Czystość jest sexy?

Tak! Czy­stość przed­mał­żeń­ska to pod­sta­wa szczę­śli­we­go mał­żeń­stwa i naj­lep­sze przy­go­to­wa­nie do uda­ne­go ży­cia sek­su­al­ne­go w przy­szło­ści.

Na­ucza­nie Ko­ścio­ła na te­mat czy­sto­ści przed­mał­żeń­skiej wy­wo­dzi się z VI przy­ka­za­nia, Pra­wa Moj­że­szo­we­go i wska­zań Je­zu­sa. Być mo­że spo­ty­ka­cie oso­by, któ­re uwa­ża­ją, że stra­ci­ło ono ak­tu­al­ność. Być mo­że sa­mi ma­cie wąt­pli­wo­ści? Być mo­że wśród wa­szych ró­wie­śni­ków są oso­by, któ­re roz­po­czę­ły już współ­ży­cie, a przy­naj­mniej tak mó­wią. Nie daj­my się zwa­rio­wać! To, co jest na­praw­dę se­xy, to czy­sta re­la­cja. Z kil­ku po­wo­dów.

foto_01-03_01-2014

Wspól­ne ży­cie, nie uży­cie

To ja­sne, że two­ja sym­pa­tia bu­dzi w to­bie ta­kie uczu­cia, jak nikt in­ny (mo­ty­le w brzu­chu, po pro­stu che­mia). Gdy jed­nak te do­zna­nia sta­ją się wa­szym głów­nym ce­lem, nie­zau­wa­żal­nie zmie­nia się wa­sze spoj­rze­nie. Jest ry­zy­ko, że stra­ci­cie z oczu oso­bę. Zo­sta­nie wam przed­miot po­żą­da­nia i po­ku­sa uży­cia go. Czy­sta re­la­cja eli­mi­nu­je to ry­zy­ko. „Je­stem z to­bą, bo li­czysz się dla mnie wła­śnie ty. I po­nie­waż cię ko­cham, chcę z to­bą żyć, a nie tyl­ko cię uży­ćˮ. Na współ­ży­cie przyj­dzie czas, gdy za sło­wa­mi pój­dzie też peł­ne za­an­ga­żo­wa­nie – w sa­kra­men­cie mał­żeń­stwa. To nie jest ma­ło istot­ny szcze­gół, czy ktoś jest pod­mio­tem re­la­cji czy przed­mio­tem po­żą­da­nia. Ta róż­ni­ca ma wiel­ki wpływ na spo­sób trak­to­wa­nia dru­giej oso­by. Sza­cu­nek i god­ność – to jest se­xy.

Wie­le czu­ło­ści

Współ­ży­cie to tyl­ko jed­na z form wy­ra­że­nia mi­ło­ści po­przez cia­ło. Jest ca­ła ga­ma ge­stów, któ­re spra­wia­ją, że lu­dzie czu­ją się ko­cha­ni. Są zwy­kłe jak do­tyk dło­ni i przy­tu­le­nie, po­zba­wio­ne pod­tek­stów, a wy­ra­ża­ją mi­łość, ak­cep­ta­cję, tro­skę. Gdy zbyt szyb­ko za­czy­na się współ­ży­cie, ko­lej­ność po­zna­wa­nia się w sfe­rze fi­zycz­nej jest za­bu­rzo­na. Pro­ste ge­sty mo­gą po­zo­stać nie­od­kry­te. Cho­dze­nie ze so­bą i na­rze­czeń­stwo to czas od­kry­wa­nia i ucze­nia się zwy­kłej czu­ło­ści i do­bro­ci wy­ra­ża­nej przez cia­ło. Na­uka pro­cen­tu­je w ży­ciu mał­żeń­skim. Oka­zy­wa­na w ten spo­sób mi­łość da­je po­czu­cie bli­sko­ści, co prze­kła­da się i na szczę­śli­wy seks, i na bar­dziej owoc­ny czas wstrze­mięź­li­wo­ści (bo i ta­ki czas jest w mał­żeń­stwie). Co­dzien­na daw­ka czu­ło­ści – to jest se­xy.

Po­my­sło­we rand­ki

Gdy my­śli chło­pa­ka i dziew­czy­ny nie krą­żą tyl­ko wo­kół te­go, „jak i gdzie to zro­bić”, nic nie stoi na prze­szko­dzie, by re­ali­zo­wa­li naj­bar­dziej zwa­rio­wa­ne po­my­sły na rand­ki. Rand­ki ro­we­ro­we – ro­we­rem przez mia­sto. Rand­ka na szczy­cie gó­ry. Pik­nik nad rze­ką. Wy­ciecz­ki, zwie­dza­nie. Wspól­ny kurs tań­ca. Ki­no, te­atr, kon­cer­ty. Wspól­ne go­to­wa­nie. Czas z przy­ja­ciół­mi – ra­zem. Po­ka­zy­wa­nie sym­pa­tii swo­je­go hob­by. Po­my­słów jest mnó­stwo, na pew­no ma­cie wie­le wła­snych. Oprócz te­go, że wspa­nia­le spę­dzi­cie czas, po­zna­cie się jak ły­se ko­nie. Zwłasz­cza dla pa­nów po­zna­wa­nie się we wspól­nym dzia­ła­niu, a nie tyl­ko przez roz­mo­wy, mo­że być in­spi­ru­ją­ce. Po­za tym bę­dzie­cie mieć nie­sa­mo­wi­te wspo­mnie­nia, a w mał­żeń­stwie na­wyk rand­ko­wa­nia. Wspól­ne wyj­ścia, „świę­to­wa­nie” swo­je­go mał­żeń­stwa, są nie­zwy­kle waż­ne dla po­głę­bia­nia wię­zi mał­żon­ków, o czym ła­two za­po­mnieć. Ra­dość z by­cia ra­zem – to jest se­xy.

Naj­bar­dziej se­xy

Dla mnie oso­bi­ście bar­dzo se­xy jest i to: je­stem je­dy­ną part­ner­ką mo­je­go mę­ża, mój mąż jest mo­im je­dy­nym part­ne­rem. Po pro­stu – cze­ka­li­śmy na sie­bie. Oka­zu­je się, że wśród na­szych zna­jo­mych nie je­ste­śmy wy­jąt­ka­mi. I są to dziś bar­dzo szczę­śli­we mał­żeń­stwa. Bu­do­wa­ne na wza­jem­nym sza­cun­ku, wier­no­ści i za­ufa­niu, i z wiel­ką pa­sją. Nie­któ­rzy z po­nad dwu­dzie­sto­let­nim sta­żem. A jak się na nich pa­trzy, to wi­dać, że i po wie­lu wspól­nych la­tach na­dal są dla sie­bie se­xy.

 

Mag­da­le­na Urlich

 

Dobra nowina dla studentów

Pa­pie­ro­we dzie­ło Bo­że” – tak o swo­jej ewan­ge­li­za­cyj­nej ini­cja­ty­wie mó­wią stu­den­ci – dzien­ni­ka­rze-ama­to­rzy.

Pierw­szy nu­mer je­dy­ne­go w Pol­sce ka­to­lic­kie­go mie­sięcz­ni­ka dla stu­den­tów uka­zał się w stycz­niu 2011 r. Od te­go cza­su mło­dzi re­dak­to­rzy wy­da­li 28 nu­me­rów w łącz­nym na­kła­dzie bli­sko 190 tys. eg­zem­pla­rzy. „Try­by” mo­gą prze­czy­tać stu­den­ci w trzech mia­stach aka­de­mic­kich. Bo choć po­wsta­ły w Kra­ko­wie, oka­za­ło się, że są do­brym to­wa­rem eks­por­to­wym tak­że w War­sza­wie i Po­zna­niu.

O tym, że dzie­ło to two­rzą lu­dzie z pa­sją i po­czu­ciem mi­sji świad­czy choć­by to, że w dzien­ni­kar­skim gro­nie nie ma pra­wie żad­ne­go… dy­plo­mo­wa­ne­go dzien­ni­ka­rza. Do re­dak­cji na­le­żą m.in. eko­no­mi­sta, eko­log, pla­styk, in­ży­nier po me­cha­ni­ce i bu­do­wie ma­szyn, stu­dent­ki za­rzą­dza­nia i bi­blio­te­ko­znaw­stwa oraz teo­log. Nie prze­szka­dza to jed­nak w wy­da­wa­niu in­te­re­su­ją­ce­go pi­sma na wy­so­kim po­zio­mie, w któ­rym pu­bli­ku­ją wy­wia­dy z cie­ka­wy­mi ludź­mi (np. Na­ta­lia Nie­men, Pa­weł Ku­kiz, o. Le­on Kna­bit), tłu­ma­czą praw­dy wia­ry, przed­sta­wia­ją por­tre­ty świę­tych, przy­po­mi­na­ją hi­sto­rię Pol­ski i pre­zen­tu­ją war­to­ścio­we or­ga­ni­za­cje mło­dzie­żo­we.

foto_01-02_01-2014

Po dru­gie, nie dość, że w „Try­bach” nie da się za­ro­bić – wszy­scy są wo­lon­ta­riu­sza­mi – to oprócz te­go re­dak­cja sa­mo­dziel­nie po­zy­sku­je środ­ki na druk każ­de­go eg­zem­pla­rza. Or­ga­ni­zu­je np. zbiór­ki w pa­ra­fiach po nie­dziel­nych Mszach św., za­chę­ca do wspie­ra­nia te­go dzie­ła swo­je ro­dzi­ny i zna­jo­mych.

Po trze­cie, pa­sję mło­dych dzien­ni­ka­rzy wi­dać tak­że w tym, że oprócz wy­da­wa­nia pi­sma ini­cju­ją wy­da­rze­nia to­wa­rzy­szą­ce – od kil­ku­dnio­we­go fe­sti­wa­lu fil­mo­we­go po de­ba­ty stu­denc­kie i kon­fe­ren­cje z udzia­łem cie­ka­wych po­sta­ci.

Wszyst­ko po go­dzi­nach, mię­dzy jed­nym a dru­gim eg­za­mi­nem. Że­by do­bra no­wi­na do­tar­ła do jak naj­więk­szej rze­szy stu­den­tów.

foto_02-02_01-2014

Pa­tro­nem re­dak­cji jest bł. Ja­kub Al­be­rio­ne, za­ło­ży­ciel Ro­dzi­ny Świę­te­go Paw­ła i pa­tron dzien­ni­ka­rzy. Mło­dzi wzię­li so­bie do ser­ca je­go sło­wa: „Tak jak kie­dyś w klasz­to­rach roz­da­wa­ny był chleb, tak dzi­siaj na­le­ży dzie­lić się praw­dą o Bo­gu i o wiecz­nym prze­zna­cze­niu czło­wie­ka. Nie mo­że­my dać świa­tu więk­sze­go bo­gac­twa, jak tyl­ko Je­zu­sa Mi­strza Dro­gę, Praw­dę i Ży­cie. Mi­kro­fon, ekran, ma­szy­na dru­kar­ska są na­szą am­bo­ną. Dru­kar­nia, księ­gar­nia, stu­dio na­grań, po­kój re­dak­cyj­ny są na­szym ko­ścio­łem, w któ­rym prze­po­wia­da­my Ewan­ge­lię”.

Ka­ro­li­na Plu­ta:

Cho­ciaż na co dzień nie je­stem dzien­ni­kar­ką, to wła­śnie tu­taj mo­gę prak­ty­ko­wać pi­sa­nie tek­stów oraz in­spi­ro­wać się warsz­ta­tem po­zo­sta­łych człon­ków re­dak­cji. Pro­wa­dzę ru­bry­ki na­uko­wo-tech­nicz­ne, w któ­rych opo­wia­dam czy­tel­ni­kom, co cie­ka­we­go wy­da­rzy­ło się w na­uce al­bo pod­po­wia­dam prak­tycz­ne tri­ki uspraw­nia­ją­ce pra­ce z pa­kie­tem Mi­cro­soft Of­fi­ce.

Iwo­na i Do­mi­nik Si­do­ro­wie:

Try­by” to na­sza wspól­na, mał­żeń­ska przy­go­da. Za­wo­do­wa re­ali­za­cja żo­ny i kol­por­ter­skie za­da­nie mę­ża. To od­kry­wa­nie ta­jem­nic Kra­ko­wa, sed­na mał­żeń­skiej mi­ło­ści i po­sze­rza­nie stu­denc­kich ho­ry­zon­tów o te­ma­ty, któ­re po­zna­je­my dzię­ki ca­łej re­dak­cji i na­szym czy­tel­ni­kom. To czas za­re­zer­wo­wa­ny dla ab­so­lut­nie war­to­ścio­wej spra­wy i na pew­no nie zmar­no­wa­ny.

Be­ata Po­cho­pień:

Try­by” inspi­ru­ją i za­chę­ca­ją do po­szu­ki­wa­nia od­po­wie­dzi na wciąż ro­dzą­ce się py­ta­nia. Po­zwa­la­ją mi roz­wi­jać się na po­lu dzien­ni­kar­skim, któ­re jest mo­ją pa­sją. A w chwi­lach re­zy­gna­cji i znie­chę­ce­nia at­mos­fe­ra, ja­ką two­rzy re­dak­cja, do­da­je ener­gii ży­cio­wej.

Try­by” moż­na po­czy­tać tak­że w in­ter­ne­cie. Znajdź pi­smo na www.issuu.com i po­lub pro­fil na Fa­ce­bo­oku: www.facebook.com/MiesiecznikTryby

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Misyjni raperzy

Skąd wzię­li się re­pre­zen­tan­ci chrze­ści­jań­skie­go ra­pu – Bę­siu, Ar­ka­dio, French­man i in­ni? To Bóg pod­niósł ich z dna, dał im wia­rę i wy­słał na mi­sję!

Syn Gro­mu

Bę­siu uro­dził się w Je­le­niej Gó­rze. Miał 13 lat, kie­dy star­si ko­le­dzy na­uczy­li go, że używ­ki i im­pre­zy są naj­waż­niej­sze. Z pa­pie­ro­sów prze­rzu­cił się na ma­ri­hu­anę, a na­stęp­nie na jesz­cze groź­niej­sze nar­ko­ty­ki. Uza­leż­nie­nie i dłu­gi, w ja­kie po­padł, ode­bra­ły mu ra­dość ży­cia. W ser­cu czuł pust­kę.

Ma­ma Bę­sia, po na­wró­ce­niu się w Me­dju­go­rie, mo­ty­wo­wa­ła ca­łą ro­dzi­nę do zmia­ny. Na­mó­wi­ła go, by też tam po­je­chał – na Fe­sti­wal Mło­dych. Na miej­scu zdu­mia­ło go za­cho­wa­nie tłu­mu: ty­sią­ce lu­dzi z ca­łe­go świa­ta mo­dli się na ró­żań­cu i we­so­ło tań­czy. Uklęk­nął i po­wie­dział Bo­gu, że też chce Go spo­tkać. Zde­cy­do­wał się wy­spo­wia­dać – wbrew je­go oba­wom, ka­płan nie uciekł, ale po­świę­cił mu du­żo cza­su. Z chwi­lą roz­grze­sze­nia Bę­siu po­czuł praw­dzi­wą ra­dość.

foto_01-01_01-2014

Po po­wro­cie po­wie­dział ko­le­gom, że nie mo­że z ni­mi ćpać, bo... idzie do ko­ścio­ła. Roz­po­czę­ły się dwa la­ta oczysz­cze­nia. Za­an­ga­żo­wał się w Ruch Od­no­wy w Du­chu Świę­tym. Czuł, że jest coś win­ny oso­bom, któ­re wcią­gnął w nar­ko­ty­ki. Po­sta­no­wił dzie­lić się od­tąd czymś po­zy­tyw­nym – swo­ją wia­rą. Za­czął ra­po­wać.

Dwa la­ta po na­wró­ce­niu wy­dał al­bum „Ostat­nie sło­wo na­le­ży do Bo­ga”. Na­stęp­ny, „Pa­ru­zja”, zo­stał na­gra­ny z kil­ku­na­sto­ma go­ść­mi m.in. ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Ka­na­dy i Ja­maj­ki. Ko­lej­ne ty­tu­ły płyt też du­żo mó­wią: „Syn Gro­mu” i „An­ti­do­tum”. W pio­sen­ce Po­iso­na – ra­pe­ra ze Sta­lo­wej Wo­li – Bę­siu skan­du­je Bóg, ży­wy Bóg!, jak­by chciał obu­dzić świat. W jed­nym ze swo­ich te­le­dy­sków krzy­czy w nie­bo: Po­zwól być mi ta­kim, jak Ty! oraz: Chcę za­po­mnieć o so­bie, by in­nym nieść ziar­no.

Ar­ka­dio

Po­cho­dzą­cy z No­we­go Są­cza ra­per Ar­ka­dio już w wie­ku 12 lat in­te­re­so­wał się hip-ho­pem i na­gry­wał utwo­ry. Ma­rzył o wy­stę­pie ze zna­ny­mi ra­pe­ra­mi. Jed­nak naj­waż­niej­sze sta­ły się dla nie­go al­ko­hol i nar­ko­ty­ki. Za­czął ni­mi han­dlo­wać. Szyb­ko po­padł w dłu­gi. Po­czuł, że jest w punk­cie bez wyj­ścia.

foto_02-01_01-2014

Wal­czy­li o nie­go ro­dzi­ce i star­szy brat, któ­ry wy­cią­gnął go na mo­dli­twę i Mszę Świę­tą. Za­chę­cił do spo­wie­dzi, któ­ra sta­ła się prze­ło­mem. Ka­płan po­trak­to­wał go po­waż­nie – ka­zał mu po­świę­cić dwa wie­czo­ry na spi­sa­nie grze­chów. Po otrzy­ma­niu sa­kra­men­tu, za­miast ko­lej­ne­go jo­in­ta, Ar­ka­dio spa­lił kart­kę z grze­cha­mi.

Po­sta­no­wił na­gry­wać rap, by in­spi­ro­wać in­nych. Owo­cem są czte­ry al­bu­my: „Zdol­ny do wszyst­kie­go”, „Nikt ni­gdy”, „Naj­lep­sze przed na­mi” i „Rób to, co ko­chasz”. Roz­po­czął stu­dia: naj­pierw dzien­ni­kar­stwo i ko­mu­ni­ka­cję spo­łecz­ną, a obec­nie ety­kę i co­aching.

Krwa­we łzy

French­man, syn Po­lki i Fran­cu­za, uro­dził się i wy­cho­wy­wał w Ga­bo­nie. Po prze­pro­wadz­ce do Pol­ski stra­cił za­an­ga­żo­wa­nie w spra­wy re­li­gij­ne. W po­rów­na­niu z ra­do­ścią Afry­kań­czy­ków tu­tej­szy ka­to­li­cy wy­da­li mu się smut­ni i nud­ni. Zwią­zał się ze sce­ną hip-ho­po­wą. Za­ży­wał nar­ko­ty­ki i żył w związ­ku nie­sa­kra­men­tal­nym.

Po jed­nym z kon­cer­tów po­de­szła do nie­go ob­ca ko­bie­ta, że­by za­dać mu za­ska­ku­ją­ce py­ta­nie: „Czy je­steś go­tów umrzeć za Je­zu­sa Chry­stu­sa?”. Mu­siał od­po­wie­dzieć, że nie. Za­po­wie­dzia­ła, że na­dej­dzie mo­ment, kie­dy bę­dzie mógł wy­brać po­mię­dzy do­tych­cza­so­wym ży­ciem, a pój­ściem w śla­dy Chry­stu­sa. Kli­ka mie­się­cy póź­niej miał sen, w któ­rym ka­za­nie gło­sił czar­no­skó­ry ksiądz, a nad ta­ber­na­ku­lum po­ja­wi­ła się Mat­ka Bo­ża... pła­czą­ca krwa­wy­mi łza­mi.

Nie wie­dział, że ro­dzi­ce od­ma­wia­ją no­wen­nę w je­go in­ten­cji. Ma­ma za­wia­do­mi­ła go, że do Pol­ski przy­by­wa słyn­ny cha­ry­zma­tyk, oj­ciec John Ba­sho­bo­ra. French­man roz­po­znał w nim ka­pła­na ze snu i po­je­chał na je­go re­ko­lek­cje. Ła­ski, ja­kich tam do­świad­cza­li znie­wo­le­ni przez grzech lu­dzie, wy­war­ły na nim nie­za­tar­te wra­że­nie.

Nie­przy­pad­ko­wo swo­ją ko­lej­ną pły­tę za­ty­tu­ło­wał „Świa­dec­two”, a sie­bie okre­ślił MC Mi­syj­nym (Ma­ster of Ce­re­mo­ny, czy­li mistrz ce­re­mo­nii). Do każ­de­go eg­zem­pla­rza al­bu­mu do­łą­czył me­da­lik św. Be­ne­dyk­ta. W ty­tu­ło­wej pio­sen­ce z prze­ko­na­niem śpie­wa:

Po­wró­ci­ła moc, któ­ra kie­dyś upa­dła na sa­mo dno.

Bóg dał mi żo­nę, Bóg dał mi dziec­ko,

Bóg dał mi po­znać swo­je kró­le­stwo.

Naj­lep­sze przed na­mi

Dwa la­ta te­mu Ar­ka­dio za­pro­sił French­ma­na do re­ali­za­cji utwo­ru pro­mu­ją­ce­go al­bum „Naj­lep­sze przed na­mi”. Pio­sen­ka „Ile zna­ków” to świa­dec­two ich wia­ry i ma­ni­fest, oba­la­ją­cy ste­reo­typ oso­by wie­rzą­cej. Mo­że to głos wo­ła­ją­cy na pu­sty­ni, ale tym bar­dziej po­trzeb­ny.

Wiem jak jest dzi­siaj ko­ja­rzo­ny chrze­ści­ja­nin:

chłop­czyk do bi­cia z li­ścia, że­by za­milkł.

Ar­ka­dio od­krył jed­nak, że opo­wie­dzieć się za Bo­giem ozna­cza być żoł­nie­rzem Chry­stu­sa.

Coś mi tu nie gra,

in­ną mam re­la­cję z Pa­nem!

Od­na­lazł przy­kła­dy in­nych na­wró­co­nych osób, któ­re nie pa­su­ją do ste­reo­ty­pu: sze­fa no­wo­jor­skie­go gan­gu Nicky’ego Cru­za, bok­se­ra Evan­de­ra Ho­ly­fiel­da, mu­zy­ka Bria­na We­lcha. Wnio­sek?

Trze­ba być ty­po­wym hard­ko­rem,

by w po­rę uwie­rzyć.

Choć nie­raz roz­k­min­ki spo­re,

to wie­le mło­dzie­ży

mó­wi: To mi nie le­ży,

chrze­ści­ja­nin to la­mus.

I nikt nie wie­rzy,

no bo w tym nie ma szpa­nu!

(„Ko­go ja­ra ta­ka wia­ra”)

Speł­ni­ło się pew­ne ma­rze­nie Ar­ka­dia: je­go al­bum po­le­ca bo­ha­ter jed­ne­go z utwo­rów, To­masz Ada­mek. To mu­zy­ka za­rów­no dla wie­rzą­cych, jak i nie­wie­rzą­cych. Każ­dy z nas po­trze­bu­je na­wró­ce­nia. Wia­ra wy­ma­ga pie­lę­gna­cji, a tak­że sta­łej go­to­wo­ści do wal­ki. Na­wet św. Piotr zwąt­pił, kie­dy na je­zio­rze ze­rwał się moc­niej­szy wiatr. Słu­cha­jąc utwo­rów, każ­dy mu­si za­dać so­bie py­ta­nie: Ile zna­ków jesz­cze po­trze­bu­jesz, by uwie­rzyć w cud?

Mi­sja trwa!

Wraz z Hi­Fi Ban­dą French­man na­grał sin­giel „Bę­dzie le­piej”, za­adre­so­wa­ny do naj­młod­szych słu­cha­czy ja­ko po­cie­cha w trud­nych chwi­lach. Do­chód z praw au­tor­skich zo­stał prze­zna­czo­ny na pro­gram Ca­ri­tas „Skrzy­dła”, by za­pew­nić wspar­cie fi­nan­so­we dla ok. 30 uczniów z bied­nych ro­dzin.

Ar­ka­dio pro­wa­dzi ak­cję spo­łecz­ną „Rób To Co Ko­chasz”, któ­rą wspar­li mu­zy­cy Ka­mil Bed­na­rek i Ce­Zik, do­rad­ca za­wo­do­wy Do­mi­ni­ka Sta­nie­wicz, a tak­że mistrz Pol­ski w ju­do Alek­san­der Be­ta. Pod tym sa­mym ty­tu­łem Ar­ka­dio wy­dał też pły­tę z udzia­łem wie­lu go­ści i książ­kę o tym, jak żyć pa­sją. Ca­ła ak­cja skie­ro­wa­na jest do mło­dych lu­dzi u pro­gu sa­mo­dziel­ne­go ży­cia, a więc od wie­ku gim­na­zjal­ne­go do stu­denc­kie­go. W pię­ciu kro­kach wska­zu­je, jak zre­ali­zo­wać swo­je ma­rze­nie.

Tak­że Bę­siu i je­go przy­ja­ciel Dj Yonas ja­ko RYM­ce­rze od kil­ku lat bio­rą udział w re­ko­lek­cjach po­łą­czo­nych z kon­cer­ta­mi w do­mach dziec­ka, po­praw­cza­kach i wię­zie­niach. Te­raz ru­szy­li z mi­sją do war­szaw­skich gim­na­zjów i li­ce­ów. W ra­mach pro­jek­tu „Nie Zmar­nuj Swo­je­go Ży­cia” dzie­lą się do­świad­cze­niem wal­ki o swo­ją przy­szłość.

Kap­tu­ry tych ra­pe­rów ko­ja­rzą się dziś prę­dzej ze szla­chet­nym za­ko­nem ry­cer­skim niż z „dziel­ni­co­wy­mi chło­pa­ka­mi”. Ale jesz­cze jed­no Ar­ka­dio, French­man i Bę­siu ma­ją wspól­ne: są dziś szczę­śli­wy­mi mę­ża­mi i oj­ca­mi. Sta­li się ży­wym do­wo­dem na to, że każ­da dro­ga pro­sta być mo­że („Ko­go ja­ra ta­ka wia­ra”).

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Młodość sama w sobie jest wielkim bogactwem każdego chłopca i każdej dziewczyny

Mło­dość to czas, w któ­rym czło­wiek od­czu­wa naj­więk­szą po­trze­bę ak­cep­ta­cji i wspar­cia, kie­dy naj­bar­dziej pra­gnie być wy­słu­cha­ny i ko­cha­ny. Bu­enos Aires, 1987 r.

Mło­dość sa­ma w so­bie jest wiel­kim bo­gac­twem każ­de­go chłop­ca i każ­dej dziew­czy­ny. Wa­ty­kan, 1988 r.

Od­kry­wa­nie Chry­stu­sa wciąż od no­wa i co­raz le­piej jest naj­wspa­nial­szą przy­go­dą na­sze­go ży­cia. IV Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1989 r.

Ko­ściół ma wie­le do po­wie­dze­nia mło­dym, mło­dzi zaś Ko­ścio­ło­wi. Ten dwu­stron­ny dia­log po­wi­nien prze­bie­gać w kli­ma­cie ser­decz­no­ści, otwar­cia się i od­wa­gi. VII Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 1992 r.

Nie lę­kaj­cie się za­pro­po­no­wać Chry­stu­sa te­mu, kto Go jesz­cze nie zna. Chry­stus jest naj­bar­dziej wy­czer­pu­ją­cą od­po­wie­dzą na wszyst­kie py­ta­nia do­ty­czą­ce czło­wie­ka i je­go lo­su. Bez Chry­stu­sa bo­wiem czło­wiek po­zo­sta­je nie­roz­wią­za­ną za­gad­ką. Wa­ty­kan, 1991 r.

Dro­dzy Przy­ja­cie­le, po­zwól­cie się po­rwać Chry­stu­so­wi, przyj­mij­cie Je­go we­zwa­ne i idź­cie za Nim. Idź­cie i gło­ście Do­brą No­wi­nę od­ku­pie­nia, czyń­cie to z ra­do­ścią i sta­waj­cie się gło­si­cie­la­mi na­dziei, wia­ry i mi­ło­ści. Wa­ty­kan, 1993 r.

Dro­dzy Mło­dzi, szu­kaj­cie w swo­ich gru­pach oka­zji do słu­cha­nia i po­zna­wa­nia sło­wa Bo­że­go, zwłasz­cza po­przez czy­ta­nie Pi­sma Świę­te­go: od­kry­je­cie ta­jem­ni­ce Ser­ca Bo­że­go, któ­re po­mo­gą wam ro­ze­znać i zmie­nić rze­czy­wi­stość. Ko­lo­nia, 2005 r.

Aby uj­rzeć Je­zu­sa, na­le­ży przede wszyst­kim po­zwo­lić, aby to On na nas pa­trzył! Wa­ty­kan, 2004 r.

Mło­dzie­ży, nie ule­gaj tej roz­po­wszech­nio­nej, fał­szy­wej mo­ral­no­ści. Nie za­głu­szaj swo­je­go su­mie­nia! „Su­mie­nie jest naj­taj­niej­szym ośrod­kiem i sank­tu­arium czło­wie­ka, gdzie prze­by­wa on sam z Bo­giem”. Cher­ry Cre­ek Sta­te Park, 1993 r.

Praw­da jest naj­głęb­szą po­trze­bą ludz­kie­go du­cha. Mu­si­cie pra­gnąć praw­dy o Bo­gu, o czło­wie­ku, o ży­ciu i o świe­cie. San­tia­go de Com­po­ste­la, 1989 r.

 

Bł. Jan Pa­weł II

 

Kościół jest domem radości!

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Dziś (…) w li­tur­gii roz­brzmie­wa wie­lo­krot­nie za­chę­ta, by się we­se­lić, za­chę­ta do ra­do­ści (…).

Ale ra­dość Ewan­ge­lii nie jest ra­do­ścią by­le ja­ką. Jej po­wo­dem jest świa­do­mość, że je­ste­śmy przy­ję­ci i umi­ło­wa­ni przez Bo­ga. Jak to nam dziś przy­po­mi­na pro­rok Iza­jasz (por. 35, 1–6a. 8a. 10 ), Bóg jest tym, któ­ry przy­cho­dzi, aby nas zba­wić i spie­szy z po­mo­cą zwłasz­cza tym, któ­rzy po­gu­bi­li się w swym ser­cu. Je­go przyj­ście mię­dzy nas do­da­je nam sił, czy­ni moc­ny­mi, da­je od­wa­gę, spra­wia, że pu­sty­nia i step ra­du­ją się i kwit­ną – to zna­czy na­sze ży­cie, gdy sta­je się ja­ło­we, bez wo­dy Sło­wa Bo­że­go i Je­go Du­cha mi­ło­ści. Nie­za­leż­nie od te­go, jak wiel­kie by­ły­by na­sze ogra­ni­cze­nia i za­gu­bie­nie, nie mo­że­my być sła­bi i nie­zde­cy­do­wa­ni w ob­li­czu trud­no­ści i na­szych sła­bo­ści. Wręcz prze­ciw­nie, je­ste­śmy za­chę­ce­ni, by po­krze­pić rę­ce osła­błe, wzmoc­nić ko­la­na omdla­łe, by­śmy mie­li od­wa­gę i nie lę­ka­li się, bo nasz Bóg za­wsze uka­zu­je wiel­kość Swe­go mi­ło­sier­dzia. On da­je nam si­ły, by­śmy mo­gli iść na­przód. On jest z na­mi, aby nam po­móc w po­dą­ża­niu na­przód. To Bóg, któ­ry bar­dzo nas ko­cha. I dla­te­go jest z na­mi, aby nam po­móc, aby nas po­krze­pić, by­śmy od­waż­nie po­dą­ża­li na­przód. Dzię­ki Je­go po­mo­cy za­wsze mo­że­my za­cząć od no­wa. (…)

Chrze­ści­jań­ska ra­dość, po­dob­nie jak i na­dzie­ja, ma swo­ją pod­sta­wę w wier­no­ści Bo­ga, w pew­no­ści, że On za­wsze do­trzy­mu­je swo­ich obiet­nic. Pro­rok Iza­jasz na­po­mi­na lu­dzi, któ­rzy zgu­bi­li dro­gę i któ­rym trud­no po­wie­rzyć się wier­no­ści Pa­na, bo Je­go zba­wie­nie się nie opóź­ni i wkro­czy w ich ży­cie. Ci, któ­rzy spo­tka­li Je­zu­sa na swej dro­dze, do­świad­cza­ją w swym ser­cu spo­ko­ju i ra­do­ści, któ­rych nic i nikt nie mo­że ich po­zba­wić. Na­szą ra­do­ścią jest Je­zus Chry­stus, Je­go mi­łość wier­na i nie­wy­czer­pal­na! Dla­te­go, kie­dy ja­kiś chrze­ści­ja­nin sta­je się smut­ny, ozna­cza to, że od­da­lił się od Je­zu­sa. Ale wte­dy nie moż­na zo­sta­wiać go sa­me­go! Po­win­ni­śmy za nie­go się mo­dlić, dać mu od­czuć ser­decz­ną mi­łość wspól­no­ty.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 15.12.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Za­raz na po­cząt­ku za­py­tam, jak wy­obra­ża­cie so­bie szczę­ście, szczę­śli­we­go czło­wie­ka? Czy sie­dzi na wiel­kim tro­nie, wo­kół któ­re­go bie­ga­ją słu­żą­cy, go­to­wi speł­nić każ­de je­go ży­cze­nie? Czy ma do dys­po­zy­cji ar­mię, któ­rej się bo­ją wszyst­kie po­tę­gi świa­ta? Czy sie­dzi w ja­kimś taj­nym la­bo­ra­to­rium, w któ­rym pod­le­gli mu na­ukow­cy po­świę­ca­ją czas na od­kry­cie ta­jem­ni­cy ży­cia? A mo­że po pro­stu trzy­ma dłoń obok przy­ci­sku, któ­re­go na­ci­śnię­cie spo­wo­du­je wy­buch nisz­czą­cy wszyst­ko na Zie­mi? Wła­ści­wie hi­sto­ria świa­ta zna wszyst­kie te sce­na­riu­sze, spe­cja­li­ści mo­gli­by po­dać na­zwi­ska osób, któ­re tu­taj wy­mie­ni­łem. Czy ci lu­dzie by­li szczę­śli­wi? Czy wła­dza, bo­gac­two, sła­wa da­ją szczę­ście? Nie­któ­rym wy­da­je się, że tak. Ale tyl­ko do chwi­li, gdy uświa­do­mią so­bie, że za naj­więk­sze pie­nią­dze nie ku­pią ko­goś, ko­mu na­praw­dę na nich za­le­ży, że naj­więk­sza na­wet po­tę­ga nie prze­stra­szy wi­ru­sa, któ­ry za­ata­ko­wał ich cia­ło, że sła­wa nie po­zwo­li sku­tecz­nie uciec przed sa­mot­no­ścią.

Szczę­śli­wy to ten, kto wie, że jest ko­cha­ny, na­wet gdy wszyst­ko stra­ci. Szczę­śli­wy to ten, któ­ry umie za­pa­no­wać nad le­ni­stwem i emo­cja­mi, na­wet, gdy ża­den z lu­dzi się go nie boi. Szczę­śli­wy to ten, kto wie, że za­wsze mo­że roz­da­wać, bo je­go si­ła i bo­gac­two są „nie z te­go świa­ta” i ni­gdy mu ich nie za­brak­nie.

Ktoś by po­wie­dział, że szczę­śli­wy jest też czło­wiek, któ­ry od­krył swo­ją pa­sję, któ­ry wie, na czym mu za­le­ży i po­tra­fi do te­go dą­żyć, któ­ry nie prze­sta­je zmie­rzać do ce­lu mi­mo wie­lu po­ra­żek. To praw­da, ale… nie za­wsze. Coś, co an­ga­żu­je ca­łe­go czło­wie­ka, co po­zwa­la zwy­cię­żać swo­je sła­bo­ści, co jest źró­dłem wciąż od­na­wia­ją­cej się si­ły jest do­bre, pó­ki nie sta­nie się ce­lem sa­mym w so­bie, co nie prze­sło­ni pięk­na świa­ta i pięk­na czło­wie­ka stwo­rzo­ne­go przez Bo­ga.

Wła­śnie ta­kie po­sta­wy chce­my po­ka­zać w obec­nym nu­me­rze „Dro­giˮ: lu­dzi, któ­rzy uko­cha­li sport, ale rów­nież lu­dzi, któ­rzy wi­dzą bie­gną­cych obok. Lu­dzi, któ­rzy umie­ją zre­zy­gno­wać z pój­ścia na im­pre­zę, by mieć czas na do­koń­cze­nie wspól­ne­go pro­jek­tu. Lu­dzi, któ­rzy mi­mo nie­peł­no­spraw­no­ści umie­ją zna­leźć dzie­dzi­nę ży­cia, w któ­rej nikt im nie do­rów­na.

Lu­dzie, któ­rzy stra­ci­li chęć ży­cia, któ­rym nic się nie chce, są czę­sto kie­ro­wa­ni do po­rad­ni psy­cho­lo­gicz­nej, gdzie zwy­kle sta­wia­ne są im py­ta­nia ty­pu: „Co lu­bisz ro­bić w swo­im ży­ciu? Na czym ci za­le­ży? Ja­kie jest two­je hob­by?”.

W po­szu­ki­wa­niu wła­snej pa­sji nie za­po­mnij­my o tym, że za­wsze szczę­śli­wy bę­dzie czło­wiek, któ­ry ma obok ko­goś, ko­mu na nim za­le­ży, a ni­gdy nie stra­ci swe­go szczę­ścia ten, kto pa­mię­ta, że ta­ką Oso­bą jest Bóg.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski