Wszystko przez Nie się stało

Mo­gą ra­nić, nisz­czyć, ob­ra­żać. Mo­gą do­da­wać otu­chy, pod­trzy­my­wać na du­chu, le­czyć. Sło­wa ma­ją moc.

Po­dob­no w sło­wach za­wie­ra się za­le­d­wie 7 proc. tre­ści, któ­re prze­ka­zu­je­my (resz­ta to „mo­wa cia­ła”). Jed­nak w bli­skich re­la­cjach to, co mó­wi­my, ma wiel­ką wa­gę. W do­dat­ku, zna­jąc ro­dzi­ców, ro­dzeń­stwo, przy­ja­ciół – przy­pi­su­je­my im au­to­ma­tycz­nie pew­ne in­ten­cje, wie­my le­piej, co ma­ją na my­śli, a cza­sem na­wet da­li­by­śmy so­bie gło­wę uciąć, że coś zo­sta­ło po­wie­dzia­ne. A stąd już nie­da­le­ko do nie­po­ro­zu­mień i kon­flik­tów.

Ono by­ło na po­cząt­ku

W re­la­cjach mię­dzy­ludz­kich kró­lu­ją sło­wa. Po­my­śl­cie, jak źle zno­si­cie „ci­che dni”. Jak bar­dzo nie­mi­ło jest, gdy ktoś się do was nie od­zy­wa. Za po­mo­cą słów mo­że­my dru­gie­go czło­wie­ka ra­nić, ob­ra­żać, ata­ko­wać, nisz­czyć je­go god­ność i po­czu­cie wła­snej war­to­ści. Mi­mo to w sy­tu­acjach co­dzien­nych oka­zu­je­my lek­ce­wa­że­nie, po­gar­dę, nie­chęć, a na­wet nie­na­wiść do bli­skich i zu­peł­nie ob­cych lu­dzi (w skle­pie, au­to­bu­sie czy na uli­cy). Nie umie­my słu­chać, nie sta­ra­my się zro­zu­mieć ani wy­obra­zić so­bie sy­tu­acji na­sze­go roz­mów­cy. By­łam kie­dyś świad­kiem roz­mo­wy dwóch ko­biet. Jed­na skar­ży­ła się na swo­je zdro­wie, chcąc wzbu­dzić współ­czu­cie. Na to dru­ga: „Pa­ni to jesz­cze nic, ale mo­ja cho­ro­ba...”

foto_01-03_08-2015

Świat stał się przez Nie

W pro­wa­dzo­nych dia­lo­gach czę­sto nie od­róż­nia się roz­mo­wy (wy­mia­ny zdań), dys­ku­sji (z sza­cun­kiem dla po­glą­dów in­nych) od spo­ru (gdzie każ­dy chce na­rzu­cić swo­je ra­cje), kłót­ni (kie­dy roz­mów­cę chce się upo­ko­rzyć) i wal­ki słow­nej, w któ­rej roz­mów­ca sta­je się wro­giem z pod­ły­mi in­ten­cja­mi. God­ność czło­wie­ka i je­go do­bro w tych „bi­twach” się nie li­czą. Ma­my do czy­nie­nia z wy­jąt­ko­wym na­si­le­niem słow­ne­go znę­ca­nia się nad dru­gim czło­wie­kiem. Bra­ku­je wy­obraź­ni, co ktoś in­ny czu­je, jak od­bie­ra na­sze kpi­ny, na­igra­wa­nie się. Ma­ło kto chce i po­tra­fi po­sta­wić się w sy­tu­acji dru­giej oso­by.

Swoi Go nie przy­ję­li

Kie­dyś ję­zyk wul­gar­ny po­ja­wiał się tyl­ko w kul­tu­rze naj­niż­szej, prze­stęp­czej. W sfe­rze pu­blicz­nej był nie­do­pusz­czal­ny. Dzi­siaj do­tarł „na sa­lo­ny” i... wy­da­je się, że ni­ko­go nie ra­zi. Po­my­śl­cie, ile ra­zy w cią­gu dnia sły­szy­cie sło­wa, któ­re moż­na okre­ślić ja­ko „brzyd­kie”? Jak czę­sto zwra­ca­cie się w ten spo­sób do in­nych lu­dzi? Jak o nich my­śli­cie? W ja­ki spo­sób ko­men­tu­je­cie, np. na fo­rach in­ter­ne­to­wych? Szko­da, że za­miast po­staw sym­pa­tii, de­li­kat­no­ści, tak­tu co­raz czę­ściej ma­my do czy­nie­nia z naj­zwy­klej­szym cham­stwem. Wy­kpi­wa­nie wszyst­kich i wszyst­kie­go sta­je się dla wie­lu „za­słu­gą i cno­tą”. Ta­kie za­cho­wa­nie szcze­gól­nie bo­li, gdy do­ty­czy te­go, co jest dla nas dro­gie, bli­skie, waż­ne: uczuć ro­dzin­nych, re­li­gij­nych, pa­trio­tycz­nych, war­to­ści mo­ral­nych, du­cho­wych.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Szkoła modlitwy. Modlitwa prośby

Proś­ba to­wa­rzy­szy nam od naj­młod­szych lat. Nic więc dziw­ne­go, że sta­ła się ele­men­tem mo­dli­twy. Proś­ba jest ele­men­tem kul­tu­ry oso­by pro­szą­cej. Gdy ktoś pro­si, mó­wi jed­no­cze­śnie: „Sam nie dam ra­dy, po­móż mi”. Proś­ba wy­ra­ża na­szą bez­rad­ność, brak sa­mo­wy­star­czal­no­ści. Po­sze­rza nasz świat o dru­gą oso­bę, prze­ła­mu­je na­szą py­chę, uczy wdzięcz­no­ści. Ten, kto pro­si, wy­cho­dzi z ego­izmu.

Przyj­rzyj­my się mo­dli­twom proś­by w Pi­śmie Świę­tym. Od po­cząt­ku lu­dzie pro­si­li Bo­ga o po­myśl­ność, do­sta­tek, dłu­gie ży­cie, po­tom­stwo – w tym wi­dzie­li dla sie­bie Bo­że bło­go­sła­wień­stwo. Te­ma­tem próśb by­ło tak­że uwol­nie­nie od wro­gów. Da­ją­cy je Bóg stop­nio­wo ob­ja­wiał, że ma do roz­da­nia co­raz to więk­sze da­ry, któ­re za­czę­to okre­ślać mia­nem zba­wie­nia. Prze­dłu­że­nie do­bre­go ziem­skie­go lo­su, po­ko­ju i wol­no­ści za­czy­na­ło być ma­rze­niem lu­dzi, kie­dy my­śle­li o swo­jej przy­szło­ści po śmier­ci. Uczo­no się dbać o swój oso­bi­sty los, ale ma­my przy­kła­dy mo­dli­twy wsta­wien­ni­czej za swo­ich bli­skich i na­wet za ca­ły lud, cze­go sym­bo­lem stał się Moj­żesz (np. ca­ło­dzien­na mo­dli­twa o zwy­cię­stwo nad Ama­le­ki­ta­mi, bła­ga­nie Pa­na o od­da­le­nie pla­gi wę­ży na pu­sty­ni). Pięk­ny przy­kład mą­drej mo­dli­twy proś­by po­zo­sta­wił Sa­lo­mon, któ­ry za­chę­co­ny przez Bo­ga, nie chciał ani dłu­gie­go ży­cia, ani bo­gactw, ani zgu­by nie­przy­ja­ciół, lecz tyl­ko mą­dre ser­ce. Otrzy­mał to, i o wie­le wię­cej (1 Krl 3,4–15). Jak­że smut­no w tym kon­tek­ście brzmi roz­mo­wa pi­ja­ne­go He­ro­da, któ­ry za­chę­cał do proś­by mło­dziut­ką cór­kę He­ro­dia­dy i obie­cy­wał jej na­wet pół kró­le­stwa, a ta za­ży­czy­ła so­bie gło­wę Ja­na Chrzci­cie­la (Mk 6,17–29).

foto_01-02_08-2015

Je­zus za­pew­nił nas, że Oj­ciec nasz wie, cze­go nam po­trze­ba, wpierw za­nim Go po­pro­si­my (Mt 6,8), i za­raz po tym na­uczył nas mo­dli­twy Oj­cze nasz. Jesz­cze raz pra­gnę po­wtó­rzyć, że w tej mo­dli­twie naj­pierw pro­si­my o wy­peł­nie­nie się spraw Bo­żych (pierw­sze trzy proś­by), a po­tem ludz­kich (ko­lej­ne czte­ry proś­by). Syn Bo­ży nie­ustan­nie chce, aby­śmy mie­li wzrok sku­pio­ny na Oj­cu, aby­śmy od­ry­wa­li się od my­śle­nia tyl­ko o so­bie, o swo­ich spra­wach. Szczy­to­wym punk­tem mo­dli­twy Je­zu­sa, do któ­re­go do­szedł w Ogro­dzie Oliw­nym, jest proś­ba o wy­peł­nie­nie się wo­li Oj­ca. Jest to za­wsze i wszę­dzie wzór mo­dli­twy proś­by dla nas.

Wła­śnie – je­dy­nym przed­mio­tem mo­dli­twy proś­by po­win­no być wy­peł­nie­nie się wo­li Bo­żej co do nas, na­szych bli­skich i ca­łe­go świa­ta. Wiem, że brzmi to tro­chę „nie­osią­gal­nie” – klę­ka­cie i chce­cie pro­sić o coś kon­kret­ne­go (zda­ny eg­za­min itp.), a ksiądz wam ka­że my­śleć o wo­li Bo­żej. Jed­nak tak wła­śnie jest. Mo­dli­twa o wy­peł­nie­nie się wo­li Bo­żej jest „naj­lep­sza” – oka­zu­je­my Bo­gu peł­ne za­ufa­nie, wie­rzy­my, że to, co wy­my­śli, bę­dzie naj­lep­sze dla nas, i da­je­my Mu „wol­ną rę­kę”. Czyż nie moż­na spo­dzie­wać się wów­czas, że Bóg zro­bi wszyst­ko jak naj­le­piej? Prze­cież na­wet je­śli my, choć je­ste­śmy źli, umie­my da­wać do­bre da­ry in­nym, to o ileż bar­dziej On sam, w któ­rym jest sa­mo Do­bro! (por. Łk 11,9–13).

 

ks. Piotr Wró­bel

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

Tajniki gazety

Z oka­zji ju­bi­le­uszu „Dro­gi” od­sła­nia­my ku­li­sy jej po­wsta­wa­nia. Prze­czy­taj­cie, co to jest ko­le­gium re­dak­cyj­ne, de­adli­ne czy ma­kie­ta. I dla­cze­go lu­bi­my bł. Ja­ku­ba Al­be­rio­ne­go.

Od Gu­ten­ber­ga do Mer­ku­riu­sza

Hi­sto­ria ga­ze­ty w dzie­jach świa­ta za­czę­ła się w 1450 r., kie­dy Jo­han­nes Gu­ten­berg wy­na­lazł ru­cho­mą czcion­kę i stwo­rzył pod­sta­wo­we za­sa­dy skła­du tek­stu. Po­cho­dze­nie sło­wa ga­ze­ta nie jest do koń­ca ja­sne. Wy­wo­dzi się praw­do­po­dob­nie z wło­skie­go gaz­zet­ta. To drob­na mo­ne­ta, za któ­rą na­by­wa­no dzien­ni­ki w XVII-wiecz­nej We­ne­cji. Sło­wo gaz­za ozna­cza na­to­miast sro­kę – sym­bol ga­da­tli­wo­ści i plot­kar­stwa. Być mo­że źró­dło­słów ga­ze­ty to he­braj­skie sło­wo izgard – he­rold, go­niec, zwia­stun. Hi­sto­ria pol­skiej pra­sy się­ga ro­ku 1661 r. Pierw­szą ga­ze­tą był „Mer­ku­riusz Pol­ski Or­dy­na­ryj­ny”. W pierw­szym wy­da­niu moż­na by­ło prze­czy­tać o pa­nu­ją­cych ro­dach, to­czo­nych woj­nach, pod­pi­sy­wa­nych trak­ta­tach oraz pla­nach po­li­tycz­nych. Na­kład wy­no­sił od 100 do 300 eg­zem­pla­rzy.

foto_01-01_08-2015

Od po­my­słu do pro­jek­tu

Na po­wsta­nie „Dro­gi” skła­da się: pi­sa­nie tek­stów, re­da­go­wa­nie, wy­bór fo­to­gra­fii, skład, ko­rek­ta, druk i kol­por­taż. Pierw­szym eta­pem jest po­wsta­nie ar­ty­ku­łów. Tek­sty pi­szą dzien­ni­ka­rze na pod­sta­wie wła­snych wia­do­mo­ści i wy­wia­dów, a tak­że in­for­ma­cji zdo­by­tych na kon­fe­ren­cjach pra­so­wych i w agen­cjach in­for­ma­cyj­nych. Sta­ra­my się, aby w każ­dym nu­me­rze by­ły ar­ty­ku­ły nt. Wa­szych pro­ble­mów, po­trzeb, za­in­te­re­so­wań. Pi­sze­my na te­ma­ty re­li­gij­ne, po­nie­waż je­ste­śmy ga­ze­tą ka­to­lic­ką, ale tak­że o spra­wach zwią­za­nych z na­uką, kul­tu­rą, zdro­wiem, sek­su­al­no­ścią, jed­nym sło­wem – z cia­łem i du­szą. Re­dak­tor na­czel­na wy­zna­cza de­adli­ne, czy­li ter­min, do któ­re­go dzien­ni­ka­rze ma­ją prze­sy­łać swo­je tek­sty. Co dwa ty­go­dnie spo­ty­ka­my się na ko­le­gium re­dak­cyj­nym, na któ­rym pla­nu­je­my ko­lej­ne wy­da­nia i roz­ma­wia­my, o czym war­to na­pi­sać, z kim prze­pro­wa­dzić wy­wiad, ja­ki bę­dzie te­mat wio­dą­cy na­stęp­ne­go wy­da­nia. To ist­na bu­rza mó­zgów. Pa­mię­ta­my tak­że o na­szej du­cho­wej for­ma­cji, zwra­ca­jąc się w mo­dli­twie do pa­tro­nów dzien­ni­ka­rzy św. Fran­cisz­ka Sa­le­ze­go oraz bł. Ja­ku­ba Al­be­rio­ne­go, któ­ry był apo­sto­łem me­diów, wy­da­wał licz­ne bro­szu­ry, cza­so­pi­sma, książ­ki, pły­ty i fil­my. Wszyst­kie je­go dzie­ła mia­ły po­móc lu­dziom po­znać sło­wo Bo­że. W swo­jej pra­cy sta­ra­my się go na­śla­do­wać.

Od tek­stu do ma­kie­ty

Tek­sty na­pi­sa­ne i wy­sła­ne do re­dak­cji. Te­raz na­czel­na, Mag­da, czy­ta, skra­ca, cza­sem pro­si o uzu­peł­nie­nie, zmia­nę ty­tu­łu lub le­adu. Na­stęp­nie tek­sty tra­fia­ją do pierw­szej ko­rek­ty. Po­pra­wia­ne są błę­dy, nie­ści­sło­ści, usu­wa­ne po­wtó­rze­nia lub nie­zro­zu­mia­łe frag­men­ty tek­stu. Je­śli ar­ty­kuł prze­ży­je ten pro­ces, zaj­mu­je się nim Ka­ro­li­na, dzien­ni­karz ale rów­nież fo­to­edy­tor. Szu­ka od­po­wied­nich zdjęć i ilu­stra­cji. Pro­si­my też o po­moc re­dak­cyj­ne­go ry­sow­ni­ka – Ada­ma, któ­ry two­rzy por­tre­ty pa­tro­nów do bierz­mo­wa­nia (patrz stro­na 2). Te­raz za­da­nie dla skła­da­cza – Mar­ci­na. On zaj­mu­je się ła­ma­niem ga­ze­ty, to zna­czy usta­wia­niem tek­stów i zdjęć na stro­nie. Ga­ze­ta ma swo­ją ma­kie­tę – że­by by­ło wia­do­mo, co gdzie za­mie­ścić. Gra­fik sta­ra się, by „Dro­ga” nie by­ła nud­na, ale przy­cią­ga­ła wzrok i za­chę­ca­ła do lek­tu­ry. Zła­ma­ne stro­ny tra­fia­ją do dru­giej ko­rek­ty, któ­ra ma wy­eli­mi­no­wać błę­dy po­wsta­łe pod­czas ła­ma­nia stron. Jesz­cze tyl­ko rzut oka na­czel­nej i osta­tecz­na wer­sja ga­ze­ty w for­ma­cie PDF (z ang. Por­ta­ble Do­cu­ment For­mat) jest już go­to­wa.

Od PDF-a do dru­ku

Stu­dio tech­nicz­ne wy­sy­ła po­szcze­gól­ne stro­ny „Dro­gi” na ser­wer dru­kar­ni. Od­by­wa się to dro­gą elek­tro­nicz­ną. W dru­kar­ni bę­dą przy­go­to­wa­ne tzw. pły­ty of­f­se­to­we. Za­le­tą dru­ku of­f­se­to­we­go jest wy­so­ka ja­kość, wy­daj­ność i wy­trzy­ma­łość na czyn­ni­ki at­mos­fe­rycz­ne. Po kil­ku dniach „Dro­ga” wra­ca do re­dak­cji w wer­sji pa­pie­ro­wej, świe­żut­ka i pach­ną­ca far­bą. Wą­cha­my!

Od dru­kar­ni do czy­tel­ni­ka

Ostat­ni etap to kol­por­taż, czy­li do­star­cze­nie ga­ze­ty do pre­nu­me­ra­to­rów, kio­sków i pa­ra­fii na te­re­nie ca­łej Pol­ski. Na na­szej stro­nie in­ter­ne­to­wej: www.droga.com.pl za­miesz­cza­my naj­waż­niej­sze tek­sty z da­ne­go nu­me­ru oraz ak­tu­al­no­ści, omó­wie­nia fil­mów, ksią­żek, za­pro­sze­nia na kon­cer­ty, re­ko­lek­cje, fe­sti­wa­le. Mo­że­cie tak­że po­brać „Dro­gę” w wer­sji elek­tro­nicz­nej ze stro­ny www.cyfrostudnia.pl za je­dy­ne 3 zł.

Wszyst­ko sta­ło się ja­sne, nie ma­my przed Wa­mi żad­nych ta­jem­nic!

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy! To bę­dzie to­tal­nie nie­mę­ski wstęp­niak, bo pi­sząc go, tro­chę się wzru­szam. Prze­cież nie co ty­dzień ob­cho­dzi­my tak po­waż­ny ju­bi­le­usz.

Rów­no 20 lat te­mu wy­szedł z dru­kar­ni pierw­szy nu­mer „Dro­gi”.

Okrą­gła rocz­ni­ca to do­sko­na­ła oka­zja do wspo­mnień i szcze­re­go „dzię­ku­ję”, wy­po­wie­dzia­ne­go w kie­run­ku osób, któ­re za­ło­ży­ły to pi­smo i przez la­ta w nim pra­co­wa­ły, po­świę­ca­jąc swój czas, ener­gię, mło­dość.

Kie­dy zmie­nia­li się re­dak­to­rzy na­czel­ni, „Dro­ga” prze­cho­dzi­ła me­ta­mor­fo­zy. Ko­lej­ni na­czel­ni wpro­wa­dza­li zmia­ny, pró­bu­jąc do­sto­so­wać pi­smo do ocze­ki­wań współ­cze­snej mło­dzie­ży. Ni­gdy jed­nak „no­wi” nie od­że­gny­wa­li się od do­rob­ku swo­ich po­przed­ni­ków. Dzię­ki te­mu, przez te wszyst­kie la­ta, „Dro­ga” nie zbo­czy­ła z wła­ści­wej ścież­ki i ca­ły czas re­ali­zo­wa­ła swo­ją mi­sję.

Wie­le jest osób, któ­rym chce­my dziś po­wie­dzieć „dzię­ku­ję”, ale wstęp­niak rzą­dzi się swo­imi pra­wa­mi, więc wspo­mnę tyl­ko o trzech. Dzię­ku­ję Pa­nu dr. inż. An­to­nie­mu Zię­bie, któ­ry nie­zra­żo­ny ab­so­lut­nie żad­ny­mi prze­ciw­no­ścia­mi lo­su i trud­no­ścia­mi, przez 20 lat wi­dział w „Dro­dze” (i na­dal wi­dzi) po­tęż­ne na­rzę­dzie do ewan­ge­li­za­cji.

Dzię­ku­ję Pa­nu To­ma­szo­wi Fla­dze, pierw­sze­mu re­dak­to­ro­wi na­czel­ne­mu, któ­ry „pod­jął rę­ka­wi­cę” i od pod­staw stwo­rzył pi­smo (wte­dy ty­go­dnik!) dla mło­dzie­ży ka­to­lic­kiej. Dzię­ku­ję Księ­dzu Zyg­mun­to­wi Ko­sow­skie­mu (a przez nie­go – tak­że je­go bli­skim Współ­pra­cow­ni­kom), któ­ry od 20 lat (!) jest na­szym asy­sten­tem ko­ściel­nym.

droga_u_kardynala
Ze­spół „Dro­gi” z wi­zy­tą u ks. Kar­dy­na­ła Sta­ni­sła­wa Dzi­wi­sza

Od kie­dy pra­cu­ję w „Dro­dze”, po­zna­łam kil­ka nie­sa­mo­wi­tych hi­sto­rii, któ­re roz­po­czę­ły się dzię­ki niej i trwa­ją do dziś. Jed­ną z nich opi­su­je­my na str. 7 – to opo­wieść o przy­jaź­ni Ba­si i Eli. Je­śli zna­cie po­dob­ne, ko­niecz­nie do nas na­pisz­cie. Chęt­nie prze­czy­ta­my i wy­dru­ku­je­my w cza­so­pi­śmie. Za wszyst­kie przy­jaź­nie, ale też za do­bre wy­bo­ry i na­wró­ce­nia, w któ­rych po­mo­gła „Dro­ga”, Bo­gu niech bę­dą dzię­ki! 20-le­cie „Dro­gi” trze­ba świę­to­wać god­nie. Z ra­do­ścią in­for­mu­ję, że 15 kwiet­nia w sie­dzi­bie Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski w War­sza­wie od­bę­dzie się kon­fe­ren­cja pra­so­wa na te­mat na­sze­go ju­bi­le­uszu.

Je­śli miesz­ka­cie w oko­li­cy, za­pra­sza­my na godz. 11:00. Dzień póź­niej roz­po­czy­na­ją się XXI Tar­gi Wy­daw­ców Ka­to­lic­kich, tak­że w sto­li­cy. Po­trwa­ją do nie­dzie­li 19 kwiet­nia. Spo­tkaj­my się i po­znaj­my w Ar­ka­dach Ku­bic­kie­go na Zam­ku Kró­lew­skim! Za­pra­sza­my! Na­to­miast dla ro­dzi­ców, na­uczy­cie­li i ka­te­che­tów or­ga­ni­zu­je­my kon­fe­ren­cję po­pu­lar­no­nau­ko­wą Na­sto­lat­ki 2.0 – mło­dzież a me­dia.

Od­bę­dzie się 25 kwiet­nia w au­li św. Ja­na Paw­ła II przy Sank­tu­arium Bo­że­go mi­ło­sier­dzia w Kra­ko­wie-Ła­giew­ni­kach.

Szcze­gó­ło­wy plan na www.droga.com.pl/konferencja

Po­zdra­wiam Was ser­decz­nie i za­czy­nam od­mie­rzać dni do… ko­lej­ne­go ju­bi­le­uszu!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny