Modlitwa przeproszenia

Sło­wa te pi­szę w pią­tek po Po­piel­cu, gdy w Jutrz­ni bre­wia­rzo­wej i w li­tur­gii mszal­nej od­czy­tu­je­my pięk­ny psalm 51: „Zmi­łuj się na­de mną Bo­że w ła­ska­wo­ści swo­jej, w ogro­mie swej do­bro­ci zmaż mo­ją nie­pra­wość…”. We­dług tra­dy­cji i ba­dań eg­ze­ge­tów (teo­lo­gów ko­men­tu­ją­cych tek­sty bi­blij­ne) po­wstał on w na­stęp­stwie eks­tre­mal­nie trud­nych wy­da­rzeń. Król Da­wid, po­stać pu­blicz­na i god­na za­ufa­nia, zde­cy­do­wał się za­mor­do­wać swo­je­go do­sko­na­łe­go żoł­nie­rza, by wziąć je­go żo­nę, ale po­czę­te póź­niej dziec­ko zmar­ło. Gdy król usły­szał od pro­ro­ka Na­ta­na sło­wa praw­dy o tym, co uczy­nił, uko­rzył się bar­dzo. Do­się­gnął dna mo­ral­ne­go, ale wła­śnie głę­bia je­go skru­szo­ne­go ser­ca uro­dzi­ła je­den z naj­pięk­niej­szych psal­mów po­kut­nych.

foto_01-02_07-2015

Bo­że, prze­pra­szam Cię. Prze­bacz mi, bo zgrze­szy­łem bar­dzo. Miej li­tość na­de mną grzesz­ni­kiem!” Mo­dli­twa prze­pro­sze­nia, je­śli tyl­ko jest szcze­ra, na­tych­miast do­się­ga ser­ca Bo­ga. To wła­śnie grzesz­nik sto­ją­cy da­le­ko od oł­ta­rza głów­ne­go, ale na ko­la­nach bła­ga­ją­cy o prze­ba­cze­nie, zo­stał wy­słu­cha­ny w Je­zu­so­wej przy­po­wie­ści. Mó­wi Bóg: „Czyż tak bar­dzo mi za­le­ży na śmier­ci wy­stęp­ne­go, a nie ra­czej na tym, by się na­wró­cił i żył?” (Ez 18,23). Ten zaś fa­ry­ze­usz, któ­ry na mo­dli­twie wy­mie­niał przed Bo­giem swo­je za­le­ty, po­zo­stał bez kon­tak­tu z Nim.

Jed­ną z naj­pięk­niej­szych cech chrze­ści­jań­stwa jest to, że dla czło­wie­ka za­wsze jest na­dzie­ja. Na­wet w grze­chu cięż­kim jest moż­li­wość kon­tak­tu z Bo­giem. Ow­szem, nie moż­na wte­dy przyj­mo­wać Ko­mu­nii św., bo by­ła­by ona świę­to­kradz­ka, a mo­dli­twy i do­bre czy­ny nie ma­ją ta­kie­go cha­rak­te­ru za­sług na nie­bo, ja­ki mo­gły­by mieć. Ale na­wet w ta­kiej sy­tu­acji moż­na (i po­win­no!) się mo­dlić. Mo­dlić o na­wró­ce­nie, o prze­mia­nę.

Bez­na­dziej­ne”, czy­li eks­tre­mal­nie trud­ne sy­tu­acje są czę­sto dla nas wspa­nia­łą oka­zją do mo­dli­twy prze­pro­sze­nia. Naj­czę­ściej wła­śnie z po­wo­du nie­moż­no­ści wyj­ścia z sy­tu­acji o wła­snych si­łach, czło­wiek zwra­ca się osta­tecz­nie do Bo­ga. Je­śli proś­ba jest szcze­ra, na­wró­ce­nie jest moż­li­we. A w nie­bie więk­sza jest ra­dość z jed­ne­go grzesz­ni­ka, któ­ry się na­wra­ca, niż z 99 spra­wie­dli­wych, któ­rzy nie po­trze­bu­ją na­wró­ce­nia (Łk 15,7).

 

Piotr Wró­bel

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Po jasnej stronie życia

– Zmar­twych­wsta­nie Chry­stu­sa to fun­da­ment na­szej wia­ry – mó­wi Pa­weł Go­lec. A Łu­kasz do­da­je: – Wie­rząc w ży­cie wiecz­ne moż­na żyć spo­koj­niej i ra­do­śniej. Wa­run­kiem jest za­pro­sze­nie Mi­strza do swo­je­go ser­ca i trwa­nie w Je­go na­uce.

Pol­skie tra­dy­cje wiel­ko­post­ne i wiel­ka­noc­ne są bar­dzo bo­ga­te i róż­no­rod­ne. Chy­ba ni­gdzie na świe­cie nie są tak prze­ży­wa­ne i nie prze­ma­wia­ją do serc tak bar­dzo, jak w na­szym kra­ju. Ja­kie gó­ral­skie zwy­cza­je wią­żą się z po­szcze­gól­ny­mi dnia­mi Tri­du­um Pas­chal­ne­go: Wiel­kim Czwart­kiem, Wiel­kim Piąt­kiem i Wiel­ką So­bo­tą?

foto_01-01_07-2015

Łu­kasz: – U mnie w do­mu trzy dni Tri­du­um to czas wy­ci­sze­nia i za­trzy­ma­nia się w sza­lo­nym pę­dzie, ja­ki ser­wu­je nam dzi­siej­szy świat. Po­cząw­szy od ostat­niej Mszy św. w Wiel­ki Czwar­tek, aż do Re­zu­rek­cji, po­przez mo­dli­twę i uczest­nic­two w na­bo­żeń­stwach, moż­na przy­go­to­wać się du­cho­wo na przyj­ście Zmar­twych­wsta­łe­go Pa­na. Re­gion ży­wiec­czy­zny, w któ­rym się wy­cho­wa­li­śmy, to za­ką­tek Pol­ski za­chwy­ca­ją­cy pod wzglę­dem ob­rzę­do­wo­ści. Tu mie­sza­ją się wie­rze­nia chrze­ści­jań­skie z po­gań­ski­mi.

Pa­weł: – W na­szym ro­dzin­nym do­mu w Wiel­ki Pią­tek ra­no, na pa­miąt­kę mę­ki Chry­stu­sa, ob­my­wa­li­śmy się zim­ną wo­dą, po­wta­rza­jąc trzy­krot­nie mo­dli­twę „Któ­ryś za nas cier­piał ra­ny”. Ten po­ran­ny, zim­ny ry­tu­ał miał gwa­ran­to­wać zdro­wie i uro­dę, a co naj­waż­niej­sze – był le­kiem na cho­ro­by skór­ne. W Wiel­ki Pią­tek prze­strze­ga­ło się ści­słe­go po­stu i uni­ka­ło cięż­kiej, fi­zycz­nej pra­cy, że nie wspo­mnę już o śpie­wie czy tań­cu. Wszyst­ko mia­ło słu­żyć kon­tem­pla­cji i sku­pie­niu na mo­dli­twie i roz­wa­ża­niach pa­syj­nych.

Łu­kasz: – Część tej tra­dy­cji prze­nio­sła się na współ­cze­sny grunt. W Wiel­ki Pią­tek, wspól­nie z dzieć­mi, przy­go­to­wu­je­my świę­con­kę (tak na­zy­wa się u nas wiel­ka­noc­ny ko­szyk) i gło­wien­ki do so­bot­nie­go po­świę­ce­nia ognia, a wie­czo­rem od­wie­dza­my z mo­dli­twą grób Chry­stu­sa.

Pa­weł: – Ob­rzę­do­wość Wiel­kiej So­bo­ty wią­że się głów­nie z po­świę­ce­niem po­kar­mów, wo­dy i ognia. Bę­dąc dzieć­mi, w Wiel­ką So­bo­tę opa­la­li­śmy lesz­czy­no­we gło­wien­ki po to, aby póź­niej nasz ta­ta mógł je wbić w na­roż­ni­ki pól upraw­nych. Wie­rzo­no, że ma to przy­nieść uro­dzaj i chro­nić upra­wy przed klę­ska­mi ży­wio­ło­wy­mi. Po re­zu­rek­cji, kie­dy na­stę­po­wa­ło roz­wią­za­nie dzwo­nów, wcho­dząc do do­mu, na­sza ma­ma po­wta­rza­ła sen­ten­cję: „Pan zmar­twych­wstał! Al­le­lu­ja”, a do­mow­ni­cy od­po­wia­da­li chó­ral­nie: „Praw­dzi­wie zmar­twych­wstał! Al­le­lu­ja!”.

 

Roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Przyciągamy do Chrystusa

Chcesz ewan­ge­li­zo­wać? Świet­nie! Za­nim do­trzesz do da­le­kiej Afry­ki, idź na pla­żę, kon­cert al­bo po pro­stu do szko­ły.

Au­to­rem sfor­mu­ło­wa­nia „no­wa ewan­ge­li­za­cja” (choć „mo­da” na nie na­sta­ła kil­ka lat te­mu) nie jest pa­pież Fran­ci­szek ani na­wet Be­ne­dykt XVI.

Po raz pierw­szy użył go św. Jan Pa­weł II w Kra­ko­wie-No­wej Hu­cie pod­czas piel­grzym­ki do Pol­ski w 1979 r., a do­pre­cy­zo­wał w mar­cu 1981 r. na Ha­iti.

No­wa Ewan­ge­li­za­cja po­win­na być no­wa w za­pa­le, me­to­dzie i środ­kach wy­ra­zu” – po­wie­dział wte­dy Oj­ciec Świę­ty. Nie­speł­na 30 lat póź­niej, 28 czerw­ca 2010 r. pa­pież Be­ne­dykt XVI po­wo­łał w Rzy­mie Pa­pie­ską Ra­dę ds. Krze­wie­nia No­wej Ewan­ge­li­za­cji – le­kar­stwo na kry­zys chrze­ści­jań­stwa tak­że w tych kra­jach, któ­re na­ucza­nie Pa­na Je­zu­sa zna­ją już od daw­na.

foto_01-03_07-2015

Po­trój­nie no­wa Ale co kon­kret­nie św. Jan Pa­weł II miał na my­śli? Co to zna­czy, że no­wa ewan­ge­li­za­cja ma być „no­wa w za­pa­le, me­to­dzie i środ­kach wy­ra­zu”? – Nie ma no­wej ewan­ge­li­za­cji bez no­wych ewan­ge­li­za­to­rów. Dla­te­go po­trzeb­ne są no­wy za­pał i gor­li­wość. To Duch Świę­ty wle­wa je w na­sze ser­ca, ale my mu­si­my je pie­lę­gno­wać. Gor­li­wość jest bar­dzo waż­na, bo to ona na­pę­dza dzia­ła­nie – tłu­ma­czy ks. Ar­tur Se­pio­ło z Gli­wic.

Po dru­gie, no­wość co do for­my to roz­róż­nie­nie mię­dzy ke­ryg­ma­tem a ka­te­che­zą. – Mó­wiąc naj­pro­ściej, że­by na­kar­mić czło­wie­ka, trze­ba go naj­pierw obu­dzić. Czy­li naj­pierw mó­wi­my o pod­sta­wach na­szej wia­ry, a do­pie­ro po­tem czło­wiek mo­że zde­cy­do­wać, czy pój­dzie za Je­zu­sem i bę­dzie Go na­śla­do­wać. Ten ele­ment – oso­bi­sta de­cy­zja – jest bar­dzo waż­ny.

Nie­waż­ne, czy gło­si­my re­ko­lek­cje, or­ga­ni­zu­je­my kon­cert czy na­ucza­my na uli­cach – je­śli sta­wia­my czło­wie­ka przed de­cy­zją wy­bo­ru Je­zu­sa, to jest to no­wa ewan­ge­li­za­cja – mó­wi ks. Ar­tur. No­wa for­ma to rów­nież wyj­ście na ze­wnątrz Ko­ścio­ła i gło­sze­nie Chry­stu­sa na­wet tam, gdzie nas nie za­pra­sza­ją oraz udział w tym wszyst­kich lu­dzi świec­kich. Ko­niec ze zrzu­ca­niem od­po­wie­dzial­no­ści tyl­ko na księ­ży. Przyj­mu­je­my do wia­do­mo­ści, że każ­dy z nas w cza­sie Chrztu św. otrzy­mał man­dat do gło­sze­nia Ewan­ge­lii.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

Al­le­lu­ja! Po smut­ku Wiel­kie­go Piąt­ku na­de­szła chwa­ła po­ran­ka! Chry­stus zwy­cię­żył, Chry­stus ży­je! Ko­cha­ni Czy­tel­ni­cy, z oka­zji naj­wspa­nial­szych świąt w ca­łym ro­ku li­tur­gicz­nym ży­czę Wam… do­brej pa­mię­ci. Że­by już ni­gdy nie wy­pa­dło Wam z gło­wy, że­by­ście nie za­po­mnie­li, że ofia­ra Je­zu­sa by­ła dla nas – dla mnie i dla Was.

Każ­da li­tur­gia Wiel­kie­go Piąt­ku zmie­nia mo­je ser­ce. Kie­dy wra­cam z ko­ścio­ła do do­mu, my­ślę so­bie, że już nie po­wiem i nie po­my­ślę, że ni­ko­mu na mnie nie za­le­ży al­bo że je­stem sa­ma ze swo­imi ra­do­ścia­mi i pro­ble­ma­mi. Świa­do­mość, że Je­zus od­dał za mnie swo­je ży­cie, da­je mi na­dzie­ję na nie­bo, ale też przy­wra­ca wia­rę w lu­dzi. Bo prze­cież Je­zus był czło­wie­kiem. Sko­ro więc On był zdol­ny do tak wiel­kie­go po­świę­ce­nia, to i my… Chcę Wam tak­że go­rą­co po­dzię­ko­wać za od­po­wiedź na na­sze kon­kur­so­we 20-le­cie. Do­sta­li­śmy wie­le ar­ty­ku­łów, fo­to­gra­fii, me­mów i kar­tek uro­dzi­no­wych. Cóż, te ostat­nie ucie­szy­ły nas szcze­gól­nie. Zma­ga­my się z wy­bo­rem lau­re­atów – nie jest to pro­ste. Wy­ni­ki ogło­si­my w ko­lej­nym nu­me­rze „Dro­gi”.

A tym­cza­sem za­chę­cam do lek­tu­ry bie­żą­ce­go wy­da­nia. Po­zo­sta­jąc w świą­tecz­nym na­stro­ju, po­le­cam Wam te­mat nu­me­ru o no­wej ewan­ge­li­za­cji. To o wie­le wię­cej niż zmie­nia­ją­ca się co se­zon mo­da. Przy­ję­cie Je­zu­sa ja­ko Pa­na i Zba­wi­cie­la nie uczy­ni z nas sta­ro­świec­kich dzi­wa­ków, ale spra­wi, że cią­gle bę­dzie­my na cza­sie, bo Pan Bóg był, jest i bę­dzie! Al­le­lu­ja!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny