Czas poświęcony Panu Bogu

Ile ra­zy by­ło tak, że z utę­sk­nie­niem cze­ka­łeś na dzień roz­po­czę­cia fe­rii zi­mo­wych al­bo wa­ka­cji? Pierw­sze dni za­wsze są świet­ne, wresz­cie masz czas, że­by po­spać do po­łu­dnia, po­le­niu­cho­wać, spo­tkać się ze zna­jo­my­mi, ro­dzi­ną, oglą­dać te­le­wi­zję, grać na kom­pu­te­rze i sur­fo­wać do wo­li w in­ter­ne­cie. Jed­nak czę­sto po kil­ku dniach przy­cho­dzi znu­dze­nie, a nie­jed­no­krot­nie na­wet przy­gnę­bie­nie z po­wo­du „nic­nie­ro­bie­nia”. Czy po­my­śla­łeś kie­dyś, że­by swój wol­ny czas od­dać Pa­nu Bo­gu?

Piel­grzym­ka – tre­ning du­cho­wy i cie­le­sny

Lu­bisz ak­tyw­nie spę­dzać czas? Wy­bierz re­ko­lek­cje w dro­dze – piel­grzym­kę: pie­szą, ro­we­ro­wą, rol­ko­wą, ka­ja­ko­wą czy mo­to­cy­klo­wą – dla każ­de­go znaj­dzie się coś od­po­wied­nie­go. Więk­szość piel­grzy­mek od­by­wa się w mie­sią­cach wa­ka­cyj­nych, kie­dy od nad­mia­ru wol­ne­go cza­su moż­na stra­cić wszel­kie po­my­sły na je­go kon­struk­tyw­ne wy­ko­rzy­sta­nie.

foto_01-01_07-2014

Aż trud­no opi­sać, jak wie­le ko­rzy­ści przy­no­si pój­ście na piel­grzym­kę. Mam na my­śli głów­nie ko­rzy­ści du­cho­we – po­głę­bie­nie re­la­cji z Pa­nem Bo­giem, uświa­do­mie­nie so­bie zu­peł­nie no­wych aspek­tów ludz­kie­go ży­cia, od­kry­cie no­we­go spo­so­bu na mo­dli­twę i po­ku­tę, ale to nie wszyst­ko. Piel­grzym­ka to wspa­nia­ła wspól­no­ta lu­dzi, mię­dzy któ­ry­mi na­ra­sta bra­ter­ska więź. Piel­grzym­ka to świet­na oka­zja, aby na­uczyć się życz­li­wo­ści i po­mo­cy dru­gie­mu czło­wie­ko­wi, po­cie­szyć w trud­nym mo­men­cie, cza­sem do­słow­nie po­dać rę­kę lub po­dzie­lić się wo­dą. To rów­nież szan­sa na spraw­dze­nie swo­ich moż­li­wo­ści fi­zycz­nych i bar­dzo do­bry ro­dzaj tre­nin­gu – za­rów­no du­cho­we­go, jak i fi­zycz­ne­go.

Po­znać nie­zna­ne – re­ko­lek­cje po­wo­ła­nio­we

Czy za­sta­na­wia­łeś się kie­dyś, jak­by to by­ło po­miesz­kać przez kil­ka dni w za­ko­nie al­bo se­mi­na­rium du­chow­nym? Aby po­znać taj­ni­ki ży­cia za klau­zu­rą, wca­le nie mu­sisz wstą­pić do za­ko­nu. Każ­de se­mi­na­rium du­chow­ne w Pol­sce i bar­dzo wie­le zgro­ma­dzeń za­kon­nych pro­wa­dzi re­ko­lek­cje po­wo­ła­nio­we. Ta­kie re­ko­lek­cje trwa­ją za­zwy­czaj kil­ka dni i są świet­nym po­my­słem nie tyl­ko dla tych, któ­rzy chcą ro­ze­znać swo­je po­wo­ła­nie ży­cio­we i być mo­że roz­wa­ża­ją wy­bór ży­cia du­chow­ne­go, ale rów­nież dla wszyst­kich tych, któ­rzy chcie­li­by za­sta­no­wić się nad swo­im ży­ciem, wy­ci­szyć, ro­ze­znać, prze­mo­dlić swo­je przy­szłe wy­bo­ry lub po pro­stu do­wie­dzieć się wię­cej o funk­cjo­no­wa­niu tych „ta­jem­ni­czych” miejsc.

Od­po­czy­nek i mo­dli­twa – re­ko­lek­cje wa­ka­cyj­ne

Re­ko­lek­cje wa­ka­cyj­ne są or­ga­ni­zo­wa­ne naj­czę­ściej przez wspól­no­ty mło­dzie­żo­we (choć nie tyl­ko). Są to zwy­kle re­ko­lek­cje zde­cy­do­wa­nie dłuż­sze od po­wo­ła­nio­wych – trwa­ją oko­ło dwóch ty­go­dni i są or­ga­ni­zo­wa­ne w bar­dzo atrak­cyj­nych miej­scach. Wa­ka­cyj­ne re­ko­lek­cje or­ga­ni­zu­je mię­dzy in­ny­mi Ruch Świa­tło – Ży­cie czy Ka­to­lic­kie Sto­wa­rzy­sze­nie Mło­dzie­ży. Głów­nym ce­lem ta­kich re­ko­lek­cji jest mo­dli­twa, ode­rwa­nie się od co­dzien­no­ści i po­ję­cie nie­zwy­kle waż­nej ro­li wspól­no­ty. Uczest­ni­cy ta­kich re­ko­lek­cji czę­sto mó­wią, że za­szła w nich ja­kaś zmia­na, że ten czas po­świę­co­ny dla Bo­ga i dla dru­gie­go czło­wie­ka od­mie­nił ich ży­cie, po­mógł wyjść z pew­nych trud­no­ści. Oprócz nie­za­prze­czal­nych ko­rzy­ści du­cho­wych te­go ro­dza­ju re­ko­lek­cje to po pro­stu bar­dzo atrak­cyj­na for­ma spę­dze­nia wol­ne­go cza­su. Aby do­wie­dzieć się wię­cej od­wiedź stro­ny: www.ksm.org.pl, www.oaza.pl i po­szu­kaj cze­goś dla sie­bie.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

 

W poszukiwaniu mądrej rozrywki

Wy­glą­da na to, że nie­któ­rzy lu­dzie pra­gną, by ży­cie by­ło jed­ną wiel­ką im­pre­zą, a po­boż­ny czło­wiek ko­ja­rzy im się z nie­ustan­nie umar­twia­ją­cym się po­nu­ra­kiem.

Od­mó­wić so­bie ja­kiejś przy­jem­no­ści to naj­prost­sza for­ma po­stu. Re­zy­gna­cja z za­ba­wy też mie­ści się w ra­mach ta­kie­go wy­rze­cze­nia. Jed­nak Ko­ściół wca­le nie mó­wi, że ży­cie chrze­ści­jań­skie po­win­no ogra­ni­czyć się do po­szcze­nia. Na­ucza, by na­sze ży­cie nie ogra­ni­cza­ło się do bez­tro­skiej za­ba­wy. W okre­sie po­st­nym zo­bo­wią­zu­je ka­to­li­ków do po­wstrzy­ma­nia się od udzia­łu w za­ba­wach, a przede wszyst­kim od udzia­łu w gło­śnych i ta­necz­nych for­mach roz­ryw­ki (do 1992 r. przy­ka­za­nie ko­ściel­ne wy­mie­nia­ło „hucz­ne za­ba­wy”).

foto_01-02_07-2014

Zba­wien­na za­ba­wa

Z te­go za­ka­zu moż­na po­śred­nio wy­snuć wnio­sek, że na­ucza­nie Ko­ścio­ła nie wy­klu­cza za­ba­wy z ży­cia wier­nych, ale zgod­nie z wo­lą Bo­żą i zdro­wym roz­sąd­kiem ogra­ni­cza jej for­my w okre­sie po­st­nym. W cza­sie Wiel­kie­go Po­stu za­ka­zu­je za­ba­wy, a w cza­sie Ad­wen­tu i we wszyst­kie piąt­ki na­ka­zu­je za­cho­wy­wać wstrze­mięź­li­wość. Po­za wska­za­ny­mi okre­sa­mi moż­na jed­nak do wo­li tań­czyć na dys­ko­te­ce, po­go­wać na kon­cer­cie czy wa­rio­wać pod­czas ka­ra­oke – oczy­wi­ście, z po­sza­no­wa­niem ota­cza­ją­cych nas osób... Ale to już nie na­le­ży do te­ma­tu ar­ty­ku­łu. Jak od­kry­wa­li kon­wer­ty­ci z pro­te­stan­ty­zmu, któ­rzy do­świad­czy­li an­gli­kań­skie­go pu­ry­ta­ni­zmu, Ko­ściół ka­to­lic­ki w ja­kiś spo­sób go­dził ze so­bą pu­stel­nię i obe­rżę. Chrze­ści­ja­nin mo­że, a na­wet po­wi­nien we­se­lić się z ty­mi, któ­rzy się we­se­lą (por. Rz 12, 15).

Chrze­ści­jań­ska ra­dość

Roz­ryw­ka na pew­no nie jest za­ka­za­na przez Pa­na Bo­ga. To fa­ry­ze­usze, dba­ją­cy do prze­sa­dy o ze­wnętrz­ne for­my ży­cia re­li­gij­ne­go przy za­nie­cha­niu du­cho­we­go na­wró­ce­nia, kry­ty­ko­wa­li uczty, w ja­kich czę­sto bra­li udział ucznio­wie Chry­stu­sa. Pan Je­zus po­rów­nał ich do roz­ka­pry­szo­nych dzie­ci, któ­rym nic się nie po­do­ba: ani po­szczą­cy Jan Chrzci­ciel (bo „zły duch go opę­tał”), ani chęt­nie za­pra­sza­ny przez grzesz­ni­ków na uczty Chry­stus (co ko­men­to­wa­li sło­wa­mi: „Oto żar­łok i pi­jak, przy­ja­ciel cel­ni­ków i grzesz­ni­ków”) (por. Mt 11, 16–19).

Pierw­szym cu­dem Pa­na Je­zu­sa, uczy­nio­nym na proś­bę Je­go Mat­ki, by­ła prze­mia­na wo­dy w wi­no na we­se­lu. Oprócz wznio­słe­go zna­cze­nia ale­go­rycz­ne­go tych oko­licz­no­ści – go­dy Me­sja­sza z Ko­ścio­łem – jest tak­że zna­cze­nie bar­dziej przy­ziem­ne. We­se­le to czas ra­do­ści i przy­jem­no­ści, gwa­ru roz­mów i we­so­łych tań­ców. Uza­sad­nie­niem dla uczto­wa­nia i pi­cia wi­na jest świę­ty czas, któ­ry na to po­zwa­la, a na­wet te­go wy­ma­ga. Obec­ność Chry­stu­sa mię­dzy ucznia­mi spra­wia­ła, że ko­lej­ne dni przy Nim są jak­by świę­ta­mi.

Wspól­ne świę­to­wa­nie

Wspól­ny po­si­łek, roz­mo­wy i za­ba­wy, śmie­chy (trud­no wy­klu­czyć, że nie opo­wia­da­no so­bie wte­dy ka­wa­łów!) to ozna­ki świę­to­wa­nia. Tak po­win­na wy­glą­dać każ­da nie­dzie­la, spę­dza­na w ro­dzin­nym gro­nie i wśród za­pro­szo­nych przy­ja­ciół. Sko­ro ma­my się we­se­lić się z ty­mi, któ­rzy się we­se­lą, czy­li dzie­lić ra­dość z dru­gi­mi, to prze­cież trze­ba też umieć ob­fi­to­wać, jak św. Pa­weł (Flp 4, 12).

Sa­mot­ne od­da­wa­nie się roz­ryw­kom mo­że mieć cha­rak­ter mar­no­traw­czy. Wy­peł­nio­na za­zwy­czaj bez­war­to­ścio­wy­mi pro­gra­ma­mi i te­le­no­we­la­mi ra­mów­ka TV ogłu­pia nas, za­miast roz­wi­jać na­sze zdol­no­ści i po­sze­rzać ho­ry­zon­ty. A ile go­dzin tra­ci­my na oglą­da­nie wcią­ga­ją­ce­go se­ria­lu, w ca­ło­ści do­stęp­ne­go w in­ter­ne­cie? Mą­dra roz­ryw­ka to ta­ka, któ­ra da­je trwa­łą ko­rzyść – wzbo­ga­ca na­sze wnę­trze, wzmac­nia wię­zi z in­ny­mi, uwraż­li­wia nas na dru­gą oso­bę, pięk­no przy­ro­dy lub sztu­ki. Szu­kaj­my za­tem war­to­ścio­wej roz­ryw­ki, któ­ra da­je wy­tchnie­nie, ale też i po­żyw­kę dla du­cha.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Herezja aktywizmu

Św. Elż­bie­ta Wę­gier­ska (1207–1231) zmar­ła z prze­pra­co­wa­nia i wy­czer­pa­nia or­ga­ni­zmu w wie­ku za­le­d­wie 24 lat. Za­kła­da­ła szpi­ta­le, opie­ko­wa­ła się cho­ry­mi, nie­peł­no­spraw­ny­mi i trę­do­wa­ty­mi.

Św. Kon­rad z Parz­ham (1818–1894) zmarł wsku­tek prze­pra­co­wa­nia i cho­rób. Spę­dził po­nad czte­ry de­ka­dy ży­cia, opie­ku­jąc się ty­sią­ca­mi piel­grzy­mów i ubo­gi­mi.

Św. Jó­zef Bil­czew­ski (1860–1923) zmarł z prze­pra­co­wa­nia. Ten wiel­ki dusz­pa­sterz, pro­fe­sor i pa­trio­ta był mne­mo­ni­kiem – dzię­ki fe­no­me­nal­nej pa­mię­ci od­zna­czał się nie­wia­ry­god­ny­mi zdol­no­ścia­mi za­pa­mię­ty­wa­nia tek­stów prze­czy­ta­nych ksią­żek.

Tę li­stę moż­na by spo­ro wy­dłu­żyć. Hi­sto­ria Ko­ścio­ła zna przy­pad­ki wie­lu świę­tych i bło­go­sła­wio­nych, któ­rzy umar­li z prze­pra­co­wa­nia. War­to jed­nak pa­mię­tać, że do chwa­ły oł­ta­rzy zo­sta­li wy­nie­sie­ni mi­mo te­go, a nie dzię­ki te­mu!

foto_01-03_07-2014

Na zie­lo­nych pa­stwi­skach

Pan po­zwa­la mi le­żeć. Pro­wa­dzi mnie nad wo­dy, gdzie mo­gę od­po­czą­ćˮ (nie zaś: gdzie mu­szę pa­sać owce dzień i noc).

Ży­je­my w cza­sach wy­ma­ga­ją­cych in­ten­syw­nej pra­cy. Cza­sem du­żo in­ten­syw­niej­szej niż w spo­łe­czeń­stwach za­chod­nich, gdzie do osią­gnię­cia po­dob­ne­go po­zio­mu ży­cia nie­któ­rzy lu­dzie mo­gą pra­co­wać mniej.

Mło­dość to czas, w któ­rym na­zbyt czę­sto po­czu­cie swej war­to­ści zo­sta­wia­my w czy­ichś rę­kach. Sta­ra­my się „za­słu­żyć” na ak­cep­ta­cję, uzna­nie, cza­sem nie­ste­ty i mi­łość (do­bra wia­do­mość jest ta­ka, że zwy­kle prze­cho­dzi to z wie­kiem).

Do te­go po­ku­tu­je prze­sąd, że Ko­ściół wy­ma­ga od nas cią­głe­go wy­sił­ku, wręcz mę­czeń­stwa. A pra­ca, spro­wa­dza­na do „nad­ludz­kie­go wy­sił­ku w nie­ludz­kich wa­run­kach”, by­wa przed­sta­wia­na ja­ko cno­ta. Nic bar­dziej błęd­ne­go. Mo­że to re­likt cza­sów, gdy przez kil­ka stu­le­ci chrze­ści­ja­nie prze­ży­wa­li nie­dzie­lę wy­łącz­nie ja­ko dzień kul­tu, nie mo­gąc po­łą­czyć jej z od­po­czyn­kiem.

To wszyst­ko spra­wia, że da­li­śmy się tro­chę wkrę­cić. Do­brze by­ło­by po­pa­trzeć na pro­blem rów­nież z in­nej stro­ny i za­sta­no­wić się, czy nie grze­szy­my przy­pad­kiem grze­chem... he­re­zji czy­nu i ak­ty­wi­zmu.

Św. Jan Pa­weł II pi­sał: „Nie ist­nie­je jed­nak żad­na sprzecz­ność mię­dzy ra­do­ścią chrze­ści­jań­ską a praw­dzi­wy­mi ra­do­ścia­mi ludz­ki­mi. (...) Je­śli za­tem po sze­ściu dniach pra­cy czło­wiek po­szu­ku­je cza­su, aby się od­prę­żyć i bar­dziej za­trosz­czyć o in­ne aspek­ty swe­go ży­cia, to wy­ni­ka to z au­ten­tycz­nej po­trze­by, cał­ko­wi­cie zgod­nej z wi­zją na­kre­ślo­ną przez orę­dzie ewan­ge­licz­ne”.

Odejść osob­no na miej­sce pu­styn­ne

Od­po­czy­nek jest bło­go­sła­wień­stwem Bo­ga. Umie­jęt­ność do­bre­go od­po­czy­wa­nia jest zna­kiem mą­dro­ści czło­wie­ka” – mó­wił bp Piotr Li­be­ra pod­czas pew­nych re­ko­lek­cji. „Aby sku­tecz­nie apo­sto­ło­wać w dzi­siej­szym za­bie­ga­nym świe­cie, trze­ba uczyć się du­cho­wo od­po­czy­wać. Trze­ba »odejść osob­no na miej­sce pu­styn­ne«, aby nie ulec he­re­zji czy­nu, he­re­zji ak­ty­wi­zmu. Trze­ba za­trzy­mać się, odejść nie­co od co­dzien­ne­go try­bu za­jęć, odło­żyć zwią­za­ne z pra­cą spra­wy, od­da­lić się od lu­dzi, któ­rzy sta­no­wią śro­do­wi­sko pra­cy. W ję­zy­ku bi­blij­nym »miej­sce pu­styn­ne«, to też miej­sce mo­dli­twy, miej­sce spo­tka­nia z Bo­giem. Czas wol­ny nie mo­że ozna­czać ze­rwa­nia kon­tak­tu z Bo­giem. Do od­zy­ska­nia du­cho­wych sił nie­zbęd­ne jest wy­ci­sze­nie, re­flek­sja, mo­dli­twa”.

 

KU

 

 

Jezus jest przyjacielem wymagającym, który wytycza wzniosłe cele

Je­zus jest przy­ja­cie­lem wy­ma­ga­ją­cym, któ­ry wy­ty­cza wznio­słe ce­le, na­ka­zu­je za­po­mnieć o so­bie, aby wyjść Mu na­prze­ciw i zło­żyć w Je­go rę­ce ca­łe swo­je ży­cie. Ta pro­po­zy­cja wy­da­je się trud­na, a w nie­któ­rych sy­tu­acjach mo­że na­wet bu­dzić lęk. Lecz py­tam was: czy le­piej zgo­dzić się na ży­cie po­zba­wio­ne ide­ałów, na świat zbu­do­wa­ny wy­łącz­nie na ob­raz czło­wie­ka, czy ofiar­nie szu­kać praw­dy, do­bra, spra­wie­dli­wo­ści, pra­co­wać dla świa­ta, któ­ry bę­dzie od­bi­ciem pięk­na Bo­że­go, na­wet za ce­nę cięż­kich prób, któ­rym trze­ba sta­wić czo­ło? Ca­stel Gan­dol­fo, 1996 r.

Chrze­ści­ja­nin nie szu­ka cier­pie­nia dla nie­go sa­me­go, ale szu­ka mi­ło­ści. Przy­ję­cie krzy­ża sta­je się zna­kiem mi­ło­ści i cał­ko­wi­te­go da­ru. Wa­ty­kan, 2001 r.

Ludz­kość ma na­glą­cą po­trze­bę świa­dec­twa mło­dych wol­nych i od­waż­nych, któ­rzy ośmie­lą się pójść pod prąd i gło­sić z mo­cą i en­tu­zja­zmem wła­sną wia­rę w Bo­ga, Pa­na i Zbaw­cę. Wie­cie tak­że, dro­dzy przy­ja­cie­le, że mi­sja ta nie jest ła­twa. Sta­je się wręcz nie­moż­li­wa, je­śli li­czy się tyl­ko na sa­mych sie­bie. Lecz to, „co nie­moż­li­we jest u lu­dzi, moż­li­we jest u Bo­ga” (Łk 18, 27; 1, 37). Praw­dzi­wi ucznio­wie Chry­stu­sa ma­ją świa­do­mość wła­snej sła­bo­ści. Wa­ty­kan, 2003 r.

Mło­dzi lu­dzie wie­dzą, że ich ży­cie ma sens, o ile sta­je się da­rem bez­in­te­re­sow­nym dla dru­gich. Dla­te­go przed każ­dym z was sta­je py­ta­nie: czy je­steś zdol­ny po­dzie­lić się sa­mym so­bą – swo­im cza­sem, si­ła­mi, ta­len­ta­mi – dla do­bra in­nych? Czy po­tra­fisz ko­chać? Je­śli tak, to Ko­ściół i spo­łe­czeń­stwo mo­gą ocze­ki­wać od cie­bie wiel­kich rze­czy. Bu­enos Aires, 1987 r.

Chrze­ści­ja­nie nie są unia­mi ja­kie­goś sys­te­mu fi­lo­zo­ficz­ne­go. Są męż­czy­zna­mi i ko­bie­ta­mi, któ­rzy po­przez wia­rę do­świad­czy­li spo­tka­nia z Chry­stu­sem. Ca­stel Gan­dol­fo, 1996 r.

Za­cho­wu­jąc do­sko­na­łą czy­stość, chce­cie da­wać świa­dec­two, że Bóg jest cen­niej­szy niż wszyst­ko in­ne, choć nie umniej­sza to war­to­ści in­nych ludz­kich wy­bo­rów, i że czło­wiek znaj­du­je szczę­ście, po­świę­ca­jąc się Bo­gu. Pa­ryż, 1997 r.

Spotkanie z Jezusem zmienia życie i pozwala żyć w radości

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia uka­zu­je nam spo­tka­nie Je­zu­sa z Sa­ma­ry­tan­ką, któ­re mia­ło miej­sce w Sy­char, w po­bli­żu sta­rej stud­ni, gdzie co­dzien­nie cho­dzi­ła, by za­czerp­nąć wo­dy. Te­go dnia spo­tka­ła tam Je­zu­sa sie­dzą­ce­go, „zmę­czo­ne­go dro­gą” (J 4, 6). Na po­cząt­ku po­wie­dział do niej: „Daj mi pić” (w. 7). W ten spo­sób po­ko­nał ba­rie­ry wro­go­ści, któ­re ist­nia­ły mię­dzy Ży­da­mi a Sa­ma­ry­ta­na­mi i prze­ła­mał sche­ma­ty uprze­dzeń wo­bec ko­biet. (…)

Wiel­ki Post, dro­dzy bra­cia i sio­stry, to okres sto­sow­ny, by zaj­rzeć do na­sze­go wnę­trza, po­zwo­lić, by ujaw­ni­ły się na­sze naj­praw­dziw­sze po­trze­by du­cho­we i w mo­dli­twie pro­sić o Bo­żą po­moc. (…)

Ewan­ge­lia mó­wi, iż ucznio­wie by­li zdzi­wie­ni, że ich Mistrz roz­ma­wiał z tą ko­bie­tą. Ale Pan jest więk­szy od uprze­dzeń, dla­te­go nie bał się za­trzy­mać z Sa­ma­ry­tan­ką: mi­ło­sier­dzie jest więk­sze od uprze­dzeń. Mu­si­my się te­go do­brze na­uczyć! (…) Każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem za­wsze zmie­nia na­sze ży­cie. Jest kro­kiem na­przód, kro­kiem bli­żej Bo­ga. W ten spo­sób każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem zmie­nia na­sze ży­cie. (…)

W tej Ewan­ge­lii tak­że i my znaj­du­je­my bo­dziec aby „zo­sta­wić nasz dzban”, sym­bol te­go wszyst­kie­go, co z po­zo­ru wy­da­je się waż­ne, ale co tra­ci war­tość wo­bec „mi­ło­ści Bo­ga”. Wszy­scy ma­my ja­kiś dzban, cza­sem wię­cej niż je­den! Sta­wiam wam, a tak­że i so­bie py­ta­nie: „Ja­ki jest twój we­wnętrz­ny dzban, ten któ­ry to­bie cią­ży naj­bar­dziej, ten któ­ry od­da­la cie­bie od Bo­ga?”. Odłóż­my go tro­chę na bok i po­czuj­my ser­cem głos Je­zu­sa, któ­ry da­je nam in­ną wo­dę, któ­ra przy­bli­ża nas do Pa­na. Je­ste­śmy we­zwa­ni, aby na no­wo od­kryć wa­gę i sens na­sze­go chrze­ści­jań­skie­go ży­cia, roz­po­czę­te­go chrztem św., i jak Sa­ma­ry­tan­ka świad­czyć na­szym bra­ciom ra­dość ze spo­tka­nia z Je­zu­sem, po­nie­waż jak po­wie­dzia­łem, każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem zmie­nia na­sze ży­cie, a tak­że każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem na­peł­nia nas ra­do­ścią, tą ra­do­ścią, któ­ra pły­nie z na­sze­go wnę­trza. Ta­ki jest Pan. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 23.03.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Po­ru­sza­my pe­wien waż­ny aspekt na­sze­go ży­cia, ja­kim jest czas, a pre­cy­zyj­nie rzecz uj­mu­jąc, ten je­go frag­ment, któ­ry na­zy­wa­my „wol­nym cza­sem”. Na róż­nych wy­ciecz­kach uczest­ni­cy sły­sząc o wol­nym cza­sie, czę­sto prze­zna­cza­ją go na za­ku­py, in­ni wo­lą usiąść, bo do­tych­cza­so­we za­ję­cia ich zmę­czy­ły, jesz­cze in­ni sia­da­ją po­roz­ma­wiać ze zna­jo­mym, mo­że z kimś no­wo po­zna­nym.

Czym in­nym jest wol­ny czas w na­szej co­dzien­no­ści – koń­czą się ja­kieś za­ję­cia, wszyst­ko po po­sił­ku jest sprząt­nię­te, to, co trze­ba przy­go­to­wać na ju­tro, jest zro­bio­ne… I co wte­dy? Wca­le nie ma­my za­mia­ru kłaść się spać, na to przyj­dzie po­ra, trze­ba się czymś za­jąć, czymś mi­łym, po­ży­tecz­nym, war­to­ścio­wym. Nie­któ­rzy sia­da­ją al­bo się kła­dą, by spo­koj­nie po­słu­chać mu­zy­ki, ale war­to też po­świę­cić uwa­gę te­mu, co nas roz­wi­ja w in­nych aspek­tach. Mo­że­my za­jąć się na­szym hob­by, moż­na sprząt­nąć klat­kę cho­mi­ka, moż­na po­czy­tać o sa­mo­lo­tach, moż­na po­szu­kać w in­ter­ne­cie wia­do­mo­ści o spo­rcie czy cie­ka­wych książ­kach, fil­mach. Jak mó­wią – czło­wiek in­te­li­gent­ny ni­gdy się nie nu­dzi. To, co przy­go­to­wa­li­śmy do te­go nu­me­ru, to prze­gląd róż­nych pro­po­zy­cji, po­my­słów, któ­re moż­na wy­ko­rzy­stać w na­szym ży­ciu.

Na mar­gi­ne­sie war­to do­dać, że za­rów­no z przy­ka­zań Bo­żych, jak i pro­stej lo­gi­ki wy­ni­ka, że wol­ny czas jest czło­wie­ko­wi po­trzeb­ny, że na­szym obo­wiąz­kiem jest go so­bie za­pew­nić i zor­ga­ni­zo­wać. Ze zna­jo­mo­ści ludz­kiej na­tu­ry wy­ni­ka rów­nież fakt, że za­rów­no na­sze cia­ło, jak i umysł się mę­czą i po­trze­bu­ją od­po­czyn­ku. Ni­czym nie za­stą­pi­my od­po­wied­niej ilo­ści snu, ale rów­nie po­trzeb­ny jest od­po­czy­nek czyn­ny, pod­ję­cie ja­kiejś ak­tyw­no­ści, któ­ra roz­wi­nie nas w wie­lu aspek­tach, któ­rych nie do­ty­ka speł­nia­nie na­szych zwy­kłych obo­wiąz­ków.

Wie­my, że są lu­dzie, dla któ­rych za­dzi­wia­ją­co du­żym pro­ble­mem jest zor­ga­ni­zo­wa­nie so­bie wol­ne­go cza­su, nie­któ­rzy ro­bią wszyst­ko, aby go nie mieć. Je­den z je­zu­itów tak za­pi­sał swo­je ob­ser­wa­cje: „Spo­ty­ka­my lu­dzi, któ­rych – je­śli nie od­dzia­łu­ją na nich róż­ne i licz­ne ze­wnętrz­ne bodź­ce – ogar­nia nu­da. Ich ży­cie we­wnętrz­ne jest zbyt ubo­gie, a si­ły twór­cze zbyt ni­kłe, by mo­gli za­jąć się so­bą i za­in­te­re­so­wać się zwy­czaj­ny­mi ży­cio­wy­mi spra­wa­mi”. By­wa to na­zy­wa­ne „ner­wi­cą nie­dziel­ną”.

Świę­ty Mak­sy­mi­lian Kol­be po­wie­dział w jed­nej ze swo­ich kon­fe­ren­cji, że czło­wiek ma na to czas, na co chce mieć czas. Do­strze­ga­jąc traf­ność te­go spo­strze­że­nia, weź­my spra­wę w swo­je rę­ce.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski