Oszczędna samodzielność – czyli jak wydawać i jak nie wydawać pieniędzy

Na co war­to wy­da­wać pie­nią­dze? Na czym oszczę­dzać nie wol­no? Jak naj­le­piej prze­cho­wy­wać oszczęd­no­ści? Jak spra­wić, aby pie­nią­dze nie „top­nia­ły”? Kie­dy cho­dzić do skle­pu?

Te wszyst­kie py­ta­nia, choć mo­że się wy­da­wać, że cię jesz­cze nie do­ty­czą, szyb­ko sta­ną się bar­dzo ak­tu­al­ne, być mo­że na­wet już są.

Za­zwy­czaj stu­dia to ten mo­ment kie­dy mło­dzi lu­dzie opusz­cza­ją ro­dzin­ny dom i po raz pierw­szy przy­cho­dzi im sa­mo­dziel­nie go­spo­da­ro­wać pie­niędz­mi. Wte­dy naj­czę­ściej jak grom z ja­sne­go nie­ba spa­da na nich nie­uświa­do­mio­na do­tąd bru­tal­na rze­czy­wi­stość na te­mat wy­dat­ków. By­wa jed­nak tak, że na­wet wcze­śniej mu­si­my na­uczyć się roz­po­rzą­dzać pie­niędz­mi. Co­raz wię­cej z nas już w szko­le po­dej­mu­je do­ryw­cze pra­ce lub po pro­stu za­sta­na­wia się, jak naj­le­piej wy­ko­rzy­stać pie­nią­dze np. otrzy­ma­ne w pre­zen­cie.

foto_01-01_02-2014

Nie­za­leż­nie od te­go, ja­ką kwo­tą dys­po­nu­jesz, je­śli na po­cząt­ku nie okre­ślisz so­bie kil­ku re­guł, każ­da kwo­ta „stop­nie­je” szyb­ciej niż my­ślisz.

Dla­te­go po­da­ję kil­ka po­my­słów do za­sto­so­wa­nia od za­raz:

  1. W pierw­szej ko­lej­no­ści opłać to, co ko­niecz­ne – aka­de­mik, in­ter­nat, stan­cja i oczy­wi­ście wszyst­kie ko­niecz­ne ra­chun­ki, naj­le­piej łącz­nie z te­le­fo­nem i bi­le­tem mie­sięcz­nym. Wte­dy wiesz ile zo­sta­je ci na ca­łą resz­tę.
  2. Ni­gdy nie oszczę­dzaj na je­dze­niu! To mo­że się na­praw­dę źle skoń­czyć. Nie cho­dzi tu­taj oczy­wi­ście o to, aby każ­de­go dnia ja­dać obiad w dro­giej re­stau­ra­cji na mie­ście lub za­ja­dać się eg­zo­tycz­ny­mi pro­duk­ta­mi. Nie­za­leż­nie od wszyst­kie­go, trze­ba ży­wić się re­gu­lar­nie i mą­drze. Naj­le­piej na po­cząt­ku mie­sią­ca wy­brać się na du­że spo­żyw­cze za­ku­py, a w cią­gu mie­sią­ca do­ku­po­wać tyl­ko to, co ko­niecz­ne np. pie­czy­wo, na­biał itd. Wie­lu stu­den­tów są­dzi, że wła­śnie na je­dze­niu naj­ła­twiej oszczę­dzić i za­miast ra­cjo­nal­nych po­sił­ków, ku­pu­ją zup­ki w prosz­ku i fast fo­ody. Na dłuż­szą me­tę to mo­że oka­zać się opła­ka­ne w skut­kach.
  3. Ni­gdy nie chodź na wy­pra­wę do mar­ke­tu z pu­stym żo­łąd­kiem. Kie­dy od­czu­wasz głód, twój or­ga­nizm sza­le­je na wi­dok tych wszyst­kich pu­stych wę­glo­wo­da­nów na skle­po­wych pół­kach. Wszyst­ko pach­nie ze zdwo­jo­ną si­łą, a oczy ja­dły­by wszyst­ko, co ma­ją w za­się­gu wzro­ku. Nie spo­sób wte­dy oprzeć się za­pa­cho­wi cie­płych bu­łe­czek, sło­dy­czom, cze­ko­la­do­wym ba­to­ni­kom, chru­pią­cym chip­som, sło­wem – wszyst­kie­mu, co szyb­ko i sku­tecz­nie za­spo­koi po­trze­bę je­dze­nia. Ro­bisz wów­czas za­ku­py za trzech i w efek­cie du­ża część je­dze­nia się mar­nu­je. Mo­ja ra­da: idź do skle­pu po­rząd­nie na­je­dzo­ny i naj­le­piej z li­stą te­go, co masz w pla­nach za­ku­pić. Tym spo­so­bem nie ku­pisz ni­cze­go zbęd­ne­go i nie zmar­nu­jesz nad­pro­gra­mo­we­go je­dze­nia.
  4. Sze­ro­kim łu­kiem (to su­ge­stia głów­nie dla dziew­cząt) omi­jaj cen­tra han­dlo­we. Za­nim stwier­dzisz, że no­wa su­kien­ka lub spodnie są ci nie­zbęd­nie ko­niecz­ne, do­brze obej­rzyj sza­fę. Cza­sem mo­żesz się zdzi­wić, jak wie­le moż­na tak zna­leźć. Jak już ku­pu­jesz, sta­wiaj na ja­kość, nie na ilość.
  5. Je­śli je­steś w sta­nie, wy­znacz so­bie co­mie­sięcz­ną kwo­tę „do skar­bon­ki” na tzw. czar­ną go­dzi­nę. Je­śli nie mo­żesz po­zwo­lić so­bie na za­mro­że­nie 100 zł, odłóż cho­ciaż 20. Te pie­nią­dze mo­gą się przy­dać w naj­mniej ocze­ki­wa­nym mo­men­cie, gdy ta­ki na­dej­dzie, oszczę­dzisz so­bie wie­le stre­su.

 

Ka­ro­li­na Po­lak 

 

Być czy mieć?

Ży­je­my w rze­czy­wi­sto­ści na­sta­wio­nej na kon­sump­cję. Naj­waż­niej­sze są słup­ki sprze­da­żo­we, wy­ni­ki, zysk. Świat re­klam i mar­ke­ting bom­bar­du­ją nas in­for­ma­cja­mi na te­mat pro­duk­tów, któ­re w opi­nii pro­du­cen­tów są nam nie­zbęd­ne. Ja­ką od­po­wiedź da czło­wiek XXI wie­ku na py­ta­nie po­sta­wio­ne w ty­tu­le?

Wy­ścig szczu­rów nie jest już zja­wi­skiem, tyl­ko nor­mą. Pol­ska i Po­la­cy wy­glą­da­ją co­raz le­piej, ma­my co­raz wię­cej i aspi­ru­je­my, by do­go­nić kra­je za­chod­nie. Co­raz wię­cej z nas ży­je w cią­głym pę­dzie za­ra­bia­nia pie­nię­dzy. Czy kon­sump­cjo­nizm Po­la­ków świad­czy o upad­ku sys­te­mu war­to­ści, czy jest uza­sad­nio­ną hi­sto­rycz­nie wal­ką o lep­sze ży­cie?

foto_01-02_02-2014

Czło­wiek za­gu­bio­ny

Na sku­tek nad­zwy­czaj­nych osią­gnięć na­uki i tech­ni­ki współ­cze­sny świat stał się nam bli­ski i do­stęp­ny. Czło­wiek zda­je się opa­no­wy­wać go z dnia na dzień co­raz bar­dziej. Jed­nak w mia­rę co­raz więk­sze­go pod­bo­ju świa­ta ze­wnętrz­ne­go tra­ci kon­tro­lę nad swym świa­tem we­wnętrz­nym. Po­zna­je ta­jem­ni­ce ko­smo­su, a nie po­tra­fi od­na­leźć się we wła­snym wnę­trzu. Wie, jak ob­słu­gi­wać naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne urzą­dze­nia, a nie umie już kie­ro­wać wła­sną oso­bą. Tym­cza­sem je­że­li czło­wiek „tra­ci du­cha” – tra­ci wszyst­ko. I zbie­ra­my te­go owo­ce. Współ­cze­sne­mu czło­wie­ko­wi po­trzeb­na jest co­raz więk­sza ar­mia psy­cho­ana­li­ty­ków, psy­cho­te­ra­peu­tów oraz psy­chia­trów dla le­cze­nia i ra­to­wa­nia du­szy. Jak­że ak­tu­al­ne jest ostrze­że­nie Je­zu­sa Chry­stu­sa: „Cóż bo­wiem za ko­rzyść od­nie­sie czło­wiek, choć­by ca­ły świat zy­skał, a na swej du­szy szko­dę po­niósł?”.

Duch i ma­te­ria

Im bar­dziej uła­twia­my so­bie ży­cie dzię­ki róż­ne­go ro­dza­ju wy­na­laz­kom, tym bar­dziej po­trze­ba nam mą­dro­ści, aby zro­zu­mieć, że to tyl­ko środ­ki wio­dą­ce do ce­lu wyż­sze­go. Po­trze­ba też we­wnętrz­nej si­ły, aby się do nich nie przy­wią­zy­wać i mi­ło­ści, aby nie cho­wać ich tyl­ko dla sie­bie. Mi­chel Qu­oist pi­sze: „Al­bo czło­wiek przy­wią­zu­je się do Bo­ga, od­ry­wa­jąc się od ma­te­rii, al­bo przy­wią­zu­je się do ma­te­rii, a od­da­la od Bo­ga”. Współ­cze­sny świat jest dla czło­wie­ka sta­łą po­ku­są. Co­raz wię­cej pro­du­ku­je­my, by po­tem kon­su­mo­wać do­bra, któ­re nie na­sy­ca­ją. Wy­star­czy się­gnąć do rocz­ni­ka sta­ty­stycz­ne­go – kon­sump­cja w bo­ga­tych pań­stwach świa­ta znacz­nie prze­kra­cza za­po­trze­bo­wa­nie lud­no­ści tych kra­jów. To ona jest przy­czy­ną pro­ble­mu, któ­ry prze­ja­wia się za­gu­bie­niem war­to­ści in­te­lek­tu­al­nych, mo­ral­nych i du­cho­wych.

Kult pie­nią­dza

Je­ste­śmy ska­że­ni ka­pi­ta­li­stycz­nym prze­ko­na­niem o wyż­szo­ści pie­nią­dza nad war­to­ścia­mi. Po­wo­li to pie­niądz sta­je się wy­znacz­ni­kiem war­to­ści wszyst­kie­go. Prze­sad­ne trak­to­wa­nie pie­nię­dzy ja­ko ce­lu, a nie środ­ka, pro­wa­dzi do znisz­cze­nia ma­rzeń, któ­re na­gle przy­bie­ra­ją cał­kiem re­al­ną po­stać jak naj­więk­szej licz­by zer po je­dyn­ce na kon­cie w szwaj­car­skim ban­ku.

Nie ty­le rze­czy przy­wią­zu­ją się do cie­bie, ile ty sam przy­wią­zu­jesz się do nich. Im wię­cej bę­dziesz miał dro­bia­zgów w pu­deł­ku, ubrań w sza­fie, płyt na pół­ce, ko­ni w sa­mo­cho­dzie czy pie­nię­dzy w port­fe­lu – tym trud­niej bę­dzie ci stać się wol­nym, bo wię­cej bę­dziesz miał oka­zji, by być „przy­wią­za­nym”. Praw­dzi­wa wol­ność jest wte­dy, gdy je­steś „ode­rwa­ny”, gdy je­steś pa­nem sa­me­go sie­bie. Tyl­ko wów­czas mo­żesz praw­dzi­wie „być” i wy­bie­rać do­bro.

Sztu­ką jest pięk­nie mó­wić, pięk­nie pi­sać, ale naj­więk­szą sztu­ką jest pięk­nie żyć”. Te sło­wa Ja­nu­sza Kor­cza­ka ca­ły czas przy­po­mi­na­ją nam o tym, że ży­cie nie jest tyl­ko po to, by brać i wspi­nać się po dra­bi­nie fi­nan­so­wej.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

 

Dwa fałszywe sposoby myślenia o miłości

Pod wpły­wem pu­ry­ta­ni­zmu uwa­ża­no, że Bóg „uży­waˮ męż­czy­zny i ko­bie­ty oraz ich współ­ży­cia, aby za­pew­nić ga­tun­ko­wi ho­mo sa­piens eg­zy­sten­cję. Uży­wa ich więc ja­ko środ­ków do ce­lu. Mał­żeń­stwo uwa­ża się za do­bre tyl­ko wte­dy, gdy słu­ży pro­kre­acji, a przy­jem­ność jest złem ko­niecz­nym, któ­re trze­ba to­le­ro­wać. Ta­kie po­glą­dy na­wią­zu­ją do ma­ni­che­izmu – to co cie­le­sne, jest złe. Ten ry­go­ry­stycz­ny spo­sób my­śle­nia o mi­ło­ści mał­żeń­skiej moż­na spo­tkać i w dzi­siej­szych cza­sach. Błę­dem jest ro­zu­mie­nie sto­sun­ku Bo­ga do osób ludz­kich ja­ko do uży­tecz­nych przed­mio­tów. Przy­po­mi­nam nor­mę per­so­na­li­stycz­ną Ka­ro­la Woj­ty­ły: oso­ba jest ta­kim do­brem, ma ta­ką god­ność, że ni­gdy nie mo­że słu­żyć ja­ko śro­dek do ce­lu. Stwór­ca dał męż­czyź­nie i ko­bie­cie ro­zum­ną na­tu­rę i zdol­ność świa­do­me­go, sa­mo­dziel­ne­go wy­bie­ra­nia ce­lu, ja­kim jest pro­kre­acja. Tam zaś, gdzie dwie oso­by mo­gą wspól­nie wy­brać pew­ne do­bro ja­ko cel, tam ist­nie­je moż­li­wość mi­ło­ści. Bóg da­je im moż­li­wość szcze­gól­nej re­ali­za­cji ich mi­ło­ści, a już od nich za­le­ży, czy współ­ży­cie po­sta­wią na po­zio­mie wła­ści­wym oso­bom czy też po­ni­żej te­go po­zio­mu. Ka­rol Woj­ty­ła pi­sał: „Ist­nie­je zgod­na z na­tu­rą po­pę­du sek­su­al­ne­go i za­ra­zem do­sto­so­wa­na do po­zio­mu osób ra­dość, któ­ra w ca­łej roz­le­głej dzie­dzi­nie mi­ło­ści mię­dzy ko­bie­tą i męż­czy­zną wy­pły­wa ze wspól­ne­go dzia­ła­nia, z wza­jem­ne­go zro­zu­mie­nia i har­mo­nij­nej re­ali­za­cji wspól­nie wy­bra­nych ce­lów. Nie mo­że być trak­to­wa­na od­ręb­nie w ode­rwa­niu od oso­by, ja­ko sa­mo­dziel­ny cel dzia­ła­nia, bo wte­dy trak­tu­je­my dru­gie­go czło­wie­ka ja­ko śro­dek do ce­lu”.

foto_01-03_02-2014

Dru­gi fał­szy­wy kie­ru­nek my­śle­nia o czło­wie­ku, któ­ry miał ogrom­ny wpływ na dzi­siej­sze po­glą­dy, za­po­cząt­ko­wał Zyg­munt Freud, przed­sta­wi­ciel pan­sek­su­ali­zmu. Wszel­kie prze­ja­wy ży­cia ludz­kie­go tłu­ma­czył on ja­ko prze­ja­wy po­pę­du sek­su­al­ne­go. Zro­dze­nie po­tom­stwa – obiek­tyw­ny cel po­pę­du – uwa­żał za nie­istot­ne. Prze­kre­ślił wnę­trze oso­by, po­nie­waż uwa­żał, że czło­wiek jest tyl­ko ze­wnętrz­nie uwraż­li­wio­ny na bodź­ce zmy­sło­we. Psy­chi­ka ludz­ka we­dług nie­go jest wła­ści­wie na po­zio­mie psy­chi­ki zwie­rzę­cej i po­dob­nie jak u zwie­rzę­cia sto­su­nek do obiek­tyw­nych ce­lów roz­wią­zu­je się na dro­dze in­stynk­tow­nej. Po­pęd sek­su­al­ny jest po­pę­dem do roz­ko­szy. Mal­tu­zja­nizm i neo­mal­tu­zja­nizm wy­ko­rzy­stał ta­ką in­ter­pre­ta­cję po­pę­du i wy­cią­gnął z te­go strasz­ne wnio­ski: trze­ba ogra­ni­czyć wszel­ki­mi spo­so­ba­mi roz­mna­ża­nie się lu­dzi, a za­cho­wać su­biek­tyw­ną ce­lo­wość po­pę­du sek­su­al­ne­go. Zwo­len­ni­cy ta­kich po­glą­dów ca­łą spra­wę wi­dzą tyl­ko w ka­te­go­riach tech­nicz­nych. Ety­ka ka­to­lic­ka, zgod­nie z per­so­na­li­stycz­ny­mi za­ło­że­nia­mi, nie zga­dza się z ta­kim po­glą­dem. Zde­cy­do­wa­nie twier­dzi, że nie wol­no kie­ro­wać się „ra­chun­kiem przy­jem­no­ści” tam, gdzie w grę wcho­dzi sto­su­nek oso­by do oso­by. Oso­ba ni­gdy nie mo­że być przed­mio­tem uży­cia! Po­pęd sek­su­al­ny ma z na­tu­ry cha­rak­ter al­te­ro­cen­trycz­ny, a nie ego­cen­trycz­ny. Je­śli czło­wiek – „udu­cho­wio­ne cia­ło” – w swo­im po­stę­po­wa­niu po­mie­sza te kie­run­ki, nie mo­że się pra­wi­dło­wo roz­wi­jać.

 

Elż­bie­ta Ma­rek

 

Tylko Chrystus może zaspokoić serce człowieka

Tyl­ko Chry­stus mo­że za­spo­ko­ić ser­ce czło­wie­ka. Tyl­ko On da­je si­łę i ra­dość ży­cia, bez wzglę­du na ja­kie­kol­wiek ze­wnętrz­ne ogra­ni­cze­nia i prze­szko­dy. XII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1997 r.

Nie wy­star­czy raz od­kryć Chry­stu­sa. Każ­de bo­wiem od­kry­cie Go sta­je się za­chę­tą do te­go, by jesz­cze bar­dziej Go szu­kać i co­raz le­piej po­zna­wać przez sa­kra­men­ty, mo­dli­twę, roz­wa­ża­nie Je­go sło­wa, ka­te­che­zę i wsłu­chi­wa­nie się w na­ukę Ko­ścio­ła. Wa­ty­kan, 1989 r.

Mło­dzi, nie lę­kaj­cie się świę­to­ści. Wzbij­cie się na wy­so­kie szczy­ty, bądź­cie po­śród tych, któ­rzy pra­gną osią­gnąć ce­le god­ne sy­nów Bo­żych. Uwiel­biaj­cie Bo­ga wa­szym ży­ciem! V Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1990 r.

Bóg jest Mi­ło­ścią, każ­da oso­ba jest ko­cha­na przez Bo­ga, któ­ry cze­ka, by zo­stać przy­ję­ty i umi­ło­wa­ny przez każ­de­go czło­wie­ka. Czło­wiek jest ko­cha­ny przez Bo­ga! Oto pro­ste, a jak­że przej­mu­ją­ce Orę­dzie, któ­re Ko­ściół jest wi­nien czło­wie­ko­wi. Orę­dzie z oka­zji IV ŚDM, 1989 r.

Dro­ga Mło­dzie­ży, przyj­mij­cie mi­łość, ja­ką Bóg pierw­szy was ob­da­rza. Trzy­maj­cie się tej nie­za­wod­nej praw­dy: „Je­go mi­łość nie od­stą­pi od was i nie za­chwie­je się Je­go przy­mie­rze po­ko­ju z wa­mi” (por. Iz 49, 16). Orę­dzie z oka­zji XIV ŚDM, 1999 r.

Nie­ste­ty czło­wiek współ­cze­sny, im bar­dziej za­tra­ca świa­do­mość grze­chu, tym mniej po­szu­ku­je Bo­że­go prze­ba­cze­nia: to wła­śnie jest źró­dłem wie­lu pro­ble­mów i trud­no­ści na­szych cza­sów. Za­chę­cam was, by­ście na no­wo od­kry­li pięk­no i bo­gac­two ła­ski sa­kra­men­tu po­jed­na­nia. Orę­dzie z oka­zji XIV ŚDM, 1999 r.

Niech świa­tło Chry­stu­sa oświe­tla wa­sze ży­cia. Nie cze­kaj­cie, aż sta­nie­cie się star­si, by wte­dy wy­ru­szyć ścież­ką świę­to­ści. Świę­tość jest za­wsze mło­da, tak jak wiecz­na jest mło­dość Bo­ga. Prze­każ­cie wszyst­kim pięk­no kon­tak­tu z Bo­giem, któ­ry na­da­je sens wa­sze­mu ży­ciu. Do­wn­sview, 2002 r.

 

Ochrzczone dziecko jest cudem wiary

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Ewan­ge­lia pod­kre­śla, że gdy Je­zus zo­stał ochrzczo­ny przez Ja­na w Jor­da­nie „otwo­rzy­ły Mu się nie­bio­sa” (Mt 3, 16). Jest to wy­peł­nie­nie pro­roctw. Jest bo­wiem pew­ne we­zwa­nie, któ­re li­tur­gia ka­że nam po­wta­rzać w okre­sie Ad­wen­tu: „Obyś roz­darł nie­bio­sa i zstą­pił” (Iz 63, 19). Je­śli nie­bio­sa po­zo­sta­ją za­mknię­te, to per­spek­ty­wa w tym ży­ciu do­cze­snym jest ciem­na, bez na­dziei. (…) Uka­za­nie się Sy­na Bo­że­go na zie­mi ozna­cza po­czą­tek wiel­kie­go cza­su mi­ło­sier­dzia, po tym jak grzech za­mknął nie­bio­sa, wzno­sząc jak­by prze­szko­dę mię­dzy czło­wie­kiem a je­go Stwór­cą. (…)

Gdy Je­zus otrzy­mał chrzest po­ku­ty z rąk św. Ja­na Chrzci­cie­la, so­li­da­ry­zu­jąc się z po­ku­tu­ją­cym lu­dem – On bez grze­chu i nie po­trze­bu­ją­cy na­wró­ce­nia – Bóg Oj­ciec spra­wił, że usły­sza­no je­go głos z nie­ba: „Ten jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w któ­rym mam upodo­ba­nie” (w. 17). Je­zus otrzy­mu­je apro­ba­tę Oj­ca Nie­bie­skie­go, któ­ry po­słał Go wła­śnie po to, aby zgo­dził się dzie­lić na­szą ludz­ką kon­dy­cję, na­sze ubó­stwo. Dzie­le­nie się jest praw­dzi­wym mi­ło­wa­niem. Je­zus nie od­dzie­la się od nas, uwa­ża nas za bra­ci i dzie­li się z na­mi. W ten spo­sób czy­ni nas wraz z Nim dzieć­mi Bo­ga Oj­ca. To jest ob­ja­wie­nie i źró­dło praw­dzi­wej mi­ło­ści.

Czy nie wy­da­je się wam, że w na­szych cza­sach po­trze­ba wię­cej bra­ter­skie­go dzie­le­nia się i mi­ło­ści? Czy nie wy­da­je się wam, że wszy­scy po­trze­bu­je­my wię­cej mi­ło­sier­dzia? Nie ta­kie­go, któ­re za­do­wa­la się do­ryw­czą po­mo­cą, któ­ra nie an­ga­żu­je, nie wy­sta­wia na ry­zy­ko, ale ta­kie­go mi­ło­sier­dzia, któ­re współ­uczest­ni­czy, któ­re obar­cza się nie­do­god­no­ścia­mi i cier­pie­niem bra­ta. Ja­kie­goż sma­ku na­bie­ra ży­cie, kie­dy po­zwa­la­my się ogar­nąć mi­ło­ścią Bo­ga!

Pro­śmy Naj­święt­szą Ma­ry­ję Pan­nę, aby swo­im wsta­wien­nic­twem pod­trzy­my­wa­ła nas w na­szym za­an­ga­żo­wa­niu na­śla­do­wa­nia Chry­stu­sa na dro­dze wia­ry i mi­ło­sier­dzia, na dro­dze wy­ty­czo­nej na­szym chrztem.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan 12.01.2014 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Cie­ka­we, ilu spo­śród czy­tel­ni­ków „Dro­giˮ pa­mię­ta pio­sen­kę bra­ci Gol­ców „Pie­nią­dze to nie wszyst­ko”? Sło­wa pio­sen­ki pro­wa­dzą pro­stą ścież­ką do po­chwa­ły, ja­ką bra­cia skła­da­ją wza­jem­nej przy­jaź­ni (przy­po­mnę, że w ostat­nim „wej­ściu” re­fren jest nie­co zmie­nio­ny i brzmi: „Pie­nią­dze jed­nak to nie wszystko,/ Choć na nich twar­do stoi świat./ Li­czy się ktoś, kto jest wciąż blisko,/ Tak jak bliź­nia­czy bra­tˮ). Czy nie moż­na by po­ku­sić się o stwier­dze­nie, że przy­jaźń w ogó­le ma nie­po­rów­na­nie więk­szą war­tość od ma­jęt­no­ści, a tym bar­dziej przy­jaźń z Je­zu­sem Chry­stu­sem, Bo­giem w ludz­kim cie­le? Ale prze­cież sam Pan Je­zus po­wie­dział kie­dyś: „Po­zy­skuj­cie so­bie przy­ja­ciół nie­go­dzi­wą ma­mo­ną” (Łk 16, 9b). Sło­wo „ma­mo­na” zwy­kle jest od­bie­ra­ne ja­ko okre­śle­nie pie­nię­dzy zdo­by­tych nie­uczci­wie, ale w tej wy­po­wie­dzi nie­ko­niecz­nie o to cho­dzi. Mam w no­tat­kach za­pi­sa­ną cie­ka­wą re­flek­sję księ­dza Ja­na Słom­ki: „Nad pie­nią­dzem trze­ba pa­no­wać, bo ina­czej pie­niądz za­pa­nu­je nad czło­wie­kiem. Tu nie ma kom­pro­mi­su, nie moż­na uznać, że wal­kę wy­gra­ło się raz na za­wsze. Nie jest tak­że istot­na ilość po­sia­da­nych pie­nię­dzy. Jak mó­wi po­pu­lar­ne stwier­dze­nie, »każ­de­mu na coś bra­ku­je«. Choć ni­by pie­niądz jest tyl­ko umow­nym środ­kiem płat­ni­czym, wy­god­nym na­rzę­dziem umoż­li­wia­ją­cym wy­mia­nę to­wa­rów, ma w so­bie tak­że ja­kąś si­łę po­ku­sy”.

W tym nu­me­rze „Dro­giˮ po­zna­cie, co na­si au­to­rzy ma­ją do po­wie­dze­nia na te­mat pie­nię­dzy. Wie­le spraw mu­si­cie so­bie sa­mi do­po­wie­dzieć, po­ukła­dać w ży­ciu, pod­jąć wie­le de­cy­zji, ale ma­my na­dzie­ję, że sło­wa przez nas za­pi­sa­ne po­mo­gą Wam w szer­szym, mą­drzej­szym spoj­rze­niu na te­mat. A mą­drość to prze­cież umie­jęt­ność zbli­ża­nia się do wła­sne­go zba­wie­nia: osta­tecz­nie ma­my od­po­wia­dać so­bie na py­ta­nie, jak ko­niecz­ną prze­cież tro­skę o co­dzien­ny byt po­łą­czyć ze zbli­ża­niem się do ce­lu na­sze­go ży­cia. Jak sa­me­mu być wol­nym od rze­czy, któ­re się po­sia­da, jak uczci­wie mno­żyć wła­sną ma­jęt­ność, jak po­ma­gać in­nym, ja­kie pro­por­cjo­nal­nie kwo­ty pie­nię­dzy, ja­ki­mi dys­po­nu­je­my, prze­zna­czyć na wy­po­czy­nek i tro­skę o zdro­wie, jak i z kim się dzie­lić, ko­mu po­móc, a ko­mu ku­pić pre­zent.

Chciał­bym też zwró­cić Wa­szą uwa­gę na świę­te­go, któ­ry za­pre­zen­to­wa­ny jest w na­szej „Au­re­oli” – bar­dzo cie­ka­wa jest cy­to­wa­na tu­taj je­go mo­dli­twa, ale war­to też pa­mię­tać, że ten sam świę­ty na­pi­sał wspa­nia­łe hym­ny – „Zbli­żam się w po­ko­rze” i „Sław ję­zy­ku ta­jem­ni­cę”.

Ży­czę mi­łej lek­tu­ry i wzra­sta­ją­cej mą­dro­ści, nie tyl­ko w za­kre­sie sto­sun­ku do pie­nię­dzy.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski