Głęboko i wysoko

Jak mó­wić o Świę­tach, aby praw­dy teo­lo­gicz­ne zmie­nia­ły ży­cie zwy­kłych lu­dzi?

Aby cie­szyć się osią­gnię­ciem ce­lu, trze­ba wcze­śniej wie­dzieć, że do nie­go war­to dą­żyć, ko­niecz­ne jest przy­go­to­wa­nie tra­sy i pil­no­wa­nie dro­gi. Wy­pa­da też do­brze roz­ło­żyć si­ły, za­brać to, co po­trzeb­ne w dro­dze i kon­se­kwent­nie iść do przo­du.

To o wy­ciecz­ce? Nie, to wpro­wa­dze­nie do mą­dre­go prze­ży­cia Ad­wen­tu.

Prze­drzeć się przez śmie­ci

Spraw­dzi­łem w in­ter­ne­to­wych wy­szu­ki­war­kach, że wpi­su­jąc sło­wo „śmie­ci” od ra­zu je­stem prze­kie­ro­wy­wa­ny na „od­pa­dy”. Są mi pro­po­no­wa­ne stro­ny o eko­lo­gicz­nym se­gre­go­wa­niu od­pa­dów, włą­cza się w to rów­nież mi­ni­ster­stwo śro­do­wi­ska. Ale prze­cież wie­le zu­peł­nie no­wych rze­czy jest śmie­cia­mi! Do­sko­na­le wie­dział o tym pa­tron Ad­wen­tu, Świę­ty Jan Chrzci­ciel, wy­bie­ra­jąc styl ży­cia, któ­ry po­zwa­la na­zwać go pu­stel­ni­kiem. Ad­went ka­że nam zo­ba­czyć, co jest zu­peł­nie nie­po­trzeb­ne, co prze­sła­nia pięk­no, sens i cel ży­cia. Ce­lem Ad­wen­tu jest przy­go­to­wa­nie miej­sca dla Je­zu­sa. A On się nie brzy­dzi bru­dem mo­je­go ser­ca, tak jak nie brzy­dził się staj­nią w Be­tle­jem. Gdy Go za­pro­szę, gdy tro­chę od­gar­nę śmie­ci, to On we mnie za­miesz­ka. Ro­bi się we mnie ja­koś ja­śniej. Po­tem chęt­nie pa­trzy, jak ja da­lej ro­bię po­rząd­ki. To ta­kie pro­ste, a tak zmie­nia ży­cie. Jest szan­sa, że za­pra­gnę, aby tak zo­sta­ło na za­wsze.

foto_01-01_24-2014

Na chwi­lę trze­ba się za­trzy­mać i spo­koj­nie popatrzeć.Aby zo­ba­czyć nie tyl­ko to, co gło­śne, o czym pi­szą bru­kow­ce, co jest znisz­cze­niem al­bo ka­ta­kli­zmem. Uczę się wi­dzieć to, co jest głę­biej. Uczę się za­chwy­cić tym, co na­praw­dę pięk­ne, ale też w po­rę prze­ra­zić tym, co zmie­rza do śmier­ci.

Śmie­ci to wie­le sza­tań­skich po­my­słów na to, co od­da­la lu­dzi od sie­bie. A Ad­went to czas za­uwa­ża­nia te­go, cze­go nie po­win­no się wy­rzu­cać.

Po­znać i wy­ko­rzy­stać każ­dą po­moc

Po­mo­cą są przede wszyst­kim da­ry od Bo­ga i Ko­ścio­ła: ła­ski i zna­ki.

Ła­ski pły­ną z sa­kra­men­tów świę­tych. Zna­ki usta­no­wio­no po to, by pew­ne rze­czy ła­twiej za­uwa­żyć. War­to też po­słu­chać Bo­żych obiet­nic – tych frag­men­tów Pi­sma Świę­te­go, któ­re są przy­go­to­wa­ne na Ad­went.

Ro­ra­ty to do­sko­na­ły po­mysł na to, by uczyć się wy­cze­ki­wa­nia. Wcze­sne wsta­wa­nie to tyl­ko ze­wnętrz­ny znak, to pod­ję­cie wy­sił­ku, by coś dać z sie­bie, by nie prze­ga­pić. A uczest­ni­cząc we Mszy Świę­tej, słu­cham Bo­że­go sło­wa, któ­re wie­le wie­ków przed na­ro­dze­niem Sy­na Bo­że­go przy­go­to­wy­wa­ło ludz­kość na ten wła­śnie czas.

Słu­cha­my o „po­myśl­nej za­po­wie­dzi”, „po­ka­za­niu dro­gi grzesz­ni­kom”, o „po­zna­niu Bo­żych ście­żek”, o „trwo­dze bez­rad­nych”, za­ufa­niu tych, któ­rzy „strze­gą Je­go praw i przy­mie­rza”. Po­tem za­chę­ta do pod­nie­sie­nia gło­wy, bo On, Bóg ca­łe­go świa­ta nad­cho­dzi i chce wy­wyż­szyć na­szą god­ność. Po­tem słu­cha­my o obiet­ni­cy, któ­ra mó­wi, że wy­try­śnie źró­dło ży­cia, z któ­re­go każ­dy za­wsze bę­dzie mógł czer­pać. I chy­ba nie trze­ba wiel­kiej spo­strze­gaw­czo­ści, by za­uwa­żyć, że to nie tyl­ko za­po­wiedź na­ro­dzin, ale rów­nież za­po­wiedź usta­no­wie­nia Eu­cha­ry­stii, z któ­rej czer­pie­my si­łę i nad­przy­ro­dzo­ną mą­drość. W na­stęp­ne dni po­ja­wia­ją się ko­lej­ne Bo­że obiet­ni­ce, któ­rych speł­nie­nie jest tak bar­dzo po­trzeb­ne świa­tu, obiet­ni­ce, za któ­ry­mi świat tę­sk­ni, tyl­ko tak ma­ło je po­znał. Wie­lu lu­dzi uważ­nie czy­ta frag­men­ty Bi­blii przy­go­to­wa­ne na po­szcze­gól­ne dni Ad­wen­tu, na­wet je­śli jest ja­kiś po­wód, dla ja­kie­go nie mo­gę być na ro­ra­tach, to za­wsze mo­gę w swo­ją mo­dli­twę włą­czyć słu­cha­nie tych słów, któ­re od­czy­ty­wa­ne są pod­czas Mszy.

Ła­ska spo­wie­dzi ad­wen­to­wej czy ła­ska re­ko­lek­cji to da­ry Pa­na Bo­ga, dzię­ki któ­rym sta­ję się „ja­śniej­szyˮ, a przez to ła­twiej mi ko­chać i być ko­cha­nym.

A zna­ki? Choć­by opła­tek… Nie tyl­ko skła­nia do te­go, by za­sta­no­wić się, ilu lu­dzi pra­co­wa­ło na chleb. Ilu zbie­ra­ło ziar­na, ilu pra­co­wa­ło w mły­nie, ja­ką trze­ba za­cho­wać de­li­kat­ność przy wy­pie­ku opłat­ków. A to prze­cież tyl­ko sym­bol wy­sił­ku wszyst­kich pra­wych lu­dzi. Spe­cjal­nie wy­pie­ka się opłat­ki tak krót­ko, aby by­ły nie­ska­zi­tel­nie bia­łe. Aby­śmy mo­gli wziąć je tyl­ko bar­dzo czy­sty­mi rę­ka­mi i aby na­sze du­sze by­ły po­dob­ne. Biel to naj­pięk­niej­szy z ko­lo­rów, sam ma swój urok i każ­dy in­ny ko­lor wy­glą­da przy nim wy­raź­niej. Moż­na też dojść do wnio­sku, że po­dob­nie mo­że być z ży­cze­nia­mi, któ­re bę­dę skła­dać: ma­ją być na­ma­lo­wa­ne czy­sty­mi ko­lo­ra­mi na śnież­no­bia­łych in­ten­cjach. A prze­ła­mu­jąc opła­tek, dzie­lę się tym, co mam, głów­nie w ser­cu. Jed­nym sło­wem przed tym dniem po­wi­nie­nem być szcze­gól­nie bo­ga­ty, bo ina­czej po­dzie­lę się tyl­ko pust­ką. Opła­tek to przy­po­mnie­nie Chle­ba Nie­śmier­tel­no­ści, czy­li Eu­cha­ry­stii, któ­re­go zwy­kły czło­wiek nie po­wi­nien do­ty­kać.

Za­uwa­żyć mi­łość w ludz­kich ser­cach

Nikt nie jest sa­mot­ną wy­spą” – tak kie­dyś To­masz Mer­ton, mą­dry za­kon­nik za­ty­tu­ło­wał swo­ją książ­kę. Ota­cza­ją nas lu­dzie, któ­rzy ma­ją swo­je ta­jem­ni­ce, ale któ­rzy ma­ją pra­wo na nas li­czyć. Czas świąt, do któ­rych przy­go­to­wu­je Ad­went, wy­raź­nie skła­nia do za­uwa­że­nia czło­wie­ka. Na pierw­szym miej­scu czło­wie­ka, któ­ry ży­je obok. Ad­wen­to­we wy­ci­sze­nie, do któ­re­go za­chę­ca Ko­ściół, jest nie tyl­ko po to, by wsłu­chać się w głos anio­łów, ale rów­nież by mieć czas na po­słu­cha­nie czło­wie­ka. Sta­ty­sty­ki są prze­ra­ża­ją­ce: na­ukow­cy spo­koj­nie re­la­cjo­nu­ją wy­ni­ki swo­ich ba­dań, któ­re mó­wią, że prze­cięt­ny oj­ciec roz­ma­wia ze swo­im dziec­kiem 5 czy 7 mi­nut, że mał­żon­ko­wie nie w każ­dym ty­go­dniu „ma­ją czas” sie­bie po­słu­chać. A prze­cież – jak kie­dyś po­wie­dział pod­czas kon­fe­ren­cji św. Mak­sy­mi­lian Kol­be – „ma­my czas na to, na co chce­my mieć cza­sˮ. Ad­went jest oka­zją, by się po­uczyć słu­cha­nia sie­bie, a Ad­went mą­drze i do­brze wy­ko­rzy­sta­ny po­zo­sta­wi w na­szej co­dzien­no­ści trwa­łe śla­dy.

Za­wsze, a szcze­gól­nie od po­cząt­ku Ad­wen­tu mo­że­my (i po­win­ni­śmy) mo­dlić się za tych, z któ­ry­mi za­sią­dzie­my do wie­cze­rzy wi­gi­lij­nej, i z któ­ry­mi spo­tka­my się w świę­ta.

Ad­went to też czas po­my­śle­nia o pre­zen­tach. Pre­zent po­wi­nien mieć bar­wę czy za­pach mi­ło­ści. Ma mieć du­szę. Nie jest waż­ne, ile bę­dzie kosz­to­wał, by­le ob­da­ro­wa­ny wie­dział, że jest nam bli­ski, by­le wie­dział, że my­śle­li­śmy, co mu spra­wi praw­dzi­wą ra­dość. Moż­na w to wło­żyć po­czu­cie hu­mo­ru, ale każ­dy dro­biazg jest przy­go­to­wa­ny spe­cjal­nie dla kon­kret­nej oso­by.

W wie­lu śro­do­wi­skach pięk­nym zwy­cza­jem jest tak zwa­ne „Sian­ko ad­wen­to­we”. W wie­lu pa­ra­fiach na Mszy Świę­tej w pierw­szą nie­dzie­lę Ad­wen­tu roz­da­je się dzie­ciom ko­per­tę z czy­ściut­kim, pach­ną­cym sian­kiem. Każ­de z dzie­ci przy­go­to­wu­je so­bie dru­gą ko­per­tę i wie­czo­ra­mi przy ra­chun­ku su­mie­nia do­brze li­czy do­bre uczyn­ki speł­nio­ne da­ne­go dnia. Do tej dru­giej ko­per­ty wol­no by­ło prze­ło­żyć jed­no źdźbło za każ­dy do­bry uczy­nek. A po­tem na ostat­nie ro­ra­ty, w wi­gi­lij­ny po­ra­nek, każ­dy przy­no­si te „wy­pra­co­wa­ne” źdźbła, by je wło­żyć do żłób­ka. Na ty­le bę­dzie Pa­nu Je­zu­so­wi mięk­ko, na ile wy­mo­ści­my Mu żłó­bek do­bry­mi uczyn­ka­mi. Nie mu­szą to być po­szcze­gól­ne źdźbła, mo­gą to być da­ry przy­go­to­wa­ne w ser­cu, „by Je­zu­so­wi, by Bo­gu by­ło le­piej w na­szym ser­cu”.

Moc­no iść do przo­du

Ra­dość świąt nie za­le­ży od ozdób i po­traw – to ma tyl­ko pod­kre­ślić obec­ność Je­zu­sa. Trze­ba za­cho­wać tę Obec­ność na za­wsze. Bo prze­cież za­wsze mo­że być Bo­że Na­ro­dze­nie. Mo­gę wszyst­kich do te­go Bo­że­go Na­ro­dze­nia za­pra­szać, zwłasz­cza jak tra­cą na­dzie­ję. Bo prze­cież i w żłób­ku, i w ludz­kiej du­szy z Je­zu­sem ro­dzi się na­dzie­ja.

Obok Je­zu­sa każ­dy czu­je się bez­piecz­nie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Tradycje zagrożone

Od dzie­ciń­stwa każ­de­go ro­ku cze­ka­my na Bo­że Na­ro­dze­nie. To świę­ta wy­jąt­ko­we, nie­sa­mo­wi­te, ta­jem­ni­cze i do­stoj­ne, peł­ne tra­dy­cji i pięk­nych zwy­cza­jów. Chęt­nie wcho­dzi­my w ich au­rę i nie­sa­mo­wi­ty kli­mat na­stro­ju i emo­cji.

Czas Bo­że­go Na­ro­dze­nia prze­no­si nas co ro­ku do zda­rzeń sprzed dwóch ty­się­cy lat. Wciąż na no­wo od­kry­wa­my pięk­no i głę­bię Bo­że­go Na­ro­dze­nia – Wcie­le­nia Bo­że­go Sy­na. To świę­te dni, tak bar­dzo zwią­za­ne z na­szą hi­sto­rią i toż­sa­mo­ścią. To­wa­rzy­szą­ce Bo­że­mu Na­ro­dze­niu ob­cho­dy, ob­rzę­dy i zwy­cza­je, choć ule­ga­ły pew­nej mo­dy­fi­ka­cji, to jed­nak sta­no­wią nie­od­łącz­ny ele­ment świę­to­wa­nia. Czy nie ma­cie jed­nak wra­że­nia, że te tra­dy­cje są dzi­siaj co­raz bar­dziej za­gro­żo­ne? Już w pod­ręcz­ni­ku dla dzie­ci z pierw­szej kla­sy pt. „Nasz Ele­men­tarz” moż­na za­uwa­żyć te nie­po­ko­ją­ce tren­dy. Wpraw­dzie po pierw­szych kon­sul­ta­cjach w miej­sce „dni świą­tecz­nych” wpro­wa­dzo­no „świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia”, ale okres świą­tecz­ny zo­stał spro­wa­dzo­ny je­dy­nie do przy­go­to­wa­nia ozdób na cho­in­kę, pre­zen­tów, wy­pie­ka­nia cy­na­mo­no­wych pier­ni­ków i le­pie­nia pie­ro­gów z ka­pu­stą. Zu­peł­nie po­mi­nię­to np. zwy­czaj dzie­le­nia się opłat­kiem, któ­ry w pol­skiej kul­tu­rze jest czymś ogrom­nie waż­nym.

foto_01-02_24-2014

Bia­ły opła­tek

Jest bia­ły, kru­chy i bar­dzo cien­ki. Ozdo­bio­ny ry­sun­kiem na­wią­zu­ją­cym do te­ma­ty­ki świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Cho­ciaż wła­ści­wie nie ma sma­ku, nie mo­że go za­brak­nąć na wi­gi­lij­nym sto­le. Od po­ła­ma­nia się opłat­kiem w pol­skich ro­dzi­nach roz­po­czy­na się wie­cze­rzę wi­gi­lij­ną. Do tra­dy­cji na­le­ży świę­ce­nie opłat­ków pod­czas Mszy Świę­tej. Ta­kie po­świę­co­ne opłat­ki moż­na po­tem za­ku­pić w za­kry­stii lub na ple­ba­nii. W nie­któ­rych pa­ra­fiach upraw­nio­ne oso­by roz­no­szą opłat­ki bez­po­śred­nio do do­mów. W wiel­kich su­per­mar­ke­tach ho­stes­sy, prze­bra­ne za anioł­ki, sprze­da­ją pacz­kę opłat­ków za dwa zło­te. Oczy­wi­ście o po­świę­ce­niu nie ma mo­wy. Kie­dyś by­ło nie do po­my­śle­nia, że­by opłat­ki mo­gły le­żeć w skle­pie z de­wo­cjo­na­lia­mi, a co do­pie­ro w su­per­mar­ke­cie! Czy wiesz, że daw­niej, aby pro­du­ko­wać opłat­ki, trze­ba by­ło iść do ku­rii i zło­żyć przy­się­gę, że bę­dzie się je wy­twa­rzać tyl­ko z czy­stej wo­dy i naj­wyż­szej ja­ko­ści mą­ki? Dzi­siaj nikt już nie mu­si skła­dać przy­się­gi, ani ku­po­wać naj­lep­szej mą­ki. Pro­duk­cja opłat­ków sta­ła się rze­mio­słem. War­to jed­nak za­dbać o to, aby opła­tek, któ­rym dzie­li­my się z naj­bliż­szy­mi, był po­świę­co­ny w ko­ście­le, a nie ku­pio­ny na pa­sa­żu w hi­per­mar­ke­cie.

Wol­ne miej­sce przy sto­le

Zna­ny i po­wszech­ny w Pol­sce jest zwy­czaj po­zo­sta­wia­nia wol­ne­go miej­sca przy sto­le wi­gi­lij­nym. Nie­któ­rzy po­zo­sta­wia­ją wol­ne miej­sce przy sto­le przez pa­mięć o swo­ich bli­skich, któ­rzy nie mo­gą z ni­mi spę­dzić świąt. Miej­sce to mo­że rów­nież przy­wo­dzić na pa­mięć zmar­łe­go człon­ka ro­dzi­ny, któ­ry znaj­du­je się już w do­mu Pa­na. Naj­czę­ściej jed­nak owo sym­bo­licz­ne wol­ne miej­sce przy sto­le ro­zu­mia­ne jest ja­ko prze­zna­czo­ne dla ko­goś ob­ce­go, prze­chod­nia czy wę­drow­ca. Pod­kre­śla się, że w wi­gi­lij­ny wie­czór nikt nie po­wi­nien być sa­mot­ny. Po­myśl, co by się sta­ło, gdy­by rze­czy­wi­ście do drzwi two­je­go miesz­ka­nia za­pu­kał nie­zna­jo­my? Ja­kiś przy­bysz, któ­ry jest bez­dom­ny, brud­ny i głod­ny? Mo­że imi­grant z kra­ju, któ­ry nie bu­dzi naj­lep­szych sko­ja­rzeń? Czy to sta­wia­nie do­dat­ko­we­go ta­le­rza nie słu­ży czę­sto uspo­ka­ja­niu sie­bie i utwier­dza­niu się w do­brym sa­mo­po­czu­ciu, że je­ste­śmy otwar­ci i przy­jaź­nie na­sta­wie­ni do świa­ta? Jak wo­bec tych te­go sym­bo­licz­ne­go ge­stu wy­ra­ża się na­sza po­sta­wa wo­bec lu­dzi, z któ­ry­mi nie za­wsze jest nam „po dro­dze”?

Ko­lę­dy i ko­lęda

Do naj­pięk­niej­szych zwy­cza­jów zwią­za­nych ze Świę­ta­mi Bo­że­go Na­ro­dze­nia na­le­ży śpie­wa­nie ko­lęd. Nie­któ­re przy­po­mi­na­ją uro­czy­ste hym­ny ko­ściel­ne, in­ne – wzru­sza­ją­ce ko­ły­san­ki al­bo we­so­łe przy­śpiew­ki. Ko­lę­dą jest za­rów­no po­waż­neAnioł pa­ste­rzom mó­wi­łˮ, na­stro­jo­we „Lu­laj­że, Je­zu­niuˮ, jak i we­so­łe „Pójdź­my wszy­scy do sta­jen­kiˮ, opo­wia­da­ją­ce o pa­ster­zach, spie­szą­cych po­wi­tać na­ro­dzo­ne­go Je­zu­sa. Pol­skie ko­lę­dy ma­ją dłu­gą tra­dy­cję. Czę­sto przed­sta­wia­ją pa­ste­rzy i ich roz­mo­wy. Sce­ne­ria ko­lęd jest ty­po­wo pol­ska: wieś, gru­dnio­wy mróz, ko­żu­chy i czap­ki, okry­wa­nie Dzie­ciąt­ka przed zim­nem, róż­ne do­mo­we sprzę­ty i zwy­cza­je.

Zna­ne po­wie­dze­nie mó­wi, że „śpie­wać każ­dy mo­że”, do­ty­czy to rów­nież śpie­wa­nia ko­lęd, zwłasz­cza, że „ko­lęd się nie słu­cha, ko­lę­dy się śpie­wa”. Dla mnie to oczy­wi­ste. W mo­im do­mu ko­lę­dy za­wsze śpie­wa­ło się „na ży­wo”. Szko­da, że w wie­lu do­mach zbyt czę­sto ogra­ni­cza­my się je­dy­nie do bier­ne­go od­bio­ru i od­słu­chi­wa­nia ko­lęd z płyt, ra­dia, te­le­wi­zji czy in­ter­ne­tu. Je­śli ktoś ab­so­lut­nie nie chce śpie­wać, mo­że się­gnąć po pły­tę z na­gra­niem. War­to jed­nak za­dbać, aby by­ły to ko­lę­dy kla­sycz­ne, nie tan­det­ne lub z no­wo­cze­sną in­ter­pre­ta­cją.

Ko­lej­ną tra­dy­cją zwią­za­ną z okre­sem Bo­że­go Na­ro­dze­nia jest tzw. wi­zy­ta dusz­pa­ster­ska, po­pu­lar­nie zwa­na ko­lę­dą. Waż­ne jest od­by­wa­ją­ce się w cza­sie jej trwa­nia bło­go­sła­wień­stwo do­mu i osób tam miesz­ka­ją­cych. Trzy sym­bo­licz­ne li­te­ry umiesz­cza­ne w Świę­to Trzech Kró­li na drzwiach do­mu tak­że do­ty­czą bło­go­sła­wień­stwa: C+M+B. Jest kil­ka in­ter­pre­ta­cji te­go na­pi­su. Naj­bar­dziej po­pu­lar­ne tłu­ma­cze­nie to: C = Chri­stus, M = man­sio­nem, B = be­ne­di­cat, czy­li „Niech Chry­stus bło­go­sła­wi te­mu do­mo­wi”. Pa­mię­taj­my, że jest to wy­mow­ne i czy­tel­ne wy­zna­nie wia­ry, a tak­że przy­zna­nie się do ka­to­lic­kich ko­rze­ni.

We­so­łych świąt!

W roz­ma­ity spo­sób skła­da­my ży­cze­nia świą­tecz­ne. W nie­wie­lu sło­wach moż­na po­wie­dzieć coś szcze­gól­ne­go da­nej oso­bie. Nie po­wta­rzaj­my każ­de­mu tej sa­mej ste­reo­ty­po­wej for­muł­ki. Ina­czej zwró­ci­my się do ma­my, a ina­czej do bra­ta. Po­dob­na kre­atyw­ność jest mi­le wi­dzia­na w wy­pad­ku ży­czeń wy­sy­ła­nych na kar­tach świą­tecz­nych. Szczy­tem le­ni­stwa jest ogra­ni­cze­nie ży­czeń do pod­pi­sa­nia się pod go­to­wym tek­stem wy­dru­ko­wa­nym na kar­cie. Ana­lo­gicz­nie dzie­je się, gdy wy­szu­ku­je­my w in­ter­ne­cie „go­tow­ca” i wy­sy­ła­my go pocz­tą elek­tro­nicz­ną do wszyst­kich od­bior­ców.

Ksiądz Jan Twar­dow­ski w jed­nym z wy­wia­dów mó­wił: „Kie­dy ży­czy­my ko­muś zdro­wia, szczę­ścia, po­myśl­no­ści, skła­da­my tak na­praw­dę ży­cze­nia po­gań­skie. Zgod­nie z ni­mi pra­gnie­my bo­wiem uło­żyć na­sze ży­cie we­dług wła­sne­go wi­dzi­mi­się. Św. Szcze­pa­no­wi nie speł­ni­ły się żad­ne świą­tecz­ne ży­cze­nia. Gdy­by ktoś ży­czył mu zdro­wia, wkrót­ce prze­ko­nał­by się, że nic nie wy­szło mu na zdro­wie. Rąb­nę­li go ka­mie­niem z le­wej i z pra­wej stro­ny, i ucie­kło mu zdro­wie. Gdy­by ży­czył mu ktoś po­myśl­no­ści, po­my­lił­by się – wszyst­ko sta­ło się nie­po­myśl­nie, ina­czej”.

W jed­nym z wier­szy ks. Jan na­pi­sał:

Te­raz idą już nie Trzej Mę­dr­cy

lecz ucze­ni, dok­to­rzy, do­cen­ci

Te­raz wszyst­ko ina­czej

za­miast zło­ta nio­są do­la­ry

za­miast ka­dzi­dła – kom­pu­ter

za­miast mir­ry – vi­deo

Cóż, rze­czy­wi­stość wo­kół nie­co się zmie­ni­ła. Do­ty­czy to rów­nież świąt i świę­to­wa­nia. Co­raz trud­niej prze­bić się przez ca­ły ten „ma­gicz­ny” blichtr, któ­ry świę­tom to­wa­rzy­szy. Tym­cza­sem świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia to czas jak ża­den in­ny. Dni, „w któ­rych ga­sną wszel­kie spo­ry”, na któ­re każ­dy, nie­za­leż­nie od wie­ku, cze­ka z wiel­ką nie­cier­pli­wo­ścią i utę­sk­nie­niem. Za­dbaj­my o to, aby był to czas rze­czy­wi­ście wy­jąt­ko­wy, pe­łen po­ko­ju i cie­pła. Na­sze pol­skie zwy­cza­je i tra­dy­cje z pew­no­ścią w tym po­mo­gą.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Wdzięczny temat

To ta­kie waż­ne w by­ciu we dwo­je, ale też z sa­mym so­bą, z Bo­giem, z in­ny­mi. Umieć dzię­ko­wać.

Na czym po­le­ga pro­blem z dzię­ko­wa­niem? Po pierw­sze, nie wi­dzi­my te­go, za co mo­że­my być wdzięcz­ni. Po dru­gie, nie do koń­ca wie­my, jak to wy­ra­zić.

Za wszyst­ko

Za wszyst­ko mo­że­my być wdzięcz­ni – i w tym wy­pad­ku wszyst­ko to nie nic! Że te­go nie do­strze­ga­my (al­bo bar­dzo rzad­ko), to spra­wa na­sze­go przy­zwy­cza­je­nia. Wy­da­je się nam oczy­wi­ste, że to wszyst­ko ma­my. Ale gdy chwi­lę się nad tym za­sta­no­wić, zo­ba­czy­my, ile do­sta­je­my – i to nie­za­słu­że­nie. Nie­za­słu­że­nie – nie dla­te­go, że nie je­ste­śmy war­ci te­go do­bra, ale dla­te­go, że sa­mi nie by­li­by­śmy w sta­nie so­bie go wy­pra­co­wać. Przyj­rzyj­my się tyl­ko po­bież­nie, ile dał nam Bóg: na­sze ży­cie, cia­ło (po­myśl o tym, co naj­bar­dziej w so­bie lu­bisz), ce­chy cha­rak­te­ru, ro­dzi­nę w któ­rej do­ra­sta­my... Ro­dzi­ce dba­ją o nas naj­le­piej jak po­tra­fią. Dzię­ki nim mo­że­my sie roz­wi­jać, bo tro­ska o na­sze pod­sta­wo­we po­trze­by spo­czy­wa na nich. Wie­le za­wdzię­cza­my so­bie – to, że roz­wi­ja­my do­bro, któ­re w nas jest, pra­cu­je­my nad tym, co trud­ne. Że je­ste­śmy otwar­ci na głos Bo­ga i na in­nych lu­dzi. Że po­dej­mu­je­my swo­ją co­dzien­ną od­po­wie­dzial­ność, w szko­le, w do­mu, w re­la­cjach. I wresz­cie ta dru­ga oso­ba – bo jest, bo wspól­nie wzra­sta­my, da­je­my so­bie na­wza­jem ra­dość, ak­cep­ta­cję. Tak wie­le się ra­zem uczy­my! Nie mó­wiąc już o tych kon­kret­nych, ma­łych rze­czach, przez któ­re po­ka­zu­je, że mu/jej na na­szej re­la­cji za­le­ży.

foto_01-03_24-2014

Po­wiedz­my szcze­rze – ma­my za co dzię­ko­wać. War­to to wy­ra­zić, tyl­ko... jak?

Bez ma­ni­pu­la­cji

Dziew­czy­ny, któ­re są w re­la­cji już ja­kiś czas i czy­ta­ły ja­kie­kol­wiek po­ra­dy na te­mat bu­do­wa­nia związ­ku, na pew­no nie raz spo­tka­ły się z ra­dą: chwal go! Czy chwa­le­nie jest tym sa­mym, co wy­ra­ża­nie wdzięcz­no­ści? Nie do koń­ca. Czę­sto chwa­li­my po to, że­by „na­gro­dzić” i wzmoc­nić za­cho­wa­nie, któ­re nam się po­do­ba­ło. Mo­że to być for­mą ma­ni­pu­la­cji, je­śli chce­my w ten spo­sób wpły­nąć na po­stę­po­wa­nie dru­giej oso­by. Czy­li nasz cel to spra­wić, by w przy­szło­ści po­wtó­rzy­ły się za­cho­wa­nia, któ­re nam od­po­wia­da­ją.

Po co wy­ra­ża­my wdzięcz­ność? To po pro­stu in­for­ma­cja zwrot­na, co dla nas zna­czył czyjś czyn czy sło­wo. Ale in­for­ma­cja wy­pły­wa­ją­ca z nas na za­sa­dzie dzie­le­nia się ra­do­ścią i do­brem. Nie ma tam ukry­te­go ce­lu ani in­ten­cji. Po­ka­zu­ję ci, że spra­wiasz mi ra­dość – tu i te­raz. Nie ma dla mnie zna­cze­nia, ja­kie wnio­ski wy­cią­gniesz na przy­szłość. Je­steś dla mnie oso­bą – zo­sta­wiam ci w tym wol­ność. Nie pró­bu­ję swo­imi re­ak­cja­mi nic na to­bie wy­móc.

Róż­ni­ca mię­dzy praw­dzi­wym „dzię­ku­ję” a pró­bą ma­ni­pu­la­cji le­ży przede wszyst­kim w in­ten­cji. Ale i sło­wa ma­ją zna­cze­nie.

Po­wiedz to!

Jest kil­ka słów-wy­try­chów, któ­ry­mi mo­że­my za­mknąć każ­dą spra­wę. „Su­per to zro­bi­łeś” – i ko­niec te­ma­tu. To ty­po­wa po­chwa­ła. Chwa­li­my z po­zy­cji wyż­szej niż oso­ba, do któ­rej mó­wi­my. I tak na­praw­dę to nic nie mó­wi o na­szej wdzięcz­no­ści. War­to spró­bo­wać ina­czej: od­no­sząc się do kon­kret­nej sy­tu­acji i za­cho­wa­nia, na­zy­wa­jąc uczu­cia, któ­re to w nas wy­wo­ła­ło, i za­spo­ko­jo­ne po­trze­by. Np.: „Kie­dy po­ma­ga­łeś mi w tym za­da­niu i wszyst­ko mi tłu­ma­czy­łeś, czu­łam ra­dość, bo prze­ko­na­łam się, że mo­gę na cie­bie li­czyć” (po­trze­ba wspar­cia, współ­pra­cy). Waż­ne jest, aby wy­mie­nić i na­zwać, za co je­ste­śmy wdzięcz­ni. Do­strze­że­nie kon­kret­ne­go ge­stu zna­czy wie­le wię­cej, niż ogól­ne „su­per”. Przej­ście do uczuć i po­trzeb da­je szan­sę, by le­piej się po­znać. Od­kry­wa­my nasz świat i to, co dla nas waż­ne.

Za ile rze­czy mo­że­my być wdzięcz­ni? Po­wiedz­my to!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Ludzkość potrzebuje świadectwa młodych

Wia­ra i ro­zum są jak dwa skrzy­dła, na któ­rych duch ludz­ki uno­si się ku kon­tem­pla­cji praw­dy. En­cy­kli­ka Fi­des et ra­tio

Ro­dzi­na jest so­bą, je­że­li bu­du­je się (...) na wza­jem­nym za­ufa­niu, na za­wie­rze­niu wza­jem­nym. Tyl­ko na ta­kim fun­da­men­cie moż­na też bu­do­wać pro­ces wy­cho­wa­nia, któ­ry sta­no­wi pod­sta­wo­wy cel ro­dzi­ny i jej pierw­szo­rzęd­ne za­da­nie. Wro­cław, 1983 r.

De­ka­log jest jak kom­pas na burz­li­wym mo­rzu, któ­ry umoż­li­wia nam trzy­ma­nie kur­su i do­pły­nię­cie do lą­du. Lwów, 2001 r.

Pa­mięć o prze­szło­ści ozna­cza za­an­ga­żo­wa­nie w przy­szłość. Hi­ro­szi­ma, 1981 r.

Nic tak nie jest po­trzeb­ne czło­wie­ko­wi jak Mi­ło­sier­dzie Bo­że – owa mi­łość ła­ska­wa, współ­czu­ją­ca, wy­no­szą­ca czło­wie­ka po­nad je­go sła­bość ku nie­skoń­czo­nym wy­ży­nom Świę­to­ści Bo­ga. Kra­ków – Ła­giew­ni­ki, 1997 r.

Po­wiedz mi, ja­ka jest two­ja mi­łość, a po­wiem ci, kim je­steś. Czę­sto­cho­wa, 1983 r.

Po­śród tych wie­lu dróg ro­dzi­na jest dro­gą pierw­szą i z wie­lu wzglę­dów naj­waż­niej­szą. Jest dro­gą po­wszech­ną, po­zo­sta­jąc za każ­dym ra­zem dro­gą szcze­gól­ną, je­dy­ną i nie­po­wta­rzal­ną, tak jak nie­po­wta­rzal­ny jest każ­dy czło­wiek. Ro­dzi­na jest tą dro­gą, od któ­rej nie mo­że on się odłą­czyć. List do ro­dzin, 1994 r.

Ludz­kość po­trze­bu­je świa­dec­twa mło­dych, gło­szą­cych z wia­rą i en­tu­zja­zmem swo­ją wia­rę w Bo­ga. Orę­dzie na VIII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 2003 r.

Być czło­wie­kiem su­mie­nia to zna­czy wy­ma­gać od sie­bie, pod­no­sić się z wła­snych upad­ków i cią­gle na no­wo się na­wra­cać. Sko­czów, 1995 r.

Czło­wiek jest po­wo­ła­ny do od­no­sze­nia zwy­cię­stwa w Je­zu­sie Chry­stu­sie. War­sza­wa, 1983 r.

Bo­ża mi­łość nie na­kła­da na nas cię­ża­rów, któ­rych nie mo­gli­by­śmy unieść, ani nie sta­wia nam wy­ma­gań, któ­rym nie mo­gli­by­śmy spro­stać, je­śli wzy­wa, przy­cho­dzi z ko­niecz­ną po­mo­cą. Wstań­cie, chodź­my!

Ewan­ge­lia (...) to pro­roc­two o czło­wie­ku. Po­za Ewan­ge­lią czło­wiek po­zo­sta­je dra­ma­tycz­nym py­ta­niem bez od­po­wie­dzi. Pa­mięć i toż­sa­mość

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Strumienie wody żywej

Czło­wie­ko­wi spra­gnio­ne­mu zba­wie­nia, Je­zus w Ewan­ge­lii przed­sta­wia się ja­ko źró­dło, z któ­re­go moż­na za­czerp­nąć, ska­łę, z któ­rej za spra­wą Oj­ca wy­try­sku­ją stru­mie­nie wo­dy ży­wej dla tych wszyst­kich, któ­rzy w Nie­go wie­rzą (por. J 7, 38).

Wraz z tym pro­roc­twem, ogło­szo­nym pu­blicz­nie w Je­ro­zo­li­mie, Je­zus za­po­wia­da dar Du­cha Świę­te­go, któ­ry otrzy­ma­ją Je­go ucznio­wie po Je­go uwiel­bie­niu, czy­li po Je­go śmier­ci i zmar­twych­wsta­niu (por. w. 39). Duch Świę­ty jest du­szą Ko­ścio­ła. On da­je ży­cie, roz­bu­dza róż­ne cha­ry­zma­ty wzbo­ga­ca­ją­ce lud Bo­ży, a przede wszyst­kim two­rzy jed­ność wśród wie­rzą­cych: z wie­lu two­rzy jed­no cia­ło, cia­ło Chry­stu­sa. Ca­łe ży­cie i mi­sja Ko­ścio­ła za­le­ży od Du­cha Świę­te­go; On do­ko­nu­je wszyst­kie­go.

(…) Im bar­dziej po­zwo­li­my się po­kor­nie pro­wa­dzić Du­cho­wi Pań­skie­mu na na­szej dro­dze wia­ry i ży­cia bra­ter­skie­go, tym bar­dziej bę­dzie­my prze­zwy­cię­żać nie­po­ro­zu­mie­nia i spo­ry, po­dzia­ły i kon­tro­wer­sje oraz sta­nie­my się wia­ry­god­nym zna­kiem jed­no­ści i po­ko­ju. Wia­ry­god­ny znak, że Pan zmar­twych­wstał, że ży­je.

(…) Bra­cia i sio­stry, skie­ruj­my na­szą myśl ku Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­nie, Świę­tej Mat­ce Bo­żej. Wraz Nią, któ­ra w Wie­czer­ni­ku mo­dli­ła się z apo­sto­ła­mi w ocze­ki­wa­niu Pięć­dzie­siąt­ni­cy, pro­śmy Pa­na, aby ze­słał swe­go Du­cha Świę­te­go do na­szych serc i uczy­nił nas świad­ka­mi je­go Ewan­ge­lii na ca­łym świe­cie. Amen!

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 30.11.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Mam wiel­ką proś­bę: nim roz­pocz­niesz lek­tu­rę przed­świą­tecz­nej „Dro­giˮ, spró­buj od­po­wie­dzieć so­bie na py­ta­nie, jak wy­glą­da Two­je du­cho­we przy­go­to­wa­nie do Bo­że­go Na­ro­dze­nia.

Czy przy­stą­pi­łeś do spo­wie­dzi przed­świą­tecz­nej, czy wy­słu­cha­łeś do­brych re­ko­lek­cji? Je­śli nie – spo­wiedź jest w za­się­gu rę­ki, a do­bre re­ko­lek­cje jesz­cze bli­żej, moż­na je zna­leźć i wy­słu­chać w in­ter­ne­cie, trze­ba tyl­ko po­szu­kać i wy­brać.

A jak już bę­dziesz mógł spo­koj­nie po­czy­tać, to za­pra­szam. Nad świę­ta­mi Bo­że­go Na­ro­dze­nia war­to się dłu­żej za­trzy­mać, za­sta­no­wić. Bo bar­dzo ich po­trze­bu­je­my. O na­ro­dzi­nach Pa­na Je­zu­sa wie­my tyl­ko ty­le, że mia­ły miej­sce, opi­su­ją je ewan­ge­li­ści. Ma­my do­wo­dy, że Zba­wi­ciel cho­dził po zie­mi, na­uczał, zo­stał ukrzy­żo­wa­ny, zmar­twych­wstał. Nie wie­my jed­nak do­kład­nie, kie­dy się uro­dził, miej­sce też zna­my ogól­ni­ko­wo. Po­boż­ni lu­dzie wy­bra­li po­gań­skie świę­to słoń­ca, bo by­ło naj­bliż­sze wszel­kim prze­słan­kom, w przy­bli­że­niu od­na­leź­li rok i od IV wie­ku za­czę­li świę­to­wać dzień, któ­ry nie­sie wie­le tre­ści. Bo te tre­ści są waż­ne. Za­rów­no to, że ubó­stwo nie za­trzy­mu­je Bo­ga, któ­ry chce wejść w ży­cie lu­dzi, jak i to, że mę­dr­cy z da­le­kich kra­in umie­li zna­leźć Bo­ga, pa­trząc na zna­ki, ja­kie da­je świat. Do dzi­siaj waż­ne jest to, że nie ma ta­kiej nę­dzy, któ­rej Bóg nie chciał­by wzbo­ga­cić Swą obec­no­ścią i to, że praw­dzi­wa mą­drość za­wsze znaj­dzie Bo­ga, na­wet je­śli ja­kiś król czy in­ny wład­ca bę­dzie to utrud­niał.

Sio­stry Fran­cisz­kan­ki Słu­żeb­ni­ce Krzy­ża (te, któ­re miesz­ka­ją m.in. w Za­kła­dzie dla nie­wi­do­mych w La­skach pod War­sza­wą) ma­ją w swo­ich ka­pli­cach zwy­czaj ad­o­ro­wa­nia fi­gur­ki Dzie­ciąt­ka Je­zus przez ca­ły rok (po­za Wiel­kim Po­stem). W na­szych do­mach, w na­szych ser­cach moż­na ten zwy­czaj pod­trzy­my­wać, wy­pa­tru­jąc spo­so­bów słu­że­nia lu­dziom, w któ­rych prze­cież miesz­ka sam Bóg.

War­to za­wsze pa­mię­tać, jak wie­le Ma­ry­ja ze swo­im mę­żem Jó­ze­fem zro­bi­li, by chro­nić ży­cie po­wie­rzo­ne­go so­bie Sy­na Bo­że­go – są na za­wsze pa­tro­na­mi świę­to­ści ży­cia. Świę­to­ści, któ­ra ogar­nia i nas.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski