Szkoła modlitwy. Jak modlił się Kościół od początku?

Apo­sto­ło­wie i pierw­si ucznio­wie Je­zu­sa mie­li jesz­cze świe­żo w pa­mię­ci za­le­ce­nia Zba­wi­cie­la co do mo­dli­twy. Pa­mię­ta­li sam przy­kład Chry­stu­sa, któ­ry mo­dlił się w każ­dym cza­sie, do Oj­ca, któ­re­go na­zy­wał Ab­ba, z wiel­ką pew­no­ścią wy­słu­cha­nia. Pa­mię­ta­li przy­po­wie­ści o sztu­ce mo­dli­twy: o fa­ry­ze­uszu i cel­ni­ku, o na­tręt­nej wdo­wie, o przy­ja­cie­lu, mie­li w uszach tre­ści z Ka­za­nia na Gó­rze. Pier­wot­ny Ko­ściół kon­ty­nu­ował wier­nie dro­gę swe­go Mi­strza.

foto_01-01_02-2015

Nie za­po­mnij­my ni­gdy, że chrze­ści­ja­nie od po­cząt­ku sta­wia­li mo­dli­twę na za­szczyt­nym miej­scu w wy­zna­wa­niu wia­ry. Prze­ję­li oni tra­dy­cje Izra­ela (Ewan­ge­lia Łu­ka­sza koń­czy się w świą­ty­ni, „gdzie sta­le prze­by­wa­li, bło­go­sła­wiąc Bo­ga”), ale nada­li im uni­ka­to­wy i od­ręb­ny cha­rak­ter. Ko­rzy­sta­li ob­fi­cie z Psal­mów; uda­wa­li się na mo­dli­twę w po­rach skła­da­nia ofiar (o „ go­dzi­nie szó­stej i dzie­wią­tej”); wzno­si­li rę­ce do nie­ba sto­jąc lub klę­cząc. Świę­ty Łu­kasz za­pi­sał w Dzie­jach, że „wszy­scy oni trwa­li jed­no­myśl­nie na mo­dli­twie” (Dz 1,14), a ta po­sta­wa wspól­nych bła­gań i uwiel­bień Bo­ga przy­go­to­wa­ła w koń­cu Ze­sła­nie Du­cha Świę­te­go. Ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną mo­dli­twy pierw­szych chrze­ści­jan jest to, że by­ła ona wspól­na; gdy Piotr znaj­do­wał się w ta­ra­pa­tach, ca­ły Ko­ściół mo­dlił się za nie­go nie­ustan­nie do Bo­ga, a wszy­scy mo­dli­li się za ochrzczo­nych przez Fi­li­pa w Sa­ma­rii. O mo­dli­twę pro­sił apo­stoł Pa­weł. Czę­sto o niej pi­sał: wska­zy­wał, że jest nie­raz wal­ką, że trwa nie­ustan­nie, mo­dlił się o owoc­ność swo­ich po­czy­nań dusz­pa­ster­skich, usta­wicz­nie prze­cho­dził od bła­gań do uwiel­bie­nia Bo­ga. Wi­dzi­my tu za­ląż­ki czte­rech wiel­kich ty­pów mo­dli­twy: uwiel­bie­nia, dzięk­czy­nie­nia, prze­bła­ga­nia i proś­by.

Naj­wspa­nial­szą mo­dli­twą chrze­ści­jan by­ła i jest Eu­cha­ry­stia. Spra­wu­jąc Pa­miąt­kę Pa­na, Je­go ucznio­wie czy­ni­li to, co na­ka­zał, uobec­nia­jąc Je­go zbaw­czą mę­kę, śmierć i zmar­twych­wsta­nie – tak, jak im to prze­ka­zał w Wie­czer­ni­ku pod­czas Ostat­niej Wie­cze­rzy. Eu­cha­ry­stia, mi­mo iż opar­ta na ob­cho­dach ży­dow­skiej Pas­chy, szyb­ko na­bra­ła spe­cy­ficz­nie chrze­ści­jań­skich cech. Za­czę­to ją spra­wo­wać nie tyl­ko raz do ro­ku, ale co ty­dzień, w nie­dzie­lę, na pa­miąt­kę zmar­twych­wsta­nia Je­zu­sa, któ­re­go uzna­wa­no za Zba­wi­cie­la. Nie spra­wo­wa­no też Eu­cha­ry­stii w świą­ty­ni je­ro­zo­lim­skiej (czy­li „w ko­ście­le”), a po do­mach – cho­rym za­no­szo­no Naj­święt­szy Sa­kra­ment od­dziel­nie. Eu­cha­ry­stia pierw­szych chrze­ści­jan za­czę­ła po­wo­li przy­bie­rać kształt dzi­siej­szej Mszy świę­tej – do po­wta­rza­nia słów prze­isto­cze­nia z Ostat­niej Wie­cze­rzy do­łą­cza­no tek­sty Pi­sma Świę­te­go, wy­ja­śnia­nie ich, wspól­ne mo­dli­twy, a tak­że ge­sty ta­kie jak akt po­kut­ny, skład­ka na po­trze­by bied­nych czy prze­ka­za­nie po­ko­ju. Stop­nio­wo two­rzy­ły się tek­sty tzw. Mo­dlitw eu­cha­ry­stycz­nych. Roz­wój kul­tu na­stą­pił po 313 ro­ku, gdy uzna­no chrze­ści­jań­stwo za re­li­gię pań­stwo­wą i po­zwo­lo­no wy­znaw­com Je­zu­sa ko­rzy­stać z bu­dyn­ków uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej (m. in. ba­zy­lik) dla ce­lów li­tur­gicz­nych.

For­ma­mi mo­dli­twy by­ły też wy­zna­nia wia­ry, jak np. sfor­mu­ło­wa­nia „Pan Je­zus”, „Je­zus jest Pa­nem”. Sa­mo wy­zna­nie wia­ry, Cre­do, po­ja­wi­ło się po so­bo­rach w Ni­cei i w Kon­stan­ty­no­po­lu (r. 325, 381). Czę­sto po­słu­gi­wa­no się Pi­smem Świę­tym. Z roz­wa­ża­nia Bo­skiej Księ­gi po­wsta­ło Po­zdro­wie­nie Aniel­skie („Zdro­waś Ma­ry­jo”), póź­niej „Anioł Pań­ski”. Usta­lił się tekst mo­dli­twy „Chwa­ła Oj­cu” i „W imię Oj­ca”. Od IV wie­ku, w na­stęp­stwie gwał­tow­ne­go roz­wo­ju ru­chu mo­na­stycz­ne­go i wschod­nich klasz­to­rów pu­styn­nych, roz­wi­ja­ją się ta­kie for­my mo­dli­twy jak me­dy­ta­cja, ra­chu­nek su­mie­nia, prak­ty­ka kie­row­nic­twa du­cho­we­go. Nie­pi­śmien­ni mni­si ma­ją za za­da­nie po­wta­rzać „Oj­cze nasz” i „Zdro­waś Ma­ry­jo” ty­le ra­zy, ile jest Psal­mów (150); tu na­le­ży szu­kać po­cząt­ków mo­dli­twy ró­żań­co­wej. Po­wsta­ją hym­ny i pie­śni li­tur­gicz­ne (św. Efrem, św. Da­ma­zy), na Wscho­dzie po­ja­wia się roz­wi­nię­ty kult Mat­ki Bo­żej (np. „Pod Two­ją obro­nę”, świę­ta ma­ryj­ne) i kult ikon. Bu­do­wa­ne są od pod­staw chrze­ści­jań­skie świą­ty­nie, w tym naj­waż­niej­sza – ba­zy­li­ka pa­pie­ska św. Ja­na na La­te­ra­nie.

Ćwi­cze­nie: Spró­buj wy­my­śleć „swo­je wła­sne” wy­zna­nie wia­ry, to zna­czy krót­kie we­zwa­nie do Je­zu­sa, któ­re mógł­byś po­wta­rzać czę­ściej (np. „Je­zu, Pa­nie, troszcz się Ty”). Skon­sul­tuj je z ka­te­che­tą.

In­ten­cja: Na Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży przy­je­dzie róż­na mło­dzież, mo­że wie­rzą­ca ina­czej, mo­że nie­wie­rzą­ca. Po­mó­dl­my się jak Je­zus na Ostat­niej Wie­cze­rzy, aby wszy­scy by­li jed­no: dą­żą­cy do Oj­ca, z Je­zu­sem, w Du­chu Świę­tym.

 

Ks. Piotr Wró­bel

 

Wirtualne siniaki

To, co wir­tu­al­ne, wy­da­je nam się cza­sem nie do koń­ca praw­dzi­we, bez­piecz­ne, spo­ko, bo jest tyl­ko w kom­pu­te­rze. Ale cy­ber­prze­moc, choć wir­tu­al­na, bo­li na­praw­dę. I za­bi­ja na­praw­dę.

Zo­bacz­my to na przy­kła­dach. Tym smut­niej­szych, że to praw­dzi­we hi­sto­rie. Pa­mię­ta­cie 14-let­nią dziew­czy­ny z An­glii, któ­ra w ze­szłym ro­ku po­peł­ni­ła sa­mo­bój­stwo? Han­nah szu­ka­ła po­rad ko­sme­tycz­nych, bo mia­ła pro­ble­my z ce­rą. Na Ask.fm wy­la­ła się na nią fa­la okrop­ne­go hej­tu. Hej­te­rzy pi­sa­li, że po­win­na umrzeć na ra­ka, po­ciąć się, że jest kro­wą. Na­sto­lat­ka od­pi­sy­wa­ła na ko­men­ta­rze, bro­ni­ła się. W pew­nym mo­men­cie nie wy­trzy­ma­ła. Po­wie­si­ła się w swo­im po­ko­ju.

foto_01-02_02-2015

Dru­gą hi­sto­rię opo­wia­da Mag­da z li­ceum:

To by­ło dwa la­ta te­mu, cho­dzi­łam wte­dy do trze­ciej kla­sy gim­na­zjum. W blo­ku obok miesz­ka­ła Iza, mo­ja ró­wie­śnicz­ka, ale nie by­ły­śmy w tej sa­mej kla­sie. Od­kąd pa­mię­tam Iza i An­ka by­ły przy­ja­ciół­ka­mi. Pew­ne­go dnia strasz­nie się po­kłó­ci­ły i… przy­jaźń znik­nę­ła. An­ka na­ga­da­ła na Izę ca­łej kla­sie. By­ła prze­bo­jo­wa, lu­bia­na, mia­ła już kil­ku chło­pa­ków, więc wszyst­kim się wy­da­wa­ło, że jest do­świad­czo­na. Po­słu­cha­li jej. Za­czę­ło się od za­cze­pek na ko­ry­ta­rzu i wy­zwisk w sty­lu: „ty świ­nio”, „masz pysk jak trak­tor”, „je­steś pla­ska jak de­cha”. Usły­szał to któ­ryś na­uczy­ciel i zwró­cił im uwa­gę, więc prze­nie­śli się do in­ter­ne­tu. Po­tem by­ło już tyl­ko go­rzej. Wy­sy­ła­li jej wia­do­mo­ści na priv z cham­ski­mi ko­men­ta­rza­mi, cza­sem na­wet pi­sa­li na wal­lu. Naj­go­rzej za­cho­wy­wa­ła się An­ka, jej by­ła przy­ja­ciół­ka. Stwo­rzy­ła jej fał­szy­wy pro­fil i pi­sa­ła do chło­pa­ka, któ­ry się Izie bar­dzo po­do­bał. Kie­dy sta­nę­łam w jej obro­nie, mnie też się przy­cze­pi­li. Wy­zy­wa­li od idiot­ki i gru­bej kro­wy. Iza prze­sta­ła jeść. Mó­wi­ła, że wo­li nie jeść, bo wte­dy my­śli o gło­dzie a nie o tym strasz­nym upo­ko­rze­niu. Wiem, że mia­ła już my­śli sa­mo­bój­cze…

Hi­sto­ria Mag­dy i Izy skoń­czy­ła się do­brze. Dziew­czy­ny zwró­ci­ły się z proś­bą o po­moc do szkol­ne­go psy­cho­lo­ga. Ten za­wia­do­mił po­li­cję, dy­rek­cję szko­ły, ro­dzi­ców. Mag­da: „Prze­pro­si­li nas, ale co z te­go? I tak znisz­czy­li nam ner­wy i god­ność…”

To cy­ber­prze­moc

Tra­gicz­ne w skut­kach zja­wi­sko, o któ­rym nie śni­ło się na­szym bab­ciom i dziad­kom, opi­su­je pa­ni Mar­ta Woj­tas, psy­cho­log z Fun­da­cji Dzie­ci Ni­czy­je pra­cu­ją­cy w mło­dzie­żo­wym te­le­fo­nie za­ufa­nia: – Cy­ber­prze­moc to za­cho­wa­nie, któ­re ma na ce­lu skrzyw­dze­nie emo­cjo­nal­ne dru­giej oso­by przy uży­ciu no­wo­cze­snych tech­no­lo­gii, głów­nie in­ter­ne­tu i te­le­fo­nów ko­mór­ko­wych – wy­ja­śnia.

Jak to wy­glą­da w prak­ty­ce? Cy­ber­prze­moc przy­bie­ra róż­ne for­my. Naj­po­pu­lar­niej­sze jest ośmie­sza­nie i ob­ra­ża­nie in­nej oso­by po­przez umiesz­cze­nie w in­ter­ne­cie fil­mów i zdjęć bez jej zgo­dy. Ma­te­ria­ły czę­sto przed­sta­wia­ją ją w ne­ga­tyw­nym świe­tle al­bo w krę­pu­ją­cej sy­tu­acji (np. pod­czas lek­cji wf-u). Cy­ber­prze­mo­cą jest też upo­rczy­we nę­ka­nie, stra­sze­nie, na­tręt­ne kon­tak­to­wa­nie się z oso­ba, któ­ra so­bie te­go nie ży­czy, pi­sa­nie po­ni­ża­ją­cych ko­men­ta­rzy, two­rze­nie ob­ra­ża­ją­cych ko­goś stron in­ter­ne­to­wych i blo­gów, wła­ma­nie się na czy­jeś kon­to, ale też pod­szy­wa­nie się pod ko­goś in­ne­go, szcze­gól­nie na por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych. Za prze­moc uzna­je się też wy­klu­cze­nie po­przez two­rze­nie za­mknię­tych spo­łecz­no­ści np. grup na Fa­ce­bo­oku. Ofia­ra nie tyl­ko nie do­sta­je za­pro­sze­nia do gro­na zna­jo­mych, ale wie, że ce­lem ist­nie­nia da­nej gru­py, jest jej po­ni­ża­nie.

Przej­dzie sa­mo? Nie!

Cy­ber­prze­mo­cy nie moż­na ba­ga­te­li­zo­wać. Mar­ta Woj­tas wspo­mi­na o ba­da­niach psy­cho­lo­gicz­nych, z któ­rych wy­ni­ka, że zra­nio­ne oso­by mo­gą cier­pieć na de­pre­sję, mieć po­czu­cie utra­ty sen­su ży­cia, a na­wet my­śli sa­mo­bój­cze. Po­wód? – Cy­ber­prze­moc za­bie­ra nam po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i z te­go po­wo­du mo­że być groź­niej­sza i do­tkliw­sza od prze­mo­cy fi­zycz­nej – mó­wi psy­cho­log. – Ta dru­ga czę­sto ma cha­rak­ter in­cy­den­tal­ny, czy­li np. chłop­cy po­bi­ją się w szko­le, ale za ja­kiś czas się prze­pro­szą i, co naj­waż­niej­sze, w do­mu są bez­piecz­ni. Na­to­miast kie­dy na­sto­la­tek jest ofia­rą cy­ber­prze­mo­cy, ni­gdzie nie czu­je się bez­piecz­nie. Za­miesz­czo­ne w in­ter­ne­cie ma­te­ria­ły ży­ją swo­im ży­ciem, ma­ją co­raz szer­szą pu­bli­kę. I nie­ste­ty, wy­łą­cze­nie kom­pu­te­ra nie roz­wią­zu­je pro­ble­mu – do­da­je pa­ni Mar­ta.

Gdy ob­raź­li­we ma­te­ria­ły za­czy­na­ją być ko­pio­wa­ne, spra­wa wy­my­ka się spod kon­tro­li. W pew­nym mo­men­cie „wy­czysz­cze­nie” in­ter­ne­tu z ra­nią­cych tre­ści mo­że być po pro­stu nie­moż­li­we.

Czy fa­lę hej­tu moż­na więc za­trzy­mać? Mo­że naj­le­piej by­ło­by prze­cze­kać i li­czyć, że spra­wa roz­wią­że się sa­ma? Pa­ni Mar­ta Woj­tas za­chę­ca, aby szu­kać po­mo­cy. – Mło­dzież krę­pu­je się mó­wić o swo­ich pro­ble­mach, boi się, że stra­ci zna­jo­mych, a jej re­pu­ta­cja ru­nie. War­to jed­nak pa­mię­tać, że nie jest się od­osob­nio­nym. Po­nad 40 pro­cent zgło­szeń do na­sze­go te­le­fo­nu za­ufa­nia po­cho­dzi od ofiar cy­ber­prze­mo­cy – mó­wi psy­cho­log.

Ape­lu­je­my!

Por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we są wiel­kim do­bro­dziej­stwem. Mo­że­my się spraw­nie i ta­nio ko­mu­ni­ko­wać, po­zna­wać no­wych lu­dzi i… re­ago­wać! W grud­niu 13-let­nia Oli­wia na­pi­sa­ła na swo­im Asku: „Co u mnie? Spo­ko. Po­mi­ja­jąc to, że jest fa­tal­nie, ma­sa­krycz­nie, nic mi nie wy­cho­dzi i ta­kie tam pier­do­ły. Cza­sem so­bie nie ra­dzę, w su­mie ostat­nio co­raz czę­ściej. Tak wła­śnie, nad­szedł ko­lej­ny dzień, w któ­rym mam ocho­tę się za­bić. Tak po pro­stu. Ta ca­ła szop­ka z uda­wa­niem szczę­śli­wej wy­cho­dzi­ła mi zna­ko­mi­cie. Nie umiem już dłu­żej ukry­wać fak­tu, że jest źle. Wiesz, co naj­moc­niej bo­li? To, że wszy­scy tak bar­dzo in­te­re­su­ją się mo­im ży­ciem. Ob­ra­bia­ją mnie po ko­lei, nie wie­dząc jak bar­dzo mnie to bo­li. Nie umiem im się prze­ciw­sta­wić. Cza­sem czu­ję się tak bez­rad­na, że sia­dam na łóż­ku, bez sen­su pa­trząc na ścia­nę, a po po­licz­kach spły­wa mi mi­lion sło­nych i peł­nych bó­lu łez. Mo­że kie­dyś tra­fisz na mo­je wpi­sy i po­my­ślisz, że uża­lam się nad so­bą, ale ja po pro­stu nie chcę trzy­mać wszyst­kie­go w so­bie. No więc, ogól­nie jest spo­ko. Tyl­ko wziąć garść ta­ble­tek na­sen­nych i za­snąć na wie­ki”.

Pod wpi­sem Ol­wii nie by­ło żad­ne­go ko­men­ta­rza, któ­ry do­dał­by jej otu­chy, ani jed­ne­go cie­płe­go sło­wa. Za­miast wspar­cia, do­sta­ła za swój wpis po twa­rzy od ob­ser­wu­ją­cych ją „zna­jo­mych”. Wiem, jak ta hi­sto­ria mo­gła się skoń­czyć i wiem, że Oli­wii nie moż­na zo­sta­wić sa­mej. Że trze­ba się te­mu sprze­ci­wić, re­ago­wać, szu­kać po­mo­cy u ro­dzi­ców, wy­cho­waw­ców, psy­cho­lo­ga, cza­sem na­wet na po­li­cji.

A ty? Co zro­bisz, gdy bę­dziesz świad­kiem cy­ber­prze­mo­cy?

Ra­dzi pa­ni Mar­ta Woj­tas, psy­cho­log:

CO ROBIĆ, KIEDY JESTEM:

˜— OFIARĄ CYBERPRZEMOCY

Przede wszyst­kim nie od­po­wia­daj na za­czep­ki i nę­ka­nie w ta­ki sam spo­sób, jak spraw­ca. Pro­wa­dzi to tyl­ko do za­ognie­nia kon­flik­tu i mo­że się oka­zać, że sam sta­niesz się spraw­cą. Po dru­gie, za­bez­piecz do­wo­dy prze­mo­cy. Nie ka­suj smsów, wia­do­mo­ści pry­wat­nych na por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych, roz­mów na cza­tach i ko­mu­ni­ka­to­rach. Do­wo­da­mi są też zrzu­ty z ekra­nu (patrz: ram­ka obok).

Po­wiedz tez o swo­im pro­ble­mie za­ufa­nej oso­bie do­ro­słej. Nie­rzad­ko ofia­ry cy­ber­prze­mo­cy nie znaj­du­ją zro­zu­mie­nia u na­uczy­cie­li i ro­dzi­ców (być mo­że ni­gdy nie sły­sze­li o cy­ber­prze­mo­cy). W ta­kiej sy­tu­acji mo­że­my spró­bo­wać po­roz­ma­wiać o tej sy­tu­acji z ro­dzi­ca­mi i opo­wie­dzieć, na czym po­le­ga. Oso­by dy­żu­ru­ją­ce w te­le­fo­nie za­ufa­nia pod­po­wie­dzą też, co zro­bić, by zgło­sić nad­uży­cie ad­mi­ni­stra­to­rom por­ta­lu spo­łecz­no­ścio­we­go i usu­nąć ob­raź­li­we tre­ści z in­ter­ne­tu.

˜— ŚWIADKIEM CYBERPRZEMOCY

Gdy ko­le­żan­ka al­bo ko­le­ga jest ofia­rą cy­be­prze­mo­cy, two­ja ro­la jest bar­dzo waż­na. Po pierw­sze, nie prze­sy­łaj da­lej ob­raź­li­wych, po­ni­ża­ją­cych i ośmie­sza­ją­cych tre­ści. Po­móż po­krzyw­dzo­nej oso­bie, czy­li po­in­for­muj o sy­tu­acji za­ufa­ną oso­bę do­ro­słą. Daj jej nu­mer do te­le­fo­nu za­ufa­nia, gdzie otrzy­ma wspar­cie i po­moc.

Jak zro­bić zrzu­ty z ekra­nu

Je­śli ktoś do­ku­cza ci w in­ter­ne­cie, zrób scre­en stro­ny www, że­by za­cho­wać to, co wi­dzisz na ekra­nie. Wci­śnij kla­wisz „Print Scre­en” (Prt Sc), a na­stęp­nie otwórz pro­gram tek­sto­wy (np. Word) lub gra­ficz­ny (np. Pa­int) i wklej tam scre­en, na­ci­ska­jąc jed­no­cze­śnie kla­wi­sze „Ctrl” i „V”. Pa­mię­taj, aby za­pi­sać plik! Scre­eny są do­wo­da­mi cy­ber­prze­mo­cy.

Co Pan Bóg na to?

Ten, kto ośmie­sza in­nych po­przez pu­bli­ko­wa­nie kom­pro­mi­tu­ją­cych ma­te­ria­łów, mo­że po­peł­nić grzech prze­ciw­ko dwóm przy­ka­za­niom De­ka­lo­gu: pią­te­mu – „nie za­bi­jaj” i ósme­mu – „nie mów fał­szy­we­go świa­dec­twa prze­ciw bliź­nie­mu swe­mu”. Nisz­cząc czy­jąś re­pu­ta­cję, do­bre imię, kła­miąc i oszu­ku­jąc tak­że w in­ter­ne­cie – krzyw­dzę in­ne­go czło­wie­ka, a na­wet mo­gę go w pew­nym sen­sie za­bić, po­wo­du­jąc, że zo­sta­nie od­rzu­co­ny przez swo­je oto­cze­nie. Na każ­dym ko­rzy­sta­ją­cym z in­ter­ne­tu spo­czy­wa obo­wią­zek usza­no­wa­nia dru­giej oso­by, jej se­kre­tów i pry­wat­no­ści. Nie wszyst­ko co ja wiem, mo­gą i po­win­ni wie­dzieć in­ni. Jak na­pra­wić ta­ki grzech? Sa­ma spo­wiedź i prze­pro­sze­nie to za ma­ło. Kłam­stwo trze­ba pu­blicz­nie wy­znać, pu­blicz­nie prze­pro­sić za swo­je za­cho­wa­nie i na­pra­wić do­bre imię skrzyw­dzo­ne­go czło­wie­ka. Pa­mię­taj­my więc, że prze­moc w in­ter­ne­cie to po­waż­na spra­wa.

Ks. Bar­tosz Ga­jer­ski, ar­chi­die­ce­zja prze­my­ska

Stal­king – upo­rczy­we nę­ka­nie lub prze­śla­do­wa­nie ofia­ry. We­dług ko­dek­su kar­ne­go stal­king jest prze­stęp­stwem, za któ­re gro­zi ka­ra po­zba­wie­nia wol­no­ści do lat trzech, a w nie­któ­rych przy­pad­kach na­wet do dzie­się­ciu.

Trol­ling – ośmie­sza­nie i ob­ra­ża­nie in­nych użyt­kow­ni­ków in­ter­ne­tu, głów­nie na por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych i fo­rach dys­ku­syj­nych. Sło­wo „trol­ling” po­cho­dzi z ję­zy­ka an­giel­skie­go i swo­je ko­rze­nie ma w… węd­kar­stwie. „Trol­ling for fish” to ło­wie­nie ry­by na ha­czyk, przy­nę­tę. In­ter­ne­to­we trol­le „rzu­ca­ją przy­nę­tę”, któ­rą jest kon­tro­wer­syj­ny te­mat al­bo nie­mi­ły ko­men­tarz. Ro­bią to po to, że­by wy­wo­łać kłót­nię.

Fa­la hej­tu – la­wi­na nie­na­wi­ści za­po­cząt­ko­wa­na ob­raź­li­wym, wul­gar­nym, po­ni­ża­ją­cym ko­men­ta­rzem. Pod­chwy­tu­ją go ko­lej­ne oso­by, hej­te­rzy, i do­łą­cza­ją do nie­go swo­je, co­raz bar­dziej wy­myśl­ne za­czep­ki. Czę­sto sły­szy­my, że na ak­to­ra al­bo po­li­ty­ka „wy­la­ła się fa­la hej­tu”, ale ofia­ra­mi by­wa­ją też zwy­czaj­ne oso­by, my i na­si zna­jo­mi.

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

 

Ja mam talent i ty też masz talent

Z ks. Bo­gu­sła­wem Ze­ma­nem, pro­win­cja­łem To­wa­rzy­stwa św. Paw­ła, pi­sa­rzem ba­jek dla dzie­ci i twór­cą pio­se­nek roz­ma­wia Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak.

25 stycz­nia ob­cho­dzi­my wspo­mnie­nie na­wró­ce­nia św. Paw­ła, a Ksiądz jest pro­win­cja­łem zgro­ma­dze­nia, któ­re wy­bra­ło go na swo­je­go pa­tro­na. Co w św. Paw­le po­cią­ga naj­bar­dziej?

– Świę­ty Pa­weł to czło­wiek na ty­le nie­prze­cięt­ny, nie­po­kor­ny, nie­zwy­kły, że każ­dy mo­że od­na­leźć w nim coś, co go po­cią­gnie. Bę­dę mó­wił za sie­bie. Pierw­szy mój za­chwyt tym apo­sto­łem, ja­ki pa­mię­tam, do­ty­czył sza­lo­ne­go ża­ru apo­stol­skie­go: „Sta­łem się wszyst­kim dla wszyst­kich, że­by oca­lić cho­ciaż nie­któ­rych”. Fakt, by­łem wte­dy mło­dy... i ta de­kla­ra­cja św. Paw­ła świet­nie na­zy­wa­ła tak­że mo­je wiel­kie pra­gnie­nia. Do dzi­siaj chy­ba mi nie prze­szło, ale z cza­sem po­zna­wa­łem apo­sto­ła peł­niej i w in­nych aspek­tach je­go ży­cia od­kry­wa­łem ja­kiś cu­dow­ny ma­gne­tyzm. Bę­dę tro­chę pa­ra­fra­zo­wał: kie­dyś św. Pa­weł pro­sił Je­zu­sa: „Zo­staw mnie w spo­ko­ju, bo je­stem grzesz­nym nie­udacz­ni­kiem!”. I usły­szał: „Wy­star­czy ci mo­jej ła­ski, moc do­sko­na­li się w sła­bo­ści”. Ko­smos! A za­ra­zem od­po­wiedź na mo­je wąt­pli­wo­ści... Jesz­cze in­na wy­po­wiedź św. Paw­ła: „Mo­je obec­ne ży­cie jest ży­ciem wia­ry z Je­zu­sa, któ­ry uko­chał MNIE i za MNIE po­świę­cił sie­bie”. Brak słów... Mógł­bym jesz­cze wię­cej... ale niech to wy­star­czy.

foto_01-03_02-2015

Na­wró­ce­nie św. Paw­ła by­ło dość spek­ta­ku­lar­ne. Czy w swo­im ży­ciu do­świad­czył Ksiądz ta­kie­go zwro­tu o 180 stop­ni?

– Chy­ba nie... To zna­czy dzię­ku­ję Pa­nu Bo­gu, że trzy­mał mnie bli­sko sie­bie przez ca­łe ży­cie. Ni­gdy nie by­łem zde­kla­ro­wa­nym prze­ciw­ni­kiem Bo­ga czy chrze­ści­jań­stwa. To nie mo­ja za­słu­ga, tyl­ko mi­ło­sier­dzie Pa­na, a na­wró­ce­nia cią­gle po­trze­bu­ję. Pa­mię­tam jed­nak sy­tu­ację, kie­dy sło­wo Pa­na prze­szy­ło mnie na wy­lot i to był we nie po­czą­tek no­we­go spo­so­bu my­śle­nia... Otwar­ła się we mnie no­wa per­spek­ty­wa. Chy­ba coś ta­kie­go przy­tra­fi­ło się Szaw­ło­wi pod Da­masz­kiem.

Co to by­ło za wy­da­rze­nie? Zdra­dzi Ksiądz „ku­li­sy”?

– Wszyst­kie­go nie wy­ja­wię. Po­wiem tyl­ko, że Pan Bóg, po­dob­nie jak Szaw­ło­wi, po­ka­zał mi, że bar­dzo się my­lę, rów­nież w oce­nie te­go, kim je­stem i co ro­bię. To świa­tło za­sko­czy­ło mnie bar­dzo. Po­trze­bo­wa­łem cza­su, by przy­znać Mu ra­cję. Zresz­tą, cią­gle uczę się cho­dzić w tym świe­tle i wciąż róż­nie mi to wy­cho­dzi.

Oprócz św. Paw­ła ko­ja­rzy mi się Ksiądz ze... Sło­ni­kiem Bom­bi­kiem. Pan Bóg chy­ba lu­bi księ­ży z pa­sją.

– To mi­łe, nie­któ­rzy na­zy­wa­ją mnie „ksiądz Bom­bik” i nie mam nic prze­ciw­ko te­mu, w koń­cu ten ła­cia­ty słoń to mo­je „dziec­ko”. Wi­dzę to tak.

Pan Bóg wie­le w każ­de­go czło­wie­ka za­in­we­sto­wał i tro­chę w ta­jem­ni­cy przed nim sa­mym „wło­żył” w nie­go ja­kieś ta­len­ty. Zro­bił to nie po to, że­by się zmar­no­wa­ły, ale że­by po­słu­ży­ły do re­ali­za­cji na­sze­go po­wo­ła­nia. Kie­dyś chcia­łem być śpie­wa­ją­cym ak­to­rem i je­stem nim, ale w tro­chę in­nym „te­atrze” i cią­gle coś mu­zycz­ne­go mi się przy­tra­fia. Za­mie­rza­łem szko­lić się w pla­sty­ce i choć osta­tecz­nie nie by­ło mi to da­ne, czę­sto ocie­ram się o ja­kieś pla­stycz­ne dzia­ła­nia. Pi­sa­nie ksią­żek dla dzie­ci wy­ro­sło ze mnie dość nie­spo­dzie­wa­nie dla mnie sa­me­go, ale by­cie księ­dzem nie prze­szka­dza mi w tym, prze­ciw­nie – po­bu­dza do ta­kiej twór­czo­ści... Nie ma sen­su za­ko­py­wa­nie ta­len­tów. Wy­star­czą otwar­te oczy i chęć, Pan Bóg sam da czas i oko­licz­no­ści, że­by z otrzy­ma­nych da­rów zro­bić do­bry uży­tek.

Czy każ­dy ma ta­lent? A co zro­bić, kie­dy wy­da­je mi się, że nie mam żad­nych szcze­gól­nych zdol­no­ści?

– Nie mam co do te­go wąt­pli­wo­ści, że każ­dy ma ta­lent i to ab­so­lut­nie do­sto­so­wa­ny do swo­ich moż­li­wo­ści. Ale nie mo­że­my my­śleć o ta­len­tach je­dy­nie w ka­te­go­riach uzdol­nień ar­ty­stycz­nych czy spor­to­wych. Ktoś mo­że mieć cen­ny ta­lent umie­jęt­no­ści słu­cha­nia in­nych al­bo wraż­li­wo­ści na ich po­trze­by, ta­lent przy­wód­cy, or­ga­ni­za­to­ra, opie­ku­na, ta­lent so­lid­no­ści w wy­ko­ny­wa­niu za­dań... Nie spo­sób wy­li­czyć wszyst­kie. Waż­ne, że­by pa­mię­tać o za­sa­dzie, że sam ta­lent nie wy­star­czy. Trze­ba go w so­bie od­kryć i za­in­we­sto­wać w je­go roz­wój trud i czas. Wte­dy ro­dzą się pięk­ne i cza­sem za­ska­ku­ją­ce owo­ce.

Kie­dy usły­szał Ksiądz głos po­wo­ła­nia?

– Ten ga­tu­nek py­tań jest dla mnie trud­ny... Nie po­pro­szę jed­nak o in­ny ze­staw. Cho­dzi o to, że wszyst­ko od­by­ło się bez cu­dow­nych oko­licz­no­ści, ob­ja­wień, nad­przy­ro­dzo­nych zna­ków. Po­wo­ła­nie ro­sło so­bie we mnie zwy­czaj­nie i ty­le. Kie­dy przy­szedł czas de­cy­zji, na­wet mo­je pra­gnie­nia zwią­za­ne ze sce­ną sta­nę­ły w dru­gim rzę­dzie, prze­pusz­cza­jąc przed sie­bie chęć zo­sta­nia za­kon­ni­kiem i ka­pła­nem.

Czy ła­two by­ło po­wie­dzieć o tym ro­dzi­com?

– Zwle­ka­łem do ostat­nie­go mo­men­tu. Pa­mię­tam, że za­kon już po­twier­dził mo­je przy­ję­cie, a ro­dzi­ce da­lej o ni­czym nie wie­dzie­li. W koń­cu mu­sia­łem po­wie­dzieć, ale zro­bi­łem to tyl­ko z te­go po­wo­du, że trze­ba by­ło sta­wić się w za­ko­nie z wy­praw­ką: koł­dra, po­dusz­ka, po­ściel... Trze­ba to by­ło ja­koś za­bez­pie­czyć.

Jak za­re­ago­wa­li Księ­dza ro­dzi­ce?

– By­ło to mo­że dwa ty­go­dnie przed mo­im wy­jaz­dem. Naj­pierw po­wie­dzia­łem ma­mie, bar­dzo się ucie­szy­ła i wca­le się nie zdzi­wi­ła. Czu­ła coś... jak to ma­ma. Po­tem po­wie­dzia­łem ta­cie, przy­jął spo­koj­nie. Nikt mnie nie na­ma­wiał, nikt mi nie od­ra­dzał. No, mo­że z wy­jąt­kiem ko­le­gów z li­ceum, któ­rzy w tro­sce o mnie przy­pu­ści­li sil­ny szturm, że­by mi ten po­mysł wy­bić z gło­wy. W koń­cu po dłuż­szej roz­mo­wie od­pu­ści­li, kwi­tu­jąc wszyst­ko stwier­dze­niem: „Wiesz co, ty chy­ba na­praw­dę masz po­wo­ła­nie”.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę!

Ks. Bo­gu­sław Ze­man (ur. 1968) – ka­płan i za­kon­nik z To­wa­rzy­stwa Świę­te­go Paw­ła (pau­li­ści), pro­win­cjał. Bi­bli­sta, re­dak­tor naj­now­sze­go prze­kła­du Pi­sma Świę­te­go na ję­zyk pol­ski, au­tor licz­nych ksią­żek dla dzie­ci (w tym se­rii o Sło­ni­ku Bom­bi­ku) i po­zy­cji o te­ma­ty­ce re­li­gij­nej, a tak­że twór­ca i wy­ko­naw­ca pio­se­nek.