Strumienie wody żywej

Czło­wie­ko­wi spra­gnio­ne­mu zba­wie­nia, Je­zus w Ewan­ge­lii przed­sta­wia się ja­ko źró­dło, z któ­re­go moż­na za­czerp­nąć, ska­łę, z któ­rej za spra­wą Oj­ca wy­try­sku­ją stru­mie­nie wo­dy ży­wej dla tych wszyst­kich, któ­rzy w Nie­go wie­rzą (por. J 7, 38).

Wraz z tym pro­roc­twem, ogło­szo­nym pu­blicz­nie w Je­ro­zo­li­mie, Je­zus za­po­wia­da dar Du­cha Świę­te­go, któ­ry otrzy­ma­ją Je­go ucznio­wie po Je­go uwiel­bie­niu, czy­li po Je­go śmier­ci i zmar­twych­wsta­niu (por. w. 39). Duch Świę­ty jest du­szą Ko­ścio­ła. On da­je ży­cie, roz­bu­dza róż­ne cha­ry­zma­ty wzbo­ga­ca­ją­ce lud Bo­ży, a przede wszyst­kim two­rzy jed­ność wśród wie­rzą­cych: z wie­lu two­rzy jed­no cia­ło, cia­ło Chry­stu­sa. Ca­łe ży­cie i mi­sja Ko­ścio­ła za­le­ży od Du­cha Świę­te­go; On do­ko­nu­je wszyst­kie­go.

(…) Im bar­dziej po­zwo­li­my się po­kor­nie pro­wa­dzić Du­cho­wi Pań­skie­mu na na­szej dro­dze wia­ry i ży­cia bra­ter­skie­go, tym bar­dziej bę­dzie­my prze­zwy­cię­żać nie­po­ro­zu­mie­nia i spo­ry, po­dzia­ły i kon­tro­wer­sje oraz sta­nie­my się wia­ry­god­nym zna­kiem jed­no­ści i po­ko­ju. Wia­ry­god­ny znak, że Pan zmar­twych­wstał, że ży­je.

(…) Bra­cia i sio­stry, skie­ruj­my na­szą myśl ku Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­nie, Świę­tej Mat­ce Bo­żej. Wraz Nią, któ­ra w Wie­czer­ni­ku mo­dli­ła się z apo­sto­ła­mi w ocze­ki­wa­niu Pięć­dzie­siąt­ni­cy, pro­śmy Pa­na, aby ze­słał swe­go Du­cha Świę­te­go do na­szych serc i uczy­nił nas świad­ka­mi je­go Ewan­ge­lii na ca­łym świe­cie. Amen!

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 30.11.2014 r.

 

Nie chowajmy Bożych darów

W Ewan­ge­lii dzi­siej­szej nie­dzie­li za­war­ta jest przy­po­wieść o ta­len­tach, za­czerp­nię­ta ze św. Ma­te­usza (25, 14–30). Opo­wia­da ona o czło­wie­ku, któ­ry przed wy­ru­sze­niem w po­dróż przy­wo­łał swo­je słu­gi i po­wie­rzył im swój ma­ją­tek w ta­len­tach, sta­ro­żyt­nych mo­ne­tach o nie­zwy­kle wiel­kiej war­to­ści. (…) Zna­cze­nie tej przy­po­wie­ści jest czy­tel­ne.

(…) Je­zus nie żą­da od nas, by­śmy za­cho­wa­li Je­go ła­skę w ka­sie pan­cer­nej, ale chce, aby­śmy uży­wa­li jej z po­żyt­kiem dla in­nych. Wszyst­kie do­bra, ja­kie otrzy­ma­li­śmy, są po to, aby je dać in­nym. W ten spo­sób się po­mna­ża­ją. To tak, jak­by nam po­wie­dział: „Oto mo­je mi­ło­sier­dzie, mo­ja czu­łość, mo­je prze­ba­cze­nie: weź je i ob­fi­cie z nich ko­rzy­staj”. A my, co z tym zro­bi­li­śmy? Ko­go „za­ra­zi­li­śmy” na­szą wia­rą? Ile osób pod­nie­śli­śmy na du­chu na­szą na­dzie­ją? Ile mi­ło­ści dzie­li­li­śmy z na­szym bliź­nim? War­to, aby­śmy po­sta­wi­li so­bie te py­ta­nia. Każ­de śro­do­wi­sko, na­wet naj­bar­dziej da­le­kie i nie­do­stęp­ne mo­że stać się miej­scem, w któ­rym ta­len­ty mo­gą owo­co­wać. Nie ma sy­tu­acji czy miejsc, w któ­rych nie­moż­li­wa by­ła­by obec­ność i świa­dec­two chrze­ści­jań­skie. Świa­dec­two, ja­kie­go żą­da od nas Je­zus, nie jest za­mknię­te, jest otwar­te, za­le­ży od nas.

(…) Są­dzę, że do­brze by­ło­by, aby każ­dy z was wziął w do­mu Ewan­ge­lię św. Ma­te­usza i prze­czy­tał roz­dział 25, wer­se­ty 14–30, za­sta­no­wił się chwi­lę. Co czy­nię, aby mo­je ta­len­ty, mo­je bo­gac­twa, to wszyst­ko, czym ob­da­rzył mnie Bóg – do­bra du­cho­we, do­broć, sło­wo Bo­że wzra­sta­ły w in­nych, czy też mo­że trzy­mam je w ka­sie pan­cer­nej? (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 16.11.2014 r.

 

Nadzieja zmartwychwstania

Wspo­mnie­nie zmar­łych, tro­ska o gro­by i mo­dli­twy w in­ten­cji zmar­łych są świa­dec­twem uf­nej na­dziei, za­ko­rze­nio­nej w prze­ko­na­niu, że śmierć nie jest ostat­nim sło­wem o ludz­kim lo­sie, po­nie­waż czło­wiek jest prze­zna­czo­ny do nie­skoń­czo­ne­go ży­cia, za­ko­rze­nio­ne­go i znaj­du­ją­ce­go swo­je wy­peł­nie­nie w Bo­gu.

Zwróć­my się do Bo­ga z ta­ką oto mo­dli­twą: „Bo­że nie­skoń­czo­ne­go mi­ło­sier­dzia, po­wie­rza­my Twej nie­zmier­nej do­bro­ci tych, któ­rzy po­zo­sta­wi­li ten świat dla wiecz­no­ści, gdzie ocze­ku­jesz na ca­łą ludz­kość, od­ku­pio­ną bez­cen­ną krwią Chry­stu­sa, Twe­go Sy­na, zmar­łe­go, aby od­ku­pić na­sze grze­chy. Nie patrz, Pa­nie, na tak wie­le ubó­stwa, nę­dzy i sła­bo­ści ludz­kich, gdy sta­nie­my przed Twym są­dem, aby zo­stać osą­dzo­ny­mi na szczę­ście lub na po­tę­pie­nie. Skie­ruj na nas swój mi­ło­sier­ny wzrok, po­cho­dzą­cy z ła­god­no­ści Twe­go ser­ca i po­móż nam wę­dro­wać dro­gą cał­ko­wi­te­go oczysz­cze­nia. Niech nikt z Two­ich dzie­ci nie zo­sta­nie wtrą­co­ny do wiecz­ne­go ognia pie­kiel­ne­go, gdzie nie mo­że już być skru­chy. Po­wie­rza­my Ci, Pa­nie, du­sze na­szych naj­bliż­szych, osób, któ­re zmar­ły bez po­cie­chy sa­kra­men­tal­nej lub któ­re nie mia­ły moż­li­wo­ści ża­ło­wa­nia za grze­chy na­wet pod ko­niec swe­go ży­cia. Niech nikt nie lę­ka się spo­tka­nia z To­bą po ziem­skiej piel­grzym­ce, w na­dziei by­cia przy­ję­tym w ra­mio­nach Twe­go nie­skoń­czo­ne­go mi­ło­sier­dzia. (…) Ame­nˮ (o. An­to­nio Run­gi, „Mo­dli­twa za zmar­ły­chˮ).

Z tą wia­rą w osta­tecz­ne prze­zna­cze­nie czło­wie­ka zwra­ca­my się te­raz ku Dzie­wi­cy Ma­ryi, któ­ra pod Krzy­żem prze­ży­wa­ła dra­mat śmier­ci Chry­stu­sa i bra­ła udział w ra­do­ści Je­go zmar­twych­wsta­nia. Niech Ona, Bra­ma Nie­bios, po­ma­ga nam co­raz le­piej ro­zu­mieć war­tość mo­dli­twy za zmar­łych. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 2.11.2014 r.

 

Dziękujemy, nasz drogi i umiłowany papieżu Pawle VI!

W tym dniu be­aty­fi­ka­cji pa­pie­ża Paw­ła VI przy­cho­dzą mi na myśl je­go sło­wa, któ­ry­mi usta­na­wiał Sy­nod Bi­sku­pów: „Śle­dząc uważ­nie zna­ki cza­sów, sta­ra­my się do­sto­so­wać dro­gi i me­to­dy (…) do wzra­sta­ją­cych wy­ma­gań na­szych dni i zmie­nia­ją­cych się wa­run­ków spo­łecz­nych”.

W od­nie­sie­niu do te­go wiel­kie­go pa­pie­ża, od­waż­ne­go chrze­ści­ja­ni­na, nie­stru­dzo­ne­go apo­sto­ła, przed Bo­giem mo­że­my dziś tyl­ko wy­po­wie­dzieć sło­wo tak pro­ste, a jed­no­cze­śnie szcze­re i waż­ne: Dzię­ku­je­my nasz dro­gi i umi­ło­wa­ny pa­pie­żu Paw­le VI! Dzię­ku­je­my za two­je po­kor­ne i pro­ro­cze świa­dec­two mi­ło­ści do Chry­stu­sa i Je­go Ko­ścio­ła!

W swo­im oso­bi­stym dzien­ni­ku wiel­ki ster­nik So­bo­ru za­pi­sał: „Mo­że Pan mnie po­wo­łał i trzy­ma mnie na tej po­słu­dze, nie dla­te­go, abym miał ja­kieś w tej dzie­dzi­nie zdol­no­ści, czy też abym rzą­dził i oca­lił Ko­ściół od je­go obec­nych trud­no­ści, ale abym nie­co dla Ko­ścio­ła wy­cier­piał i aby by­ło ja­sne, że to On, a nie kto in­ny pro­wa­dzi go i oca­la”. W tej po­ko­rze ja­śnie­je wiel­kość bło­go­sła­wio­ne­go Paw­ła VI, któ­ry, kie­dy za­ry­so­wy­wa­ło się spo­łe­czeń­stwo zla­icy­zo­wa­ne i wro­gie, po­tra­fił kie­ro­wać z da­le­ko­wzrocz­ną mą­dro­ścią – a cza­sem w sa­mot­no­ści – ste­rem ło­dzi Pio­tro­wej, ni­gdy nie tra­cąc ra­do­ści i uf­no­ści w Pa­nu.

Pa­weł VI umiał rze­czy­wi­ście od­da­wać Bo­gu to, co na­le­ży do Bo­ga, po­świę­ca­jąc ca­łe swo­je ży­cie „za­da­niu świę­te­mu, uro­czy­ste­mu i nie­zwy­kle po­waż­ne­mu: te­mu, aby kon­ty­nu­ować w cza­sie i krze­wić na zie­mi mi­sję Chry­stu­sa”, mi­łu­jąc Ko­ściół i pro­wa­dząc go, aby był rów­no­cze­śnie „od­da­ną dla ca­łej spo­łecz­no­ści ludz­kiej mat­ką i roz­daw­cą zba­wie­nia”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 19.10.2014 r.

 

Rodzina musi karmić się słowem Bożym

Czy­ta­ne dzi­siaj sło­wo Bo­że przed­sta­wia ob­raz win­ni­cy ja­ko sym­bo­lu lu­du, któ­ry wy­brał so­bie Pan. Po­dob­nie jak win­ni­ca lud wy­ma­ga wie­le tro­ski, wy­ma­ga mi­ło­ści cier­pli­wej i wier­nej. Tak to Bóg czy­ni z na­mi i tak też ma­my czy­nić my, pa­ste­rze. Rów­nież za­trosz­cze­nie się o ro­dzi­nę jest spo­so­bem pra­cy w Win­ni­cy Pań­skiej, aby wy­da­ła owo­ce Kró­le­stwa Bo­że­go (zob. Mt 21, 33–43).Aby jed­nak ro­dzi­na mo­gła się do­brze roz­wi­jać, z uf­no­ścią i na­dzie­ją, mu­si kar­mić się sło­wem Bo­żym. Dla­te­go do­brze się zło­ży­ło, że wła­śnie dzi­siaj na­si bra­cia pau­li­ści ze­chcie­li roz­da­wać Bi­blię tu­taj, na pla­cu i w wie­lu in­nych miej­scach. Dzię­ku­je­my na­szym bra­ciom pau­li­stom! Czy­nią to z oka­zji set­nej rocz­ni­cy swe­go za­ło­że­nia przez bło­go­sła­wio­ne­go Ja­ku­ba Al­be­rio­ne – wiel­kie­go apo­sto­ła środ­ków prze­ka­zu. Tak więc dzi­siaj, gdy roz­po­czy­na się Sy­nod o ro­dzi­nie, przy po­mo­cy pau­li­stów mo­że­my po­wie­dzieć: Bi­blia w każ­dej ro­dzi­nie! „Ależ, Oj­cze, my już ma­my ich dwie, trzy...”. Ale gdzie je ukry­li­ście? Bi­blia jest nie po to, aby ją umie­ścić na pół­ce, ale że­by mieć ją obok, pod rę­ką, aby czy­tać ją czę­sto, co­dzien­nie, za­rów­no in­dy­wi­du­al­nie, jak i wspól­nie, mąż z żo­ną, ro­dzi­ce z dzieć­mi, mo­że wie­czo­rem, a zwłasz­cza w nie­dzie­lę. W ten spo­sób ro­dzi­na wzra­sta, piel­grzy­mu­je ze świa­tłem i mo­cą Sło­wa Bo­że­go!”.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 5.10.2014 r.

 

Święty Krzyż znakiem naszego zbawienia

Tak bo­wiem Bóg umi­ło­wał świat, że Sy­na swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go da­łˮ (3, 16). Oj­ciec „da­łˮ Sy­na, aby nas zba­wić, a to po­cią­ga­ło za so­bą śmierć Je­zu­sa i to śmierć na krzy­żu. Dla­cze­go? Dla­cze­go ko­niecz­ny był krzyż? Ze wzglę­du na po­wa­gę zła, któ­re trzy­ma­ło nas w nie­wo­li. Krzyż Je­zu­sa wy­ra­ża za­rów­no ca­łą ne­ga­tyw­ną moc zła, jak i ca­łą ła­god­ną wszech­moc Bo­że­go mi­ło­sier­dzia. Krzyż zda­je się po­twier­dzać klę­skę Je­zu­sa, ale w rze­czy­wi­sto­ści ozna­cza Je­go zwy­cię­stwo. Na Kal­wa­rii ci, któ­rzy z Nie­go szy­dzi­li, mó­wi­li: „Je­śli je­steś Sy­nem Bo­żym, zejdź z krzy­żaˮ (por. Mt 27, 40). Ale by­ło od­wrot­nie: Je­zus wła­śnie dla­te­go, że był Sy­nem Bo­żym, był tam, na krzy­żu, wier­ny aż do koń­ca wo­bec pla­nu mi­ło­ści Oj­ca. I wła­śnie z te­go po­wo­du Bóg wy­wyż­szył Je­zu­sa (Flp 2, 9), przy­zna­jąc Je­mu kró­le­stwo po­wszech­ne.

A kie­dy kie­ru­je­my na­sze spoj­rze­nie na krzyż, do któ­re­go Je­zus zo­stał przy­bi­ty, kon­tem­plu­je­my znak nie­skoń­czo­nej mi­ło­ści Bo­ga wo­bec każ­de­go z nas i źró­dło na­sze­go zba­wie­nia. Z te­go krzy­ża wy­pły­wa mi­ło­sier­dzie Oj­ca obej­mu­ją­ce ca­ły świat. Przez krzyż Chry­stu­sa zwy­cię­żo­ne jest zło, po­ko­na­na jest śmierć, otrzy­ma­li­śmy ży­cie, przy­wró­co­na na­dzie­ja. (...)

Krzyż Je­zu­sa jest na­szą je­dy­ną praw­dzi­wą na­dzie­ją! Dla­te­go Ko­ściół „wy­wyż­sza” Świę­ty Krzyż i wła­śnie dla­te­go my, chrze­ści­ja­nie bło­go­sła­wi­my zna­kiem krzy­ża. To zna­czy, że nie wy­wyż­sza­my krzy­ży, ale chwa­leb­ny Krzyż Je­zu­sa (…).

Kon­tem­plu­jąc i czcząc Świę­ty Krzyż, ze wzru­sze­niem my­śli­my o tak wie­lu na­szych bra­ciach i sio­strach prze­śla­do­wa­nych i za­bi­ja­nych z po­wo­du swej wier­no­ści Chry­stu­so­wi. Dzie­je się tak w szcze­gól­no­ści tam, gdzie wol­ność re­li­gij­na wciąż nie jest jesz­cze za­pew­nio­na czy też w peł­ni re­ali­zo­wa­na. Ale zda­rza się to tak­że w kra­jach i śro­do­wi­skach, któ­re za­sad­ni­czo chro­nią wol­ność i pra­wa czło­wie­ka, ale gdzie w prak­ty­ce wier­ni, a zwłasz­cza chrze­ści­ja­nie na­po­ty­ka­ją ogra­ni­cze­nia i dys­kry­mi­na­cję. (…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 14.09.2014 r.

 

Macierzyństwo Kościoła

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

W po­przed­nich ka­te­che­zach mie­li­śmy oka­zję kil­ka ra­zy za­uwa­żyć, że nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi sa­mi, o na­szych si­łach, w spo­sób au­to­no­micz­ny, ani też nie sta­je­my się chrze­ści­ja­na­mi w la­bo­ra­to­rium, ale je­ste­śmy zro­dze­ni i wzra­sta­my w wie­rze w ob­rę­bie te­go wiel­kie­go lu­du, ja­kim jest Ko­ściół. W tym sen­sie Ko­ściół jest na­praw­dę mat­ką. Na­sza mat­ka Ko­ściół ‒ jak­że pięk­nie móc tak to wy­ra­zić! Jest to mat­ka da­ją­ca nam ży­cie w Chry­stu­sie i spra­wia­ją­ca, że ży­je­my ra­zem ze wszyst­ki­mi in­ny­mi brać­mi w ko­mu­nii Du­cha Świę­te­go.

Wzo­rem te­go ma­cie­rzyń­stwa Ko­ścio­ła jest Dzie­wi­ca Ma­ry­ja, bę­dą­ca wzo­rem naj­pięk­niej­szym i naj­wznio­ślej­szym, ja­ki mo­że ist­nieć. (…) Jed­nak­że ma­cie­rzyń­stwo Ko­ścio­ła jest na­stęp­stwem ma­cie­rzyń­stwa Ma­ryi, bę­dąc je­go prze­dłu­że­niem w hi­sto­rii. (…) Ko­ściół jest na­szą mat­ką, gdyż zro­dził nas w sa­kra­men­cie chrztu św. Za każ­dym ra­zem, kie­dy chrzci­my dziec­ko, sta­je się ono dziec­kiem Ko­ścio­ła, zo­sta­je włą­czo­ne do Ko­ścio­ła. I od te­go dnia jak tro­skli­wa ma­ma kie­ru­je na­szym wzro­stem w wie­rze i wska­zu­je nam mo­cą sło­wa Bo­że­go dro­gę zba­wie­nia, bro­niąc nas od złe­go. (…)

Kto nam da­je sło­wo Bo­że? Na­sza mat­ka Ko­ściół! Kar­mi nas jak dzie­ci tym sło­wem! Wy­cho­wu­je nas tym sło­wem ca­łe ży­cie. I to jest wspa­nia­łe! To wła­śnie mat­ka Ko­ściół sło­wem Bo­żym prze­mie­nia nas od we­wnątrz. Sło­wo Bo­że, ja­kim ob­da­rza nas mat­ka Ko­ściół, prze­kształ­ca nas, spra­wa, że na­sze czło­wie­czeń­stwo nie pa­ła we­dług świa­to­wo­ści cia­ła, lecz we­dług Du­cha. (…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, Ko­ściół jest mat­ką, któ­rej za­le­ży na do­bru swo­ich dzie­ci i po­tra­fi od­dać ży­cie za swo­je dzie­ci. (…) Po­wierz­my się więc Ma­ryi, aby ja­ko mat­ka na­sze­go pierw­sze­go bra­ta, pier­wo­rod­ne­go Je­zu­sa, na­uczy­ła nas swe­go ma­cie­rzyń­skie­go du­cha wo­bec na­szych bra­ci, wraz ze szcze­rą zdol­no­ścią go­ścin­no­ści, prze­ba­cza­nia, ob­da­rza­nia mo­cą i tchnie­nia uf­no­ścią i na­dzie­ją. To wła­śnie czy­ni ma­ma.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 3.09.2014 r.

 

Każdy z nas wezwany jest do mocnej wiary w Chrystusa

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

W Ewan­ge­lii (Mt 16,13–20) znaj­du­je­my słyn­ny frag­ment, cen­tral­ny w opi­sie św. Ma­te­usza, w któ­rym Szy­mon, w imie­niu Dwu­na­stu, wy­znał swo­ją wia­rę w Je­zu­sa ja­ko „Chry­stu­sa, Sy­na Bo­ga ży­we­go”. A Je­zus na­zy­wa Szy­mo­na „bło­go­sła­wio­nym” ze wzglę­du na je­go wia­rę, uzna­jąc w niej szcze­gól­ny dar Oj­ca, i mó­wi mu: „Ty je­steś Piotr (czy­li Ska­ła), i na tej Ska­le zbu­du­ję Ko­ściół mój”. (...) W Bi­blii ter­min „ska­ła”, od­no­si się do Bo­ga. Je­zus przy­pi­su­je go Szy­mo­no­wi, nie ze wzglę­du na je­go ludz­kie ce­chy czy za­słu­gi, ale ze wzglę­du na je­go au­ten­tycz­ną i moc­ną wia­rę, któ­ra po­cho­dzi z wy­so­ka. Je­zus od­czu­wa w swo­im ser­cu wiel­ką ra­dość, po­nie­waż roz­po­zna­je w Szy­mo­nie rę­kę Oj­ca, dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go.

Uzna­je, że Bóg Oj­ciec dał Szy­mo­no­wi wia­rę „nie­za­wod­ną”, na któ­rej On, Je­zus, bę­dzie mógł zbu­do­wać swój Ko­ściół, to zna­czy swo­ją wspól­no­tę, to zna­czy nas wszyst­kich. Za­my­słem Je­zu­sa jest po­wo­ła­nie do ży­cia swe­go Ko­ścio­ła, lu­du bu­do­wa­ne­go już nie na pod­sta­wie po­cho­dze­nia, ale na wie­rze, a mia­no­wi­cie re­la­cji z Nim sa­mym, re­la­cji mi­ło­ści i za­ufa­nia. (...) Bra­cia i sio­stry, to co wy­da­rzy­ło się w spo­sób wy­jąt­ko­wy w św. Pio­trze, dzie­je się tak­że w każ­dym chrze­ści­ja­ni­nie, któ­ry roz­wi­ja szcze­rą wia­rę w Je­zu­sa Chry­stu­sa, Sy­na Bo­ga ży­we­go.

Ewan­ge­lia wzy­wa do od­po­wie­dzi rów­nież każ­de­go z nas. Ja­ka jest two­ja wia­ra? Niech każ­dy da od­po­wiedź w swym ser­cu. Ja­ka jest two­ja wia­ra? Ja­ki­mi Pan znaj­du­je na­sze ser­ca? Czy jest to ser­ce moc­ne jak ska­ła, czy też ser­ce na pia­sku, to zna­czy wąt­pią­ce, po­dejrz­li­we, nie­do­wie­rza­ją­ce? War­to, aby­śmy dziś o tym po­my­śle­li.

Je­że­li Pan znaj­dzie w na­szym ser­cu wia­rę, nie po­wiem do­sko­na­łą, ale szcze­rą, wte­dy wi­dzi On tak­że w nas ży­we ka­mie­nie, któ­ry­mi moż­na zbu­do­wać Je­go wspól­no­tę. Ka­mie­niem pod­sta­wo­wym tej wspól­no­ty jest Chry­stus, ka­mie­niem wę­giel­nym i wy­jąt­ko­wym.

(...) Mó­dl­my się do Bo­ga za wsta­wien­nic­twem Dzie­wi­cy Ma­ryi, mó­dl­my się do Nie­go, aby ob­da­ro­wał nas ła­ską od­po­wie­dze­nia szcze­rym ser­cem: „Ty je­steś Chry­stus, Syn Bo­ga ży­we­go”. (...)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan, 24.08.2014 r.

 

Bez Kościoła nie możemy być zbawieni

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

W pierw­szej ka­te­che­zie o Ko­ście­le (…) wy­szli­śmy od ini­cja­ty­wy Bo­ga, pra­gną­ce­go kształ­to­wać lud, któ­ry niósł­by Je­go bło­go­sła­wień­stwo wszyst­kim na­ro­dom zie­mi. (…) Dziś chce­my za­sta­no­wić się nad zna­cze­niem, ja­kie dla chrze­ści­ja­ni­na ma przy­na­leż­ność do te­go lu­du, o przy­na­leż­no­ści do Ko­ścio­ła.

Nie je­ste­śmy od sie­bie od­izo­lo­wa­ni i nie je­ste­śmy chrze­ści­ja­na­mi ja­ko jed­nost­ki, każ­dy z osob­na: na­szą toż­sa­mo­ścią chrze­ści­jań­ską jest przy­na­leż­ność! Je­ste­śmy chrze­ści­ja­na­mi, po­nie­waż na­le­ży­my do Ko­ścio­ła. (…) Na­sza myśl bie­gnie z wdzięcz­no­ścią przede wszyst­kim ku tym, któ­rzy nas po­prze­dzi­li i przy­ję­li w Ko­ście­le. Nikt sam nie sta­je się chrze­ści­ja­ni­nem! (…). Chrze­ści­ja­nin na­le­ży do lu­du, któ­ry przy­by­wa z da­le­ka. Chrze­ści­ja­nin na­le­ży do lu­du, któ­ry na­zy­wa się Ko­ścio­łem. Ten Ko­ściół czy­ni go chrze­ści­ja­ni­nem w dniu chrztu św. a na­stęp­nie w trak­cie ka­te­che­zy i wie­lu in­nych dzia­łań. (…) Wia­rę otrzy­ma­li­śmy od na­szych oj­ców, od na­szych przod­ków, oni jej nas na­uczy­li. Je­śli do­brze się za­sta­no­wi­my, któż wie, ile w tej chwi­li dro­gich twa­rzy przy­cho­dzi nam na myśl: mo­że to być ob­li­cze na­szych ro­dzi­ców, któ­rzy w na­szym imie­niu pro­si­li o chrzest; na­szych dziad­ków lub któ­re­goś z krew­nych, któ­rzy na­uczy­li nas czy­nie­nia zna­ku krzy­ża i od­ma­wia­nia pierw­szych mo­dlitw. (…) Otóż ta­ki jest Ko­ściół, jest wiel­ką ro­dzi­ną, w któ­rej je­ste­śmy przyj­mo­wa­ni i uczy­my się żyć ja­ko wie­rzą­cy i ja­ko ucznio­wie Pa­na Je­zu­sa.

(…)

Dro­dzy przy­ja­cie­le, pro­śmy Pa­na za wsta­wien­nic­twem Naj­święt­szej Ma­ryi Pan­ny, Mat­ki Ko­ścio­ła o ła­skę, by­śmy ni­gdy nie po­pa­dli w po­ku­sę my­śle­nia, że mo­że­my obyć się bez in­nych, bez Ko­ścio­ła, że mo­że­my się zba­wić o wła­snych si­łach (…). Wręcz prze­ciw­nie, nie moż­na ko­chać Bo­ga, nie ko­cha­jąc na­szych bra­ci, nie moż­na ko­chać Bo­ga po­za Ko­ścio­łem; nie moż­na być w ko­mu­nii z Bo­giem, nie bę­dąc w ko­mu­nii z Ko­ścio­łem i nie mo­że­my być do­bry­mi chrze­ści­ja­na­mi, jak tyl­ko ra­zem z ty­mi wszyst­ki­mi, któ­rzy sta­ra­ją się na­śla­do­wać Pa­na Je­zu­sa, ja­ko je­den lud, jed­no cia­ło, a jest nim Ko­ściół.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 25.06.2014 r.

 

Bądźmy autentycznymi świadkami Boga

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Dziś chce­my za­sta­no­wić się nad ta­kim da­rem Du­cha Świę­te­go, któ­ry czę­sto jest źle ro­zu­mia­ny lub trak­to­wa­ny po­wierz­chow­nie, ale do­ty­ka isto­ty na­szej toż­sa­mo­ści i na­sze­go ży­cia chrze­ści­jań­skie­go: cho­dzi o dar po­boż­no­ści.

Trze­ba na­tych­miast wy­ja­śnić, że dar ten (…) wska­zu­je na na­szą przy­na­leż­ność do Bo­ga i na­szą głę­bo­ką więź z Nim, więź, któ­ra na­da­je sens ca­łe­mu na­sze­mu ży­ciu, za­cho­wu­je nas nie­złom­ny­mi, w jed­no­ści z Nim, na­wet w chwi­lach naj­bar­dziej trud­nych i nie­spo­koj­nych.

(…) Dar po­boż­no­ści bu­dzi w nas przede wszyst­kim wdzięcz­ność i uwiel­bie­nie. To wła­śnie jest naj­bar­dziej au­ten­tycz­nym mo­ty­wem i sen­sem na­szej czci i ad­o­ra­cji. Kie­dy Duch Świę­ty spra­wia, że do­strze­ga­my obec­ność Pa­na i ca­łą Je­go mi­łość wzglę­dem nas, to roz­pa­la na­sze ser­ce i po­bu­dza nas nie­mal na­tu­ral­nie do mo­dli­twy i ce­le­bro­wa­nia. (…) Ów dar po­boż­no­ści po­zwa­la nam nie tyl­ko wzra­stać w re­la­cji i ko­mu­nii z Bo­giem oraz pro­wa­dzi nas, by żyć ja­ko Je­go dzie­ci, ale tak­że po­ma­ga nam prze­le­wać tę mi­łość na in­nych i uznać ich za bra­ci. Tak więc wów­czas bę­dzie­my rze­czy­wi­ście po­ru­sze­ni uczu­cia­mi współ­czu­cia – ale nie bi­go­te­rii – wo­bec tych, któ­rzy są obok nas i któ­rych spo­ty­ka­my na co dzień. Dla­cze­go mó­wię o bi­go­te­rii? Bo nie­któ­rzy są­dzą, że li­tość ozna­cza za­my­ka­nie oczu, ro­bie­nie mi­ny jak na ob­raz­ku, uda­wa­nie świę­te­go – to nie jest dar po­boż­no­ści. Bę­dzie­my na­praw­dę zdol­ni, by ra­do­wać się z ty­mi, któ­rzy się we­se­lą i pła­kać z ty­mi, któ­rzy pła­czą, aby być bli­sko tych, któ­rzy są sa­mot­ni lub udrę­cze­ni, aby po­pra­wić tych, któ­rzy są w błę­dzie, aby po­cie­szyć tych, któ­rzy są uci­ska­ni, aby przy­jąć i po­móc po­trze­bu­ją­cym. Ist­nie­je bar­dzo ści­sła re­la­cja mię­dzy da­rem po­boż­no­ści a ła­god­no­ścią. Da­ny nam przez Du­cha Świę­te­go dar po­boż­no­ści czy­ni nas ła­god­ny­mi, spo­koj­ny­mi, cier­pli­wy­mi, w po­ko­ju z Bo­giem, słu­żą­cych ła­god­nie in­nym.

Dro­dzy przy­ja­cie­le, (…) Duch Świę­ty za­wsze ob­da­rza nas w ra­do­ści. Niech Duch Świę­ty ob­da­rza nas tym da­rem po­boż­no­ści.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 04.06.2014 r.

 

Miłość Boga do wszelkiego stworzenia

Mi­łość Bo­ga do wszel­kie­go stwo­rze­nia

Dzi­siaj pra­gnie­my zwró­cić uwa­gę na (…) dar Du­cha Świę­te­go, dar umie­jęt­no­ści. Kie­dy mó­wi­my o umie­jęt­no­ści, myśl na­tych­miast bie­gnie ku zdol­no­ści czło­wie­ka do co­raz lep­sze­go po­zna­nia ota­cza­ją­cej go rze­czy­wi­sto­ści i od­kry­cia praw rzą­dzą­cych przy­ro­dą i wszech­świa­tem. Jed­nak­że wie­dza po­cho­dzą­ca od Du­cha Świę­te­go nie ogra­ni­cza się do ludz­kie­go po­zna­nia: jest spe­cjal­nym da­rem pro­wa­dzą­cym nas do zro­zu­mie­nia (...) wiel­ko­ści i mi­ło­ści Bo­ga i Je­go głę­bo­kie­go związ­ku z wszel­kim stwo­rze­niem. Gdy na­sze oczy oświe­co­ne są przez Du­cha Świę­te­go, to otwie­ra­ją się na kon­tem­pla­cję Bo­ga (…). W pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Ro­dza­ju (...) wska­za­no, że Bóg ma upodo­ba­nie w swo­im stwo­rze­niu, wie­lo­krot­nie pod­kre­śla­jąc pięk­no i do­bro ca­łej rze­czy­wi­sto­ści. Na za­koń­cze­nie każ­de­go dnia na­pi­sa­no: „A Bóg wi­dział, że by­ły do­bre” (1, 12; 18. 21. 25). Je­śli jed­nak Bóg wi­dzi, że świat stwo­rzo­ny jest rze­czą do­brą i pięk­ną, to tak­że i my po­win­ni­śmy przyj­mo­wać tę po­sta­wę – wi­dzieć, że stwo­rze­nie jest rze­czą do­brą i pięk­ną. Oto dar wie­dzy, te­go pięk­na: chwa­li­my Bo­ga, dzię­ku­je­my Bo­gu za to, że dał nam ty­le pięk­na. Tą dro­gą trze­ba iść. A gdy Bóg ukoń­czył stwo­rze­nie czło­wie­ka, (...) mó­wi, że był on „bar­dzo dobry!ˮ. Przy­bli­ża nas do Sie­bie! W Bo­żych oczach je­ste­śmy rze­czą naj­pięk­niej­szą, naj­wspa­nial­szą, naj­lep­szą z ca­łe­go stwo­rze­nia. (…)

Nisz­cze­nie rze­czy­wi­sto­ści stwo­rzo­nej to po­wie­dze­nie Bo­gu: mnie się to nie po­do­ba, nie jest to do­bre! – A co się to­bie po­do­ba? – Ja sam się so­bie po­do­bam – na tym wła­śnie po­le­ga grzech (...). Ochro­na rze­czy­wi­sto­ści stwo­rzo­nej jest wręcz strze­że­niem da­ru Bo­ga, a tak­że po­wie­dze­niem Bo­gu dzię­ku­ję, je­stem pa­nem stwo­rze­nia, ale (...) ni­gdy nie znisz­czę Twe­go da­ru. Ta­ka po­win­na być na­sza po­sta­wa wo­bec stwo­rze­nia – strze­że­nie go. Kie­dy bo­wiem nisz­czy­my stwo­rze­nie, to stwo­rze­nie znisz­czy nas. Nie za­po­mi­naj­cie o tym!

(…)

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 21.05.2014 r.

 

 

Módlmy się i dyskutujmy

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Czy­ta­nie z Dzie­jów Apo­stol­skich uka­zu­je nam, że tak­że w Ko­ście­le pier­wot­nym po­ja­wia­ją się pierw­sze na­pię­cia i pierw­sze roz­bież­no­ści. W ży­ciu ist­nie­ją kon­flik­ty, pro­ble­mem jest to, jak się z ni­mi zmie­rzyć. Do te­go cza­su jed­no­ści wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej sprzy­ja­ła przy­na­leż­ność do jed­nej gru­py et­nicz­nej i tej sa­mej kul­tu­ry ży­dow­skiej. Ale kie­dy chrze­ści­jań­stwo, któ­re z wo­li Je­zu­sa jest skie­ro­wa­ne do wszyst­kich na­ro­dów, otwie­ra się na grec­kie śro­do­wi­sko kul­tu­ro­we, za­czy­na bra­ko­wać tej jed­no­rod­no­ści i uka­zu­ją się pierw­sze trud­no­ści. Wkra­da się nie­za­do­wo­le­nie, po­ja­wia­ją się skar­gi, po­gło­ski o fa­wo­ry­zo­wa­niu i nie­rów­nym trak­to­wa­niu. (…)

Wów­czas, w ob­li­czu te­go kon­flik­tu apo­sto­ło­wie bio­rą sy­tu­ację w swo­je rę­ce: zwo­łu­ją zgro­ma­dza­nie po­sze­rzo­ne tak­że o uczniów i wspól­nie prze­dys­ku­to­wu­ją kwe­stię. Wszy­scy. Rze­czy­wi­ście pro­ble­mów nie roz­wią­zu­je się uda­jąc, że nie ist­nie­ją! Pięk­na jest ta szcze­ra kon­fron­ta­cja mię­dzy pa­ste­rza­mi a in­ny­mi wier­ny­mi. W ten spo­sób do­cho­dzi do po­dzia­łu za­dań. Apo­sto­ło­wie zło­ży­li pro­po­zy­cję, któ­ra zo­sta­ła ak­cep­to­wa­na przez wszyst­kich: oni po­świę­cą się mo­dli­twie i po­słu­dze sło­wa, pod­czas gdy sied­miu męż­czyzn, dia­ko­ni, za­opie­ku­ją się sto­ła­mi dla ubo­gich. (…) W ten spo­sób, od te­go nie­za­do­wo­le­nia, na­rze­ka­nia, po­gło­sek o fa­wo­ry­zo­wa­niu i nie­rów­nym trak­to­wa­niu do­cho­dzi się do roz­wią­za­nia. Spie­ra­jąc się, dys­ku­tu­jąc i mo­dląc się – tak roz­wią­zu­je się kon­flik­ty w Ko­ście­le. (…) Bę­dąc pew­ny­mi, że plot­ki, za­wi­ści, za­zdro­ści, ni­gdy nie mo­gą pro­wa­dzić do zgo­dy, har­mo­nii i po­ko­ju. Tak­że Duch Świę­ty uko­ro­no­wał tam­to po­ro­zu­mie­nie, a to po­zwa­la nam zro­zu­mieć, że kie­dy po­zwa­la­my, aby Duch Świę­ty nas po­pro­wa­dził, to On nas pro­wa­dzi do har­mo­nii, jed­no­ści i po­sza­no­wa­nia róż­nych da­rów i ta­len­tów. Czy to do­brze zro­zu­mie­li­ście? Żad­nych plo­tek, za­wi­ści i za­zdro­ści!

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 18.05.2014 r.

 

Odważni pasterze dwudziestego wieku

W cen­trum dzi­siej­szej nie­dzie­li wień­czą­cej Okta­wę Wiel­ka­no­cy, a któ­rą Jan Pa­weł II ze­chciał po­świę­cić Mi­ło­sier­dziu Bo­że­mu, znaj­du­ją się chwa­leb­ne ra­ny Je­zu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go. (…)

Św. Jan XXIII i św. Jan Pa­weł II mie­li od­wa­gę oglą­da­nia ran Je­zu­sa, do­ty­ka­nia Je­go zra­nio­nych rąk i Je­go prze­bi­te­go bo­ku. Nie wsty­dzi­li się cia­ła Chry­stu­sa, nie gor­szy­li się Nim, Je­go krzy­żem. Nie wsty­dzi­li się cia­ła swe­go bra­ta (por. Iz 58, 7), po­nie­waż w każ­dej oso­bie cier­pią­cej do­strze­ga­li Je­zu­sa. By­li to dwaj lu­dzie męż­ni, peł­ni pa­re­zji [szcze­ro­ści] Du­cha Świę­te­go i zło­ży­li Ko­ścio­ło­wi i świa­tu świa­dec­two do­bro­ci Bo­ga i Je­go mi­ło­sier­dzia.

By­li ka­pła­na­mi, bi­sku­pa­mi i pa­pie­ża­mi dwu­dzie­ste­go wie­ku. Po­zna­li je­go tra­ge­die, ale nie by­li ni­mi przy­tło­cze­ni. Sil­niej­szy był w nich Bóg; sil­niej­sza by­ła w nich wia­ra w Je­zu­sa Chry­stu­sa, Od­ku­pi­cie­la czło­wie­ka i Pa­na hi­sto­rii; sil­niej­sze by­ło w nich mi­ło­sier­dzie Bo­ga, któ­re ob­ja­wia się w tych pię­ciu ra­nach; sil­niej­sza by­ła ma­cie­rzyń­ska bli­skość Ma­ryi. (…)

W tej po­słu­dze Lu­do­wi Bo­że­mu św. Jan Pa­weł II był pa­pie­żem ro­dzi­ny. Kie­dyś sam tak po­wie­dział, że chciał­by zo­stać za­pa­mię­ta­ny ja­ko pa­pież ro­dzi­ny. (…)

Niech ci obaj no­wi świę­ci pa­ste­rze Lu­du Bo­że­go wsta­wia­ją się za Ko­ścio­łem, aby w cią­gu tych dwóch lat pro­ce­su sy­no­dal­ne­go był on po­słusz­ny Du­cho­wi Świę­te­mu w po­słu­dze dusz­pa­ster­skiej dla ro­dzi­ny. Niech nas obaj na­uczą, by­śmy nie gor­szy­li się ra­na­mi Chry­stu­sa, aby­śmy wni­ka­li w ta­jem­ni­cę Bo­że­go Mi­ło­sier­dzia, któ­re za­wsze ży­wi na­dzie­ję, za­wsze prze­ba­cza, bo za­wsze mi­łu­je.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 27.04.2014 r.

 

Prośmy o łaskę mądrości

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Wie­cie, że Duch Świę­ty sta­no­wi to, co oży­wia, si­łę ży­cio­wą Ko­ścio­ła i każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na z osob­na: jest mi­ło­ścią Bo­ga, któ­ry z na­sze­go ser­ca czy­ni swo­je miesz­ka­nie i wcho­dzi w ko­mu­nię z na­mi. Jest On za­wsze z na­mi. Jest w nas za­wsze, w na­szym ser­cu. (…)

Pierw­szym da­rem Du­cha Świę­te­go we­dług te­go tra­dy­cyj­ne­go wy­ka­zu jest dar mą­dro­ści. Nie cho­dzi tyl­ko o ludz­ką mą­drość, bę­dą­cą owo­cem po­zna­nia i do­świad­cze­nia. W Pi­śmie Świę­tym mo­wa jest o tym, że Sa­lo­mon w chwi­li ko­ro­na­cji na kró­la Izra­ela pro­sił Bo­ga o dar mą­dro­ści. Mą­drość jest wła­śnie tym: ła­ską umie­jęt­no­ści po­strze­ga­nia wszyst­kie­go oczy­ma Bo­ga. (…)

Duch Świę­ty czy­ni więc chrze­ści­ja­ni­na „mą­drym”. Nie ozna­cza to jed­nak, aby miał on od­po­wiedź na wszyst­ko, że wszyst­ko wie, ale w tym sen­sie, że „wie o Bo­gu”, wie jak dzia­ła Bóg, wie kie­dy da­na rzecz jest od Bo­ga, a kie­dy nie jest od Bo­ga, zna tę mą­drość, ja­ką Bóg na­peł­nia na­sze ser­ca. Ser­ce czło­wie­ka w tym sen­sie mą­dre­go ma smak i za­pach Bo­ga. (…) Jest to coś, cze­go nie mo­że­my zor­ga­ni­zo­wać na­pręd­ce, nie mo­że­my wy­two­rzyć sa­mi wła­sny­mi si­ła­mi: jest to dar, ja­kim ob­da­ro­wu­je Bóg tych, któ­rzy sta­ją się po­słusz­ni Je­go Du­cho­wi.

Ma­my w so­bie, w na­szym ser­cu Du­cha Świę­te­go. Mo­że­my Go słu­chać al­bo nie. Je­śli słu­cha­my Du­cha Świę­te­go, to uczy On nas dro­gi mą­dro­ści, ob­da­ro­wu­je nas mą­dro­ścią, po­zwa­la­ją­cą nam po­strze­gać rze­czy­wi­stość oczy­ma Bo­ga, sły­szeć usza­mi Bo­ga, mi­ło­wać ser­cem Bo­ga, osą­dzać rze­czy Bo­żym osą­dem. To wła­śnie jest mą­drość, ja­ką nas ob­da­rza Duch Świę­ty, a my wszy­scy mo­że­my ją po­sia­dać. Trze­ba tyl­ko o nią pro­sić Du­cha Świę­te­go. (…) W ten spo­sób, z tą mą­dro­ścią idzie­my do przo­du, bu­du­je­my ro­dzi­nę, bu­du­je­my Ko­ściół i wszy­scy się uświę­ca­my. Pro­śmy dziś o ła­skę mą­dro­ści. Jest to wiel­ka proś­ba do Ma­ryi, Sto­li­cy Mą­dro­ści, te­go da­ru – aby nam wy­pro­si­ła tę ła­skę.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek,

Wa­ty­kan, 9.04.2014 r.

 

Miłosierdzie Boże nie ma granic

Dro­dzy bra­cia i sio­stry,

Ewan­ge­lia (…) opo­wia­da nam o wskrze­sze­niu Ła­za­rza. Jest to punkt kul­mi­na­cyj­ny cu­dow­nych „zna­ków” do­ko­na­nych przez Je­zu­sa: czyn zbyt wiel­ki, w spo­sób zbyt wi­docz­ny bo­ski, aby mógł być to­le­ro­wa­ny przez ar­cy­ka­pła­nów, któ­rzy gdy do­wie­dzie­li się o tym fak­cie, po­wzię­li de­cy­zję o za­bi­ciu Je­zu­sa (por. J 11, 53).

Ła­zarz był już od trzech dni mar­twy, kie­dy przy­szedł Je­zus i do sióstr Mar­ty i Ma­rii po­wie­dział sło­wa, któ­re wry­ły się na za­wsze w pa­mięć wspól­no­ty chrze­ści­jań­skiej. Je­zus po­wia­da: „Ja je­stem zmar­twych­wsta­niem i ży­ciem. Kto we Mnie wie­rzy, choć­by i umarł, żyć bę­dzie. Każ­dy, kto ży­je i wie­rzy we Mnie, nie umrze na wie­ki” (J 11, 25). Na sło­wo Pa­na wie­rzy­my, że ży­cie te­go, kto wie­rzy w Je­zu­sa i wy­peł­nia je­go przy­ka­za­nia, po śmier­ci zo­sta­nie prze­mie­nio­ne w no­we ży­cie, peł­ne i nie­śmier­tel­ne. Tak jak Je­zus zmar­twych­wstał wraz ze swym cia­łem, ale nie po­wró­cił do ży­cia ziem­skie­go, tak­że my zmar­twych­wsta­nie­my z na­szy­mi cia­ła­mi, któ­re zo­sta­ną prze­mie­nio­ne w cia­ła chwa­leb­ne. On cze­ka na nas u Oj­ca, a moc Du­cha Świę­te­go, któ­ra wskrze­si­ła Je­go, wskrze­si tak­że tych, któ­rzy są z Nim zjed­no­cze­ni.

Przed za­pie­czę­to­wa­nym gro­bem przy­ja­cie­la „za­wo­łał do­no­śnym gło­sem: Ła­za­rzu, wyjdź na ze­wnątrz! I wy­szedł zmar­ły, ma­jąc no­gi i rę­ce po­wią­za­ne opa­ska­mi, a twarz je­go by­ła za­wi­nię­ta chu­s­tą” (w. 43–44). To sta­now­cze wo­ła­nie skie­ro­wa­ne jest do każ­de­go czło­wie­ka, po­nie­waż wszy­scy je­ste­śmy na­zna­cze­ni śmier­cią. (…) Ty­le ra­zy na­szą ma­ską sta­je się grzech. Ma­ski mu­szą opaść, a my mu­si­my od­na­leźć od­wa­gę na­sze­go pier­wot­ne­go ob­li­cza, stwo­rzo­ne­go na ob­raz i po­do­bień­stwo Bo­ga.

(…) Do­brze za­pa­mię­taj­cie to zda­nie i mo­że­my je wy­po­wie­dzieć wszy­scy ra­zem: dla mi­ło­sier­dzia Bo­że­go ofe­ro­wa­ne­go wszyst­kim nie ma żad­nych ogra­ni­czeń! Pan jest za­wsze go­tów do pod­nie­sie­nia ka­mie­nia na­grob­ne­go na­szych grze­chów, któ­ry nas od­dzie­la od Nie­go, świa­tła ży­ją­cych.

 

Oj­ciec Świę­ty Fran­ci­szek

Wa­ty­kan, 6.04.2014 r.