Post jako naśladowanie Chrystusa

Kie­dy już na se­rio – z wia­rą – my­śli­my o po­szcze­niu, po­ja­wia­ją się licz­ne py­ta­nia. Czy że­by po­ścić, mu­szę pójść na ja­kieś od­lu­dzie, od­mó­wić so­bie je­dze­nia i wo­dy? A mo­że post to ta­ka re­li­gij­na od­mia­na die­ty? Czym wła­ści­wie był post dla Pa­na Je­zu­sa?

Św. Bo­na­wen­tu­ra wy­mie­nia czte­ry głów­ne wa­run­ki ży­cia du­cho­we­go: sa­mot­ność, post, mo­dli­twa i umar­twie­nie cia­ła. Czy wszyst­kie są rze­czy­wi­ście ko­niecz­ne? Bi­skup i dok­tor Ko­ścio­ła wy­ja­śnia: „Mo­dli­twa obok ob­żar­stwa i prze­sy­ce­nia cia­ła, al­bo gnu­śnej mięk­ko­ści i próż­no­wa­nia, na ma­ło się przy­da. I dla­te­go po­trzeb­ny jest post i róż­ne umar­twie­nia ze­wnętrz­ne, umiar­ko­wa­ne wszak­że jak jed­no tak dru­gie, gdyż nie­umiar­ko­wa­ne wiel­kie szko­dy przy­no­szą”. Wy­mie­nio­ne przez nie­go wa­run­ki zo­sta­ły speł­nio­ne przez Chry­stu­sa, na­peł­nio­ne­go Du­chem Świę­tym, prze­by­wa­ją­ce­go przez 40 dni i no­cy na pu­sty­ni. Po­twier­dził tym sa­mym war­tość prak­tyk po­st­nych i po­uczył nas wła­snym przy­kła­dem, jak po­ścić. Na­śla­du­je­my na­sze­go Zba­wi­cie­la, aby przy­bli­żyć się do Bo­ga. Im bar­dziej przy­po­mi­na­my Chry­stu­sa, tym bar­dziej je­ste­śmy so­bą, bo zbli­ża­my się do za­my­słu na­sze­go Stwór­cy.

 

 

Die­ta dla du­szy

Prak­ty­ki po­st­ne nie sto­ją w sprzecz­no­ści z dba­ło­ścią o swo­je zdro­wie, a czę­sto ma­ją na nie po­zy­tyw­ny wpływ. Trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że ce­lem po­stu nie jest zdro­wie fi­zycz­ne, ale du­cho­we. Ko­rzy­ści dla cia­ła bę­dą za­wsze efek­tem ubocz­nym. Te­mu i in­nym umar­twie­niom cia­ła – ta­kim jak cięż­kie wa­run­ki prze­by­wa­nia na pu­sty­ni – przy­świe­ca za­po­mnia­na dziś idea, że­bym to ja pa­no­wał nad swo­im cia­łem, a nie od­wrot­nie. Nie cho­dzi też o za­da­wa­nie so­bie cier­pie­nia, ale o umie­jęt­ność od­ma­wia­nia so­bie przy­jem­no­ści, od­ry­wa­nia się od do­cze­snych po­trzeb i kon­cen­tra­cji na spra­wach wiecz­nych, na Pa­nu Bo­gu.

Zna­leźć pu­sty­nię

Jak stwier­dził św. Ber­nard z Cla­irvaux, „po­trzeb­na jest sa­mot­ność: wśród tłu­mu i gwa­ru, nie spo­sób po­rząd­nie się mo­dlić”. Ra­dził więc zna­leźć od­osob­nio­ne miej­sce, „lecz du­chem nie cia­łem: pra­gnie­niem, upodo­ba­niem, ser­cem”. Moż­na za­tem zna­leźć się na pu­sty­ni jak Pan Je­zus, po­zo­sta­jąc jed­no­cze­śnie wśród lu­dzi. Przy­po­mi­na­jąc, że Chry­stus spę­dził ten czas wśród dzi­kich zwie­rząt (Mk 1, 13), św. Bo­na­wen­tu­ra za­uwa­ża, że tym bar­dziej mu­si­my to­le­ro­wać za­cho­wa­nie na­szych bliź­nich: „Ucz się po­kor­nie prze­sta­wać z dru­gi­mi i cier­pli­wie zno­sić tych na­wet, któ­rych nie­kie­dy po­stę­po­wa­nie wy­da­wać ci się bę­dzie ob­ra­ne z ro­zu­mu”.

Nic na po­kaz

Pan Je­zus ze­sta­wia dwa spo­so­by wy­peł­nia­nia po­stu: je­den ma­ni­fe­stu­je się przede wszyst­kim ze­wnętrz­nie, a dru­gi we­wnętrz­nie. „Kie­dy po­ści­cie, nie bądź­cie po­sęp­ni jak ob­łud­ni­cy. Przy­bie­ra­ją oni wy­gląd po­nu­ry, aby po­ka­zać lu­dziom, że po­szczą. (...) Ty zaś, gdy po­ścisz, na­maść so­bie gło­wę i umyj twarz, aby nie lu­dziom po­ka­zać, że po­ścisz, ale Oj­cu twe­mu, któ­ry jest w ukry­ciu” (Mt 6, 16–18). Na­sza po­boż­ność nie po­win­na być jak fa­ry­zej­ska, w któ­rej cho­dzi o po­ka­za­nie się lu­dziom. Ma być we­wnętrz­ną po­sta­wą, ja­ką przyj­mu­je­my wo­bec Bo­ga, nie lu­dzi. Po­dob­nie rzecz wy­glą­da z jał­muż­ną, któ­ra nie mo­że być wiel­kim show i za­ra­biać na nasz oso­bi­sty suk­ces, bo wte­dy wła­śnie prze­sta­je być jał­muż­ną! Chry­stus po­le­cił wręcz od­wrot­nie, aby był to nasz na­tu­ral­ny od­ruch po­mo­cy bliź­nie­mu: „Kie­dy zaś ty da­jesz jał­muż­nę, niech nie wie le­wa two­ja rę­ka, co czy­ni pra­wa, aby two­ja jał­muż­na po­zo­sta­ła w ukry­ciu” (Mt 6, 3–4). Po­dob­ny prze­pis do­ty­czy na­wet mo­dli­twy – po­mi­mo wszel­kich ko­rzy­ści z mo­dli­twy wspól­no­to­wej, mo­dli­twa in­dy­wi­du­al­na po­zo­sta­je szcze­gól­nie waż­na. „Ty zaś, gdy chcesz się mo­dlić, wejdź do swej iz­deb­ki, za­mknij drzwi i módl się do Oj­ca twe­go, któ­ry jest w ukry­ciu” (Mt 6, 6).

Czas ra­do­ści, czas po­stu

Na py­ta­nie, cze­mu Je­go ucznio­wie nie są tak gor­li­wi w po­szcze­niu, jak ucznio­wie św. Ja­na i fa­ry­ze­uszy, Pan Je­zus od­parł, że to nie jest dla nich czas umar­twie­nia, ale ra­do­ści. Użył po­rów­na­nia do we­se­la, na któ­rym obec­ność pa­na mło­de­go roz­we­se­la bie­siad­ni­ków, ale gdy on ich opu­ści, mu­szą po­paść w ża­łob­ny na­strój (Mt 9, 14–15). Prze­ści­ga­nie się uczniów Chry­stu­sa w do­dat­ko­wych, nad­obo­wiąz­ko­wych umar­twie­niach w obec­no­ści sa­me­go Bo­ga, któ­ry zstą­pił z nie­ba i stał się czło­wie­kiem dla na­sze­go zba­wie­nia, by­ło­by nie­wła­ści­wym za­cho­wa­niem. Ten frag­ment Ewan­ge­lii nie ne­gu­je więc war­to­ści po­stu, ale wręcz od­wrot­nie: zwra­ca na­szą uwa­gę na praw­dę, że post – nie­za­leż­nie od ka­len­da­rza li­tur­gicz­ne­go – jest po­trzeb­ny za­wsze, kie­dy od­czu­wa­my brak obec­no­ści Pa­na Bo­ga. Ma to być czas na pra­cę nad so­bą, aby do Nie­go po­wró­cić, na no­wo od­czuć Je­go obec­ność w na­szym ży­ciu i otwo­rzyć się na Je­go dzia­ła­nie.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

Jestem na diecie, czy poszczę?

Z Ur­szu­lą Chmu­rą, or­ga­ni­za­to­rem i ani­ma­to­rem Re­ko­lek­cji z Po­stem Da­nie­la w Ar­chi­die­ce­zjal­nym Do­mu Re­ko­lek­cyj­nym w Za­bo­rów­cu roz­ma­wia Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz.

Wzmian­ki o wy­jąt­ko­wym dzia­ła­niu po­stu mo­że­my zna­leźć na kar­tach Pi­sma Świę­te­go. Sam Pan Je­zus za­le­cił post i uświę­cił go, prze­cho­dząc przez 40-dnio­wy post, nie z po­wo­du cho­ro­by, lecz dla przy­go­to­wa­nia się do swej Mę­ki. Ja­ka jest róż­ni­ca mię­dzy po­stem a die­tą?

Die­ta okre­śla wy­łącz­nie spo­sób od­ży­wia­nia i tro­skę o zdro­wie fi­zycz­ne. Post na­to­miast jest po­ję­ciem szer­szym. Ozna­cza świa­do­me i do­bro­wol­ne po­wstrzy­ma­nie się lub ogra­ni­cze­nie po­kar­mu (lub in­nych upodo­bań czy za­jęć), po­par­te mo­ty­wa­cją re­li­gij­ną. Post nie jest ce­lem sa­mym w so­bie. Na­śla­du­jąc na­sze­go Zba­wi­cie­la, mo­że­my go pod­jąć przed waż­ny­mi wy­da­rze­nia­mi w na­szym ży­ciu, dla wzro­stu du­cho­we­go czy w ce­lach eks­pia­cyj­nych (za­dość­uczy­nie­nia).

Zin­te­gro­wa­na oso­bo­wość czło­wie­ka prze­ja­wia się w jed­no­ści du­cha, du­szy i cia­ła. W imię tej in­te­gral­no­ści, w któ­rą wy­po­sa­żył nas sam Stwór­ca, moż­na sto­so­wać post nie tyl­ko dla zdro­wia du­cho­we­go, ale rów­nież dla uzdro­wie­nia cia­ła z róż­nych cho­rób, tak­że z nad­wa­gi i oty­ło­ści.

 

 

 

Pod­ję­cie po­stu wy­ma­ga si­ły wo­li, wią­że się z wy­rze­cze­niem i po­ko­rą. Czy za­tem post ja­ko dro­ga do zdro­wia fi­zycz­ne­go i du­cho­we­go po­wi­nien być wspar­ty mo­dli­twą, me­dy­ta­cją, wy­ci­sze­niem?

Przed pod­ję­ciem po­stu war­to pro­sić Bo­ga o ła­skę ra­do­sne­go prze­ży­wa­nia po­stu, o wy­trwa­łość, cier­pli­wość i ko­niecz­nie wzbu­dzić in­ten­cje. Post bez mo­dli­twy, ofia­ry, wy­rze­cze­nia, wy­ci­sze­nia jest nie­moż­li­wy; prze­ro­dzi się w die­tę lub gło­dów­kę i nie przy­nie­sie efek­tów du­cho­wych, a efek­ty fi­zycz­ne mo­gą być po­ło­wicz­ne. Post prze­ży­wa­ny wła­ści­wie wzbu­dza re­flek­sję nad ży­ciem, po­głę­bia re­la­cje z Pa­nem Bo­giem, bu­dzi sza­cu­nek do po­ży­wie­nia ja­ko da­ru Bo­że­go, bu­dzi zro­zu­mie­nie lu­dzi gło­du­ją­cych i chęć nie­sie­nia im po­mo­cy i po­zwa­la po­now­nie na­brać zdro­we­go umia­ru na wie­lu płasz­czy­znach na­sze­go ży­cia.

W Za­bo­rów­cu po­dej­mu­je­my zor­ga­ni­zo­wa­ną for­mę po­stu 10-dnio­we­go. Roz­po­czy­na­my Eu­cha­ry­stią, we­zwa­niem Du­cha Świę­te­go, za­wie­rze­niem Mat­ce Bo­żej oraz na­szej Pa­tron­ce – św. Ur­szu­li Le­dó­chow­skiej. Bo­ży kli­mat, ra­do­sna at­mos­fe­ra, opie­ka du­cho­wa ka­pła­na da­ją ocze­ki­wa­ne efek­ty zdro­wia fi­zycz­ne­go i du­cho­we­go.

Czę­sto sły­szy­my „je­stem na die­cie”. Die­ta to wła­ści­wie każ­dy spo­sób od­ży­wia­nia. Mo­że być die­ta we­ge­ta­riań­ska, dla dia­be­ty­ków czy osób bę­dą­cych po ope­ra­cji. Po­tocz­nie jed­nak sło­wo to jest uży­wa­ne do spo­so­bu od­ży­wia­nia za­le­co­ne­go przez le­ka­rza. Ja­kie ko­rzy­ści mo­że przy­nieść od­po­wied­ni do­bór po­traw?

Pra­wi­dło­wo przy­go­to­wa­ne, peł­no­war­to­ścio­we od­ży­wia­nie, ob­fi­te w na­tu­ral­ne skład­ni­ki od­żyw­cze, wi­ta­mi­ny, mi­ne­ra­ły, en­zy­my itp., jest do­sko­na­łą pro­fi­lak­ty­ką zdro­wia. Na­to­miast, zgod­nie z ha­słem Hi­po­kra­te­sa: „Żyw­ność twój cu­dow­ny lek”, w nie­któ­rych cho­ro­bach le­ka­rze za­le­ca­ją pew­ne mo­dy­fi­ka­cje die­ty, eli­mi­nu­jąc lub ogra­ni­cza­jąc te skład­ni­ki, któ­re cho­ro­bę spo­wo­do­wa­ły i ją po­głę­bia­ją. Np. w cho­ro­bach ukła­du krą­że­nia na­le­ży uni­kać tłu­stych po­traw po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go, nad­mia­ru biał­ka, so­li, cu­kru, a ko­niecz­nie spo­ży­wać wa­rzy­wa, peł­ne ziar­na zbóż, tłusz­cze ro­ślin­ne z pierw­sze­go tło­cze­nia na zim­no itp.

Ja­kie mo­gą być prze­ciw­wska­za­nia do sto­so­wa­nia die­ty? Czy to sa­mo od­no­si się do po­stu?

Ogra­ni­czę się do die­ty wa­rzyw­no-owo­co­wej i po­stu Da­nie­la. Od stro­ny fi­zycz­nej prze­ciw­wska­za­nia są ta­kie sa­me za­rów­no w przy­pad­ku die­ty jak i po­stu Da­nie­la: cho­ro­by psy­chicz­ne, krań­co­wa nie­wy­dol­ność na­rzą­dów we­wnętrz­nych, za­awan­so­wa­ne cho­ro­by wy­nisz­cza­ją­ce (gruź­li­ca, no­wo­twór), cu­krzy­ca na in­su­li­nie czy nad­czyn­ność tar­czy­cy. Po­ścić nie mo­gą dzie­ci i mło­dzież, ko­bie­ty w cią­ży i mat­ki kar­mią­ce.

Po­łą­cze­nie po­stu i die­ty ozna­cza od­po­wied­nią mo­ty­wa­cję: „Wy­bie­ram ta­ki a nie in­ny spo­sób od­ży­wia­nia, aby być bli­żej Pa­na Bo­ga”. Do­brym przy­kła­dem ta­kie­go po­łą­cze­nia jest tzw. „post Da­nie­la”. Na czym po­le­ga?

Post Da­nie­la (Dn 1, 12–16) nie jest spo­so­bem co­dzien­ne­go od­ży­wia­nia, lecz 10-dnio­wą ku­ra­cją lecz­ni­czą w sy­tu­acjach uza­sad­nio­nych, prze­dłu­żo­ną na­wet do 6 ty­go­dni. Po­le­ga na spo­ży­wa­niu wy­łącz­nie wa­rzyw w po­sta­ci su­ró­wek, wa­rzyw ki­szo­nych, go­to­wa­nych, pa­ro­wa­nych, zup wa­rzyw­nych, so­ków, wy­wa­rów, bez tłusz­czu, cu­kru, biał­ka, wę­glo­wo­da­nów.

Co dzie­je się w na­szym cie­le, kie­dy po­ści­my? Jak re­agu­je nasz or­ga­nizm, kie­dy prze­sta­je­my się od­ży­wiać?

Po­tra­wy wa­rzyw­ne zmu­sza­ją or­ga­nizm do od­ży­wia­nia en­do­gen­ne­go (we­wnętrz­ne­go), tzn. or­ga­nizm po­zba­wio­ny tłusz­czu, biał­ka i wę­glo­wo­da­nów szu­ka źró­deł ener­gii w nie­po­trzeb­nych za­pa­sach tkan­ki tłusz­czo­wej, biał­ka, cho­le­ste­ro­lu, zło­gów, zwy­rod­nia­łych tka­nek, tok­syn itp. Roz­po­czy­na się pro­ces au­to­li­zy, ustę­pu­je głód i po­ja­wia się sy­tość.

Na po­cząt­ku mo­gą wy­stą­pić tzw. kry­zy­sy ozdro­wień­cze, któ­re w za­leż­no­ści od kon­dy­cji zdro­wot­nej ma­ją róż­ne ob­ja­wy i róż­ne na­si­le­nie np. ospa­łość, ból gło­wy i miejsc zmie­nio­nych cho­ro­bo­wo. Po kil­ku dniach do­le­gli­wo­ści ustę­pu­ją, po­ja­wia się lep­szy na­strój, wię­cej ener­gii, lep­sza wy­dol­ność na­rzą­dów we­wnętrz­nych i lep­sza spraw­ność ogól­na. Nie prze­sta­je­my się od­ży­wiać lecz od­ży­wia­my się ina­czej.

Ja­kie są ko­rzy­ści zdro­wot­ne po­stu?

Do ko­rzy­ści wy­mie­nio­nych wy­żej przy­czy­nia się pro­ces oczysz­cza­nia i od­kwa­sza­nia or­ga­ni­zmu, wspo­ma­ga­ny pi­ciem od­po­wied­nich her­bat zio­ło­wych i wo­dy oraz róż­ne for­my ru­chu (gim­na­sty­ka, spa­ce­ry, przy­rzą­dy fit­ness). Post wa­rzyw­ny pod­no­si od­por­ność or­ga­ni­zmu, re­gu­lu­je po­ziom ci­śnie­nia, cu­kru, cho­le­ste­ro­lu, po­pra­wia ru­cho­mość sta­wów, wzmac­nia pra­cę ser­ca, po­wo­du­je spa­dek wa­gi i ob­fi­cie na­sy­ca nasz or­ga­nizm wi­ta­mi­na­mi, mi­ne­ra­ła­mi, en­zy­ma­mi, an­ty­ok­sy­dan­ta­mi.

Ja­kie oso­by pod­da­ją się le­cze­niu die­tą wa­rzyw­no-owo­co­wą?

Są to oso­by zdro­we, któ­re sto­su­ją die­tę w ce­lach pro­fi­lak­tycz­nych, pra­gną rów­nież prze­żyć re­ko­lek­cje po­głę­bio­ne przez post. Są to rów­nież oso­by cho­re, z za­bu­rze­nia­mi me­ta­bo­licz­ny­mi ta­ki­mi jak: nad­wa­ga, oty­łość czy nad­ci­śnie­nie, oso­by z prze­wle­kły­mi cho­ro­ba­mi za­pal­ny­mi, np.: z aler­gią czy ast­mą, oso­by cier­pią­ce na cho­ro­by zwy­rod­nie­nio­we oraz cho­rzy ma­ją­cy za­bu­rze­nia czyn­no­ścio­we prze­wo­du po­kar­mo­we­go.

Z pew­no­ścią wie­lu za­sta­na­wia się, jak wy­trzy­mać choć­by 2 ty­go­dnie bez chle­ba, ziem­nia­ków czy scha­bo­we­go. Jak prze­trwać i wy­grać wal­kę z gło­dem?

Pro­blem gło­du zni­ka bar­dzo szyb­ko – gdy tyl­ko roz­po­czy­na się od­ży­wia­nie we­wnętrz­ne. Zor­ga­ni­zo­wa­na for­ma po­stu, mo­dli­twa, na­sta­wie­nie, świa­do­mość ko­rzy­ści du­cho­wych i fi­zycz­nych, po­ga­dan­ki nt. zdro­we­go ży­wie­nia i roz­trop­ne­go sty­lu ży­cia, at­mos­fe­ra chrze­ści­jań­skiej ra­do­ści – to atu­ty, któ­re po­mo­gły po­ścić w na­szym Ośrod­ku już po­nad trzem ty­siąc­om uczest­ni­ków. Dzie­się­cio­let­nie do­świad­cze­nia z po­stem Da­nie­la w Za­bo­rów­cu po­zwa­la­ją stwier­dzić, że re­ko­lek­cje po­głę­bio­ne przez post to do­sko­na­ła dro­ga do zdro­wia fi­zycz­ne­go i du­cho­we­go dla osób udrę­czo­nych pro­ble­ma­mi zdro­wot­ny­mi, po­trze­bu­ją­cych od­po­czyn­ku, wy­ci­sze­nia, po­mo­cy du­cho­wej, ocze­ku­ją­cych na spo­tka­nie z Bo­giem prze­ba­cza­ją­cym i uzdra­wia­ją­cym.

Potrójna wielkopostna promocja

Są ta­kie za­cho­wa­nia, osta­tecz­nie ta­kie po­sta­wy, któ­re po­wo­du­ją szyb­szy wzrost du­cho­wy i to bez prze­for­so­wa­nia.

W skró­co­nych ka­te­chi­zmach moż­na zna­leźć ty­tuł „Naj­przed­niej­sze do­bre uczyn­ki” i obok czy­ta­my krót­kie roz­wi­nię­cie – post, jał­muż­na i mo­dli­twa. Cza­sem w in­nej ko­lej­no­ści. Sło­wa te są dość daw­ne, nie za­wsze do­brze ro­zu­mia­ne. Za­tem spró­buj­my je wy­ja­śnić.

Dar jał­muż­ny

Jał­muż­na jest to dar, ale war­to za­uwa­żyć, że nie jest ja­sne, w któ­rą stro­nę ten dar jest skie­ro­wa­ny. Czy ja ko­muś coś da­ję, czy Bóg ofia­ro­wu­je mi cząst­kę Sie­bie, bo prze­cież On jest źró­dłem wszel­kie­go do­bra, wszel­kich da­rów.

Je­śli ja cos da­ję, to ma być to dar do­bry, ofia­ro­wa­ny z mą­dro­ścią i po­ko­rą. Z jed­nej stro­ny szcze­ry, bez­in­te­re­sow­ny, a z dru­giej w ta­ki spo­sób ofia­ro­wa­ny, aby nie po­ni­żał, ale by mo­bi­li­zo­wał.

Wie­lo­krot­nie po­wta­rza­na hi­sto­ria, przy­pi­sy­wa­na już wie­lu au­to­rom, opo­wia­da o ry­ba­kach, któ­rzy co­dzien­nie spo­ty­ka­li czło­wie­ka pro­szą­ce­go ich o wspar­cie. Da­wa­li mu zwy­kle jed­ną ze zło­wio­nych ryb, ale nie po­my­śle­li, co zro­bi ów ubo­gi, gdy z po­wo­du złej po­go­dy nie wy­pły­ną na po­łów. Aż wresz­cie je­den z nich po­my­ślał, zor­ga­ni­zo­wał wśród ko­le­gów zbiór­kę i na­uczył te­go czło­wie­ka ło­wić ry­by. Dał mu ku­pio­ną ze skła­dek łódź i w ten spo­sób dał mu sa­mo­dziel­ność, dał mu wol­ność. Po­przed­nie dat­ki uza­leż­nia­ły ubo­gie­go od daw­ców. Jał­muż­na za­tem sza­nu­je czło­wie­ka, da­je wol­ność.

 

 

Jał­muż­na wca­le nie mu­si do­ty­czyć da­ru ma­te­rial­ne­go: to po­świę­ce­nie cza­su, uwa­gi, by ktoś za­uwa­żył tro­skę o nie­go, by zro­zu­miał, że jest ko­cha­ny, że ko­muś na nim za­le­ży. Mo­gę da­wać swo­ją uwa­gę, swo­ją zdol­ność, swo­ją prze­strzeń… Mo­gę ko­goś wy­słu­chać al­bo tak zwró­cić uwa­gę, by stał się pięk­niej­szy. Bo prze­cież cza­sem wiel­kim da­rem, do­wo­dem za­ufa­nia jest upo­mnie­nie. Ktoś po­wie­dział, że upo­mi­na się tyl­ko tych, na któ­rych nam za­le­ży.

Dla mnie sa­me­go jest waż­ne, by nie da­wać z obo­wiąz­ku, nie z li­to­ści, lecz z sza­cun­ku dla sa­me­go sie­bie. Wiel­ką sztu­ką jest da­wa­nie w ta­ki spo­sób, aby ktoś otrzy­mu­jąc ode mnie, czuł się pod­nie­sio­ny, rów­nież pod­nie­sio­ny na du­chu.

Da­wać dar mo­że każ­dy i każ­de­mu. Do­świad­cze­nie jed­nak uczy, że za­moż­nym nie­kie­dy trud­niej coś ofia­ro­wać, na­wet coś nie­ma­te­rial­ne­go. Oka­zu­je się, że ubó­stwo uczy da­wa­nia.

 

Obie­cu­je bi­blij­na mą­drość:

Wo­da ga­si pło­ną­cy ogień,

a jał­muż­na gła­dzi grze­chy. (Syr 3, 30)

Mó­wi Je­zus:

Kie­dy da­jesz jał­muż­nę, nie trąb przed so­bą, jak ob­łud­ni­cy czy­nią w sy­na­go­gach i na uli­cach, aby ich lu­dzie chwa­li­li. Za­praw­dę po­wia­dam wam: ci otrzy­ma­li już swo­ją na­gro­dę. Kie­dy zaś ty da­jesz jał­muż­nę, niech nie wie le­wa two­ja rę­ka, co czy­ni pra­wa, aby two­ja jał­muż­na po­zo­sta­ła w ukry­ciu. A Oj­ciec twój, któ­ry wi­dzi w ukry­ciu, od­da to­bie”. (Mt, 6, 2–4)

 

Dar po­stu

Post jest to wy­rze­cze­nie, od­mó­wie­nie so­bie cze­goś do­bre­go na ko­rzyść jesz­cze lep­sze­go (aby wszyst­ko by­ło ja­sne, nie na­zwie­my po­stem od­ma­wia­nia so­bie grze­chów – to ele­ment waż­no­ści spo­wie­dzi, po­sta­no­wie­nie po­pra­wy). Trze­ba jed­nak wi­dzieć tę za­leż­ność, aby post nie stał się szko­dli­wy. Moż­na – nie­ste­ty – spo­tkać lu­dzi, któ­rzy np. od­ma­wia­ją so­bie sło­dy­czy, ale przez te czter­dzie­ści kil­ka dni tę­sk­nią za chwi­lą, kie­dy rzu­cą się na kosz ze sło­dy­cza­mi i „wszyst­ko so­bie od­bi­ją”. Ta­cy nic nie ro­zu­mie­ją.

Post po­ma­ga do­strzec swą sła­bość, aby tym wię­cej po­wie­rzyć się Pa­nu Bo­gu i Je­go mo­cy, Je­go pro­wa­dze­niu.

Sze­ro­ko ro­zu­mia­ny post do­ty­czy za­pa­no­wa­nia nad ga­dul­stwem (na przy­kład po to, aby wię­cej słu­chać), nad oglą­da­niem te­le­wi­zji (aby mieć czas na do­bra lek­tu­rę czy na speł­nie­nie za­le­głych obo­wiąz­ków). Zna­ko­mi­tym wy­peł­nie­niem do­brze ro­zu­mia­ne­go po­stu jest mo­bi­li­za­cja do na­ka­za­nej przez re­ha­bi­li­tan­ta gim­na­sty­ki, al­bo do­łą­cze­nie do swe­go ja­dło­spi­su po­traw za­le­ca­nych przez le­ka­rza czy die­te­ty­ka (cza­sem wła­śnie po­stem bę­dzie częst­sze je­dze­nie su­ró­wek).

Post jest prak­ty­ką zna­ną w każ­dej re­li­gii. Nie w każ­dej jed­nak ma ten sam sens.

Moj­żesz, wi­dząc grze­chy swe­go lu­du, mó­wi, że po­dej­mie post – gdy oni je­dli i ob­ra­ża­li Pa­na Bo­ga roz­ma­ity­mi grze­cha­mi, on po­sta­no­wił uka­zać Pa­nu Bo­gu, że Go mi­łu­je, na­wet wte­dy, gdy nie ko­rzy­stał z Je­go wspa­nia­łych da­rów. Po­szczą miesz­kań­cy Ni­ni­wy, gdy sły­szą na­wo­ły­wa­nie Jo­na­sza, po­ści pro­rok Da­niel, po­ści Ju­dy­ta przed pod­ję­ciem bo­ha­ter­skiej mi­sji, któ­ra mia­ła ura­to­wać jej mia­sto. Post był wów­czas trak­to­wa­ny ja­ko ofia­ra (dar z sie­bie, świa­do­ma re­zy­gna­cja z cze­goś mi­łe­go, a na­wet po­trzeb­ne­go), al­bo ja­ko for­ma bła­gal­na (np. król Da­wid po­ścił, gdy cho­ro­wał je­go sy­nek). Es­te­ra wzy­wa lud, w imie­niu któ­re­go chce prze­ma­wiać, aby po­ści­li, po­dob­nie Sa­mu­el wzy­wa wszyst­kich do po­stu – jest to spo­sób oka­za­nia skru­chy, któ­ra mo­że wy­jed­nać od­da­le­nie nie­szczęść i po­zy­ska­nia Bo­żej przy­chyl­no­ści. Wią­że się to z po­sta­no­wie­niem nie­wra­ca­nia do grze­chu, a post jest wów­czas tak­że ćwi­cze­niem wo­li.

Już od naj­daw­niej­szych cza­sów za­uwa­żo­no, że „kto spo­ży­wa wy­bor­ne po­kar­my nie mo­że mieć po­kor­ne­go du­cha i skru­szo­ne­go ser­ca.... Kto ma­jąc ja­kąś po­trze­bę, chce się mo­dlić, nie­chaj wspie­ra się po­stem w swej mo­dli­twie” (św. Jan Chry­zo­stom). Dość wcze­śnie też za­uwa­żo­no, że „sy­tość brzu­cha wpra­wia w po­ru­sze­nie bodź­ce po­żą­da­nia” (św. An­to­ni Wiel­ki), a na­wet za­le­ca­no: „Trzy­maj­my na wo­dzy żo­łą­dek, by móc trzy­mać na wo­dzy i to, co po­ni­żej żo­łąd­ka” (św. Cy­ryl Je­ro­zo­lim­ski).

Wie­le osób py­ta, cze­mu wła­śnie po­wstrzy­ma­nie się od mię­sa ma być for­mą pa­mię­ta­nia o Krzy­żo­wej Mę­ce Pa­na Je­zu­sa. Ten zwy­czaj ma swo­ją hi­sto­rię: w daw­nych cza­sach wie­lu lu­dzi by­ło bar­dzo ubo­gich, mię­so je­dli tyl­ko dwa ra­zy w ro­ku, na Świę­ta Wiel­ka­noc­ne i Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Głów­ną my­ślą te­go prze­pi­su by­ło przy­po­mnie­nie za­moż­nym, że w spra­wach zba­wie­nia są rów­ni ubo­gim: mo­gli w piąt­ki jeść tyl­ko ry­by, ła­two do­stęp­ne każ­de­mu, kto po­szedł nad rze­kę i so­bie zło­wił...

Mó­wiąc o róż­nych po­stach, war­to przy­po­mnieć o po­ście eu­cha­ry­stycz­nym. Daw­niej przed przy­ję­ciem Ko­mu­nii Świę­tej trze­ba by­ło po­wstrzy­mać się od ja­kie­go­kol­wiek je­dze­nia od pół­no­cy te­go dnia (dla­te­go nie by­ło Mszy Świę­tych wie­czor­nych). Te­raz ma­my nie jeść i nie pić jed­ną go­dzi­nę przed Ko­mu­nią Świę­tej. Cho­dzi głów­nie o to, by pa­mię­tać o za­mia­rze przy­ję­cia Ko­mu­nii Świę­tej i w ten spo­sób dać wy­raz tej pa­mię­ci (nie do­ty­czy ko­niecz­nych le­karstw).

Post w re­li­gij­nym ro­zu­mie­niu jest po­ję­ciem znacz­nie szer­szym – do­ty­czy nie tyl­ko je­dze­nia. To wła­ści­wie spo­sób za­cho­wa­nia, w któ­rym czło­wiek sam so­bie na­rzu­ca umiar w do­wol­nym za­kre­sie. A war­to so­bie przy­po­mnieć, że świat „w chwi­li stwo­rze­nia” był pięk­ny mię­dzy in­ny­mi dzię­ki har­mo­nii, dzię­ki te­mu, że ni­cze­go nie by­ło za ma­ło ani za du­żo. Moż­na by za­tem po­wie­dzieć, że post to spo­sób na przy­wra­ca­nie pier­wot­nej, za­mie­rzo­nej przez Pa­na Bo­ga har­mo­nii w świe­cie i w sa­mym czło­wie­ku. Post jest pod­su­nię­tą przez kon­takt z Pa­nem Bo­giem od­po­wie­dzią na wszel­ki brak umia­ru, a za­tem post po­ma­ga zbli­żyć się do Pa­na Bo­ga.

Dar mo­dli­twy

Jest to dzia­ła­nie zu­peł­nie nie­zro­zu­mia­łe dla ra­cjo­na­li­stów, do te­go stop­nia, że nie­któ­rzy mo­dli­twę na­zy­wa­ją mar­no­wa­niem cza­su. Mo­gę się z tym zgo­dzić, je­śli do­da­my, że jest to mar­no­wa­nie cza­su dla Bo­ga, czy­li dla Mi­ło­ści. Nie tyl­ko le­piej brzmi, ale już wiem, że przez po­ko­rę, wier­ne trwa­nie, sys­te­ma­tycz­ność i pró­bę wsłu­cha­nia się, uczę się mi­ło­ści. Co jest naj­trud­niej­sze w mo­dli­twie? Wy­trwa­łość. Co jest kry­te­rium do­brej mo­dli­twy? Owo­ce, a wśród nich naj­bar­dziej si­ła, aby nie dać się złu i prze­mia­na ży­cia w stro­nę Bo­ga. Choć­by po­wol­na.

Trze­ba się też mo­dlić za sa­me­go sie­bie. Czę­sto mo­dli­my się za sa­mych sie­bie, tyl­ko ro­bi­my to nie­świa­do­mie. W każ­dym Oj­cze nasz jest proś­ba o Bo­że prze­ba­cze­nie i opie­kę przed po­ku­sa­mi, w każ­dym Zdro­waś Ma­ry­jo jest proś­ba o wsta­wien­nic­two Mat­ki Naj­święt­szej na te­raz i w chwi­li szcze­gól­nie waż­nej, ja­ką jest mo­ment opusz­cza­nia te­go świa­ta.

War­to jed­nak świa­do­mie pod­jąć ta­ką mo­dli­twę. Wy­ni­ka to przede wszyst­kim z mi­ło­ści Pa­na Bo­ga do każ­de­go z nas – chcę na tę mi­łość jak naj­le­piej od­po­wie­dzieć i pro­szę co­dzien­nie o po­moc w dro­dze do wła­sne­go szczę­ścia, do ja­kie­go Pan Bóg mnie prze­zna­cza. W teo­lo­gii to szczę­ście na­zy­wa­my świę­to­ścią, a ze słów Je­zu­sa Chry­stu­sa wy­ni­ka, że sku­tecz­ne wstą­pie­nie na tę dro­gę jest moż­li­we je­dy­nie przy po­mo­cy Ła­ski Bo­żej (patrz: szó­sta z głów­nych prawd wia­ry).

Jak to ro­bić? Tu sta­je przed na­mi nie­mal nie­skoń­czo­na moż­li­wość wy­bo­ru. Mo­że to być po pro­stu spra­wa in­ten­cji. Mo­że też być po­szu­ki­wa­nie dro­gi po­przez lek­tu­rę Pi­sma Świę­te­go, mnie oso­bi­ście bar­dzo po­ma­ga Msza Świę­ta i ad­o­ra­cja (war­to wie­dzieć, że w msza­le rzym­skim jest prze­wi­dzia­ny for­mu­larz mszal­ny dla ka­pła­nów: „za sa­me­go sie­bie”). Bar­dzo waż­ne jest cza­sa­mi ja­sne sfor­mu­ło­wa­nie ta­kiej mo­dli­twy, czy­li proś­ba o wła­sną świę­tość, o ro­ze­zna­nie po­wo­ła­nia, o wła­sne zba­wie­nie, o od­czy­ty­wa­nie we­dług wo­li Bo­żej zna­ków zwa­nych przez nie­ufa­ją­cych przy­pad­ka­mi itd.

Za­chę­cam też, aby pro­sić in­nych o mo­dli­twę za sie­bie.

Mo­dli­twa jest jed­nym z naj­czę­ściej oma­wia­nych te­ma­tów w roz­dzia­le wia­ry. Moż­na o niej pi­sać ty­sią­ce stron. Ale tak na­praw­dę teo­re­tyk nic nie bę­dzie wie­dział o mo­dli­twie, trze­ba po pro­stu za­cząć się mo­dlić. To jest tro­chę po­dob­nie jak z pły­wa­niem: na­wet je­śli ktoś na­pi­sze pod­ręcz­nik o pły­wa­niu, a nie wej­dzie do wo­dy, to je­go wy­si­łek nie ma więk­sze­go sen­su (choć pa­ra­dok­sal­nie mo­że po­móc in­nym, je­śli ra­dy w je­go pod­ręcz­ni­ku są sen­sow­ne). Za­pa­mię­taj­my dziś, że do­bra jest ta­ka mo­dli­twa, któ­ra zbli­ża do Pa­na Bo­ga, któ­ra prze­mie­nia czło­wie­ka i jest źró­dłem mo­cy.

Dla wie­lu lu­dzi jest za­sko­cze­niem, gdy usły­szą, że mo­dli­twa jest przede wszyst­kim da­rem. I to da­rem Pa­na Bo­ga ofia­ro­wa­nym czło­wie­ko­wi. To my stra­ci­my, gdy nie po­dej­mie­my mo­dli­twy, gdy ją prze­ga­pi­my.

 

ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Dar po­stu

em

a href=„http://www.droga.com.pl/wp-content/uploads/2013/02/01–01_04-2013.jpg„p

Zaakceptujmy konkretne oblicze Jezusa

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Te­raz, po okre­sie nie­obec­no­ści, po­wró­cił On w no­wy spo­sób: pod­czas li­tur­gii sza­ba­tu czy­ta pro­roc­two Iza­ja­sza o Me­sja­szu i ogła­sza je­go wy­peł­nie­nie, po­zwa­la­jąc do­my­ślić się, że to sło­wo od­no­si się do Nie­go. Ten fakt bu­dzi za­mie­sza­nie wśród miesz­kań­ców Na­za­re­tu: z jed­nej stro­ny „wszy­scy przy­świad­cza­li Mu i dzi­wi­li się peł­nym wdzię­ku sło­wom, któ­re pły­nę­ły z ust Je­go” (Łk 4, 22); św. Ma­rek po­da­je, że wie­lu mó­wi­ło: „Skąd On to ma? I co za mą­drość, któ­ra Mu jest da­na?” (6, 2). Z dru­giej jed­nak stro­ny Je­go ro­da­cy zna­ją go na­zbyt do­brze: „Wia­do­mo prze­cież do­kład­nie, kim Je­zus jest i skąd po­cho­dzi – jest jed­nym spo­śród wie­lu in­nych. Je­go rosz­cze­nia mo­gą być tyl­ko prze­ja­wem aro­gan­cji” (Dzie­ciń­stwo Je­zu­sa, s.11). (…)

Wła­śnie wie­dząc o tym za­mknię­ciu, co po­twier­dza po­wie­dze­nie, że „ża­den pro­rok nie jest mi­le wi­dzia­ny w swo­jej oj­czyź­nie”, Je­zus kie­ru­je do lu­dzi w sy­na­go­dze sło­wa, któ­re brzmią jak pro­wo­ka­cja. (…) Praw­dzi­wy pro­rok nie słu­cha in­nych, ale je­dy­nie Bo­gu jest po­słusz­ny i słu­ży praw­dzie, go­tów za­pła­cić za to oso­bi­ście. To praw­da, że Je­zus jest pro­ro­kiem mi­ło­ści, lecz tak­że mi­łość ma swo­ją praw­dę. Mi­łość i praw­da są wręcz dwo­ma imio­na­mi tej sa­mej rze­czy­wi­sto­ści, dwo­ma imio­na­mi Bo­ga. (…) Wie­rzyć w Bo­ga to zna­czy po­rzuć swo­je uprze­dze­nia i za­ak­cep­to­wać kon­kret­ne ob­li­cze, w któ­rym On się ob­ja­wił: czło­wie­ka, Je­zu­sa z Na­za­re­tu. W ten spo­sób moż­na rów­nież Go roz­po­znać i słu­żyć Mu w in­nych.

Da­je nam pod tym wzglę­dem przy­kład po­sta­wa Ma­ryi. Któż znał le­piej niż ona czło­wie­czeń­stwo Je­zu­sa? Ni­gdy się nim jed­nak nie gor­szy­ła, jak to mia­ło miej­sce w przy­pad­ku ro­da­ków z Na­za­re­tu. Za­cho­wy­wa­ła w swym ser­cu ta­jem­ni­cę i po­tra­fi­ła przyj­mo­wać ją co­raz bar­dziej i nie­ustan­nie na no­wo, na dro­dze wia­ry, aż po noc Krzy­ża i peł­ne­go świa­tła Zmar­twych­wsta­nia. Niech Ma­ry­ja po­mo­że tak­że i nam iść wier­nie i ra­do­śnie tą dro­gą.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 3.02.2013 r.

Na wyboistej drodze do świętości

A Oj­ciec twój, któ­ry wi­dzi w ukry­ciu, od­da to­bie” (Mt 6, 4.6.18). Te sło­wa Je­zu­sa skie­ro­wa­ne są do każ­de­go z nas na po­cząt­ku wiel­ko­post­nej dro­gi. (...) Ewan­ge­lia pod­kre­śla, że Pan „wi­dzi w ukry­ciu”, to zna­czy pa­trzy w ser­ce. Ze­wnętrz­ne ge­sty po­ku­ty ma­ją zna­cze­nie, je­śli są wy­ra­zem we­wnętrz­nej po­sta­wy, je­śli wy­ra­ża­ją usil­ną wo­lę od­wró­ce­nia się od zła i wej­ścia na dro­gę do­bra. Na tym po­le­ga głę­bo­ki sens chrze­ści­jań­skiej asce­zy. „Asce­za” – sło­wo to przy­wo­dzi na myśl dą­że­nie do wy­so­kie­go ce­lu. Wy­ma­ga to oczy­wi­ście ofiar i wy­rze­czeń. (...) Jest to wy­bo­ista dro­ga do świę­to­ści, i każ­dy ochrzczo­ny jest we­zwa­ny, by nią iść. Od nie­pa­mięt­nych cza­sów Ko­ściół wska­zu­je środ­ki, po­ma­ga­ją­ce prze­mie­rzać tę dro­gę. Przede wszyst­kim na­le­ży do nich po­kor­ne i ule­głe pod­da­nie się wo­li Bo­żej, któ­re­mu to­wa­rzy­szy sta­ła mo­dli­twa; na­stęp­nie for­my po­kut­ne ty­po­we dla tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej, ta­kie jak wstrze­mięź­li­wość, post, umar­twie­nie oraz wy­rze­cze­nie się dóbr, sa­mych w so­bie po­zy­tyw­nych; kon­kret­ne ge­sty otwar­cia na po­trze­by bliź­nich, któ­re dzi­siej­szy frag­ment Ewan­ge­lii okre­śla sło­wem „jał­muż­na”. Wszyst­kie te środ­ki zo­sta­ją na no­wo i z więk­szym na­ci­skiem przy­po­mnia­ne w okre­sie wiel­ko­post­nym, po­nie­waż jest on „szcze­gól­nym cza­sem” ćwi­czeń du­cho­wych i ofiar­nej po­słu­gi dla do­bra bra­ci. W związ­ku z tym w Orę­dziu na Wiel­ki Post zwró­ci­łem szcze­gól­ną uwa­gę na trud­ne wa­run­ki, w ja­kich ży­je tak wie­le dzie­ci na ca­łym świe­cie, i przy­po­mnia­łem sło­wa Chry­stu­sa: „A kto by jed­no ta­kie dziec­ko przy­jął w imię mo­je, Mnie przyj­mu­je” (Mt 18, 5). (…) Licz­ne i zło­żo­ne są pro­ble­my do­ty­czą­ce ży­cia dzie­ci. Go­rą­co pra­gnę, by ci na­si naj­mniej­si bra­cia, czę­sto po­zo­sta­wie­ni sa­mym so­bie, do­świad­czy­li wła­ści­wej tro­ski, rów­nież dzię­ki na­szej so­li­dar­no­ści. (...)

Dro­dzy bra­cia i sio­stry, (...) niech nam to­wa­rzy­szy Ma­ry­ja, Mat­ka Chry­stu­sa. (...)

 

bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 25.02.2004 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Czas wiel­ko­post­ny bie­gnie już „peł­ną pa­rą”, ta­ki zresz­tą – jak za­uwa­ży­li­ście – jest Te­mat nu­me­ru. Ale nim przej­dę do dzi­siej­szych tre­ści, chciał­bym na­szym Czy­tel­ni­kom coś za­pro­po­no­wać. Lu­bię zbie­rać to, co do­bre i uda­ne, mam już z po­przed­nich lat spo­ro cie­ka­wych i war­to­ścio­wych uwag i po­my­słów zwią­za­nych z wiel­ko­post­ny­mi re­ko­lek­cja­mi. Wiem, że gdzie­nie­gdzie re­ko­lek­cje roz­po­czy­na­ją się w Śro­dę Po­piel­co­wą, a w nie­któ­rych szko­łach w Wiel­kim Ty­go­dniu; wiem, że cza­sem za­ję­cia od­by­wa­ją się w szko­le, a cza­sem w ko­ście­le pa­ra­fial­nym; wiem, że w nie­któ­rych miej­scach re­ko­lek­cje pro­wa­dzi je­den ksiądz, a w in­nych ze­spół przy­go­to­wa­nych lu­dzi. To wszyst­ko wiem z Wa­szych li­stów. Mam za­tem proś­bę o dal­szą ko­re­spon­den­cję. Zbie­ram w tym za­kre­sie wszyst­ko: i cie­ka­we po­my­sły, i war­to­ścio­we tre­ści, ja­kie usły­sze­li­ście. Zbie­ram w osob­nej tecz­ce (też w spe­cjal­nym pli­ku na kom­pu­te­rze) spo­so­by pro­wa­dze­nia spo­tkań i ty­tu­ły fil­mów, ja­kie oglą­da­li­ście pod­czas re­ko­lek­cji. Cze­kam na dal­sze sy­gna­ły i obie­cu­ję, że to opu­bli­ku­je­my. Mo­że dzię­ki tym zbio­rom ci, któ­rzy sa­mi nie ma­ją cie­ka­wych po­my­słów, też bę­dą dys­po­no­wa­li war­to­ścio­wą ba­zą (pisz­cie na ad­res: x.zbigniew@wp.pl).

A co w nu­me­rze, któ­ry trzy­ma­cie w dło­ni?

Ma­my już pierw­szą pro­po­zy­cję na my­śli zwią­za­ne z Dro­gą krzy­żo­wą, tym ra­zem pro­sto z za­ko­nu kon­tem­pla­cyj­ne­go (s. 7), ma­my cie­ka­we in­for­ma­cje na te­mat Po­stu Da­nie­la i pro­po­zy­cji Świę­tej Hil­de­gar­dy (stro­ny od­po­wied­nio 16–17 i 13), jest w nu­me­rze garść cie­ka­wo­stek na te­mat daw­nych spo­so­bów po­szcze­nia (s. 18) i jest ar­ty­kuł o no­wym spo­so­bie pa­trze­nia na post, jał­muż­nę i mo­dli­twę (s. 8–10). Znaj­dzie­cie w nu­me­rze od­po­wie­dzi na Wa­sze py­ta­nia (dusz­pa­sterz od­po­wia­da na stro­nie 4, a Mag­da na 25). Jak za­wsze też coś prak­tycz­ne­go: po­my­sły cie­ka­wych po­sta­no­wień na ten czas (s. 11) i praw­dzi­wa hi­sto­ria o prze­mia­nie ży­cia (s. 24). Jak za­wsze dla mi­ło­śni­ków hi­sto­rii: garść in­for­ma­cji o Ar­mii Kra­jo­wej (stro­ny 27–28) i fa­scy­nu­ją­ca opo­wieść o czło­wie­ku, któ­ry był pro­fe­so­rem po­li­tech­ni­ki nie skoń­czyw­szy stu­diów (str. 29) – do ta­kie­go spo­so­bu ży­cia nie za­chę­ca­my, ale co ta­lent to ta­lent.

Jak za­wsze na ko­niec pro­po­nu­je garść py­tań, któ­re po­mo­gą spraw­dzić, czy uważ­nie czy­ta­li­ście… Oczy­wi­ście do tych py­tań wróć­cie po za­koń­czo­nej lek­tu­rze nu­me­ru. Czy już umiałabyś/umiałbyś wy­tłu­ma­czyć np. młod­sze­mu ro­dzeń­stwu, ja­ki jest sens Wiel­kie­go Po­stu? Czy wiesz, co Jan Pa­weł II okre­ślił ja­ko „wy­bo­istą dro­gę do świę­to­ści”? Czy wiesz, kim był Le­opold Oku­lic­ki, a kim Jan Czo­chral­ski? Czy umiesz te­raz od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, co to jest pa­kiet gen­de­ro­wy i na czym po­le­ga je­go nie­bez­pie­czeń­stwo? Je­śli tak, to gra­tu­lu­ję umie­jęt­no­ści uważ­ne­go czy­ta­nia!

 

 

ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

i na czym po­le­ga je­go nie­bez­pie­czeń­stwo? Je­śli tak, to gra­tu­lu­ję umie­jęt­no­ści uważ­ne­go czy­ta­nia!