Antybiotyki – niekoniecznie, nie zawsze, nie na wszystko

Co to są an­ty­bio­ty­ki?

Od­kry­cia pierw­sze­go an­ty­bio­ty­ku do­ko­nał Ale­xan­der Fle­ming w 1928 r. Jed­nak pe­ni­cy­li­na sta­ła się le­kiem do­pie­ro w la­tach 40. Fle­ming i je­go ko­le­dzy-na­ukow­cy: Ho­ward Flo­rey i Er­nest Cha­in otrzy­ma­li za swój „me­dycz­ny wy­na­la­zek” Na­gro­dę No­bla. Za­słu­żo­ną Na­gro­dę No­bla – do­daj­my – bo an­ty­bio­ty­ki ura­to­wa­ły nie­jed­no ludz­kie ży­cie.

Na­zwę „an­ty­bio­tyk” wpro­wa­dził Sel­man Wak­sman, od­kryw­ca strep­to­my­cy­ny. „An­ti” ozna­cza „prze­ciw”, „bio­sti­kos” – „zdol­ny do ży­cia”. Ro­lą an­ty­bio­ty­ków jest więc za­bi­ja­nie lub ha­mo­wa­nie wzro­stu i po­dzia­łu bak­te­rii. Sto­su­je się je w le­cze­niu za­ka­żeń bak­te­ryj­nych oraz przed za­bie­ga­mi chi­rur­gicz­ny­mi.

foto_01-03_18-2014

Kie­dy brać, kie­dy nie brać?

Sku­tecz­ność an­ty­bio­ty­ków jest wy­so­ka, ale nie­od­po­wied­nie (czy­li np. zbyt czę­ste) ich sto­so­wa­nie mo­że przy­nieść od­wrot­ne skut­ki – bak­te­rie uod­por­nią się na lek. Przed po­da­niem le­ku naj­le­piej jest wy­ko­nać tzw. po­siew ma­te­ria­łu od cho­re­go, czy­li zba­dać np. krew al­bo wy­maz z gar­dła. Ba­da­nie po­zwa­la usta­lić, któ­re kon­kret­na bak­te­ria jest od­po­wie­dzial­na za cho­ro­bę i czy da­ny an­ty­bio­tyk so­bie z nią po­ra­dzi. Ta­kie le­cze­nie na­zy­wa­my ce­lo­wa­nym. Le­karz mo­że też zde­cy­do­wać o po­da­niu an­ty­bio­ty­ku bez po­sie­wu, ba­zu­jąc na swo­jej wie­dzy o ak­tu­al­nej sy­tu­acji epi­de­mio­lo­gicz­nej (np. wie, że w da­nej gmi­nie pa­nu­je ostre za­ka­że­nie da­ną bak­te­rią). To tzw. te­ra­pia em­pi­rycz­na.

Pa­mię­taj­my, że an­ty­bio­ty­ko­te­ra­pia nie jest sku­tecz­na w przy­pad­ku za­ka­żeń wi­ru­so­wych, czy­li np. gry­py. Na­wet bar­dzo wy­so­ka go­rącz­ka i złe sa­mo­po­czu­cie nie są wte­dy wska­za­niem do po­da­nia an­ty­bio­ty­ku (chy­ba że wdar­ło się za­ka­że­nie bak­te­ryj­ne, nie jest to jed­nak czę­ste).

Od lat trwa mo­da na an­ty­bio­ty­ki. Nad­mier­ne ich sto­so­wa­nie (w me­dy­cy­nie, w we­te­ry­na­rii, ho­dow­li, rol­nic­twie, a tak­że w prze­my­śle) spo­wo­do­wa­ło, że na bar­dzo sze­ro­ką ska­lę roz­prze­strze­ni­ły się drob­no­ustro­je, któ­re są le­ko­od­por­ne. War­to wie­dzieć, że w Pol­sce pro­wa­dzo­ny jest Na­ro­do­wy Pro­gram Ochro­ny An­ty­bio­ty­ków. Je­go ce­lem jest pod­nie­sie­nie świa­do­mo­ści, że le­ki te nie za­wsze są ko­niecz­ne i że nie po­ma­ga­ją na wszyst­ko.

Do­mo­wy sy­rop czosn­ko­wy na prze­zię­bie­nie

Dzia­ła! Spraw­dzo­ny i lu­bia­ny w mo­im do­mu. Je­go za­le­tą jest to, że mi­mo za­war­to­ści czosn­ku, po­zo­sta­wia nasz od­dech w do­brej kon­dy­cji! Sy­rop naj­le­piej przy­go­to­wać te­raz, kie­dy nasz pol­ski czo­snek – na­tu­ral­ny an­ty­bio­tyk – jest so­czy­sty i ostry. Za­go­to­wać 4 szklan­ki wo­dy i cu­kru. Do­dać 1 głów­kę czosn­ku star­tą na tar­ce, sok wy­ci­śnię­ty z 2 ½ cy­try­ny, 5 ły­żek mio­du le­śne­go, su­szo­ny kwit li­py, ły­żecz­kę ty­mian­ku i ca­łość chwi­lę go­to­wać. Po­tem od­ce­dzić, prze­lać do bu­te­lek i za­pa­ste­ry­zo­wać. Prze­cho­wy­wać w chłod­nym i za­ciem­nio­nym miej­scu. W przy­pad­ku prze­zię­bie­nia za­ży­wać 2‒3 ły­żecz­ki dzien­nie.

Jak sto­so­wać?

I jesz­cze jed­na waż­na kwe­stia – an­ty­bio­ty­ki sku­tecz­nie nisz­czą nie tyl­ko ata­ku­ją­ce nas złe bak­te­rie, ale rów­nież te do­bre, na­sze, któ­re two­rzą ko­rzyst­ną flo­rę bak­te­ryj­ną. I choć nie ma wska­zań me­dycz­nych do tak re­kla­mo­wa­nych dzi­siaj le­ków osło­no­wych pod­czas an­ty­bio­ty­ko­te­ra­pii, war­to zja­dać wię­cej jo­gur­tów i pić ke­fir, któ­re to pro­duk­ty za­wie­ra­ją pa­łecz­ki kwa­su mle­ko­we­go.

Nie na­le­ży prze­ry­wać ku­ra­cji np. po dwóch dniach, kie­dy tyl­ko po­czu­je­my się le­piej. Pa­mię­taj­my też, że an­ty­bio­ty­ki za­wsze (!) po­pi­ja­my tyl­ko wo­dą. Mle­ko, sok czy jo­gurt mo­gą ha­mo­wać ich dzia­ła­nie, a ka­wa, co­la czy her­ba­ta w ogó­le źle wpły­wa­ją na pro­ces wchła­nia­nia sub­stan­cji. Nie­któ­rych le­ków nie na­le­ży też łą­czyć z je­dze­niem. Ta­kie in­for­ma­cje za­wie­ra każ­da ulot­ka do­łą­czo­na do opa­ko­wa­nia.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Zapytaj Magdę. Parę lat temu chodziłam z pewnym chłopakiem...

Dro­ga Ma­dziu!

Pa­rę lat te­mu cho­dzi­łam z pew­nym chło­pa­kiem. Roz­sta­li­śmy się (w su­mie by­li­śmy jesz­cze dzieć­mi), utrzy­my­wa­li­śmy ko­le­żeń­skie sto­sun­ki, ale nie­daw­no po­sta­no­wi­li­śmy spró­bo­wać jesz­cze raz.

Cie­szę się, że da­łam mu szan­sę i że dłu­go się zna­my, po­nie­waż zna­my sie­bie, swo­je wa­dy i swo­je za­le­ty.

Ro­dzi­ce sta­ra­ją się to za­ak­cep­to­wać, przy­ja­cie­le też, ale pew­na oso­ba (któ­ra do­brze zna mnie, je­go i na­sze ro­dzi­ny) po­wie­dzia­ła mi, że ta­cy lu­dzie się nie zmie­nia­ją. Te­raz ca­ły czas za­sta­na­wiam się, czy do­brze zro­bi­łam, wią­żąc się dru­gi raz z tym sa­mym chło­pa­kiem, któ­ry kie­dyś pod­padł mo­im ro­dzi­com i pa­ru oso­bom... Nie wiem, czy to zwią­zek na ca­łe ży­cie, ale do­brze mi z nim.

Pro­szę, po­móż.

Z po­zdro­wie­nia­mi, Pa­ola

foto_01-02_18-2014

Cześć Pa­ola!

Dzię­ku­ję za list. Du­żo wąt­ków. Za­cznij­my od te­go, że hi­sto­rie uda­nych i szczę­śli­wych mał­żeństw są róż­ne. Znam na przy­kład pa­rę, któ­ra jest już kil­ka­dzie­siąt lat po ślu­bie, a za­ko­cha­li się w so­bie… w przed­szko­lu! In­ni po­zna­ją się w szko­le i po kil­ku la­tach zna­jo­mo­ści coś iskrzy i po pa­ru mie­sią­cach jest ślub. A jesz­cze in­nym ra­zem strza­ła Amo­ra tra­fia nie­spo­dzie­wa­nie. Szyb­kie na­rze­czeń­stwo, szyb­ko ob­rącz­ki i mi­łość do koń­ca.

Zda­rza się pew­nie też tak, że lu­dzie wra­ca­ją do sie­bie po roz­sta­niu i bo­ga­ci w ży­cio­we do­świad­cze­nia są mą­drzej­si i le­piej ukła­da­ją swo­ją re­la­cję. Zu­peł­nie na prze­kór po­wie­dze­niu, że nie wcho­dzi się dwa ra­zy do tej sa­mej rze­ki.

Je­śli cho­dzi o opi­nię wspo­mnia­nej „pew­nej oso­by”, war­to pa­mię­tać o dwóch spra­wach. Po pierw­sze, po­myśl (mo­że na­wet wspól­nie z ro­dzi­ca­mi), czy ta oso­ba jest god­na za­ufa­nia i czy je­steś pew­na, że na­praw­dę do­brze Ci ży­czy i wszyst­ko, co mó­wi, ro­bi z tro­ski o Cie­bie. Je­śli nie, to mo­że nie war­to za­sta­na­wiać się nad jej ra­da­mi. A je­śli tak, to roz­waż jej ar­gu­men­ty, spo­tkaj się, po­słu­chaj ze spo­ko­jem. Za­ko­cha­ni ma­ją to do sie­bie, że wszyst­ko wi­dzą w ró­żo­wych oku­la­rach. To pięk­ne, ale cza­sa­mi… nie­bez­piecz­ne.

Pa­ola, ja wie­rzę w lu­dzi i wie­rzę, że zmie­nia­ją się na lep­sze. Nie na­pi­sa­łaś co praw­da, w ja­ki spo­sób chło­pak pod­padł Two­im ro­dzi­com i z ja­kie­go po­wo­du się roz­sta­li­ście, ale mo­że war­to dać mu szan­sę? Wa­run­kiem, mo­im zda­niem, po­win­na być szcze­ra chęć po­pra­wy je­go za­cho­wa­nia i uważ­ne ob­ser­wo­wa­nie, czy mo­żesz mu ufać. Wiel­ką ostroż­ność za­cho­waj, je­śli Twój ko­le­ga wszedł w kon­flikt z pra­wem, miał pro­blem z nad­uży­wa­niem al­ko­ho­lu, był agre­syw­ny itp. To wa­dy du­że­go ka­li­bru. I choć na­pi­sa­łam, że prze­cież każ­dy z nas za­słu­gu­je na dru­gą szan­sę, bo nie je­ste­śmy ide­al­ni, war­to, że­by za­ko­cha­nie nie by­ło jed­no­cze­śnie za­śle­pie­niem. Nie­ste­ty, wie­le jest cho­ciaż­by hi­sto­rii ko­biet (i męż­czyzn), któ­re zwią­za­ły się z part­ne­rem, któ­ry np. pi­je al­bo bie­rze nar­ko­ty­ki. Przy­świe­ca­ła te­mu pięk­na idea: mo­ja mi­łość go zmie­ni. A fi­nał tych hi­sto­rii był smut­ny.

Ży­czę Ci mą­dro­ści w ro­ze­zna­niu tej sy­tu­acji. I pa­mię­taj, że masz Ko­goś, kto po­mo­że Ci pod­jąć każ­dą, na­wet naj­trud­niej­szą de­cy­zję!

Po­zdra­wiam ser­decz­nie,

Mag­da

 

Katolicyzm „light”

Ła­two za­uwa­żyć, że od ja­kie­goś cza­su na­stą­pił wy­syp (a tak­że wy­lew) pro­duk­tów na róż­ne spo­so­by „od­chu­dzo­ny­chˮ (li­ght). Wszyst­ko za­czę­ło się od co­li i pi­wa „li­gh­tˮ, a po­tem w skle­pach za­czę­ły po­ka­zy­wać się in­ne pro­duk­ty z tym „do­dat­kie­mˮ w na­zwie – mia­no­wi­cie wę­dli­ny, na­biał, pro­duk­ty zbo­żo­we itp. Pod­sta­wo­wa za­sa­da po­ja­wia­nia się te­go ty­pu wy­ro­bów to mi­ni­ma­li­zo­wa­nie ilo­ści te­go skład­ni­ka, któ­ry – sto­so­wa­ny w nor­mal­nej ilo­ści – mo­że nie­któ­rym oso­bom za­szko­dzić.

foto_01-01_18-2014

Od tych spo­strze­żeń ro­dem z su­per­mar­ke­tu przejdź­my do spraw po­waż­niej­szych. Otóż od wie­lu lat stop­nio­wo ob­ser­wu­je­my ten­den­cję do „roz­wad­nia­niaˮ, „od­chu­dza­niaˮ wia­ry ka­to­lic­kiej – na ta­ką wia­rę „li­ght”. Pod­sta­wo­wa idea kry­ją­ca się za ta­ki­mi pró­ba­mi to chęć uczy­nie­nia wia­ry ła­twiej ak­cep­to­wal­ną dla współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Ten­den­cja ta ujaw­nia się w książ­kach ka­to­lic­kich, pra­sie, ka­za­niach i pod­czas na­uki re­li­gii – od przed­szko­li po­czy­na­jąc, na dusz­pa­ster­stwach aka­de­mic­kich koń­cząc. Ale nie tyl­ko. Rok te­mu na Przy­stan­ku Wo­od­stock dzie­siąt­ki ty­się­cy mło­dych usły­sza­ło od bar­dzo zna­ne­go ka­pła­na na­stę­pu­ją­ce sło­wa: „Nic nie przy­je­cha­łem ofe­ro­wać. Ofe­ru­ję sie­bie, swo­je do­świad­cze­nie. Rób­ta co chce­ta!”

Roz­wad­nia­nieˮ ka­to­li­cy­zmu osią­ga się na przy­naj­mniej dwa spo­so­by. Pierw­sza me­to­da to cał­ko­wi­te po­mi­ja­nie prawd, któ­re są uwa­ża­ne dziś za „nie­mod­neˮ lub „zbyt trud­neˮ do zro­zu­mie­nia przez współ­cze­sne­go czło­wie­ka. Na­le­żą tu ta­kie ka­to­lic­kie praw­dy, jak np. na­ucza­nie o grze­chu pier­wo­rod­nym, o grze­chu śmier­tel­nym za­słu­gu­ją­cym na pie­kło, o sa­mym pie­kle ja­ko ta­kim, o czyść­cu, o ist­nie­niu dia­bła, o sied­miu grze­chach głów­nych, o fak­cie ku­sze­nia przez Złe­go, o po­trze­bie i war­to­ści po­ku­ty w po­sta­ci po­stu, o są­dzie szcze­gó­ło­wym każ­de­go czło­wie­ka za­raz po śmier­ci i o są­dzie osta­tecz­nym przy koń­cu świa­ta. Nie­któ­rzy cał­kiem słusz­nie na­zwa­li tę wy­biór­czość co do prawd wia­ry „Ka­wia­ren­ką Ka­to­li­cy­zmˮ.

Dru­ga me­to­da to prze­sad­ne pod­kre­śla­nie przy­jem­nych i ra­do­snych aspek­tów ka­to­li­cy­zmu. Oczy­wi­ście, że one ist­nie­ją i są po­trzeb­ne, ale pod­kre­śla się je zbyt moc­no, np. pierw­szeń­stwo mi­ło­ści (czę­sto bez okre­śle­nia ja­kiej mi­ło­ści), Bo­ża do­broć, mi­ło­sier­dzie i chęć prze­ba­cza­nia wraz z wprost stwier­dza­ną wia­rą w to, że wszy­scy pój­dą do nie­ba. Wer­sja „li­ght” ta­kie­go „od­chu­dzo­ne­goˮ na­ucza­nia to prak­tycz­nie czy­sty hu­ma­ni­ta­ryzm, nie­róż­nią­cy się od na­ucza­nia pro­te­stanc­kie­go.

Obec­ny nu­mer „Dro­gi”, któ­ry trzy­ma­cie w rę­kach, po­świę­co­ny jest od­po­wie­dzi na py­ta­nie: „Co ka­to­lik mo­że?”. Czy stać nas dzi­siaj tyl­ko na wia­rę „li­ght”? Czło­wiek czę­sto bo­wiem py­ta o to, czy da­na rzecz jest czy nie jest jesz­cze grze­chem. Po­wiedz­my otwar­cie, że ta­kie sta­wia­nie spra­wy wy­raź­nie wska­zu­je na sła­bą jesz­cze wia­rę, ro­zu­mia­ną ja­ko ko­niecz­ność uchy­la­nia się od pew­nych za­cho­wań (czę­sto przy­jem­nych) po to, by za­do­wo­lić Bo­ga Oj­ca, któ­ry mógł­by się po­gnie­wać. Nie ma to jed­nak nic wspól­ne­go z wia­rą. Czy oso­bie za­ko­cha­nej trze­ba wy­ja­śniać, co na­le­ży czy­nić, a cze­go nie? Po co? Od­po­wiedź jest pro­sta: „Ro­bię wszyst­ko, co uszczę­śli­wi ukochaną/ uko­cha­ne­go, a wiem to po pro­stu z ser­ca! Nie po­trze­bu­ję pod­ręcz­ni­ka”.

Za­chę­cam was do prze­czy­ta­nia ca­łe­go nu­me­ru „Dro­gi”. Bar­dzo róż­ne i mą­dre po­dej­ście do te­ma­tu mo­że być dla was in­spi­ra­cją na no­wo roz­po­czę­ty rok szkol­ny i ka­te­che­tycz­ny. Przy­glą­daj­cie się świa­tu. Oce­niaj­cie we­dług Ewan­ge­lii. I dzia­łaj­cie – z mło­da mo­cą, tak jak tyl­ko wy po­tra­fi­cie. Do ta­kiej oso­bi­stej od­po­wie­dzi na py­ta­nie „Co ka­to­li­ko­wi wol­no?” – w od­nie­sie­niu do Bo­ga i w opar­ciu o przy­ka­za­nia i Ewan­ge­lię – z ser­ca was dziś za­pra­szam.

 

Ks. Piotr Wró­bel

 

Człowiek nie może stać się niewolnikiem swoich różnych skłonności i namiętności

Chry­stus py­ta każ­de­go i każ­dą z was: „Czy mi­łu­jesz?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie bar­dziej?”. Wejdź w głę­bię swe­go mło­de­go ser­ca. Tam znaj­dziesz od­po­wiedź. Mi­łość jest w to­bie. To Bo­ży dar. A za­tem patrz w przy­szłość i nie bój się po­wie­dzieć Chry­stu­so­wi: tak. Choć to mi­łość wy­ma­ga­ją­ca, nie bój się ko­chać Chry­stu­sa. On pierw­szy nas umi­ło­wał – umi­ło­wał do koń­ca. Led­ni­ca, 2004 r.

Duch te­go świa­taˮ ofe­ru­je wie­le fał­szy­wych złu­dzeń oraz ka­ry­ka­tur szczę­ścia. Nie ma chy­ba głęb­szej ciem­no­ści niż ta, któ­ra prze­ni­ka du­szę mło­dych lu­dzi, kie­dy to fał­szy­wi pro­ro­cy ga­szą w nich świa­tło wia­ry, na­dziei i mi­ło­ści. Naj­więk­szym pod­stę­pem i naj­głęb­szym źró­dłem nie­szczę­ścia jest złu­dze­nie od­kry­wa­nia ży­cia po­przez wy­klu­cze­nie Bo­ga, od­naj­dy­wa­nia wol­no­ści po­przez wy­klu­cze­nie prawd mo­ral­nych oraz oso­bi­stej od­po­wie­dzial­no­ści. Do­wn­sview, 2002 r.

Eu­cha­ry­stia jest sa­kra­men­tem obec­no­ści Chry­stu­sa, któ­ry da­je nam sie­bie, bo nas ko­cha. Ko­cha On każ­de­go z nas w spo­sób oso­bi­sty i je­dy­ny w kon­kret­nym ży­ciu każ­de­go dnia: w ro­dzi­nie, wśród przy­ja­ciół, w stu­diach i w pra­cy, w wy­po­czyn­ku i roz­ryw­ce. Ko­cha nas, kie­dy na­peł­nia świe­żo­ścią dni na­szej eg­zy­sten­cji i tak­że wów­czas, gdy w go­dzi­nie cier­pie­nia do­pusz­cza, by przy­szedł na nas czas pró­by. Rów­nież bo­wiem przez naj­cięż­sze do­świad­cze­nia da­je nam sły­szeć swój głos. Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

Czło­wiek nie mo­że stać się nie­wol­ni­kiem swo­ich róż­nych skłon­no­ści i na­mięt­no­ści, nie­kie­dy ce­lo­wo pod­sy­ca­nych. Przed tym nie­bez­pie­czeń­stwem trze­ba się bro­nić. Trze­ba umieć uży­wać swo­jej wol­no­ści, wy­bie­ra­jąc to, co jest do­brem praw­dzi­wym. Nie daj­cie się znie­wa­lać! Nie daj­cie się znie­wo­lić, nie daj­cie się sku­sić pseu­do­war­to­ścia­mi, pół­praw­da­mi, uro­kiem mi­ra­ży, od któ­rych póź­niej bę­dzie­cie się od­wra­cać z roz­cza­ro­wa­niem, po­ra­nie­ni, a mo­że na­wet ze zła­ma­nym ży­ciem. Wro­cław, 1997 r.

 

 Św. Jan Pa­weł II

 

Macierzyństwo Kościoła

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W po­przed­nich ka­te­che­zach mie­li­śmy oka­zję kil­ka ra­zy za­uwa­żyć, że nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi sa­mi, o na­szych si­łach, w spo­sób au­to­no­micz­ny, ani też nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi w la­bo­ra­to­rium, ale je­ste­śmy zro­dze­ni i wzra­sta­my w wie­rze w ob­rę­bie te­go wiel­kie­go lu­du, ja­kim jest Ko­ściół. W tym sen­sie Ko­ściół jest na­praw­dę mat­ką. Na­sza mat­ka Ko­ściół ‒ jak­że pięk­nie móc tak to wy­ra­zić! Jest to mat­ka da­ją­ca nam ży­cie w Chry­stu­sie i spra­wia­ją­ca, że ży­je­my ra­zem ze wszyst­ki­mi in­ny­mi brać­mi w ko­mu­nii Du­cha Świę­te­go.

Wzo­rem te­go ma­cie­rzyń­stwa Ko­ścio­ła jest Dzie­wi­ca Ma­ry­ja, bę­dą­ca wzo­rem naj­pięk­niej­szym i naj­wznio­ślej­szym, ja­ki mo­że ist­nieć. (…) Jed­nak­że ma­cie­rzyń­stwo Ko­ścio­ła jest na­stęp­stwem ma­cie­rzyń­stwa Ma­ryi, bę­dąc je­go prze­dłu­że­niem w hi­sto­rii. (…) Ko­ściół jest na­szą mat­ką, gdyż zro­dził nas w sa­kra­men­cie chrztu św. Za każ­dym ra­zem, kie­dy chrzci­my dziec­ko, sta­je się ono dziec­kiem Ko­ścio­ła, zo­sta­je włą­czo­ne do Ko­ścio­ła. I od te­go dnia jak tro­skli­wa ma­ma kie­ru­je na­szym wzro­stem w wie­rze i wska­zu­je nam mo­cą sło­wa Bo­że­go dro­gę zba­wie­nia, bro­niąc nas od złe­go. (…)

Kto nam da­je sło­wo Bo­że? Na­sza mat­ka Ko­ściół! Kar­mi nas jak dzie­ci tym sło­wem! Wy­cho­wu­je nas tym sło­wem ca­łe ży­cie. I to jest wspa­nia­łe! To wła­śnie mat­ka Ko­ściół sło­wem Bo­żym prze­mie­nia nas od we­wnątrz. Sło­wo Bo­że, ja­kim ob­da­rza nas mat­ka Ko­ściół, prze­kształ­ca nas, spra­wa, że na­sze czło­wie­czeń­stwo nie pa­ła we­dług świa­to­wo­ści cia­ła, lecz we­dług Du­cha. (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, Ko­ściół jest mat­ką, któ­rej za­le­ży na do­bru swo­ich dzie­ci i po­tra­fi od­dać ży­cie za swo­je dzie­ci. (…) Po­wierz­my się więc Ma­ryi, aby ja­ko mat­ka na­sze­go pierw­sze­go bra­ta, pier­wo­rod­ne­go Je­zu­sa, na­uczy­ła nas swe­go ma­cie­rzyń­skie­go du­cha wo­bec na­szych bra­ci, wraz ze szcze­rą zdol­no­ścią go­ścin­no­ści, prze­ba­cza­nia, ob­da­rza­nia mo­cą i tchnie­nia uf­no­ścią i na­dzie­ją. To wła­śnie czy­ni ma­ma.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 3.09.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Pe­wien piel­grzym po­wie­dział kie­dyś, że po kil­ku­na­stu la­tach piel­grzy­mo­wa­nia (głów­nie na Ja­sną Gó­rę) zro­zu­miał, że ca­łe ży­cie jest wę­drów­ką, w któ­rej każ­dy krok jest de­cy­zją. Od sa­me­go ra­na po­trzeb­na jest de­cy­zja, by wstać z po­ście­li i pod­jąć swo­je za­da­nia. Ale nie cho­dzi tyl­ko o to, by wstać, waż­ne jest rów­nież, jak wsta­je­my.

Cza­sem, pro­wa­dząc re­ko­lek­cje, pod­su­wam słu­cha­czom po­mysł, by sta­wiać so­bie każ­de­go dnia (mo­że w każ­dym ty­go­dniu) za­da­nia – jed­nym z nich mo­że być spo­sób wsta­wa­nia z łóż­ka i po­wi­ta­nia naj­bliż­szych: moż­na prze­cież zro­bić to tak, że­by każ­de­mu „chcia­ło się żyć”. Po­tem po­trzeb­na jest de­cy­zja, czy chcę po­wi­tać Pa­na Bo­ga i w spo­koj­nej mo­dli­twie Go po­słu­chać (nie­któ­rzy przed szko­łą czy pra­cą idą na Mszę Świę­tą). I tak co chwi­la no­we wy­bo­ry.

Wła­ści­wie dla chrze­ści­ja­ni­na jest jed­no kry­te­rium do­brze po­dej­mo­wa­nych de­cy­zji – mi­łość. Czy­ta­jąc przy­go­to­wa­ne do te­go nu­me­ru tek­sty, war­to za­uwa­żyć, że wszyst­kie ra­dy, ja­kie od­na­leź­li­śmy, słu­cha­jąc mą­drych lu­dzi i czy­ta­jąc mą­dre książ­ki, spro­wa­dza­ją się do te­go jed­ne­go – czy wzra­stam w Mi­ło­ści, ina­czej mó­wiąc – czy przy­bli­żam się do Pa­na Bo­ga, czy co­raz traf­niej od­czy­tu­ję Je­go wo­lę i z co­raz więk­szą ra­do­ścią ją speł­niam.

Za­uważ­my, że ra­do­ścią jest ży­cie, w któ­rym czło­wiek nie tyl­ko jest pe­wien, że Pan Bóg go ko­cha, ale wi­dzi, że sam w tę mi­łość wni­ka i umie da­wać ją in­nym. Chy­ba nie trze­ba prze­ko­ny­wać, jak wiel­kim szczę­ściem jest spra­wia­nie ra­do­ści in­nym.

Nie­ste­ty, ka­tor­gą jest ży­cie, w któ­rym cią­gle bo­imy się o to, czy speł­nia­my ta­ki czy in­ny prze­pis, czy ktoś (al­bo Ktoś) nas nie skar­ci al­bo na­wet ze­śle do „miej­sca” po­tę­pie­nia. Tra­gicz­nie nie­raz my­lą się lu­dzie, któ­rzy chcą spra­wić przy­jem­ność, przy­bli­ża­jąc ja­kieś zło, któ­re jest póź­niej źró­dłem we­wnętrz­ne­go ze­psu­cia.

Trze­ba wy­bie­rać, trze­ba umieć od­rzu­cać wszyst­ko, co nie jest do­brem, co nie pro­wa­dzi do Pa­na Bo­ga, co jest źró­dłem smut­ku i znie­chę­ce­nia.

Bar­dzo mo­że po­móc umie­jęt­ność spoj­rze­nia na sie­bie z pew­ne­go dy­stan­su, prak­tycz­nie moż­na to zro­bić, sta­wia­jąc so­bie py­ta­nie, czy coś, co za­mie­rzam zro­bić, do­ra­dził­bym swe­mu sy­no­wi, swo­jej cór­ce. Czy chęt­nie wi­dział­bym swo­je dziec­ko w sy­tu­acjach, w któ­rych sta­wiam sie­bie? Świę­ty Jan Pa­weł II za­py­tał w 1995 ro­ku w Sko­czo­wie: „Czy moż­na od­rzu­cić Chry­stu­sa i wszyst­ko to, co On wniósł w dzie­je czło­wie­ka? Oczy­wi­ście moż­na, (…) ale czy wol­no? I w imię cze­go wol­no?”.

Prak­tycz­nie do­daj­my jesz­cze: czy war­to? Świę­ty pa­pież do­dał na za­koń­cze­nie: „Pro­szę was, aby­ście ni­gdy nie wzgar­dzi­li tą Mi­ło­ścią, któ­ra jest »naj­więk­sza «, któ­ra się wy­ra­zi­ła przez Krzyż, a bez któ­rej ży­cie ludz­kie nie ma ani ko­rze­nia, ani sen­su”.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski