Drodzy Czytelnicy!

Naj­pierw prze­ży­wasz, że nie masz obok sie­bie chłopaka/dziewczyny. Smut­no ci, że bra­ku­je ko­goś, z kim moż­na by wyjść na spa­cer czy do ki­na. I na­gle jest. Na two­jej dro­dze sta­je on/ona. Wy­da­je ci się, że to ten je­den jedyny/jedna je­dy­na i że już za­wsze bę­dzie­cie ra­zem. Czu­jesz mo­ty­le w brzu­chu za każ­dym ra­zem, gdy się spo­ty­ka­cie, a na­wet na sa­mą myśl o tym. Czas spę­dza­ny ra­zem trak­tu­jesz jak coś wy­jąt­ko­we­go. Je­ste­ście szczę­śli­wi, bo za­ko­cha­ni. Pa­trzy­cie w tym sa­mym kie­run­ku.

Im wię­cej ran­dek za wa­mi, tym wię­cej po­ja­wia się py­tań o to, w któ­rym miej­scu po­sta­wić gra­ni­cę fi­zycz­nej bli­sko­ści. A czy­stość jest bar­dzo waż­nym ele­men­tem cho­dze­nia ze so­bą i na­rze­czeń­stwa. Mag­da­le­na Urlich pi­sze o tym, że „gdy ży­ję w czy­sto­ści zgod­nie ze swo­im sta­nem ży­cia (ja­ko oso­ba sa­mot­na, w mał­żeń­stwie lub za­ko­nie, ka­płań­stwie), je­stem wier­na te­mu, w co wie­rzę. Mo­ja wia­ra jest spój­na, gdy ma od­zwier­cie­dle­nie w ży­ciu”. O tym, że war­to za­wal­czyć o czy­stość, prze­ko­nu­ją Ania i dwa mał­żeń­stwa – Mag­da i Ma­rek oraz Jo­an­na i Piotr.

W czę­ści dla bierz­mo­wa­nych Ma­rek Sta­roń opo­wia­da o swo­jej Bo­żej ma­tu­rze. Ksiądz Ma­rek Dzie­wiec­ki pi­sze o na­wró­ce­niu, któ­re jest zy­skiem, a ks. Ka­mil Go­łusz­ka pod­po­wia­da, ja­ką dro­gą wę­dro­wać do świę­to­ści. Mar­cin Zie­liń­ski dzie­li się świa­dec­twem na­wró­ce­nia z re­li­gij­no­ści do ży­wej wia­ry.

 

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie….

Naj­groź­niej­szą po­ku­są jest wia­ra w to, że szczę­ście moż­na osią­gnąć ła­two: bez pra­cy nad cha­rak­te­rem, bez na­wró­ce­nia, bez czuj­no­ści, bez norm mo­ral­nych, bez mi­ło­ści i od­po­wie­dzial­no­ści. Bez sta­wa­nia się po­dob­ny­mi do Bo­ga.

Bóg jest re­ali­stą

Stwór­ca jest ko­cha­ją­cym i ser­decz­nym Ro­dzi­cem. Los każ­de­go z nas jest dla Nie­go naj­waż­niej­szy. Pra­gnie, by­śmy by­li szczę­śli­wi już tu i te­raz, a nie do­pie­ro kie­dyś tam, w nie­bie. Bóg wie, że ża­den czło­wiek nie jest do­sko­na­ły jak On. Wie, że każ­dy z nas mo­że ulec po­ku­sie szu­ka­nia szczę­ścia tam, gdzie go nie ma. Prze­ko­na­li się o tym już pierw­si lu­dzie. Adam i Ewa wmó­wi­li so­bie, że bez po­mo­cy Bo­ga od­róż­nią do­bro od zła, czy­li że od­róż­nią szczę­ście od nie­szczę­ścia. Prze­ce­ni­li sie­bie. Oka­za­ło się, że bez po­mo­cy Bo­ga po­tra­fią je­dy­nie po­mie­szać do­bro i zło oraz czy­nić to, co od­bie­ra im ra­dość.

Fot. freepik.com

Bóg nie wo­dzi na po­ku­sze­nie!

Pa­pież Fran­ci­szek po­twier­dził to, co wie­dzie­li­śmy od wie­ków: to nie Bóg wo­dzi nas na po­ku­sze­nie! To czy­ni czło­wiek i zły duch. Sło­wa z Mo­dli­twy Pań­skiej: „I nie wódź nas na po­ku­sze­nie” ozna­cza­ją na­szą proś­bę: Bo­że, nie do­puść, aby­śmy ule­gli po­ku­sie! Bóg gra z na­mi w otwar­te kar­ty. Na po­cząt­ku hi­sto­rii wy­ja­śnia: Kła­dę przed wa­mi ży­cie i śmierć, bło­go­sła­wień­stwo i prze­kleń­stwo. Wy­bie­raj­cie więc ży­cie (Pwt 30, 19). Gdy­by każ­dy nasz spo­sób po­stę­po­wa­nia był rów­nie do­bry i gdy­by każ­dy ro­dzaj kon­tak­tu z in­ny­mi pro­wa­dził nas do szczę­ścia, to Bóg by nam po­wie­dział: czło­wie­ku, rób to, co chcesz, bo każ­dy spo­sób po­stę­po­wa­nia i każ­dy ro­dzaj wię­zi przy­nie­sie ci szczę­ście. Tak wła­śnie mó­wią de­mo­ra­li­za­to­rzy. Tym­cza­sem ko­cha­ją­cy Bóg mó­wi coś in­ne­go: czło­wie­ku, nie rób te­go, co chcesz, bo cza­sem chcesz te­go – na przy­kład al­ko­ho­lu, nar­ko­ty­ków, por­no­gra­fii, ha­zar­du, prze­mo­cy – co od­da­la cię od two­ich wła­snych ma­rzeń o wol­no­ści, mi­ło­ści i szczę­ściu. Czu­waj, abyś nie uległ po­ku­sie! Na­wra­caj się! Wy­bie­raj bło­go­sła­wień­stwo i ży­cie, a nie ta­kie spo­so­by po­stę­po­wa­nia czy ta­kie re­la­cje z ludź­mi, przez któ­re ode­chcie­wa ci się żyć!

Gdy wy­peł­nia­my trzy przy­ka­za­nia mi­ło­ści, czy­li ko­cha­my Bo­ga, sa­mych sie­bie i bliź­nich, wte­dy je­ste­śmy jak w bez­piecz­nym sej­fie.

Kto wo­dzi nas na po­ku­sze­nie?

Na po­ku­sze­nie wo­dzą nas ci lu­dzie, któ­rzy sa­mi ule­gli po­ku­sie i zła­ma­li za­sa­dy mo­ral­ne, chro­nią­ce nas przed krzyw­dą, roz­cza­ro­wa­niem i cier­pie­niem. Ta­cy lu­dzie usi­łu­ją wcią­gnąć w zło każ­de­go, z kim ma­ją kon­takt. Na­śla­du­ją okrut­nych sy­nów pa­triar­chy Ja­ku­ba, któ­rzy z za­zdro­ści po­sta­no­wi­li wła­sne­go bra­ta sprze­dać do nie­wo­li. Dla nie­szczę­śli­wych nie do znie­sie­nia jest fakt, że ktoś in­ny cie­szy się ży­ciem. Nie­szczę­śli­wi nie chcą cier­pieć sa­mot­nie. Szu­ka­ją to­wa­rzy­szy nie­do­li, bo ła­twiej jest cier­pieć w gru­pie. W gru­pie też ła­twiej jest brnąć w zło, grzech i znie­wo­le­nie. Na po­ku­sę wo­dzą nas rów­nież ci, któ­rzy są na­iw­ni i nas roz­piesz­cza­ją, bo utrud­nia­ją nam pa­no­wa­nie nad sła­bo­ścia­mi i do­ra­sta­nie do mi­ło­ści. Cza­sem na po­ku­sę wo­dzi­my sa­mi sie­bie, jak syn mar­no­traw­ny. Czy­ni­my tak wte­dy, gdy ule­ga­my wła­snym sła­bo­ściom. Na po­ku­sę wo­dzi nas tak­że dia­beł. To spry­ciarz w za­sta­wia­niu pu­ła­pek na czło­wie­ka. Sza­tan jest jed­nak bez­rad­ny wo­bec tych, któ­rzy słu­cha­ją Bo­ga.

Kto nie ule­ga po­ku­sie?

Bóg pod­po­wia­da nam, w ja­ki spo­sób bro­nić się przed po­ku­sa­mi: Ja dziś na­ka­zu­ję ci mi­ło­wać Pa­na, Bo­ga twe­go, i cho­dzić Je­go dro­ga­mi, peł­niąc Je­go po­le­ce­nia, pra­wa i na­ka­zy (Pwt 30, 16). Gdy po­stę­pu­je­my zgod­nie z De­ka­lo­giem i gdy wy­peł­nia­my trzy przy­ka­za­nia mi­ło­ści, czy­li ko­cha­my Bo­ga, sa­mych sie­bie i bliź­nich, wte­dy je­ste­śmy jak w bez­piecz­nym sej­fie. Do­łą­cza­my do lu­dzi mą­drych, któ­rzy szu­ka­ją szczę­ścia tam, gdzie ono ist­nie­je, czy­li w kra­inie mi­ło­ści, czy­sto­ści, wier­no­ści i od­po­wie­dzial­no­ści. Czło­wiek mą­dry po­tra­fi po­wie­dzieć aser­tyw­nie – czy­li sta­now­czo – „nie!” wszyst­kim, któ­rzy pró­bu­ją wo­dzić go na po­ku­sze­nie. W ob­li­czu po­ku­sy po­tra­fi po­wie­dzieć „nie!” tak­że sa­me­mu so­bie.

 

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Była normalną, kochającą żoną

Po­cho­dzi­ła z wie­lo­dziet­nej wło­skiej ro­dzi­ny. Za­wsze by­ła bli­sko Bo­ga. Spra­wy du­cha pie­lę­gno­wa­ła tak­że w mał­żeń­stwie i swo­jej ro­dzi­nie. By­ła wy­jąt­ko­wa, ale nie ode­rwa­na od rze­czy­wi­sto­ści. Jo­an­na to zwy­czaj­na – nad­zwy­czaj­na świę­ta.

Bę­dąc w czwar­tej cią­ży, usły­sza­ła dia­gno­zę – włók­niak. Le­ka­rze, chcąc ra­to­wać Jo­an­nę, mu­sie­li­by usu­nąć ma­ci­cę, w któ­rej znaj­do­wa­ła się zło­śli­wa zmia­na, ale i nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. Ona po­wie­dzia­ła, że naj­pierw uro­dzi, a do­pie­ro po­tem zaj­mie się le­cze­niem sa­mej sie­bie. Wie­dzia­ła, na co się de­cy­du­je. Prze­cież by­ła le­ka­rzem. Nie­dłu­go po uro­dze­niu cór­ki zmar­ła, ma­jąc za­le­d­wie 39 lat. Do ostat­nich chwil roz­da­wa­ła wszyst­kim uśmiech i spo­kój du­cha.

Fot. Wi­ki­me­dia Com­mons / Jo­sé Lu­iz

W za­chwy­cie

Jej ży­cie, choć krót­kie, by­ło praw­dzi­wą ko­pal­nią pięk­nych chwil. Ko­re­spon­den­cja z mę­żem mo­że być na­uką dla wie­lu mał­żon­ków. Uka­zu­je przede wszyst­kim wiel­ką mi­łość. A war­to pod­kre­ślić, że ko­cha­li się sza­le­nie. Piotr czę­sto wy­jeż­dżał w po­dró­że służ­bo­we, a ona mu pi­sa­ła: „Oto mi­nę­ła noc i po­ło­wa dnia bez mo­je­go naj­uko­chań­sze­go Pio­tra. Jed­nak je­steś przy mnie cią­gle obec­ny i to­wa­rzy­szę Ci chwi­la po chwi­li w Twej dłu­giej po­dró­ży”. Uwi­ła dla swo­jej ro­dzi­ny wspa­nia­łe gniaz­do, peł­ne mat­czy­nej mi­ło­ści, wi­docz­nej w zwy­kłych co­dzien­nych obo­wiąz­kach. Tak jak każ­da pra­cu­ją­ca ko­bie­ta pra­ła, sprzą­ta­ła, kar­mi­ła dzie­ci, usy­pia­ła, mar­twi­ła się przy cho­ro­bach, tu­li­ła, gdy któ­reś upa­dło na ro­we­rze. By­ła ta­ka zwy­czaj­na. Co jed­nak ją wy­róż­nia­ło? To ogrom­na mi­łość, któ­ra sta­ła się jej dro­gą do Bo­ga.

Z ser­cem na dło­ni

Wy­kształ­co­na, zna­na pa­ni dok­tor, pe­dia­tra, chi­rurg. Pa­cjen­ci ją uwiel­bia­li. Dla­cze­go? Wi­dzia­ła w nich nie tyl­ko cho­rym po­trze­bu­ją­cych le­cze­nia, ale sa­me­go Je­zu­sa. Ota­cza­ła ich nie tyl­ko opie­ką me­dycz­ną, ale do­brym sło­wem, ra­dą a na­wet wspar­ciem ma­te­rial­nym. Po­tra­fi­ła iść na wi­zy­tę le­kar­ską, nie wziąć za­pła­ty, a w do­dat­ku zo­sta­wić pa­rę gro­szy na le­ki. To w pra­cy po­zna­ła swo­je­go przy­szłe­go mę­ża, któ­rzy przy­szedł z umie­ra­ją­cą sio­strą do szpi­ta­la. Tam – choć nie za­mie­ni­li ani jed­ne­go sło­wa – po­ja­wi­ła się iskra, któ­ra roz­pa­li­ła wiel­ką mi­łość.

Nie przy­pusz­cza­łem, że ży­łem obok ja­kiejś świę­tej” – mó­wił Piotr Mol­la.

Uczyć się od naj­lep­szych

Św. Jo­an­na to wzór. Przede wszyst­kim żo­ny – cu­dow­nej, ko­cha­ją­cej, wier­nej, pie­lę­gnu­ją­cej mi­łość każ­de­go dnia. Mat­ki – bę­dą­cej dla dzie­ci za­wsze i na sto pro­cent. Le­kar­ki – od­da­nej służ­bie po­trze­bu­ją­cym. Ko­bie­ty – któ­ra po­mi­mo ogro­mu obo­wiąz­ków po­tra­fi­ła pa­mię­tać o sa­mej so­bie. Tak. Wie­dzia­ła, że je­że­li nie za­dba o sie­bie, nie bę­dzie w sta­nie za­dbać o in­nych. Te­mu mia­ły słu­żyć co­dzien­na mo­dli­twa, czu­wa­nie i me­dy­ta­cja przed Naj­święt­szym Sa­kra­men­tem w ko­ście­le. To tak­że spra­wy przy­ziem­ne. Za­wsze by­ła do­brze ubra­na, ko­cha­ła mo­dę, zna­ła naj­now­sze tren­dy, czy­ta­ła cza­so­pi­sma mo­do­we. Lu­bi­ła mieć po­ma­lo­wa­ne pa­znok­cie. Od­da­wa­ła się swo­im pa­sjom, jak np. jaz­da na nar­tach, gór­skie wy­ciecz­ki. Mia­ła czas na wy­pi­cie ka­wy z przy­ja­ciół­ką, bab­skie po­ga­du­chy o dzie­ciach, mę­żach, no­wych prze­pi­sach ku­li­nar­nych To wszyst­ko skła­da­ło się na ra­dość ży­cia, któ­rą mia­ła każ­de­go dnia.

Świę­tość w co­dzien­no­ści

Piotr Mol­la był w nią za­pa­trzo­ny. To ona otwo­rzy­ła go na lu­dzi, do­da­wa­ła od­wa­gi je­go in­tro­wer­tycz­nej na­tu­rze. „Nie przy­pusz­cza­łem, że ży­łem obok ja­kiejś świę­tej. A mo­ja mał­żon­ka ni­gdy nie da­wa­ła mi od­czuć, iż ro­bi to czy tam­to, by do­stać się do ra­ju. Ona ko­cha­ła ży­cie. By­ła nor­mal­ną, ko­cha­ją­cą żo­ną i mat­ką. Po pro­stu so­bą”.

Świę­ty Jan Pa­weł II po­wie­dział: „Dzię­ki mi­ło­ści Bo­żej Jo­an­na Be­ret­ta Mol­la by­ła zwy­czaj­ną, ale jak­że wy­jąt­ko­wą zwia­stun­ką. Za­le­d­wie na kil­ka dni przed swym ślu­bem, w jed­nym z li­stów do na­rze­czo­ne­go, by­ła zdol­na na­pi­sać: «Mi­łość to naj­pięk­niej­sze z do­świad­czeń, ja­kim nasz Pan ob­da­rzył du­sze lu­dzi»„.

 

Ka­ro­li­na Pod­lew­ska

Bóg zawsze ma pomysł!

Nie patrz na grzech, nie patrz na sie­bie – patrz na Mnie!

Do­świad­cze­nie po­ka­zu­je, że je­śli przyj­mu­je­my ja­kieś twier­dze­nia bądź za­sa­dy, to ze wzglę­du na ko­goś, kto nam je przed­sta­wia, a kto ma u nas au­to­ry­tet, ufa­my mu i prze­ko­na­li­śmy się, że mu na nas za­le­ży. Al­bo wte­dy, gdy wi­dzi­my sen­sow­ność, kon­kret­ne zy­ski, roz­wój, szer­sze ho­ry­zon­ty, wy­ni­ka­ją­ce z przy­ję­cia tych norm. Pierw­szy po­wód da­je lep­sze re­zul­ta­ty.

Fot. freepik.com

Co cie­ka­we: wła­śnie to jest spo­sób Bo­że­go po­da­wa­nia nam rę­ki w co­dzien­no­ści. Tak Bóg da­je wska­zów­ki, jak funk­cjo­no­wać, aby po­tem nie spi­jać gorz­kich kon­se­kwen­cji wła­snej głu­po­ty. Bóg w kon­tak­tach z ludź­mi, w sy­tu­acjach opi­sa­nych w Bi­blii, ni­gdy nie mó­wi o po­słu­szeń­stwie – pro­si o słu­cha­nie. Ni­by nie­wiel­ka róż­ni­ca – ale jest. Słu­chasz Oso­by, sły­szysz Jej emo­cje, na­sta­wie­nie do cie­bie, tembr gło­su, za­an­ga­żo­wa­nie w dia­log. I re­agu­jesz sto­sow­nie do te­go, jak ode­bra­łeś jej na­sta­wie­nie do cie­bie w tej kon­kret­nej wy­mia­nie zdań czy sy­tu­acji. Je­steś w sta­nie przy­jąć ar­gu­men­ty ab­so­lut­nie prze­ciw­ne two­je­mu wcze­śniej­sze­mu my­śle­niu tyl­ko dla­te­go, że prze­ko­na­ła cię lo­gi­ka wy­po­wie­dzi tej oso­by i jej czu­łość, aten­cja w od­nie­sie­niu do cie­bie. Za­tem: je­śli znasz na pa­mięć dzie­sięć przy­ka­zań, a nie jest ci bli­ski Bóg, to i tak – nie­ste­ty – nic nie ro­zu­miesz. Prze­pi­sy zo­sta­ją wy­rwa­ne z kon­tek­stu, wy­rwa­ne z re­la­cji i sta­ją się ka­mie­niem u szyi.

Gdy ktoś z bi­blij­nych bo­ha­te­rów pod wpły­wem kon­tak­tu z Bo­giem da­je wska­zów­ki i prze­pi­sy, ma tyl­ko je­den cel: prze­ka­za­nie swo­je­go do­świad­cze­nia. Te­go, jak pój­ście za je­go su­ge­stia­mi po­zwo­li od­kry­wać głę­bię my­śle­nia Bo­ga. Ale au­tor bi­blij­ny mó­wi to z in­nej per­spek­ty­wy. Z per­spek­ty­wy czło­wie­ka, któ­re­mu Bóg jest nie­zwy­kle bli­ski. Któ­ry po­znał Bo­ga ja­ko za­an­ga­żo­wa­ne­go w two­rze­nie pięk­na i szczę­ścia dla każ­de­go z nas.

1000+ roz­wią­zań

Czy jed­nak nie za wie­le tych prze­pi­sów w Bi­blii? Czy fak­tycz­nie lu­dzie ich prze­strze­ga­li? Pew­nie tak sa­mo jak my. Ale tu nie cho­dzi o efekt. Waż­niej­szy jest cel. Każ­dy z tych prze­pi­sów ma nas prze­ko­nać, że w każ­dej sy­tu­acji Bóg ma po­mysł, Bóg ma roz­wią­za­nie, Bóg zna wyj­ście. Nie wszyst­kie są szcze­gó­ło­wo opi­sa­ne w Bi­blii. Lecz my też nie ro­zu­mie­my wie­lu opi­sa­nych wy­da­rzeń, bo w na­szych cza­sach ta­kich re­aliów już nie ma (np. jak skła­da­nia ofia­ry oczysz­cze­nia z po­pio­łem z czer­wo­nej kro­wy). Prze­pi­sy w Bi­blii po­ka­zu­ją jed­nak, że mo­żesz u Bo­ga zna­leźć roz­wią­za­nie, że mo­żesz do Nie­go pójść z każ­dą spra­wą, z któ­rą so­bie nie ra­dzisz, któ­rej roz­wią­za­nia nie wi­dzisz. Każ­da te­go ty­pu pró­ba po­zwo­li ci się prze­ko­nać, jak na­praw­dę do­bry jest Bóg. Dla­te­go w De­ka­lo­gu jest 10 prze­pi­sów. Ty­le, ile pal­ców. W sym­bo­li­ce bi­blij­nej ozna­cza­ło to za­mknię­tą ca­łość – czy­li zna­czy­ło: Bóg ma za­wsze po­mysł!

Je­śli znasz na pa­mięć dzie­sięć przy­ka­zań, a nie jest ci bli­ski Bóg, to i tak – nie­ste­ty – nic nie ro­zu­miesz.

Nie zga­dzam się!

A co je­śli nie ro­zu­miem prze­pi­sów, na­ka­zów, for­muł lub z ni­mi się nie zga­dzam? Wte­dy wcho­dzi w ży­cie za­sa­da praw­dzi­wych przy­ja­ciół, tym ra­zem za­sto­so­wa­na w prze­strze­ni ty – Bóg. Brzmi ona: po­wiedz mi o, co ci cho­dzi. Po­kłóć się ze mną, wy­ja­śniaj mi, od­bi­jaj mo­je ar­gu­men­ty – aż mnie nie prze­ko­nasz. I nie zo­sta­wiaj mnie – bo prze­cież kłó­cę się z to­bą i wy­my­ślam kontr­ar­gu­men­ty tyl­ko po to, abyś je od­bił i mnie prze­ko­nał. I nie każ mi te­go, co jest trud­ne, ro­bić sa­me­mu: zrób to ze mną. Tak! To jest dia­log, na któ­rym za­le­ży Bo­gu. Bo­gu nie za­le­ży na bez­myśl­nym po­słu­szeń­stwie, na za­cho­wa­niu za­sad dla sa­mych za­sad, na ła­ma­niu sie­bie, bo „tak trze­ba”. Bóg wie, że to pro­wa­dzi do ukry­tej nie­chę­ci, a na­wet nie­na­wi­ści. Ta­kie funk­cjo­no­wa­nie nie ma nic wspól­ne­go z Je­go my­śle­niem. Bi­blia po­ka­zu­je nam cią­głe Bo­że na­sta­wie­nie na dia­log. W No­wym Te­sta­men­cie Je­zus spro­wa­dza wszyst­kie prze­pi­sy do jed­ne­go: przy­ka­za­nia mi­ło­ści. I tu wy­star­czy usiąść i po­my­śleć lo­gicz­nie, że mi­łość to je­dy­na rze­czy­wi­stość, któ­rej nie moż­na ni­ko­mu na­ka­zać. To kwe­stia two­je­go skło­nie­nia się ku da­nej oso­bie.

W ten spo­sób Bóg po­ka­zu­je, że wszyst­ko za­czy­na się od re­la­cji, od wię­zi, od bli­sko­ści. Do­pie­ro z te­go wy­pły­wa nasz sto­su­nek do in­nych lu­dzi i do sa­mych sie­bie. W fil­mie „Cha­ta” gdy bo­ha­ter wra­ca w pa­mię­ci do trau­ma­tycz­nych sy­tu­acji, Je­zus mó­wi: „Patrz na Mnie!” Nie patrz na sie­bie ani na te sy­tu­acje. Nie py­taj, czy to już był grzech czy jesz­cze nie. W ogó­le nie o to cho­dzi. Je­zus mó­wi: „Patrz na Mnie”. Wte­dy wszyst­ko zro­zu­miesz.

Dla­cze­go Je­zus w ostat­niej sce­nie Ewan­ge­lii wg św. Ja­na py­ta Pio­tra o mi­łość? I dla­cze­go trzy ra­zy? Prze­cież i On, i Piotr wie­dzą, że te sło­wa to tyl­ko sło­wa. W kon­tek­ście ca­łe­go ży­cia Pio­tra – nie za­wsze prze­cież znaj­dy­wa­ły po­twier­dze­nie w uczyn­kach. Je­zus py­ta Pio­tra o mi­łość, bo Mu cho­dzi o więź. Tyl­ko w opar­ciu o wię­zi mo­że się coś zmie­nić – bo zmie­nia się te­raz.

Je­zus mó­wi: Patrz na Mnie! Nie patrz na grzech. Nie patrz na sie­bie. Patrz na Mnie.

 

Jo­an­na No­wiń­ska SM