Równouprawnienie – tak czy nie?

Rów­no­upraw­nie­nie – to już od dłuż­sze­go cza­su jed­no z naj­mod­niej­szych słów. Peł­no go w pra­sie, te­le­wi­zji i w in­ter­ne­cie. Czym tak na­praw­dę jest?

Rów­no­upraw­nie­nie czę­sto jest nam przed­sta­wia­ne w nie­praw­dzi­wym świe­tle, wła­ści­wie jest tak przed­sta­wia­ne pra­wie za­wsze. Z jed­nej stro­ny sły­szy­my cią­gle o bra­ku rów­no­upraw­nie­nia i dys­kry­mi­na­cji – nie­do­ce­nia­niu ko­biet lub męż­czyzn. Z dru­giej na­to­miast, że rów­no­upraw­nie­nie jest złe i je­go zwo­len­ni­cy chcą za­trzeć wszyst­kie na­tu­ral­ne róż­ni­ce mię­dzy płcia­mi.

Oba te po­glą­dy wy­da­ją się być skraj­ne. Rów­no­upraw­nie­nie – po­praw­nie i przede wszyst­kim roz­sąd­nie ro­zu­mia­ne – to osią­gnię­cie ta­kie­go sta­nu, aby płeć nie de­cy­do­wa­ła o pra­wach, ja­kie nam przy­słu­gu­ją. To zna­czy, że­by ko­bie­ty i męż­czyź­ni mo­gli np. wy­ko­ny­wać ta­ki za­wód, ja­ki chcą wy­ko­ny­wać, a nie ta­ki, ja­ki ko­ja­rzy się lub „od­po­wia­da” ich płci.

foto_01-02_21-2014

Jest w dal­szym cią­gu wie­le ta­kich za­wo­dów, któ­re ko­ja­rzą się z jed­ną płcią np. pie­lę­gniar­ka. Gro­no pie­lę­gnia­rzy jest jesz­cze na ty­le ma­łe, że my­śląc o tym za­wo­dzie, za­wsze ma­my na my­śli ko­bie­tę. Po­dob­nie jest np. z na­uczy­cie­la­mi w przed­szko­lach – męż­czy­zna na ta­kim sta­no­wi­sku to ogrom­na rzad­kość. Za to in­struk­to­ra­mi na­uki jaz­dy są w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści męż­czyź­ni. Po­dob­nie rzad­ko wi­du­je­my też ko­bie­ty pra­cu­ją­ce na bu­do­wie. Dla­cze­go tak jest?

Dzie­je się tak, po­nie­waż ko­bie­ty lub męż­czyź­ni ma­ją lep­sze pre­dys­po­zy­cje do wy­ko­ny­wa­nia pew­nych za­wo­dów – wy­ni­ka to z cech na­tu­ral­nych płci i ni­ko­go nie dzi­wi. Np. męż­czyź­ni le­piej niż ko­bie­ty ra­dzą so­bie z za­da­nia­mi wy­ma­ga­ją­cy­mi du­że­go wy­sił­ku fi­zycz­ne­go, dźwi­ga­nia cięż­kich przed­mio­tów itd. Ko­bie­ty zaś są lep­sze w wy­ko­ny­wa­niu czyn­no­ści wy­ma­ga­ją­cych pre­cy­zji i do­kład­no­ści – choć­by z te­go po­wo­du, że ma­ją drob­niej­sze dło­nie.

Na­le­ży jed­nak pa­mię­tać, że wśród mi­lio­nów ko­biet i męż­czyzn na Zie­mi zna­leźć moż­na wie­le wy­jąt­ków za­prze­cza­ją­cym tym czy in­nym re­gu­łom, zwią­za­nym z tym, ja­ki za­wód kto po­wi­nien wy­ko­ny­wać. Je­ste­śmy wszy­scy wy­jąt­ko­wi i je­dy­ni w swo­im ro­dza­ju, nie moż­na nas ska­ta­lo­go­wać i umie­ścić w jed­nym „wor­ku” ze wzglę­du na płeć. I tak np. mo­że się zna­leźć ko­bie­ta z ta­ką si­łą fi­zycz­ną, któ­ra po­zwo­li jej bu­do­wać do­my i męż­czy­zna z ta­ki­mi umie­jęt­no­ścia­mi, że­by wy­ko­ny­wać za­wód pie­lę­gnia­rza. Wo­bec ta­kich wy­jąt­ków po­win­ni­śmy po­zo­sta­wać otwar­ci i to­le­ran­cyj­ni – tym wła­śnie po­win­no być dla nas rów­no­upraw­nie­nie. Za­pro­wa­dza­nie pa­ry­te­tów i pró­by zrów­na­nia ko­biet z męż­czy­zna­mi i na od­wrót nie ma­ją z tym wie­le wspól­ne­go.

Pro­blem rów­no­upraw­nie­nia w Ko­ście­le to ko­lej­ny te­mat go­rą­co dys­ku­to­wa­ny w me­diach w ostat­nich la­tach. Głów­nie prze­ciw­ni­cy Ko­ścio­ła za­rzu­ca­ją mu dys­kry­mi­na­cję ko­biet. Twier­dzą tak ci, któ­rzy czę­sto nie zda­ją so­bie spra­wy z te­go, jak waż­na jest w współ­cze­snym Ko­ście­le ro­la za­rów­no ko­biet, jak i męż­czyzn. Ko­bie­ty na ta­kich sa­mych za­sa­dach jak męż­czyź­ni ma­ją pra­wo an­ga­żo­wać się w ży­cie swo­ich pa­ra­fii, uczest­ni­czyć w wie­lu ko­ściel­nych ini­cja­ty­wach, a na­wet włą­czać się czyn­nie w Li­tur­gię sło­wa pod­czas Eu­cha­ry­stii. Jesz­cze nie­daw­no nie do po­my­śle­nia by­ło, aby przy oł­ta­rzu słu­żyć mo­gły dziew­czyn­ki – obec­nie wi­dok mi­ni­stran­tek nie jest już dla czę­ści wie­rzą­cych ni­czym dziw­nym. Czy moż­na za­tem mó­wić o ja­kiej­kol­wiek dys­kry­mi­na­cji ko­biet w ży­ciu Ko­ścio­ła?

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Trzecia płeć: nowa utopia lewicy

Z ks. Mar­kiem Dzie­wiec­kim roz­ma­wia Ka­je­tan Raj­ski

Śro­do­wi­ska le­wi­co­we no­to­rycz­nie pro­mu­ją te­zę o ist­nie­niu tzw. „trze­ciej płci”. Co mo­że Ksiądz – ja­ko psy­cho­log – po­wie­dzieć o tej pro­pa­gan­dzie?

Te­go ty­pu in­do­kry­na­cja po­twier­dza fakt, że śro­do­wi­ska le­wi­co­we opie­ra­ją swo­je pro­gra­my na fik­cjach i ide­olo­giach, któ­re są ode­rwa­ne od rze­czy­wi­sto­ści. Le­wi­ca spe­cja­li­zu­je się w pro­pa­go­wa­niu kłamstw i dą­ży do za­krzy­cze­nia rze­czy­wi­sto­ści. Tak by­ło w przy­pad­ku le­wi­co­wej Re­wo­lu­cji Fran­cu­skiej i bol­sze­wic­kiej Re­wo­lu­cji Paź­dzier­ni­ko­wej. Za pięk­ny­mi ha­sła­mi o rów­no­ści, wol­no­ści i bra­ter­stwie kry­ło się lu­do­bój­stwo i okru­cień­stwo na nie­zna­ną do­tąd ska­lę. W każ­dej epo­ce le­wi­ca za­kła­da, że lu­dzie nie mo­gą być szczę­śli­wi ra­zem i dla­te­go mu­szą ze so­bą wal­czyć, na przy­kład pra­co­bior­ca z pra­co­daw­cą, ko­bie­ta z męż­czy­zną, ro­dzi­ce ze swo­imi nie­na­ro­dzo­ny­mi dzieć­mi.

foto_01-01_21-2014

Obec­nie le­wi­ca „uwłasz­czy­ła sięˮ kosz­tem spo­łe­czeń­stwa. Nie in­te­re­su­je się już lo­sem lu­dzi bied­nych, bez­ro­bot­nych, cho­rych, wy­klu­czo­nych spo­łecz­nie. W tej sy­tu­acji tak zwa­na „no­wa” le­wi­ca po­szu­ka­ła so­bie no­we­go „pro­le­ta­ria­tu”, Tym no­wym „pro­le­ta­ria­tem” sta­li się lu­dzie, któ­rzy ma­ją po­waż­ne pro­ble­my z wła­sną płcią i sek­su­al­no­ścią, na przy­kład ho­mo­sek­su­ali­ści, trans­we­sty­ci, fe­mi­nist­ki, ero­to­ma­ni czy ci, któ­rzy chwa­lą się swo­ją roz­wią­zło­ścią, po­gar­dą dla czy­sto­ści, wier­no­ści, mał­żeń­stwa, dzie­ci. Le­wi­ca uda­je, że bro­ni te­go ty­pu lu­dzi przed „prze­śla­do­wa­niem”. W rze­czy­wi­sto­ści po­więk­sza je­dy­nie ich ży­cio­we trud­no­ści, gdyż za­bu­rze­nia i wy­uz­da­nie uka­zu­je ja­ko „ide­ał”. W kon­se­kwen­cji śro­do­wi­ska le­wi­co­we pro­wa­dzą do sy­tu­acji, w któ­rej wie­lu lu­dzi łu­dzi się, że bę­dą szczę­śliw­si, gdy za­czną uda­wać, że są in­nej płci niż w rze­czy­wi­sto­ści.

Za­łóż­my, że w cią­gu naj­bliż­szych lat fik­cja o ist­nie­niu „trze­ciej płci” zo­sta­nie już w peł­ni usank­cjo­no­wa­na praw­nie. Jak Ksiądz przy­pusz­cza, ja­kie skut­ki spo­łecz­ne coś ta­kie­go bę­dzie ze so­bą nio­sło?

Je­śli do te­go doj­dzie, to bę­dzie­my ży­li w jesz­cze więk­szej fik­cji niż w cza­sie dyk­ta­tu­ry ko­mu­ni­stycz­nej. Ko­mu­ni­ści wpro­wa­dza­li fik­cyj­ny po­kój, fik­cyj­ną spra­wie­dli­wość spo­łecz­ną, fik­cyj­ną wol­ność, fik­cyj­ny do­bro­byt, fik­cyj­ny po­stęp, fik­cyj­ne szczę­ście. Ich współ­cze­śni na­stęp­cy usi­łu­ją wpro­wa­dzić fik­cyj­ną płeć, a w kon­se­kwen­cji do­pro­wa­dzić do po­ja­wie­nia się za­bu­rzo­nych re­la­cji mię­dzy­ludz­kich na wiel­ką ska­lę. To do­pro­wa­dzi do upad­ku ca­łych spo­łe­czeństw i do dra­ma­tycz­nych trud­no­ści w re­la­cji męż­czy­zna – ko­bie­ta. Ide­olo­gie le­wi­co­we za­wsze obie­cu­ją szczę­ście i za­wsze pro­wa­dzą do wiel­kie­go cier­pie­nia. Lu­dzie le­wi­cy to mi­strzo­wie ma­ni­pu­la­cji.

Jak ukształ­to­wa­ne pod wzglę­dem psy­chicz­nym i du­cho­wym bę­dą dzie­ci, któ­re wy­cho­wy­wa­ne zo­sta­ną przez trans­sek­su­ali­stów?

Nie mo­że być do­brym wy­cho­waw­cą ktoś, kto ma trud­no­ści z sa­mym so­bą, kto jest w kon­flik­cie z wła­snym cia­łem, z wła­sną toż­sa­mo­ścią, kto wie­rzy w to, że bę­dzie szczę­śliw­szy wte­dy, gdy uzna, że jest kimś in­nym, niż jest. Dzie­ci ro­dzą się ja­ko chłop­cy i dziew­czyn­ki. Po­trze­bu­ją wy­cho­waw­ców, któ­rzy cie­szą się swo­ją płcią i któ­rzy bu­du­ją trwa­łe, ra­do­sne wię­zi z oso­ba­mi dru­giej płci. Po­trze­bu­ją ro­dzi­ców i wy­cho­waw­ców, któ­rzy cie­szą się cia­łem i wro­dzo­ny­mi pre­dys­po­zy­cja­mi psy­cho­spo­łecz­ny­mi. Tyl­ko przy ta­kich wy­cho­waw­cach chłop­cy i dziew­czyn­ki mo­gą cie­szyć się wła­sną płcią i uczyć się mi­ło­ści do osób dru­giej płci.

 

Porozumienie pomimo różnic

Ba­da­nia do­wo­dzą, że po­ro­zu­mie­nie mię­dzy męż­czy­zną i ko­bie­tą utrud­nia­ją ge­ny, hor­mo­ny i... bu­do­wa mó­zgu. Pod­sta­wą trwa­łe­go związ­ku jest zro­zu­mie­nie i ak­cep­ta­cja tych róż­nic. Dro­ga do osią­gnię­cia ta­kiej har­mo­nii by­wa nie­kie­dy wy­bo­ista i peł­na ży­cio­wych po­ra­żek.

Gdy za­czy­na­my się po­zna­wać i bu­do­wać zwią­zek, róż­ni­ce cha­rak­te­rów, któ­re są mię­dzy na­mi fa­scy­nu­ją i za­chwy­ca­ją. Nie­ste­ty, w co­dzien­nym ży­ciu sta­ją się po­wo­dem wza­jem­nych roz­cza­ro­wań, kłót­ni, a cza­sem i roz­stań. Czy po­ro­zu­mie­nie po­mi­mo róż­nic jest moż­li­we?

foto_01-03_21-2014

Ja z Mar­sa, ty z We­nus

W cią­gu mi­lio­nów lat ewo­lu­cja ko­biet i męż­czyzn prze­bie­ga­ła zu­peł­nie ina­czej. Mia­ło to zwią­zek z peł­nio­ny­mi przez nich ro­la­mi. Męż­czy­zna po­lo­wał, zdo­by­wał po­ży­wie­nie, był wo­jow­ni­kiem, któ­ry po­trze­bo­wał wol­no­ści i swo­bo­dy. Do na­tu­ry męż­czy­zny na­le­ży więc np. po­dej­mo­wa­nie ry­zy­ka. Ko­bie­ta pil­no­wa­ła do­mo­we­go ogni­ska, sku­pia­ła się na tro­sce o dzie­ci i ich wy­cho­wa­nie. Świat mę­ski i ko­bie­cy róż­nią się od sie­bie. Kie­dy te róż­ni­ce za­czy­na­ją uwie­rać, trud­no je zro­zu­mieć i za­ak­cep­to­wać. Nie­jed­no­krot­nie są przy­czy­ną roz­cza­ro­wań, pre­ten­sji, ża­lu i bez­rad­no­ści. Ży­cie we dwo­je to nie tyl­ko ro­man­tycz­ny za­wrót gło­wy, rand­ki i czu­łe SMS-y. To co­dzien­ne dzie­le­nie obo­wiąz­ków, hu­mo­ry jej i je­go, złe na­wy­ki, kłót­nie, ci­che dni i to­tal­ne nie­zro­zu­mie­nie, któ­re od­da­la od sie­bie.

John Gray w swo­im hu­mo­ry­stycz­nym po­rad­ni­ku pt. „Męż­czyź­ni są z Mar­sa, ko­bie­ty z We­nus” pi­sze: „Two­rze­nie szczę­śli­we­go związ­ku jest cza­sa­mi bar­dzo trud­ne. Oczy­wi­ście, że po­ja­wia­ją się pro­ble­my. Tyl­ko że te pro­ble­my al­bo mo­gą się stać źró­dłem ura­zy i od­rzu­ce­nia part­ne­ra, al­bo po­słu­żyć do zbu­do­wa­nia głęb­sze­go wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia, bli­sko­ści, za­ufa­nia i mi­ło­ści”. Su­per. Tyl­ko jak to osią­gnąć?

Zde­rze­nie świa­tów

Za­sta­nów­my się, dla­cze­go tak trud­no nam się po­ro­zu­mieć. Zda­niem Joh­na Gray’a wy­ni­ka to z róż­nic w bu­do­wie mó­zgu i je­go funk­cjo­no­wa­niu. W tym pół­to­ra­ki­lo­gra­mo­wym na­rzą­dzie mie­ści się wszyst­ko, co czy­ni nas ludź­mi: na­sze pa­sje, prze­my­śle­nia, po­strze­ga­nie świa­ta – czy­li ca­łe ży­cie in­te­lek­tu­al­ne i emo­cjo­nal­ne. Gray ka­pi­tal­nie do­wo­dzi, że męż­czyź­ni ina­czej niż ko­bie­ty prze­twa­rza­ją każ­dą sy­tu­ację. Ina­czej sły­szą, ro­zu­mie­ją i for­mu­łu­ją wy­po­wie­dzi. W cy­to­wa­nej wy­żej książ­ce tak pi­sze: „Róż­ni­ce, któ­re nas dzie­lą, i roz­bież­ne opi­nie nie są dla nas tak bo­le­sne jak spo­so­by, w ja­kie je wy­ra­ża­my. Teo­re­tycz­nie kłót­nia wca­le nie mu­si ra­nić, mo­że być po pro­stu ży­wą roz­mo­wą, w któ­rej wy­ra­ża­my to, co nas róż­ni. (Bo prze­cież każ­dą pa­rę lu­dzi coś róż­ni). Jed­nak w prak­ty­ce pra­wie wszyst­kie pa­ry roz­po­czy­na­ją wy­mia­nę zdań na ja­kiś okre­ślo­ny te­mat, a po kil­ku mi­nu­tach kłót­nia do­ty­czy już sa­me­go jej prze­bie­gu”.

Fi­zjo­lo­gicz­ną prze­paść wy­ni­ka­ją­cą z od­mien­nej bu­do­wy mó­zgu moż­na jed­nak po­ko­nać. Ist­nie­je wie­le spo­so­bów, któ­re po­zwa­la­ją uni­kać naj­częst­szych spięć i kon­flik­tów. To, czy uda nam się wspól­nie zbu­do­wać sil­ną ży­cio­wą kon­struk­cję, czy tyl­ko chwiej­ny do­mek z kart, za­le­ży więc w du­żej mie­rze od nas sa­mych.

Re­cep­ta na po­ro­zu­mie­nie

Pro­blem umie­jęt­ne­go dia­lo­gu w związ­ku jest bar­dzo waż­ny. Nie­ste­ty, za­miast szu­kać moż­li­wo­ści po­ro­zu­mie­nia, wie­le par kon­cen­tru­je się na tym, co róż­ni i dzie­li oraz utwier­dza się w błęd­nym prze­ko­na­niu, że po­ro­zu­mie­nie mię­dzy ko­bie­tą a męż­czy­zną nie jest moż­li­we. Trze­ba wy­pra­co­wać swój spo­sób po­ko­ny­wa­nia ba­rier. Po­mo­że w tym hu­mor, dy­stans, cier­pli­wość i szcze­re chę­ci. Zna­ny afo­ryzm mó­wi: „Ser­cem męż­czy­zny są spra­wy świa­ta, świa­tem ko­bie­ty są spra­wy jej ser­ca”. War­to o tym pa­mię­tać.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

Kościół w sposób szczególny widzi siebie samego w młodych

Ko­ściół wi­dzi mło­dych – wię­cej: Ko­ściół w spo­sób szcze­gól­ny wi­dzi sie­bie sa­me­go w mło­dych – w was wszyst­kich, a za­ra­zem w każ­dej i w każ­dym z was. Tak by­ło od po­cząt­ku, od cza­sów apo­stol­skich. Szcze­gól­nym świa­dec­twem mo­gą być sło­wa św. Ja­na z je­go 1 Li­stu: „Pi­szę do was, mło­dzi, że zwy­cię­ży­li­ście Złe­go. Na­pi­sa­łem do was, dzie­ci, że zna­cie Oj­ca... Na­pi­sa­łem do was, mło­dzi, że je­ste­ście moc­ni i że na­uka Bo­że trwa w wa­sˮ. Rzym 1985 r.

Nie lę­kaj­cie się wa­szej mło­do­ści i wa­szych głę­bo­kich pra­gnień szczę­ścia, praw­dy, pięk­na i trwa­łej mi­ło­ści! Mó­wi się cza­sem, że spo­łe­czeń­stwo boi się owych po­tęż­nych pra­gnień mło­dzie­ży, że się ich bo­icie tak­że i wy sa­mi. Nie lę­kaj­cie się! Wa­ty­kan, 1984 r.

Bądź­cie mi­ło­śni­ka­mi kon­tem­pla­cji i mo­dli­twy; po­stę­puj­cie zgod­nie z wy­zna­wa­ną wia­rą i służ­cie ofiar­nie bra­ciom ja­ko ży­we człon­ki Ko­ścio­ła i bu­dow­ni­czo­wie po­ko­ju. Aby zre­ali­zo­wać ten nie­ła­twy pro­gram ży­cio­wy, wsłu­chaj­cie się w sło­wo Bo­że i czerp­cie si­ły z sa­kra­men­tów, zwłasz­cza z Eu­cha­ry­stii i z sa­kra­men­tu po­ku­ty. Wa­ty­kan, 1999 r.

Wy, Mło­dzi, je­ste­ście pierw­szy­mi apo­sto­ła­mi i ewan­ge­li­za­to­ra­mi mło­dzie­ży. Nie wy­star­czy od­kryć Chry­stu­sa, trze­ba Go nieść in­nym! Chry­stus wam ufa i li­czy na wa­szą współ­pra­cę. Chry­stus was po­trze­bu­je. Od­po­wiedz­cie na Je­go we­zwa­nie z od­wa­gą i za­pa­łem wa­szej mło­do­ści. Wa­ty­kan, 1988 r.

Chry­stus py­ta każ­de­go i każ­dą z was: „Czy mi­łu­jesz?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie bar­dziej?”. Wejdź w głę­bię swe­go mło­de­go ser­ca. Tam znaj­dziesz od­po­wiedź. Mi­łość jest w to­bie. To Bo­ży dar. A za­tem patrz w przy­szłość i nie bój się po­wie­dzieć Chry­stu­so­wi: tak. Choć to mi­łość wy­ma­ga­ją­ca, nie bój się ko­chać Chry­stu­sa. On pierw­szy nas umi­ło­wał – umi­ło­wał do koń­ca. Po­la Led­nic­kie, 2004r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Dziękujemy, nasz drogi i umiłowany papieżu Pawle VI!

W tym dniu be­aty­fi­ka­cji pa­pie­ża Paw­ła VI przy­cho­dzą mi na myśl je­go sło­wa, któ­ry­mi usta­na­wiał Sy­nod Bi­sku­pów: „Śle­dząc uważ­nie zna­ki cza­sów, sta­ra­my się do­sto­so­wać dro­gi i me­to­dy (…) do wzra­sta­ją­cych wy­ma­gań na­szych dni i zmie­nia­ją­cych się wa­run­ków spo­łecz­nych”.

W od­nie­sie­niu do te­go wiel­kie­go pa­pie­ża, od­waż­ne­go chrze­ści­ja­ni­na, nie­stru­dzo­ne­go apo­sto­ła, przed Bo­giem mo­że­my dziś tyl­ko wy­po­wie­dzieć sło­wo tak pro­ste, a jed­no­cze­śnie szcze­re i waż­ne: Dzię­ku­je­my nasz dro­gi i umi­ło­wa­ny pa­pie­żu Paw­le VI! Dzię­ku­je­my za two­je po­kor­ne i pro­ro­cze świa­dec­two mi­ło­ści do Chry­stu­sa i Je­go Ko­ścio­ła!

W swo­im oso­bi­stym dzien­ni­ku wiel­ki ster­nik So­bo­ru za­pi­sał: „Mo­że Pan mnie po­wo­łał i trzy­ma mnie na tej po­słu­dze, nie dla­te­go, abym miał ja­kieś w tej dzie­dzi­nie zdol­no­ści, czy też abym rzą­dził i oca­lił Ko­ściół od je­go obec­nych trud­no­ści, ale abym nie­co dla Ko­ścio­ła wy­cier­piał i aby by­ło ja­sne, że to On, a nie kto in­ny pro­wa­dzi go i oca­la”. W tej po­ko­rze ja­śnie­je wiel­kość bło­go­sła­wio­ne­go Paw­ła VI, któ­ry, kie­dy za­ry­so­wy­wa­ło się spo­łe­czeń­stwo zla­icy­zo­wa­ne i wro­gie, po­tra­fił kie­ro­wać z da­le­ko­wzrocz­ną mą­dro­ścią – a cza­sem w sa­mot­no­ści – ste­rem ło­dzi Pio­tro­wej, ni­gdy nie tra­cąc ra­do­ści i uf­no­ści w Pa­nu.

Pa­weł VI umiał rze­czy­wi­ście od­da­wać Bo­gu to, co na­le­ży do Bo­ga, po­świę­ca­jąc ca­łe swo­je ży­cie „za­da­niu świę­te­mu, uro­czy­ste­mu i nie­zwy­kle po­waż­ne­mu: te­mu, aby kon­ty­nu­ować w cza­sie i krze­wić na zie­mi mi­sję Chry­stu­sa”, mi­łu­jąc Ko­ściół i pro­wa­dząc go, aby był rów­no­cze­śnie „od­da­ną dla ca­łej spo­łecz­no­ści ludz­kiej mat­ką i roz­daw­cą zba­wie­nia”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 19.10.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pa­trząc na te­mat ak­tu­al­ne­go nu­me­ru „Dro­giˮ, nie tyl­ko przy­po­mi­nam so­bie Księ­gę Ro­dza­ju, skąd cy­tat ten zo­stał za­czerp­nię­ty (por Rdz 1, 27), przy­po­mi­nam so­bie rów­nież mnó­stwo prze­czy­ta­nych zdań, usły­sza­nych wy­po­wie­dzi.

Ale po ko­lei… W Bi­blii Ty­siąc­le­cia, naj­po­pu­lar­niej­szym współ­cze­snym tłu­ma­cze­niu Pi­sma Świę­te­go, w pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Ro­dza­ju czy­ta­my: „Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży go stwo­rzył: stwo­rzył męż­czy­znę i nie­wia­stę”. Wie­lu ko­men­ta­to­rów, w tym pol­ski pa­pież – św. Jan Pa­weł II, ro­zu­mie to sfor­mu­ło­wa­nie w sze­ro­kiej per­spek­ty­wie: twier­dzą, że peł­nia czło­wie­czeń­stwa jest w oboj­gu lu­dzi zjed­no­czo­nych w mi­ło­ści: do­pie­ro męż­czy­zna współ­dzia­ła­ją­cy z ko­bie­tą two­rzą „ca­łe­go czło­wie­ka”. Jan Pa­weł II w cy­klu ka­te­chez śro­do­wych (za­ty­tu­ło­wa­nych wła­śnie „Ko­bie­tą i męż­czy­zną stwo­rzył ich”) na­pi­sał tak: „Czło­wiek – Adam – za­padł w (…) sen, aby zbu­dzić się z nie­go »męż­czy­zną i nie­wia­stą«„. Kon­se­kwen­cją ta­kie­go ro­zu­mie­nia jest praw­da, że za­rów­no męż­czy­zna w ko­bie­cie utwo­rzo­nej z je­go bo­ku, jak i ko­bie­ta w męż­czyź­nie, z któ­re­go bo­ku zo­sta­ła wzię­ta, mo­gą roz­po­zna­wać sie­bie i od­kry­wać sie­bie.

Aby re­la­cje mię­dzy ludź­mi by­ły twór­cze, jed­nym z za­dań, ja­kie sto­ją przed każ­dym z nas, jest roz­wi­ja­nie swo­jej mę­sko­ści al­bo ko­bie­co­ści: naj­prak­tycz­niej­szym spo­so­bem jest spo­rzą­dze­nie li­sty cech, ja­kie ma do­bry mąż i oj­ciec oraz do­bra żo­na i mat­ka. Mąż jest opar­ciem i opie­ku­nem, oj­ciec jest wzor­cem i prze­wod­ni­kiem, żo­na i mat­ka two­rzy at­mos­fe­rę do­mu i w sen­sow­ny spo­sób ła­go­dzi su­ro­wość i ra­dy­ka­lizm mę­ża. Wiel­ką sa­tys­fak­cję da­je wzra­sta­nie w ce­chach, ja­kie pro­wa­dzą do ży­cia w szczę­śli­wej ro­dzi­nie. War­to też za­uwa­żyć, że oso­by du­chow­ne ko­rzy­sta­ją z tych sa­mych cech: ka­płan jest du­cho­wym oj­cem, za­kon­ni­ca re­ali­zu­je ma­cie­rzyń­stwo w re­la­cjach z oso­ba­mi, któ­rym słu­ży.

Na ko­niec przy­po­mnę pew­ne wy­da­rze­nie: w pew­nej szko­le prze­pro­wa­dzo­no ba­da­nie tem­pe­ra­men­tu. Gdy po­da­no wy­ni­ki, nie­któ­rzy chłop­cy by­li prze­ra­że­ni, że w ru­bry­ce „ko­bie­cość” mie­li 2–3 punk­ty (na 10), nie­któ­re dziew­czę­ta nie ro­zu­mia­ły, dla­cze­go tam, gdzie by­ła „mę­skość”, „zdo­by­ły” kil­ka punk­tów. Psy­cho­lo­dzy szyb­ko wy­ja­śnia­li: kil­ka punk­tów „ko­bie­co­ści” u męż­czyzn i „mę­sko­ści” u ko­biet to peł­na nor­ma, bez te­go zrów­no­wa­że­nia chłop­cy nie mie­li­by cie­nia czu­ło­ści, a dziew­czę­tom bra­ko­wa­ło­by kon­se­kwen­cji.

Je­ste­śmy stwo­rze­ni po to, by osią­gnąć szczę­ście, wie­le cech jest w za­ląż­ku, trze­ba je roz­wi­jać, by stać się doj­rza­łą oso­bą, cze­go oczy­wi­ście wszyst­kim ży­czę.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski