Eko, po Bożemu

NPR, Na­tu­ral­ne Pla­no­wa­nie Ro­dzi­ny. Te­mat waż­ny dla każ­de­go, kto ro­ze­zna­je swo­je po­wo­ła­nie do ży­cia w mał­żeń­stwie. Nie tyl­ko dla dziew­czyn!

Współ­ży­cie sek­su­al­ne mał­żon­ków-chrze­ści­jan ma dwa pod­sta­wo­we ce­le: wy­ra­że­nie i umoc­nie­nie mi­ło­ści oraz po­czę­cie dzie­ci. Świat mó­wi – mak­si­mum przy­jem­no­ści, mi­ni­mum zo­bo­wią­zań. Ko­ściół pro­po­nu­je za­sa­dę 3MAX: mak­si­mum mi­ło­ści, mak­si­mum za­ufa­nia, mak­si­mum przy­jem­no­ści. Obej­mu­je ona tak­że moż­li­wość po­wo­ła­nia do ży­cia no­we­go czło­wie­ka. I tu wła­śnie istot­ną ro­lę od­gry­wa NPR.

Dla ko­go jest NPR?

By­wa, że mał­żon­ko­wie ro­ze­zna­ją, iż da­ny czas nie jest dla nich do­bry na przy­ję­cie dziec­ka. Cza­sem mło­de mał­żeń­stwa chcą pierw­szy etap swo­jej no­wej dro­gi po­świę­cić na lep­sze po­zna­nie sie­bie na­wza­jem. A cza­sem wła­śnie ktoś chce wie­dzieć, kie­dy współ­żyć, by po­czę­ło się dziec­ko. Ma­my ro­zum po to, by ro­ze­zna­wać. Na ta­kie sy­tu­acje przy­da­je się NPR. Ale że­by do­brze po­znać tę me­to­dę, le­piej za­po­znać się z nią co naj­mniej kil­ka cy­kli przed pla­no­wa­ną no­cą po­ślub­ną.

foto_01-03_06-2014

Wię­cej niż eko

Na­tu­ral­ne Pla­no­wa­nie Ro­dzi­ny opie­ra się na zna­jo­mo­ści funk­cjo­no­wa­nia cia­ła ko­bie­ty. Dzię­ki te­mu moż­na okre­ślić w jej mie­sięcz­nym cy­klu czas, w któ­rym moż­li­we jest po­czę­cie dziec­ka, oraz czas, kie­dy jest to nie­moż­li­we. Na spe­cjal­nej kar­cie za­zna­cza się wy­so­kość tem­pe­ra­tu­ry cia­ła, ob­ser­wa­cję ślu­zu szyj­ko­we­go oraz, do­dat­ko­wo, szyj­ki ma­ci­cy. To te ob­ja­wy, ze­sta­wio­ne ze so­bą, po­zwa­la­ją pre­cy­zyj­nie okre­ślić fa­zy cy­klu. Na po­cząt­ku trze­ba się za­po­znać z za­sa­da­mi po­mia­ru tem­pe­ra­tu­ry i ob­ser­wa­cji ślu­zu i szyj­ki. Trze­ba też po­znać spo­sób na­no­sze­nia da­nych na kar­tę i ich pra­wi­dło­wej in­ter­pre­ta­cji (in­for­ma­cje na ten te­mat moż­na za­czerp­nąć np. ze stro­ny Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Na­uczy­cie­li NPR www.npr.csc.pl). Wie­dzy do opa­no­wa­nia jest spo­ro, ale szyb­ko do­cho­dzi się do wpra­wy.

Co zy­ska­cie w za­mian? Zna­jo­mość faz cy­klu – to po­zwa­la pod­jąć de­cy­zję o współ­ży­ciu lub wstrze­mięź­li­wo­ści. Dla ko­bie­ty – zna­jo­mość swo­je­go cia­ła. Dla męż­czy­zny – zro­zu­mie­nie zmian za­cho­dzą­cych w cie­le ko­bie­ty. Zmia­ny hor­mo­nal­ne ma­ją wpływ na sa­mo­po­czu­cie, ma­łe lub du­że – ale war­to o tym wie­dzieć. Po­za tym NPR bu­du­je jed­ność mał­żon­ków, bo mę­żo­wie rów­nież in­te­re­su­ją się wy­ni­ka­mi po­mia­rów i wy­kre­sa­mi. Jest też eko­lo­gicz­ne. Któ­ry mąż chciał­by, że­by je­go żo­na tru­ła się pi­guł­ka­mi? Gi­ne­ko­lo­dzy prze­pi­su­ją je bez mru­gnię­cia okiem, nie­mal ni­gdy nie uprze­dza­jąc o licz­nych skut­kach ubocz­nych. A do te­go więk­szość sto­so­wa­nej współ­cze­śnie an­ty­kon­cep­cji to de fac­to środ­ki wcze­sno­po­ron­ne – by się prze­ko­nać, wy­star­czy prze­czy­tać ulot­kę.

W peł­nej go­to­wo­ści

Kie­dyś usły­sza­łam, że nie ma „nie­pla­no­wa­nych” ciąż. Że każ­de ży­cie jest chcia­ne i za­pla­no­wa­ne przez Bo­ga. Sam Bóg mó­wi o so­bie, że jest mi­ło­śni­kiem ży­cia (Mdr 11, 24–26). Z bie­giem cza­su co­raz le­piej to ro­zu­miem. Nie­któ­rzy ma­ją tę świa­do­mość od po­cząt­ku – chcą przy­jąć od Bo­ga każ­de ży­cie, ja­kie On ze­chce dać. Ta­kie zda­nie po­wta­rza się czę­sto w świa­dec­twach ro­dzin wie­lo­dziet­nych, ale usły­sza­łam je też od ro­dzi­ców dwóch do­ro­słych dzie­ci. By­li otwar­ci na wie­le, do­sta­li dwo­je.

War­to znać me­to­dę NPR. Miej­my jed­nak świa­do­mość, że nie jest to me­to­da an­ty­kon­cep­cji. Nie dla­te­go, że jest nie­sku­tecz­na – bo sto­so­wa­na pra­wi­dło­wo jest bar­dzo „sku­tecz­na”. Dla­te­go, że ma­my być otwar­ci na ży­cie. Bóg jest daw­cą ży­cia, On się o nie trosz­czy. Dwa ce­le współ­ży­cia są ze so­bą nie­roz­dziel­nie zwią­za­ne. Do­świad­cze­nie wie­lu mał­żeństw po­twier­dza: seks w peł­ni otwar­ty na ży­cie jest naj!

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Recepta na długowieczność

Bi­blia po­da­je, że Jakub żył 147 lat, Abra­ham – 175, Iza­ak 180, a Noe do­żył aż 950 lat! I cho­ciaż nie wie­my, czy bi­blij­ne la­ta na­le­ży ro­zu­mieć tak jak te dzi­siej­sze, to i tak ro­bią wra­że­nie. Czy ist­nie­je spo­sób na prze­dłu­że­nie ży­cia?

Or­ga­nizm czło­wie­ka zo­stał tak stwo­rzo­ny, że mógł­by prze­żyć na­wet 115 lat. Nie­ste­ty, współ­cze­sny tryb ży­cia nie za­wsze słu­ży zdro­wiu i dłu­go­wiecz­no­ści. Czę­sto sa­mi przy­czy­nia­my się do przy­spie­sze­nia pro­ce­sów sta­rze­nia i roz­wo­ju cho­rób. W ja­ki spo­sób?

Jeść mniej

Na­ukow­cy in­for­mu­ją, że ob­ni­że­nie za­war­to­ści ka­lo­rycz­nej po­sił­ków o 30–50% prze­dłu­ża ży­cie czło­wie­ka. Ozna­cza to, że die­ta jest jed­nym ze sprzy­mie­rzeń­ców dłu­go­wiecz­no­ści. Gdy do­star­cza­my do or­ga­ni­zmu mniej ka­lo­rii, wów­czas spa­da po­ziom glu­ko­zy we krwi, wy­rów­nu­je się po­ziom cho­le­ste­ro­lu i ob­ni­ża się ci­śnie­nie krwi. Mniej ka­lo­rii to tak­że mniej cho­rób: spa­da ry­zy­ko wy­stą­pie­nia no­wo­two­rów, cu­krzy­cy, bia­łacz­ki czy cho­rób ukła­du krą­że­nia. Jed­nak prze­strze­ga­jąc ni­sko­ka­lo­rycz­nej die­ty, ska­zu­je­my się jed­no­cze­śnie na ła­twiej­szy wzrost po­zio­mu tok­syn w or­ga­ni­zmie, wol­niej­sze go­je­nie ran czy więk­szą wraż­li­wość na zmia­ny tem­pe­ra­tu­ry. Nie jest to więc ge­nial­na re­cep­ta na wszyst­ko.

foto_01-02_06-2014

Win­ne hor­mo­ny

Z wie­kiem ob­ni­ża się po­ziom hor­mo­nów od­po­wie­dzial­nych za mło­dzień­czy wy­gląd, stan zdro­wia i do­bre sa­mo­po­czu­cie. Są ni­mi es­tro­gen, te­sto­ste­ron oraz DHEA – zwa­ny hor­mo­nem mło­do­ści. Hor­mo­ny wpły­wa­ją na sa­mo­po­czu­cie, wy­gląd ce­ry, pro­ce­sy za­pa­mię­ty­wa­nia i od­por­ność. Gdy ich po­ziom spa­da, wi­docz­ne sta­ją się ozna­ki sta­rze­nia. Hor­mo­ny to jed­nak nie wszyst­ko. Oso­by do­ży­wa­ją­ce sę­dzi­wych lat cha­rak­te­ry­zu­ją się po­zy­tyw­nym sto­sun­kiem do świa­ta. To, czy wi­dzi­my świat w ró­żo­wych bar­wach czy snu­je­my pe­sy­mi­stycz­ne wi­zje, nie za­le­ży od sy­tu­acji ży­cio­wej, licz­by zer na kon­cie czy od­nie­sio­nych suk­ce­sów. Na po­ziom za­do­wo­le­nia wpły­wa nasz spo­sób po­strze­ga­nia świa­ta. „Opty­mi­ści ży­ją dłu­żej” – gło­si po­wie­dze­nie. Dla­te­go, choć to czę­sto trud­ne, sta­raj­my się w każ­dej sy­tu­acji zna­leźć do­bre stro­ny.

Po­zy­tyw­ne emo­cje

Emo­cje, któ­re nam za­zwy­czaj to­wa­rzy­szą, tak­że ma­ją wpływ na zdro­wie lub je­go brak. We­dług psy­cho­lo­gów gniew i lęk le­żą u pod­staw róż­nych do­le­gli­wo­ści zdro­wot­nych. Dla­te­go war­to kon­cen­tro­wać się na po­zy­tyw­nych ce­chach i moż­li­wo­ściach za­miast na bra­ku umie­jęt­no­ści czy wa­dach. War­to rów­nież ak­cep­to­wać swo­je emo­cje, na­zy­wać je i dzie­lić się ni­mi z bli­ski­mi. Dzię­ki te­mu bę­dzie­my le­piej ro­zu­mieć na­sze za­cho­wa­nia i zwięk­szy­my szan­sę na uzy­ska­nie wspar­cia. Pa­mię­taj­my też, że am­bi­cje nie za­wsze są po­zy­tyw­ne, te wy­gó­ro­wa­ne mo­gą być wręcz groź­ne dla zdro­wia. Dla­te­go na­ucz­my się od­pusz­czać i od­po­czy­wać.

Ruch i jesz­cze raz ruch

Wy­star­czy 15 mi­nut ćwi­czeń każ­de­go dnia, że­by wy­dłu­żyć ży­cie o 3 la­ta, wy­ni­ka z ba­dań. Dla po­rów­na­nia – sie­dzą­cy tryb ży­cia i spę­dza­nie 6 go­dzin dzien­nie przez te­le­wi­zo­rem czy kom­pu­te­rem skra­ca dłu­gość ży­cia o 5 lat. Od dziś znajdź więc czas na spa­cer, mo­żesz też szyb­ko ma­sze­ro­wać, al­bo ro­bić brzusz­ki. Nie trze­ba wie­le, waż­ne, by za­cząć. W trak­cie wy­sił­ku fi­zycz­ne­go wy­dzie­la­ją się en­dor­fi­ny, czy­li hor­mo­ny, któ­re wpra­wia­ją nas w stan eu­fo­rii, a tak­że zmniej­sza­ją ból. Są też od­po­wie­dzial­ne za po­czu­cie za­do­wo­le­nia z sie­bie. Tak więc, gdy ćwi­czy­my, zy­sku­je na tym rów­nież na­sza sa­mo­oce­na.

I na ko­niec: pa­mię­taj!

Z wie­kiem pa­mięć, uwa­ga i kon­cen­tra­cja ule­ga­ją po­gor­sze­niu. Ci, któ­rzy do póź­nej sta­ro­ści zaj­mu­ją się pra­cą in­te­lek­tu­al­ną, np. le­ka­rze, pro­fe­so­ro­wie, za­cho­wu­ją spraw­ność umy­sło­wą po­mi­mo sę­dzi­we­go wie­ku. Star­szym lu­dziom za­le­ca się roz­wią­zy­wa­nie krzy­żó­wek czy grę w sza­chy. Już dziś znajdź ta­ką for­mę ak­tyw­no­ści umy­sło­wej, któ­ra ci od­po­wia­da. W ten spo­sób zmniej­szysz ry­zy­ko wy­stą­pie­nia cho­rób po­le­ga­ją­cych na utra­cie ko­mó­rek ner­wo­wych.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

Katolicka siłownia u Papuasów

Ksiądz Bog­dan Co­fa­lik ze Zgro­ma­dze­nia Mi­sjo­na­rzy Świę­tej Ro­dzi­ny miał w kla­sie ma­tu­ral­nej otwar­tą dro­gę w spor­to­wej ka­rie­rze pod­no­sze­nia cię­ża­rów. Wy­brał jed­nak ży­cie ka­płań­skie, a wkrót­ce rów­nież po­wo­ła­nie mi­sjo­na­rza. Obec­nie na Pa­pui-No­wej Gwi­nei na­wra­ca Pa­pu­asów na wia­rę ka­to­lic­ką, udzie­la im sa­kra­men­tów, a w wol­nym cza­sie or­ga­ni­zu­je im si­łow­nię ze sztan­ga­mi. Aby móc w niej po­ćwi­czyć, trze­ba za­pła­cić – ce­ną jest zna­jo­mość Dzie­się­ciu przy­ka­zań Bo­żych.

foto_01-01_06-2014

Nie wy­ście Mnie wy­bra­li, ale Ja was wy­bra­łem”

Uro­dził się w ro­dzi­nie sztan­gi­stów. Je­go trzech star­szych bra­ci po­waż­nie za­in­te­re­so­wa­ło się tym spor­tem. Naj­star­szy z nich – Ma­rian – w 1976 ro­ku zo­stał wi­ce­mi­strzem świa­ta i Eu­ro­py ju­nio­rów, a w 1983 ro­ku ko­lej­ny brat Hi­la­ry osią­gnął po­dob­ne re­zul­ta­ty. Do naj­wyż­szych ty­tu­łów do­szedł An­drzej Co­fa­lik, któ­ry w 1996 ro­ku na olim­pia­dzie w Atlan­cie zdo­był brą­zo­wy me­dal, a rok póź­niej zo­stał mi­strzem świa­ta. Rów­nież Bog­dan, koń­cem lat sie­dem­dzie­sią­tych, uczęsz­cza­jąc do szko­ły śred­niej, po­łknął bak­cy­la pod­no­sze­nia cię­ża­rów. Szyb­ko do­stał się do ka­dry ju­nio­rów. – Otrzy­ma­łem pro­po­zy­cję, aby za­cząć stu­dia na Aka­de­mii Wy­cho­wa­nia Fi­zycz­ne­go. Mia­łem już prze­pust­kę „w kie­sze­niˮ, czy­li mi­strzow­ską kla­sę spor­to­wą, któ­ra po­zwa­la­ła omi­nąć eg­za­mi­ny wstęp­ne na stu­dia – opo­wia­da po la­tach ks. Bog­dan Co­fa­lik. Jak za­zna­cza, był prak­ty­ku­ją­cym ka­to­li­kiem, choć nie wy­bit­nie po­boż­nym. – Któ­re­goś dnia, bę­dąc na Mszy św., otrzy­ma­łem za­pro­sze­nie na spo­tka­nie mo­dli­tew­ne z mi­sjo­na­rza­mi Świę­tej Ro­dzi­ny. Aku­rat wte­dy mia­łem nie­co wię­cej cza­su. Za­czy­na­ły się wa­ka­cje i mie­li­śmy w klu­bie spor­to­wym prze­rwę mię­dzy za­wo­da­mi i obo­zem przy­go­to­waw­czym. Aby za­jąć ten czas, po­sta­no­wi­łem sko­rzy­stać z owe­go za­pro­sze­nia, ot po pro­stu, z cie­ka­wo­ści, co to jest i jak to wy­glą­da – wspo­mi­na mi­sjo­narz. Po­je­chał za­tem ze szczo­tecz­ką do zę­bów w kie­sze­ni do Bą­bli­na, gdzie od­był ty­go­dnio­we re­ko­lek­cje. Na ich za­koń­cze­nie na­pi­sał po­da­nie o przy­ję­cie go do no­wi­cja­tu. W ten spo­sób 1 wrze­śnia 1980 ro­ku roz­po­czął ży­cie w zgro­ma­dze­niu, a nie­speł­na sie­dem lat póź­niej, 30 ma­ja 1987 ro­ku w Ka­zi­mie­rzu Bi­sku­pim przy­jął świę­ce­nia ka­płań­skie. Ja­ko swo­je mot­to na ob­raz­ku pry­mi­cyj­nym wy­brał sło­wa Pa­na Je­zu­sa z Ewan­ge­lii wg św. Ja­na: „Nie wy­ście Mnie wy­bra­li, ale Ja was wy­bra­łem”. Przez rok pra­co­wał ja­ko wi­ka­ry w jed­nej ze ślą­skich pa­ra­fii. Tam zaj­mo­wał się ka­te­che­zą, przy­go­to­wa­niem dzie­ci do sa­kra­men­tów.

Przy­go­to­wa­nia do wy­jaz­du na mi­sje

– Któ­re­goś dnia uka­za­ły się ob­wiesz­cze­nia pro­win­cjal­ne i ogło­sze­nie na­bo­ru kan­dy­da­tów do pra­cy mi­syj­nej w trzech kra­jach: Pa­pua-No­wa Gwi­nea, Ko­rea i Fi­li­pi­ny. To był znak, o któ­ry bar­dzo czę­sto pro­si­łem w swych co­dzien­nych mo­dli­twach. Jesz­cze te­go sa­me­go dnia na­pi­sa­łem proś­bę o uwzględ­nie­nie mo­je­go na­zwi­ska ja­ko kan­dy­da­ta na wy­jazd do pra­cy mi­syj­nej na Pa­puę-No­wą Gwi­neę. Wie­dzia­łem, gdzie le­ży na ma­pie Ko­rea, Fi­li­pi­ny, ale o Pa­pui nie mia­łem na­wet zie­lo­ne­go po­ję­cia – mó­wi ks. Co­fa­lik. Po pa­ru mie­sią­cach otrzy­mał po­zy­tyw­ną od­po­wiedź. Wkrót­ce prze­nie­sio­no go do do­mu pro­win­cjal­ne­go w Po­zna­niu, gdzie przez rok miał przy­go­to­wy­wać się do wy­jaz­du na mi­sje. – Przy­go­to­wa­nie roz­po­czę­ło się na­uką ję­zy­ka an­giel­skie­go, któ­re­go uczy­li­śmy się pa­sja­mi. W cza­sie te­go okre­su przy­go­to­waw­cze­go mie­li­śmy róż­ne­go ro­dza­ju spo­tka­nia, pre­lek­cje, roz­mo­wy z mi­sjo­na­rza­mi. Za­się­ga­li­śmy wie­dzy z pierw­szej rę­ki, od mi­sjo­na­rzy pra­cu­ją­cych na mi­sjach na pierw­szym fron­cie – z ob­la­ta­mi i wer­bi­sta­mi. Na ostat­nie trzy mie­sią­ce na­sze­go przy­go­to­waw­cze­go okre­su po­je­cha­li­śmy do An­glii do­szli­fo­wać ję­zyk an­giel­ski – opo­wia­da mi­sjo­narz.

foto_02-01_06-2014

Pra­ca w win­ni­cy Pa­na

Po­przez Ber­lin, Sin­ga­pur, Dah­li do­tarł do Port Mo­res­by – sto­li­cy Pa­pui-No­wej Gwi­nei. Był 2 paź­dzier­ni­ka 1989 ro­ku, oko­ło go­dzi­ny 7.30 ra­no. Naj­bar­dziej ude­rzy­ła go ska­la ubó­stwa i nę­dzy, któ­rą wi­dział wśród tu­byl­ców. By­ło to dla nie­go ogrom­ne za­sko­cze­nie. Po pół­rocz­nym przy­go­to­wa­niu zo­stał pro­bosz­czem w Ke­fa­mo, póź­niej obej­mo­wał pla­ców­ki w Na­mta i Ka­ma­li­ki. Obec­nie po­słu­gu­je w North Go­ro­ka. Oprócz te­go zaj­mo­wał się w ska­li die­ce­zjal­nej mło­dzie­żą ja­ko ka­pe­lan, peł­nił funk­cję dy­rek­to­ra po­wo­łań czy był od­po­wie­dzial­ny za gru­py Le­gio­nów Ma­ryj­nych.

– Pra­ca wśród Pa­pu­asów, i to na róż­nych płasz­czy­znach, przy­no­si wie­le ra­do­ści, cho­ciaż nie za­wsze jest za­koń­czo­na suk­ce­sem. Wie­le chwil trze­ba by­ło prze­żyć z oba­wa­mi, a na­wet i stra­chem o ży­cie swo­je i in­nych. Mi­mo wszyst­ko peł­nio­ne funk­cje da­wa­ły za­wsze sa­tys­fak­cję z te­go, że jest się w praw­dzi­wej win­ni­cy Pa­na – ze wzru­sze­niem mó­wi ks. Co­fa­lik. Nie­jed­no­krot­nie do­świad­czył wie­le do­bro­ci, ale też wie­le cier­pie­nia ze stro­ny in­nych grup wy­zna­nio­wych. Szcze­gól­ną nie­chę­cią Ko­ściół ka­to­lic­ki da­rzą ad­wen­ty­ści dnia siód­me­go. Spa­li­li już kil­ka ko­ścio­łów zbu­do­wa­nych z do­stęp­nych tam ma­te­ria­łów. Ale też by­ły przy­pad­ki, gdy na­wet nie­bę­dą­cy w Ko­ście­le oka­zy­wa­li cześć Chry­stu­so­wi Eu­cha­ry­stycz­ne­mu. – Pew­ne­go ra­zu po­sze­dłem udzie­lić pierw­szej Ko­mu­nii św. do przy­go­to­wy­wa­ne­go już od dłuż­sze­go cza­su sta­rusz­ka. Nie­sa­mo­wi­ty ob­raz, ca­ła wio­ska ubra­na od­święt­nie, mi­mo iż więk­szość jej miesz­kań­ców to człon­ko­wie sek­ty. On tak­że od­święt­nie ubra­ny sie­dział przed do­mem z ca­łą ro­dzi­ną. Wszyst­kie cha­ty przy­stro­jo­ne ko­lo­ro­wy­mi kwia­ta­mi. Po­cząt­ko­wo my­śla­łem, że ma­ją ja­kieś uro­czy­sto­ści w wio­sce, ale oka­za­ło się, że nie, cze­ka­ją na mnie idą­ce­go z Pa­nem Je­zu­sem. Sa­ma uro­czy­stość to jed­no wiel­kie świa­dec­two głę­bo­kiej wia­ry. Sta­ru­szek przy­jął Pa­na Je­zu­sa do swe­go ser­ca w ta­ki spo­sób, że moż­na mu by­ło po­zaz­dro­ścić. Cie­szył się jak dziec­ko, pła­kał z ra­do­ści, co też udzie­li­ło się wszyst­kim – wspo­mi­na mi­sjo­narz.

Kon­ty­nu­acja ro­dzin­nej pa­sji

Bę­dąc jed­nak­że „na krań­cu świa­ta”, wśród Pa­pu­asów, nie za­po­mniał o swo­jej ro­dzin­nej pa­sji pod­no­sze­nia cię­ża­rów. Mło­dym tu­byl­com, któ­rzy wcze­śniej wy­kra­da­li mu plo­ny z przy­ko­ściel­ne­go ogród­ka, zor­ga­ni­zo­wał si­łow­nię. Gdy przy­szli z chę­cią roz­po­czę­cia ćwi­czeń, od­po­wie­dział, że gdy zwró­cą, co ukra­dli, to ich za­pra­sza. Plo­ny od­da­li od ra­zu i za­czę­li tre­nin­gi. W cią­gu trzech mie­się­cy licz­ba tre­nu­ją­cych osób wzro­sła do trzy­stu. 75, 100, 150 ki­lo­gra­mów „wrzu­ca­nych na kla­tę” przez ks. Co­fa­li­ka cał­ko­wi­cie za­fa­scy­no­wa­ło Pa­pu­asów. – Na si­łow­ni mam ca­ły ka­te­chizm. Więk­szość z nich w ogó­le nie cho­dzi do ko­ścio­ła. Ma­ją ja­kieś swo­je ple­mien­ne zwy­cza­je. Przed bra­mą si­łow­ni wid­nie­ją przy­ka­za­nia, a tak­że naj­waż­niej­sze mo­dli­twy. Jak się te­go na­uczą, to mo­gą przyjść po­ćwi­czyć. Na sa­mym tre­nin­gu jest ci­sza. Trze­ba ćwi­czyć w sku­pie­niu. Do­pie­ro po nim ma­my spo­tka­nie. Je­że­li ktoś chce coś wie­dzieć o re­li­gii, to wte­dy sia­dam z ni­mi i dys­ku­tu­je­my – mó­wi pol­ski mi­sjo­narz. I do­da­je: – Chciał­bym, że­by wszy­scy zna­leź­li się w nie­bie. Ale by­śmy tam zro­bi­li si­łow­nię!

 

Ka­je­tan Raj­ski

 

Bądźcie ludźmi wielkiego serca!

Do­świad­cze­nie uczy, że w pro­ce­sie ro­ze­zna­nia po­wo­ła­nia bar­dzo po­moc­ny mo­że być kie­row­nik du­cho­wy; wy­bierz­cie so­bie oso­bę kom­pe­tent­ną i ma­ją­cą apro­ba­tę Ko­ścio­ła, któ­ra bę­dzie umia­ła was słu­chać i to­wa­rzy­szyć wam na dro­dze ży­cia, dzie­lić z wa­mi trud­ne de­cy­zje i chwi­le ra­do­ści. Kie­row­nik du­cho­wy po­mo­że wam ro­ze­znać na­tchnie­nia Du­cha Świę­te­go i po­stę­po­wać na­przód dro­gą wol­no­ści. Tę wol­ność trze­ba zdo­by­wać po­śród du­cho­wych zma­gań oraz kon­se­kwent­nie i wy­trwa­le re­ali­zo­wać. Wa­ty­kan, 1997 r.

Za­przeć się sa­me­go sie­bie zna­czy zre­zy­gno­wać z wła­sne­go pla­nu, czę­sto ogra­ni­czo­ne­go i ma­łost­ko­we­go, aby przy­jąć plan Bo­ży: oto jest dro­ga na­wró­ce­nia. Wa­ty­kan, 2001 r.

To waż­ne, naj­droż­si, by na­uczyć się ob­ser­wo­wać zna­ki, przez któ­re Bóg nas wzy­wa i na­mi kie­ru­je. Kie­dy je­ste­śmy świa­do­mi, że to On nas pro­wa­dzi, wów­czas ser­ce do­świad­cza au­ten­tycz­nej głę­bo­kiej ra­do­ści, któ­rej to­wa­rzy­szy ży­we pra­gnie­nie spo­tka­nia Go oraz sta­ły wy­si­łek, by po­słusz­nie Go na­śla­do­wać. Ca­stel Gan­dol­fo, 2004 r.

Bądź­cie ludź­mi wiel­kie­go ser­ca! Bądź­cie wraż­li­wi na po­trze­by wszyst­kich wa­szych bra­ci, zwłasz­cza tych naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych; do­strze­gaj­cie wszyst­kie ma­te­rial­ne i du­cho­we for­my ubó­stwa, na któ­re cier­pią wa­sze kra­je i ca­ła ludz­kość. Bu­enos Aires, 1987

Bóg dał wam ro­zum, by­ście po­zna­li praw­dę, i wo­lę, by­ście czy­ni­li to, co mo­ral­nie do­bre. Dał wam świa­tło su­mie­nia, by­ście się nim kie­ro­wa­li w wy­bo­rach mo­ral­nych, by­ście mi­ło­wa­li do­bro i uni­ka­li zła. Praw­da mo­ral­na jest obiek­tyw­na, a pra­wi­dło­wo ukształ­to­wa­ne su­mie­nie po­tra­fi ją roz­po­znać. De­nver, 1993 r.

Niech mi­łość i służ­ba sta­ną się pod­sta­wo­wy­mi za­sa­da­mi wa­sze­go ży­cia! Skła­da­jąc sie­bie w ofie­rze, od­kry­je­cie, co wam zo­sta­ło ofia­ro­wa­ne, i sa­mi z ko­lei otrzy­ma­cie dar Bo­ży. Pa­ryż, 1997 r.

Mło­dzi Przy­ja­cie­le, ko­chaj­cie Chry­stu­sa i ko­chaj­cie Ko­ściół! Ko­chaj­cie Chry­stu­sa, tak jak On was ko­cha. Ko­chaj­cie Ko­ściół, jak ko­cha go Chry­stus. Ca­stel Gan­dol­fo, 2000 r.

W wal­ce z grze­chem nie je­ste­ście sa­mi: ty­lu ta­kich jak wy wal­czy i dzię­ki ła­sce Bo­żej zwy­cię­ża! Rzym, 2000 r.

 

Bł. Jan Pa­weł II

 

Wielki Post okazją do nawrócenia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (…) co ro­ku przed­sta­wia wy­da­rze­nie ku­sze­nia Je­zu­sa, gdy Duch Świę­ty, któ­ry zstą­pił na Nie­go po chrzcie w Jor­da­nie, skło­nił Go do otwar­tej kon­fron­ta­cji przez czter­dzie­ści dni z sza­ta­nem na pu­sty­ni, za­nim roz­po­czął swo­ją mi­sję pu­blicz­ną. (…)

Je­zus zde­cy­do­wa­nie od­rzu­ca wszyst­kie te po­ku­sy i pod­kre­śla nie­wzru­szo­ną wo­lę, by po­dą­żać dro­gą usta­lo­ną przez Oj­ca, bez ja­kie­go­kol­wiek kom­pro­mi­su z grze­chem oraz lo­gi­ką świa­ta. Do­brze za­uważ­cie, jak od­po­wia­da Je­zus. Nie pro­wa­dzi On dia­lo­gu z sza­ta­nem, jak to uczy­ni­ła Ewę w ziem­skim ra­ju. Je­zus do­brze wie, że z sza­ta­nem nie moż­na pro­wa­dzić dia­lo­gu, bo jest on bar­dzo prze­bie­gły. (…) Pa­mię­taj­my o tym: w chwi­li po­ku­sy, na­szych po­kus, wo­bec sza­ta­na nie li­czą się żad­ne ar­gu­men­ty, ale za­wsze chro­ni nas Sło­wo Bo­że! Ono nas oca­li.

W swo­ich od­po­wie­dziach sza­ta­no­wi Pan przy­po­mi­na nam przede wszyst­kim, że „nie sa­mym chle­bem ży­je czło­wiek, lecz każ­dym sło­wem, któ­re po­cho­dzi z ust Bo­żych” (Mt 4, 4; por. Pwt 8, 3). To da­je nam si­łę, wspie­ra nas w wal­ce z men­tal­no­ścią te­go świa­ta, któ­ra re­du­ku­je czło­wie­ka do po­zio­mu pod­sta­wo­wych po­trzeb, spra­wia­jąc, że tra­ci on głód te­go, co jest praw­dzi­we, do­bre i pięk­ne, głód Bo­ga i Je­go mi­ło­ści. Pan Je­zus przy­po­mi­na rów­nież, że jest tak­że na­pi­sa­ne: „Nie bę­dziesz wy­sta­wiał na pró­bę Pa­na, Bo­ga swe­go” (w. 7), po­nie­waż dro­ga wia­ry pro­wa­dzi rów­nież przez ciem­no­ści, wąt­pli­wo­ści, a kar­mi się cier­pli­wo­ścią, wy­trwa­łym ocze­ki­wa­niem. Przy­po­mi­na wresz­cie, że jest na­pi­sa­ne: „Pa­nu, Bo­gu swe­mu, bę­dziesz od­da­wał po­kłon i Je­mu sa­me­mu słu­żyć bę­dziesz” (w. 10), to zna­czy, że mu­si­my uwol­nić się od boż­ków, od rze­czy próż­nych i bu­do­wać na­sze ży­cie na tym, co naj­istot­niej­sze. (…)

Dro­dzy bra­cia, Wiel­ki Post jest dla nas wszyst­kich do­brą oka­zją, aby od­być dro­gę na­wró­ce­nia, sta­jąc szcze­rze przed tą kar­tą Ewan­ge­lii. Od­nów­my na­sze przy­rze­cze­nia chrzciel­ne (…), aby po­dą­żać Bo­ży­mi dro­ga­mi Bo­ga, „aby­śmy w ra­do­ści Du­cha Świę­te­go do­tar­li do świąt pas­chal­nych”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 9.03.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Sły­sza­łem nie­daw­no smut­ne po­wie­dze­nie, któ­re – być mo­że – nie­dłu­go przej­dzie z ka­te­go­rii zdań wy­ję­tych z ka­ba­re­tu do ka­te­go­rii mą­dro­ści lu­do­wej: „W pierw­szej po­ło­wie ży­cia czło­wiek tra­ci zdro­wie, by za­ro­bić pie­nią­dze, a w dru­giej tra­ci pie­nią­dze, by od­zy­skać zdro­wie”. Jest chy­ba jesz­cze smut­niej­szy zwrot, smut­niej­szy dla­te­go, że wy­ję­ty z ka­te­go­rii ży­czeń: „Ży­czę Ci zdro­wia, bo to naj­waż­niej­sze”. Co gor­sza, to ostat­nie zda­nie po­wta­rza­ją lu­dzie wie­rzą­cy, przyj­mu­ją­cy sa­kra­men­ty świę­te. Wy­da­je mi się, że to prze­ra­ża­ją­ce zda­nie o „naj­waż­niej­szym zdro­wiu” moż­na by za­li­czyć do gru­py he­re­zji, a co naj­mniej gra­ni­czą­cych z he­re­zją. Naj­waż­niej­sze jest prze­cież zba­wie­nie! In­na rzecz, że „w zdro­wym cie­le zdro­wy duch” – jak po­wta­rza­li i po­wta­rza­ją nie­mal wszy­scy tre­ne­rzy i na­uczy­cie­le wy­cho­wa­nia fi­zycz­ne­go. To zda­nie też nie jest do koń­ca praw­dzi­we, bo wie­lu świę­tych, lu­dzi, któ­rych duch się­gał wy­żyn do­stęp­nych dla czło­wie­ka, wca­le zdro­wia nie mia­ło. Ale prze­cież o zdro­wie trze­ba dbać – to wy­ni­ka zu­peł­nie bez­po­śred­nio z De­ka­lo­gu, o któ­rym pi­sa­li­śmy dość nie­daw­no.

W nu­me­rze, któ­ry jest przed Wa­mi, znaj­dzie­cie ma­te­ria­ły zwią­za­ne z nor­mal­nie ro­zu­mia­ną tro­ską o zdro­wie. Nor­mal­nie ro­zu­mia­ną, to zna­czy ta­ką, któ­ra wy­ni­ka z dzie­ła stwo­rze­nia, ta­ką, któ­ra sta­wia zdro­wie na wła­ści­wym miej­scu w hie­rar­chii waż­no­ści. Nie wol­no nam za­po­mi­nać, że są spra­wy waż­niej­sze, a grze­szy się – jak pod­po­wia­da teo­lo­gia mo­ral­na – za­rów­no przez nie­do­miar, jak i przez nad­miar. Oczy­wi­ście – jak to w „Dro­dzeˮ – wie­le te­ma­tów jest tyl­ko na­kre­ślo­nych, je­śli znaj­dzie­cie coś, co Was za­in­te­re­su­je, to szu­kaj­cie da­lej, in­ter­net jest co­raz bo­gat­szy. Się­ga­jąc do te­go źró­dła wia­do­mo­ści do­brych i złych pa­mię­taj­cie, że in­for­ma­cje po­cho­dzą­ce stam­tąd trze­ba fil­tro­wać, że na przy­kład szu­ka­jąc wie­dzy na te­mat die­ty, czy­li wła­ści­we­go od­ży­wia­nia się, na­po­tka­my za­rów­no ukry­te re­kla­my, jak i de­ma­go­gicz­ne ar­ty­ku­ły na­pi­sa­ne przez fa­na­ty­ków ja­kichś ob­cych chrze­ści­jań­stwu idei, a to wszyst­ko po­śród tych tek­stów, któ­rych au­to­rom rze­czy­wi­ście za­le­ży na na­szym zdro­wiu.

Na ko­niec cie­ka­wost­ka. Chcia­łem przy­po­mnieć so­bie, co na te­mat zdro­wia mó­wił bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II, wpi­sa­łem ha­sło w in­ter­net i od ra­zu mo­ja uwa­ga zo­sta­ła skie­ro­wa­na na aneg­do­ty, zaj­mo­wa­ły pierw­sze miej­sca, ustę­pu­jąc wy­po­wie­dziom bar­dzo po­waż­nym, o bio­ety­ce i mo­ral­no­ści le­ka­rzy. Nie mo­że­my też za­po­mi­nać, że Ka­rol Woj­ty­ła już od naj­młod­szych lat po­chy­lał się nad cho­ry­mi, wzru­szał spo­tka­nia­mi z cier­pią­cy­mi, ale wo­bec sie­bie za­wsze za­cho­wy­wał wiel­ki dy­stans. Przy­to­czę choć­by jed­ną z aneg­dot:

Jan Pa­weł II po­le­cił wy­bu­do­wać dla sie­bie ba­sen w Ca­stel Gan­dol­fo. Sły­sząc za­rzut, że to zbyt kosz­tow­ny po­mysł, miał po­noć od­po­wie­dzieć: „Mój po­grzeb po­cią­gnie za so­bą o wie­le więk­sze wy­dat­ki. Pa­pież mu­si być spraw­ny i zdro­wy”.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski