Mistrzyni macierzyństwa

Słu­ga Bo­ży kar­dy­nał Ste­fan Wy­szyń­ski już ja­ko dziec­ko miał ge­nial­ną in­tu­icję. Gdy zmar­ła je­go ma­ma, a był wte­dy za­le­d­wie dzie­wię­cio­lat­kiem, po­cie­chy i zro­zu­mie­nia szu­kał u Mat­ki Naj­święt­szej. Po la­tach, w dniu pry­mi­cji na Ja­snej Gó­rze po­wie­dział: „Po­je­cha­łem z pry­mi­cją na Ja­sna Gó­rę, aby mieć Mat­kę... Mat­kę, któ­ra już bę­dzie za­wszeˮ.

Co Bi­blia mó­wi o ma­cie­rzyń­stwie Ma­ryi?

Mó­wiąc o ma­cie­rzyń­stwie Mat­ki Bo­żej wo­bec każ­de­go czło­wie­ka, zwy­kle za­czy­na­my od słyn­ne­go te­sta­men­tu spod krzy­ża, od słów, któ­re za­pi­sał św. Jan:

Kie­dy więc Je­zus uj­rzał Mat­kę i sto­ją­ce­go obok Niej ucznia, któ­re­go mi­ło­wał, rzekł do Mat­ki: »Nie­wia­sto, oto syn Twój«. Na­stęp­nie rzekł do ucznia: »Oto Mat­ka two­ja«. I od tej go­dzi­ny uczeń wziął Ją do sie­bieˮ (J 19, 26–27).

Te sło­wa są uwa­ża­ne nie tyl­ko za wy­raz tro­ski o Mat­kę, ale – znacz­nie sze­rzej – za po­wie­rze­nie ludz­ko­ści, czy­li każ­de­go z nas Ma­ryi na za­wsze, do koń­ca ist­nie­nia świa­ta. Po zmar­twych­wsta­niu Jan „wziął ją do sie­bie”, wie­my rów­nież, że po wnie­bo­wstą­pie­niu „Wszy­scy oni trwa­li jed­no­myśl­nie na mo­dli­twie ra­zem z nie­wia­sta­mi, Ma­ry­ją, Mat­ką Je­zu­sa, i brać­mi Je­goˮ (Dz 1, 14). Mat­ka to­wa­rzy­szy­ła Ko­ścio­ło­wi w ocze­ki­wa­niu na Ze­sła­nie Du­cha Świę­te­go.

foto_01-01_09-2014

Moż­na jed­nak przy­wo­łać wie­le bi­blij­nych frag­men­tów, w któ­rych wi­dać ce­chy ma­cie­rzyń­stwa, jak po­wszech­nie się uwa­ża te­go ma­cie­rzyń­stwa, z któ­re­go każ­dy z nas mo­że ko­rzy­stać, któ­re in­tu­icyj­nie za­uwa­żył kar­dy­nał Ste­fan Wy­szyń­ski.

Za­słu­cha­na

Naj­lep­sza Mat­ka jest przede wszyst­kim wpa­trzo­na w Bo­ga, ma­jąc świa­do­mość te­go, że On bar­dziej ko­cha każ­de­go czło­wie­ka niż kto­kol­wiek z lu­dzi, do­ty­czy to rów­nież Jej Sy­na, a za­tem i nas, Jej du­cho­wych dzie­ci.

Nie­je­den czło­wiek mo­że na­wet za­zdro­ścić tej wraż­li­wo­ści Ma­ryi, dzię­ki któ­rej „usły­sza­ła” ar­cha­nio­ła Ga­brie­la oznaj­mu­ją­ce­go Jej Bo­że za­mia­ry, jak to wi­dzi­my w zwia­sto­wa­niu:

Anioł wszedł do Niej i rzekł: »Bądź po­zdro­wio­na, peł­na ła­ski, Pan z To­bą«.

Ona zmie­sza­ła się na te sło­wa i roz­wa­ża­ła, co mia­ło­by zna­czyć to po­zdro­wie­nie. Lecz anioł rzekł do Niej: »Nie bój się, Ma­ry­jo, zna­la­złaś bo­wiem ła­skę u Bo­ga. Oto po­czniesz i po­ro­dzisz Sy­na, któ­re­mu nadasz imię Je­zus. Bę­dzie On wiel­ki i bę­dzie na­zwa­ny Sy­nem Naj­wyż­sze­go, a Pan Bóg da Mu tron Je­go pra­oj­ca, Da­wi­da. Bę­dzie pa­no­wał nad do­mem Ja­ku­ba na wie­ki, a Je­go pa­no­wa­niu nie bę­dzie koń­ca«. Na to Ma­ry­ja rze­kła do anio­ła: »Jak­że się to sta­nie, sko­ro nie znam mę­ża?«. Anioł Jej od­po­wie­dział: »Duch Świę­ty zstą­pi na Cie­bie i moc Naj­wyż­sze­go osło­ni Cię. Dla­te­go też Świę­te, któ­re się na­ro­dzi, bę­dzie na­zwa­ne Sy­nem Bo­żym. A oto rów­nież krew­na Two­ja, Elż­bie­ta, po­czę­ła w swej sta­ro­ści sy­na i jest już w szó­stym mie­sią­cu ta, któ­ra ucho­dzi za nie­płod­ną. Dla Bo­ga bo­wiem nie ma nic nie­moż­li­we­go«. Na to rze­kła Ma­ry­ja: »Oto Ja słu­żeb­ni­ca Pań­ska, niech Mi się sta­nie we­dług twe­go sło­wa!«. Wte­dy od­szedł od Niej anio­łˮ (Łk 1, 28–38).

Spe­cja­li­ści – ma­rio­lo­dzy ka­żą nam zwró­cić uwa­gę na prze­ni­kli­wą mą­drość Ma­ryi z Na­za­re­tu: mia­ła za­le­d­wie kil­ka­na­ście lat, a już wie­dzia­ła, że nie każ­de na­tchnie­nie po­cho­dzi od Bo­ga, wie­dzia­ła, że trze­ba „prze­py­tać” roz­mów­cę, by nie przy­jąć do swo­je­go ży­cia wo­li złe­go du­cha.

Na za­słu­cha­nie zwra­ca nam uwa­gę rów­nież św. Łu­kasz chwi­lę po opi­sa­niu od­na­le­zie­nia dwu­na­sto­let­nie­go Je­zu­sa w świą­ty­ni je­ro­zo­lim­skiej: pi­sze on, że Ma­ry­ja „cho­wa­ła wier­nie wszyst­kie te wspo­mnie­nia w swym ser­cuˮ (Łk 2, 51b). Nie wszyst­ko trze­ba ro­zu­mieć od ra­zu: cza­sem trze­ba z cier­pli­wo­ścią do wła­snych ogra­ni­czo­nych moż­li­wo­ści po­cze­kać, aż przyj­dzie ła­ska, któ­ra po­mo­że w ogar­nię­ciu, upo­rząd­ko­wa­niu i zro­zu­mie­niu te­go, co wo­kół nas się dzie­je.

Do­rad­czy­ni

W Ka­nie Ga­li­lej­skiej usły­sze­li­śmy ra­dę, któ­ra pa­su­je do wszel­kich sy­tu­acji ży­cio­wych, któ­ra da­je się za­sto­so­wać przed pod­ję­ciem każ­dej de­cy­zji, a zwłasz­cza każ­de­go dzia­ła­nia: to słyn­ne sło­wa „Zrób­cie wszyst­ko, co­kol­wiek wam po­wieˮ (J 2, 5b). Wiel­ki czci­ciel Ma­ryi, wspo­mi­na­ny już kar­dy­nał Ste­fan Wy­szyń­ski wra­cał czę­sto do tej ma­cie­rzyń­skiej ra­dy w swo­im na­ucza­niu. Prze­cież nie chce­my, aby ktoś, ko­go ko­cha­my, zro­bił coś, cze­go bę­dzie po­tem ża­ło­wał, cze­go kon­se­kwen­cje bę­dzie po­no­sił być mo­że przez ca­łe ży­cie. A nikt nie wie le­piej, co dla nas jest do­bre, niż sam Pan Bóg.

Wie­my jed­nak z do­świad­cze­nia, że szu­ka­jąc pod­po­wie­dzi Pa­na Je­zu­sa, na­po­ty­ka­my na wie­le trud­no­ści: wsłu­cha­nie się w Je­go sło­wa utrud­nia­ją nam na­sze grze­chy, przy­zwy­cza­je­nia, róż­ne ko­le­iny my­ślo­we, w któ­re umysł wcho­dzi, cza­sem to, co mó­wią i ro­bią in­ni lu­dzie. Kie­row­ni­cy du­cho­wi za­chę­ca­ją nas do czę­stej spo­wie­dzi, by ża­den brud nie za­kry­wał wo­li Bo­żej, mą­drzy prze­wod­ni­cy na­ro­du wska­zu­ją na czę­ste od­no­sze­nie za­pla­no­wa­ne­go kie­run­ku dzia­ła­nia do Sło­wa Ob­ja­wio­ne­go. Do­bra zna­jo­mość Bi­blii, czę­ste ko­ry­go­wa­nie te­go, co się dzie­je z wer­se­ta­mi Pi­sma Świę­te­go wy­da­ją się wa­run­kiem moż­li­wie naj­peł­niej­szej zgod­no­ści na­sze­go ży­cia z tym, co za­mie­rzył nasz Stwór­ca i Zba­wi­ciel.

Za­tro­ska­na

Ma­ry­ja też – za swych ziem­skich dni – pa­trzy­ła na swe­go Sy­na w ka­te­go­riach ludz­kich. Pa­mię­ta­my, że gdy Je­zus był ob­le­ga­ny przez lu­dzi, chcia­ła – jak każ­da mat­ka – cho­ciaż tro­chę go przed ni­mi obro­nić. Tę sce­nę przy­po­mi­na nam św. Ma­te­usz:

Gdy jesz­cze prze­ma­wiał do tłu­mów, oto Je­go Mat­ka i bra­cia sta­nę­li na dwo­rze i chcie­li z Nim mó­wić. Ktoś rzekł do Nie­go: »Oto Two­ja Mat­ka i Twoi bra­cia sto­ją na dwo­rze i chcą mó­wić z To­bą«. Lecz On od­po­wie­dział te­mu, któ­ry Mu to oznaj­mił: »Któż jest mo­ją mat­ką i któ­rzy są mo­imi brać­mi?«. I wy­cią­gnąw­szy rę­kę ku swo­im uczniom, rzekł: »Oto mo­ja mat­ka i moi bra­cia. Bo kto peł­ni wo­lę Oj­ca mo­je­go, któ­ry jest w nie­bie, ten Mi jest bra­tem, sio­strą i matką«ˮ (Mt 12, 46–50). Wspa­nia­le tę sce­nę uka­zał je­den z re­ży­se­rów: nim Je­zus wy­po­wie­dział sło­wa za­pi­sa­ne pod ko­niec tej opo­wie­ści, pod­szedł do Ma­ryi, ob­jął Ją ra­mie­niem i spo­glą­da­jąc jej w oczy, za­pew­nił, że bli­scy Bo­gu są wszy­scy szu­ka­ją­cy i wy­peł­nia­ją­cy Je­go wo­lę. Po­sta­wił tym sa­mym Mat­kę na pierw­szym miej­scu po­mię­dzy ludź­mi.

Ma­rio­lo­dzy (teo­lo­dzy zaj­mu­ją­cy się tą czę­ścią teo­lo­gii, któ­ra przy­pa­tru­je się Ma­ryi) mó­wią, że dzi­siaj Ma­ry­ja pa­trzy na każ­de­go z nas wy­łącz­nie „Bo­żym spoj­rze­niem”, wie, że te­raz sto­jąc obok tro­nu Bo­że­go, Naj­święt­sza Pa­nien­ka wy­pra­sza dla nas wia­rę, na­dzie­ję i mi­łość, bo te trzy są wa­run­kiem bez­piecz­ne­go przej­ścia przez ten świat.

War­to za­uwa­żyć wy­jąt­ko­wość Ma­ryi. Ona wy­pa­try­wa­ła Bo­żych zna­ków, mia­ła w so­bie – moż­na to tak na­zwać – „Bo­żą cie­ka­wość”, któ­ra nie tyl­ko po­zwa­la pa­trzeć na świat w naj­pięk­niej­szym świe­tle Bo­żej Mi­ło­ści, ale rów­nież w każ­dej na­po­tka­nej oso­bie, w każ­dej prze­ży­wa­nej sy­tu­acji po­ma­ga do­strzec Bo­że za­da­nia.

Czy jej by­ło ła­twiej? Na to py­ta­nie chy­ba nie ma od­po­wie­dzi. Z pew­no­ścią jed­nak Ma­ry­ja nie by­ła je­dy­ną oso­bą, któ­ra mo­że po­znać Bo­że za­my­sły. War­to w Nią się wpa­try­wać i uczyć się od Niej umie­jęt­no­ści ob­ser­wa­cji.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Godność i powołanie kobiety

Ko­bie­cy wy­gląd, głos, uśmiech czy spo­sób po­ru­sza­nia się wy­ra­ża­ją wdzięk i har­mo­nię nie­osią­gal­ną dla męż­czy­zny. Ko­bie­ta jest wraż­li­wa na pięk­no kształ­tów, ko­lo­rów i za­pa­chów, ale też na pięk­no we­wnętrz­ne: psy­chicz­ne, mo­ral­ne i du­cho­we. Jed­nak współ­cze­sny świat nie lan­su­je ko­biet pięk­nych, mą­drych i skrom­nych. Ide­ałem jest ko­bie­ta wy­zwo­lo­na, nie­za­leż­na i sek­sow­na.

Od cie­bie za­le­ży

Stać was na to, aby dziś ze­rwać z głu­pią i nie­skrom­ną mo­dą, z ca­łym za­cho­wa­niem, któ­re ob­ra­ża god­ność pol­skiej dziew­czy­ny” – ape­lo­wał przed la­ty do dziew­cząt kar­dy­nał Ste­fan Wy­szyń­ski.

foto_01-02_09-2014

Bądź mod­na, ale mo­da ma tak­że swo­je gra­ni­ce. Nie do­puść, aby mo­da ogra­ni­cza­ła twą skrom­ność i god­ność. Nie do­puść, aby mo­da cie­bie kształ­to­wa­ła. To ty twórz mo­dę. Nie je­steś lal­ką ani ma­ne­ki­nem, by moż­na by­ło to­bą do­wol­nie ob­ra­cać. Je­steś ży­wym czło­wie­kiem, ko­bie­tą, Po­lką, dziec­kiem Bo­żym. (...) Przyj­rzyj się so­bie. Jak cho­dzisz, jak trzy­masz swo­je no­gi, rę­ce, jak się po­chy­lasz i pod­no­sisz? Two­je za­cho­wa­nie po­win­no skła­niać ra­czej do przy­klęk­nię­cia przed to­bą niż do znie­wa­że­nia cie­bie. To tyl­ko od cie­bie za­le­ży, czy ktoś przed to­bą uklęk­nie, czy cię spo­nie­wie­ra. I od cie­bie też za­le­ży, ja­kie uczu­cia wy­zwo­lisz w dru­gim czło­wie­ku: sza­cu­nek i gest mi­ło­ści, czy lek­ce­wa­że­nie i na­mięt­ność”. Moc­ne sło­wa i mi­mo upły­wu lat wciąż bar­dzo ak­tu­al­ne. Po­ra­ża za­cho­wa­nie nie­któ­rych dziew­cząt w au­to­bu­sach, na uli­cy, a cza­sem i w szko­le. Dla­te­go wszę­dzie tam po­trze­ba świa­dec­twa skrom­no­ści i au­ten­tycz­ne­go pięk­na. Jed­nak, aby mó­wić o god­no­ści i na­wo­ły­wać do niej, trze­ba za­cząć od sie­bie.

Fe­mi­nizm na rzecz ko­biet

Wie­le ko­biet w cza­sach współ­cze­snych sta­je wo­bec dy­le­ma­tu, co wy­brać: czy ro­bić „ka­rie­rę”, czy też po­świę­cić się bez resz­ty pro­wa­dze­niu do­mu i wy­cho­wy­wa­niu dzie­ci. Nie­rzad­ko ta­ka al­ter­na­ty­wa po­ja­wia się na grun­cie wpły­wów fe­mi­ni­stycz­nych, któ­re pod­sy­ca­ją sztucz­ny an­ta­go­nizm mię­dzy ko­bie­tą pra­cu­ją­cą a ko­bie­tą po­świę­ca­ją­cą się ro­dzi­nie. To­czy się wie­le nie­zwy­kle oży­wio­nych dys­ku­sji do­ty­czą­cych praw ko­biet i ich god­no­ści. Po­ja­wia­ją się pro­gra­my dzia­łań na rzecz ko­biet, a śro­do­wi­ska fe­mi­ni­stycz­ne kon­se­kwent­nie i ha­ła­śli­wie na­rzu­ca­ją swo­ją ide­olo­gię. Wie­le się mó­wi na te­mat praw ko­biet: rów­nych szans na ryn­ku pra­cy, rów­ne­go wy­na­gro­dze­nia, wal­ki z dys­kry­mi­na­cją ze wzglę­du na płeć. Ko­bie­ta ma być nie­za­leż­na i wy­zwo­lo­na. Ma­cie­rzyń­stwo przed­sta­wia się na­to­miast ja­ko ogra­ni­cze­nie, re­zy­gna­cję z am­bi­cji i moż­li­wo­ści roz­wo­ju. Trud­no zgo­dzić się z tą ten­den­cją de­pre­cjo­no­wa­nia ma­cie­rzyń­stwa. Nie war­to pod­da­wać się ta­kim mo­dom, tren­dom i pre­sjom.

Je­stem ma­mą i do­brze mi z tym

Ma­cie­rzyń­stwo jest nie­zwy­kłym po­wo­ła­niem ko­bie­ty. Jed­nak by­cie mat­ką wy­ma­ga od­po­wied­nich pre­dys­po­zy­cji fi­zycz­nych i psy­chicz­nych. Prze­pro­wa­dzo­ne ba­da­nia wy­ka­zu­ją, że ko­bie­ty ma­ją in­ny niż męż­czyź­ni próg wraż­li­wo­ści zmy­sło­wej: le­piej sły­szą, są bar­dziej wraż­li­we na bar­wy i za­pa­chy.

Ma­cie­rzyń­stwo to naj­bar­dziej fa­scy­nu­ją­ca i emo­cjo­nu­ją­ca przy­go­da w mo­im ży­ciu. To moż­li­wość od­kry­cia po­ten­cja­łu, któ­ry tkwi w każ­dej ko­bie­cie, a któ­re­go ni­gdy bym nie od­kry­ła, gdy­bym nie uro­dzi­ła dzie­ci. Dla każ­dej ko­bie­ty by­cie mat­ką to wiel­kie za­da­nie, bo jej syn czy cór­ka cią­gle jesz­cze są ta­jem­ni­cą. Mat­ka nie wie, na ko­go wy­ro­śnie jej dziec­ko, czy bę­dzie do­brym czło­wie­kiem, ja­kie bę­dzie mia­ło za­in­te­re­so­wa­nia, co bę­dzie ro­bi­ło w przy­szło­ści. Mi­łość mat­ki po­win­na być wy­ma­ga­ją­ca, bo wy­ma­ga­nia w sto­sun­ku do dziec­ka są ozna­ką sza­cun­ku i wia­ry w je­go moż­li­wo­ści i zdol­ność do­ko­ny­wa­nia wła­ści­wych wy­bo­rów.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Feminizm, Maryja i my

Św. Jan Pa­weł II wzy­wał do stwo­rze­nia no­we­go fe­mi­ni­zmu. Czy­li ja­kie­go? I czy to we­zwa­nie jest wciąż ak­tu­al­ne?

Fe­mi­nizm sta­wia w cen­trum ko­bie­tę i wal­kę o jej rów­no­upraw­nie­nie. Je­go po­cząt­ki ja­ko ru­chu ma­so­we­go przy­pa­da­ją na XIX w. Fe­mi­nist­ki do­ma­ga­ły się dla ko­biet pra­wa wy­bor­cze­go, re­for­my pra­wa ro­dzin­ne­go i po­pra­wy by­tu. Gdy więk­szość tych po­stu­la­tów zo­sta­ła speł­nio­na (pra­wo wy­bor­cze w Pol­sce przy­zna­no ko­bie­tom w 1918 r.), fe­mi­nist­ki nie spo­czę­ły na lau­rach. W la­tach 60. i 70. XX w. roz­po­czę­ła się tzw. dru­ga fa­la fe­mi­ni­zmu. Klu­czo­wą kwe­stią sta­ła się wol­ność sek­su­al­na ko­biet. Obec­nie (od lat 80. XX w.) mó­wi się o trze­ciej fa­li fe­mi­ni­zmu, a w Pol­sce już o siód­mej! Ruch ko­bie­cy jest po­dzie­lo­ny na wie­le odła­mów, w tym bar­dzo ra­dy­kal­nych, któ­rych po­stu­la­ty otwar­cie go­dzą w ro­dzi­nę, chrze­ści­jań­stwo, ne­gu­ją uwa­run­ko­wa­nia bio­lo­gicz­ne ko­biet i są wro­gie wo­bec męż­czyzn. Do cze­go więc na­wią­zy­wał pa­pież?

foto_01-03_09-2014

Po­trze­ba no­wej tre­ści

Św. Jan Pa­weł II do­strze­gał pro­blem nie­spra­wie­dli­we­go trak­to­wa­nia ko­biet i męż­czyzn. Wi­dział, że ko­bie­ty czę­sto są dys­kry­mi­no­wa­ne, tak­że na ryn­ku pra­cy, że czę­sto są ofia­ra­mi prze­mo­cy. W tym sen­sie po­pie­rał pierw­sze po­stu­la­ty fe­mi­ni­zmu. Jed­no­cze­śnie, na­wo­łu­jąc do bu­do­wa­nia cy­wi­li­za­cji ży­cia, zda­wał so­bie spra­wę, jak nie­bez­piecz­ny mo­że być fe­mi­nizm w swo­im dą­że­niu do te­go, by ko­bie­ty sta­ły się ta­kie jak męż­czyź­ni. Tu wpi­su­je się też aspekt wol­no­ści sek­su­al­nej, do­stę­pu do an­ty­kon­cep­cji, „pra­wa” do abor­cji – to wszyst­ko mia­ło spra­wić, że ko­bie­ta nie bę­dzie „ogra­ni­czo­na” przez swo­ją cie­le­sność. Ko­bie­ca zdol­ność da­wa­nia ży­cia sta­ła się we­dług ra­dy­kal­nych fe­mi­ni­stek ba­la­stem. Wal­cząc o pra­wa ko­biet, po­su­nę­ły się za da­le­ko, do­pro­wa­dza­jąc do ne­ga­cji ko­bie­co­ści.

Aby się te­mu prze­ciw­sta­wić, pa­pież chce nadać sta­re­mu po­ję­ciu fe­mi­ni­zmu no­wą treść. Isto­tą no­we­go fe­mi­ni­zmu ma być od­kry­cie isto­ty ko­bie­co­ści, jej ochro­na i roz­wój. Nie w opo­zy­cji do te­go, co mę­skie, ale w za­chwy­cie nad ko­bie­tą, ja­ką stwo­rzył Bóg. Ro­lę ko­biet świę­ty wi­dzi tak: „W dzie­le kształ­to­wa­nia no­wej kul­tu­ry, sprzy­ja­ją­cej ży­ciu, ko­bie­ty ma­ją do ode­gra­nia ro­lę wy­jąt­ko­wą (…): ma­ją sta­wać się pro­mo­tor­ka­mi »no­we­go fe­mi­ni­zmu«, któ­ry nie ule­ga po­ku­sie na­śla­do­wa­nia mo­de­li »ma­sku­li­ni­zmu«, ale umie roz­po­znać i wy­ra­zić au­ten­tycz­ny ge­niusz ko­bie­cy we wszyst­kich prze­ja­wach ży­cia spo­łecz­ne­go, dzia­ła­jąc na rzecz prze­zwy­cię­ża­nia wszel­kich form dys­kry­mi­na­cji, prze­mo­cy i wy­zy­sku” (Evan­ge­lium vi­tae, nr 99). Nie ma wąt­pli­wo­ści, że ob­ra­zem speł­nio­nej ko­bie­co­ści, uosa­bia­ją­cej ge­niusz ko­bie­cy jest Ma­ry­ja. Za­rów­no ja­ko Ta, któ­ra otwo­rzy­ła się na dar ży­cia i uro­dzi­ła Je­zu­sa, jak i Ta, któ­ra by­ła wciąż obec­na w tle Je­go dzia­łal­no­ści, jak na we­se­lu w Ka­nie, aż po krzyż, zmar­twych­wsta­nie i Pięć­dzie­siąt­ni­cę.

Ge­niusz na co dzień

Dziew­czy­ny, po­dejdź­cie twór­czo do swo­jej ko­bie­co­ści. Co wy ja­ko ko­bie­ty mo­że­cie dać świa­tu? Każ­da z was ma swo­je nie­po­wta­rzal­ne ce­chy, od­kry­waj­cie je i roz­wi­jaj­cie. Ma­cie też wiel­ki dar, któ­ry do­sta­ły­ście wraz ze swą ko­bie­co­ścią: po­wo­ła­nie do ma­cie­rzyń­stwa. I uwierz­cie, to nie ogra­ni­cze­nie. By­cie ma­mą nie wy­klu­cza speł­nie­nia w in­nych dzie­dzi­nach – zwłasz­cza je­śli ma­cie u bo­ku no­we­go fe­mi­ni­stę.

Chło­pa­ki, zo­stań­cie no­wy­mi fe­mi­ni­sta­mi! Wspie­raj­cie wa­sze sio­stry, ma­my, dziew­czy­ny, na­rze­czo­ne w ich pla­nach i aspi­ra­cjach. Dziel­cie z ni­mi obo­wiąz­ki. Słu­chaj­cie uważ­nie, co ma­ją wam do po­wie­dze­nia. Roz­wi­jaj­cie się ja­ko męż­czyź­ni, lecz bądź­cie otwar­ci na ich ko­bie­cość.

Po­dej­mij­my wy­zwa­nie św. Ja­na Paw­ła II, od­kryj­my w na­szym ży­ciu treść no­we­go fe­mi­ni­zmu!

 

 Mag­da­le­na Urlich

 

Podążajcie z entuzjazmem swych młodych serc za Chrystusem

Dro­dzy chłop­cy i dziew­czę­ta, po­dą­żaj­cie z en­tu­zja­zmem swych mło­dych serc za Chry­stu­sem. Tyl­ko On mo­że uci­szyć lęk czło­wie­ka. Pa­trz­cie na Je­zu­sa głę­bią wa­szych serc i umy­słów! On jest wa­szym nie­od­łącz­nym przy­ja­cie­lem. Po­znań, 1997 r.

Ma­ry­ja, po­nie­waż jest Mat­ką Au­to­ra ła­ski, jest Mat­ką ła­ski Bo­żej. Za­wierz­cie się Jej z peł­ną uf­no­ścią! Za­ja­śnie­je­cie pięk­no­ścią Chry­stu­sa. Otwar­ci na po­wiew Du­cha stań­cie się nie­ustra­szo­ny­mi apo­sto­ła­mi, zdol­ny­mi roz­prze­strze­niać wo­kół was ogień mi­ło­ści i świa­tło praw­dy. W szko­le Ma­ryi od­kry­je­cie kon­kret­ne za­da­nia, któ­rych Chry­stus od was ocze­ku­je, na­uczy­cie się sta­wiać Go na pierw­szym miej­scu w wa­szym ży­ciu, ukie­run­ko­wy­wać na Nie­go my­śli i dzia­ła­nia. Orę­dzie do mło­dych ca­łe­go świa­ta, Wa­ty­kan, 2003 r.

Pra­gnie­nie uj­rze­nia Bo­ga za­miesz­ku­je w ser­cu każ­de­go męż­czy­zny i każ­dej ko­bie­ty. Wa­ty­kan, 2004 r.

Mi­łość bo­wiem to nie tyl­ko uczu­cie; to akt wo­li, któ­ry po­le­ga na sta­łym wy­bo­rze do­bra in­nych po­nad do­bro wła­sne: „Nikt nie ma więk­szej mi­ło­ści od tej, gdy ktoś ży­cie swo­je od­da­je za przy­ja­ciół swo­ichˮ (J 15, 13). Wa­ty­kan, 2004 r.

Nie lę­kaj­cie się! Otwórz­cie, otwórz­cie na oścież drzwi Chrystusowi!ˮ. Otwórz­cie swo­je ser­ca, swo­je ży­cie, swo­je wąt­pli­wo­ści, swo­je trud­no­ści, swo­je ra­do­ści i swo­je uczu­cia na Je­go zbaw­czą moc i po­zwól­cie Mu wejść do wa­szych serc. „Nie lę­kaj­cie się! Chry­stus wie, co jest w czło­wie­ku. On jeden!ˮ. Plac św. Ja­na na La­te­ra­nie, 2000 r.

Tak, Dro­dzy Przy­ja­cie­le! Chry­stus nas ko­cha i to ko­cha nas za­wsze! Ko­cha nas tak­że wte­dy, kie­dy Go za­wo­dzi­my, kie­dy nie od­po­wia­da­my na Je­go ocze­ki­wa­nia wzglę­dem nas. Ni­gdy nie za­my­ka przed na­mi ra­mion swo­je­go mi­ło­sier­dzia. Tor Ver­ga­ta, 2000 r.

Ma­ry­ja jest wam da­na, by po­móc wam wejść w bar­dziej szcze­ry i oso­bi­sty kon­takt z Je­zu­sem. Swo­im przy­kła­dem Ma­ry­ja uczy was utkwie­nia spoj­rze­nia mi­ło­ści w Nim, któ­ry uko­chał nas ja­ko pierw­szy. Swo­im wsta­wien­nic­twem for­mu­je w was ser­ce uczniów zdol­nych słu­chać Sy­na, któ­ry ob­ja­wia au­ten­tycz­ne ob­li­cze Oj­ca i praw­dzi­wą god­ność czło­wie­ka. Wa­ty­kan, 2002 r.

 

Św. Jan Pa­weł II

 

Prośmy o łaskę mądrości

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Wie­cie, że Duch Świę­ty sta­no­wi to, co oży­wia, si­łę ży­cio­wą Ko­ścio­ła i każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na z osob­na: jest mi­ło­ścią Bo­ga, któ­ry z na­sze­go ser­ca czy­ni swo­je miesz­ka­nie i wcho­dzi w ko­mu­nię z na­mi. Jest On za­wsze z na­mi. Jest w nas za­wsze, w na­szym ser­cu. (…)

Pierw­szym da­rem Du­cha Świę­te­go we­dług te­go tra­dy­cyj­ne­go wy­ka­zu jest dar mą­dro­ści. Nie cho­dzi tyl­ko o ludz­ką mą­drość, bę­dą­cą owo­cem po­zna­nia i do­świad­cze­nia. W Pi­śmie Świę­tym mo­wa jest o tym, że Sa­lo­mon w chwi­li ko­ro­na­cji na kró­la Izra­ela pro­sił Bo­ga o dar mą­dro­ści. Mą­drość jest wła­śnie tym: ła­ską umie­jęt­no­ści po­strze­ga­nia wszyst­kie­go oczy­ma Bo­ga. (…)

Duch Świę­ty czy­ni więc chrze­ści­ja­ni­na „mą­drym”. Nie ozna­cza to jed­nak, aby miał on od­po­wiedź na wszyst­ko, że wszyst­ko wie, ale w tym sen­sie, że „wie o Bo­gu”, wie jak dzia­ła Bóg, wie kie­dy da­na rzecz jest od Bo­ga, a kie­dy nie jest od Bo­ga, zna tę mą­drość, ja­ką Bóg na­peł­nia na­sze ser­ca. Ser­ce czło­wie­ka w tym sen­sie mą­dre­go ma smak i za­pach Bo­ga. (…) Jest to coś, cze­go nie mo­że­my zor­ga­ni­zo­wać na­pręd­ce, nie mo­że­my wy­two­rzyć sa­mi wła­sny­mi si­ła­mi: jest to dar, ja­kim ob­da­ro­wu­je Bóg tych, któ­rzy sta­ją się po­słusz­ni Je­go Du­cho­wi.

Ma­my w so­bie, w na­szym ser­cu Du­cha Świę­te­go. Mo­że­my Go słu­chać al­bo nie. Je­śli słu­cha­my Du­cha Świę­te­go, to uczy On nas dro­gi mą­dro­ści, ob­da­ro­wu­je nas mą­dro­ścią, po­zwa­la­ją­cą nam po­strze­gać rze­czy­wi­stość oczy­ma Bo­ga, sły­szeć usza­mi Bo­ga, mi­ło­wać ser­cem Bo­ga, osą­dzać rze­czy Bo­żym osą­dem. To wła­śnie jest mą­drość, ja­ką nas ob­da­rza Duch Świę­ty, a my wszy­scy mo­że­my ją po­sia­dać. Trze­ba tyl­ko o nią pro­sić Du­cha Świę­te­go. (…) W ten spo­sób, z tą mą­dro­ścią idzie­my do przo­du, bu­du­je­my ro­dzi­nę, bu­du­je­my Ko­ściół i wszy­scy się uświę­ca­my. Pro­śmy dziś o ła­skę mą­dro­ści. Jest to wiel­ka proś­ba do Ma­ryi, Sto­li­cy Mą­dro­ści, te­go da­ru – aby nam wy­pro­si­ła tę ła­skę.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan, 9.04.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Je­den z re­ko­lek­cjo­ni­stów po­wie­dział kie­dyś, zu­peł­nie lek­ce­wa­żąc wie­dzę z za­kre­su ję­zy­ko­znaw­stwa, że sło­wa „Ma­ry­ja” i „Mat­ka” ma­ją wspól­ny rdzeń. Mam jed­nak pew­ność, że ta wy­po­wiedź nie wy­ni­ka­ła z fi­lo­lo­gicz­nej igno­ran­cji, cho­dzi­ło tu o jej du­cho­wy, a na­wet nad­przy­ro­dzo­ny wy­miar.

Mo­że­my za­uwa­żyć, że Ma­ry­ja jest wzo­rem i pa­tron­ką ma­cie­rzyń­stwa, a na­wet ro­dzi­ciel­stwa. Ja­ko czło­wiek by­ła omyl­na, a jed­nak umia­ła mą­drze prze­żyć swo­je omył­ki i oka­za­ła cier­pli­wość, któ­ra po­zwo­li­ła po­cze­kać, aż zo­ba­czy Bo­żą myśl. Ilu­stra­cją te­go stwier­dze­nia jest zna­na wszyst­kim i po­wta­rza­na w ra­do­snej czę­ści ró­żań­ca sce­na od­na­le­zie­nia Je­zu­sa w świą­ty­ni. Ma­ry­ja wy­po­wie­dzia­ła wy­rzut pły­ną­cy pro­sto z za­tro­ska­ne­go mat­czy­ne­go ser­ca i po­kor­nie przy­ję­ła upo­mnie­nie. Ro­dzi­com wol­no się my­lić, ale do ni­cze­go do­bre­go nie do­pro­wa­dzi upór, któ­ry tyl­ko po­więk­szał­by omył­kę.

Od Ma­ryi moż­na się uczyć wol­no­ści w kon­tak­cie z dru­gim czło­wie­kiem, moż­na wpa­try­wać się w pro­sty i bez­po­śred­ni spo­sób przed­sta­wia­nia próśb swe­mu Sy­no­wi (patrz: Ka­na Ga­li­lej­ska).

Mu­si po­ru­szyć po­sta­wa Ma­ryi pod­czas Mę­ki Pa­na Je­zu­sa: per­fek­cyj­nie uka­zał to w fil­mie „Pa­sja” Mel Gib­son: na twa­rzy Ma­ryi wi­dzie­li­śmy cier­pie­nie nie do opi­sa­nia, ale na Jej twa­rzy nie by­ło ani cie­nia po­gar­dy czy – tym bar­dziej – chę­ci ze­msty wo­bec opraw­ców.

War­to przy­po­mnieć so­bie wy­po­wie­dzia­ną kie­dyś przez Pry­ma­sa Ty­siąc­le­cia uwa­gę na te­mat imie­nia Ma­ryi: jest w Pol­sce wie­le ko­biet (a na­wet męż­czyzn) no­szą­cych imię „Ma­ria”, ale „Ma­ry­ja” jest tyl­ko jed­na. Ksiądz Pry­mas Ste­fan Wy­szyń­ski za­wsze za­chę­cał, by tyl­ko w ten spo­sób zwra­cać się do Mat­ki Zba­wi­cie­la.

W obec­nym nu­me­rze „Dro­giˮ znaj­dzie­cie też za­chę­tę do od­wie­dza­nia sank­tu­ariów ma­ryj­nych. Z ko­niecz­no­ści jest to za­chę­ta bar­dzo ogra­ni­czo­na, ale chęt­nym od­po­wied­nie in­for­ma­to­ry czy wy­szu­ki­war­ki in­ter­ne­to­we do­star­czą wy­star­cza­ją­co wie­le pro­po­zy­cji.

Mó­wiąc o Ma­ryi, nie moż­na za­po­mnieć o za­wie­rze­niu, któ­re­go słyn­nym apo­sto­łem był, obok wspo­mnia­ne­go księ­dza kar­dy­na­ła Wy­szyń­skie­go, św. Jan Pa­weł II. Za­wie­rze­nie to opo­wia­da­nie z za­ufa­niem o swo­im ży­ciu, to opo­wia­da­nie Naj­święt­szej Pa­nien­ce te­go, co jest na­szą ra­do­ścią i na­szym nie­po­ko­jem. Opo­wia­da­nie, jak opo­wia­da się mat­ce, i proś­ba o wsta­wien­nic­two, jak po­wie­rza się trud­ne spra­wy Kró­lo­wej.

Aby w tym te­ma­cie nie by­ło nie­do­po­wie­dzeń, to do­dam, że war­to w ma­te­ria­łach hi­sto­rycz­nych al­bo w mo­dli­tew­ni­kach od­na­leźć sło­wa pod­po­wia­da­ją­ce isto­tę za­wie­rze­nia. Po­tem trze­ba zna­leźć w so­bie od­wa­gę, któ­ra po­mo­że za­ufać, i po­zo­sta­nie jesz­cze je­den krok – wpro­wa­dzić tę ideę w ży­cie, czy­li od­dać w ser­cu Pa­nu Bo­gu przez rę­ce Ma­ryi swo­je ży­cie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski