Jak odnaleźć swoje powołanie?

Naj­le­piej to py­ta­nie „za­dać” oso­bom, któ­re od­na­la­zły się w pla­nie Bo­żym i z po­wo­dze­niem go re­ali­zu­ją.

Nie trzy­maj się kur­czo­wo „pla­nu na ży­cie”

Nie­któ­re oso­by ma­ją plan na ży­cie i są prze­ko­na­ne, że wy­star­czy się go trzy­mać, by sen­sow­nie je prze­żyć. Jed­nak na­sze wy­obra­że­nia bar­dzo czę­sto roz­mi­ja­ją się z Bo­ży­mi pla­na­mi. Le­kar­ka Ju­sty­na Wal­czak chcia­ła sku­pić się na ka­rie­rze i pra­cy na­uko­wej. Na po­cząt­ku mał­żeń­stwa są­dzi­ła, że bę­dzie mia­ła jed­no dziec­ko do­pie­ro po uzy­ska­niu dok­to­ra­tu.

Oka­za­ło się ina­czej. Po uro­dze­niu trze­cie­go dziec­ka zre­zy­gno­wa­ła z pra­cy. Od­na­la­zła swo­je po­wo­ła­nie w by­ciu mat­ką, i to mat­ką dzie­się­cior­ga dzie­ci! Zna­la­zła na­wet czas, aby to opi­sać w książ­ce „Dom pe­łen ko­smi­tów”. Nic dziw­ne­go, że mąż okre­śla ją w po­dzi­wie mia­nem „ho­use ma­na­ger”.

foto_01-01_10-2014

Nie igno­ruj sy­gna­łów Pa­na Bo­ga

Cza­sa­mi Bóg in­ter­we­niu­je w ewi­dent­ny spo­sób. W przy­pad­ku o. Jo­achi­ma Ba­de­nie­go po­przez kil­ka prze­żyć mi­stycz­nych. W cią­gu jed­ne­go dnia roz­bu­dzi­ły w roz­ryw­ko­wym mło­dzień­cu po­wo­ła­nie do za­ko­nu do­mi­ni­ka­nów i głód eu­cha­ry­stycz­ny. Każ­dy z tych zna­ków mło­dy Ba­de­ni mógł zi­gno­ro­wać lub od­rzu­cić. Te kil­ka „Bo­żych sy­gna­łów” nie ode­bra­ło mu wol­nej wo­li. Pan Bóg sza­nu­je ludz­ką wol­ność.

Za­wsze są ja­kieś zna­ki. To nie przy­pa­dek, że uro­dzi­li­śmy się w ta­kiej, a nie in­nej ro­dzi­nie, w tym, a nie in­nym miej­scu, w tym, a nie in­nym cza­sie. To nie przy­pa­dek, że spo­tka­ły nas ta­kie do­świad­cze­nia. Na­wet te naj­gor­sze. Być mo­że dzię­ki nim bę­dzie­my przy­go­to­wa­ni do ja­kie­goś za­da­nia le­piej niż in­ni. Tyl­ko jak roz­po­znać to ży­cio­we za­da­nie? Nie­ła­twe py­ta­nie.

Za­ufaj Bo­gu, On wie le­piej

Bóg przy­go­to­wał ks. Mar­ka Bał­wa­sa do mi­sji, nie wy­ja­wia­jąc mu swo­ich pla­nów. Za­chę­cił go, by za­jął się nie­peł­no­spraw­ny­mi i na­uczył się da­wać im ra­dość. Nie­spo­dzie­wa­nie, w wy­ni­ku wy­pad­ku, ks. Ma­rek utra­cił wła­dzę nad swo­imi no­ga­mi. Wie­dział już jed­nak, jak bę­dzie wy­glą­dać je­go ży­cie, dla­te­go nie wpadł w pa­ni­kę.

Na do­da­tek prze­kuł tę sła­bość na świa­dec­two prze­ka­zy­wa­ne w set­kach pa­ra­fii w Pol­sce. Jest re­ko­lek­cjo­ni­stą na wóz­ku. Tak tra­gicz­na – w ludz­kim po­ję­ciu – sy­tu­acja oka­za­ła się być owoc­na, wręcz zba­wien­na dla in­nych. Ks. Ma­rek na­zy­wa sie­bie „osioł­kiem na kół­kach”, na­wią­zu­jąc do ośli­cy, na któ­rej Pan Je­zus wje­chał do Je­ro­zo­li­my.

Kie­dy już znaj­dziesz, bądź wier­ny

Każ­dy z nas otrzy­mał do prze­by­cia wła­sną dro­gę, wła­sne po­wo­ła­nie. Od wier­no­ści te­mu po­wo­ła­niu za­le­ży sens me­go ist­nie­nia: Two­ja chwa­ła, a na­sza za­słu­ga na szczę­ście wie­ku­iste. Spraw Pa­nie, abym zro­zu­miał me po­wo­ła­nie na każ­dy dzień i daj mi Twą Ła­skę, abym mu był wier­ny”. Tak mo­dlił się Je­rzy Cie­siel­ski, in­ży­nier bu­dow­nic­twa i na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, któ­re­mu przy­słu­gu­je dziś chlub­ne okre­śle­nie: Czci­god­ny Słu­ga Bo­ży.

Ca­łe swo­je ży­cie ro­dzin­ne i za­wo­do­we poj­mo­wał ja­ko za­da­nie po­sta­wio­ne mu przez Bo­ga. Przy­jaź­nił się z ks. Ka­ro­lem Woj­ty­łą, z któ­rym czę­sto roz­ma­wiał o sa­kra­men­cie mał­żeń­stwa ja­ko po­wo­ła­niu dwoj­ga lu­dzi oraz o pra­cy za­wo­do­wej, któ­ra rów­nież mo­że być ele­men­tem chrze­ści­jań­skie­go po­wo­ła­nia. W swo­im ży­ciu łą­czył za­an­ga­żo­wa­nie w roz­ma­ite ak­tyw­no­ści, któ­re za­wsze po­strze­gał w nad­przy­ro­dzo­nym kon­tek­ście. Obo­wiąz­ki oj­ca wy­peł­niał wzo­ro­wo, aż do śmier­ci, któ­ra za­sko­czy­ła go w ka­ju­cie stat­ku pod­czas usy­pia­nia dzie­ci.

Naj­ciem­niej pod la­tar­nią

Two­im po­wo­ła­niem nie mu­si być spek­ta­ku­lar­ne dzie­ło, któ­re do­cze­ka się fil­mu czy wy­róż­nień pań­stwo­wych. Nie o to prze­cież cho­dzi! Mo­że Pan Bóg chce, byś od­na­lazł szczę­ście w jak naj­lep­szym wy­peł­nie­niu za­da­nia, któ­re masz tuż przed no­sem?

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Powołanie za wszelką cenę!

Od dwu­na­stu lat jest ka­pła­nem. A nie by­ło ła­two. Ro­dzi­ce nie zga­dza­li się na se­mi­na­rium – wy­bra­li sy­no­wi in­ną ka­rie­rę. Dziś mó­wi, że to jest wła­śnie dro­ga, któ­rą Bóg dla nie­go prze­wi­dział.

– Głos po­wo­ła­nia usły­sza­łem i roz­po­zna­łem sto­sun­ko­wo póź­no, bo na po­cząt­ku kla­sy ma­tu­ral­nej. Pa­mię­tam bar­dzo do­brze ten dzień i go­dzi­nę. Po­wo­ła­nie przy­szło w ci­szy oso­bi­stej mo­dli­twy, bez szcze­gól­nych fa­jer­wer­ków, choć spo­koj­nie mógł­bym je na­zwać ta­kim ma­łym, pry­wat­nym ob­ja­wie­niem – mó­wi ks. Mi­ko­łaj Dac­ko, dziś wi­ka­riusz pa­ra­fii pw. Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny Kró­lo­wej Pol­ski w Gdy­ni. Był to 8 wrze­śnia 1995 r. Wów­czas Mi­ko­łaj koń­czył li­ceum mu­zycz­ne, w któ­rym oprócz zwy­czaj­nej na­uki uczył się też gry na or­ga­nach. Spo­ro cza­su spę­dzał przy swo­jej ro­dzin­nej pa­ra­fii pw. Świę­te­go Sta­ni­sła­wa Kost­ki w Gdań­sku-Oli­wie. Od pod­sta­wów­ki był mi­ni­stran­tem, póź­niej lek­to­rem, a w kla­sie ma­tu­ral­nej rów­nież or­ga­ni­stą. W li­ceum na­le­żał rów­nież do wspól­no­ty pa­ra­fial­nej „Be­tle­jem”, gdzie mógł du­cho­wo wzra­stać i na­uczyć się praw­dzi­wej mo­dli­twy. Oprócz te­go sta­rał zna­leźć czas na bie­ga­nie, jaz­dę na ro­we­rze czy wy­pra­wy w gó­ry.

foto_01-02_10-2014

O swo­im po­wo­ła­niu opo­wie­dział ja­ko pierw­sze­mu opie­ku­no­wi wspól­no­ty „Be­tle­jem”, ks. Ja­nu­szo­wi Wit­kow­skie­mu. To on po­kie­ro­wał mło­dym Mi­ko­ła­jem, by czas przed wstą­pie­niem do se­mi­na­rium od­po­wied­nio prze­żył.

– Mo­je szczę­ście zde­rzy­ło się ze sta­now­czym sprze­ci­wem ro­dzi­ców, któ­rzy wi­dzie­li mo­ją przy­szłość w mu­zy­ce. Bez­po­śred­nio po zda­niu ma­tu­ry po­wie­dzia­łem im i ro­dzeń­stwu o swo­jej de­cy­zji. Ko­lej­ne mie­sią­ce by­ły bar­dzo trud­ne. Do­ku­men­ty skła­da­łem do se­mi­na­rium w peł­nej „kon­spi­ra­cji”. Eg­za­mi­ny wstęp­ne do war­szaw­skiej Aka­de­mii Mu­zycz­nej zda­łem je­dy­nie z po­słu­szeń­stwa księ­dzu rek­to­ro­wi (mo­że oba­wiał się, że się roz­my­ślę) i ro­dzi­com (mia­łem wte­dy do­pie­ro sie­dem­na­ście lat). Sa­mo wstą­pie­nie do se­mi­na­rium mo­gę śmia­ło okre­ślić mia­nem uciecz­ki z do­mu, z któ­re­go po pro­stu wy­sze­dłem w noc po­prze­dza­ją­cą mo­je osiem­na­ste uro­dzi­ny. Ra­no by­łem już w se­mi­na­rium. By­ło to świę­to Ar­cha­nio­łów Mi­cha­ła, Ga­brie­la i Ra­fa­ła, 29 wrze­śnia 1996 r. – opo­wia­da ks. Mi­ko­łaj.

Czas se­mi­na­rium ks. Mi­ko­łaj wspo­mi­na dziś z sen­ty­men­tem. Wszech­stron­ny roz­wój w po­sta­ci mo­dli­twy, stu­dia fi­lo­zo­ficz­ne i teo­lo­gicz­ne, na­ukę ję­zy­ków ob­cych, przy­go­to­wał go do świę­ceń ka­płań­skich.

Ks. Mi­ko­łaj Dac­ko świę­ce­nia ka­płań­skie przy­jął w swo­je 24 uro­dzi­ny, 29 wrze­śnia 2002 r., z rąk ks. abp. Ta­de­usza Go­cłow­skie­go. Ka­pła­nem zo­stał trzy mie­sią­ce po swo­ich ko­le­gach rocz­ni­ko­wych – ks. Mi­ko­łaj ja­ko młod­szy od nich mu­siał bo­wiem osią­gnąć wy­ma­ga­ny przez pra­wo ka­no­nicz­ne wiek 24 lat. Uro­czy­stość mia­ła miej­sce w ko­ście­le św. Mi­ko­ła­ja w Gdy­ni.

– Naj­więk­szą ra­do­ścią jest dla mnie czę­ste spra­wo­wa­nie Eu­cha­ry­stii oraz sa­kra­men­tu po­ku­ty. Szcze­gól­nym ry­sem mo­jej ka­płań­skiej dro­gi sta­ło się piel­grzy­mo­wa­nie, nie tyl­ko au­to­ka­rem czy sa­mo­lo­tem, ale przede wszyst­kim pie­szo, choć­by do San­tia­go de Com­po­ste­la czy szla­ka­mi po­dró­ży mi­syj­nych św. Paw­ła – mó­wi ks. Mi­ko­łaj. Już w 1998 r., nie sta­nąw­szy wcze­śniej na żad­nym po­waż­niej­szym szczy­cie gór­skim, wraz z księ­dzem mo­de­ra­to­rem z se­mi­na­rium uda­ło mu się zdo­być Mo­unt Blanc – naj­wyż­szy szczyt Alp.

Ks. Mi­ko­łaj z ra­do­ścią pod­su­mo­wu­je: – Co mó­wię mło­dym, któ­rzy py­ta­ją mnie o wy­bór ka­płań­stwa? Je­śli czu­jesz po­wo­ła­nie, to nie wa­haj się udzie­lić wiel­ko­dusz­nej od­po­wie­dzi na Bo­że we­zwa­nie. Od­wa­gi, bo je­śli Pan Bóg prze­wi­dział dla Cie­bie ta­ką wła­śnie dro­gę, to na in­nej więk­sze­go szczę­ścia nie znaj­dziesz!

 

Ka­je­tan Raj­ski

 

Co i jak ze studiami?

Wy­bór stu­diów to jed­na z naj­po­waż­niej­szych ży­cio­wych de­cy­zji, ja­kie przy­cho­dzi pod­jąć mło­dym lu­dziom tuż po osią­gnię­ciu peł­no­let­no­ści. Cho­dzi tu­taj nie tyl­ko o wy­bór miejsc, w któ­rym bę­dę czę­sto prze­by­wał przez naj­bliż­szych kil­ka lat, ale o to, czym bę­dę się zaj­mo­wać przez resz­tę ży­cia, ja­kie bę­dę otrzy­my­wać wy­na­gro­dze­nie, z ja­kim ludź­mi przyj­dzie mi prze­by­wać itd.

Trud­ny wy­bór!

W kie­run­kach stu­diów, ja­kie ofe­ru­ją pol­skie uczel­nie swo­im przy­szłym stu­den­tom, moż­na prze­bie­rać jak w ulę­gał­kach – ga­ma przed­mio­tów jest tak sze­ro­ka, że nie je­stem w sta­nie i na­wet nie za­mie­rzam pró­bo­wać ich wy­mie­niać. Róż­no­rod­ność nie do­ty­czy je­dy­nie sa­mych kie­run­ków, ale tak­że roz­ma­itych try­bów i mo­de­li stu­dio­wa­nia: moż­na stu­dio­wać w try­bie dzien­nym lub za­ocz­nym, moż­na rów­nież wy­brać mię­dzy­wy­dzia­ło­we stu­dia in­dy­wi­du­al­ne, wte­dy wy­bór przed­mio­tów, ja­kie za­głę­bia­my, na­le­ży w peł­ni do nas i ca­ły pro­gram stu­diów rów­nież – łącz­nie z tym, że w ta­kim wy­pad­ku nie wy­bie­ra­my jed­ne­go, ści­śle okre­ślo­ne­go kie­run­ku, moż­na rów­nież stu­dio­wać in­dy­wi­du­al­nie kon­kret­ny kie­ru­nek – tym spo­so­bem moż­na do­wol­nie re­gu­lo­wać ilość za­jęć i tem­po re­ali­zo­wa­ne­go ma­te­ria­łu. I moż­na by tak jesz­cze dłu­go wy­mie­niać. Już w tym miej­scu wi­dać, że de­cy­zji o wy­bo­rze stu­diów nie moż­na pod­jąć w po­śpie­chu. Wła­ści­wie da się, ale nie­prze­my­śla­nej de­cy­zji moż­na póź­niej ża­ło­wać przez dłu­gie la­ta.

foto_01-03_10-2014

Ser­ce czy ro­zum?

To ko­lej­ne trud­ne py­ta­nie, na któ­re wie­lu mło­dych lu­dzi mu­si so­bie od­po­wie­dzieć w mo­men­cie wy­bo­ru kie­run­ku stu­diów i uczel­ni. Naj­le­piej, kie­dy ser­ce i ro­zum są ze so­bą zgod­ne. Nie­ste­ty, nie za­wsze tak to wy­glą­da. Cza­sem mu­si­my wy­bie­rać mię­dzy tym, co jest na­szą praw­dzi­wą pa­sją a czy­sto eko­no­micz­nym, ra­cjo­nal­nym ra­chun­kiem.

Ry­nek pra­cy jest bar­do dy­na­micz­ny i ule­ga szyb­kim zmia­nom. Zna­jo­mość sy­tu­acji na chwi­le obec­ną nie da­je nam gwa­ran­cji pod­ję­cia w tej mie­rze do­brej de­cy­zji, za 5 lat – czy­li po ukoń­cze­niu stu­diów – sy­tu­acja mo­że być dia­me­tral­nie in­na i oka­że się, że to, co ro­zum pod­po­wia­dał 5 lat te­mu, prze­szło już do hi­sto­rii i le­piej by­ło pod­jąć de­cy­zję w „zgo­dzie z ser­cem”.

Nie­któ­re za­wo­dy są jed­nak obar­czo­ne szcze­gól­nie du­żym ry­zy­kiem, a jed­no­cze­śnie stu­dia w tym za­kre­sie dla pa­sjo­na­tów da­nej dzie­dzi­ny mo­gą być speł­nie­niem ma­rzeń. Mam tu­taj na my­śli zwłasz­cza kie­run­ki ar­ty­stycz­ne – ASP to nie­mal raj dla każ­de­go, kto ko­cha sztu­kę i z ma­lo­wa­niem, rzeź­bą czy też gra­fi­ką chciał­by zwią­zać swo­je ży­cie, po­dob­nie jest z Aka­de­mią Mu­zycz­ną i Wyż­szy­mi Szko­ła­mi Te­atral­ny­mi.

Stu­dio­wa­nie tych kie­run­ków za­pew­nia nie tyl­ko du­ży pre­stiż, ale tak­że naj­lep­sze przy­go­to­wa­nie dla spe­cja­li­stów w swo­jej dzie­dzi­nie. Czę­sto jed­nak mo­że­my usły­szeć, że sztu­ka, mu­zy­ka czy ak­tor­stwo, a tak­że ca­łe mnó­stwo in­nych kie­run­ków to „nie­pew­ny chleb”. Czę­sto usły­szy­my, że le­piej by­ło­by dla nas pójść na bu­dow­nic­two, in­for­ma­ty­kę lub me­dy­cy­nę. Czę­sto i my sa­mi w koń­cu do­cho­dzi­my do wnio­sku, że cięż­ko bę­dzie wy­żyć z np. fi­lo­zo­fii czy fil­mo­znaw­stwa.

I tu­taj po­ja­wia się klu­czo­we py­ta­nie. Dla­cze­go my­ślę o ta­kim wła­śnie kie­run­ku stu­diów? Czy kie­ru­nek hu­ma­ni­stycz­ny wy­bie­ram dla­te­go, że uwiel­biam czy­tać i do­brze znam się na li­te­ra­tu­rze, czy mo­że tyl­ko dla­te­go, że nie lu­bię ma­te­ma­ty­ki i chcę się jej jak naj­szyb­ciej po­zbyć ze swo­je­go ży­cia?

Naj­waż­niej­sze, że­by to, za co się bie­rze­my, ro­bić jak naj­le­piej. Nie idź na stu­dia tyl­ko po to, że­by być ta­kim so­bie praw­ni­kiem, le­ka­rzem czy in­for­ma­ty­kiem. Idź na ta­kie stu­dia, z któ­rych wyj­dziesz praw­dzi­wym spe­cja­li­stą. Je­śli bę­dziesz w czymś na­praw­dę do­bry, to jest szan­sa, że ktoś ze­chce cię za­trud­nić. Ro­biąc co­kol­wiek tak so­bie, ra­czej nie zdo­bę­dziesz „do­brej mar­ki” i każ­dy pra­co­daw­ca bę­dzie to­bą roz­cza­ro­wa­ny. Po­za tym stu­dio­wa­nie cze­goś, co zu­peł­nie nas nie in­te­re­su­je, jest wy­jąt­ko­wo „bo­le­snym” do­świad­cze­niem, a prze­cież wie­lu twier­dzi, że stu­dia to naj­lep­szy okres w ży­ciu czło­wie­ka.

Jak nie ulec pre­sji?

W pod­ję­ciu de­cy­zji mło­dy czło­wiek na­po­ty­ka wie­le trud­no­ści. Jed­ną z naj­po­waż­niej­szych mo­że być opi­nia in­nych, zwłasz­cza bli­skich nam osób na cze­le z ro­dzi­ca­mi. Ro­dzi­ce chcą dla swo­ich dzie­ci jak naj­le­piej, ma­ją bo­gat­sze do­świad­cze­nie ży­cio­we, do­świad­cze­nie na ryn­ku pra­cy i wie­le cech, któ­rych po­sia­da­nie czy­ni z nich do­brych do­rad­ców w mo­men­cie do­ko­ny­wa­nia wy­bo­ru kie­run­ku stu­diów – to nie ule­ga wąt­pli­wo­ści. Z ich zda­niem na­le­ży się li­czyć, ale nie moż­na w tym wszyst­kim za­nie­dbać swo­je­go zda­nia, któ­re za­wsze po­win­no być de­cy­du­ją­ce.

Jak nie ulec pre­sji? No wła­śnie, to py­ta­nie sta­wia­ją so­bie zwłasz­cza te oso­by, któ­re już te­raz wie­dzą, że ich pre­fe­ren­cje od­no­śnie wy­bo­ru kie­run­ku, a mo­że też i miej­sca stu­diów znacz­nie róż­nią się od zda­nia ich ro­dzi­ców lub in­nych bli­skich.

Przede wszyst­kim nie cze­kaj do ostat­niej chwi­li z po­in­for­mo­wa­nie ro­dzi­ców o swo­ich pla­nach. In­for­muj ich na bie­żą­co o swo­ich de­cy­zjach, w ten spo­sób da­jesz im znać, że trak­tu­jesz ich po­waż­nie, ich zda­nie jest dla cie­bie waż­ne i nie po­mi­jasz ich w do­ko­na­niu te­go wy­bo­ru. Bądź aser­tyw­ny, a nie agre­syw­ny ani ule­gły:

Słu­chaj ar­gu­men­tów swo­ich ro­dzi­ców i bierz je pod roz­wa­gę. Nie za­kła­daj z gó­ry, że ro­dzi­ce się nie zna­ją, wie­dzą mniej i za wszel­ką ce­nę chcą cię do cze­go­kol­wiek zmu­szać. Nie przyj­muj też po­sta­wy agre­syw­nej, nie groź ro­dzi­com wy­pro­wadz­ką z do­mu i ze­rwa­niem kon­tak­tów, je­śli nie za­ak­cep­tu­ją two­je­go wy­bo­ru – w ten spo­sób na­ru­szysz tyl­ko do­bre re­la­cje z naj­bliż­szy­mi ci ludź­mi. Jed­no­cze­śnie nie przyj­muj po­sta­wy ule­głej. Sta­raj się po­ka­zać ro­dzi­com, że wiesz co ro­bisz, że two­je dzia­ła­nie jest w peł­ni prze­my­śla­ne, że de­cy­zja, któ­rą za­mie­rzasz pod­jąć, nie jest je­dy­nie efek­tem chwi­lo­we­go przy­pły­wu emo­cji. Je­śli je­steś pe­wien, że te­go wła­śnie chcesz, prze­ko­naj o tym ro­dzi­ców. W ten spo­sób po­ka­żesz im, ja­ki je­steś doj­rza­ły i że po­waż­nie trak­tu­jesz wy­bór kie­run­ku stu­diów – z pew­no­ścią po­li­czą ci to za do­brą wa­lu­tę.

O ra­dę po­proś pro­fe­sjo­na­li­stę

Je­śli nie mo­żesz się zde­cy­do­wać na kon­kret­ny kie­ru­nek i masz sto po­my­słów na mi­nu­tę, to ko­niecz­nie sko­rzy­staj z po­mo­cy do­rad­cy za­wo­do­we­go. Je­go za­da­niem jest prze­pro­wa­dze­nie se­rii te­stów na róż­ne­go ro­dza­ju za­wo­do­we pre­dys­po­zy­cje i ce­chy cha­rak­te­ru. Po­za te­sta­mi do­rad­ca prze­pro­wa­dzi z to­bą sze­reg roz­mów, na pod­sta­wie któ­rych bę­dzie mógł ci wska­zać naj­bar­dziej od­po­wied­nią dla cie­bie ścież­kę roz­wo­ju za­wo­do­we­go. Na­praw­dę war­to spró­bo­wać się­gnąć po ra­dę oso­by, któ­ra pa­trzy na cie­bie obiek­tyw­nie i za­wo­do­wo zaj­mu­je się udzie­la­niem rad w tej dzie­dzi­nie. Wi­zy­ta u do­rad­cy otwo­rzy ci oczy na wie­le spraw i spo­ro się o so­bie do­wiesz.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Otwórzcie wspaniałomyślnie serce na miłość Chrystusa

Nie po­zwól­cie umrzeć tej na­dziei. Po­staw­cie swo­je ży­cie na niej. Nie je­ste­śmy su­mą na­szych sła­bo­ści i upad­ków. Je­ste­śmy su­mą mi­ło­ści Oj­ca dla nas, na­szej praw­dzi­wej zdol­no­ści sta­wa­nia się ob­ra­zem je­go Sy­na. To­ron­to, 2002 r.

Sta­raj­cie się od­kry­wać pięk­no mo­dli­twy ró­żań­co­wej. Oby ró­ża­niec stał się dla was wier­nym to­wa­rzy­szem na ca­łe ży­cie. Wa­ty­kan, 1988 r.

Dro­dzy Mło­dzi, tyl­ko Je­zus zna wa­sze ser­ce, wa­sze naj­głęb­sze pra­gnie­nia. Tyl­ko On, któ­ry umi­ło­wał was aż do śmier­ci jest zdol­ny wy­peł­nić wa­sze pra­gnie­nia. On ma sło­wa ży­cia wiecz­ne­go; sło­wa, któ­re na­da­ją sens ży­ciu. Nikt po­za Chry­stu­sem nie mo­że dać wam praw­dzi­we­go szczę­ścia. Na­śla­du­jąc przy­kład Ma­ryi, umiej­cie po­wie­dzieć Mu wa­sze bez­wa­run­ko­we „tak”. Niech nie bę­dzie w wa­szym ży­ciu miej­sca na ego­izm i le­ni­stwo. Dzi­siaj bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek po­trze­ba, aby­ście by­li „stró­ża­mi po­ran­ka”, któ­rzy ob­wiesz­cza­ją świa­tło świ­tu i no­wą wio­snę Ewan­ge­lii, któ­rej za­ląż­ki już są wi­docz­ne. Wa­ty­kan, 2003 r.

Otwórz­cie wspa­nia­ło­myśl­nie ser­ce na mi­łość Chry­stu­sa, je­dy­ną, któ­ra jest w sta­nie nadać peł­ny sens ca­łe­mu wa­sze­mu ży­ciu. Bu­enos Aires, 1987 r.

Je­śli mi­łu­je­cie Je­zu­sa, mi­łuj­cie i Ko­ściół! Nie znie­chę­caj­cie się grze­cha­mi i upad­ka­mi nie­któ­rych z je­go człon­ków. Zło wy­rzą­dzo­ne przez księ­ży oraz oso­by du­chow­ne lu­dziom mło­dym i wraż­li­wym na­peł­nia nas głę­bo­kim smut­kiem i po­czu­ciem wsty­du. To­ron­to, 2002 r.

Za­pro­ście Go do wa­szych serc, do wa­szych ro­dzin. Niech bę­dzie pierw­szym Go­ściem wa­szych ra­do­ści i trosk. Co dnia Go za­pra­szaj­cie, co dnia Go za­pra­szaj­cie ra­zem z Ma­ry­ją pod dach wa­sze­go do­mu. Led­ni­ca, 2002 r.

Sa­mo­wy­cho­wa­nie zmie­rza do te­go wła­śnie, aby bar­dziej „być” czło­wie­kiem, być chrze­ści­ja­ni­nem, aby od­kry­wać i roz­wi­jać w so­bie ta­len­ty otrzy­ma­ne od Stwór­cy i re­ali­zo­wać wła­ści­we każ­de­mu po­wo­ła­nie do świę­to­ści. Po­znań, 1997 r.

Odważni pasterze dwudziestego wieku

W cen­trum dzi­siej­szej nie­dzie­li wień­czą­cej Okta­wę Wiel­ka­no­cy, a któ­rą Jan Pa­weł II ze­chciał po­świę­cić Mi­ło­sier­dziu Bo­że­mu, znaj­du­ją się chwa­leb­ne ra­ny Je­zu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go. (…)

Św. Jan XXIII i św. Jan Pa­weł II mie­li od­wa­gę oglą­da­nia ran Je­zu­sa, do­ty­ka­nia Je­go zra­nio­nych rąk i Je­go prze­bi­te­go bo­ku. Nie wsty­dzi­li się cia­ła Chry­stu­sa, nie gor­szy­li się Nim, Je­go krzy­żem. Nie wsty­dzi­li się cia­ła swe­go bra­ta (por. Iz 58, 7), po­nie­waż w każ­dej oso­bie cier­pią­cej do­strze­ga­li Je­zu­sa. By­li to dwaj lu­dzie męż­ni, peł­ni pa­re­zji [szcze­ro­ści] Du­cha Świę­te­go i zło­ży­li Ko­ścio­ło­wi i świa­tu świa­dec­two do­bro­ci Bo­ga i Je­go mi­ło­sier­dzia.

By­li ka­pła­na­mi, bi­sku­pa­mi i pa­pie­ża­mi dwu­dzie­ste­go wie­ku. Po­zna­li je­go tra­ge­die, ale nie by­li ni­mi przy­tło­cze­ni. Sil­niej­szy był w nich Bóg; sil­niej­sza by­ła w nich wia­ra w Je­zu­sa Chry­stu­sa, Od­ku­pi­cie­la czło­wie­ka i Pa­na hi­sto­rii; sil­niej­sze by­ło w nich mi­ło­sier­dzie Bo­ga, któ­re ob­ja­wia się w tych pię­ciu ra­nach; sil­niej­sza by­ła ma­cie­rzyń­ska bli­skość Ma­ryi. (…)

W tej po­słu­dze Lu­do­wi Bo­że­mu św. Jan Pa­weł II był pa­pie­żem ro­dzi­ny. Kie­dyś sam tak po­wie­dział, że chciał­by zo­stać za­pa­mię­ta­ny ja­ko pa­pież ro­dzi­ny. (…)

Niech ci obaj no­wi świę­ci pa­ste­rze Lu­du Bo­że­go wsta­wia­ją się za Ko­ścio­łem, aby w cią­gu tych dwóch lat pro­ce­su sy­no­dal­ne­go był on po­słusz­ny Du­cho­wi Świę­te­mu w po­słu­dze dusz­pa­ster­skiej dla ro­dzi­ny. Niech nas obaj na­uczą, by­śmy nie gor­szy­li się ra­na­mi Chry­stu­sa, aby­śmy wni­ka­li w ta­jem­ni­cę Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia, któ­re za­wsze ży­wi na­dzie­ję, za­wsze prze­ba­cza, bo za­wsze mi­łu­je.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 27.04.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Za­uwa­ży­łem przed kil­ku­na­stu la­ty, że każ­da spo­tka­na oso­ba prę­dzej czy póź­niej za­da­je py­ta­nie: „Jak to się sta­ło, że ksiądz zo­stał księ­dzem?”. Ni­gdy nie ro­bi­łem z te­go ta­jem­ni­cy, od­po­wia­da­łem, sta­ra­jąc się do­sto­so­wać od­po­wiedź do słu­cha­cza. Pa­rę lat póź­niej zro­zu­mia­łem, że to cho­dzi nie tyl­ko o od­sło­nię­cie rąb­ka ta­jem­ni­cy zwią­za­nej z po­wo­ła­niem do ży­cia w ka­płań­stwie. Każ­dy z py­ta­ją­cych, mniej lub bar­dziej uświa­da­mia­jąc so­bie swo­je in­ten­cje, py­tał, czy je­stem szczę­śli­wy. Tak je­stem! Pro­wa­dząc myśl da­lej, każ­dy czło­wiek w na­tu­ral­ny i do­bry spo­sób szu­ka swo­je­go wła­sne­go szczę­ścia. I py­ta o to szczę­ście lu­dzi, któ­rych spo­ty­ka, py­ta, czy im się uda­ło od­na­leźć swo­je miej­sce w ży­ciu, czy lu­bią to, czym się zaj­mu­ją, czy jest im z tym do­brze.

Każ­dy czło­wiek in­tu­icyj­nie czu­je, że jest po­wo­ła­ny do szczę­ścia. Nie wszy­scy pa­mię­ta­ją, ale to wła­śnie jest wo­la Bo­ża wzglę­dem każ­de­go czło­wie­ka: Pan Bóg pra­gnie, aby­śmy by­li zba­wie­ni.

Cza­sem pod­czas ka­za­nia usły­szy­my, że Pan Bóg nie tyl­ko chce, aby­śmy do­szli do miej­sca w Je­go kró­le­stwie (i to miej­sca nie­ja­ko pod­pi­sa­ne­go na­szym imie­niem i na­zwi­skiem, miej­sca prze­zna­czo­ne­go wła­śnie dla nas), ale rów­nież wo­lą Bo­ga jest to, by­śmy by­li szczę­śli­wi na zie­mi, pod­czas ży­cia do­cze­sne­go. Po­ja­wia się wów­czas py­ta­nie, czę­sto od­bie­ra­ne dość dra­ma­tycz­nie: jak od­kryć, co Pan Bóg dla nas prze­zna­czył? Jak osią­gnąć wła­śnie to szczę­ście na zie­mi, któ­re jest za­pi­sa­ne dla mnie w nie­bie? Jak po­znać ta­jem­ni­ce Bo­że­go prze­zna­cze­nia?

Świę­ty To­masz z Akwi­nu tro­chę nas uspo­ka­ja: je­śli na­wet nie od­naj­dzie­my na­sze­go po­wo­ła­nia szcze­gó­ło­we­go (do­ty­czą­ce­go ży­cia na zie­mi), to nie tra­ci­my szan­sy na osią­gnię­cie nie­ba, ty­le że na­sze ży­cie bę­dzie mniej szczę­śli­we tu­taj. Ale prze­cież wo­le­li­by­śmy, aby tak nie by­ło.

Ja­kie za­da­nie stoi przed czło­wie­kiem? Roz­wi­jać wraż­li­wość na zna­ki po­cho­dzą­ce od Pa­na Bo­ga, do­brze roz­po­zna­wać ta­len­ty, ja­ki­mi zo­sta­li­śmy ob­da­ro­wa­ni, słu­chać ko­cha­ją­cych nam lu­dzi i wy­bie­rać umie­jęt­nie to, co nam do­ra­dza­ją (trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że de­cy­zję mu­si­my po­dej­mo­wać sa­mo­dziel­nie, na ni­ko­go nie wol­no jej zrzu­cać).

Znaj­dzie­cie w dzi­siej­szym nu­me­rze za­rów­no świa­dec­twa tych, któ­rzy wy­bra­li swo­ją dro­gę, choć cza­sa­mi mu­sie­li wra­cać z roz­po­czę­tej dro­gi, za­czy­nać od no­wa, znaj­dzie­cie róż­ne ra­dy i moż­li­wo­ści sto­ją­ce przed każ­dym z Was. To jed­nak nie zwol­ni ni­ko­go z ko­niecz­no­ści pod­ję­cia wła­snej de­cy­zji.

Nie za­po­mnij­cie o mo­dli­twie o roz­po­zna­nie po­wo­ła­nia.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski