłą czyn­no­ścią ludz­ką, po­nie­waż do­ty­ka wnę­trza two­je­go czło­wie­czeń­stwa, te­go ta­jem­ni­cze­go sank­tu­arium, gdzie prze­by­wasz sam na sam z ży­wym Bo­giem. Mo­dli­twa nie ozna­cza uciecz­ki ani wzlo­tu ku nie­bo­skło­no­wi czy ku in­nej ga­lak­ty­ce. Mo­dlić się to nie upięk­szać sie­bie czy też kre­ować się na no­wo. Mo­dlić się zna­czy pe­ne­tro­wać naj­głęb­sze za­ka­mar­ki du­szy, by od­kryć, kim je­steś i gdzie je­steś.

Ist­nie­je wie­le po­jęć i wy­obra­żeń o mo­dli­twie. Roz­mo­wa z Bo­giem. Proś­ba. Uwiel­bie­nie. Dzięk­czy­nie­nie. Sło­wa. Dia­log (mo­no­log?). Czło­wiek gu­bi się w tym wszyst­kim, czu­je się zmę­czo­ny, aż w koń­cu od­cho­dzi... Jak bar­dzo skom­pli­ko­wa­li­śmy mo­dli­twę! Uczy­ni­li­śmy ją ludz­ką ak­tyw­no­ścią i to na­wet w do­brej in­ten­cji!

Więc mo­że czas po­wró­cić do źró­dła? Do tych prze­wod­ni­ków, któ­rzy przed to­bą i przede mną prze­szli już tę du­cho­wą wę­drów­kę a dziś uzna­ni zo­sta­li za „dok­to­rów Ko­ścio­ła” – czy­li tych, któ­rzy w tej kwe­stii ma­ją na­praw­dę coś do po­wie­dze­nia.

foto_01-03_22-2016

Czym dla nich by­ła mo­dli­twa?

Mo­dli­twa we­wnętrz­na nie jest to, zda­niem mo­im, nic in­ne­go, je­no po­uf­ne i przy­ja­ciel­skie prze­by­wa­nie z Bo­giem... Z tym, o któ­rym wie­my, że nas mi­łu­je (Te­re­sa z Ávi­la, Ży­cie, 8, 5).

Czy ro­zu­miesz? Mo­dli­twa to nie (tyl­ko) sło­wa, na­wet naj­pięk­niej­sze. Na­wet te uwiel­bie­nia czy dzięk­czy­nie­nia...

Mo­dli­twa to prze­by­wa­nie z Bo­giem. Czy­li „by­cie z...”. Tak, jak w jed­nym po­ko­ju mo­że być ra­zem ze so­bą dwóch przy­ja­ciół, mąż z żo­ną, ob­lu­bie­niec z ob­lu­bie­ni­cą... Aby „prze­by­wać z Bo­giem” nie mu­sisz na­wet nic mó­wić! Wy­star­czy tyl­ko, że­byś był! Dla Nie­go! Bo „na mo­dli­twie nie cho­dzi o to, że­by du­żo mó­wić, lecz że­by du­żo ko­chać” (Te­re­sa z Ávi­la).

Za­milcz i otwórz się

Czło­wiek nie jest przy­zwy­cza­jo­ny do prze­by­wa­nia z Bo­giem w ci­szy, tzn. bez słów i bez in­ten­cji. Wo­li mó­wić coś. Co­kol­wiek. Wo­li „pro­wa­dzić” dia­log, przed­sta­wiać po­trze­by Ko­ścio­ła, świa­ta i swo­je. Wte­dy ma świa­do­mość, że „coś zro­bił”, był ak­tyw­ny, „nie mar­no­wał cza­su”. Że „zaj­mo­wał się Bo­giem” i Je­go spra­wa­mi.

Tym­cza­sem na mo­dli­twie we­wnętrz­nej to wszyst­ko trze­ba wła­śnie zo­sta­wić... Trze­ba cał­ko­wi­cie za­milk­nąć i otwo­rzyć swo­je du­cho­we an­te­ny na obec­ność Trój­je­dy­ne­go.

Trze­ba „nic nie mó­wić”, a za to po­zwo­lić Bo­gu dzia­łać! Bo ten czas na­le­ży do Nie­go! Trze­ba po­zwo­lić „dać się prze­mie­niać” przez Nie­go i na Je­go ob­raz. I to jest wła­śnie trud­ne... Do te­go nie je­ste­śmy przy­zwy­cza­je­ni...

Czło­wiek nie chce od­dać ini­cja­ty­wy Bo­gu. Nie chce, by Bóg dzia­łał w je­go wnę­trzu i prze­mie­niał Go. Nie przy­zna się do te­go wprost, ale w pod­świa­do­mo­ści od­czu­wa, że Bóg jest nie­bez­piecz­ny... Że jest nie­obli­czal­ny... Że je­śli­by na­praw­dę po­zwo­lić Mu dzia­łać, to mógł­by zro­bić z na­mi coś, cze­go nie chce­my... Mo­że dla­te­go mo­dli­twa w ci­szy nie jest po­pu­lar­na?...

 

 

An­drzej Mu­sza­la

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Kiedy chłopaki płaczą

Mę­ska przy­jaźń to szcze­gól­ny ro­dzaj re­la­cji. Trud­ny do opi­sa­nia, gdyż staw­ką jest coś wię­cej niż wspól­ne wyj­ście na mecz. Ta­ka re­la­cja to wul­kan do­brej ener­gii, któ­ry da­je si­łę do zmie­nia­nia świa­ta! I po­wiedz­my so­bie szcze­rze, nie „za­ofe­ru­je” ci te­go na­wet naj­wspa­nial­sza „dam­ska przy­ja­ciół­ka”.

Od­kry­cie toż­sa­mo­ści

Co za­tem da ci przy­jaźń mę­sko– mę­ska, cze­go próż­no szu­kać u two­ich ko­le­ża­nek? W re­la­cji z dru­gim fa­ce­tem mo­żesz bu­do­wać swo­ją mę­ską toż­sa­mość, czy­li od­kry­wać, kim na­praw­dę je­steś ja­ko męż­czy­zna. Te­go nie po­wie ci ma­ma ani ko­le­żan­ka. Toż­sa­mość męż­czy­zny to je­go ro­la do speł­nie­nia w tym świe­cie, mi­sja, naj­waż­niej­sze za­da­nie. Świet­nie pi­sze o tym John El­dred­ge w książ­ce Dzi­kie ser­ce. Tę­sk­no­ty mę­skiej du­szy. Aby męż­czy­zna czuł się speł­nio­ny, mu­si sto­czyć bi­twę (czy­li wy­grać ze swy­mi sła­bo­ścia­mi), prze­żyć przy­go­dę i ura­to­wać pięk­ną. Ko­lej­ność nie­przy­pad­ko­wa – do­pie­ro wte­dy, gdy męż­czy­zna ugrun­tu­je swo­ją toż­sa­mość (czy­li sto­czy bi­twę i prze­ży­je przy­go­dę w mę­skim gro­nie!), ma szan­sę do­brze za­opie­ko­wać się wy­bran­ką ser­ca. Z te­go po­wo­du każ­da dziew­czy­na po­win­na zro­bić wszyst­ko, aby jej chło­pak miał praw­dzi­we­go przy­ja­cie­la!

foto_01-02_22-2016

Po dru­gie, mę­ska przy­jaźń da­je oka­zję do współ­za­wod­nic­twa i mo­ty­wu­je do dą­że­nia do do­sko­na­ło­ści. Choć męż­czyź­ni też są wraż­li­wi, to w szli­fo­wa­niu cha­rak­te­ru nie bra­ku­je im szorst­ko­ści – mó­wią pro­sto z mo­stu. O wie­le bar­dziej lu­bią kon­kret­ny przy­dział za­dań niż dłu­gie ga­da­nie, by wresz­cie wy­snuć wspól­nie ja­kiś wnio­sek. Tak za­har­to­wa­ny chło­pak mo­że zmie­niać świat i wal­czyć z prze­ciw­no­ścia­mi lo­su. Czy miał­by w so­bie ty­le si­ły, gdy­by nie sły­szał nic in­ne­go oprócz np.: „Sy­necz­ku, je­steś mo­im ma­lut­kim skar­bem, wszyst­ko bę­dzie do­brze” ?

Ta­ta

Szcze­gól­nym ro­dza­jem mę­skiej re­la­cji jest przy­jaźń oj­ca i sy­na. Ma szan­sę być jed­ną z naj­trwal­szych wię­zi, ja­kie zbu­du­jesz w ży­ciu, bo pra­cu­jesz nad nią od dzie­ciń­stwa. Naj­pierw wspól­nie czy­ta­cie baj­ki, ba­wi­cie się w pi­ra­tów al­bo ry­ce­rzy, bu­du­je­cie ko­lej­kę. Po­tem po­da­jesz ta­cie klu­cze, gdy re­pe­ru­je­cie do­mo­we uster­ki i maj­ster­ku­je­cie w warsz­ta­cie. Aż w koń­cu są mę­skie roz­mo­wy o dziew­czy­nach, garść rad na no­wą dro­gę ży­cia a mo­że i wyj­ście na pi­wo po prze­kro­cze­niu „osiem­nast­ki”. W re­la­cję ojciec–syn jest też wpi­sa­ny mło­dzień­czy bunt i sa­mo­dziel­ne po­szu­ki­wa­nie, czy pro­po­no­wa­ne przez ta­tę za­sa­dy ma­ją sens. Naj­waż­niej­szy jest przy­kład – syn mu­si zo­ba­czyć, że oj­ciec ży­je tak, jak wie­rzy, a nie wie­rzy tak, jak ży­je. Je­śli tak się dzie­je, mię­dzy męż­czy­zna­mi dwóch po­ko­leń ugrun­to­wu­je się fan­ta­stycz­na przy­jaźń.

Re­la­cja z ta­tą róż­ni się od tej z ró­wie­śni­ka­mi, bo wpi­su­je się w nią men­to­ring. Men­tor to ktoś star­szy, do­świad­czo­ny, kto po­ma­ga od­kry­wać po­ten­cjał ucznia. Da­je wie­dzę, zro­zu­mie­nie i wspar­cie emo­cjo­nal­ne, dla­te­go uczeń chce go na­śla­do­wać. To mo­że za­dzia­łać na li­nii ta­ta – syn. Jed­nak do­brze wie­my, że na­sze ro­dzin­ne do­my to nie za­wsze sie­lan­ka i cza­sem na­praw­dę trud­no się do­ga­dać. War­to się wte­dy ro­zej­rzeć za in­nym star­szym męż­czy­zną, z któ­re­go przy­kła­du mo­gli­by­śmy czer­pać.

Chło­pa­ki też pła­czą

Gdzie szu­kać kumpla–przyjaciela? Tam, gdzie mo­żesz się roz­wi­jać przez współ­za­wod­nic­two: na si­łow­ni, bież­ni czy obo­zie prze­trwa­nia. Ale przy­ja­cie­la moż­na też po­znać w szko­le, we wspól­no­cie, na warsz­ta­tach lub gdzie­kol­wiek in­dziej, gdy tyl­ko je­steś na to go­to­wy i… nie szu­kasz na si­łę.

A kie­dy moż­na po­wie­dzieć, że to już przy­jaźń? Wów­czas, gdy w to­wa­rzy­stwie dru­gie­go chło­pa­ka prze­sta­jesz się przej­mo­wać prze­są­da­mi, że np. chło­pa­ki nie pła­czą. Pła­czą – tyl­ko nie na oczach ca­łe­go świa­ta, ale w obec­no­ści naj­lep­sze­go przy­ja­cie­la.

 

Mar­cin No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Poszukiwany: przyjaciel

Masz 724 zna­jo­mych na fej­sie. Czy wśród nich jest twój przy­ja­ciel?

Przy­jaźń spra­wia, że roz­wi­ja­my się w bli­sko­ści dru­gie­go czło­wie­ka i dzię­ki nie­mu, nie tra­cąc jed­no­cze­śnie swo­jej wol­no­ści.

Je­dy­ne, co mia­ło ja­kieś zna­cze­nie to to, że zna­la­złam mo­je­go pierw­sze­go przy­ja­cie­la, a tym sa­mym za­czę­łam na­praw­dę żyć” – na­pi­sa­ła To­ve Jans­son, au­tor­ka „Mu­min­ków”. Nie­miec­ki po­eta J. W. Go­ethe po­wie­dział, że do­pie­ro przy­jaźń uczy­ni­ła świat „za­miesz­ka­łym ogro­dem” – bez niej jest on pu­sty i smut­ny.

Wra­ca­jąc do fej­sa – któ­ry spo­śród two­ich wir­tu­al­nych zna­jo­mych spra­wia, że na­praw­dę ży­jesz? Czy jest ktoś, bez ko­go twój świat był­by pu­sty i smut­ny? Je­śli choć je­den awa­tar jest w re­alu two­im przy­ja­cie­lem, je­steś szczę­ścia­rzem.

foto_01-01_22-2016

Zna­jo­mi i przy­ja­cie­le

Przy­jaźń to bli­ska re­la­cja z in­nym czło­wie­kiem, opar­ta na sza­cun­ku, wza­jem­nym po­sza­no­wa­niu god­no­ści i wspól­nych ide­ałach. Być czy­imś przy­ja­cie­lem ozna­cza być przy jaź­ni, czy­li bli­sko czy­jejś świa­do­mo­ści, tuż obok ja dru­giej oso­by – jej my­śli, pra­gnień, po­trzeb. Przy­jaźń to wię­cej niż ko­le­żeń­stwo, a mniej niż mi­łość.

Bu­do­wa­nie ta­kiej re­la­cji jest cza­so­we i pra­co­chłon­ne. Nie jest więc moż­li­we, aby mieć pięt­na­stu lub choć­by dzie­się­ciu praw­dzi­wych przy­ja­ciół.

A cza­sem chcie­li­by­śmy się tym po­chwa­lić, bo to ozna­ka na­szej po­pu­lar­no­ści, to do­wód, że je­ste­śmy „kimś” i in­ni się z na­mi li­czą. W rze­czy­wi­sto­ści mo­że­my mieć kło­pot z „po­dzia­łem” ota­cza­ją­cych nas osób na przy­ja­ciół i bar­dzo do­brych zna­jo­mych. Po czym po­znać praw­dzi­we­go przy­ja­cie­la?

Czy masz czas?

W świe­cie, w któ­rym ży­je­my szyb­ciej od pręd­ko­ści świa­tła, jed­ną z naj­cen­niej­szych rze­czy, któ­re mo­że­my ofia­ro­wać dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, jest czas. An­selm Grün, be­ne­dyk­tyń­ski mnich na­pi­sał o sym­bo­lach przy­jaź­ni. Nie są ni­mi ko­mór­ka i e-ma­il, ale list – tra­dy­cyj­ny, sta­ro­mod­ny, w ko­per­cie, bo na­pi­sa­nie go wy­ma­ga na­my­słu i cza­su.

Praw­dzi­wy przy­ja­ciel znaj­dzie więc go­dzi­nę al­bo dwie, że­by być ra­zem. Waż­na jest obec­ność fi­zycz­na, nie wir­tu­al­na – kli­ka­jąc na mes­sen­ge­rze, ni­gdy nie je­ste­śmy w ca­ło­ści dla dru­giej oso­by. Prze­cież w cza­sie ta­kiej roz­mo­wy moż­na luk­nąć na pa­rę stro­nek, po­czy­tać za­jaw­ki ar­ty­ku­łów, wy­ha­czyć oka­zje na al­le­gro, po­słu­chać no­wych ka­wał­ków ulu­bio­ne­go ra­pe­ra. Kon­takt wir­tu­al­ny za­wsze bę­dzie uzu­peł­nie­niem al­bo na­miast­ką – ni­gdy fun­da­men­tem przy­jaź­ni. Ten bu­du­je się oko w oko. A za­tem: czy masz czas na praw­dzi­wą przy­jaźń?

 

Mar­cin No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Jola Tęcza-Ćwierz

Nie je­ste­śmy stwo­rze­ni do sa­mot­no­ści. Cier­pi­my, kie­dy in­ni o nas za­po­mi­na­ją, gdy nas lek­ce­wa­żą czy igno­ru­ją. Po­trze­bu­je­my wię­zi jak tle­nu, dla­te­go szu­ka­my bli­sko­ści, spo­tkań, re­la­cji... Przy­jaźń jest nie­zwy­kłą for­mą kon­tak­tu, po­nie­waż da­je po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa. Przy­ja­ciel to wi­dzial­na wer­sja anio­ła stró­ża. Dzię­ki nie­mu nie bo­ję się wyjść na spo­tka­nie z ota­cza­ją­cą mnie rze­czy­wi­sto­ścią. Przy­ja­ciel sza­nu­je mnie po­mi­mo te­go, że bar­dziej niż in­ni zda­je so­bie spra­wę z mo­ich wad i sła­bych stron. To po­cie­sza­ją­ce... Jed­nak wbrew po­wszech­ne­mu prze­ko­na­niu, przy­ja­ciel nie jest kimś, kto wie o mnie wszyst­ko. Ale po­tra­fi mnie ko­chać nie­za­leż­nie od te­go, cze­go się o mnie do­wie.

Przy­jaźń mię­dzy ludź­mi wy­ma­ga cza­su i cier­pli­wo­ści. Wy­ma­ga też wza­jem­ne­go po­zna­nia, kie­ro­wa­nia się po­dob­ny­mi war­to­ścia­mi i za­sa­da­mi mo­ral­ny­mi. Pięk­nie pi­sze o tym An­to­ine de Sa­int-Exu­péry w „Ma­łym Księ­ciu”. Bo­ha­ter po­wie­ści za­czy­na bu­do­wa­nie przy­jaź­ni od opusz­cze­nia wła­snej pla­ne­ty – nie sku­pia się na sa­mym so­bie, uwal­nia się od ego­izmu. Wie, że przy­jaź­ni nie zbu­du­je ktoś nie­uf­ny, prze­ce­nia­ją­cy sa­me­go sie­bie al­bo prze­ko­na­ny, że nie ma na świe­cie ko­goś rów­nie szla­chet­ne­go i wraż­li­we­go, jak on sam. Kie­dy Ma­ły Ksią­żę spo­ty­ka li­sa, ten wy­ja­śnia mu za­sa­dy bu­do­wa­nia przy­jaź­ni. Po pierw­sze, trze­ba być bar­dzo cier­pli­wym. Praw­dzi­wa przy­jaźń wy­ma­ga cza­su. Po dru­gie, trze­ba umieć mil­czeć, bo mo­wa by­wa źró­dłem nie­po­ro­zu­mień. Trze­ba stop­nio­wo oswa­jać dru­gą oso­bę w spo­sób de­li­kat­ny, nie­na­tar­czy­wy. Trze­ba wi­dzieć w niej to, co mo­że być nie­wi­dzial­ne dla oczu in­nych: god­ność, wraż­li­wość, aspi­ra­cje i pra­gnie­nia. Po trze­cie, trze­ba być wier­nym i od­po­wie­dzial­nym za to, co się oswo­iło.

Cóż wiel­kie­go – przy­ja­ciel – po­my­ślisz. Prze­cież mam zna­jo­mych, ko­le­gów, ku­zy­na, sio­strę i psa. Czy to są re­la­cje przy­ja­ciel­skie? Za­sta­nów się, tak uczci­wie – czy masz choć jed­ną oso­bę, z któ­rą mo­żesz po­roz­ma­wiać o spra­wach po­waż­nych i trud­nych, na któ­rą mo­żesz li­czyć w każ­dej sy­tu­acji? Afry­kań­skie przy­sło­wie mó­wi, że „czło­wiek jest dla czło­wie­ka naj­lep­szym le­kar­stwem”. Z ca­łe­go ser­ca ży­czę Ci ta­kie­go le­ku.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go