Znajomość wirtualna = samotność realna

Roz­mo­wa za po­mo­cą kla­wia­tu­ry zwięk­sza po­czu­cie kon­tro­li i bez­pie­czeń­stwa. Od­kąd po­przez in­ter­net ma­my wie­le moż­li­wo­ści ko­mu­ni­ko­wa­nia się: Ga­du-Ga­du, Na­sza Kla­sa, Fa­ce­bo­ok, czy SMS, za­nie­dbu­je­my re­la­cje rze­czy­wi­ste: oso­bi­ste i bez­po­śred­nie kon­tak­ty oraz fi­zycz­ną bli­skość z ty­mi, któ­rych ko­cha­my i któ­rzy nas ko­cha­ją.

Imi­ta­cja kon­tak­tu

Przed kom­pu­te­rem spę­dza­my co­raz wię­cej cza­su, czę­sto wma­wia­jąc so­bie, że wy­star­cza­ją nam kon­tak­ty wir­tu­al­ne. To jest ro­bie­nie do­brej mi­ny do złej gry. Zna­ny psy­cho­log, ksiądz Ma­rek Dzie­wiec­ki pi­sze, że „co­raz wię­cej dzie­ci, mło­dzie­ży i do­ro­słych w na­szych cza­sach to anal­fa­be­ci w dzie­dzi­nie bu­do­wa­nia wię­zi, bli­sko­ści, za­ufa­nia, przy­jaź­ni. Wła­śnie dla­te­go co­raz wię­cej lu­dzi skar­ży się obec­nie na osa­mot­nie­nie al­bo po­pa­da w uza­leż­nie­nia od al­ko­ho­lu, nar­ko­ty­ków czy do­pa­la­czy, czy­li od ta­kich sub­stan­cji, któ­re imi­tu­ją kon­takt z oso­ba­mi, gdyż mo­dy­fi­ku­ją na­sze prze­ży­cia”.

foto_01-02_03-2014

Na cza­cie

Szyb­ko na­uczy­li­śmy się wy­ko­rzy­sty­wać in­ter­net do roz­ryw­ki i po­ro­zu­mie­wa­nia się. In­ter­ne­to­we po­ga­węd­ki (cza­to­wa­nie) są o wie­le ła­twiej­sze niż te pro­wa­dzo­ne ży­wo. Na cza­cie każ­dy jest ano­ni­mo­wy, ujaw­nia tyl­ko swój nick. Ni­gdy nie mo­że­my być pew­ni, że czło­wiek, z któ­rym roz­ma­wia­my, po dru­giej stro­nie łą­cza jest tym, za ko­go się po­da­je. Nie wie­my, jak roz­mów­ca re­agu­je na na­sze sło­wa i czy wszyst­ko, co mó­wi, jest praw­dą. Two­rze­nie spo­łecz­no­ści w in­ter­ne­cie przy­cho­dzi nie­zwy­kle ła­two. Wię­zy od­czu­wa­ne przez jej człon­ków są nie­kie­dy znacz­nie sil­niej­sze niż w rze­czy­wi­sto­ści. Jed­nak je­dy­ną rze­czą, ja­ką do­strze­ga­my w na­szych wir­tu­al­nych spo­tka­niach, jest to, że na­le­ży­my do tej sa­mej gru­py dys­ku­syj­nej lub pi­sze­my na tym sa­mym fo­rum. Nic nie wie­my o rze­czy­wi­stych in­ten­cjach na­sze­go roz­mów­cy.

W sie­ci nie ma pro­ble­mu

W pro­ce­sie po­ro­zu­mie­wa­nia się naj­wię­cej zna­czą: ton gło­su oraz mo­wa cia­ła. W kon­tak­cie wir­tu­al­nym te­go nie ma. Są tyl­ko wy­świe­tla­ne na mo­ni­to­rze sło­wa, za któ­ry­mi mo­że się ukryć każ­dy. W sie­ci każ­dy wy­da­je nam się po­dob­ny do nas, przez co da­rzy­my go więk­szym uzna­niem. Dla­te­go czę­sto ujaw­nia­my przez in­ter­net du­żo wię­cej in­for­ma­cji o so­bie, co rów­nież po­wo­du­je, że zna­jo­mo­ści ta­kie są oce­nia­ne ja­ko bar­dzo bli­skie. Bu­du­je­my w swo­jej wy­obraź­ni po­stać ko­goś, ko­mu moż­na bez­gra­nicz­nie za­ufać, kto sta­je się wy­rocz­nią, z któ­re­go zda­niem li­czy­my się bar­dziej niż z po­glą­da­mi i opi­nia­mi in­nych (zwłasz­cza ro­dzi­ców czy na­uczy­cie­li). W in­ter­ne­cie ma­my moż­li­wość uczest­ni­cze­nia w kon­tak­tach oraz za­ba­wach, któ­re nie mo­gły­by się od­być w rze­czy­wi­sto­ści. Zda­rza się, że gra­ni­ca po­mię­dzy re­al­nym ży­ciem a fik­cją sta­je się nie­ostra. Po­zor­nie zy­sku­je­my przy­ja­ciół, ko­goś, z kim mo­że­my roz­ma­wiać, a prak­tycz­nie uza­leż­nia­my się od te­go ro­dza­ju wir­tu­al­nych kon­tak­tów, re­zy­gnu­je­my z po­dej­mo­wa­nia ja­kich­kol­wiek prób bu­do­wa­nia re­al­nych związ­ków w ży­ciu rze­czy­wi­stym.

Przez szy­bę

In­ter­net ma co­raz więk­szy wpływ na na­sze ży­cie. Jed­nak kon­tak­ty za po­śred­nic­twem me­diów elek­tro­nicz­nych to tak, jak spo­ży­wa­nie smacz­nych po­traw przez szy­bę. Od sa­me­go pa­trze­nia na je­dze­nie jesz­cze nikt nie za­spo­ko­ił gło­du. In­ter­net oraz in­ne me­dia elek­tro­nicz­ne mo­gą peł­nić po­zy­tyw­ną ro­lę je­dy­nie w pod­trzy­my­wa­niu wię­zi i tyl­ko wte­dy, gdy w da­nym mo­men­cie fi­zycz­ne by­cie ra­zem z ja­kie­goś po­wo­du nie jest moż­li­we. Jed­nak ni­gdy kon­takt wir­tu­al­ny nie mo­że za­stą­pić kon­tak­tu re­al­ne­go. In­ter­net two­rzy wol­ność wir­tu­al­ną – ta­ka wol­ność na ekra­nie kom­pu­te­ra nie­uchron­nie pro­wa­dzi do ogra­ni­cze­nia i za­wę­że­nia wol­no­ści rze­czy­wi­stej.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

Być kobietą, być mężczyzną

Chy­ba nie ma prze­sa­dy w stwier­dze­niu, że ostat­nie ty­go­dnie upły­wa­ją w na­szym kra­ju pod zna­kiem gen­der. Pró­by wdro­że­nia kon­tro­wer­syj­nej rów­no­ścio­wej usta­wy spo­wo­do­wa­ły, że wszyst­kie me­dia za­ję­ły się tym te­ma­tem i – w za­leż­no­ści od pro­fi­lu świa­to­po­glą­do­we­go – wy­su­wa­ją ar­gu­men­ty za i prze­ciw. Na te­mat sa­me­go gen­der wiem nie­wie­le, ale my­ślę, że nie trze­ba być spe­cja­li­stą, aby pod­dać pod re­flek­sję (nie pod po­le­mi­kę) klu­czo­wą dla spra­wy kwe­stię: je­ste­śmy ko­bie­ta­mi, je­ste­śmy męż­czy­zna­mi.

Kie­dy przez mo­je rę­ce prze­cho­dzą ko­lej­ne „gen­de­ro­weˮ ar­ty­ku­ły, za­czy­nam za­sta­na­wiać się, ile jest praw­dy w twier­dze­niu, że je­śli dziew­czyn­ki bę­dą ba­wić się lal­ka­mi i no­sić ró­żo­we ubra­nia, wy­ro­sną na bez­wol­ne isto­ty po­zba­wio­ne aspi­ra­cji za­wo­do­wych (dla­te­go, że sa­ma by­łam dziew­czyn­ką), a ten, kto sprze­ci­wia się gen­der, na pew­no sprzy­ja utwier­dza­niu krzyw­dzą­cych ste­reo­ty­pów. Nie wcho­dząc zbyt głę­bo­ko w kwe­stie lek­kie­go po­mie­sza­nia po­jęć (gen­der ja­ko ide­olo­gia róż­ni się od „praw­dzi­we­goˮ gen­der – dys­cy­pli­ny aka­de­mic­kiej), za­sta­na­wiam się i my­ślę o wie­lu nie­zwy­kłych ko­bie­tach i męż­czy­znach, któ­rych po­dzi­wiam. Do­ra­sta­li oni, z ra­cji wie­ku, w cza­sach, kie­dy te­mat gen­der w Pol­sce nie ist­niał, w przed­szko­lach za to ist­nia­ły wy­dzie­lo­ne ką­ci­ki la­lek i ką­ci­ki sa­mo­cho­do­we, nikt też spe­cjal­nie nie bun­to­wał się, gdy pa­da­ło sfor­mu­ło­wa­nie „mę­ski za­wó­dˮ lub „bab­skie spra­wyˮ.

foto_01-03_03-2014

My­ślę o mo­jej bab­ci, któ­ra – wy­cho­wa­na w tra­dy­cyj­nym, gó­ral­skim do­mu – by­ła naj­lep­szą na­uczy­ciel­ką cię­tej ri­po­sty i wy­ra­ża­nia sprze­ci­wu. Kto ją te­go na­uczył? Rów­no­ścio­we przed­szko­le? Chy­ba w ogó­le nie cho­dzi­ła do przed­szko­la. Nie prze­bie­ra­ła się w mło­do­ści za po­sta­cie z mę­skie­go świa­ta, wręcz prze­ciw­nie, tre­no­wa­ła gim­na­sty­kę ar­ty­stycz­ną i du­żo cza­su spę­dza­ła przed lu­strem. Za to si­ła jej cha­rak­te­ru by­ła tak wiel­ka, że cięż­ko by­ło się jej sprze­ci­wić. I nie by­ła to ty­ra­nia, tyl­ko wiel­ka cha­ry­zma pod­szy­ta mi­ło­ścią.

Al­bo ta­ki Ja­nusz Kor­czak. Po­dob­no utar­ło się, że na­uczy­ciel­stwo to sfe­mi­ni­zo­wa­ny za­wód. Jed­nak kto w cza­sach gu­wer­nan­tek i bon two­rzył wiel­kie i prze­ni­kli­we teo­rie wy­cho­wa­nia? Męż­czyź­ni. Kto po­wie­dział słyn­ne, peł­ne czu­ło­ści – „nie ma dzie­ci, są lu­dzieˮ? I w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku po­szedł z ty­mi dzieć­mi na śmierć, choć sam ni­gdy nie uro­dził dziec­ka, więc nie po­wo­do­wał nim „in­stynk­tˮ? Męż­czy­zna. Był rok 1942.

Mo­ja dru­ga bab­cia w cza­sie woj­ny pra­co­wa­ła ja­ko sa­ni­ta­riusz­ka, choć wie­le z jej ko­le­ża­nek wy­bra­ło in­ną dro­gę. By­ły łącz­nicz­ka­mi, żoł­nier­ka­mi. Gdy czy­tam wy­wia­dy z dziel­ny­mi, wal­czą­cy­mi ko­bie­ta­mi, zdu­mie­wa mnie, że po­mi­mo ty­lu cięż­kich prób i cięż­kich ka­ra­bi­nów, nie stra­ci­ły ani tro­chę na swo­jej ko­bie­co­ści. A prze­cież przed woj­ną nie ist­nia­ło gen­de­ro­we wy­cho­wa­nie.

I jesz­cze wiel­kie kró­lo­we, na przy­kład na­sza Ja­dwi­ga, któ­ra ja­ko na­sto­lat­ka per­trak­to­wa­ła z ar­mią krzy­żac­ką. I wszyst­kie mo­je ko­le­żan­ki, któ­re nie zno­szą spód­nic i ró­żu, bo wo­lą blu­zy z kap­tu­rem, ale wy­star­czy ich je­den uścisk al­bo je­den uśmiech, by za­świe­ci­ło słoń­ce. Plus, oczy­wi­ście, bra­cia, sy­no­wie, mę­żo­wie i oj­co­wie, któ­rych mam przy­jem­ność znać. Ża­den z nich nie pra­cu­je w ko­pal­ni ani nie jest pił­ka­rzem. Le­ka­rze, kul­tu­ro­znaw­cy, le­śni­cy – ma­ją róż­ne pro­fe­sje i kto by się w ogó­le za­sta­na­wiał, czy są one mę­skie, czy nie, je­śli ich żo­ny, cór­ki, sio­stry, mo­gą czuć się przy nich bez­piecz­nie?

Pan Bóg ma do­bre po­my­sły. Po­mysł nu­mer 1: są ko­bie­ty i są męż­czyź­ni. Po­mysł nu­mer 2: każ­dy z nas jest nie­po­wta­rzal­ny, ma in­ny cha­rak­ter, in­ne pa­sje i ta­len­ty. Na­praw­dę nie po to, aby­śmy mie­li stać się ar­mią klo­nów w ró­żu i klo­nów w mo­ro. Ale też nie po to, że­by­śmy po­pra­wia­li je­go dzie­ła i uczy­li te­go na­sze dzie­ci.

 

Mag­da­le­na Ku­bac­ka

 

Z hojnością właściwą młodości i bez zastrzeżeń oddajcie w służbie Kościołowi wasze młode talenty

Z hoj­no­ścią wła­ści­wą mło­do­ści i bez za­strze­żeń od­daj­cie w służ­bie Ko­ścio­ło­wi wa­sze mło­de ta­len­ty. Ko­ściół na­le­ży do was, wię­cej – wy je­ste­ście Ko­ścio­łem!” Wa­ty­kan, 1989 r.

Czę­sto sto­icie na skrzy­żo­wa­niu dróg i nie wie­cie, któ­rą z nich wy­brać, gdzie iść. Ist­nie­je wie­le błęd­nych dróg, wie­le ła­twych roz­wią­zań, a tak­że wie­le nie­ja­sno­ści. W ta­kich chwi­lach nie za­po­mi­naj­cie, że tyl­ko Chry­stus, tyl­ko Je­go Ewan­ge­lia, Je­go przy­kład, Je­go przy­ka­za­nia są dro­gą pew­ną, wio­dą­cą do trwa­łe­go i peł­ne­go szczę­ścia.” Wa­ty­kan, 1988 r.

Mło­dzi lu­dzie, bądź­cie ży­wy­mi la­to­ro­śla­mi w Ko­ście­le, la­to­ro­śla­mi, któ­re przy­no­szą ob­fi­ty owoc!” Wa­ty­kan, 1989 r.

Dzi­siaj to wła­śnie was Chry­stus wy­raź­nie pro­si, by­ście „wzię­li Ma­ry­ję do sie­bie”, przy­ję­li Ją „do wa­szych dóbr”, aby od Niej, któ­ra „za­cho­wy­wa­ła wszyst­kie te spra­wy i roz­wa­ża­ła je w swo­im ser­cu” (Łk 2, 19), uczyć się we­wnętrz­nej dys­po­zy­cji słu­cha­nia oraz po­sta­wy po­ko­ry i hoj­no­ści, któ­re wy­róż­nia­ły Ją ja­ko pierw­szą współ­pra­cow­ni­cę Bo­ga w dzie­le zba­wie­nia. To Ona, peł­niąc swą mat­czy­ną po­słu­gę, uczy was i for­mu­je, aż Chry­stus ukształ­tu­je się w was w ca­łej peł­ni.” Wa­ty­kan, 2003 r.

Za­chę­cam was, by­ście otwo­rzy­li Ewan­ge­lię i od­kry­li, że Je­zus Chry­stus chce być wa­szym przy­ja­cie­lem. Chce wam to­wa­rzy­szyć na każ­dym eta­pie wa­sze­go ży­cia. Chce być dro­gą, wa­szą ścież­ką po­śród lę­ków, wąt­pli­wo­ści, na­dziei i ma­rzeń o szczę­ściu.” X Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży w Ma­ni­li, 1995 r.

Dro­ga Mło­dzie­ży! Mó­wiąc „ta­kˮ Chry­stu­so­wi, mó­wi­cie „ta­kˮ wszyst­kim swo­im naj­szla­chet­niej­szym ide­ałom. Mo­dlę się, aby On kró­lo­wał w wa­szych ser­cach oraz w ludz­ko­ści no­we­go wie­ku i ty­siąc­le­cia. Nie lę­kaj­cie się Je­mu za­wie­rzyć. On was po­pro­wa­dzi, da wam si­łę, by­ście szli za Nim każ­de­go dnia i w każ­dej sy­tu­acji.” Rzym, Uni­wer­sy­tet Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

 

Bł. Jan Pa­weł II

 

Pracujmy w „Galileach” naszych czasów

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) mó­wi o po­cząt­ku ży­cia pu­blicz­ne­go Je­zu­sa w mia­stecz­kach i wio­skach Ga­li­lei. Je­go mi­sja nie za­czy­na się od Je­ro­zo­li­my, to zna­czy z cen­trum re­li­gij­ne­go, spo­łecz­ne­go i po­li­tycz­ne­go, ale z ob­sza­ru pe­ry­fe­ryj­ne­go, po­gar­dza­ne­go przez Ży­dów ści­ślej prze­strze­ga­ją­cych za­sad re­li­gij­nych ze wzglę­du na obec­ność w tym re­gio­nie róż­nych grup lud­no­ści. Dla­te­go pro­rok Iza­jasz okre­śla go ja­ko „Ga­li­leę po­ga­nˮ (Iz 8, 23). Jest to zie­mia gra­nicz­na, ob­szar tran­zy­to­wy, gdzie spo­tka­li się lu­dzie róż­nych ras, kul­tur i re­li­gii. Ga­li­lea sta­ła się w ten spo­sób miej­scem sym­bo­licz­nym dla otwar­cia Ewan­ge­lii na wszyst­kie na­ro­dy. Z te­go punk­tu wi­dze­nia Ga­li­lea przy­po­mi­na dzi­siej­szy świat: współ­ist­nie­nie róż­nych kul­tur, ko­niecz­ność kon­fron­ta­cji i spo­tka­nia. Tak­że i my je­ste­śmy co­dzien­nie za­nu­rze­ni w „Ga­li­lei po­ga­nˮ, a te­go ro­dza­ju w tym kon­tek­ście mo­że­my się prze­stra­szyć i ulec po­ku­sie bu­do­wa­nia ogro­dzeń, by być bez­piecz­niej­szy­mi, le­piej chro­nio­ny­mi. Ale Je­zus uczy nas, że Do­bra No­wi­na nie jest ogra­ni­czo­na do jed­nej czę­ści ro­dza­ju ludz­kie­go, na­le­ży ją prze­ka­zy­wać wszyst­kim. (…)

Wy­ru­sza­jąc z Ga­li­lei, Je­zus uczy nas, że nikt nie jest wy­klu­czo­ny ze zba­wie­nia Bo­ga, a wręcz że Bóg wo­li roz­po­cząć od pe­ry­fe­rii, od ostat­nich, aby do­trzeć do wszyst­kich. (…) Je­zus roz­po­czy­na swo­ją mi­sję nie tyl­ko z miej­sca po­za cen­trum, ale tak­że od lu­dzi, któ­rych moż­na by na­zwać „ni­skiej po­zy­cjiˮ. By wy­brać swo­ich pierw­szych uczniów (…) kie­ro­wał się do lu­dzi skrom­nych i pro­stych (…).

Dro­dzy przy­ja­cie­le, Pan po­wo­łu­je tak­że dzi­siaj! Prze­cho­dzi dro­ga­mi na­sze­go ży­cia co­dzien­ne­go. Wzy­wa nas, by­śmy szli z Nim, z Nim pra­co­wa­li dla Kró­le­stwa Bo­że­go, w „Ga­li­le­achˮ na­szych cza­sów. Po­zwól­my, aby do­tar­ło do nas Je­go spoj­rze­nie, Je­go głos i idź­my za Nim, „aby ra­dość Ewan­ge­lii do­tar­ła aż po krań­ce zie­mi, i żad­ne pe­ry­fe­rie nie zo­sta­ły po­zba­wio­ne jej świa­tła”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan 26.01.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Nie­daw­no na jed­nej z lek­cji oglą­da­li­śmy z ucznia­mi frag­men­ty fil­mu „Bóg cu­dów”. Na­ukow­cy wy­stę­pu­ją­cy w tym fil­mie przy­po­mnie­li, że śnieg to wspa­nia­łe krysz­ta­ły o nie­po­wta­rzal­nych kształ­tach. Do­wie­dzie­li­śmy się przy oka­zji, że śnieg wy­twa­rza­ny przez czło­wie­ka ma zu­peł­nie in­ną struk­tu­rę.

Wła­ści­wie nie trze­ba by­ło pod­su­wać żad­nych wnio­sków. Wszy­scy obec­ni tyl­ko upew­ni­li się, że har­mo­nia i pięk­no ści­śle zwią­za­ne są z tym, co po­cho­dzi od Pa­na Bo­ga.

Na­stęp­ne lek­cje przy­nio­sły ko­lej­ne cie­ka­wost­ki.

Na stro­nie in­ter­ne­to­wej (www.eprudnik.pl/woda-nosnikiem-pamieci-odkrycie-masaru-emoto) zna­leź­li­śmy świa­dec­two na­uko­we­go od­kry­cia, za­ty­tu­ło­wa­ne „Wo­da no­śni­kiem pa­mię­ci” (opu­bli­ko­wa­ne przez Alod69 28 czerw­ca 2013). Od­kry­cia te­go do­ko­nał ja­poń­ski na­uko­wiec Ma­sa­ru Emo­to. W paź­dzier­ni­ku 1992 ro­ku otrzy­mał ty­tuł i li­cen­cję dok­to­ra me­dy­cy­ny al­ter­na­tyw­nej w Open In­ter­na­tio­nal Uni­ver­si­ty. Pro­wa­dzi obec­nie ba­da­nia wo­dy znaj­du­ją­cej się w ludz­kim cie­le, wo­dy w śro­do­wi­sku czło­wie­ka.

Przed kil­ku la­ty w wy­ni­ku swo­ich eks­pe­ry­men­tów od­krył, że wo­da re­agu­je na na­sze my­śli i sło­wa oraz że po­tra­fi je od­zwier­cie­dlić. Prób­ki wo­dy pod­da­ne wcze­śniej po­zy­tyw­nym sło­wom czy my­ślom kry­sta­li­zu­ją zde­cy­do­wa­nie ina­czej (wy­ka­zu­ją nie­zwy­kłe pięk­no form) od tych, któ­re pod­da­ne zo­sta­ły my­śle­niu ne­ga­tyw­ne­mu (te są po pro­stu brzyd­kie). Wię­cej na te­mat te­go od­kry­cia moż­na do­wie­dzieć się z książ­ki „Wo­da – ob­raz ener­gii ży­cia”.

A po­tem ktoś in­ny przy­niósł pen­dri­ve­ʼa z na­gra­niem ze stro­nywww.eprudnik.pl/znak-krzyza-zabija-zarazki-i-zmienia-wlasciwosci-wody. Do­wie­dzie­li­śmy się, że ro­syj­scy na­ukow­cy udo­wod­ni­li do­świad­czal­nie, że znak krzy­ża za­bi­ja za­raz­ki i zmie­nia wła­ści­wo­ści optycz­ne wo­dy.

An­ge­li­na Ma­la­kho­vskaya spę­dzi­ła dzie­sięć lat nad ba­da­niem bło­go­sła­wieństw ko­ściel­nych. Prze­pro­wa­dzi­ła se­rię eks­pe­ry­men­tów, któ­re wie­lo­krot­nie spraw­dza­ła przed opu­bli­ko­wa­niem.

Po­twier­dzi­li­śmy, że sta­ry zwy­czaj czy­nie­nia zna­ku krzy­ża nad je­dze­niem i pi­ciem przed po­sił­kiem ma głę­bo­ki mi­stycz­ny sens – po­wie­dzia­ła Ma­la­kho­vskaya. – Ma to prak­tycz­ne za­sto­so­wa­nie. Krzyż oczysz­cza żyw­ność. To wiel­ki cud, że to mo­że dziać się każ­de­go dnia”.

Oka­za­ło się, że „je­śli czy­tasz mo­dli­twę Oj­cze nasz i bło­go­sła­wisz wo­dę kru­cy­fik­sem, ilość szko­dli­wych drob­no­ustro­jów zmniej­sza się 7, 10, 100, a na­wet 1000 ra­zy!”.

Czy nie war­to wciąż szu­kać Wo­li Bo­żej i Bo­żej „in­struk­cji ob­słu­gi świa­ta”? Bo nie­raz wiel­ką krzyw­dę ro­bi so­bie czło­wiek, gdy wpa­da na wła­sne „wspa­nia­łe” po­my­sły…

Dzi­siej­szy nu­mer to kon­kret­ne ostrze­że­nie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Oszczędna samodzielność – czyli jak wydawać i jak nie wydawać pieniędzy

Na co war­to wy­da­wać pie­nią­dze? Na czym oszczę­dzać nie wol­no? Jak naj­le­piej prze­cho­wy­wać oszczęd­no­ści? Jak spra­wić, aby pie­nią­dze nie „top­nia­ły”? Kie­dy cho­dzić do skle­pu?

Te wszyst­kie py­ta­nia, choć mo­że się wy­da­wać, że cię jesz­cze nie do­ty­czą, szyb­ko sta­ną się bar­dzo ak­tu­al­ne, być mo­że na­wet już są.

Za­zwy­czaj stu­dia to ten mo­ment kie­dy mło­dzi lu­dzie opusz­cza­ją ro­dzin­ny dom i po raz pierw­szy przy­cho­dzi im sa­mo­dziel­nie go­spo­da­ro­wać pie­niędz­mi. Wte­dy naj­czę­ściej jak grom z ja­sne­go nie­ba spa­da na nich nie­uświa­do­mio­na do­tąd bru­tal­na rze­czy­wi­stość na te­mat wy­dat­ków. By­wa jed­nak tak, że na­wet wcze­śniej mu­si­my na­uczyć się roz­po­rzą­dzać pie­niędz­mi. Co­raz wię­cej z nas już w szko­le po­dej­mu­je do­ryw­cze pra­ce lub po pro­stu za­sta­na­wia się, jak naj­le­piej wy­ko­rzy­stać pie­nią­dze np. otrzy­ma­ne w pre­zen­cie.

foto_01-01_02-2014

Nie­za­leż­nie od te­go, ja­ką kwo­tą dys­po­nu­jesz, je­śli na po­cząt­ku nie okre­ślisz so­bie kil­ku re­guł, każ­da kwo­ta „stop­nie­je” szyb­ciej niż my­ślisz.

Dla­te­go po­da­ję kil­ka po­my­słów do za­sto­so­wa­nia od za­raz:

  1. W pierw­szej ko­lej­no­ści opłać to, co ko­niecz­ne – aka­de­mik, in­ter­nat, stan­cja i oczy­wi­ście wszyst­kie ko­niecz­ne ra­chun­ki, naj­le­piej łącz­nie z te­le­fo­nem i bi­le­tem mie­sięcz­nym. Wte­dy wiesz ile zo­sta­je ci na ca­łą resz­tę.
  2. Ni­gdy nie oszczę­dzaj na je­dze­niu! To mo­że się na­praw­dę źle skoń­czyć. Nie cho­dzi tu­taj oczy­wi­ście o to, aby każ­de­go dnia ja­dać obiad w dro­giej re­stau­ra­cji na mie­ście lub za­ja­dać się eg­zo­tycz­ny­mi pro­duk­ta­mi. Nie­za­leż­nie od wszyst­kie­go, trze­ba ży­wić się re­gu­lar­nie i mą­drze. Naj­le­piej na po­cząt­ku mie­sią­ca wy­brać się na du­że spo­żyw­cze za­ku­py, a w cią­gu mie­sią­ca do­ku­po­wać tyl­ko to, co ko­niecz­ne np. pie­czy­wo, na­biał itd. Wie­lu stu­den­tów są­dzi, że wła­śnie na je­dze­niu naj­ła­twiej oszczę­dzić i za­miast ra­cjo­nal­nych po­sił­ków, ku­pu­ją zup­ki w prosz­ku i fast fo­ody. Na dłuż­szą me­tę to mo­że oka­zać się opła­ka­ne w skut­kach.
  3. Ni­gdy nie chodź na wy­pra­wę do mar­ke­tu z pu­stym żo­łąd­kiem. Kie­dy od­czu­wasz głód, twój or­ga­nizm sza­le­je na wi­dok tych wszyst­kich pu­stych wę­glo­wo­da­nów na skle­po­wych pół­kach. Wszyst­ko pach­nie ze zdwo­jo­ną si­łą, a oczy ja­dły­by wszyst­ko, co ma­ją w za­się­gu wzro­ku. Nie spo­sób wte­dy oprzeć się za­pa­cho­wi cie­płych bu­łe­czek, sło­dy­czom, cze­ko­la­do­wym ba­to­ni­kom, chru­pią­cym chip­som, sło­wem – wszyst­kie­mu, co szyb­ko i sku­tecz­nie za­spo­koi po­trze­bę je­dze­nia. Ro­bisz wów­czas za­ku­py za trzech i w efek­cie du­ża część je­dze­nia się mar­nu­je. Mo­ja ra­da: idź do skle­pu po­rząd­nie na­je­dzo­ny i naj­le­piej z li­stą te­go, co masz w pla­nach za­ku­pić. Tym spo­so­bem nie ku­pisz ni­cze­go zbęd­ne­go i nie zmar­nu­jesz nad­pro­gra­mo­we­go je­dze­nia.
  4. Sze­ro­kim łu­kiem (to su­ge­stia głów­nie dla dziew­cząt) omi­jaj cen­tra han­dlo­we. Za­nim stwier­dzisz, że no­wa su­kien­ka lub spodnie są ci nie­zbęd­nie ko­niecz­ne, do­brze obej­rzyj sza­fę. Cza­sem mo­żesz się zdzi­wić, jak wie­le moż­na tak zna­leźć. Jak już ku­pu­jesz, sta­wiaj na ja­kość, nie na ilość.
  5. Je­śli je­steś w sta­nie, wy­znacz so­bie co­mie­sięcz­ną kwo­tę „do skar­bon­ki” na tzw. czar­ną go­dzi­nę. Je­śli nie mo­żesz po­zwo­lić so­bie na za­mro­że­nie 100 zł, odłóż cho­ciaż 20. Te pie­nią­dze mo­gą się przy­dać w naj­mniej ocze­ki­wa­nym mo­men­cie, gdy ta­ki na­dej­dzie, oszczę­dzisz so­bie wie­le stre­su.

 

Ka­ro­li­na Po­lak 

 

Być czy mieć?

Ży­je­my w rze­czy­wi­sto­ści na­sta­wio­nej na kon­sump­cję. Naj­waż­niej­sze są słup­ki sprze­da­żo­we, wy­ni­ki, zysk. Świat re­klam i mar­ke­ting bom­bar­du­ją nas in­for­ma­cja­mi na te­mat pro­duk­tów, któ­re w opi­nii pro­du­cen­tów są nam nie­zbęd­ne. Ja­ką od­po­wiedź da czło­wiek XXI wie­ku na py­ta­nie po­sta­wio­ne w ty­tu­le?

Wy­ścig szczu­rów nie jest już zja­wi­skiem, tyl­ko nor­mą. Pol­ska i Po­la­cy wy­glą­da­ją co­raz le­piej, ma­my co­raz wię­cej i aspi­ru­je­my, by do­go­nić kra­je za­chod­nie. Co­raz wię­cej z nas ży­je w cią­głym pę­dzie za­ra­bia­nia pie­nię­dzy. Czy kon­sump­cjo­nizm Po­la­ków świad­czy o upad­ku sys­te­mu war­to­ści, czy jest uza­sad­nio­ną hi­sto­rycz­nie wal­ką o lep­sze ży­cie?

foto_01-02_02-2014

Czło­wiek za­gu­bio­ny

Na sku­tek nad­zwy­czaj­nych osią­gnięć na­uki i tech­ni­ki współ­cze­sny świat stał się nam bli­ski i do­stęp­ny. Czło­wiek zda­je się opa­no­wy­wać go z dnia na dzień co­raz bar­dziej. Jed­nak w mia­rę co­raz więk­sze­go pod­bo­ju świa­ta ze­wnętrz­ne­go tra­ci kon­tro­lę nad swym świa­tem we­wnętrz­nym. Po­zna­je ta­jem­ni­ce ko­smo­su, a nie po­tra­fi od­na­leźć się we wła­snym wnę­trzu. Wie, jak ob­słu­gi­wać naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne urzą­dze­nia, a nie umie już kie­ro­wać wła­sną oso­bą. Tym­cza­sem je­że­li czło­wiek „tra­ci du­cha” – tra­ci wszyst­ko. I zbie­ra­my te­go owo­ce. Współ­cze­sne­mu czło­wie­ko­wi po­trzeb­na jest co­raz więk­sza ar­mia psy­cho­ana­li­ty­ków, psy­cho­te­ra­peu­tów oraz psy­chia­trów dla le­cze­nia i ra­to­wa­nia du­szy. Jak­że ak­tu­al­ne jest ostrze­że­nie Je­zu­sa Chry­stu­sa: „Cóż bo­wiem za ko­rzyść od­nie­sie czło­wiek, choć­by ca­ły świat zy­skał, a na swej du­szy szko­dę po­niósł?”.

Duch i ma­te­ria

Im bar­dziej uła­twia­my so­bie ży­cie dzię­ki róż­ne­go ro­dza­ju wy­na­laz­kom, tym bar­dziej po­trze­ba nam mą­dro­ści, aby zro­zu­mieć, że to tyl­ko środ­ki wio­dą­ce do ce­lu wyż­sze­go. Po­trze­ba też we­wnętrz­nej si­ły, aby się do nich nie przy­wią­zy­wać i mi­ło­ści, aby nie cho­wać ich tyl­ko dla sie­bie. Mi­chel Qu­oist pi­sze: „Al­bo czło­wiek przy­wią­zu­je się do Bo­ga, od­ry­wa­jąc się od ma­te­rii, al­bo przy­wią­zu­je się do ma­te­rii, a od­da­la od Bo­ga”. Współ­cze­sny świat jest dla czło­wie­ka sta­łą po­ku­są. Co­raz wię­cej pro­du­ku­je­my, by po­tem kon­su­mo­wać do­bra, któ­re nie na­sy­ca­ją. Wy­star­czy się­gnąć do rocz­ni­ka sta­ty­stycz­ne­go – kon­sump­cja w bo­ga­tych pań­stwach świa­ta znacz­nie prze­kra­cza za­po­trze­bo­wa­nie lud­no­ści tych kra­jów. To ona jest przy­czy­ną pro­ble­mu, któ­ry prze­ja­wia się za­gu­bie­niem war­to­ści in­te­lek­tu­al­nych, mo­ral­nych i du­cho­wych.

Kult pie­nią­dza

Je­ste­śmy ska­że­ni ka­pi­ta­li­stycz­nym prze­ko­na­niem o wyż­szo­ści pie­nią­dza nad war­to­ścia­mi. Po­wo­li to pie­niądz sta­je się wy­znacz­ni­kiem war­to­ści wszyst­kie­go. Prze­sad­ne trak­to­wa­nie pie­nię­dzy ja­ko ce­lu, a nie środ­ka, pro­wa­dzi do znisz­cze­nia ma­rzeń, któ­re na­gle przy­bie­ra­ją cał­kiem re­al­ną po­stać jak naj­więk­szej licz­by zer po je­dyn­ce na kon­cie w szwaj­car­skim ban­ku.

Nie ty­le rze­czy przy­wią­zu­ją się do cie­bie, ile ty sam przy­wią­zu­jesz się do nich. Im wię­cej bę­dziesz miał dro­bia­zgów w pu­deł­ku, ubrań w sza­fie, płyt na pół­ce, ko­ni w sa­mo­cho­dzie czy pie­nię­dzy w port­fe­lu – tym trud­niej bę­dzie ci stać się wol­nym, bo wię­cej bę­dziesz miał oka­zji, by być „przy­wią­za­nym”. Praw­dzi­wa wol­ność jest wte­dy, gdy je­steś „ode­rwa­ny”, gdy je­steś pa­nem sa­me­go sie­bie. Tyl­ko wów­czas mo­żesz praw­dzi­wie „być” i wy­bie­rać do­bro.

Sztu­ką jest pięk­nie mó­wić, pięk­nie pi­sać, ale naj­więk­szą sztu­ką jest pięk­nie żyć”. Te sło­wa Ja­nu­sza Kor­cza­ka ca­ły czas przy­po­mi­na­ją nam o tym, że ży­cie nie jest tyl­ko po to, by brać i wspi­nać się po dra­bi­nie fi­nan­so­wej.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

 

Dwa fałszywe sposoby myślenia o miłości

Pod wpły­wem pu­ry­ta­ni­zmu uwa­ża­no, że Bóg „uży­waˮ męż­czy­zny i ko­bie­ty oraz ich współ­ży­cia, aby za­pew­nić ga­tun­ko­wi ho­mo sa­piens eg­zy­sten­cję. Uży­wa ich więc ja­ko środ­ków do ce­lu. Mał­żeń­stwo uwa­ża się za do­bre tyl­ko wte­dy, gdy słu­ży pro­kre­acji, a przy­jem­ność jest złem ko­niecz­nym, któ­re trze­ba to­le­ro­wać. Ta­kie po­glą­dy na­wią­zu­ją do ma­ni­che­izmu – to co cie­le­sne, jest złe. Ten ry­go­ry­stycz­ny spo­sób my­śle­nia o mi­ło­ści mał­żeń­skiej moż­na spo­tkać i w dzi­siej­szych cza­sach. Błę­dem jest ro­zu­mie­nie sto­sun­ku Bo­ga do osób ludz­kich ja­ko do uży­tecz­nych przed­mio­tów. Przy­po­mi­nam nor­mę per­so­na­li­stycz­ną Ka­ro­la Woj­ty­ły: oso­ba jest ta­kim do­brem, ma ta­ką god­ność, że ni­gdy nie mo­że słu­żyć ja­ko śro­dek do ce­lu. Stwór­ca dał męż­czyź­nie i ko­bie­cie ro­zum­ną na­tu­rę i zdol­ność świa­do­me­go, sa­mo­dziel­ne­go wy­bie­ra­nia ce­lu, ja­kim jest pro­kre­acja. Tam zaś, gdzie dwie oso­by mo­gą wspól­nie wy­brać pew­ne do­bro ja­ko cel, tam ist­nie­je moż­li­wość mi­ło­ści. Bóg da­je im moż­li­wość szcze­gól­nej re­ali­za­cji ich mi­ło­ści, a już od nich za­le­ży, czy współ­ży­cie po­sta­wią na po­zio­mie wła­ści­wym oso­bom czy też po­ni­żej te­go po­zio­mu. Ka­rol Woj­ty­ła pi­sał: „Ist­nie­je zgod­na z na­tu­rą po­pę­du sek­su­al­ne­go i za­ra­zem do­sto­so­wa­na do po­zio­mu osób ra­dość, któ­ra w ca­łej roz­le­głej dzie­dzi­nie mi­ło­ści mię­dzy ko­bie­tą i męż­czy­zną wy­pły­wa ze wspól­ne­go dzia­ła­nia, z wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia i har­mo­nij­nej re­ali­za­cji wspól­nie wy­bra­nych ce­lów. Nie mo­że być trak­to­wa­na od­ręb­nie w ode­rwa­niu od oso­by, ja­ko sa­mo­dziel­ny cel dzia­ła­nia, bo wte­dy trak­tu­je­my dru­gie­go czło­wie­ka ja­ko śro­dek do ce­lu”.

foto_01-03_02-2014

Dru­gi fał­szy­wy kie­ru­nek my­śle­nia o czło­wie­ku, któ­ry miał ogrom­ny wpływ na dzi­siej­sze po­glą­dy, za­po­cząt­ko­wał Zyg­munt Freud, przed­sta­wi­ciel pan­sek­su­ali­zmu. Wszel­kie prze­ja­wy ży­cia ludz­kie­go tłu­ma­czył on ja­ko prze­ja­wy po­pę­du sek­su­al­ne­go. Zro­dze­nie po­tom­stwa – obiek­tyw­ny cel po­pę­du – uwa­żał za nie­istot­ne. Prze­kre­ślił wnę­trze oso­by, po­nie­waż uwa­żał, że czło­wiek jest tyl­ko ze­wnętrz­nie uwraż­li­wio­ny na bodź­ce zmy­sło­we. Psy­chi­ka ludz­ka we­dług nie­go jest wła­ści­wie na po­zio­mie psy­chi­ki zwie­rzę­cej i po­dob­nie jak u zwie­rzę­cia sto­su­nek do obiek­tyw­nych ce­lów roz­wią­zu­je się na dro­dze in­stynk­tow­nej. Po­pęd sek­su­al­ny jest po­pę­dem do roz­ko­szy. Mal­tu­zja­nizm i neo­mal­tu­zja­nizm wy­ko­rzy­stał ta­ką in­ter­pre­ta­cję po­pę­du i wy­cią­gnął z te­go strasz­ne wnio­ski: trze­ba ogra­ni­czyć wszel­ki­mi spo­so­ba­mi roz­mna­ża­nie się lu­dzi, a za­cho­wać su­biek­tyw­ną ce­lo­wość po­pę­du sek­su­al­ne­go. Zwo­len­ni­cy ta­kich po­glą­dów ca­łą spra­wę wi­dzą tyl­ko w ka­te­go­riach tech­nicz­nych. Ety­ka ka­to­lic­ka, zgod­nie z per­so­na­li­stycz­ny­mi za­ło­że­nia­mi, nie zga­dza się z ta­kim po­glą­dem. Zde­cy­do­wa­nie twier­dzi, że nie wol­no kie­ro­wać się „ra­chun­kiem przy­jem­no­ści” tam, gdzie w grę wcho­dzi sto­su­nek oso­by do oso­by. Oso­ba ni­gdy nie mo­że być przed­mio­tem uży­cia! Po­pęd sek­su­al­ny ma z na­tu­ry cha­rak­ter al­te­ro­cen­trycz­ny, a nie ego­cen­trycz­ny. Je­śli czło­wiek – „udu­cho­wio­ne cia­ło” – w swo­im po­stę­po­wa­niu po­mie­sza te kie­run­ki, nie mo­że się pra­wi­dło­wo roz­wi­jać.

 

Elż­bie­ta Ma­rek

 

Tylko Chrystus może zaspokoić serce człowieka

Tyl­ko Chry­stus mo­że za­spo­ko­ić ser­ce czło­wie­ka. Tyl­ko On da­je si­łę i ra­dość ży­cia, bez wzglę­du na ja­kie­kol­wiek ze­wnętrz­ne ogra­ni­cze­nia i prze­szko­dy. XII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1997 r.

Nie wy­star­czy raz od­kryć Chry­stu­sa. Każ­de bo­wiem od­kry­cie Go sta­je się za­chę­tą do te­go, by jesz­cze bar­dziej Go szu­kać i co­raz le­piej po­zna­wać przez sa­kra­men­ty, mo­dli­twę, roz­wa­ża­nie Je­go sło­wa, ka­te­che­zę i wsłu­chi­wa­nie się w na­ukę Ko­ścio­ła. Wa­ty­kan, 1989 r.

Mło­dzi, nie lę­kaj­cie się świę­to­ści. Wzbij­cie się na wy­so­kie szczy­ty, bądź­cie po­śród tych, któ­rzy pra­gną osią­gnąć ce­le god­ne sy­nów Bo­żych. Uwiel­biaj­cie Bo­ga wa­szym ży­ciem! V Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1990 r.

Bóg jest Mi­ło­ścią, każ­da oso­ba jest ko­cha­na przez Bo­ga, któ­ry cze­ka, by zo­stać przy­ję­ty i umi­ło­wa­ny przez każ­de­go czło­wie­ka. Czło­wiek jest ko­cha­ny przez Bo­ga! Oto pro­ste, a jak­że przej­mu­ją­ce Orę­dzie, któ­re Ko­ściół jest wi­nien czło­wie­ko­wi. Orę­dzie z oka­zji IV ŚDM, 1989 r.

Dro­ga Mło­dzie­ży, przyj­mij­cie mi­łość, ja­ką Bóg pierw­szy was ob­da­rza. Trzy­maj­cie się tej nie­za­wod­nej praw­dy: „Je­go mi­łość nie od­stą­pi od was i nie za­chwie­je się Je­go przy­mie­rze po­ko­ju z wa­mi” (por. Iz 49, 16). Orę­dzie z oka­zji XIV ŚDM, 1999 r.

Nie­ste­ty czło­wiek współ­cze­sny, im bar­dziej za­tra­ca świa­do­mość grze­chu, tym mniej po­szu­ku­je Bo­że­go prze­ba­cze­nia: to wła­śnie jest źró­dłem wie­lu pro­ble­mów i trud­no­ści na­szych cza­sów. Za­chę­cam was, by­ście na no­wo od­kry­li pięk­no i bo­gac­two ła­ski sa­kra­men­tu po­jed­na­nia. Orę­dzie z oka­zji XIV ŚDM, 1999 r.

Niech świa­tło Chry­stu­sa oświe­tla wa­sze ży­cia. Nie cze­kaj­cie, aż sta­nie­cie się star­si, by wte­dy wy­ru­szyć ścież­ką świę­to­ści. Świę­tość jest za­wsze mło­da, tak jak wiecz­na jest mło­dość Bo­ga. Prze­każ­cie wszyst­kim pięk­no kon­tak­tu z Bo­giem, któ­ry na­da­je sens wa­sze­mu ży­ciu. Do­wn­sview, 2002 r.

 

Ochrzczone dziecko jest cudem wiary

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Ewan­ge­lia pod­kre­śla, że gdy Je­zus zo­stał ochrzczo­ny przez Ja­na w Jor­da­nie „otwo­rzy­ły Mu się nie­bio­sa” (Mt 3, 16). Jest to wy­peł­nie­nie pro­roctw. Jest bo­wiem pew­ne we­zwa­nie, któ­re li­tur­gia ka­że nam po­wta­rzać w okre­sie Ad­wen­tu: „Obyś roz­darł nie­bio­sa i zstą­pił” (Iz 63, 19). Je­śli nie­bio­sa po­zo­sta­ją za­mknię­te, to per­spek­ty­wa w tym ży­ciu do­cze­snym jest ciem­na, bez na­dziei. (…) Uka­za­nie się Sy­na Bo­że­go na zie­mi ozna­cza po­czą­tek wiel­kie­go cza­su mi­ło­sier­dzia, po tym jak grzech za­mknął nie­bio­sa, wzno­sząc jak­by prze­szko­dę mię­dzy czło­wie­kiem a je­go Stwór­cą. (…)

Gdy Je­zus otrzy­mał chrzest po­ku­ty z rąk św. Ja­na Chrzci­cie­la, so­li­da­ry­zu­jąc się z po­ku­tu­ją­cym lu­dem – On bez grze­chu i nie po­trze­bu­ją­cy na­wró­ce­nia – Bóg Oj­ciec spra­wił, że usły­sza­no je­go głos z nie­ba: „Ten jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w któ­rym mam upodo­ba­nie” (w. 17). Je­zus otrzy­mu­je apro­ba­tę Oj­ca Nie­bie­skie­go, któ­ry po­słał Go wła­śnie po to, aby zgo­dził się dzie­lić na­szą ludz­ką kon­dy­cję, na­sze ubó­stwo. Dzie­le­nie się jest praw­dzi­wym mi­ło­wa­niem. Je­zus nie od­dzie­la się od nas, uwa­ża nas za bra­ci i dzie­li się z na­mi. W ten spo­sób czy­ni nas wraz z Nim dzieć­mi Bo­ga Oj­ca. To jest ob­ja­wie­nie i źró­dło praw­dzi­wej mi­ło­ści.

Czy nie wy­da­je się wam, że w na­szych cza­sach po­trze­ba wię­cej bra­ter­skie­go dzie­le­nia się i mi­ło­ści? Czy nie wy­da­je się wam, że wszy­scy po­trze­bu­je­my wię­cej mi­ło­sier­dzia? Nie ta­kie­go, któ­re za­do­wa­la się do­ryw­czą po­mo­cą, któ­ra nie an­ga­żu­je, nie wy­sta­wia na ry­zy­ko, ale ta­kie­go mi­ło­sier­dzia, któ­re współ­uczest­ni­czy, któ­re obar­cza się nie­do­god­no­ścia­mi i cier­pie­niem bra­ta. Ja­kie­goż sma­ku na­bie­ra ży­cie, kie­dy po­zwa­la­my się ogar­nąć mi­ło­ścią Bo­ga!

Pro­śmy Naj­święt­szą Ma­ry­ję Pan­nę, aby swo­im wsta­wien­nic­twem pod­trzy­my­wa­ła nas w na­szym za­an­ga­żo­wa­niu na­śla­do­wa­nia Chry­stu­sa na dro­dze wia­ry i mi­ło­sier­dzia, na dro­dze wy­ty­czo­nej na­szym chrztem.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan 12.01.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Cie­ka­we, ilu spo­śród czy­tel­ni­ków „Dro­giˮ pa­mię­ta pio­sen­kę bra­ci Gol­ców „Pie­nią­dze to nie wszyst­ko”? Sło­wa pio­sen­ki pro­wa­dzą pro­stą ścież­ką do po­chwa­ły, ja­ką bra­cia skła­da­ją wza­jem­nej przy­jaź­ni (przy­po­mnę, że w ostat­nim „wej­ściu” re­fren jest nie­co zmie­nio­ny i brzmi: „Pie­nią­dze jed­nak to nie wszystko,/ Choć na nich twar­do stoi świat./ Li­czy się ktoś, kto jest wciąż blisko,/ Tak jak bliź­nia­czy bra­tˮ). Czy nie moż­na by po­ku­sić się o stwier­dze­nie, że przy­jaźń w ogó­le ma nie­po­rów­na­nie więk­szą war­tość od ma­jęt­no­ści, a tym bar­dziej przy­jaźń z Je­zu­sem Chry­stu­sem, Bo­giem w ludz­kim cie­le? Ale prze­cież sam Pan Je­zus po­wie­dział kie­dyś: „Po­zy­skuj­cie so­bie przy­ja­ciół nie­go­dzi­wą ma­mo­ną” (Łk 16, 9b). Sło­wo „ma­mo­na” zwy­kle jest od­bie­ra­ne ja­ko okre­śle­nie pie­nię­dzy zdo­by­tych nie­uczci­wie, ale w tej wy­po­wie­dzi nie­ko­niecz­nie o to cho­dzi. Mam w no­tat­kach za­pi­sa­ną cie­ka­wą re­flek­sję księ­dza Ja­na Słom­ki: „Nad pie­nią­dzem trze­ba pa­no­wać, bo ina­czej pie­niądz za­pa­nu­je nad czło­wie­kiem. Tu nie ma kom­pro­mi­su, nie moż­na uznać, że wal­kę wy­gra­ło się raz na za­wsze. Nie jest tak­że istot­na ilość po­sia­da­nych pie­nię­dzy. Jak mó­wi po­pu­lar­ne stwier­dze­nie, »każ­de­mu na coś bra­ku­je«. Choć ni­by pie­niądz jest tyl­ko umow­nym środ­kiem płat­ni­czym, wy­god­nym na­rzę­dziem umoż­li­wia­ją­cym wy­mia­nę to­wa­rów, ma w so­bie tak­że ja­kąś si­łę po­ku­sy”.

W tym nu­me­rze „Dro­giˮ po­zna­cie, co na­si au­to­rzy ma­ją do po­wie­dze­nia na te­mat pie­nię­dzy. Wie­le spraw mu­si­cie so­bie sa­mi do­po­wie­dzieć, po­ukła­dać w ży­ciu, pod­jąć wie­le de­cy­zji, ale ma­my na­dzie­ję, że sło­wa przez nas za­pi­sa­ne po­mo­gą Wam w szer­szym, mą­drzej­szym spoj­rze­niu na te­mat. A mą­drość to prze­cież umie­jęt­ność zbli­ża­nia się do wła­sne­go zba­wie­nia: osta­tecz­nie ma­my od­po­wia­dać so­bie na py­ta­nie, jak ko­niecz­ną prze­cież tro­skę o co­dzien­ny byt po­łą­czyć ze zbli­ża­niem się do ce­lu na­sze­go ży­cia. Jak sa­me­mu być wol­nym od rze­czy, któ­re się po­sia­da, jak uczci­wie mno­żyć wła­sną ma­jęt­ność, jak po­ma­gać in­nym, ja­kie pro­por­cjo­nal­nie kwo­ty pie­nię­dzy, ja­ki­mi dys­po­nu­je­my, prze­zna­czyć na wy­po­czy­nek i tro­skę o zdro­wie, jak i z kim się dzie­lić, ko­mu po­móc, a ko­mu ku­pić pre­zent.

Chciał­bym też zwró­cić Wa­szą uwa­gę na świę­te­go, któ­ry za­pre­zen­to­wa­ny jest w na­szej „Au­re­oli” – bar­dzo cie­ka­wa jest cy­to­wa­na tu­taj je­go mo­dli­twa, ale war­to też pa­mię­tać, że ten sam świę­ty na­pi­sał wspa­nia­łe hym­ny – „Zbli­żam się w po­ko­rze” i „Sław ję­zy­ku ta­jem­ni­cę”.

Ży­czę mi­łej lek­tu­ry i wzra­sta­ją­cej mą­dro­ści, nie tyl­ko w za­kre­sie sto­sun­ku do pie­nię­dzy.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Czystość jest sexy?

Tak! Czy­stość przed­mał­żeń­ska to pod­sta­wa szczę­śli­we­go mał­żeń­stwa i naj­lep­sze przy­go­to­wa­nie do uda­ne­go ży­cia sek­su­al­ne­go w przy­szło­ści.

Na­ucza­nie Ko­ścio­ła na te­mat czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej wy­wo­dzi się z VI przy­ka­za­nia, Pra­wa Moj­że­szo­we­go i wska­zań Je­zu­sa. Być mo­że spo­ty­ka­cie oso­by, któ­re uwa­ża­ją, że stra­ci­ło ono ak­tu­al­ność. Być mo­że sa­mi ma­cie wąt­pli­wo­ści? Być mo­że wśród wa­szych ró­wie­śni­ków są oso­by, któ­re roz­po­czę­ły już współ­ży­cie, a przy­naj­mniej tak mó­wią. Nie daj­my się zwa­rio­wać! To, co jest na­praw­dę se­xy, to czy­sta re­la­cja. Z kil­ku po­wo­dów.

foto_01-03_01-2014

Wspól­ne ży­cie, nie uży­cie

To ja­sne, że two­ja sym­pa­tia bu­dzi w to­bie ta­kie uczu­cia, jak nikt in­ny (mo­ty­le w brzu­chu, po pro­stu che­mia). Gdy jed­nak te do­zna­nia sta­ją się wa­szym głów­nym ce­lem, nie­zau­wa­żal­nie zmie­nia się wa­sze spoj­rze­nie. Jest ry­zy­ko, że stra­ci­cie z oczu oso­bę. Zo­sta­nie wam przed­miot po­żą­da­nia i po­ku­sa uży­cia go. Czy­sta re­la­cja eli­mi­nu­je to ry­zy­ko. „Je­stem z to­bą, bo li­czysz się dla mnie wła­śnie ty. I po­nie­waż cię ko­cham, chcę z to­bą żyć, a nie tyl­ko cię uży­ćˮ. Na współ­ży­cie przyj­dzie czas, gdy za sło­wa­mi pój­dzie też peł­ne za­an­ga­żo­wa­nie – w sa­kra­men­cie mał­żeń­stwa. To nie jest ma­ło istot­ny szcze­gół, czy ktoś jest pod­mio­tem re­la­cji czy przed­mio­tem po­żą­da­nia. Ta róż­ni­ca ma wiel­ki wpływ na spo­sób trak­to­wa­nia dru­giej oso­by. Sza­cu­nek i god­ność – to jest se­xy.

Wie­le czu­ło­ści

Współ­ży­cie to tyl­ko jed­na z form wy­ra­że­nia mi­ło­ści po­przez cia­ło. Jest ca­ła ga­ma ge­stów, któ­re spra­wia­ją, że lu­dzie czu­ją się ko­cha­ni. Są zwy­kłe jak do­tyk dło­ni i przy­tu­le­nie, po­zba­wio­ne pod­tek­stów, a wy­ra­ża­ją mi­łość, ak­cep­ta­cję, tro­skę. Gdy zbyt szyb­ko za­czy­na się współ­ży­cie, ko­lej­ność po­zna­wa­nia się w sfe­rze fi­zycz­nej jest za­bu­rzo­na. Pro­ste ge­sty mo­gą po­zo­stać nie­od­kry­te. Cho­dze­nie ze so­bą i na­rze­czeń­stwo to czas od­kry­wa­nia i ucze­nia się zwy­kłej czu­ło­ści i do­bro­ci wy­ra­ża­nej przez cia­ło. Na­uka pro­cen­tu­je w ży­ciu mał­żeń­skim. Oka­zy­wa­na w ten spo­sób mi­łość da­je po­czu­cie bli­sko­ści, co prze­kła­da się i na szczę­śli­wy seks, i na bar­dziej owoc­ny czas wstrze­mięź­li­wo­ści (bo i ta­ki czas jest w mał­żeń­stwie). Co­dzien­na daw­ka czu­ło­ści – to jest se­xy.

Po­my­sło­we rand­ki

Gdy my­śli chło­pa­ka i dziew­czy­ny nie krą­żą tyl­ko wo­kół te­go, „jak i gdzie to zro­bić”, nic nie stoi na prze­szko­dzie, by re­ali­zo­wa­li naj­bar­dziej zwa­rio­wa­ne po­my­sły na rand­ki. Rand­ki ro­we­ro­we – ro­we­rem przez mia­sto. Rand­ka na szczy­cie gó­ry. Pik­nik nad rze­ką. Wy­ciecz­ki, zwie­dza­nie. Wspól­ny kurs tań­ca. Ki­no, te­atr, kon­cer­ty. Wspól­ne go­to­wa­nie. Czas z przy­ja­ciół­mi – ra­zem. Po­ka­zy­wa­nie sym­pa­tii swo­je­go hob­by. Po­my­słów jest mnó­stwo, na pew­no ma­cie wie­le wła­snych. Oprócz te­go, że wspa­nia­le spę­dzi­cie czas, po­zna­cie się jak ły­se ko­nie. Zwłasz­cza dla pa­nów po­zna­wa­nie się we wspól­nym dzia­ła­niu, a nie tyl­ko przez roz­mo­wy, mo­że być in­spi­ru­ją­ce. Po­za tym bę­dzie­cie mieć nie­sa­mo­wi­te wspo­mnie­nia, a w mał­żeń­stwie na­wyk rand­ko­wa­nia. Wspól­ne wyj­ścia, „świę­to­wa­nie” swo­je­go mał­żeń­stwa, są nie­zwy­kle waż­ne dla po­głę­bia­nia wię­zi mał­żon­ków, o czym ła­two za­po­mnieć. Ra­dość z by­cia ra­zem – to jest se­xy.

Naj­bar­dziej se­xy

Dla mnie oso­bi­ście bar­dzo se­xy jest i to: je­stem je­dy­ną part­ner­ką mo­je­go mę­ża, mój mąż jest mo­im je­dy­nym part­ne­rem. Po pro­stu – cze­ka­li­śmy na sie­bie. Oka­zu­je się, że wśród na­szych zna­jo­mych nie je­ste­śmy wy­jąt­ka­mi. I są to dziś bar­dzo szczę­śli­we mał­żeń­stwa. Bu­do­wa­ne na wza­jem­nym sza­cun­ku, wier­no­ści i za­ufa­niu, i z wiel­ką pa­sją. Nie­któ­rzy z po­nad dwu­dzie­sto­let­nim sta­żem. A jak się na nich pa­trzy, to wi­dać, że i po wie­lu wspól­nych la­tach na­dal są dla sie­bie se­xy.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Dobra nowina dla studentów

Pa­pie­ro­we dzie­ło Bo­że” – tak o swo­jej ewan­ge­li­za­cyj­nej ini­cja­ty­wie mó­wią stu­den­ci – dzien­ni­ka­rze-ama­to­rzy.

Pierw­szy nu­mer je­dy­ne­go w Pol­sce ka­to­lic­kie­go mie­sięcz­ni­ka dla stu­den­tów uka­zał się w stycz­niu 2011 r. Od te­go cza­su mło­dzi re­dak­to­rzy wy­da­li 28 nu­me­rów w łącz­nym na­kła­dzie bli­sko 190 tys. eg­zem­pla­rzy. „Try­by” mo­gą prze­czy­tać stu­den­ci w trzech mia­stach aka­de­mic­kich. Bo choć po­wsta­ły w Kra­ko­wie, oka­za­ło się, że są do­brym to­wa­rem eks­por­to­wym tak­że w War­sza­wie i Po­zna­niu.

O tym, że dzie­ło to two­rzą lu­dzie z pa­sją i po­czu­ciem mi­sji świad­czy choć­by to, że w dzien­ni­kar­skim gro­nie nie ma pra­wie żad­ne­go… dy­plo­mo­wa­ne­go dzien­ni­ka­rza. Do re­dak­cji na­le­żą m.in. eko­no­mi­sta, eko­log, pla­styk, in­ży­nier po me­cha­ni­ce i bu­do­wie ma­szyn, stu­dent­ki za­rzą­dza­nia i bi­blio­te­ko­znaw­stwa oraz teo­log. Nie prze­szka­dza to jed­nak w wy­da­wa­niu in­te­re­su­ją­ce­go pi­sma na wy­so­kim po­zio­mie, w któ­rym pu­bli­ku­ją wy­wia­dy z cie­ka­wy­mi ludź­mi (np. Na­ta­lia Nie­men, Pa­weł Ku­kiz, o. Le­on Kna­bit), tłu­ma­czą praw­dy wia­ry, przed­sta­wia­ją por­tre­ty świę­tych, przy­po­mi­na­ją hi­sto­rię Pol­ski i pre­zen­tu­ją war­to­ścio­we or­ga­ni­za­cje mło­dzie­żo­we.

foto_01-02_01-2014

Po dru­gie, nie dość, że w „Try­bach” nie da się za­ro­bić – wszy­scy są wo­lon­ta­riu­sza­mi – to oprócz te­go re­dak­cja sa­mo­dziel­nie po­zy­sku­je środ­ki na druk każ­de­go eg­zem­pla­rza. Or­ga­ni­zu­je np. zbiór­ki w pa­ra­fiach po nie­dziel­nych Mszach św., za­chę­ca do wspie­ra­nia te­go dzie­ła swo­je ro­dzi­ny i zna­jo­mych.

Po trze­cie, pa­sję mło­dych dzien­ni­ka­rzy wi­dać tak­że w tym, że oprócz wy­da­wa­nia pi­sma ini­cju­ją wy­da­rze­nia to­wa­rzy­szą­ce – od kil­ku­dnio­we­go fe­sti­wa­lu fil­mo­we­go po de­ba­ty stu­denc­kie i kon­fe­ren­cje z udzia­łem cie­ka­wych po­sta­ci.

Wszyst­ko po go­dzi­nach, mię­dzy jed­nym a dru­gim eg­za­mi­nem. Że­by do­bra no­wi­na do­tar­ła do jak naj­więk­szej rze­szy stu­den­tów.

foto_02-02_01-2014

Pa­tro­nem re­dak­cji jest bł. Ja­kub Al­be­rio­ne, za­ło­ży­ciel Ro­dzi­ny Świę­te­go Paw­ła i pa­tron dzien­ni­ka­rzy. Mło­dzi wzię­li so­bie do ser­ca je­go sło­wa: „Tak jak kie­dyś w klasz­to­rach roz­da­wa­ny był chleb, tak dzi­siaj na­le­ży dzie­lić się praw­dą o Bo­gu i o wiecz­nym prze­zna­cze­niu czło­wie­ka. Nie mo­że­my dać świa­tu więk­sze­go bo­gac­twa, jak tyl­ko Je­zu­sa Mi­strza Dro­gę, Praw­dę i Ży­cie. Mi­kro­fon, ekran, ma­szy­na dru­kar­ska są na­szą am­bo­ną. Dru­kar­nia, księ­gar­nia, stu­dio na­grań, po­kój re­dak­cyj­ny są na­szym ko­ścio­łem, w któ­rym prze­po­wia­da­my Ewan­ge­lię”.

Ka­ro­li­na Plu­ta:

Cho­ciaż na co dzień nie je­stem dzien­ni­kar­ką, to wła­śnie tu­taj mo­gę prak­ty­ko­wać pi­sa­nie tek­stów oraz in­spi­ro­wać się warsz­ta­tem po­zo­sta­łych człon­ków re­dak­cji. Pro­wa­dzę ru­bry­ki na­uko­wo-tech­nicz­ne, w któ­rych opo­wia­dam czy­tel­ni­kom, co cie­ka­we­go wy­da­rzy­ło się w na­uce al­bo pod­po­wia­dam prak­tycz­ne tri­ki uspraw­nia­ją­ce pra­ce z pa­kie­tem Mi­cro­soft Of­fi­ce.

Iwo­na i Do­mi­nik Si­do­ro­wie:

Try­by” to na­sza wspól­na, mał­żeń­ska przy­go­da. Za­wo­do­wa re­ali­za­cja żo­ny i kol­por­ter­skie za­da­nie mę­ża. To od­kry­wa­nie ta­jem­nic Kra­ko­wa, sed­na mał­żeń­skiej mi­ło­ści i po­sze­rza­nie stu­denc­kich ho­ry­zon­tów o te­ma­ty, któ­re po­zna­je­my dzię­ki ca­łej re­dak­cji i na­szym czy­tel­ni­kom. To czas za­re­zer­wo­wa­ny dla ab­so­lut­nie war­to­ścio­wej spra­wy i na pew­no nie zmar­no­wa­ny.

Be­ata Po­cho­pień:

Try­by” inspi­ru­ją i za­chę­ca­ją do po­szu­ki­wa­nia od­po­wie­dzi na wciąż ro­dzą­ce się py­ta­nia. Po­zwa­la­ją mi roz­wi­jać się na po­lu dzien­ni­kar­skim, któ­re jest mo­ją pa­sją. A w chwi­lach re­zy­gna­cji i znie­chę­ce­nia at­mos­fe­ra, ja­ką two­rzy re­dak­cja, do­da­je ener­gii ży­cio­wej.

Try­by” moż­na po­czy­tać tak­że w in­ter­ne­cie. Znajdź pi­smo na www.issuu.com i po­lub pro­fil na Fa­ce­bo­oku: www.facebook.com/MiesiecznikTryby

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Misyjni raperzy

Skąd wzię­li się re­pre­zen­tan­ci chrze­ści­jań­skie­go ra­pu – Bę­siu, Ar­ka­dio, French­man i in­ni? To Bóg pod­niósł ich z dna, dał im wia­rę i wy­słał na mi­sję!

Syn Gro­mu

Bę­siu uro­dził się w Je­le­niej Gó­rze. Miał 13 lat, kie­dy star­si ko­le­dzy na­uczy­li go, że używ­ki i im­pre­zy są naj­waż­niej­sze. Z pa­pie­ro­sów prze­rzu­cił się na ma­ri­hu­anę, a na­stęp­nie na jesz­cze groź­niej­sze nar­ko­ty­ki. Uza­leż­nie­nie i dłu­gi, w ja­kie po­padł, ode­bra­ły mu ra­dość ży­cia. W ser­cu czuł pust­kę.

Ma­ma Bę­sia, po na­wró­ce­niu się w Me­dju­go­rie, mo­ty­wo­wa­ła ca­łą ro­dzi­nę do zmia­ny. Na­mó­wi­ła go, by też tam po­je­chał – na Fe­sti­wal Mło­dych. Na miej­scu zdu­mia­ło go za­cho­wa­nie tłu­mu: ty­sią­ce lu­dzi z ca­łe­go świa­ta mo­dli się na ró­żań­cu i we­so­ło tań­czy. Uklęk­nął i po­wie­dział Bo­gu, że też chce Go spo­tkać. Zde­cy­do­wał się wy­spo­wia­dać – wbrew je­go oba­wom, ka­płan nie uciekł, ale po­świę­cił mu du­żo cza­su. Z chwi­lą roz­grze­sze­nia Bę­siu po­czuł praw­dzi­wą ra­dość.

foto_01-01_01-2014

Po po­wro­cie po­wie­dział ko­le­gom, że nie mo­że z ni­mi ćpać, bo... idzie do ko­ścio­ła. Roz­po­czę­ły się dwa la­ta oczysz­cze­nia. Za­an­ga­żo­wał się w Ruch Od­no­wy w Du­chu Świę­tym. Czuł, że jest coś win­ny oso­bom, któ­re wcią­gnął w nar­ko­ty­ki. Po­sta­no­wił dzie­lić się od­tąd czymś po­zy­tyw­nym – swo­ją wia­rą. Za­czął ra­po­wać.

Dwa la­ta po na­wró­ce­niu wy­dał al­bum „Ostat­nie sło­wo na­le­ży do Bo­ga”. Na­stęp­ny, „Pa­ru­zja”, zo­stał na­gra­ny z kil­ku­na­sto­ma go­ść­mi m.in. ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Ka­na­dy i Ja­maj­ki. Ko­lej­ne ty­tu­ły płyt też du­żo mó­wią: „Syn Gro­mu” i „An­ti­do­tum”. W pio­sen­ce Po­iso­na – ra­pe­ra ze Sta­lo­wej Wo­li – Bę­siu skan­du­je Bóg, ży­wy Bóg!, jak­by chciał obu­dzić świat. W jed­nym ze swo­ich te­le­dy­sków krzy­czy w nie­bo: Po­zwól być mi ta­kim, jak Ty! oraz: Chcę za­po­mnieć o so­bie, by in­nym nieść ziar­no.

Ar­ka­dio

Po­cho­dzą­cy z No­we­go Są­cza ra­per Ar­ka­dio już w wie­ku 12 lat in­te­re­so­wał się hip-ho­pem i na­gry­wał utwo­ry. Ma­rzył o wy­stę­pie ze zna­ny­mi ra­pe­ra­mi. Jed­nak naj­waż­niej­sze sta­ły się dla nie­go al­ko­hol i nar­ko­ty­ki. Za­czął ni­mi han­dlo­wać. Szyb­ko po­padł w dłu­gi. Po­czuł, że jest w punk­cie bez wyj­ścia.

foto_02-01_01-2014

Wal­czy­li o nie­go ro­dzi­ce i star­szy brat, któ­ry wy­cią­gnął go na mo­dli­twę i Mszę Świę­tą. Za­chę­cił do spo­wie­dzi, któ­ra sta­ła się prze­ło­mem. Ka­płan po­trak­to­wał go po­waż­nie – ka­zał mu po­świę­cić dwa wie­czo­ry na spi­sa­nie grze­chów. Po otrzy­ma­niu sa­kra­men­tu, za­miast ko­lej­ne­go jo­in­ta, Ar­ka­dio spa­lił kart­kę z grze­cha­mi.

Po­sta­no­wił na­gry­wać rap, by in­spi­ro­wać in­nych. Owo­cem są czte­ry al­bu­my: „Zdol­ny do wszyst­kie­go”, „Nikt ni­gdy”, „Naj­lep­sze przed na­mi” i „Rób to, co ko­chasz”. Roz­po­czął stu­dia: naj­pierw dzien­ni­kar­stwo i ko­mu­ni­ka­cję spo­łecz­ną, a obec­nie ety­kę i co­aching.

Krwa­we łzy

French­man, syn Po­lki i Fran­cu­za, uro­dził się i wy­cho­wy­wał w Ga­bo­nie. Po prze­pro­wadz­ce do Pol­ski stra­cił za­an­ga­żo­wa­nie w spra­wy re­li­gij­ne. W po­rów­na­niu z ra­do­ścią Afry­kań­czy­ków tu­tej­szy ka­to­li­cy wy­da­li mu się smut­ni i nud­ni. Zwią­zał się ze sce­ną hip-ho­po­wą. Za­ży­wał nar­ko­ty­ki i żył w związ­ku nie­sa­kra­men­tal­nym.

Po jed­nym z kon­cer­tów po­de­szła do nie­go ob­ca ko­bie­ta, że­by za­dać mu za­ska­ku­ją­ce py­ta­nie: „Czy je­steś go­tów umrzeć za Je­zu­sa Chry­stu­sa?”. Mu­siał od­po­wie­dzieć, że nie. Za­po­wie­dzia­ła, że na­dej­dzie mo­ment, kie­dy bę­dzie mógł wy­brać po­mię­dzy do­tych­cza­so­wym ży­ciem, a pój­ściem w śla­dy Chry­stu­sa. Kli­ka mie­się­cy póź­niej miał sen, w któ­rym ka­za­nie gło­sił czar­no­skó­ry ksiądz, a nad ta­ber­na­ku­lum po­ja­wi­ła się Mat­ka Bo­ża... pła­czą­ca krwa­wy­mi łza­mi.

Nie wie­dział, że ro­dzi­ce od­ma­wia­ją no­wen­nę w je­go in­ten­cji. Ma­ma za­wia­do­mi­ła go, że do Pol­ski przy­by­wa słyn­ny cha­ry­zma­tyk, oj­ciec John Ba­sho­bo­ra. French­man roz­po­znał w nim ka­pła­na ze snu i po­je­chał na je­go re­ko­lek­cje. Ła­ski, ja­kich tam do­świad­cza­li znie­wo­le­ni przez grzech lu­dzie, wy­war­ły na nim nie­za­tar­te wra­że­nie.

Nie­przy­pad­ko­wo swo­ją ko­lej­ną pły­tę za­ty­tu­ło­wał „Świa­dec­two”, a sie­bie okre­ślił MC Mi­syj­nym (Ma­ster of Ce­re­mo­ny, czy­li mistrz ce­re­mo­nii). Do każ­de­go eg­zem­pla­rza al­bu­mu do­łą­czył me­da­lik św. Be­ne­dyk­ta. W ty­tu­ło­wej pio­sen­ce z prze­ko­na­niem śpie­wa:

Po­wró­ci­ła moc, któ­ra kie­dyś upa­dła na sa­mo dno.

Bóg dał mi żo­nę, Bóg dał mi dziec­ko,

Bóg dał mi po­znać swo­je kró­le­stwo.

Naj­lep­sze przed na­mi

Dwa la­ta te­mu Ar­ka­dio za­pro­sił French­ma­na do re­ali­za­cji utwo­ru pro­mu­ją­ce­go al­bum „Naj­lep­sze przed na­mi”. Pio­sen­ka „Ile zna­ków” to świa­dec­two ich wia­ry i ma­ni­fest, oba­la­ją­cy ste­reo­typ oso­by wie­rzą­cej. Mo­że to głos wo­ła­ją­cy na pu­sty­ni, ale tym bar­dziej po­trzeb­ny.

Wiem jak jest dzi­siaj ko­ja­rzo­ny chrze­ści­ja­nin:

chłop­czyk do bi­cia z li­ścia, że­by za­milkł.

Ar­ka­dio od­krył jed­nak, że opo­wie­dzieć się za Bo­giem ozna­cza być żoł­nie­rzem Chry­stu­sa.

Coś mi tu nie gra,

in­ną mam re­la­cję z Pa­nem!

Od­na­lazł przy­kła­dy in­nych na­wró­co­nych osób, któ­re nie pa­su­ją do ste­reo­ty­pu: sze­fa no­wo­jor­skie­go gan­gu Nicky’ego Cru­za, bok­se­ra Evan­de­ra Ho­ly­fiel­da, mu­zy­ka Bria­na We­lcha. Wnio­sek?

Trze­ba być ty­po­wym hard­ko­rem,

by w po­rę uwie­rzyć.

Choć nie­raz roz­k­min­ki spo­re,

to wie­le mło­dzie­ży

mó­wi: To mi nie le­ży,

chrze­ści­ja­nin to la­mus.

I nikt nie wie­rzy,

no bo w tym nie ma szpa­nu!

(„Ko­go ja­ra ta­ka wia­ra”)

Speł­ni­ło się pew­ne ma­rze­nie Ar­ka­dia: je­go al­bum po­le­ca bo­ha­ter jed­ne­go z utwo­rów, To­masz Ada­mek. To mu­zy­ka za­rów­no dla wie­rzą­cych, jak i nie­wie­rzą­cych. Każ­dy z nas po­trze­bu­je na­wró­ce­nia. Wia­ra wy­ma­ga pie­lę­gna­cji, a tak­że sta­łej go­to­wo­ści do wal­ki. Na­wet św. Piotr zwąt­pił, kie­dy na je­zio­rze ze­rwał się moc­niej­szy wiatr. Słu­cha­jąc utwo­rów, każ­dy mu­si za­dać so­bie py­ta­nie: Ile zna­ków jesz­cze po­trze­bu­jesz, by uwie­rzyć w cud?

Mi­sja trwa!

Wraz z Hi­Fi Ban­dą French­man na­grał sin­giel „Bę­dzie le­piej”, za­adre­so­wa­ny do naj­młod­szych słu­cha­czy ja­ko po­cie­cha w trud­nych chwi­lach. Do­chód z praw au­tor­skich zo­stał prze­zna­czo­ny na pro­gram Ca­ri­tas „Skrzy­dła”, by za­pew­nić wspar­cie fi­nan­so­we dla ok. 30 uczniów z bied­nych ro­dzin.

Ar­ka­dio pro­wa­dzi ak­cję spo­łecz­ną „Rób To Co Ko­chasz”, któ­rą wspar­li mu­zy­cy Ka­mil Bed­na­rek i Ce­Zik, do­rad­ca za­wo­do­wy Do­mi­ni­ka Sta­nie­wicz, a tak­że mistrz Pol­ski w ju­do Alek­san­der Be­ta. Pod tym sa­mym ty­tu­łem Ar­ka­dio wy­dał też pły­tę z udzia­łem wie­lu go­ści i książ­kę o tym, jak żyć pa­sją. Ca­ła ak­cja skie­ro­wa­na jest do mło­dych lu­dzi u pro­gu sa­mo­dziel­ne­go ży­cia, a więc od wie­ku gim­na­zjal­ne­go do stu­denc­kie­go. W pię­ciu kro­kach wska­zu­je, jak zre­ali­zo­wać swo­je ma­rze­nie.

Tak­że Bę­siu i je­go przy­ja­ciel Dj Yonas ja­ko RYM­ce­rze od kil­ku lat bio­rą udział w re­ko­lek­cjach po­łą­czo­nych z kon­cer­ta­mi w do­mach dziec­ka, po­praw­cza­kach i wię­zie­niach. Te­raz ru­szy­li z mi­sją do war­szaw­skich gim­na­zjów i li­ce­ów. W ra­mach pro­jek­tu „Nie Zmar­nuj Swo­je­go Ży­cia” dzie­lą się do­świad­cze­niem wal­ki o swo­ją przy­szłość.

Kap­tu­ry tych ra­pe­rów ko­ja­rzą się dziś prę­dzej ze szla­chet­nym za­ko­nem ry­cer­skim niż z „dziel­ni­co­wy­mi chło­pa­ka­mi”. Ale jesz­cze jed­no Ar­ka­dio, French­man i Bę­siu ma­ją wspól­ne: są dziś szczę­śli­wy­mi mę­ża­mi i oj­ca­mi. Sta­li się ży­wym do­wo­dem na to, że każ­da dro­ga pro­sta być mo­że („Ko­go ja­ra ta­ka wia­ra”).

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Młodość sama w sobie jest wielkim bogactwem każdego chłopca i każdej dziewczyny

Mło­dość to czas, w któ­rym czło­wiek od­czu­wa naj­więk­szą po­trze­bę ak­cep­ta­cji i wspar­cia, kie­dy naj­bar­dziej pra­gnie być wy­słu­cha­ny i ko­cha­ny. Bu­enos Aires, 1987 r.

Mło­dość sa­ma w so­bie jest wiel­kim bo­gac­twem każ­de­go chłop­ca i każ­dej dziew­czy­ny. Wa­ty­kan, 1988 r.

Od­kry­wa­nie Chry­stu­sa wciąż od no­wa i co­raz le­piej jest naj­wspa­nial­szą przy­go­dą na­sze­go ży­cia. IV Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1989 r.

Ko­ściół ma wie­le do po­wie­dze­nia mło­dym, mło­dzi zaś Ko­ścio­ło­wi. Ten dwu­stron­ny dia­log po­wi­nien prze­bie­gać w kli­ma­cie ser­decz­no­ści, otwar­cia się i od­wa­gi. VII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1992 r.

Nie lę­kaj­cie się za­pro­po­no­wać Chry­stu­sa te­mu, kto Go jesz­cze nie zna. Chry­stus jest naj­bar­dziej wy­czer­pu­ją­cą od­po­wie­dzą na wszyst­kie py­ta­nia do­ty­czą­ce czło­wie­ka i je­go lo­su. Bez Chry­stu­sa bo­wiem czło­wiek po­zo­sta­je nie­roz­wią­za­ną za­gad­ką. Wa­ty­kan, 1991 r.

Dro­dzy Przy­ja­cie­le, po­zwól­cie się po­rwać Chry­stu­so­wi, przyj­mij­cie Je­go we­zwa­ne i idź­cie za Nim. Idź­cie i gło­ście Do­brą No­wi­nę od­ku­pie­nia, czyń­cie to z ra­do­ścią i sta­waj­cie się gło­si­cie­la­mi na­dziei, wia­ry i mi­ło­ści. Wa­ty­kan, 1993 r.

Dro­dzy Mło­dzi, szu­kaj­cie w swo­ich gru­pach oka­zji do słu­cha­nia i po­zna­wa­nia sło­wa Bo­że­go, zwłasz­cza po­przez czy­ta­nie Pi­sma Świę­te­go: od­kry­je­cie ta­jem­ni­ce Ser­ca Bo­że­go, któ­re po­mo­gą wam ro­ze­znać i zmie­nić rze­czy­wi­stość. Ko­lo­nia, 2005 r.

Aby uj­rzeć Je­zu­sa, na­le­ży przede wszyst­kim po­zwo­lić, aby to On na nas pa­trzył! Wa­ty­kan, 2004 r.

Mło­dzie­ży, nie ule­gaj tej roz­po­wszech­nio­nej, fał­szy­wej mo­ral­no­ści. Nie za­głu­szaj swo­je­go su­mie­nia! „Su­mie­nie jest naj­taj­niej­szym ośrod­kiem i sank­tu­arium czło­wie­ka, gdzie prze­by­wa on sam z Bo­giem”. Cher­ry Cre­ek Sta­te Park, 1993 r.

Praw­da jest naj­głęb­szą po­trze­bą ludz­kie­go du­cha. Mu­si­cie pra­gnąć praw­dy o Bo­gu, o czło­wie­ku, o ży­ciu i o świe­cie. San­tia­go de Com­po­ste­la, 1989 r.

 

Bł. Jan Pa­weł II