O lekach wiem wszystko

Z Ka­ta­rzy­ną Szy­mon, far­ma­ceut­ką, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

W PIGUŁCE

PREDYSPOZYCJE: su­mien­ność, skru­pu­lat­ność i od­po­wie­dzial­ność. Waż­na jest umie­jęt­ność ra­dze­nia so­bie ze stre­sem oraz spo­strze­gaw­czość i po­dziel­ność uwa­gi. Od far­ma­ceu­ty ocze­ku­je się wraż­li­wo­ści na cier­pie­nie cho­rych, zdol­no­ści two­rze­nia at­mos­fe­ry in­tym­no­ści, po­sza­no­wa­nia praw i god­no­ści pa­cjen­ta oraz prze­strze­ga­nia za­sad ety­ki. Życz­li­wość i wy­so­ka kul­tu­ra oso­bi­sta są tak­że mi­le wi­dzia­ne.

SZKOŁA/WYKSZTAŁCENIE: ty­tuł ma­gi­stra far­ma­cji uzy­sku­je się po ukoń­cze­niu 5-let­nich stu­diów ma­gi­ster­skich na aka­de­mii me­dycz­nej oraz obo­wiąz­ko­we­go pół­rocz­ne­go sta­żu w ap­te­ce.

OBOWIĄZKI: przyj­mo­wa­nie, wy­da­wa­nie i prze­cho­wy­wa­nie pro­duk­tów lecz­ni­czych, wy­ro­bów me­dycz­nych i su­ple­men­tów die­ty; po­rzą­dza­nie le­ków re­cep­tu­ro­wych oraz udzie­la­nie in­for­ma­cji o le­kach. Far­ma­ceu­ci rów­nież do­ra­dza­ją pa­cjen­tom w za­kre­sie in­te­rak­cji i sto­so­wa­nia le­ków. Nie­rzad­ko zaj­mu­ją się do­ku­men­ta­cją i za­opa­trze­niem ap­te­ki.

Co Cię za­in­te­re­so­wa­ło w za­wo­dzie far­ma­ceu­ty? – Od dziec­ka in­te­re­so­wa­łam się me­dy­cy­ną, pro­ble­ma­mi zdro­wot­ny­mi, zdro­wym sty­lem ży­cia. Mo­ja ma­ma jest pie­lę­gniar­ką, więc te­ma­ty me­dycz­ne by­ły w na­szym do­mu czymś na­tu­ral­nym.

foto_01-03_22-2015

Na far­ma­cji trze­ba za­pa­mię­tać wie­le trud­nych i dłu­gich nazw. Jak so­bie z tym ra­dzi­łaś? – Nie mia­łam ja­kie­goś kon­kret­ne­go spo­so­bu. Trze­ba by­ło wku­wać, aż do za­pa­mię­ta­nia. Nie­ste­ty, stu­dia nie przy­go­to­wu­ją do prak­tycz­ne­go wy­ko­ny­wa­nia za­wo­du. Zbyt ma­ła licz­ba za­jęć prak­tycz­nych w ap­te­ce i nie­ade­kwat­ny pro­gram utrud­nia­ją pro­fe­sjo­nal­ny start. Dla­te­go tak waż­ne jest od­by­cie sta­żu w ap­te­ce o sze­ro­kim za­kre­sie dzia­łal­no­ści. Far­ma­ceu­ta, tak jak każ­dy pra­cow­nik służ­by zdro­wia, mu­si cią­gle się do­kształ­cać na kur­sach, szko­le­niach i czy­tać fa­cho­wą li­te­ra­tu­rę.

A ja­ki po­wi­nien być do­bry far­ma­ceu­ta? – Przede wszyst­kim cier­pli­wy i kom­pe­tent­ny. Waż­ne, by miał wie­dzę nie tyl­ko o le­kach, ale rów­nież z za­kre­su zdro­wia, ko­sme­to­lo­gii i die­te­ty­ki. Po­wi­nien za­cho­wać zim­ną krew, po­sta­wę aser­tyw­ną i nie dać so­bie „wejść na gło­wę” rosz­cze­nio­wym pa­cjen­tom. Far­ma­ceu­ta pra­cu­je w pla­ców­ce służ­by zdro­wia, a nie w skle­pie.

Nie zga­dzasz się za­tem z opi­nią, że far­ma­ceu­ta jest sprze­daw­cą, a ap­te­ka me­dycz­nym skle­pem? – Wo­bec pro­ble­mów z prze­pi­sa­mi pra­wa, biu­ro­kra­cją, agre­syw­ną i nie­uczci­wą kon­ku­ren­cją ap­tek – mi­sja far­ma­ceu­ty scho­dzi na dal­szy plan.

Go­dzi­my się na pra­cę sprze­daw­cy-ka­sje­ra. Współ­cze­sny pa­cjent jest rosz­cze­nio­wy i wszech­wie­dzą­cy (in­ter­net bar­dzo w tym po­ma­ga!).

Po­trze­ba du­żo sa­mo­za­par­cia, pro­fe­sjo­na­li­zmu i em­pa­tii, aby zjed­nać so­bie pa­cjen­tów. Na­le­ży pa­mię­tać, że ap­te­ka to nie sklep, po­nie­waż nie przy­cho­dzi tu klient, tyl­ko pa­cjent.

Czy ab­sol­went far­ma­cji mo­że pra­co­wać tyl­ko w ap­te­ce? – To pierw­sza i naj­bar­dziej po­pu­lar­na moż­li­wość za­trud­nie­nia. Moż­na rów­nież pra­co­wać w la­bo­ra­to­rium, ap­te­ce szpi­tal­nej al­bo fir­mie far­ma­ceu­tycz­nej.

Jak so­bie ra­dzisz z re­cep­ta­mi wy­pi­sy­wa­ny­mi przez le­ka­rzy? Me­dy­cy sły­ną z trud­ne­go do roz­szy­fro­wa­nia cha­rak­te­ru pi­sma...

– Prak­ty­ka, do­świad­cze­nie i zna­jo­mość du­żej licz­by pre­pa­ra­tów uła­twia­ją od­czy­ta­nie re­cep­ty. Po­za tym, na zmia­nie jest dru­ga oso­ba, z któ­rą moż­na skon­sul­to­wać re­cep­tę.

Roz­wią­za­nie pro­ble­mu umoż­li­wia tak­że wy­wiad z pa­cjen­tem lub ewen­tu­al­nie kon­takt z le­ka­rzem. Ni­gdy nie po­zo­sta­wiam pa­cjen­ta bez le­ku.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Przyjaciele żonkila

Li­sto­pad to kwe­sty na kra­kow­skich cmen­ta­rzach. Wo­lon­ta­riu­sze zbie­ra­ją na Ho­spi­cjum im. św. Ła­za­rza. Wie­lu z nich na­le­ży do Szkol­nych Klu­bów Przy­ja­ciół Żon­ki­la.

Dla­cze­go wła­śnie żon­ki­le? Bo są mię­dzy­na­ro­do­wym sym­bo­lem na­dziei. Przy­po­mi­na­ją o lu­dziach cier­pią­cych, umie­ra­ją­cych z po­wo­du cięż­kich, śmier­tel­nych cho­rób. Szkol­ne Klu­by Przy­ja­ciół Żon­ki­la po­wsta­ły w 2007 r., by wy­róż­nić szko­ły, któ­re w spo­sób szcze­gól­ny i sta­ły an­ga­żu­ją się w po­moc ho­spi­cjum. Obec­nie na te­re­nie Kra­ko­wa i Ma­ło­pol­ski dzia­ła ich ok. 30. Za­da­niem klu­bów jest zbie­ra­nie fun­du­szy na po­trze­by pla­ców­ki i włą­cza­nie się w or­ga­ni­zo­wa­ne przez nią ak­cje. W po­moc ho­spi­cjum naj­dłu­żej an­ga­żu­je się Ze­spół Szkół Ogól­no­kształ­cą­cych In­te­gra­cyj­nych nr 4 im. Pol­skich No­bli­stów z Kra­ko­wa.

foto_01-02_22-2015

– Do klu­bu po­wsta­łe­go z ini­cja­ty­wy pa­ni Gra­ży­ny No­wak na­le­ży ok. 35 osób, ale w je­go ak­cje włą­cza się ok. 60 uczniów. Głów­nie są to gim­na­zja­li­ści, choć zda­rza­ją się tak­że ucznio­wie z V i VI kl. szko­ły pod­sta­wo­wej – wy­ja­śnia Edy­ta Ko­chan, ka­te­chet­ka i opie­kun­ka klu­bu, któ­rej po­ma­ga­ją ks. Piotr Pie­trusz­ka i Do­mi­ni­ka Kar­ska-Ma­zoń, pro­wa­dzą­ca warsz­ta­ty.

W cią­gu ro­ku szkol­ne­go człon­ko­wie klu­bu bio­rą udział w co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach for­ma­cyj­nych, in­for­ma­cyj­nych lub warsz­ta­tach pla­stycz­no-tech­nicz­nych. Obo­wiąz­ko­wo mu­szą an­ga­żo­wać się we wszyst­kie kwe­sty i ak­cje na rzecz ho­spi­cjum, któ­re nie ko­li­du­ją z ich lek­cja­mi. Na spo­tka­niach for­ma­cyj­nych klu­bo­wi­cze uczą się m.in. o idei wo­lon­ta­ria­tu ho­spi­cyj­ne­go. W cza­sie warsz­ta­tów pla­stycz­no-tech­nicz­nych przy­go­to­wu­ją m.in. za­kład­ki, bi­żu­te­rię, kart­ki i ksią­żecz­ki ze zło­ty­mi my­śla­mi oraz wy­ko­nu­ją pra­ce na kon­kur­sy, or­ga­ni­zo­wa­ne przez ho­spi­cjum.

Wio­sną bio­rą udział w Po­lach Na­dziei. Na­zwa ak­cji po­cho­dzi od sa­dzo­nych w miej­skich par­kach żon­ki­lo­wych ra­ba­tek. Wo­lon­ta­riu­sze kwe­stu­ją na rzecz ho­spi­cjum, a póź­niej idą w Mar­szu Na­dziei wo­kół Ryn­ku Głów­ne­go i sa­dzą żon­ki­le na Plan­tach pod Bun­krem Sztu­ki.

Kwe­sty or­ga­ni­zu­ją tak­że w li­sto­pa­dzie na kra­kow­skich cmen­ta­rzach i na ze­bra­niach z ro­dzi­ca­mi, a w mar­cu i kwiet­niu zbie­ra­ją dat­ki przed ko­ścio­ła­mi w swo­jej dziel­ni­cy. – Tra­dy­cją sta­ło się to, że roz­po­czy­na­my od kwe­sty w pa­ra­fii Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go w No­wym Pro­ko­ci­miu – mó­wi pa­ni Edy­ta. – Pa­ra­fia­nie co ro­ku do­py­tu­ją, kie­dy roz­pocz­nie się ta zbiór­ka.

Dzia­łal­ność Szkol­ne­go Klu­bu Przy­ja­ciół Żon­ki­la to jed­nak nie sa­me zbiór­ki pie­nię­dzy. Klu­bo­wi­cze w spo­sób szcze­gól­ny pa­mię­ta­ją o pod­opiecz­nych ho­spi­cjum, któ­rzy nie ma­ją ni­ko­go bli­skie­go, kto mógł­by im to­wa­rzy­szyć w cza­sie świąt. Na Bo­że Na­ro­dze­nie przy­go­to­wu­ją dla nich stro­iki, ozdo­by świą­tecz­ne, któ­ry­mi pra­cow­ni­cy ho­spi­cjum de­ko­ru­ją cho­in­ki i po­ko­je pa­cjen­tów oraz świą­tecz­ne kart­ki z ży­cze­nia­mi, a na Wiel­ka­noc stro­iki i róż­ne drob­ne upo­min­ki. W cza­sie wa­len­ty­nek dla każ­de­go cho­re­go przy­go­to­wu­ją pięk­ne, ar­ty­stycz­ne karteczki–bileciki.

– Szkol­ny Klub Przy­ja­ciół Żon­ki­la jest roz­po­zna­wal­ny nie tyl­ko w na­szej dziel­ni­cy, ale i w ca­łym mie­ście – pod­kre­śla pa­ni Edy­ta. Nie­zwy­kle bu­du­ją­ce dla mnie jest to, że idea wo­lon­ta­ria­tu i zwią­za­ne z nią war­to­ści zo­sta­ją w mło­dym czło­wie­ku. Część na­szych klu­bo­wi­czów po opusz­cze­niu szko­ły zo­sta­je pro­fe­sjo­nal­ny­mi wo­lon­ta­riu­sza­mi w Ho­spi­cjum św. Ła­za­rza, a kil­ko­ro z nich na­dal przy­cho­dzi na na­sze spo­tka­nia i ak­cje.

 

Aga­ta Goł­da

Kuk­nij tu­taj: klubzonkilowygimnazjum32.blogspot.com

 

KSM. Reaktywacja. 25 lat

Jed­na z naj­więk­szych mło­dzie­żo­wych or­ga­ni­za­cji świę­tu­je okrą­głe uro­dzi­ny. Do­łą­czysz?

KSM, czy­li Ka­to­lic­kie Sto­wa­rzy­sze­nie Mło­dzie­ży. Ka­to­lic­kie, bo dzia­ła pod pa­tro­na­tem Ko­ścio­ła. Sto­wa­rzy­sze­nie, po­nie­waż jest za­re­je­stro­wa­ne w „ba­zie” pol­skich or­ga­ni­za­cji, ma pie­cząt­ki, kie­row­nic­twa od­dzia­łów i biu­ra. Mło­dzie­ży, po­nie­waż tu mło­dzi dzia­ła­ją dla mło­dych – człon­ko­wie i sym­pa­ty­cy KSM-u ma­ją od lat 14 do 30.

Ale skrót KSM moż­na też roz­szy­fro­wać ina­czej – od­waż­nie i z po­lo­tem, jed­nak za­cho­wu­jąc sto pro­cent tre­ści – Kształ­tuj Swo­ją Mło­dość. Jest w tym krót­kim zda­niu coś… nie­po­ko­ją­ce­go. KSM-owicz jest ak­tyw­ny, twór­czy, „no­si go”, że­by zro­bić coś do­bre­go dla in­nych. Je­śli więc lu­bisz cie­płe kap­cie, ko­cyk i ka­kao przed te­le­wi­zor­kiem, nie czy­taj da­lej.

foto_01-01_22-2015

Roz­mo­dle­ni ak­ty­wi­ści

Ze­bra­nie w jed­nym miej­scu KSM-owskich ini­cja­tyw by­ło­by za­da­niem kar­ko­łom­nym. Na po­zio­mie od­dzia­łów (w pa­ra­fiach) i kół (w szko­łach) od­by­wa­ją się co­ty­go­dnio­we spo­tka­nia for­ma­cyj­ne. Ale to nie tak, że przy­cho­dzisz, tyl­ko słu­chasz, ksiądz pro­wa­dzi, je­my piz­zę i jest faj­nie. W KSM-ie tak­że ty przy­go­to­wu­jesz się do pro­wa­dze­nia spo­tkań, za­bie­rasz głos w dys­ku­sjach, je­steś ak­tyw­ny. Kształ­tu­jesz Swo­ją Mło­dość, nie cze­ka­jąc, aż in­ni zro­bią to za cie­bie. Gdy jest fun­da­ment, czy­li du­żo mo­dli­twy i bli­ski kon­takt z Pa­nem Bo­giem, KSM-owi­cze wy­cho­dzą z ini­cja­ty­wą. Pro­po­nu­ją ak­cje, w któ­rych mo­gą uczest­ni­czyć ich ko­le­dzy czy pa­ra­fia­nie. Or­ga­ni­zu­ją więc dys­ko­te­ki, klu­by fil­mo­we, fe­sty­ny ro­dzin­ne, po­moc cha­ry­ta­tyw­ną, kier­ma­sze wiel­ka­noc­ne i bo­żo­na­ro­dze­nio­we, za­ję­cia dla dzie­ci, ko­re­pe­ty­cje…

Za­tem praw­dzi­wy KSM-owicz to roz­mo­dlo­ny ak­ty­wi­sta. Nie za­my­ka się w Ko­ście­le, ale cią­gle szu­ka spo­so­bów, by in­nym lu­dziom po­wie­dzieć o Bo­gu. Z dru­giej stro­ny, nie od­pusz­cza for­ma­cji i mo­dli­twy na rzecz na­wet naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych even­tów.

Praw­dzi­we KSM-owskie ży­cie to­czy się w od­dzia­le. Tam moż­na na­uczyć się or­ga­ni­za­cji, ale też na­wią­zać przy­jaź­nie. Na za­wsze.

Pra­cę pa­ra­fial­nych od­dzia­łów KSM ko­or­dy­nu­je Za­rząd Die­ce­zjal­ny, któ­re­go two­rzą KSM-owi­cze z więk­szym do­świad­cze­niem. Za­kła­da­ją no­we od­dzia­ły i or­ga­ni­zu­ją ak­cje na więk­szą ska­lę np. ogól­no­pol­ski Rajd dla Ży­cia, sprzą­ta­nie rzek w ra­mach Ka­ja­ko­we­go Pa­tro­lu św. Fran­cisz­ka, roz­gryw­ki spor­to­we, obo­zy ję­zy­ko­we i piel­grzym­ki ro­we­ro­we. KSM-owi­cze wy­da­ją też je­dy­ne ka­to­lic­kie pi­smo dla stu­den­tów pt. „Try­by”.

KSM ma tak­że „wła­dze” ogól­no­pol­skie. Da­ję cu­dzy­słów, bo w rze­czy­wi­sto­ści to wo­lon­ta­riat i służ­ba.

Sło­wo-klucz

Praw­dzi­wym” KSM-owi­czem sta­je­my się po zło­że­niu przy­rze­cze­nia. To waż­ne i bar­dzo uro­czy­ste wy­da­rze­nie od­by­wa się raz w ro­ku w uro­czy­stość Chry­stu­sa Kró­la. Wte­dy w ka­te­drach w ca­łej Pol­sce kan­dy­da­ci do sto­wa­rzy­sze­nia przy­rze­ka­ją żyć we­dług 10 za­sad KSM-owi­cza. Ja­ko swo­je przyj­mu­ją KSM-owskie za­wo­ła­nie „go­tów!” – do pra­cy dla Pa­na Bo­ga i dla na­szej oj­czy­zny. „Go­tów!” jest od­tąd ich „ety­kiet­ką”, któ­rą, po pierw­sze, no­szą z du­mą, a po dru­gie – trak­tu­ją ja­ko waż­ne zo­bo­wią­za­nie.

Po owo­cach

…ich po­zna­cie. 25 lat po re­ak­ty­wa­cji or­ga­ni­za­cji w 1990 r. moż­na po­wie­dzieć, że to dzia­ła. Wie­lu KSM-owi­czów za­si­li­ło sze­re­gi se­mi­na­riów i za­ko­nów, co świad­czy o tym, że w KSM-ie na pierw­szym miej­scu jest Pan Bóg. In­ni an­ga­żu­ją się w ży­cie spo­łecz­ne i kul­tu­ral­ne, zmie­nia­jąc rze­czy­wi­stość, w któ­rej ży­ją, na bar­dziej Bo­żą. Ma­my też wie­le KSM-owskich mał­żeństw – szczę­śli­wych, bo ła­twiej się do­ga­dać, gdy od na­stu lat pa­trzy­my w tym sa­mym kie­run­ku. Pi­szę „my”, bo sa­ma mam mę­ża „ze śro­do­wi­ska”. I do koń­ca ży­cia bę­dę dzię­ko­wać Pa­nu Bo­gu za KSM, któ­ry stał się naj­wspa­nial­szą przy­go­dą mo­je­go ży­cia!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak, KSM-owicz­ka od 14 lat

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Gdy­by ktoś mnie za­py­tał o do­wód na ist­nie­nie Bo­ga, bez wa­ha­nia od­po­wie­dzia­ła­bym: „KSM”. Ka­to­lic­kie Sto­wa­rzy­sze­nie Mło­dzie­ży, ogól­no­pol­ska or­ga­ni­za­cja dla każ­de­go z Was (!), cie­szy się z 25. rocz­ni­cy od­ro­dze­nia po woj­nie i cza­sach ko­mu­ni­zmu. Pi­sze­my du­żo, z czym to się je. Czy­taj­cie, ma­jąc w gło­wie py­ta­nie: „Czy i ja mo­gę się w tym od­na­leźć?”.

KSM-owski te­mat nu­me­ru jest dla mnie bar­dzo… sen­ty­men­tal­ny. Wspól­no­ta ta sta­ła się dla mnie miej­scem, w któ­rym oso­bi­ście do­tknę­łam Pa­na Bo­ga. Tra­fi­łam do niej, kie­dy mia­łam 14 lat. Spo­tka­nia mo­je­go pa­ra­fial­ne­go od­dzia­łu od­by­wa­ły się w piąt­ki. Po­szłam, bo… po­do­bał mi się pe­wien chło­pak. Zo­sta­łam, bo zna­la­złam tam dru­gi dom.

Gim­na­zjum, li­ceum a po­tem stu­dia na dru­gim koń­cu Pol­ski, krę­ci­ły się wo­kół sto­wa­rzy­sze­nia. Wte­dy zro­zu­mia­łam, że wo­lon­ta­riat to nie jest pra­ca za dar­mo. Choć by­łam KSM-owską wo­lon­ta­riusz­ką w peł­nym wy­mia­rze go­dzin, do­sta­wa­łam o wie­le wię­cej, niż da­wa­łam. Pa­ra­doks! Do­świad­czy­łam wspól­no­ty serc z ludź­mi, któ­rzy tak jak ja ko­cha­li Pa­na Bo­ga i w sza­le two­rze­nia wy­my­śla­li no­we po­my­sły, aby do­wie­dział się o Nim ca­ły świat. Pa­mię­tam re­ko­lek­cje i roz­mo­wy o ide­ałach do póź­nych go­dzin noc­nych. To szcze­pion­ka na ca­łe ży­cie.

Dziś KSM to dla mnie przy­jaź­nie w ca­łej Pol­sce. To gru­pa lu­dzi, któ­rzy ni­gdy nie od­mó­wią mo­dli­twy, na­wet w naj­bar­dziej po­krę­co­nych ży­cio­wo in­ten­cjach. Po­za tym lu­bię cho­dzić na KSM-owskie ba­le, dys­ko­te­ki i we­se­la. Ten typ ni­gdy nie od­ma­wia do­brej za­ba­wy i po­tra­fi roz­krę­cić naj­gor­szą im­pre­zę, oczy­wi­ście, bez al­ko­ho­lu.

Kor­ci Was hi­sto­ria te­go „pew­ne­go chło­pa­ka”? Wkrót­ce po­szedł do se­mi­na­rium i dziś jest świet­nym księ­dzem. A ja wy­szłam za mąż za… in­ne­go KSM-owi­cza.

Wy­bacz­cie, że tak oso­bi­ście. I zro­zum­cie, bo to mo­ja naj­waż­niej­sza hi­sto­ria.

Z KSM-owskim po­zdro­wie­niem „GOTÓW!”

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny