Anioł dobroci w piekle

Nie, ni­gdy. Nie wol­no za­bi­jać dzie­ci” – usły­szał słyn­ny dok­tor Men­ge­le z Au­schwitz. Wy­da­wa­ło mu się, że się prze­sły­szał. Kto się ośmie­lił sprze­ci­wić je­go roz­ka­zo­wi?

By­ła to Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska – słyn­na po­łoż­na z Au­schwitz. Wła­śnie tam, w nie­ludz­kich wa­run­kach, ode­bra­ła po­nad trzy ty­sią­ce po­ro­dów. Ko­bie­ty ro­dzi­ły dzie­ci na za­wszo­nym ko­cu, po któ­rym bie­ga­ły szczu­ry. Nie mia­ły żad­nych środ­ków opa­trun­ko­wych, wszę­dzie by­ło prze­raź­li­wie brud­no. Mi­mo to żad­na mat­ka i ża­den no­wo­ro­dek nie umar­ły w cza­sie po­ro­du. Luk­su­so­we kli­ni­ki w Niem­czech nie mo­gły się w tam­tym cza­sie po­szczy­cić po­dob­ny­mi wy­ni­ka­mi. Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska ca­ły czas pra­co­wa­ła z mo­dli­twą na ustach. Ca­ły czas wy­pra­sza­ła u Bo­ga cu­da.

foto_01-03_19-2015

Dzie­ci, któ­rym po­mo­gła się uro­dzić, czę­sto za­raz po­tem by­ły ska­zy­wa­ne na śmierć. Nie­jed­no­krot­nie wrzu­ca­no je do ko­sza na od­pa­dy, kie­ro­wa­no ra­zem z mat­ka­mi do ko­mór ga­zo­wych, za­bi­ja­no na roz­ma­ite spo­so­by. Dwie spe­cjal­nie od­de­le­go­wa­ne do tej „pra­cy” Niem­ki to­pi­ły no­wo­rod­ki w becz­ce. Czy­ta­jąc opi­sy po­dob­nych okru­cieństw, więk­szość z nas czu­je pew­nie nie­na­wiść do opraw­ców. Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska i w nich umia­ła zna­leźć czło­wie­ka. Pew­ne­go ra­zu wraz z więź­niar­ka­mi z blo­ku zor­ga­ni­zo­wa­ła skrom­ną wi­gi­lię. Ga­łąz­ka świer­ku na sto­le, mi­nia­tu­ro­we ka­na­pecz­ki z za­osz­czę­dzo­nych za­pa­sów, śpie­wa­ne stłu­mio­nym gło­sem ko­lę­dy – to wszyst­ko przez mo­ment mo­gło dać złu­dze­nie nor­mal­no­ści. Na­gle do blo­ku wszedł słyn­ny dok­tor Men­ge­le. Wbił wzrok w zie­mię i nic nie mó­wił. W koń­cu więź­niar­ki usły­sza­ły je­go dziw­ne sło­wa: „Przez chwi­lę po­czu­łem się czło­wie­kiem”.

Gdy ogło­szo­no ewa­ku­ację obo­zu – za po­zo­sta­nie gro­zi­ła ka­ra śmier­ci – Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska nie po­słu­cha­ła roz­ka­zu. Do koń­ca zo­sta­ła z cho­ry­mi i ko­bie­ta­mi ocze­ku­ją­cy­mi na po­ród. Na­zy­wa­ły ją „ma­mą”, mó­wi­ły, że przy niej się nie bo­ją. „Do te­go pie­kła spły­nął na nas anioł do­bro­ci” – wspo­mi­na­ła po la­tach jed­na z ko­biet. Ca­ły czas pod­no­si­ła in­nych na du­chu, choć nie bra­ko­wa­ło jej wła­snych zmar­twień. Jej dwóch sy­nów prze­by­wa­ło w in­nych obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych, nie mia­ła też żad­nych in­for­ma­cji o lo­sie naj­star­sze­go sy­na, Bro­ni­sła­wa, ani o lo­sie swo­je­go mę­ża. W koń­cu przy­szła in­for­ma­cja, że mąż zgi­nął w Po­wsta­niu War­szaw­skim. Po po­wro­cie do do­mu mu­sia­ła cięż­ko pra­co­wać, że­by za­pew­nić swo­im dzie­ciom utrzy­ma­nie i moż­li­wość na­uki. Bro­ni­sław zo­stał le­ka­rzem. Kie­dy otrzy­mał dy­plom, po­wie­dzia­ła mu: „Nie wie­rzę, że­byś w swo­im ży­ciu miał do­ko­nać kie­dy­kol­wiek za­bie­gu prze­ry­wa­nia cią­ży, bo prze­cież wte­dy nie mógł­byś się uwa­żać za mo­je­go sy­na”.

Mo­że sły­sze­li­ście nie­raz, gdy ktoś ar­gu­men­tu­jąc za abor­cją, twier­dzi, że nie każ­dy ma „od­po­wied­nie wa­run­ki” dla dziec­ka. A czy moż­na so­bie wy­obra­zić gor­sze od tych, któ­re pa­no­wa­ły w Au­schwitz? Sta­ni­sła­wa Lesz­czyń­ska wie­dzia­ła jed­no – ni­gdy nie wol­no za­bi­jać dzie­ci. Na­pi­sa­ła Ra­port po­łoż­nej z Au­schwitz. Za­koń­czy­ła go sło­wa­mi: „Je­że­li w mej Oj­czyź­nie – mi­mo smut­ne­go z cza­sów woj­ny do­świad­cze­nia – mia­ły­by doj­rze­wać ten­den­cje skie­ro­wa­ne prze­ciw ży­ciu, to wie­rzę w głos wszyst­kich po­łoż­nych, wszyst­kich uczci­wych ma­tek i oj­ców, wszyst­kich uczci­wych oby­wa­te­li w obro­nie ży­cia i praw dziec­ka”.

 

Ewa Rej­man

 

Za­chę­ca­my do re­gu­lar­ne­go ko­rzy­sta­nia z ser­wi­su in­ter­ne­to­we­go: www.pro-life.pl. Ak­tu­al­no­ści na: www.facebook.com/psozc

 

Ich drugie życie

Pro­jek­tan­ci prze­ści­ga­ją się w po­my­słach, jak nadać dru­gie ży­cie sta­rym rze­czom.

Fo­te­le z pu­de­łek po jaj­kach, sta­ra skó­rza­na wa­liz­ka ja­ko sto­lik do sa­lo­nu w sty­lu vin­ta­ge, czy lam­py ze sta­rych ga­zet i szkla­nych bu­te­lek. To tyl­ko nie­licz­ne pro­jek­ty eko de­si­gne­rów. Jed­nak nie tyl­ko oni wpa­da­ją na ge­nial­ne po­my­sły. Tak­że my mo­że­my wy­ko­rzy­stać rze­czy po raz dru­gi, na­da­jąc im cza­sem in­ne zna­cze­nie.

Me­blo­wy za­wrót gło­wy

Z bu­dow­la­nych pa­let moż­na zro­bić ogro­do­we so­fy, sto­li­ki – na kół­kach czy na­wet łóż­ko. Pa­le­ty to bar­dzo wdzięcz­ny ma­te­riał do pra­cy. Wy­star­czy tyl­ko do­bry po­mysł, gwoź­dzie, mło­tek, by stwo­rzyć cie­ka­wy me­bel. Po­dob­nie jest ze sta­ry­mi opo­na­mi. Lu­dzie czę­sto wy­ko­rzy­stu­ją je w swo­ich ogro­dach ja­ko kwiet­ni­ki, sie­dzi­ska czy na­wet sto­li­ki. Wy­star­czy wy­peł­nić śro­dek, nadać in­dy­wi­du­al­ny cha­rak­ter, ma­lu­jąc na wy­bra­ny ko­lor, owi­nąć gru­bym sznur­kiem ju­to­wym, na wierzch po­ło­żyć okrą­głą po­dusz­kę i vo­ila – wy­jąt­ko­wa pu­fa go­to­wa.

foto_01-02_19-2015

Coś z ni­cze­go

W mo­dzie eko nie cho­dzi o to, by wy­dać ma­ją­tek na wy­jąt­ko­wy pro­jekt, ale zro­bić ma­łe cu­do z ni­cze­go. Ża­rów­ki to świet­ny po­mysł na pod­wie­sza­ne wa­zo­ni­ki na kwia­ty al­bo cie­ka­wa de­ko­ra­cja do po­ko­ju. Do sta­rej ża­rów­ki moż­na wło­żyć pa­miąt­ko­we zdję­cie z wa­ka­cji i za­wie­sić nad biur­kiem na prze­źro­czy­stej żył­ce.

Zor­ga­ni­zuj swo­ją prze­strzeń

Po­sta­raj się umi­lić so­bie dłu­gie go­dzi­ny spę­dza­ne przy szkol­nym biur­ku. Zor­ga­ni­zuj prze­strzeń na bla­cie, by wszyst­ko mia­ło swo­je miej­sce. Wy­ko­rzy­staj pla­sti­ko­we bu­tel­ki po szam­po­nach lub pusz­ki po ku­ku­ry­dzy i zrób z nich po­jem­ni­ki na przy­bo­ry szkol­ne. Je­śli masz bu­tel­kę, obe­tnij jej gór­ną część, po­ma­luj far­bą na ulu­bio­ny ko­lor (mo­żesz tak­że ozdo­bić tech­ni­ką de­co­upa­gu). Pa­mię­taj jed­nak, że waż­ne jest wy­koń­cze­nie. Nie po­zo­staw ostrych kra­wę­dzi. By po­se­gre­go­wać więk­sze przed­mio­ty, przy­da się drew­nia­na skrzyn­ka po owo­cach. Za­py­taj o nią w osie­dlo­wym wa­rzyw­nia­ku. Od­śwież ją zwy­kłą bej­cą do drew­na i już masz świet­ny or­ga­ni­zer na książ­ki czy ga­ze­ty.

 

Ka­ro­li­na Pod­lew­ska

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

O księdze bez słów

Glo­bal­ne ocie­ple­nie, zmia­ny kli­ma­tu, za­nie­czysz­cze­nie, gi­ną­ce ga­tun­ki ro­ślin i zwie­rząt – co­dzien­nie je­ste­śmy bom­bar­do­wa­ni in­for­ma­cja­mi o tym, jak źle dzie­je się z na­szą pla­ne­tą. Każ­dy z nas ma bez­po­śred­ni wpływ na stan śro­do­wi­ska na­tu­ral­ne­go. Na szczę­ście, każ­dy z nas mo­że je chro­nić.

Sło­wo „eko­lo­gia” jest dzi­siaj jed­nym z czę­ściej uży­wa­nych. Od kie­dy na­sta­ła mo­da na ochro­nę śro­do­wi­ska, pra­wie wszyst­ko sta­ło się „eko­lo­gicz­ne”.

W re­kla­mie wszel­kie moż­li­we pro­duk­ty okre­śla się tym przy­miot­ni­kiem, za­zna­cza­jąc, że są one „przy­ja­zne dla śro­do­wi­ska”. Na­mno­ży­ło się wie­le ru­chów eko­lo­gicz­nych: jed­ne nie zga­dza­ją się na bu­do­wę osie­dla, in­ne zwal­cza­ją kon­ku­ren­cję na za­mó­wie­nie kon­cer­nów, a jesz­cze in­ne wal­czą o pra­wa zwie­rząt. Eko­lo­giem zwy­kło się na­zy­wać każ­de­go obroń­cę wie­lo­ry­bów, na­wet je­śli na co dzień jest hy­drau­li­kiem, al­bo ko­goś, kto wcho­dzi na drze­wo, by pro­te­sto­wać prze­ciw­ko je­go wy­cię­ciu.

foto_01-01_19-2015

Tym­cza­sem eko­lo­gia jest na­uką upra­wia­ną już od XIX w. To ga­łąź bio­lo­gii trak­tu­ją­ca o eko­sys­te­mach, ich wła­sno­ściach i roz­wo­ju. Eko­log ba­da po­wią­za­nia mię­dzy or­ga­ni­zma­mi a śro­do­wi­skiem oraz po­mię­dzy sa­my­mi or­ga­ni­zma­mi. Czę­sto wy­ko­rzy­stu­je do te­go róż­ne dzie­dzi­ny na­uki (sta­ty­sty­kę, ge­ne­ty­kę).

Eko­lo­gicz­na en­cy­kli­ka

Wie­lu z nas ko­ja­rzy eko­lo­gię ze skraj­ny­mi za­cho­wa­nia­mi: przy­ku­wa­niem się do to­rów czy szo­ku­ją­cy­mi hap­pe­nin­ga­mi i de­mon­stra­cja­mi. Tym­cza­sem ochro­na Zie­mi i jej za­so­bów na­tu­ral­nych to obo­wią­zek każ­de­go z nas. Śro­do­wi­sko, w któ­rym ży­je­my, jest na­szym wspól­nym do­mem. Ostat­nio tak­że pa­pież Fran­ci­szek za­brał głos w obro­nie przy­ro­dy i 18 czerw­ca br. ogło­sił en­cy­kli­kę Lau­da­to si’. Jej ty­tuł zo­stał za­czerp­nię­ty ze słyn­nej Pie­śni sło­necz­nej św. Fran­cisz­ka.

Oj­ciec Świę­ty zwra­ca się do każ­dej oso­by za­miesz­ku­ją­cej Zie­mię i ape­lu­je o zjed­no­cze­nie we wspól­nej tro­sce o na­szą zde­wa­sto­wa­ną pla­ne­tę.

Bóg na­pi­sał wspa­nia­łą księ­gę, któ­rej li­te­ra­mi są licz­ne stwo­rze­nia obec­ne we wszech­świe­cie” – czy­ta­my w en­cy­kli­ce – „od naj­szer­szych pa­no­ram po naj­mniej­sze for­my ży­cia, na­tu­ra jest nie­ustan­nym źró­dłem za­dzi­wie­nia i czci”. Pa­pież pi­sze też, że Bóg opo­wia­da o so­bie ra­do­sną ta­jem­ni­cę, po­ry­wa, po­wa­la, bu­dzi na­dzie­ję. A przy­ro­da to księ­ga bez słów bę­dą­ca „wy­ra­zem czu­ło­ści Stwór­cy”, to opo­wieść o ży­ciu, któ­re nie tyl­ko wy­ma­ga od nas sza­cun­ku lecz fa­scy­nu­je, za­dzi­wia i wzbu­dza za­chwyt.

Fran­ci­szek zwra­ca uwa­gę, że eko­lo­gia ma sens wte­dy, gdy pa­trząc na dzie­ło Stwór­cy, wi­dzi­my wiel­kość czło­wie­ka, je­go wy­jąt­ko­wość, gdy chro­niąc przy­ro­dę, nie za­po­mi­na­my o na­tu­rze ludz­kiej i jej pra­wach, w tym o pra­wie do ży­cia wszyst­kich dzie­ci nie­na­ro­dzo­nych.

Za­chwy­cić się stwo­rze­niem

Kie­dy ostat­nio po­dzi­wia­łeś pie­rza­ste chmu­ry al­bo za­chwy­ca­łeś się bez­kre­sem, wę­dru­jąc brze­giem mo­rza? Kie­dy za­sko­czy­ła cię pra­co­wi­tość mrów­ki al­bo pięk­no szy­bu­ją­ce­go pta­ka? Czy za­trzy­ma­łaś się kie­dyś, by wy­słu­chać śpie­wu skow­ron­ka? Nie ma­my cza­su. Po­chła­nia­ją nas rze­czy prak­tycz­ne. W od­nie­sie­niu do przy­ro­dy do­padł nas zbio­ro­wy ego­izm, ob­se­syj­ny kon­sump­cjo­nizm i bez­tro­ska.

A prze­cież my, chrze­ści­ja­nie, ze wzglę­du na wia­rę w Bo­ga-Stwór­cę po­win­ni­śmy być bar­dziej pro­eko­lo­gicz­ni niż in­ni. Ma­my mo­ty­wa­cję! Eko­lo­gia to mo­ral­ne zo­bo­wią­za­nie każ­de­go czło­wie­ka, a nie za­ję­cie dla „na­wie­dzo­nych” pa­sjo­na­tów. Obo­jęt­ność na los przy­szłych po­ko­leń jest grze­chem, z któ­re­go po­win­ni­śmy się na­wró­cić. Oj­ciec Świę­ty po­stu­lu­je, aby po­cząt­kiem te­go „eko­lo­gicz­ne­go na­wró­ce­nia” by­ła „prze­mia­na w oso­bi­ste cier­pie­nie te­go, co dzie­je się na świe­cie”. Pi­sze na przy­kład, aby­śmy uczy­li się „ubo­le­wać nad wy­mie­ra­niem ga­tun­ku, jak nad wła­snym oka­le­cze­niem”.

Zmie­nia to stan­dar­do­we my­śle­nie o eko­lo­gii, praw­da?

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Od cza­su do cza­su zna­jo­mi wrzu­cą na fejs­bu­ka fil­mik z wy­stę­pem uro­czych przed­szko­la­ków. Ze szpa­ra­mi w zę­bach i roz­wia­ny­mi wło­sa­mi tłu­ma­czą, kto to jest ksiądz – „pan, któ­ry nie ma dziew­czy­ny”; co to jest cią­ża – „gdy dziec­ko jest w my­ślach” al­bo że „ży­cio­wy błąd” jest wte­dy, gdy „mąż nie umy­je ga­rów, a żo­na pro­si­ła”… Z ust przed­szko­la­ka usły­sza­łam też kie­dyś, że ziem­nia­ki ro­sną na krzacz­kach. Ale, nie­ste­ty, to nie był ani żart, ani za­ba­wa. Za­mar­łam. „Ale po co się od ra­zu stre­so­wać? Dziec­ko mo­że nie wie­dzieć” – ktoś po­wie.

Ja­sne” – od­po­wiem – „ale co, je­śli za 10 lat dzie­ci bę­dą my­śla­ły, że wszyst­kie kro­wy są fio­le­to­we? Jak ta z re­kla­my?” Tra­ci­my kon­takt z na­tu­rą. Nie szu­ka­my po­la­nek, na któ­rych moż­na czy­tać książ­ki al­bo po pro­stu pa­trzeć w chmu­ry. Za­miast spa­ce­rów w par­ku, czę­sto wy­bie­ra­my ga­le­rie han­dlo­we. Za­głu­sza­my sło­wi­ki ra­dio­wy­mi hi­ta­mi jed­ne­go se­zo­nu. I nie ro­bi­my z te­go tra­ge­dii, choć, w rze­czy­wi­sto­ści, wy­rzą­dza-my so­bie ogrom­ną krzyw­dę.

Wo­lę za­pach tra­wy od pach­ną­cej „cho­in­ki”, któ­ra wi­si w na­szym kli­ma­ty­zo­wa­nym (ble…) sa­mo­cho­dzie. Wo­lę szum mo­rza od ga­da­ją­ce­go te­le­wi­zo­ra. Wo­lę do­tyk mchu od gła­ska­nia smart­fo­na. Jed­nak mi­mo to ostat­ni raz na wy­ciecz­ce w le­sie by­łam w lip­cu. Dla po­rów­na­nia, au­tem jeż­dżę co­dzien­nie, te­le­wi­zor ga­da w mo­im do­mu dwa-trzy ra­zy w ty­go­dniu, a te­le­fon od­bie­ram kil­ka­na­ście ra­zy dzien­nie, bo ta­ka pra­ca.

Dla­cze­go nie re­agu­ję i nie wal­czę? Ano mo­że dla­te­go, że roz­luź­nia­nie wię­zów ze świa­tem przy­ro­dy nie jest re­wo­lu­cją lecz na­stę­pu­je od wie­lu lat – po­wo­li, ale sys­te­ma­tycz­nie. Dzień po dniu nasz czas i za­an­ga-żo­wa­nie za­własz­cza­ją kom­pu­te­ry, ko­mór­ki i in­ne ga­dże­ty, któ­re czy­nią z nas wy­in­dy­wi­du­ali­zo­wa­ne by­ty. Wy­da­je nam się, że je­ste­śmy sa­mo­wy­star­czal­ni al­bo że wszyst­ko nam się na­le­ży. Las? Ja­ki las? Po co iść do la­su? Prze­cież tam nie ma co ro­bić… Nasz te­mat nu­me­ru – o eko­lo­gii – jest dla mnie po­wo­dem do ra­chun­ku su­mie­nia, w któ­rym za­da­ję so­bie kil­ka py­tań: czy sza­nu­ję przy­ro­dę? czy wiem, że wszyst­ko co mam, dał mi Pan Bóg? czy uwa­żam na to, aby nie za­tra­cić się w kon­sump­cji? Nie za­glą­dam do Wa­szych su­mień, ale czu-ję, że… to py­ta­nia dla każ­de­go z nas.

Za­chę­cam Was do lek­tu­ry te­ma­tu nu­me­ru. Ucie­szę się bar­dzo, je­śli zmo­bi­li­zu­je­my Was do się­gnię­cia po naj­now­szą en­cy­kli­kę pa­pie­ża Fran­cisz­ka Lau­da­to si’, po­świę­co­ną eko­lo­gii. Mo­że sku­si­cie się, by wziąć udział w na­szym kon­kur­sie? 🙂

Po­zdra­wiam Was ser­decz­nie!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny