Miłość na wiele sposobów

Mam na imię Ane­ta i je­stem na trze­cim ro­ku stu­diów. Mam chło­pa­ka od pół­to­ra ro­ku i je­stem z nim bar­dzo szczę­śli­wa. Wła­ści­wie od ra­zu po­sta­no­wi­li­śmy żyć w czy­sto­ści przed ślu­bem. Du­żo o tym roz­ma­wia­li­śmy, wie­my, że nie jest to ła­twe, ale wie­my rów­nież, iż to uczy­ni nas szczę­śli­wy­mi, i tak wła­śnie jest, bo re­cep­ty od Bo­ga na­praw­dę dzia­ła­ją.

Ale za­cznij­my od po­cząt­ku. Na wstę­pie mu­szę za­zna­czyć, że to wła­śnie Pan Bóg uczył mnie o czy­sto­ści, bo mo­je po­glą­dy w tej kwe­stii ewo­lu­owa­ły i wie­rzę, że już są wła­ści­we. Gdy by­łam w gim­na­zjum, czy na­wet li­ceum wie­dzia­łam, że współ­ży­cie przed ślu­bem jest grze­chem. Tak, wie­dzia­łam, ale! Czło­wiek ma za­wsze ja­kieś „ale” do Bo­żych wska­zó­wek. Mó­wi­łam wte­dy, ow­szem, nie moż­na współ­żyć, ale już w na­rze­czeń­stwie lu­dzie są sie­bie pew­ni i wte­dy już moż­na to zro­bić.

foto_01-03_01-2016

Do­pie­ro przed stu­dia­mi od­kry­łam, ja­ka to bzdu­ra! Pierw­szym sy­gna­łem do zmia­ny my­śle­nia by­ła roz­mo­wa z ko­le­żan­ką na pew­nych re­ko­lek­cjach. Spa­ły­śmy w jed­nym po­ko­ju i, jak to ko­bie­ty, za­czę­ły­śmy roz­ma­wiać o wszyst­kim, co nas drę­czy. Tak do­szły­śmy do te­ma­tu czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej. Do dziś pa­mię­tam jej sło­wa po tym, jak za­py­ta­łam, co o tym my­śli. Brzmia­ły mniej wię­cej tak: „Bóg ty­le dla mnie zro­bił, umarł za mnie, a ja w ta­kiej rze­czy nie mo­gę być mu wier­na?”. To mnie ude­rzy­ło i za­czę­łam głę­biej się nad tym za­sta­na­wiać. Te za­sa­dy nie są po to, że­by nas znie­wo­lić, tyl­ko że­by­śmy by­li szczę­śli­wi. Po­tem czy­ta­łam kil­ka świa­dectw lu­dzi, któ­rzy mó­wi­li, co da­je im ży­cie w czy­sto­ści, i zo­ba­czy­łam, że ma to sens. Gdy za­czę­łam spo­ty­kać się z mo­im chło­pa­kiem, co chwi­lę po­ja­wia­ły nam się ar­ty­ku­ły o tym, dla­cze­go war­to za­cze­kać do ślu­bu. To by­ło na­praw­dę nie­zwy­kłe, jak­by sam Bóg nas kie­ro­wał i „pod­rzu­cał” za­le­ty ta­kie­go po­sta­no­wie­nia. Oczy­wi­ście by­ło wie­le po­kus i wiem, że cza­sem prze­kra­cza­li­śmy gra­ni­ce. Wte­dy, gdy nie wie­dzia­łam, co ro­bić, roz­ma­wia­łam o tym z księ­dzem i to wie­le mi wy­ja­śni­ło i po­mo­gło. Zro­zu­mie­li­śmy, że ja­kie­kol­wiek wcho­dze­nie w in­tym­ność już jest sek­su­al­no­ścią. Po­waż­na roz­mo­wa i ko­lej­ne po­sta­no­wie­nia. Te­raz już wie­my, jak po­wi­nien wy­glą­dać zwią­zek ze wska­za­nia­mi Bo­ży­mi. Ogrom­ną po­mo­cą w tej wal­ce zde­cy­do­wa­nie jest mo­dli­twa, zwłasz­cza przez wsta­wien­nic­two Mat­ki Bo­żej, któ­ra by­ła czy­sta do śmier­ci.

Co nam da­je ży­cie w czy­sto­ści? My­ślę, że praw­dzi­we cie­sze­nie się so­bą na­wza­jem, róż­no­rod­ne spę­dza­nie cza­su i praw­dzi­we po­zna­wa­nie się. Za­uwa­ży­li­śmy tak­że, że wca­le się od sie­bie nie od­da­la­my, ale uczy­my się ko­chać bar­dziej i na wie­le spo­so­bów (co za­bie­ra współ­ży­cie od po­cząt­ku związ­ku). Chce­my się do­brze przy­go­to­wać do ślu­bu, któ­ry bę­dzie bar­dzo waż­nym wy­da­rze­niem w na­szym ży­ciu i wie­my, że wier­ność Bo­gu i so­bie to naj­lep­szy spo­sób.

 

Ane­ta

Uwaga! Wirus

Nie­któ­rzy po zmar­twych­wsta­niu wy­sta­wia­ją gło­wę z gro­bu. Roz­glą­da­ją się po świe­cie i wra­ca­ją do swo­je­go gro­bu, bo no­wość ży­cia ich prze­ra­ża i nie in­te­re­su­je. Grzech.

Na ostat­niej pro­stej przy­go­to­wań do ŚDM roz­wa­ża­my pra­wa ży­cia du­cho­we­go, któ­re są esen­cją na­szej wia­ry. W grud­niu uświa­do­mi­li­śmy so­bie, że Pan Bóg nas ko­cha i ma dla na­sze­go ży­cia do­sko­na­ły plan, któ­ry nie jest od­gór­nym ste­ro­wa­niem, na­ka­zem, lecz pro­po­zy­cją ży­cia w szczę­ściu i mi­ło­ści. Bóg nas wy­ma­rzył i wy­my­ślił, „za­pro­jek­to­wał” od A do Z. Każ­dy z nas ma imię, a więc nie je­ste­śmy ano­ni­mo­wi, zni­kąd. To na­praw­dę do­bra wia­do­mość! Mi­mo to w mi­ster­nym Bo­żym pla­nie raz po raz po­ja­wia­ją się dziu­ry. Coś nie dzia­ła… Czyż­by Pan Bóg coś prze­ga­pił? Za­spał i za­po­mniał? A mo­że już Mu się znu­dzi­li­śmy? Nie.

foto_01-02_01-2016

W stycz­niu po­zna­je­my dru­gie pra­wo ży­cia du­cho­we­go: Czło­wiek jest grzesz­ny i w kon­se­kwen­cji od­dzie­lo­ny od Bo­ga. Grzech jest jak SPAM al­bo wi­rus. Wdzie­ra się do na­sze­go du­cho­we­go sys­te­mu, ro­bi ba­ła­gan, nisz­czy, krzyw­dzi. Ale to nie zna­czy, że ca­ły pro­gram (czy­li ja, ty) jest do wy­rzu­ce­nia. Je­śli po­ra­dzi­my so­bie z wi­ru­sem, oka­że się, że Bo­ży plan dzia­ła bez za­rzu­tu.

SPAM i wi­ru­sy

Czym jest grzech? Z po­mo­cą przy­cho­dzi nam Youcat. „Grzech po­le­ga na od­rzu­ce­niu Bo­ga i Je­go mi­ło­ści. Prze­ja­wia się to w lek­ce­wa­że­niu Je­go przy­ka­zań. Grzech to coś wię­cej niż błęd­ne za­cho­wa­nie. Nie jest to rów­nież psy­chicz­na sła­bość. W swej naj­głęb­szej isto­cie każ­de od­rzu­ce­nie czy też nisz­cze­nie cze­goś do­bre­go jest od­rzu­ce­niem cał­ko­wi­cie do­bra, od­rzu­ce­niem Bo­ga. Grzech w swym naj­głęb­szym i naj­strasz­niej­szym wy­mia­rze jest odłą­cze­niem się od Bo­ga, a tym sa­mym odłą­cze­niem się od źró­dła ży­cia” (p. 67).

Brzmi strasz­nie i wy­wo­łu­je ciar­ki na ple­cach, a mi­mo to grze­szy­my. Sza­tan jest do­sko­na­łym ku­si­cie­lem. Gdy­by miał fir­mę PR-ową al­bo mar­ke­tin­go­wą, wszyst­kie ofer­ty z ryn­ku by­ły­by je­go. Kie­dy na­bie­ra­my się na je­go sztucz­ki, sta­je­my się nie­wol­ni­ka­mi. To za­baw­ne, bo wy­da­je nam się wte­dy, że jest zu­peł­nie ina­czej – a wła­śnie po­ka­żę, że je­stem wol­ny, że nic mnie nie ogra­ni­cza, na­wet De­ka­log. To złu­dze­nie trwa bar­dzo krót­ko. Mo­że­my na­pi­sać, że za­pa­trze­nie w sza­ta­na czy­ni nas szczę­śli­wy­mi na krót­ko i znie­wo­lo­ny­mi na dłu­go.

 

oprac. Mag­da Gu­ziak-No­wak
na pod­sta­wie ma­te­ria­łów Kra­jo­we­go Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży Deo Pro­fil. Przy­go­to­wa­nia du­cho­we do ŚDM 2016 w Kra­ko­wie

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Przebaczyłam chłopakowi, Bogu i sobie

Mo­je naj­trud­niej­sze do­świad­cze­nie PRZEBACZENIA BLIŹNIEMU do­ty­czy­ło ko­goś, kto mó­wił, że mnie ko­cha, a jed­nak po wie­lu la­tach wspól­ne­go by­cia ra­zem – zo­sta­wił mnie. Dłu­gi czas mo­je ser­ce ogar­nia­ła złość i żal.

Do­pó­ki nie zo­ba­czy­łam ich roz­mia­ru, mo­głam tyl­ko przy­glą­dać się prze­ba­cze­niu – jak zza szy­by. Wi­dzia­łam je, ale nie mo­głam ich prze­żyć. Do­pie­ro mo­dli­twa po­mo­gła mi zo­ba­czyć praw­dzi­wy roz­miar krzyw­dy we wła­snym ser­cu. I wte­dy po­sta­no­wi­łam prze­ba­czyć. Ten pro­ces trwa do dzi­siaj. Kie­dy wra­cam my­śla­mi do tych smut­nych prze­żyć, po­trze­bu­ję so­bie przy­po­mi­nać, że prze­ba­czy­łam, bo mo­je ser­ce mie­wa cza­sem „amne­zję”. Bar­dzo waż­na by­ła dla mnie myśl z książ­ki Pas­ca­la Ide Czy moż­li­we jest prze­ba­cze­nie? Au­tor na­pi­sał, że ten pro­ces mo­że za­koń­czyć się na dwa spo­so­by: od­no­wie­niem re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem na no­wych za­sa­dach lub jej de­fi­ni­tyw­nym za­koń­cze­niem. Prze­ba­cze­nie po­zwa­la przy­jąć praw­dę o tym, że po­zwa­lam odejść dru­giej oso­bie – bez ża­lu. Da­ję jej i so­bie wol­ność, któ­ra po­zwa­la mi od no­wa po­ko­chać bliź­nie­go. To wła­śnie mi­łość do bliź­nie­go uzdal­nia do prze­ba­cze­nia i ak­cep­ta­cji je­go odej­ścia bez ża­lu.

foto_01-01_01-2016

Ko­lej­ny po­ziom to PRZEBACZENIE WOBEC BOGA. Kie­dy zmarł mój Ta­ta, mia­łam 18 lat. Wte­dy ob­ra­zi­łam się na Bo­ga. Od­da­li­łam się od Nie­go i chcia­łam, że­by cier­piał tak jak ja. Trud­no mi by­ło zo­ba­czyć to, że… On już cier­piał po­dob­nie.

Umarł za mnie na Krzy­żu. Po­trze­bo­wa­łam po­nad 15 lat, że­by to przy­swo­ić. Po­sta­wa ob­ra­żo­nej do­pro­wa­dzi­ła mnie do te­go, że waż­ne, ży­cio­we de­cy­zje pod­ję­łam bez Bo­ga. Po­głę­bi­łam tym sa­mym swo­je cier­pie­nie i ból, któ­ry był spo­wo­do­wa­ny już nie tyl­ko utra­tą Ta­ty, ale tak­że tym, że po­peł­ni­łam w swo­im ży­ciu wie­le błę­dów. Brak prze­ba­cze­nia Bo­gu do­pro­wa­dził mnie do za­da­nia głę­bo­kiej ra­ny sa­mej so­bie i pro­blem po­głę­bił się jesz­cze bar­dziej.

To, jak ży­łam, wzbu­dzi­ło we mnie ogrom­ne po­czu­cie wi­ny, nie­na­wiść do sa­mej sie­bie i brak wia­ry w to, że Bóg mo­że mi wy­ba­czyć to, co zro­bi­łam.

 

An­na, oprac. Mo­ni­ka Ma­śnik

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

Re­dak­cyj­na bu­rza mó­zgów. Z ja­kim ob­ra­zem, gra­fi­ką ko­ja­rzy nam się prze­ba­cze­nie? Po­da­ne rę­ce, przy­tu­le­nie, bi­blij­ny syn mar­no­traw­ny – pierw­sze sko­ja­rze­nia. Szu­ka­my da­lej. Ro­sa, bo to ożyw­cza świe­żość. Bia­łe go­łę­bie – sym­bol nie­win­no­ści, czy­stych re­la­cji i in­ten­cji. Kar­ty do gry – no­we roz­da­nie. Drzwi al­bo kłód­ka, któ­rą trze­ba otwo­rzyć. Wy­so­ki mur – sym­bol wy­sił­ku, aby się spo­tkać.

Trud­ny te­mat nu­me­ru. Trud­ny, bo wy­ma­ga­ją­cy, za­chę­ca­ją­cy do prze­ła­my­wa­nia sie­bie, do zmian. Chcia­ła­bym, aby­śmy po je­go lek­tu­rze za­pa­mię­ta­li, że ok, ma­my wy­ba­czać 77 ra­zy, czy­li za­wsze, ale sza­nu­jąc sie­bie, swo­je emo­cje i da­jąc so­bie pra­wo do prze­ży­wa­nia smut­ku i bó­lu. Wy­ba­cza­my, kie­dy nas zra­nio­no. Wy­ba­cze­nie nie jest hokus–pokus, jak na str. 4–5 pi­sze Mag­da. Sam pro­ces wy­ba­cza­nia, choć w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku za­wsze oka­zu­je się ozdro­wień­czym, mo­że bo­leć. A kie­dy cier­pi­my, by­wa, że mó­wi­my, że nie ro­zu­mie­my. Nie za­mie­rzam te­raz na­pi­sać, że jest nam źle, bo „Bóg tak chciał”, ale też nie chcę do­wo­dzić, że cier­pie­nie nie ma żad­ne­go sen­su. Ufam, że jest coś po­środ­ku, coś mię­dzy bez­sen­sem cier­pie­nia a po­strze­ga­niem go jak Bo­ży wy­rok.

A gdy­by­śmy tak spoj­rze­li na te trud­ne spra­wy przez pry­zmat... po­ezji? W tym nu­me­rze pi­sze­my rów­nież m.in. o ks. Ja­nie Twar­dow­skim. Swo­im wier­szem Proś­ba mó­wi nam, że gra­ni­cą zro­zu­mie­nia jest... śmierć. Do­pie­ro po śmier­ci, kie­dy za­mknie­my oczy, zo­ba­czy­my na­sze ży­cie od A do Z. Zo­ba­czy­my wszyst­ko – tak­że lu­dzi, któ­rzy nas skrzyw­dzi­li i któ­rym prze­ba­czy­li­śmy. Zro­zu­mie­my, dla­cze­go tak bar­dzo po­trze­bo­wa­li­śmy ofia­ro­wać ko­muś na­sze prze­ba­cze­nie.
 
Sam nic nie czy­ni­łem do­bre­go
ani mniej ani wię­cej
to tyl­ko anioł roz­da­wał
cza­sa­mi przez mo­je rę­ce
ko­chać też nie umia­łem
wier­nie ani nie­wier­nie
ktoś in­ny lep­szy
ko­chał prze­ze mnie
do­gma­tów nie ro­zu­mia­łem
ra­no w po­łu­dnie w no­cy
ufam że wy­tłu­ma­czysz
kie­dy mi za­mkniesz oczy

 
Do­brej lek­tu­ry!
 
Mag­da Gu­ziak-No­wak
re­dak­tor na­czel­ny