Najskuteczniejsze zmiany? Małymi kroczkami!

Czę­sto za­da­je­cie mi trud­ne py­ta­nia. Czy da się zmie­nić swój cha­rak­ter? Czy jest ze mną coś nie tak, bo jesz­cze nie mam chłopaka/dziewczyny? Na te py­ta­nia, spe­cjal­nie dla czy­tel­ni­ków „Dro­giˮ, od­po­wia­da dr Je­rzy Ko­ło­dziej, me­na­dżer i co­ach, któ­ry swo­je do­świad­cze­nie zdo­by­wał w po­nad 30 kra­jach świa­ta.

Po co mam nad so­bą pra­co­wać, sko­ro ta­kie­go stwo­rzył mnie Pan Bóg? Ta­kie­go mnie Pa­nie stwo­rzy­łeś, ta­kie­go mnie masz...

Pan Bóg cię stwo­rzył i wy­po­sa­żył we wszyst­ko, co jest ci po­trzeb­ne, da­jąc ci róż­ne ta­len­ty, abyś był szczę­śli­wy. Sta­nie się to jed­nak wte­dy, kie­dy od­kry­jesz, ja­kie masz ta­len­ty i ja­ka jest two­ja mi­sja, bo każ­dy z nas po­ja­wił się na tym świe­cie dla ja­kie­goś ce­lu. Mo­żesz te­go nie po­szu­ki­wać i żyć z dnia na dzień, lecz wte­dy, nie­za­leż­nie od te­go, jak uło­ży ci się ży­cie, bę­dziesz się czuł ob­co sam ze so­bą. Te­go pro­ble­mu nie roz­wią­żą na­wet du­że pie­nią­dze, je­śli uda ci się je zdo­być. Znam wie­le osób, któ­re zna­la­zły swo­je miej­sce w ży­ciu i to są oso­by, z któ­ry­mi lu­bię prze­by­wać. Z ni­mi ni­gdy się nie nu­dzę i po każ­dym ta­kim spo­tka­niu chce mi się zro­bić coś do­bre­go.

Nie lu­bię swo­jej ce­chy cha­rak­te­ru. Np. te­go, że zo­sta­wiam róż­ne spra­wy na ostat­nią chwi­lę. Czy moż­li­we jest zmie­nie­nie cha­rak­te­ru?

Od­po­wiem py­ta­niem: a mo­że two­ja ce­cha cha­rak­te­ru, któ­rej tak nie lu­bisz, jest ci da­na w ja­kimś ce­lu? Mam zna­jo­me­go, któ­ry jest kon­sul­tan­tem i pra­cu­je z du­ży­mi fir­ma­mi. Kie­dyś w roz­mo­wie po­wie­dział mi o swo­jej sła­bej stro­nie, któ­ra go bar­dzo czę­sto iry­to­wa­ła. Jest czło­wie­kiem bar­dzo po­god­nym, szyb­ko na­wią­zu­je re­la­cje, a roz­mo­wy, któ­re pro­wa­dzi z klien­ta­mi, są peł­ne po­my­słów i cie­ka­wych roz­wią­zań. Rzecz w tym, że po spo­tka­niach nie ro­bił no­ta­tek, wręcz nie cier­piał te­go ro­bić, i usta­le­nia, któ­re za­pa­dły w roz­mo­wie, po krót­kim cza­sie roz­pły­wa­ły się w po­wie­trzu. Kie­dy po kil­ku ty­go­dniach klient wra­cał do nie­go z po­twier­dze­niem usta­leń, on wi­dział to zu­peł­nie ina­czej, był w kło­po­tli­wej sy­tu­acji i czuł się z tym bar­dzo źle. Zna­jąc swo­ją ce­chę cha­rak­te­ru, za­czął ro­bić no­tat­ki w cza­sie spo­tka­nia we­dług wy­my­ślo­nej przez sie­bie me­to­dy. Te­raz czu­je się z tym do­brze i czę­sto jest le­piej przy­go­to­wa­ny do roz­mów niż te oso­by, któ­re wcze­śniej wy­da­wa­ły mu się bar­dzo skru­pu­lat­ne. Za­miast ucie­kać od swo­jej sła­bo­ści i z nią wal­czyć, zna­lazł na nią spo­sób.

Tak jest z każ­dym z nas, ma­my swo­je sła­bo­ści po to, aby­śmy się mo­gli te­mu do­kład­niej przyj­rzeć. Jak mia­łem 16 lat, by­łem bar­dzo nie­śmia­ły. Szcze­gól­nie oba­wia­łem się, kie­dy mu­sia­łem wejść do po­ko­ju, w któ­rym by­li ob­cy mi lu­dzie. Mo­ja wy­obraź­nia pod­po­wia­da­ła mi, że je­śli otwo­rzę drwi, to wszy­scy po­pa­trzą w mo­im kie­run­ku i mnie wy­śmie­ją. Nie po­tra­fi­łem znieść te­go śmie­chu, któ­ry był w mo­jej wy­obraź­ni. Po­sta­no­wi­łem coś z tym zro­bić. Na po­czą­tek chcia­łem się prze­ko­nać, czy rze­czy­wi­ście lu­dzie bę­dą się śmia­li. Przez kil­ka ty­go­dni przy­naj­mniej raz dzien­nie pu­ka­łem do cał­kiem przy­pad­ko­wych drzwi, otwie­ra­łem je, po ro­zej­rze­niu się mó­wi­łem grzecz­nie „prze­pra­sza­mˮ i się wy­co­fy­wa­łem. W żad­nym przy­pad­ku nie spo­tka­łem się ze złą re­ak­cją. Na po­cząt­ku in­ter­pre­to­wa­łem to ja­ko przy­pa­dek i mu­sia­łem to po­wtó­rzyć wie­lo­krot­nie, aby się prze­ko­nać, że oba­wy są tyl­ko w mo­jej gło­wie. W ten spo­sób po­zby­łem się lę­ku, któ­ry mnie pa­ra­li­żo­wał

Czy moż­na zmie­nić w so­bie wszyst­ko, czy cze­goś zmie­nić się nie da?

Nie war­to zmie­niać te­go, cze­go się nie da zmie­nić. Lecz za­pew­ne są ta­kie spra­wy, któ­re zmie­nić mo­że­my i po­win­ni­śmy to zro­bić. Tu­taj, jak zresz­tą w każ­dej sy­tu­acji, trze­ba być ze so­bą uczci­wym. Naj­sku­tecz­niej­sze są te zmia­ny, któ­re wpro­wa­dza­my ma­ły­mi kro­ka­mi, lecz bar­dzo kon­se­kwent­nie. Po­win­ni­śmy uni­kać wpro­wa­dza­nia kil­ku zmian jed­no­cze­śnie, bo wte­dy mo­że­my bar­dzo ła­two się znie­chę­cić. Przez wie­le lat mia­łem po­waż­ne pro­ble­my z krę­go­słu­pem. Sie­dzą­cy tryb pra­cy i co­raz mniej­sze daw­ki re­gu­lar­ne­go upra­wia­nia spor­tu da­wa­ły o so­bie znać. Te pro­ble­my z krę­go­słu­pem wy­trą­ca­ły mnie z nor­mal­ne­go, dość na­pię­te­go ryt­mu ży­cia, że nie wspo­mnę o bó­lu, ja­ki te­mu to­wa­rzy­szył. Tak by­ło do cza­su, kie­dy spo­tka­łem te­ra­peu­tę, któ­ry po­ka­zał mi, jak ro­bić pro­ste ćwi­cze­nia na krę­go­słup, któ­re mo­gę wy­ko­ny­wać nie dłu­żej niż 2 mi­nu­ty dzien­nie. Od pra­wie 10 lat nie mam pro­ble­mów, ja­kie mia­łem przez wie­le lat. By­ło mi rów­nież ła­twiej wró­cić do re­gu­lar­nej ak­tyw­no­ści spor­to­wej.

Co zro­bić wte­dy, kie­dy chcę coś zmie­nić, a nie mam na to wpły­wu?

Rób to, na co masz wpływ i nie zaj­muj się tym, na co nie masz wpły­wu. To na pierw­szy rzut oka brzmi dość pa­ra­dok­sal­nie, bo jak nie zaj­mo­wać się czymś, co jest dla mnie waż­ne. Je­śli jed­nak bę­dzie­my to sto­so­wa­li, prze­ko­na­my się wkrót­ce, że ma­my wpływ na bar­dzo du­żo spraw, któ­re nas do­ty­czą. Od­stę­pu­jąc od spra­wy, na któ­rą nie ma­my wpły­wu, na­bie­ra­my do niej dy­stan­su, a z dy­stan­su wi­dać le­piej niż z bli­ska. Kie­dy zgu­bi­my się w le­sie, wi­dzi­my du­żo szcze­gó­łów, któ­re nam ma­ło po­ma­ga­ją w od­na­le­zie­niu dro­gi. By­li­by­śmy w znacz­nie lep­szej po­zy­cji, oglą­da­jąc ten las z wy­so­ko unie­sio­ne­go he­li­kop­te­ra. Tym wła­śnie jest dy­stans do spra­wy.

Kil­ka lat te­mu do­wie­dzia­łem się, że ta pro­sta za­sa­da po­zwo­li­ła cór­ce mo­ich zna­jo­mych zdać ma­tu­rę, do­stać się na upra­gnio­ne stu­dia i przejść przez trud­ny pierw­szy rok. Jak to się sta­ło? Dziew­czy­na by­ła bar­dzo pil­na w na­uce, jed­nak myśl o eg­za­mi­nie cał­ko­wi­cie ją pa­ra­li­żo­wa­ła – co so­bie po­my­śli wy­kła­dow­ca, jak nie bę­dę umia­ła te­go ja­sno wy­po­wie­dzieć na eg­za­mi­nie? Te my­śli by­ły nie do znie­sie­nia, a na do­da­tek nie da­ło się te­go w ża­den spo­sób ra­cjo­nal­nie wy­tłu­ma­czyć. Po roz­mo­wie, ja­ką mia­łem z nią i jej ro­dzi­ca­mi, uchwy­ci­ła się te­go, że­by nie zaj­mo­wać się spra­wa­mi, na któ­re nie ma wpły­wu i za­czę­ła to sto­so­wać, kie­dy po­ja­wiał się ten lęk. Za­da­wa­ła so­bie wte­dy py­ta­nie: Czy ja mam na to wpływ, co po­my­śli so­bie wy­kła­dow­ca? Za każ­dym ra­zem od­po­wia­da­ła so­bie: Nie mam na to wpły­wu. To ją od­blo­ko­wy­wa­ło i mo­gła się uczyć da­lej bez prze­szkód. Przy­znam, że słu­cha­jąc tej re­la­cji, sam by­łem za­sko­czo­ny pro­sto­tą i sku­tecz­no­ścią te­go po­dej­ścia.

Do­sta­ję wie­le li­stów od na­sto­la­tek, któ­re mar­twią się, że nie mo­gą zna­leźć do­bre­go chło­pa­ka. Py­ta­ją, co ma­ją w so­bie zmie­nić, że­by ktoś się ni­mi za­in­te­re­so­wał. Cza­sa­mi są bar­dzo za­ła­ma­ne. Jak ma­ją roz­po­znać, czy to fak­tycz­nie one po­win­ny się nad so­bą po­waż­nie za­sta­no­wić, czy mo­że po pro­stu nie tra­fi­ły jesz­cze na od­po­wied­nie­go chłop­ca?

To w jed­na­ko­wym stop­niu do­ty­czy dziew­cząt jak i chłop­ców, bo rze­czy­wi­ście trud­no zna­leźć od­po­wied­nie­go chło­pa­ka lub dziew­czy­nę. Tak, to wy­da­je się czę­sto nie­moż­li­we, kie­dy roz­glą­da­my się wo­kół i nie wi­dzi­my ni­ko­go, kto był­by god­ny za­in­te­re­so­wa­nia i kto jed­no­cze­śnie chciał­by od­wza­jem­nić przy­jaźń i na­szą po­trze­bą bli­sko­ści. Mo­im zda­niem jest na to pro­sty, lecz nie ta­ki ła­twy do zre­ali­zo­wa­nia spo­sób. Na­le­ży roz­wi­jać w so­bie zdol­ność do­strze­ga­nia po­trzeb in­nych lu­dzi. Je­śli mo­żesz po­móc ko­muś, kto po­trze­bu­je po­mo­cy, to zrób to. Na po­czą­tek mo­że to być trud­ne, bo bę­dzie­my mu­sie­li zwal­czać wie­le na­szych ne­ga­tyw­nych my­śli. Lecz je­śli do­świad­czysz nie tyl­ko tych trud­no­ści, ale prze­ko­nasz się, że mo­że to być bar­dzo przy­jem­ne, to ła­twiej do­strze­żesz oso­by z two­je­go oto­cze­nia, z któ­ry­mi war­to lub nie war­to się za­da­wać. Wyj­ście na­prze­ciw, a nie tyl­ko ob­co­wa­nie ze swo­imi my­śla­mi, da­je zu­peł­nie no­wą per­spek­ty­wę. Prze­ko­nu­ją się o tym wo­lon­ta­riu­sze, któ­rzy ro­bią coś dla in­nych nie dla­te­go, że mo­gą otrzy­mać punk­ty za ak­tyw­ność, lecz z po­trze­by ser­ca. Wo­lon­ta­riat po­sze­rza per­spek­ty­wy. Oka­zji do do­strze­ga­nia po­trzeb, ja­kie są wo­kół nas, jest wie­le.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

nbsp;

Od drugiej strony

Gdy mó­wi­my „pra­ca nad so­bą”, naj­czę­ściej my­śli­my o wal­ce z po­ku­sa­mi, o sprze­ci­wia­niu się grze­cho­wi, o zma­ga­niu się ze zły­mi skłon­no­ścia­mi i sła­bo­ścia­mi. Ale moż­na na ten te­mat spoj­rzeć „od dru­giej stro­ny”, tej po­zy­tyw­nej, by nie wpa­try­wać się w grzech, tyl­ko od­wra­cać od nie­go uwa­gę, by nie bać się po­ku­sy, tyl­ko „ro­bić swo­je”, ma­jąc przy­go­to­wa­ną wcze­śniej pro­ce­du­rę zwy­cię­ża­nia.

Bie­gnę ku wy­zna­czo­nej me­cie

Pi­sał św. Pa­weł: „Bra­cia, ja nie są­dzę o so­bie sa­mym, że już zdo­by­łem, ale to jed­no [czy­nię]: za­po­mi­na­jąc o tym, co za mną, a wy­tę­ża­jąc si­ły ku te­mu, co przede mną, pę­dzę ku wy­zna­czo­nej me­cie, ku na­gro­dzie, do ja­kiej Bóg wzy­wa w gó­rę w Chry­stu­sie Je­zu­sie”.

Skre­ślić to, co za mną

Grzech moż­na by na­zwać wy­gra­ną sza­ta­na, ale to jed­na prze­gra­na – nie klę­ska. Wzo­ru­jąc się na do­wód­cach w woj­sku, war­to prze­ana­li­zo­wać wszyst­kie wa­run­ki wyj­ścio­we, oko­licz­no­ści, war­to za­dać py­ta­nie, na czym po­le­ga­ła si­ła wro­ga, ale prze­cież nikt nie bę­dzie wie­szał na ścia­nach ob­ra­zów upa­mięt­nia­ją­cych po­raż­kę… Po pro­stu: nie chcę dać oka­zji do ko­lej­nej prze­gra­nej, ale też nie bę­dę roz­pa­mię­ty­wał swo­ich błę­dów, nie bę­dę wy­no­sił pod­stę­pów wro­ga.

W ży­ciu du­cho­wym po­dob­nie: mu­szę stać się „mą­drzej­szy o grzech”, nie wcho­dzić w sy­tu­acje, któ­re są po­dob­ne do oko­licz­no­ści, w któ­rych zo­sta­łem po­ko­na­ny, na­bie­rać sił przez róż­no­rod­ne ćwi­cze­nia, umieć iść do przo­du nie­za­leż­nie od prze­bie­gu wy­da­rzeń.

Mo­że kil­ka przy­kła­dów z ży­cia kon­kret­nych osób:

Zna­jo­mi (te­raz mał­żeń­stwo, wte­dy jesz­cze na­rze­cze­ni) tro­chę nie­przy­go­to­wa­ni do roz­wo­ju wy­da­rzeń, zo­sta­li za­sko­cze­ni si­łą po­żą­da­nia, ja­ka na­gle się mię­dzy ni­mi wy­two­rzy­ła. Ni­by nic się nie sta­ło, a jed­nak by­li za­wsty­dze­ni, bo obo­je mie­li pew­ność, że sy­tu­acja wy­mknę­ła się spod kon­tro­li. Po­sta­no­wi­li od­waż­nie po­roz­ma­wiać o tych chwi­lach. Roz­mo­wa, po­prze­dzo­na mo­dli­twą, za­koń­czy­ła się pro­stym wnio­skiem: nie za bar­dzo je­ste­śmy pew­ni swo­jej si­ły, a więc po­sta­na­wia­my, że do ślu­bu ni­gdy sa­mi nie bę­dzie­my w pu­stym miesz­ka­niu, a je­śli sie­dzi­my ra­zem w po­ko­ju, to ma­my drzwi od te­go po­ko­ju sze­ro­ko otwar­te… Czy to tchó­rzo­stwo? Oni z uśmie­chem mó­wi­li: „Tak, bo­imy się te­go, że nas do sie­bie tak moc­no cią­gnie, choć z dru­giej stro­ny nam się to bar­dzo po­do­ba”. Sku­tek: do dzi­siaj cie­szą się, że za­cho­wa­li czy­stość do ślu­bu.

Pe­wien uczeń li­ceum sys­te­ma­tycz­nie tre­nu­ją­cy bie­gi krót­kie za­uwa­żył, jak go po­wo­li, ale co­raz moc­niej wcią­ga­ją róż­ne gry… Jak wcho­dził na ko­lej­ny po­ziom, od ra­zu my­ślał o na­stęp­nym, kie­dy roz­ma­wiał z in­ny­mi gra­cza­mi, co­raz bar­dziej chciał być lep­szy od nich. A cza­su miał co­raz mniej, na lek­cje już nie za­wsze star­cza­ło, i uko­cha­ne tre­nin­gi za­czy­na­ły się dłu­żyć… Gdy to do­strzegł, po­sta­no­wił dzia­łać. Na­tych­miast za­sto­so­wał to, co znał z tre­nin­gów, co czę­sto po­wta­rzał je­go mistrz – tre­ner: „Nie­wie­le zwy­cię­żysz zry­wa­mi, ułóż so­bie plan ty­go­dnia: dzi­siaj tro­chę, ju­tro nie­co wię­cej i tak sys­te­ma­tycz­nie doj­dziesz do wy­zna­czo­ne­go przez sie­bie ce­lu”. Jak to sam okre­ślił, zor­ga­ni­zo­wał pod­stęp wo­bec sie­bie: po­wo­li, ale twar­do co­dzien­nie co­raz kró­cej sie­dział przy kom­pu­te­rze, a ten czas wy­ko­rzy­sty­wał na to, co lu­bi al­bo co przy­no­si wy­mier­ny efekt. W ten spo­sób wię­cej ćwi­czył z cię­żar­ka­mi, dzię­ki te­mu przy­go­to­wał kil­ka re­fe­ra­tów, któ­re na pew­no po­pra­wi­ły je­go opi­nie u na­uczy­cie­li. I zwy­cię­żył. Moż­na by­ło raz uciąć, ra­dy­kal­nie, ale wy­brał ta­ką me­to­dę, któ­ra dla nie­go by­ła lep­sza.

Pew­na pięk­na dziew­czy­na po­ła­ma­ła się na nar­tach. Nie prze­wi­dzia­ła, że na sto­ku pod gład­ką po­wierzch­nią śnie­gu nie jest rów­no. Po­tem skła­da­nie no­gi, nie­uda­na pró­ba chi­rur­gów i jesz­cze raz trze­ba ła­mać… Po osta­tecz­nym zdję­ciu gip­su no­ga by­ła o po­ło­wę chud­sza od dru­giej. Umac­nia­na przez wspa­nia­łą przy­ja­ciół­kę za­czę­ła ćwi­czyć, umó­wi­ły się, że nie bę­dą nie­cier­pli­wie pa­trzeć na efek­ty, po pro­su ćwi­czy­ły wspól­nie, cie­sząc się, że mo­gą być ra­zem. No­ga po­wo­li wra­ca­ła to po­przed­nie­go sta­nu, ale dla nich waż­ne by­ło, że wspól­nie spę­dza­ją czas. To od­wró­ce­nie uwa­gi po­mo­gło nie sku­piać się na po­wol­nej po­pra­wę. Co­raz bar­dziej za­przy­jaź­nio­ne ćwi­czą chy­ba na­dal, już nie dla wy­glą­du, ale dla sie­bie.

Na każ­dą sy­tu­ację jest wła­ści­wa dla niej me­to­da.

Uło­żyć plan zwy­cię­ża­nia

Spon­ta­nicz­ność jest do­bra w chwi­li od­po­czyn­ku, nie do­pro­wa­dzi do suk­ce­su ani w re­ha­bi­li­ta­cji, ani w pi­sa­niu pra­cy dy­plo­mo­wej, ani w od­bu­do­wy­wa­niu do­brej opi­nii. Pra­ca, do któ­rej pra­gnę za­chę­cić, nie mu­si być jed­nak nud­na, moż­na na róż­ne spo­so­by uroz­ma­icać so­bie ten wy­si­łek. Ko­rzyst­ne jed­nak jest uło­że­nie so­bie pla­nu, we­dług wy­bra­ne­go przez sie­bie po­rząd­ku. To ja mu­szę ten po­rzą­dek wy­brać (by mieć nie­ustan­nie po­czu­cie wol­no­ści), mo­gę jed­nak sko­rzy­stać z ra­dy ko­goś życz­li­we­go, bar­dziej do­świad­czo­ne­go. Mo­że to być sta­ły spo­wied­nik (naj­le­piej), mo­że być ktoś z ro­dzi­ców, star­szych przy­ja­ciół. Znam wie­le osób, dla któ­rych waż­nym au­to­ry­te­tem jest ktoś z dziad­ków: czę­sto ma­ją już nie­co wię­cej cza­su, są do­świad­cze­ni, zna­ją swo­je wnu­ki i czę­sto umie­ją pa­trzeć z wy­ro­zu­mia­ło­ścią, któ­ra wca­le nie mu­si sprze­ci­wiać się kon­se­kwen­cji.

Plan pra­cy mo­że też być pod­su­nię­ty przez wy­bra­ną roz­trop­nie książ­kę. Jed­nym z ostat­nio wy­da­nych ty­tu­łów jest do­sko­na­ła po­zy­cja au­tor­stwa Ga­ry­’e­go Chap­ma­na „Sie­dem se­kre­tów mi­ło­ści” (Wy­daw­nic­two Świę­te­go Paw­ła). Jest w niej spo­ro kon­kret­nych me­tod bu­do­wa­nia życz­li­wo­ści, cier­pli­wo­ści itd., czy­li cech po­trzeb­nych w ży­ciu każ­de­go czło­wie­ka, a zwłasz­cza ta­kie­go, któ­ry chce ukła­dać swo­je ży­cie z in­ną oso­bą.

Moż­na jed­nak sko­rzy­stać z bo­ga­tej na­uki Ko­ścio­ła. Są na przy­kład uczyn­ki mi­ło­sier­ne co do du­szy i co do cia­ła, są cno­ty kar­dy­nal­ne, któ­re, je­śli się je „po­dzie­li” na cząst­ki, do­sko­na­le nada­dzą się do spo­rzą­dze­nia wspo­mnia­ne­go pla­nu zwy­cię­ża­nia.

Co­dzien­na kon­se­kwen­cja

Do­szli­śmy do sed­na suk­ce­su. Są to dwie spra­wy: wy­zna­cza­nie so­bie co­dzien­nych za­dań i sa­mo­kon­tro­la.

Za­da­nia mu­szą być wy­zna­czo­ne roz­trop­nie: za ni­sko po­sta­wio­na po­przecz­ka de­mo­bi­li­zu­je, za du­że ocze­ki­wa­nia wo­bec sie­bie dość szyb­ko do­pro­wa­dzą do za­ła­ma­nia. Sa­mo­kon­tro­la mu­si być uczci­wa (aż do bó­lu) i do­brze, gdy jest przez ko­goś wspie­ra­na.

To naj­le­piej wy­ja­śnić na przy­kła­dach.

Któ­ryś z mo­ich uczniów po­sta­no­wił wy­pra­co­wać w so­bie cier­pli­wość. Me­to­dą na co­dzien­ne zwy­cię­ża­nie by­ło – po pierw­sze – za­da­nie po­le­ga­ją­ce na tym, aby nie ko­men­to­wać wy­po­wie­dzi swe­go dziad­ka, któ­ry już nic nie pa­mię­tał, a chęt­nie włą­czał się w roz­mo­wę i – po dru­gie – po­przecz­ka po­sta­wio­na przy od­ra­bia­niu pra­cy do­mo­wej. Tą „po­przecz­ką” by­ło to, że nie wsta­nie od biur­ka pod­czas opra­co­wy­wa­nia jed­nej pra­cy do­mo­wej. Kon­kret­nie: pi­sze wy­pra­co­wa­nie z pol­skie­go. Przy­go­to­wu­je so­bie wszyst­kie ma­te­ria­ły i po­tem sia­da, by na­pi­sać. Po­sta­no­wił, że nie prze­rwie. Po­tem po chwi­li od­po­czyn­ku sia­da, by przy­go­to­wać się do spraw­dzia­nu z geo­gra­fii. I sie­dzi tak dłu­go, aż nie wy­ko­na za­mie­rzo­ne­go za­da­nia. Każ­de­go wie­czo­ra do­sta­wa­łem SMS-owe spra­woz­da­nie, zwy­kłych kil­ka liczb czy słów, we­dług umó­wio­ne­go wzor­ca. By­ło to bar­dzo po­trzeb­ne, bo czło­wiek le­piej pra­cu­je, gdy ma świa­do­mość, że przed kimś ma się roz­li­czyć. Te­go „ko­goś” sam wy­bie­ra, ale ewen­tu­al­ny wstyd do­sko­na­le mo­bi­li­zu­je.

Uczyn­ki mi­ło­sier­dzia wzglę­dem du­szy:

Grze­szą­cych upo­mi­nać.

Nie­umie­jęt­nych po­uczać.

Wąt­pią­cym do­brze ra­dzić.

Stra­pio­nych po­cie­szać.

Krzyw­dy cier­pli­wie zno­sić.

Ura­zy chęt­nie da­ro­wać.

Mo­dlić się za ży­wych i umar­łych.

Uczyn­ki mi­ło­sier­dzia wzglę­dem cia­ła:

Głod­nych na­kar­mić.

Spra­gnio­nych na­po­ić.

Na­gich przy­odziać.

Po­dróż­nych w dom przy­jąć.

Więź­niów po­cie­szać.

Cho­rych na­wie­dzać.

Umar­łych po­grze­bać.

Cno­ty głów­ne: roz­trop­ność, spra­wie­dli­wość, umiar­ko­wa­nie, mę­stwo.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Czemu nie?

Czym jest aser­tyw­ność?

Sło­wo aser­tyw­ność jest czę­sto ro­zu­mia­ne opacz­nie i w spo­sób nie­peł­ny. Obie­go­wa de­fi­ni­cja aser­tyw­no­ści to umie­jęt­ność mó­wie­nia „nie”. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak to znacz­nie wię­cej. Po­wie­dzieć „nie” nie jest wca­le aż tak trud­no jak to, aby przy­znać się – dla­cze­go nie. Aser­tyw­ność za­tem to nie tyl­ko umie­jęt­ność od­ma­wia­nia, ale tak­że zdol­ność, któ­ra po­zwa­la otwar­cie i bez wzglę­du na oko­licz­no­ści wy­ra­zić swo­ją opi­nię i nie ule­gać na­ci­skom z ze­wnątrz. Jest więc aser­tyw­ność czymś jesz­cze wię­cej niż tyl­ko zdol­no­ścią do ma­ni­fe­sto­wa­nia swo­ich po­glą­dów i prze­ko­nań. To kon­kret­na, pra­wi­dło­wa po­sta­wa wo­bec świa­ta i lu­dzi.

Aser­tyw­ność a agre­sja

Sło­wo aser­tyw­ność ko­ja­rzyć się mo­że błęd­nie z agre­sją, bun­tem i opo­rem wo­bec wszyst­kie­go, co pro­po­nu­je nam świat. Z od­rzu­ca­niem wszyst­kie­go tyl­ko w tym ce­lu, aby prze­ko­nać in­nych, że po­tra­fię po­wie­dzieć „nie”. Ta­ka po­sta­wa to ra­czej nie­chęć, prze­sad­na po­dejrz­li­wość czy na­wet an­ty­kon­for­mizm, któ­ry za­kła­da opór wo­bec wszyst­kie­go, co ofe­ru­je nam świat. Nie ma ona nic wspól­ne­go z po­sta­wą aser­tyw­ną i mo­że pro­wa­dzić tyl­ko do agre­sji.

Mó­wić „nie” moż­na na wie­le spo­so­bów i wca­le nie jest tak, że im gło­śniej, tym le­piej. Nie li­czy się to, jak gło­śne jest na­sze „nie”, ale to, czy jest sta­now­cze i po­wie­dzia­ne z prze­ko­na­niem. Wca­le nie trze­ba pod­no­sić gło­su ani tym bar­dziej rę­ki; wca­le nie trze­ba wda­wać się w kon­flik­ty ani zbęd­ne dys­ku­sje, aby od­mó­wić. Naj­waż­niej­sze to dać do zro­zu­mie­nia, że mo­ja de­cy­zja jest osta­tecz­na, nie pod­le­ga dys­ku­sji, a mo­je „nie” nie­pod­wa­żal­ne. Oso­by, któ­re mu­szą ucie­kać się do agre­sji, aby obro­nić swo­je sta­no­wi­sko, nie są aser­tyw­ne, ale sła­be. Agre­sja jest osta­tecz­nym ar­gu­men­tem, do któ­re­go po­su­wa­ją się ci lu­dzie, któ­rym bra­ku­je ar­gu­men­tów me­ry­to­rycz­nych dla obro­ny swo­je­go sta­no­wi­ska.

Mło­dość – czas pró­by

Po co od­ma­wiać, kie­dy nie trze­ba? Dla­cze­go re­zy­gno­wać z te­go, co przy­jem­ne i ła­twe? Dla­cze­go ja mam być tą je­dy­ną, któ­ra nie pa­li na im­pre­zie, sko­ro wszy­scy pa­lą? Prze­cież od jed­ne­go pa­pie­ro­sa nikt jesz­cze nie umarł! Jak się nie na­pi­ję pi­wa ze wszyst­ki­mi, to we­zmą mnie za nie­ży­cio­wą świę­tosz­kę. Jak się przy­znam, że cho­dzę do ko­ścio­ła, to mnie wy­śmie­ją. Jak nie pój­dę do klu­bu, to nie bę­dę miał przy­ja­ciół... Prze­cież mło­dość ma swo­je pra­wa! Mu­szę się wy­sza­leć, pó­ki je­stem mło­dy!

Mło­dość ma swo­je pra­wa! – to bar­dzo po­pu­lar­ne stwier­dze­nie, któ­re jest świet­nym uspra­wie­dli­wie­niem dla mło­dzień­czych wy­bry­ków. Szko­da tyl­ko, że nikt nie przy­po­mi­na o tym, że za tzw. błę­dy mło­do­ści pła­ci się czę­sto ca­łe ży­cie.

Mło­dość to czas pró­by. Zwłasz­cza we współ­cze­snych re­aliach. Świat ofe­ru­je mło­de­mu czło­wie­ko­wi tak wie­le atrak­cji i przy­jem­no­ści, że czę­sto to, co na­praw­dę waż­ne, scho­dzi na dru­gi plan, a li­czy się je­dy­nie do­bra za­ba­wa. W cza­sach, w któ­rych przy­szło nam żyć, mu­si­my być aser­tyw­ni bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek.

Mo­ty­wa­cja to pod­sta­wa

Aby oprzeć się po­ku­som i aser­tyw­nie od­ma­wiać te­go, co złe, trze­ba mieć mo­ty­wa­cję. Tak jest po pro­stu du­żo ła­twiej. Mo­ty­wo­wać mo­że np. świa­do­mość, że mło­dość jest tyl­ko jed­na. Je­że­li ją zmar­nu­je­my, to nie bę­dzie już do niej po­wro­tu. To przede wszyst­kim czas zdo­by­wa­nia wie­dzy i umie­jęt­no­ści. Mło­dzi lu­dzie czę­sto nie zda­ją so­bie spra­wy z te­go, na jak waż­nym eta­pie ży­cia wła­śnie się znaj­du­ją, ale mu­si­my uświa­do­mić so­bie, że na­sze de­cy­zje z mło­do­ści ma­ją wpływ na to, ja­kie bę­dzie ca­łe na­sze ży­cie. Wy­bór szko­ły, kie­run­ku stu­diów, wresz­cie ro­ze­zna­wa­nie ży­cio­we­go po­wo­ła­nia i wy­bór swo­jej dro­gi, do­ko­nu­ją się wła­śnie w okre­sie doj­rze­wa­nia i mło­do­ści. Waż­ne, że­by uświa­do­mić so­bie, że już te­raz pra­cu­je­my na swo­ją przy­szłość. Tu­taj do­ty­ka­my też kwe­stii by­cia aser­tyw­nym wo­bec sa­me­go sie­bie. So­bie rów­nież trze­ba umieć po­wie­dzieć „nie”. Ta­ka aser­tyw­ność wo­bec sa­me­go sie­bie to dys­cy­pli­na we­wnętrz­na. Od­ma­wia­nie so­bie mo­że być jesz­cze trud­niej­sze, niż mó­wie­nie „nie” in­nym. Z pew­no­ścią jed­nak, je­śli na­uczy­my się być sta­now­czy wo­bec sie­bie, to „nie” wo­bec in­nych też przyj­dzie ła­twiej.

Ko­lej­nym, a w za­sa­dzie naj­waż­niej­szym po­wo­dem dla któ­re­go trze­ba umieć mó­wić „nie” jest wia­ra. Za tzw. błę­dy mło­do­ści po­no­si­my rów­nież od­po­wie­dzial­ność mo­ral­ną. Mło­dość nie jest cza­sem „urlo­pu” dla su­mie­nia i nie zwal­nia nas z od­po­wie­dzial­no­ści za grze­chy. Świa­do­mość po­peł­nia­nia grze­chu mo­że czę­sto być naj­lep­szym „mo­to­rem”, aby zdo­być się na od­mo­wę i ja­sne po­sta­wie­nie spra­wy.

Grunt to hart du­cha

Lu­dziom z cha­rak­te­rem za­wsze w ży­ciu ła­twiej! Nie moż­na prze­cież być czy­stą kart­ką. Okres doj­rze­wa­nia i mło­dość to czas, w któ­rym po­zna­je­my sa­mych sie­bie, kształ­tu­je­my swój cha­rak­ter i oso­bo­wość. For­mu­je­my swój świa­to­po­gląd. Je­ste­śmy cie­ka­wi świa­ta i lu­bi­my wy­ra­żać swo­ją opi­nię na je­go te­mat.

Lu­dzie, któ­rzy po­tra­fią bro­nić swo­je­go sta­no­wi­ska, oso­by pew­ne sie­bie i nie­złom­ne, bu­dzą w in­nych po­dziw i sza­cu­nek. Z ta­ki­mi oso­ba­mi na­le­ży się li­czyć, ta­kie oso­by są przez in­nych trak­to­wa­ne po­waż­nie. Rów­nież w gro­nie ró­wie­śni­ków – je­że­li nie bę­dziesz wsty­dził się mó­wić wprost o tym, co my­ślisz, mo­żesz za­skar­bić so­bie sza­cu­nek i przy­jaźń, a nie od­rzu­ce­nie i nie­chęć. Wca­le nie trze­ba być ta­kim jak resz­ta, że­by być lu­bia­nym. Czę­sto to wła­śnie oso­by in­ne niż wszy­scy, od­waż­ne i ta­kie, któ­re nie oba­wia­ją się przy­znać do swo­je­go zda­nia, są uzna­wa­ne za war­to­ścio­we. Trze­ba też umieć do pew­ne­go stop­nia zo­bo­jęt­nieć na oto­cze­nie. Trze­ba umieć ra­dzić so­bie z tym, że jest się w opo­zy­cji do resz­ty świa­ta. Pa­mię­taj, że wca­le nie za­wsze więk­szość ma ra­cję.

Zmia­ny są ko­niecz­ne

Je­że­li nie chcesz do­pa­so­wy­wać się do resz­ty świa­ta, ale pra­gniesz po­zo­stać so­bą, je­śli nie po­tra­fisz zmie­nić lu­dzi ze swo­je­go oto­cze­nia, to nie bój się zna­leźć so­bie no­wych przy­ja­ciół. Cza­sem na­wet le­piej być sa­mot­ni­kiem, niż prze­by­wać w tok­sycz­nym śro­do­wi­sku. Lu­dzie, któ­rzy zmu­sza­ją cię do te­go, abyś ro­bił coś, cze­go nie chcesz, co na­ru­sza two­je za­sa­dy mo­ral­ne, nie są war­ci two­jej przy­jaź­ni. Za­wsze znaj­dą się ta­kie oso­by, któ­re wy­zna­ją świa­to­po­gląd po­dob­ny do two­je­go. Ta­ka zmia­na wy­ma­ga du­żej od­wa­gi i de­ter­mi­na­cji, ale cza­sem jest je­dy­nym spo­so­bem, aby wyjść z nie­wy­god­nej sy­tu­acji.

Szu­kaj wspar­cia w Bo­gu

Je­że­li je­steś mię­dzy mło­tem a ko­wa­dłem, bo lu­dzie wy­ma­ga­ją od cie­bie cze­goś od­wrot­ne­go niż to, do cze­go zo­bo­wią­zu­je cię re­li­gia, to po­myśl, wo­bec ko­go na­praw­dę war­to być wier­nym i lo­jal­nym. Wo­bec lu­dzi, któ­rzy nie ak­cep­tu­ją cię ta­kim, ja­kim je­steś, czy wo­bec Bo­ga, któ­ry ko­cha lu­dzi mi­mo ich sła­bo­ści, bez­wa­run­ko­wo. Na­wet je­śli ca­ły świat od­wró­ci się do cie­bie ple­ca­mi. Na­wet je­śli ró­wie­śni­cy nie za­ak­cep­tu­ją, że je­steś in­ny niż wszy­scy, Bóg za­wsze jest po two­jej stro­nie.

Aser­tyw­ność to tak­że umie­jęt­ność zdy­stan­so­wa­nia się do świa­ta i zdol­ność do te­go, aby za wszel­ką ce­nę po­zo­stać wier­nym praw­dzi­wym war­to­ściom. Bóg nie wy­ma­ga od cie­bie, abyś ro­bił co­kol­wiek wbrew so­bie, do cze­go czę­sto na­kła­nia­ją in­ni lu­dzie. Przed Nim nie mu­sisz uda­wać ko­goś, kim nie je­steś.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Matka Miłosierdzia czuwa nad nami

Wi­taj, Kró­lo­wo, Mat­ko Mi­ło­sier­dzia, ży­cie, sło­dy­czy i na­dzie­jo na­sza, wi­taj!”.

Umi­ło­wa­ni Bra­cia i Sio­stry! Przy­by­wam dziś do te­go sank­tu­arium ja­ko piel­grzym (…). Ile ra­zy do­świad­czy­łem te­go, że Mat­ka Bo­że­go Sy­na zwra­ca swe mi­ło­sier­ne oczy ku tro­skom czło­wie­ka stra­pio­ne­go i wy­pra­sza ła­skę ta­kie­go roz­wią­za­nia trud­nych spraw, że w swej nie­mo­cy zdu­mie­wa się on po­tę­gą i mą­dro­ścią Bo­żej Opatrz­no­ści. (…) To miej­sce w prze­dziw­ny spo­sób na­stra­ja ser­ce i umysł do wni­ka­nia w ta­jem­ni­cę tej wię­zi, ja­ka łą­czy­ła cier­pią­ce­go Zbaw­cę i Je­go współ­cier­pią­cą Mat­kę. A w cen­trum tej ta­jem­ni­cy mi­ło­ści każ­dy, kto tu przy­cho­dzi, od­naj­du­je sie­bie, swo­je ży­cie, swo­ją co­dzien­ność, swo­ją sła­bość i rów­no­cze­śnie moc wia­ry i na­dziei — tę moc, któ­ra pły­nie z prze­ko­na­nia, że Mat­ka nie opusz­cza swe­go dziec­ka w nie­do­li, ale pro­wa­dzi je do Sy­na i za­wie­rza Je­go mi­ło­sier­dziu.

A obok krzy­ża Je­zu­so­we­go sta­ły: Mat­ka Je­go i sio­stra Mat­ki Je­go, Ma­ria, żo­na Kle­ofa­sa, i Ma­ria Mag­da­le­na” (J 19, 25). Ta, któ­ra by­ła złą­czo­na z Bo­żym Sy­nem wię­za­mi krwi i mat­czy­ną mi­ło­ścią, tam u stóp krzy­ża prze­ży­wa­ła zjed­no­cze­nie w cier­pie­niu. Ona jed­na, mi­mo bó­lu mat­czy­ne­go ser­ca, wie­dzia­ła, że to cier­pie­nie ma sens. Ona ufa­ła – ufa­ła mi­mo wszyst­ko – że oto speł­nia się sta­ro­daw­na obiet­ni­ca: „Wpro­wa­dzam nie­przy­jaźń mię­dzy cie­bie a nie­wia­stę, po­mię­dzy po­tom­stwo two­je, a po­tom­stwo jej: ono zmiaż­dży ci gło­wę, a ty zmiaż­dżysz mu pię­tę” (Rdz 3, 15). A Jej uf­ność zna­la­zła po­twier­dze­nie, gdy ko­na­ją­cy Syn zwró­cił się do Niej: „Nie­wia­sto”. (…) Ona pierw­sza po­śród lu­dzi mia­ła udział w chwa­le zmar­twych­wsta­łe­go Sy­na. Ona – jak wie­rzy­my i wy­zna­je­my – z du­szą i cia­łem zo­sta­ła wzię­ta do nie­ba, aby za­zna­wać zjed­no­cze­nia w chwa­le, u bo­ku Sy­na ra­do­wać się owo­ca­mi Bo­że­go mi­ło­sier­dzia i wy­pra­szać je tym, któ­rzy do Niej się ucie­ka­ją. (…)

 

Bł. Jan Pa­weł II

Kal­wa­ria Ze­brzy­dow­ska, 19.08.2002 r.

 

 

Bóg daje odwagę, by iść pod prąd

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Chciał­bym wam za­pro­po­no­wać do roz­wa­że­nia trzy pro­ste i krót­kie my­śli. W czy­ta­niu usły­sze­li­śmy pięk­ne wi­dze­nie św. Ja­na: nie­bo no­we i zie­mia no­wa, a da­lej Mia­sto Świę­te zstę­pu­ją­ce od Bo­ga. Wszyst­ko jest no­we, prze­kształ­co­ne w do­bro, pięk­no, w praw­dę (…). Jest to dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go: przy­no­si On nam Bo­żą no­wość. (...)

Jak wi­dzi­cie, no­wość Bo­ga nie jest po­dob­na do no­wo­ści do­cze­snych, któ­re wszyst­kie są tym­cza­so­we, mi­ja­ją i nie­ustan­nie szu­ka się ich co­raz bar­dziej. (…) Otwórz­my Du­cho­wi drzwi, daj­my się Mu pro­wa­dzić, po­zwól­my, aby nie­ustan­ne dzia­ła­nie Bo­ga uczy­ni­ło nas no­wy­mi ludź­mi, oży­wia­ny­mi Bo­żą mi­ło­ścią, któ­rą da­je nam Duch Świę­ty! Jak­że by­ło­by to pięk­ne, gdy­by każ­dy z was, mógł wie­czo­rem po­wie­dzieć: dzi­siaj w szko­le, w do­mu, w pra­cy – pro­wa­dzo­ny przez Bo­ga uczy­ni­łem gest mi­ło­ści wo­bec ko­le­gi, ro­dzi­ców, oso­by star­szej!

Dru­ga myśl: w (...) czy­ta­niu Pa­weł i Bar­na­ba stwier­dza­ją, że „przez wie­le uci­sków trze­ba nam wejść do kró­le­stwa Bo­że­go” (Dz 14, 22). Dro­ga Ko­ścio­ła, a tak­że na­sza oso­bi­sta dro­ga chrze­ści­jan nie za­wsze jest ła­twa, na­po­ty­ka na trud­no­ści, uci­ski. Na­śla­do­wa­nie Pa­na, po­zwo­le­nie, aby Je­go Duch prze­kształ­cał na­sze stre­fy cie­nia, na­sze za­cho­wa­nia nie­zgod­ne z wo­lą Bo­żą i ob­mył na­sze grze­chy jest dro­gą, któ­ra na­po­ty­ka wie­le prze­szkód po­za na­mi, w świe­cie, a tak­że w na­szym wnę­trzu, w ser­cu. (...)

I tu do­cho­dzę do ostat­nie­go punk­tu. Jest to we­zwa­nie, któ­re kie­ru­ję (...) do wszyst­kich: trwaj­cie na dro­dze wia­ry z moc­ną na­dzie­ją w Pa­nu. Na tym po­le­ga ta­jem­ni­ca na­szej dro­gi! On da­je nam od­wa­gę, by iść pod prąd. Nie ma ta­kich trud­no­ści, uci­sków, nie­zro­zu­mie­nia, któ­re mo­gły­by nas prze­ra­żać, je­śli trwa­my zjed­no­cze­ni z Bo­giem (...). Pan jest tak mi­ło­sier­ny, za­wsze prze­ba­cza, gdy idzie­my do Nie­go. Ufaj­my w dzia­ła­nie Bo­ga! (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Rzym, 28.04.2013 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Gdy wpro­wa­dzo­no do kom­pu­te­rów ja­ko no­śni­ki in­for­ma­cji pły­ty cd usły­sza­łem dow­cip, któ­ry wy­dał mi się nie­co ża­ło­sny: ja­kiś prze­cięt­ny użyt­kow­nik cie­szył się w nim, że na­resz­cie ktoś po­my­ślał o pod­staw­ce na fi­li­żan­kę ka­wy, ale do­da­wał, że „szko­da, że się tak szyb­ko cho­wa, wi­dać to jesz­cze nie­do­pra­co­wa­ne”… Je­den ze zna­jo­mych, któ­ry pro­wa­dzi ser­wis sprzę­tu kom­pu­te­ro­we­go opo­wie­dział nie­dłu­go po­tem, że to nie do koń­ca dow­cip, że nie­któ­rzy użyt­kow­ni­cy rze­czy­wi­ście tak wy­ko­rzy­sty­wa­li „tę pod­staw­kę”.

Je­stem z po­ko­le­nia, któ­re chy­ba ma jesz­cze zwy­czaj czy­ta­nia in­struk­cji ob­słu­gi. Za „na­szych cza­sów” po­stęp tech­nicz­ny pod­su­wał nam co­raz to no­we sprzę­ty, war­to by­ło wie­dzieć, jak się ni­mi po­słu­gi­wać, by zbyt szyb­ko nie zu­żyć, by nie ze­psuć. Dzi­siaj co­raz czę­ściej wi­dzę mło­dych lu­dzi, któ­rzy za­czy­na­ją po­słu­gi­wać się no­wym te­le­fo­nem czy ja­kimś in­nym sprzę­tem, po­le­ga­jąc wy­łącz­nie na in­tu­icji. No i nie za­wsze do­brze na tym wy­cho­dzą, bo prze­cież in­tu­icja by­wa za­wod­na.

Czy to brak po­ko­ry czy zwy­kłe le­ni­stwo?

Na to py­ta­nie trud­no od­po­wie­dzieć, ale z ca­łe­go ser­ca chciał­bym Was wszyst­kich za­chę­cić do prze­czy­ta­nia „in­struk­cji ob­słu­gi sie­bie”. Rę­czę, że to pew­na dro­ga do suk­ce­su!

Czło­wiek to nie­wąt­pli­wie „cie­ka­we urzą­dze­nie”. Nie tyl­ko cie­ka­we, ale skom­pli­ko­wa­ne i nie­ustan­nie za­ska­ku­ją­ce. A do te­go je­ste­śmy przez Pa­na Bo­ga nie tyl­ko stwo­rze­ni, ale wręcz prze­zna­cze­ni do suk­ce­su! Nie jest moż­li­wa po­raż­ka, nie jest moż­li­we prze­gra­nie ży­cia, gdy czło­wiek do­brze się za­po­zna ze swo­imi moż­li­wo­ścia­mi, gdy sys­te­ma­tycz­nie bę­dzie wpro­wa­dzał w ży­cie te „in­struk­cje ob­słu­gi sie­bie”, któ­re w skró­cie na­zy­wa­my pra­cą nad so­bą.

Wła­śnie pra­cę nad so­bą wy­bra­li­śmy na te­mat nu­me­ru, któ­ry trzy­ma­cie w swo­ich dło­niach. Do­wie­cie się dzi­siaj, że war­to i że moż­na na­uczyć się zwy­cię­ża­nia. Przy­po­mi­na­my, że Pan Je­zus kształ­to­wał swo­ich uczniów (s. 13), pod­su­wa­my prak­tycz­ne ra­dy (s. 16), mó­wi­my, jak w co­dzien­nym wzra­sta­niu sko­rzy­stać ze spo­wie­dzi (s. 12 ) i z kie­row­nic­twa du­cho­we­go (s. 14). Przy­po­mi­na­my też dzi­siaj, jak waż­na jest współ­pra­ca du­szy z cia­łem, czy­li jak ogrom­ną ro­lę ogry­wa mą­drze upra­wia­ny sport (s. 30) i na czym po­le­ga aser­tyw­ność (stro­ny 17–18).

Nie przy­pad­kiem Jan Pa­weł II po­wie­dział kie­dyś w Pol­sce, że „w ży­wym kon­tak­cie z Pa­nem Je­zu­sem, w kon­tak­cie ucznia z Mi­strzem – roz­po­czy­na się i roz­wi­ja naj­wspa­nial­sza dzia­łal­ność czło­wie­ka; no­si ona na­zwę: pra­ca nad so­bą” (mo­że spró­buj­cie zna­leźć to prze­mó­wie­nie).

Za­koń­czę – jak zwy­kle – py­ta­nia­mi spraw­dza­ją­cy­mi spo­strze­gaw­czość: Co to jest „pro­kra­sty­na­cja”? Czy da się wy­ko­rzy­stać stres do wła­sne­go roz­wo­ju? Jak się na­zy­wał war­szaw­ski ma­tu­rzy­sta ska­to­wa­ny przez mi­li­cję w 1983 ro­ku?

Do­brej lek­tu­ry i owoc­ne­go zwy­cię­ża­nia sie­bie na ca­łe ży­cie!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski