Polski Dakar w Ameryce

Je­ste­śmy po­tę­gą na skocz­niach i bie­go­wych tra­sach nar­ciar­skich, ro­śnie na­sza si­ła na par­kie­tach bo­isk do siat­ków­ki i pił­ki ręcz­nej, nie naj­go­rzej ra­dzi­my so­bie na kor­tach te­ni­so­wych. Czy po te­go­rocz­nych dwóch miej­scach na po­dium Da­ka­ru otwie­ra się pol­ska era w raj­dach?

Fran­cu­ski mo­to­cy­kli­sta Thier­ry Sa­bi­ne w 1977 r. brał udział w Raj­dzie Abi­dżan-Ni­cea. Je­den z eta­pów wiódł przez Pu­sty­nię Li­bij­ską. Sa­bi­ne na piasz­czy­stych wy­dmach zgu­bił dro­gę. Po­dob­no, gdy tak błą­kał się przez kil­ka dni, wpadł na po­mysł, że­by też in­ni zmie­rzy­li się z pia­ska­mi pu­sty­ni, in­ny­mi si­ła­mi na­tu­ry i wła­sny­mi sła­bo­ścia­mi. W ten spo­sób dwa la­ta póź­niej z Pa­ry­ża wy­star­to­wa­ły 74 po­jaz­dy, któ­re przez te­ry­to­ria Fran­cji, Al­gie­rii, Ma­li, Ni­gru i Bur­ki­na Fa­so do­tar­ły do me­ty w sto­li­cy Se­ne­ga­lu. Tak za­czął rajd Da­kar. Hi­sto­ria te­go naj­trud­niej­sze­go i naj­bar­dziej pre­sti­żo­we­go raj­du te­re­no­we­go świa­ta jest dość burz­li­wa. Np. w 2000 r. na te­re­nie Ni­gru wy­ścig zo­stał wstrzy­ma­ny z po­wo­du za­gro­że­nia ter­ro­ry­stycz­ne­go – po­trzeb­ny był most po­wietrz­ny, że­by ca­ły sprzęt i ba­gaż prze­rzu­cić do Li­bii. Trzy la­ta póź­niej na gra­ni­cy li­bij­sko-egip­skiej pod cię­ża­rów­ką ser­wi­so­wą ze­spo­łu mo­to­cy­klo­we­go KTM wy­bu­chła mi­na. A w 2008 r. rajd od­wo­ła­no zu­peł­nie z po­wo­du za­gro­że­nia ter­ro­ry­stycz­ne­go.

foto_01-03_05-2015

No­wy pol­ski etap

W 2009 r. roz­po­czął się no­wy etap w hi­sto­rii Da­ka­ru. Rajd zo­stał prze­nie­sio­ny z Afry­ki do Ame­ry­ki Pół­noc­nej. I choć od sze­ściu lat tra­sa wy­ści­gu wie­dzie po bez­dro­żach Ar­gen­ty­ny i Chi­le, to sto­li­ca Se­ne­ga­lu po­zo­sta­ła w na­zwie raj­du. Rok 2009 jest też hi­sto­rycz­ny z dwóch in­nych po­wo­dów. To wte­dy obok trzech pod­sta­wo­wych klas, w ja­kich ry­wa­li­zu­ją za­wod­ni­cy (mo­to­cy­kle, sa­mo­cho­dy i cię­ża­rów­ki), po­ja­wi­ła się czwar­ta – qu­ady. To wła­śnie w tej ka­te­go­rii wy­star­to­wał Ra­fał So­nik i ja­ko pierw­szy Po­lak wszedł na po­dium Da­ka­ru, zaj­mu­jąc trze­cie miej­sce. Po­trze­bo­wał sied­miu star­tów, by w tym ro­ku wejść na szczyt.

 

Prze­mek Ra­dzyń­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Zawsze winny jest kot

Czy wy­łą­czy­łam że­laz­ko? Czy za­mkną­łem miesz­ka­nie? Gdzie są klu­cze, któ­re przed chwi­lą mia­łam w rę­kach? Ja­ki dziś dzień ty­go­dnia?

Je­stem prze­ko­na­na, że więk­szość z was mia­ła po­dob­ne do­świad­cze­nie: czy­tam książ­kę i na­gle orien­tu­ję się, że nie wiem, w któ­rym miej­scu stro­ny je­stem i jak się to­czy ak­cja. Gdzie by­ły mo­je my­śli, gdy oczy au­to­ma­tycz­nie wy­ko­ny­wa­ły swo­ją pra­cę? Zmo­rą współ­cze­sne­go świa­ta jest stres, po­śpiech i brak cza­su. Wy­peł­nia­my co­dzien­nie wszyst­kie waż­ne obo­wiąz­ki ro­dzin­ne i szkol­ne, bie­ga­my na za­ję­cia po­za­lek­cyj­ne, kół­ka za­in­te­re­so­wań, kur­sy. Ta­kie ży­cie przy­po­mi­na bieg cho­mi­ka w ko­ło­wrot­ku. Do­brze, gdy ma­my ja­sno okre­ślo­ny cel i wie­my, gdzie i dla­cze­go bie­gnie­my. Go­rzej, gdy bie­gnie­my tyl­ko dla­te­go, że ca­ły świat bie­gnie.

foto_01-02_05-2015

Na­sta­wie­nie za­da­nio­we

Na jed­nym z ame­ry­kań­skich uni­wer­sy­te­tów prze­pro­wa­dzo­no eks­pe­ry­ment, w któ­rym przy­pad­ko­wa oso­ba py­ta­ła stu­den­tów o dro­gę. W trak­cie roz­mo­wy po­mię­dzy py­ta­ją­cym i stu­den­tem prze­cho­dzi­li lu­dzie nio­są­cy drzwi w ta­ki spo­sób, że przez chwi­lę nie by­ło wi­dać py­ta­ją­ce­go. Ten mo­ment ba­da­cze wy­ko­rzy­sty­wa­li, by za­mie­nić py­ta­ją­ce­go: męż­czy­znę na ko­bie­tę i od­wrot­nie. I... pra­wie nikt nie za­uwa­żył, że roz­ma­wia z kimś zu­peł­nie in­nym! Z po­wyż­sze­go ba­da­nia wy­ni­ka, że je­ste­śmy na­sta­wie­ni za­da­nio­wo. To ozna­cza, że gdy kon­cen­tru­je­my się na ja­kimś za­da­niu, resz­ta świa­ta nam umy­ka. Czy my­śle­li­ście, ilu rze­czy, osób, zda­rzeń po pro­stu nie bie­rze­my pod uwa­gę? Z jed­nej stro­ny ta­ka wy­biór­czość z pew­no­ścią po­ma­ga, bo mózg bro­ni się w ten spo­sób przed nad­mier­nym na­pły­wem in­for­ma­cji. Z dru­giej jed­nak stro­ny po­wo­du­je to, że za­zwy­czaj pra­cu­je­my jak kom­pu­ter w try­bie awa­ryj­nym: wy­bie­ra­jąc naj­prost­szy pro­gram.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Kochasz Boga? Wyraź to!

Po­mysł na T-shir­ty z Pa­nem Je­zu­sem zro­dził się na re­ko­lek­cjach. I dla­te­go to coś wię­cej niż „mo­da ka­to­lic­ka”.

– To nie był po­mysł na biz­nes, ale pra­gnie­nie ser­ca, aby przez sztu­kę uczest­ni­czyć w dzie­le no­wej ewan­ge­li­za­cji – opo­wia­da Mo­ni­ka Kaś­kosz ze wspól­no­ty Przy­mie­rza Ro­dzin Mam­re z Czę­sto­cho­wy. – Pięć lat te­mu pod­czas re­ko­lek­cji, pod wpły­wem wspól­nej mo­dli­twy, roz­mo­wy a tak­że za­chę­ty pew­nej oso­by, ja i mo­ja przy­ja­ciół­ka Ela Pli­siec­ka zde­cy­do­wa­ły­śmy, że spró­bu­je­my stwo­rzyć i roz­po­wszech­nić wła­sne ga­dże­ty z prze­sła­niem. Na po­cząt­ku wśród zna­jo­mych, po­tem już we wła­snej „pra­cy”. By­ło to zu­peł­nie spon­ta­nicz­ne i nie­prze­my­śla­ne, nie mia­ły­śmy ani wie­dzy, jak to zro­bić, ani pie­nię­dzy. Trud­no­ści by­ło bar­dzo du­żo. Na szczę­ście Pan Bóg nam po­bło­go­sła­wił. Po­sta­wił na dro­dze lu­dzi, któ­rzy swo­im wspar­ciem i sło­wem po­kie­ro­wa­li nas da­lej.

foto_01-01_05-2015

Tak się za­czę­ło

Wspól­ny­mi si­ła­mi, z po­mo­cą zna­jo­me­go za­ło­ży­ły sklep in­ter­ne­to­wy. Asor­ty­ment: ko­szul­ki, kub­ki, dłu­go­pi­sy, ze­szy­ty i in­ne. Z cza­sem hob­by za­mie­ni­ło się w kon­kret­ną pra­cę. Te­raz, ja­ko trzy­oso­bo­wy ze­spół, pro­jek­tu­ją, dru­ku­ją, przyj­mu­ją za­mó­wie­nia, pa­ku­ją i wy­sy­ła­ją. Ich pro­jek­ty nie są dzie­łem przy­pad­ku. – To na mo­dli­twie ro­ze­zna­je­my, cze­go po­trze­bu­je współ­cze­sny świat. Sta­ra­my się nie­ustan­nie wsłu­chi­wać w Bo­że na­tchnie­nia, szu­kać wo­li Bo­żej. Pro­si­my Du­cha Świę­te­go, aby nas in­spi­ro­wał i pod­po­wia­dał, cze­go po­trze­bu­ją ci, któ­rzy od Nie­go ode­szli – mó­wi Mo­ni­ka.

Kon­tro­wer­sje

Pro­jek­tan­ci dba­ją o to, aby mieć w nie­bie moc­ną re­pre­zen­ta­cję. Pa­tro­na­mi ini­cja­ty­wy są św. Jan Pa­weł II, św. oj­ciec Pio i bł. ks. Je­rzy Po­pie­łusz­ko. Twór­cy chęt­nie ko­rzy­sta­ją z ich „zło­tych my­śli”. Ma­ją więc ko­szul­kę z wło­skim ka­pu­cy­nem i cy­ta­tem: „Mo­dli­twa jest naj­lep­szą bro­nią, ja­ką po­sia­da­my” al­bo ja­no­wo­paw­ło­wą: „Nie ży­je się, nie ko­cha się, nie umie­ra się – na pró­bę”. Naj­chęt­niej jed­nak się­ga­ją do źró­dła, czy­li do słów, któ­re w Pi­śmie Świę­tym zo­sta­wił nam sam Pan Bóg.

Mo­ni­ka przy­zna­je, że nie­któ­re ich po­my­sły wy­wo­łu­ją kon­tro­wer­sje np. umiesz­cze­nie na ko­szul­ce twa­rzy Pa­na Je­zu­sa. – Zda­je­my so­bie spra­wę, że wy­wo­łu­je­my dys­ku­sję i nie każ­de­mu się to po­do­ba – wy­ja­śnia pro­jek­tant­ka. – Ro­zu­mie­my, że wy­ni­ka to z tro­ski o to, aby twarz Pa­na Je­zu­sa nie zo­sta­ła spro­fa­no­wa­na. Jed­nak jak po­wie­dział nam kie­dyś pe­wien ka­płan, je­śli ktoś chce znisz­czyć wi­ze­ru­nek Pa­na Je­zu­sa i Go ob­ra­zić, to znaj­dzie na to spo­sób. Nie­ste­ty, na śmiet­ni­ku moż­na zna­leźć wie­le świę­tych ob­raz­ków. A na­szym ce­lem jest za­nieść Chry­stu­sa tam, gdzie nikt Go nie szu­ka. Chce­my, aby czło­wiek za Nim za­tę­sk­nił i za­pra­gnął Go po­znać – do­da­je.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Dro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Magda Guziak-Nowak

Bab­cia prze­ka­za­ła mi lu­do­wą mą­drość: „Nie łap stu srok za ogon!”. Ra­da fak­tycz­nie cał­kiem do­bra, wy­pró­bo­wa­łam ją wie­le ra­zy. Ro­bie­nie kil­ku rze­czy na raz skut­ku­je zwy­kle tym, że żad­nej nie wy­ko­nu­ję po­rząd­nie, tak na sto pro­cent. Le­piej wy­brać jed­ną dział­kę i ją po­wo­li „upra­wiać”.

Mi­mo to w dzi­siej­szym te­ma­cie nu­me­ru za­chę­ca­my do ła­pa­nia kil­ka srok za ogon.

Psy­cho­lo­go­wie prze­ko­nu­ją: tyl­ko wte­dy od­kry­je­my swo­ją toż­sa­mość, kie­dy bę­dzie­my „prze­bie­rać się” w róż­ne sty­le. Aż wresz­cie znaj­dzie­my ten nasz. Pa­mię­tam, prze­cież wła­śnie tak by­ło ze mną. W gim­na­zjum ubie­ra­łam się strasz­nie smęt­nie, wszyst­ko w ciem­nym nie­bie­skim.

Po­tem po­sta­no­wi­łam, że tyl­ko bluz­ki z koł­nie­rzy­kiem i tyl­ko spód­nicz­ki.

W li­ceum był etap spodni z dziu­ra­mi i pier­ścion­ków na każ­dym (!) pal­cu. A dziś? Sta­wiam na spor­to­wą ele­gan­cję i czu­ję się do­brze sa­ma ze so­bą. Wiem, że za­wdzię­czam to ak­tyw­nym po­szu­ki­wa­niom sie­bie.

Cie­szę się z po­sta­wy ro­dzi­ców, któ­rzy ni­gdy ni­cze­go mi nie na­rzu­ca­li, ale po­zwo­li­li zna­leźć mo­je „ja”.

Na ko­niec wspa­nia­ła wia­do­mość – od te­go nu­me­ru ma­my czte­ry stro­ny wię­cej! To jest do­bre­eeee!:) Po­zdro­wie­nia!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

Re­dak­tor na­czel­ny