Mocni w Duchu

Są za­wo­do­wą dru­ży­ną ewan­ge­li­za­cyj­ną. Pro­wa­dzą re­ko­lek­cje, kon­cer­ty, du­że wy­da­rze­nia ha­lo­we i ple­ne­ro­we, po­nad­to warsz­ta­ty mu­zycz­ne i ta­necz­ne oraz re­ko­lek­cje igna­cjań­skie. Chcesz, by wy­stą­pi­li w two­jej pa­ra­fii? Za­proś ich z… kil­ku­let­nim wy­prze­dze­niem!

60 osób łą­czą­cych du­cho­wość igna­cjań­ską i cha­ry­zma­tycz­ną. Trzon ze­spo­łu sta­no­wią mał­żeń­stwa, są tak­że sin­gle i oso­by kon­se­kro­wa­ne. Spo­ty­ka­ją się przy ko­ście­le oo. Je­zu­itów w Ło­dzi, tu for­mu­ją się i wzra­sta­ją.

foto_01-03_10-2015

Ko­lej­ka do Bo­ga

Ze­spół Moc­ni w Du­chu za­ło­żył śp. o. Jó­zef Ko­złow­ski SJ. Czło­wiek, któ­ry kom­plet­nie nie miał słu­chu mu­zycz­ne­go, ale miał słuch we­wnętrz­ny. To Duch Świę­ty za­chę­cał go, aby utwo­rzył ze­spół, z któ­rym bę­dzie ewan­ge­li­zo­wał.

– Oj­ciec Ko­złow­ski przy­szedł na pla­ców­kę do Ło­dzi w 1987 r. – wspo­mi­na o. Re­mi­giusz Re­cław SJ, dusz­pa­sterz wspól­no­ty Moc­ni w Du­chu i opie­kun ze­spo­łu. – Zo­ba­czył wte­dy ol­brzy­mią ko­lej­kę lu­dzi, któ­ra, omi­ja­jąc ko­ściół, szła do sa­lek na spo­tka­nie z Cli­vem Har­ri­sem, ame­ry­kań­skim uzdro­wi­cie­lem. Po mo­dli­twie o. Jó­zef obie­cał: „Pa­nie Bo­że, ta­ka ko­lej­ka bę­dzie do Cie­bie”. Dziś za­ło­żo­ny przez nie­go ze­spół ewan­ge­li­zu­je pa­ra­fie, ini­cju­je po­wsta­wa­nie grup cha­ry­zma­tycz­nych i od­po­wia­da za opra­wę mu­zycz­ną pod­czas du­żych wy­da­rzeń ewan­ge­li­za­cyj­nych – mó­wi o. Re­mi­giusz.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Edukacja czy dezinformacja?

W pew­nym kra­ju Mi­ni­ster­stwo Edu­ka­cji po­sta­no­wi­ło za­jąć się pro­ble­mem wy­pad­ków dro­go­wych, w któ­rych gi­ną mło­dzi lu­dzie. Usta­lo­no, że naj­częst­szą przy­czy­ną tra­ge­dii jest prze­bie­ga­nie przez jezd­nię w nie­do­zwo­lo­nych miej­scach i nie­prze­strze­ga­nie za­sad ru­chu dro­go­we­go. Po dłu­gich dys­ku­sjach usta­lo­no roz­wią­za­nie – ku­pi­my na­sto­lat­kom ka­ski, bę­dzie bez­piecz­niej!

Sy­tu­acja opo­wie­dzia­na w tej hi­sto­ryj­ce jest ab­sur­dal­na? To mo­że za­cznij­my ina­czej. Pol­ska. In­sty­tu­cje ma­ją­ce chro­nić dzie­ci i mło­dzież po­sta­no­wi­ły po­ra­dzić so­bie z cho­ro­ba­mi we­ne­rycz­ny­mi, tzw. „nie­chcia­ny­mi cią­ża­mi” i in­ny­mi pro­ble­ma­mi wy­ni­ka­ją­cy­mi z przed­wcze­sne­go po­dej­mo­wa­nia współ­ży­cia sek­su­al­ne­go. Ja­kie są po­my­sły na za­ra­dze­nie sy­tu­acji? Lek­cje wy­cho­wa­nia sek­su­al­ne­go, na któ­rych bę­dą uczyć np. ko­rzy­sta­nia ze środ­ków an­ty­kon­cep­cyj­nych.

foto_01-02_10-2015

Bez­pie­czeń­stwo?

Szko­da, że ni­ko­mu nie przy­cho­dzi o gło­wy, że naj­lep­szym i naj­bez­piecz­niej­szym po­my­słem na unik­nię­cie wy­pad­ku, jest jed­nak po­cze­ka­nie i przej­ście na zie­lo­nym świetle.Podobnie, naj­lep­szą ochro­ną przed HIV jest po­cze­ka­nie ze współ­ży­ciem do ślu­bu i wier­ność żonie/mężowi do koń­ca ży­cia.

We­dług naj­now­szych stan­dar­dów edu­ka­cji sek­su­al­nej, pro­po­no­wa­nych przez Świa­to­wą Or­ga­ni­za­cję Zdro­wia, wie­dzę o me­to­dach an­ty­kon­cep­cyj­nych po­win­no się prze­ka­zy­wać dzie­ciom w gru­pie wie­ko­wej 6–9 lat. Zresz­tą, sek­se­du­ka­to­rzy wzbu­dza­ją po­dziw swo­ją kon­se­kwen­cją, su­ge­ru­jąc mó­wie­nie na­sto­lat­kom w prze­dzia­le 12–15 lat o spo­so­bach od­twa­rza­nia bło­ny dzie­wi­czej. I po co to wszyst­ko? Każ­de­go ro­ku śmierć ty­się­cy mło­dych lu­dzi, umie­ra­ją­cych na AIDS i in­ne cho­ro­by, po­twier­dza nie­sku­tecz­ność ich me­tod. Jak po­ka­zu­ją ba­da­nia, za­wod­ność pre­zer­wa­tyw w gru­pie ko­biet po­ni­żej 20. ro­ku ży­cia, ubo­gich i ży­ją­cych w kon­ku­bi­na­tach, wy­no­si aż 71,7 proc. Ozna­cza to, że na 1000 ko­biet aż 717 zaj­dzie w cią­żę pod­czas pierw­sze­go ro­ku współ­ży­cia! War­to też wspo­mnieć o nie­któ­rych ne­ga­tyw­nych skut­kach sto­so­wa­nia środ­ków an­ty­kon­cep­cyj­nych. Są to nie­płod­ność, zwięk­sze­nie ry­zy­ka za­cho­ro­wa­nia na ra­ka, cho­ro­by ser­co­we, na­czy­nio­we i wie­le in­nych.

 

Ewa Rej­man

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Gdy rodzic jest daleko

Chle­ba na­sze­go, po­wsze­dnie­go… I że­by ta­ta nie mu­siał pra­co­wać za gra­ni­cą.

Po­nad 2 mi­lio­ny Po­la­ków miesz­ka za gra­ni­cą. Co dru­gi emi­grant ży­je w Wiel­kiej Bry­ta­nii lub Niem­czech. Sie­dem na dzie­sięć osób zna ro­da­ka, któ­ry prze­by­wa na ob­czyź­nie. Trzech na czte­rech Po­la­ków wy­jeż­dża w po­szu­ki­wa­niu pra­cy. Emi­gru­ją głów­nie lu­dzie mło­dzi – po­nad 60 proc. osób w wie­ku od 18 do 24 lat my­śli o pra­cy za gra­ni­cą. To smut­ne, bo w Pol­sce się wy­kształ­ci­li i wy­cho­wa­li. Jed­nak szcze­gól­nie smut­no jest wte­dy, gdy na emi­gra­cję de­cy­du­je się ma­ma lub ta­ta. Dla­cze­go roz­łą­ka jest ta­ka trud­na?

foto_01-01_10-2015

Zrób­cie plan dla ro­dzi­ny

– Czas do­ra­sta­nia to czas szcze­gól­nej wraż­li­wo­ści, gdzie kształ­tu­je się bądź utrwa­la oso­bo­wość, z któ­rą wcho­dzi­my w do­ro­sły świat – mó­wi pa­ni Ali­cja Kmie­to­wicz- Sy­no­wiec, psy­cho­log. – To czas wy­od­ręb­nia­nia się i kształ­to­wa­nia po­czu­cia wła­snej toż­sa­mo­ści. Do pra­wi­dło­we­go prze­bie­gu tych skom­pli­ko­wa­nych pro­ce­sów psy­cho­lo­gicz­nych, któ­re roz­po­czy­na­ją się od mo­men­tu na­ro­dze­nia, dziec­ko po­trze­bu­je mieć i ma­mę i ta­tę – za­zna­cza pa­ni Ali­cja. Pod­kre­śla, że oby­dwo­je ro­dzi­ce są tak sa­mo waż­ni. Ma­ma, choć­by by­ła naj­lep­sza i naj­wspa­nial­sza, nie za­stą­pi bra­ku­ją­ce­go ta­ty. I od­wrot­nie.

– A tym bar­dziej nikt nie za­stą­pi ich obu, na­wet naj­lep­si dziad­ko­wie czy wu­jo­stwo. Na­to­miast ro­dzi­na mo­że ode­grać zna­czą­cą ro­lę w zła­go­dze­niu prze­bie­gu pro­ce­su roz­sta­nia – do­po­wia­da psy­cho­log. De­cy­zja o roz­sta­niu ze współ­mał­żon­kiem i dzieć­mi, jest zwy­kle jed­ną z naj­trud­niej­szych w ży­ciu. Nie­ste­ty, wie­le pol­skich ro­dzin po­dej­mu­ją ją nie po to, że­by za­ro­bić na naj­lep­sze au­to czy du­ży dom, ale po pro­stu na chleb. – Kie­dy wy­jazd w ce­lach za­rob­ko­wych jest na­praw­dę ko­niecz­ny, ide­al­nym roz­wią­za­niem jest wte­dy wy­pra­co­wa­nie wspól­nych dla ca­łej ro­dzi­ny stra­te­gii ra­dze­nia so­bie w tej sy­tu­acji.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

No tak, mia­ło być wio­sen­nie, ma­jo­wo, sym­pa­tycz­nie, a my przy­ło­ży­li­śmy te­mat z gru­bej ru­ry. W tym nu­me­rze pi­sze­my o emi­gra­cji za­rob­ko­wej na­szych ro­dzi­ców. Ba­da­nia po­ka­zu­ją, że 7 na 10 osób zna Po­la­ków pra­cu­ją­cych za gra­ni­cą. Nie za­wsze są ni­mi świe­żo upie­cze­ni ab­sol­wen­ci pol­skich uczel­ni al­bo sin­gle, któ­rzy nie ma­ją w kra­ju żad­nych zo­bo­wią­zań. Za chle­bem wy­jeż­dża­ją też ma­ma i ta­ta.

Zre­zy­gno­wa­li­śmy z przed­sta­wia­nia dra­ma­tycz­nych hi­sto­rii ro­dzin, któ­re na emi­gra­cji wię­cej stra­ci­ły niż zy­ska­ły. Są pie­nią­dze, ale co z te­go, gdy roz­pa­dły się wię­zi, a wspól­ne ce­le roz­mi­nę­ły, roz­je­cha­ły w róż­nych kie­run­kach? Z dru­giej stro­ny, nie prze­ko­nu­je­my też, że Ir­lan­dia, Niem­cy, An­glia czy Szwe­cja to lek na ca­łe zło i bie­dę pol­skich ro­dzin, że roz­łą­ka to ba­nał, szyb­ko mi­nie i zno­wu bę­dzie faj­nie. Do­świad­cze­nie wie­lu ro­dzin po­ka­zu­je, że po emi­gra­cji nic nie jest ta­kie, jak przed­tem, bo… czas pły­nie. Nie­jed­no­krot­nie na no­wo trze­ba się uczyć swo­ich za­cho­wań, przy­zwy­cza­jeń i spo­so­bu by­cia. Za­tem i ta­kie po­dej­ście – hu­ra­op­ty­mi­stycz­ne – by­ło­by nie­uza­sad­nio­ne.

Je­ste­śmy prze­ko­na­ni, że jest coś po­środ­ku. Że wy­jazd za chle­bem, któ­ry dla wie­lu ro­dzin jest ko­niecz­no­ścią, choć trud­ny i bo­le­sny, moż­na prze­trwać. Oczy­wi­ście, nie ma pro­stej re­cep­ty. Klu­czem na pew­no jest mi­łość, a po­dą­ża­jąc da­lej tym tro­pem – uczci­wość w re­la­cjach, za­an­ga­żo­wa­nie w pod­trzy­my­wa­nie kon­tak­tu na od­le­głość, psy­chicz­na bli­skość… Trud­ne to spra­wy, ale na­sze spra­wy. Chce­my w nich być ra­zem z Wa­mi.

Po­zdra­wiam Was ser­decz­nie.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny