Drodzy Czytelnicy!

Mam jed­ną sio­strę. Nie za­wsze się do­ga­dy­wa­ły­śmy ja­ko dzie­ci. Kłó­ci­ły­śmy się o za­baw­ki. Go­ni­ły­śmy się do­oko­ła sto­łu, by so­bie je wy­rwać z rąk. Nie oby­ło się bez kil­ku gu­zów, na­bi­tych na gło­wach, któ­ry­mi w bie­gu ude­rzy­ły­śmy się raz czy dwa w krze­sło lub sza­fę. Gdy do­ro­sły­śmy, wy­raź­nie wi­dzi­my to, co nas dzie­li. Wy­ko­nu­je­my róż­ne za­wo­dy, ma­my róż­ne pa­sje, ina­czej spę­dza­my wol­ny czas i ma­my in­ne ta­len­ty. W okre­sie do­ra­sta­nia na­uczy­ły­śmy się ze so­bą do­ga­dy­wać. Ko­cha­my się i za­wsze mo­że­my na sie­bie li­czyć.

Od­da­je­my w Wa­sze rę­ce nu­mer, w któ­rym po­sta­wi­li­śmy na ro­dzeń­stwo. To od nie­go uczy­my się ko­chać. Do­ro­ta Ro­go­ziń­ska, pe­da­gog, asy­stent ro­dzi­ny i ma­ma sió­dem­ki dzie­ci, opo­wia­da o tym, że mi­łość do ro­dzeń­stwa by­wa trud­na. Pod­po­wia­da rów­nież, jak prze­stać na sie­bie krzy­czeć, gdy emo­cje we­zmą gó­rę i doj­dzie do kłót­ni, i za­cząć roz­ma­wiać. Mag­da­le­na Urlich do­ra­dza, co zro­bić, by się do­ga­dać z ro­dzeń­stwem. Roz­bie­ra na czyn­ni­ki pierw­sze roz­mo­wę, któ­ra ma do­pro­wa­dzić do osią­gnię­cia „za­wie­sze­nia bro­ni” i po­ro­zu­mie­nia się z ro­dzeń­stwem. Przed­sta­wia rów­nież krok po kro­ku mi­kro­krę­gi, któ­re są jed­ną z me­tod roz­wią­zy­wa­nia kon­flik­tów. Brzmi skom­pli­ko­wa­nie? Prze­czy­taj­cie ar­ty­kuł.

Część dla bierz­mo­wa­nych to ko­lej­na por­cja świa­dectw osób, któ­re przy­ję­ły już sa­kra­ment Bierz­mo­wa­nia i dzie­lą się swo­imi re­flek­sja­mi na je­go te­mat. Ks. Ka­mil Go­łusz­ka roz­wie­wa wąt­pli­wo­ści na te­mat te­go, jak bę­dzie wy­glą­da­ło ży­cie po Bierz­mo­wa­niu. Z ko­lei ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki przy­po­mi­na, że na­sza wia­ra po­win­na być po­wszech­na, moc­na, ży­wa i sta­ła.

 

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Trójca Święta, czyli… szczęśliwa rodzina!

Bóg jest wspól­no­tą trzech Osób, któ­re tak bar­dzo ko­cha­ją sie­bie na­wza­jem, że się ze so­bą utoż­sa­mia­ją.

W Sta­rym Te­sta­men­cie lu­dzie mo­gli my­śleć, że Bóg jest sa­mot­ny, sko­ro jest Bo­giem je­dy­nym. Gdy­by­śmy gdzieś zo­ba­czy­li bia­łe­go kru­ka i udo­wod­ni­li, że to je­dy­ny o ta­kiej bar­wie na ca­łej pla­ne­cie, to mu­sie­li­by­śmy uznać, że jest bar­dzo sa­mot­ny. Tym­cza­sem Bóg jest je­dy­ny, a mi­mo to nie jest Bo­giem sa­mot­nym! Tę za­ska­ku­ją­cą praw­dę ob­ja­wił Syn Bo­ży, gdy przy­szedł do nas w ludz­kiej na­tu­rze. Chry­stus od­sło­nił ta­jem­ni­cę Bo­ga-Stwór­cy, któ­ry nie jest jed­ną oso­bą, lecz wspól­no­tą osób. To Oj­ciec, Syn i Duch Świę­ty. Te oso­by Bo­że są so­bie cał­ko­wi­cie rów­ne, cho­ciaż Syn po­cho­dzi od Oj­ca, a Duch po­cho­dzi od Oj­ca i Sy­na.

Fot. freepik.com

Trój­ca….

Od­kąd Syn Bo­ży ob­ja­wił nam, że Bóg nie jest jed­ną, sa­mot­ną oso­bą, za­czę­li­śmy na­zy­wać Bo­ga Trój­cą Świę­tą. Wy­ra­że­nie „Trój­ca” wska­zu­je na licz­bę osób w Bo­gu. Jed­nak to nie licz­ba osób jest naj­waż­niej­sza dla zro­zu­mie­nia Bo­ga. Naj­waż­niej­szy jest spo­sób, w ja­ki oso­by Bo­że od­no­szą się do sie­bie na­wza­jem. Po­dob­nie rzecz ma się w mał­żeń­stwie i ro­dzi­nie. Dla zro­zu­mie­nia te­go, ja­ka jest da­na ro­dzi­na oraz czy jest ona szczę­śli­wa, roz­strzy­ga­ją­ca nie jest licz­ba osób, któ­re do tej ro­dzi­ny na­le­żą. Znacz­nie waż­niej­szy jest spo­sób, w ja­ki jed­ni jej człon­ko­wie od­no­szą się do dru­gich: ro­dzi­ce do dzie­ci, dzie­ci do ro­dzi­ców, brat czy sio­stra do swo­je­go ro­dzeń­stwa i do sa­me­go sie­bie.

Świę­tość i mi­łość to sy­no­ni­my.

…Prze­naj­święt­sza, czy­li peł­na mi­ło­ści!

Bóg w Trój­cy je­dy­ny jest świę­ty, gdyż jest mi­ło­ścią. Świę­tość i mi­łość to sy­no­ni­my. W Bo­gu nie ma nic in­ne­go niż mi­łość. Mó­wi­my, że Bóg jest Trój­cą Prze­naj­święt­szą, gdyż jest wspól­no­tą Bo­żych osób, któ­re od­no­szą się do sie­bie za­wsze z mi­ło­ścią i w ża­den in­ny spo­sób. Oso­by Bo­że w Trój­cy od­no­szą się do sie­bie na­wza­jem z tak wiel­ką mi­ło­ścią, że się ze so­bą utoż­sa­mia­ją. Je­zus wy­ja­śnia, że sta­no­wi jed­no z Oj­cem. Po­dob­nie mó­wi o Du­chu Świę­tym, któ­ry przy­po­mni nam wszyst­ko to, co po­wie­dział Zba­wi­ciel. Bóg jest wspól­no­tą, w któ­rej każ­dy ko­cha każ­de­go. Za­wsze i nie­odwo­łal­nie. Wspól­no­ta, w któ­rej każ­dy ko­cha każ­de­go, to ide­ał ro­dzi­ny. Bóg jest naj­szczę­śliw­szą ro­dzi­ną we wszech­świe­cie!

Nikt nie jest po­wo­ła­ny do by­cia sin­glem!

Bóg stwo­rzył nas na swój ob­raz i po­do­bień­stwo. Już na po­cząt­ku hi­sto­rii wy­ja­śnił, że pierw­szym złem dla czło­wie­ka jest sa­mot­ność. Dzie­je się tak dla­te­go, że w osa­mot­nie­niu nie je­ste­śmy po­dob­ni do Bo­ga, bo Stwór­ca nie jest sa­mot­ny. W osa­mot­nie­niu nie ma­my od ko­go przyj­mo­wać mi­ło­ści i nie ma­my ko­mu oka­zy­wać mi­ło­ści. To dla­te­go pierw­szym po­le­ce­niem Bo­ga z Księ­gi Ro­dza­ju by­ło mał­żeń­stwo i ro­dzi­na. Naj­bar­dziej po­dob­ni do Bo­ga je­ste­śmy wte­dy, gdy ży­je­my w ro­dzi­nach, w któ­rych każ­dy ko­cha każ­de­go, tak jak to się dzie­je w Trój­cy Świę­tej.

Ko­chać i być ko­cha­nym

Po grze­chu pier­wo­rod­nym po­ja­wi­ło się dru­gie – obok sa­mot­no­ści – zło. Tym dru­gim złem jest smut­ne, bo ra­nią­ce, nie­szczę­śli­we by­cie ra­zem. To by­cie ra­zem, któ­re opar­te jest na czymś in­nym niż na wza­jem­nej mi­ło­ści. Im bli­żej je­ste­śmy Bo­ga w Trzech Oso­bach Je­dy­ne­go, tym doj­rzal­szej uczy On nas mi­ło­ści i tym ra­do­śniej­sze są wię­zi, któ­re two­rzy­my z bli­ski­mi nam oso­ba­mi. Bóg w Trój­cy Je­dy­ny nie chce być kimś je­dy­nym, kto oka­zu­je nam mi­łość. Prze­ciw­nie, Stwór­ca pra­gnie, że­by lu­dzie oka­zy­wa­li so­bie na­wza­jem wiel­ką mi­łość, szcze­gól­nie w mał­żeń­stwie i ro­dzi­nie. On chce, że­by­śmy by­li po­dob­ni do Nie­go, czy­li że­by­śmy oka­zy­wa­li mi­łość bliź­nim i że­by­śmy przyj­mo­wa­li od nich mi­łość. Wte­dy ra­dość Chry­stu­sa bę­dzie w nas i bę­dzie peł­na (por. J 15, 11).

 

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

Wiedza dobrze podana

Pre­le­gen­ci z ca­łe­go świa­ta

Stro­na TED (z an­giel­skie­go Tech­no­lo­gia, Roz­ryw­ka i De­sign) jest spo­rą ba­zą na­grań cie­ka­wych osób, pre­zen­tu­ją­cych war­to­ścio­we idee. Pre­lek­cje gło­szo­ne są na ży­wo na kon­fe­ren­cjach or­ga­ni­zo­wa­nych od 1984 ro­ku, a po­tem umiesz­cza­ne na stro­nie www.ted.com, za­zwy­czaj z na­pi­sa­mi w róż­nych ję­zy­kach, w tym po pol­sku.

Fot. pixabay.com.jpg
/ ge­ralt

Te­ma­ty­ka jest róż­no­rod­na. W 10 mi­nut moż­na do­wie­dzieć się, czym jest i jak dzia­ła kom­pu­ter kwan­to­wy – dzię­ki ka­na­dyj­skiej pro­fe­sor fi­zy­ki kwan­to­wej Sho­hi­ni Gho­se. Z ko­lei Ren­zo Vi­ta­le z Gru­py BMW opo­wia­da o pro­jek­to­wa­niu dźwię­ku sa­mo­cho­du elek­trycz­ne­go, któ­ry nie po­wi­nien być zbyt gło­śny, a jed­no­cze­śnie mu­si być wy­raź­ny, co ma zna­cze­nia dla bez­pie­czeń­stwa pie­szych. Cie­ka­wa jest też pię­cio­mi­nu­to­wa lek­cja Re­bek­ki D. Ta­rvin o tym, dla­cze­go ja­do­wi­te zwie­rzę­ta nie szko­dzą sa­mym so­bie.

Ko­smicz­ne na­gra­nia

W ser­wi­sie YouTu­be ła­two zna­leźć ka­na­ły po­pu­la­ry­zu­ją­ce na­ukę, pro­wa­dzo­ne przez Po­la­ków. Fi­zyk To­masz Ro­żek pro­wa­dzi ka­nał „Na­uka. To lu­bię”. Opo­wia­da m.in., skąd gaz ma ener­gię czy co przy­cią­ga pio­run.

Od pa­sjo­na­ta ko­smo­su, Pio­tra Ko­ska z Astro­fa­zy moż­na się do­wie­dzieć o zde­rze­niu Jo­wi­sza z pla­ne­tą, ja­kie praw­do­po­dob­nie mia­ło miej­sce – ba­ga­te­la – 4,5 mi­liar­da lat te­mu. Moż­na też zro­zu­mieć, dla­cze­go po­dró­żo­wa­nie z pręd­ko­ścią świa­tła nie jest moż­li­we.

W pa­sjo­nu­ją­cy spo­sób da się opo­wia­dać rów­nież o ję­zy­ku pol­skim, co udo­wad­nia Pau­li­na z „Mó­wiąc Ina­czej”. Przy­po­mi­na mię­dzy in­ny­mi, że po­praw­ne jest od­mie­nia­nie skró­tow­ców, czy­li „PKP po­in­for­mo­wa­ło” oraz że nie ma ta­kie­go ubra­nia jak „swetr”.

Opo­wie­ści hi­sto­rycz­ne

Gdy nie moż­na po­świę­cić ca­łej uwa­gi na chło­nię­cie wie­dzy, po­moc­ne by­wa­ją pod­ca­sty – na­gra­nia do od­słu­cha­nia „przy oka­zji”. Choć ty­tuł su­ge­ru­je sku­pie­nie na młod­szych słu­cha­czach, to „Hi­sto­ria Pol­ski dla dzie­ci” Pio­tra Bo­row­skie­go mo­że spodo­bać się każ­de­mu, kto chciał­by od­świe­żyć swo­ją wie­dzę. Każ­dy od­ci­nek ma swój mo­tyw prze­wod­ni w for­mie wy­da­rze­nia (np. bi­twa war­szaw­ska, ko­ro­na­cja Ka­zi­mie­rza Wiel­kie­go i Al­do­ny) czy po­sta­ci, któ­re wpły­nę­ły na na­szą hi­sto­rię (jak Miesz­ko I wraz z ro­dzi­ną, Ta­de­usz Ko­ściusz­ko).

Gdzie słu­chać? Stro­na www pod­ca­stu: historiawgdzieci.pl/podkast/lista

Stro­ny i apli­ka­cje gro­ma­dzą­ce pod­ca­sty, np. Ap­ple Pod­ca­sts, Play­er FM, podstacja.com

Skup się

Bra­ku­je ci sku­pie­nia i dys­cy­pli­ny? W kształ­ce­niu tych na­wy­ków po­ma­ga­ją bez­płat­ne apli­ka­cje Plan­tie dla iOS oraz Fo­rest dla sys­te­mu An­dro­id.

Kie­dy za­czy­na­my na­ukę, usta­wia­my w apli­ka­cji, ile cza­su chce­my po­świę­cić na peł­ną kon­cen­tra­cję. Od­kła­da­my na bok te­le­fon, w któ­rym ro­śnie wir­tu­al­ne drzew­ko. Gdy­by­śmy pró­bo­wa­li prze­łą­czyć apli­ka­cję lub przejść do ekra­nu głów­ne­go, ro­ślin­ka usy­cha, a my tra­ci­my szan­sę na zdo­by­cie ko­lej­nych mo­net. A prze­cież mo­gą się nam przy­dać do za­ku­pu no­wych ga­tun­ków wir­tu­al­nych drze­wek bądź za­sa­dze­nia praw­dzi­we­go drze­wa. Do­dat­ko­wą mo­ty­wa­cją do pra­cy jest śle­dze­nie sta­ty­styk o na­szych po­stę­pach w do­brych na­wy­kach.

 

Ka­ro­li­na Plu­ta

Jak bardzo się nudzisz?

Wy­da­je się, że w świe­cie YouTu­be, in­ter­ne­tu we wła­snej kie­sze­ni, fil­mów i mu­zy­ki na za­wo­ła­nie na nu­dę nie mo­że­my na­rze­kać. A je­śli to wszyst­ko to tyl­ko na­sze nie­udol­ne spo­so­by, by z nią so­bie po­ra­dzić? A pod ko­lo­ro­wą otocz­ką czai się ona – wiel­ka nu­da?

Za­sta­na­wia­li­ście się kie­dyś, co to jest nu­da? Naj­ogól­niej rzecz bio­rąc, to stan, w któ­rym do­cho­dzi do nas zbyt ma­ło bodź­ców lub są zbyt mo­no­ton­ne. Ta­ki brak sty­mu­la­cji mo­że pro­wa­dzić na­wet do apa­tii czy sta­nu umy­słu, w któ­rym „nie ma nic, co da­na oso­ba chcia­ła­by ro­bić”. Skąd się bie­rze nu­da? Ri­chard Win­ter, au­tor książ­ki Nu­da w kul­tu­rze roz­ryw­ki wy­mie­nia jej bar­dziej i mniej oczy­wi­ste przy­czy­ny.

Fot. unsplash.com / JC Gel­li­don

Co nas nie krę­ci?

Do tych pierw­szych na­le­żą mo­no­to­nia i po­wta­rzal­ność wy­ko­ny­wa­nych za­dań, ich zbyt­nia ła­twość lub trud­ność. Na nu­dę ma wpływ tak­że po­czu­cie odłą­cze­nia, któ­re ozna­cza, że nie czu­je­my za­an­ga­żo­wa­nia w sy­tu­ację, czu­je­my, że ona nas nie do­ty­czy bądź nie ma­my na nią wpły­wu. Nu­da wy­ni­kać mo­że z wie­ku – okres doj­rze­wa­nia i sta­rość to eta­py ży­cia naj­bar­dziej na nią po­dat­ne. Oso­by młod­sze po­trze­bu­ją wię­cej bodź­ców, star­sze – czę­sto ze wzglę­du na po­gar­sza­ją­ce się zdro­wie ma­ją ogra­ni­cze­nia w wy­bo­rze za­jęć czy kon­tak­tach z ludź­mi. Na nu­dę cier­pieć mo­gą za­rów­no bo­ga­ci (z prze­sy­tu), jak i bied­ni (z po­wo­du bra­ku moż­li­wo­ści za­pew­nie­nia so­bie roz­ryw­ki). Jed­nak przy­czy­ną nu­dy mo­że być też nad­miar bodź­ców. Po­my­śl­cie o sy­tu­acji, gdy ma­my do­stęp­nych kil­ka­set ka­na­łów w tv, mi­lio­ny fil­mów czy od­świe­ża­ją­cych się tre­ści w por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych. Mo­że­my się w nie za­głę­biać bez koń­ca, choć tak na­praw­dę ska­cze­my z jed­ne­go na dru­gi. Nic nie jest w sta­nie przy­kuć uwa­gi na dłu­żej, obu­dzić za­an­ga­żo­wa­nia. Czy to już nie... nu­da?

Ła­twiej czy­li nud­no?

Wi­docz­na jest za­leż­ność – im wię­cej cza­su wol­ne­go, tym wię­cej nu­dy. Sto lat te­mu ro­bot­ni­cy pra­co­wa­li przez 6 dni w ty­go­dniu po 12 go­dzin. Ży­cie na wsi rów­nież by­ło wy­peł­nio­ne pra­cą. Pra­co­wa­ły ra­zem ca­łe ro­dzi­ny, a nie­raz też są­sie­dzi. W cza­sie mo­no­ton­nych czyn­no­ści po­ma­ga­no so­bie śpie­wem lub opo­wia­da­niem hi­sto­rii. Cza­su wol­ne­go nie by­ło wie­le, pra­ca by­ła ko­niecz­no­ścią ży­cio­wą. Je­śli nie zo­sta­ła wy­ko­na­na, cier­pia­ło się po­waż­ne kon­se­kwen­cje, jak głód w mie­sią­cach zi­mo­wych. Kon­takt z tak su­ro­wą rze­czy­wi­sto­ścią, ale też wspól­na pra­ca wy­klu­cza­ły nu­dę. Dziś nie­wie­lu z nas ma ta­kie do­świad­cze­nie. Ży­je­my wy­god­nie, za­pa­sy na zi­mę ma­ją wy­miar sym­bo­licz­ny. Win­ter wspo­mi­na o uczest­nicz­ce re­ali­ty show, któ­re po­le­ga­ło na ob­ser­wa­cji ży­cia ro­dzi­ny w wa­run­kach, w ja­kich ży­li ame­ry­kań­scy osad­ni­cy z 1883 r. Po po­wro­cie do do­mu w Ma­li­bu dziew­czy­na oce­ni­ła, że współ­cze­sne ży­cie, w któ­rym za roz­ryw­kę uwa­ża się wyj­ście do cen­trum han­dlo­we­go, jest po pro­stu nud­ne.

Znu­dzo­ne du­sze

Nu­da po­tra­fi ogar­nąć nie tyl­ko na­sze znie­chę­co­ne gło­wy i cia­ła. Do­ty­ka też du­szy. Ta­ki stan daw­ni mi­strzo­wie du­cho­wo­ści na­zy­wa­li ace­dią. Jest to obo­jęt­ność wo­bec spraw Bo­żych i dą­że­nia do świę­to­ści, utra­ta za­in­te­re­so­wa­nia tym, co przed­tem mo­ty­wo­wa­ło do ży­cia. Za je­go bi­blij­ny ob­raz mo­że po­słu­żyć sen­ność uczniów w ogro­dzie Get­se­ma­ni. Nie by­li oni w sta­nie wy­trwać przy Je­zu­sie na­wet go­dzi­ny. Ace­dia jest rów­nież spo­krew­nio­na z za­twar­dzia­ło­ścią ser­ca, któ­ra spra­wia, że je­ste­śmy głu­si na Sło­wo Bo­że. Nie sły­szy­my go, po­nie­waż nie je­ste­śmy nim za­in­te­re­so­wa­ni, nie do­pusz­cza­my go do sie­bie. W re­zul­ta­cie nie mo­że­my się na­wró­cić, a na­wet tra­ci­my sens ży­cia.

Po­my­sły na nu­dę

A więc jak to jest – nie ma­my cza­su na nu­dę, czy to wszech­obec­na nu­da po­py­cha nas do róż­nych ak­tyw­no­ści? A co je­śli zdia­gno­zu­je­my u sie­bie symp­to­my apa­tii i ocię­ża­ło­ści du­cho­wej? Le­kar­stwa, któ­re za­pi­su­je dr Win­ter są dość pro­ste: po­wrót do za­chwy­tu przy­ro­dą, od­kry­cie i ży­cie zgod­ne z pa­sją, wal­ka o waż­ne war­to­ści. A tak­że dy­stans do pu­ła­pek za­sta­wia­nych przez wszech­obec­ną re­kla­mę i wal­czą­ce o nasz czas me­dia. W grun­cie rze­czy przy­zna­nie się do nu­dy to mo­że być pierw­szy krok, by żyć peł­niej.

 

Mag­da­le­na Urlich