Maraton po drugie życie

Ze­spół Pla­có­wek Re­so­cja­li­za­cyj­no-So­cjo­te­ra­peu­tycz­nych. Pierw­sze sko­ja­rze­nie – miej­sce dla naj­gor­szych na­sto­lat­ków. Agre­syw­nych, uza­leż­nio­nych, zde­mo­ra­li­zo­wa­nych. Fakt, nie miesz­ka­ją tu anioł­ki. Jed­nak wy­cho­wan­ko­wie nie uro­dzi­li się źli. Złe by­ło dzie­ciń­stwo, któ­re ich ukształ­to­wa­ło. Złe śro­do­wi­sko, w któ­rym do­ra­sta­li. Złe by­ły de­cy­zje, któ­rych te­raz ża­łu­ją.

JAKUB: – Nie po­do­ba mi się tu, bo nie moż­na ni­gdzie wy­cho­dzić. Tyl­ko na week­en­dy jeż­dżę do do­mu. Lu­bię wy­cho­waw­ców, któ­rzy się nie cze­pia­ją o wszyst­ko. De­ner­wu­ją mnie ci, któ­rzy za mną cho­dzą i mó­wią mi, co mam ro­bić. Je­stem tu, bo nie chcia­ło mi się uczyć. Po­tem do­sta­łem ku­ra­to­ra za groź­by no­żem. Nie opła­ca­ło się... Cho­dzę do ko­ścio­ła, ale że­bym się mo­dlił, głę­bo­ko wie­rzył, to nie wiem.... Sam de­cy­du­ję o tym, co ro­bię. Nie są­dzę, aby Bóg szcze­gól­nie na­de mną czu­wał.

PATRYK: – Ośro­dek to dla mnie szan­sa, aby po­ra­dzić so­bie w przy­szło­ści. Ma­my tu trzy fa­zy uspo­łecz­nie­nia: ob­ser­wa­tor, do­mow­nik i re­zy­dent.

foto_01-03_13-14-2015

Przy­dział do da­nej fa­zy do­sta­je się za punk­ty. Moż­na je zdo­być za do­bre oce­ny w szko­le, wy­ko­na­ny dy­żur, ja­kąś do­dat­ko­wą pra­cę. Re­zy­den­ci mo­gą opusz­czać pla­ców­kę po to, by wyjść na spa­cer czy do skle­pu. Je­stem wie­rzą­cy. Mi­mo te­go, co po­dzia­ło się w mo­im ży­ciu, wiem, że Bóg na­de mną czu­wa. W kwiet­niu by­łem bierz­mo­wa­ny. Otrzy­ma­łem krzyż, któ­ry jest dla mnie szcze­gól­nym zna­kiem.

Uciecz­ka przed ży­ciem

Chło­pa­ki ma­ją spo­ro na swo­im kon­cie. Wie­dzą od bar­dzo daw­na, do cze­go mo­że po­su­nąć się czło­wiek, gdy nie jest ko­cha­ny. Jed­nak wie­dza to za ma­ło, by prze­stać. Słu­cham szcze­rych zwie­rzeń na­sto­lat­ków o trud­nym dzie­ciń­stwie, bra­ku za­in­te­re­so­wa­nia ro­dzi­ców, po­szu­ki­wa­niu ak­cep­ta­cji w szem­ra­nym to­wa­rzy­stwie i ża­lu za po­peł­nio­ne czy­ny. Ich ży­cio­ry­sy są tak bo­ga­te, że moż­na by ni­mi ob­dzie­lić kil­ka osób. Czę­sto wy­cho­wy­wa­ła ich uli­ca: osie­dlo­wy trze­pak, miej­sce pod skle­pem. W do­mu nie rzą­dzi­ły mat­czy­na mi­łość i oj­cow­skie bez­pie­czeń­stwo. A oni chcie­li być dla ko­goś waż­ni.

Że­by prze­trwać w gru­pie ró­wie­śni­czej, mu­sie­li mieć pie­nią­dze: na pi­wo, nar­ko­ty­ki, do­pa­la­cze, ale tak­że na no­wy mo­del ko­mór­ki, mar­ko­we bu­ty czy szpa­ner­ski ze­ga­rek. Aby mieć pie­nią­dze, kra­dli al­bo wy­mu­sza­li. A szko­ła? Jak się uczyć, gdy za ścia­ną trwa li­ba­cja?

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Camino – droga życia

Po­pu­lar­ność Ca­mi­no de San­tia­go od­ży­wa w XXI w., gdy w dro­dze do gro­bu św. Ja­ku­ba moż­na spo­tkać hisz­pań­skich pił­ka­rzy ta­kich jak An­dres In­ie­sta, Fer­nan­do Tor­res czy Ser­gio Bu­squ­ets.

 Na ten piel­grzy­mi szlak wy­ru­sza co ro­ku po­nad 200 tys. lu­dzi, ale to jesz­cze nic w po­rów­na­niu do mi­lio­no­wej fre­kwen­cji w śre­dnio­wie­czu, kie­dy dro­ga­mi św. Ja­ku­ba wę­dro­wa­li Ka­rol Wiel­ki czy Fran­ci­szek z Asy­żu. Na po­cząt­ku ro­ku pe­wien ksiądz po­chwa­lił się, że ku­pił bi­let i w sierp­niu za­mie­rza pójść na 30-dnio­wą piel­grzym­kę do San­tia­go de Com­po­ste­la. – To był wi­ka­ry z mo­jej pa­ra­fii. Kie­dy usły­sza­łam, że ma za­miar wziąć na wy­pra­wę czte­ry ko­szul­ki, dwie pa­ry bu­tów i iść mie­siąc w upa­le, z 15-ki­lo­gra­mo­wym ple­ca­kiem, to za­czę­łam się śmiać – wspo­mi­na Aga Ma­te­jek. Ty­po­wej ko­bie­cie nie mie­ści­ło się to w gło­wie, szcze­gól­nie ten „mi­ni­ma­lizm odzie­żo­wy”. Ale za­raz po po­wro­cie ze spo­tka­nia za­czę­ła szu­kać w in­ter­ne­cie, czym jest Ca­mi­no.

foto_01-02_13-14-2015

Wie­le dróg, je­den cel

Dro­ga św. Ja­ku­ba, zwa­na po­pu­lar­nie z hisz­pań­ska Ca­mi­no de San­tia­go, to je­den z naj­waż­niej­szych chrze­ści­jań­skich szla­ków piel­grzym­ko­wych (obok tych pro­wa­dzą­cych do Je­ro­zo­li­my i Rzy­mu). Ce­lem piel­grzy­mów jest grób św. Ja­ku­ba Więk­sze­go, któ­ry znaj­du­je się w ka­te­drze w San­tia­go de Com­po­ste­la w hisz­pań­skiej Ga­li­cji. Do re­li­kwii jed­ne­go z dwu­na­stu apo­sto­łów moż­na do­trzeć róż­ny­mi tra­sa­mi – każ­da ozna­czo­na jest żół­ty­mi strzał­ka­mi i musz­la­mi św. Ja­ku­ba, czy­li musz­la­mi prze­grzeb­ków wy­stę­pu­ją­cych licz­nie na wy­brze­żu Atlan­ty­ku. Naj­czę­ściej uczęsz­cza­nym szla­kiem jest Ca­mi­no Fran­ces – „Szlak fran­cu­ski”.

Na­zwa jest bar­dzo my­lą­ca, bo choć tra­sa roz­po­czy­na się w Sa­int-Je­an-Pied-de-Port we fran­cu­skich Pi­re­ne­jach, wie­dzie przez słyn­ny wą­wóz Ron­ce­sval­les (gdzie w ro­ku 778 zgi­nął le­gen­dar­ny Ro­land), to 98 proc. szla­ku pro­wa­dzi przez hisz­pań­skie Na­war­rę, kra­inę Ba­sków i Ga­li­cję. To wła­śnie tę dro­gę wy­bra­ła Agniesz­ka ze swo­imi zna­jo­my­mi.

Co­dzien­nie po­ko­ny­wa­li od­cin­ki li­czą­ce od 20 do 40 km. W cią­gu 30 dni prze­mie­rzy­li 780 km, przez gó­ry, rów­ni­ny, mia­sta i wsie. W cią­gu swej wy­jąt­ko­wej piel­grzym­ki Aga nie­raz nu­ci­ła „Ty tyl­ko mnie po­pro­wadź, To­bie po­wie­rzam mą dro­gę”. Sło­wa pio­sen­ki To­ma­sza Ka­miń­skie­go sta­ły się dla niej mot­tem po­dró­ży do gro­bu św. Ja­ku­ba. Wzmac­nia­ły sła­be cia­ło w cza­sie kry­zy­sów, zwłasz­cza pierw­sze­go ty­go­dnia wy­pra­wy, kie­dy dziew­czy­nie moc­no cią­żył 15-ki­lo­gra­mo­wy ple­cak.

Nie­wiel­ki od­ci­nek te­go sa­me­go szla­ku prze­szedł tak­że pa­pież Jan Pa­weł II. Oj­ciec świę­ty od­wie­dził San­tia­go dwu­krot­nie. Po je­go wi­zy­cie w 1982 r. Ra­da Eu­ro­py uzna­ła Dro­gę św. Ja­ku­ba za dro­gę o szcze­gól­nym zna­cze­niu dla kul­tu­ry kon­ty­nen­tu i za­ape­lo­wa­ła o od­twa­rza­nie i utrzy­my­wa­nie daw­nych szla­ków pąt­ni­czych. Po tym ape­lu tak­że w Pol­sce za­czę­to od­twa­rzać daw­ne szla­ki. Naj­bar­dziej zna­nym jest Via Re­gia – śre­dnio­wiecz­ny szlak han­dlo­wy pro­wa­dzą­cy od Hisz­pa­nii aż do Ro­sji.

 

Prze­my­sław Ra­dzyń­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Między klasztorem, koszarami a fabryką

To coś wię­cej, niż tyl­ko uczel­nia i aka­de­mik w jed­nym. To coś in­ne­go, niż „jak­by klasz­tor”. To nie do koń­ca „po­boż­ne ko­sza­ry”. To nie tyl­ko „fa­bry­ka księ­ży”. To po pro­stu: wyż­sze se­mi­na­rium du­chow­ne. I choć każ­de z wcze­śniej­szych okre­śleń w ja­kimś sen­sie zdra­dza taj­ni­ki se­mi­na­ryj­ne­go świa­ta, to jed­nak nie da się te­go świa­ta za­mknąć w kil­ku sło­wach.

foto_01-01_13-14-2015

A mo­że ta­kie po­rów­na­nie? Że se­mi­na­rium jest jak trój­wy­mia­ro­we puz­zle? Wie­le sfer, wie­le płasz­czyzn. Osta­tecz­ny kształt za­le­ży od po­je­dyn­czych ele­men­tów. Jed­no z dru­gim się wią­że, jed­no z dru­gie­go wy­ni­ka, jed­no bez dru­gie­go nie mo­że ist­nieć. Do­kład­nie tak sa­mo jest tu­taj. Płasz­czy­zna ludz­ka, du­cho­wa, sfe­ra in­te­lek­tu­al­na – każ­dy z tych puz­zli jest nie­zbęd­ny, aby nadać kle­ry­ko­wi (przy­szłe­mu księ­dzu) wła­ści­wy i peł­ny kształt. Se­mi­na­ryj­ną dro­gę – „fa­brycz­ną ob­rób­kę” ma­te­ria­łu na księ­dza – na­zy­wa­my for­ma­cją. I że­by przyj­rzeć się jej nie­co głę­biej, na każ­dą płasz­czy­znę trze­ba po­pa­trzeć osob­no. Za­czy­na­my!

Re­gu­la­min na dzień do­bry

My­li się ten, kto uwa­ża, że do se­mi­na­rium przy­cho­dzą wy­łącz­nie uło­że­ni, grzecz­ni i pew­ni po­wo­ła­nia mło­dzi męż­czyź­ni. Nie. Prze­krój oso­bo­wo­ści, cha­rak­te­rów, do­świad­czeń ży­cio­wych oraz za­pa­try­wań jest prze­ob­fi­ty. Jak więc spra­wić, aby miej­sce „sko­sza­ro­wa­nia” co naj­mniej kil­ku­dzie­się­ciu mę­skich in­dy­wi­du­al­no­ści nie roz­le­cia­ło się po kil­ku dniach?

 

dk. To­masz Pod­lew­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

Zna­la­złam w in­ter­ne­cie mem. Traf­ny, spodo­bał mi się. Na zdję­ciu trze­pak, ta­ki sam, na któ­rym wie­sza się dy­wa­ny i wia­do­mo, co da­lej. A pod trze­pa­kiem pod­pis: „Je­śli pa­mię­tasz go ze swo­je­go dzie­ciń­stwa, praw­do­po­dob­nie na­le­żysz do ostat­nie­go po­ko­le­nia, któ­re mia­ło SZCZĘŚLIWE dzie­ciń­stwo”.

Co au­tor miał na my­śli? Pew­nie fakt, że wie­lu z nas za­mie­ni­ło trze­pak na lap­top, ko­mór­kę i in­ne ba­jer­ki. Je­stem prze­ciw­ni­kiem kry­ty­ko­wa­nia wszyst­kie­go z gó­ry na dół i nie chcia­ła­bym miesz­kać w ja­ski­ni (chy­ba że na sur­wi­wa­lu). Zdo­by­cze tech­ni­ki nie są złe z na­tu­ry. Ale gdy nie ma­my po­my­słu, co zro­bić ze so­bą pod­czas wa­ka­cji, to cóż – nie jest do­brze.

Wy­obraź so­bie, że masz wol­ne. Po pro­stu – nic nie mu­sisz. Ko­mór­ka nie dzia­ła, ba­te­ria w lap­to­pie umar­ła śmier­cią nie­na­tu­ral­ną. Jak re­agu­jesz? Cie­szysz się i otwie­rasz w gło­wie szu­flad­kę z na­pi­sem „Ma­rze­ni na czas wol­ny”, czy ra­czej ner­wo­wo prze­bie­rasz no­ga­mi, ob­gry­zasz pa­znok­cie i bur­czysz „Nu­uuuda…”? Na­wet je­śli na­le­żysz do dru­giej gru­py, ode­tchnij z ulgą, bo masz „Dro­gę”! A W NIEJ 50 NIEBANALNYCH POMYSŁÓW NA WYSTRZAŁOWE LATO Z RODZINĄ, PRZYJACIÓŁMI ALBO SOLO.

Za­chę­cam Was tak­że do udzia­łu w na­szym wa­ka­cyj­nym kon­kur­sie. Na­gro­dy już na Was cze­ka­ją i nie miesz­czą się do dwóch kar­to­nów, zaj­mu­jąc spo­ro na­sze­go re­dak­cyj­ne­go me­tra­żu. Zwy­cięz­cy na pew­no bę­dą za­do­wo­le­ni.

Po­zdra­wiam Was go­rą­co i ży­czę ab­so­lut­nie ge­nial­nych i tro­chę nie­prze­wi­dy­wal­nych wa­ka­cji! Do zo­ba­cze­nia w sierp­niu!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny