Auto stop, a my start – poradnik autostopowy

Po­dró­żo­wa­nie z ob­cy­mi, przy­pad­ko­wy­mi kie­row­ca­mi to po­mysł, któ­ry w wie­lu lu­dziach bu­dzi prze­ra­że­nie. Dla in­nych to co­dzien­ność. Dla jesz­cze in­nych au­to­stop ozna­cza wspól­ne wy­pra­wy, któ­re dłu­go wspo­mi­na się z sen­ty­men­tem.

To naj­tań­szy spo­sób po­dró­żo­wa­nia, bo za pod­wie­zie­nie nic się nie pła­ci. Do wy­jąt­ków na­le­żą tra­sy, na któ­rych wie­lu lu­dzi do­cie­ra tak do pra­cy – tyl­ko w tych oko­licz­no­ściach opła­ta za prze­jazd jest przy­ję­tym zwy­cza­jem. Brak fun­du­szy u uczniów i stu­den­tów jest trak­to­wa­ny przez kie­row­ców z wy­ro­zu­mia­ło­ścią. Po­dob­ne, nie­pi­sa­ne za­sa­dy obo­wią­zu­ją też w in­nych kra­jach.

foto_01-02_13-14-2013

Przed wy­ru­sze­niem

Dar­mo­wa po­dróż trwa dłu­żej. Trze­ba się do­brze przy­go­to­wać, ogra­ni­cza­jąc się do lek­kie­go ba­ga­żu. Oprócz stro­ju na każ­dą po­go­dę – coś od słoń­ca, coś od desz­czu – do pod­sta­wo­we­go wy­po­sa­że­nia au­to­sto­po­wi­cza na­le­ży ak­tu­al­na ma­pa oko­lic. Nie za­szko­dzi ją prze­ana­li­zo­wać pod ką­tem moż­li­wych tras, wę­złów ko­mu­ni­ka­cyj­nych, sta­cji ben­zy­no­wych, kem­pin­gów, a tak­że... ukształ­to­wa­nia te­re­nu. Kie­dyś ze zna­jo­my­mi za­pla­no­wa­li­śmy prze­je­cha­nie Nor­we­gii ze wscho­du na za­chód. Nie wzię­li­śmy pod uwa­gę ma­łe­go ru­chu na tra­sie przez gó­ry. Życz­li­we­mu kie­row­cy za­wdzię­cza­my to, że w ogó­le zna­leź­li­śmy noc­leg. Na­za­jutrz blo­ko­wa­no po ko­lei wszyst­kie dro­gi z po­wo­du na­wie­wa­ne­go wciąż śnie­gu. Na miej­sce do­tar­li­śmy dzień póź­niej, niż za­pla­no­wa­li­śmy. Le­piej za­tem wy­brać dłuż­szą, lecz bar­dziej uczęsz­cza­ną tra­sę.

Me­to­dy „ła­pa­nia sto­pa”

Po­dróż au­to­sto­pem za­czy­na się na dro­dze wy­lo­to­wej al­bo po­za te­re­nem za­bu­do­wa­nym. Po prze­je­cha­niu każ­de­go od­cin­ka trze­ba usta­wić się w od­po­wied­nim miej­scu. Po­win­no być do­brze wi­docz­ne i z po­bo­czem, naj­le­piej za skrzy­żo­wa­niem, gdzie kie­row­cy jesz­cze nie zdą­żą się roz­pę­dzić, a mo­gą się za­trzy­mać bez ła­ma­nia prze­pi­sów. Naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­ny i pod­sta­wo­wy spo­sób ła­pa­nia trans­por­tu wią­że się z cier­pli­wym wy­cze­ki­wa­niem na po­bo­czu dro­gi. Wy­pro­sto­wa­na rę­ka z kciu­kiem wska­zu­ją­cym kie­ru­nek jaz­dy jest w więk­szo­ści kra­jów od­czy­ty­wa­na ja­ko proś­ba o pod­wie­zie­nie. Du­żo ła­twiej jest zła­pać sa­mo­chód w Pol­sce niż np. w Nor­we­gii, gdzie nie ma tra­dy­cji au­to­sto­pu i wła­ści­cie­le sa­mo­cho­dów pa­trzą na sto­pu­ją­cych tu­ry­stów jak na wa­ria­tów. Naj­bar­dziej po­moc­nych kie­row­ców spo­tka­łem ze zna­jo­my­mi w Tur­cji: czę­stu­ją wszyst­kim, od wo­dy ko­loń­skiej po pa­pie­ro­sy, nad­kła­da­ją dla pa­sa­że­rów dro­gi, a na ko­niec mo­gą na­wet za­pro­po­no­wać po­moc w po­wro­cie do do­mu. W miej­scach o du­żym ru­chu przy­da­je się do­dat­ko­wo na­zwa mia­sta za­pi­sa­na mar­ke­rem na kar­to­nie. Za „ła­pa­nie sto­pa” na au­to­stra­dzie gro­zi man­dat, po­zo­sta­je więc cze­kać przed wjaz­dem lub sko­rzy­stać z in­nej me­to­dy: na­ga­by­wać na sta­cjach ben­zy­no­wych oraz par­kin­gach. Wy­star­czy za­py­tać upa­trzo­ne­go kie­row­cę, czy je­dzie w na­szym kie­run­ku i zgo­dził­by się nas pod­wieźć. Naj­now­szą me­to­dą jest na­to­miast ko­rzy­sta­nie z por­ta­li spo­łecz­no­ścio­wych, zrze­sza­ją­cych po­dróż­ni­ków i wła­ści­cie­li sa­mo­cho­dów al­bo ze spe­cjal­nej apli­ka­cji na smart­fon.

W trak­cie jaz­dy

Więk­szość kie­row­ców chęt­nie na­wią­zu­je kon­wer­sa­cję – szcze­gól­nie, je­śli pa­sa­że­ro­wie są dla nich uroz­ma­ice­niem w trak­cie dłu­giej, sa­mot­nej jaz­dy. Trze­ba pa­mię­tać, że to kie­row­ca de­cy­du­je o za­kre­sie i in­ten­syw­no­ści tej roz­mo­wy. Py­ta­nia kie­ro­wa­ne do pa­sa­że­ra sie­dzą­ce­go z przo­du bę­dą się po­wta­rzać. Dla­te­go do­brze jest się wy­mie­niać po prze­je­cha­niu dłuż­sze­go od­cin­ka. Bar­dziej znu­żo­na oso­ba mo­że się na­wet zdrzem­nąć z ty­łu, pod­czas gdy ta z przo­du po­win­na co ja­kiś czas kon­tro­lo­wać tra­sę. De­cy­zja o tym, kie­dy wy­siąść, jest klu­czo­wa dla dal­szej po­dró­ży – je­że­li tra­fi się na tzw. „złe miej­sce”, moż­na utknąć na dłu­żej.

Za­sa­dy bez­pie­czeń­stwa

Każ­da po­dróż, nie­za­leż­nie od środ­ka trans­por­tu, wią­że się z pew­nym ry­zy­kiem i wy­ma­ga ostroż­no­ści w kon­tak­tach z nie­zna­jo­my­mi. W tym przy­pad­ku jest jed­na do­dat­ko­wa za­sa­da: nie na­le­ży ła­pać sto­pa sa­me­mu. Z dwie­ma oso­ba­mi każ­dy mu­si się li­czyć, co znacz­nie ogra­ni­cza ry­zy­ko nie­przy­jem­ne­go spo­tka­nia. Je­śli za­cho­wa­nie kie­row­cy od ra­zu wy­da nam się po­dej­rza­ne, le­piej się wy­krę­cić i nie wsia­dać. Po­dró­żu­ją­cy mo­gą usta­lić mię­dzy so­bą dys­kret­ny sy­gnał ozna­cza­ją­cy wy­co­fa­nie się. War­to też wziąć pod uwa­gę punkt wi­dze­nia kie­row­ców, kie­dy de­cy­du­ją, czy pod­wieźć ob­cych wę­drow­ców. Du­et ubra­nych tu­ry­stycz­nie mło­dych lu­dzi wzbu­dza ich za­ufa­nie i zwięk­sza praw­do­po­do­bień­stwo, że za­trzy­ma się ktoś bez­in­te­re­sow­ny, al­bo wręcz z prze­szło­ścią au­to­sto­po­wą i przez to na­sta­wio­ny życz­li­wie do au­to­sto­po­wi­czów.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

 

 

Przepis na bezpieczne wakacje

Pla­nu­jąc wa­ka­cyj­ne wo­ja­że, trze­ba wy­ka­zać się nie­ma­łym ta­len­tem or­ga­ni­za­cyj­nym. Są ta­cy, któ­rym ta­kie przed­się­wzię­cia przy­cho­dzą z ła­two­ścią. Wszy­scy po­zo­sta­li po­win­ni zwra­cać uwa­gę na for­mal­ne szcze­gó­ły, bo w nich – jak wia­do­mo – tkwi dia­beł. Jak za­pla­no­wać bez­a­wa­ryj­ny urlop? Co ze so­bą za­brać i jak bro­nić się przed nie­ocze­ki­wa­ny­mi zda­rze­nia­mi? Co zro­bić, gdy spo­tka­ją nas nie­przy­jem­ne oko­licz­no­ści – po­czy­na­jąc od złej po­go­dy, koń­cząc na pro­ble­mach zdro­wot­nych? Jesz­cze przed wy­jaz­dem mo­żesz zro­bić wie­le, by two­je wa­ka­cje by­ły zdro­we i bez­piecz­ne. Za­po­bie­gli­wość za­osz­czę­dzi ci zde­ner­wo­wa­nia i kło­po­tów.

Uda­ne wa­ka­cje to nie tyl­ko kwe­stia szczę­ścia, ale tak­że od­po­wied­nie­go przy­go­to­wa­nia. Już na eta­pie pla­no­wa­nia mo­żesz za­po­biec wie­lu nie­do­god­no­ściom, kom­pli­ka­cjom zdro­wot­nym czy przy­go­to­wać się na wy­pa­dek nie­spo­dzie­wa­nej cho­ro­by. A wszyst­ko po to, by po­tem spać spo­koj­nie i do­brze się ba­wić.

foto_01-01_13-14-2013

Po pierw­sze: sta­ran­nie wy­bierz miej­sce

Wy­bór miej­sca czę­sto do­ko­ny­wa­ny jest spon­ta­nicz­nie. Je­dzie­my w gó­ry, bo w ze­szłym ro­ku by­li­śmy nad mo­rzem. Do go­spo­dar­stwa agro­tu­ry­stycz­ne­go, gdyż wy­cho­dzi ta­nio. Pod na­miot, bo na­mó­wi­li nas zna­jo­mi al­bo na ża­gle, bo za­wsze o tym ma­rzy­li­śmy... Póź­niej oka­zu­je się, że gór­skie wę­drów­ki są zbyt uciąż­li­we, agro­tu­ry­sty­ka – nud­na, a sa­ma myśl o desz­czo­wej po­go­dzie nad Bał­ty­kiem wy­wo­łu­je dresz­cze. Dla tych, któ­rzy ła­two się prze­zię­bia­ją, wy­pad pod na­miot to też nie bę­dzie wiel­ka fraj­da. Więc za­mknij oczy i uru­chom wy­obraź­nię, po­czy­taj fo­ra in­ter­ne­to­we lub po­roz­ma­wiaj ze zna­jo­my­mi, któ­rzy wspa­nia­le spę­dzi­li ubie­gło­rocz­ne wa­ka­cje.

Po dru­gie: sprawdź czy to na pew­no to miej­sce, o któ­re ci cho­dzi

W przy­pad­ku wy­jaz­du zor­ga­ni­zo­wa­ne­go mo­żesz żą­dać wszel­kich in­for­ma­cji od or­ga­ni­za­to­ra. War­to jed­nak wcze­śniej spraw­dzić, czy biu­ro fi­gu­ru­je w spe­cjal­nym re­je­strze pro­wa­dzo­nym przez mar­szał­ka wo­je­wódz­twa, czy ma po­li­sę ubez­pie­cze­nio­wą i czy znaj­du­je się w cen­tral­nej ewi­den­cji or­ga­ni­za­to­rów i po­śred­ni­ków tu­ry­stycz­nych pro­wa­dzo­nej przez Mi­ni­ster­stwo Go­spo­dar­ki. Przed wy­jaz­dem war­to po­świę­cić tro­chę cza­su na wy­bór god­ne­go za­ufa­nia biu­ra po­dró­ży. Wy­star­czy zaj­rzeć na kil­ka stron in­ter­ne­to­wych, wy­py­tać o szcze­gó­ły ofer­ty oraz uważ­nie prze­czy­tać umo­wę.

Po trze­cie: nie bój się za­da­wać py­tań

Do­kład­nie za­po­znaj się z ofer­tą. Co do­kład­nie obej­mu­je ce­na? Czy są opła­co­ne: trans­port, opła­ty lot­ni­sko­we, ho­tel, wy­ży­wie­nie, ubez­pie­cze­nie, atrak­cje na miej­scu? Ja­kie jest wy­po­sa­że­nie ho­te­lu? Ja­ka jest od­le­głość od pla­ży, cen­trum czy szla­ków tu­ry­stycz­nych? Nie­oce­nio­nym źró­dłem in­for­ma­cji są fo­ra in­ter­ne­to­we, tu znaj­dziesz re­ko­men­da­cję in­nych. Przy­dat­ne są tak­że apli­ka­cje ty­pu Go­ogle Earth i Stre­et View, dzię­ki któ­rym mo­żesz do­kład­nie obej­rzeć da­ne miej­sce.

Po czwar­te: po­wiedz swo­je­mu le­ka­rzo­wi, do­kąd się wy­bie­rasz

Wy­jazd w gó­ry nie jest wska­za­ny dla nad­ci­śnie­niow­ców, a je­śli masz cho­rą tar­czy­cę, nie po­wi­nie­neś je­chać nad mo­rze. Le­karz mo­że za­le­cić szcze­pie­nia. Do­ty­czy to nie tyl­ko wy­jaz­dów w tro­pi­ki, ale tak­że nad ma­zur­skie je­zio­ra. War­to wów­czas przy­jąć szcze­pion­kę prze­ciw­ko od­klesz­czo­we­mu za­pa­le­niu mó­zgu. Dok­tor mo­że tak­że prze­pi­sać pro­bio­tyk, któ­ry po­win­ni­śmy za­cząć przyj­mo­wać jesz­cze przed wy­jaz­dem. Uchro­ni nas przed nie­mi­ły­mi nie­spo­dzian­ka­mi.

foto_02-01_13-14-2013

Po pią­te: po­myśl, co by by­ło, gdy­by...

W przy­pad­ku na­głe­go za­cho­ro­wa­nia, gdzie bę­dziesz szu­kać po­mo­cy? Za­no­tuj ad­res przy­chod­ni i go­dzi­ny, w ja­kich jest czyn­na. Sprawdź, gdzie znaj­du­je się naj­bliż­szy szpi­tal. Za­no­tuj ad­res, dro­gę do­jaz­du, nu­me­ry te­le­fo­nu. Pa­mię­taj, że in­for­ma­cje, któ­re te­raz masz „na klik­nię­cie” bę­dą ra­czej trud­no do­stęp­ne na pla­ży czy wy­so­ko w gó­rach. Dla­te­go za­pisz wszyst­ko w te­le­fo­nie lub no­te­sie, któ­ry no­sisz przy so­bie.

Po szó­ste: skom­ple­tuj ko­niecz­ne do­ku­men­ty

Pasz­port, do­wód oso­bi­sty, wi­za, bi­le­ty, le­gi­ty­ma­cja upraw­nia­ją­ca do zni­żek, ksią­żecz­ka zdro­wia oraz pie­nią­dze – o tym nie moż­na za­po­mnieć. Le­piej mieć je w ba­ga­żu pod­ręcz­nym. Pa­mię­tać na­le­ży, by przed wy­jaz­dem spraw­dzić waż­ność do­ku­men­tów po­twier­dza­ją­cych toż­sa­mość. Z do­wo­dem oso­bi­stym moż­na po­ru­szać się po kra­jach w stre­fie Schen­gen, a nie – jak gło­si po­wszech­na opi­nia – w ca­łej Eu­ro­pie. W po­zo­sta­łych kra­jach trze­ba mieć pasz­port, któ­ry jest waż­ny mi­ni­mum 6 mie­się­cy. Pa­mię­taj­my o nim ja­dąc do ta­kich kra­jów, jak: Cypr, Ru­mu­nia, Buł­ga­ria.

Po siód­me: spa­kuj się do­brze

Oprócz ko­lo­ro­wych su­kie­nek, spode­nek i ką­pie­ló­wek, wrzuć do wa­liz­ki tak­że rze­czy, dzię­ki któ­rym nie za­sko­czy cię czar­ny sce­na­riusz po­go­do­wy: ka­lo­sze, cie­płe skar­pe­ty, dłu­gie spodnie, kurt­kę od desz­czu i cie­pły swe­ter. Gdy­by słoń­ce jed­nak moc­no przy­pie­ka­ło, przy­da się prze­wiew­ne ba­weł­nia­ne ubra­nie, któ­re moż­na wło­żyć na pla­ży, by nie na­ba­wić się opa­rzeń sło­necz­nych. Bu­ty do pły­wa­nia uchro­nią przed przy­kry­mi nie­spo­dzian­ka­mi, ja­kie mo­że kryć dno mo­rza czy je­zio­ra. Nie za­po­mnij o kre­mach z fil­trem i środ­kach na ko­ma­ry.

Po ósme: za­bierz ap­tecz­kę

Ap­tecz­ka na wa­ka­cje po­win­na być po­ręcz­na, prak­tycz­na, umoż­li­wić do­raź­ne roz­wią­za­nie drob­nych pro­ble­mów, a za­ra­zem po­zwo­lić unik­nąć tych po­waż­niej­szych. Naj­częst­sze pro­ble­my to ból, go­rącz­ka, cho­ro­ba lo­ko­mo­cyj­na i zra­nie­nia. Nie za­po­mnij więc za­brać: ter­mo­me­tru, le­ków prze­ciw­go­rącz­ko­wych i prze­ciw­bó­lo­wych oraz środ­ków opa­trun­ko­wych (ja­ło­we ga­zi­ki i ban­daż ela­stycz­ny). Przy­dat­na też bę­dzie sól fi­zjo­lo­gicz­na i ta­blet­ki ła­go­dzą­ce ob­ja­wy cho­ro­by lo­ko­mo­cyj­nej. Mo­żesz rów­nież za­brać środ­ki ła­go­dzą­ce ob­ja­wy prze­zię­bie­nia, pre­pa­rat prze­ciw­bie­gun­ko­wy i coś na drob­ne opa­rze­nia. Je­śli przyj­mu­jesz sta­le ja­kieś le­ki, nie mo­żesz za­po­mnieć za­brać ich ze so­bą. Aler­gi­cy mu­szą pa­mię­tać o od­po­wied­nich ko­sme­ty­kach i de­ter­gen­tach.

Po dzie­wią­te: prze­zor­ny za­wsze ubez­pie­czo­ny

Koszt le­cze­nia za gra­ni­cą nie­ubez­pie­czo­ne­go urlo­po­wi­cza to kwo­ta od kil­ku do kil­ku­dzie­się­ciu ty­się­cy zło­tych. War­to więc za­opa­trzyć się w Eu­ro­pej­ską Kar­tę Ubez­pie­cze­nia Zdro­wot­ne­go. Wy­da­wa­na jest ona bez­płat­nie w wo­je­wódz­kim wy­dzia­le Na­ro­do­we­go Fun­du­szu Zdro­wia i upraw­nia do po­mo­cy le­kar­skiej na te­re­nie państw człon­kow­skich Unii Eu­ro­pej­skiej. Wy­star­czy zło­żyć wnio­sek oraz przed­sta­wić za­świad­cze­nie o ak­tu­al­nym ubez­pie­cze­niu w NFZ. Moż­na tak­że roz­wa­żyć opcję wy­ku­pie­nia po­li­sy od ubez­pie­czy­cie­la. Za­nim zde­cy­du­jesz się na da­ne to­wa­rzy­stwo ubez­pie­cze­nio­we, zo­rien­tuj się, ja­kie ty­py ubez­pie­czeń ofe­ru­je. Zwróć uwa­gę na wy­so­kość ubez­pie­cze­nia, je­go za­kres i ob­szar, ja­ki obej­mu­je. Nie­któ­re ubez­pie­cze­nia po­kry­wa­ją np. kosz­ty zwią­za­ne z od­wo­ła­niem po­dró­ży lub wcze­śniej­szym po­wro­tem z urlo­pu z waż­nych przy­czyn lo­so­wych. Przy­sło­wie gło­si: prze­zor­ny za­wsze ubez­pie­czo­ny, dla­te­go war­to prze­wer­to­wać ofer­ty i wy­brać opty­mal­ny pa­kiet.

Po dzie­sią­te, nie daj się zwa­rio­wać

Je­śli sta­ran­nie przy­go­tu­jesz się do wa­ka­cji, z pew­no­ścią bę­dą uda­ne. War­to być za­po­bie­gli­wym, ale bez czar­no­widz­twa. Prze­cież wy­jeż­dża­my, by od­po­cząć i do­brze się ba­wić!

 

Sa­bi­na Mio­doń­ska

 

 

 

Jak zarobić w czasie wakacji?

Dla jed­nych wa­ka­cje to czas urlo­pów i wy­po­czyn­ku, a dla in­nych – wy­tę­żo­nej pra­cy. Co­raz wię­cej mło­dych lu­dzi de­cy­du­je się na pod­ję­cie pra­cy w cza­sie wa­ka­cji. Zwłasz­cza ma­tu­rzy­ści (ma­ją aż 4 mie­sią­ce wa­ka­cji) chęt­nie roz­glą­da­ją się za in­trat­nym za­ję­ciem na wol­ny czas. Oto kil­ka wska­zó­wek, gdzie py­tać i jak szu­kać.

Do­ryw­cza pra­ca za gra­ni­cą:

W ta­ki spo­sób moż­na „upiec dwie pie­cze­nie przy jed­nym ogniuˮ – pra­ca za gra­ni­cą da­je nie tyl­ko moż­li­wość za­ro­bie­nia w cza­sie wa­ka­cji więk­szych pie­nię­dzy, ale jed­no­cze­śnie bę­dzie to swe­go ro­dza­ju kurs ję­zy­ko­wy. To pro­po­zy­cja naj­lep­sza dla ma­tu­rzy­stów, ja­ko że ich wa­ka­cje trwa­ją aż 4 mie­sią­ce.

foto_01-03_13-14-2013

Ogło­szeń o pra­cy za gra­ni­cą moż­na szu­kać nie­mal­że wszę­dzie – w in­ter­ne­cie, w ga­ze­tach i w agen­cjach po­śred­nic­twa aż roi się od ofert do­ryw­czej pra­cy za gra­ni­cą. Jest jed­nak kil­ka bar­dzo waż­nych rze­czy, o któ­rych trze­ba pa­mię­tać, za­nim zde­cy­du­je­my się na wy­jazd:

1. Ni­gdy nie jedź w ciem­no – je­że­li w ogło­sze­niu pra­co­daw­ca nie po­da­je na­zwy fir­my i ad­re­su, to coś mo­że być nie tak. Je­śli ad­res i na­zwa fir­my się po­ja­wią, sprawdź przez in­ter­net, czy w ogó­le ist­nie­ją.

2. Ni­gdy nie da­waj żad­nych pie­nię­dzy po­śred­ni­ko­wi. Je­że­li ktoś pro­si o pie­nią­dze np. na miesz­ka­nie jesz­cze przed wy­jaz­dem, to pra­wie na pew­no jest to oszu­stwo.

3. Naj­le­piej szu­kaj pra­cy w „du­żych mat­ka­chˮ – skle­pach sie­cio­wych, re­stau­ra­cjach, ban­kach, na po­czcie itd.(w za­leż­no­ści od pre­fe­ren­cji). Du­że przed­się­bior­stwa ma­ją za­wsze swo­je stro­ny in­ter­ne­to­we. Za po­mo­cą od­po­wied­nie­go for­mu­la­rza moż­na sa­mo­dziel­nie (bez żad­nych po­śred­ni­ków) zło­żyć swo­je CV. Od­po­wiedź w prze­cią­gu kil­ku dni do­sta­niesz na ma­ila.

Do­ryw­cza pra­ca w Pol­sce:

Wa­ka­cje to czas urlo­pów w pra­wie wszyst­kich za­kła­dach pra­cy. Dla mło­dzie­ży po­szu­ku­ją­cej do­ryw­cze­go za­ję­cia na wa­ka­cje to bar­dzo do­bra wia­do­mość. Pra­co­daw­cy szcze­gól­nie chęt­nie za­trud­nia­ją no­we oso­by w cza­sie, gdy eta­to­wi pra­cow­ni­cy wy­jeż­dża­ją na urlop. Wów­czas po­trzeb­ne jest dla nich za­stęp­stwo. Pra­cy w Pol­sce, po­dob­nie jak za gra­ni­cą, moż­na szu­kać przez in­ter­net (wie­le firm ofe­ru­je moż­li­wość apli­ko­wa­nia dro­gą ma­ilo­wą), ale przede wszyst­kim war­to py­tać bez­po­śred­nio. Je­że­li szu­kasz pra­cy w swo­jej oko­li­cy, to wy­dru­kuj kil­ka eg­zem­pla­rzy CV i „zrób rund­kęˮ po tych miej­scach, gdzie chciał­byś pra­co­wać w cza­sie wa­ka­cji.

Uwa­ga! War­to pa­mię­tać o tym, że do każ­dej pra­cy w ga­stro­no­mii (rów­nież w skle­pie spo­żyw­czym) bę­dziesz po­trze­bo­wać tzw. ksią­żecz­ki sa­ne­pi­dow­skiej. War­to za­opa­trzyć się w ten do­ku­ment jesz­cze przed roz­po­czę­ciem po­szu­ki­wań pra­cy. Jej koszt to oko­ło 80 zł, ale jest ona ak­tu­al­na przez ca­łe ży­cie. Zrób ją od ra­zy i do koń­ca ży­cia miej to z gło­wy. Za­nim two­ja ksią­żecz­ka zo­sta­nie wy­da­na, mu­sisz pod­dać się ba­da­niu krwi i wszyst­kim in­nym ko­niecz­nym ba­da­niom, dla­te­go trze­ba za­cząć sta­rać się o nią na kil­ka ty­go­dni (co naj­mniej 3) przed roz­po­czę­ciem pra­cy.

Za­nim na do­bre za­bie­rzesz się za po­szu­ki­wa­nie pra­cy, pa­mię­taj, że­by na­pi­sać CV za­wie­ra­ją­ce in­for­ma­cje na te­mat edu­ka­cji, za­in­te­re­so­wań, ewen­tu­al­ne­go do­świad­cze­nia za­wo­do­we­go, zna­jo­mo­ści ję­zy­ków ob­cych. Do­brze, je­śli CV za­wie­ra też pro­fe­sjo­nal­ne zdję­cie.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

 

 

Uczmy się od Chrystusa

Uczcie się ode Mnie, bo je­stem ci­chy i po­kor­ny ser­ce­mˮ (Mt 11, 29). (…) Sło­wa te zna­czą, że Chry­stus sam jest na­szym Na­uczy­cie­lem, na­szym Mi­strzem. Nie tyl­ko przez wszyst­ko, co czy­nił i mó­wił. Jest na­szym Na­uczy­cie­lem i Mi­strzem przede wszyst­kim przez to, kim był. (…) Ser­ce Od­ku­pi­cie­la ob­ja­wia nam praw­dę mi­ło­ści, któ­ra „jest z Bo­gaˮ (1 J 4, 7). Mi­łość Bo­ga wy­ra­zi­ła się w tym, że Oj­ciec „ze­słał Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy ży­cie mie­li dzię­ki Nie­muˮ (1 J 4, 9) (…). Mi­łość ma w Bo­gu swe źró­dło, a to przed­wiecz­ne źró­dło ob­ja­wi­ło się w cza­sie, ob­ja­wi­ło się w spo­sób naj­peł­niej­szy wów­czas, kie­dy Bóg Oj­ciec „po­słał Sy­na swo­je­go ja­ko ofia­rę prze­bła­gal­ną za na­sze grze­chyˮ (1 J 4, 10). Aby mi­łość, któ­ra jest da­rem sa­me­go Bo­ga, mo­gła stać się udzia­łem ser­ca ludz­kie­go, trze­ba, aby zo­stał prze­zwy­cię­żo­ny grzech. Tyl­ko mi­łość ma tę moc, jest to bo­wiem mi­łość od­ku­pień­cza, któ­rą pul­su­je Ser­ce Sy­na Bo­że­go. Apo­stoł i Ewan­ge­li­sta Jan, tłu­ma­czy, cze­go ma­my uczyć się od te­go Sy­na, któ­ry jest Od­ku­pi­cie­lem świa­ta. Ma­my – pi­sze – „uwie­rzyć mi­ło­ści, ja­ką Bóg ma ku na­mˮ (por. 1 J 4, 16). Ta­ka wia­ra ozna­cza nie tyl­ko po­zna­nie Bo­ga. Ona jest rów­no­cze­śnie no­wym ży­ciem: jest ży­ciem w Bo­gu. Św. Jan pi­sze: „Kto trwa w mi­ło­ści, trwa w Bo­gu, a Bóg trwa w ni­mˮ (1 J 4, 16). Ży­cie w Bo­gu po­zwa­la nam nie­ja­ko do­świad­czyć te­go, że Bóg jest Mi­ło­ścią. (…) Dro­dzy bra­cia i sio­stry, do wszyst­kich mó­wię sło­wa Apo­sto­ła: „Róż­ne są da­ry ła­ski, lecz ten sam Duch; róż­ne też są ro­dza­je po­słu­gi­wa­nia, ale je­den Pan; róż­ne są wresz­cie dzia­ła­nia, lecz ten sam Bóg, spraw­ca wszyst­kie­go we wszyst­ki­chˮ (1 Kor 12, 6). Niech każ­dy od­naj­dzie się w tych sło­wach, niech każ­dy strze­że swo­je­go da­ru, swo­je­go cha­ry­zma­tu i we­dług nie­go dzia­ła w Ko­ście­le, we­dług nie­go dzia­ła też dla do­bra tej wiel­kiej wspól­no­ty, ja­ką jest na­sza Oj­czy­zna. „Bo­gu dzię­kuj­cie (...). Du­cha nie gaście!ˮ.

 

Bł. Jan Pa­weł II

Płock, 7 czerw­ca 1991 r.

 

 

 

Bóg chce naszego nawrócenia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W mi­nio­ny czwar­tek ob­cho­dzi­li­śmy uro­czy­stość Bo­że­go Cia­ła (…).

Ewan­ge­lia przed­sta­wia nam opis cu­du roz­mno­że­nia chle­ba (Łk 9, 11–17). Chciał­bym sku­pić się na jed­nym aspek­cie, któ­ry za­wsze mnie ude­rza i po­bu­dza do prze­my­śleń. Znaj­du­je­my się na brze­gu Je­zio­ra Ga­li­lej­skie­go i zbli­ża się wie­czór. Je­zus trosz­czy się o lu­dzi, któ­rzy są przy Nim od tak wie­lu go­dzin: są ich ty­sią­ce i od­czu­wa­ją głód. Co ro­bić? Rów­nież ucznio­wie za­sta­na­wia­ją się nad tym pro­ble­mem i mó­wią do Je­zu­sa: „Od­praw tłum; niech idą do oko­licz­nych wsi i za­gród, gdzie znaj­dą schro­nie­nie i żyw­no­śćˮ. Ale Je­zus mó­wi: „Wy daj­cie im je­śćˮ (w. 13). Ucznio­wie są za­sko­cze­ni i od­po­wia­da­ją: „Ma­my tyl­ko pięć chle­bów i dwie ry­by” (…).

Je­zus do­brze wie, co ro­bić, ale chce włą­czyć swo­ich uczniów, chce ich wy­cho­wać. (…)

Po­sta­wę Je­zu­sa (…) dyk­tu­je Je­go zjed­no­cze­nie z Oj­cem i współ­czu­cie dla lu­dzi, ale tak­że chęć prze­ka­za­nia uczniom pew­ne­go prze­sła­nia. W ob­li­czu tych pię­ciu chle­bów Je­zus my­śli: oto Opatrz­ność! Z tej nie­wiel­kiej ilo­ści Bóg mo­że wy­do­być to, co jest po­trzeb­ne wszyst­kim. (…) Mó­wi więc uczniom, aby ka­za­li lu­dziom usiąść w gru­pach po pięć­dzie­się­ciu – nie jest to przy­pad­ko­we: ozna­cza, że nie są już tłu­mem, ale sta­ją się wspól­no­ta­mi, kar­mio­ny­mi Bo­żym chle­bem. (…) Oto cud: bar­dziej niż roz­mno­że­nie ozna­cza to dzie­le­nie się oży­wia­ne wia­rą i mo­dli­twą. Wszy­scy się na­je­dli (…). Jest to znak Je­zu­sa – chle­ba Bo­że­go dla ludz­ko­ści.

Ucznio­wie zo­ba­czy­li, ale nie zro­zu­mie­li do­brze prze­sła­nia. Ogar­nął ich, po­dob­nie jak tłum, en­tu­zjazm na wi­dok te­go, co się wy­da­rzy­ło. (…) Pro­śmy na­szą Mat­kę Ma­ry­ję, aby nam po­mo­gła w tym na­wró­ce­niu, by­śmy na­praw­dę po­dą­ża­li co­raz bar­dziej za tym Je­zu­sem, któ­re­go wiel­bi­my w Eu­cha­ry­stii.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 2.06.2013 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Gdy ten nu­mer od­da­je­my do dru­ku, w szko­łach jest jesz­cze czas wy­sta­wia­nia ocen, po­tem rad pe­da­go­gicz­nych, na uczel­niach za­li­cze­nia, eg­za­mi­ny... Nie­któ­rym po­trzeb­ny jest jesz­cze „rzut na ta­śmę” i… wa­ka­cje. Przy tej oka­zji za­da­łem so­bie sa­me­mu py­ta­nie, co w mo­im, nie­mal sześć­dzie­się­cio­let­nim ży­ciu by­ło naj­lep­szym wa­ka­cyj­nym wspo­mnie­niem… Czy wy­jaz­dy ro­dzin­ne z cza­sów dzie­ciń­stwa? Ta­ta był mi­ło­śni­kiem Tatr, każ­dy je­go urlop spę­dza­li­śmy gdzieś mię­dzy Ko­ście­li­skiem a Jur­go­wem, tam uczy­łem się cho­dzić spo­koj­nie (by dojść), tam uczy­łem się po­zdra­wiać mi­ja­nych tu­ry­stów i za­da­wać – na­wet ob­cym – py­ta­nie o sa­mo­po­czu­cie, kie­dy ktoś bla­dy sie­dział na przy­droż­nym ka­mie­niu… Czy pierw­sze wy­jaz­dy z cza­sów li­ce­al­nych, sa­mot­ne (do dzi­siaj się dzi­wię, że moi ro­dzi­ce się na to go­dzi­li) czy z gru­pą ko­le­ża­nek i ko­le­gów, kie­dy zwie­dza­li­śmy Biesz­cza­dy al­bo Ko­tli­nę Kłodz­ką, Za­mojsz­czy­znę czy Ju­rę? A mo­że stu­denc­kie wy­jaz­dy au­to­sto­pem? Czy wy­jaz­dy na „ocha­py” (Ochot­ni­cze Huf­ce Pra­cy – czy­li wa­ka­cyj­na for­ma za­rob­ku dla li­ce­ali­stów; jeź­dzi­łem na nie ja­ko „ko­men­dant” – szef eki­py ob­słu­gu­ją­cej wcza­sy ro­dzin­ne al­bo do czysz­cze­nia la­sów w re­jo­nie mię­dzy Ko­sza­li­nem a Bia­łym Bo­rem)? Al­bo po­tem, już po świę­ce­niach, wy­jaz­dy z mi­ni­stran­ta­mi, z lek­to­ra­mi, kie­dy każ­dy wie­czór był oka­zją do wspa­nia­łych roz­mów? Pa­mię­tam z tam­tych cza­sów Łu­ka­sza, obec­nie do­sko­na­łe­go le­ka­rza, któ­ry mu­siał się po­zbie­rać po na­głej śmier­ci oj­ca, pa­mię­tam Mag­dę, dzi­siaj dy­rek­tor­kę Do­mu Dziec­ka, któ­ra w Be­ski­dzie Ży­wiec­kim od­kry­wa­ła praw­dę, że z każ­dej sy­tu­acji jest za­wsze co naj­mniej jed­no do­bre wyj­ście…

Nie wiem, co by­ło naj­lep­sze, ale mo­gę uczci­wie stwier­dzić, że ża­den li­piec i ża­den sier­pień nie był nie­uda­ny.

Dla­cze­go? Praw­do­po­dob­nie dla­te­go, że mój ta­ta wy­ma­gał ode mnie dwóch przed­wa­ka­cyj­nych usta­leń: mu­sia­łem wie­dzieć, gdzie bę­dę na Mszy Świę­tej w każ­dą nie­dzie­lę i mu­sia­łem mieć wszyst­ko (ra­mo­wo) za­pla­no­wa­ne. Mo­gło być wie­le spon­ta­nicz­nych po­su­nięć, ale za­wsze trze­ba by­ło mieć ro­dzaj wer­sji ra­tun­ko­wej.

Bar­dzo bym chciał, aby każ­dy, kto czy­ta te sło­wa, miał uda­ne wa­ka­cje. Wy­da­je mi się, że ra­zem z ca­łym ze­spo­łem „Dro­giˮ przy­go­to­wa­li­śmy wie­le ma­te­ria­łów ogól­nych (do­wie­cie się, że uda­ne są „Wa­ka­cje z war­to­ścia­mi” – s. 10–11, moż­na sko­rzy­stać z pod­po­wie­dzi, jak się do wa­ka­cji przy­go­to­wać – s. 26–27, przy­po­mi­na­my też o przy­jaź­ni z Pa­nem Bo­giem, bez któ­re­go wa­ka­cje mo­gą być po­raż­ką – s. 25–26), pro­po­nu­je­my też wie­le kon­kre­tów i szcze­gó­łów.

Ale naj­waż­niej­sze – aby by­ło co wspo­mi­nać, trze­ba użyć ro­zu­mu i za­pro­sić Pa­na Bo­ga.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski