Rok Wiary zakończony

Skoń­czył się Rok Wia­ry. W ka­len­da­rzu oczy­wi­ście. A co w na­szych ser­cach? Czy Rok Wia­ry cho­ciaż o mi­li­metr przy­bli­żył nas do Pa­na Bo­ga?

Przez ca­ły rok od­mie­nia­li­śmy wy­ra­że­nie „Rok Wia­ry” przez wszyst­kie przy­pad­ki, mo­że po­za wo­ła­czem. Ka­pła­ni w na­szych ko­ścio­łach bar­dziej lub mniej pra­co­wa­li nad tym, by or­ga­ni­zo­wać róż­ne uro­czy­sto­ści, im­pre­zy, „even­ty” zwią­za­ne z te­ma­ty­ką wia­ry. Po­cząw­szy od Wa­ty­ka­nu, aż po ma­łe miej­sco­wo­ści i wsie, mie­li­śmy do czy­nie­nia z róż­ny­mi spo­so­ba­mi prze­ży­cia te­go cza­su. Nie­kie­dy wo­kół Ro­ku Wia­ry dzia­ło się coś, co moż­na na­zwać zbęd­nym mno­że­niem słów. Za du­żo en­tu­zja­zmu, za du­żo ha­ła­su, za ma­ło po­kor­nej ci­szy, któ­ra za­sta­na­wia się, dla­cze­go Ko­ściół za­le­cił nam prze­ży­cie te­go cza­su.

Dla­cze­go zo­stał usta­no­wio­ny?

Ko­ściół za­wsze ogła­sza ja­kiś rok wte­dy, gdy da­na część na­szej wia­ry jest za­gro­żo­na. Wspo­mnij­my cho­ciaż­by Rok Eu­cha­ry­stii ogło­szo­ny przez bł. Ja­na Paw­ła II, któ­re­go przy­czy­ną by­ło co­raz więk­sze odej­ście od czci dla Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu w kra­jach Eu­ro­py Za­chod­niej. Po­dob­nie by­ło z Ro­kiem Ka­płań­stwa, kie­dy Ko­ścio­łem wstrzą­sa­ły ata­ki me­dial­ne na księ­ży. Pa­pież Be­ne­dykt XVI chciał nas za­chę­cić, by­śmy wię­cej mo­dli­li się za tych, któ­rzy spra­wu­ją sa­kra­men­ty.

foto_01-01_23-2013

A co z Ro­kiem Wia­ry? Dla­cze­go zo­stał usta­no­wio­ny?

Na to py­ta­nie od­po­wie­dział Be­ne­dykt XVI w li­ście apo­stol­skim „Por­ta fi­dei”, w któ­rym ogło­sił Rok Wia­ry:

Są­dzę, że in­au­gu­ra­cja Ro­ku Wia­ry w związ­ku z pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę otwar­cia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II mo­że być do­brą oka­zją, aby zro­zu­mieć tek­sty po­zo­sta­wio­ne przez oj­ców so­bo­ro­wych, któ­re zda­niem bło­go­sła­wio­ne­go Ja­na Paw­ła II „nie tra­cą war­to­ści ani bla­sku. Ko­niecz­ne jest, aby by­ły na­le­ży­cie od­czy­ty­wa­ne, po­zna­wa­ne i przy­swa­ja­ne ja­ko mia­ro­daj­ne i nor­ma­tyw­ne tek­sty Ma­gi­ste­rium, na­le­żą­ce do Tra­dy­cji Ko­ścio­ła (…). Chcę też moc­no pod­kre­ślić to, co po­wie­dzia­łem na te­mat So­bo­ru kil­ka mie­się­cy po mo­im wy­bo­rze na Na­stęp­cę Pio­tra: »Je­śli go od­czy­tu­je­my i przyj­mu­je­my w świe­tle pra­wi­dło­wej her­me­neu­ty­ki, mo­że on być i co­raz bar­dziej sta­wać się wiel­ką mo­cą słu­żą­cą za­wsze po­trzeb­nej od­no­wie Ko­ścio­ła«„.

Od­czy­ta­nie So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II

Po­praw­ne od­czy­ta­nie So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II zo­sta­ło za­tem uzna­ne przez Be­ne­dyk­ta XVI za jed­no z naj­waż­niej­szych za­dań w mi­ja­ją­cym Ro­ku Wia­ry. Moż­na za­sta­na­wiać się, dla­cze­go na­le­ży „po­praw­nie” od­czy­ty­wać orę­dzie ostat­nie­go so­bo­ru? Czy są oso­by, któ­re źle in­ter­pre­tu­ją wy­da­rze­nia z lat sześć­dzie­sią­tych XX wie­ku?

Tak. Nie­ste­ty wśród wie­lu ka­to­li­ków, prze­siąk­nię­tych „du­chem świa­ta”, roz­wi­ja­na jest od dzie­się­cio­le­ci kon­cep­cja „her­me­neu­ty­ki ze­rwa­nia”, czy­li po­strze­ga­nia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II ja­ko swo­istej re­wo­lu­cji w Ko­ście­le, któ­ra zu­peł­nie zmie­ni­ła dok­try­nę ka­to­lic­ką. Tym­cza­sem jest to nie­praw­da. So­bór Wa­ty­kań­ski II zo­stał przez bł. Ja­na XXIII okre­ślo­ny ja­ko so­bór pa­sto­ral­ny, a nie do­gma­tycz­ny, któ­ry ma wska­zać ka­to­li­kom kie­run­ki dzia­ła­nia, ale nie ma two­rzyć no­wych prawd wia­ry, a już – broń Bo­że! – zmie­niać za­sa­dy wia­ry. Ani Pan Bóg, ani Ko­ściół ka­to­lic­ki nie zmie­nił po­glą­dów po ostat­nim so­bo­rze! Tek­sty so­bo­ro­we, szcze­gól­nie te naj­bar­dziej istot­ne, czy­li kon­sty­tu­cje, na­le­ży od­czy­ty­wać w kon­tek­ście Ewan­ge­lii i Tra­dy­cji Ko­ścio­ła, a więc je­dy­nie w or­to­dok­syj­ny spo­sób.

Za­cy­tuj­my więc cho­ciaż frag­ment z pism so­bo­ro­wych, do­ty­czą­cy świę­tej li­tur­gii, by po­sta­rać się re­ali­zo­wać za­mie­rze­nie zgłę­bie­nia tek­stów So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II, cze­go chciał od nas Be­ne­dykt XVI.

Dla urze­czy­wist­nie­nia tak wiel­kie­go dzie­ła Chry­stus jest za­wsze obec­ny w swo­im Ko­ście­le, szcze­gól­nie w czyn­no­ściach li­tur­gicz­nych. Jest obec­ny w ofie­rze Mszy Świę­tej, czy to w oso­bie od­pra­wia­ją­ce­go, gdyż »Ten sam, któ­ry kie­dyś ofia­ro­wał się na krzy­żu, obec­nie ofia­ru­je się przez po­słu­gę ka­pła­nów«, czy też zwłasz­cza pod po­sta­cia­mi eu­cha­ry­stycz­ny­mi. Obec­ny jest mo­cą swo­ją w sa­kra­men­tach tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chry­stus chrzci. Jest obec­ny w swo­im sło­wie, al­bo­wiem gdy w Ko­ście­le czy­ta się Pi­smo Świę­te, wów­czas On sam mó­wi. Jest obec­ny wresz­cie, gdy Ko­ściół mo­dli się i śpie­wa psal­my, gdyż On sam obie­cał: »Gdzie dwaj al­bo trzej są zgro­ma­dze­ni w imię mo­je, tam i ja je­stem po­śród nich« (Mt 18, 20).

Słusz­nie prze­to uwa­ża się li­tur­gię za wy­ko­ny­wa­nie ka­płań­skie­go urzę­du Je­zu­sa Chry­stu­sa, w niej przez zna­ki wi­dzial­ne wy­ra­ża się, i w spo­sób wła­ści­wy po­szcze­gól­nym zna­kom i urze­czy­wist­nie­nia uświę­ce­nie czło­wie­ka, a mi­stycz­ne Cia­ło Je­zu­sa Chry­stu­sa, to jest Gło­wa ze swy­mi człon­ka­mi, wy­ko­nu­je cał­ko­wi­ty kult pu­blicz­ny.

Dla­te­go każ­dy ob­chód li­tur­gicz­ny, ja­ko dzie­ło Chry­stu­sa – Ka­pła­na i Je­go Cia­ła, czy­li Ko­ścio­ła, jest czyn­no­ścią w naj­wyż­szym stop­niu świę­tą, a żad­na in­na czyn­ność Ko­ścio­ła nie do­rów­nu­je jej sku­tecz­no­ści z te­go sa­me­go ty­tu­łu i w tym sa­mym stop­niu”.

Waż­ne wy­da­rze­nia

W mi­nio­nym Ro­ku Wia­ry do­szło do wie­lu wy­da­rzeń, z któ­rych kil­ka po­sta­ra­my się przy­po­mnieć:

11 paź­dzier­ni­ka 2012 – w pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę otwar­cia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II pa­pież Be­ne­dykt XVI na Pla­cu św. Pio­tra od­pra­wił Mszę św. wraz z prze­wod­ni­czą­cy­mi kon­fe­ren­cji epi­sko­pa­tów państw ca­łe­go świa­ta oraz z bi­sku­pa­mi zgro­ma­dzo­ny­mi na Sy­no­dzie Bi­sku­pów o no­wej ewan­ge­li­za­cji. Z Pol­ski na Sy­nod po­je­cha­li: kard. Ka­zi­mierz Nycz, kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz, abp Jó­zef Mi­cha­lik i abp Sta­ni­sław Gą­dec­ki.

21 paź­dzier­ni­ka 2012 – Be­ne­dykt XVI ka­no­ni­zo­wał sied­mio­ro bło­go­sła­wio­nych, wśród nich Ka­ta­rzy­nę Te­ka­kwi­tha. By­ła z po­cho­dze­nia In­dian­ką, jej oj­ciec był po­ga­ni­nem, na­to­miast mat­ka chrze­ści­jan­ką. Ka­ta­rzy­na w wie­ku dwu­dzie­stu lat przy­ję­ła chrzest w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. By­ła prze­śla­do­wa­na przez swo­ich ro­da­ków. Zmar­ła w wier­no­ści Chry­stu­so­wi i ślu­bo­wi czy­sto­ści, któ­ry uprzed­nio zło­ży­ła, w 1680 r. Mia­ła 24 la­ta.

11 lu­te­go 2013 – Be­ne­dykt XVI ogło­sił in­for­ma­cję o swo­jej ab­dy­ka­cji. Z dniem 28 lu­te­go od go­dzi­ny 20.00 prze­stał być Oj­cem Świę­tym. Wkrót­ce roz­po­czę­ło się kon­kla­we.

13 mar­ca 2013 – wy­bór na 265. Na­stęp­cę św. Pio­tra kard. Jor­ge Ma­rio Ber­go­glio SJ z Ar­gen­ty­ny, któ­ry przy­brał imię Fran­ci­szek.

5 lip­ca 2013 – w Wa­ty­ka­nie zo­sta­ła za­pre­zen­to­wa­na pierw­sza en­cy­kli­ka pa­pie­ża Fran­cisz­ka „Lu­men fi­dei” („Świa­tło wia­ry”). Oto jej frag­ment: „Dla po­słu­gi jed­no­ści wia­ry i jej in­te­gral­ne­mu prze­ka­zo­wi, Pan dał Ko­ścio­ło­wi dar suk­ce­sji apo­stol­skiej. Dzię­ki jej po­śred­nic­twu za­gwa­ran­to­wa­na jest cią­głość pa­mię­ci Ko­ścio­ła i moż­li­we sta­je się bez­piecz­ne czer­pa­nie z czy­ste­go źró­dła, z któ­re­go ro­dzi się wia­ra. Gwa­ran­cję łącz­no­ści ze źró­dłem da­ją za­tem oso­by ży­we, a od­po­wia­da to ży­wej wie­rze, któ­rą Ko­ściół prze­ka­zu­je. Opie­ra się ona na wier­no­ści świad­ków, wy­bra­nych przez Pa­na do te­go za­da­nia. Dla­te­go Urząd Na­uczy­ciel­ski Ko­ścio­ła wy­po­wia­da się za­wsze w po­słu­szeń­stwie wo­bec pier­wot­ne­go Sło­wa, na któ­rym opie­ra się wia­ra, i jest wia­ry­god­ny, po­nie­waż za­wie­rza Sło­wu, któ­re­go słu­cha, strze­że i któ­re wy­kła­da. W po­że­gnal­nej mo­wie do star­szych z Efe­zu w Mi­le­cie, któ­rą św. Łu­kasz prze­ka­zu­je w Dzie­jach Apo­stol­skich, św. Pa­weł za­świad­cza, że speł­nił po­wie­rzo­ne mu przez Pa­na za­da­nie »gło­sze­nia (…) ca­łej wo­li Bo­żej« (Dz 20, 27). Wła­śnie dzię­ki Ma­gi­ste­rium Ko­ścio­ła mo­że do nas do­trzeć nie­na­ru­szo­na ta wo­la, a wraz z nią ra­dość, że mo­że­my ją re­ali­zo­wać w peł­ni”.

 

 Ka­je­tan Raj­ski

 

Jezus, biblia, kerygmat

Z ks. dr. Szy­mo­nem Stuł­kow­skim, se­kre­ta­rzem Ko­mi­sji Dusz­pa­ster­stwa Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski, roz­ma­wia Agniesz­ka Bia­lik.

Wie­rzę w Sy­na Bo­że­goˮ to ha­sło no­we­go pro­gra­mu dusz­pa­ster­skie­go, któ­ry roz­pocz­nie się 1 grud­nia, w pierw­szą nie­dzie­lę Ad­wen­tu. Ja­kie bę­dą je­go prio­ry­te­ty?

Po trzy­let­nim pro­gra­mie dusz­pa­ster­skim, któ­re­go ha­słem by­ły sło­wa: „Ko­ściół do­mem i szko­łą ko­mu­nii”, roz­po­czy­na­my no­wy cykl pra­cy pa­sto­ral­nej wo­kół te­ma­tu chrztu świę­te­go. Za­koń­czo­ny pro­gram przy­niósł wie­le cie­ka­wych owo­ców. Trzy la­ta te­mu po­ru­szy­li­śmy te­mat po­słu­gi ako­li­ty i lek­to­ra w pa­ra­fiach. Dziś ma­my już die­ce­zje, któ­re wpro­wa­dza­ją te po­słu­gi, pro­po­nu­jąc wcze­śniej wy­bra­nym męż­czy­znom od­po­wied­nią for­ma­cję. Dwa la­ta te­mu do po­nad 10 000 pa­ra­fii w Pol­sce do­tar­ła in­for­ma­cja o kar­cie du­żych ro­dzin. Dziś wie­le miast i gmin ma ta­ką kar­tę. My­śli się już o edy­cji kar­ty na ska­lę ogól­no­pol­ską. Po­dej­mo­wa­li­śmy te­mat świę­to­wa­nia nie­dzie­li. Z in­spi­ra­cji pro­gra­mu w Le­gni­cy po­wstał Spo­łecz­ny Ruch Świę­to­wa­nia Nie­dzie­li, któ­ry dziś dzia­ła już w ko­ali­cji z in­ny­mi pod­mio­ta­mi i or­ga­ni­zu­je kon­fe­ren­cje na ten te­mat w se­na­cie i sej­mie. Ce­lem pro­gra­mu by­ło oży­wie­nie struk­tur ko­mu­nij­nych w die­ce­zjach i pa­ra­fiach. Zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy I Kra­jo­wy Kon­gres Die­ce­zjal­nych oraz Pa­ra­fial­nych Rad Dusz­pa­ster­skich. Prze­pro­wa­dzi­li­śmy ba­da­nia tych gre­miów. W prze­cią­gu 4 lat licz­ba rad dusz­pa­ster­skich w pa­ra­fiach w Pol­sce wzro­sła czte­ro­krot­nie. To tyl­ko wy­bra­ne owo­ce mi­nio­ne­go pro­gra­mu dusz­pa­ster­skie­go. Trze­ba je te­raz umac­niać i po­głę­biać.

foto_01-02_23-2013

No­wy pro­gram dusz­pa­ster­ski bę­dzie­my re­ali­zo­wać w myśl ha­sła: „Przez Chry­stu­sa, z Chry­stu­sem, w Chry­stu­sie. Przez wia­rę i chrzest do świa­dec­twa”. Na­wią­zu­je on do 1050. rocz­ni­cy Chrztu Pol­ski, któ­ra przy­pad­nie w 2016 ro­ku. W pierw­szym ro­ku wska­zu­je­my na trzy prio­ry­te­ty: dusz­pa­ster­stwo bi­blij­ne, któ­re pro­wa­dzi do kształ­to­wa­nia du­cho­wo­ści bi­blij­nej, na roz­po­czę­cie w pa­ra­fiach re­ko­lek­cji ewan­ge­li­za­cyj­nych z gło­sze­niem pod­sta­wo­we­go prze­sła­nia Ewan­ge­lii, czy­li ke­ryg­ma­tu oraz na ka­te­che­zę do­ro­słych zwią­za­ną z chrztem dzie­ci.

Więk­szość ka­to­li­ków ma w do­mu Bi­blię. Nie­wie­lu jed­nak się­ga po nią. Jak za­chę­cić wier­nych do czy­ta­nia i zgłę­bia­nia Bi­blii?

Pra­ca z Bi­blią jest obec­nie w Pol­sce co­raz bar­dziej po­pu­lar­na. Wszę­dzie, gdzie za­pro­po­nu­je się wier­nym do­brze przy­go­to­wa­ne spo­tka­nia bi­blij­ne, spo­ty­ka­ją się one z du­żym za­in­te­re­so­wa­niem. Fan­ta­stycz­ną pra­cę wy­ko­nu­je Dzie­ło Bi­blij­ne im. Ja­na Paw­ła II, któ­re w wie­lu die­ce­zjach pro­wa­dzi bar­dzo oży­wio­na dzia­łal­ność, wy­da­jąc cie­ka­we pu­bli­ka­cje (m.in. „Krąg Bi­blij­ny” i Prze­gląd Bi­blij­ny”) oraz pro­wa­dząc w Te­le­wi­zji Trwam te­le­wi­zyj­ny uni­wer­sy­tet bi­blij­ny. Mo­gę po­dać przy­kład z mo­jej Ar­chi­die­ce­zji Po­znań­skiej, gdzie co ro­ku ma­my ok. 200 do­ro­słych osób, któ­re po­dej­mu­ją for­ma­cję bi­blij­ną w ra­mach Dzie­ła Bi­blij­ne­go. Po­nad 100 osób na­le­ży już do sto­wa­rzy­sze­nia Dzie­ło Bi­blij­ne. Sy­nod bi­sku­pów na te­mat ro­li Sło­wa Bo­że­go w dusz­pa­ster­stwie wy­raź­nie wska­zał na po­trze­bę „ubi­blij­nie­niaˮ dusz­pa­ster­stwa. Ma­my co­raz lep­sze na­rzę­dzia, trze­ba tyl­ko po nie się­gnąć i brać się do pra­cy.

Co to są re­ko­lek­cje ke­ryg­ma­tycz­ne? W ja­kim spo­sób mo­gą one po­głę­bić na­szą wia­rę?

To re­ko­lek­cje ewan­ge­li­za­cyj­ne, w cza­sie któ­rych gło­si się pod­sta­wo­we prze­sła­nie Ewan­ge­lii o mi­ło­ści Bo­żej, o grze­chu czło­wie­ka i zba­wie­niu przez ofia­rę krzy­żo­wą Je­zu­sa, o po­trze­bie oso­bi­ste­go wy­bo­ru Zba­wi­cie­la i go­to­wo­ści wzra­sta­nia w mo­cy Du­cha Świę­te­go w wie­rze we wspól­no­cie Ko­ścio­ła. Re­ko­lek­cje te pro­wa­dzą do wy­bo­ru Je­zu­sa ja­ko Pa­na na­sze­go ży­cia. Ta­ka de­cy­zja po­win­na być zwią­za­na z pra­gnie­niem dal­szej for­ma­cji we wspól­no­cie, w ma­łej gru­pie, np. bi­blij­nej. Ta­kie re­ko­lek­cje pro­wa­dzi ze­spół, w któ­rym jest ka­płan oraz oso­by ży­cia kon­se­kro­wa­ne­go czy wier­ni świec­cy. Waż­na ro­lę od­gry­wa­ją świa­dec­twa uka­zu­ją­ce ży­we do­świad­cze­nie wia­ry czło­wie­ka.

Trwa de­chry­stia­ni­za­cja Eu­ro­py, ata­ki na Ko­ściół, lu­dzi wia­ry. Jak te­mu prze­ciw­dzia­łać?

Za­wsze tak sa­mo: ra­dy­kal­ną wier­no­ścią Je­zu­so­wi i Je­go Ewan­ge­lii! Nie­któ­re z tych ata­ków pro­wo­ku­je­my sa­mi, uży­wa­jąc ję­zy­ka spor­tu, strze­la­my so­bie sa­mo­bój­cze bram­ki. Je­śli świat ata­ku­je Ko­ściół z po­wo­du na­szej nie­wier­no­ści Ewan­ge­lii, to jest to pew­ne­go ro­dza­ju „ewan­ge­li­za­cja od ze­wnątrz”, któ­ra po­win­na nam po­móc być wier­niej­szy­mi słu­ga­mi Bo­ga i lu­dzi. Je­śli ata­ku­ją nas za wier­ność Ewan­ge­lii, to jest to ce­na krzy­ża, o któ­rej mó­wi Je­zus swo­im uczniom, chcą­cym iść za nim. Nie ma praw­dzi­we­go pój­ścia za Je­zu­sem bez do­świad­cze­nia krzy­ża. Trze­ba się za­brać do so­lid­nej pra­cy dusz­pa­ster­skiej na mia­rę wy­zwań współ­cze­sno­ści. Nie­któ­rym dusz­pa­ste­rzom wy­da­je się, że moż­na da­lej pra­co­wać tak, jak pra­co­wa­li­śmy przed 20 la­ty. Świat się zmie­nia, lu­dzie się zmie­nia­ją, mu­si­my do te­go do­sto­so­wać na­szą ofer­tę dusz­pa­ster­ską. Mu­si­my wresz­cie otwo­rzyć się na współ­pra­cę ze świec­ki­mi i trak­to­wać ich praw­dzi­wie pod­mio­to­wo. Bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II uczył nas, że to czło­wiek jest dro­gą Ko­ścio­ła.

Ka­te­che­za do­ro­słych przed chrztem dziec­ka. Dla­cze­go po­ja­wi­ła się w tym pro­gra­mie dusz­pa­ster­skim?

Po­nie­waż spo­tka­nie z ro­dzi­ca­mi pro­szą­cy­mi o chrzest dziec­ka jest ogrom­ną szan­są ewan­ge­li­za­cji. Co­raz czę­ściej spo­ty­ka­my sy­tu­acje – zwłasz­cza w du­żych mia­stach – że ro­dzi­ce ży­ją bez Bo­ga, ale chcą ochrzcić swo­je dziec­ko. Ta­ka ka­te­che­za jest nie­kie­dy pierw­szym gło­sze­niem Chry­stu­sa tym oso­bom. A jak to wy­glą­da w rze­czy­wi­sto­ści? Do­kład­nie nie wie­my, bo nikt te­go w Pol­sce jesz­cze nie ba­dał. Z mo­ich oso­bi­stych ob­ser­wa­cji wy­ni­ka, że bar­dzo czę­sto nie ma w pa­ra­fiach so­lid­ne­go przy­go­to­wa­nia ro­dzi­ców i chrzest­nych do chrztu dziec­ka. Ka­te­che­za, któ­rą pro­po­nu­je pro­gram dusz­pa­ster­ski jest po to, by po­móc do­ro­słym ukształ­to­wać w so­bie doj­rza­łą po­sta­wę wia­ry, któ­ra za­pew­ni pra­wi­dło­wy roz­wój wia­ry dziec­ka. Ak­cent nie jest po­ło­żo­ny na wspie­ra­nie dziec­ka w roz­wo­ju wia­ry, ale na roz­wój wia­ry do­ro­słych. Dziś po­trze­bu­je­my wyjść ewan­ge­li­za­cyj­nych na uli­ce i sta­dio­ny, ale jesz­cze bar­dziej so­lid­nej for­ma­cji dla tych, któ­rzy cią­gle jesz­cze przy­cho­dzą do kan­ce­la­rii pa­ra­fial­nych pro­sić o chrzest swo­ich dzie­ci. Trze­ba brać pod uwa­gę, że to się mo­że zmie­nić. Wów­czas my bę­dzie­my szu­kać lu­dzi i py­tać, czy nie ze­chcą ochrzcić swo­ich dzie­ci. In­struk­cja, ja­ką opra­co­wa­ła Ko­mi­sja Wy­cho­wa­nia KEP pro­po­nu­je trzy spo­tka­nia dla ro­dzi­ców i chrzest­nych przed chrztem dziec­ka. Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech wy­da­ło wła­śnie ma­te­ria­ły do pro­wa­dze­nia ta­kiej ka­te­che­zy.

Na co szcze­gól­nie po­win­na zwró­cić uwa­gę mło­dzież w pro­gra­mie „Wie­rzę w Sy­na Bo­że­goˮ?

Ogól­no­pol­ski pro­gram dusz­pa­ster­ski jest for­mą pod­sta­wy pro­gra­mo­wej słu­żą­cej do opra­co­wa­nia ma­te­ria­łów szcze­gó­ło­wych dla kon­kret­nych die­ce­zji, zgro­ma­dzeń za­kon­nych, ru­chów, wspól­not czy dusz­pa­sterstw. To nie jest pro­gram skie­ro­wa­ny wprost do mło­dzie­ży, ale mło­dzież mo­że się w nim od­na­leźć – za­rów­no w pra­cy bi­blij­nej, jak i w re­ko­lek­cjach ewan­ge­li­za­cyj­nych. Pro­gram oży­wie­nia i kształ­to­wa­nia du­cho­wo­ści chrzciel­nej – ja­ki pro­po­nu­je czte­ro­let­ni plan dusz­pa­ster­ski – jest bar­dzo cie­ka­wą pro­po­zy­cją tak­że dla lu­dzi mło­dych. Wszyst­kie ru­chy od­no­wy Ko­ścio­ła idą dro­gą od­no­wy przy­mie­rza chrzciel­ne­go.

 

Trochę filozofii

Nie zda­je­my so­bie spra­wy, jak wiel­ki wpływ na na­sze co­dzien­ne my­śle­nie i dzia­ła­nie ma­ją roz­po­wszech­nio­ne po­glą­dy in­nych lu­dzi, za­rów­no tych ży­ją­cych współ­cze­śnie i tych, któ­rzy ży­li wie­le wie­ków przed na­mi. Echa my­śli sta­ro­żyt­nych fi­lo­zo­fów znaj­dzie­my rów­nież dzi­siaj. Te fi­lo­zo­fie mo­gą mieć za­rów­no po­zy­tyw­ny jak i ne­ga­tyw­ny wpływ na na­sze ży­cie.

Uty­li­ta­ryzm jest wła­śnie ta­ką sta­rą fi­lo­zo­fią, któ­ra dzi­siaj ma wie­lu zwo­len­ni­ków. Uty­li­ta­ryzm mo­że mieć róż­ne od­mia­ny, na­wet ist­nie­je je­go per­so­na­li­stycz­na od­mia­na. Ogól­nie mó­wiąc, oso­bę ludz­ką trak­tu­je się tu in­stru­men­tal­nie i re­du­ku­je się ją do funk­cji, ja­kie peł­ni (li­czy się więc jej przy­dat­ność).

Szcze­gól­ną od­mia­ną uty­li­ta­ry­zmu jest he­do­nizm. Być szczę­śli­wym zna­czy tu żyć przy­jem­nie. Przy­jem­no­ści – ja­ko naj­wyż­sze­mu do­bru jest pod­po­rząd­ko­wa­ne wszyst­ko in­ne. Ro­zum czło­wie­ka jest po to, by za­pew­nić ma­xi­mum przy­jem­no­ści przy mi­ni­mum przy­kro­ści.

Ka­rol Woj­ty­ła po­da­je naj­krót­szą de­fi­ni­cję he­do­ni­zmu: „Mak­si­mum przy­jem­no­ści dla mak­sy­mal­nej ilo­ści lu­dzi przy mi­ni­mum przy­kro­ści dla tych­że lu­dzi” i wy­ka­zu­je istot­ny lo­gicz­ny błąd w ta­kim ro­zu­mo­wa­niu. Otóż lu­dzie róż­nie mo­gą ro­zu­mieć i prze­ży­wać przy­jem­ność. To, co dla jed­ne­go jest przy­jem­ne, dla dru­gie­go nie mu­si ta­kim być.

foto_01-03_23-2013

Tym­cza­sem przy­jem­ność po­ja­wia się ja­ko war­tość do­da­na, jest przy oka­zji dzia­ła­nia i nie mo­że być je­dy­ną nor­mą, po­nie­waż czę­sto to, co do­bre, mo­że być trud­ne i przy­kre. Tak więc je­śli przy­jem­ność jest na pierw­szym miej­scu, to oso­ba jest tyl­ko środ­kiem do ce­lu. Wyj­ściem z błęd­ne­go ko­ła he­do­ni­zmu jest uzna­nie po­za do­brem su­biek­tyw­nym do­bra obiek­tyw­ne­go, któ­re jed­no­czy oso­by i sta­je się ich do­brem wspól­nym. W przy­pad­ku he­do­ni­stycz­ne­go sty­lu ży­cia męż­czy­zna i ko­bie­ta ży­ją, har­mo­ni­zu­jąc swo­je ego­izmy. Każ­da z osób na­sta­wia się na swo­ją przy­jem­ność, a rów­no­cze­śnie zga­dza się na to, aby stać się środ­kiem do ce­lu, przed­mio­tem dla dru­giej oso­by. Jest to od­wrot­ność przy­ka­za­nia mi­ło­ści: „Mu­szę trak­to­wać sie­bie sa­me­go ja­ko śro­dek i na­rzę­dzie, sko­ro w ten spo­sób trak­tu­ję dru­gie­go ze wzglę­du na sie­bie”. Ta­ki układ mię­dzy­oso­bo­wy mo­że dzia­łać do pierw­szych kry­zy­sów kie­dy ego­izmów nie uda się już zhar­mo­ni­zo­wać! Męż­czyź­ni i ko­bie­ty mó­wią wte­dy, że ich mi­łość się skoń­czy­ła, a tak na­praw­dę ni­gdy jej nie by­ło. Praw­dzi­wa mi­łość oso­by mu­si po­le­gać na jej afir­ma­cji po­nad kon­sump­cyj­ne war­to­ści.

Ka­rol Woj­ty­ła po­da­je za­sa­dę od­nie­sie­nia do oso­by, któ­rą po­wi­nien po­znać każ­dy czło­wiek:

Oso­ba jest ta­kim do­brem, z któ­rym nie go­dzi się uży­wa­nie, któ­re nie mo­że być trak­to­wa­ne ja­ko przed­miot uży­cia i w tej for­mie ja­ko śro­dek do ce­lu”. Wy­ra­ża tę sa­mą myśl jesz­cze ina­czej, po­zy­tyw­nie: „Oso­ba jest ta­kim do­brem, że wła­ści­we i peł­no­war­to­ścio­we od­nie­sie­nie do niej sta­no­wi tyl­ko mi­łość”. Czło­wiek ja­ko oso­ba ma god­ność tak wiel­ką, że na­le­ży mu się trak­to­wa­nie ja­ko przed­mio­tu mi­ło­ści, a nie uży­tecz­no­ści. W mi­ło­ści praw­dzi­wej za­wie­ra się afir­ma­cja oso­by ja­ko ta­kiej.

W do­brze nam zna­nym przy­ka­za­niu mi­ło­ści ukry­ta jest wła­śnie ta nor­ma per­so­na­li­stycz­na, któ­rą tak pre­cy­zyj­nie zde­fi­nio­wał Ka­rol Woj­ty­ła.

 

Elż­bie­ta Ma­rek

 

Nie ulegajcie fałszywym iluzjom i przelotnym modom

Dro­dzy mło­dzi, ofia­ruj­cie Pa­nu zło­to wa­sze­go ist­nie­nia, to zna­czy wol­ność na­śla­do­wa­nia Go z mi­ło­ści, od­po­wia­da­jąc wier­nie na Je­go wo­ła­nie; wznie­ście ku Nie­mu ka­dzi­dło wa­szej go­rą­cej mo­dli­twy, ku czci Je­go chwa­ły; ofia­ruj­cie Mu mir­rę, czy­li peł­ne wdzięcz­no­ści uczu­cie ku Nie­mu, praw­dzi­we­mu Czło­wie­ko­wi, któ­ry umi­ło­wał nas aż do śmier­ci ja­ko zło­czyń­ca na Gol­go­cie. Ca­stel Gan­dol­fo, 2004r.

Nie ule­gaj­cie fał­szy­wym ilu­zjom i prze­lot­nym mo­dom, któ­re nie rzad­ko po­zo­sta­wia­ją tra­gicz­ną pust­kę du­cho­wą! Od­rzuć­cie po­ku­sę pie­nią­dza, kon­sump­cyj­ne­go ży­cia i pod­stęp­nej prze­mo­cy, któ­re nie­kie­dy lan­su­ją środ­ki prze­ka­zu.
Od­da­wa­nie czci praw­dzi­we­mu Bo­gu za­kła­da au­ten­tycz­ny akt sprze­ci­wu wo­bec wszel­kiej for­my bał­wo­chwal­stwa. Czcij­cie Chry­stu­sa: On jest Ska­łą, na któ­rej mo­że­cie zbu­do­wać wa­szą przy­szłość i świat bar­dziej spra­wie­dli­wy i so­li­dar­ny. Je­zus jest Księ­ciem po­ko­ju, źró­dłem prze­ba­cze­nia i po­jed­na­nia, któ­re mo­że uczy­nić brać­mi wszyst­kich człon­ków ro­dzi­ny ludz­kiej. Ca­stel Gan­dol­fo, 2004r.

Bądź­cie mi­ło­śni­ka­mi kon­tem­pla­cji i mo­dli­twy; po­stę­puj­cie zgod­nie z wy­zna­wa­ną wia­rą i służ­cie ofiar­nie bra­ciom ja­ko ży­we człon­ki Ko­ścio­ła i bu­dow­ni­czo­wie po­ko­ju. Aby zre­ali­zo­wać ten nie­ła­twy pro­gram ży­cio­wy, wsłu­chaj­cie się w sło­wo Bo­że i czerp­cie si­ły z sa­kra­men­tów, zwłasz­cza z Eu­cha­ry­stii i z sa­kra­men­tu po­ku­ty. Wa­ty­kan, 1999 r.

Dro­ga ży­cia, któ­ra po­dej­mu­je i od­na­wia po­sta­wy Je­zu­sa, sta­je się dro­gą wia­ry i na­wró­ce­nia; dro­gą krzy­ża wła­śnie. Jest to dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do za­ufa­nia Chry­stu­so­wi i Je­go zbaw­cze­mu pla­no­wi, do uwie­rze­nia, że On umarł, aby ob­ja­wić mi­łość Bo­ga do każ­de­go czło­wie­ka; to dro­ga, któ­ra nie lę­ka się nie­po­wo­dzeń, trud­no­ści, wy­ob­co­wa­nia i sa­mot­no­ści, gdyż wy­peł­nia ser­ce czło­wie­ka obec­no­ścią Je­zu­sa; to dro­ga po­ko­ju, pa­no­wa­nia nad so­bą, głę­bo­kiej ra­do­ści ser­ca. Wa­ty­kan, 2001r.

 

Bł. Jan Pa­weł II

 

Ufajmy Panu, który nie opuszcza nas w trudnych chwilach

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) (Łk 21, 5–19) w pierw­szej czę­ści mo­wą Je­zu­sa o cza­sach osta­tecz­nych. Je­zus wy­gła­sza ją w Je­ro­zo­li­mie w po­bli­żu świą­ty­ni: po­bu­dza­ją Go do te­go lu­dzie, któ­rzy mó­wi­li o świą­ty­ni i jej pięk­nie, gdyż rze­czy­wi­ście by­ła ona pięk­na. Wte­dy Je­zus po­wie­dział: „Przyj­dzie czas, kie­dy z te­go, na co pa­trzy­cie, nie zo­sta­nie ka­mień na ka­mie­niu” (Łk 21, 6). Oczy­wi­ście py­ta­ją Go: Kie­dy to się sta­nie? Ja­kie bę­dą te­go zna­ki? Ale Je­zus prze­no­si uwa­gę z tych aspek­tów dru­go­rzęd­nych – kie­dy to bę­dzie, jak bę­dzie – na praw­dzi­we pro­ble­my. Są to dwie spra­wy. Po pierw­sze: nie daj­cie się zwieść fał­szy­wym me­sja­szom i nie daj­cie się spa­ra­li­żo­wać stra­chem. Po dru­gie: na­le­ży prze­ży­wać czas ocze­ki­wa­nia ja­ko czas świa­dec­twa i wy­trwa­ło­ści. I my je­ste­śmy w tym cza­sie ocze­ki­wa­nia na na­dej­ście Pa­na. Ta mo­wa Je­zu­sa jest za­wsze ak­tu­al­na, tak­że dla nas, ży­ją­cych w XXI wie­ku. (…)

Dru­gi aspekt od­wo­łu­je się do nas wła­śnie ja­ko do chrze­ści­jan i ja­ko Ko­ścio­ła: Je­zus za­po­wia­da bo­le­sne do­świad­cze­nia i prze­śla­do­wa­nia, ja­kie Je­go ucznio­wie bę­dą mu­sie­li cier­pieć z Je­go po­wo­du. Za­pew­nia jed­nak, że „włos z gło­wy wam nie zgi­nie” (w. 18). Przy­po­mi­na nam, że je­ste­śmy cał­ko­wi­cie w rę­kach Bo­ga! (…)

I wresz­cie Je­zus skła­da obiet­ni­cę, któ­ra jest gwa­ran­cją zwy­cię­stwa: „Przez swo­ją wy­trwa­łość oca­li­cie wa­sze ży­cieˮ (w. 19). Ileż na­dziei jest w tych sło­wach! Są one we­zwa­niem do na­dziei i cier­pli­wo­ści, do umie­jęt­no­ści ocze­ki­wa­nia na nie­za­wod­ne owo­ce zba­wie­nia, ufa­jąc w głę­bo­ki sens ży­cia i hi­sto­rii: do­świad­cze­nia i trud­no­ści sta­no­wią część więk­sze­go pla­nu; Pan, wład­ca hi­sto­rii, pro­wa­dzi wszyst­ko do jej wy­peł­nie­nia. (…)

To orę­dzie Je­zu­sa ka­że nam za­sta­no­wić się nad na­szą te­raź­niej­szo­ścią i da­je nam moc do sta­wie­nia jej czo­ła z od­wa­gą i na­dzie­ją, w to­wa­rzy­stwie Ma­ryi, któ­ra za­wsze wę­dru­je z na­mi. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 17.11.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Bio­rąc do rę­ki ko­lej­ny nu­mer „Dro­giˮ każ­dy za­pew­ne za­uwa­żył drob­ne zmia­ny ze­wnętrz­ne: nie­co mniej­szy for­mat, tro­chę zmie­nio­ną gra­fi­kę – to sku­tek róż­nych prze­my­śleń i Wa­szych su­ge­stii: wciąż pró­bu­je­my wpro­wa­dzać róż­ne po­praw­ki, aby „Dro­gaˮ za­chę­ca­ła rów­nież wy­glą­dem. To oczy­wi­ście nie naj­waż­niej­sze. W tym eg­zem­pla­rzu nie przy­pad­kiem moż­na zna­leźć zda­nie: „Wia­ra ta jest dla nie­go źró­dłem nie­ga­sną­cej ra­do­ści” – to sło­wa na­pi­sa­ne o pew­nym neu­ro­chi­rur­gu, któ­ry cu­dow­nie po­wró­cił do ży­cia. Dzie­je się tak, gdy Pan Bóg ze­chce w spo­sób szcze­gól­ny za­in­ge­ro­wać w czy­jeś ży­cie, ale prze­cież dzie­je się tak sa­mo, gdy ktoś sam „zaj­mie się” swo­ją wia­rą. Za­chę­tą do po­wszech­ne­go po­pra­co­wa­nia nad wia­rą by­ło ogło­sze­nie Ro­ku Wia­ry, dzi­siaj pod­su­mo­wu­je­my na­sze wy­sił­ki: i te po­dej­mo­wa­ne wspól­nie w ca­łym Ko­ście­le, i w po­szcze­gól­nych pa­ra­fiach, ale i te oso­bi­ste, po­le­ga­ją­ca na po­szu­ka­niu cie­ka­wych lek­tur i po­świę­ce­niu cza­su na mo­dli­twę, z któ­rej wy­ni­ka wzra­sta­nie i umoc­nie­nie wia­ry. Tu trze­ba się na chwi­lę za­trzy­mać… Pa­pież Be­ne­dykt miał za­miar, co po­wie­dział jed­no­znacz­nie nie­je­den raz, zmo­bi­li­zo­wać wier­nych i na­dzie­ję, że owa mo­bi­li­za­cja za­chę­ci do wy­sił­ków, któ­re wca­le wraz z za­koń­cze­niem Ro­ku Wia­ry nie osłab­ną. No­wą za­chę­tą do re­flek­sji nad wia­rą jest ha­sło ko­lej­ne­go ro­ku ko­ściel­ne­go – „Wie­rzę w Sy­na Bo­że­goˮ. Stąd przy­po­mnie­nie o ke­ryg­ma­cie, stąd za­chę­ta do oso­bi­ste­go przy­bli­że­nia się do Je­zu­sa Chry­stu­sa.

Przy oka­zji po­dzie­lę się cie­ka­wym od­kry­ciem swo­ich uczniów. Któ­re­goś ra­zu, aby po­móc im za­pa­mię­tać, że Je­zus z Na­za­re­tu jest po­sta­cią hi­sto­rycz­ną, a Je­zus ja­ko Chry­stus, Zba­wi­ciel jest uwa­ża­ny przez chrze­ści­jan za Sy­na Bo­że­go po­pro­si­łem, by po­szu­ka­li w róż­nych miej­scach do­stęp­nych in­for­ma­cji na te te­ma­ty. Sfor­mu­ło­wa­łem za­gad­nie­nie: „Je­zus hi­sto­rii, Chry­stus wia­ry”. Dzię­ki te­mu ktoś zna­lazł w ar­chi­wum Pol­skie­go Ra­dia po­wszech­nie do­stęp­ną au­dy­cję – jest to roz­mo­wa, ja­ką pa­ni re­dak­tor prze­pro­wa­dzi­ła z księ­dzem bi­sku­pem Grze­go­rzem Ry­siem, a w dru­giej czę­ści z dzien­ni­ka­rzem Grze­go­rzem Gór­nym. Naj­pierw do­wia­du­je­my się, kto po­za ewan­ge­li­sta­mi pi­sał o Je­zu­sie z Na­za­re­tu, a po­tem słu­cha­my z za­par­tym tchem o „śledz­twie w spra­wie Je­zu­sa”. Grze­gorz Gór­ny opo­wia­da o swo­jej po­dró­ży śla­da­mi re­li­kwii Mę­ki Pań­skiej, do­wia­du­je­my się o pa­sjo­nu­ją­cych od­kry­ciach zwią­za­nych z Ca­łu­nem Tu­ryń­skim i in­ny­mi przed­mio­ta­mi, któ­re by­ły świad­ka­mi wy­da­rzeń z Gol­go­ty. Moż­na by po­wie­dzieć, że ta au­dy­cja łą­czy ha­sła mi­ja­ją­ce­go Ro­ku Wia­ry i roz­po­czy­na­ją­ce­go się no­we­go ro­ku, w któ­rym po­chy­li­my się nad po­głę­bia­niem wia­ry w Sy­na Bo­że­go.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski