Opowiem Wam o swojej modlitwie

Bar­dzo czę­sto py­ta­cie, jak się mo­dlić, to bar­dzo do­brze, ucznio­wie Je­zu­sa też to py­ta­nie za­da­wa­li swe­mu Mi­strzo­wi. Naj­cie­kaw­sze od­po­wie­dzi to te, któ­re pły­ną z ży­cia, za­da­łem więc py­ta­nie o oso­bi­stą mo­dli­twę wie­lu oso­bom, kil­ka­set spo­śród nich ze­chcia­ło od­po­wie­dzieć, pre­zen­tu­ję czte­ry wy­bra­ne, od­po­wie­dzi.

Mo­dli­łam się za­wsze, od­kąd tyl­ko pa­mię­tam – w dzie­ciń­stwie, z ca­łą ro­dzi­ną. By­ła to ro­dzi­na wie­lo­po­ko­le­nio­wa, mo­dli­ło się nas tam po­nad dzie­sięć osób. Dzia­dek rzą­dził ty­mi spo­tka­nia­mi. Co dru­gi dzień by­ła mo­dli­twa oso­bi­sta – choć zbie­ra­li­śmy się wszy­scy ra­zem, to zna­czy by­li­śmy w naj­więk­szym sa­lo­nie na­sze­go do­mu – to pa­no­wa­ła ci­sza, każ­dy mo­dlił się sam, w swo­im ser­cu. W po­zo­sta­łe dni mo­dli­twę przy­go­to­wy­wa­ły po­szcze­gól­ne oso­by, we­dług wy­zna­czo­ne­go gra­fi­ku. Każ­dy to ro­bił, jak tyl­ko so­bie za­ma­rzył: bab­cia pra­wie za­wsze wy­bie­ra­ła Ró­ża­niec, ta­ta zwy­kle pro­po­no­wał nie­szpo­ry al­bo kom­ple­tę z bre­wia­rza, ma­ma lu­bi do dzi­siaj uroz­ma­ice­nie we wszyst­kim, a więc za każ­dym ra­zem przy­go­to­wy­wa­ła coś in­ne­go, brat, mi­ło­śnik mu­zy­ki pod każ­dą po­sta­cią za­wsze przy­go­to­wał ja­kieś pie­śni, do któ­rych sam akom­pa­nio­wał na gi­ta­rze al­bo na pia­ni­nie. Ty­le o for­mie. Co do głę­bi mo­dli­twy, to od cza­su li­ceum, kie­dy za­pro­si­łam Pa­na Je­zu­sa do swo­je­go ser­ca, mo­dlę się za­wsze przede wszyst­kim po­wie­rza­jąc Mu sie­bie, nie­za­leż­nie od słów, ja­kie wy­po­wia­dam. Te­raz mam już dwo­je dzie­ci i miesz­ka­my w in­nym mie­ście, ale za­czy­na­my z mę­żem wpro­wa­dzać po­dob­ne zwy­cza­je w na­szym do­mu…

Ga­bry­sia

 

 

Mo­dli­twę od­kry­łem w gim­na­zjum, przed pię­cio­ma la­ty, wcze­śniej w ogó­le się nie mo­dli­łem, w mo­jej ro­dzi­nie nie by­ło ta­kie­go zwy­cza­ju, nikt mnie te­go nie na­uczył. Mo­ja ulu­bio­na mo­dli­twa to Msza Świę­ta, sta­ram się za­wsze przed wy­kła­da­mi pójść do ko­ścio­ła, na szczę­ście jest po dro­dze – mię­dzy aka­de­mi­kiem a miej­scem za­jęć. Wie­czo­rem sta­ram się za­wsze bie­gać przed snem i mo­dlę się pod­czas bie­ga­nia, to mi na­da­je rytm, przed snem od­ma­wiam kom­ple­tę, jak się uda, to z mo­imi ko­le­ga­mi z po­ko­ju. Na szczę­ście mo­ja dziew­czy­na jest z do­mu, gdzie pra­wie co­dzien­nie mo­dlą się wspól­nie, na­wet cza­sem uda­je im się mo­dli­twa po­ran­na. Ra­no jest u nich dzie­sią­tek Ró­żań­ca, wie­czo­rem róż­nie, czę­sto śpie­wa­ją pio­sen­ki re­li­gij­ne (lu­bią zwłasz­cza piel­grzym­ko­we).

Mi­chał

 

Mo­dli­twą, któ­rej je­stem naj­bar­dziej wier­ny, to ra­chu­nek su­mie­nia, jest tak od trzech lat, kie­dy to po ma­tu­rze wy­je­cha­łem na re­ko­lek­cje igna­cjań­skie i tam mnie te­go na­uczo­no. Czę­sto roz­wa­żam Pi­smo Świę­te, sta­ram się to ro­bić w po­bli­skim ko­ście­le, bo w po­ko­ju trud­no mi się sku­pić.

Da­mian

 

Co­dzien­nej mo­dli­twy na­uczył mnie mój chło­pak, z któ­rym cho­dzi­łam w li­ceum. Je­go ksiądz-opie­kun (Mar­cin był mi­ni­stran­tem) za­chę­cał ich do mo­dli­twy sie­dem ra­zy dzien­nie, sześć ra­zy krót­ko, a raz dłu­żej. Mi się to bar­dzo po­do­ba, są to czę­sto mo­dli­twy na­wet dwu-, trzy­mi­nu­to­we, Anioł Pań­ski w au­to­bu­sie ra­no, ko­ron­ka do Mi­ło­sier­dzia mię­dzy wy­kła­da­mi a obia­dem, cza­sem ja­kieś zda­nie, któ­ra za­pa­mię­ta­łam z Pi­sma Świę­te­go, z czy­tań da­ne­go dnia. A ta dłuż­sza mo­dli­twa? Sta­ram się przy­naj­mniej raz w ty­go­dniu być po­za nie­dzie­lą na Mszy Świę­tej, cza­sem sia­dam nad Sło­wem Bo­żym, nie­kie­dy znaj­dę coś w In­ter­ne­cie… Wiem też, że ta dłuż­sza mo­dli­twa le­piej się uda­je, gdy jest jak naj­wcze­śniej, im póź­niej, tym jest słab­sza…

Jo­la

 

ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski 

Wspólnoty modlitewne

Gdzie dwóch lub trzech spo­ty­ka się w imię Mo­je, tam Ja je­stem po­śród nich” – ty­mi sło­wa­mi Ewan­ge­lii wg św. Ma­te­usza sam Pan Je­zus za­chę­ca wszyst­kich swo­ich wy­znaw­ców do wspól­ne­go gro­ma­dze­nia się na mo­dli­twie. Ko­ściół wy­cho­dzi na­prze­ciw wszyst­kim tym, któ­rzy po­za mo­dli­twą pry­wat­ną od­czu­wa­ją też po­trze­bę jed­no­cze­nia się z in­ny­mi w ce­lu wspól­ne­go chwa­le­nia Bo­ga, po­ku­to­wa­nia, dzięk­czy­nie­nia i wy­pra­sza­nia łask. Obec­nie w Ko­ście­le dzia­ła bar­dzo wie­le wspól­not o róż­nym cha­rak­te­rze, któ­rych głów­nym ce­lem jest ubo­ga­ca­nie ży­cia du­cho­we­go swo­ich człon­ków po­przez wspól­ną mo­dli­twę. Wie­le z nich ma za­sięg ogól­no­pol­ski lub na­wet mię­dzy­na­ro­do­wy, in­ne dzia­ła­ją tyl­ko w kon­kret­nych die­ce­zjach. Trze­ba pa­mię­tać, że jest ich bar­dzo du­żo i każ­da oso­ba, któ­ra pra­gnie mo­dlić się we wspól­no­cie z pew­no­ścią znaj­dzie tę naj­bar­dziej od­po­wied­nią dla sie­bie. Po­ni­żej przed­sta­wiam za­le­d­wie trzy przy­kła­dy wspól­not dzia­ła­ją­cych w Ko­ście­le.

Gru­py Mo­dli­twy św. Oj­ca Pio

Są pięk­nym dzie­łem mo­dli­tew­nym, któ­re zo­sta­ło za­ini­cjo­wa­ne przez Oj­ca Pio i jest utrzy­my­wa­ne zgod­nie z za­sa­da­mi fran­cisz­kań­skiej du­cho­wo­ści. Człon­ka­mi gru­py mo­gą zo­stać za­rów­no świec­cy, jak i księ­ża i oso­by za­kon­ne. Jed­ną z na­czel­nych za­sad przy­na­le­że­nia jest cał­ko­wi­te po­słu­szeń­stwo hie­rar­chii ko­ściel­nej i dzia­ła­nie w zgo­dzie z na­uką Ko­ścio­ła Ka­to­lic­kie­go. Jed­nym z naj­waż­niej­szych ce­lów ich dzia­łal­no­ści jest „Czyn­na mi­łość, nio­są­ca ulgę cier­pią­cym i po­trze­bu­ją­cym, ja­ko prak­tycz­ne urze­czy­wist­nie­nie mi­ło­ści ku Bo­gu”.

Oprócz cha­ry­ta­tyw­nej i do­bro­wol­nej po­mo­cy lu­dziom znaj­du­ją­cym się w trud­nym po­ło­że­niu, scho­ro­wa­nym i sta­rym, ce­lem grup jest rów­nież ubo­ga­ce­nie ży­cia du­cho­we­go swo­ich człon­ków po­przez czyn­ne uczest­nic­two w sa­kra­men­tal­nym i li­tur­gicz­nym ży­ciu Ko­ścio­ła.

Du­cho­wa Ad­op­cja Dziec­ka Po­czę­te­go Za­gro­żo­ne­go Za­gła­dą

Jest to je­dy­na w swo­im ro­dza­ju gru­pa mo­dli­tew­na zrze­sza­ją­ca oso­by, któ­rym szcze­gól­nie „le­ży na ser­cu” god­ność ży­cia ludz­kie­go i je­go ochro­na od mo­men­tu po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci. Oso­ba po­dej­mu­ją­ca du­cho­wą ad­op­cję zo­bo­wią­zu­je się do trwa­ją­cej dzie­więć mie­się­cy mo­dli­twy w in­ten­cji dziec­ka, któ­re­go ży­cie jest za­gro­żo­ne w ło­nie mat­ki. Wie­lu człon­ków Du­cho­wej Ad­op­cji po­dej­mu­je jesz­cze do­dat­ko­we wy­rze­cze­nia: post lub in­ną ofia­rę na czas trwa­nia mo­dli­twy. Mo­dlą­cy się po­wie­rza Pa­nu Bo­gu nie tyl­ko nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko, ale rów­nież je­go mat­kę, aby po­tra­fi­ła zwal­czyć za­miar po­peł­nie­nia abor­cji i sta­now­czo od­mó­wić wszyst­kim, któ­rzy na­kła­nia­ją ją do te­go. De­cy­zja o pod­ję­ciu Du­cho­wej Ad­op­cji to du­ża od­po­wie­dzial­ność, po­nie­waż jest za­wsze po­twier­dza­na przy­się­gą.

Ruch Mo­dli­tew­ny „Ad­o­re­mus”

Jest to wspól­no­ta mo­dli­tew­na, któ­rej człon­ko­wie w spo­sób szcze­gól­ny pra­gną czer­pać in­spi­ra­cję i wzo­ro­wać się na oso­bie bł. Ja­na Paw­ła II. Wspól­no­ta ta po­wsta­ła z ini­cja­ty­wy Cen­trum Ja­na Paw­ła II „Nie lę­kaj­cie się” w Kra­ko­wie. Ruch ten gro­ma­dzi wier­nych na wspól­nej ad­o­ra­cji Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu. Je­go ce­lem jest po­głę­bie­nie ży­cia du­cho­we­go człon­ków wspól­no­ty i po­bu­dze­nie w nich gor­li­wo­ści mo­dli­tew­nej. „In­spi­ruj­my się nie tyl­ko tym, co Jan Pa­weł II mó­wił i jak na­uczał, ale tak­że jak się mo­dlił, a czy­nił to żar­li­wie, two­rząc z mo­dli­twy oso­bi­stą roz­mo­wę z Je­zu­sem” – mó­wił ks. Sta­ni­sław Szcze­pa­niec, dusz­pa­sterz Cen­trum „Nie lę­kaj­cie się”.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

 

Czystość to dar

Ni­na jest uczen­ni­cą Li­ceum Ogól­no­kształ­cą­ce­go „Ra­do­sna No­wi­na 2000” w Pie­ka­rach nie­da­le­ko Kra­ko­wa. Ubie­gły rok szkol­ny spę­dzi­ła na Taj­wa­nie, gdzie wy­je­cha­ła na wy­mia­nę mło­dzie­żo­wą. Wy­bra­ła ten kraj, po­nie­waż chcia­ła zmie­rzyć się z in­ną kul­tu­rą. Pod­czas po­by­tu w tak eg­zo­tycz­nym miej­scu nie raz mu­sia­ła sta­wić czo­ła in­nym po­glą­dom, za­sa­dom, in­nej wie­rze. Miesz­ka­ła u czte­rech gosz­czą­cych ją na zmia­nę ro­dzin. By­ła trak­to­wa­na jak cór­ka, spo­tka­ła się z wiel­ką uprzej­mo­ścią i go­ścin­no­ścią.

Wia­ra i za­sa­dy

Taj­wań­czy­cy są bar­dzo mi­li dla ob­co­kra­jow­ców. Ni­na ni­gdy nie spo­tka­ła się z żad­nym prze­ja­wem dys­kry­mi­na­cji z po­wo­du swo­jej wia­ry czy prze­ko­nań, a na­wet wy­glą­du. Jak mó­wi, by­wa­ło na­wet, że czu­ła się lep­sza, po­nie­waż jest blon­dyn­ką o bia­łym ko­lo­rze skó­ry.

– Ro­dzi­ny, u któ­rych miesz­ka­łam, wy­zna­wa­ły bud­dyzm. In­ni po­zna­ni prze­ze mnie mło­dzi lu­dzie wie­rzy­li w chiń­skich bo­gów, któ­rych jest nie­zli­czo­na ilość – opo­wia­da. Naj­bar­dziej jed­nak za­sko­czy­ło ją bez­stre­so­we po­dej­ściem ko­le­ża­nek z in­nych kra­jów do spraw sek­su­al­no­ści.

– Wśród mo­ich ró­wie­śni­czek, z któ­ry­mi prze­by­wa­łam, seks trak­to­wa­ny był ni­czym sport czy ja­kieś wy­ści­gi – mó­wi Ni­na – Wy­gry­wa ten, kto za­li­czy wię­cej dziew­czyn czy chło­pa­ków. Upra­wia­nie sek­su to dla mło­dych lu­dzi bi­let do do­ro­sło­ści, po­wód do du­my, prze­chwa­łek, prze­pust­ka do prze­by­wa­nia w da­nym to­wa­rzy­stwie – do­da­je.

– Naj­czę­ściej spo­ty­ka­łam pa­ry „mie­sza­ne” – męż­czy­zna ob­co­kra­jo­wiec i ko­bie­ta – Taj­ka. W mo­jej kla­sie ko­le­żan­ki uwiel­bia­ły chłop­ców, któ­rzy by­li ra­zem ze mną na wy­mia­nie. Po­do­ba­li się im, po­nie­waż po­cho­dzi­li z in­ne­go kra­ju. Naj­bar­dziej jed­nak za­dzi­wia­ją­ce i szo­ku­ją­ce by­ło dla mnie to, z ja­ką ła­two­ścią mo­je zna­jo­me z in­nych kra­jów, któ­re wraz ze mną przy­le­cia­ły na Taj­wan, mó­wi­ły na te­mat sek­su i wszyst­kie­go, co do­ty­czy­ło te­go za­gad­nie­nia – opo­wia­da Ni­na.

Swo­bod­ne po­dej­ście do „tych” spraw

Dla ko­le­ża­nek, z któ­ry­mi Ni­na by­ła na wy­mia­nie, seks był czymś nor­mal­nym i na­tu­ral­nym. Uwa­ża­ły one, że trze­ba uży­wać ży­cia, jak tyl­ko się da, że­by po­tem nie by­ło za póź­no. Seks jest mod­ny, a cze­ka­nie w ab­so­lut­nej czy­sto­ści jest sta­ro­świec­kie. – By­łam w wie­lu sy­tu­acjach, któ­re wzbu­dzi­ły we mnie wręcz od­ra­zę – re­la­cjo­nu­je Ni­na. Trzy ko­le­żan­ki, któ­re po­zna­łam, stra­ci­ły dzie­wic­two w wie­ku 15 i 17 lat. Mó­wi­ły o tym bar­dzo swo­bod­nie. Cza­sem czu­łam się nie­zręcz­nie pod­czas ta­kich roz­mów. Sa­ma nie po­tra­fię w ten spo­sób roz­ma­wiać o sek­sie. Ca­ła trój­ka sto­so­wa­ła an­ty­kon­cep­cję, któ­ra by­ła dla nich czymś zu­peł­nie nor­mal­nym. Nie uwa­ża­ły, że in­ge­ru­ją w swo­je mło­de or­ga­ni­zmy i po­wo­li je wy­nisz­cza­ją – pod­su­mo­wu­je.

War­tość czy­sto­ści cia­ła i su­mie­nia

Seks jest waż­ny, ale na wszyst­ko jest od­po­wied­nia po­ra. War­to cze­kać i ofia­ro­wać sie­bie tej jed­nej je­dy­nej, uko­cha­nej oso­bie. Czy­stość to dar, któ­ry moż­na po­da­ro­wać tyl­ko raz. Pan Bóg po­dał nam za­sa­dy ży­cia, któ­re chro­nią nas rów­nież przed emo­cjo­nal­ny­mi zra­nie­nia­mi. „Nie cu­dzo­łóż” – mó­wi.

Dla Ni­ny po­byt w Taj­wa­nie był swo­istym spraw­dzia­nem. Prze­ko­na­ła się, że po­tra­fi do­cho­wać wier­no­ści za­sa­dom, któ­re wy­zna­je. Sa­ma nie chce być na li­ście tzw. za­li­czo­nych. Seks zo­sta­wia na póź­niej. Jak ktoś ją po­ko­cha, to i po­cze­ka.

 

Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz

 

Modlitwa i nawrócenie warunkiem jedności

Ty je­steś Me­sjasz, Syn Bo­ga ży­we­go” (Mt 16, 16). Piotr, za­py­ta­ny przez Pa­na, wy­zna­je wia­rę tak­że w imie­niu in­nych apo­sto­łów. W tym wy­zna­niu wska­za­na jest nie­za­wod­na pod­sta­wa na­sze­go dą­że­nia do peł­nej jed­no­ści. Je­śli bo­wiem pra­gnie­my jed­no­ści uczniów Chry­stu­sa, mu­si­my na no­wo roz­po­cząć od Chry­stu­sa. Rów­nież my, tak jak Piotr, ma­my wy­znać, że On jest ka­mie­niem wę­giel­nym, Gło­wą Ko­ścio­ła. (…) Bó­lem na­peł­nia nas dziś to wszyst­ko, co na prze­strze­ni wie­ków do­pro­wa­dzi­ło do ze­rwa­nia na­szej wię­zi jed­no­ści w Chry­stu­sie. (…). Chry­stus jest Gło­wą Ko­ścio­ła, a my chce­my ra­zem, na mia­rę ludz­kich moż­li­wo­ści, na­dal pra­co­wać nad tym, aby prze­zwy­cię­żać to, co nas jesz­cze dzie­li i unie­moż­li­wia ko­mu­nię w jed­nym Cie­le i jed­nej Krwi Pa­na. (…) Do­brze wie­my, że jed­ność, o któ­rą za­bie­ga­my, jest przede wszyst­kim da­rem Bo­ga. Je­ste­śmy jed­nak świa­do­mi, że przy­spie­sze­nie jej peł­nej re­ali­za­cji za­le­ży rów­nież od nas, od na­szej mo­dli­twy, od na­sze­go na­wró­ce­nia do Chry­stu­sa. (…)

Czci­god­ni bra­cia, (…) obej­mu­ję was swą mi­ło­ścią i mo­dli­twą. „Ty je­steś Me­sjasz, Syn Bo­ga ży­we­go!”. Jak­że czę­sto po­wra­ca­ją w mo­jej co­dzien­nej mo­dli­twie te sło­wa, któ­ry­mi Piotr wy­znał swą wia­rę! Na cen­nej iko­nie, któ­rą pa­triar­cha Ate­na­go­ras I po­da­ro­wał pa­pie­żo­wi Paw­ło­wi VI 5 stycz­nia 1964 r., dwaj świę­ci apo­sto­ło­wie, Piotr (Ko­ry­fe­usz) i An­drzej (Pro­to­kle­tos), obej­mu­ją się – wy­mow­ny znak mi­ło­ści – u stóp Chry­stu­sa w chwa­le. An­drzej ja­ko pierw­szy po­szedł za Pa­nem, Piotr zo­stał po­wo­ła­ny, by utwier­dzał swych bra­ci w wie­rze. Ich uścisk na oczach Chry­stu­sa jest za­chę­tą, aby­śmy da­lej po­stę­po­wa­li pod­ję­tą dro­gą, pro­wa­dzą­cą ku jed­no­ści – owej me­cie, któ­rą ra­zem pra­gnie­my osią­gnąć. Niech nas nie po­wstrzy­ma żad­na trud­ność. Idź­my na­przód z na­dzie­ją, wspie­ra­ni wsta­wien­nic­twem apo­sto­łów i mat­czy­ną opie­ką Ma­ryi, Mat­ki Chry­stu­sa, Sy­na Bo­ga ży­we­go.

 

bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 29.06.2004 r.

 

Zachowujmy przykazania Boże

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (…) przed­sta­wia po­stać Ja­na Chrzci­cie­la i uka­zu­je go prze­ma­wia­ją­ce­go do lu­dzi, któ­rzy przy­cho­dzą do nie­go, nad Jor­dan, aby dać się ochrzcić. Po­nie­waż Jan wzy­wa wszyst­kich do przy­go­to­wa­nia się do przyj­ścia Me­sja­sza moc­ny­mi sło­wa­mi, nie­któ­rzy go py­ta­ją: „Na­uczy­cie­lu, co ma­my czy­nić?” (Łk 3, 10.12.14). Te dia­lo­gi są bar­dzo in­te­re­su­ją­ce i oka­zu­ją się bar­dzo ak­tu­al­ne.

Pierw­sza od­po­wiedź skie­ro­wa­na jest ogól­nie do tłu­mu. Jan Chrzci­ciel mó­wi: „Kto ma dwie suk­nie, niech [jed­ną] da te­mu, któ­ry nie ma; a kto ma żyw­ność, niech tak sa­mo czy­ni” (w. 11). Mo­że­my tu do­strzec kry­te­rium spra­wie­dli­wo­ści, oży­wia­nej przez mi­łość. Spra­wie­dli­wość wy­ma­ga prze­zwy­cię­że­nia dys­pro­por­cji mię­dzy tym, kto ma nad­miar, a tym, ko­mu bra­ku­je te­go, co ko­niecz­ne; mi­łość po­bu­dza do wraż­li­wo­ści na dru­gie­go i do wyj­ścia na­prze­ciw je­go po­trze­bom, a nie szu­ka­nia uspra­wie­dli­wień dla obro­ny wła­snych in­te­re­sów. (…)

Dru­gą od­po­wiedź Jan da­je nie­któ­rym „cel­ni­kom”, to zna­czy tym, któ­rzy ścią­ga­li po­dat­ki w imie­niu Rzy­mian. Choć­by już z te­go po­wo­du by­li oni po­gar­dza­ni, a tak­że dla­te­go, że czę­sto wy­ko­rzy­sty­wa­li swo­je sta­no­wi­sko, by kraść. Jan Chrzci­ciel nie ka­że im zmie­niać pra­cy, ale że­by nie po­bie­ra­li nic wię­cej po­nad to, ile im wy­zna­czo­no (por. w. 13). (…)

Trze­cia od­po­wiedź do­ty­czy żoł­nie­rzy, in­nej ka­te­go­rii osób po­sia­da­ją­cych pew­ną wła­dzę i dla­te­go skłon­nych do jej nad­uży­wa­nia. Żoł­nie­rzom Jan mó­wi: „Nad ni­kim się nie znę­caj­cie i ni­ko­go nie uci­skaj­cie, lecz po­prze­sta­waj­cie na swo­im żoł­dzie” (w. 14). Tak­że tu­taj na­wró­ce­nie roz­po­czy­na się od uczci­wo­ści i sza­cun­ku dla in­nych (…).

Gdy roz­wa­ża­my te dia­lo­gi ja­ko ca­łość, ude­rza wiel­ka kon­kret­ność słów Ja­na: po­nie­waż Bóg bę­dzie nas są­dził we­dług na­szych czy­nów, to wła­śnie w za­cho­wa­niach na­le­ży uka­zać po­dą­ża­nie za Je­go wo­lą. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 16.12.2012 r.

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Roz­po­czy­na­my no­wy rok ży­cia, no­wy rok ży­cia świa­ta, no­wy rok ży­cia czło­wie­ka, każ­de­go z nas. Ban­kow­cy na­dal in­we­stu­ją, prze­my­słow­cy na­dal szu­ka­ją atrak­cyj­nych to­wa­rów i spo­so­bów na sprze­da­nie te­go, co wy­pro­du­ko­wa­li, eko­lo­dzy za­sta­na­wia­ją się, kie­dy skoń­czą się za­so­by te­go świa­ta. A jed­no­cze­śnie cho­rzy szu­ka­ją spo­so­bu na ból, sa­mot­ni wy­pa­tru­ją oso­by, z któ­rą mo­gli­by się spo­tkać, ro­dzi­ce mar­twią się o przy­szłość swo­ich dzie­ci, dzie­ci pró­bu­ją szyb­ciej być do­ro­słe, a star­si ro­bią wszyst­ko, by jak naj­póź­niej się ze­sta­rzeć.

W wie­lu śro­do­wi­skach jest zwy­czaj pod­su­mo­wy­wa­nia do­tych­cza­so­wych lat w koń­cu ro­ku i sta­wia­nia no­wych za­dań na po­cząt­ku no­we­go. Ten te­mat w no­wym nu­me­rze „DROGI” – w nu­me­rze, któ­ry ma­cie w dło­niach – po­ru­sza psy­cho­log, pod­su­wa­jąc ko­niecz­ność okre­śle­nia ce­lów, do któ­rych dą­ży­my, ode­rwa­nia się od te­go, co na nas źle wpły­wa (zna­ny już dział „Dro­go­wska­zy” – s. 22). Znaj­dzie­my tam rów­nież cie­ka­we my­śli mą­drych lu­dzi, w któ­rych mo­że­my so­bie przy­po­mnieć, co jest na­praw­dę mi­ło­ścią i jak waż­na dla Pa­na Bo­ga jest na­sza cier­pli­wość. Do cier­pli­wo­ści wra­ca rów­nież p. Mał­go­rza­ta z Po­rad­ni Ro­dzin­nej.

W czym nam po­trzeb­na cier­pli­wość? We wszyst­kim: w co­dzien­nym wsta­wa­niu i w szko­le, na ko­lej­nym tre­nin­gu i w roz­wi­ja­niu za­in­te­re­so­wań, w tym, co mi­łe i w tym, co trud­ne. Cier­pli­wość jest też po­trzeb­na w mo­dli­twie, któ­ra jest po­kar­mem du­szy. I jak cia­ło bez je­dze­nia ob­umie­ra, po­dob­nie du­sza – „ze­schnie” i skar­ło­wa­cie­je. Z tym, że za­gło­dzo­ne­mu cia­łu nic już nie mo­że po­móc, a za­su­szo­na du­sza ma za­wsze szan­sę na po­wrót do peł­ni ży­cia, do kwit­nie­nia i owo­co­wa­nia. Wła­śnie mo­dli­twa jest dzi­siej­szym Te­ma­tem nu­me­ru. Dla­te­go na ko­lej­nych stro­nach pi­sze­my o pa­cie­rzu (s. 8 i 10–12), o ro­dza­jach mo­dli­twy (s. 9) i o trud­no­ściach, ja­kie mo­gą się po­ja­wiać (s.13). Zna­la­zło się też miej­sce na pre­zen­ta­cję trzech wspól­not mo­dli­tew­nych (s. 14) – do tej pre­zen­ta­cji jesz­cze wró­ci­my w swo­im cza­sie.

Jest jak za­wsze tro­chę ak­tu­al­no­ści (ostat­nia stro­na) i tro­chę hi­sto­rii – dzi­siaj o ab­sur­dach cza­su PRL-u (stro­ny 27 i 28).

Jak za­wsze na ko­niec ma­ły te­ścik na spo­strze­gaw­czość: czy pa­mię­tasz, kto mo­dlił się czę­sto sło­wa­mi ak­tu strze­li­ste­go „Ty je­steś Me­sjasz, Syn Bo­ga ży­we­go!”? A umiał­byś opo­wie­dzieć ko­le­żan­ce czy młod­sze­mu ro­dzeń­stwu, co to jest akt strze­li­sty? A kto po­wta­rzał nie­rzad­ko trud­ne zda­nie: „Nie po­tę­piaj i nie sądź swo­ich bliź­nich; ina­czej Bóg cię na­uczy po­ko­ry two­im kosz­tem, do­pusz­cza­jąc, abyś upadł w te sa­me grze­chy, o któ­re in­nych oskar­żasz”? I jesz­cze jed­no py­ta­nie: Co to jest am­pli­fy­ing i kto pró­bu­je wpły­wać na na­sze de­cy­zje przez sto­so­wa­nie te­go me­cha­ni­zmu? W na­stęp­nym nu­me­rze po­roz­ma­wia­my o od­wa­dze…

 

ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski