Współpraca z Duchem Świętym

Skąd mo­że­my wie­dzieć, cze­go Pan Bóg od nas ocze­ku­je? Po czym mo­że­my po­znać, że peł­ni­my Je­go wo­lę?

Jest spo­sób. Po­zna­je­my to po owo­cach Du­cha Świę­te­go. Nie na­le­ży my­lić ich z sied­mio­ma da­ra­mi Du­cha Świę­te­go, z któ­rych wy­ni­ka­ją.

W li­ście do Ga­la­tów św. Pa­weł za­chę­ca ich, aby „po­stę­po­wa­li we­dług du­cha” i po­zwo­li­li mu się pro­wa­dzić. Po­stę­po­wa­nie „we­dług cia­ła”, a więc z przy­ziem­nych po­bu­dek, owo­cu­je wy­łącz­nie wy­stęp­ka­mi – choć­by­śmy nie chcie­li nic złe­go uczy­nić. Ich prze­ci­wień­stwem są owo­ce Du­cha Świę­te­go. Św. Pa­weł wy­mie­nia ich dzie­więć: mi­łość, ra­dość, po­kój, cier­pli­wość, uprzej­mość, do­broć, wier­ność, ła­god­ność, opa­no­wa­nie (Ga 5, 16–23). To ozna­ki, że dzia­ła­my zgod­nie z Du­chem Świę­tym.

foto_01-01_11-2014

Mi­łość

Trze­cia Oso­ba Bo­ska jest mi­ło­ścią łą­czą­cą po­zo­sta­łe dwie Oso­by – Oj­ca z Sy­nem. Kie­dy Duch Świę­ty w nas dzia­ła, ob­ja­wia się ja­ko mi­łość w na­szym ży­ciu. To mi­łość ja­ko akt wo­li: praw­dzi­wie ko­cha­my, kie­dy chce­my do­bra dla dru­giej oso­by i zgod­nie z tym dzia­ła­my. Wszyst­kie po­zo­sta­łe owo­ce po­cho­dzą z mi­ło­ści i w niej się za­wie­ra­ją.

Ra­dość

To nie­moż­li­we, by ktoś, kto awan­so­wał na współ­pra­cow­ni­ka Du­cha Świę­te­go, nie cie­szył się. Bar­dziej se­rio: to On na­peł­nia nas praw­dzi­wą ra­do­ścią. Ta­ką ra­do­ścią, ja­ką ob­da­rzył Apo­sto­łów w dniu Pięć­dzie­siąt­ni­cy – że mo­gli wyjść na uli­ce i gło­sić Chry­stu­sa. To szczę­ście pły­ną­ce z ży­cia w har­mo­nii z Bo­giem.

Po­kój

Po­kój bie­rze się ze złą­cze­nia sie­bie z Bo­giem i Je­go wo­lą. Po­cho­dzi ze świa­do­mo­ści, że tu i te­raz je­stem po­wo­ła­ny do jej peł­nie­nia. Dla­te­go ten we­wnętrz­ny po­kój jest nie­za­leż­ny od oko­licz­no­ści ze­wnętrz­nych.

Cier­pli­wość

Na­kie­ro­wa­nie na dru­gie­go czło­wie­ka wy­ma­ga od nas cier­pli­wo­ści. Ale tak­że na­sze wa­dy, sła­bo­ści po­wo­du­ją, że po­trze­bu­je­my du­żo cier­pli­wo­ści w pra­cy nad so­bą. Jesz­cze in­nej wy­trwa­ło­ści wy­ma­ga cier­pie­nie. Wszyst­kie za­wie­ra­ją się w tym jed­nym owo­cu Du­cha Świę­te­go.

Uprzej­mość

Pew­nie nie­wie­lu z was po­my­śla­ło­by, że zwy­kłe „dzię­ku­ję” mo­że po­cho­dzić z obec­no­ści Du­cha Świę­te­go. Tym­cza­sem to, w ja­ki spo­sób od­no­si­my się do in­nych, jest bar­dzo czy­tel­nym zna­kiem na­szej łącz­no­ści z Pa­nem Bo­giem. Świad­czy o sta­nie na­sze­go du­cha.

Do­broć

Zna­cze­nie te­go owo­cu bliż­sze jest wiel­ko­dusz­no­ści – hoj­no­ści w da­wa­niu sie­bie dru­gie­mu czło­wie­ko­wi. Jak stwier­dził ks. Edward Sta­niek, gdzie brak do­bro­ci, tam jest obec­ny zły duch. Nie po­win­ni­śmy za­tem daw­ko­wać na­szej do­bro­ci lub ob­dzie­lać nią tyl­ko wy­bra­nych, któ­rzy we­dług nas na to za­słu­gu­ją.

Wier­ność

Kto ce­chu­je się wier­no­ścią, opie­ra się na trwa­łym fun­da­men­cie Chry­stu­sa i dzię­ki te­mu sam jest so­lid­ny. Na sło­wie ta­kie­go czło­wie­ka moż­na po­le­gać.

Ła­god­ność

Św. Fran­ci­szek Sa­le­zy miał wy­bu­cho­wy cha­rak­ter, jed­nak w wy­ni­ku współ­pra­cy z Du­chem Świę­tym za­sły­nął z ła­god­no­ści. Wy­mie­niał trzy jej wy­mia­ry: ła­god­ność wo­bec Bo­ga, któ­re­mu da­je­my się prze­nik­nąć; ła­god­ność wo­bec sa­me­go sie­bie oraz ła­god­ność wo­bec in­nych. Ta­ka po­sta­wa nie wy­klu­cza sta­now­czo­ści, z ja­ką po­win­ni­śmy roz­róż­niać do­bro od zła.

Opa­no­wa­nie

Czło­wiek pa­nu­je nad so­bą, nad wszyst­kim swo­imi pa­sja­mi, któ­re wszyst­kie są pod­po­rząd­ko­wa­ne mi­ło­ści. Dzię­ki te­mu bro­ni się przed cha­osem i za­cho­wu­je rów­no­wa­gę, po­kła­da­ją za­ufa­nie w Bo­gu.

Po owo­cach nas po­zna­ją

Je­śli od­naj­du­je­cie te owo­ce w swo­im ży­ciu, to z pew­no­ścią dzia­ła w nim Duch Świę­ty. Je­ste­ście więc na wła­ści­wej dro­dze. Je­śli ich nie od­naj­du­je­cie, to przy­naj­mniej wie­cie już, ja­kie owo­ce po­win­ni­ście upra­wiać.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Poczuć Bożą Miłość

Z oj­cem dr Krzysz­to­fem Nie­wia­dom­skim OFM Cap, dusz­pa­ste­rzem kra­kow­skiej wspól­no­ty Od­no­wy w Du­chu Świę­tym „Krzew win­ny” roz­ma­wia Na­ta­lia Ejt­mi­no­wicz

Co to jest ruch Od­no­wy w Du­chu Świę­tym?

To ruch, któ­re­go człon­ko­wie chcą otwo­rzyć się na dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go w co­dzien­nym ży­ciu, chcą być wy­czu­le­ni na je­go dzia­ła­nie, co moż­na na­zwać mo­dli­twą nie­ustan­ną, cho­dze­niem w Bo­żej obec­no­ści. Pra­gną, aby wszyst­kie czyn­no­ści, spra­wy by­ły prze­ży­wa­ne z Du­chem św.

foto_01-02_11-2014

Skąd się wy­wo­dzi ten ruch i dla­cze­go tak bar­dzo ak­cen­tu­je mo­dli­twę do Du­cha Świę­te­go?

Ruch Od­no­wy po­wstał dzię­ki bar­dzo moc­ne­mu do­świad­cza­niu Du­cha Świę­te­go, któ­re na po­cząt­ku XX wie­ku po­ja­wi­ło się na spo­tka­niach mo­dli­tew­nych. Na­zwa­no to chrztem w Du­chu Świę­tym. Po­le­ga­ło ono na od­czu­wa­niu bli­sko­ści Bo­ga i ob­ja­wie­niu się cha­ry­zma­tów. Moż­na po­wie­dzieć, że w ten spo­sób Duch Świę­ty sam upo­mniał się o wię­cej mo­dli­twy skie­ro­wa­nej do Nie­go. Na­wet teo­lo­go­wie przy­zna­ją, że za ma­ło jest mo­dli­twy do Du­cha Świę­te­go w ka­to­lic­kiej co­dzien­no­ści. Oczy­wi­ście, mo­dląc się do Je­zu­sa czy do Bo­ga Oj­ca, ni­cze­go nie uj­mu­je­my po­zo­sta­łym Oso­bom Trój­cy Świę­tej, ale każ­da z nich ma in­ną mi­sję w sto­sun­ku do ludz­ko­ści i każ­de­go z nas. To Je­zus umarł za nas na krzy­żu z wo­li Oj­ca, a Duch Świę­ty jest tym, przez któ­re­go Bóg dzia­ła w cza­sie obec­nym.

Jak wy­glą­da­ją spo­tka­nia mo­dli­tew­ne Od­no­wy?

Gru­py al­bo wspól­no­ty Od­no­wy w Du­chu Świę­tym dzia­ła­ją przy pa­ra­fiach i ko­ścio­łach, ma­jąc od­po­wie­dzial­ne­go ka­pła­na. W każ­dej die­ce­zji jest tak­że ka­płan od­po­wie­dzial­ny za ruch w die­ce­zji. Na szcze­blu kra­ju czu­wa ka­płan, tzw. ko­or­dy­na­tor kra­jo­wy. Spo­tka­nia mo­dli­tew­ne po­le­ga­ją na spon­ta­nicz­nym uwiel­bie­niu Bo­ga, czy­ta­niu sło­wa Bo­że­go, mo­dli­twie wsta­wien­ni­czej.

Pod­czas mo­dlitw wsta­wien­ni­czych ma­ją miej­sce róż­ne nie­ty­po­we za­cho­wa­nia np. mo­dlą­cy się mó­wią nie­zro­zu­mia­ły­mi ję­zy­ka­mi, do­zna­ją po­zna­nia, wi­dzą ob­ra­zy. Czy każ­dy czło­nek Od­no­wy ma ta­kie cha­ry­zma­ty?

Cha­ry­zmat mu­si być spraw­dzo­ny przez wspól­no­tę i ka­pła­na. Po­zna­je się to owo­cach tej po­słu­gi. Jed­nak każ­dy chrze­ści­ja­nin otrzy­mał dar Du­cha na chrzcie i bierz­mo­wa­niu i Duch Świę­ty mo­że dzia­łać w nim na róż­ne spo­so­by. Naj­czę­ściej jed­nak oso­by spo­za ru­chu nie zda­ją so­bie spra­wy, że wła­śnie otrzy­mu­ją ja­kieś na­tchnie­nie. na tym m.in. po­le­ga ro­la te­go ru­chu w Ko­ście­le, że uczy lu­dzi wraż­li­wo­ści na pro­wa­dze­nie du­cho­we.

Jed­nym z kon­tro­wer­syj­nych zja­wisk zwią­za­nym z Od­no­wą jest spo­czy­nek w Du­chu Świę­tym. Nie­któ­rzy lu­dzie, szcze­gól­nie ci przy­wią­za­ni do tra­dy­cyj­nych form mo­dli­twy, twier­dzą, że jest to prze­jaw „zbio­ro­wej hi­ste­rii” i „au­to­su­ge­stii”. Czym jest to zja­wi­sko?

Wpro­wa­dza­nie lu­dzi w stan zbio­ro­wej hi­ste­rii by­ło­by po­waż­ną ma­ni­pu­la­cją i nad­uży­ciem. Ni­gdy nie jest to in­ten­cją pro­wa­dzą­cych spo­tka­nie mo­dli­tew­ne. Oczy­wi­ście, pe­wien kli­mat udzie­la się każ­de­mu uczest­ni­ko­wi du­żej zbio­ro­wo­ści, np. me­czu pił­kar­skie­go. Na du­że, otwar­te spo­tka­nia przy­cho­dzą róż­ni lu­dzie. Or­ga­ni­za­to­rzy sta­ra­ją się ogra­ni­czyć ja­kieś dziw­ne sy­tu­acje po­przez dzia­ła­nia służb po­rząd­ko­wych, któ­rych za­da­niem jest m.in. za­ję­cie się oso­ba­mi, któ­re za­cho­wu­ją się w spo­sób wzbu­dza­ją­cy nie­po­kój. Jed­nak nie każ­de spo­tka­nie mo­dli­tew­ne gro­ma­dzi du­że gru­py osób. Spo­czy­nek w Du­chu św. mo­że zda­rzyć się tak­że pod­czas mo­dli­twy in­dy­wi­du­al­nej, jed­nej oso­by nad dru­gą.

Pod­czas spo­czyn­ku mo­gą zo­stać za­wie­szo­ne lub przy­tę­pio­ne pew­ne wła­dze zmy­sło­we, np. głos do­cho­dzi jak­by z od­da­li. Oso­ba czu­je się jak­by wy­łą­czo­na z rze­czy­wi­sto­ści, prze­ży­wa głę­bo­kie po­czu­cie Bo­żej mi­ło­ści. Z mo­je­go do­świad­cze­nia wy­ni­ka, że spo­czy­nek łą­czy się z ja­kimś uzdro­wie­niem we­wnętrz­nym, uzdro­wie­niem sfe­ry uczuć.

Czy po­le­cał­by Oj­ciec mło­dej oso­bie wstą­pie­nie do ru­chu Od­no­wy w Du­chu Świę­tym?

Naj­le­piej za­pi­sać się na tzw. Se­mi­na­rium wia­ry. Są to re­ko­lek­cje pro­wa­dzo­ne przez gru­py Od­no­wy. Po nich moż­na zo­rien­to­wać się, czy pa­su­je się do da­nej wspól­no­ty.

 

W Duchu miłości i wolności

Duch Świę­ty, czy­li dar Je­zu­sa po Je­go wnie­bo­wstą­pie­niu, zo­stał nam da­ny, by­śmy po odej­ściu Je­zu­sa nie zo­sta­li sa­mi. Od­dech, tchnie­nie, Bo­ża obec­ność. Czy rze­czy­wi­ście wi­dzi­my, że dzia­ła w nas?

Cza­sem mam wra­że­nie, że ma­my trud­ność z trze­cią Oso­bą Trój­cy Świę­tej. Jak pe­wien Ja­poń­czyk, któ­re­mu ka­to­lic­cy zna­jo­mi pró­bo­wa­li wy­ja­śnić, czym ona jest. Wresz­cie stwier­dził: „Oj­ca ro­zu­miem, Sy­na ro­zu­miem, ale o co cho­dzi z tym pta­kiem?”. Cza­sem uży­wa­my sło­wa-wy­try­cha „wszyst­ko”, mó­wiąc: wszyst­ko w Ko­ście­le dzie­je sie dzię­ki Du­cho­wi św. Do­brze, ale kim jest On dla cie­bie? Je­go dzia­ła­nie, choć wy­da­je się trud­no uchwyt­ne, jest bar­dzo kon­kret­ne. I bar­dzo waż­ne za­rów­no w ro­ze­zna­wa­niu po­wo­ła­nia, jak i w przy­go­to­wa­niu się do re­la­cji i jej bu­do­wa­niu.

foto_01-03_11-2014

Duch mi­ło­ści

Duch Świę­ty zo­stał nam da­ny, by­śmy mo­gli do­świad­czyć mi­ło­ści Bo­ga, na­wet gdy Je­zus nie jest przy nas obec­ny w spo­sób fi­zycz­ny. Każ­de od­kry­cie: „je­stem kochana/y przez Bo­ga”, to spo­tka­nie z Du­chem Świę­tym. Mo­że ono mieć miej­sce na płasz­czyź­nie emo­cjo­nal­nej, gdy po pro­stu po­czu­je­my się ko­cha­ni przez Bo­ga, czy in­te­lek­tu­al­nej, gdy to zro­zu­mie­my. To pod­sta­wo­we do­świad­cze­nie by­cia ko­cha­nym uzdal­nia nas do re­la­cji – gdy sa­mi otrzy­ma­li­śmy mi­łość, ma­my z cze­go ją da­wać.

Ale to nie wszyst­ko. Duch Świę­ty chce nas pro­wa­dzić do peł­ni. Ko­cha­my tak, jak po­tra­fi­my, a po­tra­fi­my nie­do­sko­na­le. Nie z na­szej wi­ny – na to, jak umie­my ko­chać, ma wpływ na­sza oso­bi­sta hi­sto­ria, mi­łość na­szych ro­dzi­ców, na­sze zra­nie­nia, ob­raz świa­ta i Bo­ga, ja­ki stwo­rzy­li­śmy pod wpły­wem róż­nych do­świad­czeń. To znów miej­sce dzia­ła­nia Du­cha Świę­te­go – bę­dzie nam po­ka­zy­wał, gdzie je­ste­śmy zra­nie­ni, gdzie nasz ob­raz Bo­ga jest wy­krzy­wio­ny. I nie zo­sta­wi nas z tym sa­mych: bę­dzie bli­sko, od­po­wie na mo­dli­twę o uzdro­wie­nie. Czę­sto ta­kie­go uzdro­wie­nia moż­na do­świad­czyć w re­la­cji, gdzie dru­ga oso­ba sta­je się „na­rzę­dziem” Bo­ga. Dzię­ki te­mu, że mój mąż był ze mną w trud­nych chwi­lach od­sła­nia­nia się mo­ich ran, do­świad­czy­łam mi­ło­ści, któ­ra przy­nio­sła mi uzdro­wie­nie.

Je­śli jesz­cze po­trze­bu­je­cie kon­kre­tów, że­by zo­ba­czyć dzia­ła­nia Du­cha Świę­te­go w was i wa­szych re­la­cjach, prze­czy­taj­cie List do Ga­la­tów, roz­dział 5, wer­sy 22–23.

Duch wol­no­ści

Jed­no z imion Du­cha Świę­te­go to Pa­ra­klet – obroń­ca, ad­wo­kat, wspo­mo­ży­ciel, po­cie­szy­ciel. Je­zus mó­wi, że gdy Pa­ra­klet przyj­dzie, „prze­ko­na świat o grze­chu, a spra­wie­dli­wo­ści i są­dzie” (zob. J 16, 5–16). Dla nas ma to wy­miar bar­dzo prak­tycz­ny: Duch Świę­ty jest du­chem wol­no­ści. Zna­cie świa­dec­twa osób, któ­re la­ta­mi zma­ga­ły się z ja­kimś grze­chem czy na­ło­giem, a na­gle po pro­stu pro­blem prze­sta­wał ist­nieć? Ja sły­sza­łam wie­le ta­kich świa­dectw. Duch Świę­ty da­je wol­ność, by nie grze­szyć. Czę­sto grze­szy­my, bo w mo­men­cie po­dej­mo­wa­nia klu­czo­wych de­cy­zji nie je­ste­śmy wol­ni. Cza­sem nie chce­my wi­dzieć, że to, co za­mie­rza­my zro­bić, jest grze­chem, a sa­mi wła­śnie ule­ga­my po­ku­sie. Cza­sem na­wet wie­my, że idzie­my w złą stro­nę, ale czu­je­my, że sto­imy na stra­co­nej po­zy­cji, bo i tak nie je­ste­śmy w sta­nie już się wy­co­fać, wy­brać do­bra. Sa­mi sie­bie już uwa­ża­my za nie­wol­ni­ków. Duch Świę­ty przy­cho­dzi z po­mo­cą, bo po pierw­sze po­ma­ga na­zwać zło złem. Po dru­gie, On da­je wol­ność do pod­ję­cia de­cy­zji. Z nie­wol­ni­ków sta­je­my się dzieć­mi, któ­re ja­sno wi­dzą, co jest do­bre, co złe, i są wol­ne, gdy de­cy­du­ją. W ta­kiej wol­no­ści do­bro sta­je się na­tu­ral­nym wy­bo­rem.

Na Świę­to Ze­sła­nia Du­cha Świę­te­go ży­czę wam, aby­ście w wa­szych ser­cach, w wa­szych re­la­cjach i wa­szych wy­bo­rach do­świad­cza­li co­dzien­nie obec­no­ści Du­cha Świę­te­go, Je­go mi­ło­ści i wol­no­ści!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Bóg stworzył nas, ponieważ nas kocha

Dro­dzy mło­dzi, aby ro­sło w was pra­gnie­nie zo­ba­cze­nia Świa­tła, roz­sma­ko­wa­nia się w bla­sku Praw­dy, po­zwól­cie, by Je­zus spo­glą­dał w wa­sze oczy. Czy je­ste­śmy te­go świa­do­mi, czy nie, Bóg stwo­rzył nas, po­nie­waż nas ko­cha oraz aby­śmy i my Je­go ko­cha­li. Oto przy­czy­na nie­od­par­tej tę­sk­no­ty za Bo­giem, któ­rą czło­wiek nie­sie w ser­cu: „Szu­kam, o Pa­nie, Two­je­go ob­li­cza; swe­go ob­li­cza nie za­kry­waj przede mnąˮ (Ps 27, 8). To Ob­li­cze – wie­my to – Bóg ob­ja­wił nam w Je­zu­sie Chry­stu­sie. Wa­ty­kan, 2004 r.

Od­ma­wiać Ró­ża­niec ozna­cza bo­wiem uczyć się pa­trzeć na Je­zu­sa oczy­ma Je­go Mat­ki, ko­chać Je­zu­sa ser­cem Je­go Mat­ki. Wam rów­nież, dro­dzy mło­dzi, prze­ka­zu­ję dzi­siaj sym­bo­licz­nie ko­ron­kę Ró­żań­ca. Niech przez mo­dli­twę i roz­wa­ża­nie ta­jem­nic Ma­ry­ja pro­wa­dzi was bez­piecz­nie do swe­go Sy­na! Wa­ty­kan, 2003 r.

Wy­cisz­cie się we­wnętrz­nie. Po­zwól­cie, by z głę­bi ser­ca wy­pły­nę­ło to go­rą­ce pra­gnie­nie uj­rze­nia Bo­ga, pra­gnie­nie tak czę­sto tłu­mio­ne przez zgiełk świa­ta i uro­ki przy­jem­no­ści. Po­zwól­cie wy­pły­nąć te­mu pra­gnie­niu, a do­świad­czy­cie cu­dow­ne­go spo­tka­nia z Je­zu­sem. Chrze­ści­jań­stwo nie jest je­dy­nie dok­try­ną; jest spo­tka­niem w wie­rze z Bo­giem, któ­ry stał się obec­ny w na­szej hi­sto­rii przez wcie­le­nie Je­zu­sa. Wa­ty­kan, 2004 r.

Sta­raj­cie się na wszel­ki spo­sób uczy­nić to spo­tka­nie moż­li­wym, wpa­tru­jąc się w Je­zu­sa, któ­ry po­szu­ku­je was z pa­sją. Szu­kaj­cie Go oczy­ma cia­ła w zda­rze­niach ży­cia i w twa­rzach in­nych; szu­kaj­cie Go tak­że oczy­ma du­szy po­przez mo­dli­twę i me­dy­ta­cję sło­wa Bo­że­go, al­bo­wiem „kon­tem­pla­cja ob­li­cza Chry­stu­sa win­na czer­pać in­spi­ra­cję z te­go, co mó­wi o Nim Pi­smo Świę­te. Wa­ty­kan, 2004 r.

Ży­cie, któ­re da­je Je­zus i któ­re­go moż­na do­świad­czyć tyl­ko przez mi­łość, jest od­da­niem sa­me­go sie­bie; ta­ka mi­łość za­wsze wią­że się z ja­kąś for­mą ofia­ry: „Je­że­li ziar­no psze­ni­cy wpadł­szy w zie­mię nie ob­umrze, zo­sta­nie tyl­ko sa­mo, ale je­że­li ob­umrze, przy­no­si plon ob­fi­ty” (J 12, 24). Oto cze­go uczy nas Krzyż. De­nver, 1993 R

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Módlmy się i dyskutujmy

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Czy­ta­nie z Dzie­jów Apo­stol­skich uka­zu­je nam, że tak­że w Ko­ście­le pier­wot­nym po­ja­wia­ją się pierw­sze na­pię­cia i pierw­sze roz­bież­no­ści. W ży­ciu ist­nie­ją kon­flik­ty, pro­ble­mem jest to, jak się z ni­mi zmie­rzyć. Do te­go cza­su jed­no­ści wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej sprzy­ja­ła przy­na­leż­ność do jed­nej gru­py et­nicz­nej i tej sa­mej kul­tu­ry ży­dow­skiej. Ale kie­dy chrze­ści­jań­stwo, któ­re z wo­li Je­zu­sa jest skie­ro­wa­ne do wszyst­kich na­ro­dów, otwie­ra się na grec­kie śro­do­wi­sko kul­tu­ro­we, za­czy­na bra­ko­wać tej jed­no­rod­no­ści i uka­zu­ją się pierw­sze trud­no­ści. Wkra­da się nie­za­do­wo­le­nie, po­ja­wia­ją się skar­gi, po­gło­ski o fa­wo­ry­zo­wa­niu i nie­rów­nym trak­to­wa­niu. (…)

Wów­czas, w ob­li­czu te­go kon­flik­tu apo­sto­ło­wie bio­rą sy­tu­ację w swo­je rę­ce: zwo­łu­ją zgro­ma­dza­nie po­sze­rzo­ne tak­że o uczniów i wspól­nie prze­dys­ku­to­wu­ją kwe­stię. Wszy­scy. Rze­czy­wi­ście pro­ble­mów nie roz­wią­zu­je się uda­jąc, że nie ist­nie­ją! Pięk­na jest ta szcze­ra kon­fron­ta­cja mię­dzy pa­ste­rza­mi a in­ny­mi wier­ny­mi. W ten spo­sób do­cho­dzi do po­dzia­łu za­dań. Apo­sto­ło­wie zło­ży­li pro­po­zy­cję, któ­ra zo­sta­ła ak­cep­to­wa­na przez wszyst­kich: oni po­świę­cą się mo­dli­twie i po­słu­dze sło­wa, pod­czas gdy sied­miu męż­czyzn, dia­ko­ni, za­opie­ku­ją się sto­ła­mi dla ubo­gich. (…) W ten spo­sób, od te­go nie­za­do­wo­le­nia, na­rze­ka­nia, po­gło­sek o fa­wo­ry­zo­wa­niu i nie­rów­nym trak­to­wa­niu do­cho­dzi się do roz­wią­za­nia. Spie­ra­jąc się, dys­ku­tu­jąc i mo­dląc się – tak roz­wią­zu­je się kon­flik­ty w Ko­ście­le. (…) Bę­dąc pew­ny­mi, że plot­ki, za­wi­ści, za­zdro­ści, ni­gdy nie mo­gą pro­wa­dzić do zgo­dy, har­mo­nii i po­ko­ju. Tak­że Duch Świę­ty uko­ro­no­wał tam­to po­ro­zu­mie­nie, a to po­zwa­la nam zro­zu­mieć, że kie­dy po­zwa­la­my, aby Duch Świę­ty nas po­pro­wa­dził, to On nas pro­wa­dzi do har­mo­nii, jed­no­ści i po­sza­no­wa­nia róż­nych da­rów i ta­len­tów. Czy to do­brze zro­zu­mie­li­ście? Żad­nych plo­tek, za­wi­ści i za­zdro­ści!

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 18.05.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Kie­dyś za­sta­na­wia­łem się, co naj­bar­dziej in­te­re­su­je mło­dzież, z któ­rą się spo­ty­kam, cho­dzi­ło mi o przy­go­to­wy­wa­nie lek­cji w ten spo­sób, by na­uczyć te­go, co waż­ne, a jed­no­cze­śnie od­po­wie­dzieć na py­ta­nia, któ­re nur­tu­ją uczniów. Od­kry­łem za­dzi­wia­ją­cy pa­ra­doks: zde­cy­do­wa­nie naj­wię­cej py­tań do­ty­czy dzia­ła­nia sza­ta­na, opę­ta­nia, eg­zor­cy­zmów i grup, któ­re pró­bu­ją słu­żyć złym du­chom. Sza­tan nie chce, by­śmy go za­uwa­ża­li, by­śmy wie­rzy­li w je­go moc, bo do­pie­ro wte­dy mo­że swo­bod­nie dzia­łać. Dys­ku­tu­jąc z mą­dry­mi teo­lo­ga­mi, do­szli­śmy do wnio­sku, że za­uwa­ża­ne za­cie­ka­wie­nie mo­że być prze­ja­wem pa­trze­nia na złe­go du­cha jak na eg­zo­ty­kę, a przez to prze­no­si się go nie­ja­ko w sfe­rę nie­re­al­ną. Ale prze­cież nie bę­dę uczył o tym, co złe! Za­uważ­cie: za­cie­ka­wie­nie złem de­gra­du­je czło­wie­ka, mo­że spo­wo­do­wać, że od­pu­ści so­bie dą­że­nie do pięk­na, że prze­sta­nie za­uwa­żać w so­bie tę­sk­no­tę za wiel­ko­ścią, do któ­rej zo­stał stwo­rzo­ny!

Co za­tem z te­go wy­ni­ka? Dla mnie od­po­wiedź jest jed­na: trze­ba przede wszyst­kim uka­zy­wać Te­go, któ­ry jest moc­niej­szy od sza­ta­na, trze­ba na­uczyć się za­uwa­żać Du­cha Świę­te­go, któ­ry zo­stał nam da­ny za­rów­no przez sa­mo stwo­rze­nie, jak i przez sa­kra­men­ty świę­te. Jak mó­wić o Du­chu Świę­tym, aby to by­ło cie­ka­we? Trze­ba za­cząć od przy­po­mnie­nia praw­dy, że On jest Mi­ło­ścią Oj­ca do Sy­na. Gdy ktoś zro­zu­mie, że wszel­kie ludz­kie wy­obra­że­nia mi­ło­ści są je­dy­nie da­le­kim cie­niem te­go, co moż­na otrzy­mać od Du­cha Świę­te­go, to mo­że ze­chce wejść da­lej w Je­go Ta­jem­ni­cę? Nie da się ko­chać bez­gra­nicz­nie, je­śli to ko­cha­nie nie bę­dzie opar­te o Dar, czy­li o Du­cha Świę­te­go.

Te­mu ma słu­żyć lek­tu­ra no­we­go nu­me­ru „Dro­giˮ, któ­ry trzy­ma­cie w dło­niach: zo­bacz­cie, że owo­ce Du­cha Świę­te­go to jest to, o czym ma­rzy­my, co chce­my da­wać i do­sta­wać, że naj­strasz­niej­szą po­sta­wą jest do­pusz­cze­nie roz­pa­czy, czy­li utra­ta na­dziei (to je­den z grze­chów prze­ciw Du­cho­wi Świę­te­mu). Do­daj­my dla po­rząd­ku, że wąt­pli­wo­ści są zro­zu­mia­łe, prze­cież czło­wiek my­śli i wi­dzi, że kró­le­stwo, o któ­rym mó­wi Je­zus Chry­stus ni­jak nie pa­su­je do te­go, co wi­dzi­my wo­kół, ale prze­cież lu­dzie już zna­leź­li od­po­wie­dzi na naj­trud­niej­sze na­wet py­ta­nia, war­to je od­szu­kać i nie do­pu­ścić, by wąt­pli­wo­ści prze­mie­ni­ły się w zwąt­pie­nie!

Mą­drość, to po­rząd­ko­wa­nie te­go, co nas ota­cza, a naj­waż­niej­sza w po­rząd­ko­wa­niu świa­ta jest praw­da, że „na­wet, gdy­by [mat­ka o to­bie] za­po­mnia­ła, Ja nie za­po­mnę o to­bieˮ (por. Iz 49, 14–15).

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski