Powiedzenia o czasie

Czas to je­den z naj­czę­ściej po­ru­sza­nych te­ma­tów przez lu­dzi XXI wie­ku. Wiecz­nie „nie ma­my na coś cza­suˮ al­bo przy­naj­mniej ma­my go za ma­ło. Cią­gle nam się gdzieś spie­szy al­bo czas „ucie­ka nam przez pal­ce”.

Ca­łe na­sze ży­cie krę­ci się wo­kół te­ma­tu cza­su i jest to w za­sa­dzie cał­kiem zro­zu­mia­łe. W per­spek­ty­wie wiecz­no­ści czas na­sze­go ziem­skie­go ży­cia to za­le­d­wie ma­ła, ulot­na chwi­la. Nie mo­że za­tem dzi­wić fakt, że w ję­zy­ku pol­skim funk­cjo­nu­je tak wie­le po­wie­dzeń zwią­za­nych z cza­sem. Nie­któ­re z nich są bar­dzo praw­dzi­we, in­ne nie prze­ma­wia­ją do nas zbyt ja­sno i nie za­wsze mo­że­my się z ni­mi zgo­dzić.

foto_01-01_25-2013

Mo­je ulu­bio­ne to „le­piej póź­no niż wca­le” – choć w nie­któ­rych sy­tu­acjach brzmi jak nie­smacz­ny żart. W tym miej­scu po­zwo­lę przy­wo­łać so­bie dow­cip: „Le­piej póź­no niż wca­le – po­wie­dzia­ła ko­bie­ta spóź­niw­szy się na po­ciąg”. Fak­tycz­nie są ta­kie sy­tu­acje, w któ­rych zro­bić coś za póź­no to tak, jak­by nie zro­bić te­go wca­le. Jed­nak nie­jed­no­krot­nie zda­rza się, że wte­dy, gdy jest jesz­cze „wcze­śnie” na pod­ję­cie ja­kiejś de­cy­zji lub do­ko­na­nie ja­kiejś zmia­ny w na­szym ży­ciu, nie je­ste­śmy jesz­cze go­to­wi, brak nam od­wa­gi, mo­ty­wa­cji lub zwy­czaj­nie ocho­ty. Cza­sem bar­dzo dłu­go zwle­ka­my z re­ali­za­cją na­szych pla­nów ży­cio­wych, ma­rzeń, a w pew­nym mo­men­cie do­cho­dzi­my do wnio­sku, że na to już za póź­no.

W tym miej­scu przy­po­mi­nam so­bie hi­sto­rie lu­dzi, któ­rzy na­wró­ci­li się po wie­lu la­tach, cza­sem pod ko­niec swo­je­go ży­cia, cza­sem do­pie­ro na ło­żu śmier­ci. Ileż to ra­zy zda­rza się, że ktoś po wie­lu la­tach przy­stę­pu­je do sa­kra­men­tu po­ku­ty i po­jed­na­nia i po­sta­na­wia od­mie­nić ca­łe swo­je ży­cie.

Na zmia­nę swo­je­go ży­cia ni­gdy nie jest za póź­no. Po­ka­zu­ją to licz­ne przy­kła­dy świę­tych na­wró­co­nych: św. Pa­weł, św. Au­gu­styn, św. Edy­ta Ste­in i jesz­cze wie­lu, wie­lu in­nych. Nie twier­dzę oczy­wi­ście, że z sa­kra­men­tem po­ku­ty i po­jed­na­nia moż­na lub też na­le­ży zwle­kać aż do koń­ca ży­cia, ale na zmia­nę ni­gdy nie jest za póź­no i za­wsze war­to. Na szczę­ście Bóg jest bar­dziej cier­pli­wy niż my, lu­dzie, któ­rym ze wszyst­kim bar­dzo się spie­szy.

Ko­lej­ne po­wie­dze­nie o cza­sie, któ­re bi­je re­kor­dy po­pu­lar­no­ści to: „czas le­czy ra­ny”. To, czy wie­rzy­my w je­go za­sad­ność czy też nie, jest za­leż­ne od te­go, w ja­kiej sy­tu­acji ży­cio­wej je­ste­śmy. Po­wie­dzieć „czas le­czy ra­ny” oso­bie, któ­ra wła­śnie stra­ci­ła bli­skie­go człon­ka ro­dzi­ny lub prze­ży­wa ja­kąś trud­ną ży­cio­wą sy­tu­ację, to nie­po­ro­zu­mie­nie. Ta­ka oso­ba za­pew­ne po­wie­dzia­ła­by, że to bzdu­ra, przy­naj­mniej w pierw­szym mo­men­cie. Nie moż­na jed­nak za­prze­czyć, że z upły­wem cza­su każ­da (lub pra­wie każ­da) ra­na sta­je się mniej bo­le­sna, mniej od­czu­wal­na, goi się i za­bliź­nia. Są jed­nak ta­kie ra­ny, któ­rych na­wet czas cał­ko­wi­cie nie mo­że ule­czyć. Wie­rze­nie w to, że sam czas po­ra­dzi so­bie z na­szy­mi ra­na­mi, jest bar­dzo na­iw­ne i chy­ba nie­moż­li­we. Za­go­ić ra­ny na­praw­dę bo­le­sne mo­gą przede wszyst­kim in­ni lu­dzie, pra­ca nad so­bą i oczy­wi­ście mo­dli­twa. Bóg jest po­nad cza­sem i na pew­no sku­tecz­niej niż on mo­że ule­czyć na­wet naj­bar­dziej bo­le­sne ra­ny.

Czas to pie­niądz” – to po­wie­dze­nie bar­dzo bli­skie „du­cho­wi na­szych cza­sów”. Szko­da nam cza­su na wszyst­ko, bo prze­cież „czas to pie­niądz”, a pie­niądz jest tak bar­dzo waż­ny. To, że pie­nią­dze są waż­ne, jest oczy­wi­ste i nie za­mie­rzam z tym po­le­mi­zo­wać. Ży­je­my w cza­sach, w któ­rych ży­cie bez pie­nię­dzy by­ło­by wła­ści­wie nie­moż­li­we. Pa­mię­taj­my jed­nak, że czas na­sze­go ży­cia nie jest na sprze­daż. Cza­sem czas sam w so­bie ma war­tość więk­szą niż pie­niądz.

 

Ka­ro­li­na Po­lak

 

Zaklęty krąg

Dla wie­lu daw­nych kul­tur czas nie pły­nął jak rze­ka. To, co uwa­ża­my za na­tu­ral­ne po­dej­ście do cza­su, przy­na­le­ży do na­szej kul­tu­ry. Czas nie mu­si być po­strze­ga­ny ja­ko li­nio­wy. Mo­że nie dą­żyć do żad­ne­go ce­lu, a tyl­ko za­ta­czać krąg.

Nie­zmien­ność świa­ta

Po­ję­cia prze­szło­ści, te­raź­niej­szo­ści i przy­szło­ści są umow­ne, a ich cią­głość nie­ko­niecz­na. Prze­szłość to czas, któ­ry już nie ist­nie­je, te­raź­niej­szo­ści nie da się uchwy­cić, a przy­szłość jesz­cze nie za­ist­nia­ła. W ję­zy­ku in­diań­skie­go ple­mie­nia Ho­pi te po­ję­cia nie ma­ją od­po­wied­ni­ków.

foto_01-02_25-2013

Spo­łecz­no­ści nie zna­ją­ce pi­sma wi­dzą świat ja­ko nie­zmien­ny. Od­wiecz­ny prze­kaz ple­mien­ny jest po­pra­wia­ny zgod­nie z ak­tu­al­ną sy­tu­acją, bo przyj­mu­je się, że tak na­praw­dę nic no­we­go się nie wy­da­rzy­ło, tyl­ko do prze­ka­zu wkradł się błąd.

Cykl ży­cia i śmier­ci

W sta­ro­żyt­nej Eu­ro­pie, a tak­że i póź­niej, na te­re­nach nie ob­ję­tych chry­stia­ni­za­cją, czas był po­strze­ga­ny ja­ko za­ta­cza­ją­cy ko­ło, po­wra­ca­ją­cy cy­kla­mi pór ro­ku i na­prze­mien­no­ścią po­ko­leń. Po­wta­rza się w nim rytm: na­ro­dzi­ny, śmierć, od­ro­dze­nie.

Każ­dy rok był po­wtó­rze­niem pierw­sze­go ro­ku w dzie­jach świa­ta. Ozna­cza­ło to, że na­praw­dę istot­ne wy­da­rze­nia po­wta­rza­ją się w nie­skoń­czo­ność co ro­ku. Prze­ko­na­nie to od­zwier­cie­dla­ły i utwier­dza­ły naj­waż­niej­sze przed­chrze­ści­jań­skie ob­rzę­dy re­li­gij­ne, wy­zna­czo­ne przez zi­mo­we i let­nie prze­si­le­nie dnia z no­cą oraz ich wio­sen­ne i je­sien­ne zrów­na­nie.

Świat od­na­wia się co ro­ku. Aby po­wró­cić do mo­men­tu je­go stwo­rze­nia, od­pra­wia­no ry­tu­ały oczysz­cza­ją­ce spo­łecz­ność z grze­chów i po­wta­rza­ją­ce akt stwór­czy. Przy­kła­do­wo: w Ba­bi­lo­nie od­twa­rza­no wal­kę mię­dzy bo­giem Mar­du­kiem a po­two­rem mor­skim Tia­mat, z któ­re­go ciel­ska po­wstał świat. Ry­tu­ały mia­ły prze­nieść uczest­ni­ków do po­cząt­ków, kie­dy w ak­cie stwo­rze­nia ob­ja­wi­ła się naj­więk­sza moc bóstw. Po­dob­ne przy­kła­dy zna­ne są nie­mal na ca­łym świe­cie, od Bli­skie­go Wscho­du po Ame­ry­kę Pół­noc­ną.

Ży­cie wszyst­kich spo­łecz­no­ści rol­ni­czych uza­leż­nio­ne jest od cy­klu we­ge­ta­cyj­ne­go. Pra­ce go­spo­dar­cze wy­zna­cza rytm so­lar­ny. Dla­te­go cy­klicz­na kon­cep­cja cza­su szcze­gól­nie dłu­go obo­wią­zy­wa­ła w lu­do­wej wi­zji świa­ta. W nie­któ­rych spo­łe­czeń­stwach rol­ni­czych i ple­mien­nych rów­nież dzi­siaj obo­wią­zu­je czas cy­klicz­ny.

Świę­ty czas

Moż­na na­wet w na­szej współ­cze­snej kul­tu­rze wy­róż­nić dwa obo­wią­zu­ją­ce cza­sy: świec­ki (zwy­kły) i świę­ty (za­re­zer­wo­wa­ny dla Bo­ga). W tym uję­ciu każ­de świę­to re­li­gij­ne sta­no­wi po­wrót do bo­skie­go cza­su i przy­wra­ca ja­kiś pier­wot­ny po­rzą­dek. Tyl­ko dzię­ki cza­so­wi świę­te­mu mo­że w ogó­le ist­nieć czas świec­ki.

Czas li­ne­ar­ny

Ju­da­izm nie opi­sy­wał cza­su ja­ko cy­klicz­ne­go i po­zba­wio­ne­go kie­run­ku, po­nie­waż ko­lej­ne zda­rze­nia mia­ły przy­bli­żać do na­dej­ścia Me­sja­sza i od­ro­dze­nia Izra­ela. Chrze­ści­jań­stwo wpro­wa­dzi­ło w ca­łej Eu­ro­pie kon­cep­cję cza­su li­ne­ar­ne­go: przyj­ście na świat Zba­wi­cie­la zmie­ni­ło wszyst­ko nie­od­wra­cal­nie. Hi­sto­ria sta­ro­te­sta­men­to­wa do­peł­ni­ła się wraz z Je­go śmier­cią i zmar­twych­wsta­niem. Roz­po­czę­ła się no­wa epo­ka ludz­ko­ści. W śre­dnio­wie­czu ist­nia­ła już po­wszech­na świa­do­mość, że każ­dy rok to „An­no Do­mi­ni” – Rok Pań­ski, zbli­ża­ją­cy nas do Są­du Osta­tecz­ne­go.

Czy we­hi­kuł cza­su jest moż­li­wy?

Po­dró­że w cza­sie są przed­mio­tem de­ba­ty fi­zy­ków od kil­ku­dzie­się­ciu lat. Czy teo­re­tycz­nie ta­ka po­dróż jest w ogó­le moż­li­wa?

W świe­tle ak­tu­al­nej wie­dzy, tak. Zgod­nie z teo­rią Ein­ste­ina czas jest względ­ny. Z punk­tu wi­dze­nia czło­wie­ka na po­wierzch­ni Zie­mi czas w bar­dzo szyb­ko prze­miesz­cza­ją­cym się obiek­cie pły­nie wol­niej, a czas w słab­szym po­lu gra­wi­ta­cji (np. na or­bi­cie) pły­nie szyb­ciej. Wie­lo­krot­nie udo­wod­nio­no te zja­wi­ska od­po­wied­ni­mi po­mia­ra­mi. Pierw­sze z nich umoż­li­wi­ło­by po­dróż do przy­szło­ści, gdy­by stat­kiem ko­smicz­nym uda­ło się osią­gnąć pręd­kość zbli­żo­ną do pręd­ko­ści świa­tła. Dru­gie zja­wi­sko po­zwo­li­ło­by na ta­ką po­dróż na gra­ni­cy czar­nej dziu­ry, al­bo po­przez hi­po­te­tycz­ny tu­nel cza­so­prze­strzen­ny, je­śli uda­ło­by się go usta­bi­li­zo­wać.

Z za­gad­nie­niem co­fa­nia się w cza­sie wią­że się zresz­tą wie­le pa­ra­dok­sów. Nie­któ­re zmia­ny, ja­kie mógł­by za­pro­wa­dzić po­dróż­nik w swo­im prze­szłym ży­ciu, pro­wa­dzą do „anu­lo­wa­nia” je­go dal­szych lo­sów, a więc i sa­mej po­dró­ży, któ­ra mia­ła­by te zmia­ny umoż­li­wić... Że­by unik­nąć tej sprzecz­no­ści, za­pro­po­no­wa­no m.in. ta­kie teo­rie: pierw­sza – po­dróż w cza­sie ozna­cza prze­do­sta­nie się do al­ter­na­tyw­ne­go świa­ta; dru­ga – kon­se­kwen­cją zmia­ny prze­szło­ści jest roz­ga­łę­zie­nie się cza­su; trze­cia – pod­czas po­dró­ży w cza­sie nie da się wpły­wać na prze­bieg wy­da­rzeń. Ste­phen Haw­king po­dej­rze­wa na­wet ist­nie­nie ja­kichś me­cha­ni­zmów w przy­ro­dzie unie­moż­li­wia­ją­cych in­ge­ren­cję w prze­szłość.

Kil­ku fi­zy­ków i ma­te­ma­ty­ków sta­ra­ło się opra­co­wać przy­naj­mniej teo­re­tycz­ne pod­sta­wy ta­kich „we­hi­ku­łów” (np. Frank Ti­pler) lub spo­so­bów na wy­ko­rzy­sta­nie tu­ne­li cza­so­prze­strzen­nych (Kip Thor­ne). W prak­ty­ce jed­nak po­my­sły te są nie­moż­li­we do zre­ali­zo­wa­nia. W grę wcho­dzi za­wsze nie­osią­gal­na przez nas ilość ener­gii al­bo brak od­po­wied­nie­go ma­te­ria­łu do zbu­do­wa­nia ta­kiej ma­szy­ny.

Je­śli we­hi­kuł cza­su zo­sta­nie kie­dyś wy­na­le­zio­ny, to je­go użyt­ko­wa­nie bę­dzie w ja­kiś spo­sób ogra­ni­czo­ne: o ile cof­nię­cie się w cza­sie jest w ogó­le moż­li­we, to bez kon­tak­tu z ludź­mi prze­szło­ści. W in­nym przy­pad­ku mie­li­by­śmy od daw­na do czy­nie­nia z przy­by­sza­mi z przy­szło­ści.

 

Mi­chał Nie­niew­ski

 

Dynamiczny pierwiastek w ludzkich działaniach

Jak ina­czej na­zwać dy­na­micz­ny pier­wia­stek w ludz­kich dzia­ła­niach zwią­za­ny z od­mien­no­ścią płci? Cho­dzi tu o po­pęd. Nie­któ­rzy my­lą to po­ję­cie z in­stynk­tem lecz nie są to po­ję­cia rów­no­znacz­ne choć ety­mo­lo­gicz­nie sło­wo in­stin­gu­ere zna­czy­ło „po­pę­dzać”, a więc in­stynkt = po­pęd. Kie­dy mó­wi­my o in­stynk­cie, my­śli­my o świe­cie zwie­rząt. In­stynkt jest spo­so­bem dzia­ła­nia wro­dzo­nym, spon­ta­nicz­nym, nie pod­da­nym re­flek­sji. Środ­ki są bra­ne bez za­sta­no­wie­nia nad sto­sun­kiem do ce­lu.

foto_01-03_25-2013

Je­śli cho­dzi o po­pęd, któ­ry jest na­tu­ral­ny, wro­dzo­ny każ­de­mu czło­wie­ko­wi, to ko­ja­rzy się on jak­by z po­pę­dza­niem do okre­ślo­ne­go dzia­ła­nia, któ­re z ko­lei wy­da­je się być w kon­flik­cie z wol­no­ścią. Trze­ba wie­dzieć, że po­pęd jest to kie­ru­nek dąż­no­ści, we­dług któ­re­go ca­ły czło­wiek roz­wi­ja się od we­wnątrz i do­sko­na­li. Wła­ści­wość ta po­wo­du­je, że nie ty­le czło­wiek dzia­ła pod je­go wpły­wem, ale że coś się z nim dzie­je bez żad­nej z je­go stro­ny ini­cja­ty­wy. To do­pie­ro stwa­rza pod­ło­że do kon­kret­nych świa­do­mych dzia­łań. Tu­taj wol­ność sty­ka się z po­pę­dem, po­nie­waż czło­wiek sta­no­wi o swo­ich czy­nach i bie­rze za nie od­po­wie­dzial­ność. Jest to dzia­ła­nie ludz­kie. Trze­ba so­bie ja­sno uświa­do­mić, że w za­kre­sie sek­su­al­nym czło­wiek nie jest od­po­wie­dzial­ny za to, co się w nim dzie­je, pod wa­run­kiem, że te­go sam nie wy­wo­łał, ale jest od­po­wie­dzial­ny za to, co czy­ni w tym za­kre­sie. Po­pęd do­ty­czy nie tyl­ko ja­kiejś po­je­dyn­czej sfe­ry w czło­wie­ku – do­ty­czy ca­łej oso­by: jest to si­ła, któ­rej wy­ra­zem jest nie tyl­ko to, co dzie­je się bez świa­do­mej wo­li, ale rów­nież to, co jest kształ­to­wa­ne przy udzia­le wo­li. Stwa­rza on moż­li­wość uzu­peł­nia­nia się na­wza­jem ko­bie­ty i męż­czy­zny, co jest czę­sto od­czu­wa­ne ja­ko sil­na po­trze­ba. Gdy­by­śmy spoj­rze­li po­przez tę po­trze­bę na swo­ją oso­bę, to za­uwa­ży­li­by­śmy na­szą ogra­ni­czo­ność i nie­wy­star­czal­ność. Moż­li­wość mi­ło­ści mię­dzy ko­bie­tą i męż­czy­zną wzra­sta na pod­ło­żu i w prze­strze­ni na­tu­ral­ne­go kie­run­ku po­pę­du – ku oso­bie dru­giej płci. Po­pęd sek­su­al­ny nie stwa­rza, jak in­stynkt, go­to­wych dzia­łań, na­to­miast do­star­cza two­rzy­wa dla nich, przez to, co pod je­go wpły­wem dzie­je się we­wnątrz czło­wie­ka. Mi­łość kształ­tu­je się na po­zio­mie oso­by po­przez akt wo­li. Nie jest de­ter­mi­ni­zmem po­rząd­ku przy­rod­ni­cze­go. Czło­wiek ma zdol­ność sta­no­wie­nia o so­bie. To co jest szcze­gól­nie war­te pod­kre­śle­nia to fakt, że czło­wiek jest wol­ny, nie jest zde­ter­mi­no­wa­ny po­pę­dem ( czym in­nym jest po­pęd, a czym in­nym je­go prze­ja­wy). Prze­ja­wy po­pę­du sek­su­al­ne­go mu­szą być oce­nia­ne na po­zio­mie mi­ło­ści. Tam zaś, gdzie mó­wi­my o mi­ło­ści, wcho­dzi­my za­ra­zem w sfe­rę od­po­wie­dzial­no­ści, od­po­wie­dzial­no­ści za mi­łość, od­po­wie­dzial­no­ści za uko­cha­ną oso­bę.

Po­pęd sek­su­al­ny ma cha­rak­ter eg­zy­sten­cjal­ny (z nim zwią­za­ne jest pod­sta­wo­we do­bro – ist­nie­nie czło­wie­ka) i dla­te­go pod­le­ga za­sa­dom, któ­re obo­wią­zu­ją w sto­sun­ku do oso­by. Kie­dy męż­czy­zna i ko­bie­ta ak­cep­tu­ją wła­ści­wą po­pę­do­wi ce­lo­wość – pro­kre­ację, to na­wet wów­czas, gdy nie mo­że z da­ne­go związ­ku na­ro­dzić się no­wy czło­wiek, oni wciąż od­ra­dza­ją się w mi­ło­ści – „ro­dzą się na­wza­jem we wspól­no­cie mie­dzy­oso­bo­wej”.

 

Elż­bie­ta Ma­rek

 

Słuchajcie Jezusa, idźcie za Jego słowem i zaufajcie Mu

Dro­dzy Mło­dzi, wy wie­cie: chrze­ści­jań­stwo nie jest opi­nią i nie po­le­ga na próż­nych sło­wach. Chrze­ści­jań­stwo to Chry­stus! To Oso­ba, to Ży­ją­cy! Spo­tkać Je­zu­sa, ko­chać Go i spra­wić, by był ko­cha­ny – oto chrze­ści­jań­skie po­wo­ła­nie. Wa­ty­kan, 2003 r.

Nie lę­kaj­cie się wa­szej mło­do­ści i wa­szych głę­bo­kich pra­gnień szczę­ścia, praw­dy, pięk­na i trwa­łej mi­ło­ści! Wa­ty­kan, 1984 r.

Słu­chaj­cie Je­zu­sa, idź­cie za Je­go sło­wem i za­ufaj­cie Mu. Uczcie się mó­wić: „tak” Chry­stu­so­wi w każ­dej oko­licz­no­ści wa­sze­go ży­cia. Wa­ty­kan, 1987 r.

Wy, Mło­dzi, je­ste­ście pierw­szy­mi apo­sto­ła­mi i ewan­ge­li­za­to­ra­mi mło­dzie­ży. Nie wy­star­czy od­kryć Chry­stu­sa, trze­ba Go nieść in­nym! Chry­stus wam ufa i li­czy na wa­szą współ­pra­cę. Chry­stus was po­trze­bu­je. Od­po­wiedz­cie na Je­go we­zwa­nie z od­wa­gą i za­pa­łem wa­szej mło­do­ści. Wa­ty­kan, 1988 r.

Nie bój­cie się zbli­żyć do Chry­stu­sa, prze­kro­czyć pro­gu Je­go do­mu, roz­ma­wiać z Nim twa­rzą w twarz jak z przy­ja­cie­lem. Nie bój­cie się no­we­go ży­cia, któ­re On wam ofia­ro­wu­je. Ca­stel Gan­dol­fo, 1996 r.

Dro­dzy Mło­dzi, niech was nie za­do­wa­la nic, co jest po­ni­żej naj­wyż­szych ide­ałów! Nie daj­cie się znie­chę­cić tym, któ­rzy roz­cza­ro­wa­ni ży­ciem nie sły­szą głęb­szych i bar­dziej au­ten­tycz­nych pra­gnień ich ser­ca. Ma­cie ra­cję, gdy nie go­dzi­cie się na ni­ja­kie roz­ryw­ki, prze­lot­ne mo­dy i pro­po­zy­cje, któ­re was umniej­sza­ją.Ca­stel Gan­dol­fo, 2001 r.

Ży­cie jest piel­grzym­ką cią­głych od­kryć; od­kry­wa­nia, kim je­ste­ście, od­kry­wa­nia war­to­ści, któ­re na­da­ją kształt wa­sze­mu ży­ciu. Wa­ty­kan, 1984 r.

Dro­ga Mło­dzie­ży, Ko­ściół po­trze­bu­je au­ten­tycz­nych świad­ków dla no­wej ewan­ge­li­za­cji: chłop­ców i dziew­cząt, któ­rych ży­cie zo­sta­ło prze­mie­nio­ne przez spo­tka­nie z Chry­stu­sem; chłop­ców i dziew­cząt zdol­nych prze­ka­zać to do­świad­cze­nie in­nym. Ko­ściół po­trze­bu­je świę­tych. Ca­stel Gan­dol­fo, 2004 r.

 

Bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II

 

Braterstwo podstawą i drogą pokoju

W tym mo­im (…) orę­dziu (…) pra­gnę skie­ro­wać do wszyst­kich, po­szcze­gól­nych osób i na­ro­dów, ży­cze­nia ży­cia peł­ne­go ra­do­ści i na­dziei. W ser­cu każ­de­go czło­wie­ka kry­je się bo­wiem pra­gnie­nie ży­cia peł­ne­go, do któ­re­go na­le­ży nie­od­par­te dą­że­nie do bra­ter­stwa, po­bu­dza­ją­ce do jed­no­ści z in­ny­mi, w któ­rych znaj­du­je­my nie wro­gów czy kon­ku­ren­tów, ale bra­ci, któ­rych trze­ba ser­decz­nie przy­jąć.

Rze­czy­wi­ście bra­ter­stwo jest istot­nym wy­mia­rem czło­wie­ka, któ­ry jest isto­tą spo­łecz­ną. Ży­wa świa­do­mość te­go ak­tu pro­wa­dzi nas do po­strze­ga­nia i trak­to­wa­nia każ­dej oso­by ja­ko praw­dzi­wej sio­stry i praw­dzi­we­go bra­ta. Bez te­go sta­je się nie­moż­li­wym bu­do­wa­nie spo­łe­czeń­stwa spra­wie­dli­we­go, a tak­że sta­bil­ne­go i trwa­łe­go po­ko­ju. Mu­si­my pa­mię­tać, że bra­ter­stwa za­czy­na­my się uczyć za­zwy­czaj w ob­rę­bie ro­dzi­ny, zwłasz­cza dzię­ki od­po­wie­dzial­ne­mu i uzu­peł­nia­ją­ce­mu się speł­nia­niu ról wła­ści­wych wszyst­kim jej człon­kom, szcze­gól­nie oj­ca i mat­ki. Ro­dzi­na jest źró­dłem wszel­kie­go bra­ter­stwa, dla­te­go jest rów­nież pod­sta­wą i głów­ną dro­gą po­ko­ju, po­nie­waż na mo­cy swe­go po­wo­ła­nia po­win­na „za­ra­zić” świat swą mi­ło­ścią.

Nie­ustan­nie na­ra­sta­ją­ca licz­ba wza­jem­nych po­wią­zań i ko­mu­ni­ka­cji, ja­kie spo­wi­ja­ją na­szą pla­ne­tę, spra­wia, że wśród na­ro­dów zie­mi świa­do­mość jed­no­ści i dzie­le­nia wspól­ne­go lo­su sta­je się bar­dziej na­ma­cal­na. W ten spo­sób w dy­na­mi­ce hi­sto­rii, po­mi­mo róż­no­rod­no­ści grup et­nicz­nych, kul­tur i spo­łe­czeństw, do­strze­ga­my za­siew po­wo­ła­nia do two­rze­nia jed­nej wspól­no­ty, skła­da­ją­cej się z bra­ci, któ­rzy na­wza­jem sie­bie przyj­mu­ją, trosz­cząc się jed­ni o dru­gich. (…)

We­dług opo­wia­da­nia o po­cząt­kach wszy­scy lu­dzie po­cho­dzą od wspól­nych ro­dzi­ców, od Ada­ma i Ewy, pa­ry stwo­rzo­nej przez Bo­ga na Je­go ob­raz i po­do­bień­stwo (por. Rdz 1, 26), z któ­rych zro­dzi­li się Ka­in i Abel. W hi­sto­rii pierw­szej ro­dzi­ny od­czy­tu­je­my ge­ne­zę spo­łe­czeń­stwa, ewo­lu­cję re­la­cji mię­dzy ludź­mi i na­ro­da­mi. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 12.12.2013 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Sły­sza­łem pod­czas pa­ster­ki ka­za­nie, w któ­rym pro­boszcz miej­sco­wej pa­ra­fii mó­wił pięk­nie o naj­droż­szym pre­zen­cie, ja­kim mo­że­my ob­da­ro­wać naj­bliż­szych. In­spi­ra­cją tych słów (i pro­po­no­wa­ne­go pre­zen­tu) by­ło Na­ro­dze­nie Pa­na Je­zu­sa, któ­re nie­daw­no świę­to­wa­li­śmy. Ale – jak mó­wił ka­zno­dzie­ja – Pan Je­zus uro­dził się, by żyć nie tyl­ko dwa czy trzy ty­go­dnie (jak ob­cho­dzi­my ten czas w li­tur­gii), On się na­ro­dził, by przy­nieść lu­dziom zba­wie­nie. Ma żyć w nas nie­ustan­nie dzię­ki ta­jem­ni­cy sa­kra­men­tów świę­tych.

Sko­ro już wie­my, że Pan Je­zus chce żyć w na­szych ser­cach, to przy­po­mnij­my so­bie, że naj­więk­szym da­rem Pa­na Bo­ga jest to, że da­je nam Sie­bie. Śpie­wa­my na­wet w ko­lę­dzie, że na­ro­dził się „raz z Oj­ca przed wie­ków wie­kiem, a te­raz z Mat­ki czło­wie­kie­mˮ. Syn Bo­ży to dar Bo­ga, dar naj­droż­szy, ale ta­ki, z któ­re­go mo­że­my brać przy­kład. Mo­że­my, dzię­ki Bo­żej ła­sce, ofia­ro­wać lu­dziom dar po­dwój­ny: sie­bie sa­me­go i Pa­na Bo­ga obec­ne­go i ży­ją­ce­go w na­szym ser­cu.

Dać sie­bie to zna­czy dać swój czas, swo­je ta­len­ty, swój wy­si­łek, po­moc. „Dać sie­bie” wią­że się z re­zy­gna­cją z cze­go, na co ma­my ocho­tę, bo trze­ba ko­goś po­słu­chać, na nie­go spoj­rzeć, mo­że coś z nim al­bo dla nie­go zro­bić. Znam ro­dzi­nę, w któ­rej dzie­ci (obec­nie już moc­no pod­ro­śnię­te, bo cór­ka stu­diu­je, a syn w tym ro­ku zda­je ma­tu­rę) or­ga­ni­zu­ją ro­dzi­com od­po­czy­nek i roz­ryw­kę. Wła­śnie dzie­ci ku­pu­ją ro­dzi­com bi­le­ty do te­atru, ki­na czy fil­har­mo­nii, dzie­ci pla­nu­ją ro­dzi­com week­en­do­we wy­pa­dy, na­wet raz czy dru­gi wy­sła­li ro­dzi­ców na re­ko­lek­cje. Ro­dzi­ce cie­szą się tym, bo za­wsze ma­ją ja­kąś nie­spo­dzian­kę.

Da­wa­nie sie­bie jest moż­li­we tyl­ko wte­dy, kie­dy w spo­sób doj­rza­ły za­pa­nu­je­my nad swo­im cza­sem, kie­dy umie­jęt­nie go roz­ło­ży­my, prze­zna­cza­jąc ile trze­ba na sen i pra­cę, wy­po­czy­nek i spo­tka­nia z ludź­mi. W nu­me­rze, któ­ry trzy­ma­cie w rę­ku, pod­ję­li­śmy te­mat cza­su: je­go ist­nie­nia, li­cze­nia i dzie­le­nia. Chce­my skło­nić do chwi­li re­flek­sji, by czas nie prze­cie­kał przez pal­ce, by mą­drze nim rzą­dzić, by umieć wy­raź­nie od­dzie­lić czas pra­cy od cza­su wy­po­czyn­ku.

Pró­bu­je­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czy moż­na do­go­nić czas i czy moż­li­we jest, aby ktoś zbu­do­wał we­hi­kuł cza­su. War­to po­czy­tać o cza­sie w Bi­blii i po­znać (przy­po­mnieć so­bie) skąd wzię­ły się w na­szym ję­zy­ku na­zwy mie­się­cy.

W każ­dym ra­zie ży­czę wszyst­kim umie­jęt­ne­go pa­no­wa­nia nad cza­sem.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Życzenia na Boże Narodzenie 2013

foto_01-04_24-2013

Z oka­zji świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia pra­gnie­my zło­żyć wszyst­kim Czy­tel­ni­kom ser­decz­ne ży­cze­nia: zdro­wia, ra­do­ści, speł­nie­nia w ży­ciu, a przede wszyst­kim praw­dzi­wej mi­ło­ści. Aby każ­dy dzień był dniem nie­zwy­kłym, w któ­rym moż­na uczy­nić wie­le do­bra dla sie­bie i in­nych. Niech Gwiaz­da Be­tle­jem­ska roz­ja­śnia dro­gi, na­peł­nia wia­rą oraz umac­nia ła­ską na ca­ły 2014 rok. Bło­go­sła­wio­ne­go i ro­dzin­ne­go cza­su świąt Na­ro­dze­nia Pań­skie­go

ży­czy Wam wszyst­kim, Dro­dzy Czy­tel­ni­cy

re­dak­cja „Dro­gi”

 

Porozmawiajmy o jedzeniu

Je­ste­śmy jed­no­ścią – du­szą i cia­łem. I oczy­wi­ście, jak wie­my, duch dą­ży do cze­goś in­ne­go niż cia­ło, ale na co dzień wszyst­ko jest ze so­bą po­wią­za­ne.

Pro­sty przy­kład: gdy do­pa­da nas stres, wy­pa­da­ją nam wło­sy. Gdy się za­mar­twia­my, mo­że­my osi­wieć, przy­tyć lub schud­nąć. Świę­ta, No­wy Rok – to czas, kie­dy je­my wię­cej niż zwy­kle, bo jak ina­czej, sko­ro tu ko­la­cja wi­gi­lij­na, tu ro­dzin­ny obiad, tu spo­tka­nie z przy­ja­ciół­mi... Ile ra­zy obie­cy­wa­li­śmy so­bie: „Tym ra­zem na Bo­że Na­ro­dze­nie za­cho­wam umiar w je­dze­niu, aby sma­ko­ły­ki nie przy­sło­ni­ły mi sen­su świę­to­wa­niaˮ. Al­bo: „Przej­dę na die­tę, ale... po świę­ta­chˮ? No bo prze­cież nie moż­na od­mó­wić ma­mie, cio­ci, bab­ci...

Je­dze­nio­weˮ wy­da­rze­nia mo­że­my wy­ko­rzy­stać do re­flek­sji nad na­szym sto­sun­kiem do kon­su­mo­wa­nia. To, co i jak zja­da­my, mo­że być zwie­cia­dłem na­szych mniej lub bar­dziej po­waż­nych pro­ble­mów i kom­plek­sów. War­to przyj­rzeć się naj­po­pu­lar­niej­szym od­mia­nom te­go zja­wi­ska.

foto_01-03_24-2013

Jest ka­ra. Ale czy by­ła wi­na?

Czy zda­rzy­ło się wam nie jeść za ka­rę lub jeść w na­gro­dę? To bar­dzo nie­bez­piecz­ne. Jed­nym z symp­to­mów za­bu­rze­ńo­dży­wia­nia jest skraj­ne nie­ure­gu­lo­wa­nie po­sił­ków: nie ja­dłam przez ca­ły dzień, ćwi­czy­łam mor­der­czo, więc te­raz... cze­ko­la­da! Uwa­żaj­cie na to i pa­mię­taj­cie, że ro­lą czło­wie­ka nie jest ani ka­ra­nie, ani na­gra­dza­nie swo­je­go cia­ła. O cia­ło na­le­ży dbać tak, jak dba­my o dom, w koń­cu, miesz­ka­my w nim! Czy­li re­gu­lar­nie i na co dzień, a nie zry­wa­mi czy ob­se­syj­nie. Że­by by­ło cie­pło, sta­bil­nie i kom­for­to­wo. Gdy cia­ło sta­je się zim­ne, ob­ce i wro­gie, a my da­je­my te­mu wy­raz, nie kar­miąc go na­le­ży­cie, być mo­że je­ste­śmy na do­brej dro­dze do po­waż­nych cho­rób. Przy­jem­ność – tak, ale nie ca­ły czas i nie ja­ko an­ti­do­tum na pro­ble­my, z któ­ry­mi po pro­stu trze­ba się zmie­rzyć.

Co ro­bisz, gdy je­steś smut­ny?

Mó­wiąc o przy­jem­no­ści, prze­cho­dzi­my do na­stęp­ne­go, bar­dzo po­pu­lar­ne­go zja­wi­ska – tak zwa­ne­go za­ja­da­nia stre­su. Być mo­że po­wie­cie „A co w tym złe­go? Czy nie le­piej zjeść coś pysz­ne­go, za­miast ze zło­ści zro­bić ko­muś krzyw­dę al­bo wyć ze smut­ku w poduszkę?ˮ.

Doj­rza­łe ży­cie po­le­ga mię­dzy in­ny­mi na po­dej­ściu za­da­nio­wo-re­flek­syj­nym: jest pro­blem, trze­ba go roz­wią­zać, ewen­tu­al­nie za­sta­no­wić się nad tym, skąd on się bie­rze, i po­szu­kać od­po­wied­niej po­mo­cy. Do­star­cza­nie so­bie w je­dze­niu przy­jem­no­ści w sy­tu­acjach stre­su i de­pre­sji po­wo­du­je, że ra­tu­je­my się do­raź­nie za­war­tą w po­kar­mie sub­stan­cją. Je­dze­nie sta­je się więc używ­ką, a pro­blem nie mi­ja.

Oczy­wi­ście, nie ma nic dziw­ne­go w tym, że oprócz spo­ży­wa­nia nor­mal­nych po­sił­ków (gdy je­ste­śmy głod­ni) zje­my (od cza­su do cza­su!) coś dla czy­stej przy­jem­no­ści (lo­dy z chło­pa­kiem, go­rą­cą cze­ko­la­dę z ko­le­żan­ką). Je­dze­nie ma wie­le aspek­tów, a jed­nym z nich jest aspekt to­wa­rzy­ski. Jed­nak nada­wa­nie mu aspek­tu „te­ra­peu­tycz­ne­goˮ na dłuż­szą me­tę nie słu­ży ani na­sze­mu żo­łąd­ko­wi, ani psy­chi­ce, a już na pew­no nie na­sze­mu roz­wo­jo­wi.

Za­mknąć się w po­ko­ju i jeść

Mo­że być i tak, że ktoś z was je tyl­ko w sa­mot­no­ści, nie lu­bi wspól­nych po­sił­ków, nie zje nic w oko­licz­no­ściach „rand­ko­wy­chˮ. Je­śli to zda­nie do­ty­czy cie­bie, za­sta­nów się, czy przy­pad­kiem je­dząc, nie czu­jesz się win­ny? Je­śli tak, to dla­cze­go? Czy masz po­czu­cie, że ro­dzi­na zmu­sza cię do je­dze­nia i przy wspól­nym bie­sia­do­wa­niu zja­dasz wię­cej niż twój żo­łą­dek jest w sta­nie przy­jąć? A mo­że jest od­wrot­nie: wy­da­je ci się, że gdy jesz, to­wa­rzy­sze sto­łu pa­trzą na cie­bie jak na żar­ło­ka, na zwie­rzę, któ­re po­chła­nia ogrom­ne ilo­ści po­kar­mu?

Tym, kto naj­le­piej po­wie ci, ile po­wi­nie­neś zjeść, jest two­je wła­sne cia­ło. Jedz, aż bę­dziesz sy­ty. To ta­kie pro­ste, praw­da? Po­moc­na mo­że oka­zać się też zna­jo­mość za­sad „ład­ne­goˮ je­dze­nia i do­bre­go za­cho­wa­nia przy sto­le. Nie war­to re­zy­gno­wać z wspól­nych po­sił­ków. Z za­ło­że­nia są one do­bre: są dzie­le­niem się, ce­le­bro­wa­niem chwi­li, zdro­wej przy­jem­no­ści, dzięk­czy­nie­niem za do­sta­tek. Dziew­czy­no, czy na­praw­dę chcesz, aby twój chło­pak wie­rzył, że od­ży­wiasz się tyl­ko ener­gią sło­necz­ną i pył­kiem kwia­to­wym? Czy na­praw­dę my­ślisz, że prze­sta­niesz mu się po­do­bać, je­śli ubru­dzisz się so­sem?

Je­dze­nie jest po to, że­by jeść. Tyl­ko ty­le i aż ty­le. Ży­cząc smacz­ne­go, ży­czę wie­lu ra­do­snych chwil, któ­re bę­dą się wam słod­ko ko­ja­rzy­ły – bez zbrod­ni i ka­ry, bez gło­dó­wek i prze­sy­tu, w ra­mach bez­piecz­nych gra­nic, wy­zna­cza­nych przez wła­ści­wie za­opie­ko­wa­ny or­ga­nizm.

 

Mag­da­le­na Ku­bac­ka

 

Co zrobić, by podziały w rodzinie nie zepsuły nam świąt

Z Mał­go­rza­tą Ba­ster, psy­cho­lo­giem, roz­ma­wia Mi­chał Nie­niew­ski

Bo­że Na­ro­dze­nie to czas wy­jąt­ko­wo ro­dzin­ny. Nie­któ­rych krew­nych wi­du­je­my tyl­ko wte­dy. Nie­rzad­ko dzie­lą nas z ni­mi za­daw­nio­ne nie­po­ro­zu­mie­nia, po­glą­dy po­li­tycz­ne i etycz­ne, a na­wet po­dej­ście do re­li­gii. Jak za­ła­go­dzić te kon­flik­ty na czas świąt?

Nie ma uni­wer­sal­nej re­cep­ty psy­cho­lo­gicz­nej, któ­ra roz­wią­za­ła­by każ­dy kon­flikt ro­dzin­ny. Kon­flik­ty, o któ­rych pan mó­wi, mo­gą być bar­dzo róż­no­rod­ne i wy­ma­gać zróż­ni­co­wa­nych dzia­łań.

Jak do­brze prze­żyć świę­ta, je­śli ktoś z krew­nych czymś za­wi­nił? Czy to do­bry mo­ment, by skry­ty­ko­wać je­go złe po­stę­po­wa­nie?

Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia to czas, kie­dy szcze­gól­nie moc­no do­cho­dzi do gło­su po­trze­ba ży­cia w bez­piecz­nym, peł­nym mi­ło­ści do­mu. Roz­cza­ro­wa­nia i za­wie­dzio­ne ocze­ki­wa­nia szcze­gól­nie w tym cza­sie są moc­no prze­ży­wa­ne. Cza­sem po­ja­wia się nie­zgo­da, a na­wet bunt wo­bec rze­czy­wi­sto­ści. Że­by nie dać się po­nieść emo­cjom, mu­sie­li­by­śmy przejść na po­ziom bar­dziej fi­lo­zo­ficz­ny niż psy­cho­lo­gicz­ny. To kwe­stia te­go, jak ro­zu­mieć dru­gie­go czło­wie­ka i jak się z nim po­ro­zu­mieć, ma­jąc na uwa­dze je­go in­ność: in­ne po­glą­dy, tem­pe­ra­ment, do­świad­cze­nia itp. To kwe­stia te­go, jak na­brać dy­stan­su do przy­czy­ny na­sze­go nie­po­ro­zu­mie­nia. No i jesz­cze waż­na spra­wa: ja­kie ma­my pod­sta­wy, że­by osą­dzać in­nych? Pro­po­nu­ję za­cząć od sie­bie.

foto_01-02_24-2013

W ja­ki spo­sób za­tem moż­na zmie­nić swo­je po­dej­ście?

Wie­lu oso­bom, nie ty­ko mło­dym, trud­no jest osią­gnąć ta­ki fi­lo­zo­ficz­ny dy­stans. Funk­cjo­nu­je on na za­sa­dzie: „Od­kła­da­my ani­mo­zje, bo prze­sła­nie Bo­że­go Na­ro­dze­nia jest po­nad tym wszyst­kim”. To jest pod­sta­wo­wy spo­sób na to, by w ogó­le da­ło się wspól­nie prze­żyć świę­ta – bez kłót­ni, w ro­dzin­nej at­mos­fe­rze.

Prze­ży­wa­nie świąt jest we­wnętrz­ne i ze­wnętrz­ne. Je­że­li we­wnętrz­nie czło­wiek jest po­go­dzo­ny z so­bą i z Pa­nem Bo­giem, to ła­twiej mu znieść róż­ne, cza­sa­mi trud­ne, re­la­cje ze­wnętrz­ne. Dla­te­go pierw­szym kro­kiem do zmia­ny swo­je­go na­sta­wie­nia po­win­na być pra­ca nad wła­snym prze­ży­wa­niem świąt i nad tym, ja­kie one ma­ją dla mnie zna­cze­nie.

Roz­dź­więk mię­dzy za­cho­wa­niem w cza­sie Bo­że­go Na­ro­dze­nia a co­dzien­ny­mi re­la­cja­mi mo­że być dla nie­któ­rych osób iry­tu­ją­cy. Mo­że po­win­ni­śmy zre­zy­gno­wać z prób po­go­dze­nia się, że­by unik­nąć oskar­żeń o hi­po­kry­zję?

W mło­dym wie­ku trak­tu­je­my wszyst­ko bar­dzo emo­cjo­nal­nie i jed­no­stron­nie. Stąd czę­sto pró­bę po­ro­zu­mie­nia czy przej­ście nad po­dzia­ła­mi trak­tu­je­my wte­dy jak hi­po­kry­zję. Jed­nak to jest kwe­stia po­dej­ścia i zgo­dy na to, że dru­gi czło­wiek jest in­ny, a mi­mo to mo­że­my się po­ro­zu­mieć. Kie­dy spró­bu­je­my spoj­rzeć na pro­blem z po­zy­cji dru­giej oso­by, na­bie­ra on czę­sto in­ne­go zna­cze­nia i no­wa per­spek­ty­wa otwie­ra dro­gę do po­ro­zu­mie­nia, po­go­dze­nie się by­wa moż­li­we.

War­to spró­bo­wać tej in­nej dro­gi: za­cząć od sie­bie. Sta­rać się, by mo­je po­dej­ście zmie­ni­ło się na mniej emo­cjo­nal­ne i osą­dza­ją­ce – choć­by na czas świąt. Wy­ci­szyć się. Sta­rać się prze­ży­wać Bo­że Na­ro­dze­nie głę­biej. Pra­ca nad so­bą wpły­nie rów­nież na re­la­cje ze­wnętrz­ne.

Mał­go­rza­ta Ba­ster – psy­cho­log kli­nicz­ny, psy­cho­te­ra­peut­ka, na­uczy­ciel­ka dy­plo­mo­wa­na, wy­kła­dow­ca Stu­dium Teo­lo­gii Mał­żeń­stwa i Ro­dzi­ny.

 

Narodziny miłości

Pan Je­zus bar­dzo czę­sto w swo­im na­ucza­niu od­wo­ły­wał się do przy­ro­dy, do ziar­na, któ­re mu­si „umrzeć”, by po­wsta­ło no­we ży­cie, mu­si „pod­dać się prze­mia­nie”. A po­tem to no­we ży­cie – sła­by kie­łek prze­bi­ja stward­nia­łą zie­mię i ro­śnie. A drze­wo mo­że stać się schro­nie­niem. Ale nie o ro­śli­ny tu cho­dzi. Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia są do­sko­na­łą oka­zją, by po­pa­trzeć na nie­ustan­nie do­stęp­ną szan­sę, oka­zję wej­ścia na dro­gę szczę­ścia.

Przy­go­to­wać ser­ce

Pa­mię­ta­my przy­po­wieść o ziar­nie rzu­co­nym na róż­ne ro­dza­je pod­ło­ża: zdep­ta­ne na dro­dze, zbyt sła­be na płyt­kim grun­cie, nie­od­ży­wio­ne na su­chej i spę­ka­nej zie­mi, aż wresz­cie w gle­bie go­to­wej, by „z nią współ­pra­co­wać”. A więc moż­na być nie­przy­go­to­wa­nym na mi­łość, na współ­pra­cę ko­niecz­ną, by „coś z te­go wy­szło”.

foto_01-01_24-2013

Za­tem jak przy­go­to­wać gle­bę swe­go ser­ca na na­ro­dzi­ny Mi­ło­ści?

Przede wszyst­kim trze­ba być wol­nym. Wol­nym od le­ni­stwa, od znie­chę­ce­nia, od chci­wo­ści i nie­czy­sto­ści, od plot­ko­wa­nia i za­zdro­ści, od wszyst­kie­go, co jest złym na­wy­kiem. Czy to jest moż­li­we? Je­śli nie od­bie­rze­my za­da­nia zbyt per­fek­cjo­ni­stycz­nie, to moż­na te­mu za­da­niu spro­stać – jak uczą mo­ra­li­ści, wa­run­kiem wy­star­cza­ją­cym, trak­to­wa­nym ja­ko start do wol­no­ści, jest szcze­ra wo­la ze­rwa­nia ze wszyst­kim, co znie­wa­la. Oczy­wi­ście ta szcze­ra wo­la po­cią­ga za so­bą zde­cy­do­wa­ny sprze­ciw, gdy po­ja­wi się po­ku­sa, ucze­nie się obo­jęt­no­ści wo­bec złych emo­cji, ra­dy­ka­lizm w po­wol­nym choć­by wzra­sta­niu.

Ko­lej­nym wa­run­kiem, aby móc owoc­nie przy­jąć mi­łość, jest mą­drze po­ję­ta mi­łość wła­sna – tak, by wi­dzieć swo­ja praw­dzi­wą war­tość w tym, że Pan Bóg nas ko­cha i prze­zna­czył do zba­wie­nia, a nie w ziem­skiej sła­wie, po­pu­lar­no­ści, bo­gac­twie czy wła­dzy. Mą­drze po­ję­ta mi­łość wła­sna chęt­nie ko­rzy­sta z oka­zji, by z sie­bie za­żar­to­wać (war­to pa­mię­tać, że zły duch żar­tu boi się szcze­gól­nie, na­wet lek­kie­go, on chce być trak­to­wa­ny bar­dzo po­waż­nie).

Z tro­ski o wła­sny roz­wój wy­ni­ka do­bre za­in­te­re­so­wa­nie się dru­gim czło­wie­kiem: ta­kie spoj­rze­nie na nie­go, by po­móc mu od­kry­wać, co w nim jest do­bre­go, ja­kie za­da­nia Pan Bóg mu po­wie­rza. Trak­tu­jąc lu­dzi we­dług Bo­że­go za­mia­ru, sza­nu­je­my ich wol­ność, ale też sta­ra­my się być opar­ciem, gdy to jest po­trzeb­ne.

Jak go­to­wą gle­bę trze­ba pod­trzy­my­wać w go­to­wo­ści, tak i ser­ce trze­ba ćwi­czyć w je­go otwar­to­ści. Har­ce­rze zdo­by­wa­ją spraw­no­ści przez sta­wia­nie so­bie róż­nych za­dań, każ­dy, kto chce po­móc Bo­żej mi­ło­ści, dba o spraw­ność i dys­po­zy­cyj­ność, umie cza­sem re­zy­gno­wać z dro­bia­zgów, po­wstrzy­mać się przed wy­po­wie­dze­niem nie­po­trzeb­nych słów, a cza­sa­mi po­wie coś, co jest po­trzeb­ne: po­chwa­li, po­dzię­ku­je, po­pro­si o ra­dę.

Na­wo­że­nie” ser­ca

Gle­bę trze­ba wzbo­ga­cać, ser­ce też. Nie przy­pad­kiem mło­dzież jeź­dzi­ła za Ja­nem Paw­łem II, oni wie­dzie­li, że ten sę­dzi­wy czło­wiek chce dla nich do­bra, że jest źró­dłem.

Trze­ba szu­kać wie­lu źró­deł: są ni­mi sa­kra­men­ty świę­te z Eu­cha­ry­stią na cze­le, jest wpa­try­wa­nie się w lu­dzi sta­wia­nych przez Ko­ściół ja­ko wzór: na świę­tych i bło­go­sła­wio­nych. Opar­ciem dla chrze­ści­ja­ni­na jest gru­pa, wspól­no­ta mo­dli­twy, dzia­łal­ność do­bro­czyn­na.

Wie­le umoc­nie­nia da­je też do­bra lek­tu­ra: mam tu na my­śli nie tyl­ko Pi­smo Świę­te, ale każ­da książ­ka, każ­dy ar­ty­kuł, któ­re pod­no­szą na du­chu, któ­re wska­zu­ją dro­gi roz­wo­ju, pod­po­wia­da­ją roz­wią­za­nia róż­nych pro­ble­mów, po­ma­ga­ją od­róż­nić i sze­ro­kim łu­kiem omi­nąć zło al­bo „wszyst­ko, co ma choć­by po­zór zła” (por. 1 Tes 5, 22).

Go­to­wość na przy­ję­cie mi­ło­ści mo­że być co­raz więk­sza, po­dob­nie, jak nie­któ­re ro­dza­je gle­by przy­no­si­ły aż stu­krot­ny plon. „Ży­zność ser­ca” ro­śnie, gdy ma się sta­łe­go spo­wied­ni­ka al­bo kie­row­ni­ka du­cho­we­go, gdy ma się przy­ja­ciół, z któ­ry­mi moż­na o wie­lu co­dzien­nych i zwy­czaj­nych spra­wach po­dy­sku­to­wać.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Nie bój się powiedzieć Chrystusowi: tak

Chry­stus py­ta każ­de­go i każ­dą z Was: „Czy mi­łu­jesz?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie?”. Chry­stus py­ta: „Czy mi­łu­jesz Mnie bar­dziej?”. Wejdź w głę­bię swe­go mło­de­go ser­ca. Tam znaj­dziesz od­po­wiedź. Mi­łość jest w to­bie. To Bo­ży dar. A za­tem patrz w przy­szłość i nie bój się po­wie­dzieć Chry­stu­so­wi: tak. Choć to mi­łość wy­ma­ga­ją­ca, nie bój się ko­chać Chry­stu­sa. On pierw­szy nas umi­ło­wał – umi­ło­wał do koń­ca. Po­la Led­nic­kie, 29 ma­ja 2004 r.

Sa­mo­wy­cho­wa­nie zmie­rza do te­go wła­śnie, aby bar­dziej „być” czło­wie­kiem, być chrze­ści­ja­ni­nem, aby od­kry­wać i roz­wi­jać w so­bie ta­len­ty otrzy­ma­ne od Stwór­cy i re­ali­zo­wać wła­ści­we każ­de­mu po­wo­ła­nie do świę­to­ści. Po­znań, 3 czerw­ca 1997 r.

Dro­dzy chłop­cy i dziew­czę­ta, po­dą­żaj­cie z en­tu­zja­zmem swych mło­dych serc za Chry­stu­sem. Tyl­ko On mo­że uci­szyć lęk czło­wie­ka. Pa­trz­cie na Je­zu­sa głę­bią wa­szych serc i umy­słów! On jest wa­szym nie­od­łącz­nym przy­ja­cie­lem. Po­znań, 3 czerw­ca 1997 r.

Eu­cha­ry­stia jest sa­kra­men­tem obec­no­ści Chry­stu­sa, któ­ry da­je nam sie­bie, bo nas ko­cha. Ko­cha On każ­de­go z nas w spo­sób oso­bi­sty i je­dy­ny w kon­kret­nym ży­ciu każ­de­go dnia: w ro­dzi­nie, wśród przy­ja­ciół, w stu­diach i w pra­cy, w wy­po­czyn­ku i roz­ryw­ce. Ko­cha nas, kie­dy na­peł­nia świe­żo­ścią dni na­szej eg­zy­sten­cji i tak­że wów­czas, gdy w go­dzi­nie cier­pie­nia do­pusz­cza, by przy­szedł na nas czas pró­by. Rów­nież bo­wiem przez naj­cięż­sze do­świad­cze­nia da­je nam sły­szeć swój głos. Rzym, 20 sierp­nia 2000 r.

Dro­ga Mło­dzie­ży, Ko­ściół po­trze­bu­je au­ten­tycz­nych świad­ków dla no­wej ewan­ge­li­za­cji: chłop­ców i dziew­cząt, któ­rych ży­cie zo­sta­ło prze­mie­nio­ne przez spo­tka­nie z Chry­stu­sem; chłop­ców i dziew­cząt zdol­nych prze­ka­zać to do­świad­cze­nie in­nym. Ko­ściół po­trze­bu­je świę­tych. Ca­stel Gan­dol­fo, 6 sierp­nia 2004 r.

Aby uj­rzeć Je­zu­sa, na­le­ży przede wszyst­kim po­zwo­lić, aby to On na nas pa­trzył! Wa­ty­kan, 22 lu­te­go 2004 r.

 

Bł. Jan Pa­weł II

 

Wspomnij na nas Panie

Dzi­siej­sza uro­czy­stość (…) sta­no­wi uko­ro­no­wa­nie ro­ku li­tur­gicz­ne­go. Mo­ty­wem prze­wod­nim (…) jest cen­tral­ne miej­sce Chry­stu­sa. (…) Apo­stoł Pa­weł da­je nam bar­dzo głę­bo­ką wi­zję cen­tral­ne­go miej­sca Chry­stu­sa. Przed­sta­wia Go ja­ko pier­wo­rod­ne­go wo­bec każ­de­go stwo­rze­nia: w Nim, przez Nie­go i dla Nie­go zo­sta­ło wszyst­ko stwo­rzo­ne. On jest cen­trum wszyst­kich rze­czy, jest ich po­cząt­kiem. Bóg dał Mu peł­nię, ca­łość, aby w Nim wszyst­ko po­jed­nać ze so­bą (por. 1, 12–20). (…)

Chry­stus jest nie tyl­ko cen­trum stwo­rze­nia, ale tak­że cen­trum Lu­du Bo­że­go. Jest wła­śnie tu i te­raz w cen­trum nas. Jest tu­taj obec­nie w Sło­wie i bę­dzie na oł­ta­rzu, ży­wy, obec­ny po­śród nas. (…) I wresz­cie Chry­stus jest cen­trum hi­sto­rii ludz­ko­ści i każ­de­go czło­wie­ka. Je­mu mo­że­my przed­sta­wić ra­do­ści i na­dzie­je, smut­ki i nie­po­ko­je, z któ­rych utka­ne jest na­sze ży­cie. Gdy Je­zus jest w cen­trum, to roz­ja­śnia­ją się na­wet naj­ciem­niej­sze mo­men­ty na­sze­go ży­cia i da­je On nam na­dzie­ję, jak to się dzie­je z do­brym ło­trem w dzi­siej­szej Ewan­ge­lii.

Pod­czas gdy wszy­scy in­ni zwra­ca­ją się do Je­zu­sa z po­gar­dą – „Je­śli je­steś Me­sja­szem, Wy­brań­cem Bo­żym, wy­baw sa­me­go sie­bie, scho­dząc z krzy­żaˮ – to ów czło­wiek, któ­ry w ży­ciu się po­gu­bił, na sa­mym koń­cu skru­szo­ny lgnie do Je­zu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go, bła­ga­jąc: „Wspo­mnij na mnie, gdy przyj­dziesz do swe­go kró­le­stwaˮ (Łk 23, 42). A Je­zus mu obie­cu­je: „Dziś ze Mną bę­dziesz w ra­juˮ (w. 43). Je­zus wy­po­wia­da je­dy­nie sło­wo prze­ba­cze­nia, a nie po­tę­pie­nia. (…)

Obiet­ni­ca Je­zu­sa da­na do­bre­mu ło­tro­wi da­je nam wiel­ką na­dzie­ję: mó­wi nam, że ła­ska Bo­ża jest za­wsze ob­fit­sza niż mo­dli­twa, któ­ra o nią pro­si­ła. Pan da­je za­wsze wię­cej niż to, o co jest pro­szo­ny, jest bar­dzo hoj­ny: pro­sisz Go, aby wspo­mniał na cie­bie, a On pro­wa­dzi cię do swe­go kró­le­stwa! (…) Pro­śmy Pa­na, aby o nas pa­mię­tał, bę­dąc pew­ny­mi, że dzię­ki Je­go ła­sce bę­dzie­my mo­gli mieć udział w Je­go chwa­le w Nie­bie. Idź­my wszy­scy tą dro­gą.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 24.11.2013 r.

 

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Za­cznę od koń­ca… Od koń­ca, czy­li od ży­cia, któ­re bę­dzie po świę­tach. Nie ukry­wam, że od kie­dy pa­mię­tam, draż­ni­ło mnie po­wie­dzon­ko: „Świę­ta, świę­ta i po świę­ta­chˮ. Za­uwa­ża­łem w tym zda­niu ukry­tą bez­na­dzie­ję, sar­kazm na­wet. To tro­chę jak­by po­wie­dzieć Pa­nu Je­zu­so­wi, że ow­szem, przy­szedł na zie­mię, ale to nic nie zmie­ni­ło w na­szym ży­ciu, Je­go „wy­pra­wa z nie­ba na ten świat” by­ła mi­łym epi­zo­dem, ale oka­za­ła się bez­owoc­na. Te­raz mó­wię moc­niej, cho­ciaż spo­koj­niej: ta­kie my­śle­nie, a tym bar­dziej mó­wie­nie jest po pro­stu bra­kiem wia­ry, re­zy­gna­cją z na­dziei, uciecz­ką od mi­ło­ści.

A za­tem: je­śli ma­my wia­rę, choć­by jak ziarn­ko gor­czy­cy, to każ­de świę­ta zmie­nia­ją na­sze ży­cie. Je­śli ma­my ro­zum i go uży­wa­my, to za­wsze mo­że­my ob­my­śleć, jak przy­jąć ła­ski przy­nie­sio­ne przez Pa­na Je­zu­sa na tę zie­mię, jak współ­pra­co­wać z ty­mi da­ra­mi, któ­re Pan Bóg da­je nam każ­de­go dnia.

Każ­dy z nas chce, by ży­cie by­ło pięk­ne, każ­dy sta­ra się god­nie prze­ży­wać chwi­le wspa­nia­łe i trud­ne. Do te­go po­trzeb­ne są cno­ty, choć sa­mo to sło­wo nie jest dzi­siaj po­praw­nie ro­zu­mia­ne. Cno­ta we­dług ka­te­chi­zmu – przy­po­mnij­my dla ja­sno­ści – jest to ła­twość czy­nie­nia do­brze. Ra­czej każ­dy chce po­stę­po­wać do­brze i – co jest nor­mal­ne – każ­dy chce, aby to nie by­ło dla nie­go zbyt trud­ne. Do­cho­dzi­my po­wo­li do isto­ty: mą­dre i owoc­ne prze­ży­cie świąt za­czy­na się od po­sta­no­wień. Ad­went (a po kil­ku­na­stu ty­go­dniach Wiel­ki Post) są cza­sem zwięk­szo­nej mo­bi­li­za­cji, któ­ra po­ma­ga uczyć się po­praw­nych po­staw. Je­śli po­dej­mu­je­my wy­si­łek, aby na przy­kład nie mó­wić źle o żad­nym z lu­dzi, je­śli sta­ra­my się, aby każ­dy spo­tka­ny czło­wiek sta­wał się dzię­ki na­szej po­sta­wie lep­szy i ra­do­śniej­szy, to ist­nie­je szan­sa, że przy­zwy­cza­imy się do do­bra, że ła­twiej nam bę­dzie pa­no­wać nad mó­wie­niem, nad wy­ra­zem twa­rzy, nad od­rzu­ca­niem po­kus, nad emo­cja­mi.

Każ­de­mu, kto sko­rzy­sta z ad­wen­to­wych osią­gnięć, bę­dzie ła­twiej być lep­szym, każ­de­mu, kto czas świą­tecz­ny po­trak­tu­je ja­ko oka­zję do utrwa­le­nia te­go, co uda­ło mu się osią­gnąć, przy­go­to­wu­jąc się do świąt, bę­dzie le­piej w ży­ciu, a tak chce Pan Bóg.

A co znaj­dzie­cie na ko­lej­nych kart­kach „Dro­giˮ? Bli­sko te­go, co na­pi­sa­łem, jest ar­ty­kuł ze stro­ny 24, na­pi­sa­ny w cy­klu No­wa Dro­ga. War­te prze­czy­ta­nia są te tek­sty, któ­re za­chę­ca­ją do pod­trzy­my­wa­nia do­brych, zna­nych (jesz­cze!) świą­tecz­nych tra­dy­cji, war­to też wie­dzieć jak ci, któ­rych draż­ni mó­wie­nie o mi­ło­ści Pa­na Bo­ga, pró­bo­wa­li i pró­bu­ją na­dal z za­pa­łem war­tym lep­szej spra­wy zwal­czać wszyst­ko to, co z Pa­nem Bo­giem się ko­ja­rzy.

Za­chę­cam też do przy­po­mnie­nia so­bie o świę­tych, któ­rych dni na­stę­pu­ją w okta­wie Bo­że­go Na­ro­dze­nia i za­po­zna­nia się z wciąż ak­tyw­nym dzia­ła­niem Pa­na Bo­ga w na­szym świe­cie, w na­szym cza­sie.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Rok Wiary zakończony

Skoń­czył się Rok Wia­ry. W ka­len­da­rzu oczy­wi­ście. A co w na­szych ser­cach? Czy Rok Wia­ry cho­ciaż o mi­li­metr przy­bli­żył nas do Pa­na Bo­ga?

Przez ca­ły rok od­mie­nia­li­śmy wy­ra­że­nie „Rok Wia­ry” przez wszyst­kie przy­pad­ki, mo­że po­za wo­ła­czem. Ka­pła­ni w na­szych ko­ścio­łach bar­dziej lub mniej pra­co­wa­li nad tym, by or­ga­ni­zo­wać róż­ne uro­czy­sto­ści, im­pre­zy, „even­ty” zwią­za­ne z te­ma­ty­ką wia­ry. Po­cząw­szy od Wa­ty­ka­nu, aż po ma­łe miej­sco­wo­ści i wsie, mie­li­śmy do czy­nie­nia z róż­ny­mi spo­so­ba­mi prze­ży­cia te­go cza­su. Nie­kie­dy wo­kół Ro­ku Wia­ry dzia­ło się coś, co moż­na na­zwać zbęd­nym mno­że­niem słów. Za du­żo en­tu­zja­zmu, za du­żo ha­ła­su, za ma­ło po­kor­nej ci­szy, któ­ra za­sta­na­wia się, dla­cze­go Ko­ściół za­le­cił nam prze­ży­cie te­go cza­su.

Dla­cze­go zo­stał usta­no­wio­ny?

Ko­ściół za­wsze ogła­sza ja­kiś rok wte­dy, gdy da­na część na­szej wia­ry jest za­gro­żo­na. Wspo­mnij­my cho­ciaż­by Rok Eu­cha­ry­stii ogło­szo­ny przez bł. Ja­na Paw­ła II, któ­re­go przy­czy­ną by­ło co­raz więk­sze odej­ście od czci dla Naj­święt­sze­go Sa­kra­men­tu w kra­jach Eu­ro­py Za­chod­niej. Po­dob­nie by­ło z Ro­kiem Ka­płań­stwa, kie­dy Ko­ścio­łem wstrzą­sa­ły ata­ki me­dial­ne na księ­ży. Pa­pież Be­ne­dykt XVI chciał nas za­chę­cić, by­śmy wię­cej mo­dli­li się za tych, któ­rzy spra­wu­ją sa­kra­men­ty.

foto_01-01_23-2013

A co z Ro­kiem Wia­ry? Dla­cze­go zo­stał usta­no­wio­ny?

Na to py­ta­nie od­po­wie­dział Be­ne­dykt XVI w li­ście apo­stol­skim „Por­ta fi­dei”, w któ­rym ogło­sił Rok Wia­ry:

Są­dzę, że in­au­gu­ra­cja Ro­ku Wia­ry w związ­ku z pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę otwar­cia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II mo­że być do­brą oka­zją, aby zro­zu­mieć tek­sty po­zo­sta­wio­ne przez oj­ców so­bo­ro­wych, któ­re zda­niem bło­go­sła­wio­ne­go Ja­na Paw­ła II „nie tra­cą war­to­ści ani bla­sku. Ko­niecz­ne jest, aby by­ły na­le­ży­cie od­czy­ty­wa­ne, po­zna­wa­ne i przy­swa­ja­ne ja­ko mia­ro­daj­ne i nor­ma­tyw­ne tek­sty Ma­gi­ste­rium, na­le­żą­ce do Tra­dy­cji Ko­ścio­ła (…). Chcę też moc­no pod­kre­ślić to, co po­wie­dzia­łem na te­mat So­bo­ru kil­ka mie­się­cy po mo­im wy­bo­rze na Na­stęp­cę Pio­tra: »Je­śli go od­czy­tu­je­my i przyj­mu­je­my w świe­tle pra­wi­dło­wej her­me­neu­ty­ki, mo­że on być i co­raz bar­dziej sta­wać się wiel­ką mo­cą słu­żą­cą za­wsze po­trzeb­nej od­no­wie Ko­ścio­ła«„.

Od­czy­ta­nie So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II

Po­praw­ne od­czy­ta­nie So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II zo­sta­ło za­tem uzna­ne przez Be­ne­dyk­ta XVI za jed­no z naj­waż­niej­szych za­dań w mi­ja­ją­cym Ro­ku Wia­ry. Moż­na za­sta­na­wiać się, dla­cze­go na­le­ży „po­praw­nie” od­czy­ty­wać orę­dzie ostat­nie­go so­bo­ru? Czy są oso­by, któ­re źle in­ter­pre­tu­ją wy­da­rze­nia z lat sześć­dzie­sią­tych XX wie­ku?

Tak. Nie­ste­ty wśród wie­lu ka­to­li­ków, prze­siąk­nię­tych „du­chem świa­ta”, roz­wi­ja­na jest od dzie­się­cio­le­ci kon­cep­cja „her­me­neu­ty­ki ze­rwa­nia”, czy­li po­strze­ga­nia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II ja­ko swo­istej re­wo­lu­cji w Ko­ście­le, któ­ra zu­peł­nie zmie­ni­ła dok­try­nę ka­to­lic­ką. Tym­cza­sem jest to nie­praw­da. So­bór Wa­ty­kań­ski II zo­stał przez bł. Ja­na XXIII okre­ślo­ny ja­ko so­bór pa­sto­ral­ny, a nie do­gma­tycz­ny, któ­ry ma wska­zać ka­to­li­kom kie­run­ki dzia­ła­nia, ale nie ma two­rzyć no­wych prawd wia­ry, a już – broń Bo­że! – zmie­niać za­sa­dy wia­ry. Ani Pan Bóg, ani Ko­ściół ka­to­lic­ki nie zmie­nił po­glą­dów po ostat­nim so­bo­rze! Tek­sty so­bo­ro­we, szcze­gól­nie te naj­bar­dziej istot­ne, czy­li kon­sty­tu­cje, na­le­ży od­czy­ty­wać w kon­tek­ście Ewan­ge­lii i Tra­dy­cji Ko­ścio­ła, a więc je­dy­nie w or­to­dok­syj­ny spo­sób.

Za­cy­tuj­my więc cho­ciaż frag­ment z pism so­bo­ro­wych, do­ty­czą­cy świę­tej li­tur­gii, by po­sta­rać się re­ali­zo­wać za­mie­rze­nie zgłę­bie­nia tek­stów So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II, cze­go chciał od nas Be­ne­dykt XVI.

Dla urze­czy­wist­nie­nia tak wiel­kie­go dzie­ła Chry­stus jest za­wsze obec­ny w swo­im Ko­ście­le, szcze­gól­nie w czyn­no­ściach li­tur­gicz­nych. Jest obec­ny w ofie­rze Mszy Świę­tej, czy to w oso­bie od­pra­wia­ją­ce­go, gdyż »Ten sam, któ­ry kie­dyś ofia­ro­wał się na krzy­żu, obec­nie ofia­ru­je się przez po­słu­gę ka­pła­nów«, czy też zwłasz­cza pod po­sta­cia­mi eu­cha­ry­stycz­ny­mi. Obec­ny jest mo­cą swo­ją w sa­kra­men­tach tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chry­stus chrzci. Jest obec­ny w swo­im sło­wie, al­bo­wiem gdy w Ko­ście­le czy­ta się Pi­smo Świę­te, wów­czas On sam mó­wi. Jest obec­ny wresz­cie, gdy Ko­ściół mo­dli się i śpie­wa psal­my, gdyż On sam obie­cał: »Gdzie dwaj al­bo trzej są zgro­ma­dze­ni w imię mo­je, tam i ja je­stem po­śród nich« (Mt 18, 20).

Słusz­nie prze­to uwa­ża się li­tur­gię za wy­ko­ny­wa­nie ka­płań­skie­go urzę­du Je­zu­sa Chry­stu­sa, w niej przez zna­ki wi­dzial­ne wy­ra­ża się, i w spo­sób wła­ści­wy po­szcze­gól­nym zna­kom i urze­czy­wist­nie­nia uświę­ce­nie czło­wie­ka, a mi­stycz­ne Cia­ło Je­zu­sa Chry­stu­sa, to jest Gło­wa ze swy­mi człon­ka­mi, wy­ko­nu­je cał­ko­wi­ty kult pu­blicz­ny.

Dla­te­go każ­dy ob­chód li­tur­gicz­ny, ja­ko dzie­ło Chry­stu­sa – Ka­pła­na i Je­go Cia­ła, czy­li Ko­ścio­ła, jest czyn­no­ścią w naj­wyż­szym stop­niu świę­tą, a żad­na in­na czyn­ność Ko­ścio­ła nie do­rów­nu­je jej sku­tecz­no­ści z te­go sa­me­go ty­tu­łu i w tym sa­mym stop­niu”.

Waż­ne wy­da­rze­nia

W mi­nio­nym Ro­ku Wia­ry do­szło do wie­lu wy­da­rzeń, z któ­rych kil­ka po­sta­ra­my się przy­po­mnieć:

11 paź­dzier­ni­ka 2012 – w pięć­dzie­sią­tą rocz­ni­cę otwar­cia So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II pa­pież Be­ne­dykt XVI na Pla­cu św. Pio­tra od­pra­wił Mszę św. wraz z prze­wod­ni­czą­cy­mi kon­fe­ren­cji epi­sko­pa­tów państw ca­łe­go świa­ta oraz z bi­sku­pa­mi zgro­ma­dzo­ny­mi na Sy­no­dzie Bi­sku­pów o no­wej ewan­ge­li­za­cji. Z Pol­ski na Sy­nod po­je­cha­li: kard. Ka­zi­mierz Nycz, kard. Sta­ni­sław Dzi­wisz, abp Jó­zef Mi­cha­lik i abp Sta­ni­sław Gą­dec­ki.

21 paź­dzier­ni­ka 2012 – Be­ne­dykt XVI ka­no­ni­zo­wał sied­mio­ro bło­go­sła­wio­nych, wśród nich Ka­ta­rzy­nę Te­ka­kwi­tha. By­ła z po­cho­dze­nia In­dian­ką, jej oj­ciec był po­ga­ni­nem, na­to­miast mat­ka chrze­ści­jan­ką. Ka­ta­rzy­na w wie­ku dwu­dzie­stu lat przy­ję­ła chrzest w Ko­ście­le ka­to­lic­kim. By­ła prze­śla­do­wa­na przez swo­ich ro­da­ków. Zmar­ła w wier­no­ści Chry­stu­so­wi i ślu­bo­wi czy­sto­ści, któ­ry uprzed­nio zło­ży­ła, w 1680 r. Mia­ła 24 la­ta.

11 lu­te­go 2013 – Be­ne­dykt XVI ogło­sił in­for­ma­cję o swo­jej ab­dy­ka­cji. Z dniem 28 lu­te­go od go­dzi­ny 20.00 prze­stał być Oj­cem Świę­tym. Wkrót­ce roz­po­czę­ło się kon­kla­we.

13 mar­ca 2013 – wy­bór na 265. Na­stęp­cę św. Pio­tra kard. Jor­ge Ma­rio Ber­go­glio SJ z Ar­gen­ty­ny, któ­ry przy­brał imię Fran­ci­szek.

5 lip­ca 2013 – w Wa­ty­ka­nie zo­sta­ła za­pre­zen­to­wa­na pierw­sza en­cy­kli­ka pa­pie­ża Fran­cisz­ka „Lu­men fi­dei” („Świa­tło wia­ry”). Oto jej frag­ment: „Dla po­słu­gi jed­no­ści wia­ry i jej in­te­gral­ne­mu prze­ka­zo­wi, Pan dał Ko­ścio­ło­wi dar suk­ce­sji apo­stol­skiej. Dzię­ki jej po­śred­nic­twu za­gwa­ran­to­wa­na jest cią­głość pa­mię­ci Ko­ścio­ła i moż­li­we sta­je się bez­piecz­ne czer­pa­nie z czy­ste­go źró­dła, z któ­re­go ro­dzi się wia­ra. Gwa­ran­cję łącz­no­ści ze źró­dłem da­ją za­tem oso­by ży­we, a od­po­wia­da to ży­wej wie­rze, któ­rą Ko­ściół prze­ka­zu­je. Opie­ra się ona na wier­no­ści świad­ków, wy­bra­nych przez Pa­na do te­go za­da­nia. Dla­te­go Urząd Na­uczy­ciel­ski Ko­ścio­ła wy­po­wia­da się za­wsze w po­słu­szeń­stwie wo­bec pier­wot­ne­go Sło­wa, na któ­rym opie­ra się wia­ra, i jest wia­ry­god­ny, po­nie­waż za­wie­rza Sło­wu, któ­re­go słu­cha, strze­że i któ­re wy­kła­da. W po­że­gnal­nej mo­wie do star­szych z Efe­zu w Mi­le­cie, któ­rą św. Łu­kasz prze­ka­zu­je w Dzie­jach Apo­stol­skich, św. Pa­weł za­świad­cza, że speł­nił po­wie­rzo­ne mu przez Pa­na za­da­nie »gło­sze­nia (…) ca­łej wo­li Bo­żej« (Dz 20, 27). Wła­śnie dzię­ki Ma­gi­ste­rium Ko­ścio­ła mo­że do nas do­trzeć nie­na­ru­szo­na ta wo­la, a wraz z nią ra­dość, że mo­że­my ją re­ali­zo­wać w peł­ni”.

 

 Ka­je­tan Raj­ski

 

Jezus, biblia, kerygmat

Z ks. dr. Szy­mo­nem Stuł­kow­skim, se­kre­ta­rzem Ko­mi­sji Dusz­pa­ster­stwa Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski, roz­ma­wia Agniesz­ka Bia­lik.

Wie­rzę w Sy­na Bo­że­goˮ to ha­sło no­we­go pro­gra­mu dusz­pa­ster­skie­go, któ­ry roz­pocz­nie się 1 grud­nia, w pierw­szą nie­dzie­lę Ad­wen­tu. Ja­kie bę­dą je­go prio­ry­te­ty?

Po trzy­let­nim pro­gra­mie dusz­pa­ster­skim, któ­re­go ha­słem by­ły sło­wa: „Ko­ściół do­mem i szko­łą ko­mu­nii”, roz­po­czy­na­my no­wy cykl pra­cy pa­sto­ral­nej wo­kół te­ma­tu chrztu świę­te­go. Za­koń­czo­ny pro­gram przy­niósł wie­le cie­ka­wych owo­ców. Trzy la­ta te­mu po­ru­szy­li­śmy te­mat po­słu­gi ako­li­ty i lek­to­ra w pa­ra­fiach. Dziś ma­my już die­ce­zje, któ­re wpro­wa­dza­ją te po­słu­gi, pro­po­nu­jąc wcze­śniej wy­bra­nym męż­czy­znom od­po­wied­nią for­ma­cję. Dwa la­ta te­mu do po­nad 10 000 pa­ra­fii w Pol­sce do­tar­ła in­for­ma­cja o kar­cie du­żych ro­dzin. Dziś wie­le miast i gmin ma ta­ką kar­tę. My­śli się już o edy­cji kar­ty na ska­lę ogól­no­pol­ską. Po­dej­mo­wa­li­śmy te­mat świę­to­wa­nia nie­dzie­li. Z in­spi­ra­cji pro­gra­mu w Le­gni­cy po­wstał Spo­łecz­ny Ruch Świę­to­wa­nia Nie­dzie­li, któ­ry dziś dzia­ła już w ko­ali­cji z in­ny­mi pod­mio­ta­mi i or­ga­ni­zu­je kon­fe­ren­cje na ten te­mat w se­na­cie i sej­mie. Ce­lem pro­gra­mu by­ło oży­wie­nie struk­tur ko­mu­nij­nych w die­ce­zjach i pa­ra­fiach. Zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy I Kra­jo­wy Kon­gres Die­ce­zjal­nych oraz Pa­ra­fial­nych Rad Dusz­pa­ster­skich. Prze­pro­wa­dzi­li­śmy ba­da­nia tych gre­miów. W prze­cią­gu 4 lat licz­ba rad dusz­pa­ster­skich w pa­ra­fiach w Pol­sce wzro­sła czte­ro­krot­nie. To tyl­ko wy­bra­ne owo­ce mi­nio­ne­go pro­gra­mu dusz­pa­ster­skie­go. Trze­ba je te­raz umac­niać i po­głę­biać.

foto_01-02_23-2013

No­wy pro­gram dusz­pa­ster­ski bę­dzie­my re­ali­zo­wać w myśl ha­sła: „Przez Chry­stu­sa, z Chry­stu­sem, w Chry­stu­sie. Przez wia­rę i chrzest do świa­dec­twa”. Na­wią­zu­je on do 1050. rocz­ni­cy Chrztu Pol­ski, któ­ra przy­pad­nie w 2016 ro­ku. W pierw­szym ro­ku wska­zu­je­my na trzy prio­ry­te­ty: dusz­pa­ster­stwo bi­blij­ne, któ­re pro­wa­dzi do kształ­to­wa­nia du­cho­wo­ści bi­blij­nej, na roz­po­czę­cie w pa­ra­fiach re­ko­lek­cji ewan­ge­li­za­cyj­nych z gło­sze­niem pod­sta­wo­we­go prze­sła­nia Ewan­ge­lii, czy­li ke­ryg­ma­tu oraz na ka­te­che­zę do­ro­słych zwią­za­ną z chrztem dzie­ci.

Więk­szość ka­to­li­ków ma w do­mu Bi­blię. Nie­wie­lu jed­nak się­ga po nią. Jak za­chę­cić wier­nych do czy­ta­nia i zgłę­bia­nia Bi­blii?

Pra­ca z Bi­blią jest obec­nie w Pol­sce co­raz bar­dziej po­pu­lar­na. Wszę­dzie, gdzie za­pro­po­nu­je się wier­nym do­brze przy­go­to­wa­ne spo­tka­nia bi­blij­ne, spo­ty­ka­ją się one z du­żym za­in­te­re­so­wa­niem. Fan­ta­stycz­ną pra­cę wy­ko­nu­je Dzie­ło Bi­blij­ne im. Ja­na Paw­ła II, któ­re w wie­lu die­ce­zjach pro­wa­dzi bar­dzo oży­wio­na dzia­łal­ność, wy­da­jąc cie­ka­we pu­bli­ka­cje (m.in. „Krąg Bi­blij­ny” i Prze­gląd Bi­blij­ny”) oraz pro­wa­dząc w Te­le­wi­zji Trwam te­le­wi­zyj­ny uni­wer­sy­tet bi­blij­ny. Mo­gę po­dać przy­kład z mo­jej Ar­chi­die­ce­zji Po­znań­skiej, gdzie co ro­ku ma­my ok. 200 do­ro­słych osób, któ­re po­dej­mu­ją for­ma­cję bi­blij­ną w ra­mach Dzie­ła Bi­blij­ne­go. Po­nad 100 osób na­le­ży już do sto­wa­rzy­sze­nia Dzie­ło Bi­blij­ne. Sy­nod bi­sku­pów na te­mat ro­li Sło­wa Bo­że­go w dusz­pa­ster­stwie wy­raź­nie wska­zał na po­trze­bę „ubi­blij­nie­niaˮ dusz­pa­ster­stwa. Ma­my co­raz lep­sze na­rzę­dzia, trze­ba tyl­ko po nie się­gnąć i brać się do pra­cy.

Co to są re­ko­lek­cje ke­ryg­ma­tycz­ne? W ja­kim spo­sób mo­gą one po­głę­bić na­szą wia­rę?

To re­ko­lek­cje ewan­ge­li­za­cyj­ne, w cza­sie któ­rych gło­si się pod­sta­wo­we prze­sła­nie Ewan­ge­lii o mi­ło­ści Bo­żej, o grze­chu czło­wie­ka i zba­wie­niu przez ofia­rę krzy­żo­wą Je­zu­sa, o po­trze­bie oso­bi­ste­go wy­bo­ru Zba­wi­cie­la i go­to­wo­ści wzra­sta­nia w mo­cy Du­cha Świę­te­go w wie­rze we wspól­no­cie Ko­ścio­ła. Re­ko­lek­cje te pro­wa­dzą do wy­bo­ru Je­zu­sa ja­ko Pa­na na­sze­go ży­cia. Ta­ka de­cy­zja po­win­na być zwią­za­na z pra­gnie­niem dal­szej for­ma­cji we wspól­no­cie, w ma­łej gru­pie, np. bi­blij­nej. Ta­kie re­ko­lek­cje pro­wa­dzi ze­spół, w któ­rym jest ka­płan oraz oso­by ży­cia kon­se­kro­wa­ne­go czy wier­ni świec­cy. Waż­na ro­lę od­gry­wa­ją świa­dec­twa uka­zu­ją­ce ży­we do­świad­cze­nie wia­ry czło­wie­ka.

Trwa de­chry­stia­ni­za­cja Eu­ro­py, ata­ki na Ko­ściół, lu­dzi wia­ry. Jak te­mu prze­ciw­dzia­łać?

Za­wsze tak sa­mo: ra­dy­kal­ną wier­no­ścią Je­zu­so­wi i Je­go Ewan­ge­lii! Nie­któ­re z tych ata­ków pro­wo­ku­je­my sa­mi, uży­wa­jąc ję­zy­ka spor­tu, strze­la­my so­bie sa­mo­bój­cze bram­ki. Je­śli świat ata­ku­je Ko­ściół z po­wo­du na­szej nie­wier­no­ści Ewan­ge­lii, to jest to pew­ne­go ro­dza­ju „ewan­ge­li­za­cja od ze­wnątrz”, któ­ra po­win­na nam po­móc być wier­niej­szy­mi słu­ga­mi Bo­ga i lu­dzi. Je­śli ata­ku­ją nas za wier­ność Ewan­ge­lii, to jest to ce­na krzy­ża, o któ­rej mó­wi Je­zus swo­im uczniom, chcą­cym iść za nim. Nie ma praw­dzi­we­go pój­ścia za Je­zu­sem bez do­świad­cze­nia krzy­ża. Trze­ba się za­brać do so­lid­nej pra­cy dusz­pa­ster­skiej na mia­rę wy­zwań współ­cze­sno­ści. Nie­któ­rym dusz­pa­ste­rzom wy­da­je się, że moż­na da­lej pra­co­wać tak, jak pra­co­wa­li­śmy przed 20 la­ty. Świat się zmie­nia, lu­dzie się zmie­nia­ją, mu­si­my do te­go do­sto­so­wać na­szą ofer­tę dusz­pa­ster­ską. Mu­si­my wresz­cie otwo­rzyć się na współ­pra­cę ze świec­ki­mi i trak­to­wać ich praw­dzi­wie pod­mio­to­wo. Bło­go­sła­wio­ny Jan Pa­weł II uczył nas, że to czło­wiek jest dro­gą Ko­ścio­ła.

Ka­te­che­za do­ro­słych przed chrztem dziec­ka. Dla­cze­go po­ja­wi­ła się w tym pro­gra­mie dusz­pa­ster­skim?

Po­nie­waż spo­tka­nie z ro­dzi­ca­mi pro­szą­cy­mi o chrzest dziec­ka jest ogrom­ną szan­są ewan­ge­li­za­cji. Co­raz czę­ściej spo­ty­ka­my sy­tu­acje – zwłasz­cza w du­żych mia­stach – że ro­dzi­ce ży­ją bez Bo­ga, ale chcą ochrzcić swo­je dziec­ko. Ta­ka ka­te­che­za jest nie­kie­dy pierw­szym gło­sze­niem Chry­stu­sa tym oso­bom. A jak to wy­glą­da w rze­czy­wi­sto­ści? Do­kład­nie nie wie­my, bo nikt te­go w Pol­sce jesz­cze nie ba­dał. Z mo­ich oso­bi­stych ob­ser­wa­cji wy­ni­ka, że bar­dzo czę­sto nie ma w pa­ra­fiach so­lid­ne­go przy­go­to­wa­nia ro­dzi­ców i chrzest­nych do chrztu dziec­ka. Ka­te­che­za, któ­rą pro­po­nu­je pro­gram dusz­pa­ster­ski jest po to, by po­móc do­ro­słym ukształ­to­wać w so­bie doj­rza­łą po­sta­wę wia­ry, któ­ra za­pew­ni pra­wi­dło­wy roz­wój wia­ry dziec­ka. Ak­cent nie jest po­ło­żo­ny na wspie­ra­nie dziec­ka w roz­wo­ju wia­ry, ale na roz­wój wia­ry do­ro­słych. Dziś po­trze­bu­je­my wyjść ewan­ge­li­za­cyj­nych na uli­ce i sta­dio­ny, ale jesz­cze bar­dziej so­lid­nej for­ma­cji dla tych, któ­rzy cią­gle jesz­cze przy­cho­dzą do kan­ce­la­rii pa­ra­fial­nych pro­sić o chrzest swo­ich dzie­ci. Trze­ba brać pod uwa­gę, że to się mo­że zmie­nić. Wów­czas my bę­dzie­my szu­kać lu­dzi i py­tać, czy nie ze­chcą ochrzcić swo­ich dzie­ci. In­struk­cja, ja­ką opra­co­wa­ła Ko­mi­sja Wy­cho­wa­nia KEP pro­po­nu­je trzy spo­tka­nia dla ro­dzi­ców i chrzest­nych przed chrztem dziec­ka. Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech wy­da­ło wła­śnie ma­te­ria­ły do pro­wa­dze­nia ta­kiej ka­te­che­zy.

Na co szcze­gól­nie po­win­na zwró­cić uwa­gę mło­dzież w pro­gra­mie „Wie­rzę w Sy­na Bo­że­goˮ?

Ogól­no­pol­ski pro­gram dusz­pa­ster­ski jest for­mą pod­sta­wy pro­gra­mo­wej słu­żą­cej do opra­co­wa­nia ma­te­ria­łów szcze­gó­ło­wych dla kon­kret­nych die­ce­zji, zgro­ma­dzeń za­kon­nych, ru­chów, wspól­not czy dusz­pa­sterstw. To nie jest pro­gram skie­ro­wa­ny wprost do mło­dzie­ży, ale mło­dzież mo­że się w nim od­na­leźć – za­rów­no w pra­cy bi­blij­nej, jak i w re­ko­lek­cjach ewan­ge­li­za­cyj­nych. Pro­gram oży­wie­nia i kształ­to­wa­nia du­cho­wo­ści chrzciel­nej – ja­ki pro­po­nu­je czte­ro­let­ni plan dusz­pa­ster­ski – jest bar­dzo cie­ka­wą pro­po­zy­cją tak­że dla lu­dzi mło­dych. Wszyst­kie ru­chy od­no­wy Ko­ścio­ła idą dro­gą od­no­wy przy­mie­rza chrzciel­ne­go.