Dać się porwać Tajemnicy!

O Bo­żym Na­ro­dze­niu w klasz­to­rze, świą­tecz­nych ra­do­ściach i smut­kach – z oj­cem Le­onem Kna­bi­tem, be­ne­dyk­ty­nem z Tyń­ca roz­ma­wia Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz.

Cze­go nie mo­że za­brak­nąć w Świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia u Be­ne­dyk­ty­nów?

Przede wszyst­kim nie po­win­no za­brak­nąć lu­dzi. W klasz­to­rze pil­nu­je­my, aby świę­ta Bo­że­go Na­ro­dze­nia i Wi­gi­lię ob­cho­dzi­li wszy­scy w klasz­to­rze i wte­dy nie ma wy­jaz­dów. To jest nasz dom. Człon­ko­wie klasz­to­ru nie wy­jeż­dża­ją na Wi­gi­lię do do­mów ro­dzin­nych. Dzię­ki te­mu ta mi­łość, któ­ra cza­sem w cią­gu ro­ku za­ku­rzy się, zo­sta­je od­świe­żo­na i da­je im­puls, aby tak da­lej cią­gnąć do ko­lej­nych Wi­gi­lii.

Jak wy­glą­da­ła Wi­gi­lia u Oj­ca Le­ona w do­mu?

Kie­dy by­li­śmy dzieć­mi, za­wsze by­ło mi­ło i sym­pa­tycz­nie. Przy­jeż­dża­ła bab­cia, by­ły przy­go­to­wa­nia, pre­zen­ty. Cie­szy­li­śmy się pre­zen­ta­mi i cho­in­ką. Nie pa­mię­tam, że­bym cho­dził na pa­ster­kę, uczest­ni­czy­li w niej do­ro­śli. A po­tem wy­bu­chła woj­na. Niem­cy aresz­to­wa­li mo­je­go ta­tu­sia i Bo­że Na­ro­dze­nie spę­dził w wię­zie­niu w ocze­ki­wa­niu na roz­strze­la­nie. Zgi­nął w noc syl­we­stro­wą w 1943 ro­ku. Póź­niej świę­ta już nie by­ły ta­kie sa­me. Kładł się już na nich pe­wien cień smut­ku... Nie mo­gę te­go za­po­mnieć, na za­wsze po­zo­sta­ło to w mo­jej du­szy, ten smu­tek... A ilu w sta­nie wo­jen­nym mia­ło smut­ne Bo­że Na­ro­dze­nie? Prze­cież gi­nę­li naj­bliż­si. A gru­dzień na Wy­brze­żu? A w obo­zach? Tak­że dzi­siaj wie­lu lu­dziom świę­ta nie nio­są ra­do­ści. Dla­te­go tak po­trzeb­ny jest ten pło­mień ja­sno­ści i na­dziei pły­ną­cy ze żłób­ka. Gdy za­śpie­wa­my „W żło­bie le­ży”, czy „Bóg się ro­dzi” – to smu­tek się umniej­sza.

Jak spę­dza się świę­ta w klasz­to­rze?

Jak w ro­dzi­nie, ty­le że jest nas 35 czy 40. Moż­na do­brze zjeść i się nie spaść, jak wi­dać na za­łą­czo­nym ob­raz­ku. Kie­dy by­łem kro­ni­ka­rzem klasz­to­ru, to wy­pi­sy­wa­łem skru­pu­lat­nie wszyst­kie wi­gi­lij­ne po­tra­wy, aby po­tom­ni wie­dzie­li, co w Bo­że Na­ro­dze­nie je­dzo­no w klasz­to­rze w Tyń­cu. Ry­ba fa­sze­ro­wa­na, w ga­la­re­cie i sma­żo­na. Ko­niecz­nie kom­pot z su­szu, z ja­błek i śli­wek. Jest też ku­tia i klu­ski z ma­kiem. Obo­wiąz­ko­wo barsz­czyk czer­wo­ny, ja­ki je się tyl­ko w Wi­gi­lię, z uszka­mi na­dzie­wa­ny­mi grzy­ba­mi. I cho­in­ka stoi, i śpie­wa­my ko­lę­dy. Prze­ło­żo­ny wszyst­kim skła­da ży­cze­nia, a po­tem pod­cho­dzi­my do sie­bie i ła­mie­my się opłat­kiem. Oczy­wi­ście o pół­no­cy bie­rze­my wszy­scy udział w tra­dy­cyj­nej pa­ster­ce, po­prze­dzo­nej świą­tecz­ną Go­dzi­ną czy­tań.

 

 

Ja­ka jest Oj­ca ulu­bio­na ko­lę­da?

Wła­ści­wie to wszyst­kie mi się po­do­ba­ją. Ale chy­ba naj­bar­dziej „Bóg się ro­dzi, moc tru­chle­je”. Bo po­trze­ba, aby cho­ciaż tro­szecz­kę „moc stru­chla­ła” wo­bec Bo­ga, któ­ry przy­cho­dzi na świat. Lu­bię też ko­lę­dę „Za­śnij Je­zu­niu, Świę­te Dzie­cię” i „W szo­pie, w szo­pie, we żłó­becz­ku”. Mam pięk­ne sko­ja­rze­nia z ko­lę­da­mi. By­łem mi­ni­stran­tem w Sie­dl­cach, w ka­te­drze. Ko­lę­dy śpie­wa­ne pod­czas Mszy Świę­tych, do któ­rych słu­ży­łem, utkwi­ły mi bar­dzo w pa­mię­ci. Jesz­cze dzi­siaj gdy sły­szę ko­lę­dę „Ja­sna Pan­na Sy­na zro­dzi­ła”, zwłasz­cza wy­ko­na­ną przez chór Or­ga­num w fil­har­mo­nii, to mi ciar­ki prze­cho­dzą.

Co zro­bić, aby w Świę­ta nie do­ty­kać je­dy­nie war­stwy uczu­cio­wej, no­stal­gicz­nej, ży­cze­nio­wej?

Jed­nym ak­tem nie da się te­go zro­bić. Trze­ba wieść ży­cie chrze­ści­jań­skie. Pa­mię­tać o mo­dli­twie, o Mszy Świę­tej w nie­dzie­le, wy­cho­wy­wać dzie­ci re­li­gij­nie i z mi­ło­ścią. Bo­że Na­ro­dze­nie to świę­to ro­dzin­ne, bę­dą­ce waż­nym skład­ni­kiem pol­skiej re­li­gij­no­ści.

Pro­szę o krót­ką in­struk­cję: jak na­le­ży­cie, god­nie prze­żyć Wi­gi­lię i świę­ta?

Przede wszyst­kim trze­ba być w sta­nie ła­ski. Wte­dy bę­dziesz z Pa­nem Bo­giem. A „je­śli Bóg jest na pierw­szym miej­scu, wte­dy wszyst­ko in­ne jest na swo­im miej­scu”. I je­śli się w Bo­że Na­ro­dze­nie przy­stą­pi do Ko­mu­nii św., to jest na­dzie­ja, że bę­dzie­my pa­trzy­li na sie­bie z mi­ło­ścią. Choć po­tem znów iskrzy. Mi­łość Bo­ża ogar­nia wszyst­ko. Trze­ba dać się po­rwać ta­jem­ni­cy, że Bóg stał się Czło­wie­kiem. Le­pie­nie pie­ro­gów, po­rząd­ki, za­ku­py – to wszyst­ko ma sens ja­ko przy­go­to­wa­nie. I je­śli je Pa­nu Bo­gu od­da­my, to na­le­ży­cie prze­ży­je­my ten Dzień ozna­czo­ny czer­wo­ną kart­ką w ka­len­da­rzu.

Odnaleźć sens Bożego Narodzenia

Tyl­ko nie ko­mer­cja!” – nie­mal zgod­nym chó­rem za­wo­ła­li ucznio­wie w kla­sie, w któ­rej tuż przed Ad­wen­tem pod­ją­łem pró­bę roz­mo­wy o uda­nych świę­tach. Wła­ści­wie do mnie na­le­ża­ło tyl­ko upo­rząd­ko­wa­nie roz­mo­wy, da­lej „sa­mo po­szło” – tak wie­le każ­dy miał prze­my­śleń, o któ­rych chciał opo­wie­dzieć.

Naj­sku­tecz­niej­sze, bo naj­prost­sze

Oka­za­ło się, że wy­star­czy spi­sać wy­po­wie­dzi uczniów II kla­sy li­ceum i już otrzy­mu­je­my nie­zwy­kle prak­tycz­ny po­rad­nik, jak prze­żyć świę­ta w spo­sób nie­po­wta­rzal­ny, pięk­ny i pe­łen no­wych wra­żeń. Za­tem po­słu­chaj­cie...

Pa­rę lat te­mu po­sta­no­wi­li­śmy zre­zy­gno­wać z tra­dy­cyj­nie przy­go­to­wy­wa­nych pre­zen­tów pod cho­in­kę… Na ten po­mysł wpadł ta­ta, któ­ry za­wsze umie za­sko­czyć. Oczy­wi­ście, nie cał­kiem zre­zy­gno­wa­li­śmy z pre­zen­tów – da­je­my je so­bie na Trzech Kró­li, ale oczy­ści­li­śmy at­mos­fe­rę Bo­że­go Na­ro­dze­nia. Dwie młod­sze sio­stry – bliź­niacz­ki mia­ły naj­wię­cej opo­rów, gdy usły­sza­ły ten po­mysł, ale po­wie­dzie­li­śmy so­bie, że to tak na pró­bę i że już od na­stęp­ne­go ro­ku mo­że­my wró­cić do daw­ne­go zwy­cza­ju cho­in­ko­wych da­rów. Mi­nę­ło już jed­nak pięć lat od tam­tej roz­mo­wy i na pew­no nikt z nas nie chce zmie­niać no­we­go zwy­cza­ju, ta­kie to faj­ne. Świę­ta są praw­dzi­wy­mi świę­ta­mi!

Da­rek

U nas jest zwy­czaj prze­nie­sio­ny – jak mó­wią ro­dzi­ce – jesz­cze od cza­su ich pra­dziad­ków, mia­no­wi­cie wy­trzy­mu­je­my at­mos­fe­rę ad­wen­to­wą i sa­me świę­ta wkra­cza­ją do na­sze­go do­mu do­pie­ro w wi­gi­lię ko­ło po­łu­dnia. Cho­ciaż za­wsze ro­dzi­ce przy­go­tu­ją cho­in­kę wcze­śniej, ale ona stoi na po­dwór­ku moc­no za­wi­nię­ta, wno­si­my ją do du­że­go po­ko­ju do­pie­ro w wi­gi­lię po do­pię­ciu wszyst­kich in­nych przy­go­to­wań. Cią­giem dal­szym tych sta­rych ro­dzin­nych zwy­cza­jów jest ubie­ra­nie cho­in­ki, w któ­rej mu­szą uczest­ni­czyć wszy­scy – każ­dy wie­sza to, co sam wła­sno­ręcz­nie przy­go­to­wał. To przy­go­to­wa­nie to wy­peł­nie­nie wszyst­kich nie­dziel Ad­wen­tu, w któ­rym zre­zy­gno­wa­li­śmy z oglą­da­nia te­le­wi­zji i sia­da­my przy roz­ło­żo­nym naj­więk­szym sto­le, ro­biąc i na­pra­wia­jąc ozdo­by. Dzia­dek mó­wi, że­by od ra­zu umarł, gdy­by ktoś po­wie­sił na cho­in­ce co­kol­wiek ku­pio­ne­go w skle­pie. I nikt jak do­tąd nie od­wa­żył się ry­zy­ko­wać ży­ciem dziad­ka. A tak na mar­gi­ne­sie, czy nie sły­sze­li­ście gdzieś o kon­kur­sie na wy­gląd ozdo­bio­nej cho­in­ki – na­sza wy­glą­da nie­po­wta­rzal­nie – wi­szą na niej i kro­kow­skie czap­ki, i stru­sie z wy­dmu­szek, i miś­ki zro­bio­ne z po­ma­lo­wa­nych na zło­to orze­chów, i łań­cu­chy wy­ko­na­ne przez tych, któ­rzy ma­ją naj­mniej­sze zdol­no­ści ma­nu­al­ne – to za­wsze się uda­je.

Mo­ni­ka

Dwie rze­czy ko­ja­rzą mi się ze świę­ta­mi… Na­wet nie je­dze­nie, ma­ma kie­dyś po­sta­no­wi­ła, że świą­tecz­ne po­tra­wy – jak za­mó­wi­my – zro­bi na­wet w lip­cu, ale pre­zen­ty i ko­lę­dy. Bab­cia Pa­mię­ta cza­sy strasz­nej bie­dy – jak hi­tle­row­cy na­pa­dli na Pol­skę – i pro­si nas za­wsze, by pre­zen­ty by­ły z ser­ca, a nie z port­fe­la. Zna­czy to, że da­je­my so­bie na­wza­jem tyl­ko ta­kie przed­mio­ty, któ­re sa­mi zro­bi­li­śmy. Wszyst­kie skar­pe­ty, kra­wa­ty, wdzian­ka i sza­li­ki ku­pu­je­my so­bie kie­dy in­dziej. Na­sze pre­zen­ty to za­kład­ki do ksią­żek, dom­ki dla la­lek (ta­ta jest mi­strzem w ro­bie­niu ta­kich dom­ków), czap­ki i rę­ka­wicz­ki zi­mo­we (to do­me­na bab­ci). No i co kto wy­my­śli i umie zro­bić. Dru­ga rzecz, któ­rą ko­ja­rzę ze świę­ta­mi, to ko­lę­dy. Ma­my śpiew­ni­ki i za­wsze śpie­wa­my wszyst­kie zwrot­ki. Każ­dy z nas umie na czymś grać i sa­mi akom­pa­niu­je­my. Świę­ta są od­lo­to­we!

Ma­ciek

Od cza­su wy­pad­ku, w któ­rym zgi­nął ta­ta, świę­ta są zu­peł­nie in­ne, ale za­wsze wzru­sza­ją­ce – nie sie­dzi­my u sie­bie w do­mu, ale ma­ma wy­bie­ra miej­sce, gdzie po­je­dzie­my – w ubie­głym ro­ku to był dom dziec­ka, w tym ro­ku to bę­dzie dom dla osób star­szych.

Ma­ry­sia

Betlejem sióstr bernardynek

Bez­po­śred­nie przy­go­to­wa­nie do świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia za­czy­na się u sióstr ber­nar­dy­nek 16 grud­nia. Wte­dy to roz­po­czy­na­na jest No­wen­na do Dzie­ciąt­ka Je­zus, któ­ra w klasz­to­rze ma cha­rak­ter bar­dzo uro­czy­sty. Sio­stry w pro­ce­sji ob­cho­dzą ko­ry­ta­rze klasz­tor­ne i od­ma­wia­ją cząst­kę Ró­żań­ca. Na koń­cu idzie mat­ka prze­ło­żo­na, nio­sąc fi­gur­kę Dzie­ciąt­ka Je­zus.

24 grud­nia sio­stry wsta­ją o zwy­kłej dla sie­bie po­rze, tzn. przed pią­tą. We­dług har­mo­no­gra­mu do go­dzi­ny 17:00 dzień ten nie róż­ni się od zwy­kłe­go dnia. Wy­czu­wal­na jest jed­nak świą­tecz­na at­mos­fe­ra, z kuch­ni do­bie­ga­ją za­pa­chy wi­gi­lij­nych po­traw, a w ca­łym klasz­to­rze pach­nie la­sem z po­wo­du de­ko­ro­wa­nia cel i re­fek­ta­rza igli­wiem. Sio­stry, po­za skrom­nym ran­nym śnia­da­niem, ca­ły dzień po­szczą. Jak mó­wi mat­ka We­ro­ni­ka Wę­grzyn: – Ran­gę uro­czy­sto­ści pod­kre­śla­ją bia­łe wy­kroch­ma­lo­ne ob­ru­sy, na któ­rych le­żą opłat­ki, a pod ni­mi sian­ko. Na każ­dym sto­le stoi przy­go­to­wa­ny przez sio­stry świą­tecz­ny stro­ik, „upię­ty” z ży­wych ga­łą­zek cho­in­ki. Obok mo­je­go sto­łu stoi cho­in­ka, a pod nią żłó­bek z Dzie­ciąt­kiem. Nie bra­ku­je też pu­ste­go ta­le­rza – gdy­by ktoś z prze­cho­dzą­cych, sa­mot­nych za­pu­kał do fur­ty – pod­kre­śla.

 

 

Ser­nik bo­żo­na­ro­dze­nio­wy sióstr ber­nar­dy­nek w Koń­czy­skach

1 kost­ka mar­ga­ry­ny

50 dag cu­kru pu­dru

12 ja­jek

1,35 kg bia­łe­go se­ra

1 łyż­ka mą­ki pszen­nej

1 łyż­ka mą­ki ziem­nia­cza­nej (za­miast mą­ki mo­że być bu­dyń – naj­le­piej śmie­tan­ko­wy)

1 ły­żecz­ka prosz­ku do pie­cze­nia

2 łyż­ki ru­mu

ba­ka­lie (mo­gą być też po­kro­jo­ne brzo­skwi­nie z pusz­ki)

 

Mar­ga­ry­nę utrzeć z cu­krem i żółt­ka­mi, na­stęp­nie do­dać zmie­lo­ny ser i da­lej ucie­rać (do­syć dłu­go), aż nie bę­dzie gru­dek. Do­dać wy­mie­sza­ne z prosz­kiem do pie­cze­nia oba ro­dza­je mą­ki lub mą­ki z bu­dy­niem, na­stęp­nie do­dać ba­ka­lie lub po­kro­jo­ne brzo­skwi­nie z pusz­ki i rum. Na ko­niec do­dać ubi­tą pia­nę i lek­ko wy­mie­szać. Wy­ło­żyć na blasz­kę i piec w temp. 190 stop­ni ok. 60 min. Moż­na po ok. 40 min. pie­cze­nia na wierz­chu po­ło­żyć ubi­tą pia­nę z 3–4 bia­łek z 3–4 łyż­ka­mi cu­kru. Piec jesz­cze ok. 15 min. Po upie­cze­niu nie wy­cią­gać ser­ni­ka od ra­zu z blasz­ki.

Wraz z po­ja­wie­niem się pierw­szej gwiaz­dy na nie­bie, sio­stry gro­ma­dzą się, aby roz­po­cząć wie­cze­rzę. Naj­pierw zo­sta­je od­mó­wio­na mo­dli­twa, póź­niej sio­stry od­śpie­wu­ją ko­lę­dę, a na­stęp­nie mat­ka prze­ło­żo­na prze­ka­zu­je ży­cze­nia na­de­sła­ne do klasz­to­ru, po czym skła­da ży­cze­nia sio­strom – naj­pierw ogól­ne dla ca­łej wspól­no­ty, a póź­niej in­dy­wi­du­al­ne dla każ­dej z sióstr. Wresz­cie wszyst­kie sio­stry skła­da­ją so­bie na­wza­jem ży­cze­nia. Je­dze­nie po­szcze­gól­nych po­sił­ków prze­ry­wa­ne jest śpie­wem ko­lęd.

Klasz­tor Mni­szek Ber­nar­dy­nek w Koń­czy­skach k. Za­kli­czy­na nad Du­naj­cem po­wstał w 1883 r. Je­go za­ło­ży­ciel­ką by­ła Mat­ka Ja­dwi­ga Jur­kie­wicz. Obec­nie w klasz­to­rze prze­by­wa oko­ło dwu­dzie­stu mni­szek.

O godz. 23:00 roz­po­czy­na się pro­ce­sja po klasz­to­rze – ostat­ni dzień No­wen­ny z Dzie­ciąt­kiem ze żłób­ka. Tym ra­zem śpie­wa­my ko­lę­dy. Na ko­niec mat­ka prze­ło­żo­na bło­go­sła­wi sio­stry, po czym w ka­pli­cy zo­sta­je od­pra­wio­na pa­ster­ka. W dzień Bo­że­go Na­ro­dze­nia, za­miast tra­dy­cyj­ne­go po­ran­ne­go dzwon­ka, sio­stry bu­dzą de­li­kat­ne dzwo­necz­ki anio­łów i pa­ste­rzy – czy­li kil­ka sióstr prze­bra­nych za pierw­szych go­ści be­tle­jem­skiej szo­py, pod­cho­dzi do cel po­zo­sta­łych sióstr, śpie­wa­jąc ko­lę­dy, a w za­mian do­sta­ją coś słod­kie­go. Naj­młod­sze sio­stry by­wa­ją te­go ran­ka nie­co za­sko­czo­ne. Po dłu­gich dniach ci­szy i po­ran­ne­go mil­cze­nia roz­le­ga się śpiew ko­lęd. Dni świą­tecz­ne spę­dza­my ra­zem – re­kre­acja trwa ca­ły dzień. Dru­gi dzień świąt Bo­że­go Na­ro­dze­nia to dzień od­wie­dzin naj­bliż­szych, przy­ja­ciół, zna­jo­mych – do­da­je za­kon­ni­ca.

 

Ka­je­tan Raj­ski

 

Dziew­czy­ny za­in­te­re­so­wa­ne po­zna­niem ży­cia klasz­to­ru ss. ber­nar­dy­nek, mo­gą pi­sać na ad­res:

Sio­stry Ber­nar­dyn­ki

Koń­czy­ska 5

32–840 Za­kli­czyn n. Du­naj­cem

e‑mail: bweronika@poczta.fm

tel.: 14 665 34 98

 

Przychodzi do nas Syn Boży

Dzie­cię nam się na­ro­dzi­ło, Syn zo­stał nam da­ny” (Iz 9, 5). W sło­wach pro­ro­ka Iza­ja­sza, któ­re usły­sze­li­śmy w pierw­szym czy­ta­niu, za­war­ta jest praw­da Bo­że­go Na­ro­dze­nia, któ­rą tej no­cy ra­zem jesz­cze raz prze­ży­wa­my. (…) Ro­dzi się Dzie­cię w staj­ni be­tle­jem­skiej. Ro­dzi się za­tem w wa­run­kach skraj­nej nę­dzy – ubo­gie wśród ubo­gich. Jed­nak Ten, któ­ry się ro­dzi, jest „Sy­nem” w peł­nym te­go sło­wa zna­cze­niu: „ Syn zo­stał nam da­ny”. To Dzie­cię to Syn Bo­ży, współ­istot­ny Oj­cu. (…) „Sło­wo sta­ło się cia­łem” (J 1, 14). Tej nad­zwy­czaj­nej no­cy Przed­wiecz­ne Sło­wo, „Ksią­żę Po­ko­ju” (Iz 9, 5), ro­dzi się w nędz­nej, zim­nej gro­cie w Be­tle­jem. „Nie bój­cie się! – mó­wi anioł do pa­ste­rzy – (...) trwaj­my w mil­cze­niu i uwiel­bie­niu! O, Dzie­cię, któ­reś ze­chcia­ło mieć za ko­ły­skę żłób! O, Stwo­rzy­cie­lu wszech­świa­ta, któ­ry wy­rze­kłeś się Bo­skiej chwa­ły! O, nasz Od­ku­pi­cie­lu, któ­ry wy­da­łeś swe bez­bron­ne cia­ło na ofia­rę za zba­wie­nie ludz­ko­ści! Niech blask Two­je­go na­ro­dze­nia roz­ja­śni noc świa­ta. Niech moc Two­je­go orę­dzia mi­ło­ści zni­we­czy but­ne pod­stę­py złe­go. Niech dar Two­je­go ży­cia po­zwo­li nam co­raz le­piej ro­zu­mieć, ja­ką war­tość ma ży­cie każ­dej ludz­kiej isto­ty. (…) Przy­cho­dzisz, by przy­nieść nam po­kój. Ty je­steś na­szym po­ko­jem! Tyl­ko Ty mo­żesz z nas uczy­nić „lud oczysz­czo­ny”, któ­ry za­wsze bę­dzie do Cie­bie na­le­żał, lud „gor­li­wy w speł­nia­niu do­brych uczyn­ków” (Tt 2, 14). „Dzie­cię nam się na­ro­dzi­ło, Syn zo­stał nam da­ny!”. Ja­kąż nie­zgłę­bio­ną ta­jem­ni­cę kry­je w so­bie po­ko­ra te­go Dzie­cię­cia! Nie­mal chcie­li­by­śmy Go do­tknąć. Chcie­li­by­śmy Je ob­jąć. Ty, Ma­ry­jo, czu­wa­ją­ca nad swo­im wszech­mo­gą­cym Sy­nem, daj nam Twe oczy, by­śmy pa­trzy­li na Nie­go z wia­rą; daj nam Twe ser­ce, by­śmy wiel­bi­li Go z mi­ło­ścią. W swej pro­sto­cie be­tle­jem­skie Dzie­cię uczy nas od­kry­wać na no­wo praw­dzi­wy sens na­sze­go ży­cia. (…)

 

bł. Jan Pa­weł II

Wa­ty­kan, 25.12.2003 r.

 

Boże Narodzenie świętem Syna Bożego

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W okre­sie Ad­wen­tu li­tur­gia uwy­pu­kla szcze­gól­nie dwie po­sta­cie, któ­re przy­go­to­wu­ją przyj­ście Me­sja­sza: Naj­święt­szą Ma­ry­ję Pan­nę i Ja­na Chrzci­cie­la. (…) „Wszyst­kie czte­ry Ewan­ge­lie na po­cząt­ku dzia­łal­no­ści Je­zu­sa umiesz­cza­ją po­stać Ja­na Chrzci­cie­la, uka­zu­jąc go ja­ko Je­go po­przed­ni­ka. Świę­ty Łu­kasz po­wią­za­nie oby­dwu po­sta­ci i ich po­słan­nic­twa przed­sta­wił wcze­śniej. Wza­jem­ne re­la­cje mię­dzy Je­zu­sem a Ja­nem uka­za­ne są już w ich po­czę­ciu i na­ro­dze­niu” (Je­zus z Na­za­re­tu. Dzie­ciń­stwo, s. 27). (…) Łu­kasz od­rzu­ca po­nad­to wszel­kie, czę­sto spo­ty­ka­ne, mi­tycz­ne od­czy­ta­nie Ewan­ge­lii i umiesz­cza ży­cie Ja­na Chrzci­cie­la w kon­tek­ście hi­sto­rycz­nym. (…) Dla Bo­ga wiel­cy hi­sto­rii two­rzą tło dla ma­lucz­kich!

Jan Chrzci­ciel okre­śla się ja­ko „głos wo­ła­ją­ce­go na pu­sty­ni: Przy­go­tuj­cie dro­gę Pa­nu, pro­stuj­cie ścież­ki dla Nie­go!” (Łk 3, 4). Głos gło­si sło­wo, ale w tym przy­pad­ku Sło­wo Bo­że jest wcze­śniej­sze, po­nie­waż to Ono sa­mo zstę­pu­je na Ja­na, sy­na Za­cha­ria­sza, na pu­sty­ni (por. Łk 3, 2). Ma On za­tem wiel­ką ro­lę do wy­peł­nie­nia, ale za­wsze w od­nie­sie­niu do Chry­stu­sa. (…) Na­szym za­da­niem jest dzi­siaj wsłu­cha­nie się w głos, aby dać miej­sce i go­ści­nę w ser­cu Je­zu­so­wi, Sło­wu, któ­re nas zba­wia. W tym cza­sie Ad­wen­tu przy­go­tuj­my się, by wi­dzieć oczy­ma wia­ry, w skrom­nej Gro­cie Be­tle­jem­skiej, Bo­że zba­wie­nie (por. Łk 3, 6).

W spo­łe­czeń­stwie kon­sump­cyj­nym, w któ­rym je­ste­śmy ku­sze­ni do po­szu­ki­wa­nia ra­do­ści w rze­czach ma­te­rial­nych Jan Chrzci­ciel uczy nas ży­cia tym, co naj­istot­niej­sze, aby Bo­że Na­ro­dze­nie by­ło prze­ży­wa­ne nie tyl­ko ja­ko świę­to ze­wnętrz­ne, ale ja­ko świę­to Sy­na Bo­że­go, któ­ry przy­szedł, aby przy­nieść lu­dziom po­kój, ży­cie i praw­dzi­wą ra­dość.

Ma­cie­rzyń­skie­mu wsta­wien­nic­twu Ma­ryi, Dzie­wi­cy Ad­wen­tu, po­wierz­my na­szą dro­gę na spo­tka­nie Pa­na, któ­ry przy­by­wa, aby­śmy by­li go­to­wi do przy­ję­cia w ser­cu i w ca­łym ży­ciu Em­ma­nu­ela, czy­li Bo­ga z na­mi.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 9.12.2012 r.


 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Co mo­że być naj­cie­kaw­sze i naj­waż­niej­sze w nu­me­rze świą­tecz­nym? Do naj­cie­kaw­sze­go za chwi­lę doj­dzie­my, a naj­waż­niej­sze jest to, że Pan Bóg jest nie­skoń­cze­nie cier­pli­wy (bo jest wier­ny!) i mó­wi do nas tak dłu­go, aż zro­zu­mie­my, po co Je­go Syn przy­szedł na ten świat. Ży­czę so­bie i Wam wszyst­kim, by­śmy jak naj­prę­dzej przy­ję­li praw­dę o Wcie­le­niu Sy­na Bo­że­go (czy­li o tym, że przy­jął ludz­kie cia­ło) i by jak naj­szyb­ciej ta praw­da prze­mie­ni­ła na­sze ży­cie.

Co ma prze­mie­niać? Na przy­kład to, o czym moż­na prze­czy­tać na stro­nach po­świę­co­nych hi­sto­rii (27–29). Aby nikt nie mu­siał prze­ży­wać świąt jak na­si bo­ha­te­ro­wie – pod­czas wo­jen, na ze­sła­niu, czy w sta­nie ja­kie­go­kol­wiek nie­po­ko­ju. Al­bo to, o czym prze­czy­ta­cie na stro­nie 21 („Bez ście­my”).

Pod­czas świąt chce­my być z naj­bliż­szy­mi… Ale dzię­ki obec­nej DRODZE mo­że­my, nie ru­sza­jąc się z do­mu, od­wie­dzić za­rów­no sio­stry ber­nar­dyn­ki w Koń­czy­skach (s. 14) jak i tych, któ­rzy prze­by­wa­ją w Wiel­kiej Bry­ta­nii (s. 16–17). Mo­że­my przy­po­mnieć so­bie, co na­praw­dę wie­my o wy­da­rze­niach opi­sa­nych w Bi­blii (s. 9) i do­wie­dzieć się, co o Wi­gi­lii i Świę­tach mó­wi o. Le­on Kna­bit z Tyń­ca (s. 15).

No i jesz­cze dwie za­gad­ki… W ilu ar­ty­ku­łach te­go nu­me­ru wspo­mnia­ny jest ob­raz Jac­ka Mal­czew­skie­go „Wi­gi­lia na Sy­be­rii”? Kie­dy i gdzie moż­na prze­żyć „ta­necz­ne re­ko­lek­cje”?

Do zo­ba­cze­nia w no­wym ro­ku!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski