Drodzy Czytelnicy!

Ży­je­my jak zom­bie. Wpa­trze­ni w na­sze smart­fo­ny. Ba­da­nia do­wo­dzą, że do­ty­ka­my ich 2600 ra­zy (!) dzien­nie i prze­cięt­nie się­ga­my po nie co dzie­sięć mi­nut. Jak to wpły­wa na na­sze re­la­cje z in­ny­mi? Od­po­wiedź ma­my pod no­sem. W prze­no­śni i do­słow­nie. Spójrz­my na naj­bliż­szy sto­lik w ka­wiar­ni.

Grup­ka zna­jo­mych – wi­dać, że zna­ją się jak ły­se ko­nie. Sie­dzą ni­by ze so­bą, ale każ­dy z nich trzy­ma w rę­ku te­le­fon i re­agu­je na każ­de otrzy­ma­ne po­wia­do­mie­nie. A my? Na spo­tka­niach ro­dzin­nych trzy­ma­my smart­fon w dło­ni lub na sto­le. Bo jak to? Prze­ga­pić zdję­cie Tom­ka lub po­wia­do­mie­nie od Ani? Za nic w świe­cie!

Czy prze­mknę­ła nam kie­dyś przez gło­wę myśl, ile cza­su spę­dza­my wpa­trze­ni w ekran te­le­fo­nu? Po­le­cam spraw­dzić to obiek­tyw­nie, uży­wa­jąc choć­by przez kil­ka dni jed­nej z apli­ka­cji do mie­rze­nia cza­su i spo­so­bu je­go spę­dza­nia przez nas, gdy ma­my nos w smart­fo­nie. Wy­ni­ki mo­gą za­sko­czyć i prze­ra­zić. Z pew­no­ścią skoń­czą wy­mów­ki, że nie ma­my na nic cza­su. Bo go ma­my, tyl­ko mar­nu­je­my na scrol­lo­wa­nie Fa­ce­bo­oka, Twit­te­ra czy Pin­te­re­sta. A co gdy­by tak czas wy­li­czo­ny przez apli­ka­cję spę­dzić na na­uce na kla­sów­kę z ma­te­ma­ty­ki, spo­tka­niach ze zna­jo­my­mi, jeź­dzie na ro­we­rze, grze w ko­szy­ków­kę czy czy­ta­niu ksią­żek? W nu­me­rze przy­pa­tru­je­my się wiecz­nie za­lo­go­wa­ne­mu po­ko­le­niu i za­sta­na­wia­my nad tym, czy moż­li­wy jest po­wrót do świa­ta unplug­ged.

Z czę­ści dla bierz­mo­wa­nych do­wie­cie się, czym jest olej krzyż­ma i dla­cze­go jest wy­ko­rzy­sty­wa­ny przy udzie­la­niu sa­kra­men­tu Bierz­mo­wa­nia. Znaj­dzie­cie od­po­wiedź na sta­re py­ta­nie, czy Pan Bóg zsy­ła na nas cier­pie­nie. Po­zna­cie rów­nież le­kar­kę gi­ne­ko­lo­ga, któ­ra kie­dyś do­ko­ny­wa­ła abor­cji. Te­raz moż­na ją spo­tkać na Mar­szu dla Ży­cia w Wa­szyng­to­nie.

Aga­ta Goł­da, re­dak­tor na­czel­na

Namaszczenie oznacza wezwanie

Sa­kra­men­ty to wi­dzial­ne zna­ki mi­ło­ści Bo­ga i Je­go ła­ski. W Bierz­mo­wa­niu pod­sta­wo­wym zna­kiem uświę­ca­ją­ce­go dzia­ła­nia Bo­ga jest olej krzyż­ma.

Olej, któ­re­go uży­wa się w sa­kra­men­cie Bierz­mo­wa­nia, świę­ci się w Wiel­ki Czwar­tek przed po­łu­dniem w cza­sie Mszy św. spra­wo­wa­nej w ka­te­drze. Na­zwa te­go ole­ju po­cho­dzi od grec­kie­go sło­wa chri­sis, czy­li na­masz­cze­nie. Jest to ja­sny olej z oli­wek, zmie­sza­ny z ciem­nym, pach­ną­cym bal­sa­mem. Po­świę­ce­nia krzyż­ma do­ko­nu­je bi­skup po Ko­mu­nii świę­tej. No­wo po­świę­co­ne­go ole­ju pierw­szy raz uży­wa się przy udzie­la­niu Chrztu i Bierz­mo­wa­nia w cza­sie Wi­gi­lii Pas­chal­nej. Olej krzyż­ma słu­ży ja­ko sa­kra­men­tal­ny znak przy udzie­la­niu Chrztu, Bierz­mo­wa­nia, sa­kra­men­tu ka­płań­stwa, a tak­że przy kon­se­kra­cji ko­ścio­ła czy oł­ta­rza.

Fot. unsplash.com / Al­mos Bech­told

Sym­bo­li­ka krzyż­ma i na­masz­cze­nia

Oli­wa jest sym­bo­lem te­go, co cen­ne. Nie tyl­ko jest spo­ży­wa­na ja­ko zdro­we źró­dło tłusz­czu. Przez stu­le­cia słu­ży­ła też ja­ko śro­dek do pie­lę­gna­cji skó­ry oraz ja­ko spe­cy­fik lecz­ni­czy, któ­ry de­zyn­fe­ku­je i ła­go­dzi ból. Sto­so­wa­na w lamp­kach oliw­nych sta­je się źró­dłem świa­tła. Po­nad­to uży­wa­nie oli­wy ma zna­cze­nie sym­bo­licz­ne. Na­cie­ra­nie oli­wą, czy­li na­masz­cze­nie, sym­bo­li­zu­je włą­cze­nie czło­wie­ka w Bo­że ży­cie i Bo­żą moc. W Sta­rym Te­sta­men­cie czy­ta­my, że oli­wę sto­so­wa­no przy na­masz­cze­niu kró­la – ja­ko sym­bol si­ły i god­no­ści. Na­masz­cza­no nią tak­że pro­ro­ków. Gest na­masz­cze­nia ro­zu­mie­my w peł­ni dzię­ki Je­zu­so­wi, gdyż Me­sjasz jest jed­no­cze­śnie kró­lem, ka­pła­nem i pro­ro­kiem. W Chry­stu­sie od­kry­wa­my to, co olej za­po­wia­dał i sym­bo­li­zo­wał, czy­li obec­ność i dzia­ła­nie Du­cha Świę­te­go. Je­zus mó­wi o so­bie: Duch Pań­ski spo­czy­wa na Mnie, po­nie­waż Mnie na­ma­ścił i po­słał Mnie, abym ubo­gim niósł do­brą no­wi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność, a nie­wi­do­mym przej­rze­nie; abym uci­śnio­nych od­sy­łał wol­ny­mi, abym ob­wo­ły­wał rok ła­ski od Pa­na. Dla uczniów Chry­stu­sa na­masz­cze­nie ozna­cza we­zwa­nie do po­stę­po­wa­nia pod wpły­wem Du­cha Świę­te­go.

Bierz­mo­wa­ni zo­sta­ją na­masz­cze­ni ole­jem krzyż­ma, by upo­dab­niać się do Je­zu­sa.

Po­świę­ce­nie krzyż­ma

Sens na­masz­cze­nia uka­zu­je mo­dli­twa, ja­ką wy­po­wia­da bi­skup w cza­sie kon­se­kra­cji krzyż­ma. Pierw­sza część tej mo­dli­twy wy­chwa­la Bo­ga za Je­go tro­skę o czło­wie­ka w ca­łej hi­sto­rii zba­wie­nia i za Je­zu­sa Chry­stu­sa, któ­ry jest peł­nią ob­ja­wie­nia mi­ło­ści Bo­ga do czło­wie­ka. Dru­ga część mo­dli­twy to proś­ba o zstą­pie­nie mo­cy Bo­żej w ce­lu uświę­ce­nia ole­ju krzyż­ma. W tej czę­ści przy­wo­ła­ny jest chrzest Je­zu­sa. Syn Bo­ży pod­dał się ob­my­ciu, by­śmy wie­dzie­li, że ro­zu­mie na­sze sła­bo­ści i że bie­rze na sie­bie na­sze grze­chy. To wła­śnie w swo­im Sy­nu, któ­ry przy­szedł z mi­ło­ści do nas na zie­mię, Bóg Oj­ciec zna­lazł upodo­ba­nie i po­twier­dził to wo­bec tłu­mu lu­dzi. Bi­skup – wraz z to­wa­rzy­szą­cy­mi mu w ci­szy ka­pła­na­mi – wy­po­wia­da proś­bę: „Niech wszy­scy ochrzcze­ni, prze­nik­nię­ci świę­tym na­masz­cze­niem i uwol­nie­ni od grze­chu pier­wo­rod­ne­go, sta­ną się Two­ją świą­ty­nią i wy­da­ją woń nie­win­ne­go ży­cia”.

Na­masz­cze­ni do świę­to­ści

Gest na­masz­cza­nia bierz­mo­wa­nych ole­jem krzyż­ma ozna­cza, że oto Bóg wy­bie­ra tych mło­dych lu­dzi na swo­ich świad­ków i że umac­nia ich ła­ską, by w co­dzien­nym ży­ciu kie­ro­wa­li się świa­tłem Du­cha Świę­te­go. To Duch Je­zu­sa. To Duch Je­go mą­dro­ści, mi­ło­ści, świę­to­ści i ra­do­ści. Bierz­mo­wa­ni zo­sta­ją na­masz­cze­ni ole­jem krzyż­ma, by upo­dab­niać się do Je­zu­sa, któ­ry z wiel­ką mo­cą gło­sił Bo­żą, czy­li peł­ną, praw­dę o czło­wie­ku i któ­ry od­no­sił się do każ­de­go z Bo­żą, czy­li nie­odwo­łal­ną mi­ło­ścią. Bierz­mo­wa­ni zo­sta­ją na­masz­cze­ni po to, że­by od­tąd po­stę­po­wać w na­masz­czo­ny spo­sób, czy­li mą­drze i od­po­wie­dzial­nie, na chwa­łę Bo­ga i ku ra­do­ści lu­dzi.

 

ks. Ma­rek Dzie­wiec­ki

DIY. Do It Yourself. Jak skutecznie usiąść, aby czytać?

Jak uży­wać tych wszyst­kich mą­drych na­rzę­dzi z róż­nych ar­ty­ku­łów czy po­rad­ni­ków, gdy trud­no po­ko­nać dwie stro­ny bi­blij­ne­go tek­stu? Etiop, dwo­rza­nin kró­lo­wej Kan­da­ki, wra­cał z Je­ro­zo­li­my – jak po­da­ją Dzie­je Apo­stol­skie – czy­ta­jąc w swo­im wo­zie pro­ro­ka Iza­ja­sza. I nic nie ro­zu­miał. Gdy po­ja­wił się przed nim Fi­lip, Etiop­czyk po­wie­dział: Jak­że mo­gę ro­zu­mieć, je­śli mi nikt nie wy­ja­śni. Za­pro­sił Fi­li­pa do wo­zu i po­ka­zał mu, co ak­tu­al­nie czy­tał. Ale: czy­tał. Nie ma py­tań bez czy­ta­nia, nie ma roz­wią­zań bez usil­ne­go po­szu­ki­wa­nia, nie ma wie­dzy bez jej za­wzię­te­go zdo­by­wa­nia. Coś zdo­by­te z pa­sją i w jej re­zul­ta­cie, da­je ogrom­ną ra­dość i me­ga sa­tys­fak­cję. I po­py­cha ku na­stęp­nym, nie­zna­nym prze­strze­niom. To mo­że: kil­ka tro­pów.

Fot. unsplash.com / Pri­scil­la Du Pre­ez

Czy­taj jed­nym tchem

Czy­taj ewan­ge­lię we­dług św. Mar­ka jed­nym tchem, od de­ski do de­ski (=od po­cząt­ku do koń­ca). Gło­śna lek­tu­ra zaj­mu­je oko­ło pół­to­rej go­dzi­ny – ci­cha znacz­nie, znacz­nie mniej. Nie zwra­caj uwa­gi na śród­ty­tu­ły, czy­li roz­dzie­la­ją­ce tekst sfor­mu­ło­wa­nia wy­dru­ko­wa­ne po­gru­bio­ną czcion­ką. One są wtór­ne. Ich ce­lem był po­dział tek­stu bi­blij­ne­go z my­ślą o li­tur­gii czy pod­czy­ty­wa­niu pod­czas na­bo­żeństw. Z punk­tu wi­dze­nia współ­cze­snej eg­ze­ge­zy moż­na dziś ja­sno stwier­dzić, że czę­sto dzie­lą one spój­ny tekst i cza­sem utrud­nia­ją na­wet uchwy­ce­nie sen­su czy my­śli au­to­ra na­tchnio­ne­go. Nie za­trzy­muj się przy nich i ab­so­lut­nie nie czy­taj we­dług for­mu­ły „od tłu­ste­go dru­ku do tłu­ste­go dru­ku”. Po­zwól się wcią­gnąć ak­cji. Za­an­ga­żuj się w prze­ży­cia bo­ha­te­rów. Czy­taj tak, jak­byś ni­gdy nie sły­szał nic z tych rze­czy. Bie­gnij za tre­ścią. Zo­ba­czysz efekt. Na­gle oka­zu­je się, że ta Hi­sto­ria fa­scy­nu­je. Ewan­ge­lia we­dług św. Mar­ka z za­ło­że­nia mia­ła być ta­kim te­le­expre­sem o Je­zu­sie dla tych, któ­rzy ni­gdy nie mie­li nic wspól­ne­go z re­li­gią Moj­że­szo­wą i kom­plet­nie nic dla nich ter­min „Me­sjasz” nie zna­czył. Mia­ła ich po­rwać, za­in­try­go­wać i dać kom­pen­dium wie­dzy. Ta­ki moc­ny start. Wy­rzut­nia do dal­sze­go po­zna­wa­nia. (Tak na mar­gi­ne­sie, to je­stem cie­ka­wa, czy też od­nie­siesz wra­że­nie, że w tej Ewan­ge­lii Je­zus po pro­stu bie­gnie. Bar­dzo szyb­ko bie­gnie. I wszyst­ko dzie­je się nie­sa­mo­wi­cie dy­na­micz­nie).

Nie bój się zwąt­pie­nia w praw­dy, co do któ­rych uwa­żasz, że nie masz pra­wa te­go pod­wa­żać. Nie bój się – tyl­ko roz­ma­wiaj o tym z Bo­giem.

Lu­dzie z krwi i ko­ści

A te­raz coś dla tych, któ­rzy lu­bią „myśli/historie nie­ucze­sa­ne”. Księ­ga Sę­dziów. Sta­ry Te­sta­ment. Żad­nej ide­ali­za­cji. Lu­dzie z krwi i ko­ści. Nie­sa­mo­wi­ty au­ten­tyzm spo­tka­nia – jak ten opi­sa­ny w roz­dzia­le 13 kon­takt Anio­ła JHWH z żo­ną Ma­no­acha. Od­wa­ga dia­lo­gu lu­dzi z Bo­giem, po­łą­czo­na z wy­ra­ża­niem kon­kret­nych opi­nii, za­ża­leń i zwąt­pień. To ce­cha spe­cy­ficz­na „od­cin­ka” Sdz 6–7, z dzie­jów Ge­de­ona. Ko­lej­na świet­na hi­sto­ria to ob­raz współ­pra­cy dam­sko-mę­skiej w pro­ce­sie słu­cha­nia Bo­ga w Sdz 4n – nie­zwy­kła re­la­cja De­bo­ry i Ba­ra­ka. W ple­ja­dzie tej nie spo­sób omi­nąć Sam­so­na, si­ła­cza, od­da­ne­go Bo­gu, za­ko­chu­ją­ce­go się w nie­mal każ­dej na­po­tka­nej ko­bie­cie – Sdz 13–16. Na­praw­dę: trud­no się nie wcią­gnąć i trud­no się po­tem ode­rwać. Oczy­wi­ście – in­na niż na­sza wraż­li­wość: du­żo prze­mo­cy, ale też du­żo prze­sa­dy. Au­tor bi­blij­ny lu­bi wy­ol­brzy­miać, ko­lo­ry­zo­wać i pod­krę­cać ak­cję, aby nie po­zwo­lić od­bior­cy roz­pro­szyć się ani na mo­ment. Ce­lem jest po­zna­nie, po­przez do­świad­cze­nia tych bi­blij­nych po­sta­ci, my­śle­nia Bo­ga o czło­wie­ku, Bo­że­go my­śle­nia o świe­cie.

Prze­brnąć przez tekst, by od­kryć Bo­ga

Co zro­bić, gdy w pew­nym mo­men­cie za­trzy­ma cię coś, cze­go nie ro­zu­miesz? Mo­żesz „prze­sko­czyć”, mo­żesz zo­sta­wić, a mo­żesz też szu­kać zro­zu­mie­nia, spraw­dza­jąc w ko­men­ta­rzu czy wpi­su­jąc pro­blem do Go­ogle, do­da­jąc si­gla (wska­za­nie tek­stu bi­blij­ne­go) oraz roz­sze­rze­nie pdf (wy­sko­czy ci wów­czas ja­kiś, naj­czę­ściej fa­cho­wy, ar­ty­kuł). Po­zwól so­bie na ta­ki kie­ru­nek, na ja­ki cię stać w da­nym mo­men­cie. W pew­nym mo­men­cie do­świad­czysz, że za­czy­nasz czy­tać ze wzglę­du na Oso­bę, że bę­dziesz chciał prze­brnąć przez tekst, by od­kryć Bo­ga. I to jest wła­śnie ten naj­bar­dziej fa­scy­nu­ją­cy drugi/nowy po­czą­tek głę­bo­kich zma­gań i wiel­kich od­kryć.

Po­zwól się też za­trzy­mać, gdy ja­kaś treść cię za­chwy­ci, przy­cią­gnie two­ją uwa­gę, na­sy­ci cię. To ta­kie spe­cy­ficz­ne spo­so­by dzia­ła­nia Bo­że­go Du­cha przez Bi­blię. W naj­bar­dziej nie­ocze­ki­wa­nym mo­men­cie po­ka­zu­je nam coś tak głę­bo­kie­go, nie­zwy­kłe­go, że nie mo­że­my iść da­lej, mu­si­my się za­trzy­mać i na­wet po pro­stu tyl­ko „być”, być w tym od­kry­ciu, sie­dzieć, prze­by­wać.

Nie bój się py­tań, któ­re ro­dzi w to­bie tekst. Py­taj Bo­ga. Nor­mal­nie. Py­taj Go i po­zwól się pro­wa­dzić ku odpowiedzi/odbierz ko­mu­ni­kat. Nie zo­sta­wi cię z tym. Ale od­po­wie swo­im spo­so­bem.

Nie bój się zwąt­pie­nia w rze­czy, w praw­dy, co do któ­rych uwa­żasz, że nie masz pra­wa te­go pod­wa­żać. Nie bój się – tyl­ko roz­ma­wiaj o tym z Bo­giem. Wąt­pli­wo­ści to znak roz­wo­ju, ale nie moż­na ich po­zo­sta­wić sa­mym so­bie. To sty­mu­la­tor do wie­dzy, do po­szu­ki­wań.

Cho­dzi tyl­ko o Bo­ga i cie­bie

Nie myśl o so­bie. Nie myśl, co z te­go bę­dzie – czy ktoś cię po­chwa­li, bę­dziesz wię­cej wie­dział, bę­dziesz lep­szy, bo „czy­tasz Bi­blię”. Skup się na Bo­gu. Bi­blia to nie książ­ka sa­vo­ir-vi­vru, to nie pod­ręcz­nik mo­ral­no­ści czy pe­da­go­gi­ki. Bi­blia to prze­strzeń spo­tka­nia i w niej cho­dzi tyl­ko o Bo­ga i cie­bie.

I naj­waż­niej­sze na ko­niec: punkt przy­ło­że­nia w czy­ta­niu Bi­blii to pew­ność: BÓG JEST DOBRY. Wszyst­ko, co ci się z tym nie zga­dza, we­ry­fi­kuj – al­bo wte­dy czło­wiek cze­goś nie wie, al­bo coś nie­wła­ści­wie ro­zu­mie, al­bo cze­goś nie za­uwa­żył. A po­wo­li szcze­gó­ły ob­ra­zu Do­bre­go Bo­ga, któ­re się od­sło­nią przed to­bą za­chwy­cą cię tak, że… nic te­go nie po­ko­na.

DIY! Po­wo­dze­nia! Z Bo­żym Du­chem!

 

Jo­an­na No­wiń­ska SM

Poza smartfonem jest całkiem spoko

Wy­cze­ki­wa­na na­gro­da oka­za­ła się dla mnie pu­łap­ką. Co­raz wię­cej i wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem w rę­ce.

Do dzi­siaj pa­mię­tam mo­ment, gdy do­sta­łem od ro­dzi­ców pierw­sze­go smart­fo­na. Z za­mknię­ty­mi ocza­mi po­tra­fię opo­wie­dzieć, ja­ki to był mo­del i ja­kie miał ce­chy. To by­ła na­gro­da za świa­dec­two z pa­skiem. Oj, jak bar­dzo się sta­ra­łem, że­by ją zdo­być. Na nie­szczę­ście mi się uda­ło. Dla­cze­go „na nie­szczę­ście”? Po­nie­waż od te­go cza­su nie mia­łem już do­brych ocen. Co­raz wię­cej cza­su spę­dza­łem z no­sem w te­le­fo­nie, gra­jąc, scrol­lu­jąc Fa­ce­bo­oka, prze­glą­da­jąc In­sta­gra­ma, oglą­da­jąc fil­mi­ki na YouTu­be. By­łem na bie­żą­co z naj­śmiesz­niej­szy­mi i naj­głup­szy­mi fil­mi­ka­mi. Nikt nie był w sta­nie mnie czymś no­wym za­sko­czyć. Wszyst­ko wcze­śniej wi­dzia­łem.

Ży­cie w smart­fo­nie

Im wię­cej cza­su spę­dza­łem z te­le­fo­nem, tym gor­sze mia­łem oce­ny. Zda­rza­ło mi się za­po­mi­nać o za­da­niach do­mo­wych. Czas prze­zna­czo­ny na na­ukę na kla­sów­ki spę­dza­łem na pod­glą­da­niu zna­jo­mych w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Za­sy­pia­łem z te­le­fo­nem w rę­ce. Gdy prze­bu­dza­łem się w no­cy, się­ga­łem od­ru­cho­wo po te­le­fon i za­czy­na­łem prze­glą­dać in­ter­net i ulu­bio­ne stro­ny. Jak póź­niej ob­li­czy­łem, spę­dza­łem w in­ter­ne­cie po 6–8 go­dzin dzien­nie.

Do­szło do te­go, że za­czą­łem być ner­wo­wy, je­śli roz­ła­do­wał mi się te­le­fon. Usil­nie pil­no­wa­łem, że­by o nim nie za­po­mnieć i wszę­dzie za­bie­rać go ze so­bą. Mo­głem za­po­mnieć o ze­szy­cie do mat­my, ale nie o nim. Przy­szedł czas, że na ro­dzin­nych im­pre­zach ro­dzi­ce za­czę­li mnie upo­mi­nać, bo za­miast uczest­ni­czyć w roz­mo­wie, sie­dzia­łem w ką­cie ze smart­fo­nem. To, że mam pro­blem, na jed­nej z ta­kich im­prez za­uwa­ży­ła mo­ja cio­cia, któ­ra jest psy­cho­lo­giem. Zwró­ci­ła mi uwa­gę na mo­je za­cho­wa­nie, a po­tem od­cią­gnę­ła na bok ro­dzi­ców i dłu­go z ni­mi o czymś roz­ma­wia­ła.

Za­czy­na się zmia­na

Po tej roz­mo­wie ro­dzi­ce wpro­wa­dzi­li wie­le za­sad do­ty­czą­cych ko­rzy­sta­nia ze smart­fo­na. Nie mam już nie­li­mi­to­wa­ne­go in­ter­ne­tu. W cza­sie im­prez ro­dzin­nych i na­szych po­sił­ków wszy­scy od­kła­da­my te­le­fo­ny do spe­cjal­ne­go ko­szy­ka. Ni­ko­mu nie wol­no z nich wte­dy ko­rzy­stać, na­wet ro­dzi­com! Do­sta­łem od ta­ty zwy­kły bu­dzik. Smart­fon cze­ka na mnie przez noc w in­nym po­ko­ju. Ro­dzi­ce za­pi­sa­li mnie na za­ję­cia spor­to­we, na któ­re cho­dzę trzy ra­zy w ty­go­dniu, i pil­nu­ją, czy na­praw­dę się uczę, gdy mó­wię, że to ro­bię.

Gó­ry za­miast What­sAp­pa

Już nie za­sy­piam i nie bu­dzę się z te­le­fo­nem w rę­ce, ale przede mną jesz­cze dłu­ga dro­ga do od­zwy­cza­je­nia się od smart­fo­na. Po­ma­łu prze­ko­nu­ję się, że więk­szą war­tość ma spo­tka­nie z ko­le­ga­mi, by po­grać wspól­nie w pił­kę lub po­ga­dać, a nie to­czyć nie­koń­czą­ce się roz­mo­wy na What­sAp­pie. Więk­szą war­tość za­czy­na­ją mieć dla mnie zdję­cia z wspól­nych wy­pa­dów z ko­le­ga­mi w gó­ry niż sel­fie, któ­re ro­bi­łem z głu­pi­mi mi­na­mi, by za­szpa­no­wać w kla­sie. Świat po­za smart­fo­nem nie jest zły. Jest cał­kiem, cał­kiem spo­ko. Prze­ko­nu­ję się do nie­go.

 

Ka­rol, 15 lat