Wymieniam się z uczniami doświadczeniem wiary

Z Re­na­tą Urba­nik, ka­te­chet­ką, roz­ma­wia Aga­ta Goł­da.

By­cie ka­te­che­tą to po­wo­ła­nie, za­wód, mi­sja…?

– Ka­te­che­ta za swo­ją pra­cę do­sta­je wy­na­gro­dze­nie, wy­ko­nu­je okre­ślo­ne w umo­wie czyn­no­ści, więc jest to je­go za­wód. Jest do te­go przy­go­to­wa­ny po­przez pię­cio­let­nie stu­dia. Jed­nak wy­bie­ra­jąc ka­te­che­ty­kę ja­ko dru­gi kie­ru­nek, nie my­śla­łam, że bę­dę uczyć re­li­gii. By­łam wte­dy na dru­gim ro­ku stu­diów pe­da­go­gicz­nych.

W Dusz­pa­ster­stwie Aka­de­mic­kim prze­ży­wa­li­śmy Se­mi­na­rium Od­no­wy w Du­chu Świę­tym i mój wy­bór był owo­cem tych re­ko­lek­cji. Or­ga­ni­zo­wa­li­śmy z dusz­pa­ster­stwem re­ko­lek­cje ewan­ge­li­za­cyj­ne i po­my­śla­łam so­bie, że ka­te­che­ty­ka mo­że się przy­dać. Skoń­czy­łam stu­dia i nie mo­głam zna­leźć pra­cy. Mo­dli­łam się i na ko­lej­nych re­ko­lek­cjach ksiądz mó­wił, że oprócz mo­dli­twy na­le­ży też ba­dać, czy „po ludz­ku” wy­ko­rzy­sta­li­śmy wszyst­kie moż­li­wo­ści. Przy­po­mnia­łam so­bie, że skoń­czy­łam ka­te­che­ty­kę… Po po­wro­cie zna­jo­my ksiądz po­pro­sił o za­stęp­stwo, póź­niej zło­ży­łam po­da­nie o pra­cę i tak już zo­sta­ło. Ta­ka jest dro­ga mo­je­go po­wo­ła­nia.

foto_01-03_06-2016

Czy trud­no mó­wi się o Pa­nu Bo­gu?

– To za­le­ży od wie­lu czyn­ni­ków. Pan Bóg jest nie­zgłę­bio­ną ta­jem­ni­cą. Te­mat Bo­ga do­ty­ka bar­dzo de­li­kat­nej i in­tym­nej sfe­ry ży­cia czło­wie­ka. Nie za­wsze jest ła­two w tę sfe­rę wcho­dzić, na­ru­szać in­tym­ną więź, ja­ką Bóg ma z każ­dym z nas od mo­men­tu Chrztu św. Do te­go do­cho­dzą ludz­kie ogra­ni­cze­nia i rze­czy­wi­stość szkol­na. Przy­cho­dzą ucznio­wie po spraw­dzia­nie np. z fi­zy­ki i klops, na nic nie ma­ją si­ły. Cza­sem ja mam trud­niej­szy dzień al­bo „wio­dę spór z Pa­nem Bo­giem” i nie mó­wi mi się ła­two, nie mo­gę prze­ka­zać te­go, co za­pla­no­wa­łam. Ale są też lek­cje, na któ­rych od­kry­cia uczniów kom­plet­nie mnie za­ska­ku­ją, a na­wet bu­dzą za­chwyt. Ta­ka wy­mia­na do­świad­cze­nia wia­ry, któ­re bu­du­je więź.

Nie my­ślisz, że ła­twiej uczy­ło­by się in­ne­go przed­mio­tu?

– Ja w ogó­le nie chcia­łam pra­co­wać w szko­le… Nie pla­no­wa­łam być na­uczy­cie­lem, więc nie roz­wa­ża­łam in­nej ewen­tu­al­no­ści. Nie chcia­ła­bym uczyć cze­goś in­ne­go. Nie po­tra­fię po­wie­dzieć, czy by­ło­by mi ła­twiej.

Lek­cja re­li­gii nie mu­si być nud­na. Co moż­na zro­bić, by ją uatrak­cyj­nić?

– Dziś pra­wie każ­dy na­uczy­ciel ko­rzy­sta z mul­ti­me­diów i sto­su­je me­to­dy ak­ty­wi­zu­ją­ce. To po­zwa­la uatrak­cyj­nić lek­cję. Ale jest to po­wszech­ne i nie mu­si „chwy­tać”. Ja naj­bar­dziej lu­bię, gdy ucznio­wie py­ta­ją, gdy te­mat wy­wo­łu­je w nich za­cie­ka­wie­nie. Ostat­nio ucznio­wie po­pro­si­li, aby im po pro­stu opo­wia­dać. To by­ło dla nich cie­ka­we, a wia­ra, jak wia­do­mo, ro­dzi się ze słu­cha­nia.

Co naj­bar­dziej lu­bisz w swo­jej pra­cy?

– Kon­takt z dru­gim czło­wie­kiem i moż­li­wość po­dzie­le­nia się do­świad­cze­niem wia­ry.

W ja­ki spo­sób moż­na się do­sko­na­lić, pra­cu­jąc już w swo­im za­wo­dzie?

– Są róż­ne for­my do­sko­na­le­nia na­uczy­cie­li, obo­wią­zu­ją­ce rów­nież ka­te­che­tów np. szko­le­nio­we ra­dy pe­da­go­gicz­ne. O ka­te­che­tów dba też Wy­dział Ka­te­che­tycz­ny, któ­ry or­ga­ni­zu­je dni sku­pie­nia, re­ko­lek­cje i sym­po­zja ka­te­che­tycz­ne. Do­sko­na­le­nie to tak­że dba­nie o re­la­cję z Bo­giem po­przez oso­bi­stą mo­dli­twę i lek­tu­rę Pi­sma Świę­te­go, bo ka­te­che­za ma roz­brzmie­wać z gó­ry, od Bo­ga.

Co już te­raz mo­gę zro­bić, je­śli chcę zo­stać ka­te­che­tą?

– Mo­żesz py­tać Bo­ga, czy to two­je miej­sce w Ko­ście­le. Je­śli masz ta­kie pra­gnie­nie, opo­wiedz o nim Je­zu­so­wi, a for­mal­nie za­in­te­re­suj się stu­dia­mi z teo­lo­gii.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

W PIGUŁCE:

PREDYSPOZYCJE: em­pa­tia, pa­sja, od­po­wie­dzial­ność, pew­ność sie­bie, za­an­ga­żo­wa­nie, cier­pli­wość, wraż­li­wość, ła­twy kon­takt z dzieć­mi i mło­dzie­żą, by­cie kon­se­kwent­nym i spra­wie­dli­wym.

SZKOŁA/WYKSZTAŁCENIE: trze­ba ukoń­czyć stu­dia wyż­sze z teo­lo­gii oraz kurs lub stu­dia pe­da­go­gicz­ne.

OBOWIĄZKI: pro­wa­dze­nie lek­cji, spraw­dza­nie wie­dzy uczniów (kart­ków­ki, kla­sów­ki, od­py­ty­wa­nie), przy­go­to­wy­wa­nie się do każ­dej lek­cji, bra­nie udzia­łu w ra­dach pe­da­go­gicz­nych i… pra­ca w do­mu. Ka­te­che­ta ma obo­wią­zek współ­pra­co­wać z pa­ra­fią oraz brać udział w sym­po­zjach ka­te­che­tycz­nych, dniach sku­pie­nia i re­ko­lek­cjach.

 

Polski dzień pierwszy

Akt do­ko­na­ny w 966 ro­ku jest po dziś dzień naj­waż­niej­szym i naj­bar­dziej de­cy­du­ją­cym po­su­nię­ciem po­li­tycz­no- -kul­tu­ro­wym w ca­łej hi­sto­rii Pol­ski” – na­pi­sał przed la­ty w swym „Ka­len­da­rzu hi­sto­rycz­nym”, wy­bit­ny hi­sto­ryk Je­rzy Ło­jek. Przy­ję­cie Chrztu św. przez księ­cia Miesz­ka I, mi­mo iż wy­da­rzy­ło się przed 1050 la­ty, ma swe kon­se­kwen­cje do dziś. I bę­dzie je mia­ło, do­pó­ki bę­dzie ist­nieć Pol­ska.

Rok 966 jest uwa­ża­ny za po­czą­tek pań­stwa pol­skie­go, któ­re dzię­ki od­waż­nej de­cy­zji Miesz­ka I zna­la­zło się w krę­gu za­chod­niej kul­tu­ry ła­ciń­skiej, nie tyl­ko przyj­mu­jąc jej du­cho­we, kul­tu­ro­we, spo­łecz­ne i go­spo­dar­cze osią­gnię­cia, ale z cza­sem wno­sząc w nie swój wkład.

foto_01-02_06-2016

W mo­rzu po­gań­stwa

Dla­cze­go pierw­szy hi­sto­rycz­ny ksią­żę Po­lan zde­cy­do­wał się na przy­ję­cie Chrztu św.? Naj­now­sze ba­da­nia hi­sto­rycz­ne wska­zu­ją, iż naj­praw­do­po­dob­niej skło­ni­ło go do te­go oso­bi­ste na­wró­ce­nie – uwie­rzył, iż chrze­ści­jań­ski Bóg jest po­tęż­niej­szy od tych po­gań­skich, któ­rym od­da­wa­no cześć od po­ko­leń. W krót­kiej per­spek­ty­wie wię­cej ry­zy­ko­wał niż zy­ski­wał, ale jed­nak pod­jął tę de­cy­zję – jak dzi­siaj już wie­my, opatrz­no­ścio­wą dla na­szych dzie­jów, co pod­kre­ślił św. Jan Pa­weł II: „Ko­ściół przy­niósł Pol­sce Chry­stu­sa – to zna­czy klucz do ro­zu­mie­nia tej wiel­kiej i pod­sta­wo­wej rze­czy­wi­sto­ści, ja­ką jest czło­wiek”.

Miesz­ko I roz­po­czął swe rzą­dy za­pew­ne ok. ro­ku 960. W tym cza­sie naj­więk­sze i naj­sil­niej­sze pań­stwa w Eu­ro­pie by­ły już chrze­ści­jań­skie, ale zie­mie Miesz­ka I wciąż ota­cza­ły głów­nie kra­je i lu­dy po­gań­skie. Wia­ry w Chry­stu­sa nie wy­zna­wa­li są­sia­du­ją­cy z Po­la­na­mi Pru­so­wie, Wie­le­ci a tak­że Ruś i Wę­gry. Chrze­ści­jań­skie Ce­sar­stwo Nie­miec­kie do­pie­ro zbli­ża­ło się do na­szych gra­nic i za rzą­dów Miesz­ka nie za­gra­ża­ło Pol­sce, a sto­sun­ki z nim do koń­ca pa­no­wa­nia księ­cia ukła­da­ły się do­brze.

Ksią­żę Po­lan wi­dział jed­nak, że pań­stwa po­gań­skie uwa­ża­ne są w Eu­ro­pie za gor­sze. Wład­cy ta­cy jak on nie mo­gli się rów­nać nie tyl­ko z ce­sa­rzem, ale i z nie­miec­ki­mi ksią­żę­ta­mi, a tak­że np. z księ­ciem Cze­chów. Chrze­ści­jań­stwo nio­sło ze so­bą no­we war­to­ści i tra­dy­cje, ale i ry­zy­ko. Wia­ra w je­dy­ne­go Bo­ga mo­gła bo­wiem z cza­sem zjed­no­czyć i umoc­nić mło­de pań­stwo Po­lan, ale wpro­wa­dze­nie re­li­gii Chry­stu­sa w ca­łym kra­ju nie by­ło ła­twe. Lu­dzie, od po­ko­leń od­da­ją­cy cześć po­gań­skim bo­gom, mo­gli bać się ich ze­msty, a ka­pła­ni nie chcieć stra­cić swo­jej uprzy­wi­le­jo­wa­nej po­zy­cji, co wy­wo­ła­ło­by bunt prze­ciw­ko no­wej re­li­gii. Jed­nak ksią­żę i je­go oto­cze­nie pod­ję­li to wy­zy­wa­nie. Mu­sia­ły na tym za­wa­żyć ich oso­bi­ste prze­ko­na­nia i wia­ra, że to Chry­stus jest praw­dzi­wym Bo­giem i dla­te­go zwy­cię­ży wszel­kie prze­ciw­no­ści.

Wiel­ka So­bo­ta 14 kwiet­nia 966 r.

W 965 r. do Miesz­ka przy­by­ła chrze­ści­jań­ska księż­nicz­ka cze­ska, Do­bra­wa, któ­rą ksią­żę chciał po­ślu­bić. Nie by­ło żad­nych trud­no­ści w po­ro­zu­mie­niu się, po­nie­waż w tam­tym cza­sie ję­zyk pol­ski i cze­ski brzmia­ły nie­mal jed­na­ko­wo. Róż­ni­ce po­ja­wi­ły się do­pie­ro kil­ka wie­ków póź­niej – Do­bra­wa i przy­by­li z nią du­chow­ni mo­gli mieć co naj­wy­żej nie­co in­ny ak­cent. To oni ja­ko pierw­si prze­ka­zy­wa­li na­sze­mu księ­ciu i je­go lu­do­wi praw­dy wia­ry. Ak­cję chry­stia­ni­za­cyj­ną po­prze­dzi­ły przy­go­to­wa­nia. W każ­dą śro­dę i so­bo­tę ksią­żę brał udział w Mszach św. od­pra­wia­nych tyl­ko dla nie­go i słu­chał na­uk o za­sa­dach chrze­ści­jań­stwa. Du­ży wpływ na po­zna­nie przez nie­go Ewan­ge­lii mia­ła sa­ma Do­bra­wa.

Co do miej­sca i dzien­nej da­ty chrztu Pol­ski ist­nie­ją wąt­pli­wo­ści. Naj­mniej­sze wy­wo­łu­je sa­ma da­ta – naj­praw­do­po­dob­niej by­ło to w Wiel­ką So­bo­tę, czy­li 14 kwiet­nia 966 r. Wte­dy cze­scy du­chow­ni trzy­krot­nie za­nu­rzy­li Miesz­ka i wy­bra­nych człon­ków z je­go oto­cze­nia w wo­dzie świę­co­nej w chrzciel­ni­cy. Po­waż­niej­szy spór wio­dą hi­sto­ry­cy o miej­sce Chrztu – czy był to Ostrów Led­nic­ki, Po­znań a mo­że Gnie­zno? Tu nie ma jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi. Dwa la­ta póź­niej w 968 r. Jor­dan zo­stał usta­no­wio­ny pierw­szym mi­syj­nym bi­sku­pem w Po­zna­niu, choć nie­któ­rzy wska­zu­ją też na pierw­szą sto­li­cę bi­sku­pią w Gnieź­nie. Bi­skup Jor­dan bez­po­śred­nio pod­le­gał Rzy­mo­wi.

 

Ja­ro­sław Sza­rek

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Szokująca miłość Boga

Nie by­ło ła­two. W 1959 r. na proś­bę pol­skich bi­sku­pów (!) Ko­ściół za­ka­zał kul­tu Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia. Na szczę­ście hi­sto­ria się od­wró­ci­ła i dziś ca­ły świat czy­ta za­pi­ski nie­wy­kształ­co­nej za­kon­ni­cy.

Kto mógł prze­wi­dzieć, że ma­ła He­len­ka, po­cho­dzą­ca z ubo­giej pol­skiej ro­dzi­ny (dzie­wię­cio­ro ro­dzeń­stwa!), zo­sta­nie zna­ną na ca­łym świe­cie świę­tą? Tyl­ko Pan Bóg. Świę­ta Fau­sty­na, bo o niej mo­wa, uro­dzi­ła się w 1905 r. Już w wie­ku 7 lat wie­dzia­ła, że chce wstą­pić do klasz­to­ru i do­pię­ła swe­go. Wstą­pi­ła do Zgro­ma­dze­nia Sióstr Mat­ki Bo­żej Mi­ło­sier­dzia. Choć umar­ła, ma­jąc za­le­d­wie 33 la­ta, po­zo­sta­wi­ła po so­bie coś nie­zwy­kłe­go. To dzię­ki niej ca­ły świat zna na­bo­żeń­stwo do Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go, słyn­ny ob­raz z na­pi­sem „Je­zu, ufam To­bie” i co­raz wię­cej osób za­czy­tu­je się w na­pi­sa­nym przez nią Dzien­nicz­ku. – Nie wy­obra­żam so­bie świa­ta bez mi­ło­sier­dzia Bo­że­go – mó­wi s. M. Elż­bie­ta Sie­pak, rzecz­nik pra­so­wy Zgro­ma­dze­nia Sióstr Mat­ki Bo­żej Mi­ło­sier­dzia i Sank­tu­arium w Kra­ko­wie- Ła­giew­ni­kach. – Świat bez nie­go by nie ist­niał. Ani anio­ło­wie, ani czło­wiek. Wszyst­ko, co jest do­bre w świe­cie i w czło­wie­ku, jest moż­li­we wła­śnie dzię­ki Bo­że­mu mi­ło­sier­dziu. To mi­łość mi­ło­sier­ne­go Bo­ga nie­sie czło­wie­ka – do­da­je sio­stra.

foto_01-01_06-2016

 

Wi­ze­ru­nek mi­ło­sier­dzia

22 lu­te­go 1931 s. Fau­sty­nie ob­ja­wił się Pan Je­zus. „Wie­czo­rem, kie­dy by­łam w ce­li, uj­rza­łam Pa­na Je­zu­sa ubra­ne­go w sza­cie bia­łej. Jed­na rę­ka wznie­sio­na do bło­go­sła­wień­stwa, a dru­ga do­ty­ka­ła sza­ty na pier­siach. Z uchy­le­nia sza­ty na pier­siach wy­cho­dzi­ły dwa wiel­kie pro­mie­nie, je­den czer­wo­ny, a dru­gi bla­dy. W mil­cze­niu wpa­try­wa­łam się w Pa­na, du­sza mo­ja by­ła prze­ję­ta bo­jaź­nią, ale i ra­do­ścią wiel­ką. – Po chwi­li po­wie­dział mi Je­zus: Wy­ma­luj ob­raz we­dług ry­sun­ku, któ­ry wi­dzisz, z pod­pi­sem: Je­zu, ufam To­bie. Pra­gnę, aby ten ob­raz czczo­no naj­pierw w ka­pli­cy wa­szej i na ca­łym świe­cie” – tak opi­sa­ła to ob­ja­wie­nie (Dzien­ni­czek, 47). Po­słusz­na po­le­ce­niu Pa­na Je­zu­sa, s. Fau­sty­na oso­bi­ście pil­no­wa­ła, by zo­stał On moż­li­wie jak naj­wier­niej od­da­ny na ob­ra­zie. Pierw­szą „wer­sję” na­ma­lo­wał Eu­ge­niusz Ka­zi­mi­row­ski i dzie­ło to znaj­du­je się w Wil­nie. Na­to­miast wi­ze­ru­nek Je­zu­sa Mi­ło­sier­ne­go, któ­ry wszy­scy zna­my, to wo­tum Adol­fa Hy­ły za oca­le­nie ro­dzi­ny w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej. Hy­ła ofia­ro­wał go do ka­pli­cy klasz­tor­nej ła­giew­nic­kie­go Sank­tu­arium Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia. Na nim speł­ni­ły się sło­wa Je­zu­sa. Ob­raz jest bo­wiem czczo­ny w ka­pli­cy sióstr i na ca­łym świe­cie. Jest wi­zu­al­nym zna­kiem orę­dzia Mi­ło­sier­dzia: uka­zu­je mi­ło­sier­dzie Bo­ga i mó­wi o na­szej od­po­wie­dzi na nie, któ­ra stresz­cza się w uf­no­ści wo­bec Bo­ga i mi­ło­sier­dziu dla bliź­nich.

Na­rzę­dzia w ludz­kich rę­kach

Naj­krót­szą mo­dli­twą do Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go jest akt: „Je­zu, ufam To­bie”. Po­za nią Pan Je­zus zo­sta­wił s. Fau­sty­nie coś spe­cjal­ne­go – ko­ron­kę do Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go. Jej sło­wa przy­szła świę­ta usły­sza­ła pod­czas ko­lej­nej wi­zji. Ob­ja­wił jej się anioł, któ­ry przy­szedł uka­rać zie­mię za grze­chy. Fau­sty­na usły­sza­ła i za­czę­ła po­wta­rzać sło­wa ko­ron­ki. To oca­li­ło zie­mię przed Bo­żym gnie­wem. Ko­lej­ne­go dnia sam Pan Je­zus prze­ka­zał za­kon­ni­cy szcze­gó­ło­we wy­tycz­ne od­no­śnie do tej mo­dli­twy, któ­ra po­tem zo­sta­ła prze­tłu­ma­czo­na na wie­le ję­zy­ków, w tym na na­rze­cza afry­kań­skie!

 

Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Gdy pla­no­wa­li­śmy te­mat nu­me­ru o Bo­żym Mi­ło­sier­dziu, nie przy­szło mi do gło­wy, że sta­nie się on dla mnie in­spi­ra­cją do do­bre­go prze­ży­cia koń­ców­ki Wiel­kie­go Po­stu. A te­raz, kie­dy oglą­dam prób­ne wy­dru­ki, kłu­ją mnie w oczy pu­ste li­nij­ki na str. 6–7, za­re­zer­wo­wa­ne na „mój uczy­nek”. Ko­lej­ne wy­ma­ga­nie, ko­lej­na po­przecz­ka. Po pro­stu ide­al­ny „tre­ning” na pod­su­mo­wa­nie wiel­ko­post­nych wy­rze­czeń. Ale uwa­ga! To nie jest bieg na czas – kto szyb­ciej za­li­czy 14 uczyn­ków – lecz eg­za­min z mi­ło­ści.

Dla­cze­go z mi­ło­ści? Bo im dłu­żej o tym my­ślę, tym bar­dziej utwier­dzam się w prze­ko­na­niu, że speł­nia­nie uczyn­ków mi­ło­sier­dzia co do du­szy i cia­ła jest mi bar­dzo po­trzeb­ne. To prze­strzeń, w któ­rej mo­gę wy­pró­bo­wać mo­ją mi­łość na wszyst­kich fron­tach: czy trosz­czę się o cho­rych, czy się mo­dlę, czy po­tra­fię po­cie­szyć, czy chęt­nie dzie­lę się swo­imi pie­niędz­mi, czy je­stem cier­pli­wa i wy­ro­zu­mia­ła, kie­dy do­świad­czam zra­nie­nia, czy…? Uff. Kie­dy pa­trzę na uczyn­ki z tej per­spek­ty­wy, je­stem tro­chę… prze­ra­żo­na? Tak, to do­bre sło­wo, bo prze­cież cią­gle nie do­ra­stam Je­zu­so­wi do pięt! Ale obok prze­ra­że­nia czu­ję też ulgę – do­bry Bóg po­wie­dział nam, co ro­bić, aby dojść do zba­wie­nia. Kon­kret­nie, ka­wa to na ła­wę.

To lu­bię.:) A gdy już przy zba­wie­niu je­ste­śmy, przyj­mij­cie naj­ser­decz­niej­sze ży­cze­nia! Zbli­ża­ją się naj­wspa­nial­sze świę­ta w ro­ku. Oby w każ­de­go smu­ta­sa wla­ły na­dzie­ję i praw­dzi­wą ra­dość! Po­zdro­wie­nia!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny