Ratunek na dwóch kółkach

Z Ka­ro­li­ną Woj­ta­now­ską, ko­or­dy­na­tor­ką ra­tow­ni­ków z Mo­to­cy­klo­we­go i Ro­we­ro­we­go Ochot­ni­cze­go Po­go­to­wia Ra­tun­ko­we­go R2 roz­ma­wia Jo­lan­ta Tę­cza-Ćwierz.

Ja­ki jest cel, idea Mo­to­cy­klo­we­go i Ro­we­ro­we­go Ochot­ni­cze­go Po­go­to­wia Ra­tun­ko­we­go?

Głów­nym ce­lem na­szej dzia­łal­no­ści jest skra­ca­nie cza­su do­jaz­du do po­szko­do­wa­ne­go w wy­pad­ku. Udzie­la­my kwa­li­fi­ko­wa­nej po­mo­cy oso­bom po­szko­do­wa­nym w wy­ni­ku róż­nych zda­rzeń lo­so­wych. Na­szym pa­tro­nem jest Ra­fa­el, któ­ry w tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej po­ja­wia się ja­ko po­moc­nik le­ka­rzy i cho­rych.

Ja­kie by­ły po­cząt­ki R2?

Dzia­ła­my od 7 lat. Pew­ne­go dnia gru­pa mo­to­cy­kli­stów-za­pa­leń­ców stwier­dzi­ła, że łą­czy ich coś wię­cej niż mi­łość do szyb­kiej jaz­dy na mo­to­rach. Pra­gnę­li tak­że nieść po­moc in­nym lu­dziom. W Kra­ko­wie bar­dzo czę­sto stoi w kor­kach ca­łe mia­sto, tyl­ko na mo­to­cy­klu moż­na się szyb­ko po­ru­szać i bez tru­du prze­my­kać mię­dzy sa­mo­cho­da­mi. Ra­tow­nik na mo­to­cy­klu do­trze do ofiar wy­pad­ku przed ka­ret­ką po­go­to­wia, szyb­ciej udzie­li po­mo­cy. A to w sy­tu­acjach kry­tycz­nych jest prze­cież naj­waż­niej­sze. I tak z po­łą­cze­nia po­trze­by ra­to­wa­nia ludz­kie­go ży­cia i mo­to­cy­klo­wej pa­sji na­ro­dził się po­mysł utwo­rze­nia Mo­to­cy­klo­we­go Ochot­ni­cze­go Ra­tow­nic­twa Dro­go­we­go – R2.

Co ozna­cza na­zwa R2?

Na­zwa wzię­ła się od po­dwój­nej li­te­ry R, wy­stę­pu­ją­cej w na­zwie Ra­fa­el-Ra­tow­nik oraz Re­scue Ri­der (ang. jeź­dziec-ra­tow­nik).

Czym R2 róż­ni się od tra­dy­cyj­ne­go po­go­to­wia ra­tun­ko­we­go?

Je­ste­śmy jed­nost­ka­mi, któ­re się wspie­ra­ją. R2 sta­ra się do­je­chać jak naj­szyb­ciej na miej­sce zda­rze­nia, po­nie­waż na mo­to­cy­klu czy ro­we­rze znacz­nie ła­twiej prze­drzeć się przez za­kor­ko­wa­ne mia­sto. Nie ma­my moż­li­wo­ści trans­por­to­wa­nia ran­ne­go do szpi­ta­la ani po­da­wa­nia le­karstw. My udzie­la­my pierw­szej po­mo­cy, po­go­to­wie ra­tun­ko­we udzie­la po­mo­cy spe­cja­li­stycz­nej.

Przyj­mu­je­cie kan­dy­da­tów do pra­cy w Ochot­ni­czym Po­go­to­wiu Ra­tun­ko­wym?

Za­wsze na po­cząt­ku ro­ku roz­po­czy­na­my re­kru­ta­cję i za­pra­sza­my tych, któ­rzy chcą wstą­pić w sze­re­gi R2. Wszy­scy kan­dy­da­ci zo­sta­ją prze­szko­le­ni z za­kre­su ra­tow­nic­twa zgod­ne­go ze spe­cjal­nie utwo­rzo­nym stan­dar­dem dla jed­no­oso­bo­wej jed­nost­ki. Szko­le­nie koń­czy się eg­za­mi­nem.

Ja­kie pre­dys­po­zy­cje po­wi­nien mieć ra­tow­nik me­dycz­ny?

Trze­ba mieć chę­ci, od­wa­gę i wy­trwa­łość. Kan­dy­dat na ra­tow­ni­ka po­wi­nien mieć tak­że de­ter­mi­na­cję do po­ma­ga­nia in­nym. Waż­ne są tak­że okre­ślo­ne umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nal­ne, któ­re w trud­nych sy­tu­acjach po­ma­ga­ją za­pa­no­wać nad wła­sny­mi emo­cja­mi.

Służ­ba w R2 jest ochot­ni­cza. Skąd czer­pie­cie środ­ki na wa­szą dzia­łal­ność?

Nie ma co ukry­wać, bo­ry­ka­my się z pro­ble­ma­mi fi­nan­so­wy­mi. Środ­ki po­zy­sku­je­my w ra­mach dzia­łal­no­ści na­szej fun­da­cji od spon­so­rów i tych, któ­rzy pra­gną od­wdzię­czyć się za otrzy­ma­ną po­moc. Pi­sze­my pro­jek­ty fi­nan­so­we po to, by otrzy­mać pie­nią­dze na na­szą dzia­łal­ność z Unii Eu­ro­pej­skiej lub od Mia­sta Kra­ko­wa. Or­ga­ni­zu­je­my tak­że płat­ne szko­le­nia z za­kre­su udzie­la­nia pierw­szej po­mo­cy.

Ja­kim sprzę­tem dys­po­nu­je­cie?

Ma­my dwa mo­to­cy­kle BMW i je­den Su­zu­ki, a tak­że czte­ry ro­we­ry. Wszyst­kie po­jaz­dy są wy­po­sa­żo­ne w sprzęt nie­zbęd­ny do udzie­la­nia kwa­li­fi­ko­wa­nej pierw­szej po­mo­cy, m.in. AED, czy­li au­to­ma­tycz­ny de­fi­bry­la­tor ze­wnętrz­ny oraz tlen – je­dy­ne le­kar­stwo, któ­re mo­że­my po­da­wać po­szko­do­wa­nym.

W ja­ki spo­sób do­wia­du­je­cie się o wy­pad­kach?

Współ­pra­cu­je­my z Cen­trum Po­wia­da­mia­nia Ra­tun­ko­we­go (nu­mer alar­mo­wy 112). Dzię­ki te­mu wie­my, gdzie coś się sta­ło i ja­ki to wy­pa­dek. Na­si ra­tow­ni­cy nie­zwłocz­nie uda­ją się na miej­sce, by nieść po­moc.

Cze­go wam ży­czyć?

Co­raz lep­szej współ­pra­cy z po­go­to­wiem ra­tun­ko­wym i in­ny­mi służ­ba­mi na te­re­nie Kra­ko­wa. A tak­że te­go, aby­śmy za­czy­na­li i koń­czy­li ko­lej­ne se­zo­ny na­szej pra­cy bez mar­twie­nia się o fi­nan­se.

 

Wolontariusze z czerwonymi nosami

O śmie­cho­te­ra­pii opo­wia­da Elż­bie­ta Ba­ran-Ce­bu­la, psy­cho­log, peł­no­moc­nik i te­ra­peu­ta Fun­da­cji „Dr Clown” w Kra­ko­wie.

Fun­da­cja „Dr Clown” po­wsta­ła po to, że­by...

Że­by nieść ra­dość dzie­ciom prze­by­wa­ją­cym w szpi­ta­lach i pla­ców­kach spe­cjal­nych. Wo­lon­ta­riu­sze w ko­lo­ro­wych stro­jach od­wie­dza­ją dzie­ci i mło­dzież, by w ta­kich chwi­lach po­ka­zać im, że uśmiech wy­star­cza, by świat stał się bar­dziej przy­ja­zny i zmniej­szyć ból.

Cza­sem za­kła­dam czer­wo­ny nos, po­nie­waż...

Po­nie­waż da­wa­nie ra­do­ści dzie­ciom i ich uśmiech są naj­pięk­niej­szy­mi na­gro­da­mi za pra­cę w Fun­da­cji „Dr Clown”. Czer­wo­ny nos po­zwa­la mi wcie­lić się w Dok­to­ra Ka­pe­lu­si­ka i pro­wa­dzić te­ra­pię śmie­chem i za­ba­wą. Nos to ro­dzaj ma­ski, któ­ra uła­twia ra­dze­nie so­bie z emo­cja­mi, któ­rych do­świad­czam na od­dzia­łach, wi­dząc cho­re dzie­ci w róż­nym sta­nie fi­zycz­nym i psy­chicz­nym. Prze­no­sze­nie dzie­ci w świat ma­gii spra­wia, że one za­czy­na­ją wie­rzyć, iż mo­gą wy­zdro­wieć.

W wa­szym ze­spo­le są m.in. Dr Pio­sen­ka, Dr Śmie­szek, Dr Pa­lem­ka. Że­by do was do­łą­czyć trze­ba...

Na­pi­sać do mnie lub za­dzwo­nić (in­for­ma­cje na stro­nie www.drclown.pl) i przyjść na wyj­ście z wo­lon­ta­riu­sza­mi na od­dział szpi­tal­ny ja­ko ob­ser­wa­tor. Póź­niej no­we oso­by co­raz bar­dziej włą­cza­ją się w dzia­ła­nia pod­czas wi­zyt u dzie­ci. W mię­dzy­cza­sie wo­lon­ta­riusz wy­bie­ra so­bie imię, bie­rze udział w szko­le­niach, pod­czas któ­rych uczy się pod­sta­wo­wych sztu­czek ma­gicz­nych i krę­ce­nia zwie­rzą­tek z ba­lo­nów.

Naj­bar­dziej wzru­sza­ją­cym spo­tka­niem z cho­rym dziec­kiem by­ło dla mnie...

Spo­tka­nie z 14- lu­b15-let­nim chłop­cem z po­ra­że­niem mó­zgo­wym, któ­ry nie re­ago­wał na bodź­ce ze­wnętrz­ne. Je­go ma­ma uśmiech­nę­ła się i po­wie­dzia­ła, że­by­śmy szli do in­nych dzie­ci. Wte­dy po­de­szły­śmy do te­go chłop­ca, za­czę­ły­śmy nu­cić, mó­wić do nie­go, a po kil­ku mi­nu­tach uśmiech­nął się do nas. Ten uśmiech pa­mię­tam do dziś. Po­dob­nie jak łzy ma­my te­go chłop­ca.

Kamil Stoch: Opiekuńcze skrzydła Pana Boga

Ka­mil Stoch: Opie­kuń­cze skrzy­dła Pa­na Bo­ga

Na­stęp­ca Ada­ma Ma­ły­sza, choć nie lu­bi być po­rów­ny­wa­ny do swo­je­go wiel­kie­go po­przed­ni­ka i ko­le­gi z re­pre­zen­ta­cji, dziś na­le­ży do świa­to­wej czo­łów­ki naj­lep­szych skocz­ków. Pią­ty za­wod­nik ostat­nie­go Pu­cha­ru Świa­ta. Dzie­sięć ra­zy sta­wał na po­dium PŚ, pięć ra­zy na je­go naj­wyż­szym stop­niu. Nasz naj­lep­szy obec­nie sko­czek nar­ciar­ski Ka­mil Stoch bez pro­ble­mów mó­wi o swo­jej wie­rze, mo­dli­twie, opie­kuń­czych skrzy­dłach Pa­na Bo­ga i pla­nach na no­wy se­zon.

Po­tra­fi łą­czyć wy­czy­no­wy sport z na­uką. W paź­dzier­ni­ku obro­nił pra­cę ma­gi­ster­ską na kra­kow­skiej Aka­de­mii Wy­cho­wa­nia Fi­zycz­ne­go. Bar­dzo do­brze zna ję­zyk an­giel­ski, przy tym jest skrom­nym i spo­koj­nym chło­pa­kiem, li­de­rem na­szej ka­dry. To na nie­go, po za­koń­cze­niu ka­rie­ry przez Ada­ma Ma­ły­sza, spadł cię­żar ocze­ki­wań i na­dziei pol­skich ki­bi­ców. To głów­nie dla nie­go dzie­siąt­ki ty­się­cy pol­skich fa­nów przy­by­wa do Za­ko­pa­ne­go, by do­pin­go­wać i emo­cjo­no­wać się sko­ka­mi. On mó­wi skrom­nie, że waż­na jest ca­ła dru­ży­na, a nie tyl­ko Ka­mil Stoch.

25-la­tek z Za­ko­pa­ne­go jest oso­bą wie­rzą­cą. Wia­rę wy­niósł z do­mu, od ro­dzi­ców i dziad­ków. Choć star­ty w Pu­cha­rze Świa­ta mu te­go nie uła­twia­ją, w każ­dą nie­dzie­lę sta­ra się uczest­ni­czyć we Mszy św. Je­śli nie jest to moż­li­we, wte­dy po­zo­sta­je mo­dli­twa. Kie­dy szcze­gól­nie roz­ma­wia z Pa­nem Bo­giem? – Kie­dy coś mi się nie uda­je, wte­dy od­da­je się pod opie­kuń­cze skrzy­dła Pa­na Bo­ga. Wiem wte­dy, że jest przy mnie, czu­ję to. Mo­dlę się o to, by żad­ne­mu z za­wod­ni­ków nic się nie sta­ło. Bym umiał cie­szyć się ze zwy­cię­stwa i god­nie przy­jął po­raż­kę. Dzię­ku­ję za wszyst­ko Pa­nu Bo­gu, bo Je­my wszyst­ko za­wdzię­czam – mó­wi Ka­mil Stoch. Kim był dla Ka­mi­la bł. Jan Pa­weł II? – Ża­łu­ję, że nie spo­tka­łem się oso­bi­ście z Oj­cem Świę­tym. Jesz­cze nie­daw­no nie do koń­ca chy­ba ro­zu­mia­łem zna­cze­nie, ja­kie ma Je­go na­uka. Do­pie­ro póź­niej do­tar­ło do mnie bar­dzo waż­ne prze­sła­nie, ja­kie zo­sta­wił mło­dym lu­dziom: „Mu­si­cie od sie­bie wy­ma­gać, na­wet, gdy­by in­ni od was nie wy­ma­ga­li”.

Cze­go ocze­ku­je Ka­mil Stoch od no­we­go se­zo­nu? – Chciał­bym na koń­cu se­zo­nu być na po­dium kla­sy­fi­ka­cji ge­ne­ral­nej Pu­cha­ru Świa­ta. Przed dwo­ma la­ty by­łem 10., przed ro­kiem 5. więc te­raz wy­pa­da­ło­by być w czo­ło­wej trój­ce. To mo­je ma­rze­nie, choć wiem, że nikt nie da mi te­go za dar­mo. Bę­dzie bar­dzo trud­no, bo po­ziom pod­no­si się z każ­dym ro­kiem, ale bę­dę wal­czył o ta­ki suk­ces. Fi­zycz­nie i men­tal­nie czu­ję się bar­dzo do­brze. Naj­waż­niej­szą im­pre­zą dla mnie bę­dą w tym se­zo­nie MŚ w Val di Fiem­me, ale rów­nie waż­ny bę­dzie Pu­char Świa­ta. Na pew­no szcze­gól­ne miej­sce ma­ją u mnie za­wo­dy w Za­ko­pa­nem. Za­le­ży mi na do­brym wy­ni­ku przed wła­sną pu­blicz­no­ścią. Cie­szę się, że co­raz le­piej ra­dzą so­bie in­ni ko­le­dzy z re­pre­zen­ta­cji, we­wnętrz­na ry­wa­li­za­cja za­wsze pod­no­si po­ziom w ze­spo­le. Ma­my bar­dzo do­brą at­mos­fe­rę w gru­pie. Bar­dzo się lu­bi­my, wspie­ra­my i je­ste­śmy przy­ja­ciół­mi. To waż­ne. My­ślę, że ta dru­ży­na już się wy­kształ­ci­ła, bar­dzo mnie to cie­szy. W ubie­głym ro­ku dwa ra­zy sta­wa­li­śmy na po­dium PŚ, więc po­win­ni­śmy to te­raz po­wtó­rzyć. Po to tre­nu­je­my, że­by się roz­wi­jać. To jest ten czas, kie­dy nie trze­ba my­śleć i ma­rzyć, tyl­ko wal­czyć i zdo­by­wać. Me­dal w kon­kur­sie dru­ży­no­wym MŚ jest w na­szym za­się­gu – do­da­je nasz czo­ło­wy sko­czek.

 

Agniesz­ka Bia­lik 

Kościół – gościnnym Domem

Na­bierz­cie du­cha i pod­nie­ście gło­wy, po­nie­waż zbli­ża się wa­sze od­ku­pie­nie” (Łk 21, 28). W ewan­ge­licz­nym tek­ście, pod­da­nym nam pod roz­wa­gę (…), św. Łu­kasz ujaw­nia lę­ki, ja­kie nę­ka­ją lu­dzi w ob­li­czu ka­ta­strof, ma­ją­cych na­stą­pić na koń­cu świa­ta. Jed­nak dla kon­tra­stu ewan­ge­li­sta jesz­cze moc­niej uwy­pu­kla ra­do­sną per­spek­ty­wę chrze­ści­jań­skie­go ocze­ki­wa­nia: „Wte­dy uj­rzą Sy­na Czło­wie­cze­go, nad­cho­dzą­ce­go w ob­ło­ku z wiel­ką mo­cą i chwa­łą” (Łk 21, 27). Oto no­wi­na, któ­ra na­peł­nia na­dzie­ją ser­ce wie­rzą­ce­go: Pan przyj­dzie „z wiel­ką mo­cą i chwa­łą”. Dla­te­go ucznio­wie zo­sta­ją we­zwa­ni, aby się nie lę­ka­li, ale po­wsta­li i pod­nie­śli gło­wy, „po­nie­waż zbli­ża się wa­sze od­ku­pie­nie” (Łk 21, 28). Każ­de­go ro­ku na po­cząt­ku Ad­wen­tu li­tur­gia przy­po­mi­na nam tę „do­brą no­wi­nę”, któ­ra roz­brzmie­wa w Ko­ście­le w spo­sób nie­zwy­kle wy­mow­ny. Jest to no­wi­na o na­szym zba­wie­niu; jest to no­wi­na o tym, że Pan jest bli­sko. Wię­cej, że już jest z na­mi.

Wi­tam was ser­decz­nie, dro­dzy przy­ja­cie­le, (…) w swo­im cie­le i w swo­im ży­ciu no­si­cie ży­wą na­dzie­ję wy­zwo­le­nia. Czy nie kry­je się w niej tak­że ocze­ki­wa­nie na „wy­zwo­le­nie”, ja­kie wy­jed­nał nam Chry­stus przez swo­ją śmierć i zmar­twych­wsta­nie? Każ­dy czło­wiek do­tknię­ty ja­kąś do­le­gli­wo­ścią fi­zycz­ną czy psy­chicz­ną ży­je bo­wiem w swo­istym „ad­wen­cie” eg­zy­sten­cjal­nym, ocze­ku­je wy­zwo­le­nia, któ­re ob­ja­wi się w peł­ni – je­mu sa­me­mu, jak i wszyst­kim in­nym – do­pie­ro na koń­cu cza­sów. (…)

Czu­waj­cie więc i mó­dl­cie się w każ­dym cza­sie, aby­ście mo­gli unik­nąć te­go wszyst­kie­go, co ma na­stą­pić, i sta­nąć przed Sy­nem Czło­wie­czym” (Łk 21, 36). Dzi­siej­sza li­tur­gia mó­wi nam o „dru­gim przyj­ściu” Pa­na; a więc o chwa­leb­nym po­wro­cie Chry­stu­sa, któ­ry zbie­gnie się w cza­sie z tym, co po­tocz­nie na­zy­wa­ne jest „koń­cem świa­ta”. Jest to wy­da­rze­nie ta­jem­ni­cze, któ­re w ję­zy­ku apo­ka­lip­tycz­nym przed­sta­wia­ne jest za­zwy­czaj ja­ko gi­gan­tycz­na ka­ta­stro­fa. Po­dob­nie jak kres ży­cia jed­nost­ki, czy­li śmierć, rów­nież ko­niec wszech­świa­ta bu­dzi lęk przed nie­zna­nym i strach przed cier­pie­niem (…).

 

Bł. Jan Pa­weł II

Rzym, 3.12.2000 ro­ku

 

Podążajmy za Chrystusem

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Uro­czy­stość Chry­stu­sa Kró­la Wszech­świa­ta koń­czy rok li­tur­gicz­ny i pod­su­mo­wu­je ta­jem­ni­cę Je­zu­sa „pier­wo­rod­ne­go z umar­łych i wład­cy wszyst­kich moż­nych zie­mi”, kie­ru­jąc nasz wzrok ku peł­nej re­ali­za­cji Kró­le­stwa Bo­że­go, kie­dy Bóg bę­dzie wszyst­kim we wszyst­kich (por. 1 Kor 15, 28). Świę­ty Cy­ryl Je­ro­zo­lim­ski mó­wi: „Gło­si­my przyj­ście Chry­stu­sa – nie tyl­ko pierw­sze, ale i dru­gie, o wie­le wspa­nial­sze od pierw­sze­go. Pierw­sze zwia­sto­wa­ło cier­pie­nie, dru­gie zaś przy­nie­sie kró­lew­ski dia­dem Bo­że­go pa­no­wa­nia. Za pierw­szym ra­zem przy­szedł i prze­cier­piał krzyż, nie ba­cząc na je­go hań­bę, ale przyj­dzie raz jesz­cze, pe­łen chwa­ły, oto­czo­ny za­stę­pa­mi anio­łów” (Ka­te­che­za 15, 1 O po­dwój­nym przyj­ściu Chry­stu­sa, PG 33, 869). Ca­ła mi­sja Je­zu­sa i treść je­go prze­sła­nia po­le­ga na gło­sze­niu Kró­le­stwa Bo­że­go i je­go re­ali­za­cji po­śród lu­dzi przez zna­ki i cu­da. Ale – jak przy­po­mi­na So­bór Wa­ty­kań­ski II – „przede wszyst­kim jed­nak Kró­le­stwo ujaw­nia się w sa­mej oso­bie Chry­stu­sa” (Kon­sty­tu­cja do­gma­tycz­na Lu­men gen­tium, 5), któ­ry je usta­no­wił przez swo­ją śmierć na krzy­żu i swo­je zmar­twych­wsta­nie, po­przez któ­re ob­ja­wił się ja­ko Pan i Me­sjasz oraz Ka­płan na wie­ki. (…)

Dro­dzy bra­cia, wszy­scy je­ste­śmy po­wo­ła­ni do prze­dłu­ża­nia zbaw­cze­go dzie­ła Bo­ga, na­wra­ca­jąc się na Ewan­ge­lię, po­dą­ża­jąc zde­cy­do­wa­nie za tym Kró­lem, któ­ry nie przy­szedł, aby mu słu­żo­no, lecz aby słu­żyć i dać świa­dec­two praw­dzie (por. Mk 10, 45; J 18, 37). (…)

Przy­zy­waj­my opie­ki Naj­święt­szej Ma­ryi Dzie­wi­cy dla każ­de­go z wier­nych (…). Niech Dzie­wi­ca Ma­ry­ja po­ma­ga nam prze­ży­wać obec­ny czas w ocze­ki­wa­niu na po­wrót Pa­na, pro­sząc usil­nie Bo­ga: „Przyjdź Kró­le­stwo Two­je” i wy­peł­nia­jąc te uczyn­ki świa­tła, któ­re przy­bli­ża­ją nas co­raz bar­dziej do nie­ba, bę­dąc świa­do­mi, że w trud­nych wy­da­rze­niach dzie­jów Bóg na­dal bu­du­je swo­je kró­le­stwo mi­ło­ści.

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 25.11.2012 r.

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że!

Za­cznę od krót­kie­go li­tur­gicz­no-ma­te­ma­tycz­ne­go przy­po­mnie­nia: naj­krót­szy Ad­went jest wte­dy, gdy Wi­gi­lia Bo­że­go Na­ro­dze­nia przy­pa­da w nie­dzie­lę, a naj­dłuż­szy wów­czas, gdy Wi­gi­lia jest w so­bo­tę. W pierw­szym przy­pad­ku czwar­ty ty­dzień Ad­wen­tu ogra­ni­cza się je­dy­nie do nie­dzie­li, a dru­gim ma­my moż­ność prze­ży­wać wszyst­kie sie­dem dni owe­go czwar­te­go ty­go­dnia. W tym ro­ku ma­my pra­wie naj­krót­szy Ad­went (Wi­gi­lia jest w po­nie­dzia­łek), trze­ba za­tem pil­no­wać, aby żad­ne­go dnia nie prze­ga­pić, by co­dzien­nie dbać o przy­go­to­wy­wa­nie ser­ca na przyj­ście Zba­wi­cie­la. A ma­my Go nie tyl­ko za­uwa­żyć, ale też po­ukła­dać swo­je ży­cie we­dług Nie­go.

Mam na­dzie­ję, że w tej ad­wen­to­wej pra­cy, w ra­mach od­po­czyn­ku mię­dzy wspa­nia­łym umy­ciem okien u bab­ci al­bo star­szej sa­mot­nej są­siad­ki a po­rząd­nym na­ucze­niem się geo­gra­fii czy na­pi­sa­niem za­da­nej no­tat­ki z hi­sto­rii, znaj­dzie­cie chwi­lę na po­czy­ta­nie DROGI. A co w niej dzi­siaj znaj­dzie­cie? Te­ma­tem nu­me­ru jest wo­lon­ta­riat. I już na ósmej stro­nie Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak przy­po­mi­na nam, co to jest aser­tyw­ność i em­pa­tia (czy­li umie­jęt­no­ści mięk­kie). Moż­na za­py­tać, sko­ro wo­lon­ta­riat „się opła­ca”, to czy jest mo­ral­nie do­bry? Na to py­ta­nie sa­mi mu­si­cie zna­leźć od­po­wiedź… Ła­twiej mieć wła­sne zda­nie, gdy się prze­czy­ta wy­po­wiedź pre­ze­sa Sa­le­zjań­skie­go Wo­lon­ta­ria­tu Mi­syj­ne­go „Mło­dzi Świa­tu”, któ­ry mó­wi, że bez wo­lon­ta­riu­szy or­ga­ni­za­cja, któ­rą się opie­ku­je, ni­cze­go by nie do­ko­na­ła. Ła­twiej oce­nić praw­dę, gdy przy­po­mni­my so­bie o Ca­ri­tas, Szla­chet­nej Pacz­ce, o Aka­de­mii Przy­szło­ści, o wie­lu ho­spi­cjach, o gru­pach wo­lon­ta­riu­szy w wie­lu szko­łach. W cza­so­pi­śmie, któ­re trzy­masz w rę­ku, znaj­dziesz rów­nież kon­tak­ty, któ­re po­mo­gą wię­cej do­wie­dzieć się o wo­lon­ta­ria­cie, a na­wet przy­łą­czyć się do wy­bra­nej gru­py (s. 17). A mo­że chciałabyś/chciałbyś pod­jąć się ad­op­cji na od­le­głość? Ko­niecz­nie prze­czy­taj ar­ty­kuł ze stro­ny 15.

Po­za te­ma­tem nu­me­ru jest dzi­siaj oka­zja do prze­czy­ta­nia krót­kiej not­ki o świę­tym, któ­re­go wspo­mnie­nie ob­cho­dzi­my 14 grud­nia (roz­wią­za­nie tej „za­gad­ki” na s. 20), a na stro­nach po­świę­co­nych hi­sto­rii (27–29) garść wspo­mnień z cza­su sta­nu wo­jen­ne­go (je­go po­czą­tek to prze­cież 13 grud­nia 1981 ro­ku). Jak zwy­kle pro­po­nu­je­my tro­chę rad – o pra­cy nad tym, „aby się chcia­ło chcieć” (s. 22) i jak pra­co­wać nad cier­pli­wo­ścią (s. 24), nasz dusz­pa­sterz, ks. Ra­do­sław od­po­wia­da na py­ta­nie, czy trze­ba wie­rzyć w tzw. ob­ja­wie­nia pry­wat­ne. W ra­mach prak­tycz­nej po­mo­cy pro­po­nu­je­my od­po­wiedź na py­ta­nie, co dać w pre­zen­cie dziew­czy­nie, któ­ra po­do­ba się Se­ba­stia­no­wi (s. 25), na­sze­mu Czy­tel­ni­ko­wi i przy­po­mi­na­my, że Mi­łość nie jest nud­na (o. Ra­fał, s. 2).

Mi­łej lek­tu­ry!

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski