Budujemy szkołę stolarską

Za 10 zł mi­sjo­na­rze ku­pią 125 ce­gieł. Z Wojt­kiem Zię­bą z Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki roz­ma­wia Mar­cin No­wak.

Wojciech Zięba
Woj­ciech Zię­ba

Jak to się sta­ło, że wa­ka­cje w Afry­ce za­mie­ni­ły się w Pol­ską Fun­da­cję dla Afry­ki?

– To by­ło pra­wie 10 lat te­mu. Po­je­cha­li­śmy z żo­ną na wa­ka­cje do Etio­pii. Re­kla­my mó­wią, że to kraj że­bra­ków i ka­lek, ale nie znie­chę­ci­ło nas to, bo Etio­pia to też pięk­na kul­tu­ra i gó­ry Sie­men, po któ­rych chcie­li­śmy po­cho­dzić. Za­le­ża­ło nam na wa­ka­cjach po­za utar­ty­mi szla­ka­mi, więc biu­ro po­dró­ży od­pa­da­ło. Za­miast za­bie­rać luk­su­so­we wa­liz­ki, po­je­cha­li­śmy z ple­ca­ka­mi. Spa­li­śmy w na­mio­cie al­bo przy­droż­nych za­jaz­dach, po­dró­żo­wa­li­śmy sto­pem al­bo lo­kal­nym au­to­bu­sem, gdzie by­li­śmy je­dy­ny­mi bia­ły­mi pa­sa­że­ra­mi. Ude­rzy­ła nas nie­wy­obra­żal­na bie­da.

Nie wie­dzie­li­ście, że Afry­ka to kon­ty­nent kon­tra­stów? Że ży­ją tam bar­dzo bo­ga­ci, ale też naj­bied­niej­si lu­dzie świa­ta?

– Wie­dzie­li­śmy, spo­dzie­wa­li­śmy się, ale mi­mo wszyst­ko rze­czy­wi­stość nas za­sko­czy­ła. Wi­dzie­li­śmy le­żą­cych na uli­cy lu­dzi z wrzo­dzie­ją­cy­mi koń­czy­na­mi i nie­wi­do­mych star­ców, któ­rych mło­dzi chłop­cy pro­wa­dzi­li na targ, aby mo­gli coś wy­że­brać. Bi­blij­ne ob­ra­zy. I wszech­obec­ny brud.

Co czu­li­ście? Złość, li­tość, prze­ra­że­nie?

– Po­trze­bę dzia­ła­nia. Wy­je­cha­li­śmy z Etio­pii z prze­świad­cze­niem, że tak nie­wie­le trze­ba, aby po­pra­wić los choć kil­ku osób. Że na­wet zwy­kły czło­wiek z prze­cięt­ne­go eko­no­micz­nie kra­ju, ja­kim jest Pol­ska, mo­że bar­dzo kon­kret­nie po­móc ko­muś tam, w Afry­ce. Za­czę­li­śmy wspie­rać or­ga­ni­za­cje mi­syj­ne, ale cią­gle czu­li­śmy, że to nie wy­star­czy. Za­sta­na­wia­li­śmy się z żo­ną nad za­ło­że­niem no­wej or­ga­ni­za­cji. Wa­ha­li­śmy się jed­nak, bo ja­ki jest sens zbie­rać pie­nią­dze tu, a po­tem więk­szość wy­dać na sa­mo­lo­ty i ła­pów­ki dla afry­kań­skich władz? Aż wpa­dli­śmy na po­mysł, by stwo­rzyć or­ga­ni­za­cję, któ­re wes­prze lo­kal­ne or­ga­ni­za­cje w Afry­ce, a tym sa­mym po­mo­że lu­dziom wy­ko­nu­ją­cym do­brą ro­bo­tę, ale nie ma­ją­cym pie­nię­dzy.

I?

– I po­wsta­ła Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki. Dzia­ła­my pra­wie dwa la­ta. Je­ste­śmy po­ru­sze­ni ogrom­ną życz­li­wo­ścią, z ja­ką się spo­ty­ka­my. Przy­kle­ja się Po­la­kom łat­kę ra­si­stów i kse­no­fo­bów, a my w ża­den spo­sób nie mo­że­my te­go po­twier­dzić.

Czym róż­ni­cie od in­nych or­ga­ni­za­cji po­ma­ga­ją­cych Afry­ce?

– Wła­śnie tym, że dzia­ła­my lo­kal­nie, w Afry­ce, z Pol­ski. Do tej po­ry nie ku­pi­li­śmy ani jed­ne­go bi­le­tu i sa­mi nie ku­pi­li­śmy ani jed­nej ce­gły. Słu­cha­my po­trzeb lo­kal­nych or­ga­ni­za­cji, któ­re naj­le­piej zna­ją bie­żą­ce po­trze­by. Oce­nia­my ich wnio­ski i wy­bie­ra­my naj­lep­sze.

Naj­lep­sze, czy­li ja­kie?

– Ro­ku­ją­ce dłu­go­trwa­łe efek­ty. Chce­my prze­ka­zy­wać pie­nią­dze na in­we­sty­cje, two­rze­nie no­wych miejsc pra­cy, a nie tyl­ko na prze­je­dze­nie.

Któ­re ak­cje są naj­bliż­sze Wa­sze­mu ser­cu?

– Te, któ­re ma­ją po­ten­cjał, aby ży­wie­nio­wo lub fi­nan­so­wo usa­mo­dziel­nić mi­sje czy or­ga­ni­za­cje dzia­ła­ją­ce na rzecz ubo­gich w Afry­ce. Ma­rzę o tym, aby or­ga­ni­za­cje, któ­rym po­ma­ga­my, w przy­szło­ści nie po­trze­bo­wa­ły wpar­cia z Eu­ro­py i USA. To trud­ne, ale moż­li­we. Cie­szę się np. z bu­do­wy du­że­go go­spo­dar­stwa rol­ne­go na Ma­da­ga­ska­rze. Pro­jekt ru­szył rok te­mu, a w tym ro­ku ze­bra­no pierw­sze plo­ny. Choć go­spo­dar­stwo nie osią­gnę­ło jesz­cze peł­nej spraw­no­ści, już ze­bra­no sześć ton żyw­no­ści i kil­ka ty­się­cy jaj. Po­za tym, pa­rę osób ma sta­łą pra­cę.

Ra­zem z żo­ną an­ga­żu­je­cie się w Pol­sce rów­nież w dzia­łal­ność pro-li­fe. Czy dba­cie tak­że o afry­kań­skie dzie­ci nie­na­ro­dzo­ne?

– Bu­du­je­my la­bo­ra­to­ria i przy­chod­nie le­kar­skie. Po­wsta­ło kil­ka te­go ty­pu pla­có­wek w róż­nych re­gio­nach Afry­ki. Waż­ną in­we­sty­cją jest też bu­do­wa po­ro­dów­ki na Wy­brze­żu Ko­ści Sło­nio­wej.

Do­łą­cza­my do „Dro­gi” pusz­kę na ad­wen­to­we gro­si­ki dla Afry­ki. Na co zbie­ra­my?

– Na naj­now­szy pro­jekt – bu­do­wę no­wej szko­ły sto­lar­skiej na Ma­da­ga­ska­rze. To szó­sta ini­cja­ty­wa, któ­rą pro­wa­dzi­my wspól­nie z mi­sjo­na­rza­mi Du­cha Świę­te­go z Byd­gosz­czy. Pa­mię­tam, że gdy po­wsta­ła fun­da­cja, wie­lu księ­ży po­pro­si­li­śmy o mo­dli­twę w na­szej in­ten­cji. Je­den z nich wy­słał nam ma­ila. Pi­sał, że za­pew­nia o mo­dli­twie, ale nie­ste­ty, nie wes­prze nas fi­nan­so­wo, gdyż sam jest mi­sjo­na­rzem i pra­cu­je na Ma­da­ga­ska­rze. Od­pi­sa­li­śmy: „Ok, ode­zwie­my się do księ­dza w przy­szło­ści”. Te­raz, dzię­ki Bo­gu, ro­bi­my ra­zem do­bre rze­czy.

Ja­ka jest spe­cy­fi­ka Ma­da­ga­ska­ru?

– To nie­by­wa­le bied­ny kraj. Edu­ka­cja jest tam na tra­gicz­nym po­zio­mie. Pań­stwo­we szko­ły są n ni­skim po­zio­mie. Dzie­ci, za­miast się uczyć, czę­sto pra­cu­ją na po­lach swo­ich na­uczy­cie­li. Nic dziw­ne­go, że 31 proc. spo­łe­czeń­stwa to anal­fa­be­ci. Szko­ły mi­syj­ne nie wy­star­cza­ją. Naj­zdol­niej­sze dzie­ci ma­ją ni­kłą szan­sę na na­ukę w li­ceum lub stu­dia (co jest, oczy­wi­ście, bar­dzo dro­gie), ale mniej zdol­ne są za­zwy­czaj prze­gra­ne. Snu­ją się po bu­do­wach i po­lach, gdzie pra­cu­ją za gro­sze. Nie ma­ją za­wo­du, a więc i szan­sy na zbu­do­wa­nie do­mu i za­ło­że­nie ro­dzi­ny. A chcą pra­co­wać!

I dla­te­go szko­ła sto­lar­ska?

– Tak. Wy­star­czy po­ka­zać, jak uży­wać młot­ka i zro­bić z nich spe­cja­li­stów, co da im szan­sę na uczci­we pie­nią­dze, a po­ra­dzą so­bie w ży­ciu. Bu­du­je­my szko­łę dla 40 chłop­ców z za­ple­czem in­fra­struk­tu­ral­nym: su­szar­nią drew­na, ha­lą ma­szyn itp. Szko­ła bę­dzie uczyć prak­ty­ki: jak zro­bić okna, drzwi, pro­stą sto­lar­kę, na któ­rą jest ogrom­ne za­po­trze­bo­wa­nie. Je­den z mi­sjo­na­rzy jest za­wo­do­wym sto­la­rzem, co jest du­żym atu­tem te­go pro­jek­tu. Obok szko­ły po­wsta­nie też in­ter­nat dla 16 uczniów, bo Ma­da­ga­skar to wy­spa sie­rot. Du­ży od­se­tek dzie­ci nie ma ro­dzi­ców, bo śmier­tel­ność jest bar­dzo wy­so­ka.

Nie mam du­żo pie­nię­dzy, ale mo­gę dać 10 zł. Czy da się z ni­mi coś zro­bić?

– Oczy­wi­ście! Za 10 zł mi­sjo­na­rze ku­pią 125 ce­gieł. Ta­kie są afry­kań­skie prze­licz­ni­ki. W Pol­sce za 10 zł ku­pisz trzy pacz­ki chip­sów, a w Afry­ce – 125 ce­gieł. To mnie cią­gle za­chę­ca do pra­cy – że nie­wie­le trze­ba, aby czy­jeś ży­cie sta­ło się prost­sze i pięk­niej­sze. Że mo­je 10 zł to dla ko­goś szan­sa na do­bry start w do­ro­słość.

Na­sza re­dak­cja przy­łą­cza się z przy­jem­no­ścią.

Dzię­ki za roz­mo­wę!

 

Koszt bu­do­wy szko­ły sto­lar­skiej, warsz­ta­tu, in­ter­na­tu oraz ufun­do­wa­nia wy­po­sa­że­nia dla ab­sol­wen­tow to 251 tys. zł, w tym m.in.:

  • 8 gr – koszt jed­nej ce­gły
  • 175 zł – koszt jed­ne­go ima­dła sto­lar­skie­go
  • 545 zł – koszt wy­po­sa­że­nia jed­ne­go ab­sol­wen­ta w na­rzę­dzia
  • 5 525 zł – koszt jed­nej fre­zar­ki

Daj Afry­ce do rąk na­rzę­dzia! Wpłać na szko­łę sto­lar­ską już dziś!

Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki, ul. Kro­wo­der­ska 24/3, 31–142 Kra­ków

ra­chu­nek ban­ko­wy: Bank Pe­kao SA 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775

wpisz w ty­tu­le prze­le­wu: „Da­ro­wi­zna – po­moc dla Afry­ki”

lub wejdź na na­szą stro­nę www.pomocafryce.pl – do­wiedz się wię­cej i wpłać przez in­ter­net!

Hipis pseudonim „Ksiądz”

Ude­rza mnie treść hym­nu: „Je­zu oto­czo­ny rze­szą ka­lek, ślep­ców, pro­sty­tu­tek, cel­ni­ków i grzesz­ni­ków”. Dzi­siaj moż­na do­dać: hi­pi­sów, pun­ków, gi­tów, ra­sta­ma­nów – opo­wia­da ks. An­drzej Szpak SDB, dusz­pa­sterz mło­dzie­ży róż­nych dróg.

Nie­któ­rzy mó­wią, że gdy­by Szpa­ku nie był księ­dzem, był­by hi­pi­sem o pseu­do­ni­mie „ksiądz”. Dla­cze­go hi­pi­si są szcze­gól­ni? Co urze­ka w ich spo­so­bie by­cia? Spodnie dzwo­ny, barw­ne ko­szu­le, kwie­ci­ste chu­s­ty, a mo­że obo­wiąz­ko­we, dłu­gie wło­sy?

– Ko­lo­ro­we ubra­nia by­ły świet­ne, zwłasz­cza w sza­rych cza­sach PRL-u. Pe­wien bi­skup pod­czas zlo­tu za­py­tał hi­pi­sa: cze­mu no­sisz dłu­gie wło­sy? A chło­pak od­po­wie­dział: a co bi­sku­pa ob­cho­dzą mo­je wło­sy? Tro­chę nie­grzecz­nie, ale ja przez pe­wien czas też no­si­łem dłu­gie wło­sy. Był to znak nie­sto­so­wa­nia prze­mo­cy, ra­zem z pa­cyf­ką czy in­diań­ski­mi ko­ra­li­ka­mi. Ta­ką mie­li ide­olo­gię. Kie­dyś mi­li­cjant sprał jed­ne­go hi­pa pa­łą, a ten mu od­po­wie­dział: dzię­ku­ję. Mi­li­cjant zdę­biał. Lu­bi­łem ich słu­chać. A oni po­trze­bo­wa­li po­wier­ni­ka, przed któ­rym mo­gli­by wszyst­ko po­wie­dzieć. I opo­wia­da­li przy­kre rze­czy: o par­szy­wym świe­cie, o za­bi­ja­niu, o woj­sku, któ­re uczy­ło za­bi­jać. Ich ży­cio­wej fi­lo­zo­fii o ży­ciu bez prze­mo­cy nie da­ło się po­go­dzić ze służ­bą woj­sko­wą. Mie­li pa­cy­fi­stycz­ne prze­ko­na­nia. To by­ła płasz­czy­zna łą­czą­ca z Ko­ścio­łem.

foto_01-03_23-2015

Pod ko­niec lat 70. roz­po­czął Ksiądz or­ga­ni­zo­wa­nie pie­szych piel­grzy­mek do Czę­sto­cho­wy, któ­rych uczest­ni­ka­mi by­li mło­dzi lu­dzie zbun­to­wa­ni wo­bec rze­czy­wi­sto­ści. Na­zwa­li się „Bia­ło-Czar­ni” i po­cząt­ko­wo wcho­dzi­li w skład aka­de­mic­kiej gru­py war­szaw­skiej. W 1982 r. utwo­rzy­li sa­mo­dziel­ną gru­pę pod na­zwą Ogól­no­pol­ska Piel­grzym­ka Mło­dzie­ży Róż­nych Dróg. Mię­dzy piel­grzym­ka­mi or­ga­ni­zu­je Ksiądz dla nich zlo­ty. Po co?

– Na po­cząt­ku nie by­ło nas wie­lu: 30–40. By­ła wśród nas Ba­sia. Pięk­na dziew­czy­na. Po la­tach zo­sta­ła sio­strą za­kon­ną. Mia­ła dar ma­lo­wa­nia por­tre­tów. Ca­ły zlot był jed­nym wiel­kim por­tre­to­wa­niem. Każ­dy po­zo­wał. Ba­sia by­ła bar­dzo cier­pli­wa, a jej ma­ma mó­wi­ła, że gdy wra­ca ze zlo­tu, to jest ja­kaś lep­sza. To mnie uspo­ko­iło. Ba­łem się, że te zlo­ty mo­gą się przy­czy­niać do roz­wo­ju ne­ga­tyw­nych cech ko­ja­rzo­nych z hi­pi­zmem, jak bunt prze­ciw­ko świa­tu do­ro­słych, od­rzu­ce­nie za­ka­zów, a tym­cza­sem trzy­ma­ły po­ziom i two­rzy­ły „po­zy­tyw­ne kli­ma­ty”. Uczest­ni­cy przy­jeż­dża­ją z ca­łej Pol­ski, aby się spo­tkać, bo An­drzej za­ła­twił im spa­nie, tro­chę ja­dła i świę­to­wa­nie, nie­raz do ra­na w nie­dzie­lę. A łą­czy ich na­praw­dę chrze­ści­jań­ska mi­łość.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Pięciokolorowy różaniec

Mi­syj­ny ró­ża­niec jest tak ko­lo­ro­wy jak kon­ty­nen­ty, któ­rym od­po­wia­da­ją po­szcze­gól­ne je­go czę­ści. Ko­lor zie­lo­ny sym­bo­li­zu­je Afry­kę, czer­wo­ny Ame­ry­kę, bia­ły Eu­ro­pę i Oj­ca Świę­te­go, nie­bie­ski Oce­anię, a żół­ty Azję. Na ró­żań­cu tym mo­dli się tak, jak na „zwy­kłym”. Je­dy­na róż­ni­ca po­le­ga na tym, że w trak­cie od­ma­wia­nia ko­lej­nych ta­jem­nic, obej­mu­je­my mo­dli­twą kon­ty­nen­ty od­po­wia­da­ją­ce ko­lo­ro­wi ko­ra­li­ków. Mi­syj­ny ró­ża­niec „wy­my­śli­ła” Pau­li­na Ja­ri­cot, któ­rej głę­bo­ko na ser­cu le­ża­ły mi­sje. W 1826 r. za­czę­ła zbie­rać gru­py li­czą­ce po 15 człon­ków. Każ­da z osób lo­so­wa­ła jed­ną z ta­jem­nic ró­żań­ca, któ­rą mia­ła co­dzien­nie od­ma­wiać. Dzię­ki te­mu każ­de­go dnia w in­ten­cji mi­sji był od­ma­wia­ny ca­ły ró­ża­niec.

 

foto_01-02_23-2015Obec­nie ca­ły Ko­ściół za zgo­dą pa­pie­ża Piu­sa XI mo­dli się tym ró­żań­cem. Oczy­wi­ście, ró­ża­niec mi­syj­ny nie wy­czer­pu­je moż­li­wo­ści mo­dlitw za mi­sje. Moż­na za nie rów­nież ofia­ro­wać Ko­mu­nię św., Dro­gę Krzy­żo­wą czy swo­je cier­pie­nie.

 

oprac. Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Cała klasa pomaga misjom

Pa­weł Ra­dosz od­dał swo­je kie­szon­ko­we na kup­no ko­zy dla ro­dzi­ny w Kon­go. Gim­na­zja­li­ści z So­ko­ło­wa Pod­la­skie­go zre­zy­gno­wa­li z „mi­ko­ła­jek”, a pie­nią­dze, za któ­re ku­pi­li­by so­bie pre­zen­ty, prze­zna­czy­li na „Ad­op­cję ser­ca”. Przy­nie­śli też do szko­ły nie­po­trzeb­ne za­baw­ki i zor­ga­ni­zo­wa­li lo­te­rię fan­to­wą. Do­chód prze­ka­za­li sa­le­zjań­skim mi­sjo­na­rzom.

Mi­sje zwy­kle ko­ja­rzą się z czymś od­le­głym, co nas nie do­ty­czy. Mi­sjo­na­rze są gdzieś w świe­cie, a my ma­my swo­je pro­ble­my tu, na miej­scu. Dwa ty­sią­ce pol­skich mi­sjo­na­rzy i mi­sjo­na­rek gło­szą Do­brą No­wi­nę i nio­są kon­kret­ną po­moc w 97 kra­jach. A jed­nak. My mo­że­my ich wspie­rać.

foto_01-01_23-2015

Mo­żesz, chcesz, po­tra­fisz Nie wszyst­kich stać na wspar­cie fi­nan­so­we mi­sji. Ja­ko ucznio­wie nie ma­my wie­lu pie­nię­dzy, ale by po­ma­gać mi­sjo­na­rzom, wy­star­czą do­bre ser­ce i szcze­re chę­ci. Fun­da­cja „Re­demp­to­ris Mis­sio” od lat wspie­ra mi­sje, wy­sy­ła­jąc le­kar­stwa, środ­ki opa­trun­ko­we i sprzęt me­dycz­ny, ale tak­że znacz­ki pocz­to­we, oku­la­ry, sta­re lecz spraw­ne te­le­fo­ny ko­mór­ko­we, a na­wet my­dło, szczo­tecz­ki do zę­bów i pam­per­sy. Mo­że zor­ga­ni­zu­je­cie po­dob­ną zbiór­kę w swo­jej kla­sie? War­to też włą­czyć się w ini­cja­ty­wę Pa­pie­skich Dzieł Mi­syj­nych, skie­ro­wa­ną do mło­dzie­ży pod na­zwą Mło­dzi dla Mi­sji. Ma ona na ce­lu roz­wi­ja­nie współ­pra­cy mi­syj­nej przez róż­ne for­my apo­stol­stwa, in­for­mo­wa­nie o mi­sjach, for­mach współ­pra­cy i po­mo­cy mi­sjom. Wejdź na ich stro­nę i sprawdź, jak po­ma­gać.

Czy wiesz, że mo­żesz po­ma­gać mi­sjom ja­ko… ro­dzic ad­op­cyj­ny? Mo­że ra­zem z kla­są za­adop­tu­je­cie ró­wie­śni­ka z dru­gie­go koń­ca świa­ta? Ad­op­cja Ser­ca to po­moc kon­kret­ne­mu, zna­ne­mu z na­zwi­ska i imie­nia dziec­ku. Ofia­ro­daw­ca opła­ca koszt utrzy­ma­nia i edu­ka­cji. W za­mian otrzy­mu­je je­go fo­to­gra­fię i ad­res, by móc z nim ko­re­spon­do­wać.

Mo­żesz tak­że po­móc pol­skim mi­sjo­na­rzom, wy­sy­ła­jąc smsa o tre­ści MISJE pod nu­mer 72032. Koszt jed­ne­go sms-a to 2,46 zł (z VAT). Jed­ną z form po­mo­cy jest rów­nież... wy­jazd na mi­sje. To już praw­dzi­wy hard­co­re. Ale są ta­cy, któ­rzy się nie bo­ją...

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Ob­ra­cam w rę­kach pusz­kę na ad­wen­to­we gro­si­ki dla Afry­ki. I szu­kam zło­te­go środ­ka. Bo z jed­nej stro­ny chcę Wam na­pi­sać, że bar­dzo się cie­szę, że wspól­nie mo­że­my po­móc. Przez ca­ły Ad­went pusz­ka bę­dzie sta­ła na lo­dów­ce w mo­im do­mu i bę­dzie­my do niej wrzu­cać pie­niąż­ki. Z dru­giej stro­ny, przy­po­mi­na­ją mi się sło­wa Pa­na Je­zu­sa, że­by le­wa rę­ka nie wie­dzia­ła, co czy­ni pra­wa, czy­li że­by nie chwa­lić się swo­imi do­bry­mi uczyn­ka­mi. Wie­rzę jed­nak, że jest coś po­środ­ku. Coś po­mię­dzy szpa­no­wa­niem, że po­ma­gam, a cho­wa­niem się w ką­cie ze swo­im wraż­li­wym ser­cem.

To „coś po­mię­dzy” jest wy­mia­ną do­świad­cze­niem i dzia­ła­niem we wspól­no­cie, któ­rą mo­że być szkol­na kla­sa. To „coś po­mię­dzy” da­je si­łę, bo wi­dzi­my, że je­śli po­dzie­li­my się pra­cą, to sto­sun­ko­wo nie­wiel­kim na­kła­dem środ­ków, mo­że­my na­praw­dę wie­le. Przy­kła­dy? Zo­stań­my przy mi­sjach, któ­re są te­ma­tem te­go nu­me­ru. Chy­ba w każ­dym do­mu jest dziś oku­lar­nik. Jed­ne sta­re opraw­ki nie wy­le­czą wszyst­kich par oczu na mi­sjach, ale je­śli zor­ga­ni­zu­je­my w na­szej szko­le zbiór­kę oku­la­rów i każ­dy uczeń oraz na­uczy­ciel przy­nie­sie jed­ną pa­rę, zbie­rze­my ich kil­ka­set! Dru­gi przy­kład. Więk­szość z nas nie ma zbęd­nych stu zło­tych na szko­łę sto­lar­ską na Ma­da­ga­ska­rze, któ­rą bu­du­je Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki, ale za­łóż­my, że w cią­gu Ad­wen­tu z nie­zje­dzo­nych ba­to­ni­ków uzbie­ra­my 10 zł. Po­mnóż­my to przez licz­bę czy­tel­ni­ków „Dro­gi” i ma­my su­mę, któ­ra we­dług afry­kań­skich prze­licz­ni­ków oka­zu­je się za­wrot­na.

Za­tem za­chę­cam Was do „cze­goś po­mię­dzy”, czy­li do wraż­li­wo­ści na po­trze­by dru­gie­go czło­wie­ka i za­pra­sza­nia do po­ma­ga­nia Wa­szych Ro­dzi­ców, Dziad­ków, Przy­ja­ciół. Je­śli do­bro za­cznie się mno­żyć, trud­no je po­wstrzy­mać!

 

Mi­łej lek­tu­ry!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny