Niezwykłe motyle

Są de­li­kat­ne, ko­lo­ro­we i ży­ją za­le­d­wie kil­ka dni. Moż­na je spo­tkać na każ­dym kon­ty­nen­cie po­za An­tark­ty­dą. Na ca­łym świe­cie ży­je ich po­nad 150 tys. ga­tun­ków. Ma­ją fa­scy­nu­ją­cy cykl ży­cio­wy: z nie­zbyt atrak­cyj­nej gą­sie­ni­cy prze­kształ­ca­ją się w bu­dzą­cą za­chwyt po­stać do­ro­słą, zwa­ną ima­go. Mo­ty­le są zmien­no­ciepl­ne. Nie po­tra­fią wzbić się w po­wie­trze, za­nim ich cia­ła nie osią­gną od­po­wied­niej tem­pe­ra­tu­ry (z re­gu­ły ok. 30 st. C). Dla­te­go czę­sto moż­na za­ob­ser­wo­wać wy­grze­wa­ją­ce się na słoń­cu owa­dy z roz­ło­żo­ny­mi pła­sko skrzy­dła­mi.

foto_01-03_20-2016

Ła­twiej­sze ży­cie ma­ją ga­tun­ki o ciem­nym ubar­wie­niu, np. Bat­tus po­ly­da­mas, po­nie­waż ich na­tu­ral­ne „pa­ne­le sło­necz­ne” sku­tecz­niej i szyb­ciej gro­ma­dzą ener­gię. Nie­któ­re mo­ty­le po­tra­fią w po­my­sło­wy spo­sób chro­nić się przed na­tu­ral­ny­mi wro­ga­mi: ru­sał­ka pa­wik, sie­dzą­ca ze zło­żo­ny­mi skrzy­dła­mi, wy­glą­da jak uschnię­ty liść po­krzy­wy. Na­to­miast za­wi­sak bo­ro­wiec do­sto­so­wał swo­je bar­wy do de­se­ni na ko­rze drzew do te­go stop­nia, że na tym tle sta­je się nie­mal nie­wi­docz­ny.

 

 

Jak się wybiera papieża?

Cum cla­ve”, czy­li pod klu­czem. „Conc­la­ve” ozna­cza więc za­mknię­te po­miesz­cze­nie. Ale też wy­bór pa­pie­ża, gdy kar­dy­na­ło­wie są od­cię­ci od świa­ta. Jak wy­bie­ra się pa­pie­ży i dla­cze­go jest to wy­da­rze­nie li­tur­gicz­ne?

Kon­sty­tu­cja apo­stol­ska Uni­ver­si Do­mi­ni­ci gre­gis za­wie­ra re­gu­ły wy­bo­ru pa­pie­ży. Jan Pa­weł II za­zna­czył w niej, że ma to cha­rak­ter sa­kral­ny. Kon­kla­we od­by­wa­ją się w Ka­pli­cy Syk­styń­skiej, gdzie, z jed­nej stro­ny „czyn­no­ści li­tur­gicz­ne do­brze łą­czą się z for­mal­no­ścia­mi praw­ny­mi”, a z dru­giej stro­ny „elek­to­rzy mo­gą le­piej przy­go­to­wać się du­cho­wo na przy­ję­cie we­wnętrz­nych po­ru­szeń Du­cha Świę­te­go”.

foto_01-02_20-2016

Or­ga­nem, któ­re­mu po­wie­rzo­no wy­bór pa­pie­ża jest ko­le­gium kar­dy­nal­skie. Pierw­sze gło­so­wa­nie po­prze­dza uro­czy­sta Msza św. wo­tyw­na pro eli­gen­do Pa­pa (w in­ten­cji wy­bo­ru pa­pie­ża) w Ba­zy­li­ce św. Pio­tra w Wa­ty­ka­nie. Po­tem kar­dy­na­ło­wie w uro­czy­stej pro­ce­sji, wzy­wa­jąc śpie­wem Ve­ni Cre­ator po­mo­cy Du­cha Świę­te­go, prze­cho­dzą do Ka­pli­cy Syk­styń­skiej. Po zło­że­niu przy­się­gi ko­le­gium od­ma­wia­ją spe­cjal­ną mo­dli­twę.

Każ­dy kar­dy­nał elek­tor po za­pi­sa­niu na kar­cie imie­nia kan­dy­da­ta na pa­pie­ża wrzu­ca ją do urny na oł­ta­rzu. Je­śli na żad­ne z imion nie pa­dły dwie trze­cie gło­sów, to za­rzą­dza się ko­lej­ne gło­so­wa­nia. Po trze­cim dniu gło­so­wań wy­bór za­wie­sza się na je­den dzień, aby kar­dy­na­ło­wie mie­li czas na mo­dli­twę, swo­bod­ną roz­mo­wę i me­dy­ta­cję.

O li­tur­gicz­nym cha­rak­te­rze te­go ak­tu świad­czy tak­że obec­ność Mi­strza Pa­pie­skich Ce­re­mo­nii Li­tur­gicz­nych, dwóch ce­re­mo­nia­rzy oraz pra­cow­ni­ków Za­kry­stii Pa­pie­skiej. W cza­sie wy­bo­ru pa­pie­ża kar­ty do gło­so­wa­nia przy­go­to­wu­ją i roz­dzie­la­ją wśród kar­dy­na­łów wła­śnie ce­re­mo­nia­rze, któ­rzy opusz­cza­ją ka­pli­cę na mo­ment gło­so­wa­nia. Po­wra­ca­ją, gdy gło­sy są już od­da­ne i po­li­czo­ne, aby spa­lić kar­ty do gło­so­wa­nia.

Po do­ko­na­niu wy­bo­ru Mistrz Pa­pie­skich Ce­re­mo­nii Li­tur­gicz­nych re­da­gu­je do­ku­ment do­ty­czą­cy przy­ję­cia wy­bo­ru przez no­we­go pa­pie­ża i ob­ra­ne­go przez nie­go imie­nia. Po­zo­sta­li kar­dy­na­ło­wie skła­da­ją Oj­cu Świę­te­mu wy­ra­zy czci i po­słu­szeń­stwa. Po czym no­wy pa­pież przed­sta­wia­ny jest Lu­do­wi Bo­że­mu i po raz pierw­szy udzie­la Bło­go­sła­wień­stwa Apo­stol­skie­go Urbi et Or­bi z bal­ko­nu Ba­zy­li­ki Wa­ty­kań­skiej.

 

Prze­mek Ra­dzyń­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Jedna kobieta, dwudziestu urzędników i przymusowa aborcja

Jest rok 1997. He­idi Fu wraz ze swo­im mę­żem Bo­bem de­cy­du­ją się na de­spe­rac­ką uciecz­kę z Chin. He­idi za­szła w cią­żę bez obo­wiąz­ko­we­go „po­zwo­le­nia na dziec­ko”. Gdy­by po­zo­sta­ła w kra­ju, nie­mal na pew­no zmu­szo­no by ją do abor­cji.

He­idi uda­ło się uciec, gdyż ukry­ła swą cią­żę i uda­jąc, że chce wy­je­chać na wa­ka­cje, wy­ku­pi­ła wy­ciecz­kę za­gra­nicz­ną. Dziś ra­zem z mę­żem Bo­bem miesz­ka­ją w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i sta­ra­ją się po­ma­gać ro­da­kom po­przez za­ło­żo­ną przez sie­bie fun­da­cję Chi­na Aid. Bob Fu opi­sał ich hi­sto­rię w świet­nej au­to­bio­gra­ficz­nej książ­ce „Taj­ny agent Bo­ga”.

foto_01-01_20-2016

23-let­nia Jian­mei Feng nie mia­ła ty­le szczę­ścia co Bob i He­idi. Sta­ra­ła się unik­nąć obo­wiąz­ko­wych wi­zyt u gi­ne­ko­lo­ga, do któ­re­go Chin­ki mu­szą zgła­szać się re­gu­lar­nie, by udo­wod­nić, że nie są w cią­ży. Mi­mo de­spe­rac­kich prób ukry­cia od­mien­ne­go sta­nu zo­sta­ła od­na­le­zio­na przez biu­ro pla­no­wa­nia ro­dzi­ny w Zhen­ping w pół­noc­no-środ­ko­wych Chi­nach. Si­łą wy­wle­czo­no ją w do­mu, uśpio­no za­strzy­kiem i za­bi­to jej – już wów­czas sied­mio­mie­sięcz­ne – nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. W szpi­ta­lu od­na­la­zła ją bra­to­wa a zro­bio­ne przez nią zdję­cie nie­przy­tom­nej dziew­czy­ny i le­żą­ce­go obok niej mar­twe­go ma­leń­stwa obie­gło ser­wi­sy spo­łecz­no­ścio­we. Część ro­da­ków na­zwa­ła Jian­mei zdraj­czy­nią, bo na­gło­śnie­nie jej hi­sto­rii za gra­ni­cą wy­wo­ła­ło kry­tycz­ne ko­men­ta­rze na te­mat chiń­skiej po­li­ty­ki lud­no­ścio­wej.

Bła­ga­nia o li­tość

33-let­nia Liu Xi­ven zo­sta­ła w środ­ku no­cy wy­cią­gnię­ta z łóż­ka i si­łą prze­wie­zio­na do pla­ców­ki, w któ­rej do­ko­na­no abor­cji jej sze­ścio­mie­sięcz­ne­go dziec­ka. Po jed­ną ko­bie­tę przy­szło aż dwu­dzie­stu urzęd­ni­ków. Liu Xi­ven mia­ła już kil­ku­let­nie­go sy­na i nie by­ła w sta­nie za­pła­cić ka­ry za dru­gie dziec­ko. Bła­ga­nia o li­tość nic nie po­mo­gły.

Każ­de­go dnia w Chi­nach za­bi­ja­nych jest 35 ty­się­cy nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci. Pod­czas nie­bez­piecz­nych za­bie­gów wie­lo­krot­nie umie­ra­ją rów­nież ko­bie­ty. Ro­dzi­com za­le­ży na tym, że­by – je­śli do­sta­ją po­zwo­le­nie tyl­ko na jed­ne­go po­tom­ka – za­cho­wać przy ży­ciu sy­na, mo­gą­ce­go w przy­szło­ści utrzy­mać ro­dzi­nę. Ni­ko­go nie dzi­wią ma­so­we za­bój­stwa dziew­czy­nek – przed i po na­ro­dze­niu. Ko­bie­ty, któ­re chcą zna­leźć pra­cę, mu­szą przed­sta­wić przy­szłym pra­co­daw­com spe­cjal­ny cer­ty­fi­kat pla­no­wa­nia ro­dzi­ny, czy­li do­ku­ment po­świad­cza­ją­cy, że nie ma­ją żad­ne­go „nie­le­gal­ne­go” dziec­ka. Je­śli przy oka­zji urzęd­ni­cy od­kry­ją, że ko­bie­ta jed­nak po­sia­da ta­kie „nie­le­gal­ne” dziec­ko, zo­sta­je pod­da­na przy­mu­so­wej ste­ry­li­za­cji a na­wet za­mknię­ta w wię­zie­niu. W cza­sie pro­ce­su – w prze­ci­wień­stwie do wszyst­kich in­nych prze­stęp­ców – nie ma pra­wa do ad­wo­ka­ta. „Nie­le­gal­ne” dzie­ci nie ma­ją pra­wa do opie­ki zdro­wot­nej ani do edu­ka­cji. Lu­dzie bo­ją się mó­wić o ma­ka­brycz­nych za­bój­stwach, bo za ja­ką­kol­wiek kry­ty­kę ko­mu­ni­stycz­nej wła­dzy gro­żą ostre szy­ka­ny. Trud­no uwie­rzyć, że w cza­sie, kie­dy pi­szę ten tekst, w Chi­nach zo­sta­ło za­bi­tych kil­ka­set nie­na­ro­dzo­nych dzie­ci. Mię­dzy­na­ro­do­we or­ga­ni­za­cje zaj­mu­ją­ce się pra­wa­mi czło­wie­ka nie­zbyt chęt­nie po­ru­sza­ją te­mat roz­gry­wa­ją­ce­go się w tym kra­ju bar­ba­rzyń­stwa. Chi­ny są dla wie­lu państw klu­czo­wym part­ne­rem go­spo­dar­czym. W cza­sie mię­dzy­na­ro­do­wych spo­tkań przy­wód­cy świa­ta mil­czą i w tro­sce o wła­sne in­te­re­sy przy­my­ka­ją oczy na dra­mat mi­lio­nów Chiń­czy­ków.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Wstępniak

Jola Tęcza-Ćwierz

Czę­sto za­sta­na­wia­my się, jak po­win­ni­śmy się za­cho­wać, że­by nie tyl­ko ni­ko­go nie ura­zić, ale tak­że zro­bić do­bre wra­że­nie na in­nych. Po czym moż­na roz­po­znać kul­tu­ral­ne­go czło­wie­ka? Ja­kie za­cho­wa­nie po­twier­dza, że ktoś jest do­brze wy­cho­wa­ny? Mo­wa cia­ła, mi­mi­ka, spo­sób by­cia, umie­jęt­ność wy­sła­wia­nia się, uśmiech – to wszyst­ko świad­czy o tym, kim je­ste­śmy. Prze­strze­ga­nie za­sad do­bre­go za­cho­wa­nia czy­ni z nas lu­dzi kul­tu­ral­nych, bu­dzą­cych sym­pa­tię i sza­cu­nek. A w czym tkwi isto­ta sa­vo­ir vivre’u? To umie­jęt­ność od­na­le­zie­nia się w róż­nych sy­tu­acjach, wy­czu­cie, takt. To rów­nież życz­li­wość dla in­nych, uprzej­mość i opa­no­wa­nie emo­cji.

Ktoś mo­że za­py­tać: na co ko­mu ten ca­ły sa­vo­ir vi­vre? Co mi po ze­wnętrz­nych for­mach? Czy coś się zmie­ni, gdy na­uczę się wła­ści­wie po­słu­gi­wać no­żem i wi­del­cem al­bo bę­dę wie­dział, w ja­kiej ko­lej­no­ści do­ko­ny­wać pre­zen­ta­cji osób? Co przez to zy­skam?

Chy­ba spo­ro. Przede wszyst­kim zmie­ni się sto­su­nek oto­cze­nia do cie­bie. Po­myśl, je­śli zjesz sam ca­łą sa­łat­kę, któ­ra by­ła prze­zna­czo­na dla czte­rech osób, nikt nie bę­dzie miał ocho­ty jeść z to­bą po­sił­ku. Oso­ba, któ­ra nie po­sia­da do­brych ma­nier, mo­że stać się po­śmie­wi­skiem, na­ra­zić się na przy­kre żar­ty i do­cin­ki. Lek­ce­wa­że­nie za­sad, któ­re obo­wią­zu­ją wszyst­kich, ob­ra­ca się prze­ciw­ko niej. Kie­dy za­ło­żysz no­we bu­ty lub mod­ną kurt­kę, za­czy­nasz się ina­czej po­ru­szać, sta­jesz się bar­dziej pew­ny sie­bie, le­piej się czu­jesz. Na­to­miast, kie­dy od­kry­wasz oczko w raj­sto­pach, dziu­rę w skar­pet­ce lub brak gu­zi­ka – je­steś skrę­po­wa­ny, za­wsty­dzo­ny, nie­pew­ny. Ta­ki dro­biazg po­tra­fi sku­tecz­nie po­psuć hu­mor.

Cho­ciaż dziś ma­ło jest śro­do­wisk, w któ­rych nie­prze­strze­ga­nie za­sad sa­vo­ir vivre’u. ka­ra­ne jest na­tych­mia­sto­wym wy­ro­kiem to­wa­rzy­skiej śmier­ci, nie po­win­ni­śmy zu­peł­nie za­po­mi­nać o ety­kie­cie. Jej zna­jo­mość po pro­stu uła­twia ży­cie. Nie cho­dzi tu tyl­ko o ele­ganc­kie ba­le czy ko­la­cje w re­stau­ra­cjach, ale o zwy­kłe, co­dzien­ne funk­cjo­no­wa­nie: w au­to­bu­sie (np. ustą­pie­nie miej­sca ma­mie w cią­ży), w szko­le (mó­wie­nie „dzień do­bry” na­uczy­cie­lom), w skle­pie (odło­że­nie ubrań na wie­sza­ki, je­śli po przy­mie­rze­niu nie za­mie­rzasz ich ku­pić).

Kie­ru­jąc się za­sa­da­mi do­bre­go wy­cho­wa­nia, sta­je­my się opa­no­wa­ni a nie im­pul­syw­ni. Od­no­si­my zwy­cię­stwo nad so­bą i swo­imi sła­bo­ścia­mi.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go