Drodzy Czytelnicy!

To wstęp­niak, któ­ry by­ło mi bar­dzo trud­no na­pi­sać. Trzy­ma­cie w dło­niach ostat­ni nu­mer „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” cy­klu 2019/2020 i... ostat­ni nu­mer w ogó­le. Hi­sto­ria pi­sma, któ­ra roz­po­czę­ła się 25 lat te­mu, wraz z tym nu­me­rem do-bie­gła koń­ca. Za­pa­dła de­cy­zja o za­koń­cze­niu wy­da­wa­nia te­go ty­tu­łu z po­wo­dów go­spo­dar­czych. Ko­niecz­ne ogra­ni­cze­nia, wy­da­ne przez rząd w związ­ku z pan­de­mią ko­ro­na­wi­ru­sa, moc­no do­tknę­ły wie­le re­dak­cji, w tym na­szą, i zna­czą­co utrud­ni­ły dys­try­bu­cję cza­so­pism. W obec­nej sy­tu­acji zo­sta­li­śmy zmu­sze­ni do za­mknię­cia „Dro­gi do Bierz­mo­wa­nia” po wy­da­niu te­go nu­me­ru.

Nie spo­sób wy­mie­nić wszyst­kich osób, któ­re by­ły za­an­ga­żo­wa­ne w two­rze­nie te­go ty­tu­łu. Trze­ba jed­nak wspo­mnieć o trzech z nich. Pierw­szą jest dr inż. An­to­ni Zię­ba, wiel­ki obroń­ca ludz­kie­go ży­cia od po­czę­cia aż do na­tu­ral­nej śmier­ci, za­ło­ży­ciel Pol­skie­go Sto­wa­rzy­sze­nia Obroń­ców Ży­cia Czło­wie­ka, w któ­re­go gło­wie na po­cząt­ku 1995 r. zro­dził się po­mysł na mło­dzie­żo­wy ty­go­dnik ka­to­lic­ki, któ­re­go mi­sją by­ła­by ewan­ge­li­za­cja. Pan In­ży­nier (tak wszy­scy z je­go oto­cze­nia o nim mó­wi­li i się do nie­go zwra­ca­li) po­roz­ma­wiał o tym, co wy­my­ślił, z sa­mym pa­pie­żem Ja­nem Paw­łem II. Pa­pież wy­ra­ził en­tu­zjazm na myśl o mło­dzie­żo­wym ka­to­lic­kim ty­tu­le. I po­wsta­ła „Dro­ga. Ty­go­dnik Mło­dzie­ży Ka­to­lic­kiej”. A nie­stru­dzo­ny Pan In­ży­nier przez wszyst­kie la­ta, aż do swo­jej śmier­ci w 2018 r., po­ma­gał „Dro­dze” po­ko­ny­wać wie­le trud­no­ści, z któ­ry­mi mu­sia­ła się ona mie­rzyć, słu­żył re­dak­cji ra­dą i mo­dli­twą. Cza­so­pi­smo by­ło jed­nym z je­go „dzie­ci”, bli­skim je­go ser­cu. Dzię­ku­ję mu za je­go wiel­ki, nie­za­po­mnia­ny wkład w cza­so­pi­smo. Pa­mię­tam o Pa­nu In­ży­nie­rze w co­dzien­nej mo­dli­twie i ni­gdy o nim nie za­po­mnę. Cie­szę się, że da­ne mi by­ło po­znać ta­kie­go Wiel­kie­go Czło­wie­ka.

Dzię­ku­ję rów­nież Pa­nu To­ma­szo­wi Fla­dze, któ­ry był pierw­szym re­dak­to­rem na­czel­nym „Dro­gi. Ty­go­dni­ka Mło­dzie­ży Ka­to­lic­kiej” i to w do­dat­ku w cza­sach, gdy by­ła ona ty­go­dni­kiem! To je­go pra­cy i pra­cy je­go ze­spo­łu za­wdzię­cza­my pierw­szy nu­mer, któ­ry uka­zał się 17 kwiet­nia 1995 r., i wie­le ko­lej­nych.

Dzię­ku­ję rów­nież ks. Zyg­mun­to­wi Ko­sow­skie­mu, któ­ry od sa­me­go po­cząt­ku (!) aż do chwi­li obec­nej był na­szym asy­sten­tem ko­ściel­nym.

Nie spo­sób nie wspo­mnieć o Do­bro­czyń­cach, któ­rzy przez la­ta fi­nan­so­wo wspie­ra­li wy­da­wa­nie „Dro­gi”. Szcze­gól­nie w tym miej­scu dzię­ku­je­my pa­ni Ma­rii Rzegockiej–Pieli za jej wiel­kie ser­ce.
Dzię­ku­ję wszyst­kim po­zo­sta­łym Re­dak­to­rom Na­czel­nym, któ­rzy zmie­nia­li „Dro­gę”, do­sto­so­wu­jąc ją do ak­tu­al­nych po­trzeb mło­dych lu­dzi, by wciąż for­mo­wać ich ser­ca, ewan­ge­li­zo­wać i wska­zy­wać dro­gę do Bo­ga. Dzię­ku­ję wszyst­kim Au­to­rom, któ­rzy prze­wi­nę­li się przez ła­my „Dro­gi”, za ich pra­cę i wy­si­łek wło­żo­ny w każ­dy na­pi­sa­ny tekst. Dzię­ku­ję ko­rek­to­rom i re­dak­to­rom. Dzię­ku­ję gra­fi­kom, fo­to­gra­fom i lu­dziom z „za­ple­cza” re­dak­cji sprzed epo­ki kom­pu­te­rów, któ­rzy choć nie­wi­docz­ni na stro­nach „Dro­gi” i skrom­ni, swo­imi po­my­sła­mi, umie­jęt­no­ścia­mi i za­an­ga­żo­wa­niem spra­wia­li, że mo­gli­ście czy­tać po­szcze­gól­ne nu­me­ry.

Szcze­gól­nie pra­gnę po­dzię­ko­wać Mag­da­le­nie Gu­ziak-No­wak, któ­ra przez kil­ka lat by­ła re­dak­to­rem na­czel­nym „Dro­gi. Dwu­ty­go­dni­ka Mło­dzie­ży Ka­to­lic­kiej”. To ona wpro­wa­dzi­ła mnie w ar­ka­na pra­cy re­dak­cyj­nej. Po­dzie­li­ła się ze mną swo­imi wie­dzą, do­świad­cze­niem i ser­cem. Wspie­ra­ła mnie, gdy prze­ję­łam po niej ste­ry „Dro­gi”. To dzię­ki niej je­stem lep­szym dzien­ni­ka­rzem i czło­wie­kiem.
Dzię­ku­ję wszyst­kim Czy­tel­ni­kom, któ­rzy przez 25 lat się­ga­li po „Dro­gę”, gdy by­ła ty­go­dni­kiem, dwu­ty­go­dni­kiem, a jesz­cze póź­niej zmie­ni­ła for­mu­łę i sta­ła się „Dro­gą do Bierz­mo­wa­nia”. Dzię­ku­ję Wam za każ­dy na­pi­sa­ny do nas list i ma­il. Ufam, że „Dro­ga” po­mo­gła każ­de­mu z Was le­piej po­znać Bo­ga i mia­ła swój udział w tym, ja­ki­mi te­raz je­ste­ście ludź­mi. Co­dzien­nie pa­mię­tam i bę­dę pa­mię­tać o Was w mo­dli­twie. Do­brze, że by­li­ście z na­mi. Dzię­ku­ję Wam z ca­łe­go ser­ca!

 

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Być „bardziej”

Chcą być jesz­cze „bar­dziej” szczę­śli­wy­mi chrze­ści­ja­na­mi. Ma­gi­so­wi­cze. Mło­dzi, peł­ni pa­sji, za­an­ga­żo­wa­ni. Za­ra­ża­ją ener­gią i dzie­lą się do­świad­cze­niem Bo­ga, wia­ry i wspól­no­ty.

Hi­sto­rie „jak to się za­czę­ło” są róż­ne. Jed­nak nic tak nie dzia­ła jak przy­kład J. – Mo­ja przy­ja­ciół­ka by­ła w Ma­gi­sie. Wi­dzia­łam, że po spo­tka­niach by­ła ra­do­sna, peł­na ener­gii. To wła­śnie ona na­mó­wi­ła mnie i za­bra­ła na pierw­sze spo­tka­nie. Tam­tej­sza at­mos­fe­ra po­zy­tyw­nie mnie za­sko­czy­ła. Wie­dzia­łam, że chcę tam zo­stać – opo­wia­da Zu­zan­na Kap­ka z kra­kow­skie­go Ma­gi­su.

Fot. ar­chi­wum Ma­gis Kra­ków

Być szczę­śli­wym

Ma­gis to ka­to­lic­ki ruch mło­dzie­żo­wy, sku­pio­ny wo­kół To­wa­rzy­stwa Je­zu­so­we­go, skie­ro­wa­ny głów­nie do uczniów li­ce­ów. For­ma­cja trwa czte­ry la­ta i obej­mu­je czte­ry wy­mia­ry „by­cia szczę­śli­wym”: mo­dli­twę, wspól­no­tę, ewan­ge­li­za­cję i służ­bę.

Pod­czas co­ty­go­dnio­wych spo­tka­niach w kil­ku­oso­bo­wych gru­pach (każ­dy sto­pień for­ma­cji ma swo­ją gru­pę) uczest­ni­cy, idąc śla­da­mi je­zu­itów, zgłę­bia­ją du­cho­wość igna­cjań­ską, sta­ra­ją się od­kry­wać sie­bie, a co za tym idzie Bo­ga w swo­im ży­ciu. Do­dat­ko­wo każ­de­go ty­go­dnia ma­ją wspól­ne spo­tka­nie dla wszyst­kich stop­ni for­ma­cji. Wte­dy gro­ma­dzą się na Mszy świę­tej, kon­fe­ren­cji czy ad­o­ra­cji. – Pod­czas spo­tkań chce­my po­głę­biać więź z Bo­giem i mię­dzy so­bą. Przed wstą­pie­niem do wspól­no­ty mia­łam pro­blem z wia­rą. Te­raz to się zmie­nia – wła­śnie dzię­ki spo­tka­niom i od­kry­wa­niu sie­bie oraz Bo­ga – do­da­je Zu­za.

Mo­ja ko­le­żan­ka po spo­tka­niach by­ła ra­do­sna, peł­na ener­gii. Na­mó­wi­ła mnie!

Pa­tro­nu­je im św. Igna­cy z Loy­oli, za­ło­ży­ciel To­wa­rzy­stwa Je­zu­so­we­go, ale rów­nież św. Sta­ni­sław Kost­ka – pa­tron mło­dzie­ży. – W na­szej wspól­no­cie w Kra­ko­wie ma­my re­li­kwie św. Sta­ni­sła­wa. To szcze­gól­ne mieć swo­je­go pa­tro­na po­śród nas.

Po­zna­nie Bo­ga to naj­więk­sza ko­rzyść, ja­ką da­je Ma­gis, nie tyl­ko pod­czas spo­tkań, ale rów­nież re­ko­lek­cji – Szcze­rze po­zna­łam, na czym po­le­ga re­la­cja z Bo­giem, jak mo­gę o nią dbać i jak roz­wi­jać. Na re­ko­lek­cjach dzie­ją się nie­zwy­kłe rze­czy – mó­wi Bar­ba­ra Buś­ko.

Przy­jaź­nie i peł­ne za­ufa­nie

Po­czu­cie wspól­no­ty to dla wie­lu mło­dych w dzi­siej­szych cza­sach wiel­ka war­tość. To, że Ma­gis jest ta­kim miej­scem, po­twier­dza­ją je­go człon­ko­wie. – Ma­gis da­je po­czu­cie wspól­no­ty-wszy­scy ra­zem wie­rzy­my, dzie­li­my się ze so­bą mi­ło­ścią i ra­do­ścią, któ­rą do­sta­je­my od Bo­ga. Ma­gis uczy do­ce­niać re­la­cje z in­ny­mi i bu­do­wać wię­zi – opo­wia­da Ga­brie­la.

Ruch to nie tyl­ko mo­dli­twa i for­ma­cja, ale bu­do­wa­nie re­la­cji z dru­gim czło­wie­kiem. By­cie z in­ny­mi i dla in­nych jest klu­czo­wym za­da­niem każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na. Tak wła­śnie czu­je to Bar­ba­ra – Ma­gis jest miej­scem, w któ­rym spo­tka­łam jed­nych z naj­bar­dziej war­to­ścio­wych lu­dzi, któ­rzy w nie­dłu­gim cza­sie sta­li się mo­imi przy­ja­ciół­mi. Nie wiem, co do­kład­nie spra­wia, że nie bo­ję się im w peł­ni za­ufać – wiem po pro­stu, że tak jest. Ra­zem się roz­wi­ja­my, mo­że­my się na­wza­jem wspie­rać, szcze­gól­nie w naj­trud­niej­szych chwi­lach.

Na du­żą ska­lę

Ma­gi­so­wi­cze spo­ty­ka­ją się rów­nież na szcze­blu ogól­no­pol­skim. Przede wszyst­kim pod­czas re­ko­lek­cji. W wa­ka­cje od­by­wa­ją się dzie­się­cio­dnio­we re­ko­lek­cje let­nie. –To na nich ofi­cjal­nie koń­czy się sto­pień for­ma­cji. Za­czy­na­my od wspól­nej Mszy świę­tej z ma­gi­so­wi­cza­mi z ca­łej Pol­ski. Póź­niej dzie­li­my się na gru­py i stop­nie i tam kon­ty­nu­uje­my re­ko­lek­cje – mó­wi Zu­zan­na.

Raz do ro­ku od­by­wa­ją się Igna­cjań­skie Dni Mło­dzie­ży. To wy­jąt­ko­we wy­da­rze­nie, pod­czas któ­re­go uczest­ni­cy nie tyl­ko mo­gą spo­tkać Je­zu­sa, ale przy­ja­ciół z ca­łej Pol­ski. Wspól­nie uczest­ni­czą we Mszy świę­tej, spo­tka­niach, warsz­ta­tach, kon­fe­ren­cjach czy wy­da­rze­niach spor­to­wych. Jed­nym sło­wem coś dla du­cha i dla cia­ła.

Ruch dzia­ła w By­to­miu, Cze­cho­wi­cach-Dzie­dzi­cach, Gdy­ni, Gdań­sku, Gli­wi­cach, Kłodz­ku, Kra­ko­wie, No­wym Są­czu, Opo­lu, Piotr­ko­wie Try­bu­nal­skim, Sta­rej Wsi, Szcze­ci­nie, War­sza­wie, Wro­cła­wiu.

 

Ka­ro­li­na Pod­lew­ska