Spotkanie z Jezusem zmienia życie i pozwala żyć w radości

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia uka­zu­je nam spo­tka­nie Je­zu­sa z Sa­ma­ry­tan­ką, któ­re mia­ło miej­sce w Sy­char, w po­bli­żu sta­rej stud­ni, gdzie co­dzien­nie cho­dzi­ła, by za­czerp­nąć wo­dy. Te­go dnia spo­tka­ła tam Je­zu­sa sie­dzą­ce­go, „zmę­czo­ne­go dro­gą” (J 4, 6). Na po­cząt­ku po­wie­dział do niej: „Daj mi pić” (w. 7). W ten spo­sób po­ko­nał ba­rie­ry wro­go­ści, któ­re ist­nia­ły mię­dzy Ży­da­mi a Sa­ma­ry­ta­na­mi i prze­ła­mał sche­ma­ty uprze­dzeń wo­bec ko­biet. (…)

Wiel­ki Post, dro­dzy bra­cia i sio­stry, to okres sto­sow­ny, by zaj­rzeć do na­sze­go wnę­trza, po­zwo­lić, by ujaw­ni­ły się na­sze naj­praw­dziw­sze po­trze­by du­cho­we i w mo­dli­twie pro­sić o Bo­żą po­moc. (…)

Ewan­ge­lia mó­wi, iż ucznio­wie by­li zdzi­wie­ni, że ich Mistrz roz­ma­wiał z tą ko­bie­tą. Ale Pan jest więk­szy od uprze­dzeń, dla­te­go nie bał się za­trzy­mać z Sa­ma­ry­tan­ką: mi­ło­sier­dzie jest więk­sze od uprze­dzeń. Mu­si­my się te­go do­brze na­uczyć! (…) Każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem za­wsze zmie­nia na­sze ży­cie. Jest kro­kiem na­przód, kro­kiem bli­żej Bo­ga. W ten spo­sób każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem zmie­nia na­sze ży­cie. (…)

W tej Ewan­ge­lii tak­że i my znaj­du­je­my bo­dziec aby „zo­sta­wić nasz dzban”, sym­bol te­go wszyst­kie­go, co z po­zo­ru wy­da­je się waż­ne, ale co tra­ci war­tość wo­bec „mi­ło­ści Bo­ga”. Wszy­scy ma­my ja­kiś dzban, cza­sem wię­cej niż je­den! Sta­wiam wam, a tak­że i so­bie py­ta­nie: „Ja­ki jest twój we­wnętrz­ny dzban, ten któ­ry to­bie cią­ży naj­bar­dziej, ten któ­ry od­da­la cie­bie od Bo­ga?”. Odłóż­my go tro­chę na bok i po­czuj­my ser­cem głos Je­zu­sa, któ­ry da­je nam in­ną wo­dę, któ­ra przy­bli­ża nas do Pa­na. Je­ste­śmy we­zwa­ni, aby na no­wo od­kryć wa­gę i sens na­sze­go chrze­ści­jań­skie­go ży­cia, roz­po­czę­te­go chrztem św., i jak Sa­ma­ry­tan­ka świad­czyć na­szym bra­ciom ra­dość ze spo­tka­nia z Je­zu­sem, po­nie­waż jak po­wie­dzia­łem, każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem zmie­nia na­sze ży­cie, a tak­że każ­de spo­tka­nie z Je­zu­sem na­peł­nia nas ra­do­ścią, tą ra­do­ścią, któ­ra pły­nie z na­sze­go wnę­trza. Ta­ki jest Pan. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 23.03.2014 r.

 

Wielki Post okazją do nawrócenia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Ewan­ge­lia (…) co ro­ku przed­sta­wia wy­da­rze­nie ku­sze­nia Je­zu­sa, gdy Duch Świę­ty, któ­ry zstą­pił na Nie­go po chrzcie w Jor­da­nie, skło­nił Go do otwar­tej kon­fron­ta­cji przez czter­dzie­ści dni z sza­ta­nem na pu­sty­ni, za­nim roz­po­czął swo­ją mi­sję pu­blicz­ną. (…)

Je­zus zde­cy­do­wa­nie od­rzu­ca wszyst­kie te po­ku­sy i pod­kre­śla nie­wzru­szo­ną wo­lę, by po­dą­żać dro­gą usta­lo­ną przez Oj­ca, bez ja­kie­go­kol­wiek kom­pro­mi­su z grze­chem oraz lo­gi­ką świa­ta. Do­brze za­uważ­cie, jak od­po­wia­da Je­zus. Nie pro­wa­dzi On dia­lo­gu z sza­ta­nem, jak to uczy­ni­ła Ewę w ziem­skim ra­ju. Je­zus do­brze wie, że z sza­ta­nem nie moż­na pro­wa­dzić dia­lo­gu, bo jest on bar­dzo prze­bie­gły. (…) Pa­mię­taj­my o tym: w chwi­li po­ku­sy, na­szych po­kus, wo­bec sza­ta­na nie li­czą się żad­ne ar­gu­men­ty, ale za­wsze chro­ni nas Sło­wo Bo­że! Ono nas oca­li.

W swo­ich od­po­wie­dziach sza­ta­no­wi Pan przy­po­mi­na nam przede wszyst­kim, że „nie sa­mym chle­bem ży­je czło­wiek, lecz każ­dym sło­wem, któ­re po­cho­dzi z ust Bo­żych” (Mt 4, 4; por. Pwt 8, 3). To da­je nam si­łę, wspie­ra nas w wal­ce z men­tal­no­ścią te­go świa­ta, któ­ra re­du­ku­je czło­wie­ka do po­zio­mu pod­sta­wo­wych po­trzeb, spra­wia­jąc, że tra­ci on głód te­go, co jest praw­dzi­we, do­bre i pięk­ne, głód Bo­ga i Je­go mi­ło­ści. Pan Je­zus przy­po­mi­na rów­nież, że jest tak­że na­pi­sa­ne: „Nie bę­dziesz wy­sta­wiał na pró­bę Pa­na, Bo­ga swe­go” (w. 7), po­nie­waż dro­ga wia­ry pro­wa­dzi rów­nież przez ciem­no­ści, wąt­pli­wo­ści, a kar­mi się cier­pli­wo­ścią, wy­trwa­łym ocze­ki­wa­niem. Przy­po­mi­na wresz­cie, że jest na­pi­sa­ne: „Pa­nu, Bo­gu swe­mu, bę­dziesz od­da­wał po­kłon i Je­mu sa­me­mu słu­żyć bę­dziesz” (w. 10), to zna­czy, że mu­si­my uwol­nić się od boż­ków, od rze­czy próż­nych i bu­do­wać na­sze ży­cie na tym, co naj­istot­niej­sze. (…)

Dro­dzy bra­cia, Wiel­ki Post jest dla nas wszyst­kich do­brą oka­zją, aby od­być dro­gę na­wró­ce­nia, sta­jąc szcze­rze przed tą kar­tą Ewan­ge­lii. Od­nów­my na­sze przy­rze­cze­nia chrzciel­ne (…), aby po­dą­żać Bo­ży­mi dro­ga­mi Bo­ga, „aby­śmy w ra­do­ści Du­cha Świę­te­go do­tar­li do świąt pas­chal­nych”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 9.03.2014 r.

 

Nie lękajcie się spowiedzi

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Przez sa­kra­men­ty wta­jem­ni­cze­nia chrze­ści­jań­skie­go – chrzest, Eu­cha­ry­stię i bierz­mo­wa­nie – czło­wiek otrzy­mu­je no­we ży­cie w Chry­stu­sie. Ale (...) ży­cie to no­si­my „w na­czy­niach gli­nia­nych” (2 Kor 4, 7), na­dal pod­le­ga­my po­ku­sie, cier­pie­niu i śmier­ci i z po­wo­du grze­chu mo­że­my na­wet utra­cić no­we ży­cie. Dla­te­go Pan Je­zus chciał, aby Ko­ściół kon­ty­nu­ował swo­je zbaw­cze dzie­ło tak­że wo­bec swo­ich człon­ków, zwłasz­cza po­przez sa­kra­ment po­jed­na­nia oraz na­masz­cze­nia cho­rych, któ­re moż­na po­łą­czyć pod na­zwą „sa­kra­men­tów uzdro­wie­nia”. Sa­kra­ment po­jed­na­nia jest „sa­kra­men­tem uzdro­wie­nia”. (…)

Sa­kra­ment po­ku­ty i po­jed­na­nia, któ­ry na­zy­wa­my też spo­wie­dzią, wy­pły­wa bez­po­śred­nio z ta­jem­ni­cy pas­chal­nej. (…) O prze­ba­cze­nie pro­si­my dru­gą oso­bę, a w spo­wie­dzi pro­si­my Je­zu­sa o prze­ba­cze­nie. Prze­ba­cze­nie nie jest wy­ni­kiem na­szych wy­sił­ków, ale jest da­rem Du­cha Świę­te­go, któ­ry na­peł­nia nas mi­ło­sier­dziem i ła­ską, nie­ustan­nie wy­pły­wa­ją­cy­mi z prze­bi­te­go ser­ca Chry­stu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go i zmar­twych­wsta­łe­go. (…)

Ktoś mo­że po­wie­dzieć: ja spo­wia­dam się je­dy­nie Bo­gu. Tak, to praw­da (...). Ale na­sze grze­chy wy­mie­rzo­ne są tak­że prze­ciw na­szym bra­ciom, prze­ciw Ko­ścio­ło­wi i dla­te­go trze­ba pro­sić o wy­ba­cze­nie grze­chów bra­ci i Ko­ściół w oso­bie ka­pła­na. Jed­nak ktoś po­wie: „Oj­cze, ja się wsty­dzęˮ. Tak­że wstyd jest do­bry. To zdro­wo mieć tro­chę wsty­du, bo wstyd jest tak­że zba­wien­ny. (…) Ktoś sto­jąc w ko­lej­ce do spo­wie­dzi, od­czu­wa wszyst­ko to, co mu cią­ży na ser­cu, a tak­że wstyd, że­by się wy­spo­wia­dać. Kie­dy skoń­czy się spo­wiedź, od­cho­dzi wol­ny, wspa­nia­ły, od­czu­wa­jąc prze­ba­cze­nie, nie­ska­la­ny, szczę­śli­wy. To wła­śnie jest pięk­no spo­wie­dzi! (…) Niech każ­dy za­py­ta sie­bie: kie­dy spo­wia­da­łem się po raz ostat­ni? Mi­nę­ło wie­le cza­su. Nie trać ani dnia. Śmia­ło idź się wy­spo­wia­dać! Ka­płan bę­dzie dla cie­bie do­bry. Jest tam też Pan Je­zus, któ­ry jest lep­szy niż księ­ża! Je­zus cie­bie przyj­mie z wiel­ką mi­ło­ścią! Bądź dziel­ny i idź (…).

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 19.02.2014 r.

 

 

 

Eucharystia źródłem życia Kościoła

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!

Eu­cha­ry­stia wraz z chrztem i bierz­mo­wa­niem znaj­du­je się w cen­trum „wta­jem­ni­cze­nia chrze­ści­jań­skie­go” (…). W cen­trum prze­strze­ni prze­zna­czo­nej na ce­le­bra­cję znaj­du­je się oł­tarz, któ­ry jest sto­łem na­kry­tym ob­ru­sem, a to nas skła­nia do my­śle­nia o uczcie. Na sto­le znaj­du­je się krzyż, by wska­zy­wać, że na tym oł­ta­rzu spra­wo­wa­na jest ofia­ra Chry­stu­sa: On jest po­kar­mem du­cho­wym, któ­ry tam się przyj­mu­je, pod po­sta­cią chle­ba i wi­na. Obok oł­ta­rza znaj­du­je się am­bo­na, to zna­czy miej­sce, z któ­re­go gło­si się Sło­wo Bo­że: wska­zu­je to, iż tu­taj gro­ma­dzi­my się, by słu­chać Pa­na, któ­ry prze­ma­wia przez Pi­smo Świę­te, a więc otrzy­my­wa­nym przez nas po­kar­mem jest tak­że Je­go Sło­wo.

Sło­wo i Chleb we Mszy św. sta­je się jed­no­ścią, tak jak pod­czas Ostat­niej Wie­cze­rzy, kie­dy wszyst­kie sło­wa Je­zu­sa, wszyst­kie zna­ki, ja­kie uczy­nił, kon­den­su­ją się w ak­cie ła­ma­nia chle­ba i ofia­ro­wa­nia kie­li­cha, za­po­wia­da­jąc ofia­rę krzy­ża w owych sło­wach: „Bierz­cie i jedz­cie, to jest Cia­ło mo­je... Bierz­cie i pij­cie, to jest Krew mo­ja”.

Gest Je­zu­sa do­ko­na­ny pod­czas Ostat­niej Wie­cze­rzy jest naj­wyż­szym dzięk­czy­nie­niem Oj­cu za Je­go mi­łość, za Je­go mi­ło­sier­dzie. (…) Ce­le­bra­cja eu­cha­ry­stycz­na jest czymś znacz­nie wię­cej niż tyl­ko ucztą: jest pa­miąt­ką Pas­chy Je­zu­sa, cen­tral­nej ta­jem­ni­cy zba­wie­nia. „Pa­miąt­ka” nie ozna­cza je­dy­nie ja­kie­goś wspo­mnie­nia, ale pra­gnie po­wie­dzieć, że za każ­dym ra­zem, kie­dy spra­wu­je­my ten sa­kra­ment, uczest­ni­czy­my w ta­jem­ni­cy mę­ki, śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa. (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, ni­gdy nie bę­dzie­my w sta­nie do­sta­tecz­nie po­dzię­ko­wać Bo­gu za dar, ja­ki nam dał w Eu­cha­ry­stii! Jest to bar­dzo wiel­ki dar. Dla­te­go tak waż­ne jest uczest­ni­cze­nie w nie­dziel­nej Mszy św., nie tyl­ko po to, że­by się mo­dlić, ale tak­że aby otrzy­mać Ko­mu­nię, ten chleb, któ­ry jest Cia­łem Je­zu­sa Chry­stu­sa, któ­re nas zba­wia, prze­ba­cza, jed­no­czy z Oj­cem. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 5.02.2014 r.

 

Pracujmy w „Galileach” naszych czasów

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) mó­wi o po­cząt­ku ży­cia pu­blicz­ne­go Je­zu­sa w mia­stecz­kach i wio­skach Ga­li­lei. Je­go mi­sja nie za­czy­na się od Je­ro­zo­li­my, to zna­czy z cen­trum re­li­gij­ne­go, spo­łecz­ne­go i po­li­tycz­ne­go, ale z ob­sza­ru pe­ry­fe­ryj­ne­go, po­gar­dza­ne­go przez Ży­dów ści­ślej prze­strze­ga­ją­cych za­sad re­li­gij­nych ze wzglę­du na obec­ność w tym re­gio­nie róż­nych grup lud­no­ści. Dla­te­go pro­rok Iza­jasz okre­śla go ja­ko „Ga­li­leę po­ga­nˮ (Iz 8, 23). Jest to zie­mia gra­nicz­na, ob­szar tran­zy­to­wy, gdzie spo­tka­li się lu­dzie róż­nych ras, kul­tur i re­li­gii. Ga­li­lea sta­ła się w ten spo­sób miej­scem sym­bo­licz­nym dla otwar­cia Ewan­ge­lii na wszyst­kie na­ro­dy. Z te­go punk­tu wi­dze­nia Ga­li­lea przy­po­mi­na dzi­siej­szy świat: współ­ist­nie­nie róż­nych kul­tur, ko­niecz­ność kon­fron­ta­cji i spo­tka­nia. Tak­że i my je­ste­śmy co­dzien­nie za­nu­rze­ni w „Ga­li­lei po­ga­nˮ, a te­go ro­dza­ju w tym kon­tek­ście mo­że­my się prze­stra­szyć i ulec po­ku­sie bu­do­wa­nia ogro­dzeń, by być bez­piecz­niej­szy­mi, le­piej chro­nio­ny­mi. Ale Je­zus uczy nas, że Do­bra No­wi­na nie jest ogra­ni­czo­na do jed­nej czę­ści ro­dza­ju ludz­kie­go, na­le­ży ją prze­ka­zy­wać wszyst­kim. (…)

Wy­ru­sza­jąc z Ga­li­lei, Je­zus uczy nas, że nikt nie jest wy­klu­czo­ny ze zba­wie­nia Bo­ga, a wręcz że Bóg wo­li roz­po­cząć od pe­ry­fe­rii, od ostat­nich, aby do­trzeć do wszyst­kich. (…) Je­zus roz­po­czy­na swo­ją mi­sję nie tyl­ko z miej­sca po­za cen­trum, ale tak­że od lu­dzi, któ­rych moż­na by na­zwać „ni­skiej po­zy­cjiˮ. By wy­brać swo­ich pierw­szych uczniów (…) kie­ro­wał się do lu­dzi skrom­nych i pro­stych (…).

Dro­dzy przy­ja­cie­le, Pan po­wo­łu­je tak­że dzi­siaj! Prze­cho­dzi dro­ga­mi na­sze­go ży­cia co­dzien­ne­go. Wzy­wa nas, by­śmy szli z Nim, z Nim pra­co­wa­li dla Kró­le­stwa Bo­że­go, w „Ga­li­le­achˮ na­szych cza­sów. Po­zwól­my, aby do­tar­ło do nas Je­go spoj­rze­nie, Je­go głos i idź­my za Nim, „aby ra­dość Ewan­ge­lii do­tar­ła aż po krań­ce zie­mi, i żad­ne pe­ry­fe­rie nie zo­sta­ły po­zba­wio­ne jej świa­tła”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan 26.01.2014 r.

 

Ochrzczone dziecko jest cudem wiary

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Ewan­ge­lia pod­kre­śla, że gdy Je­zus zo­stał ochrzczo­ny przez Ja­na w Jor­da­nie „otwo­rzy­ły Mu się nie­bio­sa” (Mt 3, 16). Jest to wy­peł­nie­nie pro­roctw. Jest bo­wiem pew­ne we­zwa­nie, któ­re li­tur­gia ka­że nam po­wta­rzać w okre­sie Ad­wen­tu: „Obyś roz­darł nie­bio­sa i zstą­pił” (Iz 63, 19). Je­śli nie­bio­sa po­zo­sta­ją za­mknię­te, to per­spek­ty­wa w tym ży­ciu do­cze­snym jest ciem­na, bez na­dziei. (…) Uka­za­nie się Sy­na Bo­że­go na zie­mi ozna­cza po­czą­tek wiel­kie­go cza­su mi­ło­sier­dzia, po tym jak grzech za­mknął nie­bio­sa, wzno­sząc jak­by prze­szko­dę mię­dzy czło­wie­kiem a je­go Stwór­cą. (…)

Gdy Je­zus otrzy­mał chrzest po­ku­ty z rąk św. Ja­na Chrzci­cie­la, so­li­da­ry­zu­jąc się z po­ku­tu­ją­cym lu­dem – On bez grze­chu i nie po­trze­bu­ją­cy na­wró­ce­nia – Bóg Oj­ciec spra­wił, że usły­sza­no je­go głos z nie­ba: „Ten jest mój Syn umi­ło­wa­ny, w któ­rym mam upodo­ba­nie” (w. 17). Je­zus otrzy­mu­je apro­ba­tę Oj­ca Nie­bie­skie­go, któ­ry po­słał Go wła­śnie po to, aby zgo­dził się dzie­lić na­szą ludz­ką kon­dy­cję, na­sze ubó­stwo. Dzie­le­nie się jest praw­dzi­wym mi­ło­wa­niem. Je­zus nie od­dzie­la się od nas, uwa­ża nas za bra­ci i dzie­li się z na­mi. W ten spo­sób czy­ni nas wraz z Nim dzieć­mi Bo­ga Oj­ca. To jest ob­ja­wie­nie i źró­dło praw­dzi­wej mi­ło­ści.

Czy nie wy­da­je się wam, że w na­szych cza­sach po­trze­ba wię­cej bra­ter­skie­go dzie­le­nia się i mi­ło­ści? Czy nie wy­da­je się wam, że wszy­scy po­trze­bu­je­my wię­cej mi­ło­sier­dzia? Nie ta­kie­go, któ­re za­do­wa­la się do­ryw­czą po­mo­cą, któ­ra nie an­ga­żu­je, nie wy­sta­wia na ry­zy­ko, ale ta­kie­go mi­ło­sier­dzia, któ­re współ­uczest­ni­czy, któ­re obar­cza się nie­do­god­no­ścia­mi i cier­pie­niem bra­ta. Ja­kie­goż sma­ku na­bie­ra ży­cie, kie­dy po­zwa­la­my się ogar­nąć mi­ło­ścią Bo­ga!

Pro­śmy Naj­święt­szą Ma­ry­ję Pan­nę, aby swo­im wsta­wien­nic­twem pod­trzy­my­wa­ła nas w na­szym za­an­ga­żo­wa­niu na­śla­do­wa­nia Chry­stu­sa na dro­dze wia­ry i mi­ło­sier­dzia, na dro­dze wy­ty­czo­nej na­szym chrztem.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan 12.01.2014 r.

 

Kościół jest domem radości!

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry,

Dziś (…) w li­tur­gii roz­brzmie­wa wie­lo­krot­nie za­chę­ta, by się we­se­lić, za­chę­ta do ra­do­ści (…).

Ale ra­dość Ewan­ge­lii nie jest ra­do­ścią by­le ja­ką. Jej po­wo­dem jest świa­do­mość, że je­ste­śmy przy­ję­ci i umi­ło­wa­ni przez Bo­ga. Jak to nam dziś przy­po­mi­na pro­rok Iza­jasz (por. 35, 1–6a. 8a. 10 ), Bóg jest tym, któ­ry przy­cho­dzi, aby nas zba­wić i spie­szy z po­mo­cą zwłasz­cza tym, któ­rzy po­gu­bi­li się w swym ser­cu. Je­go przyj­ście mię­dzy nas do­da­je nam sił, czy­ni moc­ny­mi, da­je od­wa­gę, spra­wia, że pu­sty­nia i step ra­du­ją się i kwit­ną – to zna­czy na­sze ży­cie, gdy sta­je się ja­ło­we, bez wo­dy Sło­wa Bo­że­go i Je­go Du­cha mi­ło­ści. Nie­za­leż­nie od te­go, jak wiel­kie by­ły­by na­sze ogra­ni­cze­nia i za­gu­bie­nie, nie mo­że­my być sła­bi i nie­zde­cy­do­wa­ni w ob­li­czu trud­no­ści i na­szych sła­bo­ści. Wręcz prze­ciw­nie, je­ste­śmy za­chę­ce­ni, by po­krze­pić rę­ce osła­błe, wzmoc­nić ko­la­na omdla­łe, by­śmy mie­li od­wa­gę i nie lę­ka­li się, bo nasz Bóg za­wsze uka­zu­je wiel­kość Swe­go mi­ło­sier­dzia. On da­je nam si­ły, by­śmy mo­gli iść na­przód. On jest z na­mi, aby nam po­móc w po­dą­ża­niu na­przód. To Bóg, któ­ry bar­dzo nas ko­cha. I dla­te­go jest z na­mi, aby nam po­móc, aby nas po­krze­pić, by­śmy od­waż­nie po­dą­ża­li na­przód. Dzię­ki Je­go po­mo­cy za­wsze mo­że­my za­cząć od no­wa. (…)

Chrze­ści­jań­ska ra­dość, po­dob­nie jak i na­dzie­ja, ma swo­ją pod­sta­wę w wier­no­ści Bo­ga, w pew­no­ści, że On za­wsze do­trzy­mu­je swo­ich obiet­nic. Pro­rok Iza­jasz na­po­mi­na lu­dzi, któ­rzy zgu­bi­li dro­gę i któ­rym trud­no po­wie­rzyć się wier­no­ści Pa­na, bo Je­go zba­wie­nie się nie opóź­ni i wkro­czy w ich ży­cie. Ci, któ­rzy spo­tka­li Je­zu­sa na swej dro­dze, do­świad­cza­ją w swym ser­cu spo­ko­ju i ra­do­ści, któ­rych nic i nikt nie mo­że ich po­zba­wić. Na­szą ra­do­ścią jest Je­zus Chry­stus, Je­go mi­łość wier­na i nie­wy­czer­pal­na! Dla­te­go, kie­dy ja­kiś chrze­ści­ja­nin sta­je się smut­ny, ozna­cza to, że od­da­lił się od Je­zu­sa. Ale wte­dy nie moż­na zo­sta­wiać go sa­me­go! Po­win­ni­śmy za nie­go się mo­dlić, dać mu od­czuć ser­decz­ną mi­łość wspól­no­ty.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 15.12.2013 r.

 

Braterstwo podstawą i drogą pokoju

W tym mo­im (…) orę­dziu (…) pra­gnę skie­ro­wać do wszyst­kich, po­szcze­gól­nych osób i na­ro­dów, ży­cze­nia ży­cia peł­ne­go ra­do­ści i na­dziei. W ser­cu każ­de­go czło­wie­ka kry­je się bo­wiem pra­gnie­nie ży­cia peł­ne­go, do któ­re­go na­le­ży nie­od­par­te dą­że­nie do bra­ter­stwa, po­bu­dza­ją­ce do jed­no­ści z in­ny­mi, w któ­rych znaj­du­je­my nie wro­gów czy kon­ku­ren­tów, ale bra­ci, któ­rych trze­ba ser­decz­nie przy­jąć.

Rze­czy­wi­ście bra­ter­stwo jest istot­nym wy­mia­rem czło­wie­ka, któ­ry jest isto­tą spo­łecz­ną. Ży­wa świa­do­mość te­go ak­tu pro­wa­dzi nas do po­strze­ga­nia i trak­to­wa­nia każ­dej oso­by ja­ko praw­dzi­wej sio­stry i praw­dzi­we­go bra­ta. Bez te­go sta­je się nie­moż­li­wym bu­do­wa­nie spo­łe­czeń­stwa spra­wie­dli­we­go, a tak­że sta­bil­ne­go i trwa­łe­go po­ko­ju. Mu­si­my pa­mię­tać, że bra­ter­stwa za­czy­na­my się uczyć za­zwy­czaj w ob­rę­bie ro­dzi­ny, zwłasz­cza dzię­ki od­po­wie­dzial­ne­mu i uzu­peł­nia­ją­ce­mu się speł­nia­niu ról wła­ści­wych wszyst­kim jej człon­kom, szcze­gól­nie oj­ca i mat­ki. Ro­dzi­na jest źró­dłem wszel­kie­go bra­ter­stwa, dla­te­go jest rów­nież pod­sta­wą i głów­ną dro­gą po­ko­ju, po­nie­waż na mo­cy swe­go po­wo­ła­nia po­win­na „za­ra­zić” świat swą mi­ło­ścią.

Nie­ustan­nie na­ra­sta­ją­ca licz­ba wza­jem­nych po­wią­zań i ko­mu­ni­ka­cji, ja­kie spo­wi­ja­ją na­szą pla­ne­tę, spra­wia, że wśród na­ro­dów zie­mi świa­do­mość jed­no­ści i dzie­le­nia wspól­ne­go lo­su sta­je się bar­dziej na­ma­cal­na. W ten spo­sób w dy­na­mi­ce hi­sto­rii, po­mi­mo róż­no­rod­no­ści grup et­nicz­nych, kul­tur i spo­łe­czeństw, do­strze­ga­my za­siew po­wo­ła­nia do two­rze­nia jed­nej wspól­no­ty, skła­da­ją­cej się z bra­ci, któ­rzy na­wza­jem sie­bie przyj­mu­ją, trosz­cząc się jed­ni o dru­gich. (…)

We­dług opo­wia­da­nia o po­cząt­kach wszy­scy lu­dzie po­cho­dzą od wspól­nych ro­dzi­ców, od Ada­ma i Ewy, pa­ry stwo­rzo­nej przez Bo­ga na Je­go ob­raz i po­do­bień­stwo (por. Rdz 1, 26), z któ­rych zro­dzi­li się Ka­in i Abel. W hi­sto­rii pierw­szej ro­dzi­ny od­czy­tu­je­my ge­ne­zę spo­łe­czeń­stwa, ewo­lu­cję re­la­cji mię­dzy ludź­mi i na­ro­da­mi. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 12.12.2013 r.

 

Wspomnij na nas Panie

Dzi­siej­sza uro­czy­stość (…) sta­no­wi uko­ro­no­wa­nie ro­ku li­tur­gicz­ne­go. Mo­ty­wem prze­wod­nim (…) jest cen­tral­ne miej­sce Chry­stu­sa. (…) Apo­stoł Pa­weł da­je nam bar­dzo głę­bo­ką wi­zję cen­tral­ne­go miej­sca Chry­stu­sa. Przed­sta­wia Go ja­ko pier­wo­rod­ne­go wo­bec każ­de­go stwo­rze­nia: w Nim, przez Nie­go i dla Nie­go zo­sta­ło wszyst­ko stwo­rzo­ne. On jest cen­trum wszyst­kich rze­czy, jest ich po­cząt­kiem. Bóg dał Mu peł­nię, ca­łość, aby w Nim wszyst­ko po­jed­nać ze so­bą (por. 1, 12–20). (…)

Chry­stus jest nie tyl­ko cen­trum stwo­rze­nia, ale tak­że cen­trum Lu­du Bo­że­go. Jest wła­śnie tu i te­raz w cen­trum nas. Jest tu­taj obec­nie w Sło­wie i bę­dzie na oł­ta­rzu, ży­wy, obec­ny po­śród nas. (…) I wresz­cie Chry­stus jest cen­trum hi­sto­rii ludz­ko­ści i każ­de­go czło­wie­ka. Je­mu mo­że­my przed­sta­wić ra­do­ści i na­dzie­je, smut­ki i nie­po­ko­je, z któ­rych utka­ne jest na­sze ży­cie. Gdy Je­zus jest w cen­trum, to roz­ja­śnia­ją się na­wet naj­ciem­niej­sze mo­men­ty na­sze­go ży­cia i da­je On nam na­dzie­ję, jak to się dzie­je z do­brym ło­trem w dzi­siej­szej Ewan­ge­lii.

Pod­czas gdy wszy­scy in­ni zwra­ca­ją się do Je­zu­sa z po­gar­dą – „Je­śli je­steś Me­sja­szem, Wy­brań­cem Bo­żym, wy­baw sa­me­go sie­bie, scho­dząc z krzy­żaˮ – to ów czło­wiek, któ­ry w ży­ciu się po­gu­bił, na sa­mym koń­cu skru­szo­ny lgnie do Je­zu­sa ukrzy­żo­wa­ne­go, bła­ga­jąc: „Wspo­mnij na mnie, gdy przyj­dziesz do swe­go kró­le­stwaˮ (Łk 23, 42). A Je­zus mu obie­cu­je: „Dziś ze Mną bę­dziesz w ra­juˮ (w. 43). Je­zus wy­po­wia­da je­dy­nie sło­wo prze­ba­cze­nia, a nie po­tę­pie­nia. (…)

Obiet­ni­ca Je­zu­sa da­na do­bre­mu ło­tro­wi da­je nam wiel­ką na­dzie­ję: mó­wi nam, że ła­ska Bo­ża jest za­wsze ob­fit­sza niż mo­dli­twa, któ­ra o nią pro­si­ła. Pan da­je za­wsze wię­cej niż to, o co jest pro­szo­ny, jest bar­dzo hoj­ny: pro­sisz Go, aby wspo­mniał na cie­bie, a On pro­wa­dzi cię do swe­go kró­le­stwa! (…) Pro­śmy Pa­na, aby o nas pa­mię­tał, bę­dąc pew­ny­mi, że dzię­ki Je­go ła­sce bę­dzie­my mo­gli mieć udział w Je­go chwa­le w Nie­bie. Idź­my wszy­scy tą dro­gą.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek, Wa­ty­kan, 24.11.2013 r.

 

 

 

Ufajmy Panu, który nie opuszcza nas w trudnych chwilach

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) (Łk 21, 5–19) w pierw­szej czę­ści mo­wą Je­zu­sa o cza­sach osta­tecz­nych. Je­zus wy­gła­sza ją w Je­ro­zo­li­mie w po­bli­żu świą­ty­ni: po­bu­dza­ją Go do te­go lu­dzie, któ­rzy mó­wi­li o świą­ty­ni i jej pięk­nie, gdyż rze­czy­wi­ście by­ła ona pięk­na. Wte­dy Je­zus po­wie­dział: „Przyj­dzie czas, kie­dy z te­go, na co pa­trzy­cie, nie zo­sta­nie ka­mień na ka­mie­niu” (Łk 21, 6). Oczy­wi­ście py­ta­ją Go: Kie­dy to się sta­nie? Ja­kie bę­dą te­go zna­ki? Ale Je­zus prze­no­si uwa­gę z tych aspek­tów dru­go­rzęd­nych – kie­dy to bę­dzie, jak bę­dzie – na praw­dzi­we pro­ble­my. Są to dwie spra­wy. Po pierw­sze: nie daj­cie się zwieść fał­szy­wym me­sja­szom i nie daj­cie się spa­ra­li­żo­wać stra­chem. Po dru­gie: na­le­ży prze­ży­wać czas ocze­ki­wa­nia ja­ko czas świa­dec­twa i wy­trwa­ło­ści. I my je­ste­śmy w tym cza­sie ocze­ki­wa­nia na na­dej­ście Pa­na. Ta mo­wa Je­zu­sa jest za­wsze ak­tu­al­na, tak­że dla nas, ży­ją­cych w XXI wie­ku. (…)

Dru­gi aspekt od­wo­łu­je się do nas wła­śnie ja­ko do chrze­ści­jan i ja­ko Ko­ścio­ła: Je­zus za­po­wia­da bo­le­sne do­świad­cze­nia i prze­śla­do­wa­nia, ja­kie Je­go ucznio­wie bę­dą mu­sie­li cier­pieć z Je­go po­wo­du. Za­pew­nia jed­nak, że „włos z gło­wy wam nie zgi­nie” (w. 18). Przy­po­mi­na nam, że je­ste­śmy cał­ko­wi­cie w rę­kach Bo­ga! (…)

I wresz­cie Je­zus skła­da obiet­ni­cę, któ­ra jest gwa­ran­cją zwy­cię­stwa: „Przez swo­ją wy­trwa­łość oca­li­cie wa­sze ży­cieˮ (w. 19). Ileż na­dziei jest w tych sło­wach! Są one we­zwa­niem do na­dziei i cier­pli­wo­ści, do umie­jęt­no­ści ocze­ki­wa­nia na nie­za­wod­ne owo­ce zba­wie­nia, ufa­jąc w głę­bo­ki sens ży­cia i hi­sto­rii: do­świad­cze­nia i trud­no­ści sta­no­wią część więk­sze­go pla­nu; Pan, wład­ca hi­sto­rii, pro­wa­dzi wszyst­ko do jej wy­peł­nie­nia. (…)

To orę­dzie Je­zu­sa ka­że nam za­sta­no­wić się nad na­szą te­raź­niej­szo­ścią i da­je nam moc do sta­wie­nia jej czo­ła z od­wa­gą i na­dzie­ją, w to­wa­rzy­stwie Ma­ryi, któ­ra za­wsze wę­dru­je z na­mi. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 17.11.2013 r.

 

Żyjcie z wiarą i prostotą

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Czy­ta­nia (…) za­chę­ca­ją nas do roz­wa­że­nia nie­któ­rych klu­czo­wych funk­cji ro­dzi­ny chrze­ści­jań­skiej.

Po pierw­sze: ro­dzi­na, któ­ra się mo­dli. Frag­ment Ewan­ge­lii uwy­pu­kla dwa spo­so­by mo­dli­twy: je­den fał­szy­wy – fa­ry­ze­usza – i dru­gi au­ten­tycz­ny – cel­ni­ka. (…)

Mo­dli­twa cel­ni­ka jest mo­dli­twą ubo­gie­go, mo­dli­twą mi­łą Bo­gu, pod­czas gdy mo­dli­twa fa­ry­ze­usza jest ob­cią­żo­na ba­la­stem próż­no­ści.

W świe­tle te­go sło­wa, chciał­bym was za­py­tać: Czy mo­dli­cie się nie­kie­dy ja­ko ro­dzi­na? Wie­lu mi po­wie: Jak to się ro­bi? Mo­dli­twa jest spra­wą oso­bi­stą, a po­za tym ni­gdy nie ma sto­sow­nej, spo­koj­nej chwi­li... Tak, to praw­da, ale jest rów­nież kwe­stia po­ko­ry, uzna­nia, że po­trze­bu­je­my Bo­ga, tak jak cel­nik! Po­trzeb­na jest pro­sto­ta! (…)

Dru­gie czy­ta­nie su­ge­ru­je nam in­ną kwe­stię: ro­dzi­na strze­że wia­ry. Apo­stoł Pa­weł u schył­ku swe­go ży­cia do­ko­nu­je za­sad­ni­cze­go bi­lan­su: „Wia­rę ustrzegłem”(2 Tm 4, 7). (…) Pa­weł ustrzegł wia­rę, bo tak jak ją otrzy­mał, tak też ją da­wał, idąc na pe­ry­fe­rie, nie oko­pu­jąc się w po­zy­cjach obron­nych.

Mo­że­my za­dać so­bie py­ta­nie: W ja­ki spo­sób strze­że­my na­szej wia­ry? Czy za­cho­wu­je­my ją dla nas, w na­szej ro­dzi­nie, ja­ko do­bro pry­wat­ne, czy też umie­my się nią dzie­lić po­przez świa­dec­two, go­ścin­ność, otwar­tość na in­nych? (…)

Ostat­ni aspekt czer­pie­my ze sło­wa Bo­że­go: ro­dzi­na prze­ży­wa­ją­ca ra­dość. W psal­mie re­spon­so­ryj­nym znaj­du­je­my na­stę­pu­ją­ce wy­ra­że­nie: „Niech sły­szą to po­kor­ni i niech się weselą”(Ps 33, 3). Ca­ły ten psalm jest hym­nem na cześć Pa­na – źró­dła ra­do­ści i po­ko­ju. (…)

Dro­gie ro­dzi­ny, do­brze o tym wie­cie: praw­dzi­wa ra­dość, ja­ką prze­ży­wa­my w ro­dzi­nie, nie jest czymś po­wierz­chow­nym (…). U pod­staw uczu­cia głę­bo­kiej ra­do­ści jest obec­ność Bo­ga w ro­dzi­nie, jest Je­go mi­łość go­ścin­na, mi­ło­sier­na, sza­nu­ją­ca każ­de­go. Tyl­ko Bóg umie z róż­nic two­rzyć har­mo­nię. (…) Dro­gie ro­dzi­ny, za­wsze żyj­cie z wia­rą i pro­sto­tą, jak Świę­ta Ro­dzi­na z Na­za­re­tu. Niech ra­dość i po­kój Pa­na bę­dą za­wsze z wa­mi!

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 27.10.2013 r.

 

Módlmy się każdego dnia

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W (…) Ewan­ge­lii Je­zus opo­wia­da przy­po­wieść o tym, że trze­ba się mo­dlić za­wsze, nie­stru­dze­nie. Głów­ną jej bo­ha­ter­ką jest wdo­wa, któ­rej dzię­ki bła­ga­niu uda­je się zy­skać od nie­uczci­we­go sę­dzie­go za­dość­uczy­nie­nie spra­wie­dli­wo­ści. Je­zus koń­czy: je­śli wdo­wie uda­ło się prze­ko­nać te­go sę­dzie­go, czy my­śli­cie, że Bóg nie wy­słu­cha nas, je­śli się do Nie­go mo­dli­my upo­rczy­wie? Sło­wa Je­zu­sa są bar­dzo moc­ne: „A Bóg, czyż nie weź­mie w obro­nę swo­ich wy­bra­nych, któ­rzy dniem i no­cą wo­ła­ją do Nie­go” (Łk 18, 7).

Wo­łać w dzień i w no­cy” do Bo­ga! Ten ob­raz mo­dli­twy wy­wie­ra na nas wiel­kie wra­że­nie. Ale za­py­taj­my, dla­cze­go Bóg te­go chce? Czyż nie zna On już na­szych po­trzeb?

(...) Bóg wzy­wa nas do na­tar­czy­wej mo­dli­twy nie dla­te­go, że nie wie, cze­go po­trze­bu­je­my ani nie dla­te­go, że nas nie słu­cha. Wręcz prze­ciw­nie, On słu­cha za­wsze i wie o nas wszyst­ko, z mi­ło­ścią. Na na­szej co­dzien­nej dro­dze, a zwłasz­cza w trud­no­ściach, w wal­ce ze złem (...) Pan nie jest da­le­ko, jest po na­szej stro­nie. Wal­czy­my, ma­jąc Go u na­sze­go bo­ku, a na­szą bro­nią jest wła­śnie mo­dli­twa, któ­ra spra­wia, że czuj­my obok sie­bie Je­go obec­ność, Je­go mi­ło­sier­dzie, a tak­że Je­go po­moc. (…) Bóg jest na­szym sprzy­mie­rzeń­cem, wia­ra w Nie­go jest na­szą mo­cą, a mo­dli­twa jest wy­ra­zem tej wia­ry. Dla­te­go Je­zus za­pew­nia nam zwy­cię­stwo, ale na koń­cu py­ta: „Czy jed­nak Syn Czło­wie­czy znaj­dzie wia­rę na zie­mi, gdy przyj­dzie?” (Łk 18, 8). Je­śli za­mie­ra wia­ra, je­śli za­mie­ra mo­dli­twa, to i my po­dą­ża­my w ciem­no­ści, gu­bi­my się na dro­dze ży­cio­wej.

Na­ucz­my się więc od wdo­wy z Ewan­ge­lii, by mo­dlić się za­wsze, nie­stru­dze­nie. Ja­ka dziel­na by­ła ta wdo­wa! Umia­ła wal­czyć o swo­je dzie­ci! I my­ślę tu o tak wie­lu ko­bie­tach, któ­re wal­czą o swo­ją ro­dzi­nę, któ­re mo­dlą się, któ­re ni­gdy się nie mę­czą. (…) Mo­dlić się za­wsze, ale nie po to, że­by prze­ko­nać Pa­na si­łą słów! On wie le­piej od nas, cze­go po­trze­bu­je­my! Wy­trwa­ła mo­dli­twa jest ra­czej wy­ra­zem wia­ry w Bo­ga, któ­ry wzy­wa nas do co­dzien­nej wal­ki, w każ­dej chwi­li, wraz z Nim, aby zło do­brem zwy­cię­żać.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 20.10.2013 r.

 

Chwalmy Pana

Ewan­ge­lia (…) przed­sta­wia je­den z tych epi­zo­dów ży­cia Chry­stu­sa, któ­re (…) za­wie­ra­ją głę­bo­kie zna­cze­nie (por. Mk 9, 38–41). Cho­dzi o to, że pe­wien czło­wiek, któ­ry nie na­le­żał do gro­na uczniów Je­zu­sa, wy­rzu­cał de­mo­ny w Je­go imię. Apo­stoł Jan (…) chciał­by mu te­go za­bro­nić, ale Je­zus na to nie po­zwa­la, co wię­cej, wy­ko­rzy­stu­je tę oka­zję, aby po­uczyć swo­ich uczniów, że Bóg mo­że do­ko­ny­wać rze­czy do­brych, na­wet cu­dow­nych, tak­że po­za ich krę­giem i że moż­na współ­pra­co­wać na rzecz Kró­le­stwa Bo­że­go w róż­ny spo­sób, rów­nież po­da­jąc mi­sjo­na­rzo­wi po pro­stu szklan­kę wo­dy (w. 41). Na ten te­mat pi­sze św. Au­gu­styn: „Tak jak w ka­to­li­cy­zmie – to zna­czy w Ko­ście­le – moż­na zna­leźć to, co nie ka­to­lic­kie, tak po­za ka­to­li­cy­zmem mo­że ist­nieć coś ka­to­lic­kie­goˮ. (…) Dla­te­go człon­ko­wie Ko­ścio­ła, nie po­win­ni ży­wić za­zdro­ści, ale cie­szyć się, je­że­li ktoś spo­za wspól­no­ty czy­ni do­bro w imię Chry­stu­sa, je­że­li czy­ni to ze słusz­ną in­ten­cją i z sza­cun­kiem. Tak­że w ob­rę­bie sa­me­go Ko­ścio­ła mo­że się cza­sa­mi zda­rzyć, że z tru­dem do­ce­nia się i wy­ko­rzy­stu­je do­bre rze­czy do­ko­na­ne przez roz­ma­ite nur­ty ko­ściel­ne. (…)

W (…) li­tur­gii sły­szy­my tak­że za­rzut apo­sto­ła Ja­ku­ba wo­bec nie­uczci­wych bo­ga­czy, po­kła­da­ją­cych uf­ność w bo­gac­twach zgro­ma­dzo­nych na dro­dze nad­użyć (por. Jk 5, 1–6). Na ten te­mat Ce­za­ry z Ar­les, w jed­nej ze swych mów stwier­dza: „Bo­gac­two nie mo­że za­szko­dzić czło­wie­ko­wi do­bre­mu, po­nie­waż da­je je z mi­ło­sier­dziem, tak jak nie mo­że po­móc czło­wie­ko­wi złe­mu, do­pó­ki łap­czy­wie je trzy­ma lub mar­nu­je pro­wa­dząc do stra­tˮ (Ka­za­nie 35, 4). Sło­wa apo­sto­ła Ja­ku­ba, prze­strze­ga­jąc przed próż­ną po­żą­dli­wo­ścią dóbr ma­te­rial­nych, sta­no­wią po­tęż­ne we­zwa­nie do ko­rzy­sta­nia z nich w per­spek­ty­wie so­li­dar­no­ści i do­bra wspól­ne­go, dzia­ła­jąc za­wsze spra­wie­dli­wie i mo­ral­nie, na wszyst­kich po­zio­mach.

Dro­dzy przy­ja­cie­le, za wsta­wien­nic­twem Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny mó­dl­my się, aby­śmy po­tra­fi­li się cie­szyć z każ­de­go ge­stu i ini­cja­ty­wy do­bra, bez za­wi­ści i za­zdro­ści, oraz po­tra­fi­li mą­drze ko­rzy­stać z dóbr do­cze­snych w nie­ustan­nym po­szu­ki­wa­niu dóbr wiecz­nych.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 30.09.2013 r.

 

Radością Boga jest przebaczenie

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W (…) li­tur­gii czy­ta­my 15. roz­dział Ewan­ge­lii św. Łu­ka­sza, któ­ry za­wie­ra trzy przy­po­wie­ści o mi­ło­sier­dziu: o za­gu­bio­nej owcy, o utra­co­nej mo­ne­cie, a na­stęp­nie naj­dłuż­szą z nich, ty­po­wą dla św. Łu­ka­sza, o oj­cu i dwóch sy­nach, sy­nu „mar­no­traw­nym” i sy­nu, któ­ry uwa­ża sie­bie za spra­wie­dli­we­go. Wszyst­kie te trzy przy­po­wie­ści mó­wią o ra­do­ści Bo­ga. Co jest ra­do­ścią Bo­ga? Prze­ba­cze­nie. (…) Mi­ło­sier­dzie jest praw­dzi­wą si­łą, któ­ra mo­że oca­lić czło­wie­ka i świat z „ra­ka”, ja­kim jest grzech, zło mo­ral­ne, du­cho­we. (…)

Je­zus jest ca­ły mi­ło­sier­dziem, ca­ły mi­ło­ścią: jest Bo­giem, któ­ry stał się czło­wie­kiem. Każ­dy z nas jest ową owcą za­gu­bio­ną, tą utra­co­ną mo­ne­tą. Każ­dy z nas jest owym sy­nem, któ­ry zmar­no­wał swo­ją wol­ność, idąc za fał­szy­wy­mi boż­ka­mi, ilu­zja­mi szczę­ścia i wszyst­ko utra­cił. Ale Bóg o nas nie za­po­mi­na, Oj­ciec ni­gdy nas nie opusz­cza. Sza­nu­je na­szą wol­ność, ale za­wsze po­zo­sta­je wier­ny. A kie­dy do Nie­go po­wró­ci­my, wi­ta nas jak sy­nów w swo­im do­mu, bo ni­gdy, na­wet na chwi­lę, nie prze­stał nas z mi­ło­ścią ocze­ki­wać. (…)

Na czym po­le­ga nie­bez­pie­czeń­stwo? Że za­kła­da­my, iż je­ste­śmy spra­wie­dli­wi; że osą­dza­my in­nych. Osą­dza­my też Bo­ga, po­nie­waż uwa­ża­my, że po­wi­nien uka­rać grzesz­ni­ków, ska­zać ich na śmierć, a nie prze­ba­czać. Wte­dy wła­śnie na­ra­ża­my się na to, że bę­dzie­my po­za do­mem Oj­ca! (…) Je­śli w na­szym ser­cu nie ma mi­ło­sier­dzia, ra­do­ści prze­ba­cze­nia, to nie je­ste­śmy w ko­mu­nii z Bo­giem, na­wet je­śli bę­dzie­my prze­strze­gać wszyst­kich przy­ka­zań, bo to mi­łość zba­wia, a nie tyl­ko prak­ty­ko­wa­nie przy­ka­zań. To mi­łość Bo­ga i bliź­nie­go jest wy­peł­nie­niem wszyst­kich przy­ka­zań.

Je­że­li ży­je­my we­dług pra­wa: „oko za oko, ząb za ząb”, nie wyj­dzie­my ze spi­ra­li zła. Zły jest spryt­ny i łu­dzi nas, że mo­że­my zba­wić sie­bie i świat z na­szą ludz­ką spra­wie­dli­wo­ścią. W rze­czy­wi­sto­ści tyl­ko Bo­ża spra­wie­dli­wość mo­że nas zba­wić! A spra­wie­dli­wość Bo­ża ob­ja­wia się na krzy­żu. (…) Ten naj­wyż­szy akt spra­wie­dli­wo­ści jest tak­że mi­ło­sier­dziem. Je­zus wzy­wa nas wszyst­kich do po­dą­ża­nia tą ścież­ką: „Bądź­cie mi­ło­sier­ni, jak Oj­ciec wasz jest mi­ło­sier­ny” (Łk 6, 36 ). (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 15.09.2013 r.

 

Bądźcie uczniami i misjonarzami Chrystusa

Mło­dzi Przy­ja­cie­le!

Do­brze, że tu je­ste­śmy” – za­wo­łał Piotr na wi­dok Pa­na Je­zu­sa prze­mie­nio­ne­go, w chwa­le. Czy my rów­nież mo­że­my wy­po­wie­dzieć te sło­wa? (…) „Bo­ta fé – do­daj wia­ry”. Krzyż Świa­to­we­go Dnia Mło­dzie­ży gło­sił te sło­wa w cza­sie ca­łe­go swe­go piel­grzy­mo­wa­nia po Bra­zy­lii. „Do­daj wia­ry” – co to zna­czy? (…) „Do­dać” to zna­czy umie­ścić, do­lać. Dro­ga mło­dzie­ży, tak jest tak­że w na­szym ży­ciu; je­śli chce­my, aby mia­ło ono na­praw­dę sens i by­ło peł­ne, jak sa­mi te­go pra­gnie­cie i na co za­słu­gu­je­cie, to mó­wię każ­de­mu i każ­dej z was: „Do­daj wia­ry”, a ży­cie na­bie­rze no­we­go sma­ku, ży­cie bę­dzie mia­ło bu­so­lę, wska­zu­ją­cą kie­ru­nek; „do­daj na­dziei”, a każ­dy twój dzień bę­dzie oświe­co­ny i twój ho­ry­zont nie bę­dzie już ciem­ny, lecz pe­łen świa­tła; „do­daj mi­ło­ści”, a two­je ży­cie bę­dzie jak dom zbu­do­wa­ny na ska­le, two­je po­dą­ża­nie bę­dzie ra­do­sne, bo spo­tkasz wie­lu przy­ja­ciół, któ­rzy idą wraz z to­bą. Do­daj wia­ry, do­daj na­dziei, do­daj mi­ło­ści! (…) Ale kto mo­że dać nam to wszyst­ko? W Ewan­ge­lii sły­szy­my od­po­wiedź: Chry­stus. „To jest Syn mój, Wy­bra­ny, Je­go słu­chaj­cie!”. Je­zus da­je nam Bo­ga i nas pro­wa­dzi do Bo­ga, z Nim ca­łe na­sze ży­cie się prze­mie­nia, od­na­wia się i mo­że­my pa­trzeć na rze­czy­wi­stość no­wy­mi ocza­mi, z punk­tu wi­dze­nia Je­zu­sa, Je­go ocza­mi. Dla­te­go dziś mó­wię każ­de­mu z was z mo­cą: „do­daj Chry­stu­sa” do swo­je­go ży­cia, a znaj­dziesz przy­ja­cie­la, któ­re­mu za­wsze mo­żesz ufać; (…) a two­je ży­cie bę­dzie peł­ne Je­go mi­ło­ści, bę­dzie ży­ciem owoc­nym. (…) Mło­dzież mu­si być moc­na, kar­mić się swo­ją wia­rą, a nie na­peł­niać się in­ny­mi rze­cza­mi! (…) Wraz z Ma­ry­ją! Pro­śmy Ją, aby na­uczy­ła nas na­śla­do­wać Je­zu­sa, aby na­uczy­ła nas być ucznia­mi i mi­sjo­na­rza­mi. Po­dob­nie jak Ona, chce­my po­wie­dzieć „tak” Bo­gu. Pro­śmy Jej mat­czy­ne ser­ce, by wsta­wia­ło się za na­mi, aby na­sze ser­ca by­ły go­to­we ko­chać Je­zu­sa i uczy­ły Go ko­chać. Dro­dzy mło­dzi, Je­zus na nas cze­ka. Je­zus na nas li­czy! Amen.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Bra­zy­lia, Świa­to­wy Dzień Mło­dzie­ży, 26.07.2013 r.