Nagie fakty o zakochaniu

Je­śli za­ko­cha­nie to dla cie­bie ma­gia, li­ry­ka, ta­jem­ni­cza „che­mia” – nie czy­taj. Bo już nic nie bę­dzie ta­kie sa­mo.

Kie­dy czu­jesz mo­ty­le w brzu­chu, ko­ła­ta­nie ser­ca, kie­dy cią­gle my­ślisz o „tej” oso­bie, wiedz, że coś się dzie­je. Ten stan emo­cjo­nal­ne­go za­an­ga­żo­wa­nia to za­ko­cha­nie. Czy wiesz, co wte­dy dzie­je się w two­im mó­zgu?

Ana­li­za da­nych

Kie­dy spo­ty­kasz no­wą oso­bę, twój mózg in­ten­syw­nie zbie­ra da­ne. Ro­bi to za po­mo­cą na­rzą­dów zmy­słów. Każ­dy z nich ma zna­cze­nie. Wzrok nie tyl­ko re­je­stru­je wy­gląd ze­wnętrz­ny dru­giej oso­by. W 2004 r na­ukow­cy (Alva­rez i Jaf­fe) prze­pro­wa­dzi­li eks­pe­ry­ment, któ­ry po­ka­zał, że pa­ry czę­sto do­bie­ra­ją się na za­sa­dzie fi­zycz­ne­go po­do­bień­stwa w ry­sach twa­rzy! Nasz mózg zbie­ra da­ne wzro­ko­we, słu­cho­we, do­ty­ko­we... i to, co po­wie mu nos. Choć nie zda­jesz so­bie te­go spra­wy, zna­cze­nie te­go ostat­nie­go jest bar­dzo du­że. To on ma do czy­nie­nia z ta­jem­ni­czy­mi fe­ro­mo­na­mi, któ­rych skład i do­kład­ne funk­cje nie są jesz­cze zna­ne. Są to sub­stan­cje wy­dzie­la­ne przez skó­rę i od­dech. Ba­da­cze przy­pusz­cza­ją, że za­wie­ra­ją in­for­ma­cje o ge­nach. Praw­do­po­dob­nie ma­ją klu­czo­wy wpływ na to, czy da­na oso­ba bę­dzie po­strze­ga­na ja­ko atrak­cyj­na.

Oprócz te­go na to, czy się za­ko­chasz, ma­ją wpływ do­dat­ko­we czyn­ni­ki. Jest na to więk­sza szan­sa, je­śli spo­tka­niu oso­by bę­dą to­wa­rzy­szyć sil­ne emo­cje (nie­zwią­za­ne bez­po­śred­nio z nią). Je­śli prze­ży­wasz strach, ra­dość czy eks­cy­ta­cję (np. wa­ka­cyj­ną przy­go­dą), jest więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że rów­nież w no­wą re­la­cję za­an­ga­żu­jesz się emo­cjo­nal­nie.

foto_01-03_12-2016

Spraw­cy za­mie­sza­nia

Gdy mózg w ułam­ki se­kund wy­ko­nał już ana­li­tycz­ną pra­cę, po­dej­mu­je de­cy­zję. Je­śli jest po­zy­tyw­na dla two­jej po­ten­cjal­nej sym­pa­tii... to wte­dy za­czy­na się dziać – zo­bacz opis wy­żej. Ru­sza mó­zgo­wa fa­bry­ka hor­mo­nów i moż­na śmia­ło po­wie­dzieć, że pod ich wpły­wem nie je­steś do koń­ca tą sa­mą oso­bą co za­wsze. Któ­re z nich ma­ją w tym swój udział? I co z to­bą ro­bią?

Za­czy­na 2-fe­ny­lo­ety­lo­ami­na (PEA). Od­po­wia­da za szyb­ki rytm ser­ca, za­ró­żo­wio­ne po­licz­ki, błysz­czą­ce oczy. I uru­cha­mia bu­rzę ko­lej­nych hor­mo­nów i neu­ro­prze­kaź­ni­ków. Na­stęp­na jest do­pa­mi­na. To hor­mon, któ­ry za­kła­da ci ró­żo­we oku­la­ry. Po pro­stu nie wi­dzisz jego/jej wad, w ogó­le o tym nie my­ślisz! Do­pa­mi­na spra­wia też, że „ca­ła (ca­ły) je­steś w skow­ron­kach”. Ak­ty­wu­je ona w mó­zgu układ na­gro­dy – kon­takt z „tą” oso­bą zwięk­sza po­ziom do­pa­mi­ny, a co za tym idzie – po­ziom two­jej eu­fo­rii. Na do­kład­kę do­sta­jesz zwięk­szo­ny po­ziom no­ra­dre­na­li­ny, któ­ra oprócz zwięk­sze­nia ci­śnie­nia po­pra­wia two­ją wy­dol­ność fi­zycz­ną. Je­śli czu­jesz, że mo­żesz te­raz gó­ry prze­no­sić, to wła­śnie dzię­ki niej.

Wia­do­mo jed­nak, że nie za­wsze jest tak ko­lo­ro­wo. Brak kon­tak­tu z obiek­tem two­ich uczuć mo­żesz przy­pła­cić apa­tią, pro­ble­ma­mi z kon­cen­tra­cją, po­nu­ry­mi my­śla­mi. Za twój stan od­po­wie­dzial­na jest se­ro­to­ni­na, a ra­czej spa­dek jej ilo­ści. Kon­takt z nim/nią na no­wo uru­cha­mia fa­bry­kę szczę­ścia. Ak­tyw­ność two­je­go mó­zgu jest zbli­żo­na do te­go, jak funk­cjo­nu­je mózg ko­ka­ini­sty.

Czy­sta bio­lo­gia?

Cho­ciaż ro­ze­bra­li­śmy stan za­ko­cha­nia na czyn­ni­ki pierw­sze, i tak, gdy cię do­pad­nie, nic nie po­ra­dzisz na to, co się dzie­je. Jest jed­nak coś, na co za­wsze masz wpływ. Cho­dzi o to, co zro­bisz. Po­pły­niesz na fa­li hor­mo­nów, czy ogar­niesz się na ty­le, by za­wsze mieć na wzglę­dzie do­bro swo­je i dru­giej oso­by?

Oczy­wi­ście ży­czę ci roz­sąd­ku. Gdy­by cię jed­nak za­wo­dził, za­wsze mo­żesz po­my­śleć: Stop! To tyl­ko ta zwa­rio­wa­na do­pa­mi­na!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Zabiłam swoje dziecko. Żałuję

Od kil­ku lat miesz­kam w Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdzie abor­cja jest po­wszech­nie do­stęp­na. Ni­gdy nie my­śla­łam, że bę­dę ko­rzy­stać z tej moż­li­wo­ści. Kil­ka ty­go­dni przed ukoń­cze­niem stu­diów ma­gi­ster­skich do­wie­dzia­łam się o cią­ży.

Pła­ka­łam na zmia­nę ze szczę­ścia i smut­ku, a tak­że ze stra­chu. Jesz­cze te­go sa­me­go dnia po­wie­dzia­łam o dziec­ku mo­je­mu chło­pa­ko­wi (Hin­du­so­wi). On zro­bił wszyst­ko, by mnie prze­ko­nać, że abor­cja bę­dzie dla nas naj­lep­szym roz­wią­za­niem. Wie­dzia­łam, że nie bę­dzie oj­cem dla te­go dziec­ka. A co ja, ja­ko sa­mot­na mat­ka pra­cu­ją­ca na pół eta­tu, mo­głam mu dać? Po­nad­to ba­łam się re­ak­cji na­szych ro­dzin.

Bę­dąc pod pre­sją, zde­cy­do­wa­łam się na abor­cję. Pie­lę­gniar­ki w szpi­ta­lu by­ły bar­dzo mi­łe, a ja nie ro­zu­mia­łam dla­cze­go. Prze­cież za­bi­ja­łam swo­je dziec­ko. Pa­mię­tam tyl­ko ból fi­zycz­ny i wi­dok za­rod­ka w szpi­tal­nej to­a­le­cie, któ­ry zo­stał zmu­szo­ny do opusz­cze­nia mo­je­go cia­ła. Chcia­łam umrzeć ra­zem z nim. Je­go oj­ciec zo­sta­wił mnie kil­ka ty­go­dni póź­niej.

foto_01-02_12-2016

Wszyst­kim zna­jo­mym po­wie­dzia­łam, że po­ro­ni­łam. Ba­łam się przy­znać, a jed­no­cze­śnie bar­dzo chcia­łam ko­muś po­wie­dzieć. Nie chcia­łam być sa­ma w tym ba­gnie.

Smu­tek, żal, wy­rzu­ty su­mie­nia, nie­na­wiść i obrzy­dze­nie do sa­mej sie­bie spra­wi­ły, że wy­co­fa­łam się z ży­cia to­wa­rzy­skie­go i le­d­wo skoń­czy­łam pra­cę ma­gi­ster­ską. Nie do­ko­na­ła­bym te­go bez mo­jej wy­ro­zu­mia­łej pro­mo­tor­ki, któ­ra pra­wie sta­nę­ła na gło­wie, abym do­sta­ła zgo­dę na mak­sy­mal­ne prze­dłu­że­nie ter­mi­nu. Przy­ja­cie­le sta­ra­li się mnie wspie­rać jak tyl­ko mo­gli. Mi­mo to co­raz bar­dziej wpa­da­łam w ot­chłań de­pre­sji. Nie li­czy­ło się nic, tyl­ko ból, łzy i to okrop­ne uczu­cie spo­wo­do­wa­ne okła­my­wa­niem ich.

O tym, co się na­praw­dę sta­ło, opo­wie­dzia­łam swo­jej naj­lep­szej przy­ja­ciół­ce pół ro­ku po abor­cji. Za­czę­ła się ode mnie od­su­wać, prze­sta­ły­śmy roz­ma­wiać, znie­na­wi­dzi­ła mnie. Więk­szość mo­ich zna­jo­mych tak­że się od­su­nę­ła. Zo­sta­ła przy mnie tyl­ko garst­ka, któ­ra chcia­ła mi po­móc bez wzglę­du na wszyst­ko. Zo­stał rów­nież, o iro­nio, przy­ja­ciel mo­je­go by­łe­go chło­pa­ka, któ­ry da­wał mi wspar­cie i otu­chę.

Kie­dy oj­ciec dziec­ka znów po­ja­wił się na ho­ry­zon­cie, roz­mo­wa z nim by­ła bar­dzo trud­na. Ca­ły czas po­wta­rzał, że po­win­nam za­po­mnieć i po­go­dzić się z tym. Nie­na­wi­dzi­łam go wte­dy, i to uczu­cie rów­nież mnie nisz­czy­ło. Prze­łom na­stą­pił w cza­sie, kie­dy na­sze ma­leń­stwo mia­ło się uro­dzić, a on wy­znał, że ża­łu­je i tę­sk­ni za nim.

Zde­cy­do­wa­łam się pójść na te­ra­pię. Po­cząt­ko­we se­sje upły­nę­ły w mil­cze­niu. Przy­po­mi­na­nie so­bie wszyst­kich prze­żyć i emo­cji by­ło nie­zmier­nie bo­le­sne. W pew­nym mo­men­cie ból wy­da­wał się nie do znie­sie­nia – pró­bo­wa­łam tar­gnąć się na swo­je ży­cie. Bio­rąc ta­blet­ki, pi­sa­łam wia­do­mo­ści do przy­ja­ciół do mo­men­tu aż za­snę­łam lub stra­ci­łam przy­tom­ność, nie pa­mię­tam...

Kil­ka ty­go­dni póź­niej jed­na z mo­ich ko­le­ża­nek zor­ga­ni­zo­wa­ła ma­łą uro­czy­stość na cześć mo­je­go dziec­ka, abym mo­gła się z nim po­że­gnać. Od tam­te­go cza­su czę­ściej się uśmie­cham, wy­cho­dzę do lu­dzi. Moż­na po­wie­dzieć, że „wró­ci­ła” dziew­czy­na sprzed abor­cji, choć chy­ba ni­gdy nic już nie bę­dzie ta­kie sa­mo.

Mi­nął po­nad rok od abor­cji, a ja na­dal bo­ry­kam się ze smut­kiem i ża­lem. Od­da­ła­bym wie­le, aby mieć przy so­bie mo­je dziec­ko. Po­wo­dy, dla któ­rych zde­cy­do­wa­łam się na usu­nię­cie cią­ży, wy­da­ją się dziś bła­he. Na szczę­ście dzię­ki wspar­ciu kil­ku osób i mo­jej te­ra­peut­ki, wy­cho­dzę na pro­stą.

Bar­dzo du­żo cza­su za­bra­ło mi na­pi­sa­nie te­go świa­dec­twa. Żad­ne sło­wa nie wy­da­ją się być od­po­wied­nie. Mam jed­nak na­dzie­ję, że to od­mie­ni ży­cie cho­ciaż jed­nej ko­bie­ty.

 

Jo­an­na oprac. Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

Misja: zamki!

W dzi­siej­szych gra­ni­cach Pol­ski ma­my po­nad 400 zam­ków lub po­zo­sta­ło­ści po nich. Po­znaj­cie ich hi­sto­rię!

Pierw­sze pol­skie for­te­ce to gro­dy oto­czo­ne ziem­ny­mi wa­ła­mi, któ­re bro­ni­ły do­stę­pu do drew­nia­nych za­bu­do­wań miesz­kal­nych i go­spo­dar­czych. Pod­sta­wą ich obron­no­ści by­ła do­bra lo­ka­li­za­cja: z nie­za­leż­nym do­stę­pem do wo­dy pit­nej, z opar­ciem w po­sta­ci rze­ki lub je­zio­ra. Do te­go czę­sto umiesz­cza­no twier­dze na urwi­sku, ska­le lub wznie­sie­niu.

Pia­sto­wie stwo­rzy­li z umoc­nio­nych gro­dów sys­tem li­nii obron­nych pań­stwa. Na­śla­do­wa­li za­chod­nich wład­ców, wpro­wa­dza­jąc za­sa­dy ży­cia dwor­skie­go. Wy­ma­ga­ło to wznie­sie­nia re­pre­zen­ta­cyj­nych sie­dzib z po­miesz­cze­niem ce­re­mo­nial­nym. W tym przy­pad­ku ja­ko bu­du­lec wy­bie­ra­no ka­mień – na wzór ko­ścio­łów. Zam­ki peł­ni­ły obie funk­cje, miesz­kal­ną i obron­ną.

foto_01-01_12-2016

Fun­da­to­rzy i miesz­kań­cy

Naj­star­sze za­cho­wa­ne po czę­ści do dziś po­cho­dzą z XIII w., np. Otmu­chów, Wie­licz­ka, Opo­le, Gło­gó­wek, Brzeg, Do­bczy­ce, Li­po­wiec, Książ Wiel­ki. Na prze­strze­ni wie­ków wzno­si­li je przede wszyst­kim kró­lo­wie i ksią­żę­ta, ale tak­że wiel­mo­że, bi­sku­pi i ry­ce­rze. Nie­jed­na wa­row­nia by­ła za­ra­zem re­zy­den­cją wiel­mo­ży i wię­zie­niem dla po­ko­na­nych prze­ciw­ni­ków.

Twier­dze wzno­szo­ne przez ry­ce­rzy by­wa­ły skrom­niej­sze, ale czę­sto rów­nie sku­tecz­ne ja­ko punkt obro­ny lub ba­za wy­pa­do­wa. W koń­cu część wła­ści­cie­li oka­zy­wa­ła się zwy­kły­mi zbój­ni­ka­mi, czy­ha­ją­cy­mi na po­dró­żu­ją­cych kup­ców. Cie­ka­wą ich od­mia­ną są miesz­kal­ne wie­że ry­cer­skie – uni­ka­to­wa w ska­li eu­ro­pej­skiej znaj­du­je się w Sie­dlę­ci­nie, z za­cho­wa­ny­mi fre­ska­mi o te­ma­ty­ce ar­tu­riań­skiej. W wa­row­niach re­zy­do­wa­li nie tyl­ko wspo­mnia­ni ini­cja­to­rzy bu­do­wy, ale tak­że: krew­ni kró­la, urzęd­ni­cy kró­lew­scy np. sta­ro­sto­wie, a na­wet urzęd­ni­cy miej­scy (Bier­glau). Du­ża część zam­ków by­ła w rę­kach pry­wat­nych ma­gna­tów i in­nych zna­ko­mi­tych ro­dów, ta­kich jak San­gusz­ko­wie czy Lu­bo­mir­scy.

Bo­om bu­dow­la­ny

Rów­nież za­ko­ny ry­cer­skie spro­wa­dza­ne przez pol­skich wład­ców wzno­si­ły swo­je wa­row­nie. I to nie tyl­ko spro­wa­dze­ni w 1226 r. Krzy­ża­cy, ale tak­że jo­an­ni­ci (Ła­gów, Pę­zi­no) i tem­pla­riu­sze (Chwarsz­cza­ny, Rur­ka). Jed­nak rze­czy­wi­ście naj­wię­cej, bo kil­ka­dzie­siąt zam­ków wy­bu­do­wa­li Krzy­ża­cy (np. To­ruń, Kwi­dzyn, Chełm, Gniew, Człu­chów). Mal­bork, peł­nią­cy funk­cję głów­nej sie­dzi­by za­ko­nu, jest naj­więk­szą ce­gla­ną wa­row­nią śre­dnio­wiecz­ną... w Eu­ro­pie! Ko­lej­ny­mi pod wzglę­dem wiel­ko­ści pol­ski­mi zam­ka­mi są Wa­wel i Książ, do du­żych zam­ków na­le­żą: Olsz­tyn, Ogro­dzie­niec i Ten­czyn.

Re­kor­dzi­stą wśród wład­ców-bu­dow­ni­czych zam­ków był Ka­zi­mierz Wiel­ki, któ­ry do­pro­wa­dził do po­wsta­nia po­nad trzy­dzie­stu po­tęż­nych zam­ków (np. Sa­nok, Płock, Szy­dłów, Prze­myśl, Łę­czy­ca, Bo­le­sła­wiec, Krusz­wi­ca), a in­ne od­no­wił i udo­sko­na­lił. Stwo­rzył sys­tem obron­ny Or­lich Gniazd, skła­da­ją­cy się m.in. z twierdz: Oj­ców, Pie­sko­wa Ska­ła, Rabsz­tyn, Bo­bo­li­ce, Mi­rów, Olsz­tyn.

Na­śla­do­wa­li go na­stęp­cy: Wła­dy­sław Ja­gieł­ło (Dy­bów), Zyg­munt Sta­ry (Piotr­ków Try­bu­nal­ski), Zyg­munt Au­gust (Nie­po­ło­mi­ce), Ste­fan Ba­to­ry (Za­mek Ujaz­dow­ski).

Kształt

Zam­ki by­ły zróż­ni­co­wa­ne pod wzglę­dem bu­dul­ca (ka­mień lub ce­gła), pla­nu, for­my, kon­struk­cji i czę­ści skła­do­wych. Nie­któ­re by­ły ota­cza­ne fo­są, jak Świe­cie (tzw. za­mek wod­ny), Szy­dło­wiec, Dy­bów, Dęb­no i Opo­rów (sztucz­na wy­sep­ka).

Okre­sem przej­ścio­wym był XVI w., w któ­rym mo­ty­wy go­tyc­kie za­czę­ły wy­pie­rać ele­men­ty re­ne­san­so­we (np. Drze­wi­ca). Re­ne­sans przy­niósł re­wo­lu­cyj­ne zmia­ny na wzgó­rzu wa­wel­skim, a na­stęp­nie we wzo­ru­ją­cych się na Kra­ko­wie twier­dzach, któ­re na­zy­wa­no dzię­ki te­mu „ma­łym Wa­we­lem”: Su­chej Be­skidz­kiej, Ba­ra­no­wie San­do­mier­skim czy Ogro­dzień­cu. Pra­co­wa­li nad tym wy­bit­ni ar­chi­tek­ci za­gra­nicz­ni, jak San­ti Guc­ci, i ro­dzi­mi, jak Piotr Li­kiel czy To­masz Grzy­ma­ła.

W XVI w. wznie­sio­no rów­nież wie­le no­wo­cze­snych zam­ków ba­stio­no­wych, m.in.: Ko­deń, Sie­dli­sko, Rze­mień i Kra­si­czyn. To czas, kie­dy po­pu­lar­ną for­mą był pa­laz­zo in for­tez­za, czy­li ele­ganc­ki pa­łac oto­czo­ny zło­żo­ny­mi for­ty­fi­ka­cja­mi ba­stio­no­wy­mi, cze­go kla­sycz­nym przy­kła­dem jest No­wy Wi­śnicz czy Krzyż­to­pór. In­ne do­sto­so­wy­wa­no po­przez do­bu­do­wa­nie ba­stei (Mię­dzy­rzecz). Póź­niej twier­dze prze­kształ­ca­no w du­chu ba­ro­ko­wym (np. przez Tyl­ma­na z Ga­me­ren), a w XIX w. tak­że neo­go­tyc­kim.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Jola Tęcza-ĆwierzLa­to za pa­sem! Jesz­cze tyl­ko kil­ka dni i bę­dzie moż­na wy­ru­szyć, by po­zna­wać no­we miej­sca i lu­dzi. Wa­ka­cje mu­szą być go­rą­ce, dłu­uuuugie i peł­ne przy­gód. A ta­kie z pew­no­ścią bę­dą mie­li ci, któ­rzy wy­ru­szą w... Pol­skę. Pro­po­nu­je­my Wam nie­zwy­kłą mi­sję: zam­ki! Z ar­ty­ku­łu Mi­cha­ła Nie­niew­skie­go do­wie­cie się m.in, że w gra­ni­cach dzi­siej­szej Pol­ski jest aż 400 zam­ków! Nie­któ­re od­bu­do­wa­ne, in­ne w ru­inie, cza­sem zo­sta­ły tyl­ko ich śla­dy. Spójrz­cie na ma­pę Pol­ski (str. 5) usia­ną krop­ka­mi z na­zwa­mi miast i ma­łych miej­sco­wo­ści, w któ­rych znaj­du­ją się zam­ki. Za­mie­ści­li­śmy na niej m.in. te, o któ­rych jest mo­wa w tek­ście.

Wszyst­kie się nie zmie­ści­ły. Mo­że w Wa­szej miej­sco­wo­ści jest za­mek, któ­re­go nie ma na tej ma­pie? Za­znacz­cie go! Hi­sto­ria zam­ków jest nie­zwy­kła. Nie­któ­re do dziś za­chwy­ca­ją prze­py­chem, kunsz­tem ar­chi­tek­to­nicz­nym, pa­miąt­ka­mi sprzed wie­ków. In­ne ma­ją swo­ją ta­jem­ni­czą opo­wieść o ukry­tym skar­bie lub du­chu na­wie­dza­ją­cym no­cą zam­ko­we blan­ki.

Część z nich to tyl­ko ma­low­ni­cze ru­iny: mu­ry stra­szą­ce pu­sty­mi okna­mi, wy­szczer­bio­ne wie­że i wiatr hu­la­ją­cy wśród ka­mie­ni, któ­re da­ją jed­nak wy­obra­że­nie o daw­nej świet­no­ści bu­dow­li. Dzię­ki za­cho­wa­nym do dzi­siaj ru­inom mo­że­my wy­obra­żać so­bie, jak to mu­sia­ło być. Bo mu­sia­ło! Po­my­śl­cie, przez mo­sty nad fo­są i zdo­bio­ne bra­my wjeż­dża­ły ka­re­ty, na zam­ko­wych dzie­dziń­cach wal­czy­li ry­ce­rze, w pięk­nych sa­lach od­by­wa­ły się uczty i ba­le... Te mu­ry pa­mię­ta­ją lu­dzi, któ­rych już dzi­siaj nie ma; świat, któ­ry wy­glą­dał zu­peł­nie ina­czej niż ten, któ­ry wi­dzi­my i zna­my.

Zam­ki, pa­ła­ce, twier­dze: By­tów, Bol­ków, Go­łu­chów, Nie­dzi­ca, Re­szel... Jed­nym sło­wem: trze­ba zo­ba­czyć! A jest w czym wy­bie­rać. Je­śli ktoś z Was wy­peł­ni mi­sję: zam­ki – za­chę­cam do po­dzie­le­nia się wra­że­nia­mi z na­szą re­dak­cją. Mi­le wi­dzia­ne zdję­cia. Ja tak­że mam w wa­ka­cyj­nych pla­nach wi­zy­tę na zam­ku. Wy­bra­łam za­mek w Mosz­nej (ten z okład­ki), któ­ry wy­glą­da jak żyw­cem wy­ję­ty z fil­mów Wal­ta Di­sneya. Kto wie, mo­że re­ży­ser się na nim wzo­ro­wał? Po­zdra­wiam Was wa­ka­cyj­nie i ży­czę nie­za­po­mnia­nych wra­żeń pod­czas re­ali­za­cji zam­ko­wej mi­sji.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

p.o. re­dak­to­ra na­czel­ne­go