Zawsze jest nadzieja

Uważ­ni czy­tel­ni­cy za­pew­ne pa­mię­ta­ją, że w po­przed­nim nu­me­rze pi­sa­łam o pra­wi­dło­wo­ści, we­dług któ­rej „Czym sko­rup­ka za mło­du na­siąk­nie, tym na sta­rość trą­ci”, czy­li, że za­rów­no za­let jak i wad uczy­my się od ro­dzi­ców i dziad­ków. Cy­to­wa­łam li­sty, dzię­ki któ­rym – mam na­dzie­ję – za­chę­ci­łam Was, by­ście do­brze przyj­rze­li się za­le­tom swo­ich ro­dzi­ców i sta­ra­li się je wpro­wa­dzić we wła­sne ży­cie – bo to przy­da się Wa­szym dzie­ciom. Moi pod­opiecz­ni prze­strze­ga­ją rów­nież – i o tym rów­nież pi­sa­łam – że szcze­gól­nie trze­ba uwa­żać na wa­dy swych naj­bliż­szych, bo z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem się ich „wy­uczy­my”. I ten te­mat chcia­łam dzi­siaj po­ru­szyć po­now­nie z per­spek­ty­wy osób, któ­rym w swo­im ży­ciu uda­ło się nie po­wtó­rzyć wad ro­dzi­ców. Stąd ty­tuł. Bo to nie jest ja­kieś fa­tum – gdy czło­wiek uży­je ro­zu­mu, uświa­do­mi so­bie, cze­go chce unik­nąć, uży­je spry­tu i sko­rzy­sta z Bo­żej ła­ski – to na pew­no zwy­cię­ży! Moż­na po­wie­dzieć, że „ła­twiej” uczyć się złych za­cho­wań, bo to przy­cho­dzi nie­mal od­ru­cho­wo, ale roz­sąd­nie wło­żo­ny wy­si­łek pro­wa­dzi do ra­do­ści zwy­cię­ża­nia.

 

Za­wsze trze­ba na­zwać cel, któ­ry so­bie sta­wia­my, czy­li – po za­uwa­że­niu za­let wła­snych dziad­ków i ro­dzi­ców, te­go, w czym chcie­li­by­śmy ich na­śla­do­wać – za­uwa­żyć po­sta­wy, któ­re nas w ży­ciu draż­nią. Oczy­wi­ście sko­rzy­stam z li­stów i wy­po­wie­dzi osób spo­ty­ka­nych w Po­rad­ni i na spo­tka­niach róż­nych grup w szko­łach i in­nych miej­scach, gdzie je­ste­śmy za­pra­sza­ni.

Pi­sze­my wspól­nie, bo je­ste­śmy bliź­nia­ka­mi i ra­zem uczest­ni­czy­li­śmy w Wa­szych za­ję­ciach. Zna­my się do­sko­na­le, choć róż­ni­ca płci wska­zu­je, że je­ste­śmy bliź­nię­ta­mi dwu­ja­jo­wy­mi, to jed­nak Od po­czę­cia je­ste­śmy bli­sko sie­bie. Był czas, jak chy­ba w każ­dym ro­dzeń­stwie, że mie­li­śmy sie­bie dość, ale na szczę­ście przy­szedł też czas, kie­dy po­sta­no­wi­li­śmy współ­pra­co­wać. Je­ste­śmy pew­ni, że jak się chce, to ta­ki czas na pew­no przyj­dzie. Dy­rek­cja na­szej szko­ły za­pro­si­ła Wa­szą Po­rad­nię, kie­dy by­li­śmy w pierw­szej kla­sie i dru­gi raz – nie­daw­no – kie­dy je­ste­śmy już w ma­tu­ral­nej. Dzię­ki te­mu mo­że­my z per­spek­ty­wy dwóch lat spoj­rzeć na na­szą pra­cę pod okiem do­świad­czo­nych osób.

Przed dwo­ma la­ty sko­rzy­sta­li­śmy z Wa­szych rad i usiadł­szy przy her­ba­cie zro­bi­li­śmy li­stę za­let i wad, ja­kie ma­my. Naj­pierw każ­de z nas sa­mo wy­pi­sa­ło wła­sne ce­chy, a po­tem za­le­ty i wa­dy „te­go dru­gie­go”. Na szczę­ście ma­my po­czu­cie hu­mo­ru (to też za­le­ta, za któ­rą je­ste­śmy bar­dzo wdzięcz­ni na­szym dziad­kom), bo bez żar­tów, to trud­no by by­ło znieść praw­dę o tych wa­dach. Przy­kła­dy: Pa­tryk (to star­sze z nas, do­kład­nie o 20 mi­nut) przed dwo­ma la­ty był na­ło­go­wym „prze­kli­na­czem”, nie sprzą­tał po so­bie, to zna­czy nie mył na­czyń, z któ­rych ko­rzy­stał w kuch­ni, zo­sta­wiał cza­sem zdję­te ubra­nie w miej­scu, gdzie je zdjął, by­wał nie­słow­ny i nie­punk­tu­al­ny. Kaś­ka (ta nie­co młod­sza) dość czę­sto kła­ma­ła, nie­mi­ło zwra­ca­ła uwa­gę i bliź­nia­ko­wi, i resz­cie ro­dzeń­stwa, i star­szym, z ogrom­nym tru­dem wsta­wa­ła ra­no z łóż­ka i za dłu­go za­my­ka­ła się w ła­zien­ce (ci, co ma­ją ro­dzeń­stwo, wie­dzą, jak de­ner­wu­ją­ce jest to, gdy ktoś unie­moż­li­wia in­nym sko­rzy­sta­nie z umy­wal­ki i lu­stra). Mo­że­my wspól­nie za­świad­czyć: tych wad już nie ma­my! Po­ma­ga­li­śmy so­bie wza­jem­nie, cza­sem by­wa­ło bo­le­śnie, ale zwy­cię­stwo na­de­szło! Nie bę­dzie­my opi­sy­wać sto­so­wa­nych przez nas me­tod, by­ły wy­myśl­ne i do­stęp­ne je­dy­nie dzię­ki wspo­mnia­ne­mu po­czu­ciu hu­mo­ru, ale chwi­la ra­do­ści prze­dłu­ża się i – jak ufa­my – do tych wad już nie wró­ci­my. Po na­pi­sa­niu te­go li­stu ma­my za­miar zor­ga­ni­zo­wać so­bie ko­lej­na go­dzi­nę praw­dy – pew­nie znaj­dzie­my wa­dy, któ­re trze­ba bę­dzie zwal­czyć w cią­gu na­stęp­nych dwóch lat…

Kaś­ka i Pa­tryk

I jesz­cze je­den list, tym ra­zem od ko­le­gów:

Mo­że to wy­dać się dziw­ne, ale pi­sze­my wspól­nie: choć nic nas nie łą­czy po­za przy­jaź­nią. A mo­że to wła­śnie jest naj­waż­niej­sze. Cie­ka­wy jest po­czą­tek tej przy­jaź­ni, bo w gim­na­zjum to bar­dzo się nie lu­bi­li­śmy. Mie­li­śmy po 15 lat, gdy Ka­mil miał wy­pa­dek. Po­nie­waż miesz­ka­my w są­sied­nich blo­kach, to na­sze wy­cho­waw­czy­nie ka­za­ły An­drze­jo­wi naj­pierw no­sić lek­cje Ka­mi­lo­wi, a po­tem po­ma­gać w do­tar­ciu do szko­ły (naj­pierw wó­zek, po­tem ku­le, ale też to wy­ma­ga­ło po­mo­cy). An­drzej po­cząt­ko­wo ro­bił to z nie­chę­cią, ale czas to zmie­nił, po kil­ku mie­sią­cach wszę­dzie wi­dy­wa­no nas ra­zem. Si­łą rze­czy po­zna­li­śmy też wza­jem­nie na­szych ro­dzi­ców. Naj­bar­dziej de­ner­wo­wa­li­śmy sie­bie na­wza­jem, gdy rzu­ca­li­śmy tek­sty ty­pu: „Zo­bacz, te­raz my­ślisz tak, jak Twój oj­ciec”, po­ka­zu­jąc ja­kieś śmiesz­ne ru­chy, al­bo na­wet spo­sób my­śle­nia. Do­szli­śmy do te­go, że to prze­cież praw­da i moż­na sko­rzy­stać z te­go, że ten dru­gi to wi­dzi. Zmo­bi­li­zo­wa­ni przez za­ję­cia z Wa­szej Po­rad­ni pi­sze­my, bo na pew­no wie­le się uda­ło. Te­raz, w li­ceum, je­ste­śmy na pew­no oso­ba­mi, któ­re tyl­ko chcą so­bie po­ma­gać (na­wet na­sze dziew­czy­ny są sio­stra­mi – po­mo­gli­śmy so­bie je zna­leźć).

An­drzej i Ka­mil

Za­uważ­cie, że oba li­sty by­ły pi­sa­ne przez dwie oso­by… Znacz­nie ła­twiej się zmie­niać, gdy po­ma­ga ktoś życz­li­wy.

 

Mał­go­rza­ta z Po­rad­ni Ro­dzin­nej

malgorzatabernatowska@op.pl

Osiem przykazań współczesnego patrioty

Dziś nie trze­ba stać na fron­cie i bu­do­wać ba­ry­ka­dy. Jak więc być pa­trio­tą?

1. Bierz udział w wy­bo­rach

Wie­lu Po­la­kom nie chce się na­wet te­go – raz na kil­ka lat wrzu­cić do urny kart­kę z krzy­ży­kiem. A prze­cież w pań­stwie ta­kim jak Pol­ska to je­den z pod­sta­wo­wych spo­so­bów wy­ko­rzy­sta­nia i jed­no­cze­śnie za­ma­ni­fe­sto­wa­nia swo­ich praw oby­wa­tel­skich.

Je­śli nie ukoń­czy­li­ście jesz­cze 18. ro­ku ży­cia i nie mo­że­cie wy­bie­rać gło­wy pań­stwa, po­słów i se­na­to­rów, gło­suj­cie w wy­bo­rach do szkol­nych i kla­so­wych sa­mo­rzą­dów. To tak­że jest lek­cją bra­nia na sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści za od­da­ny głos.

2. Star­tuj!

Kie­dy osią­gniesz od­po­wied­ni wiek, po­myśl o wy­star­to­wa­niu w wy­bo­rach. Za­cząć moż­na od ra­dy gmi­ny – lo­kal­ne­go po­dwór­ka. To za­wsze lep­sze niż pu­ste na­rze­ka­nie. Wła­dza w rę­kach jest wiel­ką si­łą spraw­czą, ale pa­mię­taj, że to rów­no­cze­śnie ogrom­ne zo­bo­wią­za­nie.

3. Sza­nuj do­bro wspól­ne

To nie­praw­da, że gdy coś jest wspól­ne, jest ni­czy­je i dla­te­go moż­na z tym ro­bić, co się chce. Jak są­dzisz – czy chu­li­ga­ni, któ­rzy de­wa­stu­ją dwor­ce, przy­stan­ki au­to­bu­so­we i wy­ry­wa­ją zna­ki dro­go­we, ma­ją świa­do­mość, że za na­pra­wy za­pła­cą oni sa­mi i ich ro­dzi­ce w po­dat­kach?

4. Rze­tel­nie zdo­by­waj wie­dzę

Pol­sce nie są po­trzeb­ni głu­pi lu­dzie. Pol­ska po­trze­bu­je tę­gich głów, któ­re zna­ją się na eko­no­mii, go­spo­dar­ce, spo­łe­czeń­stwie. Wy­kształ­ce­ni, kom­pe­tent­ni lu­dzie to naj­lep­szy ka­pi­tał.

5. Bierz udział w ob­cho­dach waż­nych rocz­nic

Zor­ga­ni­zuj­cie z ko­le­ga­mi wy­jazd na de­fi­la­dę z oka­zji 3 ma­ja lub 11 li­sto­pa­da oraz uczest­nicz­cie w in­nych zgro­ma­dze­niach o cha­rak­te­rze pa­trio­tycz­nym. Spo­tka­nia ty­się­cy Po­la­ków spra­wia­ją, że mo­bi­li­zu­je­my sie­bie na­wza­jem do sta­rań o lep­szą Oj­czy­znę.

6. Sza­nuj śro­do­wi­sko

Za­so­by na­tu­ral­ne jak wę­giel, gaz, ale i... czy­ste po­wie­trze nie są stud­nią bez dna i kie­dyś się skoń­czą. Tro­ska o to, by mo­gły z nich ko­rzy­stać tak­że przy­szłe po­ko­le­nia, nie jest fa­na­ty­zmem obroń­ców przy­ro­dy przy­ku­wa­ją­cych się do drzew, ale na­szym chrze­ści­jań­skim obo­wiąz­kiem.

7. Nie krad­nij

Czy­li nie uni­kaj pła­ce­nia po­dat­ków (na­wet je­śli wy­da­ją ci się nie­spra­wie­dli­we → patrz p. 2), nie ku­puj w tzw. sza­rej stre­fie, a gdy skoń­czysz szko­łę, nie pra­cuj „na le­wo”.

8. Pa­mię­taj o miej­scach pa­mię­ci

Je­śli masz za­le­gło­ści, od­wiedź ko­niecz­nie waż­ne dla Pol­ski mu­zea hi­sto­rycz­ne, choć­by Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skie­go w War­sza­wie, Mu­zeum Hi­sto­rycz­ne Mia­sta Kra­ko­wa – Fa­bry­kę Schin­dle­ra oraz otwar­te nie­daw­no, tak­że w Kra­ko­wie, Mu­zeum Ar­mii Kra­jo­wej.

Za­in­te­re­suj się, ja­kie wy­da­rze­nia i ja­kie po­sta­ci upa­mięt­nia­ją ta­bli­ce, gro­by i obe­li­ski znaj­du­ją­ce się nie­da­le­ko miej­sca, gdzie miesz­kasz. Mo­że któ­ryś z nich jest za­nie­dba­ny i war­to by­ło­by go od­no­wić?

 

Ka­non lek­tur „must re­ad” czy­li su­biek­tyw­ny wy­bór lek­tur o nas – Po­la­kach, na­szych ko­rze­niach, hi­sto­rii i toż­sa­mo­ści. Prze­czy­taj w wol­nej chwi­li!

1. „Pan Ta­de­usz” Ada­ma Mic­kie­wi­cza – sie­lan­ko­wy pej­zaż Li­twy z cza­sów na­po­le­oń­skich. Po­lo­wa­nia, go­ścin­ne do­my, szla­chec­kie oby­cza­je, ele­gan­cja, ce­re­mo­nia­ły, kon­spi­ra­cja Ro­ba­ka i... ból emi­gra­cji.

2. „Po­top” Hen­ry­ka Sien­kie­wi­cza – a w nim Ja­sna Gó­ra, czy­li sym­bol ży­we­go kul­tu ma­ryj­ne­go. Czę­sto­cho­wa ja­ko miej­sce, wo­kół któ­re­go sku­pia­ją się ser­ca Po­la­ków.

3. „Pro­szę pań­stwa do ga­zu” i in­ne opo­wia­da­nia Ta­de­usza Bo­row­skie­go – kie­dy mat­ka nie przy­zna­je się do wła­sne­go dziec­ka w oba­wie przed śmier­cią, mu­si cho­dzić o Ho­lo­kaust przez du­że „H”.

4. „Ko­lum­bo­wie. Rocz­nik 20” Ro­ma­na Brat­ne­go – o pol­skiej mło­dzie­ży wal­czą­cej, sym­bo­li­zo­wa­nej przez kil­ko­ro przy­ja­ciół z War­sza­wy. Ak­cja książ­ki dzie­je się w la­tach 1942–1948.

5. „Ka­mie­nie na sza­niec” Alek­san­dra Ka­miń­skie­go – opo­wieść opar­ta na au­ten­tycz­nych wy­da­rze­niach z okre­su oku­pa­cji nie­miec­kiej War­sza­wy pod­czas II woj­ny świa­to­wej. Książ­ka opi­su­je hi­sto­rię pod­ziem­nej dzia­łal­no­ści har­cer­skiej Sza­rych Sze­re­gów.

6. „Na nie­ludz­kiej zie­mi” Jó­ze­fa Czap­skie­go – o do­wo­dach so­wiec­kich zbrod­ni do­ko­na­nych w Ka­ty­niu.

7. „Bursz­ty­ny” Zo­fii Kos­sak-Szczuc­kiej – zbiór 32 opo­wia­dań, któ­rych te­ma­tem są dzie­je Pol­ski od cza­sów naj­daw­niej­szych (ple­mio­na sło­wiań­skie, przy­ję­cie przez Miesz­ka I chrze­ści­jań­stwa, chry­stia­ni­za­cja kra­ju...) do XIX w.

 

Mag­da­le­na Gu­ziak-No­wak

 

Dobrze nam tu być

W szko­le w któ­rej uczę, jed­na z na­uczy­cie­lek na go­dzi­ny wy­cho­waw­cze za­pra­sza cza­sem cie­ka­wych go­ści. Wów­czas mo­gą w nich uczest­ni­czyć tak­że za­in­te­re­so­wa­ni. Przy­to­czę Wam dzi­siaj jed­no z ta­kich spo­tkań – ro­bię to wła­śnie te­raz, bo dzień 11 li­sto­pa­da in­spi­ru­je do za­trzy­ma­nia się nad te­ma­tem pa­trio­ty­zmu, a te­go wła­śnie do­ty­czy­ła wspo­mnia­na roz­mo­wa.

No­tat­ka ze spo­tka­nia, w któ­rym uczest­ni­czy­ła mło­dzież li­ce­al­na (po­nad 100 osób), mał­żeń­stwo w śred­nim wie­ku (pa­ni Ka­ta­rzy­na – dzien­ni­kar­ka i pan To­masz – na­uczy­ciel aka­de­mic­ki, ro­dzi­ce czwór­ki dzie­ci), we­te­ran II woj­ny świa­to­wej i dzia­łacz sa­mo­rzą­do­wy.

Na­uczy­ciel­ka: Spró­buj­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nia: Co to jest pa­trio­tyzm? Na czym on po­le­ga we współ­cze­snej co­dzien­no­ści? Czy trze­ba o nim mó­wić i jak za­chę­cać dzi­siej­szą mło­dzież do wpro­wa­dza­nia pa­trio­ty­zmu w ży­cie?

Pan Ka­zi­mierz: Cza­sem wy­da­je mi się, że dla na­sze­go po­ko­le­nia pa­trio­tyzm był znacz­nie ła­twiej­szy… Kie­dy wy­bu­chła II woj­na świa­to­wa, mia­łem dzie­sięć lat, pod­czas po­wsta­nia war­szaw­skie­go pięt­na­ście i nikt z nas nie miał wąt­pli­wo­ści, co mo­że dla Oj­czy­zny zro­bić. Nikt nie mu­siał nam nic tłu­ma­czyć, tyl­ko nie­co wcze­śniej niż in­ne dzie­ci na­uczy­li­śmy się, że za­cho­wa­nie ta­jem­ni­cy to spra­wa ży­cia i śmier­ci, że są lu­dzie, któ­rym do­brze jest ro­bić krzyw­dę… Mam wnu­ki i pra­wnu­ki i wi­dzę, że te­raz nie jest to ta­kie pro­ste… Bo i mo­je dzie­ci mia­ły pro­ściej – wal­czy­ły ze sta­li­ni­zmem, trze­ba by­ło ja­koś ru­skim utrud­niać ży­cie. Dzi­siej­szy pięt­na­sto­la­tek mu­si dla Oj­czy­zny się uczyć i sta­rać się od­róż­niać wro­gów od przy­ja­ciół, a to nie to sa­mo, co na­lać do bu­tel­ki ben­zy­ny i rzu­cać pod hi­tle­row­skie czoł­gi…

To­mek: Jak to do­brze, że ktoś nas ro­zu­mie. Ma­my po 18 lat i kie­dy przyj­dą naj­bliż­sze wy­bo­ry, ma­my wie­dzieć, kto chce Pol­skę sprze­dać ob­cym, a kto – mo­że mniej po­pu­lar­ny, bo sta­wia ja­kieś wy­ma­ga­nia – chce dla nasz do­brze. Tym to trud­niej­sze, że nie od ra­zu wi­dać skut­ki, Wa­sze po­ko­le­nie nie mia­ło wąt­pli­wo­ści, że Hi­tle­ra trze­ba od nas wy­go­nić. Nam nie wol­no ni­ko­go wy­ga­niać, bo to ra­sizm al­bo szo­wi­nizm, ma­my się do­brze uczyć, ale jak od­róż­nić pod­ręcz­ni­ki pi­sa­ne przez pa­trio­tów od ksią­żek de­ma­go­gicz­nych?

Pan To­masz: W na­sze ro­dzi­nie cza­sa­mi po­dej­mu­je­my ten te­mat, na­wet nie mu­si­my z żo­ną te­go ini­cjo­wać, dzie­ci nas py­ta­ją o to, na ko­go gło­so­wać, czy pła­cić po­dat­ki, kie­dy nie zga­dza­my się z tym, na co te pie­nią­dze by­wa­ją prze­zna­czo­ne…

Syl­wia: A pła­ce­nie po­dat­ków to pa­trio­tyzm? Pań­stwo roz­li­cza­cie się uczci­wie?

Pan To­masz: Pła­ce­nie po­dat­ków to jed­nak naj­czę­ściej pa­trio­tyzm. Wiem, że uży­wa­jąc sło­wa „naj­czę­ściej” wca­le Wam za­da­nia nie uła­twiam, ale po­wiem kon­kret­nie: my z żo­ną roz­li­cza­my się uczci­wie, ale… nie do koń­ca. Mam tu na my­śli na przy­kład pa­nią, któ­ra żo­nie po­ma­ga w pro­wa­dze­niu go­spo­dar­stwa do­mo­we­go, ma sied­mio­ro dzie­ci i sys­tem po­dat­ko­wy wca­le jej nie uła­twia ży­cia. Pła­ci­my jej nie­wiel­kie kwo­ty (przy­cho­dzi do nas dwa ra­zy w ty­go­dniu) i wie­my, że ona tych pie­nię­dzy nie zgła­sza. Wiem, że ta­kie wy­jąt­ki utrud­nia­ją mło­dym od­róż­nia­nie zła od do­bra. Po­wiem jed­nak, że za­sa­dy są ja­sne: pła­ce­nie po­dat­ków to na pew­no for­ma pa­trio­ty­zmu, ale tak sa­mo współ­cze­sny pa­trio­tyzm to gło­so­wa­nie na tych, któ­rzy chcą uczci­we­go pra­wa, któ­rzy na przy­kład uchwa­lą nor­my po­ma­ga­ją­ce żyć wie­lo­dziet­nym ro­dzi­nom…

Pa­tryk: Ale jak ich od­róż­nić? Mój ta­ta jest le­śni­kiem i mó­wi, że go­spo­dar­ka za­so­bów le­śnych jest ra­bun­ko­wa, że ma­ło kto li­czy się z przy­szło­ścią Pol­ski, któ­ra – jak tak da­lej pój­dzie – bę­dzie te­re­nem pół­pu­styn­nym…

Pan Ka­zi­mierz.: Mo­je wnu­ki sta­ra­ją się brać udział w za­le­sia­niu. Ale to nie jest od­po­wie­dzią. Je­den z mo­ich sy­nów jest księ­dzem i twier­dzi, że naj­lep­szą for­mą pa­trio­ty­zmu jest ży­cie w ła­sce uświę­ca­ją­cej, bo jak nie bę­dzie­my po­pie­ra­li grze­chu, to prę­dzej czy póź­niej ci, co chcą nas uczyć grze­chu, pój­dą so­bie. Ale czy to wy­star­czy?

Na­uczy­ciel­ka: Bar­dzo się cie­szę, że tak szyb­ko do­cho­dzi­my do waż­nych i po­trzeb­nych py­tań… Na pew­no mą­dra mło­dzież to przy­szłość Pol­ski – od sie­bie do­dam, że czy­ste i ład­ne mó­wie­nie po pol­sku to też pew­na for­ma pa­trio­ty­zmu – ale co zro­bić, aby ta mło­dzież nie wy­je­cha­ła? Nie­któ­rzy z mo­ich daw­niej­szych uczniów miesz­ka­ją na sta­łe po­za Pol­ską, bo – jak twier­dzą – tu nie umie­li utrzy­mać ro­dzi­ny, a tam ta sa­ma pra­ca po­zwa­la nam żyć uczci­wie i w mia­rę do­stat­nio. Mo­że to py­ta­nie do Rad­ne­go: Czy da się od­róż­nić tych lu­dzi, któ­rzy kan­dy­du­ją do sej­mu czy se­na­tu al­bo do władz sa­mo­rzą­do­wych, a któ­rzy bę­dą sta­ra­li się o do­bro Pol­ski?

Rad­ny: Wie­dzia­łem, że doj­dzie do ta­kich py­tań… Nie mam za­mia­ru upra­wiać u Was po­li­ty­ki, ale wła­ści­wie po­li­ty­ką jest mó­wie­nie o go­spo­dar­ce, o szkol­nic­twie, o pro­ro­dzin­nych de­cy­zjach mi­ni­strów… Po­wiem dość ostroż­nie: ja sto­ję po stro­nie tych, któ­rzy uła­twia­ją ży­cie ro­dzi­nom, po stro­nie tych, co chcą na­ło­żyć du­że po­dat­ki dla naj­bo­gat­szych, ale po­wiem Wam, że to wca­le nie jest ła­twe. Chy­ba je­stem po raz pierw­szy w ta­kim gro­nie, gdzie moż­na po­wie­dzieć, że ży­cie w sta­nie ła­ski uświę­ca­ją­cej jest współ­cze­snym pa­trio­ty­zmem… Ale ja tak za­wsze uwa­ża­łem, choć oczy­wi­ście by­łem nie­jed­no­krot­nie oskar­ża­ny o to, że po­pie­ram Ko­ściół, a to prze­cież nie­po­pu­lar­ne. Ale w ży­ciu po­li­tycz­nym nie jest waż­ne, ja­ką kto re­li­gię wy­zna­je, ale waż­na jest mo­ral­ność w je­go ży­ciu. I Sta­lin, i Hi­tler wie­dzie­li, że ła­twiej ma­ni­pu­lo­wać ludź­mi uza­leż­nio­ny­mi i już za cza­sów za­bo­rów ów­cze­sne wła­dze pró­bo­wa­ły wsz­cze­piać w nasz na­ród nie­mo­ral­ność – chcia­ły roz­pić Po­la­ków, a ru­chy po­zy­ty­wi­stycz­ne pro­mo­wa­ły trzeź­wość. Przy­po­mnij­my so­bie, że naj­mniej­sze spo­ży­cie al­ko­ho­lu w Pol­sce by­ło pod ko­niec za­bo­rów i wie­lu hi­sto­ry­ków twier­dzi, że wła­śnie dla­te­go uda­ło się nam nie­dłu­go po­tem wy­go­nić za­bor­ców. Ale zo­bacz­cie: mó­wi­my chy­ba o dość trud­nym pa­trio­ty­zmie. Do­brze się uczyć, żyć mo­ral­nie… Czy ta­kie ha­sła przy­spa­rza­ją wy­bor­ców kan­dy­da­tom na po­słów? Po­słuch ma­ją ci, któ­rzy chcą roz­wo­dów i za­bi­ja­nia dzie­ci, a to prze­cież po­glą­dy, któ­re pro­wa­dzą do za­gła­dy spo­łe­czeństw. Moż­na po­wie­dzieć, że do­brze o tym wie­dzą po­tę­gi sta­ro­żyt­no­ści, któ­re upa­dły.

Pa­ni Ka­ta­rzy­na: Sta­ra­my się z mę­żem uczyć dzie­ci ra­do­ści ze zwy­cię­ża­nia nad so­bą, aby im uatrak­cyj­nić do­bro. Bo rze­czy­wi­ście, zło się le­piej sprze­da­je, wy­da­je się cie­kaw­sze, wiem to ja­ko dzien­ni­karz. Sta­ram się po­pie­rać, rów­nież w pra­cy za­wo­do­wej, ta­kie ini­cja­ty­wy jak har­cer­stwo, wszel­kie fun­da­cje, w któ­rych pro­mu­je się do­brą na­ukę, wo­lon­ta­riat – choć­by wła­śnie przy sa­dze­niu la­sów. Ale po­wiem szcze­rze, le­piej się sprze­da­je pi­smo, w któ­rym się opi­su­je hi­sto­rię ko­lej­nej zdra­dy u ja­kiejś gwiaz­dy czy czwar­ty roz­wód zna­ne­go biz­nes­me­na. Wciąż za­da­ję so­bie py­ta­nie, jak w atrak­cyj­ny spo­sób opi­sać żmud­ną pra­cę pia­ni­sty, ślę­cze­nie na­ukow­ca nad eks­pe­ry­men­ta­mi, któ­re la­ta­mi trze­ba po­wta­rzać, jak swo­im dzie­ciom po­ka­zać, że sa­ma cie­szę się ży­ciem i że mi do­brze, bo mam ich czwo­ro i są do­bry­mi ludź­mi…

Pan To­masz: Z tym ostat­nim to chy­ba nie masz trud­no­ści, na­sze dzie­ci do­sko­na­le wi­dzą, że je­steś z ni­mi szczę­śli­wa, na­wet kie­dyś sły­sza­łem, że mó­wi­ły o tym ko­le­gom. Po­zwól, że za­cy­tu­ję: „Sam chciał­bym mieć ta­ką żo­nę jak mo­ja ma­ma, jest za­wsze szczę­śli­wa i na­wet, jak mi ka­że zro­bić coś, cze­go nie lu­bię, to wiem, że chce dla mnie do­bra. Tak bar­dzo cie­szy się, kie­dy coś mi się uda – jak na­uczy­łem się go­to­wać, jak zdo­by­wam ja­kieś zwy­cię­stwa w olim­pia­dzie czy w spo­rcie”.

Na­uczy­ciel­ka: Czy mo­gę się po­ku­sić o uogól­nie­nie? Chy­ba ja­sno wi­dać, że dzi­siej­szy pa­trio­tyzm to źró­dło szczę­ścia. Czy to star­czy mo­im uczniom? Ale też za­da­ję so­bie py­ta­nie, czy ci ucznio­wie, któ­rzy wy­je­cha­li, by żyć po­za gra­ni­ca­mi Pol­ski, są pa­trio­ta­mi? Czy do­brze ich wy­cho­wa­li­śmy? Py­tam nie tyl­ko po to, by zro­bić ra­chu­nek su­mie­nia, ale też ja­ką dać wska­zów­kę na czas przy­szłej pra­cy. Co mó­wić uczniom o pa­trio­ty­zmie? Jak pro­mo­wać po­sta­wy, któ­re są do­bre dla Pol­ski?

Rad­ny: Sam mam dzie­ci i sta­wiam so­bie to py­ta­nie. Mój chrze­śniak to wła­śnie je­den z pa­ni daw­niej­szych uczniów, któ­ry miesz­ka z żo­ną w An­glii i twier­dzi, że tu nie po­tra­fił utrzy­mać ro­dzi­ny. Sta­ram się go nie oce­niać, ale jed­no­cze­śnie mam na­dzie­ję, że mo­je dzie­ci nie wy­ja­dą. Bar­dzo się ucie­szy­łem, kie­dy mój szes­na­sto­let­ni syn w cza­sie ostat­nich wa­ka­cji po­wie­dział o na­szym wspól­nym urlo­pie zda­nie ze św. Pio­tra. Był po­czą­tek sierp­nia i po­przed­nie­go dnia by­li­śmy na Mszy Świę­tej, kie­dy od­czy­ta­no Ewan­ge­lię o Prze­mie­nie­niu Pań­skim. Pa­mię­ta­cie za­pew­ne, że jak Je­zus prze­mie­nił się wo­bec Pio­tra, Ja­ku­ba i Ja­na to Piotr po­wie­dział „Pa­nie, do­brze nam tu być”. By­li­śmy wła­śnie na Ma­zu­rach i wra­ca­li­śmy wie­czo­rem znad je­zio­ra. Syn wte­dy po­wie­dział – nie­wąt­pli­wie na­wią­zu­jąc do Ewan­ge­lii z po­przed­nie­go dnia – „Ta­to, do­brze nam tu być”. Po­wiem szcze­rze, że czu­łem się dum­ny ja­ko oj­ciec i ja­ko Po­lak, bo wie­dzia­łem, że nie mó­wi tyl­ko o nas i na­szym urlo­pie, wie­dzia­łem, że pod­su­mo­wał sie­bie i swo­je ży­cie ja­ko szczę­śli­we. Oczy­wi­ście po­dzie­li­łem się je­go sło­wa­mi z żo­ną i wiem, że zro­bi­łem jej przy­jem­ność więk­szą, niż kie­dy ku­pu­ję jej kwia­ty czy in­ne pre­zen­ty. W pew­nym sen­sie syn pod­su­mo­wał do­tych­cza­so­we ży­cie na­szej ro­dzi­ny. I nasz pa­trio­tyzm chy­ba.

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski

 

Nie pozwólmy wyrywać sobie korzeni

Tyś wiel­ką chlu­bą na­sze­go na­ro­du!”. Sło­wa te od­zy­wa­ją się z ja­sno­gór­skie­go Szczy­tu (…), idą w pa­rze z mo­dli­twą wy­po­wia­da­ną przez ty­le po­ko­leń w oj­czy­stym ję­zy­ku: „Zdro­waś Ma­ry­jo, ła­ski peł­na, Pan z To­bą, bło­go­sła­wio­naś Ty mię­dzy nie­wia­sta­mi”. W na­szych dzie­jach do­zna­wa­li­śmy wie­lo­krot­nie szcze­gól­nej ma­cie­rzyń­skiej opie­ki Mat­ki Chry­stu­sa. Ka­zi­mierz Od­no­wi­ciel wzy­wa Bo­ga­ro­dzi­cę i od­zy­sku­je utra­co­ne dzie­dzic­two. Ło­kie­tek w Wi­śli­cy sły­szy sło­wa: „Wstań, ufaj, zwy­cię­żysz” – ty­mi sło­wy Mat­ka Bo­ża umac­nia kró­la, któ­ry wy­pro­wa­dził kraj z dziel­ni­co­we­go roz­bi­cia. Prze­ło­mo­we w dzie­jach zwy­cię­stwa – od Le­gni­cy po Cho­cim i Wie­deń, a w na­szym stu­le­ciu rok 1920 – wszyst­kie wią­za­li­śmy ze wsta­wien­nic­twem Bo­ga­ro­dzi­cy. (…) Król Jan Ka­zi­mierz, klę­cząc w ka­te­drze lwow­skiej przed ob­ra­zem Mat­ki Bo­żej Ła­ska­wej, przy­łą­cza się do wie­lu po­ko­leń tych, któ­rzy łak­ną i pra­gną Bo­żej Mą­dro­ści – dla sie­bie, dla swe­go kró­le­stwa, dla lu­dów, wśród któ­rych z Bo­żej Opatrz­no­ści przy­szło mu spra­wo­wać wła­dzę kró­lew­ską w cza­sach szcze­gól­nie trud­nych. (…)

To­też re­for­mie go­spo­dar­czej, ja­ka się do­ko­nu­je w na­szej Oj­czyź­nie, po­wi­nien to­wa­rzy­szyć wzrost zmy­słu spo­łecz­ne­go, co­raz bar­dziej po­wszech­na tro­ska o do­bro wspól­ne, za­uwa­ża­nie lu­dzi naj­bied­niej­szych i naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych, a rów­nież życz­li­wość dla cu­dzo­ziem­ców, któ­rzy przy­jeż­dża­ją tu­taj w po­szu­ki­wa­niu chle­ba. Wsłu­chuj­my się uważ­nie w sło­wa Chry­stu­sa Pa­na: „Nie troszcz­cie się zbyt­nio i nie mów­cie: co bę­dzie­my jeść? Co bę­dzie­my pić? Czym bę­dzie­my się przy­odzie­wać?”. (...) Po­trze­ba wie­le wza­jem­nej życz­li­wo­ści i do­brej wo­li, aże­by się do­pra­co­wać ta­kich form obec­no­ści te­go, co świę­te w ży­ciu spo­łecz­nym i pań­stwo­wym, któ­re ni­ko­go nie bę­dą ra­ni­ły i ni­ko­go nie uczy­nią ob­cym we wła­snej Oj­czyź­nie, a te­go nie­ste­ty do­świad­cza­li­śmy przez kil­ka­dzie­siąt ostat­nich lat. Do­świad­czy­li­śmy te­go wiel­kie­go, ka­to­lic­kie­go get­ta, get­ta na mia­rę na­ro­du. Za­ra­zem więc my, ka­to­li­cy, pro­si­my o wzię­cie pod uwa­gę na­sze­go punk­tu wi­dze­nia: że bar­dzo wie­lu spo­śród nas czu­ło­by się nie­swo­jo w pań­stwie, z któ­re­go struk­tur wy­rzu­co­no by Bo­ga, a to pod po­zo­rem świa­to­po­glą­do­wej neu­tral­no­ści. (…) Nie po­zwól­my so­bie wy­ry­wać tych ko­rze­ni, ja­kie Bo­ża Mą­drość za­pu­ści­ła w na­szych dzie­jach i w na­szych du­szach. Nie po­zwól­my za­gu­bić dzie­dzic­twa, na któ­rym spo­czął znak wiecz­ne­go zba­wie­nia. „Wiel­ki jest Pan i go­dzien wiel­kiej chwa­ły w mie­ście Bo­ga na­sze­go. Je­go Gó­ra świę­ta, wspa­nia­łe wzgó­rze, ra­do­ścią jest ca­łej zie­mi (...), [niech] Bóg je umac­nia na wie­ki” (Ps 48[47], 2.9).

 

Bł. Jan Pa­weł II

Lu­ba­czów, 3.06.1991 r.

Sens wiary w świecie

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!

Chciał­bym się wraz z wa­mi za­sta­no­wić nad spra­wą za­sad­ni­czą: czym jest wia­ra? (…) Dziś, wraz z tak wie­lu ozna­ka­mi do­bra, roz­ra­sta się wo­kół nas pew­na du­cho­wa pu­sty­nia. Nie­raz z pew­nych wy­da­rzeń, o któ­rych każ­de­go dnia je­ste­śmy in­for­mo­wa­ni, moż­na od­nieść wra­że­nie, że świat nie zmie­rza do bu­do­wa­nia wspól­no­ty co­raz bar­dziej bra­ter­skiej i po­ko­jo­wej; sa­me idee po­stę­pu i do­bro­by­tu uka­zu­ją swe cie­nie. (…) Wzra­sta licz­ba lu­dzi zdez­o­rien­to­wa­nych, po­szu­ku­ją­cych wyj­ścia po­za wy­łącz­nie ho­ry­zon­tal­ną wi­zję rze­czy­wi­sto­ści, go­to­wych uwie­rzyć do­kład­nie we wszyst­ko. W tym kon­tek­ście wy­ła­nia­ją się pew­ne py­ta­nia za­sad­ni­cze, któ­re są o wie­le bar­dziej kon­kret­ne, niż to się wy­da­je na pierw­szy rzut oka: ja­ki jest sens ży­cia? Czy dla czło­wie­ka ist­nie­je ja­kaś przy­szłość, przy­szłość dla nas i na­stęp­nych po­ko­leń? Jak ukie­run­ko­wać na­sze swo­bod­ne wy­bo­ry, aby ży­cie za­koń­czy­ło się do­brze i szczę­śli­wie? (…) Wia­ra nie jest zwy­kłą in­te­lek­tu­al­ną zgo­dą czło­wie­ka na szcze­gól­ne praw­dy do­ty­czą­ce Bo­ga; jest ak­tem, po­przez któ­ry swo­bod­nie po­wie­rzam się Bo­gu, któ­ry jest Oj­cem i mnie ko­cha; jest po­słu­szeń­stwem, da­ją­cym mi na­dzie­ję i uf­ność. Rzecz ja­sna to po­słu­szeń­stwo Bo­gu nie jest po­zba­wio­ne tre­ści: wraz z nim uświa­da­mia­my so­bie, że sam Bóg uka­zał się nam w Chry­stu­sie, ob­ja­wił swo­je ob­li­cze i stał się rze­czy­wi­ście bli­skim wo­bec każ­de­go z nas.

Co wię­cej, Bóg ob­ja­wił, że Je­go mi­łość wo­bec czło­wie­ka, wzglę­dem każ­de­go z nas jest bez mia­ry: na Krzy­żu Je­zus z Na­za­re­tu, Syn Bo­ży, któ­ry stał czło­wie­kiem uka­zu­je nam w naj­ja­śniej­szy spo­sób, jak da­le­ko po­su­wa się ta mi­łość – aż do da­ru z sie­bie, aż do cał­ko­wi­tej ofia­ry. Wraz z ta­jem­ni­cą śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa Bóg zstę­pu­je aż do głę­bi na­sze­go czło­wie­czeń­stwa, aby je Je­mu przy­wró­cić, aby je wznieść do Je­go wy­so­ko­ści. Wia­ra jest uwie­rze­niem w tę mi­łość Bo­ga, któ­ra nie słab­nie w ob­li­czu nie­go­dzi­wo­ści czło­wie­ka, w ob­li­czu zła i śmier­ci, ale jest zdol­na do prze­kształ­ca­nia wszel­kiej for­my znie­wo­le­nia, da­jąc moż­li­wość zba­wie­nia. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Be­ne­dykt XVI

Wa­ty­kan, 24.10.2012 r.

 

 

Wstępniak

Szczęść Bo­że,

Czy wie­cie, co upra­wa ku­ku­ry­dzy mo­że mieć wspól­ne­go z pa­trio­ty­zmem? Je­śli nie, to prze­czy­taj­cie ko­niecz­nie ar­ty­kuł na stro­nie 18. A sły­sze­li­ście o Lwow­skich Or­lę­tach? Kim by­li i kie­dy gro­ma­dzi­li się dla obro­ny pol­sko­ści w ich uko­cha­nym Lwo­wie? Je­śli chce­cie wie­dzieć i przy­po­mnieć so­bie, jak dłu­go trwa­ły za­bo­ry, to otwórz­cie „DROGĘ” na stro­nie 17. Jak już praw­do­po­dob­nie więk­szość z Was się do­my­śla, te­ma­tem nu­me­ru jest Pa­trio­tyzm. W je­go ra­mach na stro­nie 14 i 15 moż­na dzi­siaj prze­czy­tać o wiel­kich Po­la­kach (het­ma­nie Ste­fa­nie Żół­kiew­skim, po­wstań­cu, wy­cho­waw­cy, ma­la­rzu i „za­ko­no­daw­cy” – świę­tym Ra­fa­le Ka­li­now­skim, Ro­mu­al­dzie Trau­gu­cie i je­zu­icie – ks. Wła­dy­sła­wie Gur­ga­cu). Moż­na też po­znać oso­bę, któ­ra na su­tan­nie no­si­ła Krzyż Vir­tu­ti Mi­li­ta­ri i do­wie­dzieć się, co Jan Pa­weł II po­wie­dział we Wro­cła­wiu o pa­trio­ty­zmie (s. 8–9). Z lek­tu­ry stro­ny 16 do­wie­cie się, co au­tor­ka na­zy­wa Przy­ka­za­nia­mi pa­trio­ty i ja­ki jest obo­wiąz­ko­wy ze­staw lek­tur dla tych, któ­rym Oj­czy­zna nie jest obo­jęt­na. No i nie moż­na po­mi­nąć trzech stron, na któ­rych – oczy­wi­ście wy­biór­czo – opi­sa­na jest hi­sto­ria ci­cho­ciem­nych.

W tym nu­me­rze – jak zwy­kle znaj­dzie­cie jesz­cze kil­ka in­nych te­ma­tów: jest nie­śmier­tel­ny te­mat czy­sto­ści, tym ra­zem o czy­sto­ści du­cha i cia­ła (roz­mo­wa ze spe­cja­li­stą, księ­dzem Pio­trem Gą­sio­rem), jest też po­ra­da psy­cho­lo­ga, do­ty­czą­ca te­go, jak się nie dać ro­ze­rwać na strzę­py szu­ka­jąc roz­ryw­ki.

Je­den z czy­tel­ni­ków za­py­tał, czy rze­czy­wi­ście dą­że­nie do do­sko­na­ło­ści to nie to sa­mo, co dą­że­nie do świę­to­ści – na to py­ta­nie od­po­wia­da ks. Ra­do­sław. A ci, któ­rzy lu­bią słu­chać o cu­dach, za­pew­ne chęt­nie prze­czy­ta­ją opis cu­du Pa­na Je­zu­sa znad sa­dzaw­ki Be­tes­da (str. 30) i prze­druk z pi­sma „Cu­da i Ła­ski Bo­że”. Aby ni­cze­go nie po­mi­nąć, do­dam, że jest jesz­cze w nu­me­rze ży­cio­rys bł. Ka­ro­li­ny Kóz­ków­ny i dzia­ły sta­łe: ko­men­tarz do nie­dziel­nych Ewan­ge­lii i „Ta­bli­ca Ogło­szeń”, gdzie znaj­dzie­cie za­pro­sze­nia na im­pre­zy ar­ty­stycz­ne i za­chę­tę do przej­rze­nia war­to­ścio­wych ksią­żek.

Za­chę­cam do lek­tu­ry, mnie to za­ję­ło dwa wie­czo­ry i – po­wiem szcze­rze – ni­cze­go nie omi­ną­łem… Po­wo­li zbli­ża się Ad­went… Ja­kie zmia­ny przy­nie­sie w na­szym ży­ciu?

 

Ks. Zbi­gniew Ka­płań­ski