Mali bohaterowie

Od­wa­ga to sło­wo czę­sto ro­zu­mia­ne opacz­nie, my­lo­ne z bra­wu­rą, sza­leń­stwem, prze­sa­dzo­ną pew­no­ścią sie­bie, nad­mier­ną śmia­ło­ścią lub zwy­kłym bra­kiem roz­sąd­ku. Gdy my­śli­my „od­wa­ga”, przy­cho­dzi nam za­zwy­czaj na myśl ktoś w ro­dza­ju Su­per­ma­na. Prze­cięt­ne wy­obra­że­nie o czło­wie­ku od­waż­nym od­zwier­cie­dla ro­słe­go męż­czy­znę, naj­le­piej żoł­nie­rza, tzw. „twar­dzie­la”, któ­ry ni­gdy nie pła­cze i ni­cze­go się nie boi.

Czy czło­wiek od­waż­ny to na pew­no oso­ba, któ­rej ob­cy jest strach i wstyd? Tyl­ko w sy­tu­acji rze­czy­wi­ste­go, bez­po­śred­nie­go za­gro­że­nia we­ry­fi­ku­je się na­sza od­wa­ga. Czę­sto od­waż­ną oka­zu­je się być oso­ba, któ­rej ni­gdy wcze­śniej o to nie po­dej­rze­wa­li­śmy. W me­diach sły­szy się co ja­kiś czas opo­wie­ści o „ma­łych bo­ha­te­rach” i nic dziw­ne­go, po­nie­waż czę­sto do­ro­śli mo­gli­by uczyć się od nich od­wa­gi, opa­no­wa­nia i umie­jęt­no­ści za­cho­wa­nia zim­nej krwi w sy­tu­acji za­gro­że­nia.

 

 

Przed sied­mio­ma la­ty dzie­się­cio­let­nia dziew­czyn­ka ura­to­wa­ła ży­cie oko­ło stu oso­bom. Po­cho­dzą­ca z An­glii Til­ly prze­by­wa­ła wte­dy ra­zem ze swo­imi ro­dzi­ca­mi i młod­szą sio­strą na wy­spie Phu­ket w Taj­lan­dii. W cza­sie za­ba­wy na pla­ży za­uwa­ży­ła, że wo­da za­cho­wu­je się dziw­nie, za­czy­na­ją two­rzyć się bą­bel­ki, fa­le co­fa­ją się bar­dziej gwał­tow­nie niż zwy­kle. Dzie­się­cio­lat­ka w po­rę przy­po­mnia­ła so­bie lek­cję geo­gra­fii, na któ­rej na­uczy­ciel mó­wił, jak moż­na roz­po­znać nad­cho­dzą­ce tsu­na­mi. Wie­dzia­ła, że od te­go mo­men­tu jest jesz­cze dzie­sięć mi­nut do chwi­li ude­rze­nia po­tęż­nej fa­li. Dzię­ki ob­ser­wa­cji Til­ly i roz­sąd­ko­wi do­ro­słych, któ­rzy nie zlek­ce­wa­ży­li zda­nia dzie­się­cio­lat­ki, ewa­ku­owa­ni zo­sta­li wszy­scy pla­żo­wi­cze i miesz­ka­ją­cy w po­bli­skim ho­te­lu. Ura­to­wa­nych zo­sta­ło oko­ło stu osób. Dziew­czyn­ka jest od te­go cza­su na­zy­wa­na „anio­łem z pla­ży”.

Gdy­by za­da­no nam py­ta­nie, czy w ra­zie po­trze­by udzie­li­li­by­śmy pierw­szej po­mo­cy, za­pew­ne wie­lu z nas ze stra­chu przed od­po­wie­dzial­no­ścią od­po­wie­dzia­ło­by ne­ga­tyw­nie, jed­no­cze­śnie jed­nak na­dal uwa­ża­li­by się za lu­dzi od­waż­nych.

Po­nad­prze­cięt­nym opa­no­wa­niem i umie­jęt­no­ścią za­cho­wa­nia zim­nej krwi oka­za­ła się czwór­ka dzie­ci z Bie­cho­wa: Da­ria, Dia­na, Szy­mon i Da­mian (naj­młod­sze z dzie­ci mia­ło 9 lat, naj­star­sze 13). Udzie­li­li nie­zbęd­nej po­mo­cy przed­me­dycz­nej cięż­ko ran­ne­mu mo­to­ro­we­rzy­ście. Wra­ca­li sa­mi do do­mu na ro­we­rach i w pew­nym mo­men­cie spo­strze­gli na swo­jej dro­dze ran­ne­go i unie­ru­cho­mio­ne­go przy­gnia­ta­ją­cym go po­jaz­dem mo­to­ro­we­rzy­stę. Dzie­ci zro­bi­ły wszyst­ko, co by­ło w ich mo­cy, aby ura­to­wać po­szko­do­wa­ne­go. Na szczę­ście ak­cja ra­tun­ko­wa za­koń­czy­ła się po­myśl­nie. Naj­pierw usu­nę­li mo­to­ro­wer, ran­ne­go uło­ży­li w po­zy­cji bocz­nej bez­piecz­nej. Bez chwi­li zwło­ki we­zwa­li po­go­to­wie, a do­dat­ko­wo – aby uspraw­nić ka­ret­ce do­tar­cie – chłop­cy wy­je­cha­li na skrzy­żo­wa­nie i wska­za­li nad­cią­ga­ją­cej po­mo­cy dro­gę. Mo­to­ro­we­rzy­sta wy­szedł z wy­pad­ku bez szwan­ku tyl­ko dzię­ki od­wa­dze i do­brej or­ga­ni­za­cji czwór­ki ma­łych bo­ha­te­rów.

Til­ly i dzie­ci z Bie­cho­wa to nie je­dy­ni ma­li bo­ha­te­ro­wie, któ­rym wie­lu do­ro­słych mo­że za­wdzię­czać ży­cie. Śp. Bra­jan Bar­tło­miej Chle­bow­ski zgi­nął w po­ża­rze łódz­kiej ka­mie­ni­cy, ma­jąc za­le­d­wie sześć lat. Dzię­ki bo­ha­ter­skiej od­wa­dze chłop­ca ura­to­wa­no z po­ża­ru kil­ku­dzie­się­ciu miesz­kań­ców ka­mie­ni­cy. Te­le­fon na 112, któ­ry wy­ko­nał wła­śnie sze­ścio­let­ni chło­piec, umoż­li­wił stra­ży po­żar­nej szyb­kie do­tar­cie na miej­sce zda­rze­nia. Sa­me­go Bra­ja­na nie uda­ło się ura­to­wać. Zgi­nął za­tru­ty tlen­kiem wę­gla. Zo­stał przez ów­cze­sne­go pre­zy­den­ta Pol­ski od­zna­czo­ny po­śmiert­nym me­da­lem za Ofiar­ność i Od­wa­gę.

 

 

Ka­ro­li­na Po­lak

Odkrywanie największej tajemnicy, czyli odwaga w modlitwie

Za­wsze naj­trud­niej­sze dla czło­wie­ka są wszyst­kie spra­wy zwią­za­ne bez­po­śred­nio z nim sa­mym, z te­go wy­ni­ka­ją naj­waż­niej­sze wy­zwa­nia, bo prze­cież coś trze­ba zro­bić ze swo­im ży­ciem, prze­cież ktoś (a mo­że ra­czej: Ktoś) mnie z te­go roz­li­czy. Co za­tem jest ta­kie waż­ne? To, kim je­stem i to, do­kąd zmie­rzam (za­rów­no dzi­siaj, jak i ogól­nie, w ży­ciu). To, z kim się spo­ty­kam i co z te­go wy­ni­ka, bo – po­wiedz­my so­bie szcze­rze – je­ste­śmy od­po­wie­dzial­ni za tych, z któ­ry­mi się spo­ty­ka­my, nie wol­no ucie­kać od fak­tu, że al­bo ko­goś pod­no­si­my na du­chu i do­da­je­my mo­ty­wa­cji, al­bo znie­chę­ca­my do wy­sił­ku, ob­ni­ża­jąc je­go po­czu­cie war­to­ści.

Praw­da, któ­ra za­wsze prze­mie­nia ży­cie

Za­cznę wprost: nie ma waż­niej­sze­go zda­nia nad to, że Pan Bóg mnie ko­cha, że Je­mu na mnie za­le­ży, że On naj­bar­dziej chce mo­je­go szczę­ścia: za­rów­no w wiecz­no­ści jak i tu­taj, na zie­mi.

Każ­dy, kto to od­kry­je, bę­dzie wie­dział, że nie ma waż­niej­sze­go spo­tka­nia niż spo­tka­nie ze Stwór­cą i Zba­wi­cie­lem. Spoj­rzyj­my za­tem na na­szą mo­dli­twę z tej stro­ny. Mo­dli­twą jest każ­de spo­tka­nie z Pa­nem Bo­giem – po­pa­trz­my dzi­siaj na ta­kie spo­tka­nia, w któ­rych wi­dać od­wa­gę i w któ­rych uczy­my się od­wa­gi. Bo kto mo­że le­piej uczyć od­wa­gi niż ten, któ­ry nie bał się stwo­rzyć czło­wie­ka i nie bał się po­tem przyjść na zie­mię, być żyć jak my i umrzeć za nas jak zbrod­niarz?

 

 

Znaj­dzie­my w Bi­blii

Wła­ści­wie na każ­dej stro­nie Pi­sma Świę­te­go wi­dzi­my róż­ne spo­tka­nia z Pa­nem Bo­giem, róż­nych lu­dzi i róż­ne sy­tu­acje. Wy­bra­łem ta­kie, któ­re po­mo­gą zi­lu­stro­wać naj­waż­niej­sze ce­chy czło­wie­ka Bo­że­go, te­go, któ­ry nie tyl­ko od­krył Stwór­cę ale rów­nież chce Mu się od­dać, po­wie­rzyć, bo ko­mu moż­na się po­wie­rzyć z więk­szym po­czu­ciem bez­pie­czeń­stwa?

Na po­cząt­ku wspo­mnij­my je­dy­nie o pierw­szym czło­wie­ku, któ­ry przy­po­mi­na, że po grze­chu w spo­sób na­tu­ral­ny do na­szej du­szy przy­cho­dzi strach… Adam pró­bo­wał scho­wać się w krza­ki, gdy Pan Bóg wo­łał do nie­go w ogro­dzie Eden. Dla­cze­go w ogó­le do­pu­ścił do sie­bie tę myśl, że przed Pa­nem Bo­giem moż­na się scho­wać?

Przy­wo­łaj­my w pa­mię­ci No­ego, mę­ża spra­wie­dli­we­go, któ­ry za­ufał Pa­nu Bo­gu i na swo­im po­lu za­czął bu­do­wać da­le­ko­mor­ski sta­tek o spo­rej ła­dow­no­ści. Jak to zo­sta­ło ode­bra­ne przez są­sia­dów? Chy­ba tro­chę jak za­cho­wa­nie czło­wie­ka, któ­ry nie prze­kli­na, nie chce sko­rzy­stać z te­go, co ko­le­dzy i ko­le­żan­ki na­zy­wa­ją „oka­zją”. Oka­zją do cze­go? Do od­wró­ce­nia się od Bo­ga i do szu­ka­nia atrak­cji po­za Je­go Mi­ło­ścią. Dal­sze fak­ty tyl­ko po­twier­dza­ją to, co do­sko­na­le wie­my. Jak czło­wiek da się wcią­gnąć w wir uciech, to po­tem po­grą­ży się w za­bój­czej fa­li po­to­pu, któ­ry sam przy­wo­łał.

Abra­ham. Jak prze­ko­nu­ją­co Bóg z nim roz­ma­wiał, sko­ro ten po­nad osiem­dzie­się­cio­let­ni już męż­czy­zna zgo­dził się iść z kra­ju, w któ­rym się wy­cho­wał i spę­dził swo­je do­tych­cza­so­we ży­cie do nie­zna­nej, od­le­głej zie­mi? Ile od­wa­gi miał oj­ciec na­szej wia­ry, gdy pa­mię­ta­jąc obiet­ni­cę Pa­na Bo­ga o swym licz­nym po­tom­stwie, idzie ze swym je­dy­nym sy­nem na gó­rę, gdzie – jak mu się po­cząt­ko­wo wy­da­je – ma zło­żyć go w ofie­rze (Rdz 22). Ale Bóg nie chciał śmier­ci Iza­aka, On chciał, by lu­dzie wszyst­kich cza­sów wie­dzie­li i pa­mię­ta­li, że nikt nie stra­ci, gdy za­ufa Je­mu…

A Iza­ak? Co prze­żył, gdy zo­ba­czył nóż w dło­ni wła­sne­go oj­ca? Ja­ką uf­ność mu­siał mieć wpi­sa­ną w ser­ce przez ro­dzi­ców, by nie od­wró­cić się po pa­mięt­nych wy­da­rze­niach od bli­skich i od Bo­ga. Jak cie­ka­wie wy­glą­da­ła je­go mo­dli­twa – spo­tka­nie z Pa­nem Bo­giem, któ­ry nie­ustan­nie „za­ska­ku­je na ma­xa”.

Jó­zef, wnuk Iza­aka, syn Ja­ku­ba – Izra­ela naj­pierw cier­pi z po­wo­du swo­jej py­chy, po­tem uczy się mą­dro­ści w służ­bie Pu­ty­fa­ra i w wię­zie­niu fa­ra­ona, a po­tem od­waż­nie zbie­ra nad­miar plo­nów pod­czas lat ob­fi­to­ści (o tym w Księ­dze Ro­dza­ju – 37 i da­lej). Ufał Bo­gu i dla­te­go był od­waż­ny. Gdy­by po tych la­tach ogrom­nych plo­nów nie na­stą­pi­ły la­ta nie­uro­dza­ju, mógł­by stra­cić na­wet gło­wę. War­ta uwa­gi jest też je­go od­wa­ga wy­ba­cze­nia bra­ciom, od­wa­ga, któ­ra mo­że wy­ro­snąć je­dy­nie z wie­lu spo­tkań z Bo­giem, któ­ry nam wy­ba­cza co­dzien­nie.

Moj­żesz, któ­ry sta­je na cze­le swo­je­go na­ro­du i idzie, pro­wa­dząc ich w mo­rze, gdy za ni­mi ja­dą ry­dwa­ny fa­ra­ona… Prze­cież nie był nie­omyl­ny, już ucie­kał z Egip­tu, gdy w obro­nie swo­ich współ­bra­ci za­bił Egip­cja­ni­na. Je­go „no­wa od­wa­ga” wy­ni­ka z do­świad­cze­nia krze­wu ogni­ste­go, z wie­lu roz­mów z fa­ra­onem, roz­mów, po któ­rych na­stę­po­wa­ły w Egip­cie pla­gi (o Moj­że­szu znaj­dziesz re­la­cję w Księ­dze Wyj­ścia).

Nie bę­dzie­my tu opi­sy­wać w szcze­gó­łach dzie­jów Jo­zu­ego, któ­ry od­waż­nie idzie na cze­le Na­ro­du Wy­bra­ne­go na pod­bój Zie­mi Obie­ca­nej czy krót­kiej hi­sto­rii po­gań­skie­go pro­ro­ka Ba­la­ama, któ­ry strze­gąc uczci­wo­ści miał od­wa­gę sprze­ci­wić się kró­lo­wi i po­bło­go­sła­wić Izra­eli­tów (Lb 22). War­to cza­sem przy­po­mnieć so­bie od­wa­gę wy­bra­ne­go przez Pa­na Bo­ga Sa­mu­ela, któ­ry jesz­cze ja­ko dziec­ko mó­wi ar­cy­ka­pła­no­wi o nie­pra­wo­ściach je­go sy­nów. Wszy­scy praw­do­po­dob­nie pa­mię­ta­my od­wa­gę Sa­lo­mo­na, któ­ry mo­dli się o mą­drość, re­zy­gnu­jąc z wła­snej chwa­ły i za­szczy­tów.

I póź­niej, i dzi­siaj

Lu­dzie Bo­ga, czy­li ci, któ­rzy umie­li się Je­mu po­wie­rzać, za­wsze wo­ła­li do Nie­go z uf­no­ścią i od­wa­gą. Bo do praw­dzi­wej mo­dli­twy po­trzeb­na jest od­wa­ga, a jed­no­cze­śnie praw­dzi­wa mo­dli­twa od­wa­gę wie­lo­krot­nie wzmac­nia.

Pa­pież Be­ne­dykt XVI zwró­cił się do dzie­ci w ochron­ce pro­wa­dzo­nej przez sio­stry mi­sjo­nar­ki mi­ło­ści (to spo­tka­nie od­by­ło się 19.11.2011 ro­ku w pa­ra­fii św. Ri­ty w Ko­to­nu):

Co to jest mo­dli­twa? Jest to wo­ła­nie mi­ło­ści, skie­ro­wa­ne do Bo­ga, na­sze­go Oj­ca, z wo­lą na­śla­do­wa­nia Je­zu­sa, na­sze­go Bra­ta. Je­zus uda­wał się na miej­sce pu­styn­ne, aby się mo­dlić. Po­dob­nie jak Je­zus, ja tak­że mo­gę co­dzien­nie zna­leźć ci­che miej­sce, w któ­rym sku­pię się przed krzy­żem lub świę­tym ob­ra­zem, aby roz­ma­wiać z Je­zu­sem i słu­chać Go. Mo­gę rów­nież sko­rzy­stać z Ewan­ge­lii. Po­tem za­cho­wu­ję w swym ser­cu frag­ment, któ­ry mnie po­ru­szył i bę­dzie mnie pro­wa­dził w cią­gu dnia. Po­zo­sta­jąc tak przez krót­ką chwi­lę z Je­zu­sem, po­zwo­lę Mu na­peł­nić mnie Je­go mi­ło­ścią, świa­tłem i Je­go ży­ciem! Je­stem we­zwa­ny, by tę mi­łość, któ­rą otrzy­mu­ję w mo­dli­twie, prze­ka­zać z ko­lei swym ro­dzi­com, swym przy­ja­cio­łom, wszyst­kim tym, z któ­ry­mi ży­ję, na­wet tym, któ­rzy mnie nie ko­cha­ją, a tak­że tym, któ­rych nie­zbyt ce­nię. Dro­gie dzie­ci, Je­zus was ko­cha! Pro­ście rów­nież swych ro­dzi­ców, aby się mo­dli­li ra­zem z wa­mi! Nie­kie­dy trze­ba ich tro­chę na­kła­niać. Nie wa­haj­cie się te­go ro­bić! Bóg jest tak bar­dzo waż­ny!”.

Nikt nie jest pe­wien, kto na­praw­dę jest au­to­rem słów przy­pi­sy­wa­nych Mar­ko­wi Au­re­liu­szo­wi, ale war­to je znać i po­wta­rzać, ucząc się od­wa­gi przed Pa­nem Bo­giem i od Pa­na Bo­ga.

Bo­że, użycz mi po­go­dy du­cha, abym go­dził się z tym, cze­go nie mo­gę zmie­nić.

Od­wa­gi, abym zmie­niał to, co mo­gę zmie­nić.

I mą­dro­ści, abym od­róż­niał jed­no od dru­gie­go.

Po­zwól mi co dzień żyć tyl­ko jed­nym dniem

I czer­pać ra­dość chwi­li, któ­ra trwa.

I w trud­nych do­świad­cze­niach lo­su uj­rzeć dro­gę wio­dą­cą do spo­ko­ju

I przy­jąć – jak Ty to czy­ni­łeś – ten grzesz­ny świat ta­kim,

Ja­kim on na­praw­dę jest, a nie ta­kim, jak ja chciał­bym go wi­dzieć;

I ufać, że je­śli po­słusz­nie pod­dam się Two­jej wo­li,

To wszyst­ko bę­dzie jak na­le­ży.

Tak, bym w ży­ciu osią­gnął umiar­ko­wa­ne szczę­ście

U Twe­go bo­ku, na wie­ki po­siadł szczę­śli­wość nie­skoń­czo­ną.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

Mała odwaga

Zna­jo­my, zaj­mu­ją­cy się pra­wa­mi czło­wie­ka, opo­wie­dział mi smut­ną hi­sto­rię, ja­kich pew­nie wie­le. Otóż pe­wien mło­dy chrze­ści­ja­nin, któ­ry uciekł z fun­da­men­ta­li­stycz­ne­go is­lam­skie­go kra­ju przed prze­śla­do­wa­nia­mi, zna­lazł pra­cę ja­ko kie­row­ca w Eu­ro­pie Za­chod­niej. I stra­cił ją, gdyż nie chciał ścią­gnąć sym­bo­li re­li­gii ka­to­lic­kiej, bę­dąc w pra­cy.

Mę­czeń­stwo pierw­szych chrze­ści­jan, krzy­żo­wa­nie, tor­tu­ry na ko­le i in­ne tra­gicz­ne hi­sto­rie zna­ne z ży­wo­tów świę­tych wy­da­ją nam się cza­sem tak od­le­głe, że trud­no nam w ogó­le so­bie wy­obra­zić, jak w prze­szło­ści lu­dzie mu­sie­li cier­pieć za wy­zna­wa­ną wia­rę. Mo­że tro­chę bliż­sze emo­cje czu­je­my, raz za ra­zem nie­ste­ty, sły­sząc o krwa­wych prze­śla­do­wa­niach współ­cze­snych chrze­ści­jan – jak ostat­nio w Su­da­nie. Sły­szy­my, że chrze­ści­jań­stwo jest naj­bar­dziej prze­śla­do­wa­ną re­li­gią świa­ta. Oce­nia się, że z po­wo­du wia­ry w Chry­stu­sa cier­pi na ca­łym świe­cie oko­ło 100 mln lu­dzi. Tak, lu­dzie wciąż są za­bi­ja­ni za to, że wy­zna­ją wia­rę w Chry­stu­sa – na po­cząt­ku XXI wie­ku. Du­żym pro­ble­mem są co­raz częst­sze po­sta­wy an­ty­chrze­ści­jań­skie w kra­jach wy­da­wa­ło­by się cy­wi­li­zo­wa­nych – or­ga­ni­za­cje zaj­mu­ją­ce się pra­wa­mi czło­wie­ka alar­mu­ją: i w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, i w Eu­ro­pie la­wi­no­wo ro­śnie licz­ba przy­pad­ków agre­sji wo­bec chrze­ści­jan.

 

Czte­ry kro­ki

Czy ma­jąc ten – nie­do­ce­nia­ny czę­sto – kom­fort moż­li­wo­ści wy­zna­nia swo­jej wia­ry, wy­ra­ża­nia po­glą­dów re­li­gij­nych, bra­nia udzia­łu w na­bo­żeń­stwach, nie ma­my dziś oka­zji do wy­ka­za­nia się od­wa­gą? Nic bar­dziej myl­ne­go! Mo­że­my zro­bić du­żo. Oto trzy pod­sta­wo­we kro­ki:

  1. Mo­dlić się. Do­łącz w swo­jej mo­dli­twie in­ten­cje tych osób, któ­re wła­śnie w tym mo­men­cie sie­dzą w wię­zie­niach za wia­rę.
  2. Zdo­by­wać wie­dzę. In­te­re­suj się! Wejdź na stro­ny ta­kich or­ga­ni­za­cji jak Open Do­ors (w ję­zy­ku pol­skim) czy Chri­stian Con­cern (an­giel­ski).
  3. Pro­te­sto­wać. Nie trze­ba wie­le wy­sił­ku, by zna­leźć w In­ter­ne­cie pe­ty­cje w obro­nie prze­śla­do­wa­nych chrze­ści­jan. Znajdź ta­ką stro­nę i pod­pisz się! Two­je trzy mi­nu­ty i po­da­nie imie­nia i na­zwi­ska (cza­sem ad­re­su ma­il) mo­że zmie­ni czy­jeś ży­cie!
  4. Ja­sno de­kla­ro­wać swo­ją wia­rę. Spo­so­bów na to jest mnó­stwo – mo­że trze­ba prze­móc nie­wła­ści­wy wstyd i prze­że­gnać się, mi­ja­jąc ko­ściół? Zna­leźć mi­nu­tę cza­su w za­bie­ga­nym po­ran­ku, by zmó­wić mo­dli­twę przed po­sił­kiem? Za­ło­żyć krzyż na szy­ję (a ścią­gnąć np. z uszu – czę­sto wi­dzi się krzyż np. w kol­czy­kach ja­ko ele­ment je­dy­nie de­ko­ra­cyj­ny. War­to za­sta­no­wić się, czy nie jest to for­ma pro­fa­na­cji)? Do­cze­pić do pę­ku klu­czy chrze­ści­jań­ski bre­lo­czek? Ru­szyć gło­wą i zna­leźć swój wła­sny spo­sób? „Kto się przy­zna do Mnie wo­bec lu­dzi, przy­zna się i Syn Czło­wie­czy do nie­go wo­bec anio­łów Bo­żych” (Łk 12, 8).

Świę­ta Te­re­ska od Dzie­ciąt­ka Je­zus pięk­nie pi­sa­ła o ma­łej dro­dze. My po­myśl­my dziś o ma­łej od­wa­dze.

Od­wa­ga pierw­sza

31-let­nia ko­bie­ta z Mi­chi­gan (USA) zo­sta­ła za­gro­żo­na ka­rą za to, że umie­ści­ła ogło­sze­nie w lo­kal­nej ga­zet­ce ko­ściel­nej o tym, że po­szu­ku­je współ­lo­ka­tor­ki, któ­ra też jest chrze­ści­jan­ką. Pry­wat­na or­ga­ni­za­cja Fa­ir Ho­using Cen­ter zło­ży­ła skar­gę do sta­no­we­go biu­ra praw oby­wa­tel­skich prze­ciw­ko au­tor­ce anon­su, za­rzu­ca­jąc jej dys­kry­mi­na­cję wy­znaw­ców in­nych re­li­gii w spra­wach miesz­ka­nio­wych.

Czy mam od­wa­gę wy­brać na współ­lo­ka­to­ra oso­bę mniej roz­ryw­ko­wą, im­pre­zo­wą, mo­że cza­sem i nud­ną, ale wy­zna­ją­cą po­dob­ny sys­tem war­to­ści?

 

Od­wa­ga dru­ga

Rząd fe­de­ral­ny za­gro­ził wię­zie­niem stu­dent­ce ame­ry­kań­skiej szko­ły wyż­szej, je­śli nie usu­nie ze swo­jej pra­cy wień­czą­cej edu­ka­cję od­nie­sień do Je­zu­sa.

Czy mam od­wa­gę w pra­cach do­mo­wych, wy­pra­co­wa­niach z przed­mio­tów hu­ma­ni­stycz­nych ja­sno wy­ra­żać swo­je po­glą­dy re­li­gij­ne, cy­to­wać ka­to­lic­kie książ­ki, przed­sta­wiać chrze­ści­jań­ska in­ter­pre­ta­cję np. utwo­rów po­etyc­kich?

 

Od­wa­ga trze­cia

Na­sto­la­tek w ame­ry­kań­skiej szko­le pod­sta­wo­wej zo­stał si­łą usu­nię­ty ze swo­je­go miej­sca przy sto­le w sto­łów­ce szkol­nej oraz skar­co­ny wo­bec ko­le­gów za mo­dli­twę przed lun­chem.

Czy mam od­wa­gę prze­że­gnać się przed zje­dze­niem ka­nap­ki na prze­rwie?

 

Od­wa­ga czwar­ta

Rów­nież w ame­ry­kań­skiej szko­le wła­dze za­ka­za­ły ob­da­ro­wy­wa­nia się przez uczniów świą­tecz­ny­mi pre­zen­ta­mi za­wie­ra­ją­cy­mi od­nie­sie­nia re­li­gij­ne.

Czy mam od­wa­gę dać w pre­zen­cie ka­to­lic­ką książ­kę? Czy my­ślę o tym, że mą­dra chrze­ści­jań­ska książ­ką, pły­ta z fil­mem czy mu­zy­ką dla oso­by nie­wie­rzą­cej mo­że być tym mo­men­tem, w któ­rym za­in­te­re­su­je się ona spra­wa­mi wia­ry?

 

Od­wa­ga pią­ta

Wiel­ka Izba Try­bu­na­łu Praw Czło­wie­ka w Stras­bur­gu pod­wa­ży­ła wy­rok niż­szej in­stan­cji ws. wie­sza­nia krzy­ży w kla­sach. Sę­dzio­wie uzna­li, że ich obec­ność nie na­ru­sza Eu­ro­pej­skiej Kon­wen­cji Praw Czło­wie­ka. Wy­rok z 2009 na­ka­zu­ją­cy ścią­gnię­cie krzy­ży ze ścian wło­skiej szko­ły zo­stał cof­nię­ty.

Czy mam od­wa­gę prze­że­gnać się przez krzy­żem w swo­jej kla­sie? Czy umiem upo­mnieć klną­cych ko­le­gów sto­ją­cych pół me­tra od świę­te­go dla mnie sym­bo­lu? Czy spraw­dzi­łem kie­dyś, czy krzyż w mo­jej kla­sie nie jest za­ku­rzo­ny lub nie wy­ma­ga re­no­wa­cji?

 

Od­wa­ga szó­sta

W Niem­czech mat­ka zo­sta­ła po­sła­na do aresz­tu na osiem dni za to, że nie chcia­ła, by jej dzie­ci uczest­ni­czy­ły w jej zda­niem de­mo­ra­li­zu­ją­cych za­ję­ciach edu­ka­cji sek­su­al­nej (przed­sta­wia­ją­cych ży­cie sek­su­al­ne ja­ko za­ba­wę).

Czy umiem ode­zwać się na lek­cjach wy­cho­wa­nia do ży­cia w ro­dzi­nie prze­ciw abor­cji? Czy znam i po­tra­fię uży­wać ar­gu­men­tów prze­ciw­ko prze­śmiew­czym uwa­gom zna­jo­mych do­ty­czą­cym np. na­tu­ral­nych me­tod pla­no­wa­nia ro­dzi­ny czy wstrze­mięź­li­wo­ści przed ślu­bem?

 

Miej­sca, gdzie chrze­ści­jan prze­śla­du­je się naj­bar­dziej:

1: Ko­rea Pół­noc­na. W tym pań­stwie chrze­ści­ja­nie zbie­ra­ją się w pod­zie­miu, gdyż za pu­blicz­ne wy­zna­wa­nie wia­ry gro­zi wię­zie­nie, obóz pra­cy al­bo ka­ra śmier­ci. Sza­cu­je się, że obec­nie w pół­noc­no­ko­re­ań­skich obo­zach pra­cy prze­by­wa oko­ło 70 ty­się­cy wy­znaw­ców Chry­stu­sa;

2: Afga­ni­stan;

3: Ara­bia Sau­dyj­ska;

4: So­ma­lia;

5: Iran;

6: Ma­le­di­wy;

7: Uz­be­ki­stan;

8: Je­men;

9: Irak;

10: Pa­ki­stan. W tym kra­ju w wię­zie­niu za wia­rę prze­by­wa Asia Bi­bi, chrze­ści­jan­ka uwię­zio­na za „bluź­nier­stwo prze­ciw is­la­mo­wi”. W 2010 ro­ku zo­sta­ła ska­za­na na śmierć przez po­wie­sze­nie. Od te­go cza­su prze­by­wa w izo­lat­ce bez okien, zle­wu i WC czy wen­ty­la­cji. Jej ce­la jest cia­sna – na sze­ro­kość wy­cią­gnię­tych ra­mion.

(Open Do­ors)

 

Mo­dli­twa za prze­śla­do­wa­nych chrze­ści­jan

Bo­że, po­przez ta­jem­ni­cze zrzą­dze­nie Twej Mi­ło­ści, po­zwo­li­łeś swe­mu Ko­ścio­ło­wi uczest­ni­czyć w cier­pie­niu Twe­go Sy­na, wzmoc­nij na­sze Sio­stry i Bra­ci, któ­rzy z po­wo­du swej wia­ry są prze­śla­do­wa­ni.

Ob­darz ich swo­ją mo­cą i wy­trwa­ło­ścią, aby w każ­dym uci­sku po­kła­da­li w To­bie ca­łą swą uf­ność, a w cier­pie­niu wier­nie świad­czy­li o To­bie.

Po­da­ruj im ra­dość z uczest­nic­twa w ofie­rze Chry­stu­sa i ob­darz pew­no­ścią, że ich imio­na są za­pi­sa­ne w Księ­dze Ży­cia.

Daj im si­łę do na­śla­do­wa­nia Chry­stu­sa, któ­ra wes­prze ich w dźwi­ga­niu Krzy­ża, a w utra­pie­niu ustrze­że ich chrze­ści­jań­ską wia­rę. Przez Chry­stu­sa Pa­na na­sze­go. Amen.

 

Ka­ta­rzy­na Urban 

Za wszystko dziękujmy Bogu

Gdy (...) na­de­szła peł­nia cza­su, ze­słał Bóg Sy­na swe­go, zro­dzo­ne­go z nie­wia­sty” (Ga 4, 4). Czym jest owa „peł­nia cza­su”, o któ­rej mó­wi apo­stoł? Wie­my z bez­po­śred­nie­go do­świad­cze­nia, że czas upły­wa nie­ubła­ga­nie. Wszyst­kie stwo­rze­nia są pod­da­ne upły­wo­wi cza­su. Tyl­ko czło­wiek jed­nak jest świa­dom swe­go prze­mi­ja­nia w cza­sie. Do­świad­cza, że je­go oso­bi­ste dzie­je są zwią­za­ne z upły­wem dni. Świa­do­ma te­go „prze­mi­ja­nia” ludz­kość za­pi­su­je swo­ją hi­sto­rię: hi­sto­rię lu­dzi, państw i kon­ty­nen­tów, hi­sto­rię kul­tur i re­li­gii. (…) Przez wcie­le­nie Sy­na Bo­że­go wiecz­ność we­szła w czas, a hi­sto­ria czło­wie­ka otwar­ła się na trans­cen­dent­ne speł­nie­nie w Bo­gu. Czło­wie­ko­wi zo­sta­ła w ten spo­sób ofia­ro­wa­na nie­wia­ry­god­na szan­sa: mo­że ubie­gać się o god­ność sy­na w Sy­nu, dzie­dzi­czą­ce­go ra­zem z Nim to sa­mo chwa­leb­ne prze­zna­cze­nie. Piel­grzym­ka ziem­skie­go ży­cia jest wę­drów­ką, któ­ra do­ko­nu­je się w cza­sie Bo­żym. Ce­lem jest sam Bóg, peł­nia cza­su w wiecz­no­ści. W świe­tle wia­ry czas zy­sku­je za­tem zna­cze­nie re­li­gij­ne. (…) Skła­daj­my dzię­ki Bo­gu za to, co wy­da­rzy­ło się w tym ro­ku, w tym stu­le­ciu i w tym ty­siąc­le­ciu. W szcze­gól­ny spo­sób pra­gnie­my dzię­ko­wać za nie­ustan­ny roz­wój do­ko­nu­ją­cy się w świe­cie du­cha. Dzię­ku­je­my za świę­tych te­go ty­siąc­le­cia: świę­tych wy­nie­sio­nych do chwa­ły oł­ta­rzy oraz tych, jesz­cze licz­niej­szych i nam nie zna­nych, któ­rzy uświę­ci­li czas wier­nym wy­peł­nia­niem wo­li Bo­żej. Dzię­ku­je­my tak­że za wszyst­kie zdo­by­cze i suk­ce­sy ludz­ko­ści w dzie­dzi­nie na­uki i tech­ni­ki, sztu­ki i kul­tu­ry. (…) Mi­nę­ło 2000 lat od kie­dy „Sło­wo sta­ło się cia­łem i za­miesz­ka­ło wśród nas. I oglą­da­li­śmy Je­go chwa­łę, chwa­łę, ja­ką Jed­no­ro­dzo­ny otrzy­mu­je od Oj­ca, pe­łen ła­ski i praw­dy” (J 1, 14). Dla­te­go za­no­si­my jed­no­gło­śnie hymn chwa­ły i wdzięcz­no­ści: Te Deum lau­da­mus.

 

Bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 31.12.1999 r.

Módlmy się o pokój

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Niech Bóg nam bło­go­sła­wi; niech nam uka­że po­god­ne ob­li­cze”. Te sło­wa Psal­mu 67 wy­śpie­wa­li­śmy, wy­słu­chaw­szy w pierw­szym czy­ta­niu sta­ro­żyt­ne­go bło­go­sła­wień­stwa ka­płań­skie­go nad Lu­dem Przy­mie­rza. (…) Po­mi­mo że świat jest nie­ste­ty na­dal na­zna­czo­ny „za­rze­wia­mi na­pięć i kon­flik­tów, spo­wo­do­wa­nych przez ro­sną­ce nie­rów­no­ści mię­dzy bo­ga­ty­mi a bied­ny­mi, do­mi­na­cję men­tal­no­ści ego­istycz­nej i in­dy­wi­du­ali­stycz­nej, wy­ra­ża­ją­cej się rów­nież w po­zba­wio­nym re­guł ka­pi­ta­li­zmie fi­nan­so­wym”, a tak­że róż­ny­mi for­ma­mi ter­ro­ry­zmu i prze­stęp­czo­ści, je­stem prze­ko­na­ny, że „wie­le dzieł po­ko­ju, w któ­re bo­ga­ty jest świat, świad­czy o wro­dzo­nym po­wo­ła­niu ludz­ko­ści do po­ko­ju. (…) Czło­wiek jest stwo­rzo­ny do po­ko­ju, któ­ry jest da­rem Bo­ga. Wszyst­ko to spra­wi­ło, że in­spi­ra­cją te­go Orę­dzia sta­ły się sło­wa Je­zu­sa Chry­stu­sa: „Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy wpro­wa­dza­ją po­kój, al­bo­wiem oni bę­dą na­zwa­ni sy­na­mi Bo­ży­mi” (Mt 5, 9)”. (…)

Oto, dro­dzy bra­cia, pod­sta­wa na­sze­go po­ko­ju: pew­ność, że w Je­zu­sie Chry­stu­sie kon­tem­plu­je­my blask ob­li­cza Bo­ga Oj­ca, że je­ste­śmy sy­na­mi w Sy­nu, że w ten spo­sób na dro­dze ży­cia je­ste­śmy tak bez­piecz­ni, jak dziec­ko w ra­mio­nach Oj­ca do­bre­go i wszech­moc­ne­go. Blask ob­li­cza Pa­na nad na­mi, któ­ry udzie­la nam po­ko­ju, jest uka­za­niem Je­go oj­co­stwa. Pan kie­ru­je ku nam swo­je ob­li­cze, uka­zu­je się ja­ko Oj­ciec i ob­da­rza nas po­ko­jem. (…) Nic nie mo­że wie­rzą­cym za­brać te­go po­ko­ju, na­wet trud­no­ści i cier­pie­nia ży­cio­we. W rze­czy­wi­sto­ści cier­pie­nia, do­świad­cze­nia i ciem­no­ści nie nisz­czą, ale po­więk­sza­ją na­szą na­dzie­ję; na­dzie­ję, któ­ra nie za­wo­dzi, po­nie­waż „mi­łość Bo­ża roz­la­na jest w ser­cach na­szych przez Du­cha Świę­te­go, któ­ry zo­stał nam da­ny” (Rz 5, 5).

Dzie­wi­ca Ma­ry­ja, któ­rą czci­my ja­ko Mat­kę Bo­ga, niech nam po­ma­ga kon­tem­plo­wać ob­li­cze Je­zu­sa, Księ­cia Po­ko­ju. (…) Niech wy­pra­sza dla nas i dla ca­łe­go świa­ta dar po­ko­ju. Amen!

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan 1.01.2013 r.

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

W no­wym nu­me­rze „Dro­gi”, któ­ry masz w rę­ku, mo­żesz zna­leźć spo­ro tek­stów o od­wa­dze i o po­wsta­niu stycz­nio­wym. Oczy­wi­ście sze­ro­ko ro­zu­mia­na od­wa­ga jest nie tyl­ko zwią­za­na z pod­ję­ciem zbroj­nej wal­ki o wol­ność. Od­wa­ga jest po­trzeb­na w mo­dli­twie (pi­szę o tym na stro­nach 9 i 10), od­wa­gi po­trze­ba w re­la­cjach mię­dzy­ludz­kich – mam na my­śli od­wa­gę cy­wil­ną, kie­dy ocze­ku­je­my od wi­no­waj­cy, by się przy­znał, a od ko­goś, kto pod­jął błęd­ną de­cy­zję, by umiał sko­ry­go­wać swo­ją po­sta­wę, swo­je po­le­ce­nie.

Po prze­czy­ta­niu ar­ty­ku­łów na stro­nie 11 (o „ma­łych bo­ha­te­rach”) i na stro­nie 22 („po­ga­dan­ka” psy­cho­lo­ga), każ­dy z na­szych Czy­tel­ni­ków bę­dzie umiał pre­cy­zyj­nie od­róż­nić od­wa­gę od bra­wu­ry. A co ma świę­tość wspól­ne­go z od­wa­gą? Ten te­mat znaj­dziesz na stro­nie 14.

Oczy­wi­ście, nie zaj­mu­je­my się tyl­ko te­ma­tem nu­me­ru. Oj­ciec Ra­fał, nasz za­przy­jaź­nio­ny za­kon­nik z re­flek­sji nad nie­dziel­ną Ewan­ge­lią wy­su­wa wnio­sek, któ­rym moż­na po­słu­żyć się w pi­sa­niu li­stów i wy­ko­rzy­stu­je po­mysł sto­so­wa­ny w te­le­wi­zyj­nych re­kla­mach.

Ze sta­łej ru­bry­ki Za­bły­śnij na ka­te­che­zie (s. 7) do­wiesz się, czy mo­dli­twa i pa­cierz to to sa­mo, a z dzia­łu Au­re­ola – jak św. Jan Bo­sko, je­den ze stycz­nio­wych pa­tro­nów, za­jął się opusz­czo­ną mło­dzie­żą we wło­skich mia­stach w XIX wie­ku.
Na pew­no każ­de­go za­cie­ka­wi, kto prze­żył wła­sną śmierć (s. 6) i kto kie­ru­je do Was cie­ka­we za­pro­sze­nia (Ta­bli­ca ogło­szeń, s 32).

I jesz­cze za­chę­cę do za­sta­no­wie­nia się nad cier­pli­wo­ścią, o któ­rej ko­lej­ny od­ci­nek pre­zen­tu­je p. Mał­go­rza­ta na stro­nie 24. Mo­że też war­to w ja­kiś ozdob­ny spo­sób prze­pi­sać so­bie mo­dli­twę o do­bre­go mę­ża (do­brą żo­nę) ze stro­ny 25?

I – jak zwy­kle – na ko­niec garść py­tań (cie­szę się, że w wie­lu li­stach dzię­ku­je­cie za ten po­mysł – moż­na spraw­dzić swo­ją spo­strze­gaw­czość, uważ­ność czy­ta­nia, moż­na też za­ba­wić się z przy­ja­ciół­mi). A za­tem: czy wiesz, ile lat miał naj­młod­szy zna­ny uczest­nik po­wsta­nia stycz­nio­we­go? Jak licz­ne by­ły (łącz­nie) od­dzia­ły woj­ska ro­syj­skie­go sta­cjo­nu­ją­ce na te­re­nach Pol­ski? Ile po­ty­czek od­by­ło się pod­czas po­wsta­nia? Ilu Po­la­ków zo­sta­ło ze­sła­nych po po­wsta­niu do wschod­niej Sy­be­rii? A kto lu­bił wy­po­wia­dać zda­nie: „Martw się ra­czej o to, by być ko­cha­nym, a nie o to, by się cie­bie ba­no”? I ja­ką bi­żu­te­rię no­si­ły ko­bie­ty w cza­sie na­ro­do­wej ża­ło­by w XIX wie­ku?

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski