Z pielgrzymkowego szlaku

Po­mysł na to, aby pójść na piel­grzym­kę, kieł­ko­wał w nas przez dłu­gi czas. Te­mat po­ja­wiał się w roz­mo­wach, bar­dziej jed­nak na za­sa­dzie żar­tu niż rze­czy­wi­stych pla­nów. Oba­wia­li­śmy się tro­chę, że nie da­my ra­dy. W koń­cu nie­co­dzien­nie po­ko­nu­je się od­le­głość 25–30 ki­lo­me­trów na dzień. Na do­da­tek upał, ule­wa, cza­sem na­wet bu­rza. Nie, to nie­moż­li­we – my­śle­li­śmy.

Aż przy­szedł ko­niec lip­ca 2011 r. i spon­ta­nicz­ny po­mysł, że jed­nak spró­bu­je­my, że da­my ra­dę. Oba­wy ro­dzi­ców by­ły cał­kiem spo­re, ale uda­ło się je prze­zwy­cię­żyć da­nym sło­wem obiet­ni­cy, że bę­dzie­my bez­względ­nie słu­chać księ­dza prze­wod­ni­ka. Ostat­nie dni zle­cia­ły nam na przy­go­to­wa­niach do piel­grzym­ki, ku­po­wa­niu od­po­wied­nich sprzę­tów, a tak­że fi­zycz­nym przy­go­to­wa­niu. Co­dzien­nie – nie­za­leż­nie od po­go­dy – cho­dzi­li­śmy na dłu­gie spa­ce­ry-wy­pra­wy, aby przy­zwy­cza­ić no­gi do po­ko­ny­wa­nia dłu­gich od­le­gło­ści. Jak się póź­niej oka­za­ło, to był bar­dzo do­bry po­mysł.

foto_01-03_15-16-2013

6 sierp­nia Mszą św. na wa­wel­skim wzgó­rzu roz­po­czę­li­śmy na­szą pierw­szą piel­grzym­kę. Na kart­kach wy­pi­sa­li­śmy proś­by, w in­ten­cji któ­rych wy­ru­szy­li­śmy do tro­nu Mat­ki Bo­żej Kró­lo­wej Pol­ski. Bar­dziej niż zmę­cze­nie to­wa­rzy­szy­ła nam oba­wa – jak bę­dzie wy­glą­dał pierw­szy noc­leg? Czy bę­dzie moż­na się umyć po ca­łym dniu wę­drów­ki w upa­le? Czy go­spo­da­rze, któ­rzy nas przyj­mą, bę­dą życz­li­wi? Pierw­szy noc­leg – w Wiel­kiej Wsi – po­ka­zał nam, że Po­la­cy bar­dzo ce­nią so­bie piel­grzy­mów. Za­chę­ca­li nas do je­dze­nia przy­go­to­wa­nych przez nich po­traw, jak­by­śmy nie je­dli przy­naj­mniej od mie­sią­ca! Na ko­niec po­le­ca­li na­szej mo­dli­twie swo­je wła­sne proś­by. Po­dob­nie by­ło we wszyst­kich miej­sco­wo­ściach, na wszyst­kich eta­pach na­szej piel­grzym­ki. Spo­ty­ka­li­śmy się z ogrom­ną otwar­to­ścią lu­dzi i życz­li­wo­ścią.

Nie wszyst­kie noc­le­gi w cza­sie piel­grzym­ki spę­dza się pod okiem tro­skli­wych go­spo­da­rzy. Cza­sem trze­ba za­no­co­wać w szko­le lub w re­mi­zie stra­żac­kiej. Brzmi strasz­nie? Nic strasz­ne­go. Wprost prze­ciw­nie! Te „cie­ka­we” miej­sca noc­le­go­we do­da­ją piel­grzym­ce uro­ku i pąt­ni­cze­go cha­rak­te­ru. Prze­cież piel­grzym­ka to nie wcza­sy all-in­c­lu­si­ve w pię­cio­gwiazd­ko­wym ho­te­lu. Dzię­ki nim na­uczy­li­śmy się wie­le na swój te­mat. Na przy­kład ni­gdy wcze­śniej nie po­my­śle­li­by­śmy, że spa­nie na pod­ło­dze mo­że być cał­kiem wy­god­ne. Tak, po ca­łym dniu mar­szu na­wet ka­ri­ma­ta na pod­ło­dze mo­że przy­nieść praw­dzi­wą ulgę.

Gdy­by nie piel­grzym­ka i go­ścin­ność na­szych pierw­szych go­spo­da­rzy, ni­gdy nie prze­ko­na­li­by­śmy się, jak sma­ku­je mle­ko „pro­sto od kro­wy”, ani nie zo­ba­czy­li­by­śmy, jak z bli­ska wy­glą­da in­dyk, świ­nia i kro­wa. Ten pierw­szy noc­leg był dla nas swe­go ro­dza­ju szko­łą prze­trwa­nia. Oka­za­ło się, że „nie ta­ki dia­beł strasz­ny, jak go ma­lu­ją”. Te­raz to wła­śnie pierw­szy noc­leg wspo­mi­na­my z uśmie­chem na twa­rzy.

foto_02-03_15-16-2013

Noc­le­gi w szko­łach też na­le­ża­ły do cie­ka­wych, bo kto by po­my­ślał, że ko­lej­ka do prysz­ni­ca mo­że być miej­scem za­war­cia dłu­go­trwa­łej przy­jaź­ni lub zna­jo­mo­ści? Jed­nak piel­grzym­ko­we do­świad­cze­nia po­ka­zu­ją, że to moż­li­we.

Na­sza pierw­sza piel­grzym­ka uświa­do­mi­ła nam, że je­ste­śmy w sta­nie przejść tra­sę Kra­ków – Czę­sto­cho­wa bez więk­szych pro­ble­mów fi­zycz­nych. Na­ucze­ni do­świad­cze­niem, na dru­gą piel­grzym­kę w 2012 r. za­bra­li­śmy rze­czy, o któ­rych za­po­mnie­li­śmy rok wcze­śniej, na­to­miast nie­po­trzeb­ne wy­rzu­ci­li­śmy z ple­ca­ka.

Co jed­nak naj­waż­niej­sze, to­wa­rzy­szy­ła nam przez ca­ły czas głę­bo­ka at­mos­fe­ra re­li­gij­na. Od­ma­wia­ny co­dzien­nie Ró­ża­niec, kon­fe­ren­cje księ­ży prze­wod­ni­ków, Msza św., Go­dzin­ki ku czci Nie­po­ka­la­ne­go Po­czę­cia Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, śpie­wa­ne pie­śni i pio­sen­ki re­li­gij­ne – to wszyst­ko po­zwo­li­ło nam, choć ca­ły czas ma­sze­ro­wa­li­śmy, za­trzy­mać się na chwi­lę i za­sta­no­wić nad spra­wa­mi, któ­re by­ły dla nas waż­ne.

Bez­cen­ne by­ły też mo­men­ty ci­szy. Cza­sem jest się zbyt zmę­czo­nym, że­by roz­ma­wiać. Tra­sa jest zbyt trud­na, że­by śpie­wać i grać na gi­ta­rach. Wte­dy po pro­stu się idzie. To wła­śnie ta chwi­la, że­by po­mo­dlić się pry­wat­nie, że­by za­sta­no­wić się nad so­bą w ci­szy, że­by po­ukła­dać w gło­wie wszyt­ko to, na co w co­dzien­nym za­bie­ga­niu bra­ku­je cza­su. Je­że­li stwier­dzisz, że po­trze­bu­jesz ra­dy, że chcesz z kimś po­roz­ma­wiać lub sko­rzy­stać z sa­kra­men­tu po­ku­ty i po­jed­na­nia, to nie­oce­nio­na jest obec­ność księ­ży, któ­rzy za­wsze chęt­nie wy­spo­wia­da­ją i udzie­lą po­ra­dy du­cho­wej.

Piel­grzym­ka to naj­lep­sza lek­cja współ­pra­cy, wza­jem­ne­go wspie­ra­nia się w trud­nych chwi­lach – mi­ło­ści bliź­nie­go. To czas, kie­dy mo­że­my na­uczyć się, ile zna­czą drob­ne ge­sty. Po­dzie­lić się wo­dą (al­bo kon­ser­wą), po­wie­dzieć do­bre sło­wo, za­mie­nić kil­ka zdań w dro­dze, uśmiech­nąć się życz­li­wie, po­nieść przez chwi­lę ple­cak te­go, ko­mu jest szcze­gól­nie cięż­ko. Te ge­sty do­da­ją otu­chy, przy­wra­ca­ją wia­rę, gdy wy­da­je się, że da­lej się już nie da. Piel­grzym­ka to praw­dzi­wa szko­ła ży­cia i mo­dli­twy. Szan­sa na po­zna­nie war­to­ścio­wych lu­dzi i zbli­że­nie z Bo­giem.

Wie­le osób, któ­rym po piel­grzym­kach opo­wia­da­li­śmy o na­szych wra­że­niach, py­ta­ło nas, co czu­je się, gdy po sze­ściu dniach wę­drów­ki klęk­nie się w koń­cu przed ob­ra­zem Czar­nej Ma­don­ny Ja­sno­gór­skiej. Zgod­nie od­po­wia­da­li­śmy, że… nic. Czło­wiek klę­ka, od­ma­wia Pod Two­ją obro­nę czy in­ną ma­ryj­ną mo­dli­twę, wsta­je i idzie da­lej – z ra­cji piel­grzy­mów nie moż­na na dłu­go za­trzy­my­wać się przed ob­ra­zem. Ale to i tak jest cen­ne. Na­sze ży­cie po­zba­wio­ne jest „fa­jer­wer­ków re­li­gij­nych”. Nie ocze­kuj­my, że po dniach piel­grzym­ki ob­ja­wi się nam Mat­ka Bo­ża. Wzbudź­my w so­bie je­dy­nie ży­wą wia­rę, że nasz trud nie jest Bo­gu obo­jęt­ny i po­tra­fi nam zjed­nać ła­ski, o któ­rych na­wet nie ma­rzy­li­śmy.

W tym miej­scu nie spo­sób jed­nak nie wspo­mnieć o Mszy św. na Ja­sno­gór­skich Wa­łach, któ­ra każ­do­ra­zo­wo ma miej­sce po do­tar­ciu kra­kow­skiej pie­szej piel­grzym­ki do Czę­sto­cho­wy. Jest ona bar­dzo uro­czy­sta. Spra­wu­ją ją księ­ża bi­sku­pi ar­chi­die­ce­zji kra­kow­skiej i czę­sto­chow­skiej oraz wszy­scy księ­ża prze­wod­ni­cy. To mo­ment, na któ­ry na­praw­dę war­to cze­kać. Naj­święt­sza Ofia­ra jest skła­da­na kil­ka go­dzin po wej­ściu piel­grzym­ki. Wte­dy do­kład­nie moż­na zo­ba­czyć, jak wiel­ka rze­sza lu­dzi piel­grzy­mo­wa­ła na Ja­sną Gó­rę. Jest to też mo­ment sa­tys­fak­cji i ra­do­ści, że uda­ło się dojść aż do koń­ca i choć po nie­ma­łym wy­sił­ku fi­zycz­nym mo­gło­by się wy­da­wać, że na nic wię­cej nie ma już si­ły, to jed­nak za­wsze po­zo­sta­je smu­tek, że to już ko­niec... Moż­na po­wie­dzieć, że piel­grzy­mo­wa­nie uza­leż­nia! Wa­ka­cje bez piel­grzym­ki by­ły­by ja­kieś nie­peł­ne, pu­ste i my­śli­my, że nie tyl­ko dla nas, ale dla każ­de­go, kto choć raz spró­bo­wał.

Po­le­ca­my, na­praw­dę war­to!

 

Ka­ro­li­na Po­lak

Ka­je­tan Raj­ski

 

Pielgrzymki w Piśmie Świętym, Katechizmie, nauczaniu papieży

W Pi­śmie Świę­tym

Piel­grzym­ki ma­ją tra­dy­cję się­ga­ją­cą bli­sko dwóch ty­siąc­le­ci, a ich ge­ne­za le­ży w Pi­śmie Świę­tym, we­dług któ­re­go ży­cie to sta­łe piel­grzy­mo­wa­nie, a wie­rzą­cy uzna­wa­ni są za „go­ści i piel­grzy­mów na tej zie­mi” (Hbr. 11, 13). „Oj­cem Piel­grzy­mów” stał się sta­ro­te­sta­men­to­wy Abra­ham: „Pan rzekł do Abra­ha­ma: »Wyjdź z two­jej zie­mi ro­dzin­nej i z do­mu twe­go oj­ca do kra­ju, któ­ry ci uka­żę. Uczy­nię bo­wiem z cie­bie wiel­ki na­ród, bę­dę ci bło­go­sła­wił i two­je imię roz­sła­wię: sta­niesz się bło­go­sła­wień­stwem. (…) Przez cie­bie bę­dą otrzy­my­wa­ły bło­go­sła­wień­stwo lu­dy ca­łej zie­mi« (Rdz 12, 1–3).

Pan Je­zus już ja­ko 12-let­ni chło­piec udał się do Je­ro­zo­li­my: „Ro­dzi­ce Je­go cho­dzi­li co ro­ku do Je­ro­zo­li­my na Świę­to Pas­chy. Gdy miał lat dwa­na­ście, uda­li się tam zwy­cza­jem świą­tecz­nym” (Łk 2, 41–42). Ewan­ge­lia uka­zu­je nam Je­zu­sa za­wsze w dro­dze. Wy­da­je się, że Je­zus pra­gnie jak naj­szyb­ciej prze­no­sić się z miej­sca do miej­sca, aby ob­wiesz­czać bli­skie na­dej­ście Kró­le­stwa Bo­że­go.

Już pierw­si chrze­ści­ja­nie od­czu­wa­li głę­bo­ką po­trze­bę szcze­gól­ne­go wy­ra­zu swo­jej po­boż­no­ści po­przez piel­grzym­ki. Na­ra­że­ni na róż­ne nie­bez­pie­czeń­stwa wę­dro­wa­li do Gro­bu Chry­stu­sa, czci­li re­li­kwie świę­tych, mę­czen­ni­ków i po­ko­ny­wa­li wiel­kie ob­sza­ry, do­cie­ra­jąc do klasz­to­rów i pu­stel­ni.

foto_01-02_15-16-2013

W na­ucza­niu pa­pie­ży

Nie po­zo­sta­je mi za­tem nic in­ne­go, jak za­pro­sić ser­decz­nie ca­łą chrze­ści­jań­ską wspól­no­tę, aby w du­chu wy­ru­szy­ła na szlak ju­bi­le­uszo­wej piel­grzym­ki. Bę­dzie ją moż­na od­być w wie­lu róż­nych for­mach (...). Z pew­no­ścią jed­nak wie­lu prze­ży­je ją, wy­ru­sza­jąc na­praw­dę w dro­gę do miejsc, któ­re ode­gra­ły szcze­gól­nie do­nio­słą ro­lę w dzie­jach zba­wie­nia. Wszy­scy na­to­miast mu­si­my pod­jąć ową po­dróż we­wnętrz­ną, któ­rej ce­lem jest ode­rwa­nie nas od te­go wszyst­kie­go – w nas i wo­kół nas – co jest sprzecz­ne z pra­wem Bo­żym, aby­śmy by­li w sta­nie spo­tkać się w peł­ni z Chry­stu­sem, wy­zna­jąc na­szą wia­rę w Nie­go i otrzy­mu­jąc ob­fi­tość Je­go mi­ło­sier­dzia. (...) Mó­wię to do wszyst­kich: wy­rusz­my w dro­gę śla­da­mi Chrystusa!ˮ (Jan Pa­weł II, List Oj­ca Świę­te­go Ja­na Paw­ła II o piel­grzy­mo­wa­niu do miejsc zwią­za­nych z hi­sto­rią zba­wie­nia).

Pod­czas Dro­gi moż­na od­da­wać się kon­tem­pla­cji no­wych ho­ry­zon­tów, re­flek­sji, któ­re skła­nia­ją czło­wie­ka do zre­wi­do­wa­nia cia­sno­ty wła­snej eg­zy­sten­cji, ale też nie­zmier­nej wiel­ko­ści, ja­ką po­sia­da on we­wnątrz i na ze­wnątrz sie­bie. W ten spo­sób Dro­ga przy­go­to­wu­je go do pój­ścia za au­ten­tycz­nym pra­gnie­niem swe­go ser­ca. Piel­grzym, otwar­ty na trans­cen­den­cję oraz na to, co nie­spo­dzie­wa­ne, po­zwa­la, aby Sło­wo Bo­że po­ucza­ło go, a w ten spo­sób oczysz­cza swo­ją wia­rę z przy­wią­zań i nie­uza­sad­nio­nych lę­ków” (Orę­dzie Be­ne­dyk­ta XVI z oka­zji in­au­gu­ra­cji Ro­ku Świę­te­go 2010).

W Ka­te­chi­zmie Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go

583 Po­dob­nie jak wcze­śniej­si pro­ro­cy Je­zus (…) w cza­sie swe­go ży­cia ukry­te­go uda­wał się do świą­ty­ni Je­ro­zo­lim­skiej co ro­ku przy­naj­mniej na świę­to Pas­chy; sa­mą Je­go mi­sję pu­blicz­ną wy­zna­czał rytm piel­grzy­mek do Je­ro­zo­li­my na wiel­kie świę­ta ży­dow­skie.

2691 Piel­grzym­ki przy­po­mi­na­ją na­szą wę­drów­kę na zie­mi ku nie­bu. Tra­dy­cyj­nie już są one cza­sem in­ten­syw­nej od­no­wy mo­dli­twy. Dla piel­grzy­mów po­szu­ku­ją­cych wła­ści­wych im ży­wych źró­deł sank­tu­aria są wy­jąt­ko­wy­mi miej­sca­mi prze­ży­wa­nia „ja­ko Ko­ściół” form mo­dli­twy chrze­ści­jań­skiej.

2581 Świą­ty­nia mia­ła być dla Lu­du Bo­że­go miej­scem je­go wy­cho­wa­nia do mo­dli­twy. Piel­grzym­ki, świę­ta (…) – wszyst­kie te zna­ki świę­to­ści i chwa­ły Bo­ga Naj­wyż­sze­go, a bar­dzo bli­skie­go, by­ły we­zwa­nia­mi i dro­ga­mi mo­dli­twy.

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

 

Pielgrzymka czy wycieczka?

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją piel­grzym­ki za ta­nią al­ter­na­ty­wę obo­zów i ko­lo­nii. To nie do koń­ca tak. Aby piel­grzy­mo­wa­nie mia­ło sens, trze­ba speł­nić kil­ka „wa­run­kó­wˮ.

In­ten­cja

Czy kie­dy wy­bie­rasz się na luk­su­so­we wa­ka­cje do Chor­wa­cji, za­kła­dasz, że bę­dą one for­mą za­dość­uczy­nie­nia? Nie... Ina­czej jest z piel­grzym­ką. De­cy­du­je­my się na od­wie­dze­nie wy­bra­ne­go świę­te­go miej­sca, bo ma­my po­wód, cel, in­ten­cję.

Piel­grzym­ka mo­że mieć cha­rak­ter dzięk­czyn­ny. Je­ste­śmy wdzięcz­ni Pa­nu Bo­gu za dar zdro­wia, szczę­śli­we zda­nie eg­za­mi­nów, zgo­dę w ro­dzi­nie i po­dej­mu­je­my wy­si­łek piel­grzy­mo­wa­nia, że­by to wy­ra­zić. Szcze­gól­nie wzru­sza­ją­cym dla mnie świa­dec­twem był wi­dok star­sze­go już pa­na, któ­ry ra­zem ze mną brał udział w Pie­szej Piel­grzym­ce Po­znań­skiej na Ja­sną Gó­rę. Do po­ko­na­nia mie­li­śmy 300 km. Pie­szo. W desz­czu i pa­lą­cym słoń­cu. Pew­ne­go dnia po­wie­dział mi, że idzie, bo Pan Bóg wy­zwo­lił go z al­ko­ho­li­zmu. Z po­wo­du je­go pi­cia roz­pa­dła się ca­ła ro­dzi­na – ode­szła żo­na i ode­szły dzie­ci. Wte­dy się po­zbie­rał i skoń­czył z na­ło­giem. Od te­go cza­su, czy­li już 28. rok, idzie, by po­dzię­ko­wać za ży­cie w wol­no­ści.

foto_01-01_15-16-2013

Wie­lu piel­grzy­mów uda­je się na szlak z proś­bą. Czy to pie­szo, czy au­to­ka­rem cią­gną do Czę­sto­cho­wy ma­tu­rzy­ści. Do Sank­tu­arium Ro­dzin­nych Bło­go­sła­wieństw w Le­śnio­wie przy­jeż­dża­ją ro­dzi­ny z ma­ły­mi dzieć­mi, ko­bie­ty w sta­nie bło­go­sła­wio­nym i star­sze mał­żeń­stwa. Wszy­scy wie­rzą, że moc bło­go­sła­wień­stwa zle­je na ich ro­dzi­ny Bo­że ła­ski.

Moż­na też piel­grzy­mo­wać, by za­dość­uczy­nić Pa­nu Bo­gu i lu­dziom za swo­je wy­stęp­ki.

Trud

W piel­grzym­ce, oprócz in­ten­cji, waż­ny jest wy­si­łek. War­to wy­brać ta­ką for­mę piel­grzy­mo­wa­nia, któ­ra fak­tycz­nie bę­dzie dla nas umar­twie­niem. Trze­ba to zro­bić roz­trop­nie – prze­cież nie cho­dzi wca­le o to, by oso­by z nad­ci­śnie­niem, zła­ma­ną no­gą i za­wa­łem ser­ca szły kil­ka­set ki­lo­me­trów. Wy­rze­cze­nie moż­na pod­jąć tak­że pod­czas piel­grzym­ki au­to­ka­ro­wej – np. w for­mie po­stu. Czy­li pod­czas piel­grzym­ki od­ma­wia­my so­bie ulu­bio­nych po­traw, wy­bie­ra­my to, co nam mniej sma­ku­je. Umar­twie­niem bę­dzie tak­że od­stą­pie­nie ko­muś swo­je­go miej­sca w za­tło­czo­nym ko­ście­le czy roz­mo­wa z ko­le­gą lub ko­le­żan­ką, za któ­rą naj­mniej prze­pa­da­my.

Mo­dli­twa

Mo­że się to wy­dać ba­nal­ne, ale pod­czas piel­grzym­ki trze­ba pa­mię­tać o... mo­dli­twie. O sku­pie­niu bar­dzo ła­two za­po­mnieć zwłasz­cza wte­dy, gdy piel­grzy­mu­je­my w gro­nie przy­ja­ciół. Waż­ne, że­by nie zgu­bić te­go wy­mia­ru, gdyż piel­grzym­ka nie jest wiel­ką im­pre­zą. To czas, któ­ry jest za­re­zer­wo­wa­ny ow­szem dla dru­gie­go czło­wie­ka, ale przede wszyst­kim dla Pa­na Bo­ga. W Je­go obec­no­ści ma­my się za­sta­no­wić nad de­cy­zja­mi, któ­re po­dej­mu­je­my, przyj­rzeć się re­la­cjom z naj­bliż­szy­mi, za­py­tać o to, ja­ki jest Je­go po­mysł na na­sze ży­cie, jak mo­że­my naj­le­piej peł­nić Je­go wo­lę. Od­po­wiedź naj­ła­twiej usły­szeć w sa­mot­no­ści, w kon­tak­cie je­den na jed­ne­go. Dla­te­go mi­mo że je­ste­śmy w tłu­mie za­dbaj­my o to, że­by wy­go­spo­da­ro­wać tro­chę cza­su na „sam na sam ze Stwór­cąˮ.

foto_02-01_15-16-2013

Po­sta­no­wie­nie po­pra­wy

Na za­koń­cze­nie piel­grzym­ki war­to po­my­śleć o tym, co na sta­łe chcie­li­by­śmy zmie­nić na lep­sze. Mo­że za­cznie­my pra­co­wać nad na­szą wa­dą, któ­ra szcze­gól­nie do­ku­cza do­mow­ni­kom? Mo­że po­sta­no­wi­my bar­dziej an­ga­żo­wać się w ży­cie ro­dzin­ne: spę­dzać wię­cej cza­su z ro­dzeń­stwem, po­ma­gać w obo­wiąz­kach, wy­rę­czać ro­dzi­ców bez pro­sze­nia nas o to?

Po­sta­no­wie­nie po­pra­wy jest po­trzeb­ne do te­go, by piel­grzym­ka trwa­ła dłu­żej niż tych kil­ka dni na pie­szym, sa­mo­cho­do­wym czy au­to­bu­so­wym szla­ku. Że­by prze­mie­ni­ła nas na­praw­dę.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Mój naj­lep­szy urlop – świa­dec­two

Je­stem mę­żat­ką, mat­ką pię­cior­ga dzie­ci, od 10 lat pro­wa­dzę swo­ja pry­wat­ną dzia­łal­ność go­spo­dar­czą, któ­ra po­chła­nia bar­dzo du­żo mo­je­go cza­su, po­dob­nie też i mę­ża. Bar­dzo chcia­łam iść na piel­grzym­kę do Czę­sto­cho­wy, lecz za­wsze coś sta­ło na prze­szko­dzie, za­wsze bra­ko­wa­ło cza­su. Gdy wresz­cie raz się zde­cy­do­wa­łam, za­wsze póź­niej już my­śla­łam o na­stęp­nej. W tym wi­rze pra­cy, w ja­kim się znaj­du­ję, bra­ku­je cza­su na głęb­sze roz­my­śla­nie o Bo­gu, na­wet na dłuż­szą mo­dli­twę. Bę­dąc te kil­ka dni z da­la od do­mu, ten czas moż­na wy­łącz­nie po­świę­cić Bo­gu, pry­wat­nej i wspól­nej mo­dli­twie, wy­słu­chać ka­te­chez, po­śpie­wać ra­zem. Jest wie­le cza­su, by móc za­sta­no­wić się nad wła­snym ży­ciem, nad swo­imi pro­ble­ma­mi. Roz­wa­żyć wie­le spraw, na któ­re w cią­gu sza­re­go dnia bra­ku­je cza­su. Każ­dy piel­grzym nie­sie ze so­bą ja­kieś in­ten­cje. Nie za­wsze są one speł­nia­ne, tak jak­by się te­go chcia­ło, jed­nak piel­grzy­mi trud zo­sta­wia do­bre owo­ce. Je­go wpływ wi­dać szcze­gól­nie w ro­dzi­nie po po­wro­cie od Ja­sno­gór­skiej Pa­ni. Po­kój w ser­cu ro­dzi­ców, któ­rzy wra­ca­ją z piel­grzym­ki, jest wiel­kim skar­bem dla dzie­ci. Trud wy­cho­wa­nia po prze­ła­ma­niu swo­jej sła­bo­ści na piel­grzym­ce wy­da­je się być jak­by lżej­szy. Piel­grzym­ka to rów­nież krót­ka, ale in­ten­syw­na szko­ła cha­rak­te­ru. Wcze­sna po­bud­ka, pro­ste śnia­da­nie, raz upał, raz deszcz, zmę­cze­nie i ból, a tu trze­ba po­móc słab­sze­mu – nie ma chy­ba lep­szej pró­by. Brak wy­gód i nie­ustan­ny wy­si­łek po­ma­ga zo­ba­czyć, jak wie­lu zwy­kłych da­rów Bo­żych na co dzień nie do­strze­ga­my. Szlak piel­grzym­ko­wy prze­bie­ga po­lny­mi dro­ga­mi, pięk­ne wi­do­ki w ra­do­snej at­mos­fe­rze po­ka­zu­ją nam, jak wie­le tra­ci­my za biur­kiem w pra­cy. Te kil­ka dni po­zwa­la nam za­brać wszyst­ko co pięk­ne do co­dzien­no­ści i choć tro­chę ją póź­niej ubar­wić ty­mi wspo­mnie­nia­mi. A wspo­mnień jest na­praw­dę du­żo i za­wsze ra­do­snych, bo z uśmie­chem wspo­mi­na się prze­bi­cie bą­bel­ka, zmok­nię­cie czy przy­pa­lo­ny nos! Nie jest tak jak w zwy­kłym ży­ciu, tam wszy­scy się uśmie­cha­ją! I wiek nie ma zna­cze­nia – nie waż­ne jest to ulot­ne pięk­no – każ­dy pa­trzy w du­szę, a ta jest mło­da u wszyst­kich. Każ­dy dla sie­bie jest sio­strą, bra­tem i to, że no­gi bo­lą, to naj­mniej­szy pro­blem – ból za­stę­pu­je ra­dość, a ta jest szcze­gól­na, gdy wi­dać już szczyt Ja­snej Gó­ry. Gdy moż­na so­bie po­wie­dzieć: Do­szłam, je­stem, i pój­dę za rok! Nie chce się roz­sta­wać z tym wszyst­kim, cze­go się do­świad­czy­ło, z ty­mi wspa­nia­ły­mi ludź­mi, któ­rych się po­zna­ło. Tę­sk­ni się za ni­mi i cze­ka ca­ły rok, by ich zo­ba­czyć, by znów prze­żyć coś cu­dow­ne­go! I tę de­cy­zję, że pój­dzie się znów, nie po­dej­mu­je się mie­siąc, dwa, czy pół ro­ku przed piel­grzym­ką, to wia­do­mo już w tym dniu, gdy ona się koń­czy! Piel­grzym­ka to naj­pięk­niej­sza for­ma urlo­pu, tak bar­dzo wzbo­ga­ca i da­je ty­le ra­do­ści i opty­mi­zmu, si­ły, wia­ry w sie­bie i pew­no­ści, że Ma­ry­ja jest z na­mi i nie­ustan­nie nas ko­cha!

An­na z Gdo­wa, uczest­nicz­ka Pie­szej Piel­grzym­ki Kra­kow­skiej na Ja­sną Gó­rę

Za: www.pielgrzymkakrakowska.diecezja.pl

 

 

 

Do młodzieży

Wy, Mło­dzi, je­ste­ście wła­śnie tą mło­do­ścią: mło­do­ścią na­ro­dów i spo­łe­czeństw, mło­do­ścią każ­dej ro­dzi­ny i ca­łej ludz­ko­ści – rów­nież mło­do­ścią Ko­ścio­ła. Wszy­scy pa­trzy­my w Wa­szym kie­run­ku, gdyż wszy­scy przez Was sta­le nie­ja­ko na no­wo sta­je­my się mło­dzi. Tak więc Wa­sza mło­dość nie jest tyl­ko Wa­szą wła­sno­ścią oso­bi­stą czy po­ko­le­nio­wą – na­le­ży ona do ca­ło­kształ­tu tej dro­gi, ja­ką prze­by­wa każ­dy czło­wiek w swym ży­cio­wym iti­ne­ra­rium, a za­ra­zem jest ja­kimś szcze­gól­nym do­brem wszyst­kich. Jest do­brem sa­me­go czło­wie­czeń­stwa”.

Świa­to­we Dni Mło­dzie­ży, Rzym 1985

W Was jest na­dzie­ja, po­nie­waż Wy na­le­ży­cie do przy­szło­ści, a za­ra­zem przy­szłość do Was na­le­ży. Na­dzie­ja zaś jest za­wsze zwią­za­na z przy­szło­ścią, jest ocze­ki­wa­niem »dóbr przy­szłych«. Ja­ko cno­ta »chrze­ści­jań­ska« jest ona zwią­za­na z ocze­ki­wa­niem tych dóbr wiecz­nych, któ­re Bóg przy­obie­cał czło­wie­ko­wi w Je­zu­sie Chry­stu­sie”.

List do mło­dych ca­łe­go świa­ta z oka­zji Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ro­ku Mło­dzie­ży, 1985

Po­ziom su­mie­nia, po­ziom war­to­ści mo­ral­nych – to naj­waż­niej­szy wy­miar do­cze­sno­ści i hi­sto­rii. Hi­sto­ria bo­wiem pi­sa­na jest nie tyl­ko wy­da­rze­nia­mi, któ­re ry­su­ją się nie­ja­ko »od ze­wnątrz« – jest ona przede wszyst­kim pi­sa­na »od we­wnątrz«: jest hi­sto­rią ludz­kich su­mień, mo­ral­nych zwy­cięstw lub klęsk. Tu­taj też znaj­du­je pod­sta­wę istot­na wiel­kość czło­wie­ka: je­go praw­dzi­wie ludz­ka god­ność. To jest ów we­wnętrz­ny skarb, w któ­rym czło­wiek sta­le prze­kra­cza sie­bie w kie­run­ku wiecz­no­ści”.

List do mło­dych ca­łe­go świa­ta z oka­zji Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ro­ku Mło­dzie­ży, 1985

Pod­nie­ście gło­wy i zo­bacz­cie cel wa­szej dro­gi. Je­śli idzie­cie z Chry­stu­sem, je­śli prze­wo­dzi wam Duch Świę­ty, to nie mo­że być in­ne­go ce­lu, jak dom Oj­ca, któ­ry jest w Nie­bie. Te­go ce­lu nie moż­na stra­cić z oczuˮ.

Po­la Led­nic­kie, 1999

 

 

Kroczmy za głosem sumienia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) (Łk 9, 51–62) uka­zu­je bar­dzo waż­ne wy­da­rze­nie w ży­ciu Chry­stu­sa: chwi­lę, gdy – jak pi­sze św. Łu­kasz – „(Je­zus) po­sta­no­wił udać się do Je­ro­zo­li­my” (9, 51). (…). Od tej chwi­li, po owej „sta­now­czej de­cy­zji” Je­zus zmie­rza pro­sto do ce­lu i rów­nież oso­bom, któ­re spo­ty­ka i któ­re pro­szą Go, aby mo­gły pójść za Nim, wy­raź­nie przed­sta­wia wa­run­ki na­śla­do­wa­nia Go (…). Ale Je­zus ni­cze­go nie na­rzu­ca (…). I ta­ka jest po­ko­ra Je­zu­sa: za­wsze nas za­pra­sza, nie na­rzu­ca.

Wszyst­ko to skła­nia nas do za­sta­no­wie­nia. Mó­wi nam na przy­kład o tym, jak wiel­kie zna­cze­nie, tak­że dla Je­zu­sa, mia­ło su­mie­nie: słu­cha­nie w swo­im ser­cu gło­su Oj­ca i pój­ście za Nim. (…)

Je­zus chce nas, chrze­ści­jan, uczy­nić wol­ny­mi, jak On. Tą wol­no­ścią, któ­ra po­cho­dzi z dia­lo­gu z Oj­cem, z te­go dia­lo­gu z Bo­giem. Je­zus nie chce ani chrze­ści­jan ego­istów, któ­rzy idą za wła­snym Ja i nie roz­ma­wia­ją z Bo­giem, ani chrze­ści­jan sła­bych (…) Je­śli chrze­ści­ja­nin nie umie roz­ma­wiać z Bo­giem, nie umie usły­szeć Bo­ga w swo­im su­mie­niu, nie jest wol­ny: nie jest wol­ny.

Dla­te­go po­win­ni­śmy na­uczyć się wsłu­chi­wać jesz­cze bar­dziej w swo­je su­mie­nie (…), któ­re jest we­wnętrz­ną prze­strze­nią słu­cha­nia praw­dy, do­bra, wsłu­chi­wa­nia się w głos Bo­ga; jest to we­wnętrz­ne miej­sce mo­jej re­la­cji z Tym, któ­ry prze­ma­wia do mo­je­go ser­ca i po­ma­ga mi roz­po­zna­wać i ro­zu­mieć dro­gę, na któ­rą po­wi­nie­nem wejść (…)

Naj­święt­sza Ma­ry­ja Pan­na z wiel­ką pro­sto­tą ser­ca słu­cha­ła i roz­wa­ża­ła w głę­bi swe­go ser­ca Sło­wo Bo­że i to, co spo­ty­ka­ło Je­zu­sa. Po­stę­po­wa­ła za swo­im Sy­nem z we­wnętrz­nym prze­ko­na­niem i moc­ną na­dzie­ją. Niech Ma­ry­ja po­mo­że nam sta­wać się co­raz bar­dziej ludź­mi su­mie­nia, wol­ny­mi w su­mie­niu, gdyż w su­mie­niu od­by­wa się dia­log z Bo­giem; męż­czy­zna­mi i ko­bie­ta­mi zdol­ny­mi do słu­cha­nia gło­su Bo­ga i zde­cy­do­wa­ne­go po­stę­po­wa­nia zgod­nie z nim.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 30.06.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

W Pi­śmie Świę­tym mo­że­my prze­czy­tać, że na­sze ży­cie na tej zie­mi jest piel­grzy­mo­wa­niem (sze­rzej na ten te­mat pi­sze Sa­bi­na Mio­doń­ska na stro­nie 15). Tej to po­rów­na­nie na ty­le traf­ne, że moż­na o nie oprzeć wie­le cie­ka­wych roz­wa­żań i wy­pro­wa­dzić z nie­go moc cie­ka­wych wnio­sków.

Przy­to­czę prze­czy­ta­ną gdzieś przed la­ty aneg­dot­kę, któ­rej bo­ha­ter, za­moż­ny mło­dy czło­wiek zna­lazł się w nie­kom­for­to­wej sy­tu­acji: coś się ze­psu­ło w sa­mo­cho­dzie, a oko­li­ca by­ła wy­jąt­ko­wo pu­sta, nie wi­dać by­ło żad­nych za­bu­do­wań, tym bar­dziej nie by­ło ko­go za­py­tać o naj­bliż­sze­go me­cha­ni­ka. Jesz­cze wte­dy nie by­ło te­le­fo­nów ko­mór­ko­wych, a i w dzi­siej­szym cza­sie nie wia­do­mo, czy ja­kaś sieć mia­ła­by za­sięg. Zde­ner­wo­wa­ny kie­row­ca ska­za­ny był na bier­ne cze­ka­nie, jak na złość nikt nie prze­jeż­dżał… Nie­dłu­go po­tem za­czął za­pa­dać zmierz, wów­czas nasz bo­ha­ter wy­pa­trzył sła­be świa­teł­ka po­śród od­da­lo­nych o nie­mal dwa ki­lo­me­try drzew. Nie by­ło wy­bo­ru – po­dróż­nik mu­siał tam po pro­stu pójść. Za nie­ca­łe pół go­dzi­ny pu­kał do bra­my dość spo­re­go klasz­to­ru, któ­re­go miesz­kań­cy na­tych­miast mu otwo­rzy­li i ser­decz­nie, ze zro­zu­mie­niem po­trak­to­wa­li. Ktoś za­dbał, by przy­ho­lo­wać ze­psu­ty sa­mo­chód, in­ni po­da­li cie­pły po­si­łek, jesz­cze in­ni przy­go­to­wa­li skrom­ny po­kój, gdzie męż­czy­zna mógł prze­no­co­wać. Jesz­cze przez za­śnię­ciem prze­or za­pew­nił nie­ocze­ki­wa­ne­go go­ścia, że wcze­snym ran­kiem za­te­le­fo­nu­ją do zna­jo­me­go me­cha­ni­ka i on na pew­no coś po­ra­dzi.

Noc mi­nę­ła spo­koj­nie. Ra­no, przy śnia­da­niu, gość dzię­ko­wał grzecz­nie za udzie­lo­ną go­ści­nę i po­moc. Przy tej oka­zji do­wie­dział się, że no­co­wał w po­ko­ju urzą­dzo­nym tak sa­mo, jak po­ko­je – ce­le za­kon­ni­ków. Zdzi­wił się nie­co do­da­jąc, że prze­cież wie­lu sprzę­tów co­dzien­ne­go użyt­ku tam bra­ku­je…. Za­py­tał na­wet, cze­mu po­ko­je nie są le­piej wy­po­sa­żo­ne. Prze­or od­po­wie­dział py­ta­niem „a cze­mu Pan ta­kich sprzę­tów nie ma ze so­bą?” Gość od­po­wie­dział „bo je­stem w dro­dze”. Na to prze­or: „my też…”

A co znaj­dzie­cie w sierp­nio­wym nu­me­rze DROGI? Wszyst­ko o piel­grzym­kach i o piel­grzy­mo­wa­niu…

Jest hi­sto­ria piel­grzy­mek (str 21 i 22), i współ­cze­sne da­ne (naj­po­pu­lar­niej­sze miej­sca i szla­ki – str 16, 19 i 20, licz­by z piel­grzy­mo­wa­niem zwią­za­ne – str 23). Jest cos o piel­grzy­mo­wa­niu na no­we spo­so­by (str 13–14) a wresz­cie – co mo­że jest naj­waż­niej­sze o skut­kach piel­grzy­mek (str 6 a tak­że 17–18) i o du­cho­wo­ści z tym zwią­za­nej (str. 9–10 i 11–12). Jak za­wsze jest spo­tka­nie ze świę­tym (str 52), tro­chę pro­po­zy­cji na czas wol­ny (np. o spo­rzą­dza­niu drze­wa ge­ne­alo­gicz­ne­go – str 40). Oso­bom, któ­re z ja­kich­kol­wiek po­wo­dów nie mo­gą ni­gdzie wy­je­chać szcze­gól­nie po­le­cam tekst ze stron 36 – 37.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski