To nie moja książka

O książ­ce do… na­wra­ca­nia i cra­zy­ko­ściel­nych kli­ma­tach z Do­ro­tą Pa­cio­rek roz­ma­wia Mag­da Gu­ziak-No­wak.

Je­steś au­tor­ką Cud Bo­oka. Czy to al­ter­na­ty­wa dla kon­tro­wer­syj­nej książ­ki Zniszcz ten dzien­nik, któ­rej au­tor­ka ka­że drzeć ją w strzę­py?

– Tak wy­szło, ale mo­im ce­lem nie by­ło stwo­rze­nie po­boż­nej al­ter­na­ty­wy do dzien­ni­ka, któ­ry za­chę­ca, by czy­tel­ni­cy bra­li go pod prysz­nic, roz­gnia­ta­li nim su­ro­we ja­ja al­bo po­le­wa­li de­na­tu­ra­tem i pod­pa­la­li. Mo­im ce­lem jest gło­sze­nie Ewan­ge­lii. Od kil­ku lat pro­wa­dzę swo­ją fir­mę Day­enu. To mar­ka, pod któ­ra kry­ją się ewan­ge­li­za­cyj­ne ga­dże­ty. Przy­go­to­wu­ję m.in. me­my na fej­sa. Mo­ty­wo­wał mnie ksiądz, któ­ry co chwi­lę pi­sał, że­bym zro­bi­ła mu pięć ob­raz­ków, któ­re wy­ja­śnią ke­ryg­mat, czy­li fun­da­men­tal­ne praw­dy na­szej wia­ry. Tłu­ma­czy­łam mu, że tak się nie da, a on da­lej swo­je. W koń­cu po­my­śla­łam, by ze­brać te ob­raz­ki lub zro­bić no­we i wy­dać ja­ko książ­kę – re­ko­lek­cje do sa­mo­dziel­ne­go prze­my­śle­nia.

Dla­cze­go ta­ka for­ma?

– Kie­dyś bra­łam udział w re­ko­lek­cjach ewan­ge­li­za­cyj­nych. Pro­wa­dzi­ły je dwie sio­stry za­kon­ne. Mia­ły wspa­nia­łe in­ten­cje, ale ich prze­kaz w ogó­le nie tra­fiał. Mia­łam już wte­dy ostrą hi­sto­rię swo­je­go na­wró­ce­nia i grzecz­ne ob­raz­ki mnie nie prze­ko­ny­wa­ły.

foto_01-03_21-2015

My­ślisz, że ktoś mo­że się na­wró­cić, kie­dy bę­dzie ma­chał kart­ka­mi Two­jej książ­ki jak skrzy­deł­ka­mi anioł­ka? To ra­czej za­ba­wa niż za­chę­ta do re­flek­sji.

– To praw­da. Ale ja mam ta­ką per­spek­ty­wę: stwo­rzy­łam na­rzę­dzie, któ­re jest faj­ne, ale nie­do­sko­na­łe. Fakt, czy dzię­ki tej książ­ce czy­tel­nik po­głę­bi swo­ją re­la­cję z Bo­giem, nie za­le­ży ode mnie. Wia­ra jest ła­ską, to spra­wa Pa­na. Mo­że to wy­glą­da na zrzu­ca­nie z sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści, ale cóż – to teo­lo­gicz­na praw­da. Mi­mo że stwo­rzy­łam Cud Bo­oka, czu­ję, że to nie jest mo­ja książ­ka. Chcia­łam, by na okład­ce nie by­ło mo­je­go na­zwi­ska. Ale jest. Wy­daw­nic­two się upar­ło.

Nor­mal­ną książ­kę się pi­sze. A jak się ro­bi Cud Bo­oka?

– Po­nad 200 stron po­wsta­ło w trzy ty­go­dnie.

W któ­rym miej­scu w ko­ście­le są Twoi czy­tel­ni­cy?

– Jed­ni sto­ją przy oł­ta­rzu, in­ni pod chó­rem, jesz­cze in­ni za pło­tem.

Czy ci sprzed oł­ta­rza ucie­szą się z książ­ki, w któ­rej jest kil­ka cy­ta­tów z Pi­sma św. i po­ło­wa pu­stych kar­tek?

– Wra­ca­my do te­go, że wszyst­ko za­le­ży od Bo­ga. Ko­le­ga opo­wia­dał mi, że na­wró­cił się na ka­za­niu pew­ne­go do­mi­ni­ka­ni­na. Nie pa­mię­ta zu­peł­nie, co on mó­wił. Urze­kły go dłu­gie mo­men­ty ci­szy, dłu­gie pau­zy. Śmia­li­śmy się, że to był czas, kie­dy mó­wił do nie­go Duch Świę­ty. Ma­rzę o tym, aby z Cud Bo­okiem by­ło choć tro­chę po­dob­nie. Ok, książ­ka gło­si ke­ryg­mat, któ­ry jest skie­ro­wa­ny głów­nie do nie­wie­rzą­cych w Chry­stu­sa. Ale tak­że każ­da oso­ba wie­rzą­ca po­win­na go so­bie od­na­wiać, przy­po­mi­nać, że­by cią­gle żyć ty­mi tre­ścia­mi. Tak jak z wy­zna­niem wia­ry – po­wta­rza­my je co ty­dzień w nie­dzie­lę, choć prze­cież ro­dzi­ce wy­zna­li je za nas w dniu Chrztu św.

Ostra hi­sto­ria mo­je­go na­wró­ce­nia” – opo­wiesz?

– Po­cho­dzę z ro­dzi­ny nie­dziel­nych ka­to­li­ków. Upi­cie się w pią­tek nie jest pro­ble­mem, ale zje­dze­nie ka­wał­ka mię­sa to tra­ge­dia. Przed Pierw­szą Ko­mu­nią św. by­łam we wspól­no­cie, jeź­dzi­łam na ka­to­lic­kie wy­jaz­dy, chy­ba sy­pa­łam kwiat­ki. Pa­mię­tam, że ja­ko pię­cio­lat­ka we­szłam na ad­o­ra­cję do ko­ścio­ła, zo­ba­czy­łam Ho­stię i by­ło to dla mnie wow. Po­tem ode­szłam od ko­ścio­ła, w wie­ku 14–15 lat by­li pierw­si fa­ce­ci, al­ko­hol i tech­nia­wy. Ock­nę­łam się, gdy mia­łam ja­kieś 15 lat. Mia­łam je­chać na Wo­od­stock, ale kum­pel za­pro­sił mnie na ka­to­lic­ki Wo­od­stock – Led­ni­cę. Po­je­cha­łam, oczy­wi­ście z bro­wa­rem w ple­ca­ku. Pa­mię­tam, gdy o. Gó­ra po­wie­dział: „Kto ko­cha Je­zu­sa, niech pod­nie­sie świecz­kę do gó­ry”. My­śla­łam, że z tłu­mu wy­bi­je się kil­ka za­kon­nic, a tu peł­no świa­tła, 30 tys. lu­dzi ko­cha Je­zu­sa. Na­wró­ci­łam się, a na stu­diach zno­wu sia­dło. Prze­ży­łam za­ła­ma­nie, cał­kiem ode­szłam od Ko­ścio­ła. Te­raz wi­dzę, ile by­ło mo­men­tów, kie­dy Pan Bóg mnie cią­gnął, a ja upar­cie szłam w swo­ją stro­nę.

A ostat­ni prze­łom?

– Tra­fi­łam do wspól­no­ty cha­ry­zma­tycz­nej. Te­raz chcia­ła­bym pójść do neo­ka­te­chu­me­na­tu. Lu­bię cra­zy-ko­ściel­ne kli­ma­ty.

Dzię­ki za roz­mo­wę!

 

Do­ro­ta Pa­cio­rek – au­tor­ka książ­ki Cud Bo­ok. Dzien­nik o nie­bo lep­szy, ab­sol­went­ka wie­dzy o kul­tu­rze i dzien­ni­kar­stwa na UJ, pro­wa­dzi swo­ją fir­mę Day­enu.

 

Czystość dostałam w pakiecie

Do mo­jej pu­sty­ni z ca­łą swo­ją mo­cą, mi­ło­ścią i pięk­nem wtar­gnął Je­zus Chry­stus, w jed­nej se­kun­dzie uzdra­wia­jąc mnie z de­pre­sji i uwal­nia­jąc z nie­umie­jęt­no­ści prze­ba­cze­nia so­bie.

Na­uka Ko­ścio­ła w za­kre­sie czy­sto­ści by­ła dla mnie bez sen­su. We wstrze­mięź­li­wo­ści wi­dzia­łam tyl­ko sztucz­ność, w za­cho­wa­niu dzie­wic­twa – prze­dziw­ne, hi­sto­rycz­ne pięt­no.

Mo­że by­ło tak, bo sa­ma z za­cho­wa­niem czy­sto­ści mia­łam spo­re pro­ble­my – od po­żą­dli­wo­ści oczu, flir­tu i por­no­gra­fii, po nie­upo­rząd­ko­wa­ne re­la­cje sek­su­al­ne z męż­czy­zna­mi, ko­bie­ta­mi i wspól­ne miesz­ka­nie pod jed­nym da­chem. Ale ta­kie tłu­ma­cze­nie mo­je­go bun­tu prze­ciw szó­ste­mu przy­ka­za­niu jest du­żym uprosz­cze­niem.

foto_01-02_21-2015

Przez wszyst­kie la­ta głów­nie stu­denc­kie­go ży­cia by­łam oso­bą, jak mi się wów­czas wy­da­wa­ło, wie­rzą­cą. Cho­dzi­łam do dusz­pa­ster­stwa, nie­mal co­dzien­nie przy­stę­po­wa­łam do Ko­mu­nii św., czę­sto do spo­wie­dzi, czy­ta­łam po­boż­ną lek­tu­rę. Mia­łam więc świa­do­mość, że każ­dy nie­upo­rząd­ko­wa­ny kon­takt sek­su­al­ny był grze­chem. Oczy­wi­ście, ro­dzi­ło to fru­stra­cję, a ta więk­sze znie­chę­ce­nie i po­czu­cie od­rzu­ce­nia, co jesz­cze moc­niej kie­ro­wa­ło mnie w ob­ję­cia tych, u któ­rych szu­ka­łam ak­cep­ta­cji i bli­sko­ści, a znaj­do­wa­łam prze­lot­ne za­spo­ko­je­nie. Znów po­ja­wiał się grzech, któ­ry jak la­wi­na, po la­tach ta­kiej plą­ta­ni­ny, spra­wił, że zna­la­złam się na skra­ju wy­czer­pa­nia ner­wo­we­go, w sil­nej de­pre­sji i po­czu­ciu to­tal­ne­go bez­sen­su.

Gdy po la­tach zma­gań sta­nę­łam w praw­dzie, tym, co ude­rzy­ło mnie naj­moc­niej, był już nie wy­miar cu­dzo­łó­stwa, ale prze­ko­na­nie, że Bo­ga nie ma. Al­bo że nie jest do koń­ca do­bry. Prze­sta­łam się sta­rać, ży­łam z dnia na dzień. W po­czu­ciu względ­ne­go ate­izmu prze­we­ge­to­wa­łam ko­lej­ne dwa la­ta, ma­rząc o śmier­ci.

I wte­dy stał się cud. Tak. Na­gle, nie­spo­dzie­wa­nie, nie wia­do­mo dla­cze­go. Do mo­jej pu­sty­ni z ca­łą swo­ją mo­cą, mi­ło­ścią i pięk­nem wtar­gnął Je­zus Chry­stus, w jed­nej se­kun­dzie uzdra­wia­jąc mnie z de­pre­sji i uwal­nia­jąc z nie­umie­jęt­no­ści prze­ba­cze­nia so­bie. Ogrom Je­go ła­ski był dla mnie nie­wy­tłu­ma­czal­ny. Po­dob­nie jak świa­do­mość, że On jest i że nie­ustan­nie przy mnie był. Że mógł oka­zać swo­ją chwa­łę wcze­śniej, po­wstrzy­mu­jąc mnie przed wie­lo­ma głu­pi­mi de­cy­zja­mi, któ­rych kon­se­kwen­cję po­no­szę do dzi­siaj. A jed­nak w swo­im nie­skoń­czo­nym mi­ło­sier­dziu po­zwo­lił na to, by grzech pa­no­szył się w mo­im ży­ciu, by wszę­dzie tam, gdzie by­ło ze­psu­cie, jesz­cze ob­fi­ciej roz­la­ła się Je­go ła­ska. To nie­sa­mo­wi­te!

Czy­stość do­sta­łam nie­ja­ko w pa­kie­cie. Ot, pstryk­nię­cie pal­ca­mi. Pa­mię­tam, jak rzu­ci­łam ak­tem strze­li­stym: „Bo­że, al­bo za­bierz ode mnie ten syf, al­bo ja się wy­pi­su­ję. Ja mam de­cy­zję, Ty masz to re­ali­zo­wać”. Ta­ki szan­taż emo­cjo­nal­ny i Bóg na to przy­stał. W jed­nej chwi­li sta­łam się cał­ko­wi­cie wol­na. W jed­nej se­kun­dzie! Nie mam pro­ble­mów z czy­sto­ścią, po­kus, któ­re by mnie przy­mu­sza­ły, żad­nych pa­lą­cych pra­gnień, któ­re ni­gdy w peł­ni nie da­wa­ły mi te­go, cze­go po­trze­bo­wa­łam. Nie ma po­czu­cia bra­ku mi­ło­ści, bo Je­go mi­łość i ak­cep­ta­cja jest nie­ustan­nie na­de mną. Od­na­la­złam po­kój i nor­mal­ność. Je­stem szczę­śli­wa. A trud za­cho­wa­nia czy­sto­ści ze stu pro­cent zma­lał do jed­ne­go pro­cen­ta – mo­je­go ak­tu wo­li. Bo sto­ję w au­to­ry­te­cie Je­zu­sa Chry­stu­sa. On jest Księ­ciem Czy­sto­ści. To On rzą­dzi mo­im ży­ciem.

 

oprac. Do­mi­ni­ka Pu­ty­ra

 

Zmarli są blisko nas. Święci są pomostem między nami a Bogiem – mówi ks. Andrzej Gołębiowski SDB

W Cre­do wy­zna­je­my wia­rę w „świę­tych ob­co­wa­nie”. Na czym ono po­le­ga?

– Wie­rzy­my w to, że zmar­li nie od­cho­dzą, ale są bli­sko nas. Nie roz­my­wa­ją się w ja­kiejś nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nej prze­strze­ni, ale nie­ustan­nie nam to­wa­rzy­szą. Czu­je­my, że po­moc świę­tych jest nam po­trzeb­na i waż­na. Nie­jed­no­krot­nie prze­cież zwra­ca­my się do nich w róż­nych po­trze­bach. Ma­my ulu­bio­nych świę­tych od „za­ła­twia­nia” roz­ma­itych po­trzeb. Ko­ściół do­ce­nia ich he­ro­icz­ne i god­ne na­śla­do­wa­nia ży­cie, wy­no­sząc ich na oł­ta­rze. Sta­ją się swe­go ro­dza­ju po­mo­stem, aby na­sza mo­dli­twa przez ich orę­dow­nic­two tra­fia­ła do sa­me­go Bo­ga.

Jed­nak nie cho­dzi tyl­ko o świę­tych wy­nie­sio­nych na oł­ta­rze, praw­da? „Ob­co­wa­nie świę­tych” to prze­cież więź, któ­ra łą­czy ży­ją­cych na zie­mi ze zba­wio­ny­mi w nie­bie i ty­mi, któ­rzy przy­go­to­wu­ją się w czyść­cu do udzia­łu w chwa­le nie­ba...

foto_01-01_21-2015

– W Uro­czy­stość Wszyst­kich Świę­tych Ko­ściół wspo­mi­na tych, któ­rzy są zba­wie­ni, są w Bo­gu. Ten, kto jest w Bo­gu, prze­by­wa z Bo­giem na wie­ki i uczest­ni­czy w ta­jem­ni­cy świę­to­ści. Mo­że­my się do nie­go mo­dlić i pro­sić o wsta­wien­nic­two. Je­śli ktoś jest bli­sko Bo­ga, mo­że wsta­wiać się za na­mi, tak jak ten, kto jest ofi­cjal­nie ka­no­ni­zo­wa­ny czy be­aty­fi­ko­wa­ny (czy­li Ko­ściół uznał go za świę­te­go czy bło­go­sła­wio­ne­go, uznał świę­tość je­go ży­cia).

Czy zmar­li czu­wa­ją nad na­mi z nie­ba? Czy się na­mi opie­ku­ją?

– Trud­no to zba­dać i jed­no­znacz­nie stwier­dzić. To, co jest po „dru­giej stro­nie”, jest nie do udo­wod­nie­nia na­uko­we­go. Nie ma żad­nych na­rzę­dzi, któ­ry­mi mo­że­my zba­dać to, co dzie­je się z czło­wie­kiem po śmier­ci. To przed­miot na­szej wia­ry, re­li­gii. O ile okres ży­cia czło­wie­ka na zie­mi jest re­al­ny, bo po­twier­dzo­ny przez zmy­sły, ro­zum i świa­do­mość, o ty­le „wiecz­ną szczę­śli­wość” ota­cza ta­jem­ni­ca, za­sło­na, któ­rą prze­kro­czyć mo­że tyl­ko wia­ra. Wie­rząc, że zmar­li są w Bo­gu, ży­ją w Nim na wie­ki w prze­strze­ni świę­to­ści, wie­rzy­my rów­nież, że są bli­sko nas. Że nie od­cho­dzą, zmie­nia­ją tyl­ko spo­sób swo­jej obec­no­ści mię­dzy na­mi.

Sny trak­tu­je­my zwy­kle ja­ko wy­twór na­szej wy­obraź­ni i nie przy­kła­da­my do nich wiel­kiej wa­gi. Rzad­ko na­to­miast ba­ga­te­li­zu­je­my te, w któ­rych po­ja­wia­ją się oso­by zmar­łe. Co zro­bić, gdy śni się zmar­ła bab­cia, a my czu­je­my zwią­za­ny z tym nie­po­kój?

– To jest py­ta­nie: dla­cze­go nam się ta bab­cia śni? Czy dla­te­go, że my ca­ły czas o niej my­śli­my, czy dla­te­go, że po­trze­bu­je na­szej in­ter­wen­cji mo­dli­tew­nej. Je­śli czu­je­my nie­po­kój zwią­za­ny z tym snem, to war­to się za bab­cię po­mo­dlić, za­mó­wić Mszę św., od­mó­wić Ró­ża­niec i być mo­że to wy­star­czy.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

 

Roz­ma­wia­ła Jo­la Tę­cza-Ćwierz

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Du­żo, bar­dzo du­żo o hi­sto­rii w tym nu­me­rze. Po­wiedz­my, że z oka­zji zbli­ża­ją­ce­go się Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści. Ale, z dru­giej stro­ny, czy że­by po­zna­wać hi­sto­rię, trze­ba mieć szcze­gól­ny po­wód? Pa­mię­tam, że gdy wie­le lat te­mu po raz pierw­szy od­wie­dzi­łam obóz kon­cen­tra­cyj­ny Au­schwitz-Bir­ke­nau, ogrom­ne wra­że­nie wy­war­ły na mnie sło­wa, umiesz­czo­ne nad wej­ściem do jed­ne­go z blo­ków. Na­ród, któ­ry nie zna swo­jej hi­sto­rii, ska­zu­je się na jej po­wtór­ne prze­ży­cie – brzmia­ło mniej wię­cej tak. Smut­na praw­da.

Ma­my więc już pierw­szy po­wód, by uczyć się hi­sto­rii – chce­my wy­cią­gać wnio­ski, nie uczyć się cią­gle na swo­ich błę­dach, ale ko­rzy­stać z do­świad­cze­nia prze­szło­ści.

Po dru­gie, zna­jo­mość hi­sto­rii to na­sza wdzięcz­ność wo­bec lu­dzi, któ­rzy dla nas wy­wal­czy­li wol­ność. Iko­ną wal­ki o lep­szą, no­wę Pol­skę jest dla mnie prof. Wi­told Kie­żun. Da­rzę go ogrom­nym sza­cun­kiem. Dla­cze­go? Wy­star­czy zaj­rzeć do je­go bio­gra­fii. Był żoł­nie­rzem Ar­mii Kra­jo­wej, uczest­ni­kiem Po­wsta­nia War­szaw­skie­go, więź­niem so­wiec­kich ła­grów, ale też ce­nio­nym na ca­łym świe­cie spe­cja­li­stą od eko­no­mii i za­rzą­dza­nia. Opu­bli­ko­wa­nie w „Dro­dze” wy­wia­du z prof. Kie­żu­nem jest dla nas ogrom­nym za­szczy­tem.

A in­ne po­wo­dy, by po­zna­wać na­szą na­ro­do­wą hi­sto­rię? Je­ste­śmy cie­ka­wi Wa­szych opi­nii. Na­pisz­cie, czy lu­bi­cie uczyć się hi­sto­rii, czy chęt­nie za­glą­da­cie na stro­ny, któ­re pi­szą dla „Dro­gi” na­si hi­sto­ry­cy i któ­re okre­sy w dzie­jach są dla Was naj­bar­dziej in­te­re­su­ją­ce. Naj­cie­kaw­szą wy­po­wiedź na­gro­dzi­my.

A, i jesz­cze jed­no. Wy­bie­ra­cie się 11 li­sto­pa­da na de­fi­la­dę? Na­sza re­dak­cja bę­dzie na kra­kow­skiej. Do zo­ba­cze­nia! 🙂

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny