Zapytaj Magdę

Szczęść Bo­że!

Pi­szę, bo sa­ma nie wiem, co mam ze so­bą zro­bić. Bo­ję się o to, co bę­dzie i o to, co mam te­raz. Nie raz za­sta­na­wiam się nad tym, dla­cze­go mu­szę prze­ży­wać trud­ne do znie­sie­nia roz­ter­ki ser­co­we (męż­czyź­ni, któ­rzy mi się po­do­ba­ją, są nie­do­stęp­ni), dla­cze­go tak cięż­ko przy­cho­dzi mi zno­sić nie­ga­sną­ce uczu­cie sa­mot­no­ści... Czy­ta­łam Księ­gę Hio­ba, Ewan­ge­lie i nie tyl­ko, i wiem, że po­win­ni­śmy brać swój krzyż i iść za Nim, ale cza­sem już bra­ku­je mi sił i wspar­cia. Sa­mot­ność, brak za­in­te­re­so­wa­nia od osób, na któ­rych mi za­le­ży, po­wo­du­je wiel­ki ból w mo­jej du­szy. Brak mi od­wa­gi, by iść da­lej i bo­ję po­dzie­lić się ty­mi pro­ble­ma­mi z księ­dzem, by mógł mi po­móc. Nę­ka­ją mnie my­śli ty­pu: „Nikt mnie ko­cha”. Pro­szę o po­moc Pa­na w ta­kich chwi­lach... „Niech Cię żal mój wzru­szy. Po­ciesz mnie. Prze­ba­cze­niem, da­ruj mi wi­ny, zbrod­nie. Uświęć mnie... No, ale cóż, bra­ku­je mi sił.

Po­zdra­wiam!

foto_01-03_12-2014

Dro­ga Czy­tel­nicz­ko!

Nie jest mi ła­two od­po­wie­dzieć na Twój list. Wi­dzę w nim tę­sk­no­tę za od­wza­jem­nio­ną mi­ło­ścią, zre­zy­gno­wa­nie, zra­nie­nia. I że to wszyst­ko skła­da się na smut­ną dla Cie­bie sa­mot­ność. Da­le­ko mi więc do „zło­tych rad” ty­pu: gło­wa do gó­ry, wszyst­ko bę­dzie do­brze!

Ale – co waż­ne – masz świa­do­mość, że na­wet w tej trud­nej sy­tu­acji wie­le za­le­ży od Cie­bie. To cen­ne, że nie ob­ra­żasz się na świat i nie mó­wisz: „Jest mi źle, bo wszyst­ko wo­kół jest złe”. Co mo­żesz zro­bić, kie­dy czu­jesz się sa­mot­na?

Na przy­kład po­dzie­lić się swo­im cza­sem z ty­mi, któ­rzy go pra­gną i po­trze­bu­ją. Mo­że wo­lon­ta­riat w ja­kimś klu­bie al­bo or­ga­ni­za­cji? To do­sko­na­ły spo­sób na po­zna­nie no­wych osób, któ­re my­ślą po­dob­nie jak Ty.

Po dru­gie, jak naj­wię­cej roz­ma­wiaj z in­ny­mi ludź­mi, nie izo­luj się, nie od­py­chaj tych, któ­rzy chcą się do Cie­bie zbli­żyć. Każ­da na­po­tka­na oso­ba ma wie­le do za­ofe­ro­wa­nia – tak­że Ty, pa­mię­taj o tym! Naj­gor­sze, co mo­żesz te­raz zro­bić, to za­mknąć się w do­mu i z ni­kim nie spo­ty­kać, bo w ten spo­sób nie da­jesz so­bie szan­sy na zmia­nę trud­nej sy­tu­acji.

Mo­żesz tak­że spo­rzą­dzić li­stę rze­czy, któ­re spra­wia­ją, że czu­jesz się sa­mot­na. Je­śli już do­kład­nie wiesz, dla­cze­go czu­jesz się źle, wi­dzisz, od cze­go za­cząć zmia­ny. Nie na­sta­wiaj się jed­nak na szyb­ki suk­ces, bo mo­że Ci to za­jąć tro­chę cza­su.

Po­myśl, czy masz w swo­im oto­cze­niu oso­bę, któ­rej ufasz i któ­rej mo­gła­byś opo­wie­dzieć o swo­ich uczu­ciach. Wspo­mnia­łaś o roz­mo­wie z księ­dzem. To mo­że być do­bry trop. War­to za­sta­no­wić się nad du­cho­wym kie­row­nic­twem. Ale spró­buj też od­wie­dzić psy­cho­lo­ga szkol­ne­go. Jest zo­bo­wią­za­ny do ta­jem­ni­cy i nie bę­dzie ni­ko­mu opo­wia­dał o tym, co mu wy­znasz.

I jesz­cze jed­no – nie ob­wi­niaj sie­bie za te uczu­cia. Tak­że Pan Je­zus nie­jed­no­krot­nie do­świad­czał po­czu­cia pust­ki i osa­mot­nie­nia, choć­by wte­dy, gdy mo­dlił się w Ogro­dzie Oliw­nym al­bo umie­rał na krzy­żu. On Cie­bie ro­zu­mie i na pew­no Ci po­mo­że!

Po­zdra­wiam i obie­cu­ję mo­dli­twę w Two­jej in­ten­cji

 

Mag­da

 

Rozważnie czy romantycznie?

Chce­cie bu­do­wać re­la­cję zgod­nie z Bo­ży­mi przy­ka­za­nia­mi. Czy po­zo­sta­je wam tyl­ko twar­de stą­pa­nie po zie­mi, a o tym, co ro­man­tycz­ne, trze­ba za­po­mnieć?

Mi­łość to nie uczu­cie, to stan wo­li. Mi­łość to od­po­wie­dzial­ność. Mi­łość ma być czy­sta, trze­ba uwa­żać, że­by nie zgrze­szyć. Je­śli wpad­nie­my w ta­ki spo­sób my­śle­nia, za­cznie­my po­ru­szać się w wą­skim świe­cie na­ka­zów i za­ka­zów. Oka­że się, że to, co ma słu­żyć na­sze­mu szczę­ściu, sta­je się cię­ża­rem. Tym­cza­sem dzię­ki wie­rze mo­że­my za­cho­wać zdro­wy roz­są­dek, na­wet gdy się za­ko­cha­my. A jed­no­cze­śnie mo­gą dojść do gło­su pra­gnie­nia ukry­te naj­głę­biej w na­szych ser­cach.

foto_01-02_12-2014

Wiel­ki Ro­man­tyk

Bóg stwo­rzył nas z mi­ło­ści. Nie mu­siał, ale chciał po­dzie­lić się tym, że ko­cha. Dał nam wol­ną wo­lę po to, że­by­śmy mo­gli od­po­wie­dzieć Mu mi­ło­ścią, je­śli te­go ze­chce­my. Stwo­rzył nas tak, że bez mi­ło­ści schnie­my. Wy­star­czy po­pa­trzeć na dzie­ci. Po­zba­wio­ne jej sta­ją się apa­tycz­ne lub agre­syw­ne, ich roz­wój jest za­bu­rzo­ny. Te, któ­re ma­ją jej du­żo, roz­kwi­ta­ją.

Bo­ża lo­gi­ka to mi­łość. Je­go przy­ka­za­nia ma­ją nas do­pro­wa­dzić do te­go, by­śmy umie­li le­piej ko­chać. W stwo­rze­niu nas z mi­ło­ści i dla mi­ło­ści dał nam też sie­bie na­wza­jem, ko­bie­tę i męż­czy­znę. Wlał w na­sze ser­ca ta­kie pra­gnie­nia, któ­re po­mo­gą nam zre­ali­zo­wać je­go plan, je­śli za ni­mi po­dą­ży­my. Opi­su­je je John El­dred­ge w książ­ce „Dzi­kie ser­ce. Tę­sk­no­ty mę­skiej du­szy” oraz ze swą żo­ną Sta­si w książ­ce „Urze­ka­ją­ca”.

Po­wiedz mi, cze­go pra­gniesz

We­dług Eldredge’a w ser­cu każ­de­go męż­czy­zny tli się gwał­tow­ność, dzi­kość i pra­gnie­nie na­mięt­no­ści. Moż­na żyć i nie do­pusz­czać do sie­bie tych pra­gnień, ale wte­dy ja­kaś część w nas po­zo­sta­je mar­twa. Przy­glą­da­jąc się te­mu, co tak waż­ne dla mę­skiej du­szy, au­tor „Dzi­kie­go ser­ca” wy­mie­nia 3 po­trze­by męż­czy­zny. Pierw­sza: sto­czyć bi­twę, czy­li za­an­ga­żo­wać się w wal­ce o ja­kąś war­tość. Znaj­du­je tu uj­ście agre­syw­na część mę­skie­go ser­ca. Dru­ga: prze­żyć przy­go­dę, czy­li do­świad­czyć swo­jej si­ły, opa­no­wać coś dzi­kie­go i nie­okieł­zna­ne­go, po­dą­żyć nie­zna­ną ścież­ką. Trze­cia: ura­to­wać Pięk­ną. Dla nie­mal wszyst­kich wiel­kich bo­ha­te­rów in­spi­ra­cją by­ła ich uko­cha­na. Męż­czy­zna nie chce po pro­stu wal­czyć, chce wal­czyć dla uko­cha­nej ko­bie­ty.

Z mę­ski­mi pra­gnie­nia­mi ko­re­spon­du­je to, co wpi­sa­ne w ko­bie­ce ser­ca. Zda­niem Joh­na i Sta­si ko­bie­ta chce, by o nią wal­czo­no, chce uczest­ni­czyć w przy­go­dzie i wresz­cie chce, by ktoś od­krył jej pięk­no. Głę­bo­ko w ko­bie­cym ser­cu ukry­te jest pra­gnie­nie, by ktoś o nią za­wal­czył, by by­ła upra­gnio­na, by ktoś się o nią sta­rał. Też chce prze­żyć przy­go­dę, je­śli nie sa­ma, to u bo­ku męż­czy­zny. Chce też uwie­rzyć, że ma w so­bie au­ten­tycz­ne pięk­no. Chce, by ktoś to w niej zo­ba­czył i za­chwy­cił się.

Zew przy­go­dy

Każ­dy i każ­da z nas mo­że od­po­wie­dzieć so­bie sam na py­ta­nie, na ile pra­gnie­nia „Dzi­kie­go ser­ca” i „Urze­ka­ją­cej” są nam bli­skie. A je­śli są, to jak je re­ali­zu­je­my? Pro­po­zy­cja, ja­ką nam skła­da Bóg: mał­żeń­stwo jed­nej ko­bie­ty z jed­nym męż­czy­zną, od­po­wie­dzial­ność za sie­bie i otwar­tość na dzie­ci mo­że nam po­móc je zre­ali­zo­wać. Cze­ka nas wal­ka z tym, co mó­wi świat lub z prze­ciw­no­ścia­mi. Ale ma­my przy so­bie uko­cha­ną oso­bę, z któ­rą mo­że­my prze­żyć na­szą przy­go­dę, o któ­rą mo­że­my wal­czyć / któ­ra o nas za­wal­czy, któ­rej pięk­no bę­dzie­my od­kry­wać / któ­ra od­kry­je na­sze pięk­no. Tyl­ko od nas za­le­ży, czy bę­dzie­my ugi­nać się pod cię­ża­rem za­ka­zów, czy ru­szy­my na spo­tka­nie przy­go­dy.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Parafia dla młodych

Czy przy pa­ra­fii mo­że dziać się coś cie­ka­we­go? Czy jest co­kol­wiek, w co mógł­byś chcieć się za­an­ga­żo­wać? Je­śli uwa­żasz, że nie, to praw­do­po­dob­nie ni­gdy nie pró­bo­wa­łeś się o tym prze­ko­nać.

W za­sa­dzie przy każ­dej pa­ra­fii ist­nie­je (je­śli tak nie jest, to za­dbaj o to, aby tak się sta­ło) bar­dzo wie­le ini­cja­tyw, któ­re są de­dy­ko­wa­ne wła­śnie lu­dziom mło­dym.

Na­wet je­śli zda­rzy­ło­by się, że jest ina­czej, to nic nie stoi na prze­szko­dzie, abyś sam wy­szedł z ini­cja­ty­wą – nie wszyst­ko, co dzie­je się przy pa­ra­fii, mu­si wy­cho­dzić od pro­bosz­cza czy ra­dy pa­ra­fial­nej. Pa­ra­fia, do któ­rej na­le­żysz, to tak­że two­ja wspól­no­ta, na któ­rej funk­cjo­no­wa­nie mo­żesz mieć wpływ, je­śli tyl­ko chcesz. My­ślisz, że pro­boszcz się nie zgo­dzi? Za­miast my­śleć, spró­buj. Po pierw­sze do­wiedz się do­kład­nie, ja­kie gru­py już dzia­ła­ją.

foto_01-01_12-2014

Módl się z in­ny­mi!

Bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że przy two­jej pa­ra­fii zbie­ra się gru­pa oa­zo­wa – Ru­chu Świa­tło-Ży­cie, Ka­to­lic­kie Sto­wa­rzy­sze­nie Mło­dzie­ży lub jesz­cze ja­kaś in­na wspól­no­ta, któ­ra swo­ją opie­ką ota­cza lu­dzi mło­dych. Każ­da pa­ra­fia da­je rów­nież moż­li­wość po­słu­gi­wa­nia w służ­bie li­tur­gicz­nej, ale to nie je­dy­ne for­my przy­pa­ra­fial­nych ini­cja­tyw dla mło­dych.

Po­ma­gaj!

Moż­li­we, że już w tym mo­men­cie mo­żesz za­an­ga­żo­wać się rów­nież w wo­lon­ta­riat dzia­ła­ją­cy przy two­jej pa­ra­fii. Pol­ski Czer­wo­ny Krzyż czy Ca­ri­tas to nie je­dy­na or­ga­ni­za­cje za­pew­nia­ją­ce hu­ma­ni­tar­ną po­moc, któ­re czę­sto dzia­ła­ją wła­śnie przy pa­ra­fiach i chęt­nie ko­rzy­sta­ją z po­mo­cy mło­dych wo­lon­ta­riu­szy. Cza­sem te­go ro­dza­ju dzia­łal­ność w róż­nych pla­ców­kach jest za­pew­nia­na bez po­śred­nic­twa żad­nej kon­kret­nej or­ga­ni­za­cji, ale wy­cho­dzi wprost z ini­cja­ty­wy wier­nych. Je­śli je­steś w sta­nie zor­ga­ni­zo­wać kil­ka osób, któ­re chcia­ły­by po­móc, mo­żesz śmia­ło za­ofe­ro­wać swo­ja po­moc np. dla do­mu dziec­ka lub ho­spi­cjum. Cza­sem nie trze­ba szu­kać da­le­ko, z pew­no­ścią rów­nież na te­re­nie two­jej pa­ra­fii znaj­dzie się wie­le osób star­szych czy ubo­gich, któ­re po­trze­bu­ją po­mo­cy al­bo po pro­stu to­wa­rzy­stwa.

Rusz się!

Je­śli lu­bisz ak­tyw­nie spę­dzać wol­ny czas, nie za­po­mi­na­jąc przy tym o Pa­nu Bo­gu, to za­sta­nów się po­waż­nie nad przy­łą­cze­niem się do gru­py piel­grzym­ko­wej czy tu­ry­stycz­nej. Je­śli ta­ka nie ist­nie­je, za­sta­nów się nad za­ło­że­niem gru­py lu­dzi, któ­ra przy two­jej pa­ra­fii spo­ty­ka­ła­by się re­gu­lar­nie i or­ga­ni­zo­wa­ła wspól­ne piel­grzym­ki i wy­jaz­dy, spa­ce­ry, raj­dy, spo­tka­nia for­ma­cyj­ne, po­ka­zy zdjęć z po­dró­ży.

Przy wie­lu pol­skich pa­ra­fiach dzia­ła­ją rów­nież dru­ży­ny spor­to­we, w róż­nych dys­cy­pli­nach, ale to jesz­cze nie wszyst­ko…

Roz­wi­jaj pa­sje!

Klu­by dys­ku­syj­ne i za­in­te­re­so­wań – to ko­lej­na bar­dzo cie­ka­wa for­ma ak­tyw­no­ści pa­ra­fian przy wie­lu ko­ścio­łach w Pol­sce. Wier­ni – bar­dzo czę­sto mło­dzi – spo­ty­ka­ją się wspól­nie na pre­lek­cjach in­te­re­su­ją­cych ich fil­mów, or­ga­ni­zu­ją spo­tka­nia i wy­kła­dy, za­pra­sza­ją go­ści, urzą­dza­ją dys­ku­sje na in­te­re­su­ją­ce ich te­ma­ty. Po­pu­lar­ne są też przy pa­ra­fial­ne ko­ła te­atral­ne, któ­re przy­go­to­wu­ją i wy­sta­wia­ją czę­sto bar­dzo pięk­ne i po­ru­sza­ją­ce pan­to­mi­my i mi­ste­ria.

Po­da­ne tu­taj przy­kła­dy to tyl­ko kil­ka wy­bra­nych z dłu­giej li­sty te­go, co ist­nie­je lub mo­że ist­nieć przy pa­ra­fii, do któ­rej na­le­żysz. W głów­nej mie­rze to za­le­ży od cie­bie, war­to so­bie uświa­do­mić, że to, jak funk­cjo­nu­je wspól­no­ta, któ­rej je­steś człon­kiem, to też two­ja spra­wa. Za­an­ga­żo­wa­nie osób świec­kich, tak­że mło­dych w dzia­łal­ność pa­ra­fii zwięk­sza się co­raz bar­dziej, a księ­ża chęt­nie ko­rzy­sta­ją z do­brych po­my­słów i cie­ka­wych ini­cja­tyw swo­ich pa­ra­fian. War­to spró­bo­wać!

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Nie wstydźcie się odmawiać Różańca

Chry­stus, Dro­ga Mło­dzie­ży, jest wa­szym je­dy­nym roz­mów­cą, któ­re­mu mo­że­cie za­ufać, któ­re­mu mo­że­cie sta­wiać py­ta­nia naj­istot­niej­sze, do­ty­czą­ce war­to­ści i sen­su ży­cia: nie tyl­ko ży­cia w zdro­wiu i szczę­ściu, ale tak­że ży­cia peł­ne­go cier­pie­nia, na­zna­czo­ne­go upo­śle­dze­niem fi­zycz­nym lub trud­ną sy­tu­acją ro­dzin­ną czy spo­łecz­ną. Tak, Chry­stus jest je­dy­nym kom­pe­tent­nym roz­mów­cą tak­że wte­dy, gdy sta­wia­cie dra­ma­tycz­ne py­ta­nia, gdy sło­wa nie wy­star­cza­ją, by wy­ra­zić ból i cier­pie­nie. Py­taj­cie Go i słu­chaj­cie! San­tia­go de Com­po­ste­la, 1989 r.

Bądź­cie wy­ma­ga­ją­cy wo­bec ota­cza­ją­ce­go was świa­ta, ale przede wszyst­kim wy­ma­gaj­cie od sie­bie sa­mych. Je­ste­ście sy­na­mi Bo­ży­mi: bądź­cie z te­go dum­ni! Nie po­pa­daj­cie w prze­cięt­ność, nie ule­gaj­cie dyk­ta­tom zmie­nia­ją­cej się mo­dy, któ­ra na­rzu­ca styl ży­cia nie­zgod­ny z chrze­ści­jań­ski­mi ide­ała­mi, nie po­zwól­cie się ma­mić złu­dze­niom kon­sump­cjo­ni­zmu. Chry­stus wzy­wa was do rze­czy wiel­kich. Nie spraw­cie Mu za­wo­du, bo w ten spo­sób wy sa­mi spo­tka­li­by­ście się z za­wo­dem. Czę­sto­cho­wa, 1991 r.

Nie wstydź­cie się od­ma­wiać Ró­żań­ca sa­mi, kie­dy idzie­cie do szko­ły, na uczel­nię czy do pra­cy, na uli­cy i w środ­kach ko­mu­ni­ka­cji pu­blicz­nej; przy­zwy­cza­ja­cie się od­ma­wiać go ze so­bą, w wa­szych gru­pach, ru­chach i sto­wa­rzy­sze­niach; nie wa­haj­cie się pro­po­no­wać go w do­mu wa­szym ro­dzi­com i ro­dzeń­stwu gdyż on oży­wia i umac­nia wię­zy po­mię­dzy człon­ka­mi ro­dzi­ny. Ta mo­dli­twa po­mo­że wam być moc­ny­mi w wie­rze, sta­ły­mi w mi­ło­ści i ra­do­sny­mi i wy­trwa­ły­mi w na­dziei. Wa­ty­kan, 2003 r.

Słu­cha­nie Chry­stu­sa i od­da­wa­nie Mu czci pro­wa­dzi do do­ko­ny­wa­nia od­waż­nych wy­bo­rów, do po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji nie­kie­dy he­ro­icz­nych. Je­zus jest wy­ma­ga­ją­cy, gdyż pra­gnie na­sze­go praw­dzi­we­go szczę­ścia. Wzy­wa nie­któ­rych do po­zo­sta­wie­nia wszyst­kie­go, aby po­szli za Nim w ży­ciu ka­płań­skim lub kon­se­kro­wa­nym. Ca­stel Gan­dol­fo, 2004 r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Miłość Boga do wszelkiego stworzenia

Mi­łość Bo­ga do wszel­kie­go stwo­rze­nia

Dzi­siaj pra­gnie­my zwró­cić uwa­gę na (…) dar Du­cha Świę­te­go, dar umie­jęt­no­ści. Kie­dy mó­wi­my o umie­jęt­no­ści, myśl na­tych­miast bie­gnie ku zdol­no­ści czło­wie­ka do co­raz lep­sze­go po­zna­nia ota­cza­ją­cej go rze­czy­wi­sto­ści i od­kry­cia praw rzą­dzą­cych przy­ro­dą i wszech­świa­tem. Jed­nak­że wie­dza po­cho­dzą­ca od Du­cha Świę­te­go nie ogra­ni­cza się do ludz­kie­go po­zna­nia: jest spe­cjal­nym da­rem pro­wa­dzą­cym nas do zro­zu­mie­nia (...) wiel­ko­ści i mi­ło­ści Bo­ga i Je­go głę­bo­kie­go związ­ku z wszel­kim stwo­rze­niem. Gdy na­sze oczy oświe­co­ne są przez Du­cha Świę­te­go, to otwie­ra­ją się na kon­tem­pla­cję Bo­ga (…). W pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Ro­dza­ju (...) wska­za­no, że Bóg ma upodo­ba­nie w swo­im stwo­rze­niu, wie­lo­krot­nie pod­kre­śla­jąc pięk­no i do­bro ca­łej rze­czy­wi­sto­ści. Na za­koń­cze­nie każ­de­go dnia na­pi­sa­no: „A Bóg wi­dział, że by­ły do­bre” (1, 12; 18. 21. 25). Je­śli jed­nak Bóg wi­dzi, że świat stwo­rzo­ny jest rze­czą do­brą i pięk­ną, to tak­że i my po­win­ni­śmy przyj­mo­wać tę po­sta­wę – wi­dzieć, że stwo­rze­nie jest rze­czą do­brą i pięk­ną. Oto dar wie­dzy, te­go pięk­na: chwa­li­my Bo­ga, dzię­ku­je­my Bo­gu za to, że dał nam ty­le pięk­na. Tą dro­gą trze­ba iść. A gdy Bóg ukoń­czył stwo­rze­nie czło­wie­ka, (...) mó­wi, że był on „bar­dzo dobry!ˮ. Przy­bli­ża nas do Sie­bie! W Bo­żych oczach je­ste­śmy rze­czą naj­pięk­niej­szą, naj­wspa­nial­szą, naj­lep­szą z ca­łe­go stwo­rze­nia. (…)

Nisz­cze­nie rze­czy­wi­sto­ści stwo­rzo­nej to po­wie­dze­nie Bo­gu: mnie się to nie po­do­ba, nie jest to do­bre! – A co się to­bie po­do­ba? – Ja sam się so­bie po­do­bam – na tym wła­śnie po­le­ga grzech (...). Ochro­na rze­czy­wi­sto­ści stwo­rzo­nej jest wręcz strze­że­niem da­ru Bo­ga, a tak­że po­wie­dze­niem Bo­gu dzię­ku­ję, je­stem pa­nem stwo­rze­nia, ale (...) ni­gdy nie znisz­czę Twe­go da­ru. Ta­ka po­win­na być na­sza po­sta­wa wo­bec stwo­rze­nia – strze­że­nie go. Kie­dy bo­wiem nisz­czy­my stwo­rze­nie, to stwo­rze­nie znisz­czy nas. Nie za­po­mi­naj­cie o tym!

(…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 21.05.2014 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Po prze­czy­ta­niu tek­stów no­we­go nu­me­ru „Dro­gi” mia­łem wie­le sko­ja­rzeń zwią­za­nych z mo­imi oso­bi­sty­mi wspo­mnie­nia­mi. Po­zwól­cie, że się ni­mi po­dzie­lę.

Pierw­sze mo­je „wy­stą­pie­nie” przy oł­ta­rzu mia­ło miej­sce w dniu pa­ra­fial­ne­go od­pu­stu, a by­ła to pa­ra­fia pod we­zwa­niem Świę­te­go Ja­na z Kęt, wy­bit­ne­go pro­fe­so­ra Aka­de­mii Kra­kow­skiej. Ksiądz pro­boszcz znał na­szą ro­dzi­nę i po­pro­sił, bym prze­czy­tał czy­ta­nie na Mszy Świę­tej dla dzie­ci. Mia­łem wte­dy pięć i pół ro­ku... Nie­dłu­go po­tem za­czą­łem słu­żyć pod­czas Eu­cha­ry­stii – by­ły to la­ta sześć­dzie­sią­te ubie­głe­go wie­ku – pierw­szym wy­zwa­niem by­ło dla mnie na­ucze­nie się tak zwa­nej mi­ni­stran­tu­ry. By­ło to kil­ka wer­se­tów ła­ciń­skie­go dia­lo­gu, pa­mię­tam jesz­cze cie­niut­kie stro­ny kal­ki ma­szy­no­wej, na któ­rej ktoś, być mo­że sam pro­boszcz – pra­łat Teo­fil Bo­guc­ki – prze­pi­sał na po­trze­by kan­dy­da­tów na mi­ni­stran­tów frag­men­ty wy­ję­te z msza­łu. Nie by­ło wte­dy oczy­wi­ście ko­pia­rek, tym bar­dziej pod­ręcz­nych dru­ka­rek.

Pa­mię­tam z póź­niej­szych lat, kie­dy uczy­łem się w se­mi­na­rium, a mo­ja ma­ma cho­dzi­ła do są­sied­niej pa­ra­fii, pro­wa­dzo­nej przez księ­ży ma­ria­nów. Miesz­ka­li­śmy wów­czas w pa­ra­fii pod we­zwa­niem św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki, gdzie po­cząt­ko­wo po­słu­gi­wał bło­go­sła­wio­ny już ksiądz Je­rzy Po­pie­łusz­ko. Ma­ma swą „nie­wier­ność” na­szej pa­ra­fii tłu­ma­czy­ła tym, że tam wciąż po­ja­wia­ją się gru­py od­wie­dza­ją­ce grób księ­dza Je­rze­go, każ­de­go dnia in­ni lu­dzie i wła­ści­wie ze wzglę­du na nich nie­mal nie­ustan­nie wra­ca się do te­go sa­me­go te­ma­tu, do oso­by dusz­pa­ste­rza lu­dzi pra­cy. Jed­nak ma­ma chcia­ła „być na bie­żą­co” i co naj­mniej raz w ty­go­dniu cho­dzi­ła prze­czy­tać wy­wie­szo­ne na ta­bli­cy ogło­szeń wszel­kie ak­tu­al­ne in­for­ma­cje – róż­ne za­pro­sze­nia, wia­do­mo­ści o wi­zy­cie dusz­pa­ster­skiej itp. To z ko­lei po­mysł na opi­sa­ne w nu­me­rze zja­wi­sko „chur­chin­gu”.

Wie­lo­krot­nie bra­łem też udział w dys­ku­sjach, w któ­rych uczest­ni­cy wra­ca­li do te­ma­tu pa­ra­fii – czy ta struk­tu­ra jest ar­cha­icz­na, czy jest wciąż po­trzeb­na i czy ma ja­sno okre­ślo­ne za­da­nia. Na pew­no wie­le się zmie­ni­ło, zwłasz­cza w du­żych mia­stach, gdzie ze swo­imi pro­po­zy­cja­mi dusz­pa­ster­ski­mi wy­cho­dzą róż­ne za­ko­ny i zgro­ma­dze­nia, dusz­pa­ster­stwa sta­no­we (służ­by zdro­wia, na­uczy­cie­li, praw­ni­ków, li­te­ra­tów, śro­do­wisk twór­czych i wie­le in­nych) or­ga­ni­zu­ją swo­je spo­tka­nia i re­ko­lek­cje – to wszyst­ko ma cha­rak­ter mię­dzy­pa­ra­fial­ny. Ale też nic nie za­stą­pi pro­bosz­cza, któ­ry w swo­jej pa­ra­fii jest kil­ka­na­ście lat, któ­ry po­zdro­wi wcho­dzą­cych czy mi­ja­nych na uli­cy pod­opiecz­nych, któ­ry za­py­ta o zdro­wie, po­świę­ci miesz­ka­nie, a cza­sem da się za­pro­sić na pod­wie­czo­rek…

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski