Św. Sylwester

POCHODZENIE: Przy­szły pa­pież do­ra­stał w burz­li­wych oko­licz­no­ściach. Był Rzy­mia­ni­nem i sy­nem... księ­dza. I to po­boż­ne­go księ­dza. W III w. ka­pła­nów nie obo­wią­zy­wał jesz­cze peł­ny ce­li­bat. Wo­bec prze­śla­do­wań za ce­sa­rza Dio­kle­cja­na, któ­ry na­ka­zy­wał nisz­czyć księ­gi ko­ściel­ne, ksiądz Ru­fin w ta­jem­ni­cy prze­cho­wy­wał księ­gi li­tur­gicz­ne i Pi­smo Świę­te, na­le­żą­ce do Ko­ścio­ła w Rzy­mie. Od­wa­ga oj­ca mo­gła być dla Syl­we­stra po­cią­ga­ją­cym przy­kła­dem.

SYLWESTER I PAN BÓG: Syl­we­ster do­ra­stał w wie­rze wy­pró­bo­wa­nej przez prze­śla­do­wa­nia. Je­go wła­sna wia­ra mu­sia­ła więc być szcze­ra i głę­bo­ka. Zde­cy­do­wał się słu­żyć Bo­gu ja­ko ka­płan i gor­li­wie od­dał się obo­wiąz­kom zwią­za­nym z tą po­słu­gą. Nic go nie po­wstrzy­ma­ło od pod­ję­cia tej de­cy­zji. Zwień­cze­niem je­go ży­cia był je­den z naj­dłuż­szych pon­ty­fi­ka­tów: po­nad 21 lat.

foto_01-03_25-2015

DZIEŁA: Na Tron Pio­tro­wy wstą­pił po za­koń­cze­niu prze­śla­do­wań chrze­ści­jan w Ce­sar­stwie Rzym­skim. Pod­jął się dzie­ła or­ga­ni­za­cji kul­tu Bo­że­go w no­wych wa­run­kach. Syl­we­ster za­słu­żył się też w na­wra­ca­niu po­gan. Rzym­ski dzień słoń­ca (dies so­lis) po­le­cił czcić ja­ko Dzień Pań­ski na pa­miąt­kę Zmar­twych­wsta­nia. Za je­go pon­ty­fi­ka­tu w 325 r. od­był się zwo­ła­ny przez Kon­stan­ty­na Wiel­kie­go pierw­szy so­bór po­wszech­ny w Ni­cei. Po­tę­pio­no na nim he­re­zję aria­ni­zmu. Być mo­że te suk­ce­sy Ko­ścio­ła przy­czy­ni­ły się do po­wsta­nia le­gen­dy o po­ko­na­niu przez Syl­we­stra... smo­ka. Za­gra­ża­ją­ce­go Rzy­mia­nom po­two­ra miał uwię­zić w lo­chach La­te­ra­nu.

W rze­czy­wi­sto­ści Syl­we­ster nie mógł oso­bi­ście uczest­ni­czyć w ob­ra­dach z uwa­gi na po­de­szły wiek – wszyst­kie uchwa­ły za­twier­dził na sy­no­dzie w Rzy­mie. Do­ty­czy­ły m.in. waż­ne­go do­gma­tu o bo­sko­ści Sy­na i Je­go rów­no­ści z Oj­cem, ale tak­że wy­zna­nia wia­ry, któ­re do dziś re­cy­tu­je­my w cza­sie Mszy św. Na ich mo­cy ujed­no­li­co­no ob­cho­dze­nie świąt Wiel­ka­no­cy w ca­łym Ko­ście­le. So­bór upo­rząd­ko­wał pra­wo ko­ściel­ne, w szcze­gól­no­ści do­ty­czą­ce urzę­du bi­sku­pie­go.

Syl­we­ster za­dbał też o spra­wy li­tur­gicz­ne: na­ka­zał sta­wiać oł­ta­rze z ka­mie­nia (do­tąd by­ły to drew­nia­ne sto­ły), a ob­ru­sy na nie wy­twa­rzać z lnu, by przy­po­mi­na­ły o ca­łu­nie Chry­stu­sa (do­tąd by­ły je­dwab­ne). Za­ło­żył też w Rzy­mie szko­łę śpie­wu ko­ściel­ne­go.

Syl­we­ster uro­czy­ście kon­se­kro­wał świą­ty­nie ufun­do­wa­ne przez Kon­stan­ty­na Wiel­kie­go: Ba­zy­li­kę Świę­te­go Ja­na na La­te­ra­nie i Ba­zy­li­kę Świę­te­go Pio­tra na Wa­ty­ka­nie. Od te­go cza­su każ­da świą­ty­nia ka­to­lic­ka jest kon­se­kro­wa­na w po­dob­ny spo­sób.

Jak pi­sze ha­gio­graf Ja­kub de Vo­ra­gi­ne, Syl­we­ster „od­zna­czał się aniel­skim wy­glą­dem, pięk­ną mo­wą, czy­sto­ścią ży­cia, świą­to­bli­wo­ścią uczyn­ków, traf­no­ścią rad, wia­rą praw­dzi­wie ka­to­lic­ką, cier­pli­wo­ścią peł­ną na­dziei, szczo­dro­ścią w mi­ło­sier­dziu”. W spo­sób szcze­gól­ny dbał o po­dróż­nych, sie­ro­ty, wdo­wy i bied­nych.

PATRON: Jest wzy­wa­ny w mo­dli­twach o po­myśl­ny no­wy rok, ale tak­że o do­bre zbio­ry pa­szy, bo jest pa­tro­nem zwie­rząt go­spo­dar­skich. I ka­mie­nia­rzy.

ODKRYTY DLA KOŚCIOŁA: Po­mi­mo że nie był mę­czen­ni­kiem, już w V w. ob­cho­dzo­no je­go świę­to. W VII w. wznie­sio­no ba­zy­li­kę ku je­go czci w miej­scu po­chów­ku w ka­ta­kum­bach św. Pry­scyl­li.

PRZECZYTAJ: Zło­tą le­gen­dę Ja­ku­ba de Vo­ra­gi­ne.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Na redutę tylko z maską

Re­du­ta? Dzi­siaj ko­ja­rzy się z bu­dow­lą obron­ną. Nie­któ­rzy przy­wo­ła­ją jesz­cze mic­kie­wi­czow­ską Re­du­tę Or­do­na, któ­rą po­ko­le­nia uczniów i in­te­li­gen­cji po­tra­fi­ły re­cy­to­wać z pa­mię­ci. Tym­cza­sem dla na­szych przod­ków sprzed po­nad dwóch stu­le­ci był to ro­dzaj po­pu­lar­nej i po­cząt­ko­wo eli­tar­nej za­ba­wy kar­na­wa­ło­wej…

Pierw­szą re­du­tę urzą­dził w War­sza­wie za pa­no­wa­nia Au­gu­sta II Włoch Sal­wa­dor. By­ło to na po­cząt­ku XVIII w., czy­li przed bli­sko 300 la­ty.

foto_01-02_25-2015

Ma­ska zrów­nu­je sta­ny

Wstęp na za­ba­wę mia­ły tyl­ko naj­wyż­sze sfe­ry sto­li­cy oraz oko­licz­ne zie­miań­stwo. Zgod­nie ze zwy­cza­jem wszy­scy – ko­bie­ty, męż­czyź­ni, a na­wet wio­zą­cy ich dwo­ra­cy – mie­li twa­rze za­kry­te ma­ska­mi. Po­wo­dze­nie ba­lu by­ło tak du­że, że Sal­wa­dor za­pro­sił na po­dob­ny tak­że za rok.

Od­tąd za­ba­wa ta sta­ła się tra­dy­cją, ale zmie­nił się jej cha­rak­ter. Przy­by­wa­ła na nią już nie tyl­ko ary­sto­kra­cja i zie­miań­stwo, ale też miesz­czań­stwo, rze­mieśl­ni­cy, nie­kie­dy na­wet lu­dzie bar­dzo bied­ni. Na re­du­cie wszy­scy by­li rów­ni, bo jak pi­sa­no, ma­ska na­zy­wa­na lar­wą zrów­ny­wa­ła wszyst­kie sta­ny. Nie ob­ra­ża­no się za zbyt swa­wol­ne sło­wa, choć war­ta gwar­dii kon­nej dys­kret­nie pil­no­wa­ła po­rząd­ku.

Gdy zda­rzy­ło się, że za­ba­wa przy­bie­ra­ła nie­zbyt do­stoj­ny cha­rak­ter lub prze­ra­dza­ła się w ha­ła­śli­wą bur­dę, do ak­cji wkra­czał ofi­cer z żoł­nie­rza­mi i aresz­to­wał krew­kich ary­sto­kra­tów, a po­spól­stwo ka­rał na miej­scu chło­stą.

Ca­ła War­sza­wa się ba­wi

Wkrót­ce przy­szedł czas upad­ku Rze­czy­po­spo­li­tej, ale nie prze­rwa­ło to re­dut. Szcze­gól­nie oka­za­łe or­ga­ni­zo­wa­no 19 mar­ca w imie­ni­ny księ­cia Jó­ze­fa Po­nia­tow­skie­go. W na­stęp­nych la­tach „ca­ła War­sza­wa” przy­by­wa­ła ba­wić się w Te­atrze Na­ro­do­wym przy pla­cu Kra­siń­skich. Jesz­cze po­pu­lar­niej­sze sta­ły się re­du­ty w cza­sach Księ­stwa War­szaw­skie­go, gdy po­ja­wi­ła się na­dzie­ja od­bu­do­wy Pol­ski u bo­ku Na­po­le­ona. Zmie­nił się nie­co ich cha­rak­ter – ma­ski no­si­ły tyl­ko ko­bie­ty, na­to­miast męż­czyź­ni ba­wi­li się bez nich, za­cho­wu­jąc je­dy­nie ma­ska­ra­do­we stro­je. W okre­sie Kró­le­stwa Pol­skie­go, w la­tach po­prze­dza­ją­cych wy­buch Po­wsta­nia Li­sto­pa­do­we­go, udział w re­du­tach na­le­żał do „do­bre­go to­nu” i przy­cho­dzi­ło na nie na­wet dwa ty­sią­ce go­ści.

 

Ja­ro­sław Sza­rek

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Miłość bez duplikatu

Masz imię, nie je­steś „nie-wia­do­mo-kim”. Bóg ma dla cie­bie wspa­nia­ły plan!

Obok praw fi­zycz­nych, któ­re rzą­dzą świa­tem ma­te­rial­nym, ist­nie­ją tak­że tzw. pra­wa ży­cia du­cho­we­go. Są one esen­cją na­szej wia­ry i re­gu­lu­ją re­la­cję do Bo­ga. Trze­ba nie tyl­ko wie­dzieć o ich ist­nie­niu, ale sto­so­wać się do nich w ży­ciu. Bę­dzie­my je po­zna­wać ra­zem z „Dro­ga” – jed­no pra­wo na je­den mie­siąc. To ele­ment pro­gra­mu for­ma­cyj­ne­go Deo Pro­fil, któ­ry „spro­fi­lu­je” na­sze ser­ca na Bo­że po­do­bień­stwo.

Pierw­sze pra­wo ży­cia du­cho­we­go brzmi: Bóg mi­łu­je cie­bie i ma dla two­je­go ży­cia wspa­nia­ły plan. Plan, któ­re­go ce­lem jest szczę­ście czło­wie­ka, czy­li zba­wie­nie. „Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Sy­na swe­go jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał ży­cie wiecz­ne” (J 3,16). Tę gór­no­lot­ną praw­dę moż­na wy­ra­zić pro­ściej: Je­steś dziec­kiem Bo­ga. Pan Bóg się w to­bie roz­ko­chał. Je­steś Je­go „pa­sją”! Stwo­rzył cię i każ­de­go dnia wo­ła cię po imie­niu: „Ka­siu, Aga­to, Pio­trze, Da­mia­nie… bądź szczę­śli­wy”. A za­tem Bo­ży plan jest in­ny dla każ­de­go z nas, bo każ­dy z nas ma swo­je imię.

foto_01-01_25-2015

Mo­je imię, czy­li kim je­stem?

Każ­dy kto otrzy­mał imię, ja­ko je­dy­na i nie­po­wta­rzal­na oso­ba, zo­stał jed­no­cze­śnie za­pew­nio­ny, że jest ko­cha­ny mi­ło­ścią, któ­ra nie ma du­pli­ka­tu. W zna­ku nada­nia imie­nia zo­sta­ła za­ko­do­wa­na praw­da, że Bóg do­sko­na­le so­bie ra­dzi z mo­rzem ludz­kich ist­nień. Dla Nie­go nikt nie jest ano­ni­mo­wy, zna nas na wy­lot. Ina­czej jest z na­mi. Od dziec­ka po­szu­ku­je­my swo­jej toż­sa­mo­ści, tak, jak­by­śmy chcie­li zaj­rzeć w lu­stro swo­je­go ser­ca. Św. Jan Pa­weł II na­pi­sał, że czło­wie­ka nie moż­na zro­zu­mieć bez Chry­stu­sa. Ozna­cza to, że je­śli chce­my po­znać swo­ją toż­sa­mość, w lu­strze swo­je­go ser­ca mu­si­my zo­ba­czyć od­bi­cie Bo­ga. Je­śli chce­my po­znać swo­ją toż­sa­mość, mu­si­my za­py­tać o imię Bo­ga, a po­tem zro­zu­mieć i przy­jąć, że Je­go Imię to MIŁOŚĆ. Pod­su­mo­wu­jąc, je­śli chce­my od­kryć, kim na­praw­dę je­ste­śmy, mu­si­my przy­jąć i dać mi­łość.

 

Oprac. Mag­da Gu­ziak-No­wak na pod­sta­wie ma­te­ria­łów Kra­jo­we­go Dusz­pa­ster­stwa Mło­dzie­ży „Deo Pro­fil. Przy­go­to­wa­nia du­cho­we do ŚDM 2016 w Kra­ko­wie”

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

 

 

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Kra­ków cze­ka na Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży. Po­znaj­my mia­sto, w któ­rym za kil­ka mie­się­cy od­bę­dą się re­ko­lek­cje na świa­to­wym po­zio­mie! A je­śli Kra­ków, to i Ka­rol Woj­ty­ła. O prze­pięk­nej sie­dzi­bie pol­skich kró­lów na­pi­sze­my z pew­no­ścią jesz­cze wie­le ra­zy, ale nie mo­gli­śmy za­cząć ina­czej. Kra­kow­skie la­ta Ka­ro­la Woj­ty­ły, choć nie by­ły wy­peł­nio­ne po­dró­ża­mi do 130 kra­jów (ty­le od­wie­dził ja­ko pa­pież…), mi­nę­ły in­ten­syw­nie, twór­czo i pra­co­wi­cie. Wia­do­mo, waż­ne wy­da­rze­nia roz­gry­wa­ły się na Wa­we­lu, gdzie przyj­mo­wał świę­ce­nia ka­płań­skie, oraz w kra­kow­skiej ku­rii ze sław­nym oknem. Mi­mo to z naj­więk­szym sen­ty­men­tem oglą­dam fo­to­gra­fie z je­go cza­sów stu­denc­kich, kie­dy był tak bar­dzo po­dob­ny do mnie, do Was, któ­rzy cią­gle zdo­by­wa­my no­wą wie­dzę. Lu­bię je­go zdję­cia w ro­bot­ni­czym stro­ju, bo czas cięż­kiej pra­cy w ko­pal­ni ukształ­to­wał je­go wraż­li­wość na lu­dzi ubo­gich i nie­spra­wie­dli­wość spo­łecz­ną. Na tych zdję­ciach jest mi bliż­szy niż wte­dy, gdy wi­dzę go z pa­sto­ra­łem i w kar­dy­nal­skiej „czap­ce”. Oczy­wi­ście, gdy zo­stał bi­sku­pem, a po­tem kar­dy­na­łem i pa­pie­żem, nie stra­cił otwar­to­ści na dru­gie­go czło­wie­ka. Mi­mo to lu­bię ten czas „przed­bi­sku­pi”.

Cho­ciaż w na­szej re­dak­cji nie pra­cu­je ża­den geo­graf ani to­po­graf, po­ku­si­li­śmy się o przy­go­to­wa­nie ar­ty­ku­łu o kra­kow­skich ścież­kach Ka­ro­la Woj­ty­ły. Cie­ka­we, ile cza­su za­ję­ło­by Wam od­wie­dze­nie miejsc, któ­re opi­sał Mi­chał (str.4–5)? Gdy wy­czer­pie­cie pa­pie­skie miej­sca, pa­mię­taj­cie, by po­znać Kra­ków tak­że od in­nej stro­ny – kul­tu­ral­nej, na­uko­wej, kró­lew­skiej i z per­spek­ty­wy na­szych świę­tych (str. 6–7). Na­szych, bo tu, w Kra­ko­wie, znaj­du­je się re­dak­cja „Dro­gi”. Po­zdra­wia­my z mia­sta, w któ­rym wszyst­kie ce­gły Sta­re­go Mia­sta pa­mię­ta­ją ks. Ka­ro­la.

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

 

Leasing od Pana Boga

Wan­da i Ra­dek Mo­krzyc­cy z Wro­cła­wia są ro­dzi­ca­mi Kin­gi, Jó­ze­fa, Mał­go­rza­ty, Anie­li, Ja­dzi, Kla­ry i Wła­dy­sła­wa. Dla­cze­go ży­cie w ro­dzi­nie jest faj­ne? Zwłasz­cza w ta­kiej du­żej ro­dzi­nie?

Wan­da mó­wi wprost, że to po­wo­ła­nie. Od po­cząt­ku z Rad­kiem chcie­li za­ło­żyć du­żą ro­dzi­nę. – To jest pięk­ne ży­cie. Jest trud, ale tak­że bo­gac­two – za­pew­nia i do­da­je, że w ich do­mu rzad­ko kie­dy jest nu­da, ale na­wet je­śli się zda­rzy, to za­wsze jest do niej to­wa­rzy­stwo.

foto_01-03_24-2015

Ko­lej­na oso­ba w do­mu Mo­krzyc­kich to z jed­nej stro­ny no­we wy­zwa­nia, ale z dru­giej na­stęp­ne ta­len­ty do od­kry­wa­nia i roz­wi­ja­nia. Po­za tym w ro­dzi­nie, zwłasz­cza ta­kiej, moż­na jak w so­czew­ce pro­wa­dzić spo­łecz­ne ob­ser­wa­cje. Wy­star­czy, że w do­mu nie ma jed­nej oso­by i wszy­scy to od­czu­wa­ją. Ten brak wpły­wa na ich za­cho­wa­nia i emo­cje. – To, że moż­na do­stać ko­goś w de­po­zyt, po­móc mu się roz­wi­jać i pa­trzeć na to, jak wzra­sta w mi­ło­ści do Pa­na Bo­ga, do sie­bie, do bliź­nich, to jest bar­dzo pięk­ne. Bar­dzo nam się to po­do­ba – mó­wi Wan­da.

Bo­ży de­po­zyt

No wła­śnie. „De­po­zyt” to sło­wo klucz w ro­dzi­nie Mo­krzyc­kich. – Zo­sta­li­śmy ob­da­ro­wa­ni. Pięk­ny jest ten pre­zent, ale łą­czy się z nim też wiel­ka od­po­wie­dzial­ność – pod­kre­śla ma­ma i do­da­je, że to dzia­ła jak le­asing sa­mo­cho­du. Do­pó­ki masz per­spek­ty­wę, że mu­sisz go zwró­cić, to dbasz o nie­go bar­dziej niż o swój. Gdy­by ktoś miał wąt­pli­wość – ro­dzi­ce do­sta­ją dzie­ci w le­asin­gu od Pa­na Bo­ga. Wan­da pod­kre­śla, że mie­li z Rad­kiem udział w ak­cie stwór­czym, ale ziem­skie ży­cie ich dzie­ci to tyl­ko pe­wien etap, któ­ry Stwór­ca dla nich za­pla­no­wał. – Ich ży­cio­wą dro­gą jest Pan Bóg a my, ja­ko ro­dzi­ce, ma­my po­móc im Go od­na­leźć. Chcie­li­by­śmy, że­by wy­szli w świat za­przy­jaź­nie­ni z Pa­nem Bo­giem – prze­ko­nu­ją.

 

Prze­mek Ra­dzyń­ski

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Jestem handlarzem marzeń

Z Woj­cie­chem Cej­row­skim, po­dróż­ni­kiem, dzien­ni­ka­rzem, pi­sa­rzem i pu­bli­cy­stą, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

W swo­jej wzno­wio­nej książ­ce Wy­spa na pre­rii za­bie­ra Pan czy­tel­ni­ka do Ari­zo­ny, w świat współ­cze­snych kow­bo­jów. Opo­wia­da Pan o pre­rii i jej miesz­kań­cach. Trud­ne wa­run­ki po­go­do­we, dzi­kie zwie­rzę­ta, nie­bez­piecz­ne owa­dy i ga­dy, wszech­obec­ny kurz, pust­ko­wie i sa­mot­ność – to ich co­dzien­ność. Za co naj­bar­dziej ce­ni Pan miesz­kań­ców Dzi­kie­go Za­cho­du?

– Po pierw­sze, on jest na­dal tro­chę dzi­ki! Lu­dziom się wy­da­je, że jak Ame­ry­ka, to wszyst­ko bę­dzie jak w Ka­li­for­nii lub No­wym Jor­ku, a tu nie­spo­dzian­ka – w Ari­zo­nie, Te­xa­sie, No­wym Mek­sy­ku jest zu­peł­nie ina­czej. Ce­nię tam wol­ność! Lu­dzie są wol­ni, nie­za­leż­ni od pań­stwa, nikt im nie prze­szka­dza, nie wtrą­ca się, nie wy­da­je ze­zwo­leń, bo kie­dy wszyst­ko wol­no, wów­czas nie­po­trzeb­ne są ze­zwo­le­nia. Chcę wy­ciąć drze­wo – wy­ci­nam. Chcę zbu­do­wać dom – bu­du­ję; chcę zbu­rzyć – bu­rzę.

Da­rzy Pan wiel­ką sym­pa­tią tam­tej­szą na­tu­rę i spo­łecz­ność. Przy­ta­cza­ne w książ­ce hi­sto­rie zdu­mie­wa­ją, ba­wią, cza­sem szo­ku­ją al­bo wzru­sza­ją. Przede wszyst­kim jed­nak wzbu­dza­ją pra­gnie­nie, aby tam zaj­rzeć, choć na chwi­lę... Bu­dzi Pan zew przy­go­dy u czy­tel­ni­ka! Czy Pa­na zda­niem sta­no­wi to o war­to­ści książ­ki po­dróż­ni­czej?

foto_01-02_24-2015

– Zew przy­go­dy? Tak, to sta­no­wi o war­to­ści książ­ki, ale nie tyl­ko po­dróż­ni­czej. I wca­le nie mam pew­no­ści, czy mo­je książ­ki są po­dróż­ni­cze. Cie­ka­wie opo­wia­dam o ży­ciu gdzieś da­le­ko stąd, ale nie­ko­niecz­nie o po­dró­żo­wa­niu. W Ari­zo­nie nie po­dró­żu­ję, tyl­ko miesz­kam – mam tam dom, mam ran­cho. To ra­czej nie jest książ­ka „po­dróż­ni­cza”, lecz „eg­zo­tycz­na”.

Po­za tym, we wszyst­kim z cze­go mnie pa­ni mo­że znać – ra­dio, te­le­wi­zja, li­te­ra­tu­ra – han­dlu­ję ma­rze­nia­mi. Ma­rze­nia­mi o in­nym ży­ciu, in­nym kli­ma­cie... Je­stem han­dla­rzem ma­rzeń. Ma­rzeń, któ­re mi się speł­ni­ły. Na tym po­le­ga, jak są­dzę, po­pu­lar­ność mo­ich pro­gra­mów, ksią­żek, że lu­dzie wie­dzą: ten fa­cet prze­ży­wa te wszyst­kie opo­wie­ści na­praw­dę, to speł­ni­ło się w je­go ży­ciu, to nie jest teo­re­tyk, on na­praw­dę w Ama­zo­nii ga­niał na go­la­sa z go­la­sa­mi.

W co­dzien­nym ży­ciu miesz­kań­ców pre­rii czyn­no­ści tak pro­za­icz­ne, jak pra­nie, su­sze­nie ubrań i sprzą­ta­nie wy­ma­ga­ją uży­cia od­po­wied­niej me­to­dy, bo ina­czej wszyst­ko mo­że skoń­czyć się fia­skiem. W tak trud­nych wa­run­kach przy­na­leż­ność do wspól­no­ty to skarb. Ja­kie ma Pan spo­so­by na „wku­pie­nie się w ła­ski” tu­byl­ców?

– Spo­sób pierw­szy: nie pró­bo­wać się wku­pić. Wte­dy oni za­pra­gną cie­bie i za­miast się „wku­piać”, zo­sta­niesz przy­gar­nię­ty. To du­żo lep­sza po­zy­cja star­to­wa. Po dru­gie, do­brze jest być za­baw­nym. Czło­wiek za­baw­ny nie wy­da­je się ni­ko­mu za­gro­że­niem. Po trze­cie, nie kła­mać. Nie ukry­waj swo­ich wad, nie graj lep­sze­go niż je­steś.

Mi­strzow­sko bu­du­je Pan ak­cję, na­wet opi­su­jąc miej­sce, w któ­rym wy­da­wa­ło­by się, że nie dzie­je się ab­so­lut­nie nic. U Pa­na na­wet wiatr za­słu­gu­je na to, że­by o nim pi­sać. Chy­ba za­cznę od­kła­dać pie­nią­dze na ran­cho w Ari­zo­nie. Czy to miej­sce, w któ­rym chciał­by Pan osiąść na sta­łe?

– Jak to „chciał­by”? Prze­cież osia­dłem. Mam to ran­cho od 20 lat, miesz­kam tam na sta­łe każ­dej zi­my. W Pol­sce la­tem, gdy cie­pło, w Ari­zo­nie zi­mą, gdy cie­pło. Co do bu­do­wa­nia ak­cji, to tam się na­praw­dę spo­ro dzie­je, na tym kom­plet­nym od­lu­dziu i pust­ko­wiu. Wiatr... Kie­dy ma pa­ni na po­se­sji ta­ki wiatr, któ­ry prze­wra­ca sa­mo­chód i jest w sta­nie po­rwać pa­ni dom... On na­praw­dę za­słu­gu­je na to, by go opi­sać.

Zło­śli­wi mó­wią, że w Wy­spie... tro­chę Pan przy­sto­po­wał, nie­co spu­ścił z to­nu... Czy stra­cił Pan chęć po­go­ni za przy­go­dą? W koń­cu ty­le już Pan zo­ba­czył, po­znał, za­spo­ko­ił cie­ka­wość, że na­de­szła po­ra na przy­sta­nek. Na „nic­nie­ro­bie­nie” i ga­pie­nie się w pej­zaż. Czy to ozna­cza zmia­nę sty­lu pi­sar­skie­go?

– E, tam – głup­stwa ga­da­ją. To mo­że w książ­ce Rio Ana­con­da przy­sto­po­wa­łem jesz­cze bar­dziej, bo sie­dzi­my tam so­bie z sza­ma­nem i mo­czy­my pię­ty w rze­ce? Przed chwi­lą pa­ni chwa­li­ła, że du­żo się dzie­je i jest „ak­cja”. Za­nu­dził­bym się (a być mo­że tak­że i czy­tel­ni­ków), gdy­by mo­je ko­lej­ne książ­ki by­ły ta­kie sa­me. Dla­te­go róż­nią się bar­dzo: raz go­nię, raz sie­dzę, in­nym ra­zem le­żę, wi­szę, pły­nę...

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Babcia i dziadek – Święci Anna i Joachim (I w. przed Chrystusem)

ŻYCIE: Obo­je po­cho­dzi­li z ro­du Da­wi­da. An­na z ro­dzi­ny ka­płań­skiej z Be­tle­jem, a Jo­achim z za­moż­nej i zna­ko­mi­tej ro­dzi­ny z Ga­li­lei. Po ślu­bie za­miesz­ka­li w Na­za­re­cie, a póź­niej prze­nie­śli się do Je­ro­zo­li­my, do do­mu przy słyn­nej sa­dzaw­ce Be­tes­da. Jo­achim był ho­dow­cą by­dła. Przez 20 lat nie mo­gli do­cze­kać się po­tom­stwa. Ich mo­dli­twy po­zo­sta­wa­ły bez od­po­wie­dzi.

Oso­by, któ­rych Bóg nie ob­da­rzył dzieć­mi, by­ły przez Ży­dów uwa­ża­ne za wiel­kich grzesz­ni­ków. Mał­żon­ko­wie przez dłu­gie la­ta od­czu­wa­li to w bo­le­sny spo­sób. Po pierw­sze An­na, bo naj­więk­sze po­dej­rze­nia pa­da­ły za­zwy­czaj wo­bec żo­ny. Zgod­nie z pra­wem mąż bez­dziet­nej mógł ją na­wet po­rzu­cić i oże­nić się po­wtór­nie. Ale po­mó­wie­nia do­tknę­ły tak­że Jo­achi­ma – ka­płan od­mó­wił mu w świą­ty­ni pierw­szeń­stwa w skła­da­niu ofia­ry, po­dej­rze­wa­jąc go o bez­boż­ność.

Za­ła­ma­ny Jo­achim udał się na pu­sty­nię, by mo­dli­twą i po­stem wy­bła­gać dziec­ko. Obie­cał, że prze­zna­czy je na służ­bę Bo­gu. W tym sa­mym cza­sie mo­dli­ła się św. An­na. Tym ra­zem zo­sta­li wy­słu­cha­ni. Dłu­go ocze­ki­wa­nej cór­ce nada­no imię Mi­riam – Ma­ria. W do­mu za­pa­no­wa­ła ra­dość.

foto_01-01_24-2015

ANNA, JOACHIM I PAN BÓG: Wbrew opi­niom po­dejrz­li­wych są­sia­dów by­li po­boż­nym mał­żeń­stwem. Ich wia­ra prze­trwa­ła cięż­kie pró­by i za­har­to­wa­ła się przez la­ta mo­dlitw i hoj­nych ofiar – sta­ła się bez­in­te­re­sow­na. Ofia­ra z wła­sne­go ży­cia ce­cho­wa­ła się he­ro­izmem: Jo­achim po­ścił przez 40 dni, mi­mo po­de­szłe­go wie­ku. Ocze­ki­wał dziec­ka już nie ze wzglę­du na sie­bie, ale z my­ślą o chwa­le Bo­żej. Zło­żył ślub, że po­świę­cą dziec­ko służ­bie w świą­ty­ni. W wi­dze­niu na pu­sty­ni uj­rzał anio­ła, któ­ry ob­ja­wił mu, że nie tyl­ko proś­ba zo­sta­nie wy­słu­cha­na, ale do­dat­ko­wo ich dziec­ko przy­nie­sie zie­mi ra­dość.

An­na i Jo­achim wy­peł­ni­li zło­żo­ne Bo­gu przy­rze­cze­nie – od­da­li trzy­let­nią Ma­rię na służ­bę Bo­gu. W świą­ty­ni wy­cho­wy­wa­ła się wśród ró­wie­śnic, spę­dza­jąc czas na mo­dli­twie, śpie­wie i lek­tu­rze Pi­sma Świę­te­go. Dziew­czę­ta uczy­ły się tak­że szy­cia na ce­le świą­ty­ni i ha­fto­wa­nia szat ka­płań­skich. W tym cza­sie zmarł sę­dzi­wy Jo­achim.

DZIEŁA: „Po owo­cach ich po­zna­cie” (por. Mt 7,20). Naj­więk­szym dzie­łem wzo­ro­we­go mał­żeń­stwa by­ło wy­cho­wa­nie je­dy­nej cór­ki, któ­ra sta­ła się mat­ką sa­me­go Bo­ga. Przez ca­łe wspól­ne ży­cie przy­go­to­wy­wa­li się do te­go za­da­nia. Mo­dli­twy, ofia­ry, wy­rze­cze­nia, do­zna­ne upo­ko­rze­nia, umar­twie­nie – to wszyst­ko, dzię­ki za­ufa­niu do Bo­ga, umoc­ni­ło ich i uświę­ci­ło.

CUDA: Świę­ci Jo­achim i An­na są wy­pró­bo­wa­ny­mi orę­dow­ni­ka­mi mał­żeństw, szcze­gól­nie tych nie mo­gą­cych do­cze­kać się po­tom­stwa. Tak­że już ocze­ku­ją­ce roz­wią­za­nia mat­ki za­no­szą mo­dli­twy za wsta­wien­nic­twem św. An­ny. Za jej przy­czy­ną dziad­ko­wie uzy­sku­ją ła­ski dla swo­ich wnu­ków, a ko­bie­ty znaj­du­ją do­brych mę­żów.

ODKRYCI DLA KOŚCIOŁA: Kult świę­tych Jo­achi­ma i An­ny był ży­wy od bar­dzo daw­na, cze­go do­wo­dem jest choć­by ko­ściół, wy­bu­do­wa­ny w miej­scu ich za­miesz­ka­nia w Je­ro­zo­li­mie. Pi­smo Świę­te mil­czy na ich te­mat. Apo­kry­fy – jak zwy­kle – do­po­wia­da­ją... Je­den z nich, Pro­to­ewan­ge­lia Ja­ku­ba, po­cho­dzi z wcze­sne­go chrze­ści­jań­stwa (ok. 150 r.), kie­dy tra­dy­cja ust­na mo­gła być jesz­cze ży­wa i au­ten­tycz­na.

PRZECZYTAJ: Apo­kry­fy No­we­go Te­sta­men­tu. T. 1. Ewan­ge­lie apo­kry­ficz­ne (Wy­daw­nic­two WAM 2003) oraz Ży­cie Ma­ryi bł. An­ny Ka­tha­ri­ny Em­me­rich (Wy­daw­nic­two M, Kra­ków 2008).

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDo­bra No­wi­na – ład­nie się mó­wi, ład­nie się sły­szy i ład­nie się kre­śli na kart­kach. Zło­śli­wi po­wie­dzą, że to mi­lu­si, świą­tecz­ny fra­ze­sik, a ja na­pi­szę, że to praw­dzi­wa re­wo­lu­cja. Bo co to jest Do­bra No­wi­na? Sy­no­nim Ewan­ge­lii, praw­da i opo­wieść o Je­zu­sie Chry­stu­sie, któ­ry przy­szedł na świat do swo­ich uko­cha­nych dzie­ci. No ale że­by nie by­ło cu­kier­ko­wa­to, do­daj­my, że nie wszyst­kie dzie­ci oka­za­ły się sym­pa­tycz­ne i wdzięcz­ne. Nie­któ­re na­wet chwy­ci­ły za mie­cze, aby Go za­bić.

Ale za­raz, za­raz, to ja­kie w koń­cu ma­my świę­ta: Bo­że Na­ro­dze­nie czy Wiel­ka­noc, po­prze­dzo­ną Mę­ką Pa­na Je­zu­sa? Zde­cy­do­wa­nie ma­my Bo­że Na­ro­dze­nie. A to do­sko­na­ły po­wód, aby przy­po­mnieć, że Do­bra No­wi­na to tak­że Bo­ża wia­do­mość, że za­wsze do­sta­je­my dru­gą szan­sę. Za­wsze! Je­zus przy­cho­dzi do nas ja­ko Szan­sa na ra­dość, mi­łość, wiecz­ność, zba­wie­nie.

Za­chę­cam sie­bie i Was, że­by­śmy sta­ra­li się pa­trzeć na wszyst­kie dru­gie szan­se przez pry­zmat Pa­na Bo­ga. Tak­że na te szan­se, któ­ry my sa­mi mo­że­my dać ko­muś in­ne­mu. Ja­sne, że trud­no za­ufać oso­bie, któ­ra nas zra­ni­ła, za­wio­dła na­sze na­dzie­je i po­de­pta­ła za­ufa­nie. Ale Do­bra No­wi­na ogar­nia tak­że ją. Więc je­śli Pan Bóg wy­ba­cza i „ze­ru­je” kon­to, mo­że i my…? W bie­żą­cym nu­me­rze pi­sze­my m.in. o du­cho­wym dzie­wic­twie, czy­li o ży­ciu w czy­sto­ści, na­wet je­śli tzw. pierw­szy raz ma­my już za so­bą. Du­cho­we dzie­wic­two to po­waż­ny ka­li­ber, spra­wa du­żej wa­gi. Ale tak­że tu, gdzie na­sze ścież­ki wy­raź­nie roz­mi­nę­ły się z Bo­ży­mi dro­go­wska­za­mi, Pan Bóg da­je dru­gą szan­sę. To jest na­praw­dę Do­bra No­wi­na! A mo­że ma­łe za­da­nie na świę­ta? Dla każ­de­go z nas, dla mnie i dla Was? Po­myśl­my, ko­mu mo­gli­by­śmy dać dru­gą szan­sę (al­bo trze­cią, czwar­tą, pią­tą…) i po­mó­dl­my się w in­ten­cji tej oso­by.

Ży­czę Wam wspa­nia­łe­go Bo­że­go Na­ro­dze­nia! Spo­tkaj­my się w ko­lej­nym nu­me­rze – lep­si, życz­liw­si i szczę­śliw­si!

 

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

 

Budujemy szkołę stolarską

Za 10 zł mi­sjo­na­rze ku­pią 125 ce­gieł. Z Wojt­kiem Zię­bą z Pol­skiej Fun­da­cji dla Afry­ki roz­ma­wia Mar­cin No­wak.

Wojciech Zięba
Woj­ciech Zię­ba

Jak to się sta­ło, że wa­ka­cje w Afry­ce za­mie­ni­ły się w Pol­ską Fun­da­cję dla Afry­ki?

– To by­ło pra­wie 10 lat te­mu. Po­je­cha­li­śmy z żo­ną na wa­ka­cje do Etio­pii. Re­kla­my mó­wią, że to kraj że­bra­ków i ka­lek, ale nie znie­chę­ci­ło nas to, bo Etio­pia to też pięk­na kul­tu­ra i gó­ry Sie­men, po któ­rych chcie­li­śmy po­cho­dzić. Za­le­ża­ło nam na wa­ka­cjach po­za utar­ty­mi szla­ka­mi, więc biu­ro po­dró­ży od­pa­da­ło. Za­miast za­bie­rać luk­su­so­we wa­liz­ki, po­je­cha­li­śmy z ple­ca­ka­mi. Spa­li­śmy w na­mio­cie al­bo przy­droż­nych za­jaz­dach, po­dró­żo­wa­li­śmy sto­pem al­bo lo­kal­nym au­to­bu­sem, gdzie by­li­śmy je­dy­ny­mi bia­ły­mi pa­sa­że­ra­mi. Ude­rzy­ła nas nie­wy­obra­żal­na bie­da.

Nie wie­dzie­li­ście, że Afry­ka to kon­ty­nent kon­tra­stów? Że ży­ją tam bar­dzo bo­ga­ci, ale też naj­bied­niej­si lu­dzie świa­ta?

– Wie­dzie­li­śmy, spo­dzie­wa­li­śmy się, ale mi­mo wszyst­ko rze­czy­wi­stość nas za­sko­czy­ła. Wi­dzie­li­śmy le­żą­cych na uli­cy lu­dzi z wrzo­dzie­ją­cy­mi koń­czy­na­mi i nie­wi­do­mych star­ców, któ­rych mło­dzi chłop­cy pro­wa­dzi­li na targ, aby mo­gli coś wy­że­brać. Bi­blij­ne ob­ra­zy. I wszech­obec­ny brud.

Co czu­li­ście? Złość, li­tość, prze­ra­że­nie?

– Po­trze­bę dzia­ła­nia. Wy­je­cha­li­śmy z Etio­pii z prze­świad­cze­niem, że tak nie­wie­le trze­ba, aby po­pra­wić los choć kil­ku osób. Że na­wet zwy­kły czło­wiek z prze­cięt­ne­go eko­no­micz­nie kra­ju, ja­kim jest Pol­ska, mo­że bar­dzo kon­kret­nie po­móc ko­muś tam, w Afry­ce. Za­czę­li­śmy wspie­rać or­ga­ni­za­cje mi­syj­ne, ale cią­gle czu­li­śmy, że to nie wy­star­czy. Za­sta­na­wia­li­śmy się z żo­ną nad za­ło­że­niem no­wej or­ga­ni­za­cji. Wa­ha­li­śmy się jed­nak, bo ja­ki jest sens zbie­rać pie­nią­dze tu, a po­tem więk­szość wy­dać na sa­mo­lo­ty i ła­pów­ki dla afry­kań­skich władz? Aż wpa­dli­śmy na po­mysł, by stwo­rzyć or­ga­ni­za­cję, któ­re wes­prze lo­kal­ne or­ga­ni­za­cje w Afry­ce, a tym sa­mym po­mo­że lu­dziom wy­ko­nu­ją­cym do­brą ro­bo­tę, ale nie ma­ją­cym pie­nię­dzy.

I?

– I po­wsta­ła Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki. Dzia­ła­my pra­wie dwa la­ta. Je­ste­śmy po­ru­sze­ni ogrom­ną życz­li­wo­ścią, z ja­ką się spo­ty­ka­my. Przy­kle­ja się Po­la­kom łat­kę ra­si­stów i kse­no­fo­bów, a my w ża­den spo­sób nie mo­że­my te­go po­twier­dzić.

Czym róż­ni­cie od in­nych or­ga­ni­za­cji po­ma­ga­ją­cych Afry­ce?

– Wła­śnie tym, że dzia­ła­my lo­kal­nie, w Afry­ce, z Pol­ski. Do tej po­ry nie ku­pi­li­śmy ani jed­ne­go bi­le­tu i sa­mi nie ku­pi­li­śmy ani jed­nej ce­gły. Słu­cha­my po­trzeb lo­kal­nych or­ga­ni­za­cji, któ­re naj­le­piej zna­ją bie­żą­ce po­trze­by. Oce­nia­my ich wnio­ski i wy­bie­ra­my naj­lep­sze.

Naj­lep­sze, czy­li ja­kie?

– Ro­ku­ją­ce dłu­go­trwa­łe efek­ty. Chce­my prze­ka­zy­wać pie­nią­dze na in­we­sty­cje, two­rze­nie no­wych miejsc pra­cy, a nie tyl­ko na prze­je­dze­nie.

Któ­re ak­cje są naj­bliż­sze Wa­sze­mu ser­cu?

– Te, któ­re ma­ją po­ten­cjał, aby ży­wie­nio­wo lub fi­nan­so­wo usa­mo­dziel­nić mi­sje czy or­ga­ni­za­cje dzia­ła­ją­ce na rzecz ubo­gich w Afry­ce. Ma­rzę o tym, aby or­ga­ni­za­cje, któ­rym po­ma­ga­my, w przy­szło­ści nie po­trze­bo­wa­ły wpar­cia z Eu­ro­py i USA. To trud­ne, ale moż­li­we. Cie­szę się np. z bu­do­wy du­że­go go­spo­dar­stwa rol­ne­go na Ma­da­ga­ska­rze. Pro­jekt ru­szył rok te­mu, a w tym ro­ku ze­bra­no pierw­sze plo­ny. Choć go­spo­dar­stwo nie osią­gnę­ło jesz­cze peł­nej spraw­no­ści, już ze­bra­no sześć ton żyw­no­ści i kil­ka ty­się­cy jaj. Po­za tym, pa­rę osób ma sta­łą pra­cę.

Ra­zem z żo­ną an­ga­żu­je­cie się w Pol­sce rów­nież w dzia­łal­ność pro-li­fe. Czy dba­cie tak­że o afry­kań­skie dzie­ci nie­na­ro­dzo­ne?

– Bu­du­je­my la­bo­ra­to­ria i przy­chod­nie le­kar­skie. Po­wsta­ło kil­ka te­go ty­pu pla­có­wek w róż­nych re­gio­nach Afry­ki. Waż­ną in­we­sty­cją jest też bu­do­wa po­ro­dów­ki na Wy­brze­żu Ko­ści Sło­nio­wej.

Do­łą­cza­my do „Dro­gi” pusz­kę na ad­wen­to­we gro­si­ki dla Afry­ki. Na co zbie­ra­my?

– Na naj­now­szy pro­jekt – bu­do­wę no­wej szko­ły sto­lar­skiej na Ma­da­ga­ska­rze. To szó­sta ini­cja­ty­wa, któ­rą pro­wa­dzi­my wspól­nie z mi­sjo­na­rza­mi Du­cha Świę­te­go z Byd­gosz­czy. Pa­mię­tam, że gdy po­wsta­ła fun­da­cja, wie­lu księ­ży po­pro­si­li­śmy o mo­dli­twę w na­szej in­ten­cji. Je­den z nich wy­słał nam ma­ila. Pi­sał, że za­pew­nia o mo­dli­twie, ale nie­ste­ty, nie wes­prze nas fi­nan­so­wo, gdyż sam jest mi­sjo­na­rzem i pra­cu­je na Ma­da­ga­ska­rze. Od­pi­sa­li­śmy: „Ok, ode­zwie­my się do księ­dza w przy­szło­ści”. Te­raz, dzię­ki Bo­gu, ro­bi­my ra­zem do­bre rze­czy.

Ja­ka jest spe­cy­fi­ka Ma­da­ga­ska­ru?

– To nie­by­wa­le bied­ny kraj. Edu­ka­cja jest tam na tra­gicz­nym po­zio­mie. Pań­stwo­we szko­ły są n ni­skim po­zio­mie. Dzie­ci, za­miast się uczyć, czę­sto pra­cu­ją na po­lach swo­ich na­uczy­cie­li. Nic dziw­ne­go, że 31 proc. spo­łe­czeń­stwa to anal­fa­be­ci. Szko­ły mi­syj­ne nie wy­star­cza­ją. Naj­zdol­niej­sze dzie­ci ma­ją ni­kłą szan­sę na na­ukę w li­ceum lub stu­dia (co jest, oczy­wi­ście, bar­dzo dro­gie), ale mniej zdol­ne są za­zwy­czaj prze­gra­ne. Snu­ją się po bu­do­wach i po­lach, gdzie pra­cu­ją za gro­sze. Nie ma­ją za­wo­du, a więc i szan­sy na zbu­do­wa­nie do­mu i za­ło­że­nie ro­dzi­ny. A chcą pra­co­wać!

I dla­te­go szko­ła sto­lar­ska?

– Tak. Wy­star­czy po­ka­zać, jak uży­wać młot­ka i zro­bić z nich spe­cja­li­stów, co da im szan­sę na uczci­we pie­nią­dze, a po­ra­dzą so­bie w ży­ciu. Bu­du­je­my szko­łę dla 40 chłop­ców z za­ple­czem in­fra­struk­tu­ral­nym: su­szar­nią drew­na, ha­lą ma­szyn itp. Szko­ła bę­dzie uczyć prak­ty­ki: jak zro­bić okna, drzwi, pro­stą sto­lar­kę, na któ­rą jest ogrom­ne za­po­trze­bo­wa­nie. Je­den z mi­sjo­na­rzy jest za­wo­do­wym sto­la­rzem, co jest du­żym atu­tem te­go pro­jek­tu. Obok szko­ły po­wsta­nie też in­ter­nat dla 16 uczniów, bo Ma­da­ga­skar to wy­spa sie­rot. Du­ży od­se­tek dzie­ci nie ma ro­dzi­ców, bo śmier­tel­ność jest bar­dzo wy­so­ka.

Nie mam du­żo pie­nię­dzy, ale mo­gę dać 10 zł. Czy da się z ni­mi coś zro­bić?

– Oczy­wi­ście! Za 10 zł mi­sjo­na­rze ku­pią 125 ce­gieł. Ta­kie są afry­kań­skie prze­licz­ni­ki. W Pol­sce za 10 zł ku­pisz trzy pacz­ki chip­sów, a w Afry­ce – 125 ce­gieł. To mnie cią­gle za­chę­ca do pra­cy – że nie­wie­le trze­ba, aby czy­jeś ży­cie sta­ło się prost­sze i pięk­niej­sze. Że mo­je 10 zł to dla ko­goś szan­sa na do­bry start w do­ro­słość.

Na­sza re­dak­cja przy­łą­cza się z przy­jem­no­ścią.

Dzię­ki za roz­mo­wę!

 

Koszt bu­do­wy szko­ły sto­lar­skiej, warsz­ta­tu, in­ter­na­tu oraz ufun­do­wa­nia wy­po­sa­że­nia dla ab­sol­wen­tow to 251 tys. zł, w tym m.in.:

  • 8 gr – koszt jed­nej ce­gły
  • 175 zł – koszt jed­ne­go ima­dła sto­lar­skie­go
  • 545 zł – koszt wy­po­sa­że­nia jed­ne­go ab­sol­wen­ta w na­rzę­dzia
  • 5 525 zł – koszt jed­nej fre­zar­ki

Daj Afry­ce do rąk na­rzę­dzia! Wpłać na szko­łę sto­lar­ską już dziś!

Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki, ul. Kro­wo­der­ska 24/3, 31–142 Kra­ków

ra­chu­nek ban­ko­wy: Bank Pe­kao SA 52 1240 4533 1111 0010 4502 9775

wpisz w ty­tu­le prze­le­wu: „Da­ro­wi­zna – po­moc dla Afry­ki”

lub wejdź na na­szą stro­nę www.pomocafryce.pl – do­wiedz się wię­cej i wpłać przez in­ter­net!

Hipis pseudonim „Ksiądz”

Ude­rza mnie treść hym­nu: „Je­zu oto­czo­ny rze­szą ka­lek, ślep­ców, pro­sty­tu­tek, cel­ni­ków i grzesz­ni­ków”. Dzi­siaj moż­na do­dać: hi­pi­sów, pun­ków, gi­tów, ra­sta­ma­nów – opo­wia­da ks. An­drzej Szpak SDB, dusz­pa­sterz mło­dzie­ży róż­nych dróg.

Nie­któ­rzy mó­wią, że gdy­by Szpa­ku nie był księ­dzem, był­by hi­pi­sem o pseu­do­ni­mie „ksiądz”. Dla­cze­go hi­pi­si są szcze­gól­ni? Co urze­ka w ich spo­so­bie by­cia? Spodnie dzwo­ny, barw­ne ko­szu­le, kwie­ci­ste chu­s­ty, a mo­że obo­wiąz­ko­we, dłu­gie wło­sy?

– Ko­lo­ro­we ubra­nia by­ły świet­ne, zwłasz­cza w sza­rych cza­sach PRL-u. Pe­wien bi­skup pod­czas zlo­tu za­py­tał hi­pi­sa: cze­mu no­sisz dłu­gie wło­sy? A chło­pak od­po­wie­dział: a co bi­sku­pa ob­cho­dzą mo­je wło­sy? Tro­chę nie­grzecz­nie, ale ja przez pe­wien czas też no­si­łem dłu­gie wło­sy. Był to znak nie­sto­so­wa­nia prze­mo­cy, ra­zem z pa­cyf­ką czy in­diań­ski­mi ko­ra­li­ka­mi. Ta­ką mie­li ide­olo­gię. Kie­dyś mi­li­cjant sprał jed­ne­go hi­pa pa­łą, a ten mu od­po­wie­dział: dzię­ku­ję. Mi­li­cjant zdę­biał. Lu­bi­łem ich słu­chać. A oni po­trze­bo­wa­li po­wier­ni­ka, przed któ­rym mo­gli­by wszyst­ko po­wie­dzieć. I opo­wia­da­li przy­kre rze­czy: o par­szy­wym świe­cie, o za­bi­ja­niu, o woj­sku, któ­re uczy­ło za­bi­jać. Ich ży­cio­wej fi­lo­zo­fii o ży­ciu bez prze­mo­cy nie da­ło się po­go­dzić ze służ­bą woj­sko­wą. Mie­li pa­cy­fi­stycz­ne prze­ko­na­nia. To by­ła płasz­czy­zna łą­czą­ca z Ko­ścio­łem.

foto_01-03_23-2015

Pod ko­niec lat 70. roz­po­czął Ksiądz or­ga­ni­zo­wa­nie pie­szych piel­grzy­mek do Czę­sto­cho­wy, któ­rych uczest­ni­ka­mi by­li mło­dzi lu­dzie zbun­to­wa­ni wo­bec rze­czy­wi­sto­ści. Na­zwa­li się „Bia­ło-Czar­ni” i po­cząt­ko­wo wcho­dzi­li w skład aka­de­mic­kiej gru­py war­szaw­skiej. W 1982 r. utwo­rzy­li sa­mo­dziel­ną gru­pę pod na­zwą Ogól­no­pol­ska Piel­grzym­ka Mło­dzie­ży Róż­nych Dróg. Mię­dzy piel­grzym­ka­mi or­ga­ni­zu­je Ksiądz dla nich zlo­ty. Po co?

– Na po­cząt­ku nie by­ło nas wie­lu: 30–40. By­ła wśród nas Ba­sia. Pięk­na dziew­czy­na. Po la­tach zo­sta­ła sio­strą za­kon­ną. Mia­ła dar ma­lo­wa­nia por­tre­tów. Ca­ły zlot był jed­nym wiel­kim por­tre­to­wa­niem. Każ­dy po­zo­wał. Ba­sia by­ła bar­dzo cier­pli­wa, a jej ma­ma mó­wi­ła, że gdy wra­ca ze zlo­tu, to jest ja­kaś lep­sza. To mnie uspo­ko­iło. Ba­łem się, że te zlo­ty mo­gą się przy­czy­niać do roz­wo­ju ne­ga­tyw­nych cech ko­ja­rzo­nych z hi­pi­zmem, jak bunt prze­ciw­ko świa­tu do­ro­słych, od­rzu­ce­nie za­ka­zów, a tym­cza­sem trzy­ma­ły po­ziom i two­rzy­ły „po­zy­tyw­ne kli­ma­ty”. Uczest­ni­cy przy­jeż­dża­ją z ca­łej Pol­ski, aby się spo­tkać, bo An­drzej za­ła­twił im spa­nie, tro­chę ja­dła i świę­to­wa­nie, nie­raz do ra­na w nie­dzie­lę. A łą­czy ich na­praw­dę chrze­ści­jań­ska mi­łość.

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Pięciokolorowy różaniec

Mi­syj­ny ró­ża­niec jest tak ko­lo­ro­wy jak kon­ty­nen­ty, któ­rym od­po­wia­da­ją po­szcze­gól­ne je­go czę­ści. Ko­lor zie­lo­ny sym­bo­li­zu­je Afry­kę, czer­wo­ny Ame­ry­kę, bia­ły Eu­ro­pę i Oj­ca Świę­te­go, nie­bie­ski Oce­anię, a żół­ty Azję. Na ró­żań­cu tym mo­dli się tak, jak na „zwy­kłym”. Je­dy­na róż­ni­ca po­le­ga na tym, że w trak­cie od­ma­wia­nia ko­lej­nych ta­jem­nic, obej­mu­je­my mo­dli­twą kon­ty­nen­ty od­po­wia­da­ją­ce ko­lo­ro­wi ko­ra­li­ków. Mi­syj­ny ró­ża­niec „wy­my­śli­ła” Pau­li­na Ja­ri­cot, któ­rej głę­bo­ko na ser­cu le­ża­ły mi­sje. W 1826 r. za­czę­ła zbie­rać gru­py li­czą­ce po 15 człon­ków. Każ­da z osób lo­so­wa­ła jed­ną z ta­jem­nic ró­żań­ca, któ­rą mia­ła co­dzien­nie od­ma­wiać. Dzię­ki te­mu każ­de­go dnia w in­ten­cji mi­sji był od­ma­wia­ny ca­ły ró­ża­niec.

 

foto_01-02_23-2015Obec­nie ca­ły Ko­ściół za zgo­dą pa­pie­ża Piu­sa XI mo­dli się tym ró­żań­cem. Oczy­wi­ście, ró­ża­niec mi­syj­ny nie wy­czer­pu­je moż­li­wo­ści mo­dlitw za mi­sje. Moż­na za nie rów­nież ofia­ro­wać Ko­mu­nię św., Dro­gę Krzy­żo­wą czy swo­je cier­pie­nie.

 

oprac. Aga­ta Goł­da

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Cała klasa pomaga misjom

Pa­weł Ra­dosz od­dał swo­je kie­szon­ko­we na kup­no ko­zy dla ro­dzi­ny w Kon­go. Gim­na­zja­li­ści z So­ko­ło­wa Pod­la­skie­go zre­zy­gno­wa­li z „mi­ko­ła­jek”, a pie­nią­dze, za któ­re ku­pi­li­by so­bie pre­zen­ty, prze­zna­czy­li na „Ad­op­cję ser­ca”. Przy­nie­śli też do szko­ły nie­po­trzeb­ne za­baw­ki i zor­ga­ni­zo­wa­li lo­te­rię fan­to­wą. Do­chód prze­ka­za­li sa­le­zjań­skim mi­sjo­na­rzom.

Mi­sje zwy­kle ko­ja­rzą się z czymś od­le­głym, co nas nie do­ty­czy. Mi­sjo­na­rze są gdzieś w świe­cie, a my ma­my swo­je pro­ble­my tu, na miej­scu. Dwa ty­sią­ce pol­skich mi­sjo­na­rzy i mi­sjo­na­rek gło­szą Do­brą No­wi­nę i nio­są kon­kret­ną po­moc w 97 kra­jach. A jed­nak. My mo­że­my ich wspie­rać.

foto_01-01_23-2015

Mo­żesz, chcesz, po­tra­fisz Nie wszyst­kich stać na wspar­cie fi­nan­so­we mi­sji. Ja­ko ucznio­wie nie ma­my wie­lu pie­nię­dzy, ale by po­ma­gać mi­sjo­na­rzom, wy­star­czą do­bre ser­ce i szcze­re chę­ci. Fun­da­cja „Re­demp­to­ris Mis­sio” od lat wspie­ra mi­sje, wy­sy­ła­jąc le­kar­stwa, środ­ki opa­trun­ko­we i sprzęt me­dycz­ny, ale tak­że znacz­ki pocz­to­we, oku­la­ry, sta­re lecz spraw­ne te­le­fo­ny ko­mór­ko­we, a na­wet my­dło, szczo­tecz­ki do zę­bów i pam­per­sy. Mo­że zor­ga­ni­zu­je­cie po­dob­ną zbiór­kę w swo­jej kla­sie? War­to też włą­czyć się w ini­cja­ty­wę Pa­pie­skich Dzieł Mi­syj­nych, skie­ro­wa­ną do mło­dzie­ży pod na­zwą Mło­dzi dla Mi­sji. Ma ona na ce­lu roz­wi­ja­nie współ­pra­cy mi­syj­nej przez róż­ne for­my apo­stol­stwa, in­for­mo­wa­nie o mi­sjach, for­mach współ­pra­cy i po­mo­cy mi­sjom. Wejdź na ich stro­nę i sprawdź, jak po­ma­gać.

Czy wiesz, że mo­żesz po­ma­gać mi­sjom ja­ko… ro­dzic ad­op­cyj­ny? Mo­że ra­zem z kla­są za­adop­tu­je­cie ró­wie­śni­ka z dru­gie­go koń­ca świa­ta? Ad­op­cja Ser­ca to po­moc kon­kret­ne­mu, zna­ne­mu z na­zwi­ska i imie­nia dziec­ku. Ofia­ro­daw­ca opła­ca koszt utrzy­ma­nia i edu­ka­cji. W za­mian otrzy­mu­je je­go fo­to­gra­fię i ad­res, by móc z nim ko­re­spon­do­wać.

Mo­żesz tak­że po­móc pol­skim mi­sjo­na­rzom, wy­sy­ła­jąc smsa o tre­ści MISJE pod nu­mer 72032. Koszt jed­ne­go sms-a to 2,46 zł (z VAT). Jed­ną z form po­mo­cy jest rów­nież... wy­jazd na mi­sje. To już praw­dzi­wy hard­co­re. Ale są ta­cy, któ­rzy się nie bo­ją...

 

Jo­la Tę­cza-Ćwierz

 

Wię­cej w dru­ko­wa­nym wy­da­niu „Dro­gi”. Za­chę­ca­my do pre­nu­me­ra­ty. O „Dro­gę” py­taj­cie tak­że w swo­ich pa­ra­fiach.

Wstępniak

Magda Guziak-NowakDro­dzy Czy­tel­ni­cy!

Ob­ra­cam w rę­kach pusz­kę na ad­wen­to­we gro­si­ki dla Afry­ki. I szu­kam zło­te­go środ­ka. Bo z jed­nej stro­ny chcę Wam na­pi­sać, że bar­dzo się cie­szę, że wspól­nie mo­że­my po­móc. Przez ca­ły Ad­went pusz­ka bę­dzie sta­ła na lo­dów­ce w mo­im do­mu i bę­dzie­my do niej wrzu­cać pie­niąż­ki. Z dru­giej stro­ny, przy­po­mi­na­ją mi się sło­wa Pa­na Je­zu­sa, że­by le­wa rę­ka nie wie­dzia­ła, co czy­ni pra­wa, czy­li że­by nie chwa­lić się swo­imi do­bry­mi uczyn­ka­mi. Wie­rzę jed­nak, że jest coś po­środ­ku. Coś po­mię­dzy szpa­no­wa­niem, że po­ma­gam, a cho­wa­niem się w ką­cie ze swo­im wraż­li­wym ser­cem.

To „coś po­mię­dzy” jest wy­mia­ną do­świad­cze­niem i dzia­ła­niem we wspól­no­cie, któ­rą mo­że być szkol­na kla­sa. To „coś po­mię­dzy” da­je si­łę, bo wi­dzi­my, że je­śli po­dzie­li­my się pra­cą, to sto­sun­ko­wo nie­wiel­kim na­kła­dem środ­ków, mo­że­my na­praw­dę wie­le. Przy­kła­dy? Zo­stań­my przy mi­sjach, któ­re są te­ma­tem te­go nu­me­ru. Chy­ba w każ­dym do­mu jest dziś oku­lar­nik. Jed­ne sta­re opraw­ki nie wy­le­czą wszyst­kich par oczu na mi­sjach, ale je­śli zor­ga­ni­zu­je­my w na­szej szko­le zbiór­kę oku­la­rów i każ­dy uczeń oraz na­uczy­ciel przy­nie­sie jed­ną pa­rę, zbie­rze­my ich kil­ka­set! Dru­gi przy­kład. Więk­szość z nas nie ma zbęd­nych stu zło­tych na szko­łę sto­lar­ską na Ma­da­ga­ska­rze, któ­rą bu­du­je Pol­ska Fun­da­cja dla Afry­ki, ale za­łóż­my, że w cią­gu Ad­wen­tu z nie­zje­dzo­nych ba­to­ni­ków uzbie­ra­my 10 zł. Po­mnóż­my to przez licz­bę czy­tel­ni­ków „Dro­gi” i ma­my su­mę, któ­ra we­dług afry­kań­skich prze­licz­ni­ków oka­zu­je się za­wrot­na.

Za­tem za­chę­cam Was do „cze­goś po­mię­dzy”, czy­li do wraż­li­wo­ści na po­trze­by dru­gie­go czło­wie­ka i za­pra­sza­nia do po­ma­ga­nia Wa­szych Ro­dzi­ców, Dziad­ków, Przy­ja­ciół. Je­śli do­bro za­cznie się mno­żyć, trud­no je po­wstrzy­mać!

 

Mi­łej lek­tu­ry!

 

Mag­da Gu­ziak-No­wak

re­dak­tor na­czel­ny

 

O lekach wiem wszystko

Z Ka­ta­rzy­ną Szy­mon, far­ma­ceut­ką, roz­ma­wia Jo­la Tę­cza-Ćwierz.

W PIGUŁCE

PREDYSPOZYCJE: su­mien­ność, skru­pu­lat­ność i od­po­wie­dzial­ność. Waż­na jest umie­jęt­ność ra­dze­nia so­bie ze stre­sem oraz spo­strze­gaw­czość i po­dziel­ność uwa­gi. Od far­ma­ceu­ty ocze­ku­je się wraż­li­wo­ści na cier­pie­nie cho­rych, zdol­no­ści two­rze­nia at­mos­fe­ry in­tym­no­ści, po­sza­no­wa­nia praw i god­no­ści pa­cjen­ta oraz prze­strze­ga­nia za­sad ety­ki. Życz­li­wość i wy­so­ka kul­tu­ra oso­bi­sta są tak­że mi­le wi­dzia­ne.

SZKOŁA/WYKSZTAŁCENIE: ty­tuł ma­gi­stra far­ma­cji uzy­sku­je się po ukoń­cze­niu 5-let­nich stu­diów ma­gi­ster­skich na aka­de­mii me­dycz­nej oraz obo­wiąz­ko­we­go pół­rocz­ne­go sta­żu w ap­te­ce.

OBOWIĄZKI: przyj­mo­wa­nie, wy­da­wa­nie i prze­cho­wy­wa­nie pro­duk­tów lecz­ni­czych, wy­ro­bów me­dycz­nych i su­ple­men­tów die­ty; po­rzą­dza­nie le­ków re­cep­tu­ro­wych oraz udzie­la­nie in­for­ma­cji o le­kach. Far­ma­ceu­ci rów­nież do­ra­dza­ją pa­cjen­tom w za­kre­sie in­te­rak­cji i sto­so­wa­nia le­ków. Nie­rzad­ko zaj­mu­ją się do­ku­men­ta­cją i za­opa­trze­niem ap­te­ki.

Co Cię za­in­te­re­so­wa­ło w za­wo­dzie far­ma­ceu­ty? – Od dziec­ka in­te­re­so­wa­łam się me­dy­cy­ną, pro­ble­ma­mi zdro­wot­ny­mi, zdro­wym sty­lem ży­cia. Mo­ja ma­ma jest pie­lę­gniar­ką, więc te­ma­ty me­dycz­ne by­ły w na­szym do­mu czymś na­tu­ral­nym.

foto_01-03_22-2015

Na far­ma­cji trze­ba za­pa­mię­tać wie­le trud­nych i dłu­gich nazw. Jak so­bie z tym ra­dzi­łaś? – Nie mia­łam ja­kie­goś kon­kret­ne­go spo­so­bu. Trze­ba by­ło wku­wać, aż do za­pa­mię­ta­nia. Nie­ste­ty, stu­dia nie przy­go­to­wu­ją do prak­tycz­ne­go wy­ko­ny­wa­nia za­wo­du. Zbyt ma­ła licz­ba za­jęć prak­tycz­nych w ap­te­ce i nie­ade­kwat­ny pro­gram utrud­nia­ją pro­fe­sjo­nal­ny start. Dla­te­go tak waż­ne jest od­by­cie sta­żu w ap­te­ce o sze­ro­kim za­kre­sie dzia­łal­no­ści. Far­ma­ceu­ta, tak jak każ­dy pra­cow­nik służ­by zdro­wia, mu­si cią­gle się do­kształ­cać na kur­sach, szko­le­niach i czy­tać fa­cho­wą li­te­ra­tu­rę.

A ja­ki po­wi­nien być do­bry far­ma­ceu­ta? – Przede wszyst­kim cier­pli­wy i kom­pe­tent­ny. Waż­ne, by miał wie­dzę nie tyl­ko o le­kach, ale rów­nież z za­kre­su zdro­wia, ko­sme­to­lo­gii i die­te­ty­ki. Po­wi­nien za­cho­wać zim­ną krew, po­sta­wę aser­tyw­ną i nie dać so­bie „wejść na gło­wę” rosz­cze­nio­wym pa­cjen­tom. Far­ma­ceu­ta pra­cu­je w pla­ców­ce służ­by zdro­wia, a nie w skle­pie.

Nie zga­dzasz się za­tem z opi­nią, że far­ma­ceu­ta jest sprze­daw­cą, a ap­te­ka me­dycz­nym skle­pem? – Wo­bec pro­ble­mów z prze­pi­sa­mi pra­wa, biu­ro­kra­cją, agre­syw­ną i nie­uczci­wą kon­ku­ren­cją ap­tek – mi­sja far­ma­ceu­ty scho­dzi na dal­szy plan.

Go­dzi­my się na pra­cę sprze­daw­cy-ka­sje­ra. Współ­cze­sny pa­cjent jest rosz­cze­nio­wy i wszech­wie­dzą­cy (in­ter­net bar­dzo w tym po­ma­ga!).

Po­trze­ba du­żo sa­mo­za­par­cia, pro­fe­sjo­na­li­zmu i em­pa­tii, aby zjed­nać so­bie pa­cjen­tów. Na­le­ży pa­mię­tać, że ap­te­ka to nie sklep, po­nie­waż nie przy­cho­dzi tu klient, tyl­ko pa­cjent.

Czy ab­sol­went far­ma­cji mo­że pra­co­wać tyl­ko w ap­te­ce? – To pierw­sza i naj­bar­dziej po­pu­lar­na moż­li­wość za­trud­nie­nia. Moż­na rów­nież pra­co­wać w la­bo­ra­to­rium, ap­te­ce szpi­tal­nej al­bo fir­mie far­ma­ceu­tycz­nej.

Jak so­bie ra­dzisz z re­cep­ta­mi wy­pi­sy­wa­ny­mi przez le­ka­rzy? Me­dy­cy sły­ną z trud­ne­go do roz­szy­fro­wa­nia cha­rak­te­ru pi­sma...

– Prak­ty­ka, do­świad­cze­nie i zna­jo­mość du­żej licz­by pre­pa­ra­tów uła­twia­ją od­czy­ta­nie re­cep­ty. Po­za tym, na zmia­nie jest dru­ga oso­ba, z któ­rą moż­na skon­sul­to­wać re­cep­tę.

Roz­wią­za­nie pro­ble­mu umoż­li­wia tak­że wy­wiad z pa­cjen­tem lub ewen­tu­al­nie kon­takt z le­ka­rzem. Ni­gdy nie po­zo­sta­wiam pa­cjen­ta bez le­ku.

Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.

Przyjaciele żonkila

Li­sto­pad to kwe­sty na kra­kow­skich cmen­ta­rzach. Wo­lon­ta­riu­sze zbie­ra­ją na Ho­spi­cjum im. św. Ła­za­rza. Wie­lu z nich na­le­ży do Szkol­nych Klu­bów Przy­ja­ciół Żon­ki­la.

Dla­cze­go wła­śnie żon­ki­le? Bo są mię­dzy­na­ro­do­wym sym­bo­lem na­dziei. Przy­po­mi­na­ją o lu­dziach cier­pią­cych, umie­ra­ją­cych z po­wo­du cięż­kich, śmier­tel­nych cho­rób. Szkol­ne Klu­by Przy­ja­ciół Żon­ki­la po­wsta­ły w 2007 r., by wy­róż­nić szko­ły, któ­re w spo­sób szcze­gól­ny i sta­ły an­ga­żu­ją się w po­moc ho­spi­cjum. Obec­nie na te­re­nie Kra­ko­wa i Ma­ło­pol­ski dzia­ła ich ok. 30. Za­da­niem klu­bów jest zbie­ra­nie fun­du­szy na po­trze­by pla­ców­ki i włą­cza­nie się w or­ga­ni­zo­wa­ne przez nią ak­cje. W po­moc ho­spi­cjum naj­dłu­żej an­ga­żu­je się Ze­spół Szkół Ogól­no­kształ­cą­cych In­te­gra­cyj­nych nr 4 im. Pol­skich No­bli­stów z Kra­ko­wa.

foto_01-02_22-2015

– Do klu­bu po­wsta­łe­go z ini­cja­ty­wy pa­ni Gra­ży­ny No­wak na­le­ży ok. 35 osób, ale w je­go ak­cje włą­cza się ok. 60 uczniów. Głów­nie są to gim­na­zja­li­ści, choć zda­rza­ją się tak­że ucznio­wie z V i VI kl. szko­ły pod­sta­wo­wej – wy­ja­śnia Edy­ta Ko­chan, ka­te­chet­ka i opie­kun­ka klu­bu, któ­rej po­ma­ga­ją ks. Piotr Pie­trusz­ka i Do­mi­ni­ka Kar­ska-Ma­zoń, pro­wa­dzą­ca warsz­ta­ty.

W cią­gu ro­ku szkol­ne­go człon­ko­wie klu­bu bio­rą udział w co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach for­ma­cyj­nych, in­for­ma­cyj­nych lub warsz­ta­tach pla­stycz­no-tech­nicz­nych. Obo­wiąz­ko­wo mu­szą an­ga­żo­wać się we wszyst­kie kwe­sty i ak­cje na rzecz ho­spi­cjum, któ­re nie ko­li­du­ją z ich lek­cja­mi. Na spo­tka­niach for­ma­cyj­nych klu­bo­wi­cze uczą się m.in. o idei wo­lon­ta­ria­tu ho­spi­cyj­ne­go. W cza­sie warsz­ta­tów pla­stycz­no-tech­nicz­nych przy­go­to­wu­ją m.in. za­kład­ki, bi­żu­te­rię, kart­ki i ksią­żecz­ki ze zło­ty­mi my­śla­mi oraz wy­ko­nu­ją pra­ce na kon­kur­sy, or­ga­ni­zo­wa­ne przez ho­spi­cjum.

Wio­sną bio­rą udział w Po­lach Na­dziei. Na­zwa ak­cji po­cho­dzi od sa­dzo­nych w miej­skich par­kach żon­ki­lo­wych ra­ba­tek. Wo­lon­ta­riu­sze kwe­stu­ją na rzecz ho­spi­cjum, a póź­niej idą w Mar­szu Na­dziei wo­kół Ryn­ku Głów­ne­go i sa­dzą żon­ki­le na Plan­tach pod Bun­krem Sztu­ki.

Kwe­sty or­ga­ni­zu­ją tak­że w li­sto­pa­dzie na kra­kow­skich cmen­ta­rzach i na ze­bra­niach z ro­dzi­ca­mi, a w mar­cu i kwiet­niu zbie­ra­ją dat­ki przed ko­ścio­ła­mi w swo­jej dziel­ni­cy. – Tra­dy­cją sta­ło się to, że roz­po­czy­na­my od kwe­sty w pa­ra­fii Mi­ło­sier­dzia Bo­że­go w No­wym Pro­ko­ci­miu – mó­wi pa­ni Edy­ta. – Pa­ra­fia­nie co ro­ku do­py­tu­ją, kie­dy roz­pocz­nie się ta zbiór­ka.

Dzia­łal­ność Szkol­ne­go Klu­bu Przy­ja­ciół Żon­ki­la to jed­nak nie sa­me zbiór­ki pie­nię­dzy. Klu­bo­wi­cze w spo­sób szcze­gól­ny pa­mię­ta­ją o pod­opiecz­nych ho­spi­cjum, któ­rzy nie ma­ją ni­ko­go bli­skie­go, kto mógł­by im to­wa­rzy­szyć w cza­sie świąt. Na Bo­że Na­ro­dze­nie przy­go­to­wu­ją dla nich stro­iki, ozdo­by świą­tecz­ne, któ­ry­mi pra­cow­ni­cy ho­spi­cjum de­ko­ru­ją cho­in­ki i po­ko­je pa­cjen­tów oraz świą­tecz­ne kart­ki z ży­cze­nia­mi, a na Wiel­ka­noc stro­iki i róż­ne drob­ne upo­min­ki. W cza­sie wa­len­ty­nek dla każ­de­go cho­re­go przy­go­to­wu­ją pięk­ne, ar­ty­stycz­ne karteczki–bileciki.

– Szkol­ny Klub Przy­ja­ciół Żon­ki­la jest roz­po­zna­wal­ny nie tyl­ko w na­szej dziel­ni­cy, ale i w ca­łym mie­ście – pod­kre­śla pa­ni Edy­ta. Nie­zwy­kle bu­du­ją­ce dla mnie jest to, że idea wo­lon­ta­ria­tu i zwią­za­ne z nią war­to­ści zo­sta­ją w mło­dym czło­wie­ku. Część na­szych klu­bo­wi­czów po opusz­cze­niu szko­ły zo­sta­je pro­fe­sjo­nal­ny­mi wo­lon­ta­riu­sza­mi w Ho­spi­cjum św. Ła­za­rza, a kil­ko­ro z nich na­dal przy­cho­dzi na na­sze spo­tka­nia i ak­cje.

 

Aga­ta Goł­da

Kuk­nij tu­taj: klubzonkilowygimnazjum32.blogspot.com