Ale to już było

Non­sen­sem by­ło­by uda­wa­nie, że de­kla­ro­wa­nie anar­chi­zmu, ate­izmu, pa­cy­fi­zmu i tym po­dob­nych po­staw jest obec­nie świa­dec­twem od­wa­gi, a za­ra­zem ory­gi­nal­no­ści. Po­stę­po­wa­niem wy­ma­ga­ją­cym od­wa­gi, a w każ­dym ra­zie nie­mod­nym, jest na­to­miast de­kla­ro­wa­nie wia­ry w Bo­ga al­bo przy­chyl­ny sto­su­nek do ka­pi­ta­li­zmuˮ – na­pi­sał Geo­r­ge Or­well. Wy­szły wła­śnie nie­zna­ne tek­sty au­to­ra kla­sycz­nych ksią­żek „Ro­ku 1984” czy „Fol­wark zwie­rzę­cy”.

Te my­śli sprzed kil­ku­dzie­się­ciu lat dziś są jesz­cze bar­dziej ak­tu­al­ne. Nie­ste­ty. Tak jak­by świat sta­nął pod pew­ny­mi wzglę­da­mi w miej­scu. Ak­tem od­wa­gi czy nie­za­leż­no­ści my­śle­nia w ma­in­stre­amo­wych me­diach i śro­do­wi­skach jest dziś wciąż głow­nie ata­ko­wa­nie Ko­ścio­ła. Jak­by nie by­ło za na­mi pa­ru de­kad ko­mu­ni­zmu, któ­ry zwal­cza­nie Ko­ścio­ła uczy­nił na­rzę­dziem dzia­łal­no­ści pań­stwa. Czy po tym do­świad­cze­niu, kie­dy kry­ty­ka Ko­ścio­ła by­ła pro­gra­mo­wo wspie­ra­na przez pań­stwo, kie­dy­kol­wiek jesz­cze ta­ka po­sta­wa mo­że być uzna­wa­na za prze­jaw „no­wo­cze­sne­go i nie­za­leż­ne­go” my­śle­nia? Wy­raź­nie tak. Po­dob­nie jak pu­blicz­na apro­ba­ta ho­mo­sek­su­ali­zmu na bil­l­bo­ar­dach opła­ca­nych za pu­blicz­ne, pań­stwo­we czy unij­ne fun­du­sze jest wciąż ak­tem spo­łecz­nej od­wa­gi. Lub pu­blicz­na kry­ty­ka opo­zy­cji na pań­stwo­wej im­pre­zie, w to­wa­rzy­stwie głów­nych po­li­ty­ków ko­ali­cji rzą­dzą­cej jest ho­no­ro­wa­na od­zna­cze­nia­mi ty­pu „czło­wiek ro­ku”.

foto_01-03_11-2013

 

Każ­dy mo­że mieć po­glą­dy, ja­kie chce. Jed­nych stać na mą­drzej­sze, in­ni po­zo­sta­ną przy głup­szych. Każ­dy ma ta­kie, na ja­kie go po pro­stu stać. Ale ła­two za­po­mnieć, że na ory­gi­nal­ność czy nie­za­leż­ność my­śle­nia, od­wa­gę we wła­snych po­glą­dach, ich no­wo­cze­sność trze­ba so­bie cięż­ko za­pra­co­wać. Po­dą­ża­nie za tym, co jest wspie­ra­ne przez me­cha­ni­zmy pań­stwa, fun­du­sze unij­ne, ma­in­stre­amo­we me­dia na pew­no utrud­nia ory­gi­nal­ność i nie­za­leż­ność. Ale i jej nie wy­klu­cza.

Ile ra­zy ory­gi­nal­nie za­brzmi ha­sło: „Bóg umarł”? Ile ra­zy prze­ja­wem nie­za­leż­no­ści twór­czej mo­że być za­nu­rze­nie krzy­ża w ury­nie czy po­dar­cie Bi­blii? Ile de­kad po pierw­szych fe­mi­nist­kach ha­sła o rów­no­ści ko­biet mo­gą być wciąż no­wo­cze­sne? Ja­ką od­wa­gą wy­ka­zu­ją się śro­do­wi­ska otrzy­mu­ją­ce fun­du­sze unij­ne na pro­pa­go­wa­nie ha­seł o rów­no­upraw­nie­niu mniej­szo­ści sek­su­al­nych w eu­ro­pej­skim kra­ju?

Oczy­wi­stym jest fakt, że li­nia po­dzia­łu po­glą­dów ma mą­drzej­sze i głup­sze nie prze­bie­ga rów­no z li­nią po­dzia­łu na po­glą­dy no­wo­cze­sne i kon­ser­wa­tyw­ne. Wy­star­czy za­dać so­bie py­ta­nie, kim był Je­zus Chry­stus – czy kon­ser­wa­ty­stą, czy przed­sta­wi­cie­lem no­wo­cze­sne­go spo­so­bu my­śle­nia. Py­ta­nie to pew­ne jest trud­ne dla naj­spryt­niej­szych na­wet teo­lo­gów. Dzi­siej­szy świat, a zwłasz­cza zbu­do­wa­ne na kul­cie „new­sa” me­dia, zde­cy­do­wa­nie pre­fe­ru­ją no­wo­cze­sność ja­ko „je­dy­nie słusz­ny” świa­to­po­gląd. Kon­ser­wa­tyzm jest zde­cy­do­wa­nie czymś „nie­faj­nym”. Tyl­ko czy pod­pie­ra­nie się dźwi­gnią no­wo­cze­sno­ści po­glą­dów w po­wy­żej opi­sa­nych przy­pad­kach ma jesz­cze ja­kie­kol­wiek pod­sta­wy?

Ale to już by­ło. Po pro­stu – to już by­ło. I nie wró­ci wię­cej? Wra­ca, wra­ca – ja­ko od­grze­wa­ny ko­tlet.

 

KU

 

 

Chleb Życia

Czy to moż­li­we?

Czy to moż­li­we, aby do­ro­sła ko­bie­ta przez je­de­na­ście lat ży­ła, przyj­mu­jąc ja­ko je­dy­ny po­karm chleb eu­cha­ry­stycz­ny i pi­jąc je­dy­nie wo­dę? „Na to me­dy­cy­na nie znaj­du­je na­uko­we­go uza­sad­nie­nia” lub „są na tym świe­cie rze­czy nie­wy­tłu­ma­czal­ne” – to je­dy­ne, co mógł­by po­wie­dzieć o ostat­nich la­tach ży­cia bł. An­ny Ka­ta­rzy­ny Em­me­rich nie­mal każ­dy le­karz.

Jest w tych sło­wach bar­dzo wie­le praw­dy. Za­rów­no sa­me­go ist­nie­nia Bo­ga, jak i je­go obec­no­ści w Eu­cha­ry­stii nie moż­na udo­wod­nić na­uko­wo.

A jed­nak tak się sta­ło. Praw­dzi­wa ko­bie­ta, z krwi i ko­ści, prze­ży­ła je­de­na­ście lat, przyj­mu­jąc co­dzien­nie Ko­mu­nię św. za­miast ja­kie­go­kol­wiek in­ne­go po­kar­mu.

To prze­cież nie­moż­li­we, że­by ma­ły ka­wa­łek opłat­ka utrzy­my­wał przy ży­ciu przez je­de­na­ście lat. Dzien­ne za­po­trze­bo­wa­nie ka­lo­rycz­ne do­ro­słe­go czło­wie­ka to oko­ło dwóch ty­się­cy ka­lo­rii, a „ma­ły opła­tek” to za­le­d­wie kil­ka. Nie­moż­li­we! Opła­tek nie mo­że utrzy­mać tak dłu­go przy ży­ciu, ta ko­bie­ta po­win­na umrzeć śmier­cią gło­do­wą. Nie umar­ła, po­nie­waż po­karm, któ­ry co­dzien­nie przyj­mo­wa­ła, to nie ża­den ka­wa­łek opłat­ka, ale Je­zus – praw­dzi­wy Bóg ukry­ty w chle­bie.

foto_01-02_11-2013

To nie żad­na baj­ka!

Bł. An­na Ka­ta­rzy­na Em­me­rich przy­szła na świat 8 wrze­śnia 1774 ro­ku w bar­dzo ubo­giej ro­dzi­nie w Niem­czech. Uro­dzi­ła się ja­ko pią­te z dzie­się­cior­ga dzie­ci i od wcze­sne­go dzie­ciń­stwa by­ła nie­prze­cięt­nie bo­go­boj­na i po­boż­na. Ro­dzi­ców bło­go­sła­wio­nej nie­po­ko­ił na­wet mo­men­ta­mi jej – jak go na­zy­wa­li – upór w spra­wach wia­ry. Do­zna­wa­ła wi­zji już ja­ko kil­ku­let­nia dziew­czyn­ka. Kie­dy w swo­jej dzie­cię­cej otwar­to­ści dzie­li­ła się ni­mi z ró­wie­śni­ka­mi i na­uczy­cie­la­mi by­ła wy­śmie­wa­na i nie trak­to­wa­no jej po­waż­nie.

W wie­ku sied­miu lat przy­stą­pi­ła po raz pierw­szy do sa­kra­men­tów po­ku­ty i po­jed­na­nia i Eu­cha­ry­stii. By­ła tak prze­ję­ta, że omdla­ła w dro­dze do ko­ścio­ła i dzie­ci za­nio­sły ją na rę­kach do ko­ścio­ła. Pierw­sza spo­wiedź by­ła dla niej tak ogrom­nym prze­ży­ciem, że w jej trak­cie wy­bu­chła pła­czem, wy­ni­ka­ją­cym z ża­lu nad swo­imi grze­cha­mi. Fakt, że mia­ła wte­dy za­le­d­wie sie­dem lat, udo­wad­nia jej nie­zwy­kłą doj­rza­łość i świa­do­mość w spra­wach wia­ry.

Ja­ko na­sto­lat­ka pod­ję­ła de­cy­zję o wstą­pie­niu do za­ko­nu. Nie­ste­ty, z po­wo­du bra­ku od­po­wied­nie­go po­sa­gu nie od ra­zu mo­gła speł­nić swo­je po­wo­ła­nie. Przez kil­ka lat pra­co­wa­ła ja­ko słu­żą­ca, a w wie­ku dwu­dzie­stu czte­rech lat otrzy­ma­ła styg­ma­ty ko­ro­ny cier­nio­wej. Swo­je cier­pie­nie mę­ki Chry­stu­sa prze­ży­wa­ła w ci­cho­ści, a ra­ny za­wsze skry­wa­ła pod opa­ską.

W 1802 ro­ku zo­sta­ła przy­ję­ta do Zgro­ma­dze­nia Sióstr Au­gu­stia­nek. W ro­ku 1811 jej za­kon zo­stał przy­mu­so­wo zla­icy­zo­wa­ny. Sio­stra An­na Ka­ta­ry­na Em­me­rich zo­sta­ła wów­czas przy­gar­nię­ta przez fran­cu­skie­go księ­dza J. M. Lam­ber­ta. Krót­ko po­tem cięż­ko za­cho­ro­wa­ła i do­zna­ła cał­ko­wi­te­go pa­ra­li­żu. Wła­śnie w cza­sie cho­ro­by do­zna­wa­ła naj­bar­dziej bru­tal­nych wi­zji Mę­ki Pań­skiej i do­zna­wa­ła nie­ludz­kie­go cier­pie­nia. Mia­ła pro­ro­cze wi­zje do­ty­czą­ce Ko­ścio­ła. Zo­sta­ła ob­da­rzo­na wszyst­ki­mi styg­ma­ta­mi. Na pod­sta­wie jej ob­ja­wień po­wstał film Me­la Gib­so­na. Ob­ra­zy z te­go fil­mu na dłu­go po­zo­sta­ją w pa­mię­ci i są bar­dzo po­ru­sza­ją­ce dla każ­de­go wi­dza. Jak wiel­kie mu­sia­ło być za­tem cier­pie­nie, któ­re­go ra­zem z umę­czo­nym Je­zu­sem do­zna­wa­ła bło­go­sła­wio­na.

An­na Ka­ta­rzy­na Em­me­rich zo­sta­ła be­aty­fi­ko­wa­na przez bł. Ja­na Paw­ła II w 2003 ro­ku.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Droga do zbawienia

Pan Bóg chce, aby­śmy „mie­li ży­cie i mie­li je w ob­fi­to­ści” (por. J 10, 10). Dla­te­go za­pra­sza nas na ucztę przy oł­ta­rzu, na któ­rym Daw­ca Ży­cia ofia­ro­wu­je się za nas ja­ko Chleb Ży­wy.

To ta sa­ma ofia­ra Chry­stu­sa, któ­ra do­ko­na­ła się na krzy­żu dwa ty­sią­ce lat te­mu. I choć spo­sób jej skła­da­nia jest już in­ny, bez­kr­wa­wy, to Eu­cha­ry­stia jest nie tyl­ko pa­miąt­ką, ale tak­że uobec­nie­niem Je­go Mę­ki i Zmar­twych­wsta­nia tu i te­raz. Dla Bo­ga czas nie ma zna­cze­nia – św. Piotr tłu­ma­czy nam, że „je­den dzień u Pa­na jest jak ty­siąc lat, a ty­siąc lat jak je­den dzień” (2 P 3, 8). Ko­mu­nia eu­cha­ry­stycz­na jest rów­nież za­ląż­kiem ży­cia wiecz­ne­go – nasz udział w tej uczcie za­po­wia­da udział w uczcie kró­le­stwa Bo­że­go. God­ne spo­ży­wa­nie Cia­ła Chry­stu­sa i pi­cie Je­go Krwi gwa­ran­tu­je nam, że zmar­twych­wsta­nie­my. Pan Je­zus da­je sa­me­go sie­bie na po­karm, że­by­śmy nie osła­bli w dro­dze. Tę dro­gę do wiecz­no­ści sym­bo­li­zu­je pro­ce­syj­ne po­dą­ża­nie do Ko­mu­nii Świę­tej. Nie­przy­pad­ko­wo ja­ko ostat­ni sa­kra­ment udzie­la­ny umie­ra­ją­cym jest na­zy­wa­na wia­ty­kiem, czy­li „za­opa­trze­niem” na czas po­dró­ży (łac. via­ti­cum).

foto_01-01_11-2013

Ja je­stem chle­bem ży­wym, któ­ry zstą­pił z nie­ba. Je­śli kto spo­ży­wa ten chleb, bę­dzie żył na wie­ki. Chle­bem, któ­ry Ja dam, jest mo­je Cia­ło za ży­cie świa­ta”. Te sło­wa Je­zu­sa zdu­mia­ły słu­cha­czy. Na ich wąt­pli­wo­ści od­po­wie­dział w do­bit­ny spo­sób: „Je­że­li nie bę­dzie­cie spo­ży­wać Cia­ła Sy­na Czło­wie­cze­go i nie bę­dzie­cie pi­li Krwi Je­go, nie bę­dzie­cie mie­li ży­cia w so­bie. Kto spo­ży­wa mo­je Cia­ło i pi­je mo­ją Krew, ma ży­cie wiecz­ne, a Ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym” (J 6, 51–54). Je­zus zwra­ca na­szą uwa­gę na to, że peł­ny udział w Eu­cha­ry­stii to ko­niecz­ność. Idąc za tym wska­za­niem, Ko­ściół sfor­mu­ło­wał jed­no z przy­ka­zań ko­ściel­nych zo­bo­wią­zu­ją­ce każ­de­go ka­to­li­ka do pla­nu mi­ni­mum: choć raz w ro­ku po­wi­nien przy­stą­pić do Ko­mu­nii Świę­tej.

Eu­cha­ry­stia jest cen­tral­nym punk­tem ży­cia re­li­gij­ne­go Ko­ścio­ła. Jed­nak już na po­cząt­ku XV w. dzie­ło O na­śla­do­wa­niu Chry­stu­sa upo­mi­na­ło się o wła­ści­wą cześć dla Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu. Zwró­co­no w nim uwa­gę, że piel­grzym­ki do róż­nych miejsc, gdzie lu­dzie „zwie­dza­ją ogrom­ne świą­ty­nie” i ca­łu­ją re­li­kwie świę­tych, ma­ją mniej­szy po­ży­tek du­cho­wy, niż sta­wie­nie się przed Sa­kra­men­tem Oł­ta­rza, w któ­rym jest obec­ny sam Bóg, „Świę­ty świę­tych”. Au­tor wy­ra­żał żal, „że wie­lu lu­dzi tak rzad­ko zwra­ca się ku tej zba­wien­nej ta­jem­ni­cy”. Sfor­mu­ło­wał dia­gno­zy pa­su­ją­ce do na­szych cza­sów: „Nie ce­nią bar­dziej te­go nie­wy­po­wie­dzia­ne­go da­ru, a dla­te­go wła­śnie, że moż­na go mieć na co dzień, od­wra­ca­ją się na­wet od nie­go! Przy­pu­ść­my, że ten naj­święt­szy Sa­kra­ment umiesz­czo­ny był­by tyl­ko w jed­nym sank­tu­arium i kon­se­kro­wa­ny tyl­ko przez jed­ne­go ka­pła­na na świe­cie, po­myśl­my, ja­kie pcha­ły­by się tam tłu­my, jak­że ob­le­ga­no by te­go ka­pła­na, aby uj­rzeć, jak od­pra­wia to Bo­skie mi­ste­rium. A tym­cza­sem ty­lu jest ka­pła­nów i w ty­lu miej­scach ofia­ro­wu­je się nam Chry­stus, aby oka­za­ła się tym więk­sza ła­ska­wość i mi­łość Bo­ga do czło­wie­ka, im sze­rzej roz­cho­dzi się po świe­cie Ko­mu­nia Świę­ta”. Wier­ny czy­tel­nik tej książ­ki, św. Igna­cy Loy­ola, dzię­ki za­ufa­niu po­kła­da­ne­mu w mo­cy Eu­cha­ry­stii upo­rząd­ko­wał swo­je ży­cie, a na­wet wzniósł wiel­kie dzie­ło za­ko­nu je­zu­itów. Kie­dy śpie­wa­my „Du­szo Chry­stu­so­wa, uświęć mnie. Cia­ło Chry­stu­so­we, zbaw mnie, Krwi Chry­stu­so­wa, na­pój mnie”, uży­wa­my słów je­go ulu­bio­nej mo­dli­twy. Na­śla­duj­my więc tak­że je­go wia­rę w moc Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

 

Kościół żyje Eucharystią

Ile­kroć bo­wiem spo­ży­wa­cie ten chleb i pi­je­cie kie­lich, śmierć Pa­na gło­si­cie, aż przyj­dzie” (1 Kor 11, 26). W po­wyż­szych sło­wach św. Pa­weł przy­po­mi­na chrze­ści­ja­nom Ko­ryn­tu, że „wie­cze­rza Pań­ska” nie jest tyl­ko spo­tka­niem na uczcie, lecz – przede wszyst­kim – pa­miąt­ką od­ku­pień­czej ofia­ry Chry­stu­sa. Kto bie­rze w niej udział, jak wy­ja­śnia apo­stoł, jed­no­czy się z mi­ste­rium śmier­ci Pa­na, a na­wet wię­cej – sta­je się jej „gło­si­cie­lem”. Tak więc ist­nie­je ści­sły zwią­zek mię­dzy „spra­wo­wa­niem Eu­cha­ry­stii” i gło­sze­niem Chry­stu­sa. Gdy jed­no­czy­my się z Nim (…), sta­je­my się jed­no­cze­śnie mi­sjo­na­rza­mi wy­da­rze­nia, któ­re ten ob­rzęd uobec­nia. (…)

Dro­dzy bra­cia i sio­stry, bę­dzie­my na no­wo prze­ży­wać tę wspa­nia­łą rze­czy­wi­stość w cza­sie uro­czy­sto­ści Bo­że­go Cia­ła, pod­czas któ­rej Ko­ściół nie tyl­ko spra­wu­je Eu­cha­ry­stię, lecz uro­czy­ście nie­sie Naj­święt­szy Sa­kra­ment w pro­ce­sji, gło­sząc pu­blicz­nie, że Chry­stus zło­żył sie­bie w ofie­rze dla zba­wie­nia ca­łe­go świa­ta.

Wdzięcz­ny za ten ogrom­ny dar, Ko­ściół gro­ma­dzi się wo­kół Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu, po­nie­waż w nim wi­dzi źró­dło i szczyt swe­go ist­nie­nia i dzia­ła­nia. (…) Chry­stus, „chleb ży­wy, któ­ry zstą­pił z nie­ba” (J 6, 51), mo­że za­spo­ko­ić głód czło­wie­ka w każ­dej epo­ce oraz w każ­dym za­kąt­ku zie­mi. Jed­nak­że On nie chce te­go czy­nić sam i dla­te­go – po­dob­nie jak wte­dy, gdy roz­mno­żył chleb – po­słu­gu­je się ucznia­mi. „On wziął te pięć chle­bów i dwie ry­by, spoj­rzał w nie­bo i od­mó­wiw­szy nad ni­mi bło­go­sła­wień­stwo, po­ła­mał i da­wał uczniom, by po­da­wa­li tłu­mo­wi” (Łk 9, 16). Ten cu­dow­ny znak sta­no­wi sym­bol naj­więk­szej ta­jem­ni­cy mi­ło­ści, po­na­wia­ją­cej się co­dzien­nie we Mszy św.: po­przez wy­świę­co­nych sza­fa­rzy Chry­stus ofia­ru­je w da­rze swo­je Cia­ło i swo­ją Krew za ży­cie ludz­ko­ści. (…)

 

Bł. Jan Pa­weł II

Rzym, Ba­zy­li­ka św. Ja­na na La­te­ra­nie, 10 czerw­ca 2004 r.

 

Pamiętajmy o Panu

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W na­szym (…) spo­tka­niu chcia­ła­bym się sku­pić na Świę­tym Jó­ze­fie i Mat­ce Bo­żej, tak waż­nych po­sta­ciach w ży­ciu Je­zu­sa, Ko­ścio­ła i w na­szym ży­ciu (…). Je­zus wkra­cza w na­sze dzie­je, przy­cho­dzi mię­dzy nas, ro­dząc się z Ma­ryi mo­cą Bo­żą, ale z obec­no­ścią Świę­te­go Jó­ze­fa (…). Je­zus ro­dzi się i ży­je w Świę­tej Ro­dzi­nie, ucząc się od św. Jó­ze­fa za­wo­du cie­śli, w warsz­ta­cie w Na­za­re­cie, dzie­ląc z nim za­an­ga­żo­wa­nie, trud, sa­tys­fak­cję, a tak­że trud­no­ści każ­de­go dnia. Przy­po­mi­na to nam o god­no­ści i zna­cze­niu pra­cy. Księ­ga Ro­dza­ju mó­wi, że Bóg stwo­rzył męż­czy­znę i ko­bie­tę po­wie­rza­jąc im za­da­nie na­peł­nie­nia zie­mi i czy­nie­nia jej so­bie pod­da­ną. Nie ozna­cza to jej ra­bun­ko­wej eks­plo­ata­cji, ale pie­lę­gno­wa­nie i strze­że­nie jej, dba­nie o nią swo­ją wła­sną pra­cą (por. Rdz 1, 28; 2, 15). (…) Chciał­bym się też zwró­cić szcze­gól­nie do was dzie­ci i mło­dzie­ży: przy­kła­daj­cie się do wa­szych co­dzien­nych obo­wiąz­ków, do na­uki, pra­cy, re­la­cji przy­jaź­ni, do po­mo­cy in­nym lu­dziom. Wa­sza przy­szłość za­le­ży rów­nież od te­go, jak po­tra­fi­cie prze­żyć te cen­ne la­ta ży­cia. Nie lę­kaj­cie się wy­sił­ku, po­świę­ce­nia i nie pa­trz­cie z lę­kiem w przy­szłość. (…) W ci­szy co­dzien­ne­go dzia­ła­nia św. Jó­zef wraz z Ma­ry­ją ma­ją jed­no je­dy­ne wspól­ne cen­trum uwa­gi: Je­zu­sa. To­wa­rzy­szą oni i strze­gą, z za­an­ga­żo­wa­niem i czu­ło­ścią, roz­wo­jo­wi Sy­na Bo­że­go, któ­ry dla nas stał się czło­wie­kiem, roz­wa­ża­jąc wszyst­ko to, co się wy­da­rzy­ło. (…) Każ­dy z nas (...) po­wi­nien po­sta­wić so­bie py­ta­nie: ja­kie miej­sce da­ję Bo­gu? Czy za­trzy­mu­ję się na roz­mo­wę z Nim? Od pierw­szych chwil, kie­dy by­li­śmy ma­li, na­si ro­dzi­ce przy­zwy­cza­ja­li nas do roz­po­czy­na­nia i koń­cze­nia dnia mo­dli­twą, aby na­uczyć nas od­czu­wa­nia, że to­wa­rzy­szą nam przy­jaźń i mi­łość Bo­ga. (…)

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Rzym, 1.05.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Czło­wiek, któ­ry po­dej­mu­je de­cy­zję wia­ry, prę­dzej czy póź­niej za­uwa­ża, że ży­je na gra­ni­cy dwóch świa­tów, w roz­dar­ciu. Na pew­no już każ­dy z nas do­świad­czył te­go, że to by­wa bo­le­sne, że te dwa świa­ty „nie pa­su­ją do sie­bie”. Mó­wił prze­cież Pan Je­zus: „Kró­le­stwo Mo­je nie jest z te­go świa­ta”. Ten cy­tat, wy­ję­ty z prze­słu­cha­nia Pa­na Je­zu­sa przez Pi­ła­ta wska­zu­je na czę­stą ko­niecz­ność po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, co sta­wiam na pierw­szym miej­scu. Uży­łem te­go cy­ta­tu w krót­kiej in­for­ma­cji na te­mat teo­lo­gii wy­zwo­le­nia (Za­bły­śnij na ka­te­che­zie – s. 7). A uzna­łem, że trze­ba za­mie­ścić tę in­for­ma­cję po obej­rze­niu fil­mu Cri­stia­da, gdzie we wspa­nia­ły spo­sób zo­stał po­ka­za­ny he­ro­izm lu­dzi prze­śla­do­wa­nych za wia­rę, lu­dzi, któ­rzy by­li go­to­wi od­dać swo­je ży­cie, by móc uczest­ni­czyć we Mszy Świę­tej, by móc wziąć udział w pro­ce­sji. Pre­zy­dent – ma­son za­ka­zał w Mek­sy­ku nie tyl­ko mo­dle­nia się po­za świą­ty­nia­mi, on rów­nież wy­dał za­kaz spra­wo­wa­nia Eu­cha­ry­stii w ko­ścio­łach. Nie wszy­scy wie­dzą, że mi­mo zła­go­dze­nia re­stryk­cyj­nych prze­pi­sów, Ko­ściół mek­sy­kań­ski mu­siał za­pła­cić grzyw­nę za… Ja­na Paw­ła II, któ­ry od­wie­dził Mek­syk w 1979 ro­ku. Dla­cze­go? Bo wy­stę­po­wał w nie­do­zwo­lo­nym stro­ju, czy­li w su­tan­nie! Nie moż­na po­pie­rać za­bi­ja­nia, Pan Je­zus wy­raź­nie wska­zał, że nie ma za­mia­ru wy­pę­dzać Rzy­mian z Zie­mi Obie­ca­nej, ale też za­wsze sta­wał w obro­nie po­krzyw­dzo­nych, utoż­sa­mił się z cho­ry­mi, głod­ny­mi i spra­gnio­ny­mi.

Jak za­uwa­ży­li­ście już pew­nie na okład­ce, w tym nu­me­rze ma­my nie­co wię­cej te­ma­tów ze­bra­nych wo­kół Eu­cha­ry­stii. Mo­że­cie do­wie­dzieć się o tak zwa­nych cu­dach eu­cha­ry­stycz­nych (s. 11, 12 i 13) i o hi­sto­rii pro­ce­sji Bo­że­go Cia­ła (s. 9–10). Do­wie­cie się, że by­wa­ją oso­by, któ­rym Pan Bóg da­je prze­dziw­ną ła­skę ży­cia sa­mą Ko­mu­nią Świę­tą (s. 16), mo­że­cie przy­jąć za­pro­sze­nie na wa­ka­cyj­ne re­ko­lek­cje al­bo sko­rzy­stać z na­szej ra­dy w do­bo­rze cie­ka­wej lek­tu­ry („ta­bli­ca ogło­szeń” – s. 32).

Pa­ni Elż­bie­ta, pro­wa­dzą­ca Po­rad­nię Ro­dzin­ną w war­szaw­skiej pa­ra­fii Naj­święt­sze­go Zba­wi­cie­la, za­pra­sza Was do po­zna­wa­nia tem­pe­ra­men­tów (s. 22), a Mag­da pró­bu­je pod­su­nąć Wam za­cho­wa­nia naj­wła­ściw­sze w róż­nych trud­nych sy­tu­acjach, ja­kie opi­su­je­cie w nad­sy­ła­nej do nas ko­re­spon­den­cji (s. 25).

Ży­czę nie tyl­ko owoc­nej lek­tu­ry, przede wszyst­kim ży­czę przy­bli­ża­nia się do sa­me­go Pa­na Je­zu­sa obec­ne­go w Sa­kra­men­cie Oł­ta­rza.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski